No i co tam wyczytałaś? Podchodzę ?
Gdzie tam ![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Netkafejka Świadomych Zołz- tylko dla kobiet
Strony Poprzednia 1 … 14 15 16 17 18 … 24 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
No i co tam wyczytałaś? Podchodzę ?
Gdzie tam ![]()
Podobne tematy
hm dzięki! przeczytałam, nie do końca, ale dobry artykuł. Spotykałam się kiedyś z facetem, który w 100% odpowiada tym opisom ![]()
Hm...wniosek z tego taki, że zdecydowanie przyjemniej przyjaźni się z osobami spełnionymi, szczęśliwymi.
Pewno przyjemniej, ale ja przyjaźni w tych kategoriach nie traktuję.
Przyjemnie to ma być ze znajomymi.
Catwoman napisał/a:Hm...wniosek z tego taki, że zdecydowanie przyjemniej przyjaźni się z osobami spełnionymi, szczęśliwymi.
Pewno przyjemniej, ale ja przyjaźni w tych kategoriach nie traktuję.
Przyjemnie to ma być ze znajomymi.
No wiadomo ![]()
No i jeszcze warto dorzucić, że nie wszyscy znajomi są przyjaciółmi, może dokładniej. Nie muszą być.
A czy jesteście w stanie PRZYJAŹNIĆ SIĘ z osobą/kobietą, która ma zgoła inne myślenie, ale takie naprawdę INNE. Typu: Ty feministka, ona uważa, że miejsce kobiety jest w domu z gromadką dzieci i usługiwaniem mężowi a inne tylko udają że są szczęśliwe. ?
Nie zdążyłam się wypowiedzieć, więc nadrabiam
.
Tak. I nie tylko jestem w stanie, ale przyjaźnię się z osobami na pewnych płaszczyznach skrajnie ode mnie różnymi. Mam w gronie swoich przyjaciół (lub bliskich znajomych, bo to jednak nie to samo) osoby o innym światopoglądzie, orientacji seksualnej, poziomie życia, spojrzeniu na model małżeństwa, roli kobiety w związku, podejściu do macierzyństwa, czasem mamy zupełnie inne zainteresowania i jeszcze trochę by się tego uzbierało. To, co nas jednak łączy, to fakt, że mówimy tym samym językiem, mamy podobną wrażliwość, akceptujemy i staramy się rozumieć swoje odmienności, a przede wszystkim nikt nikomu swoich nie narzuca. Najważniejsze, to umieć się pięknie różnić i zrobić z tego atut
.
hm.. chodziło mi o to, że przyjaciel nie musi być osobą szczęśliwą czy spełnioną. Dla mnie to nie stanowi kryterium doboru przyjaciół. Tylko to jakim jest człowiekiem.
Mam przyjaciółkę, która jest nieszczęśliwa od 10 lat (po tym jak ją zostawił mąż). Czy przebywanie jest z nią przyjemne? Bywa. Ale czasem bywa nie do wytrzymania. Nie wyobrażam sobie zakończenia przyjaźni tylko dlatego, że ktoś przestał być tryskający humorem i częściej marudzi.
Catwoman napisał/a:A czy jesteście w stanie PRZYJAŹNIĆ SIĘ z osobą/kobietą, która ma zgoła inne myślenie, ale takie naprawdę INNE. Typu: Ty feministka, ona uważa, że miejsce kobiety jest w domu z gromadką dzieci i usługiwaniem mężowi a inne tylko udają że są szczęśliwe. ?
Nie zdążyłam się wypowiedzieć, więc nadrabiam
.
Tak. I nie tylko jestem w stanie, ale przyjaźnię się z osobami na pewnych płaszczyznach skrajnie ode mnie różnymi. Mam w gronie swoich przyjaciół (lub bliskich znajomych, bo to jednak nie to samo) osoby o innym światopoglądzie, orientacji seksualnej, poziomie życia, spojrzeniu na model małżeństwa, roli kobiety w związku, podejściu do macierzyństwa, czasem mamy zupełnie inne zainteresowania i jeszcze trochę by się tego uzbierało. To, co nas jednak łączy, to fakt, że mówimy tym samym językiem, mamy podobną wrażliwość, akceptujemy i staramy się rozumieć swoje odmienności, a przede wszystkim nikt nikomu swoich nie narzuca. Najważniejsze, to umieć się pięknie różnić i zrobić z tego atut.
Czyli nie do końca się różnicie jednak, bo jest między Wami porozumienie.
Ja bardziej myślałam o takich osobach, które nam usiłują wmówić swoje racje, że nie... ![]()
hm.. mnie chodziło o to, że przyjaciel nie musi być osobą szczęśliwą czy spełnioną. Dla mnie to nie stanowi kryterium doboru przyjaciół. Tylko to jakim jest człowiekiem.
Mam przyjaciółkę, która jest nieszczęśliwa od 10 lat (po tym jak ją zostawił mąż). Czy przebywanie jest z nią przyjemne? Bywa. Ale czasem bywa nie do wytrzymania. Nie wyobrażam sobie zakończenia przyjaźni tylko dlatego, że ktoś przestał być tryskający humorem i częściej marudzi.
Ale gdyby wciąż marudził?
Ja nie wiem. Najlepszych przyjaciół poznaje się w biedzie jednak.
Kurka. Ale czy np. z toksyczns osobs da się?
Która cietpi i m?wi o tym, ty chcesz pomóc, ona pomoc przyjmuje, jednak dalej jest na nie, bo wie swoje. I tak w koło Macieju.
Ale gdyby wciąż marudził?
Ja nie wiem. Najlepszych przyjaciół poznaje się w biedzie jednak.
Kurka. Ale czy np. z toksyczns osobs da się?
Która cietpi i m?wi o tym, ty chcesz pomóc, ona pomoc przyjmuje, jednak dalej jest na nie, bo wie swoje. I tak w koło Macieju.
