tyle czasu bez nie wytrzymales to te kilka dni cie nie zbawi
Co tu mozna doradzic. Musisz czekac az wroci po prostu.
Ale o czym ona chce myśleć?? O tym czy dalej chce być?? Dziwne, ale ok. Ja mam tylko 25 lat życia za sobą i nie muszę rozumieć.
Wiesz co... coraz bardziej się upewniam w przekonaniu, że faktycznie dziewczyna coś próbuje zrobić na siłę...Obiecałem sobie jednak, że postawię sprawę jasno po jej i moim wyjeździe, czyli za jakieś 2 tygodnie. Umówię się z nią na spotkanie i po prostu powiem, że albo się ogarnie i zacznie traktować związek tak jak należy albo nie będziemy się już w to dalej bawić. Trochę się czuje jak takie popychadło. Jak jestem potrzebny to oczywiście zawsze się odezwie, a jak nie to znaczy, że ma lepsze zajęcie na głowie w danym momencie. Poza tym trochę mnie wkurza, że ona się zachowuje jak "pies ogrodnika" - sama nie weźmie, ale innym też nie da. Bo niby się nie odzywa, ale z drugiej strony jest o mnie zazdrosna i próbuje mi robić czasami na złość zamieszczając zdjęcia na fejsie z kolegami (wiem, bo sama mi o tym wspomniała)
To trudne, ale w końcu jej powiem, że albo wydorośleje, albo koniec tej zabawy...Z resztą zbyt poważnie to wszystko traktowałem do tej pory:/
Wyjechała w poniedziałek wczesnym rankiem ze znajomymi w te góry za granicę i dość długo czekałem na kontakt z jej strony. Doczekałem się informacji na drugi dzień. W między czasie zadzwoniłem do jej matki, żeby się dowiedzieć czy dojechała bezpiecznie na miejsce. Jej mama pewnie jej to przekazała, bo wczoraj znowu otrzymałem informacje od dziewczyny, tym razem jakoś z bramki SMS, że dojechała, żebym się nie martwił etc. i na końcu po raz drugi zastosowała sformułowanie "pozdrawiam". Ani na pierwszą, ni na drugą wiadomość jej nie odpowiedziałem. Nie wiem w końcu czy dobrze robię, ale wolałbym to jednak zostawić i po prostu wymóc jakoś na niej, żeby sama z siebie do mnie pisała i czasem mnie poinformowała co u niej...jak myślicie, zda to egzamin? Wole na czas jej nieobecności trochę się wyciszyć i przestać tyle o tym myśleć, bo niedługo sam jadę na wakacje i nie chciałbym ich sobie spieprzyć...
i na końcu po raz drugi zastosowała sformułowanie "pozdrawiam". Ani na pierwszą, ni na drugą wiadomość jej nie odpowiedziałem. Nie wiem w końcu czy dobrze robię, ale wolałbym to jednak zostawić i po prostu wymóc jakoś na niej, żeby sama z siebie do mnie pisała i czasem mnie poinformowała co u niej...jak myślicie, zda to egzamin?
Odpowiedz sobie na pytanie: czym jest teraz dla Ciebie sformułowanie "pozdrawiam"???
Magicznym słowem "kocham cię" ubranym w określenie "pozdrawiam"?
Mi to "zalatuje" małą nutką obojętności, traktowaniem Ciebie jak przyjaciela a nie chłopaka. Podszedłbym do tego obojętnie a odpisał na eska, gdyby użyła obu sformułowań jednocześnie. Poczekaj na dalszy rozwój "wydarzeń".
No właśnie też to tak traktuje... Chciałem w tej chwili wstrzymać się z robieniem czegokolwiek. I tak jej nie odpisze na smsa bo wysyłała go z bramki, z komórki nie korzysta bo nie wykupiła roamingu, a na fejsie siedzi teraz rzadko bo spędza całe dni w górach. Akurat nasze wyjazdy się zazębiają, bo ja wyjeżdżam w tę sobotę, a ona w poniedziałek wraca. Nie wiem czy dobrze zrobię, ale jeśli nie otrzymam od niej kolejnej wiadomości (takiej płynącej z potrzeby rozmowy, a nie, żeby to mieć za sobą) to po prostu nie będę pisał. Jak wspomniałem wcześniej teraz nie wiele mogę zrobić. Natomiast obiecałem sobie i jej, że po wyjeździe spotkamy się i ostateczne pogadamy. Chciałbym to już mieć za sobą. Ponieważ jadę na tydzień nad morzę, to chciałbym się trochę pobawić, a może nawet poznać nowe twarze ![]()
Wydaje mi się, że ona potrzebuje (wnioskując po Twoich wypowiedziach) w zawiązku, odrobinę zazdrości, żebyś się czasem postwił, że czegoś nie chcesz i tyle, i nie ulegał jej w każdej sytuacji. Widocznie jej przeszkadza, że jesteś cały czas taki grzeczny, miły, na wszystko się zgadzasz, i za nią wszędzie pobiegniesz. Myślę, że o to chodzi z tymi wpisami na fejsie o zmianach i o tym że wysiskałaby Cie, że okazałeś odrbinę zazdrości. To tak z babskiego punktu widzenia.
A co do tego że się nie odzywa.. nie pisz, daj jej czas- wiem, że to trudne, ale powstrzymaj się, niech ona sobie spokonie myśli, a Ty się dobrze baw na wakacjach, pożyj trochę, odstresuj się .. i pogody dobrej życzę ![]()
Pozdrawiam !
No w sumie to czemu nie
Dzięki za pomoc:) Zajmę się sobą i swoim czasem na wakacjach już niedługo:) A jeśli chodzi o dziewczynę to nie będę się odzywał...
No w sumie to czemu nie
Dzięki za pomoc:) Zajmę się sobą i swoim czasem na wakacjach już niedługo:) A jeśli chodzi o dziewczynę to nie będę się odzywał...
Przeczytaj sobie mój awatar... jesteś/czujesz się jak ten "odrzut". Ale teraz masz swoje 5 minut - wakacje nad morzem.... więc odrzuć od siebie te zmartwienia, jedź się wyszaleć i zamiast czuć się jak ten "odrzut"... miej pełen... ODLOT. Brutalnie mówiąc "wywalone na wszystko".
