Witam wszystkich.
Ja z moja zonka od niedawna zaczelismy chodzic do swingerklubu.mianowicie bylismy dopiero 2 razy i musze powiedziec ze bylo fantastycznie.ostatno bylismy wczoraj i poznslismy wiele fajnych ludzi.oczywiscie nie bylismy bierni( moze na poczatku),mielismy super sex w towarzystwie dwoch innych mlodych par(my sami mamy po 35 lat).z jedna z nich wymienilismy sie na chwilke i bylo ciekawie.
Wczesniej rozmawialismy tylko z zona na ten temat i byla na poczatku na nue.ze niby nie bedzie sie z nikim dzielic mna.....lecz z czasem zaczelo nas to bardziej krecic.rozmawialismy o tym ,opowiadalismy sobie o naszych pragnieniach,o tym co chcielibysmy zrobic itd.obecnie jestesmy szczesliwa para ,rodzina ktora jest na poczatku swojego swingowania.niedowiarkow zapewniam iz ten rodzaj aktywnosci bardzo zbliza,choc zawsze bylismy bardzo blisko.oczywiscie nalezy miec jakis staz za soba,duzo zrozumiania,no i nue wolno miec przed soba tajemnic.
Polecam jak najbardziej.
Dadam jeszcze ze faktycznie 98% par jakue poznalem lub widzialem w klubie sa to osoby na poziomie,calkiem normalni ludzie i nikt z nich nue na tego wypisanego na czole.
Pozdrawiamy j&l
Każdy ma inne potrzeby seksualne i ważne żeby się w nich partnerzy dopasowywali. Ja zawsze miałem pewne fantazje ze swingowaniem. Nigdy nie zrealizowałem, ale teraz z chęcią znalazłbym partnerkę, z którą przełamę kolejne granice. Tylko sądząc po wypowiedziach forumowiczek nie będzie to łatwe ![]()
NIe zgodził bym się na to by inny facet uprawiał sex z moją żoną. Uwielbiamy zabawy łóżkowe ale pomysł, bym zajmował się inną kobieta lub by ona robiła loda obcemu facetowi a potem dawała buziaka mojemu dziecku...? Nie do przyjęcia
Man of...
Przepraszam ale muszę zapytać. Gdyby Twoja żona "robiła loda" obcemu, a później całowała dziecko, to fuj. Tak? Ale jak zrobi Tobie i później dziecko pocałuje, to już jet OK? Dziwne masz podejście do tych spraw...
Optymista
Wszystko przed Tobą. Nie zakładaj z góry, że nie znajdziesz. Ze swingowaniem jest jak z każdą inną aktywnością w łóżku. Jeśli tak ludziom pasuje, czerpią z tego przyjemność i nikogo przy tym nie krzywdzą, to czemu nie?
Dla nas również jest ciekawym doświadczeniem ale - nie jest to zabawa dla wszystkich.
Przeczytałam wszystkie komentarze... i co by tu napisać? Mało jest osób, które dają innym prawo do robienia tego, co tamci chcą. Część idzie jeszcze dalej i osoby, które robią coś innego niż oni sami sklasyfikują jako "chorych", "nienormalnych", "zboczonych".
Ja rozumiem, że ktoś może nie chcieć swingować, nie chcieć seksu analnego, nie chcieć robienia loda, ale to nie znaczy, że należy deprecjonować innych, którym sprawia to przyjemność.
Swego czasu byłam w środowisku swingersów. Powiem wam, że to jedno z ciekawszych środowisk, z jakim miałam do czynienia. To ludzie w większości dojrzali, w stałych związkach, często z dziećmi, lub z dziećmi już odchowanymi. Wykształceni, na poziomie, dobrze zarabiający (bo co tu ukrywać - imprezy i wyjazdy kosztują).
Jeśli jakaś para nie wytrzymuje swingowania, to raczej ta z niewielkim stażem. Albo taka, gdzie mężczyzna bardzo naciska na żonę, ta się z musu zgadza, a potem... nagle jej się zaczyna bardzo podobać, a biedny mężuś nie może tego znieść, bo sądził, że to on sobie pobzyka, a nie że będą ją bzykać.
Żeby swingować trzeba przede wszystkim zmienić swój sposób myślenia, wyrzucić te wszystkie kulturowe, społeczne i religijne uwarunkowania, które są nam zaszczepianie. Że seks to tylko z wielkiej miłości, że po ślubie, że można kochać tylko jedną osobę na raz, że im większa zazdrość, tym większa miłość, że możemy na coś partnerowi pozwolić. I trzeba umieć zrozumieć to, że są ludzie, którzy mają inne od nas potrzeby i pragnienia.
Nie zgodzę się co do uzależnienia od swingu. Równie dobrze można by powiedzieć, że można się od wszystkiego uzależnić. A jak mężczyzna zacznie uprawiać seks z kobietą, to nie uzależni się od tego, skoro się do tej pory tylko masturbował? Przecież bodźce są dużo silniejsze.
Swing to po prostu coś, na co drugie osoby się umawiają ze sobą, wprowadzają jakieś zasady i się ich trzymają. No i dużo rozmawiają ze sobą. Śmiem stwierdzić, że dużo bardziej są świadomi swoich związków, niż większość tzw. "normalnych" par.
Osobiście lubię chodzić do klubów swingerskich, choć zwykle tylko towarzysko i z nikim się nie bawię. Ale lubię np to, że mogę się rozebrać i pójść do jacuzzi. Że mogę założyć erotyczny strój i po prostu posiedzieć przy barze. Albo popatrzeć na innych bawiących się
Aaaaa, zdecydowana większość osób swingujących bardzo dba o swoje zdrowie, higienę i bezpieczeństwo seksu. Minimum to prezerwatywa. Również podczas seksu oralnego. Standardem są badania. Powiedzcie mi ile osób tutaj tzw. "normalnych" robiło kiedykolwiek badania na choroby weneryczne?
Że niby nie muszą?
Że niby na AIDS to chorują tylko prostytutki i geje?
Wolne żarty. Wasi partnerzy was zdradzają, uprawiają seks z innymi, w większości wypadków bez zabezpieczenia (bo gumka ciśnie, bo spada, bo kochanki biorę tabletki, bo w gumce nic nie czuję, bo jak nie dam mu bez gumki to mnie zostawi), a potem wraca do was i z wam też uprawia seks bez zabezpieczenia.
A trzeba pamiętać, że do łóżka nie idzie się tylko z obecnym partnerem, ale też ze wszystkimi jego partnerami, których miał do tej pory.
Czy ktokolwiek z was poprosił swojego partnera, przed rozpoczęciem współżycia, o przebadanie się?
Na HPV, chlamydię, HIV? Czy pokazał własne badania?
W tej materii naprawdę wolę środowisko swingersów, gdyż są o niebo lepiej wyedukowani i świadomi, niż cała reszta grzecznego społeczeństwa.
Tak więc mniej hipokryzji, więcej zrozumienia. Ludzie są różni, lubią różne rzeczy, mają różne pragnienia - ale to nie znaczy, że są nienormalnie.
Dla mnie ważna jest tylko i wyłącznie jedna rzecz: entuzjastycznie wyrażona zgoda. Jeśli jest, super. Jeśli nie ma - to tu pojawia się problem. A co ci dwoje ludzi (lub więcej) robi po wyrażeniu zgody, to tylko ich sprawa ![]()
72 2016-09-24 15:27:29 Ostatnio edytowany przez podobno_zuzanna (2016-09-24 15:29:56)
Nie oceniam swingowania, ale na samą myśl o nim robi mi się jakoś dziwnie. Ale mniejsza o to, zastanawiałam się wiele razy, czy swingowanie nie ma żadnej mrocznej strony? Ile było takich par, które w ten sposób zaczynały eksperymenty z seksem, ale nie skończyły na nich, a posuwały się dalej, aż do perwersji. Nieustanne eksperymentowanie z seksem i ciągłe szukanie nowych form rozkoszy mnie trochę niepokoi. Seks staje się bożkiem (?). Druga sprawa: zacznę od analogii (trochę dziwnej, wiem). Zauważyłam, że im dzieci częściej dostają nowe zabawki, tym krócej się nimi cieszą. Takie dzieciaki wymarzony, wyczekany prezent potrafią porzucić po kilku dniach i już niecierpliwić się na kolejny. Samo wybieranie nowej gry czy zestawu lego, oczekiwanie na zabawkę, odliczanie dni staje się większą radochą (takie mam wrażenie). Czy w nadmiernym eksperymentowaniu z seksem nie dzieje się coś podobnego? Po jakimś czasie pojawia się nuda i pragnienie kolejnej nowości, czegoś jeszcze innego, nieznanego. Potem może frustracja, jakiś dyskomfort, stres powodowany potrzebą (przymusem?) ciągłego kombinowania - co jeszcze?
"Żeby swingować trzeba przede wszystkim zmienić swój sposób myślenia, wyrzucić te wszystkie kulturowe, społeczne i religijne uwarunkowania, które są nam zaszczepianie" - a czy egoistyczne (a jakże) pragnienie posiadania partnera na wyłączność w sferze seksualnej jest bardziej kulturowe czy naturalne? Czy to nie natura właśnie wyposażyła nas w egoizm? Człowiek jakoś tak już ma, że pewnych rzeczy potrzebuje na własność, nie potrafi współdzielić wszystkiego z innymi (może wykażę się ignorancją, ale wydaje mi się, że już w danych, plemiennych czasach tak właśnie było). Podobno nawet altruizm jest zamaskowanym egoizmem. Może w potrzebie monogamicznego związku jest więcej egoizmu niż zinternalizowanych wartości i norm?
