Jak to jest być prawdziwą zołzą?
To znaczy... kochać siebie! ![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Netkafejka Świadomych Zołz- tylko dla kobiet
Strony Poprzednia 1 … 13 14 15 16 17 … 24 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Jak to jest być prawdziwą zołzą?
To znaczy... kochać siebie! ![]()
Podobne tematy
w Polsce żyło niegdyś mnóstwo Muzułmanów, z tego co pamiętam w okolicach Mazur, ale była to zupełnie inna grupa - Tatarzy, oddani Polsce.
O Muzułmanach zamieszkujących obecne, rozwinięte kraje Europy nic dobrego z tej asymilacji nie wynika.
Belgia jest tym bardziej niepokojąca bo przecież tam sobie całą Unię Europejską umyślono...
1. Nadal żyją w Polsce. Ale czuli i czują się związani z tym krajem. Nie mają większych problemów z asymilacją.
2. Muzułmanie w Europie się nie asymilują. W tym m.in. problem.
3. W Belgii nie wymyślono UE ![]()
Wprawdzie Brukselę wybrano na stolicę, ale to inna historia.
Ale masz rację. W Beneluksie też jest problem z muzułmanami. No, może poza Luksemburgiem.
Oberżyna napisał/a:Jak to jest być prawdziwą zołzą?
To znaczy... kochać siebie!
tylko i wyłącznie, bezgranicznie tylko siebie?? ![]()
tylko i wyłącznie, bezgranicznie tylko siebie??
Oczywiście nie tylko siebie ![]()
Bo to już wtedy jest narcyzm, egotyzm.
Ja nie przepadam za określeniem: kochać siebie.
Wolę określenie: lubić siebie.
Do tego dawka zdrowego egoizmu.
Oberżyna napisał/a:tylko i wyłącznie, bezgranicznie tylko siebie??
Oczywiście nie tylko siebie
Bo to już wtedy jest narcyzm, egotyzm.
Ja nie przepadam za określeniem: kochać siebie.
Wolę określenie: lubić siebie.
Do tego dawka zdrowego egoizmu.
a jaka jest definicja zdrowego egoizmu?
a jaka jest definicja zdrowego egoizmu?
Pojęcie: "zdrowy egoizm" to trochę taki eufemizm.
Dla mnie oznacza tyle, żeby w miłości do innych, w dbaniu o innych etc. nie zatracać siebie, nie zapominać o sobie i własnych potrzebach.
Zwłaszcza kobiety mają takie inklinacje. A potem płacz.
Określenie "zolza" kojarzy się raczej z czymś bezczelnym, chamskim, a to jest tylko kochanie siebie? Ojej
Określenie "zolza" kojarzy się raczej z czymś bezczelnym, chamskim,
W potocznym rozumieniu - tak.
Książki o zołzach nie czytałam bo nigdy nie potrzebowałam definiować ani określać siebie.
Oberżyna napisał/a:Określenie "zolza" kojarzy się raczej z czymś bezczelnym, chamskim,
W potocznym rozumieniu - tak.
Książki o zołzach nie czytałam bo nigdy nie potrzebowałam definiować ani określać siebie.
Też nie Czytalam, ale się właśnie dziwie nad definicja jaka tu poznałam ![]()
Ja z tym kochaniem siebie poszłam tropem słów Jezusa
"Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego" tzn. że najpierw trzeba pokochać siebie. Ale chyba da się to zrobić, nie popadając w narcyzm ![]()
Ja z tym kochaniem siebie poszłam tropem słów Jezusa
"Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego" tzn. że najpierw trzeba pokochać siebie. Ale chyba da się to zrobić, nie popadając w narcyzm
Jasne, że tak ![]()
Powinniśmy zacząć od siebie ![]()
Moim zdaniem z obserwacji wynikłych: zołza to ktoś, kto nie gada tylko o ciuchach i kosmetykach
Zauważyłyście, ile problemów społecznych poruszamy tu?
Dla mnie zolza to kobieta znajaca swoja wartosc, szanujaca siebie i spelniona
Umiejaca nawiazac relacje dajace niezaleznosc, ale i cieplo i serdecznosc - i znajaca swoje miejsce w swiecie.
To tyle teorii ![]()
Czy sa tu jeszcze wolne miejsca? ![]()
Sa, sa - tyle, ze ten pociag chwilowo nigdzie nie jedzie ![]()
Jaguar, no oczywiście ![]()
Nie jedzie, bo widocznie nie ma gdzie. Zapodajcie jakiś temat to będziemy się wyżywać ![]()
Pesymizm i jego wplyw na nasze zycie i osiagniecia i czy zawsze nalezy ludziom wspolczuc?
Ja jako zolza miewam problem z nieuzasadnionym wspolczuciem dla motlochu ktory na to kompletnie nie zasluguje. ![]()
A z wami jak jest?
Czy odrozniacie wspolczucie od empatii?
Pesymizm jest mi obcy.
Wydaje mi sie, ze rozrozniam empatie (czyli współodczuwanie z drugim czlowiekiem) od wspolczucia potocznie rozumianego - czyli rozumienia tego, co inny czuje, ale nie odczuwania tej samej emocji. Natomiast jak mowisz "motloch" to ja juz w tym widze pogarde ![]()
To co tam, Zolzy, u Was ?
Chetnie bym sie wyzyla ![]()
Pięknie, Jaguar ![]()
Nie, nie zawsze należy ludziom współczuć. Kiedy nie robią nic w kierunku poprawienia swojego losu - nie należy im współczuć. Kiedy siedzą w bagnie na własne życzenie i z lubością się w nim pławią - nie należy im współczuć.
