nocnalampka to załóżmy grupę wsparcia dla UCZĄCYCH SIĘ ....teoretycznie ![]()
Podobne tematy
Catwoman, i co? Zamiast sie uczyc, bedziemy sie wspierac? ![]()
Czy spotykacie się na tzw. "babskich wieczorach" ? I jak one niby wyglądają?
Czy spotykacie się na tzw. "babskich wieczorach" ? I jak one niby wyglądają?
ja się spotykam
:D
gadamy, plotkujemy, pijemy winko, albo inne trunki
raz w roku wyjeżdżam na weekend (same baby)
tam się dopiero dzieje... pichcimy, jemy, pijemy, opalamy się, śpiewamy, tańczymy, wrzeszczymy, wydurniamy się, śmiejemy do rozpuku, płaczemy, używamy wulgaryzmów, opowiadamy o życiu, o facetach, o nas samych, robimy sobie maseczki, farbujemy włosy, malujemy paznokcie, masujemy plecy, twarz, stopy, okładamy się błotem..... no i tak to mniej więcej wygląda
generalnie jest bosko!
wracamy wypoczęte i zrelaksowane
no i piękniejsze ![]()
Cat, może nie bardzo często, ale tak, robię takie wieczorki z moimi babami
. Jak to wygląda? Bardzo różnie. Czasem jest to wspólne wyjście do knajpki, a czasem umawiamy się u którejś w domu na wspólnym gotowaniu, a potem gadamy, gadamy, gadamy. Częściej jednak umawiamy się na wycieczkę w górki lub na spacer połączony z czymś tam jeszcze. Kiedyś razem wyjeżdżałyśmy, zwykle do wynajętego domku letniskowego, tam było - podobnie jak u Katbe - wspólne opalanie, grill, czasem ognisko, no... jednym słowem działo się
. Obecnie ten zwyczaj umarł śmiercią naturalną i sama nie wiem dlaczego tak się stało - chyba nadeszła pora, aby reaktywować!
Przyznaję, że teraz mam ogromną ochotę na prawdziwy babski Dzień Kobiet, z męskim show i nieziemską zabawą
. Najważniejsze jednak, to mieć fajne grono bab, bo jeśli są, to można razem robić cokolwiek, a i tak jest fajnie
.
No ja nie mam takich wypadów/ wieczorów, bo też nie mam odpowiedniego towarzystwa, a może i chęci. Nie wiem. Ale to MODNE
, kobiety, wino i rozmowy toteż byłam ciekawa jak to wygląda u Was ![]()
Modne, nie modne ja wychodze z zalozenia, ze czlowiek dla wlasnej rownowagi psychicznej potrzebuje raz na jakis czas spedzic troche czasu w towarzystwie jedynie wlasnej plci. Sama tego potrzebuje i nie moge pojac ze moj maz musi byc niemal wypchany na wyjscie z kolegami.
Nocnalampko, mojego męża na szczęście wypychać nie trzeba, ale może to dzięki temu sam też rozumie, że to jest zdrowe - mamy wspólne towarzystwo, ale też każde z nas ma swoje, nikt nikogo nie ogranicza, nikt nikomu nie robi pretensji. Ja lubię te samotne wyjścia, lubię też kiedy on samotnie wychodzi, bo dzięki temu, paradoksalnie, potrafimy nawzajem lepiej się docenić. Nie wspomnę już, że możemy za sobą po prostu zatęsknić
.
nocnalampko twoj dziadek madrze prawil
Co do pytania to ja nie mam odpowiedniego towarzystwa na takie spotkania. Brakuje mi takich spotkan ale nic na to nie poradze. Nie spotykam odpowiednich do tego kobiet.
Ale mam tez inne pytanie jesli mozna....
Robie cos wrew radom naszej madrej ksiazki
Juz od jakiegos czasu ustalilam sama ze soba jeden dzien w tygodniu (czwartek) ktory poswiecam na szczegolna troske o siebie...dla meza
Maluje sie szczegolnie starannie, ubieram pieknie, ukladam wlosy starannie niz zwykle. Nawet kosztem bycia spozniona z obiadem
Nawet jak mi sie nie chce to to robie. Nazywam to "dbaniem o zwiazek". Stara prawda jest taka ze najedzony w domu maz nie interesuje sie posilkie na miescie
Podobnie raz w miesiacu wybieram dzien w ktorym aktywnie rozpieszczam mojego meza. Podstawiam mu pod nos obiad, nawet piwo
i generalnie rozpieszczam jak tylko moge. Znowu nazywam to dbaniem o zwiazek.
Czy wy tez tak robicie czy absolutnie kloci sie wam to z wizerunkiem Zolzy?
Sadie, spodziewam się, że oczekujesz szczerych odpowiedzi, więc szczerze Ci odpowiem
.
Dbam o siebie i dbam o związek, ale robię to z nieco innych pobudek niż wynika to z Twojego postu. Otóż od pewnego czasu uważam, że jeśli jakaś kobieta jest w stanie zabrać mi mojego męża, to niech go sobie bierze. Zatem dbam o siebie, żeby sama ze sobą czuć się dobrze, jak również oczywiście, aby mężowi się podobać, ale w żadnej mierze nie jest to podszyte strachem, że są inne - młodsze czy ładniejsze, które mogłyby stanowić dla mnie potencjalne zagrożenie. Podobnie jak Ty wykonuję miłe gesty w jego stronę, jednak i tu wyłącznie dlatego, że sprawia mi przyjemność kiedy widzę, że jemu jest miło. Poza tym, żeby otrzymać trzeba dać. Nigdy nie myślę w sposób ,,najedzony w domu mąż nie interesuje się posiłkiem na mieście". I tego akurat nauczyło mnie... życie.