Właśnie o to chodzi co wytłuściłam ![]()
W przypadku tej mojej przyjaciółki ja już odpuściłam dobre rady. Próbowałam wszystkiego: od pocieszania po metody "wstrząsowe".
Mogłam oczywiście wkurzyć się na nią (zresztą czasem to robię) i zaprzestać kontaktów. Mam jeszcze innych "bezproblemowych" przyjaciół. Tylko co to wtedy za przyjaźń?
Teraz po prostu jestem z nią. Są różni ludzie. Nie wszyscy przyjmują rady (z różnych powodów). W takich sytuacjach trzeba wykazać się wyrozumiałością.
Olinka napisał/a:Catwoman napisał/a:A czy jesteście w stanie PRZYJAŹNIĆ SIĘ z osobą/kobietą, która ma zgoła inne myślenie, ale takie naprawdę INNE. Typu: Ty feministka, ona uważa, że miejsce kobiety jest w domu z gromadką dzieci i usługiwaniem mężowi a inne tylko udają że są szczęśliwe. ?
Nie zdążyłam się wypowiedzieć, więc nadrabiam
.
Tak. I nie tylko jestem w stanie, ale przyjaźnię się z osobami na pewnych płaszczyznach skrajnie ode mnie różnymi. Mam w gronie swoich przyjaciół (lub bliskich znajomych, bo to jednak nie to samo) osoby o innym światopoglądzie, orientacji seksualnej, poziomie życia, spojrzeniu na model małżeństwa, roli kobiety w związku, podejściu do macierzyństwa, czasem mamy zupełnie inne zainteresowania i jeszcze trochę by się tego uzbierało. To, co nas jednak łączy, to fakt, że mówimy tym samym językiem, mamy podobną wrażliwość, akceptujemy i staramy się rozumieć swoje odmienności, a przede wszystkim nikt nikomu swoich nie narzuca. Najważniejsze, to umieć się pięknie różnić i zrobić z tego atut.
Czyli nie do końca się różnicie jednak, bo jest między Wami porozumienie.
Ja bardziej myślałam o takich osobach, które nam usiłują wmówić swoje racje, że nie...
Powyżej odpowiedziałam na pytanie zadane przez Cat, dlatego moja wypowiedź nie mogła być inna
. Gdyby jednak ktoś usiłował narzucać mi swoje zdanie i swój sposób na życie, to uznałabym to jako toksyczne, a relację jako niemożliwą do nawiązania zdrowej (!) przyjaźni.
hm... napisał/a:Ale gdyby wciąż marudził?
Ja nie wiem. Najlepszych przyjaciół poznaje się w biedzie jednak.
Kurka. Ale czy np. z toksyczns osobs da się?
Która cietpi i m?wi o tym, ty chcesz pomóc, ona pomoc przyjmuje, jednak dalej jest na nie, bo wie swoje. I tak w koło Macieju.Właśnie o to chodzi co wytłuściłam
W przypadku tej mojej przyjaciółki ja już odpuściłam dobre rady. Próbowałam wszystkiego: od pocieszania po metody "wstrząsowe".
Mogłam oczywiście wkurzyć się na nią (zresztą czasem to robię) i zaprzestać kontaktów. Mam jeszcze innych "bezproblemowych" przyjaciół. Tylko co to wtedy za przyjaźń?
Teraz po prostu jestem z nią. Są różni ludzie. Nie wszyscy przyjmują rady (z różnych powodów). W takich sytuacjach trzeba wykazać się wyrozumiałością.
Ja tam nie radzę na siłę.
A lubię fajnych ludzi. Po prostu. Nie zastanawiam się.
Wesołych, zabawnych, radosnych ![]()
Uśmiechniętych. Z energis takich no. Czasem każdemu gorszy czas się zdarzy. Wtedy razem sie smucimy.
Luc, Wasza przyjaźń zwycięsko przechodzi próbę. Lojalność, uczciwość względem niej, inne zasady, przypuszczalnie także sympatia nie pozwalają Ci postąpić inaczej, jak być i mimo wszystko wciąż ją wspierać, ale gdybyś tę kobietę dopiero dzisiaj poznała - potrafiłabyś się z nią zaprzyjaźnić?
hm... napisał/a:Olinka napisał/a:Nie zdążyłam się wypowiedzieć, więc nadrabiam
.
Tak. I nie tylko jestem w stanie, ale przyjaźnię się z osobami na pewnych płaszczyznach skrajnie ode mnie różnymi. Mam w gronie swoich przyjaciół (lub bliskich znajomych, bo to jednak nie to samo) osoby o innym światopoglądzie, orientacji seksualnej, poziomie życia, spojrzeniu na model małżeństwa, roli kobiety w związku, podejściu do macierzyństwa, czasem mamy zupełnie inne zainteresowania i jeszcze trochę by się tego uzbierało. To, co nas jednak łączy, to fakt, że mówimy tym samym językiem, mamy podobną wrażliwość, akceptujemy i staramy się rozumieć swoje odmienności, a przede wszystkim nikt nikomu swoich nie narzuca. Najważniejsze, to umieć się pięknie różnić i zrobić z tego atut.
Czyli nie do końca się różnicie jednak, bo jest między Wami porozumienie.
Ja bardziej myślałam o takich osobach, które nam usiłują wmówić swoje racje, że nie...Powyżej odpowiedziałam na pytanie zadane przez Cat, dlatego moja wypowiedź nie mogła być inna
. Gdyby jednak ktoś usiłował narzucać mi swoje zdanie i swój sposób na życie, to uznałabym to jako toksyczne, a relację jako niemożliwą do nawiązania zdrowej (!) przyjaźni.
No i o to chodzi ![]()
A lubir fajnych ludzi. Po prostu. Nie zastanawiam się.
No właśnie ![]()
Nieszczęśliwi czy niespełnieni też mogą być fajni.
hm... napisał/a:A lubir fajnych ludzi. Po prostu. Nie zastanawiam się.
No właśnie
Nieszczęśliwi czy niespełnieni też mogą być fajni.
