No jasne, że nie musi. ZWŁASZCZA na stosunki międzyludzkie.
Hej rossanka
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Netkafejka Świadomych Zołz- tylko dla kobiet
Strony Poprzednia 1 … 16 17 18 19 20 … 24 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
No jasne, że nie musi. ZWŁASZCZA na stosunki międzyludzkie.
Hej rossanka
Podobne tematy
Benita72 napisał/a:Ale wtedy nie awansujesz
Nie?
Zwiekszone obroty firmy nawet jednoosobowej mozna uznac za awans.
Pozniej firma jednoosobowa moze stac sie duza spolka...i to juz jest rozwoj, awans...
Ja pisalam raczej o awansie zawodowym - czyli wspinaniu sie na wyzsze stanowisko. Co tez oczywiscie nie jest niczym zlym, jesli sluzy wlasnie temu, o czym pisalas - ogolnemu rozwojowi, a nie jest celem samym w sobie. I to chodzi chyba w tej ambicji czy rywalizacji, jest dobra, dopóki nas rozwija - natomiast kiedy dajemy sie wciagnac w ta maszynke karierowo-finansowo-ukladową) i od tego uzalezniamy nasz byt - zaczyna sie wyscig szczurow. Wydaje mi sie, ze granica jest bardzo plynna.
Sama bylam pracownikiem, teraz jestem pracodawcą (czy tez wspolpracodawcą - razem z mezem). I podoba mi sie, jak kobiety potrafią polaczyc zycie zawodowe z osobistym, kiedy umieją wybierac - czasem odmawiac, w sytuacji, kiedy czuja, ze np ich rodziny by na tym ucierpialy (dobry pracodawca tez to docenia), a innym razem pojsc za ciosem i wykorzystac jakąs szanse zawodową, wszystko przy wsparciu rodziny. Nie jest to proste.
No wlasnie dziewczyny.
Potrzeba rywalizacji, ok, niech bedzie.
Najlepsza beza w okolicy, no fajnie.Ale co to ma wspolnego z ambicja?
Przedstawie sytuacje...mam prace. Swietnie platna. Nie gloduje, spelniam marzenia, odkladam.
Probuje zalapac inna prace, jeszcze lepiej platna.Przesadzam czy jeszcze nie?
Lubie sie rozwijac, jestem dynamiczna...ale lubie tez kiedy moj samorozwoj pokrywa sie z korzysciami finansowymi.
No źle to nie wygląda.
Ja także mam podobne ambicje w tym temacie.
Nie zamierzam osiąść na laurach, bo zarabiam tyle i tyle i to jest nieźle. I nie patrzę na to nigdy tak, że mam lepiej, bo inni maja gorzej. Dla mnie nie jest najlepiej. A każdy ma jak ma i to jest jego sprawa.
hm... napisał/a:A jakie ma znaczenie otoczenie?
Mój post był nawiązaniem do słów Vinngi ,,Po namyśle stwierdzam, że taka "materialna" ambicja wydaje się być bardziej...ambitna - zauważalna, lepiej postrzegana, bardziej zgodna ze stereotypami?".
I ja się z tym stwierdzeniem zgadzam. Stereotypowe (!) myślenie o ambicjach wynika z wpływu otoczenia, jeśli otoczenie wywiera na nas pewnego rodzaju nacisk, a my mu ulegamy, to wszystko, co robimy, robimy tak, aby to właśnie otoczenie nas doceniało. Osobiście uważam jednak, że jest to błędne myślenie, bo ambicje powinny wynikać z nas samych, naszej potrzeby poczucia spełnienia i pięcia się w górę, a nie dla profitów, uznania czy czegoś tam jeszcze.Jaguar napisał/a:Najlepsza beza w okolicy, no fajnie.
Ale co to ma wspolnego z ambicja?
No jak to nie ma? Dla mnie ma! Bo ambicje to nie tylko sięganie po to, co przynosi kasę. Tłumaczyłam już...
No pewnie, że ambicja to nie tylko kasa.
A w kwestii kasy, jeśli jest to fajnie.
Wikipedia tak mówi o ambicji:
Ambicja (łac. ambitio - żądza uznania) - postawa człowieka, cecha charakteru polegająca na silnym poczuciu godności osobistej oparta na stawianiu sobie trudnych celów i dążeniu do ich realizacji (człowiek ambitny).I teraz mamy sprzeczność. Bo z tłumaczenia wynika, że jest to typowa potrzeba uznania w oczach innych. A reszta definicji brzmi już zupełnie inaczej
No to ja ambicjr rozumiem inaczej. Bo o innych to mi zupełnie nie chodzi. I nie robir niczego w odniesieniu do innych.
hm... napisał/a:Skąd się bierze ta potrzeba rywalizacji u Ciebie?