Przeczytałam wszystkie komentarze... i co by tu napisać? Mało jest osób, które dają innym prawo do robienia tego, co tamci chcą. Część idzie jeszcze dalej i osoby, które robią coś innego niż oni sami sklasyfikują jako "chorych", "nienormalnych", "zboczonych".
Ja rozumiem, że ktoś może nie chcieć swingować, nie chcieć seksu analnego, nie chcieć robienia loda, ale to nie znaczy, że należy deprecjonować innych, którym sprawia to przyjemność.Swego czasu byłam w środowisku swingersów. Powiem wam, że to jedno z ciekawszych środowisk, z jakim miałam do czynienia. To ludzie w większości dojrzali, w stałych związkach, często z dziećmi, lub z dziećmi już odchowanymi. Wykształceni, na poziomie, dobrze zarabiający (bo co tu ukrywać - imprezy i wyjazdy kosztują).
Jeśli jakaś para nie wytrzymuje swingowania, to raczej ta z niewielkim stażem. Albo taka, gdzie mężczyzna bardzo naciska na żonę, ta się z musu zgadza, a potem... nagle jej się zaczyna bardzo podobać, a biedny mężuś nie może tego znieść, bo sądził, że to on sobie pobzyka, a nie że będą ją bzykać.Żeby swingować trzeba przede wszystkim zmienić swój sposób myślenia, wyrzucić te wszystkie kulturowe, społeczne i religijne uwarunkowania, które są nam zaszczepianie. Że seks to tylko z wielkiej miłości, że po ślubie, że można kochać tylko jedną osobę na raz, że im większa zazdrość, tym większa miłość, że możemy na coś partnerowi pozwolić. I trzeba umieć zrozumieć to, że są ludzie, którzy mają inne od nas potrzeby i pragnienia.
Nie zgodzę się co do uzależnienia od swingu. Równie dobrze można by powiedzieć, że można się od wszystkiego uzależnić. A jak mężczyzna zacznie uprawiać seks z kobietą, to nie uzależni się od tego, skoro się do tej pory tylko masturbował? Przecież bodźce są dużo silniejsze.
Swing to po prostu coś, na co drugie osoby się umawiają ze sobą, wprowadzają jakieś zasady i się ich trzymają. No i dużo rozmawiają ze sobą. Śmiem stwierdzić, że dużo bardziej są świadomi swoich związków, niż większość tzw. "normalnych" par.
Osobiście lubię chodzić do klubów swingerskich, choć zwykle tylko towarzysko i z nikim się nie bawię. Ale lubię np to, że mogę się rozebrać i pójść do jacuzzi. Że mogę założyć erotyczny strój i po prostu posiedzieć przy barze. Albo popatrzeć na innych bawiących się
![]()
Aaaaa, zdecydowana większość osób swingujących bardzo dba o swoje zdrowie, higienę i bezpieczeństwo seksu. Minimum to prezerwatywa. Również podczas seksu oralnego. Standardem są badania. Powiedzcie mi ile osób tutaj tzw. "normalnych" robiło kiedykolwiek badania na choroby weneryczne?
Że niby nie muszą?
Że niby na AIDS to chorują tylko prostytutki i geje?Wolne żarty. Wasi partnerzy was zdradzają, uprawiają seks z innymi, w większości wypadków bez zabezpieczenia (bo gumka ciśnie, bo spada, bo kochanki biorę tabletki, bo w gumce nic nie czuję, bo jak nie dam mu bez gumki to mnie zostawi), a potem wraca do was i z wam też uprawia seks bez zabezpieczenia.
A trzeba pamiętać, że do łóżka nie idzie się tylko z obecnym partnerem, ale też ze wszystkimi jego partnerami, których miał do tej pory.Czy ktokolwiek z was poprosił swojego partnera, przed rozpoczęciem współżycia, o przebadanie się?
Na HPV, chlamydię, HIV? Czy pokazał własne badania?W tej materii naprawdę wolę środowisko swingersów, gdyż są o niebo lepiej wyedukowani i świadomi, niż cała reszta grzecznego społeczeństwa.
Tak więc mniej hipokryzji, więcej zrozumienia. Ludzie są różni, lubią różne rzeczy, mają różne pragnienia - ale to nie znaczy, że są nienormalnie.
Dla mnie ważna jest tylko i wyłącznie jedna rzecz: entuzjastycznie wyrażona zgoda. Jeśli jest, super. Jeśli nie ma - to tu pojawia się problem. A co ci dwoje ludzi (lub więcej) robi po wyrażeniu zgody, to tylko ich sprawa
nie sposób odmówić Ci racji ![]()
W sumie każdy ma inną definicję szczęścia czy miłości. Jeśli nikomu nie wyrządza krzywdy to czemu nie? Aczkolwiek pewne rzeczy mnie brzydzą i wolałabym nie wiedzieć, ze moi znajomi się tak bawią, bo obawiałabym się, że stracę dla nich sympatię, i nie mam tu na myśli akurat swingu, choć taka rozpusta też trochę mnie uwiera, bo to jest jakieś puste jak na moje standardy, takie orgie grupowe i oddawanie się obcym ludziom na oczach wszystkich...
Ja wiem, że seks to nie tylko z wielkiej miłości i w ogóle żadnej, i że miłość nie jest zarezerwowana na wyłączność tylko dla jednej osoby, bo można kochać na raz dwie. Skoro można dzieci to dlaczego nie dorosłych? Tylko czasem trudno to ogarnąć. Choć zastanawiałam się ostatnio nad poliamorycznością w kontekście zdrady, o której ostatnio tyle dyskusji tutaj. I ona dużo tłumaczy ![]()
. Choć zastanawiałam się ostatnio nad poliamorycznością w kontekście zdrady, o której ostatnio tyle dyskusji tutaj. I ona dużo tłumaczy
mogłabyś to rozwinąć? brzmi ciekawie ![]()
ps. jako ze do tej pory skupialam sie na praktyce,to postanowiłam liznąć też troche teorii i zaczelam czytac "poliamorie" Deborah Anapol.
v, jutro rozwinę, bo zaraz mam gości...
ok, będę czekać cierpliwie ![]()
Ja wiem, że seks to nie tylko z wielkiej miłości i w ogóle żadnej, i że miłość nie jest zarezerwowana na wyłączność tylko dla jednej osoby, bo można kochać na raz dwie. Skoro można dzieci to dlaczego nie dorosłych? Tylko czasem trudno to ogarnąć. Choć zastanawiałam się ostatnio nad poliamorycznością w kontekście zdrady, o której ostatnio tyle dyskusji tutaj. I ona dużo tłumaczy
Również uważam, że można kochać więcej niż jedną osobę. Seks z inną osobą niż żona -- jest tylko zdradą dlatego, że się obiecało wyłączność seksualną. Równie dobrze możemy sobie obiecywać wegetarianizm i po zjedzeniu kotleta robić rozwód.
Swingowanie to tylko taka umowa otwartości -- ona i on idą razem i na swoich oczach uprawiają seks z innymi. Ale czy to konieczne owe "razem"?
Inni umawiają się na związek otwarty... bo tak chcą, bo tak wyszło, taką mają historię.
Inni umawaiją się na związek otwarty, bo ich relacja jest martwa, więc pozostają tylko formalnie małżeństwem.
Jest wiele modeli, umów, kultur. Uniwersalne jest tylko czynienie zła i dobra. Każda aktywność może być zła lub dobra -- i zabójstwo i seks i kradzież...
78 2016-09-25 13:59:23 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-09-25 14:05:30)
v, bo to może znaczyć, że niektórzy wcale nie zdradzają dlatego, że nie kochają już partnera, tylko, że potrafią pokochać drugiego, bez szkody dla pierwszego, co ma miejsce w poliamorii
A wielu zdradzonych błędnie zakłada, że nie są kochani, skoro pojawił się ktoś trzeci, bo powszechnie się uważa, że jedno wyklucza drugie, więc czują się zdradzeni. Może ich podejście do zdrady wynika z tego samego o czym pisałaś wcześniej w temacie swingersów - ze sposobu myślenia i tych wszystkich społecznych, kulturowych oraz religijnych uwarunkowań. Można się ich trzymać a można je odrzucić. Kwestia wyboru i nie wiem, większej świadomości?
Skoro człowiek z natury nie jest istotą monogamiczną, to po co budowanie ołtarza z tych sztucznych ograniczeń? Trochę to brzmi absurdalnie, ale ludzi chyba bardziej interesuje wyłączność na siebie niż miłość jako taka. Bo tylko wtedy czują się kochani a jakiekolwiek odstępstwa od tej reguły to dla nich zdrada i koniec miłości.
Czy rzeczywiście wszystko sprowadza się do tego, o czym napisał Gary, że seks z inną osobą niż żona jest zdradą tylko dlatego, że się obiecało wyłączność seksualną i równie dobrze możemy sobie obiecywać wegetarianizm i po zjedzeniu kotleta robić rozwód.