No jasne ![]()
Bywa, że nje wszysctko w życiu układa się tak jakbyśmy chcieli.
Jaguar, może masz osobowość psychopaty- oni nie potrafią wykrzesać z siebie empatii
No to trudno.
Nic na to nie poradze i szczerze powiedziawszy nawet nie chce sobie radzic.
Jestem kim jestem ![]()
Ale czemu ściągajs w dół?
Jeślu usiłują ściągnąć może? Wtedy zmykamy
No ja wiem kiedy zwinac szpadelek i lopatke i isc do swojej piaskownicy ![]()
Ale podobno niektorzy nie posiadaja owej madrosci zyciowej i pozwalaja sie innym "dobrym" duszom wpedzic w kompleksy i inne takie....ZAstanawiam sie czemu?
Wydaje mi się, że kluczowe znaczenie ma wychowanie. Tylko, że w pewnym momencie stajemy się dorośli. I możemy uznać, że coś w naszym życiu jest nie tak. I możemy podjąć świadomą pracę nad tym, żeby to życie było takie, jak chcemy. Takie osoby mają trudniej niż te, którym pozytywne spojrzenie na świat zostało w jakiś sposób wszczepione. Ale zmiana jest możliwa.
O dokladnie!
Gdybym chciala podazac za wszczepionym mi wychowaniem to musialabym byc sama i unikac rodzaju meskiego jak zarazy wszelakiej
Ale sposob w jaki mnie wychowywano byl po prostu kompletnie niezgodny z moja natura ktora bardzo ciezko ujarzmic ![]()
A czy jesteście w stanie PRZYJAŹNIĆ SIĘ z osobą/kobietą, która ma zgoła inne myślenie, ale takie naprawdę INNE. Typu: Ty feministka, ona uważa, że miejsce kobiety jest w domu z gromadką dzieci i usługiwaniem mężowi a inne tylko udają że są szczęśliwe. ?
No jesli ktos wychodzi z takiego zalozenia "...a inne tylko udaja ze sa szczesliwe" to dlugo ze mna sie nie pobawi.
Czego nie lubie bardziej od pajakow to wmawiania mi ze to co czuje jest falszywe tudziez nie ma podstaw.
Moge sie przyjaznic z osoba kompletnie rozniaca sie ode mnie podejsciem do zycia ale musi to byc przyjazn z glebokim i szerokim poszanowaniem wzajemnych pogladow. Nie zdzierze jesli by mi druga osoba na sile probowala wmowic i przekonac do swojego stylu zycia.
chodziło mi o to, że przyjaciel nie musi być osobą szczęśliwą czy spełnioną. Dla mnie to nie stanowi kryterium doboru przyjaciół.
A dla mnie troche jest.
Bo ja jestem szczesliwa i co mam niby zrobic z wiecznie nieszczesliwym przyjacielem?
On bedzie sie kiepsko czul bo jemu zle a mnie nie, a i ja bede sie glupio czula bo w sytuacji kiedy mi dobrze a jemu zle dzielenie sie szczesciem jest jak to Anglicy mowia "...rubbing it in a face".
Wszystko się zmienia w momencie, kiedy przestaje się być szczęśliwym i zadowolonym.Pewni ludzie kochają po prostu osoby bezproblemowe, miłe i przyjemne.Otaczają się podobnymi sobie.
I wtedy czasem jak diabeł z pudełka wyskakuje nasza prywatna trauma.Zostawia nas mąż , w sposób obrzydliwy, chamski i zamiast pocieszenia i wsparcia zostajemy wyrzuceni z grona znajomych, a nasze miejsce zajmuje nowa, sympatyczna i miła nowa partnerka naszego męża.
Trafia nam się choroba w rodzinie, rodzi niepełnosprawne czy chore dziecko i przestajemy być towarzysko atrakcyjni.
Zapadamy na raka, stwardnienie rozsiane, chorobę psychiczną i mamy wokoło siebie idealną pustkę.Bo okazuje się, że nasi uśmiechnięci i radośni przyjaciele nie mają ochoty na traumy, wizyty na oddziale onkologicznym, brzydzi ich szpetota, choroba, słabość i smutek.
Każdy z nas zakłada, że to go nie spotka.Ale życie pisze rózne scenariusze.I wtedy dowiadujemy się z cała mocą, kto jest naszym przyjacielem, a kto tylko znajomym.
ale gdybyś tę kobietę dopiero dzisiaj poznała - potrafiłabyś się z nią zaprzyjaźnić?
Odpowiedź nie jest prosta.
To by zależało od jakiej strony dałaby się poznać.
Jeżeli jako przysłowiowa "kupa nieszczęścia", która tylko jęczy,nie widzi niczego innego poza swoim nieszczęściem, a poza tym nie da się z nią nawiązać relacji na innym poziomie - to zapewne nie. Być może nadal spotykałabym się, gdyby moje towarzystwo jej pomagało, ale pewno przyjaźni by nie było.
Jeżeli natomiast, oprócz bycia nieszczęśliwą, okazałaby się interesującą (tu rozumiem wiele aspektów) osobą to nie widzę przeciwskazań.
Ludzie jak ognia boją się nieszczęśliwych osób. Jakby nieszczęście było zaraźliwe ![]()
Wszystko się zmienia w momencie, kiedy przestaje się być szczęśliwym i zadowolonym.Pewni ludzie kochają po prostu osoby bezproblemowe, miłe i przyjemne.Otaczają się podobnymi sobie.
I wtedy czasem jak diabeł z pudełka wyskakuje nasza prywatna trauma.Zostawia nas mąż , w sposób obrzydliwy, chamski i zamiast pocieszenia i wsparcia zostajemy wyrzuceni z grona znajomych, a nasze miejsce zajmuje nowa, sympatyczna i miła nowa partnerka naszego męża.
Trafia nam się choroba w rodzinie, rodzi niepełnosprawne czy chore dziecko i przestajemy być towarzysko atrakcyjni.