Czytałam, że to się bierze z potrzeby udowadniania, że jest sie lepszym od innych, a to z kolei ma na celu przysłanianie czegoś innego, mianowicie nie kochania siebie i nie czucia sie ze sobą dobrze.Już mi się potrzeba rywalizacji nieco uśpiła na starość
Kiedyś miałam różne teorie na temat owej potrzeby. Ostatnio trafiłam na dwie książki Pawlikowskiej "W dżungli podświadomości" i "Księga kodów podświadomości". Tam właśnie autorka zajmuje się tym zagadnieniem. Wg niej faktycznie większość przypadków potrzeby rywalizacji wynika z niskiego poczucia własnej wartości, które zmusza człowieka do szukania potwierdzenia swojej wartości. Tacy ludzie źle znoszą porażki i ciągle szukają nowych wyzwań, w których mogliby być lepsi od innych. Tylko zwycięstwo sprawia, że czują się ważni, zauważeni, docenieni.
Po wnikliwej analizie samej siebie stwierdziłam, że mnie to nigdy nie dotyczyło. Nie porównywałam się z innymi, lekko przyjmowałam porażki, sama nie szukałam nowych "konkurencji", ale jak się pojawiały to dążyłam do zwycięstwa. Dla mnie rywalizacja to była wyłącznie adrenalina. Właściwie to nawet bardziej interesował mnie sam proces rywalizacji niż ostateczny wynik.Olinko, akurat Twoje podejście idealnie się zgadza z podejściem Pawlikowskiej
Otóż właśnie w tychże publikacjach to wyczytałam ![]()
vinnga napisał/a:Olinko, akurat Twoje podejście idealnie się zgadza z podejściem Pawlikowskiej
I jak by mnie (na podstawie mojego podejścia do tematu ambicji) pani Pawlikowska opisała?
Jaguar, pozwolę sobie odpowiedzieć - trudne cele dla każdego mogą być zupełnie inne, uzależnione od predyspozycji, możliwości i okoliczności. To dlatego dla jednego będzie to wydostanie się nizin społecznych, dla drugiego nauka chodzenia, gdy lekarze załamują już ręce, a dla kogoś tam jeszcze nagroda Nobla czy spektakularny awans zawodowy, podczas gdy osoba niepełnosprawna umysłowo swój największy sukces może odnieść właśnie w chwili upieczenia owego pięknie wyrośniętego biszkopta.
Warto przy okazji zwrócić uwagę, że funkcjonuje jeszcze pojęcie chore ambicje, które ja definiuję jako niezdrową rywalizację, czyli taką ,,za wszelką cenę" i bez oglądania się na konsekwencje czy ewentualne ofiary. Tutaj jedynym kryterium jest ostateczne zadowolenie z osiągniętego efektu.
Chora ambicja kojarzy mi się z dążeniem do celu po trupach.
vinnga napisał/a:No i Ty, Jaguar, łapiesz się w to najpopularniejsze pojęcie ambicji. Bo tak właśnie przez większość ludzi ambicja jest postrzegana - jako rozwój zawodowy i osiąganie materialnych korzyści. Ten biszkopt nie podchodzi mi pod żadną definicję ambicji, bo...jest za łatwy
Natomiast już chęci bycia dobrą panią domu uznałabym za ambitne
Mozna byc pania domu i robic kariere. Jedno drugiemu nie przeszkadza
Ale to mi zakrawa na chec bycia profesjonalista w kazdej dziedzinie zycia a tak sie nie zawsze daOlinka przeciez mowie...dla kazdego trudny cel bedzie czyms innym.
Z tym sie sprzeczac nie bede. Mowie o ludziach zdrowych i sprawnych fizycznie i umyslowo.
Uwazam ze nie fair jest porownywac osoby niepelnosprawne pod jakims wzgledem z osobami w pelni sprawnymi. To zupelnie inny swiat.
Ale te niepełnosprawne niejednokrotnie radzą sobie z życiem dużo lepiej niż te zdrowe.
Ktoś tu napisał kiedyś, powyżej, całkiem możliwe, że Jaguar, iż parafrazując: ambicja się nie liczy jeśli nie idzie za tym kasa (wspomniana beza) a ja właśnie.... najpierw zaczęłam robić to, co kochałam; za darmo, ale z pasją, a z tego przyszła kasa
Nawet za hobby bywa, że mi ludzie płacą
Jeszcze za czytanie książek mi nikt nie płaci, ale może nadejdzie taki dzień ![]()
Mnie stale porównywano. Moja mama mówiła: "A Kasia od Irenki to to i siamto", albo "Popatrz na Magdę od Bożenki, tak się zachowuje dziewczynka", albo moje ulubione: "A Agatka od Marty ma takie ładne loki, szkoda, że nie masz takich"
Już wtedy, mając kilka lat wiedziałam, że pewne rzeczy tzw. pobożne życzenia po pierwsze są absurdem czyli kwintesencją swej nazwy, a po drugie, że kurna, ja wcale nie chcę wyglądać i zachowywać się jak inne dzieci, bo wtedy to nie będę ja! A ja siebie lubiłam, babcia mnie lubiła i to było najważniejsze.