Po co więc obiecywać sobie rzeczy, których realizacja jest trudna i obarczona dużym ryzykiem niepowodzenia, i czy ten kotlet naprawdę ma aż takie znaczenie? ![]()
, Trochę to brzmi absurdalnie, ale ludzi chyba bardziej interesuje wyłączność na siebie niż miłość jako taka.
Dla mnie to nie brzmi absurdalnie tylko całkiem do rzeczy.
dla wielu ludzi wyznacznikiem miłości jest to na ile dana osoba nalezy do nich. są w stanie przywiązac taką osobę calkowicie do siebie. nie ma to nic wspolnego z miłością - w moim mniemaniu.
dla wielu największym miernikiem miłości jest wierność.
A skoro większość nie akceptuje dzielenia się partnerem z innymi, to logiczne, że w przypadku zdrady, musi być okłamywana, aby status quo ich związku był zachowany. Oklamywanie to wynika nie z wyrachowania a z konieczności. Bo jeśli powiesz prawdę to zostaniesz wykopany i usunięty poza nawias rodziny. Nie ma problemu, gdy już tej rodziny nie kochasz, zaniedbujesz ją od dawna bo ci nie zależy. Ale jeśli zależy, kochasz i dbasz to nie chcesz być wykopany.
W związkach poliamorycznych ludzie nie muszą się oszukiwać ani bać, że zostaną wyrzuceni za drzwi i z życia partnera za to, że łączy ich uczucie czy seks z kimś innym, że ktoś zaspokaja jakieś ich potrzeby, które nie są zaspokajane w głownym związku. W sumie to na swój sposób jest bardziej poukładane, dojrzałe i uczciwe niż standardowe związki, gdzie się udaje, że ty, ty, tylko ty a reszta świata nie istnieje.
A może inaczej: niektóre jednostki są monogamiczne, a inne nie? Bo gdyby człowiek generalnie nie był monogamiczny to szczęśliwe, monogamiczne związki nie miałyby prawa istnieć, a jednak istnieją.
Problem polega na tym, że większość ludzi, która będąc w związku uprawia seks z więcej niż jedną osobą, zataja to i udaje wierność. A to już nie jest to o czym piszecie. Jeśli spotkają się dwie osoby, które mają dokładnie takie samo podejście do miłości i seksu i nikt nie czuje się zraniony i oszukany to super. Ale zazwyczaj jest chyba tak, że jedna strona wyznaje takie wyzwolone poglądy i żyje sobie w ten sposób, a druga nic o tym nie wie (do czasu).
Czy Gary uważa, że jego żona też mogłaby kochać więcej niż jednego mężczyznę i to byłoby jak najbardziej okej?
Pójdę dalej. Jeśli prawdziwa miłość polega na wyrzeczeniu się egoizmu i nie traktowaniu drugiej osoby jak swojej własności to powinnyśmy umieć kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanych osób, tzw. pozwolić im odejść, gdy tego zapragną, bez żalu, smutku i poczucia krzywdy. Powinnyśmy być szczęśliwi, gdy nasi ukochani są szczęśliwi nawet bez nas, będąc już w związki z kimś innym. Umiecie tak?
Uważacie, że poliamoryzmu można się nauczyć (a może nawet powinno się go uczyć, bo ma więcej wspólnego z prawdziwą miłością niż poligamia?)?
ja nie uwazam,ze poliamoria jest lepsza, bo i w poliamorii partnerzy moga sie zdradzac, w swingu zreszta tez.
ale ja np. wiem, ze potrafię kochac wiecej niz jedna osobe jednoczesnie. i mimo,ze potrafie byc wierna, to sztywny zwiazek mono z jedna osoba do konca zycia mi nie odpowiada
84 2016-09-25 15:47:52 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-09-25 15:51:53)
zuzanna, w zasadzie wszyscy rozumieją i uważają za normalne i naturalne, że jak masz jedno dziecko to kochasz je a jak masz następne to też je kochasz i z tego powodu nie przestajesz kochać pierwszego, prawda? Niezależnie ile masz, kochasz wszystkie.
Czy ludzi nie można kochać w ten sam sposób? Większosć mówi, że to niemożliwe. Ze jak kochasz drugiego to pierwszego już przestajesz.
Tak, problem polega na tym, że ludzie się oszukują, o czym pisałam. Gdy jedno nie akceptuje i nie przyjmuje do wiadomości, że partner jest w stanie kochać kogoś innego jeszcze. Ale gdy nie chcesz stracić ukochanej osoby, to jakie masz wyjście poza kłamstwem? Jak powiesz prawdę, to prawdopodobnie ją stracisz.
Wyobrażasz sobie sytuację, gdy mąż mówi do żony (lub odwrotnie) – kochanie, bardzo cię kocham, ale wiedz, że czuję również coś do Zosi.. - a ona odpowiada mu – rozumiem skarbie, zawsze wiedziałam, że masz ogromne i dobre serce.
No właśnie...
Tak, dobrze jest spotkać i pokochać osobę, ktora wyznaje podobne podejscie do życia jak my. Ale tego się nie da zaplanować. Poza tym to życie weryfikuje nasze poglądy, w tym do miłości i seksu. Nam się może czasem wydawać, że mamy takie a potem się okazuje, że jest inaczej.
Ja zawsze powtarzam, że nigdy niczego nie wykluczam. I to jest uczciwe podejście. Bo nie wiem, jak bym zareagowała w okolicznościach, które na razie są dla mnie tylko teorią. Wydaje mi się, że nie zrobiłabym tego czy tamtego... Ale pewność będę mieć wtedy, gdy stanę przed taką sytuacją, gdy znajdę się w takich okolicznościach. Może się okaże, że dobrze mi się wydawało a może, że zupełnie siebie nie znam...
85 2016-09-25 16:16:15 Ostatnio edytowany przez podobno_zuzanna (2016-09-25 16:19:37)
_v_ : a mnie się z kolei wydaje (a wręcz zyskuje coraz większą pewność), że ja nie potrafię. Albo inaczej - nie potrafiłabym być w związku z dwoma facetami jednocześnie, ale też nie chciałabym. To nie jest kwestia światopoglądu, zasymilowania pewnych wartości (btw, jestem ateistką i wychowałam się w niewierzącej, antyklerykalnej rodzinie) czy wyboru. Ty umiesz, ja nie. Ty chyba też sobie tego nie wybrałaś świadomie, prawda?
adiaphora: nie jestem przekonana czy analogia do kochania dzieci jest trafna. Tzn. mnie jakoś nie przekonuje... jak odkryję dlaczego to odezwę w tej sprawie
Może chodzi o to, że relacja rodzicielska a miłosno-seksualna mają inny charakter? Dzieci kocha się bezwarunkowo (choć oczywiście zdarzają się wyjątki), partnera - nie. Nikt nie będzie męczył się do końca życia w związku z kimś toksycznym, agresywnym, raniącym, nawet pomimo uczucia (a przynajmniej tak nie powinno być, a jeśli męczy się to nie jest to zdrowe i normalne). Kiedyś czytałam, że człowiek jest w stanie przeboleć każdą stratę, z wyjątkiem utraty dziecka, o tym się nigdy nie zapomina, rany nigdy się nie zabliźniają do końca.
A jeśli chodzi o tych okłamujących poliamorystów... widzisz, dla mnie akurat sytuacja, którą opisałaś jest modelowym przykładem egoizmu (a mówiliśmy, że miłość i egoizm się wykluczają, a przynajmniej powinny). Są różne kłamstwa, ale takie kłamstwo jest po prostu niemoralne w moim odczuciu. Jeśli naprawdę ją kocha to powinien pozwolić jej odejść (jeśli okaże się, że nie akceptuje tego jakim jest), żeby szukała szczęścia u boku kogoś innego. Jeśli kogoś kochamy to powinnyśmy chcieć, żeby był szczęśliwy, prawda? Bo jeśli chodzi tylko o zatajenie w celu utrzymania przy sobie kogoś to chyba nie jest miłość. Poza tym pisaliście, że w poliamorii nie chodzi tylko o seks. Więc taki mąż nie będzie się tylko kilka razy wymykał z domu do tej drugiej kobiety, żeby uprawiać z nią seks, ale będzie chciał swój czas, uczucie, swoje życie po prostu dzielić pomiędzy dwie kobiety. Ile takie podwójne życie może się utrzymać? A jeśli żona się w końcu dowie przez przypadek to zaboli i zrani ją to milion razy bardziej niż gdyby powiedział jej o tym na początku, zanim zaczął być z dwiema w tym samym czasie... może wtedy w ogóle inaczej by się do tego odniosła, może próbowałaby zrozumieć? A tak poczuje się po prostu zdradzona i oszukana i bardzo możliwe, że znienawidzi takiego faceta. I tyle zostanie po jego wielkiej miłości do niej. A można było przecież inaczej...
owszem,wybralam swiadomie
dwa razy bylam w takich zwiazkach. pierwszy trwal dwa lata, ale mógłby trwac duzo dluzej. ale bylam wtedy bardzo mloda i owczym pędem dazylam do monogamii, choc byłam generalnie szczesliwa z nimi.
w drugim zwiazku bylam naprawde swiadomie i to właśnie bylo dwoch panów. nawet myslalam o wspolnym zamieszkaniu. ale obaj nie byli ze mna szczerzy,bo jeden byl juz ze mna dla wiktu i opierunku tylko, a drugi w glebi serca chcial mnie tylko dla siebie.i zaden nie potrafil byc na tyle szczery, zeby się przyznać.
to jest chyba najgorsze w ludziach... nieszczerosc
jesli pojawia sie w jakimkolwiek zwiazku,mono, poli,swingerskim, to nie ma szans, zeby ten zwiazek byl dobry.
jestem nawet w stanie zrozumiec zycie z daną osobą po zdradzie - bo kiedy ona wychodzi na jaw to nastepuje pewnego rodzaju oczyszczenie. ludzie zaczynaja mowic co czuja, co czuli itp. - po prostu zaczynają mowic prawde.
tylko czemu nie mozna tego zrobic bez zdrady?
czy naprawdę lepiej jest zdradzac niz powiedzieć: sluchaj, nie jestem do konca szczesliwa/y, brakuje mi tego i tego.?