Wiem też, że nawet najbardziej zjawiskowa żona i codzienny, trzydaniowy, zakończony wspomnianym piwem, obiad, nie są ani gwarancją, ani wyznacznikiem dobrego i trwałego związku.
Ja również robię coś takiego co chyba można tak nazwać, ale inaczej: mój mąż niekoniecznie potrzebuje mnie widzieć kilka razy w tygodniu taką wyładnioną, wszakże uważa, że codziennie tak wyglądam (co oczywiście nie jest prawdą a ja nie pragne komplementów) natomiast realną potrzebą mojego męża jest ROZMOWA. Zresztą moją też, więc oczywiście prócz codziennych rozmów przy obiedzie czy kolacji, co najmniej 1 a najczęściej 2 razy w tygodniu jedziemy sobie do jakiejś spokojnej knajpki, w której z głosników sączy się jakaś leniwa muzyka i rozmawiamy
Nie tylko o tym, co w domu słychac, ale o emocjach, o naszym związku, wymieniamy się opiniami w tym względzie. I myślę, że każda z nas to robi DLA NIEGO- tylko po prostu mając na uwadze poszczególne potrzeby ![]()
Wiem też, że nawet najbardziej zjawiskowa żona i codzienny, trzydaniowy, zakończony wspomnianym piwem, obiad, nie są ani gwarancją, ani wyznacznikiem dobrego i trwałego związku.
sie pod tym podpisze
Sadie a twoj maz tez ma takie dni ( regolarnie) kiedy cie rozpieszcza ? ![]()
A babskie spotkanie nie jest zle ... ja tam lubie i mam z kim sie spotkac wiec sobie nie zaluje ![]()
Olinka nie no masz mi klamac bo ja to bardzo lubie. Piekne klamstwa sluza mi o wiele bardziej niz rzeczywistosc. Ktoz by takie cos chcial ![]()
Masz racje twierdzac ze ani piekna zona ani 3-daniowy obiad nie jest wyznacznikiem dobrego zwiazku. Jestem tez swiadoma tego ze jak facet bedzie chcial odejsc to i tak to zrobi nie zwazajac na nic. Ale ja tak robie bo...mnie sprawia przyjemnosc to ze jemu to sprawia przyjemnosc
Egoizm totalny i kompletny
Moj maz akurat nie jest skomplikowanym czlowiekiem lubi moje towarzystwo, spokoj i dobre jedzenie podczas ogladania pilki noznej. W dokladnie takiej kolejnosci
Wiec moje towarzystwo mu zapewniam a trakcyjne i ladnie pachnace, nie czepiam sie bo nie mam takiej natury a i gotowac potrafie. Piwo juz jest dokladka i nie zawsze je przynosze ![]()
Cat moj maz tez lubi gadac ale tylko ze mna. Wsrod obcych moze przez 6 godzin slowa nie powiedziec a przy mnie nagle rozgaduje sie o calym zyciu i przyleglosciach
A ze po pracy on lubi usiasc w domu i sie zrelakowac no to go nie wyciagam. Co nie znaczy ze nie wychodzimy
Po prostu 1-2 razy w tygodniu nie jest nam potrzebne.
maugosha moj ma takie dni srednio....366 dni w roku
Bo ja silnie wierze w balans i rownowage. Nie daje wiecej niz otrzymuje
A ze akurat moge grymasic i ganiac go po schodach w te i spowrotem to i wychodze z zalozenia ze i jemu sie czasem nalezy krolewskie traktowanie ![]()
natomiast realną potrzebą mojego męża jest ROZMOWA. Zresztą moją też, więc oczywiście prócz codziennych rozmów przy obiedzie czy kolacji, co najmniej 1 a najczęściej 2 razy w tygodniu jedziemy sobie do jakiejś spokojnej knajpki, w której z głosników sączy się jakaś leniwa muzyka i rozmawiamy
Nie tylko o tym, co w domu słychac, ale o emocjach, o naszym związku, wymieniamy się opiniami w tym względzie. I myślę, że każda z nas to robi DLA NIEGO- tylko po prostu mając na uwadze poszczególne potrzeby
O, i tego Ci zazdroszczę
.
Zastanawiam się jak to wytłumaczyć, aby zabrzmiało właściwie
.
Mój mąż jest osobą bardzo otwartą, towarzyską, nie ma problemu z tym, aby odnaleźć się w zupełnie obcym otoczeniu, ale dla niego rozmowa nie jest tym samym, czym jest dla mnie. Dla mnie rozmowa jest czymś, co ludzi do siebie zbliża, zatem powinna mieć jakąś głębię, konkretny przekaz, w przeciwnym razie wolę sobie zwyczajnie pomilczeć, dla mojego męża - choć jest inteligentnym i naprawdę mądrym facetem - już niekoniecznie. Ja uwielbiam dyskusje o życiu, o nas, o związku, lubię sobie ,,popsychologizować", dla męża natomiast te sprawy są tak oczywiste, że jakby nie widzi takiej potrzeby. Mnie przyjemność sprawia sama ,,rozmowa dla rozmowy", a dla niego jest to głównie środek do osiągnięcia pewnego celu, głównie informacyjnego.
Jest taka mądra myśl: ,,dla kobiety intymność to rozmowa, dla mężczyzny intymność to seks". I tak sobie myślę, że może to właśnie w tym tkwi sedno różnicy między nami
.