Wiem, że mi zaraz powiesz, ale ja ją to i tamto... Wiem. Znam to z własnej autopsji. Ale im mniej o tym myślę i przejmuję się tym zagadnieniem pt związek i partnerka, tym świat ma więcej barw i cały stoi przede mną otworem.
I zapamiętaj jedno: kochamy ludzi za to jacy są a nie jacy mają być... zazdrość to cień miłości, im więcej cienia, tym mniej światła....
Nie no oczywiście jak zwykle się z Tobą zgadzam
Mądrze prawisz, lub inaczej, mówisz to co ludzie z pewnością chcą usłyszeć
Ja to bardzo cenie i dzięki za uwagi:) Na pewno nie będę się zadręczał na wakacjach. Trochę to długo trwa, ale powoli dopuszczam do siebie myśl, że to może nie jest ta kobieta po prostu:) Na razie nie chce walczyć, nie chce nic robić, chciałbym tylko się wyszaleć
Jak czuje coś więcej niż sympatie to poczeka, jeśli nie poczeka to znaczy, że nie była warta moich starań, ale to już odkładam na za tydzień mniej więcej
Mam nadzieje, że do tego czasu tu nie zajrzę...I really hope so...
No ! i to jest dobra postawa ![]()
a żeby dziewczyna poszła po rozum do głowy, to sory- nie obrażając kobiet, w tym siebie- to trochę trwa:)
Baw się szalej, póki co nie myśl co dalej !
u mnie mineło 5 miesiecy od rozstania i przez ten cały czas dalej spotykalismy sie jak para. on cały czas zabiegał o kontakt, zawsze on pierwszy pisał. wiec powiedziałam dosc. teraz ja z toba zrywam. i tak nie odzywalismy sie do siebie przez dwa tygodnie. było bardzo łatwo nie odzywac sie do niego. wmowiam sobie ze to jest jedyne co moge zrobic aby cokolwiek naprawic. szybko mineło (cały czas bawiłam sie) i sam odezwał sie
nie pisał za duzo. tylko ze obiecuje ze cos wiecej na maila mi napisze. ze dziwnie mu tak teraz jest
Wiec nie zadreczaj sie, musisz wiedziec ze milczenie i dobra zabawa to najlepsze co mozesz teraz zrobic aby ta dziewczyna wrociła, albo spotkac duzo lepsza
Ja czekam az jeden kolega przyjedzie do PL i mamy umowic sie. juz nie moge sie doczekac bo to bedzie moja pierwsza randka w ciemno i pierwsza od 6 lat ![]()
u mnie mineło 5 miesiecy od rozstania i przez ten cały czas dalej spotykalismy sie jak para. on cały czas zabiegał o kontakt, zawsze on pierwszy pisał. wiec powiedziałam dosc. teraz ja z toba zrywam. i tak nie odzywalismy sie do siebie przez dwa tygodnie. było bardzo łatwo nie odzywac sie do niego. wmowiam sobie ze to jest jedyne co moge zrobic aby cokolwiek naprawic. szybko mineło (cały czas bawiłam sie) i sam odezwał sie
nie pisał za duzo. tylko ze obiecuje ze cos wiecej na maila mi napisze. ze dziwnie mu tak teraz jest
Wiec nie zadreczaj sie, musisz wiedziec ze milczenie i dobra zabawa to najlepsze co mozesz teraz zrobic aby ta dziewczyna wrociła, albo spotkac duzo lepsza
NIc dodać, nic ująć... wytrwałość - i upartość - we własnym postanowieniu siłę woli oznacza...
Dobra wyjaśniło się wszystko. Nie powinienem się po rozstaniu w ogóle odzywać do tej dziewczyny. Jednak nie jest zdecydowana na cokolwiek. Nie wie sama czego chce. Jedyne co wie to to, że chciałaby się bawić. Ona zdaje sobie sprawę z tego, że podoba się chłopakom. Jest jej z tym dobrze, że jest adorowana przez innych. Chce być pewnie zdobywana, aczkolwiek nie chce plątać się w inne związki. Ja wiem jedno... nie chce mieć z nią już nic do czynienia...Odcinam się, nie będę cały czas zachowywał się jak piesek, który wierzy, że może się uda i będzie jak dawniej! Nie ufam jej... Mam to serdecznie w dupie!
Daję sobie głowę uciąć, że ona się odezwie. Jestem tego pewna. Ma mętlik w głowie jak niejedna osoba na tym popapranym świecie.
Żyj swoim życiem, nie stresuj się, ucz się żyć bez niej. Tyle możesz zrobić .. Teraz jest Twój czas, teraz możesz być egoista i myśleć wyłącznie o swoich potrzebach. Pozdrawiam!
Ona w tej chwili będzie robić wszystko, żeby myśleć tylko i wyłącznie o sobie. Ale spoko już się nastawiłem na to i znam kolei rzeczy, które nastąpią. W pierwszej kolejności adorator który już się znalazł będzie dla niej z pewnością dobrą partią do uporania się z problemem mętliku w głowie. Niestety już nie wierze tej dziewczynie i nie sądzę, że zachowała resztki przyzwoitości by po prawie 2 miesiącach od zerwania nie szukać nowego "przyjaciela". Trochę czuję się wykorzystany, mimo wszystko..., ale sam sobie jestem winien takiej sytuacji... Nie wiem co pokaże mi przyszłość jednak w obecnej chwili wiem jedno - koniec ze związkami, przynajmniej na jakiś czas.
Dawno mnie tu nie było, mniej więcej miesiąc czasu
Niestety nic się nie zmieniło. No może ewentualnie to, że kobieta, z którą już nic mnie nie łączy, pociesza się w ramionach innego gościa. Jest to ten sam z którym wyjechała (tzn m.in. z nim ) w góry na urlop. Z początku miał nie być brany pod uwagę jako chłopak, aczkolwiek wiem, że ona nie umie być sama więc dała mu szansę...Trochę to boli, trochę jestem na nią za to zły, ale staram się sobie wiele tłumaczyć i dochodzę do wniosku, że nie była warta moich starań. Jakby tego było mało to cały czas wyczuwam (z resztą nie tylko ja, ale również moi znajomi), że próbuje ona wzbudzić we mnie zazdrość. Czasami jej statusy i teksty na fejsie są tworzone chyba po to, żeby mnie dobić. Nie widzę w tym sensu, ale nie lubie tego typu gierek więc się w to nie bawię. Zamierzam się 3mać jak najdłużej i staram się nie zwracać uwagi na to co robi. Ehh podejrzewam, że to trochę potrwa bo również nie szukam w tej chwili żadnego "pocieszenia", po prostu mam dość zawodu. Co o tym myślicie?
