O, no ja mam podobnie.... tzn. wewnątrz ani nie zaprzeczam, ani nie zwalam winy na kogoś innego lub coś inne.
A na zewnątrz... też różnie to bywa. Jak sięgam pamięcią, zawsze czułam się odpowiedzialna za każdą pracę, jaką wykonywałam, bez względu co to było i nawet jeśli przyprawiało mnie to o mdłości lub bezsenne noce.
Pracowałam w firmie, w której szef pokładał wielkie nadzieje w moich kompetencjach, których... nie miałam. Powiedziałam mu, że szybko się uczę i żeby się nie martwił. Nie martwił się
Ale kosztowało mnie to wiele nerwów by spartoliłam dokładnie całą robotę (papierkową, pamiętam
) a gdy tylko się zorientowałam -a nie była to kwestia kserówek - próbowałam w jeden dzień wszystko naprawić. Ale się nie dało za bardzo.
1 366 2013-09-25 14:47:13
Podobne tematy
1 367 2013-09-25 14:50:25
Hahaha, dobra jesteś!
A co szef na to, kiedy zobaczył ostateczny efekt?
1 368 2013-09-25 14:58:45 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2013-09-25 14:59:53)
Nie wiem, bo nigdy się nie przyznałam- próbowałam wszystko naprostować za pomocą "ludzi kompetentnych"
Tzn. nieeee, ja im nie powiedziałam: Anka, spartoliłam zamówienia, ratuj!!! - ale to wyglądało mniej więcej tak: - Anka, a powiedz mi, ten klient z Chin to bardzo czepialski jest (choć w środku bulgotał we mnie gorący gulasz) lub: - Ankaaa, a ten segregator (który cały spartoliłam)to jakiś ważny jest dla firmy?
Tak naprawdę mogłam wtedy iść do szefa i powiedzieć: Szefie, ten taki segregator (.....) to trzeba kupić nowy
A tak w ogóle poniosę konsekwencje swego czynu.
Jednak wtedy, mając lat bodajże 22 i gdy ledwo co wyniosłam się z domu i na nowy dom musiałam zapracować, perspektywa wyrzucenia z pracy mnie przytłaczała. Plus wilczy bilet - bo tak to widziałam. Nagle sytuacja wydała mi się bez wyjścia. Choć ono przecież było.
Ten temat przyszedł mi na myśl, bo dziś rozmawiałam ze znajomą kobietą, która obecnie ma podobną historię, pracuje w architekturze i tragicznie pomyliła się co do zamówienia domu klienta. Detali nie znam, ale chodzi z gorączką
Zgadnijcie co jej poradziłam? ![]()
1 369 2013-09-25 15:02:21
Zgaduję - poradziłaś jej ,,tuszuj sprawę!" ![]()
Nie no, w tak drastycznej, zawodowej sytuacji, to ja chyba nie byłam
.
No dobrze, ale rozumiem, że Ty ostatecznie poradziłaś sobie z wyprostowaniem tego, co spartoliłaś i nikt nie zorientował się, że z tym zamówieniam czy segregatorem coś, kiedyś, było nie tak? ![]()
1 370 2013-09-25 15:05:36
Otóż nie! Oczywiście poradziłam, że najlepiej byłoby się do wszystkiego przyznać, mieć czyste sumienie. I nagle wydało mi się to proste
Ona na to, że chętnie by to zrobiła, ale musi liczyć się z tym, że będzie musiała zamknąć firmę, być może czeka ją proces sądowy. No i cóż.... można się zawahać.
Moja koleżanka ma okropny dług finansowy, komornik siedzi jej na karku. Spłacała regularnie do pewnego czasu. Potem zniknęła na kilka lat, przestała spłacać. Postanowiła komornika odwiedzić ponosząc wszelakie konsekwencje.
1 371 2013-09-25 15:17:45
Tak, można się zawahać. Tu wróciłabym do swoich poprzednich wywodów, że warto wybrać mniejsze zło.
W sytuacji Twojej koleżanki uciekanie od długu wykończyłoby ją chyba psychicznie. Moim zdaniem lepsza jest, nawet bardzo trudna, sytuacja, w której człowiek wie na czym stoi niż ciągły strach, że kiedyś ją dopadną, połączony z paskudną niewiedzą kiedy. W każdym razie współczuję...
Aaaa... Pamiętajcie, że jeśli pani z banku dzwoni do Was, że jest jeszcze jeden dokument do podpisania, to on na pewno był już podczas poprzedniej wizyty, ale to pani o nim zapomniała
.
1 372 2013-09-25 15:32:10 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2013-09-25 15:37:57)
Moja koleżanka naprawdę była gotowa iść siedzieć za długi. Ale .... nie poszła ![]()
A co z racją.... gdy chodzi o nasz autorytet? Tu, na forum jest świetne miejsce do tego
Mało kto chce się mylić, mało komu podoba się odpisać: "Masz rację (a ja się mylę)" bez ALE. Lub "przepraszam".
1 373 2013-09-25 17:25:56
Ja przyznaję się.
Konstruktywnie ![]()
1 374 2013-09-26 10:17:03
Ja przyznaję się.
Konstruktywnie
Zawsze i wszędzie?
A co do forum, tak to bywa bolesne- człowiek chciał wyjść na alfę i omegę, Gandalfa a się nie udało ![]()
1 375 2013-09-26 11:19:59 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-09-26 11:25:47)
hm... napisał/a:Ja przyznaję się.
KonstruktywnieZawsze i wszędzie?
![]()
A co do forum, tak to bywa bolesne- człowiek chciał wyjść na alfę i omegę, Gandalfa a się nie udało
Raczej zawsze.
Nawet tu.
Nie jestem doskonała i wcale się tego nie wstydzę.
1 376 2013-09-26 11:27:18
Przed samą sobą chyba zawsze umiem się przyznać do błędu.
Przyznanie się przed innymi traktuję jako środek do osiągnięcia celu
Tzn. przyznaję się wtedy, kiedy miałoby to przynieść jakąś korzyść (dla mnie lub dla kogoś innego). W innym przypadku nie widzę sensu upubliczniania swoich potknięć.
1 377 2013-09-26 11:31:13 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-09-26 11:34:49)
Nie potrafię ubrać w słowa ![]()
1 378 2013-09-26 16:40:22
W pracy mam o tyle ciekawie ze istnieje, mozna to ujac, dowolnosc interpretacji pewnych dzialan i jesli potrafie uzasadnic czemu zrobilam tak a nie inaczej to nic mi nie zrobia. Firma stanie za mna murem. Chyba ze jawnie zlamie przepisy ale tego nie robie.
W domu to zasada jest prosta, jesli potrafi mi sie udowodnic ze sie myle to nie ma problemu. Przyznam sie. Nie zalezy mi na tym by byc nieomylna.
Tylko ze strasznie trudno jest mi to udowodnic ![]()
1 379 2013-09-27 17:24:21
Olinka napisał/a:Nie znaczy to jednak, że od czasu do czasu nie mam ochoty pobyć w samotności, wykopać męża na kilka dni z domu, odpocząć, oderwać się od jego towarzystwa. Mało tego, czasem okazuje się to wręcz konieczne - dla mojego zdrowia psychicznego, ale też, aby pozwolić wzajemnie za sobą zatęsknić
.