Olinka i kwestia płci, i wrażliwości.
Ja też lubię rozmawiać dla samej rozmowy: człowiek poznaje wtedy się nawzajem, zacieśnia więzi, poznaje opinie, obserwuje emocje, wyłapuje gesty pozawerbalne....A faceci najczęściej faktycznie rozmawiają w celach informacyjnych ![]()
Faceci podchodza do rzeczy i zjawisk uzytkowo a kobiety emocjonalnie. To jest chyba w pewnych sytuacjach ciezkie przeklenstwo ![]()
Cat, to też nie jest tak, że my ,,głębiej" nie rozmawiamy, ale ja mogłabym tak bez przerwy, a widzę, że mężowi wystarczy od czasu do czasu
.
Sadie, ano jest
. Nie bez przyczyny zresztą ktoś wymyślił powiedzonko, że oni (mężczyźni) są z Marsa, my z Wenus
. Czasem mamy ten sam temat czy ten sam problem do rozgryzienia, a każde patrzy na niego zupełnie inaczej, co najmniej jakby to były dwa różne tematy
.
Ale dzieki tak roznym punktom widzenia mozna wybrac najlepsze z mozliwych rozwiazan.
Czasem facet widzi to na co kobieta pozostaje slepa i odwrotnie
Hmm,no prosze ![]()
Chyba i ja sie do tego klubu zapisze,mysle,ze zolzowatosc mam na poprawnie
Olinka,Sadie,dajcie rekomendacje ![]()
Ooo! Kogóż widzą moje oczy? Witaj Evik, Zołzo chodząca
.
Jak widzisz moją rekomendację już masz
.
Przeczytalam ksiazke i pamietam, ze nic mnie w niej nie zaskoczylo
No, moze poza fragmentem, gdzie autorka radzila chwalic prace faceta, a pozniej, cichaczem samej po nim poprawiac.
Czuje sie urodzona zolza, ale czasem tego w sobie nie lubie. Czasami marzy mi sie byc wlasnie taka "mila dziewczyna" jak wiekszosc moich kolezanek ![]()
Czasami marzy mi sie byc wlasnie taka "mila dziewczyna" jak wiekszosc moich kolezanek a czy bycie Kobietą Świadomą, asertywną w tym przeszkadza?
Ja myślę, że nie- tylko nie koniecznie każdy tą 'miłość" dostrzeże.
Bycie "miłą dziewczyną" nie chce mi się kojarzyć inaczej jak: spolegliwą, nieprawdziwą.
evik welcome.
Czasami marzy mi sie byc wlasnie taka "mila dziewczyna" jak wiekszosc moich kolezanek a czy bycie Kobietą Świadomą, asertywną w tym przeszkadza?
Ja myślę, że nie- tylko nie koniecznie każdy tą 'miłość" dostrzeże.
Bycie "miłą dziewczyną" nie chce mi się kojarzyć inaczej jak: spolegliwą, nieprawdziwą.
Wlasnie wydaje mi sie, ze tak. Ze jak sie umie powiedziec "nie" i postawic na swoim to wlasnie te milosc jest trudniej dostrzec, jak mowisz. A taka slodziutka, glupia dziewuszka, ktora zawsze jest do rany przyloz.. nie wiem, jakos bardziej kojarzy mi sie z takim wizerunkiem prawdziwej kobiety wlasnie. Albo stereotypem...
Dobra, teraz sie przyznam. Ksiazka w ogromnych fragmentach ubawila mnie setnie, choc idea "babo, szanuj sie" jest mi bliska i uwazam za naprawde sluszna. Ale podejscie do faceta jak do zwierzatka, ktore trzeba "sposobem", to jest mi obce i bezsensowne. Po co zyc z kims, kto nie umie sie dojrzale porozumiewac?
chwalic prace faceta, a pozniej, cichaczem samej po nim poprawiac.
To akurat to dla mnie idiotyzm czysty. I co? Cale zycie poprawiac jak po przedszkolaku? Zwariowalabym w pierwszym tygodniu. U mnie w domu sa rzeczy, ktore ja robie lepiej, wiec zwykle ja je robie, ale sa i takie, za ktore sie nawet nie biore, bo to dzialka mojego meza jest.
loveaellie napisał/a:chwalic prace faceta, a pozniej, cichaczem samej po nim poprawiac.
To akurat to dla mnie idiotyzm czysty. I co? Cale zycie poprawiac jak po przedszkolaku? Zwariowalabym w pierwszym tygodniu. U mnie w domu sa rzeczy, ktore ja robie lepiej, wiec zwykle ja je robie, ale sa i takie, za ktore sie nawet nie biore, bo to dzialka mojego meza jest.
tzn.dla mnie to tak....też. Ja wiem, że to "chwalenie męża" może być całkiem partnerską formą, jednak kojarzy mi się ze zdziecinnianiem. Ksiązki nie czytałam, nie wiem, nie znam się
Jestem całkowicie za dojrzałym związkiem partnerskim opartym na przyjaźni w pierwszej kolejności.
