nie słyszałam o takiej interpretacji ![]()
Podobne tematy
132 2012-05-11 14:38:28 Ostatnio edytowany przez Sadie (2012-05-11 15:30:07)
AnnAnnA prosze bardzo. Co do dyskusji to spoko
Nie mamy punktow karnych za "nie bycie na biezaco". ![]()
nikandra sa rozne odcienie szarosci ktorych nie da sie zamknac w jednym worku
Z punktu widzenia fizyki biala barwa skada sie z wszystkich innych barw wymieszanych ze soba we wlasciwych proporcjach. Wiec biale nigdy nie jest biale. Ale czarne zawsze jest czarne
Moj maz na pytanie czy lubi zolzy powiedzial "Nie wiem ale lubie ciebie" ![]()
Juz chyba o to pytalam ale zapytam jeszcze raz. Czy wy macie albo mialyscie w swoim otoczeniu duzo zolz czy tylko np jedna albo dwie?
Ja odkad pamietam nie mialam zadnej. Nie sorry, jedna. Od podstawowki po studia trafila mi sie jedna.
Rozpusta na max. I zastanawia mnie
1. Czy to ja mam wygorowane wymagania? (moze tak byc nie mowie ze nie)
2. Zjawisko zolzy zdarza sie tak rzadko jak wszystkie planety naszego ukladu slonecznego w jednej lini (raz na okolo 4000 lat) ?
Juz od podstawowki nie moglam sie wpasowac w srodowisko kobiet. Jakos nie zauwazalam zlozonosci ich problemow, powodow do rozpaczy i innych rzeczy ktorymi zyja dziewczynki w szkole podstawowej. W LO podobnie. Jak potrzeba bylo cos zalatwic z nauczycielem czy pedagogiem wypychano mnie. A ja zachodzilam w glowe czemu zwykle uzgodnienie czegos z psorem powoduje tyle problemow? W LO ludzie odbierali dowody osobiste, mogli legalnie palic,prowadzic samochod, uprawiac seks a nadal jak przychodzilo do przelozenia kartkowki (tak wiem, banalne!! ) to jakos nikt dziarski nie byl.
Wiedzie mnie to do kolejnego pytania. Czy kazda Zolza lepiej sie czuje z facetami czy to znowu tylko ja? Jak to u was jest? Umiecie sie wczuc w ta niezolzowata czesc kobiecej psychiki? Mnie to kiepsko idzie. Dogadam sie z facetami na kazdym poziomie wiekowym z kobietami polegne na zaakcentowaniu slowa "dzien dobry".
Facetow uwazam za o niebo lepszych pod wzgledem zlozonosci. Ma jeden i drugi problem ze soba? Wyjda na dwor i ustala kwestie raz i na zawsze. Potem zgodnie napija sie piwa i kwasow miedzy nimi nie bedzie. W kazdym razie nie bylo w tym meskim towarzystwie w ktorym ja sie obracalam.
Kobiety zapetla sie 40 razy wokol tego samego, przez lata beda sobie dogryzac, zlosliwowac i inne bzdury....Jedna i druga ze stresu wylysieje ale nie odpuszcza. Mnie na to zawsze bylo szkoda czasu. Chcesz sie poklocic prosze bardzo. Tylko potem nie ucekaj ode mnie z placzem.
Jakos zawsze wiekszosc kobiet mnie unikala na wstepie albo jak juz sie odwazylo na rozmowe to ja nie moglam opanowac ziewania.
Kurcze kolejna kwestia...silnie psychicznie osoby przyciagaja te mniej silne...W kazdym razie znowu u mnie tak bylo. Odkad pamietam musialam byc oparciem dla jednej z druga bo one takie niepewne i slabe i w ogole o swiecie nic nie wiedza...A jak przychodzilo do wsparcia mnie to za chinskiego boga nie szlo. No bo skoro ktos ma problem z kolorem blyszczyka do paznokci to nie pomoze mi w moich problemach z ojcem-idiota.
Wychodzilo na to ze ja wszystko a one nic. Od zawsze sie przeciw temu buntowalam i takie proby "przyjazni" zbywalam stanowczo. Ale z drugiej strony czasem tesknilam za przyjaciolka. Ale taka rownorzedna mi kobieta a nie zagubionym kaczatkiem. Czy u was tez tak bylo czy kompletnie inaczej? Macie Zolz od licha i ciut ciut w swoim otoczeniu i jest lepiej niz super/
Czy moja historia ma cos wspolnego z waszymi czy absolutnie jestem juz tak niereformowalna? ![]()
Wiecie co, wychodzi na to, że nasi mężczyźni lubią nas takimi Zołzami
. Nie dalej jak kilka dni temu mój mąż - nie pytałam sama od siebie, a wynikło to w trakcie rozmowy - na pytanie jakiego typu kobieta jest dla niego interesująca, bez wahania stwierdził: ,,ty"
.
Olinko edytowalam swoj poprzedni post. Wroc do niego jak mozesz bo rozpisalam sie jak Szymborska
(z calym szacunkiem dla Szymborskiej)
Juz chyba o to pytalam ale zapytam jeszcze raz. Czy wy macie albo mialyscie w swoim otoczeniu duzo zolz czy tylko np jedna albo dwie?
Ja odkad pamietam nie mialam zadnej. Nie sorry, jedna. Od podstawowki po studia trafila mi sie jedna.Rozpusta na max. I zastanawia mnie
1. Czy to ja mam wygorowane wymagania? (moze tak byc nie mowie ze nie)
2. Zjawisko zolzy zdarza sie tak rzadko jak wszystkie planety naszego ukladu slonecznego w jednej lini (raz na okolo 4000 lat) ?
Myśle, że jest to rzadkie zjawisko. Ja w swoim otoczeni nigdy nie znalazłam Zołzy.
Czy kazda Zolza lepiej sie czuje z facetami czy to znowu tylko ja? Jak to u was jest?
Ja czuje się dobrze w obu środowiskach
Choć muszę przyznać, że miałam, podobnie jak Ty, pewną awersję do płci pięknej. Oduczyła mnie jej mama, która powiedziała, że prawdziwe przyjaźnie między kobietami przetrwają wszystko i kobieta potrzebuje drugiej kobiety dla zdrowia psychicznego. Oczywiście podkreślam tutaj kobiety na poziomie, czyli w naszym przypadku inne Zołzy
Nie wiem czy moje bliskie przyjaciółki i znajome to Zołzy, raczej niekoniecznie, ale są dobre i uczciwe i mogę na nie liczyć, a i one na mnie.
Co do przytoczonych przez Ciebie bezkonfliktowych facetów i ich łatwości w rozwiązywaniu problemów to niestety nie jest tak kolorowo. Niestety, i faceci potrafią być kołtunami, zagmatwać się, zacietrzewić, a co najgorsze u nich to działa ze zdwojoną siła, bo ego i "męska duma". Także nie dzieliłabym takiego zachowania na płeć tylko na charakter i głupotę. Przecież przez kołtunizm facetów wojny wybuchały! Więc oni wcale tacy prości nie są.
silnie psychicznie osoby przyciagaja te mniej silne...W kazdym razie znowu u mnie tak bylo.
To prawda, ale ja nie miałam nigdy jednostronnych znajomości. Poza tym, lubię pomagać jak mogę
Niemniej jednak od infantylizmu trzymałam się z daleka ![]()
Wróciłam
.
Juz chyba o to pytalam ale zapytam jeszcze raz. Czy wy macie albo mialyscie w swoim otoczeniu duzo zolz czy tylko np jedna albo dwie?
Ja odkad pamietam nie mialam zadnej. Nie sorry, jedna. Od podstawowki po studia trafila mi sie jedna. Rozpusta na max. I zastanawia mnie
1. Czy to ja mam wygorowane wymagania? (moze tak byc nie mowie ze nie)
2. Zjawisko zolzy zdarza sie tak rzadko jak wszystkie planety naszego ukladu slonecznego w jednej lini (raz na okolo 4000 lat) ?
Już pisałam, że ja miałam i wciąż mam wokół siebie jakieś bliższe i dalsze mi Zołzy. Jedna z nich, ta najważniejsza, idzie ze mną od czwartej klasy podstawówki, poprzez jedną szkołę średnią, potem drugą, nasze drogi rozeszły się dopiero na studiach, ponadto każda zamieszkała w innym mieście, ale wciąż gdzieś tam jesteśmy w tym swoim życiu obecne. Takie przyjaźnie są inne, chyba trwalsze, oparte na zupełnie innych fundamentach. Co jednak nie znaczy, że w dorosłości nie spotkałam i nie zaprzyjaźniłam się z innymi Zołzami. Tak więc one gdzieś wokół mnie są, nie powiem, że są to łatwe znajomości, ale za to trwałe i wartościowe.
