Która z zołz byłaby w stanie przedłożyć własne dobre samopoczucie i komfort nad opinię społeczeństwa? ![]()
Podobne tematy
piję kawę i czytam zachłannie:) witam wszystkie świadome zołzy. przyznaję się, ja też nią jestem:) i wcale mnie to nie martwi.
Która z zołz byłaby w stanie przedłożyć własne dobre samopoczucie i komfort nad opinię społeczeństwa?
A co konkretnie masz na myśli? Bo ja i moja wygoda, co do zasady, bardziej się dla mnie liczą, niż "co ludzie powiedzą". Oczywiście w zdrowych granicach
Ostatnio przeczytałam o dziewczynie, która zarzuciła..... usuwanie owłosienia z ciała.
O całym "przedsięwzięciu można poczytać na stronie o nazwie "codziennik feministyczny".
No i tak: dziewczyna jest dość .... rozdwojona, bo twierdzi, że nie chce ulegać presji golenia całego ciała tylko ze względu na innych ludzi, a jednocześnie ci "inni" zwłaszcza w okresie wakacyjnym tj. plażowym ją do tego poniekąd zmuszają. Nie dosłownie oczywiście, ale czuje presję społeczną. I co? ![]()
I nic
Jeśli jej wygodniej bez golenia, niech nie goli.
Otoczenie wywiera presję na każdego, w każdej, lub prawie każdej dziedzinie życia. I to tylko nasz wybór czy jej ulegniemy, czy nie. Dla mnie sprawa jest prosta: dopóki dana osoba nie krzywdzi innych, niech robi co chce, a mi nic do tego.
851 2013-07-22 15:24:51 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-07-22 15:25:34)
Meredithhh, w sumie prawda. Jak dziewczyna nie chce sie depilowac/ golic- nic nikomu do tego. Ale musze sie przyznac, ze mnie estetycznie odrzuca takie owlosienie
Wiem, ze to kwestia kulturowa. Wszyscy ludzie naturalnie maja wlosy pod pachami czy na nogach, ale ja nawet na facetach nie moge wytrzymac klaty jak dywan i plecow goryla. No coz, jestem uprzedzona...
Mnie subskrypcja nawala ![]()
Chciałam dodać obiektywnie, że średnio atrakcyjne są owłosione nogi w spódnicy, a jakby tak szpilki dorzucić, no nie wiem. Mnie to się nie podoba.
Ale to nie chodzi o to, żeby się podobało Tobie, pani A, czy panu B. Jej ma się podobać i jej ma być z tym dobrze.
Ale to nie chodzi o to, żeby się podobało Tobie, pani A, czy panu B. Jej ma się podobać i jej ma być z tym dobrze.
No jeśli jej dobrze to nam nic do tego. Każdybrobi jak lubi.
Mnie też subskrypcja nawala ![]()
No właśnieeee...... no kurczę ten temat niegolenia to dość grząski temat ![]()
Mnie też subskrypcja nawala
No właśnieeee...... no kurczę ten temat niegolenia to dość grząski temat
Mnie się nie podoba.
Nawala jak diabli, a szukać to nie frajda.
Hej Gemma! Sorki, że teraz dopiero..... Kurczę mam nadzieję, że ten problem z subskrypcją się w końcu rozwiąże ![]()
Mnie tez jakoś ta pani nie zachwyca, ale jeśli ona jest zadowolona z tego stanu, który ma, to czemu jej tego bronić?
mam pytanko: czy macie w rodzinie lub wśród przyjaciół więcej "zołz" ?
macie:) na szczęście. ostatnio próbuję siostrę nawrócić na zołzowatość. w końcu odrobina zdrowego egoizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. najważniejsze to przestawić się z myślenia "co ludzie powiedzą" na "właśnie to mi odpowiada"
Nienawidzę hasła "co ludzie powiedzą".
Dlaczego ludziom na tym zależy?
Nienawidzę hasła "co ludzie powiedzą".
![]()
Dlaczego ludziom na tym zależy?
No jakby się tak nad tum cały czas zastanawiać.
Mam wokół siebie zołzy.
Czy zołza nie kojarzy się Wam z wojującą feministką? ![]()
Czy zołza nie kojarzy się Wam z wojującą feministką?
Nie ![]()
A czy tak samo ochoczo wyganiacie chłopa na spotkanie z kolegami?
A czemu nie? Jak jeszcze nie mieszkaliśmy razem, to bywało różnie. W sensie zawsze był gdzieś niedosyt spotkań, ale jak miałam ciekawe plany na wieczór, to było mi wszystko jedno. Teraz to nawet stwierdzam, że mój zbyt rzadko chodzi gdzieś. Także lubię to, albo jak siedzi i dłubie przy aucie. Mam czas tylko dla siebie.