Ale można takimi słowami wywołać traumę u dziecka. Ogromną.
Dorosły sobie myśli, że dziecko rozpatrzy uwagi konstruktywnie, że je może to zmobilizuje.
Jednak kiedy dziecko takie słowa odniesie do siebie to może być bardzo kiepsko.
Ja nie wiem, czy w tym kraju ludzie często awansują
Ja awansować nigdy nie będę, bo taką mam pracę, ale mi to kompletnie nie przeszkadza; moją ambicją chyba zawsze było, by:
a) mieć za co żyć= własne pieniądze,
b) ale by praca była dla mnie jedynie dodatkiem w życiu i nie zajmowała nawet 8h dziennie.
I tak mamZatem swoje ambicje można by rzec: spełniłam. Specjalnie się do tego nawet nie przykładając; ktoś dał mi szansę, a potem już szło siłą rozpędową
Jaguar ja pojęcia nie mam, dlaczego matki tak potrafią niszczyć swe dzieci - jakby kompletnie nie wiedziały, nie czuły podświadomie, co prócz chłodu i głodu im zaszkodzi.
Potrafią krzywdzić, gdyż uważają swoje postępowanie za słuszne. Nie patrzą obiektywnie. Często. Nie jest to regułą. Znaczenie ma także to jak same były wychowywane.
Niektórzy ludzie całe życie nie potrafią przyznać sir do błędu.
Ja nie brałam tego do siebie nigdy - traktowałam to jako gadanie typu "Ubierz czapkę, bo się przeziębisz" - trudno mi stwierdzić, czy miało to wpływ na moje życie. Na stosunek do mojej matki- tak, ale na wybory.... chyba nie.
Ja nie brałam tego do siebie nigdy - traktowałam to jako gadanie typu "Ubierz czapkę, bo się przeziębisz" - trudno mi stwierdzić, czy miało to wpływ na moje życie. Na stosunek do mojej matki- tak, ale na wybory.... chyba nie.
Byłaś odporna ![]()
Tak, ja zawsze sama sobie radziłam- na pewno nie mogę powiedzieć, że ambicję czy JAKIEKOLWIEK konstruktywne działania mi zaszczepiono
Nikt się nie interesował moim hobby, nikt nie pomagał mi rozwijać skrzydeł w żadnej dziedzinie, nie chadzałam na żadne kursy, balety itede, bo szkoda pieniędzy i czasu - choć moja mama np. marzyła, że umiem grać na pianinie "Jak Kasia od Irenki" - mimo, iż na ani jednej lekcji gry na pianinie nie byłam bo nigdy mi jej nie zaproponowano
Tak że można samemu, ale wsparcie na pewno dużo daje- nie wiem, mogę tylko mniemać, bo nigdy mnie nie wspierano w niczym, ale być może rozwinęłabym się jeszcze bardziej z realnym wsparciem ![]()
Tak, ja zawsze sama sobie radziłam- na pewno nie mogę powiedzieć, że ambicję czy JAKIEKOLWIEK konstruktywne działania mi zaszczepiono
Nikt się nie interesował moim hobby, nikt nie pomagał mi rozwijać skrzydeł w żadnej dziedzinie, nie chadzałam na żadne kursy, balety itede, bo szkoda pieniędzy i czasu - choć moja mama np. marzyła, że umiem grać na pianinie "Jak Kasia od Irenki" - mimo, iż na ani jednej lekcji gry na pianinie nie byłam bo nigdy mi jej nie zaproponowano
![]()
Tak że można samemu, ale wsparcie na pewno dużo daje- nie wiem, mogę tylko mniemać, bo nigdy mnie nie wspierano w niczym, ale być może rozwinęłabym się jeszcze bardziej z realnym wsparciem
Wsparcie pomaga to pewne. ![]()
Ale jak widać nie jest konieczne.
Jeśli sami sobie dajemy wsparcie to spełnia tą sams rolę.
Jeszcze za czytanie książek mi nikt nie płaci, ale może nadejdzie taki dzień
O, ja tez bym chciala, by nadszedl taki dzien, by placili za czytanie ksiazek ![]()
Catwoman napisał/a:Mnie stale porównywano. Moja mama mówiła: "A Kasia od Irenki to to i siamto", albo "Popatrz na Magdę od Bożenki, tak się zachowuje dziewczynka", albo moje ulubione: "A Agatka od Marty ma takie ładne loki, szkoda, że nie masz takich"
Już wtedy, mając kilka lat wiedziałam, że pewne rzeczy tzw. pobożne życzenia po pierwsze są absurdem czyli kwintesencją swej nazwy, a po drugie, że kurna, ja wcale nie chcę wyglądać i zachowywać się jak inne dzieci, bo wtedy to nie będę ja! A ja siebie lubiłam, babcia mnie lubiła i to było najważniejsze.