Ja, jako zołza, uważam, że każdy jest kowalem swojego losu. Nie uznaję bezsensownego narzekania. Tzn. można ponarzekać, pod warunkiem, że to narzekanie ma na celu:
1. znalezienie rozwiązania
2. takie babskie "wyżalenie się", żeby poczuć się lepiej i szybciej wziąć się w garść.
Kiedyś pochylałam się nad losem niemal każdej doświadczonej życiem osoby, nie wyłączajac z tego marginesu. Dziś moja świadomość znacznie się podniosła i już wiem, że był to błąd, dlatego swoje poglądy zweryfikowałam i coraz rzadziej odczuwam empatię w stosunku do osób, które:
*nieustannie użalają się nad sobą, podczas, gdy mogą zmienić swoją sytuację, ale zrobić tego tak naprawdę nie chcą
*wchodzą w rolę skrzywdzonej ofiary, bo tak jest im wygodnie - taka postawa nie wymaga od nich podejmowania żadnych zmian czy działań, jest za to doskonałym usprawiedliwieniem
*starają się u innych to współczucie wywołać, niezwykle często zresztą manipulując przy tym otoczeniem - tu działa u mnie zasada przekory
*usilnie nie pozwalają sobie pomóc, oczekując wyłącznie poklepywania po ramieniu
*oczekują podania na tacy gotowych rozwiązań i wzięcia za nie odpowiedzialności
*perfidnie wykorzystują sytuację do osiagnięcia określonych celów
*z lubością używają słów ,,nie da się" i nawet nie próbują
Czasem odczuwam współczucie, czasem nie - i nie jest to zależne ode mnie akurat. Na pewno z czasem stałam się ostrożniejsza szczególnie w stosunku do grup ludzi wymienionych przez Olinę.
Mnie trudno się "rozmemływać"; jestem nastawiona na rozwiązanie problemu, zatem kiepska ze mnie pocieszycielka.
Jednak unikam ignorowania ludzi -jestem gotowa pomóc jeśli tylko mogę.
A pesymizm już dawno odrzuciłam.
Kiedyś pochylałam się nad losem niemal każdej doświadczonej życiem osoby, nie wyłączajac z tego marginesu. Dziś moja świadomość znacznie się podniosła i już wiem, że był to błąd, dlatego swoje poglądy zweryfikowałam i coraz rzadziej odczuwam empatię w stosunku do osób, które:
*nieustannie użalają się nad sobą, podczas, gdy mogą zmienić swoją sytuację, ale zrobić tego tak naprawdę nie chcą
*wchodzą w rolę skrzywdzonej ofiary, bo tak jest im wygodnie - taka postawa nie wymaga od nich podejmowania żadnych zmian czy działań, jest za to doskonałym usprawiedliwieniem
*starają się u innych to współczucie wywołać, niezwykle często zresztą manipulując przy tym otoczeniem - tu działa u mnie zasada przekory
*usilnie nie pozwalają sobie pomóc, oczekując wyłącznie poklepywania po ramieniu
*oczekują podania na tacy gotowych rozwiązań i wzięcia za nie odpowiedzialności
*perfidnie wykorzystują sytuację do osiagnięcia określonych celów
*z lubością używają słów ,,nie da się" i nawet nie próbują
Moge dokleic lajka pod tym, vingi i Jaguara postem? Bo dodawac nic wiecej i tak nie musze:)
vinnga tak myslalam ze ci sie spodoba ![]()
Natomiast jak mowisz "motloch" to ja juz w tym widze pogarde
Trudno, jakos to przezyje ![]()
To co tam, Zolzy, u Was ?
Chetnie bym sie wyzyla
Poboksuj worek. Cholernie pomaga ![]()
Boksuje dwa razy w tygodniu, spoleczenstwo byloby w stanie permanentnego zagrozenia gdybym tego nie robila ![]()
Ja cierpie na kompletny brak empati naturalnej. Tej wyuczonej mam w cholere, tej naturalnej za grosz.
Nie przepadam za gadaniem o problemach, to znaczy moge to robic ale trzeba byc moim bardzo zaufanym przyjacielem a takich obecnie niewielu jest.
Wychodze z zalozenia ze gadanie nic nie zmienia, ruszenie du...y zawsze przynosi rezultaty. Jak to gdzies bylo....tylko ten nie ponosi zadnych konsekwencji kto nic nie robi
A zapytalabym...czy uwazacie ze permanentny pesymizm jest cecha...hmmmm...nabyta? Np w skutek wychowania czy to jakies pokrecone dzialanie umyslu (cos na zasadzie uposledzenia zwojow mozgowych)?
Moze prosciej....czy uwazacie ze osoba permanentnie pesymistyczna jest taka bo:
1. Przebyte doswiadczenia
2. Wychowanie.
3. Niezidentyfikowane schorzenie mozgu (serio mowie) W koncu o ludzkim umysle nadal niewiele wiemy....
Wychodze z zalozenia ze gadanie nic nie zmienia, ruszenie du...y zawsze przynosi rezultaty. Jak to gdzies bylo....tylko ten nie ponosi zadnych konsekwencji kto nic nie robi
No właśnie, wiele osób dziwi się, że jako kobieta nie mam ani potrzeby, ani tendencji do żalenia się i rozmawiania o swoich problemach. Bo co to daje? Jeśli potrzebuję rady, to o nią na pewno poproszę, ale nigdy nie gadam dla samego gadania, bo to wydaje mi się zwyczajnie jałowe i szkoda mi na to czasu. Kiedy mam przed sobą jakieś zadanie, to zamykam się ze swoimi myślami, drążę temat po kilka razy, przemyśliwuję na sto sposobów, a kiedy w końcu mam rozwiązanie, to działam.