Ja mam podobnie acz w druga strone - wole sama dokads wybyc na pare dni:)) Poszlajac sie po knajpkach, zrelaksowac w jakims hotelowym SPA, bezkarnie posiedziec pol dnia u fryzjera i kosmetyczki, poszalec w sklepach, delektowac sie ponad godzine hotelowym super sniadaniem i ogolnie robic to, na co mam tylko ochote, czas i fundusze:)) Potem pakuje prezenty dla rodzinki i stesknoina pedze na lotnisko i do domu;) Takie chwile odpoczynku sa bardzo zdrowe dla kazdego zwiazku:)
Ech, no wlasnie. Ja ostatnio zaplanowalam wyjazd 3 dniowy - polsluzbowy, - moj mąz uznal, ze pojedzie ze mna, zeby mi sie nie nudzilo.., a ja nie bardzo potrafilam mu powiedziec, ze wolalabym jechac sama, - wlasnie zeby troche odpoczac (takze od niego) i troche moc zatesknic. W efekcie spedzilam 3 dni warcząc na niego i obwiniajac o zło swiata calego
Po tym zdarzeniu doszlam do wniosku, ze lepiej byc szczerym - po prostu wytlumaczyc.. i zrobic zgodnie z tym, co chcemy.
Bardzo mi tez brakuje takiego wybyczenia sie w jakims SPA, kiedy nic nie musze, a wszyscy latają kolo mnie. Zaczynam doceniac posiadanie psiapsiolek do takich celow, albo do spotkania na kawce czy drinku wieczornym. Do tej pory mielismy z mezem wspolnych (z malymi wyjatkami) znajomych i przyjaciol i spotykalismy sie razem, - teraz to sie zmienia i wydaje mi sie, ze dobrze.
I co jeszcze. Bardzo cenie u ludzi zdolnosc szczerego przyznania sie do błędu. Na gruncie towarzyskim sama staram sie (oczywiscie nie zawsze wychodzi) przyznac do błedu, bo jestem zdania, ze to umacnia znajomosc - warto tez pomoc osobie, ktora chce to zrobic w taki sposob, by mogla wyjsc z twarzą. I wtedy oczywscie stawiamy gruba kreske, zadnego tam wypominania po czasie. Zawodowo/w pracy chyba trudniej.
1 380 2013-09-30 17:07:07
Słuchajcie, mam takie pytanie..... czy potraficie się przyznać do błędu?
Zanim rzucicie się z odp. TAK, JASNE! - zastanówcie się nad tym
Czy ZAWSZE bez względu na rezultat (np. konsekwencje) potraficie się i jesteście gotowe przyznać się do błędu, który zaważył np. na Waszej pracy czy relacji z innymi ludźmi ?
Uhh...
Kiedyś popełniłam błąd w pracy, przyznałam się, mimo iż mogłam to ukryć... Dostałam po kieszeni wtedy, ale dziś myślę, że teraz postąpiłabym tak samo. Za błędy się płaci, no i zapłaciłam. Miłe to nie było, ale sumienie czyste.
Teraz i ja mam do Was pytanie:
jak przekonać bliską mi osobę (przyjaciółkę) do tego by stała się Zołzą, jak ją tego nauczyć?
Dostaje po dupie w pracy nieźle, na jej miejscu bym zrobiła tam porządek, ale ona tak nie potrafi, ma za "miękkie" serce.
kiedy jej tłumaczę, że w takim razie musi mieć twardą dupę, mówi wiem, ale ja tak nie umiem....
Ręce mi opadają, bo kobitka super, zgrabna, wykształcona, zdolna, tylko mało asertywna, mało przebojowa...
W domu płacze, w pracy "kładzie" po sobie uszy...
Nie zasługuje na to... Jak ją nauczyć tej prawdziwej "zołzowatości"???
Pomóżcie!
1 381 2013-09-30 22:12:05
Pyskata jeszcze jej życie porządnie nie dokopało
Przychodzi taki moment, czasem zwany kryską na Matyska, że człowiek niezależnie od płci w końcu sprzeciwia się, w środku a potem na zewnątrz.
Uważam, że osoby mające z tym problem- również do nich kiedyś należałam- nie potrafią znaleźć równowagi i to jest cały problem braku zołzowatości.
Ja np. sądziłam, że mogę się albo na wszystko zgodzić, albo nie zgodzić na nic. W końcu udało mi się znaleźć jakiś balans i wybieram rzeczy, które.... w najgorszym wypadku nie są dla mnie katorgą. Ale już bez wmawiania sobie, że nie są.
1 382 2013-09-30 23:27:16
Pyskata, moim zdaniem, aby być zołzą przez duże ,,Z", kobieta albo musi się z tym urodzić, albo SAMA do tego dojrzeć. Tutaj niczego nie da się wypracować na siłę.
1 383 2013-10-01 12:15:09
Pyskata, moim zdaniem, aby być zołzą przez duże ,,Z", kobieta albo musi się z tym urodzić, albo SAMA do tego dojrzeć. Tutaj niczego nie da się wypracować na siłę.
Ani nikogo zmusić. ![]()
Jedynie on sam może.
1 384 2013-10-01 12:22:06
No raczej
W końcu każdy kiedyś tą zołzą został ![]()
1 385 2013-10-01 13:10:00
No ale może w przypadku niektórych zawsze nią był. Co myślisz? ![]()
1 386 2013-10-01 13:10:41
Pewnie tak. Jednak definicja zołzy jest moim zdaniem nadal dość płynna ![]()
1 387 2013-10-01 13:15:22 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-10-01 13:16:19)
Mnie słoeo zołza nie kojarzy się tak jak tutaj przedstawione zostaje.
Mnie raczej kojarzy się tsk jak w słowniku, że to dokuczliwa, kłótliwa kobieta, inaczej jędza.
Tak jak w linku, który podrzucę zainteresowanym.
Catwoman podrzucam Ci.
1 388 2013-10-01 13:16:47
Mnie też
Ale cieszę się, że Sadie założyła tę Netkafejkę, w której nie trzeba silić się na polityczną poprawność;)
1 389 2013-10-01 13:18:14
Mnie też
Ale cieszę się, że Sadie założyła tę Netkafejkę, w której nie trzeba silić się na polityczną poprawność;)
Słusznie. ![]()
1 390 2013-10-02 15:22:24
Dzięki ![]()
Ja o tym wiem, a ona, mimo iż życie nieźle jej dokopało, jeszcze do tego punktu nie doszła.
Co do definicji Zołzy - ja się czuję Zołzą przez duże "Z" - nie dam sobie wejść na głowę, napluć w kaszę i inne takie, ale wredna i suczliwa nie jestem, nie potrafię świadomie komuś dowalić, dopiec, z czystej złośliwości (zołzowatości) tylko.
Zołza przez małe "z" to ta prawdziwa, zrzędliwa, kłótliwa baba, w dodatku przeraźliwie głupia i ograniczona.
1 391 2013-10-03 08:52:21 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2013-10-03 08:56:26)
Hej, moje Zolzy niepoprawne politycznie
.