Juz od podstawowki nie moglam sie wpasowac w srodowisko kobiet. Jakos nie zauwazalam zlozonosci ich problemow, powodow do rozpaczy i innych rzeczy ktorymi zyja dziewczynki w szkole podstawowej. W LO podobnie. Jak potrzeba bylo cos zalatwic z nauczycielem czy pedagogiem wypychano mnie. A ja zachodzilam w glowe czemu zwykle uzgodnienie czegos z psorem powoduje tyle problemow? W LO ludzie odbierali dowody osobiste, mogli legalnie palic,prowadzic samochod, uprawiac seks a nadal jak przychodzilo do przelozenia kartkowki (tak wiem, banalne!! ) to jakos nikt dziarski nie byl.
A widzisz, tu jesteśmy podobne!
Zawsze dobrze się uczyłam, w szkole byłam obowiązkowa, ale kiedy na klasówkę było mi nie po drodze, to... szłam na wagary
. Moja mama na wywiadówkach zwykle słyszała o mnie ,,prowodyrka". Wszędzie mnie było pełno i podobnie jak Ty, to ja chodziłam do belfrów z wszelkimi petycjami.
Wiedzie mnie to do kolejnego pytania. Czy kazda Zolza lepiej sie czuje z facetami czy to znowu tylko ja? Jak to u was jest? Umiecie sie wczuc w ta niezolzowata czesc kobiecej psychiki? Mnie to kiepsko idzie. Dogadam sie z facetami na kazdym poziomie wiekowym z kobietami polegne na zaakcentowaniu slowa "dzien dobry". Facetow uwazam za o niebo lepszych pod wzgledem zlozonosci. Ma jeden i drugi problem ze soba? Wyjda na dwor i ustala kwestie raz i na zawsze. Potem zgodnie napija sie piwa i kwasow miedzy nimi nie bedzie. W kazdym razie nie bylo w tym meskim towarzystwie w ktorym ja sie obracalam.
Kobiety zapetla sie 40 razy wokol tego samego, przez lata beda sobie dogryzac, zlosliwowac i inne bzdury....Jedna i druga ze stresu wylysieje ale nie odpuszcza. Mnie na to zawsze bylo szkoda czasu. Chcesz sie poklocic prosze bardzo. Tylko potem nie ucekaj ode mnie z placzem. Jakos zawsze wiekszosc kobiet mnie unikala na wstepie albo jak juz sie odwazylo na rozmowe to ja nie moglam opanowac ziewania.
Na ten temat rozmawiałyśmy już w pewnym wątku, ale powiem tak - zawsze przyjaźniłam się z facetami, bo mężczyźni (nie ukrywam jednak, że trzeba trafić na odpowiedni egzemplarz
) są świetnymi, lojalnymi i szczerymi przyjaciółmi. Kiedy potrzebna jest dobra rada, to bez owijania w bawełnę i nadmiernego rozczulania się są w stanie naprawdę pomóc, przy czym kiedy jest to potrzebne, to można znaleźć u nich również prawdziwe, empatyczne zrozumienie i oparcie czy nawet wypłakać się na ramieniu. Poza tym są dobrymi słuchaczami, nie knują intryg, nie obrażają się bez sensu, są konkretni, oddani, bezinteresowni. Rzecz jasna nie wszyscy, ale ja właśnie takich mężczyzn miałam i mam wśród swoich przyjaciół, dlatego ogromnie ich sobie cenię.
Ale nie mam też problemu w relacjach z kobietami, choć przyznaję, że grom z nich mnie zwyczajnie męczy czy wręcz irytuje, za to zaprzyjaźniam się z ciekawymi osobowościami i wcale niekoniecznie jest to typ Zołzy.
Kurcze kolejna kwestia...silnie psychicznie osoby przyciagaja te mniej silne...W kazdym razie znowu u mnie tak bylo. Odkad pamietam musialam byc oparciem dla jednej z druga bo one takie niepewne i slabe i w ogole o swiecie nic nie wiedza...A jak przychodzilo do wsparcia mnie to za chinskiego boga nie szlo. No bo skoro ktos ma problem z kolorem blyszczyka do paznokci to nie pomoze mi w moich problemach z ojcem-idiota.
Wychodzilo na to ze ja wszystko a one nic. Od zawsze sie przeciw temu buntowalam i takie proby "przyjazni" zbywalam stanowczo. Ale z drugiej strony czasem tesknilam za przyjaciolka. Ale taka rownorzedna mi kobieta a nie zagubionym kaczatkiem. Czy u was tez tak bylo czy kompletnie inaczej? Macie Zolz od licha i ciut ciut w swoim otoczeniu i jest lepiej niz super/
Czy moja historia ma cos wspolnego z waszymi czy absolutnie jestem juz tak niereformowalna?
Myślę, że tu nie o niereformowalność chodzi, a bardziej o brak w otoczeniu kobiet, z którymi potencjalnie mogłabyś/chciałabyś się zaprzyjaźnić. W każdym razie na pewno nie ma sensu robić tego na siłę czy iść na daleko idące kompromisy, bo to się zwyczajnie nie sprawdza. A jeśli już spotkasz tę właściwą ,,kandydatkę", to po prostu będziesz z nią łapać taką falę, że ta przyjaźń się najzwyczajniej w świecie wydarzy.
Nie wiem czy moje bliskie przyjaciółki i znajome to Zołzy, raczej niekoniecznie, ale są dobre i uczciwe i mogę na nie liczyć, a i one na mnie.
Wystarcza ci to? Bo mnie nie zawsze. Doceniam dobre serce i uczciwosc. Ale czasem lubie kobietki ostre, szybkie takie ktore nie zgubia sie na lotnisku i nie beda kaprysic jak im podczas rejsu woda poleci na glowe.
Wróciłam
.
Już pisałam, że ja miałam i wciąż mam wokół siebie jakieś bliższe i dalsze mi Zołzy. Jedna z nich, ta najważniejsza, idzie ze mną od czwartej klasy podstawówki, poprzez jedną szkołę średnią, potem drugą, nasze drogi rozeszły się dopiero na studiach, ponadto każda zamieszkała w innym mieście, ale wciąż gdzieś tam jesteśmy w tym swoim życiu obecne. Takie przyjaźnie są inne, chyba trwalsze, oparte na zupełnie innych fundamentach. Co jednak nie znaczy, że w dorosłości nie spotkałam i nie zaprzyjaźniłam się z innymi Zołzami. Tak więc one gdzieś wokół mnie są, nie powiem, że są to łatwe znajomości, ale za to trwałe i wartościowe.
Pisalas, pamietam
Ech od przyjazni nie oczekuje ze bedzie latwa ale ze wlasnie bedzie wartosciowa.
Chyba tez nie pomaga mi fakt ze jestem za granica. Te polskie kobiety z ktorymi sie tu spotykalam to zupelnie nie moj typ. A ja naprawde nie rozumiem jak mozna byc gdzies za granica przez 4 lata i nie znac jezyka?? ![]()
A widzisz, tu jesteśmy podobne!
Zawsze dobrze się uczyłam, w szkole byłam obowiązkowa, ale kiedy na klasówkę było mi nie po drodze, to... szłam na wagary
. Moja mama na wywiadówkach zwykle słyszała o mnie ,,prowodyrka". Wszędzie mnie było pełno i podobnie jak Ty, to ja chodziłam do belfrów z wszelkimi petycjami.