A zapytalabym...czy uwazacie ze permanentny pesymizm jest cecha...hmmmm...nabyta? Np w skutek wychowania czy to jakies pokrecone dzialanie umyslu (cos na zasadzie uposledzenia zwojow mozgowych)?
Moze prosciej....czy uwazacie ze osoba permanentnie pesymistyczna jest taka bo:
1. Przebyte doswiadczenia
2. Wychowanie.
3. Niezidentyfikowane schorzenie mozgu (serio mowie) W koncu o ludzkim umysle nadal niewiele wiemy....
Ja myślę, że wpływ na to może mieć ogromnie dużo czynników - od wspomnianych doświadczeń, wpływu otoczenia, wychowania aż po wrodzoną tendencję do bycia malkontentem i pesymistą, bo kto wie czy nie jest za to odpowiedzialny jakiś wadliwy gen
.
Na koniec uzupełnię to, co napisałam powyżej - kiedyś dotarło do mnie, że grom ludzi zwyczajnie wykorzystuje czyjąś dobrą wolę i sytuację. Mogłam komuś pomóc raz, drugi, trzeci, ale kiedy za czwartym widziałam, że dana osoba zupełnie się za siebie nie bierze, na dodatek głównie miauczy i oczekuje współczucia, co bywa irytujące, bo zwykle im więcej tego współczucia dostaje, to jeszcze bardziej miauczy, to czułam się jak głupia naiwna. To dlatego dziś uciekam od toksycznych ludzi gdzie pieprz rośnie. Ja im nie pomogę, ale oni zatrują mi radość.
Mussuka, a lajkuj sobie do woli
.
No właśnie, wiele osób dziwi się, że jako kobieta nie mam ani potrzeby, ani tendencji do żalenia się i rozmawiania o swoich problemach. Bo co to daje? Jeśli potrzebuję rady, to o nią na pewno poproszę, ale nigdy nie gadam dla samego gadania, bo to wydaje mi się zwyczajnie jałowe i szkoda mi na to czasu. Kiedy mam przed sobą jakieś zadanie, to zamykam się ze swoimi myślami, drążę temat po kilka razy, przemyśliwuję na sto sposobów, a kiedy w końcu mam rozwiązanie, to działam.
No wlasnie mam ten sam problem. Ludzie patrza na mnie i mysla ze ja taka typowa durna blondynka co to bedzie godzinami gadac o problemie, plakac w cudze milosierne ramie i szlochac nad kazdym innym ludzkim problemem. A ja wlasnie reaguje tak jak ty. Mam zagwozdke, powkurzam sie na worku, uspokoje, przezuje problem, przespie sie z nim, zakasam rekawy i pcham parowoz ![]()
Ja myślę, że wpływ na to może mieć ogromnie dużo czynników - od wspomnianych doświadczeń, wpływu otoczenia, wychowania aż po wrodzoną tendencję do bycia malkontentem i pesymistą, bo kto wie czy nie jest za to odpowiedzialny jakiś wadliwy gen
.
Wplywu otoczenia?
No jak to!?
Jesli ludzie cie sciagaja w dol swoimi komentarzami to ich komisyjnie kopiesz w rzyc i odchodzisz z glowa wysoko a nie pozwalasz sie maltretowac psychicznie.
To jest chyba naturalna reakcja obronna.
No wlasnie mam ten sam problem. Ludzie patrza na mnie i mysla ze ja taka typowa durna blondynka co to bedzie godzinami gadac o problemie, plakac w cudze milosierne ramie i szlochac nad kazdym innym ludzkim problemem. A ja wlasnie reaguje tak jak ty. Mam zagwozdke, powkurzam sie na worku, uspokoje, przezuje problem, przespie sie z nim, zakasam rekawy i pcham parowoz
Wyobraź sobie, że kiedy życie mnie naprawdę przygniotło (był niestety taki moment), to nikt o tym nie wiedział, bo ja zamknęłam się na jakiś czas, usiłując jak najszybciej wrócić do pionu. Ja nie wiem, ale gdyby wtedy ktokolwiek zaczął się nade mną rozczulać, to nie tylko nie czułabym, że mi pomaga, ale wręcz przeszkadza i irytuje. I czasem właśnie po to nic nie mówię, żeby mieć święty spokój i możliwość szybkiego pozbierania się. W każdym razie po tej sytuacji, gdy uznałam, że komuś winna jestem jakieś wyjaśnienie, to wyjaśniałam, ale było już po wszystkim.
Wplywu otoczenia?
No jak to!?
Jesli ludzie cie sciagaja w dol swoimi komentarzami to ich komisyjnie kopiesz w rzyc i odchodzisz z glowa wysoko a nie pozwalasz sie maltretowac psychicznie.
To jest chyba naturalna reakcja obronna.
Zależy dla kogo. Może dla Ciebie, dla mnie tak, ale jeśli ktoś jest słabą jednostką (ja taką nigdy nie byłam), to ulega wpływom. Bardzo mocno i bardzo szybko. Czasem, żeby się nie wychylać, czasem żeby nie odstawać, a czasem dla świętego spokoju.