Ale można takimi słowami wywołać traumę u dziecka. Ogromną.
Dorosły sobie myśli, że dziecko rozpatrzy uwagi konstruktywnie, że je może to zmobilizuje.
Jednak kiedy dziecko takie słowa odniesie do siebie to może być bardzo kiepsko.
To prawda, sama bylam bardzo mocno porownywana w dziecinstwie, i odbieram to jako bardzo szkodliwe. U wlasnych dzieci staram sie za wszelka cene tego unikac, i pracowac nad najblizszym otoczeniem (dziadkowie), by tego nie robili. Dziewczyny znacznie lepiej sie rozwijaja, jak nie mają nad sobą tego bata "badz lepsza" albo "nie badz gorsza"
Ja zdaję sobie sprawę z tego, że jest to koło zamknięte; bo jeśli nie masz wsparcia, to MOŻE (acz nie musi) iść za tym poczucie własnej wartości.
No i wiadomo, że każdy (dziecko) ma inny charakter; jedne są potulne, inne wrażliwe, inne przewrażliwione, jeszcze inne zbuntowane - i to też składa się na dalsze życiowe wybory, powodzenie. Ja byłam wywrotowcem, sama sobie sterem i okrętem - gdyby trafiło na inne dziecko, być może od lat byłoby już jako człowiek dorosły na psychotropach
Nie mówię, że mnie to nie grozi- na psychoterapię nadaję się jak nic ![]()
Nie wiem, czy to kolo zamkniete - chodzi o to, by wlasnie DAC wsparcie - tyle tylko, ze musisz najpierw sama umiec je dawac, sama je miec..., ale na tym polega praca doroslej osoby nad soba.
catwomen, jesli Ty na psychoterapie, to i 99,99% spoleczenstwa rowniez ;D
Ooooo to to! Źle się dzieje, gdy rozwalone emocjonalnie, psychicznie osoby robią sobie dzieci.
Catwoman napisał/a:Jeszcze za czytanie książek mi nikt nie płaci, ale może nadejdzie taki dzień
O, ja tez bym chciala, by nadszedl taki dzien, by placili za czytanie ksiazek
Byłybyśmy milionerkami ![]()
hm... napisał/a:Catwoman napisał/a:Mnie stale porównywano. Moja mama mówiła: "A Kasia od Irenki to to i siamto", albo "Popatrz na Magdę od Bożenki, tak się zachowuje dziewczynka", albo moje ulubione: "A Agatka od Marty ma takie ładne loki, szkoda, że nie masz takich"
Już wtedy, mając kilka lat wiedziałam, że pewne rzeczy tzw. pobożne życzenia po pierwsze są absurdem czyli kwintesencją swej nazwy, a po drugie, że kurna, ja wcale nie chcę wyglądać i zachowywać się jak inne dzieci, bo wtedy to nie będę ja! A ja siebie lubiłam, babcia mnie lubiła i to było najważniejsze.
Ale można takimi słowami wywołać traumę u dziecka. Ogromną.
Dorosły sobie myśli, że dziecko rozpatrzy uwagi konstruktywnie, że je może to zmobilizuje.
Jednak kiedy dziecko takie słowa odniesie do siebie to może być bardzo kiepsko.To prawda, sama bylam bardzo mocno porownywana w dziecinstwie, i odbieram to jako bardzo szkodliwe. U wlasnych dzieci staram sie za wszelka cene tego unikac, i pracowac nad najblizszym otoczeniem (dziadkowie), by tego nie robili. Dziewczyny znacznie lepiej sie rozwijaja, jak nie mają nad sobą tego bata "badz lepsza" albo "nie badz gorsza"
Zgadza się.
Dziadkowie nagminnie stosują porównania albo straszenie. Skutki są dramatyczne nieraz.
Ja zdaję sobie sprawę z tego, że jest to koło zamknięte; bo jeśli nie masz wsparcia, to MOŻE (acz nie musi) iść za tym poczucie własnej wartości.
No i wiadomo, że każdy (dziecko) ma inny charakter; jedne są potulne, inne wrażliwe, inne przewrażliwione, jeszcze inne zbuntowane - i to też składa się na dalsze życiowe wybory, powodzenie. Ja byłam wywrotowcem, sama sobie sterem i okrętem - gdyby trafiło na inne dziecko, być może od lat byłoby już jako człowiek dorosły na psychotropachNie mówię, że mnie to nie grozi- na psychoterapię nadaję się jak nic
Powód do psychoterapii to by się u każdego znalazł ![]()
Szukajcie a znajdziecie ![]()
Nie wiem, czy to kolo zamkniete - chodzi o to, by wlasnie DAC wsparcie - tyle tylko, ze musisz najpierw sama umiec je dawac, sama je miec..., ale na tym polega praca doroslej osoby nad soba.