A to ja gorzej
Ja zawsze mialam na klasowke po drodze. Od zawsze lubilam sie uczyc i od zawsze szlo mi to dobrze. Ale narazalam sie bo nie zawsze zgadzalam sie isc z petycja tylko po to zeby przesunac klasowke na tydzien w ktorym juz mielismy dwie inne bo moim zdaniem to byla glupota
Wychodzilam na "kujona" i tyle ![]()
Na ten temat rozmawiałyśmy już w pewnym wątku, ale powiem tak - zawsze przyjaźniłam się z facetami, bo mężczyźni (nie ukrywam jednak, że trzeba trafić na odpowiedni egzemplarz
) są świetnymi, lojalnymi i szczerymi przyjaciółmi. Kiedy potrzebna jest dobra rada, to bez owijania w bawełnę i nadmiernego rozczulania się są w stanie naprawdę pomóc, przy czym kiedy jest to potrzebne, to można znaleźć u nich również prawdziwe, empatyczne zrozumienie i oparcie czy nawet wypłakać się na ramieniu. Poza tym są dobrymi słuchaczami, nie knują intryg, nie obrażają się bez sensu, są konkretni, oddani, bezinteresowni. Rzecz jasna nie wszyscy, ale ja właśnie takich mężczyzn miałam i mam wśród swoich przyjaciół, dlatego ogromnie ich sobie cenię.[/quote=Olinka]
Ale nie mam też problemu w relacjach z kobietami, choć przyznaję, że grom z nich mnie zwyczajnie męczy czy wręcz irytuje, za to zaprzyjaźniam się z ciekawymi osobowościami i wcale niekoniecznie jest to typ Zołzy.
Ty tez tak masz?? JAk dobrze wiedziec (jakie to niskie uczucie z mojej strony
) Bo mnie meczy wiekszosc kobiet. Sa albo za glosne albo zbyt chaotyczne albo absolutnie nie w moim stylu. Lubie spokoj i opanowanie. Nie lubie krzykow i paniki i nerwowki. Problemow urastajacych do rozmiaru Himalajow...
Myślę, że tu nie o niereformowalność chodzi, a bardziej o brak w otoczeniu kobiet, z którymi potencjalnie mogłabyś/chciałabyś się zaprzyjaźnić. W każdym razie na pewno nie ma sensu robić tego na siłę czy iść na daleko idące kompromisy, bo to się zwyczajnie nie sprawdza. A jeśli już spotkasz tę właściwą ,,kandydatkę", to po prostu będziesz z nią łapać taką falę, że ta przyjaźń najzwyczajniej w świecie się... wydarzy.
Masz racje ![]()
Czy wy macie albo mialyscie w swoim otoczeniu duzo zolz czy tylko np jedna albo dwie?
Znam wiele fajnych kobiet?. samodzielnych, mających własne zdanie, znam i takie, które mają mnóstwo problemów, często na własne życzenie. Spotykam się z różnymi ludźmi, jednych lubię bardziej, innych mniej?. Z reguły wszystkich toleruję, skoro są moimi (czy też naszymi) znajomymi. Trochę zołz by się znalazło ![]()
Jak potrzeba bylo cos zalatwic z nauczycielem czy pedagogiem wypychano mnie.
Coś jest z tą szkołą?
to pewnie zdolności organizatorskie i cechy przywódcze (wydaje mi się, że z tym to chyba człowiek się rodzi). W szkole średniej miałam ?paczkę?? facetów jakby w niej więcej? czyli coś chyba w tym jest?.
Czy kazda Zolza lepiej sie czuje z facetami czy to znowu tylko ja?
Ja się z facetami czuję dobrze i swobodnie.
Zgadzam się jednak z tym, że kobiecie potrzebna jest przyjaciółka? choćby po to, żeby w stanach kurwus-nerwus ponarzekać na facetów. Mogą być fantastyczni, mogą nas rozumieć, szanować, wielbić?.. ale mają też swoje manewry (a my kobiety jak się nagadamy i ponarzekamy, to zaraz nam lepiej, bo czasami rozumiemy się bez słów i w lot łapiemy o co biega)
Zgadzam się jednak z tym, że kobiecie potrzebna jest przyjaciółka? choćby po to, żeby w stanach kurwus-nerwus ponarzekać na facetów. Mogą być fantastyczni, mogą nas rozumieć, szanować, wielbić?.. ale mają też swoje manewry (a my kobiety jak się nagadamy i ponarzekamy, to zaraz nam lepiej, bo czasami rozumiemy się bez słów i w lot łapiemy o co biega)
A to widzisz, mi do tego żadna przyjaciółka nie jest potrzebna, bo zwyczajnie nie mam zwyczaju nadawać na swojego faceta, a jeśli już coś się wydarzy, to i tak łatwiej mi go zrozumieć kiedy na ten temat porozmawiam z innym mężczyzną. Prawdę mówiąc, to w ogóle nie mam tendencji do ,,wygadywania się" czy żalenia komukolwiek, zdarza się, ale niezmiernie rzadko.
nie mam zwyczaju nadawać na swojego faceta, a jeśli już coś się wydarzy, to i tak łatwiej mi go zrozumieć kiedy na ten temat porozmawiam z innym mężczyzną. Prawdę mówiąc, to w ogóle nie mam tendencji do ,,wygadywania się" czy żalenia komukolwiek, zdarza się, ale niezmiernie rzadko.
ja też nie mam zwyczaju nadawać, czy żalić się... o nie!
skoro go kocham i z nim jestem, to znaczy, że gość na poziomie.... co nie znaczy, że czasami mnie nie wnerwia.... a jak zrobimy "babski comber" to zanalizujemy sobie dogłębnie ich manewry..
okazuje się, że są do siebie tak bardzo podobni... oni w końcu też mają swój męski świat.
U niektórych znajomych obserwuję "kryzys wieku średniego".... więc jest wbrew pozorom na co ponarzekać.....
;)
Tyz jakos nie pociaga mnie wygdywanie na mojego faceta. No chyba ze sie wybitnie czyms dobrym popisal to wtedy calemu swiatu obwieszcze jaki to on jest wspanialy i super
Moge sobie miesem porzucac na szefa, dziwna sasiadke, wykladowce w szkole ale na facete naprawde nie mam powodu zeby narzekac. A jesli cos sie miedzy nami legnie o czym trzeba pogadac to zalatwiam sprawe miedzy nami. Mnie tez nie byloby milo gdyby on za kazdym razem jak sie nie zgadzamy wolal swoja jakas kolezanke i jej sie pytal o co mnie chodzi ![]()
Wiem ze moj maz zadnych manewrow nie stosuje. W kazdym razie nic czego bym nie rozumiala... Moj maz podobnie jak ja ma fizjologiczny wstret do gierek psychologicznych i ukradkowych manipulacji
Dziewczyny, bo to jest coś, co ja nazywam lojalnością w związku. Jeśli mamy problem, to załatwiamy go między sobą, nie mieszając w to koleżanek, mamy, sąsiadek czy kogokolwiek innego. Ja zresztą zawsze wychodziłam z założenia (i o to prosiłam), że jeśli mąż coś będzie do mnie miał, to ja mam się o tym dowiedzieć pierwsza, a skoro tak, to i ja czuję się do tego samego zobligowana. Nigdy też nie uważałam za stosowne, aby wywlekać na zewnątrz jakiekolwiek brudy, skarżyć się na męża czy umniejszać w czyichkolwiek oczach jego wartość, nawet kiedy byłam na niego zła, przy czym absolutnie nie chodzi tu o budowanie jakiegoś fałszywego obrazu naszego związku, ale właśnie o tę lojalność.
Olino ja to rozumiem...
Ale w takim razie jak wyjasnisz to forum?
Zwlaszcza watki pt: "Milosc zwiazki, partnerstwo" "Moj chlopak wyjechal, smutek i rozpacz" "Psychologia" i wiele innych
Ilosc stron w watku o wyjezdzajacym chlopaku przeskoczyla 122 strony
W ciagu niecalych dwoch lat... Wychodzi mi na to ze w dzisiejszych czasach cos takiego jak lojalnosc w zwiazku jest baaardzo rzadkie
Smutne ale prawdziwe...
Sadie, są różne przypadki, bo jedni z byle głupstwem walą od razu na forum czy w rękaw przyjaciółki, inni nie robią tego nigdy. Czasem jednak nawet silny człowiek z czymś sobie nie radzi, a wtedy takie miejsca jak to forum są bezpieczniejszą, bo anonimową, formą wyjścia z patowej sytuacji. Kiedy w moim związku pojawił się kryzys, to nie potrafiłam o tym rozmawiać z nikim z otoczenia, bo miałam świadomość, że prawdopodobnie my się z nim rozprawimy, a inni będą nas oceniać przez pryzmat wiedzy, którą potencjalnie mogłam im dostarczyć. Poradziliśmy sobie, co więcej, ja wyszłam z tego jeszcze silniejsza, pewniejsza siebie i z większymi oczekiwaniami od życia, dlatego też pewnie i bardziej zołzowata
. To była zresztą pierwsza i jedyna sytuacja w ciągu szesnastu lat kiedy potrzebowałam czyjegoś spojrzenia z boku. Być może ktoś uzna to za hipokryzję, bo gdzie tu lojalność, ale ja nawet wtedy nie pisałam o mężu, a o sobie, o własnych emocjach, których w tamtym czasie zupełnie nie potrafiłam zrozumieć - pomogło
.