Wyobraź sobie, że kiedy życie mnie naprawdę przygniotło (był niestety taki moment), to nikt o tym nie wiedział, bo ja zamknęłam się na jakiś czas, usiłując jak najszybciej wrócić do pionu. Ja nie wiem, ale gdyby wtedy ktokolwiek zaczął się nade mną rozczulać, to nie tylko nie czułabym, że mi pomaga, ale wręcz przeszkadza i irytuje. I czasem właśnie po to nic nie mówię, żeby mieć święty spokój i możliwość szybkiego pozbierania się. W każdym razie po tej sytuacji, gdy uznałam, że komuś winna jestem jakieś wyjaśnienie, to wyjaśniałam, ale było już po wszystkim.
Potrafie to zrozumiec.
Czasem zycie kasa tak gleboko ze nie trzeba jeszcze wpychac palcy w rane i ich przekrecac ![]()
Ja jesli juz mnie cos konkretnie wyprowadzi z rownowagi albo ugodzi to uprzedzam na samym poczatku ze nie jestem soba i jesli kasam to z glupoty. Zazwyczaj dostaje wtedy duzo wolnego miejsca, cisze i spokoj ![]()
Zależy dla kogo. Może dla Ciebie, dla mnie tak, ale jeśli ktoś jest słabą jednostką (ja taką nigdy nie byłam), to ulega wpływom. Bardzo mocno i bardzo szybko. Czasem, żeby się nie wychylać, czasem żeby nie odstawać, a czasem dla świętego spokoju.
No dobrze a co z mysleniem?
Wylacza sie kiedy jest nam wygodnie?
Bo ja moge wylaczyc organizm ale myslenie u mnie w wiekszosci przypadkow dziala.
Inni nie maja wlasnego umyslu tudziez kregoslupa moralnego?
No dobrze a co z mysleniem?
Wylacza sie kiedy jest nam wygodnie?
Bo ja moge wylaczyc organizm ale myslenie u mnie w wiekszosci przypadkow dziala.
Inni nie maja wlasnego umyslu tudziez kregoslupa moralnego?
Pewnie mają, ale co z tego, kiedy brakuje im siły i/lub odwagi, aby walczyć z opiniami czy presją osób trzecich, a czasem zwyczajnie wolą się im poddać niż tkwić w samotności. Ten ostatni przypadek, to coś na kształt desperatek myślących ,,obojętnie jaki by był, byleby był", przy czym tutaj zarówno w odniesieniu do mężczyzn, jak i znajomych czy pseudo-przyjaciół. Strach przed opuszczeniem niektórych po prostu paraliżuje, więc godzą się na takie traktowanie, nawet za cenę toksyczności danej relacji. I tak to błędne koło niestety się zamyka. Uwierz, naprawdę znam takie osoby. Patrzę na nie i otwieram oczy szeroko ze zdumienia, ale im wydaje się, że wybierają mniejsze zło, co niestety po czasie okazuje się złudne.
Jaguar, może masz osobowość psychopaty- oni nie potrafią wykrzesać z siebie empatii ![]()
O, widzę, ze zeszło na "te biedne na własne życzenie kobiety" - Olinko, ja też znam takie! Tak na pierwszy rzut przychodzą mi na myśl 2; jedna ze swoim facetem kilkanaście lat, gdy kilka lat temu wychodziła za mąż to do końca nie była przekonana, czy tego naprawdę chce, a kiedy zapytałam, dlaczego to robi, ona na to że "boi się samotności". Ale są razem, mają wspólne dziecko i kredyt na 30 lat: nic tak nie łączy jak kredyt ![]()
Druga jeszcze ze studiów widziała tylko Mariusza, była w stanie zrobić dla niego wszystko, poświęcić się, zdradził ją gdzieś po drodze, ale się jednak pogodzili, hajtnęli, mają obecnie 2 dzieci. Czy są TAK NAPRAWDĘ szczęśliwi, to tylko ich zmartwienie, Monika poświęcić się potrafiła, nawet rzuciła dla niego studia, gdy on wyjechał do Stanów i wkrótce dołączyła do niego. Być może dziś, w wieku 30 lat już by takiej decyzji nie podjęła, ale cóż... domena młodości ![]()
Trzeba zrozumieć, że nie każdy człowiek myśli tak, jak my. Dla mnie np. niezrozumiałym jest jak można bać się samotności czy specjalnie zachodzić w ciążę by coś ugrać- by w ogóle coś "ugrywać" w związku zamiast załatwiać sprawy jasno, otwarcie i szczerze.
vinnga tak myslalam ze ci sie spodoba
Benita72 napisał/a:Natomiast jak mowisz "motloch" to ja juz w tym widze pogarde
Trudno, jakos to przezyje
Benita72 napisał/a:To co tam, Zolzy, u Was ?
Chetnie bym sie wyzyla
Poboksuj worek. Cholernie pomaga
Boksuje dwa razy w tygodniu, spoleczenstwo byloby w stanie permanentnego zagrozenia gdybym tego nie robilaJa cierpie na kompletny brak empati naturalnej. Tej wyuczonej mam w cholere, tej naturalnej za grosz.
Nie przepadam za gadaniem o problemach, to znaczy moge to robic ale trzeba byc moim bardzo zaufanym przyjacielem a takich obecnie niewielu jest.
Wychodze z zalozenia ze gadanie nic nie zmienia, ruszenie du...y zawsze przynosi rezultaty. Jak to gdzies bylo....tylko ten nie ponosi zadnych konsekwencji kto nic nie robi![]()
A zapytalabym...czy uwazacie ze permanentny pesymizm jest cecha...hmmmm...nabyta? Np w skutek wychowania czy to jakies pokrecone dzialanie umyslu (cos na zasadzie uposledzenia zwojow mozgowych)?