na fb jest opcja ignorowania aktywnosci znajomego. Polecam ![]()
Sam mowisz ze zaczynasz rozumiec ze na Ciebie nie zaslugiwala. Zycze Ci powodzenia na dalszej drodze. Uwierz w siebie a bedzie dobrze:)
Heh no wiem, że jest taka opcja, ale powinienem usunąć fejsa chyba, żeby nie widzieć tego co ona na nim zamieszcza
Na razie mnie ciągnie do tego żeby czasem sprawdzić. No jest to meeega głupie, ale jak dojdę do siebie to w ogóle ogranicze wchodzenie na fb
Póki co usunąłem ją z telefonu, gdybym jeszcze mógł jej nie oglądać na fejsie to byłaby dla mnie ulga ![]()
Dobra trochę mi się "zadra" w sercu odnowiła i nie bardzo wiem co w takich momentach zrobić bo tak jak wczesniej było w miare ok tak teraz boli:/ Zaczne może od tego, że jak zablokowałem swoją byłą na fejsie i wykasowałem wszelki kontakt to tego samego dnia, dokładnie 20 września, dostałem od niej smsa w którym napisała mi, że: każdego dnia zadaje sobie pytanie czy to ma tak wyglądać jak wygląda w tej chwili i czemu oboje (rozbawiło mnie to) tak szybko odpuściliśmy, czemu nie poprosiłem ją o rękę jak tak bardzo tego chciała. Powiedziała, że jak się budzi i idzie spać to każdego dnia myśli o mnie, i bardzo chce, żeby to wszystko się dobrze skonczylo... no i napisała, że przeprasza, że tak pózno ale teraz miała odwagę mi to napisać...Ja jej na to nic nie odpisałem bo obiecałem sobie brak jakiegokolwiek kontaktu z tą dziewczyną...i będę się tego trzymał, ale wczoraj przeżyłem tzw. epic fail...
Wysiadając z pociągu zobaczyłem ją z chłopakiem z którym była w górach i który się o nią starał jakiś czas od naszego zerwania...trzymali się za ręcę, a że była godzina 23 to na pewno szli do niej na noc. Ona mnie widziała i nawet odwracała się za mną, a ja starałem się udać, że spływa to po mnie...no niestety nie spływa i pomimo iż nie chce robić czegokolwiek w kierunku ponowienia kontaktu, to po prostu psychicznie nie wiem jak do tego podejść...
Pisałeś, że jest wspaniałą dziewczyną. Byliście razem 2,5 roku, to nie jest przelotna znajomość. Nie przejdzie tak łatwo, skoro byłeś prawdziwie zaangażowany. Miałeś życzyć jej szczęścia nawet z innym.
Jeśli chcesz się oddać cały, potrzebujesz Kobiety, która pragnie TAKIEGO oddania. Dla każdej innej będzie ono dziwne (poczytaj posty niektórych). Każda inna będzie widziała, że jesteś dobrym człowiekiem, będzie żałowała, gdy się rozsypie, ale jej miłość, zainteresowanie Tobą zgaśnie. Bo jeśli, by pożądać, potrzebuje huśtawek emocjonalnych aplikowanych jej przez partnera, a Ty jej tego nie dasz, będzie jej czegoś brakowało.
Mój Kochany jest mi szczerze oddany. Tak oboje pojmujemy męskość, kobiecość, związek - że mężczyzna ma być męski, silny, stabilny emocjonalnie i zaangażowany prawdziwie, kobieta ma być kobieca, kochająca, dająca miłość, zaangażowana prawdziwie, oboje otwarci i bardzo blisko.
Jeśli Ty chcesz związku, w którym nie będziesz swojej Kobiety ograniczał i zrobisz wszystko, by była szczęśliwa, potrzebujesz kobiety, która doceni takie oddanie i dla której Twoja łagodność będzie afrodyzjakiem, a nie czymś co wygasza emocje.
Czy ONA zmieniła się na tyle, by chcieć TAKIEGO oddania? Czy po prostu miała z Tobą wygodnie, ale iskrzenie zgasło?
W pierwszym przypadku doradziłabym byś koniecznie ją zaczął zdobywać od nowa, w drugim żebyś sobie odpuścił zupełnie i zmienił trasy chodzenia.
Doszedłem do wielu różnych wniosków, ale jestem bardziej niż pewny, że ona po prostu chce przygód. Nie zamierzam wracać do niej, wystarczająco często nie doceniała w związku wielu rzeczy. Naszym wspólnym koleżankom wielokrotnie się chwaliła (albo żaliła), że ma ze mną za dobrze. Teraz ma nowe doświadczenie i nowego chłopaka. Irytujące jest jednak to, że pomimo tego wszystkiego 2 tygodnie wcześniej napisała mi takiego smsa... Wczoraj zabolała na pewno rzeczywistość...zabolało to, że ją w ogóle zobaczyłem. Chciałbym w sumie pójść inną drogą i zacząć zapominać o tym nietrafionym związku....wydaje mi się, że po prostu za bardzo się angażuje. Nie będę jej zdobywał bo jeszcze tak nisko nie upadłem (miałem swoją próbę, którą ona odrzuciła) i mam nadzieje, że do tego nie dojdzie. Miała swobodę i miała miłość, to, że czasami brakowało jej adrenaliny i emocji wynikało raczej z braku czasu z obojga stron...jeszcze rok temu było na prawdę znakomicie i nie mieliśmy problemów. Niestety ona nie wiele robiła by to utrzymać, a kiedy ja coś próbowałem to tak jak przy ostatnim spotkaniu, super wyszło, ale następnego dnia ona się ode mnie odcięła...