Czasami jasne jest ze czlowieka przytloczy. Czasami jasne jest ze wszystko zwala sie na glowe i wtedy potrzeba kogos kto na to patrzy z boku wiec defo widzi wiecej. Czasami to rozumiem....
Kolejne pytanie egzystencjalne ![]()
Czemu kobity tak lubia narzekac? Wylewac swoje zale, lubowac sie nimi..?
Jest jeden watek na forum ktory w nieco ponad rok nastukal ponad 10000 postow!!
W moim otoczeniu sa Zolzy ...nawet sporo ale spotykam i ja roznych ludzi ...rozne kobiety - roznych narodowasci i co prawda wiem co chce i jak chce ale tez nie oceniam tych "innych" niz ja ... i moja tolerancja jest duza ...
Doceniam dobre serce i uczciwosc. Ale czasem lubie kobietki ostre, szybkie takie ktore nie zgubia sie na lotnisku i nie beda kaprysic jak im podczas rejsu woda poleci na glowe.
Jesli dobra i uczciwa i mozna na nia liczyc to ja je chetnie pomoge znalesc wyjscie na lotnisku
ja nie mam nic przeciwko kobieta nie Zolza, i nie rozmumiem dlacze moze to nie wystarczac? Zreszta jest wiele kobitek ktore sa po miedzy zolzowatascia a ulegloscia ... nie wszystkie maja rozum przyslowiowej blondynki nawet jak czasem brakuj im sily i natchnienia na "postawieniu na swoim"
![]()
Niestety, i faceci potrafią być kołtunami, zagmatwać się, zacietrzewić, a co najgorsze u nich to działa ze zdwojoną siła, bo ego i "męska duma". Także nie dzieliłabym takiego zachowania na płeć tylko na charakter i głupotę.
to ja skopiuje i sie pod tym podpisze bo to chcialm napisac
ja lubie spotkanie z kobietami ... lubie te babski pogdzuszki ...
nie narzekam na meza ale czasem lubie sie posmiac z pradoksow zycia z mezem, razem z innymi kobietami ... W towarzystwie facetow tez sie dobrze czuje ...ja wogle jestem dosc socjalna jak mam na to ochote ...a ja nie to nie
![]()
W szkole tez wszyscy wiedzieli kto ja ( nie koniecznie dlatego ze sie dobrze uczylam
) ...w pracy tez mnie znaja - wszyscy a przynakmniej ktos cos o mnie slyszal
..... na ogol jestem widoczna - nie zawsze chce byc ale zawsze wpadam predzej czy pozniej w moje wlasne zolzowate sidla
![]()
Kolejne pytanie egzystencjalne
Czemu kobity tak lubia narzekac? Wylewac swoje zale, lubowac sie nimi..?
Nie wiem, nie rozumiem, zabija mnie to
. Czasem odnoszę nawet wrażenie, że kobiety same się tak nakręcają, bo po prostu uwielbiają się umartwiać, dokładnie jakby wyszukiwanie kolejnych sztucznych problemów było sensem ich życia. Dla mnie takie osoby są zwyczajnie toksyczne i uciekam od nich gdzie pieprz rośnie. Brrr... Rozumiem kiedy ktoś naprawdę ma problem (któż ich nie ma?), potrzebuje o nim porozmawiać, nawet poszukać rady czy pocieszenia, ale kiedy go rozwiąże czas pójść do przodu, a tu nie, bo przecież najlepiej biadolić do losu, że jest podły, nic z tym nie zrobić i dalej narzekać.
Witam.
maugosha napisał/a:żyworódka napisał/a:Sadie , w kwestii formalnej ? ?charakter to trwały stan umysłu, który jest podstawą do osiągnięcia czegokolwiek w każdej dziedzinie życia.? To nie moje stwierdzenie, ale jak najbardziej się z nim zgadzam.
Nie wiem kto to powiedzial ale bzudre powiedzial
Zyworodka nawet trwaly stan umyslu zdecydowanie nie jest charakterem ....nawet nie trzeba czytac defincji obydwu pojec...i tez bym chciala przeczytac to slodzenie sobie ... i te wpadki i te niuansy ktore dostrzeglas ... bo na razie to odnosze wrazenie ze chetnie bys podyskutowala ale tak naprawde nie wiesz co napisac ....
Podłączam się do pytania o niuanse i stwierdzeń maugoshi
maugosha wybacz, ale trudno mi z Tobą polemizować o "bzdurach".
Teo, dobrze, że się podłączasz, bo głównie Ciebie to dotyczy!
Czy zauwazylyscie ze Zołzy sobie nie słodza?? Zastanawiam się, skąd to sztuczne słodzenie się bierze?
Wykazałam, że też.
Ale czyjeś widzi się pod lasem, a swojego pod nosem nie.
Przyklad - forum slubne. Ucieszone panny mlode zalozyly sobie watek gdzie chwala sie swoimi pierscionkami zareczynowymi. Nie byloby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że tak pialy z zachwytem nad każdym wklejonym zdjęciem, ze nie dobrze się robilo, a mówiąc szczerze te piersionki byly brzydkie ;/ Może ze 3 tam byly ktore zwrocily moją uwagę, a tak to same takie jakieś bezguście niewiadomo co... I za skarby swiata nie wierze ze tylko mi się one nie podobaly, ale zachwyt przez forumowiczki musial byc wyrażony i ja się pytam, czemu??
Chwalą bo chca zeby i ich powchwalili? noale jak same szczerze nie chwalą to co po nieszczerej pochwale?
A skąd taka Twoja pewność, że ich zachwyt był nieszczery? Bo Tobie się nie podobał dany pierścionek? A musiał? Przecież to nie Ty będziesz go nosić, bo nie Ty zostałaś nim obdarowana. Czy Twój pierścionek zaręczynowy (jeśli go masz) podoba Ci się,... a może nosisz takie ?jakieś bezguście nie wiadomo co...? albo jest on ?brzydki?, tylko nikt Ci tego nie powiedział/nie powie. A może powoduje Tobą zwyczajna zazdrość, bo nie zostałaś jeszcze nim obdarowana?
Poza tym zauważ, że były to zdjęcia, a one nie zawsze oddają stan faktyczny. Kiedyś otrzymałam komplet kolczyków ze sprzedaży wysyłkowej, w katalogu wyglądały efektownie, a okazały się badziewiem. Tu może być odwrotna sytuacja.
Dziewczęta szczerze się cieszą, z tego dowodu miłości, chwalą się, pokazują pierścionek...czy w tym jest coś dziwnego, niestosownego, podlegającego krytyce? Czemu gasisz ich radość takim paskudnym wpisem? Jak będą się czuły czytając go?
Dla każdej narzeczonej jej pierścionek będzie/jest najpiękniejszy!!!
Następny przykład:
Wejdźcie na jakiekolwiek forum dla matek... Totalne odmóżdżenie, debilizm, pytania o wszystko, jak karmić, jak ubierać, a każda dobra rada jest traktowana jako atak.
Moje odczucia j.w.
Oto czym zajmują się niektóre ZOŁZY (mianujące się przez duże ?Z?) z tego wątku ? obgadywaniem, wyśmiewaniem, kpiną i drwiną.
A może tu jednak bardziej pasuje zołza przez małe ?z? - kobieta złośliwa, skoncentrowana na sobie, rozumie siebie, ale nie rozumie i nie chce rozumieć innych.
Wystarczające dowody? Myślę, że tak!
Dla ścisłości: odniosłam się do tych wcześniejszych wpisów, dalszych już nie analizuję.
Sadie, zapraszasz, wypraszasz z wątku, a ja myślę, że po prostu za bardzo się swoją ?misją? nakręcasz.
Każdy ma prawo wypowiadać się w każdym wątku, wyrażać swoje poglądy/opinie.
Dlatego, może zejdź z tego piedestału - bo forum to nie jest Twój folwark!