87 2016-09-25 18:33:16 Ostatnio edytowany przez podobno_zuzanna (2016-09-25 18:36:24)
O tym właśnie pisałam wcześniej - o szczerości, która jest podstawą. Dla mnie bycie po kryjomu z dwiema osobami, nieistotne, czy naprawdę kocha się je obie, czy nie, jest tchórzostwem, egoizmem i zdradą. Szczególnie zabawne jest to w kontekście tych rozmów o prawdziwej miłości. Ty masz prawo kochać dwoje ludzi jednocześnie, ale drugi człowiek ma prawo tego nie akceptować. Osoba, którą kochasz (a przynajmniej tak twierdzisz) zasługuje na to, by znać prawdę. Wiem, że takie wyznanie jest pewnie trudne, ale helloł, życie w ogóle często bywa niełatwe, więc nie przyjmuję za bardzo tego argumentu.
_v_, zastanawiam się, czy myślimy o tym samym używając określenia "świadomy wybór"
Ja miałam na myśli to, że Twój świadomy wybór nie polegał raczej na tym, że usiadłaś któregoś dnia i zaczęłaś analizować na chłodno wszystkie plusy i minusy związku poli- i monogamicznego, na końcu podliczyłaś punkty i wyszło Ci, że lepszy jest ten poligamiczny. Podejrzewam, że raczej zawsze miałaś ku niemu pewną skłonność. Na tej samej zasadzie chyba ludzie decydują się na trójkąty i seks grupowy - przede wszystkim ich to pociąga. Mówiąc o "świadomym wyborze" miałam na myśli decyzję podjętą na podstawie długich przemyśleń, dyskusji, analiz. Ja np. czytam Wasze wypowiedzi w tym temacie i wiele argumentów trafia do mnie, uważam, że są logiczne, sensowne, a mimo to nie czuję potrzeby rozpoczęcia związku poligamicznego, bo to nie leży w mojej naturze. Wydaje mi się, że tu nie chodzi tylko o przesądy religijne i kulturowe, ale również o pewne indywidualne, osobowościowe predyspozycje.
_v_, a byłaś kiedyś w związku z facetem, który miał oprócz Ciebie inną kobietę?
88 2016-09-25 18:56:10 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-09-25 18:56:57)
zuzanna, mówisz, że egoizm i miłość się wykluczają. Niby tak. Dodam jeszcze, za przykładem św. Pawła, że miłosć cierpliwa jest, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, wszystko znosi i nigdy nie ustaje (chyba tak mniej więcej to szło?
Widzisz więc, że miłość może być argumentem w obie strony
Ludzie bywają egoistami, nawet, gdy kochają. Sprawiają sobie przykrość, ranią się, kłamią... Tak jest, bo nikt nie jest bez wad.
Ale analogia nietrafiona z powodu bezwarunkowości? A czy w zwykłym zwiazku kochamy bezwarunkowo partnera? Też przecież nie. W poliamorii nie chodzi o kochanie bezwarunkowe, tylko w ogóle o fakt, że można kochać więcej niż jedną osobę równocześnie. Skoro ludzie tak potrafią, to chyba jest to możliwe?
Napisalaś: "Jeśli kogoś kochamy to powinnyśmy chcieć, żeby był szczęśliwy, prawda? Bo jeśli chodzi tylko o zatajenie w celu utrzymania przy sobie kogoś to chyba nie jest miłość"
Prawda, ale milość ma różne oblicza. Życie nie jest zerojedynkowe ani tak etyczne, jak byśmy tego chcieli. Gdy ludzie wiedzieli, że mogą liczyć na zrozumienie, nie bali się odrzucenia, może byliby bardziej skłonni do szczerości...
W kwestii egozimu... Przyszedł akurat mąż z ciastkami, jedno jest z bitą śmietaną, drugie nie. Oboje chcemy to ze śmietaną. Mówię mu - "wlaśnie piszę o tym, czy miłość wyklucza egoizm..." on - "napisz, że nie wyklucza". I łapie za ciacho ze śmietaną
Ale oddał. A ja zjadłam i wyszłam na egoistkę
Ale mówię wam, warto było, ciacho pycha!
ja zawsze kupowalam kilka roznych ciach i kazdy kawalek dzielilam na dwie czesci ![]()
podobno_zuzanna
zgodzę sie z Tobar w całej rozciągłości jeśli już się tak uzewnętrzniam to powiem ci że byłam w związku z facetem który miał dwie kobiety.
to był ten pan od celibatu.zaproponowalam mu, że poszukam seksu poza zwiazkiem on sie niby zgodzil, ja poznalam faceta, w ktorym sie zakochalam, a mniej wiecej po pol roku on poznal kobiete w której sie zakochal.
to moze byc dosc skomplikowane dla kogos kto jest przyzwyczajony do monogamii
no w kazdym razie musialam sobie przepracowac zazdrosc i jeszcze pare innych rzeczy. w koncu stwierdzilam, ze kocham go na tyle, zeby cieszyc sie jego szczesciem.
nie bylo to proste, ale naprawde go kochalam.
szkoda ze on nie byl ze mna szczery
bo trzymal mnie potem tylko po to, zebym go utrzymywala i podejrzewam, ze w odpowiednim momencie mial w planie pożegnanie sie ze mną. ja go uprzedzilam, ale z zupelnie innych powodów. powoli zaczely wychodzic na jaw jego klamstwa i wczesniejsza zdrada, no i odmowil pomocy przy naszym smiertelnie chorym kocie. to byl gwozdz do trumny tego zwiazku - choc moze to brzmiec smiesznie. ale jak ktoś mi mowi, ze nie przytrzyma kota, któremu ja robilam kroplowki,bo mu sie przykrzy przez pięć minut,to sorry... nie chcę byc z takim człowiekiem.
i tak to sie rozpadlo.
nie żałuję jednak tego wszystkiego, bo msm w sobie przepracowana zazdrosc i moge isc dalej w swoim rozwoju.
O tym właśnie pisałam wcześniej - o szczerości, która jest podstawą. Dla mnie bycie po kryjomu z dwiema osobami, nieistotne, czy naprawdę kocha się je obie, czy nie, jest tchórzostwem, egoizmem i zdradą. Szczególnie zabawne jest to w kontekście tych rozmów o prawdziwej miłości. Ty masz prawo kochać dwoje ludzi jednocześnie, ale drugi człowiek ma prawo tego nie akceptować. Osoba, którą kochasz (a przynajmniej tak twierdzisz) zasługuje na to, by znać prawdę. Wiem, że takie wyznanie jest pewnie trudne, ale helloł, życie w ogóle często bywa niełatwe, więc nie przyjmuję za bardzo tego argumentu.
_v_, zastanawiam się, czy myślimy o tym samym używając określenia "świadomy wybór"
Ja miałam na myśli to, że Twój świadomy wybór nie polegał raczej na tym, że usiadłaś któregoś dnia i zaczęłaś analizować na chłodno wszystkie plusy i minusy związku poli- i monogamicznego, na końcu podliczyłaś punkty i wyszło Ci, że lepszy jest ten poligamiczny. Podejrzewam, że raczej zawsze miałaś ku niemu pewną skłonność. Na tej samej zasadzie chyba ludzie decydują się na trójkąty i seks grupowy - przede wszystkim ich to pociąga. Mówiąc o "świadomym wyborze" miałam na myśli decyzję podjętą na podstawie długich przemyśleń, dyskusji, analiz. Ja np. czytam Wasze wypowiedzi w tym temacie i wiele argumentów trafia do mnie, uważam, że są logiczne, sensowne, a mimo to nie czuję potrzeby rozpoczęcia związku poligamicznego, bo to nie leży w mojej naturze. Wydaje mi się, że tu nie chodzi tylko o przesądy religijne i kulturowe, ale również o pewne indywidualne, osobowościowe predyspozycje.
_v_, a byłaś kiedyś w związku z facetem, który miał oprócz Ciebie inną kobietę?
Jeżeli dwoje ludzi się na to zgadza to i mogą nawet z tabunem muzułmanów się parzyć
Ale tylko wtedy kiedy jest obopólna zgoda. Jeżeli jedno zdradza i nie przyznaje się do tego tylko robi z partnera rogacza i durnia to godne jest to potępienia. Kochać można wiele osób ale dawać swoje ciało powinno się tej jedynej to jest moje zdanie.
A wracając do swingowania, w jednej sali kilkanaście, kilkadziesiąt stłoczonych nagich ciał, wywołuje u mnie obrzydzenie i konsternacje. Brakuje w takich klubach jeszcze figury Bafometa.