Wracam do tematu bo mam spory problem z uporaniem się z dawnym związkiem:/ Zacznę może od tego, że przez ostatnie miesiące próbowałem jakoś wrócić do siebie i zacząć korzystać z życia... Oczywiście układało się, zapominałem o niej, ale nagle zaczeło się wszystko zwalać mi na łeb:/ Prawda jest taka, że przez ten czas starałem się poznawać nowych ludzi, odświeżać stare znajomości, umawiać się na randki itp. Problemy się zaczęły gdy przede wszystkim zacząłem nową pracę. Mnóstwo obowiązków, duża odpowiedzialność i nienormowany czas pracy czasami nawet od 8 do 20
Niby spoko bo gdzie tu znalezc czas na myslenie o pierdolach. No i niestety tutaj jest problem bo właśnie przez to zaczęło się myślenie, a dokładnie przez brak czasu na zajęcia dodatkowe, zapuszczenie się bo dieta przeznaczona na siłownie poszła się je... a teraz jadam 1/ dziennie w fastfoodach i przy tym nie mam czasu, żeby iść na siłownie po pracy:/ Nie ma wsparcia mentalnego, nie ma tej drugiej bliskiej mi osoby, która od czasu do czasu dała by kopa w dupe
Poza tym umówiłem się na 3 randki w tym czasie, przy czym na 2 pierwsze dziewczyny nie przyszły, a na trzeciej poznałem bardzo ładną dziewczynę, która niestety ma inne priorytety w związku i chciałaby, żeby facet strasznie o nią zabiegał i adorował:/ Wytłumaczyłem jej, że sorry, ale miałem to przez ostatnie 2.5 roku i jakoś nie mam siły na coś takiego bo wiem jak poprzedna przygoda się skonczyła...Tak więc ja jestem sam, dodatkowe zajęcia nie wypaliły, randki nie wypaliły, a w nawiązaniu do mojego byłego związku dowiedziałem się od koleżanki, że moja była jest strasznie zakochana w nowym chłopaku z którym notabene jest od 3 miesięcy?!? Sorry, ale żal d... ściska i tym razem nie mam zielonego pojęcia jak sobie poradzić mimo iż na prawdę się staram:/
Przepraszam, że będę szczera, ale ja przechodze podobną sytuację - tylko że odwrotnie, ja odchodze. Żałuje tylko, że mój partner nie potrafił o mnie walczyć...właściwie nic nie zrobił oprócz kupienia mi cmentarnego wiechcia ![]()
Mi jest przykro, że po 4 latach ktoś z kim żyłeś mówi Ci, że jego nie mozna zmusić, tylko zachęcić i jak nie widzi korzyści z danej sytuacji to się nie stara...co to ma znaczyć?! Myślałam że jak się kogoś kocha, to robi się bezinteresownie coś, tylko po to by sprawić przyjemność tej drugiej osobie....
Myślę że wy faceci czasami nie myślicie, że głupia kolacja nie załatwi problemu, one nie rozwiążą się same... i pamiętaj, że nic nie dzieje się bez przyczyny.
Ale życze Ci cierpliwości i trzymam kciuki ![]()
Witaj Mallevs. Z zaciekawieniem zaczytywałam się w Twoją historię:) Wygląda że jesteś świetnym facetem, ktory chce/chciał walczyć. Szkoda,ze ja na takiego do tej pory nie mogłam trafić:( Prawda jest taka ze nic na siłę. Nie uszczęśliwisz na siłe ani jej ani siebie. Jeśli ona nie chce, i pociesza sie juz innym,to czy nie lepiej pomyslec ze ta naprawde nie byla Ciebie warta? Wiem jak to boli,bo sama bylam zostawiona. Moze nie po az takim czasie. Wiem,ze Ci ciezko. Ale pomysl ile w Tobie uczucia i milosci i jeszcze na penwo spotkasz kobiete na ktora bedzies zmogl to przelac i odwdzieczyc sie tym samym:) Dla jasnosci dodam ze nie jestem swiezo,szczesliwie zakochana. Tylko samą po przejsciach roznych, ostantio niedawnych. I musze wierzycze sie uda. Dlatego tez jestem tu,chce poznac problemy innych,moze pomoc dobra rada i oderwac sie od "tych mysli" Trzymam kciuki,powodzenia!
Kolibre - Wiem o co Ci chodzi, jednak niestety w moim przypadku wyglądało to tak, że robiłem dla drugiej osoby bardzo dużo, nawet powiem Ci, że ona czasami starała się odwdzięczać za to co robię jakimiś gestami czy po prostu miłością i przywiązaniem. Tak teraz wracając do tamtych czasów obawiam się, że więcej w tym było przywiązania niż miłości... Poza tym jak już pewnie wspomniałem, dowiedziałem się, że te moje starania w związku skutkowały tym, że dziewczyna nie potrafiła się odnaleźć w sytuacji. Robiło jej się głupio kiedy byłem prawie na każde jej zawołanie. Przez cały związek byłem bardziej jej przyjacielem niż chłopakiem...to niestety bardzo źle się dla mnie skończyło jak widać:/ Gdyby chociaż moja była zechciała ruszyć się i powalczyć trochę to byłoby teraz inaczej... Jej jednak zabrakło zapału, mówiąc bardziej wprost, znudziłem się jej...
JustynaG - niestety trend chama i prostaka był zawsze bardzo popularny:/ Jeśli jest się dobrym i oddanym to dostaje się po dupie. Nie mówię, że chcę się zmienić, ale chciałbym to jakoś wypośrodkować i stąd teraz jestem sam bo nie wyobrażam sobie, że miałbym znowu być na posyłkę kobiety...Ale jak to mówią "Czas goi rany", moja sytuacja to świeża sprawa i pewnie jakoś sobie poradzę z tym prędzej czy później
Tobie życzę tego samego ![]()
92 2012-11-22 19:12:24 Ostatnio edytowany przez JustynaG (2012-11-22 19:13:50)
Poradzimy sobie a za rok czy dwa będziemy się wymieniać postami w kafejce szczęśliwie zakochani czy coś w tym stylu;p Może niejedna kobieta mnie zlinczuje, ale chodzi o to żeby.s nie był na każde zawołanie. Trzeba być uczuiowym i troskliwym,bo to zazwyczaj kobiety lubią, ale przyznajmy szczerze, kobiety również święte nie są i niewiadomo na kogo trafisz-popatrz nawet na przykład Twojej byłej,nie obrażając jej oczywiscie!. Dlatego ja osobiście się nauczyłam żeby mimo wszystko podchodzić do wszystkiego z dystansem i zostawić sobie zapas na wypadek gdyby świat się zawalił, jak to mnie nauczył mój serdeczny, sporo starszy i doświadczony przyjaciel. Teraz pomyśl o sobie i o tym, żebyś trochę odetchnął i skorzystał z życia. I nawet jak bedziesz już w związku to nie zapominaj o sobie samym!