Zapadamy na raka, stwardnienie rozsiane, chorobę psychiczną i mamy wokoło siebie idealną pustkę.Bo okazuje się, że nasi uśmiechnięci i radośni przyjaciele nie mają ochoty na traumy, wizyty na oddziale onkologicznym, brzydzi ich szpetota, choroba, słabość i smutek.
Każdy z nas zakłada, że to go nie spotka.Ale życie pisze rózne scenariusze.I wtedy dowiadujemy się z cała mocą, kto jest naszym przyjacielem, a kto tylko znajomym.
I tu masz rację, bo ja właśnie w takim momencie zweryfikowałam listę swoich ,,przyjaciół". Wydawało mi się, że skoro zawsze jestem gotowa nieść pomoc, wysłuchać, wsiąść w samochód w środku nocy, aby pozwolić komuś wypłakać się w mój rękaw, kosztem swojego czasu spędzonego z własną rodziną wyciągać kogoś z doła, odkładać wszystko na bok, bo ktoś właśnie mnie potrzebuje, to kiedy ja będę w podobnej sytuacji, to zadziała zasada wzajemności. O jakże się myliłam!
To dlatego dzisiaj szybko wychwytuję takie jednostronne znajomości, uciekam gdzie pieprz rośnie od osób, które mówią tylko o sobie, nie słuchając co ja mam do powiedzenia i nie pytając czy wszystko u mnie w porządku. Jednym słowem nie przyjaźnię się z egoistami, ludźmi, którzy nie widzą nic, co wykracza poza czubek ich własnego nosa i którzy usiłują żerować na mojej dobrej woli. Dziś mam garstkę przyjaciół i sporo znajomych, a słowo ,,przyjaciel" jest dla mnie słowem, które naprawdę mocno ważę.
Luc, myślę podobnie. Nie skreślam ludzi, którzy są nieszczęśliwi tylko dlatego, że są nieszczęśliwi, ale tak jak wspomniałam - przyjaźń nie może być jednostronna, czyli i mi musi coś dawać. Nieważne na jakiej płaszczyźnie. Zwyczajnie nie mogę czuć, że po spotkaniu czy rozmowie z daną osobą za każdym razem ucieka ze mnie życiowa energia. A bywało tak...
Wasza przyjaźń zwycięsko przechodzi próbę.
To zdanie jakoś mi wcześniej umknęło, więc odpowiem dopiero teraz.
Nie podchodzę do tej sytuacji jako "przechodzenia próby". Dla mnie to pewna, czasem naturalna, kolej rzeczy.
Przyjacielowi posypało się życie i cóż? Dalej pozostał przyjacielem. Nawet jeżeli jest nieszczęśliwy i czasem marudzi.
Przechodzenie próby to coś więcej. To sytuacja gdy stało się coś z czyjejś winy, a mimo to się z tym uporaliśmy (w imię przyjaźni, w innych sytuacjach - w imię miłości).
Czasem mogą być też sytuacje, gdy coś się stało bez winy np. choroba, kalectwo. Jakże często w takich właśnie sytuacjach, weryfikujemy nasze otoczenie.
I właśnie w takich sytuacjach Ci super zadowoleni z życia ludzie zawalają.Nie chcą, albo nie dają rady przychodzić do szpitala np.Nie wiedzą o czym rozmawiać z człowiekiem w żałobie, bo nieszczęście psuje im dobre samopoczucie.Bo niesie smutek, jest niewygodne.Albo trzeba byłoby pomóc ,a się zwyczajnie nie chce.
Zauważyłam, e Ci świetni, usmiechnięci i zadowoleni "przyjaciele" są z nami tylko wtedy, gdy my równie radoścnie podchodzimy do życia.
Asterka, BZDURA. Czyms innym jest zaloba, choroba, nagle nieszczescie, ktore mimo trudnej sytuacji wymaga pocieszenia, a zupelnie czyms innym jest wieczna postawa roszczeniowej placzki, ktora wisi komus na ramieniu, domaga sie uwagi, bo jej "sie nalezy". Nie ma sily, ale negatywne osoby sa po prostu szalenie nieatrakcyjne, wysysaja energie z otoczenia, doluja, przygniataja swoimi neurozami. Prawdziwy problem ja moge zrozumiec- i pomoc, na ile moge. Tyrady samozalosci (ktore przeciez zadnych rad nie chca), nastawione na zwracanie na siebie uwagi- omijam jak czarna smierc.
Nie chcialabym sie przyjaznic z osobami, ktore ignoruja moje powazne problemy (choroba, utrata pracy, rozstanie z facetem)- od czego sa w koncu przyjaciele?; ale nie zmuszalabym nikogo do sluchania mojego n-tego jeku o tym, ze nikt mnie nie kocha (co sie powtarza jak katarynka) przez miesiace, bo ani mnie by to nie pomagalo ani dobrze przyjaciol nastrajalo.
Luc, oczywiście masz rację, ale pisząc o próbie miałam na myśli, że często tak się dzieje, że właśnie w kryzysowych, trudnych sytuacjach mamy okazję przekonać się co taka przyjaźńń jest warta i czy warto w ogóle nazywać ją przyjaźnią.
I właśnie w takich sytuacjach Ci super zadowoleni z życia ludzie zawalają.Nie chcą, albo nie dają rady przychodzić do szpitala np.Nie wiedzą o czym rozmawiać z człowiekiem w żałobie, bo nieszczęście psuje im dobre samopoczucie.Bo niesie smutek, jest niewygodne.Albo trzeba byłoby pomóc ,a się zwyczajnie nie chce.
Zauważyłam, e Ci świetni, usmiechnięci i zadowoleni "przyjaciele" są z nami tylko wtedy, gdy my równie radoścnie podchodzimy do życia.
To ty masz przyjaciol!??
Anyway czyms innym, jak adler slusznie stwierdzila, jest nagle nieszczescie a czyms innym permanentmy malkontentyzm i uzalanie sie. Od czegos takiego to ja uciekam daleko. I pewnie wiekszosc stabilnych na umysle tez.