Brakuje w takich klubach jeszcze figury Bafometa.
what.is wrong with you???
czy kazdy katolik ma jakieś skrzywienie psychiczne?
skąd Ci do głowy Bafomet przeszedł??
a w ogóle to grzeczny chlopiec nie powinien znać takich słów.
i skąd wiesz co sie dzieje w klubach swingerskich?
92 2016-09-25 19:58:18 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-09-25 19:59:11)
v, ale on je dostał, te ciacha, więc nie miał wyboru. Gdyby kupił to przede wszystkim nie dwa a dwadziescia
i takie, jakie lubimy.
A z tym kotem to rzeczywiście... łajza bez krzty empatii. Jak mój pies miał babeszjozę i jedną nogą był na tamtym świecie a ja musiałam natychmiast zawieżć go do weta, to praktycznie obcy człowiek nas zawiózł a potem jeszcze pomagał mi w gabinecie, bo pies się przelewał przez ręce... A tutaj bliskiej osobie się przykrzy przez chwilę chorego kota przytrzymać... Powinien 5 godzin warować przy nim, jakby była taka potrzeba, jeśli nie dla kota, to dla Ciebie. Chłopak mojej córki na zmianę z nią siedział u weta przy naszym psie, gdy ten miał kroplówki a miał codziennie a że leciało jak po grudzie, bo tak musiało, to i 6-7 godzin schodziło. A nie robił tego z miłości do psa, tylko do niej ![]()
Revenn napisał/a:Brakuje w takich klubach jeszcze figury Bafometa.
what.is wrong with you???
czy kazdy katolik ma jakieś skrzywienie psychiczne?
skąd Ci do głowy Bafomet przeszedł??a w ogóle to grzeczny chlopiec nie powinien znać takich słów.
i skąd wiesz co sie dzieje w klubach swingerskich?
Skąd wiem? Bo jak się pojawia jakieś słowo którego nie znam to je sprawdzam w słowniku i encyklopedii proste. A bafometa powinien znać każdy człowiek wierzący jak i innych władców piekielnych żeby wiedzieć z kim się walczy.
po tej klotni robilam kroplowki sama...
zeby bylo śmieszniej to on sie przechrzcil na katolika w tamtym czasie.
wcale to jednak nie wplynelo na niego pozytywnie. wręcz przeciwnie. stal sie hipokryta jakich malo. a teraz mowi o sobie katotalib.
ale przeciez! wyspowiadal sie ze wszystkiego, wiec nie powinno już byc problemu.
miesiąc pozniej kot umarl a ja rzucilam typa.
moze dlatego tak jestem cięta na klamstwa i nieszczerosc. bo dla mnie to nie do pomyslenia, ze mozna kogos oszukiwac i mówić ze sie go kocha. czy to jest monogamia, poligamia czy swing czy cokolwiek innego.
a swing sam w sobie uwazam za bardzo fajny
chociaz widzialam takie pary, ktore ewidentnie mialy jakieś nieprzepracowane problemy w zwiazku i potrafily się klocic na imprezie.
trzeba miec swiadomosc, ze swing nie rozwiazuje malzenskich problemow, wrecz moze je jeszcze poglebic.
I ten niby katolik też swingował ?
96 2016-09-25 20:41:46 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-09-25 20:43:15)
v, no cóż, w temacie swingu wierzę Ci na słowo, bo nie mam i prawdopodobnie nie będę mieć tego typu doświadczeń
Ale jakoś trudno mi w tym odnależć cokolwiek fajnego, gdy sobie pomyślę, jak to wygląda. A może po prostu nie lubię tłoku? ![]()
od swingu do katolicyzmu, ale pływamy
Sugerujesz, że katolik z definicji powinien być dobrym człowiekiem? Błędne założenie. Religia nie uszlachetnia ludzi. Raczej duchowość i samoświadomość. Można klepac pacierze, spowiadać się, być codziennie na mszy i nie musi nic dobrego z tego wynikać.
***
W tej kwestii to jest nieszczerosć z wyrachowania. Bo to już nie jest zatajanie prawdy, tylko kłamstwo z premedytacją. Oszustwo. Mówić komuś, że go kochasz gdy go nie kochasz... Bo inny kaliber jest, gdy kochasz i kłamiesz, bo nie chcesz sprawić komuś bólu. Tu piję do zdrady. Ktoś zdradzi, ale potem się zreflektuje, ma poczucie winy, uświadomi sobie, że to był błąd itd. W tej sytuacji jestem w stanie zrozumieć, że nie chce się spowiadać partnerowi. Bo to niczemu nie służy a jest kupa przykrości. No bo raczej nikt się nie ucieszy na taką wiadomość i nie powie - o, świetnie, że mi powiedziałeś, dzięki za szczerość...
Dla mnie zdrada to coś więcej niż seks z kimś drugim. Zdrada to brak lojalności, to porzucenie, to brak zainteresowania i reagowania na moje potrzeby. I gorszą zdradą dla mnie jest obojętność przy zachowaniu wierności. Bo interakcja emocjonalna czy fizyczna z drugim człowiekiem wcale nie musi oznaczać pogorszenia jakości związku. Często tak bywa, ale to nie reguła. I ja to rozumiem, aczkolwiek niekoniecznie chciałabym tego doświadczać. Wolałabym, jak wszyscy, aby życie ukladało mi się po mojej myśli, najlepszej myśli ![]()
adiaphora,tu akurat się z Tobą zgadzam
a co do swingu, to nasz kolega Revenn naoglądał się za dużo pornoli ![]()
Reven nie ogląda filmów spod znaku Bafometa ![]()
zuzanna, mówisz, że egoizm i miłość się wykluczają. Niby tak. Dodam jeszcze, za przykładem św. Pawła, że miłosć cierpliwa jest, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, wszystko znosi i nigdy nie ustaje (chyba tak mniej więcej to szło?
Widzisz więc, że miłość może być argumentem w obie strony
Znosi i nie pamięta jak mąż jej wpierdzielił;)
A świętego Pawła nie cierpię, tak przy okazji ;')
Nie przeczę, że są ludzie, którzy mogą kochać kilku osób jednocześnie. Wierzę, że są tacy. Nic do nich nie mam. Ale proszę drugą stronę o zaakceptowanie tego, że nie wszyscy potrafią, chcą tego. Ludzie są różni. Twierdzenie, że wszyscy są lub powinni być tacy sami, że jest jakiś jeden model szczęścia pachnie mi totalitaryzmem. I takim patrzeniem z góry. A patrzenie z góry w kontekście rozmów o wolności i prawdziwej miłości, wielkich ludzkich, humanistycznych wartościach, nijak ma się do humanizmu.
O czym tu rozmawiać w gruncie rzeczy. Na świecie jest ponad 6 miliardów ludzi, problem polega na tym, że każdemu wydaje się, że to on ma absolutną rację. Niech każdy żyje jak chce, byleby nikogo nie ranił.
100 2016-09-25 21:51:47 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-09-25 21:55:52)
ale przecież nikt tu nie naklania nikogo do akceptacji czegokolwiek, chcenia czy robienia. Tak sobie dywagujemy o życiu, ludziach i różnych motywach, jakie nimi kierują, dlaczego kłamią, zdradzają, robią inne rzeczy itd. itp. i próbujemy zrozumieć albo spojrzeć na to pod innym kątem, nie zawsze standardowym. Dopuszczamy różne możliwości i własnie o tym dyskutujemy, bez żadnego ciśnienia ![]()
Ja bardzo lubię tak sobie pofilozofować ![]()
adiaphora napisał/a:zuzanna, mówisz, że egoizm i miłość się wykluczają. Niby tak. Dodam jeszcze, za przykładem św. Pawła, że miłosć cierpliwa jest, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, wszystko znosi i nigdy nie ustaje (chyba tak mniej więcej to szło?
Widzisz więc, że miłość może być argumentem w obie strony
Znosi i nie pamięta jak mąż jej wpierdzielił;)
A świętego Pawła nie cierpię, tak przy okazji ;')Nie przeczę, że są ludzie, którzy mogą kochać kilku osób jednocześnie. Wierzę, że są tacy. Nic do nich nie mam. Ale proszę drugą stronę o zaakceptowanie tego, że nie wszyscy potrafią, chcą tego. Ludzie są różni. Twierdzenie, że wszyscy są lub powinni być tacy sami, że jest jakiś jeden model szczęścia pachnie mi totalitaryzmem. I takim patrzeniem z góry. A patrzenie z góry w kontekście rozmów o wolności i prawdziwej miłości, wielkich ludzkich, humanistycznych wartościach, nijak ma się do humanizmu.
O czym tu rozmawiać w gruncie rzeczy. Na świecie jest ponad 6 miliardów ludzi, problem polega na tym, że każdemu wydaje się, że to on ma absolutną rację. Niech każdy żyje jak chce, byleby nikogo nie ranił.
Dlaczego nie cierpisz św Pawła? To mój imiennik i uważam że był spoko gościem ![]()
102 2016-09-26 12:14:07 Ostatnio edytowany przez Gary (2016-09-26 12:27:52)
v, bo to może znaczyć, że niektórzy wcale nie zdradzają dlatego, że nie kochają już partnera, tylko, że potrafią pokochać drugiego, bez szkody dla pierwszego, co ma miejsce w poliamorii
Dokładnie tak jest. Poza tym kocha się zupełnie inaczej -- tak jak z dziećmi... każde jest inne, każde się kocha.