Żyworódko, cenię Cię na forum, ale tutaj weszłaś ewidentnie tylko po to, aby krytykować. Netkafejki mają to do siebie, że zbierają ludzi o podobnych poglądach, którzy chcą się tymi poglądami powymieniać. To swego rodzaju społeczność. Osoby, które do danej społeczności się nie zaliczają - nie powinny wchodzić do danej netkafejki, jakkolwiek brutalnie to brzmi. Są wątki o zołzach - tam jak najbardziej możesz wyrazić swoje krytyczne spojrzenie, ale tutaj jest KAFEJKA DLA ZOŁZ, więc jeśli ktoś nie czuje się członkiem takiej społeczności - nie powinien psuć atmosfery.
maugosha wybacz, ale trudno mi z Tobą polemizować o "bzdurach".
oj ... to ju nie wpadki , niuanse i slodzenie tylko zwyczajne bzdury i naprawdenie wiem dlaczego w cudzyslowiu ?
Nie lubisz Teo i Twoj biznes, nie moj ...
ale sama krytykujesz krytyke innych, wiec co robie cie lepsza od tej ktora krytykujesz? robisz to czego sama nie lubisz ... bzdura nie bzdura ale glupota napewno...
z tego wątku ? obgadywaniem, wyśmiewaniem, kpiną i drwiną.
nigdzie nikogo nie obgadalam, wysmiala czy wkpilam...ale na to jestes za malo spostrzegawcza...
Zreszta moje bzdury wypisuje bo mi wolno a Ty wypisujsz swoje bzdury bo tez Ci wolno ....tyle ze ja pisze moje bzdury do tych co chca czytac a jak ty czytasz i sie burzysz to jest twoj problem ... jakbys byla cwansza to bys nie czytala, byblabys zdrowsza ![]()
Żyworódko, cenię Cię na forum, ale tutaj weszłaś ewidentnie tylko po to, aby krytykować. Netkafejki mają to do siebie, że zbierają ludzi o podobnych poglądach, którzy chcą się tymi poglądami powymieniać. To swego rodzaju społeczność. Osoby, które do danej społeczności się nie zaliczają - nie powinny wchodzić do danej netkafejki, jakkolwiek brutalnie to brzmi. Są wątki o zołzach - tam jak najbardziej możesz wyrazić swoje krytyczne spojrzenie, ale tutaj jest KAFEJKA DLA ZOŁZ, więc jeśli ktoś nie czuje się członkiem takiej społeczności - nie powinien psuć atmosfery.
vinnga dziekuje za pomoc.
Pozwólcie, że odniosę się do kilku wpisów. najpierw Sadie?silnie psychicznie osoby przyciagaja te mniej silne(?)Ale z drugiej strony czasem tesknilam za przyjaciolka? -
miałam IDENTYCZNIE cale życie. Miałam w podstawówce, która była silna psychicznie, ale to była zwykła sucz, nie Zołza
Jedynie teraz mam 1, która jest Zołzą i jest mi z tym dobrze, bo miałam już trochę dosyć bycia stale "ta silniejszą", wolę "partnerstwo" w przyjaźni
Co do płci towarzystwa: chyba wolę facetów. Albo kobiety-Zołzy. Czemu facetów? Bo można sobie pozwolić na rubaszne żarty:D seksualne itp., jest taki....... luz po prostu. Żałuję tylko, że nie mam takiej inteligencji poczucia humoru jak faceci z którymi się spotykam, bo naprawdę.... jestem pod wrażeniem ich porównań, określeń i puent:D
W ogóle, ja np. bez problemu mogę nadawać na kobitę, ale na faceta jakoś nie umiem-nie mam powodu! Zwykle konflikty miedzy kobietami są głębokie, rozłożone, po kobicie (nie-Zołzie) można spodziewać się zazdrości, złośliwości, GIEREK na które jestem szczególnie wyczulona, a facet: o ile nie chce cię zaciągnąć do wyra, to krótka piłka; konflikt jest, zaraz go nie ma i nikt o tym nie pamięta dłużej niż 20 minut.
Pozwólcie, że odniosę się do kilku wpisów. najpierw Sadie?silnie psychicznie osoby przyciagaja te mniej silne(?)Ale z drugiej strony czasem tesknilam za przyjaciolka? -
miałam IDENTYCZNIE cale życie. Miałam w podstawówce, która była silna psychicznie, ale to była zwykła sucz, nie ZołzaJedynie teraz mam 1, która jest Zołzą i jest mi z tym dobrze, bo miałam już trochę dosyć bycia stale "ta silniejszą", wolę "partnerstwo" w przyjaźni
![]()
Co do płci towarzystwa: chyba wolę facetów. Albo kobiety-Zołzy. Czemu facetów? Bo można sobie pozwolić na rubaszne żarty:D seksualne itp., jest taki....... luz po prostu. Żałuję tylko, że nie mam takiej inteligencji poczucia humoru jak faceci z którymi się spotykam, bo naprawdę.... jestem pod wrażeniem ich porównań, określeń i puent:D
W ogóle, ja np. bez problemu mogę nadawać na kobitę, ale na faceta jakoś nie umiem-nie mam powodu! Zwykle konflikty miedzy kobietami są głębokie, rozłożone, po kobicie (nie-Zołzie) można spodziewać się zazdrości, złośliwości, GIEREK na które jestem szczególnie wyczulona, a facet: o ile nie chce cię zaciągnąć do wyra, to krótka piłka; konflikt jest, zaraz go nie ma i nikt o tym nie pamięta dłużej niż 20 minut.
Zgadzam sie w 100 %,slabe kobitki rywalizuja miedzy sobom jest poprostu zenada ,niestety dupa do pewnego momentu moga hulac potem niestety zostaje lub nie ,sama natura
Vinngo, ja też dziękuję!
Czyżbyś może miała ochotę dołączyć?
My w każdym razie z a p r a s z a m y!
![]()
Żyworódka jak mniemam zbyt poważnie potraktowała to miejsce, powiedziałabym nawet zbyt śmiertelnie, a moim zdaniem należało z pewnym przymrużeniem oka. Nie ma jednak sensu roztrząsać, bo i czemu miałoby to służyć? Ja w każdym razie po prostu dobrze się tu bawię i myślę, że o to właśnie w tym wszystkim chodzi
.
żyworódka "Oto czym zajmują się niektóre ZOŁZY (mianujące się przez duże ?Z?) z tego wątku ? obgadywaniem, wyśmiewaniem, kpiną i drwiną. " pewnie masz trochu rację. powiem za siebie tylko: wiesz czemu się śmieję z tych wszystkich pierścionków, ochów ,achów ślubnych i całego podekscytowania? bo dla mnie to jest płytkie, takie typowo-stereotypowo kobiecie. a mnie do tego daleko. mogę się pozachwycać CZYMŚ ale w gronie Zołz - gdybym miała spędzać tak każde spotkanie czy nie-daj-Boże zakładać wątek nt. pierścionków zaręczynowych to wolałabym strzelić sobie w łeb. Więc tu nie chodzi o zazdrość (ale jak mówię: mówię za siebie) ale o wyśmianie płytkiego życia czy zainteresowań. ja sie w towarzystwie takich osób śmiertelnie nudzę, one w moim raczej też.
rozłożone, po kobicie (nie-Zołzie) można spodziewać się zazdrości, złośliwości, GIEREK na które jestem szczególnie wyczulona, a facet: o ile nie chce cię zaciągnąć do wyra, to krótka piłka; konflikt jest, zaraz go nie ma i nikt o tym nie pamięta dłużej niż 20 minut.
Ale jak nie zaciagnie to moze byc zazdrosny , zlosliwy i uzywajacy girek takich ze nie jedna zlosliwa baba by sie nie postydzila
Znam takich ..a jeden to sie ciagnie za mna juz duzzzo lat i za boga sie go nei moge pozbyc ...nawet jak jestm niegrzeczna
chodz oraniczylam kontakty do minimum ..
Kolejne pytanie egzystencjalne
Czemu kobity tak lubia narzekac? Wylewac swoje zale, lubowac sie nimi..?
Jest jeden watek na forum ktory w nieco ponad rok nastukal ponad 10000 postow!!
pewnie dlatego, że nie wszystkie miały szczęście spotkać facetów dla nich odpowiednich ![]()
czytam czasami ten wątek, podoba mi się jak niektóre podnoszą się z kolan, prą do przodu, podejmują mądre decyzje ze słowami: nigdy więcej!!
mam znajome, które latami tkwią w chorych związkach... smutne to... bo winią swoich facetów, a nie są świadome, że mają to na własne życzenie... stoją w miejscu od lat, ciągle powielają ten sam schemat zachowań, żądają dla siebie szacunku, nie szanując swoich partnerów i mając do nich ciągłe pretensje... masakra, mówię wam
a z drugiej strony zazdroszczą wszystkim wkoło, którym się układa.... wrrr
Co do płci towarzystwa: chyba wolę facetów. Albo kobiety-Zołzy. Czemu facetów? Bo można sobie pozwolić na rubaszne żarty:D seksualne itp., jest taki....... luz po prostu.
co racja, to racja ![]()
ich skojarzenia czasami podkręcają atmosferę spotkań
:D
Co do płci towarzystwa: chyba wolę facetów. Albo kobiety-Zołzy. Czemu facetów? Bo można sobie pozwolić na rubaszne żarty:D seksualne itp., jest taki....... luz po prostu.