Ale inaczej potraktuje przyjaciela w naglym nieszczesciu.
Cześć a która z was ma jasny podział obowiązków i zarabia więcej od "swojego męża.
Czytałam coś o intercyzie dla mnie to dobry pomysł do zrealizowania w przyszłym małżeństwie.
Cześć a która z was ma jasny podział obowiązków i zarabia więcej od "swojego męża.
Czytałam coś o intercyzie dla mnie to dobry pomysł do zrealizowania w przyszłym małżeństwie.
Juz ci to pisalam i napisze jeszcze raz.
Gdybym chciala na to tak patrzec jak ty to musialabym miec nie jednego a dwoch facetow uwijajacych mi sie po domu i czyszczacych mi hebanowe podlogi.
Zwiazek to partnerstwo a nie rywalizacja "kto zarabia wiecej".
Cześć a która z was ma jasny podział obowiązków i zarabia więcej od "swojego męża.
Czytałam coś o intercyzie dla mnie to dobry pomysł do zrealizowania w przyszłym małżeństwie.
Przychylam się do zdania Jaguar
Nie dawaj się wciągać w "mody" społeczne tylko dlatego, że ...to modne ![]()
Asterka10 napisał/a:I właśnie w takich sytuacjach Ci super zadowoleni z życia ludzie zawalają.Nie chcą, albo nie dają rady przychodzić do szpitala np.Nie wiedzą o czym rozmawiać z człowiekiem w żałobie, bo nieszczęście psuje im dobre samopoczucie.Bo niesie smutek, jest niewygodne.Albo trzeba byłoby pomóc ,a się zwyczajnie nie chce.
Zauważyłam, e Ci świetni, usmiechnięci i zadowoleni "przyjaciele" są z nami tylko wtedy, gdy my równie radoścnie podchodzimy do życia.To ty masz przyjaciol!??
Anyway czyms innym, jak adler slusznie stwierdzila, jest nagle nieszczescie a czyms innym permanentmy malkontentyzm i uzalanie sie. Od czegos takiego to ja uciekam daleko. I pewnie wiekszosc stabilnych na umysle tez.
Ale inaczej potraktuje przyjaciela w naglym nieszczesciu.
A wyobraż sobie Jaguarku mam.Nawet na tym forum.
Adler o przyjaźni wie tyle co ślepy o kolorach.Jest uprzedzona, nierealistyczna i tchórzliwa.I lubi żle myśleć o ludziach.A co do Ciebie pamiętam Twoją wypowiedz w wątku o chorej żonie - po tym szczerze wątpię , że jesteś w stanie pomóc komuś i przejąć się kimś innym niż sobą.
oho, poszło na noże ![]()
katarzynka, byl czas, ze zarabialam sporo wiecej od meza. Czy to cos zmienialo, nie. Ot, tak sie po prostu potoczylo i nam obojgu wydawalo sie to naturalne - zreszta, maz mnie wspieral wtedy bardzo. Potem sytuacja sie odwrocila i teraz to on zarabia wiecej. Ale my mamy zwiazek raczej partnerski, w dobrym tego znaczeniu.
Olinko, ja czuje podobnie -najlepiej, gdy wklad (energii, zaangazowania) w przyjazn jest symetryczny - kazdy daje tyle samo, niekoniecznie oczywiscie w danym czasie i nie chodzi tu o zadna wyrachowana interesownosc - przeplyw energii musi byc rowny w obie strony. Gdy ktos ma gorszy humor - wtedy bierze ode mnie, kiedy ja jestem w dolku, przyjaciel mnie pocieszy. Tak to dziala.
Asterka, inaczej jest, gdy kogos dosiegnie nieszczescie - choroba, zdrada, smierc - wtedy przyjaciel jest po to, by po prostu byc. Ale w normalnym/codziennym zyciu odrobina optymizmu jest konieczna do przyjazni, tak sadze.
Zolzy! Proponuje by w tym kaciku probowac sie obyc bez wycieczek osobistych, nie dosyc macie tego w innych kafajkach?
Ja tutaj sie do tej pory dobrze czulam, a teraz mam mieszane uczucia. Smutne to...
A ja raczej zawsze będę zarabiać mniej niż mąż i wcale mi to nie przeszkadza
Podobnie jak gotowanie codziennie obiadu ![]()
catwomen, ugotowanie dobrego obiadu - bezcenne
Za wszystko inne zaplacisz karta M ![]()
hihihi
Mój mąż to samo powiada ![]()
oho, poszło na noże
Czy to Cię dziwi?
Przy okazji, zastanawiające jest dla mnie to, że na konkretne posty Asterki (fakt, emocjonalne, a nawet czasem nieco agresywne) od razu jest reakcja, a na posty innych osób (oględnie rzecz ujmując - nacechowane conajmniej złośliwością) pod jej adresem, mało kto lub zgoła nikt, nie reaguje ![]()
Choć akurat w Twoim przypadku Catwoman, mam wrażenie, że chodziło o rozładowanie atmosfery ![]()
Dobre masz wrażenie, luc .....
Asterka, inaczej jest, gdy kogos dosiegnie nieszczescie - choroba, zdrada, smierc - wtedy przyjaciel jest po to, by po prostu byc. Ale w normalnym/codziennym zyciu odrobina optymizmu jest konieczna do przyjazni, tak sadze.
Zolzy! Proponuje by w tym kaciku probowac sie obyc bez wycieczek osobistych, nie dosyc macie tego w innych kafajkach?
Ja tutaj sie do tej pory dobrze czulam, a teraz mam mieszane uczucia. Smutne to...
A czy to musi być optymizm?Ciepło, lojalność , bliskość nie wystarczy?Nie ukrywajmy czasem optymizm to tylko hipokryzja i mydlenie oczu.Zamias durnych frazesów wystarczy kogoś przytulić, potrzymać za rękę, zrobić coś dobrego.Zresztą prawdziwe przyjaźnie coś takiego mają, że trudno przy przyjacielu być non stop smutnym.Mam dar autoironiii śmiania się z samej siebie.Cieszenia się czasem drobiazgami.A przede wszystkim potrafię być szczęśliwa będąc w pobliżu kogoś kogo lubię.