Skoro człowiek z natury nie jest istotą monogamiczną, to po co budowanie ołtarza z tych sztucznych ograniczeń? Trochę to brzmi absurdalnie, ale ludzi chyba bardziej interesuje wyłączność na siebie niż miłość jako taka.
Są dwa powody...
Pierwszy wynika z miłości, a raczej jej BRAKU -- jeśli jedna osoba NIE kocha drugiej osoby, ale oni są małżeństwem, to znaczy, że mogliby łatwo od siebie odejść gdyby nie ślub, wspólnota majątkowa i ta cała formalizacja związku. Zatem są związani przysięgą właśnie po to, aby NIE mogli odejść nawet gdyby chcieli odejść. To strasznie perfidne łamanie wolnej woli -- czyż nie wolelibyśmy, aby nasza żona lub mąż byli z nami BO CHCĄ? Skoro z nami są, to na co przysięga? Dzieciom nie każemy przysięgać szanować rodziców. Szanują, bo chcą. Nie szanują, bo nie chcą.
Drugi powód to strach, abyśmy nie byli SAMI, to obrona przed samotnością. Jeśli druga osoba przysięgała nam, że nie opuści nas w czasie choroby, aż do śmierci, to czyż nie czujemy wtedy ulgi, że ktoś MUSI Z NAMI BYĆ do końca mimo przeciwności losu? To jest znowu perfidne -- ktoś jest bo musi, a nie dlatego że chce.
A dlaczego ktoś by chciał od nas odejść? Dlaczego każdy z Was, kto choć raz pomyślał, że gdyby NIC go nie trzymało w małżeństwie to by od swojego męża lub żony odszedł? Dlaczego? Dlatego, że ona/on taka jest zła dla mnie? Bo jej nie kocham? Bo mnie drażni? Bo mnie krzywdzi?
JAK bardzo SILNE byłyby relacje ludzkie, gdyby ludzie mogli od siebie ODEJŚĆ? Gwarantuję, że te relacje byłyby ekstremalnie silne, bo ich siłą byłaby CZYSTA relacja międzyludzka -- miłość, przyjaźń. Żadna nowa osoba, żaden nowy seks, żadne nowe zauroczenie by tego NIE zniszczyły.
JAK bardzo ludzie by szanowali drugą osobę, która ich kocha, ale która może w każdej chwili odejść? Czy zdobyli by się na to, aby ją krzywdzić?
Czy rzeczywiście wszystko sprowadza się do tego, o czym napisał Gary, że seks z inną osobą niż żona jest zdradą tylko dlatego, że się obiecało wyłączność seksualną i równie dobrze możemy sobie obiecywać wegetarianizm i po zjedzeniu kotleta robić rozwód.
Po co więc obiecywać sobie rzeczy, których realizacja jest trudna i obarczona dużym ryzykiem niepowodzenia, i czy ten kotlet naprawdę ma aż takie znaczenie?
Fałsz w przysiędze -- "ślubuję Ci miłość" -- to już jest nieprawda, bo nie można gwarantować miłości. Miłość sama się pojawia, trwa, znika... Nie mamy na to wpływu.
Wierność seksualna -- wynika z niskich pobudek, wyłączności na seks, bo to dla nas jest nieekonomiczne -- może ktoś będzie "lepszy" w łóżku? A może dziecko nie będzie z tego ojca co utrzymuje rodzinę.
Czy Gary uważa, że jego żona też mogłaby kochać więcej niż jednego mężczyznę i to byłoby jak najbardziej okej?
Mogłaby i byłoby okej. Byle mnie też kochała.
Jeśli prawdziwa miłość polega na wyrzeczeniu się egoizmu i nie traktowaniu drugiej osoby jak swojej własności to powinnyśmy umieć kochać nie przywiązując się jednocześnie do ukochanych osób, tzw. pozwolić im odejść, gdy tego zapragną, bez żalu, smutku i poczucia krzywdy.
Prawdziwa miłość jest wtedy, gdy bardzo pragniemy drugiej osoby, gdy chcemy spędzać z nią czas, gdy jest częścią naszego życia, częścią nas samych, gdy jej sukcesy odczuwamy jak swoje sukcesy, gdy jej porażki odczuwamy jak swoje porażki. Prawdziwa miłość jest wtedy, gdy jeśli ta osoba odchodzi, to część z nas umiera, część duszy staje się martwa, bo to była część tej drugiej osoby.
Prawdziwa miłość daje wolność tej drugiej osobie, bo pragnie jej dobra. W szczególności daje całkowitą wolność do odejścia, do pokochania kogo innego, do życia z kim innym.
Powinnyśmy być szczęśliwi, gdy nasi ukochani są szczęśliwi nawet bez nas, będąc już w związki z kimś innym. Umiecie tak?
NIE będziemy szczęśliwi jeśli osoba, którą kochamy nie jest częścią naszego życia. Ale ten ból będzie wynikał z naszego własnego cierpienia, z powodu braku tej drugiej osoby, a nie z powodu złości/frustracji/zazdrości względem osoby, którą kochamy. To trudne, utopia wręcz. Na przykład jak ktoś umiera, a go kochaliśmy, to nie czujemy pretensji że umarł... A jak ktoś nas nie kochał i poszedł do kogoś innego? To zdrada, bo odszedł... ale cóż to za miłość co wymaga od drugiej strony poświęcenia własnego szczęścia.
103 2016-09-26 12:37:27 Ostatnio edytowany przez feliz-triste (2016-09-26 12:49:30)
NIE będziemy szczęśliwi jeśli osoba, którą kochamy nie jest częścią naszego życia. Ale ten ból będzie wynikał z naszego własnego cierpienia, z powodu braku tej drugiej osoby, a nie z powodu złości/frustracji/zazdrości względem osoby, którą kochamy.
Czyli de facto płaczemy nad sobą - nad naszą własną stratą. Pewien egoizm życiowy jest naturalny, nosimy go w swoim DNA. Twierdzenie, że możliwa jest miłość wyzbyta jakiegokolwiek egoizmu jest hipokryzją.
ale cóż to za miłość co wymaga od drugiej strony poświęcenia własnego szczęścia.
Ale Ty wymagasz od swojej żony/partnerki, żeby zaakceptowała to, że kochasz inną kobietę? Skoro nie daje jej to szczęścia to jak możesz, jeśli ją kochasz, zmuszać ją do czegoś co ją unieszczęśliwia?
EDIT. Co do tego egoizmu jeszcze. Zawsze uważałam, że gdy opłakujemy śmierć bliskiej osoby to nie cierpimy tylko dlatego, bo ktoś odszedł i będzie nam go brakować (my, nam, nas - ciągle ten egocentryzm), ale również dlatego, bo ta śmierć, ten trup, bezwładny kawał mięsa, tak bardzo obcy i inny wobec osoby, którą znaliśmy i kochaliśmy, przypomina nam o naszej własnej śmiertelnej kondycji. Wg mnie nie ma relacji międzyludzkiej pozbawionej egoizmu, nieistotne, czy ma ona charakter monogamiczny czy poliamoryczny. Wierzycie w to, bo dzięki tej myśli czujecie się lepiej. Spoko. Ale ja myślę, że się oszukujecie.
Gary napisał/a:NIE będziemy szczęśliwi jeśli osoba, którą kochamy nie jest częścią naszego życia. Ale ten ból będzie wynikał z naszego własnego cierpienia, z powodu braku tej drugiej osoby, a nie z powodu złości/frustracji/zazdrości względem osoby, którą kochamy.
Czyli de facto płaczemy nad sobą - nad naszą własną stratą.
Oczywiście. Nad sobą.
Ale Ty wymagasz od swojej żony/partnerki, żeby zaakceptowała to,
Nic nie wymagam... Ludzie są jacy są -- z wadami, każdy ma wady, zalicza potknięcia.
Wg mnie nie ma relacji międzyludzkiej pozbawionej egoizmu, nieistotne, czy ma ona charakter monogamiczny czy poliamoryczny. Wierzycie w to, bo dzięki tej myśli czujecie się lepiej. Spoko. Ale ja myślę, że się oszukujecie.
Trzeba znaleźć granicę, która biegnie pomiędzy obszarem gdzie poświęcamy się (== oddajemy własne szczęście aby kto inny był szczęśliwy), a obszarem gdzie pasożytujemy na innych (== powodujemy, że inni są nieszczęśliwi, aby nasze ego było zadowolone). Zarówno poświęcanie się jak i pasożytowanie jest złem, czyli egoizm kontra altruizm. Zatem nie wierzę w brak egoizmu... wierzę w dobrą granicę pomiędzy tymi dwoma.
Trzeba znaleźć granicę, która biegnie pomiędzy obszarem gdzie poświęcamy się (== oddajemy własne szczęście aby kto inny był szczęśliwy), a obszarem gdzie pasożytujemy na innych (== powodujemy, że inni są nieszczęśliwi, aby nasze ego było zadowolone). Zarówno poświęcanie się jak i pasożytowanie jest złem, czyli egoizm kontra altruizm. Zatem nie wierzę w brak egoizmu... wierzę w dobrą granicę pomiędzy tymi dwoma.
podpisuję się wszystkimi kończynami
każda skrajna reakcja czy zachowanie nie są dobre
Ale ta nazwa faktycznie kojarzy mi się z tańcem. Jestem ciekaw jej genezy.