I to wsparcie powinno być konstruktywne.
Nie w odniesieniu do innych, a w odniesieniu do siebie. Skierowane na samorozwój i satysfakcję. Przy założeniu, że każdy ma prawo do błędu. No i decyzje, decyzje własne, rozmowy i liczenie się ze zdaniem dziecka. Wszak to nowy samodzielny człowiek. A nie - zrób tak i tak, a nie bo nie.
Ooooo to to! Źle się dzieje, gdy rozwalone emocjonalnie, psychicznie osoby robią sobie dzieci.
No wiesz.
Do posiadania dzieci nikt nikomu uprawnień nie daje.
A to tak samo jak prowadzenie samochodu pod wpływem.
Mam nieco absurdalne pytanie: Co rozumiecie pod hasłem: kobieta wyzwolona? ![]()
Takie trudne pytania z rana ![]()
Wyzwolona czyli taka, która nie daje się zniewolić ![]()
Czyli taka uwolniona z..... więzów stereotypów ? ![]()
Czyli taka uwolniona z..... więzów stereotypów ?
Czy ja wiem..
Jak wpisałam w googla to taka rozwiązła wychodzi raczej.
Aż strach.
Takie zwykłe strony a co wyszukało to się można za głowę złapać. I zostaw to dziecko przed komputerem.
Bo ja dziś przeczytałam takie coś: (art. o życiu seksualnym Warszawianek):
"Fałszywym stereotypem jest przekonanie, że bycie wyzwoloną seksualnie polega na tym, że ma się regularnie seks albo wielu partnerów. Liczy się to, czy znam swoje potrzeby i potrafię je wyrazić."
Bo ja dziś przeczytałam takie coś: (art. o życiu seksualnym Warszawianek):
"Fałszywym stereotypem jest przekonanie, że bycie wyzwoloną seksualnie polega na tym, że ma się regularnie seks albo wielu partnerów. Liczy się to, czy znam swoje potrzeby i potrafię je wyrazić."
I to takie wyzwolenie jest?
No akurat było o seksie. Fakt, jak słusznie zauważyłaś uprzednio googlując, wyzwolenie kojarzy się głównie ze sferą seksu. Ale czy słusznie?
No akurat było o seksie. Fakt, jak słusznie zauważyłaś uprzednio googlując, wyzwolenie kojarzy się głównie ze sferą seksu. Ale czy słusznie?
Z jakimś wyuzdaniem, nie wiadomo czym.
Wpisz sobie to hasło - kobieta wyzwolona, to Ci trzy takie zdjęcia wyskoczą.
A wpisz sobie w google grafika "zakonnica"
Nie ma złotej definicji ![]()
To znaczy, że ktoś aseksualny czy anty czy taki co nie uprawia nie może być wyzwolony? Eeee...
A wpisz sobie w google grafika "zakonnica"
Nie ma złotej definicji
O matko
:D:D:D:D:D
No właśnie chyba wszystko zależy od tego, DLACZEGO np. seksu nie uprawia, nie uprawia go z wieloma partnerami czy np. nie uprawia seksu analnego albo samo-maso
Czyli, żeby nie zostać posądzonym o niewyzwolenie, należałoby tłumaczyć swoje decyzje, zaznaczając, że są one WŁASNYMI decyzjami. ?
No właśnie chyba wszystko zależy od tego, DLACZEGO np. seksu nie uprawia, nie uprawia go z wieloma partnerami czy np. nie uprawia seksu analnego albo samo-maso
![]()
Czyli, żeby nie zostać posądzonym o niewyzwolenie, należałoby tłumaczyć swoje decyzje, zaznaczając, że są one WŁASNYMI decyzjami. ?
I znów mam pytanie - przed kim się tłumaczyć i co mają do tego inni?
I..wyzwolenie to może nie tłumaczenie się z...
niczego.
o! No dla mnie na przykład, jednym z "elementów" wyzwolenia to wolność aby się nie tłumaczyć innym ![]()
o! No dla mnie na przykład, jednym z "elementów" wyzwolenia to wolność aby się nie tłumaczyć innym
No i o to chodzi.
A nie, że wyzwolona bo tego bzyknie i tamtego. Chce to niech bzyknie, ale dla mnie to nie wyzwolenie. Już pomijając fakt, że jak sie tak chce na prawo i lewo to chyba coś jest nie do końca ten tego. I znów kłania się Pawlikowska.
hm.. Ty dziś wolne masz? ![]()
hm.. Ty dziś wolne masz?
Od czasu do czasu ![]()
Mam nieco absurdalne pytanie: Co rozumiecie pod hasłem: kobieta wyzwolona?
Coś jak przeciwieństwo kury domowej(ale w negatywnym słowa znaczeniu)?