Owa ksiazka nie jst biblia i rzeczywiscie nie wszystko w niej przypadlo mi do gustu (to poprawianie wcale nie moj styl). Ale glowny przekaz, szanuj sie, nie pedz na kazde skinienie, nie zachowuj sie jak desperatka, miej wlasne hobby jest mi bardzo bliski. Reszte szczegolow dobra Zolza dopasuje sobie tak aby dzialaly na konkretnego faceta
Bo powiedzmy sobie szczerze ze obietnica dobrego obiadu nie na kazdego samca zadziala ![]()
Grunt to wiedziec jak uciskac zeby dzialalo ![]()
Niewiasty! Cóż taka cisza? Zołzy na urlop powyjeżdżały czy sesje piszą? A może kibicują? ![]()
wszystko po trochu prócz urlopu ![]()
Powiem Wam, że ja teraz się cieszę z wolności bo mam caaaałe wakacje pracujące ![]()
Witajcie Zołzy,
Chyba trafiłam w niezbyt dobry czas bo coś tu cicho od kilku dni, a tak się ciekawie rozkręcało.
Ja zołzą jestem od urodzenia, z tym że taką świadomą to dopiero znacznie póżniej, ale i tak jestem taka z powodu domu rodzinnego. Właściwie normalny dom, ale miałam pełną pełną swobodę. Nie wiem czy to bylo świadome działanie Rodziców czy tak po prostu wyszło. Nie byłam wychowywana na damę, choc zasady dobrego wychowania starano mi sie wpoić. Swoje zainteresowania zawsze wybierałam sama i Rodzice się z tym godzili chociaż wiem, że nie zawsze się im podobało. Tylko raz skutecznie mi przeszkodzili kiedy chciałam się zapisac na karate, a byłam niepełnoletnia i potrzebowałam zgody rodziców. Dziś jednak się z tego cieszę. Nie mogę zrozumieć tzw. "ofiar losu". Tzn. wiem, że niektórzy tak mają, nie rozumiem tylko czemu z tym nie walczą.
W liceum właściwie nie miałam chłopaków na dłużej, bo spotykanie sie z kims tylko dlatego, że wszystkie dziewczyny mają chłopaków mnie nie interesowało. Na studniówkę poszłam z kumplem brata. Potem było wielu kolegów i kilku męskich przyjaciół, bo jakoś tak lepiej dogadywałam się z facetami. Pewno do dziś by tak było gdybym nie trafiła na tego właściwego. Wydaje mi się nawet, że mój mąż to lubi tę moją zołzowatość (choć nigdy się do tego nie przyzna), ale on też ma charakterek. Wielkich ślubów nie lubię. Na nasz ślub chcieliśmy założyć dżinsy, ale ostatecznie z tego zrezygnowaliśmy. Z powodu Rodziców. Im nigdy nie chciałam robić przykrości. Wesela też nie chciałam mieć, uważam to za marnotrawienie pieniędzy, ale też ulegliśmy z powodu Rodziców. I to jedyne przypadki mojej uległości w zasadniczych kwestiach. W domu obowiązki po równo, tam gdzie się da. Przyznam się nawet, że dzieci (obu płci) w niemowlęctwie kąpał wyłącznie mój mąż. Lepiej mu to wychodziło. Przy pierwszym dziecku to mąż poszedł na urlop wychowawczy bo ja wtedy dostałam dobrą pracę (myślał, że uda mu się napisać pracę doktorską w tym czasie he, he). Mogę kosić trawę i umyć samochód, a mąż wiesza pranie. Myślę, że jak facet nie ma kompleksów czy niskiej samooceny to mu takie prace nie przeszkadzają. Trochę się rozpisałam. Już kończę.
Olinko - podpisuję się pod Twoimi poglądami.
292 2012-07-14 08:57:42 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2012-07-14 08:58:00)
Najlepsze jest to...że kiedyś pewnie, za kolejne kilka/naście lat czytający ten wątek będą się śmiać a równo:) Że: pewnego dnia kobiety odkryły, ze nie one muszą w kółko wieszać pranie, zajmować się dziećmi czy gotować. Że mozna tupnąc nogą i wymusić na mężu wynoszenie śmieci ....chociaz kto wie jakie będą kolejne pokolenia-czy w ogóle będą
Nie macie wrażenia, że społeczeństwo jest tak nafaszerowane syfem, że to po prostu musi wybuchnąć? Ja mam takie wrażenie gdy patrzę na dzieci które coraz częściej się chowa, a nie wychowuje.
Catwoman - zgadzam się. To tak jak my patrzymy na sytuację kobiet w wiekach ubiegłych, kiedy jeszcze na początku XX wieku kobiety nie miały prawa do rozwodu w przypadku zdrady małżonka, okrucieństwa czy nawet popełnienia bigamii. Nie miały dostępu do WŁASNYCH pieniędzy, prawa do nauki i pracy zawodowej. O prawach wyborczych nie wspomnę (w ostatnim kantonie w Szwajcarii otrzymały je w 1990 r. !!). A swoją drogą wybierały ciekawe sposoby walki w tej kwestii z facetami. Np. odmawiały mężom współżycia seksualnego.
I ze smutkiem przyznaję, że młode pokolenie ma w większości "sieczkę" w głowie. Czy wybuchnie ? Nie wiem, ale kierunek nie jest dobry. Myślę, a może raczej mam taką nadzieję, że w końcu ludziom znudzi się ten plastikowy świat dookoła.
Myśle, że ten czas już gdzies tam daje o sobie znać; eko-zycie:) .... teraz produkty eko są droższe ,karczmy robi sie na stary wzór, ludzie zajadają się kiszonym ogórkiem i smalcem a nowobogaccy coraz cześciej wybierają ustronne, ciche miejsca na wakacje by się odchamić. No i minimalizm: mamy dość bodźców z zewnątrz.