Cat ja myślę, że kobiety mają problem z lubieniem samych siebie, bo tak zostały wychowane. Niestety często widzę z boku sposób nastawienia do życia typu - życie musi być ciężkie, pełne problemów, nie można się cieszyć.
Cat nie wiem co mialas do końca na mysli z tym społeczeństwem. Ja się nie przejmuję tym, że komuś się coś nie podoba, jego brocha, nie moja. Mnie jest dobrze. Jeśli tej dziewczynie jest tak dobrze, to jej sprawa, ale te nogi mnie się średni podobają, są po prostu niesmaczne. mam prawo do takiego zdania, tak jak ona do nie golenia.
Ja się golę nie dla innych, ale dla siebie, więc tutaj nie mogę się odnieść tak dosłownie.
A które kobity to zołzy? My siebie takimi nazywamy, ale według mnie to trochę inaczej. To wlaśnie te skaczące przy facetach, płaczące, wiszące na szyi, jęczące później jak to im źle, jaki to ten facet niewyrozumiały. To są takie zołzy, ale akurat te których faceci nie lubią i to oni nazywają je zolzami. O tych samodzielnych i potrafiących cieszyć się życiem tak nie pomyślą. Kobiety mają zupełnie inne spojrzenie na te sprawy. Kobieta takie jak my nazwie zołzą, a tamte "przylepy" idealnymi wiernymi. Natomiast dla faceta tamte będą zołzami, a my tymi fajnymi. ![]()
mam pytanko: czy macie w rodzinie lub wśród przyjaciół więcej "zołz" ?
Na szczęście coraz więcej kobiet zmienia swoje podejście i nie próbują zagłaskać swoich facetów.
Bluszczyki takie ![]()
Miałam pytać czy jak kobieta świadoma jest swojej wartości, czy to ma znaczenie w tym jak postrzega ją jej partner. W sensie, że nie zwraca na nią uwagi.
Ale to jest pytanie bezsensowne.
Bo jeśli ten on tak się zachowuje to ona jest już daaaaleko.
869 2013-07-29 12:44:47 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2013-07-29 12:45:09)
Czytałam ostatnio artykuł o rozwódkach - które ze swoimi mężami były bardzo krótko - nawet pierwszej rocznicy nie dotrwały. Można poczytać w Twój Styl (również online) tytuł to" Wyszłam za mąż, zaraz wracam" - co mnie uderzyło w tych wypowiedziach.... to chyba to, że te dziewczyny spełniły wymagania społeczeństwa; matki, ciotek, nie wiadomo kogo jeszcze. Zrobiły to, co uważały że do nich należy: wyszły za mąż. I potem niech się dzieje co chce. Brak zołzostwa świadomego.
Miałam pytać czy jak kobieta świadoma jest swojej wartości, czy to ma znaczenie w tym jak postrzega ją jej partner. W sensie, że nie zwraca na nią uwagi.
Ale to jest pytanie bezsensowne.
Bo jeśli ten on tak się zachowuje to ona jest już daaaaleko.
No raczej.
Czytałam ostatnio artykuł o rozwódkach - które ze swoimi mężami były bardzo krótko - nawet pierwszej rocznicy nie dotrwały. Można poczytać w Twój Styl (również online) tytuł to" Wyszłam za mąż, zaraz wracam" - co mnie uderzyło w tych wypowiedziach.... to chyba to, że te dziewczyny spełniły wymagania społeczeństwa; matki, ciotek, nie wiadomo kogo jeszcze. Zrobiły to, co uważały że do nich należy: wyszły za mąż. I potem niech się dzieje co chce. Brak zołzostwa świadomego.
To już świadczy o głupocie tych kobiet. Teraz to ten rozwód raczej nie sprawi, że ludzie będą je postrzegać jako te co potrafią sobie poradzić bez faceta, tylko te które nie potrafią sobą kierować.
Czytałam ostatnio artykuł o rozwódkach - które ze swoimi mężami były bardzo krótko - nawet pierwszej rocznicy nie dotrwały. Można poczytać w Twój Styl (również online) tytuł to" Wyszłam za mąż, zaraz wracam" - co mnie uderzyło w tych wypowiedziach.... to chyba to, że te dziewczyny spełniły wymagania społeczeństwa; matki, ciotek, nie wiadomo kogo jeszcze. Zrobiły to, co uważały że do nich należy: wyszły za mąż. I potem niech się dzieje co chce. Brak zołzostwa świadomego.