Ja tez lubie te kafajke i tu czuje sie najbardziej "w domu" - lubie atmosfere ciszy i spokoju ![]()
Pyskata, dobra z Ciebie przyjaciólka
- co mozesz zrobic i jak jej pomoc? Uwazam, ze mozesz duzo. Ja bym stawiala
1. na analizowanie konkretnych sytuacji - w pracy, w domu. Pokazac jej, ze w taki czy inny sposob jest wykorzystywana - razem z nia zrobic bilans zyskow i strat danej sytuacji, bo - to bardzo wazne, - z obecnego stanu rzeczy ona odnosi tez korzysci. Analizowac bledy, i przewidywac inne postepowanie na przyszlosc. Pomalutku, malymi kroczkami, dwa kroki do przodu, krok do tylu - i sluchac, co mowi! i w pore reagowac
- jak mowi, ze nie umie, no to na to jest odpowiedz -" A chcesz sie nauczyc?
bo juz niejeden sie nauczyl"
- i od tego zalezy dalsze postepowanie przyjacielskie
. Tylko raczej odnosic to do konkretnej sytuacji i konkretnej rzeczywistosci. Piszesz, ze zycie jej dokopalo - byc moze kreci sie w kolko, powtarzajac te same bledy, i tylko ktos (widzę tu Ciebie w tej roli
) moze jej pomoc. Tylko ona tez musi tego chciec.
2. wsparcie - ale na zasadzie wzmocnienia momentow, kiedy "sie przebija" do lepszego - nie umiem tego jasno okreslic, ale zauwazylam, ze praca kazdego czlowieka nad soba jest troche jak sinusoida, sa gory i doliny, albo stare i nowe, - wiec wzmacniamy te nowe maxima, a oslabiamy, czyli nie utwierdzamy w niedoli starych minimow.
Takie mam zdanie i strasznie lubie o tym rozmawiac ![]()
Co do dopiekania i zozlowatosci - dowalanie komus dla wlasnej satysfakcji i checi "bycia gora" jest strata energii (pomijajac to, ze jest po prostu niesmaczne), wiec razcej staram sie tego unikac, - choc umiem dopiec bardzo zlosliwie, - wykorzystuję to w wyjatkowo skrajnych sytuacjach, np, w obronie kogos, kiedy widze, ze dzieje mu sie ewidentna krzywda. Wtedy nadstawiam dupe i czasem to sie na mnie odbija.
A z innej beczki - mam pytanie. Czy znacie jakies jezyki obce? W jaki sposb sie uczylyscie? I podstawowe pytanie - jak zachecic dzieci?! Ja zrobilam w tym temacie sporo bledow (duuuzo by pisac) - w rezultacie malo co umiem. Nie chce, zeby moje dziewuszki jezykowo wyladowaly tak samo - macie jakies pomysly, zeby za szybko ich nie zniechecic?
1 392 2013-10-03 09:09:02
Benita, pojechać za granicę i tam sir przekonają co można zdziałać bez znajomości języka.
Ja znam angielski.
1 393 2013-10-04 15:22:41
1. na analizowanie konkretnych sytuacji - w pracy, w domu. Pokazac jej, ze w taki czy inny sposob jest wykorzystywana - razem z nia zrobic bilans zyskow i strat danej sytuacji, bo - to bardzo wazne, - z obecnego stanu rzeczy ona odnosi tez korzysci. Analizowac bledy, i przewidywac inne postepowanie na przyszlosc. Pomalutku, malymi kroczkami, dwa kroki do przodu, krok do tylu - i sluchac, co mowi! i w pore reagowac
- jak mowi, ze nie umie, no to na to jest odpowiedz -" A chcesz sie nauczyc?
bo juz niejeden sie nauczyl"
- i od tego zalezy dalsze postepowanie przyjacielskie
. Tylko raczej odnosic to do konkretnej sytuacji i konkretnej rzeczywistosci. Piszesz, ze zycie jej dokopalo - byc moze kreci sie w kolko, powtarzajac te same bledy, i tylko ktos (widzę tu Ciebie w tej roli
) moze jej pomoc. Tylko ona tez musi tego chciec.
Ona chce, tylko nie jest na to gotowa, bo zmiany, które powinna wprowadzić, zmieniły by jej życie diametralnie. No i dlatego sie ich boi.
Analizowałyśmy nie raz, te same wnioski nam się nasuwały, tylko gorzej z realizacją.
2. wsparcie - ale na zasadzie wzmocnienia momentow, kiedy "sie przebija" do lepszego - nie umiem tego jasno okreslic, ale zauwazylam, ze praca kazdego czlowieka nad soba jest troche jak sinusoida, sa gory i doliny, albo stare i nowe, - wiec wzmacniamy te nowe maxima, a oslabiamy, czyli nie utwierdzamy w niedoli starych minimow.
Święta prawda!
Ja z reguły odnoszę małe sukcesiki wyłącznie przy maximach, minima mnie zatrzymują, jeśli nie uwsteczniają
Ale to raczej większość tak ma.
macie jakies pomysly, zeby za szybko ich nie zniechecic?
A w jakim są wieku?
Ja znam angielski, maleńkie podstawy niemieckiego, co nieco pamiętam z rosyjskiego i po hiszpańsku powiem ze 3 zdania ![]()
A poliglota ze mnie jak z koziej doopy trąba.
A, jeszcze jeden język - rękijski - jak nie umiem powiedzieć obcokrajowcowi o co chodzi, to pokazuję rękami ![]()
1 394 2013-10-07 08:29:03
Moje dziewczynki maja starsza 8 i pol, mlodsza 6 - czyli wydaje mi sie, ze dobra pora na poczatki - ucza sie niby w szkole i przedszkolu angielskiego, ale jakos nie mam przekonania do takiej nauki, bo male efekty sa - przez kilka lat nauki przedszkolnej mala nie potrafi przeprowadzic najprostszej rozmowy typu - jak masz na imie, gdzie mieszkasz, za to sa notorycznie odpytywane ze znajomosci pojedynczych slowek, ktorych potem nie umieja uzyc w zdaniu. I robilam sonde wsrod jej rowiesnikow, by wykluczyc ewentualnosc tumaństwa jezykowego u niej, ale nie - wszystkie mniej wiecej dzieci ida tak samo.
A rękijski jest jak najbardziej przydatny, mnie niestety najbardziej tego brakowalo
- moj tata, poliglota, geniusz i pedant jezykowy wpedzil mnie w kolejną traumę ;D , bo podczas nauki jezyka najbardziej dbal o dokladnosc wymowy i poprawnosc gramatyczną, - skutek byl oczywiscie taki, ze sie zacielam. Do tej pory łapię sie na tym, ze za granica zamiast probowac sie dogadac zastanawiam sie, czy to bedzie prawidlowo powiedziane. Dlatego sobie obmyslam plan dla moich dziewczyn, jak to zrobic, zeby przed wszytskim nie wstydzily sie rozmawiac w obcym jezyku.
Rękijski ![]()
hm, za granicą bedziemy dopiero w styczniu, a ja bym chciala juz
pyskata, byc moze przyjaciolka potrzebuje czasu, by sobie wszystko przemyslec - dobrze, ze nie mowi "nie da sie". Czesto tez boimy sie czegos, co wcale nie musi nastapic w wyniku naszych postanowien - np - boimy sie, ze jesli postawimy sie szefowi, to nas zwolni, - tymczasem moze byc tak, ze wlasnie doceni nasza postawe. Albo w domu - ze jesli postawimy na siebie, to domownicy beda niezadowoleni i zareaguja w sposob przykry dla nas. Tymczasem rzeczywistosc moze byc zupelnie inna - warto wiedziec na poczatek, czego konkretnie sie boimy. I nad tym zastanowic.