Kolibre-siły i wytrwałości!
Zgadzam się z Tobą JustynaG
Kiedyś przyjdzie i na nas czas. Teraz mnie trochę denerwuje np. to, że moja była cały czas mi się śni
Nie wiem....to uczucie jest głębsze niż myślałem, mimo iż racjonalnie sobie tłumacze, że i tak nic by z tego nie wyszło i nawet jakbyśmy dostali drugą szansę, to nie ułożyłoby się nam tak czy inaczej. Takie powroty po prostu nie są owocne, a wiem to z opinii znajomych, którzy przechodzili podobną sytuacje... W tej chwili dręczy tylko samotność. Zastanawiam się jednak czy z kobietami to już tak jest, że uwielbiają jak na początku stara się facet? Czy może jest szansa, że jakąś poznam i generalnie będzie na odwrót? Chciałbym bo na razie nie mam siły, żeby się niepotrzebne angażować emocjonalnie w to wszystko...
Siła przyjdzie sama,nie rób nic wbrew sobie. Znam to uczucie. Nie ma co genralizować,ale jako przedstawicielka kobiet wiem że lubie kiedy to facet stara się o mnie. I to najlepiej w niebanalny sposób. Ale oczywiście i kobiety muszą dawać coś z siebie i zaskakiwać. Myśle,że to zależy od osoby, doświadczeń i przeżyć. Każdy ma ine podejście. Znam kilka par, gdzie to dziewczyna poderwała faceta. Jak sie coś rodzi,to nie ma co czekać:) Też cięzko mi poradzic sobie z samotnością, zwłszacza jak dziś,niedzielno-popołudniową. Bo nawet nie chce sie nigdzie wychodzic... Ale myślę,|(mam szczerą nadzieję!)że to w końcu minie...:)
Mallevs,
Z kobietami jest dokladnie tak samo jak z facetami. KAZDEGO mimo ze nie wiadomo jak sie zaprzecza przed samym soba, pociagaja osoby pewne siebie, lekko niedostepne i atrakcyjne.
Sam pewnie znales dziewczyny ktore za toba 'biegaly' itp, i jakos sam takiej nie pokochales tylko wlasnie inna...
Mam podobny problem. Byłam z facetem 3,5 roku, to było naprawde szczęśliwy czas dla mnie i dla niego było to pinim widać. Kochaliśmy się i zachowywaliśmy jak każda normalna szanująca się para. Niestety w ostatnim czasie on stwierdził że jego uczucie wygasło, że już kilka razy zastanawiał się czy do siebie pasujemy. Mieliśmy sobie dać czas na naprawienie tego. Trwało to niestety dwa tyg po tym czasie zerwał ze mną tłumacząc że życie w toksycznym związku nie jest dobre i że tak będzie lepiej, że musi pewne sprawy przemyśleć. Za następne dwa tygodnie ostatecznie mi napisał że to już koniec między nami. Jak oddawaliśmy sobie rzeczy to spytałam czy to ostateczne, prosto w oczy powiedział mi że tak, że już nic nie czuje. Jest to dla mnie smutne ale teraz tak naprawde wiem że muszę iść do przodu i nie mogę żyć nadzieją, bo to nic nie da. Jak to sie mówi jeżeli kochasz drugiego człowieka puść go wolno, jak wróci tzn że będzie twój na całe życie, a jeżeli nie to nie był twój nigdy.
No niestety trochę w tym prawdy jest...Sam w tej chwili poznałem kilka dziewczyn i kiedy coś miało się kleić to generalnie uciekałem bo wychodziłem z założenia, że im bardzo zależy a mnie jakoś nie...Nie wiem z czego to wynika. Jak trafiam na kobiete fajną z charakteru to nie pasuje mi z wyglądu. Za to jak spotkałem dziewczyne super z wyglądu w 100% w moim typie to okazało się, że dziewczyna sama nie wie czego chce, generalnie ma jakieś problemy ze soba, zachowuje się jakby miała rozdwojenie jaźni itd. Mimo iż wciąż szukam i nie poddaje się w znalezieniu swojego szczęścia to zauważyłem, że cały czas w moich snach pojawia się moja była, a staram się nie myśleć o niej w ciągu dnia. Pomimo tłumaczeń znajomych i własnym przekonaniom, że to nie była dobra kobieta, cały czas mnie do niej ciągnie:/ Jak to zmienić? To po prostu samo przejdzie i musze dać sobie czasu? Ostatnio nasza wspólna koleżanka (moja i mojej byłej) wstawiła zdjęcia z sylwestra na fejsa. No niestety tak się stało, że i ja je zobaczyłem:/ Facet z którym jest w związku (moja była) dalej wygląda beznadziejnie, natomiast ona wydaje się ładniejsza. Nie wiem czy to wynik przemijającego uczucia, które nasila się w takich momentach,czy po prostu ludzka głupota:/ Chciałbym się definitywnie odciąć i uwolnić od tego uczucia bo wiem, że nasze drogi już się nie zejdą nawet jeśli kiedyś będzie tego chciała...Niedługo mam urodziny i mam jedynie nadzieje, że do mnie nie napisze z tej okazji:/
Tak sobie czytam od ponad godziny Twój temat i jedno mnie zastanawia: w jaki sposób Ty o nią walczyłeś, by ona wróciła do Ciebie? Od początku jak czytałam te posty miałam wrażenie, że Ty od niej tylko oczekiwałeś, a w zamian nic nie oferując. Jedynie na co było Cie stać to na jednego smsa, ktory do miej napisałeś. Przedstawiłeś tu swoją byłą jako tą złą i każdy poszedł w Twoje ślady i Ci radził byś odpuścił itd. A ja jestem ciekawa co Twoja była myśli na temat waszego dawnego związku? Pisałeś kiedyś że była w górach jak wróciliście do siebie. Otóż ja na to zdarzenie mam takie zdanie:
Mallevs napisał/a:i na końcu po raz drugi zastosowała sformułowanie "pozdrawiam". Ani na pierwszą, ni na drugą wiadomość jej nie odpowiedziałem. Nie wiem w końcu czy dobrze robię, ale wolałbym to jednak zostawić i po prostu wymóc jakoś na niej, żeby sama z siebie do mnie pisała i czasem mnie poinformowała co u niej...jak myślicie, zda to egzamin?