Och, to ja mam rubaszne żarty z moimi kobitkami ^^ A mówiąc szczerze nie lubię żartować "po męsku" w gronie mężczyzn, a przynajmniej nie tak jak wśród kobiet, ponieważ zauważyłam, że taka moja postawa sprawia iż, albo się bardziej do mnie ośmielają (za bardzo), albo tworzą sobie opinię, że "fajna kumpela, ale pewnie dużo daje". Także ja zauważyłam, że zbytnie rozpasanie w męskim towarzystwie też nie jest dobre
Co nie znaczy, że trzeba być "cnotką- niewydymką"! Ale z umiarem wszystko z umiarem ![]()
"fajna kumpela, ale pewnie dużo daje" ? hmmmm:) chyba nigdy się z czymś takim nie spotkałam. ci koledzy, z którymi się spotykam są w związkach -przeróżnych- podobnie jak ja, zresztą! ja się spotykam z nimi razem z moim mężem, który stale mnie zabiera na własne życzenie na "męskie spotkania":)
Teo ja tez nie lubie zartowac "po mesku" i to, jak Cie zrozumialam dobrze, z tego samego powodu
i tez zarty w gronie moich kumpel nie sa wcale takie "lagodne" - zartowac mozna do woli a nie sa i zle zrozumine - dlatego lubie babskie spotkania ... i na dokladke z facetami wcale to nie musza byc mocne zarty
bo normalnie moje zarty - nawet te najlagodniejsze , to sygnal ze mozna - droga otwarta ...;) a tu buch -wcale nie mozna
Generalnie to musze widziec co i z kim i niekoniecznie zwracac uwage na plec ... i ze tak powiem coraz latwi mi to przychodzi z wiekim ![]()
Generalnie to musze widziec co i z kim i niekoniecznie zwracac uwage na plec ... i ze tak powiem coraz latwi mi to przychodzi z wiekim
I myślę, że jest to sedno problemu - co, jak i z kim ![]()
Vinngo, ja też dziękuję!
![]()
Czyżbyś może miała ochotę dołączyć?My w każdym razie z a p r a s z a m y!
![]()
Oczywiście, że mam ochotę. W tym celu pobieżnie przeczytałam poprzednie strony (bardzo fajne) i na końcu spotkało mnie rozczarowanie - atmosfera się popsuła. Stąd mój post. Ale teraz już Was proszę o zakończenie tematu Żyworódki. Post jednej Zołzy wyrzuciłam (zainteresowana zapewne zauważy, reszta nie musi
), ponieważ za bardzo prowokował do odpowiedzi - a wałkowanie tego nie ma sensu. I teraz będę wyrzucać wszelkie próby powrotu do tego tematu. Koniec i kropka ![]()
"Fajna kumpela, ale pewnie dużo daje" - ja też nigdy się z tym nie spotkałam. Chyba nie żartuję "po męsku". To trudno wytłumaczyć. W moich rozmowach z płcią przeciwną jest mnóstwo dwuznaczności, podtekstów, ale w jakiś taki subtelniejszy sposób niż to robią faceci we własnym gronie. I są odbierane właściwie. A może po prostu mam właściwe towarzystwo?
vinnga witamy!! ![]()
Cat zwrocilas uwage na cos o czym ja sama nie pomyslalam mimo ze tak samo uwazam. Rubaszne zarciki. Ja je kocham!! Dla mnie seks jest naturalna rzecza i nie mam zahamowan przed rozmowa o tym. Nie zdradzam prywatnych szczegolow na prawo i lewo ale generalnie nie zaczerwienie sie na stwierdzenie "niezle balony" ![]()
Ale na sugestie o moim jakoby rozwiazlym zyciu seksualnym odpowiadalam krotko "Mozemy sprobowac ale jesli chodzi o ciebie musialbys mi zaplacic a na to cie po prostu nie stac. Bo musialbys mi ofiarowac miiard dolarow w zlocie zebym rozlozyla dla ciebie nogi. Ale o twoim rozmiarze moge rozmawiac za darmo. Chcesz tego?" Nie bylo chetnych....:D
Ale niestety z dziewczynami nie dalo sie tak zartowac. Jakos albo nie lapaly dwoznacznosci albo miaalam do czynienia z dziewicami! ![]()
165 2012-05-12 20:54:55 Ostatnio edytowany przez maugosha (2012-05-12 21:08:21)
A może po prostu mam właściwe towarzystwo?
A wiesz, ze ja tez mam wlasciwe towarzystwo
wcale nie narzekam
i co najwazniesze to przyjaciol wybierama sama ( rodziny nie moglam
)
Sadie dziewczyna / kumpela nie bardzie chciala zebys jej nogi rozkladala- no chyba ze jest homo
natomias mozna innaczej zartowac i nie prawda ze nie daje ostro
i zgadzam sie ze seks jest naturalna rzecza i mozna o tym i mowic i zartowac ale moze faktycznie trzeba trafic w "odpowiednie towarzystwo" i damskie i meskie ![]()
nawet nie wiesz jak dziewczyny - a raczej kobiety moga zartowac na sex-party , ktore czasem urzadzamy ![]()
A i dodam ze ja nie ze wszystkimi sobie tak zartuje i "mocnosc" zartu zalezy od zazylosci
Z facetami (zwlaszcza mnie mi znanymi) moge jak Vinnaga suptelnie i tylko dlatego ze ktos zaczol ...ale czesto konczy sie ostro zwlaszcza jak sie wkurze bo jakis glupek nie wie co to zart
a najlepie ja sie w towarzystwei trafi absztyfikant ktory mnie nie zna i cos sprobuje ...hmmm czesto zwalaja to na moj polski temperament ... a jaki to ten polski temperament ?
z tymi co ich znam dobrze ,czasem sobie mozna pozwolic ale oglnie p? mesku nie zartuje....
Ale to chyba od charakteru zalezy, co kto lubi i komu pasuje - na szczescie jestesmy rozni na tyle by zycie bylo ciekawe ![]()
maugosha po prostu każdy jest innym typem. ja lubię męski żart i odpowiada mi to, że możemy pobyć sobą w swoim towarzystwie nie zważając na etykietę. z dziewczynami cóż...przyjaźnię się tylko z takimi, w których towarzystwie też mogę być sobą ![]()
Sadie, jeśli nie udało Ci się tak rozmawiać z dziewczynami to nigdy nie rozmawiałaś z moją siostrą
Ona rzuca takie teksty, że przeciętny facet się czerwieni. A jeśli nieopatrznie jakiś mężczyzna trafi się w miejscu gdzie jestem ja, moja przyjaciółka i sister to już z całą pewnością nie będzie wiedział gdzie oczy podziać
Wydaje mi się, że to nie jest kwestia zołzowatości tylko zwykłego poczucia humoru (no, może nie takiego zwykłego
). Jeśli do tego dołożyć dystans do siebie i świata to wychodzi taki egzemplarz, który na wszystko zawsze ma odpowiedź i nic egzemplarza nie zaskoczy
Aczkolwiek, dziwnym zbiegiem okoliczności, wszystkie znane mi egzemplarze z opisu powyżej mogłabym nazwać Zołzami.
A wiesz, że czasem używałam sformułowania "nie stać cię na to, kolego" ![]()
Maugosha, moje teksty trudno nazwać subtelnymi. A jednak czymś (niewytłumaczalnym) różnią się od takich "męskich".
168 2012-05-12 21:13:18 Ostatnio edytowany przez Sadie (2012-05-12 21:16:11)
vinnga dawaj namiary na siostre
Chetnie poznam ta nieprzecietna jednostke.
Albo jeszcze lepiej zapros ja do nas.
Widzisz jaki dobry tekst
Nie stac cie.