Spełniły czyjeś oczekiwania, ale o sobie zapomniały.
Catwoman napisał/a:Czytałam ostatnio artykuł o rozwódkach - które ze swoimi mężami były bardzo krótko - nawet pierwszej rocznicy nie dotrwały. Można poczytać w Twój Styl (również online) tytuł to" Wyszłam za mąż, zaraz wracam" - co mnie uderzyło w tych wypowiedziach.... to chyba to, że te dziewczyny spełniły wymagania społeczeństwa; matki, ciotek, nie wiadomo kogo jeszcze. Zrobiły to, co uważały że do nich należy: wyszły za mąż. I potem niech się dzieje co chce. Brak zołzostwa świadomego.
To już świadczy o głupocie tych kobiet. Teraz to ten rozwód raczej nie sprawi, że ludzie będą je postrzegać jako te co potrafią sobie poradzić bez faceta, tylko te które nie potrafią sobą kierować.
Takie zachowania, postępowanie wynikają z różnych czynników,. Wychowania i tego co w głowie, że tak powiem zapisane.
hm... napisał/a:Miałam pytać czy jak kobieta świadoma jest swojej wartości, czy to ma znaczenie w tym jak postrzega ją jej partner. W sensie, że nie zwraca na nią uwagi.
Ale to jest pytanie bezsensowne.
Bo jeśli ten on tak się zachowuje to ona jest już daaaaleko.No raczej.
Tom popisała ![]()
aurinko napisał/a:Catwoman napisał/a:Czytałam ostatnio artykuł o rozwódkach - które ze swoimi mężami były bardzo krótko - nawet pierwszej rocznicy nie dotrwały. Można poczytać w Twój Styl (również online) tytuł to" Wyszłam za mąż, zaraz wracam" - co mnie uderzyło w tych wypowiedziach.... to chyba to, że te dziewczyny spełniły wymagania społeczeństwa; matki, ciotek, nie wiadomo kogo jeszcze. Zrobiły to, co uważały że do nich należy: wyszły za mąż. I potem niech się dzieje co chce. Brak zołzostwa świadomego.
To już świadczy o głupocie tych kobiet. Teraz to ten rozwód raczej nie sprawi, że ludzie będą je postrzegać jako te co potrafią sobie poradzić bez faceta, tylko te które nie potrafią sobą kierować.
Takie zachowania, postępowanie wynikają z różnych czynników,. Wychowania i tego co w głowie, że tak powiem zapisane.
To tak, ale czy to nie jest wpajane przez glupotę? Glupota przechodzi dalej i tak to się kręci. Na zasadzie - bo ktoś kiedyś i tak być musi.
876 2013-07-29 16:12:55 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-29 16:13:32)
hm... napisał/a:aurinko napisał/a:To już świadczy o głupocie tych kobiet. Teraz to ten rozwód raczej nie sprawi, że ludzie będą je postrzegać jako te co potrafią sobie poradzić bez faceta, tylko te które nie potrafią sobą kierować.
Takie zachowania, postępowanie wynikają z różnych czynników,. Wychowania i tego co w głowie, że tak powiem zapisane.
To tak, ale czy to nie jest wpajane przez glupotę? Glupota przechodzi dalej i tak to się kręci. Na zasadzie - bo ktoś kiedyś i tak być musi.
No może i go do tego się sprowadza.
Z pokolenia na pokolenie ludzie walczą, zmierzają do czegoś, nie są szczęśliwy. I niby mają różne dobra materialne, ale nie mają tego co faktycznie jest im do życia niezbędne. Wciąż tego szukają. Wpadają w nałogi, łykają tabletki. Ale nie znajdują niczego. Bo nawet nie wiedzą czego szukają. Jak dzieci mają być inne?
To taka nieświadomość.
Dobrze powiedziane - nie wiedzą czego szukają. Ludzie nie cieszą się z tego co jest, bo ciągle chcą czegoś innego. Nawet jeśli osiągną to do czego dążyli, to szybko o tym zapominają i przestaje ich to cieszyć. Niejednokrotnie realizacja jednego sprawia, że pojawia się kolejny problem.
Ja również podzielam tu opinię co do winy tych kobiet; nie ma co zrzucać winy na coś innego - pójście z prądem akurat im nie posłużyło. Cóż, mądry Polak po szkodzie. Oby.
879 2013-07-29 16:41:10 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-29 16:42:55)
Dobrze powiedziane - nie wiedzą czego szukają. Ludzie nie cieszą się z tego co jest, bo ciągle chcą czegoś innego. Nawet jeśli osiągną to do czego dążyli, to szybko o tym zapominają i przestaje ich to cieszyć. Niejednokrotnie realizacja jednego sprawia, że pojawia się kolejny problem.