Odpowiedz sobie na pytanie: czym jest teraz dla Ciebie sformułowanie "pozdrawiam"???
Magicznym słowem "kocham cię" ubranym w określenie "pozdrawiam"?
Mi to "zalatuje" małą nutką obojętności, traktowaniem Ciebie jak przyjaciela a nie chłopaka.
A co miała mu trzasnąć eseja o tym jak go bardzo kocha i tęskni za nim? A on jej choć raz napisał, że chciał by być z nią w tych górach?!
Poczekaj na dalszy rozwój "wydarzeń".
Tylko niech uważa, bo się może na wiele nie doczekać...
I niestety drogi autorze ale moim zdaniem sam sobie jesteś winien, że nie jesteście razem. Na dowód tego przytoczę jeszcze jeden cytat:
20 września, dostałem od niej smsa w którym napisała mi, że: każdego dnia zadaje sobie pytanie czy to ma tak wyglądać jak wygląda w tej chwili i czemu oboje (rozbawiło mnie to) tak szybko odpuściliśmy, czemu nie poprosiłem ją o rękę jak tak bardzo tego chciała. Powiedziała, że jak się budzi i idzie spać to każdego dnia myśli o mnie, i bardzo chce, żeby to wszystko się dobrze skonczylo... no i napisała, że przeprasza, że tak pózno ale teraz miała odwagę mi to napisać...Ja jej na to nic nie odpisałem bo obiecałem sobie brak jakiegokolwiek kontaktu z tą dziewczyną...i będę się tego trzymał.
Po prostu żal! To kobieta ma po kilku miesiącach od rozstania robić pierwszy krok? Mało tego: ona go postanowiła zrobić, PRZEPROSIŁA ŻE DOPIERO TERAZ TO NAPISAŁA (ja bym za żadne skarby nie przepraszała), a Ty jej nawet NIE ODPISAŁEŚ?! To się w palę nie mieści! Mam nadzieję, że z tym nowym facetem będzie bardziej szczęśliwsza.
99 2013-01-06 14:02:23 Ostatnio edytowany przez Mallevs (2013-01-06 14:19:31)
Na początek prośba do Ciebie Myszeczka, czytaj ze zrozumieniem bo ani ja do niej nie napisałem ostatniego smsa, ani nie byliśmy razem jak była czy wróciła z tych gór ze znajomymi...I tak pisałem jej, że bardzo bym chciał z nią spędzać te wakacje. A co robiłem dla niej, żeby było lepiej w związku? O tym dalej napisze...
Prawda jest taka, że przez ten czas jak nam w związku nie szło zawsze to ja robiłem pierwszy krok. Jeśli dziewczyna mówiła mi, że razem odpuściliśmy i, że to ja jej nie poprosiłem o rękę a bardzo tego i chciała i ciągle o tym myśli, ale nie miała odwagi tego wcześniej napisać to prawda jest taka, że nie pisała tego pierwszy raz. Zawsze padało z jej ust sformułowanie, że nie miała odwagi czegoś zrobić, a ja zawsze pochylałem się nad jej wyznaniem jak nad małym zranionym pieskiem i starałem się pomóc. Wiele było takich sytuacji, że moja była mimo próśb i rozmów sprawiała, że w związku nie czułem się zbyt komfortowo. Od pewnego czasu byłem jedynie przyjacielem. Byłem jedynie osobą, która pomagała w momencie kiedy ona nie radziła sobie ze stresem w szkole, złymi relacjami z bratem czy z rodzicami itd. itp. Jednak to nie był związek partnerski bo mimo iż ja chciałem jej pomóc ona nie dawała z siebie nic w zamian. Chciałem się z nią spotkać, gdzieś wyjść, przenocować u niej, pogadać, przytulić się....cokolwiek, a ona mi ciągle tłumaczyła, że ma nowy kierunek studiów i nie ma czasu niestety żeby się spotkać. Przecież osoba, kochająca, której zależy zawsze znajdzie czas. Ona jednak miała do mnie żal o to, że kiedyś miałem do niej o coś pretensje (nie wiem czy jest sens o tym pisać bo to głupie) i ten jeden jedyny raz bardzo się na mnie zawiodła. Niestety dziewczyna poczuła się urażona tym i generalnie nie przyzwyczajona do tego, że jej mogłem coś takiego wypomnieć...
Teraz powiedz mi jak mam rozumieć ten fakt, że robię 14 sierpnia dziewczynie kolacje przy świecach, siedzimy i gadamy i tlumaczymy sobie pewne sprawy, a następnego dnia ona wyłącza komórkę i jedzie sobie z koleżanką i tym kolegą, który teraz jest jej chłopakiem, do Torunia na cały dzień przy czym dopiero o 23 dowiaduje się gdzie i z kim była. Ja jej nigdy nie trzymałem jak "na smyczy" i nie kontrolowałem tego co robi. Mówiła mi, że spotyka się z kolegami czy koleżankami i mówiłem "spoko to napisz jak wrócisz". Wiele razy mi nawet wypominała, że jestem dziwny bo nie jestem w ogóle zazdrosny. Tu nie otrzymałem żadnej informacji, nawet nie chciała mi powiedzieć podczas kolacji i naszych rozmów, że umówiła się i jedzie sobie na wycieczkę. Czy to tak ciężko? I jeśli dziewczyna mi pisze, że "razem" odpuściliśmy to dla mnie jest to po prostu żałosne. Po tamtym zdarzeniu odezwałem się tylko tego samego dnia o 23, żeby jej powiedzieć przez telefon, że skoro tak sobie zagrywa to niech nie liczy na kontakt, ze mną bo ja już nie będę koło niej chodził na paluszkach.
Nie byłem pierwszym facetem, którego (zapewne, chociaż mogę się mylić) potraktowała na tzw. "zakładkę". Ona mi mówiła wiele razy, że nie umie być sama. Poza tym przedstawiając ostatnie fakty jak ma się spotkanie i szczera rozmowa w 4 oczy oraz moje przepraszanie do jej smsa, wysłanego dopiero po miesiącu od tamtego zdarzenia? Ktoś mi to wytłumaczy? Ja generalnie wychodzę z założenia, że ten sms był po prostu po to, żeby się dziewczyna mogła "wybielić", żeby pokazać, że w związku to jednak była moja wina i tyle...