Albo taka co chodzi bez biustonosza ![]()
Jeszcze za czytanie książek mi nikt nie płaci, ale może nadejdzie taki dzień
Alez juz nadszedl.
Za czytanie ksiazek placa zawodowym tlumaczom. ![]()
Czytasz, tlumaczysz, dostajesz za to pieniadze...
Moze ja sie tym kiedys zajme. Tlumaczeniami.
Porobie uprawnienia i bedzie jak znalazl.
Kobieta wyzwolona?
Swiadoma siebie, nieskrepowana wiezami stereotypow, nie bojaca sie wyrazac swojej opini i podazaca tam gdzie chce. Nie zrazajaca sie przeciwnosciami i smialo przyjmujaca konstruktywna krytyke...
....tak w skrocie. ![]()
A mężczyzna wyzwolony?
A mężczyzna wyzwolony?
A wiesz, że od razu mi to też po tej kobiecie wyzwolonej przyszło do głowy?
Dobra, to było dość prowokacyjne i ograniczone pytanie- tak naprawdę nie znoszę rozgraniczania ludzi i ich możliwości, osobowości czy prawa przez pryzmat płci.
Kobieta wyzwolona i mężczyzna wyzwolony to dla mnie jedno i to samo: człowiek wyzwolony = nieskrępowany:)
Jaguar ale ja nie chcę tłumaczyć = pracować, tylko czytać
Dobra, w sumie mogłabym krytykiem literackim zostać.
rossanka napisał/a:A mężczyzna wyzwolony?
A wiesz, że od razu mi to też po tej kobiecie wyzwolonej przyszło do głowy?
![]()
Dobra, to było dość prowokacyjne i ograniczone pytanie- tak naprawdę nie znoszę rozgraniczania ludzi i ich możliwości, osobowości czy prawa przez pryzmat płci.
Kobieta wyzwolona i mężczyzna wyzwolony to dla mnie jedno i to samo: człowiek wyzwolony = nieskrępowany:)Jaguar ale ja nie chcę tłumaczyć = pracować, tylko czytać
Dobra, w sumie mogłabym krytykiem literackim zostać.
No krytyk to mi się podoba, chociaż nie lubię krytykować.
A społeczeństwo stereotypowo rozgranicza uprawnienia nawet jeśli chodzi o płeć. Bo facet to może to, ale babka to już nie. Rzadko odwrotnie.
Słuchajcie, a czy przyznajecie się do swoich słabości? W większym gronie, partnerowi, przyjaciółce, samej sobie... ?
A społeczeństwo stereotypowo rozgranicza uprawnienia nawet jeśli chodzi o płeć. Bo facet to może to, ale babka to już nie. Rzadko odwrotnie.
Masz rację, idziemy do przodu z naszym myśleniem, ale jeszcze duuuużo wody w rzece upłynie zanim nastąpi prawdziwe równouprawnienie. O ile w ogóle kiedyś nastąpi. Wciąż są takie sfery, których sami faceci nie chcą nam oddać, bo to, że mają ,,przewagę" jest dla nich zwyczajnie wygodne - w życiu, jako usprawiedliwienie swoich zachowań przed innymi, a czasem przed samym sobą.
Dobra, w sumie mogłabym krytykiem literackim zostać.
Cat, no ale patrz - wszystko jeszcze przed Tobą!
Swoją drogą niektórzy to mają fajne zajęcia i jeszcze (o ile są w tym dobrzy i mają wyrobioną w branży odpowiednią pozycję) dostają za to kupę kasy.
Słuchajcie, a czy przyznajecie się do swoich słabości? W większym gronie, partnerowi, przyjaciółce, samej sobie... ?
To zależy jakich
. Ogólnie jednak przed mężem tak, choć oczywiście tylko wtedy, gdy ma to jakiś sens, a nie żeby się wypłakać
, na pewno przed samą sobą, bo to mnie pcha do zmian, ale jeśli chodzi o innych ludzi, to tylko wtedy, kiedy mam do kogoś naprawdę duże zaufanie, a rozmowa na ten temat ma czemuś konkretnemu służyć. Nigdy w życiu natomiast nie starałam się wzbudzać w nikim litości, nigdy nie robię z siebie ofiary, nie wykorzystuję słabości do osiągnięcia jakiegoś celu.
Mnie jest trudno ukryć roztargnienie, rzutuje to niestety często na moją pracę, ale jednocześnie nie chcę się głupio tłumaczyć, że "taka już jestem" - bo jaka jestem, każdy widzi
W czasach PMS-owych to już jest w ogóle masakra, zapominam o wszystkim, ściągam nie te informacje co trzeba itd. Potem wszystko przechodzi i jestem W MIARĘ normalna. W miarę.
Co do innych "słabości" to nigdy ich nie wyjawiam nikomu. No, jedynie mój mąż się czasem o jakiejś dowiaduje;)
Słuchajcie, a czy przyznajecie się do swoich słabości? W większym gronie, partnerowi, przyjaciółce, samej sobie... ?