Trzeba znaleźć granicę, która biegnie pomiędzy obszarem gdzie poświęcamy się (== oddajemy własne szczęście aby kto inny był szczęśliwy), a obszarem gdzie pasożytujemy na innych (== powodujemy, że inni są nieszczęśliwi, aby nasze ego było zadowolone). Zarówno poświęcanie się jak i pasożytowanie jest złem, czyli egoizm kontra altruizm. Zatem nie wierzę w brak egoizmu... wierzę w dobrą granicę pomiędzy tymi dwoma.
Okej, ale dla różnych osób ta granica może inaczej przebiegać.
Ciekawi mnie strona praktyczna takich związków - codzienne życie. Mieszkanie razem czy osobno? Wszyscy razem, czy ktoś tylko dochodzi? Jak ze sprawami finansowymi? Jak z dzieleniem czasu? Jak z seksem? (parami osobno, czy razem?) Jak z wychowywaniem dzieci?
Myślę, że w swingowaniu nie ma nic złego, o ile oboje partnerzy się na to zgadzają i są świadomi tego jak dalej ich relacja może się potoczyć już po fakcie.
Ja bym się nawet mogła zgodzić o ile mój partner-do-wymiany mi się spodobał. z byle kim, kto tylko chce to bym nie dała rady.
Ale mój partner nie jest zainteresowany. Rozmawialiśmy o tym, bo kiedyś mieliśmy propozycję. I tamten facet był spoko, nawet ogólnie w porządku jako znajomy, który wiem, że by potem w codziennych zwyczajnych kontaktach się krzywo nie gapił. Ale jego kobieta.... nie lubię jej i szkoda by mi było mojego partnera. Z resztą on też za nią nie przepadał. ;D
Z etycznego punktu widzenia swingowanie jest zjawiskiem jednoznacznie negatywnym, ale prócz nakazów moralnych mamy jeszcze nagie instynkty, które budzą w nas demony seksu.
Dlatego większość osób będących w długoletnich związkach po cichu fantazjuje o seksie z osobą inną niż partner, ale nigdy się do tego otwarcie nie przyzna.
Z etycznego punktu widzenia swingowanie jest zjawiskiem jednoznacznie negatywnym, ale prócz nakazów moralnych mamy jeszcze nagie instynkty, które budzą w nas demony seksu.
Dlatego większość osób będących w długoletnich związkach po cichu fantazjuje o seksie z osobą inną niż partner, ale nigdy się do tego otwarcie nie przyzna.
Ale teraz piszesz o czymś innym. Co innego fantazjować o skoku w bok, o innej osobie. A co innego iść np z żoną do takiego miejsca i oddawać się orgii. Fantazja to fantazja i czasami powinna tylko nią pozostać bo przekraczając pewne granice stajemy się powoli bardziej bestiami niż ludźmi.
111 2019-10-22 01:27:00 Ostatnio edytowany przez maximus84 (2019-10-22 01:31:55)
Zgoda. Dlatego w większości przypadków swingowanie pozostaje w sferze wyobraźni, a na wprowadzenie tych zasad w życie decydują się nieliczne pary.
W moim przypadku, po długich rozmowach z żoną, zdecydowaliśmy się odwiedzić klub dla swingersów. Wybraliśmy imprezę "noc debiutantów", na której większość uczestników stanowiły pary ciekawe nowych doświadczeń. Zarówno klub jak i cała impreza wywarły na nas bardzo pozytywne wrażenie. Bardziej doświadczone pary szły na całość i wymieniały się partnerami. Inni (np. my) ograniczali się do seksu równoległego obok innych par. Wrażenia po prostu mega. Tego nie da się opisać. Kazdy, kto w czymś takim uczestniczył, wie o czym piszę.
Dlatego, rekomenduję wszystkim zainteresowanym tym tematem, żeby wybrali się do klubu dla swingersow i osobiście ocenili plusy i minusy swingowania, a nie polegali na opiniach osób, które a priori mają negatywne nastawienie do tego typu zabaw.
112 2019-10-22 11:24:41 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-10-22 20:04:39)
Zarejestrowalam się na spam sama nie wiedząc czego tak naprawdę chcę. Za chwilę otrzymałam kilka propozycji, w tym też jedną związaną ze swingiem. Żyje z partnerem w otwartym związku, ale mam trochę obaw jak to przyjmie. Osobiście bym spróbowała. Mam 32 lata i brakuje mi tego "szaleństwa" w łóżku. Nie mamy dzieci i nie chcemy mieć, może więc warto ?
@Lena: Partner tego nie przeżyje...
Z etycznego punktu widzenia swingowanie jest zjawiskiem jednoznacznie negatywnym, ale prócz nakazów moralnych mamy jeszcze nagie instynkty, które budzą w nas demony seksu.
Dlatego większość osób będących w długoletnich związkach po cichu fantazjuje o seksie z osobą inną niż partner, ale nigdy się do tego otwarcie nie przyzna.
Uważam jednak że to jest przekraczanie jakiś granic.
Ja gdyby moja partnerka wyraziła rzeczywistą chęć zgodziłbym się na to i to w różnych kombinacjach. Śmieszy mnie to, że bardzo wielu facetów namawia kobiety na trójkąt z kobietą ale własnej partnerce nie powzwoliłoby na seks z innym. Kompletna hipokryzja, jak już samemu się czegoś chce to trzeba się liczyć, że partnerka też ma potrzeby. Dla mnie nawet podniecający byłby widok i seks w trójkącie z innym mężczyzną choć jestem hetero. Tymbardziej, że oboje lubimy seks analny to chętnie spróbowałbym podwójnej penetracji. Lecz finalnie uważam, że najbardziej fair byłby seks z inną parą bo każdy miałby jakby "po równo". Myślę, że to wszystko jest takie ciekawe również dlatego, że wydaję się takie zakazane. Całkowite wyłamywanie się z pewnych ram obyczajowych. Bądźmy szczerzy po paru lub parunastu latach związku każdy chciałby przeżyć coś nowego i szalonego w seksie. Jedyne na co bym się nie zgodził to na seks bez obecności partnera bo właśnie o to w swingu wg mnie chodzi. Wszelkie przygody przeżywa się razem, za zgodą obu partnerów i nowe ekscytujące przeżycia należą do wspólnych wspomnień.
Generalnie zgodzę się z Tobą, choć z pewnymi zastrzeżeniami. Seks w trojkacie, i to w obu wersjach, jawi się jako bardzo ciekawe przeżycie. Istnieje jednak duże niebezpieczeństwo, że w takim układzie ktoś może zostać odsunięty na boczny tor. Jeśli do tego dojdzie zazdrość o partnera, która eksploduje w szczytowym momencie, to może okazać się, że fantazje o trójkątach znacznie odbiegają od tego, jak to wygląda w realu. Dlatego bezpieczniejsze wydają się być czworokąty w dwie pary. Pod warunkiem jednak, że robi się to z głową. Są bowiem pary, które rzucają się na otwartą wodę i decydują na seks z wymianą partnerów. Podobno są tacy, którzy żyją w takich układach latami i twierdzą, że to jeszcze wzmocniło ich związek. Są też tacy, którzy nie wytrzymują obciążenia psychicznego i rozstają się. Nie ma reguły.
Najlepszym wyjściem wydają się więc swingerskie zabawy bez wymiany partnerów. Nie traci się w ten sposób "świętości małżeństwa" i jednocześnie zyskuje niesamowite nowe wrażenia wynikające z seksu w towarzystwie innych par. Wystarczy tylko znaleźć odpowiednich ludzi i odpowiednią imprezę.
Ja bym wolał, aby żona poszła na seks z kimś innym i nie chciałbym tego widzieć. Może nawet wolałbym nie pytać gdzie i z kim była na zasadzie "don't ask, dont tell". To mądra zasada.
Nalezy się zastanowić dlaczego swing jest co raz popularniejszy i czy czasem to nie jest efekt tego że ludzie co raz częściej zdradzają i nie potrafią dłużej bez zdrady być z kimś i jest im tak wygodniej?
Może swing jest właśnie sposobem na zapobieżenie zdradzie. Para nie chce mieć przed sobą żadnych tajemnic, ceni sobie uczciwość i nowe doznania seksualne chce odkrywać wspólnie. Wśród swingersow najlepsze imprezy są w parach. Dlatego nikomu nie zależy, żeby się rozstać, bo wówczas niejako straci "przepustkę" do tego świata.
Co do rosnącej popularności swingowania to każdy człowiek będący w długoletnim związku po cichu fantazjuje o seksie z osobą inną niż partner/ka, lecz nikt się do tego otwarcie nie przyzna. Liberalizacja zachowań w przestrzeni publicznej sprawia, że jednak coraz więcej osób przestaje to ukrywać.
Może swing jest właśnie sposobem na zapobieżenie zdradzie. Para nie chce mieć przed sobą żadnych tajemnic, ceni sobie uczciwość i nowe doznania seksualne chce odkrywać wspólnie. Wśród swingersow najlepsze imprezy są w parach. Dlatego nikomu nie zależy, żeby się rozstać, bo wówczas niejako straci "przepustkę" do tego świata.
Co do rosnącej popularności swingowania to każdy człowiek będący w długoletnim związku po cichu fantazjuje o seksie z osobą inną niż partner/ka, lecz nikt się do tego otwarcie nie przyzna. Liberalizacja zachowań w przestrzeni publicznej sprawia, że jednak coraz więcej osób przestaje to ukrywać.