100 2013-01-06 17:45:40 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2013-01-06 17:53:56)
Dobra dużo mi to wyjaśniło. Po prostu wcześniej tego nie pisałeś i naprawde Twoje posty wyglądały inaczej. I czytam ze zrozumieniem
Wczoraj przyszedłem jej coś podrzucić i tak jakos się sprawy potoczyły, że się ,nazwijmy to, zeszliśmy z powrotem w bardzo miły sposób
wrociliscie do siebie?
No jak widać to tak, mimo iż ona chciała mieć jeszcze kilka dni na przemyślenia. Właśnie miała myśleć nad związkiem podczas wyjazdu. Jednak okazało się, że troszeczkę szybciej podjeliśmy decyzje.../
Potem jeszcze pisałeś że nie ma tam roamingu i nie możecie dużo pisać ze sobą.
Chyba że faktycznie czegoś nie rozumiem.
Ale to nie ważne. Nie wiem jaka jest prawda mało Ciebie rozumiem. Szkoda, że wam sie nie udało i mam nadzieję, ze znajdziesz swoje szczęście.;)
Ona miała ewidentny problem z roamingiem w górach, ale ja starałem się jej pisać maile i pisać do jej mamy, żeby jej ode mnie przekazywała wiadomości. Niemal codziennie pytałem się jak sobie radzi w górach i czy wszystko w porządku. Nie chodzi o to, że ja zwalam całą winę na nią, ale o to, że dochodzi do mnie jak bardzo przegrany byłem w tym związku:/
No niestety wyszło jak wyszło, wiem, że już nie wróci. Myślałem, że ją rozumiem, ale okazało się, że nie do końca. Pomogłem jej w życiu (tutaj znowu nie wyssałem tego z palca, ale ona sama mi o tym powiedziała). Starałem się zrobić dla niej wszystko jednak jedyne co otrzymałem w zamian to informacja, że jest jej głupio, że tyle dla niej robie, a ona nie wie jak się zachować:/
102 2013-01-09 09:51:36 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2013-01-09 09:53:00)
Rozumiem. I spokojnie. Nie obwiniam Cię za nic, bo ani nie mam prawa do tego, ani tego nie chce robić. Po prostu wcześniej o tym nie pisałeś i nie wiedziałam jaka jest prawda.
to już kolejna tego typu historia którą czytam na forach internetowych.Wszystkie zaczynają się tak samo- bardzo szczęśliwy związek trwający 2/3 lata,któreś ze związku ma nagle wątpliwości,nie śpi,nie je,myśli,aż w końcu wyskakuje do swojej drugiej połówki z tekstem o 'wypaleniu'.I o tym,ze może chce,a może nie chce, oh nie,nie wiem czego chce!
I każda z tych trwających kilka miesięcy historii dzieli się na szarpanie dwójki ludzi,wątpliwości,rozterki.Jedno walczy,a drugie zwodzi,daje złudne nadzieje,aż w końcu następuje wielkie bum-ostateczny koniec,nie wyszalałem się,to nie było to,chce nowego partnera.Ciekawa jestem,jakie przemyślenia pojawią się w głowach porzucających po kilku latach.Czy będą żałować? Jestem jedną z tak porzuconych.Z tym,że ja domyślając się jak to będzie wygladać w przypadku zachowania kontaktu chociażby smsowego (jak u ciebie)-powiedzialam,ze go nie chce.Nie chce walczyc smsami.walczylam wkładając serce w cały związek przez 2 lata,jeżeli ktoś nie docenił tego, co przez ten czas miał ,to ma docenić po kilku smsach?
I choć miałam wątpliwosci czy dobrze zrobiłam zrywając kontakt z tym'niezdecydowanym',to juz nie mam.Jakby doszedł do jakichś wniosków ,to zna mój adres.A jeśli odchodzi,bo potrzebuje świeżości,nowości, zdobywania-to moje smsy z zapewnieniem dozgonnej milosci nic mi nie pomogą w ratowaniu związku...Ich strata,widocznie to taki TYP ludzi.Szokujące,jak schematycznie się zachowują...znalazłam w internecie tylko jeden taki scenariusz z happy andem(nawet na tym forum),więc już nie czekam aż mój ukochany zrozumie i wróci.Bo pewnie nie wróci.Szkoda,że czasem prawdziwa twarz najukochańszej osoby wychodzi po tylu latach,po długim i szczęśliwym związku w który włożyło się tyle energii....aż się odechciewa związków.
ijaktuzyccholera, dokładnie, ja miałem to samo. Tyle ze u mnie bodźcem był ktoś trzeci.
Może znajdziemy kogoś kto porzucił i dowiemy sie co czuje po latach:) Ale ja to mysle ze za bardzo się tym ani nami nie przejmują, nawet jak im sie nie ułoży. Tak jak my z czasem o nich. Bo chyba tak będzie.