Moze prosciej....czy uwazacie ze osoba permanentnie pesymistyczna jest taka bo:
1. Przebyte doswiadczenia
2. Wychowanie.
3. Niezidentyfikowane schorzenie mozgu (serio mowie) W koncu o ludzkim umysle nadal niewiele wiemy....
No ja myślę, że wychowanie ma ogromne znaczenie.
W kwestii empatii, mam jej całkiem sporo. Jednak nie pomagam osobom, które tej pomocy nie chcą. A jeśli chcą to pomagam, jeśli to przynosi rezultaty.
Współczuję, jeśli faktycznie życie się komuś zawaliło, nie wtedy kiedy biadoli i stoi w miejscu.
Jaguar napisał/a:Wychodze z zalozenia ze gadanie nic nie zmienia, ruszenie du...y zawsze przynosi rezultaty. Jak to gdzies bylo....tylko ten nie ponosi zadnych konsekwencji kto nic nie robi
No właśnie, wiele osób dziwi się, że jako kobieta nie mam ani potrzeby, ani tendencji do żalenia się i rozmawiania o swoich problemach. Bo co to daje? Jeśli potrzebuję rady, to o nią na pewno poproszę, ale nigdy nie gadam dla samego gadania, bo to wydaje mi się zwyczajnie jałowe i szkoda mi na to czasu. Kiedy mam przed sobą jakieś zadanie, to zamykam się ze swoimi myślami, drążę temat po kilka razy, przemyśliwuję na sto sposobów, a kiedy w końcu mam rozwiązanie, to działam.
Jaguar napisał/a:A zapytalabym...czy uwazacie ze permanentny pesymizm jest cecha...hmmmm...nabyta? Np w skutek wychowania czy to jakies pokrecone dzialanie umyslu (cos na zasadzie uposledzenia zwojow mozgowych)?
Moze prosciej....czy uwazacie ze osoba permanentnie pesymistyczna jest taka bo:
1. Przebyte doswiadczenia
2. Wychowanie.
3. Niezidentyfikowane schorzenie mozgu (serio mowie) W koncu o ludzkim umysle nadal niewiele wiemy....Ja myślę, że wpływ na to może mieć ogromnie dużo czynników - od wspomnianych doświadczeń, wpływu otoczenia, wychowania aż po wrodzoną tendencję do bycia malkontentem i pesymistą, bo kto wie czy nie jest za to odpowiedzialny jakiś wadliwy gen
.
Na koniec uzupełnię to, co napisałam powyżej - kiedyś dotarło do mnie, że grom ludzi zwyczajnie wykorzystuje czyjąś dobrą wolę i sytuację. Mogłam komuś pomóc raz, drugi, trzeci, ale kiedy za czwartym widziałam, że dana osoba zupełnie się za siebie nie bierze, na dodatek głównie miauczy i oczekuje współczucia, co bywa irytujące, bo zwykle im więcej tego współczucia dostaje, to jeszcze bardziej miauczy, to czułam się jak głupia naiwna. To dlatego dziś uciekam od toksycznych ludzi gdzie pieprz rośnie. Ja im nie pomogę, ale oni zatrują mi radość.
Mussuka, a lajkuj sobie do woli
.
Masz rację.
Wykorzystują, pasożytniczo do zaspokojenie swoich potrzeb, ale bez rezultatu, bo jedna, gł?wna jest niezaspokojona i dlategoż brak w nich równowagi.
Nie zmusimy nikogo, żeby zechciał chcieć.
Olinka napisał/a:No właśnie, wiele osób dziwi się, że jako kobieta nie mam ani potrzeby, ani tendencji do żalenia się i rozmawiania o swoich problemach. Bo co to daje? Jeśli potrzebuję rady, to o nią na pewno poproszę, ale nigdy nie gadam dla samego gadania, bo to wydaje mi się zwyczajnie jałowe i szkoda mi na to czasu. Kiedy mam przed sobą jakieś zadanie, to zamykam się ze swoimi myślami, drążę temat po kilka razy, przemyśliwuję na sto sposobów, a kiedy w końcu mam rozwiązanie, to działam.
No wlasnie mam ten sam problem. Ludzie patrza na mnie i mysla ze ja taka typowa durna blondynka co to bedzie godzinami gadac o problemie, plakac w cudze milosierne ramie i szlochac nad kazdym innym ludzkim problemem. A ja wlasnie reaguje tak jak ty. Mam zagwozdke, powkurzam sie na worku, uspokoje, przezuje problem, przespie sie z nim, zakasam rekawy i pcham parowoz
Olinka napisał/a:Ja myślę, że wpływ na to może mieć ogromnie dużo czynników - od wspomnianych doświadczeń, wpływu otoczenia, wychowania aż po wrodzoną tendencję do bycia malkontentem i pesymistą, bo kto wie czy nie jest za to odpowiedzialny jakiś wadliwy gen
.
Wplywu otoczenia?
No jak to!?
Jesli ludzie cie sciagaja w dol swoimi komentarzami to ich komisyjnie kopiesz w rzyc i odchodzisz z glowa wysoko a nie pozwalasz sie maltretowac psychicznie.
To jest chyba naturalna reakcja obronna.
Ale czemu ściągajs w dół?
Jeślu usiłują ściągnąć może? Wtedy zmykamy ![]()
Wydaje mi się, że kluczowe znaczenie ma wychowanie. Tylko, że w pewnym momencie stajemy się dorośli. I możemy uznać, że coś w naszym życiu jest nie tak. I możemy podjąć świadomą pracę nad tym, żeby to życie było takie, jak chcemy. Takie osoby mają trudniej niż te, którym pozytywne spojrzenie na świat zostało w jakiś sposób wszczepione. Ale zmiana jest możliwa.