Asterka10 no ale optymizmu nie musimy utożsamiać z wiecznie roześmianą gębą. Optymizm to przekazywanie komuś swojej radości, siły, wspieranie; czy słowem, czy potrzymaniem za rękę.
A wyobraż sobie Jaguarku mam.Nawet na tym forum.
Adler o przyjaźni wie tyle co ślepy o kolorach.Jest uprzedzona, nierealistyczna i tchórzliwa.I lubi żle myśleć o ludziach.A co do Ciebie pamiętam Twoją wypowiedz w wątku o chorej żonie - po tym szczerze wątpię , że jesteś w stanie pomóc komuś i przejąć się kimś innym niż sobą.
Trzymajcie mnie, bo ze smiechu umre
Jedyne co mi do glowy przychodzi, to podziwiac wytrzymalosc przyjaciol Kolezanki- ktos im powinien jakas nagrode przyznac.
A tak w temacie przyjazni z bardzo odrebnymi od nas ludzmi, wydaje mi sie, ze mam duze granice tolerancji co do czyis pogladow, np. mam przyjaciol, ktorzy sa bardzo religijni a mnie tam daleko do poboznosci, czy tez wyznajemy zgola odrebne polityczne poglady. Jedyne czego zniesc nie potrafie to...no jasne, kazdy by tutaj mogl zgadnac- pesymizm.
....niesamowitym jest, że każdy człowiek potrafi sobie znaleźć kogoś, kto go zaakceptuje takim, jaki jest. Taka mnie właśnie refleksja naszła. No nie?
Cat, to akurat prawda. Ludzi w koncu jest na ziemi duzo ![]()
Benita72 napisał/a:Asterka, inaczej jest, gdy kogos dosiegnie nieszczescie - choroba, zdrada, smierc - wtedy przyjaciel jest po to, by po prostu byc. Ale w normalnym/codziennym zyciu odrobina optymizmu jest konieczna do przyjazni, tak sadze.
Zolzy! Proponuje by w tym kaciku probowac sie obyc bez wycieczek osobistych, nie dosyc macie tego w innych kafajkach?
Ja tutaj sie do tej pory dobrze czulam, a teraz mam mieszane uczucia. Smutne to...A czy to musi być optymizm?Ciepło, lojalność , bliskość nie wystarczy?Nie ukrywajmy czasem optymizm to tylko hipokryzja i mydlenie oczu.Zamias durnych frazesów wystarczy kogoś przytulić, potrzymać za rękę, zrobić coś dobrego.Zresztą prawdziwe przyjaźnie coś takiego mają, że trudno przy przyjacielu być non stop smutnym.Mam dar autoironiii śmiania się z samej siebie.Cieszenia się czasem drobiazgami.A przede wszystkim potrafię być szczęśliwa będąc w pobliżu kogoś kogo lubię.
Cieplo, lojalnosc, bliskosc to bardzo duzo i pewnie wystarczy
Ale z odrobina optymizmu jest jeszcze lepiej, bo wnosi cos na przyszlosc. Taka nuta - teraz jest zle/tragicznie/niedobrze/ ale jest SZANSA, ze bedzie moze troche lepiej. Najpierw zaakceptowac stan, w ktorym jestes - jest mi zle. Potem pytanie - dlaczego? Potem - co moge z tym zrobic? A autoironia.. - to dar, rzadko kto ją ma - super sprawa do wykorzystania w codziennych zmaganiach.
I nie ukrywajmy, optymizm bardzo czesto jest hipokryzja i zwykłe "nie przejmuj sie, bedzie lepiej" durnym frazesem. Ale czasem nie jest, Asterko ![]()
adlernewmen, nie wiem, czy to pisac, ale... Ty masz jakis problem z Asterką...
Do przekazywania radości , do potrzymania za rękę do bliskości wcale nie potrzebny jest optymizm.
A czyjś pesymizm wcale nie determinuje tego jakim ktoś jest przyjacielem.
Optymizm i pesymizm to tylko nasze spojrzenie na świat, a nie to jakim ktoś jest człowiekiem.I jakim przyjacielem.Znam płytkich optymistów, którym czyjeś cierpienie psuje nastrój.Ciemne aspekty życia to coś przed czym uciekają, czego nie chcą i nie akceptują.To im nie pasuje do światopoglądu i do świata jaki chcą widzieć.To tacy Eloje z powieśći Wellsa, którzy chcą żyć miło prosto i bezproblemowo.
Adler, co do Twoich wycieczek osobistych tyle razy proponowałam Ci poznaj mnie osobiście i dopiero się wypowiadaj.NIE MASZ PODSTAW DO SŁOWA KRYTYKI WZGLĘDEM MNIE JAKO PRZYJACIELA.
Z czystej ciekawości i obiektywizmu chciałabym przekonać się na Twoim miejscu jak jest na prawdę.
Wiesz co, jest sporo racji w tym, co piszesz. Byc moze ja optymizm postrzegalam jako chec pocieszenia, czy dania nadziei. A czasem jest to trudne.
Zależy, co chcesz dać innym. Na pewno nie możesz dać tego, czego sama nie masz.
Asterko, proszę, żebyś nie przenosiła swoich personalnych niechęci ze swojej kafejki do naszej kafejki!
My tu nie chcemy awantur i przepychanek. Nie wiem co masz do Adlernewman, ale w tej kafejce na pewno się Twoja niechęć nie zrodziła i nie mamy zamiaru patrzeć na jej kontynuację.
Poza tym faktem jesteś tu mile widziana.
Taka mnie właśnie refleksja naszła. No nie?
Mnie z kolei naszła refleksja, żeby na całe forum nie rozprzestrzeniać kafejki ,,Jestem brzydka"
, bo to zaczyna działać jak ospa wietrzna.