A czemu nie?
Pewnie.
Tzn. do wszystkich?
hm... napisał/a:A społeczeństwo stereotypowo rozgranicza uprawnienia nawet jeśli chodzi o płeć. Bo facet to może to, ale babka to już nie. Rzadko odwrotnie.
Masz rację, idziemy do przodu z naszym myśleniem, ale jeszcze duuuużo wody w rzece upłynie zanim nastąpi prawdziwe równouprawnienie. O ile w ogóle kiedyś nastąpi. Wciąż są takie sfery, których sami faceci nie chcą nam oddać, bo to, że mają ,,przewagę" jest dla nich zwyczajnie wygodne - w życiu, jako usprawiedliwienie swoich zachowań przed innymi, a czasem przed samym sobą.
Catwoman napisał/a:Dobra, w sumie mogłabym krytykiem literackim zostać.
Cat, no ale patrz - wszystko jeszcze przed Tobą!
Swoją drogą niektórzy to mają fajne zajęcia i jeszcze (o ile są w tym dobrzy i mają wyrobioną w branży odpowiednią pozycję) dostają za to kupę kasy.
Oj żeby usprawiedliwiać samych siebie to przede wszystkim.
No i co gorsza, kobiety, niektóre, wychowując synów popełniaja jeden podstawowy błąd. Mianowicie, wyręczajs chLopcow biednych maleńkich. I żyj potem z takim.
Catwoman napisał/a:Słuchajcie, a czy przyznajecie się do swoich słabości? W większym gronie, partnerowi, przyjaciółce, samej sobie... ?
To zależy jakich
. Ogólnie jednak przed mężem tak, choć oczywiście tylko wtedy, gdy ma to jakiś sens, a nie żeby się wypłakać
, na pewno przed samą sobą, bo to mnie pcha do zmian, ale jeśli chodzi o innych ludzi, to tylko wtedy, kiedy mam do kogoś naprawdę duże zaufanie, a rozmowa na ten temat ma czemuś konkretnemu służyć. Nigdy w życiu natomiast nie starałam się wzbudzać w nikim litości, nigdy nie robię z siebie ofiary, nie wykorzystuję słabości do osiągnięcia jakiegoś celu.
Podpisuje się.
Ja często uwydatniam swoją słabość po to żeby się pośmiać na przykład.
Wiadomo, że nie wszem i wobec głoszę.
Ale są sytuacje i są ludzie...
Mnie jest trudno ukryć roztargnienie, rzutuje to niestety często na moją pracę, ale jednocześnie nie chcę się głupio tłumaczyć, że "taka już jestem" - bo jaka jestem, każdy widzi
W czasach PMS-owych to już jest w ogóle masakra, zapominam o wszystkim, ściągam nie te informacje co trzeba itd. Potem wszystko przechodzi i jestem W MIARĘ normalna. W miarę.
Co do innych "słabości" to nigdy ich nie wyjawiam nikomu. No, jedynie mój mąż się czasem o jakiejś dowiaduje;)
Jesteś pewna, że każdy widzi?
Ja obserwuje, że każdy widzi coś innego jednak, a już na pewno nie są to rzeczy, które sądzimy, że inni widzą.
Co Ty na to?
Można się zgodzić, ale jednak roztargnienie przynosi pewne "efekty" niepożądane
Chociaż fakt, można to ukryć czasami...... pamiętam że kilka lat temu miałam mieć pewną przemowę, szkolenie - jako prowadząca. No i wszystkie możliwe materiały zostawiłam na lotnisku.... oczywiście z powodu roztargnienia
Kiedy to sobie uświadomiłam- a było to dokładnie wtedy gdy wchodziłam do sali, serce mi stanęło na ułamek sekundy.
Mnie jest trudno ukryć roztargnienie, rzutuje to niestety często na moją pracę, ale jednocześnie nie chcę się głupio tłumaczyć, że "taka już jestem" - bo jaka jestem, każdy widzi
W czasach PMS-owych to już jest w ogóle masakra, zapominam o wszystkim, ściągam nie te informacje co trzeba itd. Potem wszystko przechodzi i jestem W MIARĘ normalna. W miarę.
Co do innych "słabości" to nigdy ich nie wyjawiam nikomu. No, jedynie mój mąż się czasem o jakiejś dowiaduje;)
Jesteś pewna, że każdy widzi?
Ja obserwuje, że każdy widzi coś innego jednak, a już na pewno nie są to rzeczy, które sądzimy, że inni widzą.
Co Ty na to?