Podejrzewam ze w sferze życia społęcznego też nastąpi jakaś rewoluacja- byleby nie była zacofaniem, a lekkim odswieżeniem dobrych wzorców:)
Zacofanie to, mam nadzieję, już nam nie grozi. A powrót do dobrych wzorców, wartości, to kierunek jak najbardziej pożądany.
a jakie macie, Świadome Zołzy "życzenia' jeśli chodzi o styl życia, życie społeczne?
Dla mnie to - tolerancja i szacunek dla innych. Dla osób żyjących inaczej, myślących inaczej etc. Oczywiście tolerancja też ma swoje granice jak wszystko. Tą granicą jest chamstwo, wulgarność, narzucanie sie ze swoim stylem czy poglądami, innym.
Jak obserwuję polską scenę polityczną (ale nie tylko, tam jest to bardziej widoczne), to ręce opadają. Ileż tam nienawiści, z każdej ze stron. A to się potem przenosi na życie całego społeczeństwa. Ludzie przyjmują to (nawet nieświadomie) jako kanon postępowania. Wszechobecny "język nienawiści" mnie po prostu przeraża.
Mam temat: równouprawnienia ciąg dalszy, a właściwie...no właśnie : zdrowego równouprawnienia czy przegięcia pały w drugą stronę? Otóż:
Pojawił się nowy trend: kobieta wraca do domu i robi NIC. Facet podaje jej obiad, sprząta, zajmuje się dzieckiem.
Znam ten przykład z bliskich obserwacji znajomej pary a również był poruszany w radio, gdzie psycholog powiedział, że to zjawisko właściwie zastąpiło to poprzednie: z facetem jako odbiorcą wszystkich rozrywek i zoną jako ta co sprząta, zajmuje się dziećmi itd. ....
Czy w waszym otoczeniu zaobserwowałyście coś takiego?Lub....może prowadzicie taki właśnie związek?
Kobiety mają dziś obecnie wszystko- WRESZCIE mogą mieć w facecie prawdziwego partnera, szczerze z nim rozmawiać, mieć w nim przyjaciela......to przeginają w drugą stronę.
Czy ludzie nie potrafią żyć w balansie, koniecznie kochają skrajności?
Co o tym sądzicie?
Brak umiejetnosci wyposrodkowania ![]()
To tak jak sie uwolni z zagrody dzikie zwierze to ono leci jak burza i nie patrzy gdzie i jak ![]()
Nie zyje w moim zwiazku w ten sposob. Jak dla mnie niewiele w czyms takim z partnerstwa. Sprzatamy po rowno, nie mamy stalego grafiku dzisiaj ja to a jutro ty tamto. W naszym przypadku to sie po prostu nie sprawdzi bo zadne z nas nie jest fanem betonowej rutyny na nastepne 25 lat
Co do kobiet to zauwazylam ze wiele z nich ma zapedy do "ksiezniczkowatosci" (ja taka biedna i mala potrzebuje krolewicza ktory sie mna zajmie- czytaj zrobi wszystko za mnie) A ja takie cos jawnie wysmiewam
Ksiezniczka to se mozna byc jak sie ma na to wyglad i pieniadze a nie tylko przecholowane maniery ![]()
Jak będę obrzydliwie bogata to mi się księżniczka włączy, bo wtedy będzie mnie stać na służbę i problem obowiązków domowych zostanie rozwiązanych raz na zawsze ![]()
Mnie bardzo, ale to bardzo irytuje jak ktoś coś ode mnie chce jak ja coś robię, a głównie chodzi o zrobienie jedzenia. Jestem człowiekiem, który pasjami nie znosi, gdy trzeba pamiętać o nakarmieniu innych dorosłych. (dzieci wiadomo, do pewnego wieku same się nie nakramią). Są dwie ręce, lodówka stoi niewzruszona w danym miejscu, po co do tego ja??
Przegięcia wynikają z tego, że na początku chcemy się za bardzo przypodobać lub za bardzo zaznaczyć swoje miejsce, a po latach wychodzą takie kwiatki. Wiem jedno, osobiście nie zamierzam hodować gościa w domu przez całe życie. Sprzątanie, pranie i zmywanie powinny być to czynności dla wszystkich tak naturalne jak mycie zębów z rana. Posiłki - mogę przymknać oko na równouprawnienie jeśli delikwent okaże się wielkim beztalenciem kulinarnym, ale że wrzucenie makaronu do wody i otwarcie słoika z sosem pomidorowym nie jest to fizyka kwantowa, więc beztalencie musiałoby być potwierdzone medycznie ![]()
odzyskałam kontrolę nad własnym życiem i zrozumiałam, że nikt nie może mi go przysłonić. Siebie kocham najbardziej
ale to sie Teo zmieni:) Z chwila gdy urodzisz dziecko i je pokochasz:) Nie mylac tego oczywiscie z miloscia slepa do dziecka i zapomnieniem o sobie. Ale taki zew lwicy chroniacej mlode to jest milosc zupelnie innej kategorii. Tego z miloscia do mezczyzny nawet nie mozna porownywac:)
Jak powiedział kiedyś Oskar Wilde "Miłość do siebie samego to początek romansu na całe życie"
Oczywiscie, jedynie czlowiek sam ze soba szczesliwy moze dac szczescie innym. Odnosze to tez do mojej powyzszej uwagi wzgledem macierzynstwa.