Edit: Vinngo, chyba mamy te same myśli i wyraziłyśmy je niemal równocześnie
.
Cieplo, lojalnosc, bliskosc to bardzo duzo i pewnie wystarczy
Ale z odrobina optymizmu jest jeszcze lepiej, bo wnosi cos na przyszlosc. Taka nuta - teraz jest zle/tragicznie/niedobrze/ ale jest SZANSA, ze bedzie moze troche lepiej. Najpierw zaakceptowac stan, w ktorym jestes - jest mi zle. Potem pytanie - dlaczego? Potem - co moge z tym zrobic? A autoironia.. - to dar, rzadko kto ją ma - super sprawa do wykorzystania w codziennych zmaganiach.
I nie ukrywajmy, optymizm bardzo czesto jest hipokryzja i zwykłe "nie przejmuj sie, bedzie lepiej" durnym frazesem. Ale czasem nie jest, Asterko
adlernewmen, nie wiem, czy to pisac, ale... Ty masz jakis problem z Asterką...
Nie lubię mówić , nie przejmuj się będzie lepiej bo to czasem kłamstwo.Wolę powiedzieć "nie zasługujesz na to co Cię spotyka", dasz radę niz karmić przyjaciela złudzeniami.
Nauczyło mnie tego życie - wolę wiedzieć, że ktoś będzie przy mnie i pomoże, niż słyszeć zapewnienia bez pokrycia jak to będzie cudownie.Czasem dawanie człowiekowi nadziei to okrucieństwo.Wzniesie się na krótki moment, ale upadnie po tym jeszcze boleśniej.
A co do rozprzestrzeniania ospy wietrznej - proszę Was o obiektywizm.Nie ja zaczełam i nie ja pozwalam sobie na niewybredne wycieczki osobiste do których nie mam podstaw.
adlernewmen, nie wiem, czy to pisac, ale... Ty masz jakis problem z Asterką...
Ech, ja pisac nie bede, bo szkoda ekranu... Nie mam zamiaru sie tu (znowu!) wyklocac z Asterka, bo glowa mnie od tego boli i nikomu to nie sluzy.
Asterko, po raz kolejny powtarzam, ze nie mam najmniejszej checi kontynuowania naszych forumowych potyczek poprzez inne netowe medium. Zobaczenie Ciebie w kamerze nie zmieni moich pogladow. Moze Ty chcesz awanture z kims miec, ale dla mnie to zadna frajda. Wystarczylo mi czytanie Twoich obrazliwych epitetow pod moim adresem.
Takze wrocmy do tematu nietypowych przyjazni ![]()
Asterko, proszę, żebyś nie przenosiła swoich personalnych niechęci ze swojej kafejki do naszej kafejki!
My tu nie chcemy awantur i przepychanek. Nie wiem co masz do Adlernewman, ale w tej kafejce na pewno się Twoja niechęć nie zrodziła i nie mamy zamiaru patrzeć na jej kontynuację.
Poza tym faktem jesteś tu mile widziana.
Sprzeciw.
Asterka weszla i calkiem normalnie przedstawila swoje zdanie. To adlerneman ją zaatakowala personalnie, jak zauwazylam na forum, nie pierwszy raz. Nie widzicie tego?
vinnga napisał/a:Asterko, proszę, żebyś nie przenosiła swoich personalnych niechęci ze swojej kafejki do naszej kafejki!
My tu nie chcemy awantur i przepychanek. Nie wiem co masz do Adlernewman, ale w tej kafejce na pewno się Twoja niechęć nie zrodziła i nie mamy zamiaru patrzeć na jej kontynuację.
Poza tym faktem jesteś tu mile widziana.Sprzeciw.
Asterka weszla i calkiem normalnie przedstawila swoje zdanie. To adlerneman ją zaatakowala personalnie, jak zauwazylam na forum, nie pierwszy raz. Nie widzicie tego?
Nie.
Tekst Adler:
Asterka, BZDURA.
Nic personalnego, ocena poglądów.
Tekst Asterki:
Adler o przyjaźni wie tyle co ślepy o kolorach.Jest uprzedzona, nierealistyczna i tchórzliwa.I lubi żle myśleć o ludziach.
Tekst personalnie o Adler. W dodatku bez związku z jej wypowiedziami w kafejce.
Nie rozpatrujemy win popełnionych na całym forum. Jeśli ktoś zauważy coś niezgodnego z zasadami - powinien zgłosić w momencie, kiedy to zauważy.
Koniec.
Odnośnie przyjaźni - mam doborowe towarzystwo przyjaciół. Jakoś zawsze miałam dar ich wybierania. Wszyscy z etykietką "przyjaciel" są wyznawcami jasnej strony życia.
Akurat w szpitalach to ja wiele miesięcy spędziłam i musiałam ustawiać grafik odwiedzin, bo się personel czepiał o nadmierne tłumy. Nawet osoby kwalifikowane przeze mnie jako "znajomi" przychodziły tabunami "bo tobie się na pewno tam strasznie nudzi".
A najbardziej optymistyczne osoby świata poznałam właśnie w szpitalu. Była to pewna Ania - wówczas miała 38 lat, wyglądała na moją rówieśniczkę (ja miałam jakieś 25). Mężatka, matka trójki dzieci. RZS masakrycznie powykrzywiało jej stawy dłoni i stóp, ciężko jej było wykonać podstawowe czynności. Miała taką wewnętrzną radość życia, że przyciągała jak magnes. Cudowna osoba.
Druga była młodziutka - Bogusia, 23 lata. Również z powykrzywianymi dłońmi i optymizmem, którym mogła zarazić cały świat. Równie cudowna osóbka.
Niespodziewane nieszczęścia nie zabijają optymizmu. Bo człowiek musi żyć dalej w nowej sytuacji. Optymiści również przeżywają żałobę czy trudne chwile. Tyle, że oni się podnoszą i idą dalej. Bo ich życie będzie trwało tyle samo niż jakby się umartwiali. Tylko, że będzie miało większą jakość
Benita, to nie ja zaczelam tu prywatne wycieczki w stylu, ze ja niby o "przyjazni wiem tyle co slepy o kolorach".