Wiesz nie na darmo takie zachowania są nazywane zdradą kontrolowaną.Liberalizacja postępuje ale do czasu jestem pewne że moje pokolenie jeszcze się doczeka zwrotu akcji.
121 2019-10-28 13:23:36 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-10-28 13:23:59)
Ale kto wam zabrania robić w swoich związkach to co sobie ustalicie? W Konstytucji Wam trzeba to zapisać? ![]()
Konsekwencje dobre czy złe Wy poniesiecie tylko.
Dla mnie to z góry odpada, bo cenię sobie intymność, a ta jest dla dwojga.
Wieść gminna niesie, że zwykle to mężczyzna m z tym problem.. po.
122 2019-10-28 13:33:31 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-10-28 14:05:53)
Wieść gminna niesie, że zwykle to mężczyzna m z tym problem.. po.
Masz w tym trochę racji. Z reguły to mężczyzna ciągnie kobietę do takich zabaw. Jednak znam kilka przypadków, że kobietom tak to się spodobało po pierwszym razie, że ich mężczyźni w strachu zastanawiali się co dalej będzie i czy się nie wycofać. :-)
Polecam blog spam - kopalnia wiedzy na ten temat.
123 2020-01-14 17:46:44 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2020-01-14 19:24:28)
Zarejestrowalam się na spam sama nie wiedząc czego tak naprawdę chcę. Za chwilę otrzymałam kilka propozycji, w tym też jedną związaną ze swingiem. Żyje z partnerem w otwartym związku, ale mam trochę obaw jak to przyjmie. Osobiście bym spróbowała. Mam 32 lata i brakuje mi tego "szaleństwa" w łóżku. Nie mamy dzieci i nie chcemy mieć, może więc warto ?
Pewnie, że warto, my mamy za sobą co prawda spotkania w czworokącie ale naprawdę daje to dużo adrenaliny i tego Wam życzymy
Zgoda. Dlatego w większości przypadków swingowanie pozostaje w sferze wyobraźni, a na wprowadzenie tych zasad w życie decydują się nieliczne pary.
W moim przypadku, po długich rozmowach z żoną, zdecydowaliśmy się odwiedzić klub dla swingersów. Wybraliśmy imprezę "noc debiutantów", na której większość uczestników stanowiły pary ciekawe nowych doświadczeń. Zarówno klub jak i cała impreza wywarły na nas bardzo pozytywne wrażenie. Bardziej doświadczone pary szły na całość i wymieniały się partnerami. Inni (np. my) ograniczali się do seksu równoległego obok innych par. Wrażenia po prostu mega. Tego nie da się opisać. Kazdy, kto w czymś takim uczestniczył, wie o czym piszę.
Dlatego, rekomenduję wszystkim zainteresowanym tym tematem, żeby wybrali się do klubu dla swingersow i osobiście ocenili plusy i minusy swingowania, a nie polegali na opiniach osób, które a priori mają negatywne nastawienie do tego typu zabaw.
Dokładnie, popieram takie stanowisko, trzeba coś przeżyć by o tym mówić i wypowiadać się a nie tylko ze słyszenia. My z małżonka co prawda w takim klubie nie byliśmy stąd wypowiadać się nie będę ale mamy poznane inne małżeństwo i spotykamy się w czworokącie i też jest cudownie także jakby ktoąś wolał bardziej kameralnie to czworokąt jest najlepszym rozwiązaniem
Całe to swingowanie wg. mnie jest spowodowane głównie monotonią w życiu, a nie w seksie, odnajdziecie pasję, zwiedzajcie świat, uprawiajcie sex pozycja po pozycji z kamasutry, nie wiem czy chciałybyście, aby wasz partner lizał obcej kobiecie miejsca intymne a potem was całował, nie daj Bóg jeśli wyliżę jakieś zapalenie grzybiczne pochwy albo wydzielinę z HIV i vice versa.
Całe to swingowanie wg. mnie jest spowodowane głównie monotonią w życiu, a nie w seksie, odnajdziecie pasję, zwiedzajcie świat, uprawiajcie sex pozycja po pozycji z kamasutry, nie wiem czy chciałybyście, aby wasz partner lizał obcej kobiecie miejsca intymne a potem was całował, nie daj Bóg jeśli wyliżę jakieś zapalenie grzybiczne pochwy albo wydzielinę z HIV i vice versa.
No co ty? Naiwny? Przecież po to właśnie, między innymi, propagowane jest to całe "swingowanie" i inne tego typu zabawy, żeby się zarażali.
126 2020-01-15 17:14:11 Ostatnio edytowany przez maximus84 (2020-01-15 17:15:04)
Po pierwsze, zdecydowana większość zarażeń HIV występuje w środowiskach homoseksualistów.
Po drugie, osoby uczestniczące w imprezach swingerskich to często ludzie z klasą i kasą (imprezy nie są tanie), którzy dbają o siebie i swoje zdrowie.
Po trzecie, fajnie, gdyby żony/narzeczone z długoletnich związków, ograniczone do jednego partnera, dowiedziały się jak często są zdradzane przez kochających mężów/narzeczonych i że pojawiające się u nich zakażenia przenoszone drogą płciową nie powstały podczas pływania w basenie.
Po pierwsze, zdecydowana większość zarażeń HIV występuje w środowiskach homoseksualistów.
Po drugie, osoby uczestniczące w imprezach swingerskich to często ludzie z klasą i kasą (imprezy nie są tanie), którzy dbają o siebie i swoje zdrowie.
Po pierwsze nie jest racją od dobrych 20 lat. Wiekszosc zakarzen HIV w 21 wieku ma miejsce w zwiazkach heteroseksualnych, ale jak widac mity dalej trzymają sie mocno.
Po drugie osoby na imprezach swingerskich to czesto osoby z kasą i z swobodnym podejsciem do seksu. Za 2 dni ktos bzyknie jego żonę, którą on bzyknie jutro. Tydzin temu bzykał kobiete ktora co miesiac ma 2 nowych partnerów z których jeden jest szefem w firmie i lubi bzykać starzystki, wsrod ktorych są studentki które na studiach do kosztów utrzymania dorabiały sponsorinkiem.
Dobranocki są o 19 tej.
Po pierwsze, zdecydowana większość zarażeń HIV występuje w środowiskach homoseksualistów.
Po drugie, osoby uczestniczące w imprezach swingerskich to często ludzie z klasą i kasą (imprezy nie są tanie), którzy dbają o siebie i swoje zdrowie.
Po trzecie, fajnie, gdyby żony/narzeczone z długoletnich związków, ograniczone do jednego partnera, dowiedziały się jak często są zdradzane przez kochających mężów/narzeczonych i że pojawiające się u nich zakażenia przenoszone drogą płciową nie powstały podczas pływania w basenie.
Kompletnie się z Tobą nie zgadzam już Ci wyjaśnię dlaczego,
Po pierwsze największe występowanie HIV na świecie jest w krajach Afrykańskich, a tam homoseksualizm jest mega piętnowany mogą za to zabić, albo dać karę więzienia, odsetek homoseksualistów na tym kontynencie jest najniższy ze wszystkich. Na ich szczęście metroseksualna kultura się jeszcze nie rozwinęła. I raczej nie rozwinie bo przybywa osób wyznających islam, którzy wypierają i mordują chrześcijan.
Nawet jeśli największy odestek HIV jest notowany wśród homoseksualistów to szanse na złapanie HIVa u osoby heteroseksualnej jest bardzo wysokie, dziś o seks z przypadkową osobą nie trudno.
Po drugie, osoby swingujące mają sporo zaburzeń, konfliktów wewnątrz związku i z ich uśmiechów na takiej imprezie tego nie dostrzeżesz, to nie ludzie z klasą i kasą, a głównie Janusze z wąsem i Grażyny (+40) z obwisłym biustem do pępka, twój obraz rzeczywistości jest zaczerpnięty ze scen porno, gdzie wynajęci "aktorzy" spotykają się w luksusowych warunkach, elegancko ubrani w garnitury, piękne sukienki i zaczyna się akcja. A tak naprawdę kobiety przed kręceniem takiej sceny są całe zestresowane muszą wciągnąć kreske koki i na planie udawać, że to im sprawia przyjemność i doskonale sie bawią. Żaden gość z klasą nie pozwoli na to, aby ktoś mu bzykał żonke, innaczej w środowisku biznesowym wyjdzie na frajera.
Po trzecie partnerzy są często tak zdesperowani faktem, że mogą zostać zdradzeni, że wolą pójść w swingowanie dla świętego spokoju.
Poza tym nastał taki "klimat", że niechęć do podobnych eksperymentów jawi się jako coś nienormalnego. To też wpływa na to, że ludzie dla partnerów idą w takie zabawy, wmawiając sobie, że ich opór to nieuzasadnione blokady.
To jest przedziwne.
Hmm co myslicie o takim zjawisku????
Zjawisko mnie nie dziwi ani trochę, ludzie mają rożne potrzeby. Choć wg mnie spotkanie z prostytutką jest jakoś bardziej składne, zwięzłe, higieniczne. Ta przynajmniej w założeniu powinna znać się na swoim fachu, a nie jak jakieś tam stare baby i dziady na takich swingerskich nockach.