Teo napisał/a:odzyskałam kontrolę nad własnym życiem i zrozumiałam, że nikt nie może mi go przysłonić. Siebie kocham najbardziej
ale to sie Teo zmieni:) Z chwila gdy urodzisz dziecko i je pokochasz:) Nie mylac tego oczywiscie z miloscia slepa do dziecka i zapomnieniem o sobie. Ale taki zew lwicy chroniacej mlode to jest milosc zupelnie innej kategorii. Tego z miloscia do mezczyzny nawet nie mozna porownywac:)
Ale to to ja wiem
że tylko miłość do dziecka jest tą czystą i bezinteresowną. Tylko ja mam wrażenie, że ja jednak będę tą "złą" matką, która jednak raz na jakiś czas będzie stawiać siebie na pierwszym miejscu ![]()
303 2012-08-13 11:57:26 Ostatnio edytowany przez maugosha (2012-08-13 11:58:22)
Co do kobiet to zauwazylam ze wiele z nich ma zapedy do "ksiezniczkowatosci" (ja taka biedna i mala potrzebuje krolewicza ktory sie mna zajmie- czytaj zrobi wszystko za mnie) A ja takie cos jawnie wysmiewam
![]()
Ksiezniczka to se mozna byc jak sie ma na to wyglad i pieniadze a nie tylko przecholowane maniery
EEE tam Sadie ... czasem ksizniczka ta mala niewinna ma w sobie czasem wiecej zolzy niz przypuszczasz ... sama chetnie by taka byla ale nie jestema mala i mam za duzo meskich hormonow
ale powiem ci ze jak bym umiala tak jak moja znajoma to i bezpieniadzy umialabym nagiac ludzi ( nie tylko krolewicza) do robienia tego co ja powinnam zrobic sama ale mi sie nie chce
...
Ale to to ja wiem
że tylko miłość do dziecka jest tą czystą i bezinteresowną. Tylko ja mam wrażenie, że ja jednak będę tą "złą" matką, która jednak raz na jakiś czas będzie stawiać siebie na pierwszym miejscu
Wlasnie o tym pisalam, zeby milosci czystej i bezgranicznej do dziecka nie mylic z miloscia slepa i zapominajac o swoich potrzebach. Kochac dziecko cala soba to nie znaczy wcale gdakac jak kwoka nad nim, pozwalac sobie wejsc na glowe czy zamykac je w kloszu przed swiatem zewnetrznym. Nie znaczy tez, ze 24/7 oddajemy sie dziecku.
Bardzo szybko wtedy ta milosc moze przerodzic sie w zmeczenie, frustracje, niechec, agresje - na cholere dziecku taka mama?:) Mama kochajaca potrafi dac sobie przerwe, dac sobie luz, pozwoli dziecku tez wyrazic swoja opinie i zrobic czasem po swojemu. Potrafi zganic ale i przytulic. To wcale nie jest takie proste i naturalne jakby sie wydawalo bycie dobra mama:)
A co Wy na to, że kobiety zamieniają się miejscami z facetami? I teraz to częściej faceci odprowadzają dzieci do szkoły, gotują, włączają /wieszają pranie, odkurzają itd.?
306 2012-08-13 12:22:39 Ostatnio edytowany przez maugosha (2012-08-13 12:25:04)
Cat jak to zamieniaja sie miejscami ? to moze jest tak ze zwiazki zaczynaja byc bardziej partnerskie? bo przeciez teraz wszyscy pracuja, wiec nie rozumiem dlaczego facet ma nie wstwic obiadu jak przyjdzie wczesniej, niz baba, do domu albo nie odebrac dzieci z przedszkola ? wkoncu to najnormalniejsze domow obowiazki .... i tylko dlatego ze jestem kobieta, nie znaczy ze wylacznie moje - no nie ?
osobiscie nie znam takich babek, ktore po przyjsciu z pracy wala sie na sofe z piwem i gazeta w reku ale znam pare - ktore nie umieja gotowac a przynajmniej nie tak dobrze jak ich maz - albo nie znam faceta ktory by nie umial wlaczyc pralki/odkurzacza czy zmnienic pieluch dziecku, co nie znaczy ze kobitki przestalo to tez robic ![]()
A co Wy na to, że kobiety zamieniają się miejscami z facetami? I teraz to częściej faceci odprowadzają dzieci do szkoły, gotują, włączają /wieszają pranie, odkurzają itd.?
Nie zamieniaja tylko ustepuja im miejsca w rodzinie i w domu:) Zeby panowie tez mogli pelna para wlaczyc sie w to wspolne zycie. Ja mam takiego partnera i nie narzekam:)
maugosha, chodzi o to, że role się zmieniają; kobiety TYLKO pracują. Po powrocie z pracy czekają aż mąż poda obiad, nie sprzatają, nie robią nic poza pracą. I UWAGA: znam kilka takich kobiet:) Facet pracuje + zajmuje się dzieckiem + robi wszystko w domu, kobieta tylko pracuje.
Cat jak taki uklad im psauje to git .... sa kobiety ktre to robia widac i sa mzeczyzni ktorzy chca to robic - jak dla mnie nie ma problemu ....
Powiem ci ze u mnie jak dzieci byly male to maz mial wiecej pracy w domu niz ja - bo miala lepsze godziny pracy
No za boga, nie moge sobie wyobrazic ze moje dziec sa w przedszkolu do np 18 bo ja nie moge ich wczesniej odebrac a maz juz od 16 sie byczy w domu .. albo ze czeka az ja odbiore dzieci i przyjde do domu i zrobie goraca kolacje ... nie ma lekko
moj maz odbieral dzieci i "gotowal" obiad a ze karmil nas czesto makaronem z kotlecikami miesnymi to inna para kaloszy - robil jak umial i to co umial
![]()
maugosha, chodzi o to, że role się zmieniają; kobiety TYLKO pracują. Po powrocie z pracy czekają aż mąż poda obiad, nie sprzatają, nie robią nic poza pracą. I UWAGA: znam kilka takich kobiet:) Facet pracuje + zajmuje się dzieckiem + robi wszystko w domu, kobieta tylko pracuje.
ale moze ich prace pozadomowe tez jakos sie roznia? W sytuacji, kiedy kobieta ma odpowiedzialne stanowisko, stres i czesto nadgodziny w pracy, a np. jej partner wraca wczesniej albo jest mniej zmeczony to tez nie widze w tym problemu, zeby ziemniaki na obiad wstawil albo z dzieckiem lekcje sprawdzil zanim ona wroci albo dal jej szanse odpoczac. Oczywiscie nie mowie, ze tak dziac sie powinno kazdego dnia.