I niekoniecznie mowimy zawsze o wymairze finansowm ![]()
Czym sie nasze teksty roznia od meskich? Bo jednak jestesmy kobietami i myslimy i mowimy troszke inaczej
Preferuje jednak srodowisko meskie. Wlasnie dlatego ze bardziej moge byc soba i nie musze przestrzegac wszystkich konwenansow
No i jak walne kogos w plecy na dzien dobry to nie zlamie mu kregoslupa ![]()
169 2012-05-12 21:16:29 Ostatnio edytowany przez maugosha (2012-05-12 21:24:50)
Cat ja napisalam ze to od charakteru zalezy ( ze sie roznimy):) i tylko dlatego ze ja nie lubie tak zartowac, nie znaczy ze nie jestem soba w towarzystwie moich przyjaciol, w prost przeciwnie - nie lubie tak zartowac "po mesku "z facetami i nie zartuje, przyczym zupelnie mi nie przeszkadza ze Tobie to pasuje i innym, nawet w moim towarzystwie
...
Ja jestem Zolza i sama wybieram co i jak chce robic ,mowic i zartowac
![]()
maugosha sorry ale ja musze....Czy ty mieszkasz za granicami naszej piknej PL?
maugosha sorry ale ja musze....Czy ty mieszkasz za granicami naszej piknej PL?
Owszem ![]()
Witam późnym wieczorkiem .
Nie wiem czy jestem typową zołzą .
W sumie umiem znaleźć sobie miejsce i w świecie kobiet choć moda i seriale mnie nie interesują i w świecie mężczyzn może z racji wykonywanych wcześniej zawodów.
Od lat radzę sobie sama nie szukam guza na siłę i próbuję nie utrudniać sobie i innym życia ..
Mam duże poczucie humoru i co niektórych irytuje nie owijam niczego w bawełnę ,plotki no nie znam milion pasjonujących tematów wiec obmawianie za plecami mi nie leży .
Może to typowe zachowania dla wodników z tym że raczej tej grupy która stąpa mocno po ziemi .
dziś widziałam świetne hasło:"Jeśli obmawiasz mnie za plecami, to stoisz w najlepszej perspektywie by pocałować mnie w d***" ![]()
Dobre hasło
Dlatego do wrogów frontem się nie ustawia bo zawsze znajdzie się taki co Cie cmoknie ![]()
"Jeśli obmawiasz mnie za plecami, to stoisz w najlepszej perspektywie by pocałować mnie w d***"
Cudne
frontem, do ludzi frontem ![]()
maugosha tak myslalam ![]()
Anula70 no to witaj w klubie
Tyz jestenm wodnikiem ![]()
Vinnga, no wiedziałam, normalnie czułam, że Tobie tutaj się spodoba
.
Maugosha, jak wyglądają te Wasze sex-party?
Ten temat wybitnie mnie zainteresował
.
A ja, jak na Zołzę przystało jestem żółtym, jadowitym skorpionem
.
Piszecie o żartach i żarcikach - ja generalnie nie dzielę żartów na damskie i męskie, a wyłącznie na uzależnione od danego towarzystwa. Lubię jednak żarty inteligentne (te bawią mnie do łez), pełne dwuznaczności, dystansu do siebie, bez względu na to czy rubaszne, czy jakiekolwiek inne. Alergicznie natomiast nie znoszę (!) tzw. kawałów. To znaczy taktownie zniosę, ale w ilości nie większej jak sztuk trzy, potem zaczynam się wybitnie nudzić
.
178 2012-05-13 14:45:05 Ostatnio edytowany przez Sadie (2012-05-13 15:08:17)
Krolestwo za opis sex party!!
Moze skopiuje cos dla siebie..? ![]()
Olinka ja i skorpiony cos do siebie mamy... W naturze jesli chodzi o kobiety to albo skorpiony albo barany
Co do kawalow to niektore sa swietne...Ale takich juz coraz mniej. Ja generalnie podobno umiem smiesznie opowiadac. Tak rozloze akcenty ze zwykla opowiesc o wizycie u lekarza przemienie w komedie do uchichania po pachy.
No i zarzuce inny temacik...Co wy rozumiecie przez pojecie "zajmowania sie domem?" I ile wam to zajmowanie sie nim zajmuje?
Bo ja znowu po raz kolejny czytam o kobietach ktore siedza w domu i sie nim "zajmuja". Z tego tytulu nie podejmuja pracy ani nie rozwijaja sie zawodowo.
Pominmy kwestie posiadania malych dzieci bo jasne jest ze nie bede oczekiwac od kobiety zeby w 4 dni po porodzie leciala do pracy na 12 godzin.
Ale np mlode malzenstwo bez dzieci? Ona w domu i sie nim "zajmuje". To znaczy co, dotrzymuje towarzystwa scianom? Bo przecie pralka szmaty sama wypierze, zmywarka zalatwi zmywanie, kurzy nie sciera sie codziennie a i podlogi, o ile sie z gownem codziennie nie bijemy, nie wymagaja codziennego polerowania. Zupa rowniez nie wymaga umiejetnosci zgola szefa kuchni w Hiltonie. Wiec co robia te kobiety ktore szumnie mowia "Zajmuje sie domem"?
179 2012-05-13 15:09:17 Ostatnio edytowany przez katbe (2012-05-13 15:28:55)
uwielbiam dowcipy
;)
podobno umiem je opowiadać ![]()
jak na imprezie trafi się ktoś jeszcze, wtedy sypią się jak z rękawa...
ale muszą mieć to coś
o czym pisała Olinka
żarty inteligentne (te bawią mnie do łez), pełne dwuznaczności, dystansu do siebie, bez względu na to czy rubaszne, czy jakiekolwiek inne.
nie znoszę prymitywnych ![]()
Alergicznie natomiast nie znoszę (!) tzw. kawałów.
te tzw. kawały, o których piszesz, to jakiś rodzaj dowcipu?? Nie bardzo rozumiem, co masz na myśli.... podaj jakiś przykład ![]()
180 2012-05-13 15:23:15 Ostatnio edytowany przez katbe (2012-05-13 15:29:51)
No i zarzuce inny temacik...Co wy rozumiecie przez pojecie "zajmowania sie domem?" I ile wam to zajmowanie sie nim zajmuje?
całe życie zajmuję się domem
:D
to znaczy... dom jest na mojej głowie i zawsze był
nie przeszkadza mi to w niczym....
mogę pracować zawodowo, studiować, odwiedzać znajomych, jeździć po świecie, śpiewać w chórze, chodzić na jogę...
to tylko kwestia organizacji
:)
jeśli jednak mam być szczera to wolę pichcić niż sprzątać ![]()
Wiec co robia te kobiety ktore szumnie mowia "Zajmuje sie domem"?
nie mają pomysłu na życie...
siedzą i czekają, aż ktoś im coś podsunie, załatwi pracę czy popchnie do działania..
to bardzo wygodne... ![]()
Katbe, kawał to taki właśnie żart, opowiedziany i przekazywany z ust do ust, a ja wolę żarty sytuacyjne, coś co wychodzi spontanicznie. Owszem, są świetne żarty z gatunku dowcipów (czy nie wiem jak to inaczej wytłumaczyć), ale kiedy jest ich zbyt dużo (właśnie tych prymitywnych), to potrafią zepsuć każdą imprezę czy spotkanie. No po prostu nie lubię i już.
Sadie, moim zdaniem zajmowanie się domem nie jest niczym nagannym czy uwłaczającym, w końcu chyba każda z nas się nim zajmuje, problem zaczyna się wówczas kiedy to staje się życiową misją, jedynym celem i zajęciem, czymś co zajmuje cały dzień i jest przyczyną uwsteczniania się. Ja zresztą nie uważam, że trzeba koniecznie pracować zawodowo, ważne jest natomiast, żeby mieć bogate, pełne pasji życie, rozwijać się, być osobą ciekawą świata, interesującą, jednym słowem nie stać w miejscu, a wciąż gnać do przodu.
182 2012-05-13 17:44:14 Ostatnio edytowany przez maugosha (2012-05-13 18:22:38)
Dziewczyny sex party robi sie najczesciej z jakiegos powodu ... z powodu slubu ( paniejskie) z powodu "rownych" urodzin np na czterdziestek czy z jakiegos innego powodu ... egzaminow, awansow i t d ...
A jak wyglada? po prostu zaprasza sie przedstawicielke dystrybutora gadzetow seksualnych na pokaz do domu...
Zamawia sie zarlo z restauracji i pije sie dobre wino ..albo co kto lubi
![]()
Potem maca sie, wacha, smakuje wszystko co przedstawicielka przyniesie do pokazu, a czasem ma ze dwie walizy
- zartujac przy tym do woli ...