A bac sie nie jest wstyd
Tylko lek nie powinien byc czynnikiem,ze tak powiem, blokujacym.
pa, Zołzy
1 395 2013-10-07 15:05:15 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-10-07 15:06:38)
No to może jakieś zajęcia dodatkowe.
Fajnie byłoby jakby mogły sobie pogadać z rówieśnikami.
W kwestii przyjaciółki to przecież mówienie -nie, nie musi oznaczać stawiania się.
Może ta dziewczyna obawia się tak bardzo reakcji innych, że jedyna postawa jaką potrafi wykazać to podporządkowanie.
1 396 2013-10-09 11:01:17
Mam pytanie do Zołz: czy zdecydowałybyście się na wspólne życie ze swoim mężczyzną "w bogactwie i biedzie" ? Naświetlę: raz macie pieniądze, raz nie macie, a mimo to decydujecie się żyć razem i razem przeżywać życie takie, jakie ono w danym momencie jest.
1 397 2013-10-09 11:11:35
Mam pytanie do Zołz: czy zdecydowałybyście się na wspólne życie ze swoim mężczyzną "w bogactwie i biedzie" ? Naświetlę: raz macie pieniądze, raz nie macie, a mimo to decydujecie się żyć razem i razem przeżywać życie takie, jakie ono w danym momencie jest.
Oczywiście.A da się żyć z innym podejściem?
1 398 2013-10-09 11:15:09
Da się.
Wiesz, tu chodzi o decyzję na starcie, nie gdzieś w środku, gdy się okazuje, że partner nagle traci pracę czy macie długi. Tylko na samym starcie: czy w ogóle zainteresowałby Cię/Was ktoś, kto
a) żyje od pierwszego do pierwszego, ale Cię kocha, czujesz, że to Twoja bratnia dusza.
b) pieniądze nie mają dla niego zbyt wielkiego znaczenia, wychodzi z założenia, że to rzecz nabyta. Ale Cię kocha, czujesz, że to Twoja bratnia dusza.
c) ma jakieś tam długi z przeszłości, może komornika na karku. Ale Cię kocha, czujesz, że to Twoja bratnia dusza.
1 399 2013-10-09 11:26:26
AAha.Myślałam , ze chodzi Ci o takie bardziej wypadki losowe, że ktoś nagle straci pracę itd, albo ogólnie nie ma pieniędzy, ale stara sie zdobyc pracę, która by
była w miarę stała i finansowo korzystna ( nie mówię o tym , żeby zarabiać 10 000zł, ale jak ktoś twierdzi, że wystarczy mu 1000 to cienko to widzę).
Da się.
Wiesz, tu chodzi o decyzję na starcie, nie gdzieś w środku, gdy się okazuje, że partner nagle traci pracę czy macie długi. Tylko na samym starcie: czy w ogóle zainteresowałby Cię/Was ktoś, kto
a) żyje od pierwszego do pierwszego, ale Cię kocha, czujesz, że to Twoja bratnia dusza.
Jeżeli nie jest problemem, że może być tak , ze to Ty będziesz utrzymywała siebie, partnera i ewentualne dzieci, to można tak żyć.Ale ja abym tak nie chciała.
b) pieniądze nie mają dla niego zbyt wielkiego znaczenia, wychodzi z założenia, że to rzecz nabyta. Ale Cię kocha, czujesz, że to Twoja bratnia dusza.
Jak wyżej. Nie wyobrażam sobie (już przejaskrawiając), że partner mówi " co tam pieniądze, wystarczy sam makaron na obiad, ja więcej nie potrzebuję."Albo potrzeba
dziecku nowego ubranka, a on nigdy nie ma na takie wydatki.W ogóle nie ma na żadne domowe wydatki, przeciez kto inny kupi, więc dla niego nie ma problemu.
c) ma jakieś tam długi z przeszłości, może komornika na karku. Ale Cię kocha, czujesz, że to Twoja bratnia dusza.
Jakie długi? Jeżeli zdarzyło mu się w życiu potkniecie, np podżyrował komus cos a teraz musi spłacać, to ok. Ale jeżeli jego sposób na życie to tu pożyczyć, tam oddać
zaciągnąć kilka pożyczek jednocześnie, to dla mnie jest duży problem. Po ślubie jeżeli jest wspólne mieszkanie, to może wkroczyć komornik i co wtedy?
1 400 2013-10-09 11:52:36
Da się.
Wiesz, tu chodzi o decyzję na starcie, nie gdzieś w środku, gdy się okazuje, że partner nagle traci pracę czy macie długi. Tylko na samym starcie: czy w ogóle zainteresowałby Cię/Was ktoś, kto
a) żyje od pierwszego do pierwszego, ale Cię kocha, czujesz, że to Twoja bratnia dusza.
b) pieniądze nie mają dla niego zbyt wielkiego znaczenia, wychodzi z założenia, że to rzecz nabyta. Ale Cię kocha, czujesz, że to Twoja bratnia dusza.
c) ma jakieś tam długi z przeszłości, może komornika na karku. Ale Cię kocha, czujesz, że to Twoja bratnia dusza.
Do Zolz generalnie nie naleze (na forum) ale sie wypowiem, bo troszke jestem w temacie.
Odpowiadajac na powyzsze pytania napisze NIE. Z bratnia dusza to ja moge sobie przy ognisku posiedziec, ballad posluchac i kielbaski poopiekac. Ale partner musi przejawiac takie cechy jak : przedsiebiorczosc, ambicje i odpowiedzialnosc. Opis domniemanego partnera w tych pytaniach takie cechy wyklucza.
Roznie sie w zyciu uklada, raz czlowiek jest na wozie (ma prace i kase) a raz pod wozem (ani pracy ani kasy albo malo kasy). Grunt, zeby z tej sytuacji pod wozowej chciec i starac sie wszelkimi silami wyjsc, a nie uczepic dyszla i tam juz zawisnac na stale.
Moj partner przyjezdzajac z dalekiego kraju do mnie tez nie mial pracy i wielkich oszczednosci. Wiekszosc wydatkow spadla wiec na poczatku na mnie, tzn. pozostaly mniej wiecej takie same jak przed jego przyjazdem ale bez jego wkladu. Od pierwszych dni wlozyl niesamowicie duzo pracy i staran w to aby pomimo braku znajomosci lokalnego jezyka znalezc jakies zajecie, gdzies sie na poczatek zaczepic, dostac referencje i jednoczesnie uczyc nowych slowek. I choc na poczatku jego zarobki byly dosc smieszne, nigdy nie dalam mu odczuc, ze mnie zawiodl. Odwrotnie, bylam i nadal jestem dumna z tego, jak sobie sam i szybko poradzil. Nie znal ani jednego slowa w tutejszym trudnym jezyku, ani jednej osoby, ktora by mu jakas prace nagrala (ja niestety odpadalam, w naszej firmie jezyk is must) a po 2-ch tygodniach pracowal. Zmienial firmy, jego zmieniano, bo kontraktu nie bylo, ale nie rezygnowal i w efekcie ma dzis i staly etat i dobra pensje i perspektywy i jezyka tez niezle sie od kolegow nauczyl.