Cat, owszem, są ludzie myślący inaczej. I niech sobie będą. Ale jeśli taki człowiek wiecznie narzeka, żali się, szuka zrozumienia - to znaczy, że jego myślenie nie jest jednak dla niego najlepsze i że, tak naprawdę, wcale nie jest mu dobrze. Zupełnie mi nie przeszkadzają ludzie myślący inaczej niż ja. Dopóki nie zaczynają biadolić w mojej przestrzeni życiowej. Dla mnie powiązanie jest tylko jedno: biadolisz=szukasz rady. I tu czasem zonk...
Ja, jako zołza, uważam, że każdy jest kowalem swojego losu. .
Zgadzam sie, ale mam dwie uwagi
Byc moze mialas to szczescie, ze na zolze Cie wychowano, ze wyrastalas w normalnym domu przez madrze kochajacych rodzicow. Wpojono Ci system wartosci i wiere we wlasne sily i wlasna sprawczosc. Ale sa ludzie, ktorzy tego nie dostali - chocby tu, na forum, jest ich cala masa. Oni maja gorsza pozycje wyjsciowa i mozna starac sie to zrozumiec.
Po drugie - zgadzam sie - trwanie w niemocy i miernocie jest bardzo wygodne, bo nie trzeba nic robic, nie trzeba brac sie za bary z zyciem, ani brac odpowiedzialnosci za wlasne zycie, nic tylko lezec i narzekac - i - dla otoczenia, ktore nie umie stawiac granic, jest szkodliwe, ale pamietajmy - czasem poczucie wlasnej bezsilnosci u tych ludzi jest autentyczne, a poczucie beznadziei bardzo realnie odczuwane i "wylewanie zali" jest dla nich po prostu receptą na przetrwanie...Czasem tez jest po prstu wynikiem choroby czy zaburzen osobowosciowych. Warto o tym pamietac, Jaguar, kiedy nimi chcemy gardzic. Pogarda rowniez jest baaardzo wygodna emocją...
Zastanawialam sie, co moga zrobic osoby, ktore jednak chca pomoc.
Na pewno nie :
1. Tlumaczyc i nawracac, bo wywolaja tylko bunt i agresje
2. nie ciagnac za uszy na sile
3. I bron boze, nie glaskac i nie wspierac w "niedoli"
4. nie dawac wciagac sie w "gierki"
Moim zdaniem mozna jedynie uzdrawiac wlasne ralacje z osoba "toksyczna" poprzez stawianie granic, i czesto chyba prowadzi do przerwania znajomosci, choc wydaje mi sie, ze nie musi.
Wydaje mi się, że kluczowe znaczenie ma wychowanie. Tylko, że w pewnym momencie stajemy się dorośli. I możemy uznać, że coś w naszym życiu jest nie tak. I możemy podjąć świadomą pracę nad tym, żeby to życie było takie, jak chcemy. Takie osoby mają trudniej niż te, którym pozytywne spojrzenie na świat zostało w jakiś sposób wszczepione. Ale zmiana jest możliwa.
Teraz zobaczylam Twoj post. I wlasnie o to chodzi, ze musi przyjsc taki moment, kiedy uznamy, ze stan w ktorym jestesmy jest niedozaakceptowania - wtedy nadchodzi koniecznosc zmiany (myslenia, pracy nad soba itd). Ale rownie dobrze moze do tego nie dojsc - wtedy czlowiek zostaje, tam gdzie byl...
Jaguar, może masz osobowość psychopaty- oni nie potrafią wykrzesać z siebie empatii
O, widzę, ze zeszło na "te biedne na własne życzenie kobiety" - Olinko, ja też znam takie! Tak na pierwszy rzut przychodzą mi na myśl 2; jedna ze swoim facetem kilkanaście lat, gdy kilka lat temu wychodziła za mąż to do końca nie była przekonana, czy tego naprawdę chce, a kiedy zapytałam, dlaczego to robi, ona na to że "boi się samotności". Ale są razem, mają wspólne dziecko i kredyt na 30 lat: nic tak nie łączy jak kredyt
Druga jeszcze ze studiów widziała tylko Mariusza, była w stanie zrobić dla niego wszystko, poświęcić się, zdradził ją gdzieś po drodze, ale się jednak pogodzili, hajtnęli, mają obecnie 2 dzieci. Czy są TAK NAPRAWDĘ szczęśliwi, to tylko ich zmartwienie, Monika poświęcić się potrafiła, nawet rzuciła dla niego studia, gdy on wyjechał do Stanów i wkrótce dołączyła do niego. Być może dziś, w wieku 30 lat już by takiej decyzji nie podjęła, ale cóż... domena młodościTrzeba zrozumieć, że nie każdy człowiek myśli tak, jak my. Dla mnie np. niezrozumiałym jest jak można bać się samotności czy specjalnie zachodzić w ciążę by coś ugrać- by w ogóle coś "ugrywać" w związku zamiast załatwiać sprawy jasno, otwarcie i szczerze.
Bo sir niektórym wydaje, że jak będą mieC dziecko to się pustka w ich życiu zapełni. A tu guzik. I cierpi potem i matka i dziecko.