No oczywiscie, wszystko zalezy od sprzedajacej bo ta musi miec troche wigoru checi i dobrze opowiadac co i jak, i do czego sluzy, ale na ogol to jest kupa smiechu ,sex-zartow i zakupy ktore na ogol sa subtelne ale majac wizytowke pani sprzedajacej mozna zawsze cos dokupic pozniej jak by sie chcialo
...
W ten sposob zostalam wlascicielka olekow smakowych ktore mozna zrec, roznego rodzaju sex gier ( typ kostki, karty ), seksowa bielizne , mam nawet taki cos , w co sie reca zakowa ( noz kurna zapomnialam jak sie nazywa) tyle ze zabawkowe z rozowym futerkiem jak na zdjeciu i jescze moze czegos ale nie pamietam czego ...
mam nawet taki cos , w co sie reca zakowa ( noz kurna zapomnialam jak sie nazywa) tyle ze zabawkowe z rozowym futerkiem
Kajdanki Gosia
:D
wszystko wskazuje na to, że masz kajdanki.... pięknie!!
dałaś się już skuć?
a na takim party to same baby? czy mieszanka towarzyska? ![]()
w mojej okolicy takiej tradycji niet ![]()
a szkoda
:D
co do ZAJMOWANIA SIĘ DOMEM; jeśli jest taka sytuacja jak piszesz, Sadie, to jest to zawężenie swej roli życiowej do odkurzacza, zmywarki, żelazka i firmy cateringowej.
No, chyba że ktoś jak napisała bodajże Olinka ma jakieś wyższe cele niż obracanie się po metrażu kwadratowym tudzież pobliskim spożywczaku. Kto nie idzie do przodu ten się cofa- nic bardziej prawdziwego.
Raczej należałoby sobie odp. na pyt.: Dlaczego tak bardzo nie chcę wyjśc z domu ?
185 2012-05-13 18:20:38 Ostatnio edytowany przez maugosha (2012-05-13 18:26:30)
Katbe to zalezy ... w wiekszosci, ja wole te same babskie spotkania ale zdarzylo sie i mieszane towarzystwo
gadzety dla facetow tez sa boskie
mozna naprawde pekac ze smiechu a zwlaszcza jak facet oglada babskie zabawki ![]()
A skuc sie nie dalam ( kontrole nad wszystkim miec musze
) ale w formie dekoracji wisialy na lozku
:D
Maugosha, jesteś boska! Już wiem co będzie na kolejnym panieńskim lub na mojej czterdziestce
. To jest good idea, naprawdę! ![]()
Cat, no właśnie, niektóre kobiety tak kurczowo trzymają się tego domu, że wmawiają sobie i otoczeniu, że są tam niezbędne przez 24h/dobę, a tak naprawdę to one same nie potrafią poza jego próg zrobić kroku. Zwykle to zasiedzenie w domu odbiera im odwagę, poczucie wartości i to dlatego po dłuższej przerwie boją się na przykład wrócić do pracy czy wyjść do ludzi. W skrajnych przypadkach nabiera przybiera to wręcz wymiar czegoś na kształt fobii społecznej Niestety z czasem ta sytuacja głównie się pogłębia i jeśli nie zdarzy się coś, co je do tego zmusi, jest naprawdę ciężko.
Podam taki przykład: mojej koleżanki mama wiecznie narzeka, że do wszystkiego jest sama, wciąż ma huk roboty, nikt jej nie pomoże i tak dalej, ale kiedy ktoś usiłuje ją w czymkolwiek wyręczyć to ta, że nie, bo nie trzeba, bo ona zrobi to lepiej, a tak naprawdę chyba czuje, że potrzebuje wszystkim udowodnić, że ona zawsze musi być w domu, bo inaczej ten dom przestanie funkcjonować.
Nie oszukujmy się, zajmowanie się domem i praca w nim to zajęcie na pełen etat, bardzo czesto bez urlopow i weekendów. Jest to ciężka i nużąca robota. Niemniej jednak jak ze wszystkim można sobie poradzić i tak zorganizować czas by nie stać się niewolnikiem tego domu.
Mysle ze najgorzej maja kobiety, ktore uwazaja ze musza sobie ze wszystkim poradzić same i, na ten przyklad, zamiast uczyć dzieci od małego sprzątania i pomagania, to biegają za nimi z kanapkami, jednocześnie zbierając zabawki i pranie, które ładują do pralki mieszając łyżką w garnku i szorując nogami, bo podłogę trzeba wyfroterować. A potem mają pretensje, że nikt im nie pomaga. Już nawet nie mam na myśli męża a właśnie te dzieci, ktore przecież bez wzgledu na wiek sa pełnoprawnymi mieszkancami tego domu, a wiek nie zwalnia ich z podstawowych obowiązkow.
No cóż kiedyś gospodyni domowa to był ktoś a teraz to raczej pilot wielofunkcyjny off- on i od czasu do czasu gimnastyka ze sprzętem nie zautomatyzowanym .
Jestem matka,gospodynią
domową i pracownikiem odpadła mi funkcja żony - pilot do telewizora jest mój ![]()
A że panie narzekają rany mamy to w zestawie podstawowym kobiety ![]()
Narzekanie bierze się z frustracji, a frustracja ze złych wyborów życiowych, a żeby je dobre podejmowac to trzeba mieć rozum
albo chociaż zdolność słuchania innych i wyciągania wniosków.
racja ![]()
albo chociaż zdolność słuchania innych i wyciągania wniosków.
to akurat przychodzi z wiekiem ![]()
obserwuje się jeszcze narzekanie jako zwracanie na siebie uwagi..
racja
Teo napisał/a:albo chociaż zdolność słuchania innych i wyciągania wniosków.
to akurat przychodzi z wiekiem
Oooo polemizowalabym. Przychodzi z wiekiem u tych, ktore przejawiaja myślenie juz wczesniej ![]()
Zwracanie na siebie uwagę? Hmm... też, albo podkreślenie jak bardzo jest zapracowana i jaka "dzielna" jest mimo przeciwności losu.
CIĘŻKA PRACA W DOMU........... zwłaszcza w dobie pralek, zmywarek, kuchenek elektrycznych i ogrzewania gazowego
To trochę, takie tłumaczenie przypomina mi pracownika, który nudzi się w biurze, ale udaje że coś robi bo w końcu tam pracuje. Niby narzeka, ale jednocześnie nie zamieniłby tej pracy bo boi sie większej odpowiedzialności.
Come on.. kto całymi dniami, godzinami sprzata, prasuje, gotuje, myje? Jak tak to już większa korzyść zatrudnić sie jako sprzataczka w hotelu: i można się spełniać sprzatając i jeszcze zarobić na waciki ![]()
Oooo polemizowalabym. Przychodzi z wiekiem u tych, ktore przejawiaja myślenie juz wczesniej
a nie wydaje ci się Teo, że czym człowiek młodszy, to nie chce słuchać żadnych, dobrych rad?
nawet jak przejawia myślenie, to robi po swojemu..
czasami trzeba się dopiero sparzyć, żeby wyciągnąć wnioski na przyszłość..
mniej więcej to miałam na myśli ![]()
CIĘŻKA PRACA W DOMU........... zwłaszcza w dobie pralek, zmywarek, kuchenek elektrycznych i ogrzewania gazowego
To trochę, takie tłumaczenie przypomina mi pracownika, który nudzi się w biurze, ale udaje że coś robi bo w końcu tam pracuje. Niby narzeka, ale jednocześnie nie zamieniłby tej pracy bo boi sie większej odpowiedzialności.
Come on.. kto całymi dniami, godzinami sprzata, prasuje, gotuje, myje? Jak tak to już większa korzyść zatrudnić sie jako sprzataczka w hotelu: i można się spełniać sprzatając i jeszcze zarobić na waciki
Nie zgodzę się. Pralki i suszarki wiele ułatwiają, ale nie trzeba chodzić ze szmaatką i czyścić wszystkiego na wysoki połysk, żeby się nachodzić i napracować w domu. Oczywiście łatwiej jest tym, którzy mieszkają we dwoje w niewielkim metrażu. Schody zaczynają się, gdy rodziny jest więcej i więcej przestrzeni domowo- ogródkowej.
Tez sie nie zgadzam z Cat ... jak bym chciala to bym pracowala w domu 24/7 ... tyle ze ja nie chce i mam wymagania
I prawda jest tez ze im wiecej ludzi i przestrzeni tym wiecej pracy zwlaszcza, jak sie nie wymaga od rodziny czagos a chce sie by dom wygladal w miare ok ...