Wiec choc na samym starcie nie mial wiele ale mnie zainteresowal. Tylko, ze gdyby ten start nigdy nie pozostal w tyle, to juz by bylo po wspolnym biegu.
1 401 2013-10-10 08:56:02 Ostatnio edytowany przez Pyskata (2013-10-10 09:07:18)
Catwoman napisał/a:Da się.
Wiesz, tu chodzi o decyzję na starcie, nie gdzieś w środku, gdy się okazuje, że partner nagle traci pracę czy macie długi. Tylko na samym starcie: czy w ogóle zainteresowałby Cię/Was ktoś, kto
a) żyje od pierwszego do pierwszego, ale Cię kocha, czujesz, że to Twoja bratnia dusza.
b) pieniądze nie mają dla niego zbyt wielkiego znaczenia, wychodzi z założenia, że to rzecz nabyta. Ale Cię kocha, czujesz, że to Twoja bratnia dusza.
c) ma jakieś tam długi z przeszłości, może komornika na karku. Ale Cię kocha, czujesz, że to Twoja bratnia dusza.Do Zolz generalnie nie naleze (na forum) ale sie wypowiem, bo troszke jestem w temacie.
Odpowiadajac na powyzsze pytania napisze NIE. Z bratnia dusza to ja moge sobie przy ognisku posiedziec, ballad posluchac i kielbaski poopiekac. Ale partner musi przejawiac takie cechy jak : przedsiebiorczosc, ambicje i odpowiedzialnosc. Opis domniemanego partnera w tych pytaniach takie cechy wyklucza.
Dokładnie!
Sama miałam partnera, który bratnią moją duszą był, a i owszem, ale ciężko było z tego braterstwa dusz ugotować obiad, czy zrobić wyprawkę dla dziecka ![]()
Wieczne myśli: jakoś to będzie, to może od mamy pożycz; przyprawiały mnie o mdłości. Pieniądze nie miały dla niego większego znaczenia, bo ich nigdy nie miał. Gdy tylko dorwał się do jakiejś większej gotówki, natychmiast wydawał na siebie, bo jemu się przecież też coś od życia należy
A z rachunkami, zakupami, pilnymi potrzebami - użeraj się sama.
Nie, z tego opisu jawi się prawdziwy lekkoduch, niepoważnie myślący o życiu.
Pieniądze to naprawdę nie wszystko, ale bez pieniędzy ino ch... (Kiedys był taki polski film, rewelka
)
Przytoczę jeszcze jeden cytat (niestety,nie pamiętam autora, jak mi sie przypomni - dopiszę) :
"To nie pieniądze robią z faceta mężczyznę, to mężczyzna robi pieniądze".
Roznie sie w zyciu uklada, raz czlowiek jest na wozie (ma prace i kase) a raz pod wozem (ani pracy ani kasy albo malo kasy). Grunt, zeby z tej sytuacji pod wozowej chciec i starac sie wszelkimi silami wyjsc, a nie uczepic dyszla i tam juz zawisnac na stale.
Moj partner przyjezdzajac z dalekiego kraju do mnie tez nie mial pracy i wielkich oszczednosci. Wiekszosc wydatkow spadla wiec na poczatku na mnie, tzn. pozostaly mniej wiecej takie same jak przed jego przyjazdem ale bez jego wkladu. Od pierwszych dni wlozyl niesamowicie duzo pracy i staran w to aby pomimo braku znajomosci lokalnego jezyka znalezc jakies zajecie, gdzies sie na poczatek zaczepic, dostac referencje i jednoczesnie uczyc nowych slowek. I choc na poczatku jego zarobki byly dosc smieszne, nigdy nie dalam mu odczuc, ze mnie zawiodl. Odwrotnie, bylam i nadal jestem dumna z tego, jak sobie sam i szybko poradzil. Nie znal ani jednego slowa w tutejszym trudnym jezyku, ani jednej osoby, ktora by mu jakas prace nagrala (ja niestety odpadalam, w naszej firmie jezyk is must) a po 2-ch tygodniach pracowal. Zmienial firmy, jego zmieniano, bo kontraktu nie bylo, ale nie rezygnowal i w efekcie ma dzis i staly etat i dobra pensje i perspektywy i jezyka tez niezle sie od kolegow nauczyl.
Wiec choc na samym starcie nie mial wiele ale mnie zainteresowal. Tylko, ze gdyby ten start nigdy nie pozostal w tyle, to juz by bylo po wspolnym biegu.
Podziwiam takie kobiety jak Ty, właśnie twardo stąpające po ziemi, bo życie to nie je bajka...
A dla Twojego partnera szacun.
Niejeden "uwiesiłby" się na partnerce i czekał, aż ona mu poda na tacy pracę.
b) pieniądze nie mają dla niego zbyt wielkiego znaczenia, wychodzi z założenia, że to rzecz nabyta. Ale Cię kocha, czujesz, że to Twoja bratnia dusza.
Przypomniał mi się od razu kawał:
Mąż wraca do domu, a tam żonka naga przy kaloryferze.
-Co Ty robisz? pyta
-Grzeję Ci kolację.
Jeśli ma to być podjęta decyzja na starcie, to spasowałabym.
może kiedyś, będąc bezdzietna, bardziej naiwna, uwierzyłabym, że da się żyć samą miłością.
Dziś wiem co najlepiej się opłaca:
RACHUNKI ![]()
Moje dziewczynki maja starsza 8 i pol, mlodsza 6 - czyli wydaje mi sie, ze dobra pora na poczatki - ucza sie niby w szkole i przedszkolu angielskiego, ale jakos nie mam przekonania do takiej nauki, bo male efekty sa - przez kilka lat nauki przedszkolnej mala nie potrafi przeprowadzic najprostszej rozmowy typu - jak masz na imie, gdzie mieszkasz, za to sa notorycznie odpytywane ze znajomosci pojedynczych slowek, ktorych potem nie umieja uzyc w zdaniu. I robilam sonde wsrod jej rowiesnikow, by wykluczyc ewentualnosc tumaństwa jezykowego u niej, ale nie - wszystkie mniej wiecej dzieci ida tak samo.
Myślę, że w tym wieku spokojnie mogą pozostać na poziomie słówek. W końcu bez nich i tak się nie skleci żadnego zdania.
Kilka lat nauki przedszkolnej? To spokojnie. W przedszkolu nie kładą takiego nacisku.
Jesli masz taki kanał jak Nick Jr, to tam są bajki, które uczą troszkę angielskiego. Dzieci poznają kolory, jak liczyć po angielsku i różne pojedyncze słówka.
Ośmiolatka już powinna zdanie sklecić. Ale tez nie panikowałabym. Każdy ma swój tok, w którym jego własna nauka osiąga rezultaty.
Są przecież ludzie, którzy latami uczą się języka i dalej nie umieją.
Grunt żeby dzieci oswoiły się z tym językiem, właśnie poprzez słówka.