A z tą psychopatią to no. Tykko psychopaty to się tak łatwo nie rozpozna. ![]()
Wydaje mi się, że kluczowe znaczenie ma wychowanie. Tylko, że w pewnym momencie stajemy się dorośli. I możemy uznać, że coś w naszym życiu jest nie tak. I możemy podjąć świadomą pracę nad tym, żeby to życie było takie, jak chcemy. Takie osoby mają trudniej niż te, którym pozytywne spojrzenie na świat zostało w jakiś sposób wszczepione. Ale zmiana jest możliwa.
Cat, owszem, są ludzie myślący inaczej. I niech sobie będą. Ale jeśli taki człowiek wiecznie narzeka, żali się, szuka zrozumienia - to znaczy, że jego myślenie nie jest jednak dla niego najlepsze i że, tak naprawdę, wcale nie jest mu dobrze. Zupełnie mi nie przeszkadzają ludzie myślący inaczej niż ja. Dopóki nie zaczynają biadolić w mojej przestrzeni życiowej. Dla mnie powiązanie jest tylko jedno: biadolisz=szukasz rady. I tu czasem zonk...
Możemy, ale nie musimy ![]()
Raczej nie urodziłam się zołzą... Rodziny z problemem alkoholowym chyba zołz nie wychowują... Ale, z jakiś powodów, zawsze miałam ciągutki do samoanalizy. Szukałam najlepszych dla siebie rozwiązań.
Owszem, zaliczyłam też okres kompletnego doła. Takiego, że wydawało mi się, że z moim mózgiem jest coś nie tak i że nie mam nad tym kontroli. Najmniejszy drobiazg wyprowadzał mnie z równowagi do tego stopnia, że trzęsły mi się ręce a ulubionym zajęciem było leżenie i gapienie się w sufit. Tyle, że u mnie miało to miejsce po etapie radosnego bycia zołzą. Więc wiedziałam, że to do niczego nie prowadzi i szukałam sposobu jak się z tego wygrzebać. No i cały czas miałam przekonanie, że to JA sobie tak zrobiłam - nie zły świat. Bo przecież świat był taki sam jak w momencie kiedy wszystko się udawało i było super.
Benita, tu chyba nie ma pogardy. U mnie nie ma na pewno, podejrzewam, ze u innych również nie ma. Ja uciekam od narzekaczy. Jeśli widzę, że narzekanie jest po prostu ich stylem życia i nie chcą nic z tym zrobić - zwiewam. Nie znajdziemy przecież wspólnego języka, narzekanie na wszystko i wszystkich (często powiązane z narcyzmem i konfliktowością) to nie moja bajka. Wolę przebywac w swojej bajce i otaczać się ludźmi w jakiś sposób podobnymi.
A czy jesteście w stanie PRZYJAŹNIĆ SIĘ z osobą/kobietą, która ma zgoła inne myślenie, ale takie naprawdę INNE. Typu: Ty feministka, ona uważa, że miejsce kobiety jest w domu z gromadką dzieci i usługiwaniem mężowi a inne tylko udają że są szczęśliwe. ?
Wolę przebywac w swojej bajce i otaczać się ludźmi w jakiś sposób podobnymi.
Jasne i ja to rozumiem i chyba tez tak mam. Zastanawialam sie jedynie, do czego moze sie sprawadzac kontakt z takimi ludzmi - bo albo chcemy im pomoc albo relacje trzeba przerwac. Tu chyba sie zgadzamy.
Catwomen, tak. To wlasnie fajnie, ze myslimy inaczej - jest o czym rozmawiac i przedstawiac swoj punkt widzenia.
Z osoba dokladnie taka jak ja zanudzilabym sie na smierc ![]()
A czy jesteście w stanie PRZYJAŹNIĆ SIĘ z osobą/kobietą, która ma zgoła inne myślenie, ale takie naprawdę INNE. Typu: Ty feministka, ona uważa, że miejsce kobiety jest w domu z gromadką dzieci i usługiwaniem mężowi a inne tylko udają że są szczęśliwe. ?
To zależy czego dotyczy to inne myślenie.
Jeśli spraw, które wymieniłaś, to mnie to nie przeszkadza jeżeli poza tym dobrze się dogadujemy. Bo to jest styl życia, wybór drogi.
Jeśli natomiast spraw dla mnie fundamentalnych, zasad, to wtedy nie. Po prostu się nie dogadamy.
A czy jesteście w stanie PRZYJAŹNIĆ SIĘ z osobą/kobietą, która ma zgoła inne myślenie, ale takie naprawdę INNE. Typu: Ty feministka, ona uważa, że miejsce kobiety jest w domu z gromadką dzieci i usługiwaniem mężowi a inne tylko udają że są szczęśliwe. ?
Zdecydowanie tak. Pod warunkiem, że będzie wzajemna akceptacja. Ale jeśli, w podanym przez Ciebie przykładzie, ta kobieta zaczęłaby notorycznie rozpaczać jak jej źle z tym usługiwaniem i jak ciężko gromadkę dzieci ogarnąć to już wtedy przyjaźń nie byłaby możliwa ani żadne moje dobrowolne kontakty z nią ![]()
Nooo. O tę akceptację chodzi.
vinnga, ale jak kobieta uwaza, ze jej miejsce jest w domu z dziecmi to nie bedzie rozpaczac z tego powodu, tylko sie cieszyc, ze moze byc z dziecmi. Kobieta ktora w tej sytuacji rozpacza w jakis sposob zostala do tej sytuacji zmuszona (np przez niedobrego męza
). Wtedy moze rozpaczac, ze ma meza, jak to bylo.. peteflona ![]()
Oj własnie Benita wiesz, że nie zawsze tak bywa. Są osoby i ja takowe znam, które jakoś zawsze chcą, by inni nie tylko myśleli podobnie jak one, ale i żyły w taki sposób. I to swoje "zdanie" wypowiadają przy każdej nadarzającej się okazji. Co bywa męczące.