Natomiast jesli jest to sytuacja permanentna i jest to klasyczny przypadek ksiezniczki na grochu, no to jest to taki sam niezdrowy zwiazek jak te gdzie pan i wladca z pilotem i piwem oczekuje aby go ktos nakarmil i buzie obetrze. Tyle, ze aktorzy sie pozamieniali.
Osobiscie nie znam az tak leniwych kobiet i tak sluzalczych mezow.
Osobiscie nie znam az tak leniwych kobiet i tak sluzalczych mezow.
tez nie znam ... dlatego ciezko mi jest sobie to wyobrazic ...
Mam własnie na mysli sytuację permanentną! Nie mówię tu o RÓWNOŚCI ani o PARTNERSTWIE, ale o drastycznej zamianie ról, dokładnie tak jak piszę: Kobieta tylko pracuje, a facet robi wszystko inne+pracuje. Czyli tak, jak było dawniej, na odwrót.
Pracę mają podobną jeśli chodzi o powiedzmy stres czy zaangażowanie, albo zarobki.
Zresztą, to chyba nie ma znaczenia, bo oboje ludzie po pracy zwykle są mniej lub bardziej zmęczeni, jak nie ma dzieci to pół biedy- nie trzeba przecież rzucać się jak robot do sprzątania, prania, gotowania itp., ale tu są dzieci więc to też wymaga pewnych czynności.
Nie znacie? To ja wam podam przykład:
Para 30+, kilkuletnie dziecko. Ona pracuje od 11-19, on pracuje od 7-16. I do tego momentu wszystko jest po równo
ALE nadchodzi godzina zero, czyli on kończy pracę iiii: odbiera dziecko z przedszkola/od dziadków, jędzie do domu, gotuje obiad (dla siebie wegetariański a dla żony niewegetariański), ogarnia dom, zajmuje się dzieckiem, ma jeszcze na głowie budowę-bowiem budują dom. Wraca ona: on podaje jej obiad, ona.... rozmawia przez telefon, załatwia sprawy związane z pracą, pije piwo, poogląda TV ,CZASEM kąpie dziecko + zamieni z nim 2 zdania i idzie spać. I tak dzień w dzień od lat.
Nie znacie? To ja wam podam przykład:
Para 30+, kilkuletnie dziecko. Ona pracuje od 11-19, on pracuje od 7-16. I do tego momentu wszystko jest po równoALE nadchodzi godzina zero, czyli on kończy pracę iiii: odbiera dziecko z przedszkola/od dziadków, jędzie do domu, gotuje obiad (dla siebie wegetariański a dla żony niewegetariański), ogarnia dom, zajmuje się dzieckiem, ma jeszcze na głowie budowę-bowiem budują dom. Wraca ona: on podaje jej obiad, ona.... rozmawia przez telefon, załatwia sprawy związane z pracą, pije piwo, poogląda TV ,CZASEM kąpie dziecko + zamieni z nim 2 zdania i idzie spać. I tak dzień w dzień od lat.
No ale tu wlasnie jest ta roznica czasu - 3 godziny! Jesli on wychodzi z pracy wczesniej to naturalnym jest, ze czesc obowiazkow wykona zanim zona wroci do domu. A jeslli jest tak swietnie zorganizowany, ze zdazy wszystko ogarnac przed jej przyjsciem to czemu ona nie moze wowczas usiasc i odpoczac? Podejrzewam tez, ze rano sytuacja jest odwrotna, kiedy to ona jest w domu a maz w pracy.
Zreszta jesli obojgu ten uklad pasuje to w czym rzecz? To co bylo do niedawna tak naturalne w zwiazkach , staje sie szokujace gdy role sie odwroca?
Nie Mussuka, ona rano ma czas, może wstać o 6 i np.ugotować obiad, ale tego nie robi. Rano koleżanka rozmawia przez telefon ze znajomymi plus nastawia pranie w pralce jakoże dziecię się non stop brudzi, plus ogląda TV lub pali papierosa na balkonie.
No właśnie.....czy im pasuje.... on kilka razy się wkurzył gdy wrócił do domu a tu ledwo da się drzwi otworzyć (bałagan), na pewno wolałby życ inaczej, ale cóż.... faceci miękczeją ![]()
Nie Mussuka, ona rano ma czas, może wstać o 6 i np.ugotować obiad, ale tego nie robi. Rano koleżanka rozmawia przez telefon ze znajomymi plus nastawia pranie w pralce jakoże dziecię się non stop brudzi, plus ogląda TV lub pali papierosa na balkonie.