Ale podpuszcza z tymi pytaniami ![]()
Kobieta wyzwolona to taka, ktora nie jest niewolnicą (stereotypow, schematow myslowych, narzuconych ideologii, uprzedzen, nalogow, wlasnych emocji itd). Kobieta wyzwolona seksualnie to taka, ktora zna swoje potrzeby seksualne, umie rozmawiac o seksie (z partnerem i nie tylko), i potrafi dostac od partnera to, czego potrezbuje. Nie jest dla mnie kobietą wyzwoloną taka, ktora mnogoscia partnerow seksualnych udowadnia swoja kobiecosc.
I podobnie z męzczyznami ( choc to troche nie w porzadku rozmawiac o nich, nie dajac im szansy na wypowiedzenie swojego zdania - patrz strona 1). Dla mnie tzw ogier - to szczyt męskiego zniewolenia, bo swoja wartosc musi udowadniac kondycją seksualną. Takie postawy zreszta coraz bardziej wychodzą z mody, jak zauwazylam ![]()
Co do slabosci - ja rozpatruje to w kategoriach wad - wiem dokladnie, jakie mam wady, ale po co mam je zdradzac.. Ktos wnikliwy widzi mnie jak na dloni, a reszta.. po co podawac sie komus na talerzu
Poza tym - osoby zyczliwe zartuja czasem z moich wad, te, ktore mnie nie lubia - wykorzystuja je, by mi dowalic.
Ale podpuszcza z tymi pytaniami
Bo to jest cała Cat
.
O właśnie, czy same potraficie z siebie żartować? Mam nadzieję, że tego pytania jeszcze nie było
.
Osobiście uważam, że żartem można rozładować najtrudniejsze i najbardziej kłopotliwe sytuacje i kiedy mi się coś takiego przydarza (jakaś gafa, nieporozumienie, wpadka), to szczery, czasem lekko zawadiacki śmiech załatwia wszystko
. No prawie... ![]()
Zdecydowanie umiem z siebie żartować. Wolę z siebie, bo mam pewność, że w ten sposób nikogo nie urażę. Chyba łatwiej mi to przychodzi niż mówienie na poważnie o moich wadach i zaletach. No i w ten sposób bardzo łatwo przyznać się do błędu ![]()
Ale podpuszcza z tymi pytaniami
Kobieta wyzwolona to taka, ktora nie jest niewolnicą (stereotypow, schematow myslowych, narzuconych ideologii, uprzedzen, nalogow, wlasnych emocji itd). Kobieta wyzwolona seksualnie to taka, ktora zna swoje potrzeby seksualne, umie rozmawiac o seksie (z partnerem i nie tylko), i potrafi dostac od partnera to, czego potrezbuje. Nie jest dla mnie kobietą wyzwoloną taka, ktora mnogoscia partnerow seksualnych udowadnia swoja kobiecosc.
I podobnie z męzczyznami ( choc to troche nie w porzadku rozmawiac o nich, nie dajac im szansy na wypowiedzenie swojego zdania - patrz strona 1). Dla mnie tzw ogier - to szczyt męskiego zniewolenia, bo swoja wartosc musi udowadniac kondycją seksualną. Takie postawy zreszta coraz bardziej wychodzą z mody, jak zauwazylam
Co do slabosci - ja rozpatruje to w kategoriach wad - wiem dokladnie, jakie mam wady, ale po co mam je zdradzac.. Ktos wnikliwy widzi mnie jak na dloni, a reszta.. po co podawac sie komus na talerzu
Poza tym - osoby zyczliwe zartuja czasem z moich wad, te, ktore mnie nie lubia - wykorzystuja je, by mi dowalic.
Lubię pytania ![]()
Oj tak, zniewoleni seksem.
A prawda jest taka, że żadną sztuką jest mieć kogoś innego co noc, na noc.
Jak to sir robi w celu udowodnienia czegoś sobie, a może innym to wiemy co to oznacza.
Sztuką jest być długo z jednym partnerem i rozwijać się ![]()
Benita72 napisał/a:Ale podpuszcza z tymi pytaniami
Bo to jest cała Cat
![]()
.
O właśnie, czy same potraficie z siebie żartować? Mam nadzieję, że tego pytania jeszcze nie było
.
Osobiście uważam, że żartem można rozładować najtrudniejsze i najbardziej kłopotliwe sytuacje i kiedy mi się coś takiego przydarza (jakaś gafa, nieporozumienie, wpadka), to szczery, czasem lekko zawadiacki śmiech załatwia wszystko. No prawie...
No pewnie. Ja nawet to lubię.
Żeby nie było to nie rozgLaszam wszem i wobec jakie to mam wady.
Kto mnie zna to zna i wady.
I bardziej żartem czasem właśnie, ale przecie nie do nie wiadomo kogo.
W gronie znajomych bywa, że sobie z własnych słabości żartujemy.
No dobra - przyznam sie - czasem bywam sztywniarą, ale walczę z tym ![]()
Strony Poprzednia 1 … 16 17 18 19 20 … 24 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Netkafejka Świadomych Zołz- tylko dla kobiet
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026