To sa chyba takie osoby, o ktorych mowilysmy powyzej.. Jak ktos chce na sile nawracac Cie na swoja modle, trzeba sie nie dawac. Jest roznica miedzy wymiana pogladow w atmosferze wzajemnego szacunku i tolerancji a - agresywnym narzucaniem swojej i tylko jedynej racji... ![]()
Tylko, że to najczęściej nie jest agresywne a na zasadzie "kropla drąży skałę" ![]()
A czy jesteście w stanie PRZYJAŹNIĆ SIĘ z osobą/kobietą, która ma zgoła inne myślenie, ale takie naprawdę INNE. Typu: Ty feministka, ona uważa, że miejsce kobiety jest w domu z gromadką dzieci i usługiwaniem mężowi a inne tylko udają że są szczęśliwe. ?
Nie bardzo to sobie wyobrażam, chociaż...
I chyba właśnie chodzi o to narzucanie swojego zdania...
Ja również mam koleżankę (w czasach licealnych bardzo bliską), która uważa, że miejsce kobiety jest w domu, że trzeba żyć dla męża i dzieci. I z każdym naszym spotkaniem w dorosłym życiu ona ma coraz więcej problemu z zaakceptowaniem stanu rzeczy, który sobie sama narzuciła. A to mąż śmie iść do kolegi, a to nie chce nigdzie z rodziną wyjechać, a to dzieci kłopoty w szkole sprawiają, a to ona nie może wyjść do koleżanki itp. Nasze wizyty stają się coraz rzadsze i coraz bardziej wymuszone z mojej strony.
Nie znajdę wspólnego języka z osobami, które mają w słowniku "bo tak trzeba", "bo nie wypada", "bo co ludzie powiedzą".
Miałam etap w życiu kiedy interesowały mnie wyłącznie znajomości bez zobowiązań. Nie przeszkadzało mi to utrzymywać bliskich znajomości z koleżankami, które były stereotypowo "porządne". Nigdy nie usłyszałam od żadnej słowa krytyki pod moim adresem. Ja również nigdy nie krytykowałam ich wyborów. One szukały swojego księcia, ja - jednonocnych rycerzy. To jest przecież tylko różnica w jednym aspekcie. Nie uniemożliwia dobrego porozumienia w innych kwestiach.
Tylko, że to najczęściej nie jest agresywne a na zasadzie "kropla drąży skałę"
Rozumiem, ze raczej - wierci dziure w brzuchu ![]()
Nie znajdę wspólnego języka z osobami, które mają w słowniku "bo tak trzeba", "bo nie wypada", "bo co ludzie powiedzą".
.
Ja też nie.
Udzieliłam baaardzo wyczerpującej wypowiedzi w temacie
No ale zawarłaś w sumie w tym zdaniu wszystko.
Miedzy "chcę" a "czuję, ze powinnam" jest bardzo duza przepasc ![]()
Hm...wniosek z tego taki, że zdecydowanie przyjemniej przyjaźni się z osobami spełnionymi, szczęśliwymi.
Tak, bo takie osoby maja duzo do zaoferowania.
A czy zdarza się Wam narzucać.... zołzostwo? ![]()
Miedzy "chcę" a "czuję, ze powinnam" jest bardzo duza przepasc
I jeszcze niektórzy "muszą" a to już niedobrze ![]()
Tak, bo takie osoby maja duzo do zaoferowania.
Tak na chLopski rozum to fajniej przebywać z kimś uśmiechniętym, kto potrafi się zdystansować, wrzucić na luz niż z... Oczywiście każdy ma prawo mieć kiepski czas itd. No rozumiecie ![]()
Benita72 napisał/a:Miedzy "chcę" a "czuję, ze powinnam" jest bardzo duza przepasc
I jeszcze niektórzy "muszą" a to już niedobrze
Punkt dla Ciebie ![]()
Zdecydowanie lepiej! Jedna z moich znajomości -a rokowała- zakończyła się w ten właśnie tragiczny sposób, że po jakimś roku co-spotkanie-narzekania nie była już skora do wysłuchiwania tego. ![]()
hm... napisał/a:Benita72 napisał/a:Miedzy "chcę" a "czuję, ze powinnam" jest bardzo duza przepasc
I jeszcze niektórzy "muszą" a to już niedobrze
Punkt dla Ciebie
![]()
Zdecydowanie lepiej! Jedna z moich znajomości -a rokowała- zakończyła się w ten właśnie tragiczny sposób, że po jakimś roku co-spotkanie-narzekania nie była już skora do wysłuchiwania tego.
Są jakieś granice ![]()
Ja kiedyś też narzekałam. Ale też działałam.
Ale wiem czemu narzekałam, krzyczałam itd. ![]()
Ale to każdy wie!
Ja też, jednak przez rok, co spotkanie, mówiąc TYLKO o tym jednym, a nawet nie pytając "co u Ciebie?" sama bym siebie zamęczyła ![]()
Ale to każdy wie!
Ja też, jednak przez rok, co spotkanie, mówiąc TYLKO o tym jednym, a nawet nie pytając "co u Ciebie?" sama bym siebie zamęczyła
Samozagłada ![]()
Czytam sobie ciekawy artykuł o osobowości dyssocjalnej ![]()
No i co tam wyczytałaś? Podchodzę ?
Strony Poprzednia 1 … 13 14 15 16 17 … 24 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Netkafejka Świadomych Zołz- tylko dla kobiet
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026