Poza tym, oficjalnie, mam dosyc tego typu przepychanek.
Więc oficjalnie je skończmy. A ja będę usuwać wszystko, co do przepychanki próbuje nawiązać...
Tylko, że będzie miało większą jakość
O jakości życia Vingo nie decyduje to czy jesteś optymistą czy pesymistą.Ale jakim jesteś człowiekiem.Znam optymistów, którzy widzą tylko siebie.I pesymistów, którzy oddaliby bliskiej osobie ostatnią koszulę.
Jestem pesymistką i wcale nie uważam, że moje życie jest gorsze, mniej warte i ma mniejszą jakość.
Bo o jakości naszego życia nie świadczy to jak my je przeżywamy , tylko jak się żyje z nami innym.To czy potrafimy dawać, kochać i uszczęśliwiać innych.Pesymista nie kocha może całego świata, ale potrafi.
vinnga, to nie o to chodzi, zeby zglaszac czy nie zglaszac, tylko o kulture dyskusji po prostu. Jakos tak mi sie widzi, ze tu nasza Asterka stala sie kozlem ofiarnym
, ale moze sie myle.. ![]()
Tylko, że będzie miało większą jakość
O jakości życia Vingo nie decyduje to czy jesteś optymistą czy pesymistą.Ale jakim jesteś człowiekiem.Znam optymistów, którzy widzą tylko siebie.I pesymistów, którzy oddaliby bliskiej osobie ostatnią koszulę.
Jestem pesymistką i wcale nie uważam, że moje życie jest gorsze, mniej warte i ma mniejszą jakość.
Bo o jakości naszego życia nie świadczy to jak my je przeżywamy , tylko jak się żyje z nami innym.To czy potrafimy dawać, kochać i uszczęśliwiać innych.Pesymista nie kocha może całego świata, ale potrafi.
matko, nic nie usuwaj, to sa zwykle interakcje miedzyludzkie ..:)
Benita, wydaje mi się, że się mylisz.
Jak już zauważyłaś - to są interakcje
Asterko, nie rozumiesz. Pisałam o jakości życia dla samego właściciela tego życia. Jeśli ktoś wiecznie narzeka na swoje życie to jest dla mnie oczywistym, że jego życie nie ma właściwej jakości. Nawet dla niego samego.
Jeśli ktoś jest ze swojego życia zadowolony to ma ono wyższą jakość. I tyle.
Ale Asterka przeciez napisala, ze jej zycie ma dobra jakosc. I, wydaje mi sie, udowadnia to w swoich postach. Czy my nie szukamy dziury w calym? ![]()
vinnga, mylic sie jest rzecza ludzka ![]()
Benitko, ale to ona marudzi, nie my, nieprawdaż?
Asterka przyszła do naszej kafejki. Przyniosła swoje poglądy i je szerzy. A ze swojej przepędza "innowierców" ...
A mnie sie wydaje, ze nie to co zycie nam "rzuca" (a rzucac potrafi) jest istotne, ale jak sie do tego potrafimy odniesc. Jedna osoba w obliczu choroby moze sie zalamac, zostac cieniem siebie, a inna, chociaz oczywiscie bedzie sie zmagac z choroba tak samo, potrafi zobaczyc jakies pozytywy w swojej sytuacji, nie tracic ducha (jak Vinnga tu dala przyklady ze szpitala). I prosze mi powiedziec, kto ma tutaj lepsza "stope" zyciowa?
Vinga, narzekam na swoje życie bo nie mogę być z niego w pełni zadowolona.Mało kto by na moim miejscu był.I nie ma cudownego sposobu by je uzdrowić.Staram się więc by było najlepsze w zaistniałych okolicznościach.Mówić, że jest cudowne i że będzie lepiej byłoby kłamstwem.A nie lubię kłamać i ściemniać.
Pewne rzeczy nie przestaną mnie uwierać.Z pewnymi nie mogę się pogodzić.Muszę więc zacisnąć zęby i żyć dalej najlepiej jak umiem i mogę.
Nie we wszystkim można zobaczyć pozytywy i przekuć porażki na sukcesy.
Nie można się cieszyć z życia bezgranicznie i optymistycznie mając u boku chorobę, niepełnosprawność i niepewną przyszłośc kogoś kogo kochamy.
Marudzi, bo lubi
Taki ma sposob na zycie.
Poza tym, jak widze, jest wartosciowa osobą. Jedno z drugim nie ma nic wspolnego.
Dobranoc, Zolzy ![]()
.
Nie można się cieszyć z życia bezgranicznie i optymistycznie mając u boku chorobę, niepełnosprawność i niepewną przyszłośc kogoś kogo kochamy.
O tym nie wiedzialam. Wiec sorki za powyzszy zart.
Benitko, ale to ona marudzi, nie my, nieprawdaż?
Asterka przyszła do naszej kafejki. Przyniosła swoje poglądy i je szerzy. A ze swojej przepędza "innowierców" ...
Vinga jesteś niesprawiedliwa.Innowierców nie przepędzam ze względu na poglądy tylko na sposób ich głoszenia.Ogniem i mieczem, obrażaniem się, wycieczkami osobistymi.Nie raz płakałam i ja i Miss po wypowiedziach Adler.Nie raz grzecznie prosiłyśmy, że jeśli nas nie lubi i nie zgadza to może nie pisać.
Zastanawia mnie zawsze brak tolerancji dla tych co czują inaczej.Pesymizm nie jest chorobą, a optymizm jedynie obowiązującą religią.
A ponieważ mam trochę więcej ambicji niż Adler nie będę swoich poglądów i marudzenia szerzyć tutaj.
Nie lubię być nie mile widzianym gościem.
Strony Poprzednia 1 … 14 15 16 17 18 … 24 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Netkafejka Świadomych Zołz- tylko dla kobiet
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026