Może jakieś książeczki, pisane po polsku i angielsku z zabawnymi zadaniami? Moim czasem kupuję, do tego jest np. płytka, puszczają na kompie i się "osłuchują" z językiem.
1 402 2013-10-10 09:03:45
Pisząc, że pieniądze nie mają większego znaczenia nie miałam na myśli skrajnego podejścia do życia, czyli podejścia totalnego lekkoducha, który woli kupić sobie bluzę zamiast opłacić rachunki.
Myślę tu raczej o ... priorytetach, gdy facet oczywiście chce dbać o wspólny dom, robi to, ale nie pali się do tego, by np. brać nadgodziny, czy drugi etat po to, by zarobić na wakacje na Seszelach czy nawet na Majorce
Nie uczestniczy w wyścigu na pracownika roku, wystarczy mu, że jeździcie 10-letnim autem itp. ![]()
1 403 2013-10-10 10:25:26 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2013-10-10 10:57:17)
Pisząc, że pieniądze nie mają większego znaczenia nie miałam na myśli skrajnego podejścia do życia, czyli podejścia totalnego lekkoducha, który woli kupić sobie bluzę zamiast opłacić rachunki.
Myślę tu raczej o ... priorytetach, gdy facet oczywiście chce dbać o wspólny dom, robi to, ale nie pali się do tego, by np. brać nadgodziny, czy drugi etat po to, by zarobić na wakacje na Seszelach czy nawet na Majorce![]()
Nie uczestniczy w wyścigu na pracownika roku, wystarczy mu, że jeździcie 10-letnim autem itp.
No widzisz, tu znowu trzeba wyposrodkowac i zachowac zdrowe proporcje. Zjednej strony po co mi facet w domu, ktory zyje w pracy i praca i liczy srebrniki, byle wiecej i wiecej dalo sie za nie kupic (i moc sie pochwalic) a z drugiej takie pojscie po najmniejszej linii oporu tez nie bawi. OK, nie jet mi do szczescia potrzebny najnowszy wypasiony model Mercedesa co rok ale stara rozklekotana lada tez nie chcialabym do konca dni swoich telepac kosci moich:) Ani zawsze ograniczac wyjazd na kanikule do biwakowania pod namiotem z zestawem saperskim i puszkami paprykarza.
Nie mozna zyc dla pracy tylko, ale wyniki tej pracy powinny gwarantowac bezpieczenstwo finansowe z zapasem na drobne luksusy,wlasnie takie jak od czasu do czasu wyjazd dokads - nie koniecznie zaraz Seszele - czy nowe auto po 10 letnim przebiegu poprzedniego. I piszac o przedsiebiorczosci partnera to mialam na mysli, ze nie pozostaje w miejscu, na tym co udalo mu sie zdobyc dotychczas tylko idzie do przodu. Bez scigania sie z nikim ale do przodu.
1 404 2013-10-10 10:49:41
Podpinam się.Skrajnośc w żadna stronę nie jest wskazana. A najwazniejsze poczucie bezpieczeństwa.
Gdy facet nie dba o pieniądze, nie wiadomo,co będzie z rachunkami,wydatkami na dom,lekarzy,jedzenie itd.
Jak jest pracocholikiem,bezpieczeństwa również nie ma, bo po co mi ktoś,kto jest 'ozeniony'z własna praca i poza nią i pieniędzmi nic nie widzi?
Najlepsze wyjscie-byc posrodku,ze zdrowym podejściem do spraw materialnych.
1 405 2013-10-10 14:49:24 Ostatnio edytowany przez Pyskata (2013-10-10 14:56:20)
Może mi się wydaje, ale opis Catwoman tej właśnie bratniej duszy to totalna skrajność.
Nic i nikt się nie liczy, tylko miłość, porozumienie dusz, braterstwo myśli, uczuć, duchowna jedność...
To jednakowoż nieco za mało do udanego, zrównoważonego, partnerskiego związku.
Toteż przy takim postawieniu sprawy, spasowałabym, bo bycie w takim związku oznaczałoby dla mnie podejmowanie decyzji w każdym, nawet najmniej ważnym aspekcie.
A szczerze mówiąc, chciałabym móc liczyć na partnera i czasem być odciążona z poważnych lub mniej ważnych decyzji.
Myślę tu raczej o ... priorytetach, gdy facet oczywiście chce dbać o wspólny dom, robi to, ale nie pali się do tego, by np. brać nadgodziny, czy drugi etat po to, by zarobić na wakacje na Seszelach czy nawet na Majorce
Nie uczestniczy w wyścigu na pracownika roku, wystarczy mu, że jeździcie 10-letnim autem itp.
Tu mi się jawi mężczyzna szczęśliwy z tego co ma, nie zawsze szczęście = ambicje.
Pytanie tylko, jakie wobec tego on ma priorytety?
Jeśli nadgodziny zamienia na spacer z rodziną, a pracę w weekendy na wspólne wypady, wycieczki, kino, ale z rodziną, to.... to ja go biorę ![]()
1 406 2013-10-10 15:26:44
Bo cóż po Malediwach czy Kanarach jakby miał paść na pysk na twarzy z nadmiaru pracy. ![]()
1 407 2013-10-11 08:32:32
Bo cóż po Malediwach czy Kanarach jakby miał paść na pysk na twarzy z nadmiaru pracy.
Bo gdyby znów w skrajność wpaść, to po co facet, który na prośbę "wynieść śmieci" odpowiada: noszzzz, dopiero usiadłem!
-A co robiłeś??
-Leżałem.
;P
1 408 2013-10-11 08:58:46
Jeśli nadgodziny zamienia na spacer z rodziną, a pracę w weekendy na wspólne wypady, wycieczki, kino, ale z rodziną, to.... to ja go biorę
tylko uwazaj, bo mnie sie cos widzi, ze catwoman swojego męża tu opisywala ![]()
1 409 2013-10-11 10:13:27 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2013-10-11 10:13:39)
Ha, no właśnie ostatnio dostałam od znajomego fotkę-tzw.demotywator z tekstem, że choćby facet był spłukany, stracił pracę i kilka innych pechów mu się przytrafiło, a ma u boku kobietę, to wszystko jest OK ![]()
Zapytałam w pierwszej kolejności męża, czy to prawda. Potwierdził. Zapytałam 2 kolegów- potwierdzili bez mrugnięcia okiem, jako coś oczywistego.
czyli wychodzi na to, że to kobiety bardziej interesowne są ![]()
1 410 2013-10-11 10:15:16
Mam pytanie do Zołz: czy zdecydowałybyście się na wspólne życie ze swoim mężczyzną "w bogactwie i biedzie" ? Naświetlę: raz macie pieniądze, raz nie macie, a mimo to decydujecie się żyć razem i razem przeżywać życie takie, jakie ono w danym momencie jest.
Spokojnie, cudzych nie biorę.
Ze swoim, a nie z moim, Catwoman pisała ![]()
1 411 2013-10-11 10:15:37
No ba ![]()
Albo faceci sprytnie wiedza, co kobieta chcialaby uslyszec ![]()
1 412 2013-10-11 10:17:41
Aż tak skomplikowanego myślenia na temat związków to oni nie mają, w każdym razie nie podejrzewałabym ich o to ![]()
Szczerze powiedzieli, że dla nich miłość kobiety jest ważniejsza od stanu majątkowego i niezależna od aktualnego powodzenia w życiu.