Dobrze mówicie, i ja jestem pewien, że osoba, która mówi, że kocha, a po jakimś czasie następuje tzw. wypalenie, to po prostu osoba, która nie przejmuje się specjalnie życiem. Jak nie ten/ta to będzie ktoś inny i tak dalej. Wychodzą z założenia, że jak im się powodzi w miłości bo są np. atrakcyjni fizycznie i umyslowo, to już tak będzie i albo się daną osobą znudzą, albo w końcu odnajdą prawdziwą miłość. W wielu wypadkach kończy się tak, że ta wielka miłość to partner\ka, która przywiązała jego/ją do płotu jak psa i nimi dyryguje jak chce. Mimo iż brakuje mi mojej byłej, to jednak wiem, że to nie była dobra partia. Moja partnerka była do tego typem osoby, która lgneła do facetów z czystej sympatii. Faceci to lubili i niektórzy chcieli wykorzystać. Moja była jednak była sprytna bo zawsze wykorzystywała innych samców w sposób np. finansowy. To co ją wkurzało to to, że nie jestem zazdrosny. Mimo jej wybryków wiedziałem (wtedy), że mnie nie zdradzi bo jestem dla niej za dobry...ot, takie głupie myślenie...a wyszło jak wyszło
Na razie zatrzymałem się w szukaniu
Jak się coś trafi to dobrze ![]()
No niestety po wielu miesiącach muszę dodać kolejną wypowiedź do mojego nędznego już, z perspektywy czasu, tematu:/ Mam jeden mały problem...Otóż, do tej pory mimo iż moja była mieszkała 10min drogi od mojego bloku, to nie widywałem jej w ogóle, jakby się zapadła pod ziemie:P Dobrze mi z tym było:/ Ale oczywiście całe życie biednemu wiatr w oczy więc nie długo się nacieszyłem chwilą samotności...Po 4 miesiącach od naszego rozstania, moja była zaręczyła się z obecnym chłopakiem i...razem chcą zamieszkać. To nie jest coś co mnie wkurza, niech sobie mieszkają razem. Problem jest w tym, że zamieszkają w mieszkaniu jej rodziców, które do tej pory wynajmowali, a to mieszkanie, jest jakieś 2 bloki dalej od mojego bloku:/ Będę ją widywał codziennie na bank:/ Poza tym moi znajomi niedawno poznali jej chłopaka i w sumie stwierdzili, że to spoko gość, może cipka ale jest spoko... A skoro on się przeprowadzi do tego miasta to będzie znaczyło, że zacznie się dogadywać z naszym wspólnym towarzystwem w związku z czym będę z nią na wspólnych imprezach:/ I to mnie denerwuje bo nie odzywam się do niej i nie mam zamiaru tego zrobić...Ostatnio nawet niefortunnie trafiliśmy na siebie na tym samym szkoleniu. Była tam z chłopakiem...i przez 7 godzin było udawanie jakbyśmy się nie znali:/ Jestem, przyznam się szczerze, zły na zaistniałą sytuacje i nie wiem co z tym zrobić:/
Witaj kolego. Przeczytałem Twój wątek i stwierdzam, że przeszedłeś drogę od miłości do nienawiści, bo ta obojętność jest chyba udawana. Myślę, że okłamujesz sam siebie. Tak naprawdę bardzo zależało Ci i zależy na byłej dziewczynie i sądzę, że liczyłeś, że ona do Ciebie wróci, a tu niespodzianka. Przypomnij sobie co pisałeś w pierwszym poście o tym, że zrobiłbyś wszystko dla jej szczęścia i porównaj to z niedawnym zachowaniem na szkoleniu, kiedy udawałeś, że jej nie znasz. No cóż niech to będzie dla Ciebie nauczką na przyszłość. Sądzę, że nie możesz unikać dawnej dziewczyny. Dopóki nie nawiążesz z nią(i pewnie z jej facetem) normalnych relacji, ta sprawa nie da Ci spokoju. Ciągle będziesz rozpamiętywał różne sytuacje i wmawiał sobie, że nie zasługiwała na Ciebie, itp. Choć będzie Ci ciężko spotkajcie - wyciągnij do niej rękę. Pogadaj z nią szczerze. Myślę, że to jedyna rada, bo inaczej za pół roku, znowu napiszesz post, świadczący o tym, że nadal żyjesz tą sprawą i w gruncie rzeczy tylko niepotrzebnie tracisz czas i nerwy.
Sprawa na szkoleniu wyglądała tak, że z jej facetem się przywitałem i przedstawiliśmy się sobie. Do niej nie zamierzam się odzywać. Zdaje sobie sprawę z tego, że pewnie moja miłość przekształciła się w nienawiść i to ona nie daje mi spokoju. U mnie to kwestia czasu, a czy będę utrzymywał z nią kontakt czy nie to się okaże jak się przeprowadzi blisko mnie. Być może nie będę miał innego wyjścia...W każdym razie póki co chciałbym znaleźć jakieś rozwiązanie na tą jej całą przeprowadzkę. Co zrobić, żeby się uspokoić i nie dać po sobie poznać, że irytuje mnie fakt patrzenia na nią codziennie?
Jeszcze jedna sprawa...czemu to ja miałbym dostać nauczkę? Moim zdaniem zasłużyła sobie na takie zachowanie z mojej strony. Poza tym wydaje mi się, że lepiej dla nas obojga jest się do siebie po prostu nie odzywać. Nie umiem tak zwyczajnie przejść do układów czysto koleżeńskich z tą dziewczyną bo zrobiła co zrobiła,a mogła postąpić inaczej...
No dobra temat odświeżę bo sam nie wiem jak na to reagować
Dziewczyna przeprowadza się już niedługo dosłownie 2 bloki dalej ode mnie. Przeprowadza się z narzeczonym z którym tak przy okazji bierze ślub już we wrześniu tego roku. A żeby było śmieszniej to wszystko dzieje się w takim tempie bo na styczeń/luty 2014 roku, ma przyjść na świat owoc ich miłości
Teraz może się z tego śmieje, ale nie wiem jak będę później reagował na takie coś w sumie. Tak właściwie to jeszcze rok temu z nią byłem...Doradźcie czy śmiać się czy płakać, a może współczuć? Czy po prosty mieć na to wyj... ![]()
No dobra temat odświeżę bo sam nie wiem jak na to reagować
Dziewczyna przeprowadza się już niedługo dosłownie 2 bloki dalej ode mnie. Przeprowadza się z narzeczonym z którym tak przy okazji bierze ślub już we wrześniu tego roku. A żeby było śmieszniej to wszystko dzieje się w takim tempie bo na styczeń/luty 2014 roku, ma przyjść na świat owoc ich miłości
Teraz może się z tego śmieje, ale nie wiem jak będę później reagował na takie coś w sumie. Tak właściwie to jeszcze rok temu z nią byłem...Doradźcie czy śmiać się czy płakać, a może współczuć? Czy po prosty mieć na to wyj...
Kobieta już dawno o tobie zapomniała, daj sobie siana.
Mallevs napisał/a:No dobra temat odświeżę bo sam nie wiem jak na to reagować
Dziewczyna przeprowadza się już niedługo dosłownie 2 bloki dalej ode mnie. Przeprowadza się z narzeczonym z którym tak przy okazji bierze ślub już we wrześniu tego roku. A żeby było śmieszniej to wszystko dzieje się w takim tempie bo na styczeń/luty 2014 roku, ma przyjść na świat owoc ich miłości
Teraz może się z tego śmieje, ale nie wiem jak będę później reagował na takie coś w sumie. Tak właściwie to jeszcze rok temu z nią byłem...Doradźcie czy śmiać się czy płakać, a może współczuć? Czy po prosty mieć na to wyj...
Kobieta już dawno o tobie zapomniała, daj sobie siana.
też tak mysle