No właśnie.....czy im pasuje.... on kilka razy się wkurzył gdy wrócił do domu a tu ledwo da się drzwi otworzyć (bałagan), na pewno wolałby życ inaczej, ale cóż.... faceci miękczeją
Ale to co tu opisujesz to nie zamiana rolami tylko opis klasycznej leniwej balaganiary. I takie kobiety trafiaja sie tez mezczyznom mniej zrewolucjonizowanym. Tylko tam dochodzi pewnie do codziennych awantur. Twoja kolezanka zachowywalaby sie identycznie nawet u boku macho-meza. Po prostu lezeli by oboje na stertach ciuchow czy gazet, jedli zupki z proszku i palili na zmiane na balkonie a potem wyrywali sobie pilota z reki.
Trafil jej sie dobry maz, ale to nie on zrobil z niej pasozyta tylko ona juz taka pewnie byla od zawsze. Nie chce bysmy porownywaly kobiety wyzwolone, promujace partnerskie zwiazki i odrzucajace stereotypy "meskie-babskie" zajecia ze zwyczajnym leniem czy flejtuchem:)
Hm, no właśnie.... ale czy nie ciekawym jest, że są faceci, którzy się na to godzą?
Pomijając element bałaganiarstwa i pasożytnictwa to za skarby świata nie wstałabym o 6 rano i gotowała obiad mając pracę do godziny 19 ! Wstać o 9 i dom ogarnąć, pranie nastawić, podstawowe zakupy zrobić, ok, ale nic poza tym.
Czemu faceci się na to godzą? A czemu kobiety się na to godzą? Z niewiedzy, że można inaczej, z głupoty, z braku własnego zdania, z braku siły przebicia, z braku laku
Facet jest w domu o 16 i nie wyobrażam sobie, że usiądzie i będzieczekał do 19 aż kobieta wróci i zrobi obiad, dzieci z przedszkola odbierze itp. Jedyne do czego może mieć pretensje to bałagan.
Dobra Teo ale weź pod uwagę to, ze mają jeszcze budowę- tymczasem ona w soboty też jeździ do pracy (choć można by to było załatwić) a mozna by zająć się dzieckiem, nie?- jeśli już nie angażuje się w pracę dla ich przyszłego domu, to chociaż mogłaby pozwolić na to facetowi.
Dobra Teo ale weź pod uwagę to, ze mają jeszcze budowę- tymczasem ona w soboty też jeździ do pracy (choć można by to było załatwić) a mozna by zająć się dzieckiem, nie?- jeśli już nie angażuje się w pracę dla ich przyszłego domu, to chociaż mogłaby pozwolić na to facetowi.
Ale masz pretensje do kobiety, że zachowuje się jak facet, czy, że w ogóle tak się zachowuje? Bo ja odnoszę wrażenie, że bardziej to pierwsze. Wszystko jest na głowie jej męża - ok, tak też bywa, ale jeżeli on nie umie jej ustawić do pionu to już tylko i wyłącznie jego problem.
Oooo widzisz
"Ustawić do pionu"- czyli że co, że facet ma sobie babę wychować?
No ale tu wlasnie jest ta roznica czasu - 3 godziny! Jesli on wychodzi z pracy wczesniej to naturalnym jest, ze czesc obowiazkow wykona zanim zona wroci do domu. A jeslli jest tak swietnie zorganizowany, ze zdazy wszystko ogarnac przed jej przyjsciem to czemu ona nie moze wowczas usiasc i odpoczac? Podejrzewam tez, ze rano sytuacja jest odwrotna, kiedy to ona jest w domu a maz w pracy.
Zreszta jesli obojgu ten uklad pasuje to w czym rzecz? To co bylo do niedawna tak naturalne w zwiazkach , staje sie szokujace gdy role sie odwroca?
Pomijajac fakt czy im to pasuje...
To w ten sposob dochodzimy do tego ze facet non stop dzien w dzien zapitala (przepraszam) na dwa fronty. W pracy i w domu. Plus jakas tam budowa ale juz wnikac nie bede ![]()
A kobieta zajmuje sie praca zarobkowa i tyle. Ale mniemam znowu ze razem brudza, razem uzytkuja pomieszczenia, mieszkaja razem, dziecko domyslam sie jest wspolne. Wiec nie do konca rozumiem czemu facet ma robic wszystko? "Karac" go za to ze wraca wczesniej? Eeee troche nie fair...
Podam swoj wlasny przyklad...Obecnie pracuje mniej niz moj maz. To znaczy mozna powiedziec ze jestem w domu definitywnie wczesniej niz on. Pracuje tylko 3 dni w tyg plus dzien w collegu czyli razem 4 dni. Reszte mam wolna i moge teoretycznie robic co chce. I teraz mam pyt...czy to znaczy ze mam zaiwaniac w domu jak maly samolocik i chuchac dmuchac na wsio zeby pan i wladca mial blysk i polysk plus ekstrasy do jedzenia?
Nie no wlasnie. ![]()
Tym samym nie rozumiem czemu tam u nich tylko facet robi w domu a jego zona wydaje sie byc kompletnie nie zainteresowana tematem ![]()
Oooo widzisz
"Ustawić do pionu"- czyli że co, że facet ma sobie babę wychować?
A baba ma faceta wychowywać? To wszystko ma dwie strony, Cat. Jeśli facetowi taki układ przeszkadza to nic nie stoi na przeszkodzie rozmowy i ustalenia pewnych reguł, prawda? Ale jak zaiwania tylko i pod nosem przeklina do siebie, ale jak jaśnie panna wraca do domu to zamiast kija wziąć to obiadek podstawia no to o czym my mówimy?
Więc jaki układ jest tu rozwiązaniem ?
witam szanowne zołzowate Grono
cieszę się ,ze choć przez chwilę poczułam się jak w domu
jako 100% zołza ![]()