Może dlatego dzisiaj mężczyźni są tak zakompleksieni i rozczarowani, gdy kobiety patrzą na ich status majątkowy ?
1 413 2013-10-11 10:18:38
Pyskata, no ja mysle, ze catwoman tak wprost by "swoim" męzem nie dysponowala ![]()
...chyba, ze jej sie znudzil ;P
1 414 2013-10-11 10:32:40
Ha, no właśnie ostatnio dostałam od znajomego fotkę-tzw.demotywator z tekstem, że choćby facet był spłukany, stracił pracę i kilka innych pechów mu się przytrafiło, a ma u boku kobietę, to wszystko jest OK
Zapytałam w pierwszej kolejności męża, czy to prawda. Potwierdził. Zapytałam 2 kolegów- potwierdzili bez mrugnięcia okiem, jako coś oczywistego.
czyli wychodzi na to, że to kobiety bardziej interesowne są
Nie jestem do konca przekonana, bo to zdanie z demotywatora nie swiadczy jeszcxze o tym, ze facet jest niedojda i bujaj-w oblokach Dyziem Marzycielem, tylko, ze mial pecha, seryjnego na dodatek. To nie jest ta sama sytuacja, o ktora pytalas wczesniej.
Ale jesli znaczenie tego samego zdania odwrocic i napisac, ze kobieta stracila prace, kase plus dostala piecdziesiat mandatow za parkowanie ale ma mezczyzne u boku - to jaka bylaby odpowiedz? Tez OK.
1 415 2013-10-11 10:34:29
Pewnie, że wiedzą co kobieta chce usłyszeć ;P
Co do skomplikowanego myślenia nt. związków, to polecam taki filmik na YT czym się różni mózg kobiety od mózgu mężczyzny ![]()
pośmiałam się troszkę, ale to czysta prawda ![]()
Może dlatego dzisiaj mężczyźni są tak zakompleksieni i rozczarowani, gdy kobiety patrzą na ich status majątkowy ?
Też, ale szczerze, to uważam, że to bardziej wygoda,lenistwo. Kobiety za dobrze sobie wszędzie radzą, a kiedyś siedziały tylko w kuchni i na gotowaniu się znały.
A teraz... inżynier, dyrektor, w mundurówce, branża informatyczna.... Górniczek tylko brakuje ![]()
1 416 2013-10-11 10:34:44
No właśnie- jaka byłaby odpowiedź? ![]()
1 417 2013-10-11 10:43:20
Ale jesli znaczenie tego samego zdania odwrocic i napisac, ze kobieta stracila prace, kase plus dostala piecdziesiat mandatow za parkowanie ale ma mezczyzne u boku - to jaka bylaby odpowiedz? Tez OK.
Zdenerwowała się stratą pracy, więc za kierownicą źle jej poszło
Facet... stratę pracy przełknie, ale te mandaty.... No nie wiem ![]()
1 418 2013-10-11 10:51:01
Ale jesli znaczenie tego samego zdania odwrocic i napisac, ze kobieta stracila prace, kase plus dostala piecdziesiat mandatow za parkowanie ale ma mezczyzne u boku - to jaka bylaby odpowiedz? Tez OK.
Zdenerwowała się stratą pracy, więc za kierownicą źle jej poszło
Facet... stratę pracy przełknie, ale te mandaty.... No nie wiem ![]()
1 419 2013-10-12 11:13:26
hm... napisał/a:Bo cóż po Malediwach czy Kanarach jakby miał paść na pysk na twarzy z nadmiaru pracy.
Bo gdyby znów w skrajność wpaść, to po co facet, który na prośbę "wynieść śmieci" odpowiada: noszzzz, dopiero usiadłem!
-A co robiłeś??
-Leżałem.
;P
Miało być na plaży, nie na twarzy ![]()
Tak czytam co ja to napisałam ![]()
Leżał, dobre ![]()
1 420 2013-10-12 11:16:05
Też, ale szczerze, to uważam, że to bardziej wygoda,lenistwo. Kobiety za dobrze sobie wszędzie radzą, a kiedyś siedziały tylko w kuchni i na gotowaniu się znały.
A teraz... inżynier, dyrektor, w mundurówce, branża informatyczna.... Górniczek tylko brakuje
I dla garów nie ma czasu.
1 421 2013-10-12 15:22:42
Miało być na plaży, nie na twarzy
Aaaaa, teraz to ma sens
:D
Przepraszam za zdublowanie posta, net mi się wtedy zwiesił.
Mieszkam na takim zadoopiu, że jak mocno wieje to sygnał (neta, tv) zanika ![]()
1 422 2013-10-14 08:40:28
Spoko ![]()
1 423 2013-10-18 21:05:11
Oj widzę, że jak Catwomen nie zada zagwostki, to dyskusja cichnie....
Zołzy, mam do was pytanie:
czy czując wypalenie w pracy, totalny "tumiwisizm",zdecydowałybyście się na odejście z dnia na dzień, nie mając innej na "oku", czy też czekałybyście na lepszy moment??
Pytam, bo właśnie złożyłam wypowiedzenie, nie mając innej pracy w zanadrzu. Mam za to pomysł na własny interes. Natomiast co do obecnej=byłej pracy, nie chcę juz tam pracować, bo czuję, że tracę tam czas, stać mnie na więcej i tego "więcej" szukam.
Spotkałam się z falą niezrozumienia (jak to, rezygnować z pracy, nie mając innej??), ale ja czuję, że mój czas tam dobiegł.
Zaplecze finansowe posiadam, nie boje się nawet półrocznego siedzenia w domu, choć w tym czasie mogę rozwinąć swój pomysł na biznes.
Czuję się w pracy niepotrzebna, wręcz zbędna, w dodatku mam w pracy zołzę (przez wybitnie małe "z"). Czuję, że nie mogę poświęcać swojego "ja" w imię mamony.
A jak Wy to postrzegacie??
1 424 2013-10-18 21:14:04
Pyskata, ja też tak zrobiłam. Decyzja podjęta pod wpływem impulsu, musiałam wprawdzie 3 miesiące tam jeszcze chodzić, bo do tego mnie zobowiązywała umowa, ale chyba się zalicza do "z dnia na dzień"
Niezrozumienia trochę było, ale wyłącznie takiego troskliwego: "jesteś pewna, że dobrze robisz?", "pamiętasz, że masz dziecko do utrzymania? (jakby o dziecku można było zapomnieć
).
Bierz się za ten swój biznes ![]()
1 425 2013-10-18 21:27:37
Pyskata, zdrowy rozsądek zwykle podpowiada "Zaczekajjjj, pomysl dwa razyyyy, MASZ DZIECKO NA UTRZYMANIU"
Jednak nie zgadza się to zupełnie z tym co robię - czyli .... tak, kilka razy poszłam na żywioł. Przyznaję, że bardzo rzadko kieruję się w tej kwestii tak zwanym "zdrowym rozsądkiem".
1 426 2013-10-19 09:45:14 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-10-19 09:47:22)
Oj widzę, że jak Catwomen nie zada zagwostki, to dyskusja cichnie....
Zołzy, mam do was pytanie:
czy czując wypalenie w pracy, totalny "tumiwisizm",zdecydowałybyście się na odejście z dnia na dzień, nie mając innej na "oku", czy też czekałybyście na lepszy moment??
Pytam, bo właśnie złożyłam wypowiedzenie, nie mając innej pracy w zanadrzu. Mam za to pomysł na własny interes. Natomiast co do obecnej=byłej pracy, nie chcę juz tam pracować, bo czuję, że tracę tam czas, stać mnie na więcej i tego "więcej" szukam.
Spotkałam się z falą niezrozumienia (jak to, rezygnować z pracy, nie mając innej??), ale ja czuję, że mój czas tam dobiegł.
Zaplecze finansowe posiadam, nie boje się nawet półrocznego siedzenia w domu, choć w tym czasie mogę rozwinąć swój pomysł na biznes.
Czuję się w pracy niepotrzebna, wręcz zbędna, w dodatku mam w pracy zołzę (przez wybitnie małe "z"). Czuję, że nie mogę poświęcać swojego "ja" w imię mamony.
A jak Wy to postrzegacie??
No powiem Ci Pyskata, że ja tak zrobiłam nie mając zaplecza. Miałam dość roboty po prostu. Wyjątkowo dawała mi w kość, a ponadto czułam, że się tam marnuję i jeśli popracuję jeszcze chwilę to potem będę skazana na podobną pracę tylko, stracę możliwości i perspektywy. Usłyszałam też wtedy, że jestem niepoważna. Ale czułam, że dobrze robię . I tak faktycznie było.
Także jeśli masz zaplecze, rezerwę a i pomysł na biznes jeszcze to zupełnie nie widzę przeszkód i życzę powodzenia.
Dzień dobry ![]()
1 427 2013-10-20 12:09:50
Zołzy a ja mam taki temat - nie bagatelizując jednocześnie posta Pyskatej bo sądzę, że będziemy do niego wracać ze względu na rozwijającą się "akcję" ![]()
... czy zastanawiałyście się nad tym, jak chciałybyście się zestarzeć? Chodzi mi tym razem bardziej o...wygląd. Czy macie jakiś pomysł na siebie i co rozumiecie pod pojęciem "godnie się zestarzeć" ?
1 428 2013-10-21 10:53:57
a ponadto czułam, że się tam marnuję i jeśli popracuję jeszcze chwilę to potem będę skazana na podobną pracę tylko, stracę możliwości i perspektywy. Usłyszałam też wtedy, że jestem niepoważna. Ale czułam, że dobrze robię .
Witam ![]()
Dzięki wielkie za odpowiedzi ![]()
Tak czułam, że powinnam zrobić, co potrzebuję, a nie czego oczekują ode mnie inni.
hm... z ust mi te słowa wyjęłaś ![]()
A temat starości... oho ho... - godnie, czyli zaakceptować upływający czas, których jednych bardziej, a innych dużo mniej oszczędza.
Ale operacje, botoxy, ubieranie się jak "stara maleńka", to jest dla mnie śmieszne. Kobitki nie potrafią pogodzić się ze zmarszczkami, obwisłą skórą, mniejszą sprawnością fizyczną i świrują.
Buźka gładziutka, napięta do granic możliwości, ale niestety traci poczucie humoru, bo... już nie może się zaśmiać, ale za to szyja i dekolt (obejrzyjcie zdjęcia matki Sylwestra Stallone chociażby.
Są trzy etapy w życiu kobiety (pampers, always i corega tabs
) i trzeba to po prostu zaakceptować.
Mnie nie odrzucają zmarszczki, mniej jędrna skóra, ale brud pod paznokciami, "zapachy spod pachy", tłuste włosy, w nieładzie, ubranie niezbyt świeże i oddech smoka.
A uwierzcie mi, znam parę dojrzałych bardziej kobitek, które wyglądałyby świetnie, gdyby się... wykąpały.
Troszkę oczko podkreślić, włosy ułożyć, no i cholercia, jeśli zęby już nie do końca są prawdziwe to znaczy, że nie trzeba ich czyścić????
1 429 2013-10-21 16:18:38
hm... napisał/a:a ponadto czułam, że się tam marnuję i jeśli popracuję jeszcze chwilę to potem będę skazana na podobną pracę tylko, stracę możliwości i perspektywy. Usłyszałam też wtedy, że jestem niepoważna. Ale czułam, że dobrze robię .
Witam
Dzięki wielkie za odpowiedzi
Tak czułam, że powinnam zrobić, co potrzebuję, a nie czego oczekują ode mnie inni.
hm... z ust mi te słowa wyjęłaśA temat starości... oho ho... - godnie, czyli zaakceptować upływający czas, których jednych bardziej, a innych dużo mniej oszczędza.
Ale operacje, botoxy, ubieranie się jak "stara maleńka", to jest dla mnie śmieszne. Kobitki nie potrafią pogodzić się ze zmarszczkami, obwisłą skórą, mniejszą sprawnością fizyczną i świrują.
Buźka gładziutka, napięta do granic możliwości, ale niestety traci poczucie humoru, bo... już nie może się zaśmiać, ale za to szyja i dekolt (obejrzyjcie zdjęcia matki Sylwestra Stallone chociażby.Są trzy etapy w życiu kobiety (pampers, always i corega tabs
) i trzeba to po prostu zaakceptować.
Mnie nie odrzucają zmarszczki, mniej jędrna skóra, ale brud pod paznokciami, "zapachy spod pachy", tłuste włosy, w nieładzie, ubranie niezbyt świeże i oddech smoka.
A uwierzcie mi, znam parę dojrzałych bardziej kobitek, które wyglądałyby świetnie, gdyby się... wykąpały.
Troszkę oczko podkreślić, włosy ułożyć, no i cholercia, jeśli zęby już nie do końca są prawdziwe to znaczy, że nie trzeba ich czyścić????
Cieszę się ![]()
Widzę, że mamy równieź podobne stanowisko odnośnie starzenia.
Nic dodać, nic ująć ![]()
1 430 2013-10-21 17:51:46
Pyskata, ja też tak zrobiłam. Decyzja podjęta pod wpływem impulsu, musiałam wprawdzie 3 miesiące tam jeszcze chodzić, bo do tego mnie zobowiązywała umowa, ale chyba się zalicza do "z dnia na dzień"
![]()
Niezrozumienia trochę było, ale wyłącznie takiego troskliwego: "jesteś pewna, że dobrze robisz?", "pamiętasz, że masz dziecko do utrzymania? (jakby o dziecku można było zapomnieć
).
Bierz się za ten swój biznes
Dzięki ![]()
Tekst o dzieciach też słyszałam i masz rację, nie da sie zapomnieć - zaraz skutecznie o sobie przypominają ![]()
Jednak nie zgadza się to zupełnie z tym co robię - czyli .... tak, kilka razy poszłam na żywioł. Przyznaję, że bardzo rzadko kieruję się w tej kwestii tak zwanym "zdrowym rozsądkiem".
A czym w takim razie się kierujesz?
A "iść na żywioł" uwielbiam
to dopiero wyzwanie:D
Co do starości - bardziej podoba mi się babcia 80-cio letnia z siateczką zmarszczek, niż gładziutka gęba (bo już twarzą tego nie można nazwać) Donatelli Versace.