Bo to nie o to chodzi, żeby znaleźć sobie coś po spełnieniu czegoś będziemy szczęśliwi, jak nam się wydaje. Nie będziemy. Bo szczęścia nie da się czerpać z zewnątrz.
I tak jak piszesz, cieszy nas, przez chwilę, bo to nie to czego szukamy.
Tak samo czuje się ktoś, kto szuka szczęścia w kieliszku. Na chwilę jest fajnie.
Co sądzicie o grupie Porozumienie Kobiet 8 Marca? te od różnorakich manif.
Mnie to generalnie irytują wszystkie manifestacje. Nie lubię pokazówki. Na manifestację wszyscy, do faktycznego działania nikogo.
Sama prawda, aurinko. Szyldy, deklaracje i zawsze podkreslenie podzialu - my (dobrzy) kontra oni-(bee).
883 2013-08-01 08:50:19 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2013-08-01 08:50:37)
A ja uważam, że warto jest mówić, krzyczeć głośno o problemach w tym kraju, o tym, że jednak KTOŚ to widzi i się nie zgadza, że rząd i Kościół nie zahukają wszystkich. Podobał mi się opis tegorocznej manify, pozwólcie, że przytoczę:
"W Polsce podobno wszyscy bardzo szanują kobiety. Mamy przecież i Matkę Polkę, i Matkę Boską, i Polonię, a w ogóle to Polska jest kobietą.
Tyle, że my, kobiety, często nie mamy ani siły, ani czasu, żeby walczyć o siebie. Bo to my mamy ratować ZUS i PKB, zastępować podupadłą służbę zdrowia, radzić sobie bez żłobków i domów opieki. To my, kobiety, mamy pracować za grosze i nigdy się nie skarżyć.
Politykę robi się kosztem ciał kobiet, naszego życia i zdrowia. Każda sejmowa debata to słowo, które staje się ciałem, a dokładnie: słowo polityków staje się naszym ciałem. Gdzie jest nasza niepodległość?
W Polsce macica jest polityczna, ale żołądek prywatny, ?życie poczęte? jest polityczne, ale narodzone jest już tylko twoim problemem. Rodzina z niepełnosprawnym dzieckiem to sprawa prywatna, ale już rodzina, w której ludzie homo- lub heteroseksualni chcą żyć w związku partnerskim to sprawa wagi państwowej ? politycy wytoczą najcięższe działa, będą obrażać wszystkich ?innych? i krzyczeć o zagrożeniu dla rodziny. Będą zaglądać nam do łóżek w imię chrześcijańskiej miłości, ale nie zajrzą do domów, w których mąż bije i/lub gwałci żonę. Walka z przemocą wobec kobiet to przecież atak na świętość polskiej rodziny.
Myślisz ?Mam w nosie politykę, to mnie nie dotyczy?. Pomyśl jeszcze raz. Tu chodzi o ciebie, twoje życie, twoje ciało. Politykę robi się kosztem kobiet ? my ponosimy jej koszty.
Chodź z nami, bądźmy razem, zmieńmy to razem. Jako kobiety, jako Polki, jako imigrantki, jako ludzie. Nie chcemy żyć w kraju, w którym koszty zmian i kryzysów spadają wciąż na barki kobiet, w którym politycy i Kościół próbują nas kontrolować i zastraszać, w którym daje się nam kwiaty nie jako wyraz szacunku, ale zamiast szacunku i równości.
Powiedzmy głośno, że chcemy być wolne. Chcemy być niepodległe! Chcemy odzyskać nasze siły, nasz czas i nasze ciała! Jeszcze Polka nie zginęła!" (manifa.org)
Mnie też się podoba. Szczególnie akapit zaczynający się od politycznej macicy - bardzo celne.
,
Chodź z nami, bądźmy razem, zmieńmy to razem. (manifa.org)
Czy jest pomysl co konkretnie mialaby zrobic zwykla, przecietna obywatelka, by to zmienic?
Benita to często ma charakter nie tyle polityczny/zmieniający od razu prawo, ale uświadamiający. Gdyby nie te głosy, wiele kobiet tkwiłoby w przekonaniu, że mąż może im przyłożyć, gdy "zupa była za słona", że ich rolą jest praca zawodowa + pełnoetatowa, samotna praca w domu, że muszą się tłumaczyć potencjalnemu pracodawcy kto zajmie się ich dziećmi gdy one będą w pracy.
To się zmieniło i zmienia społecznie bo mentalność jednostek się zmienia.
Rozumiem.
W charakterze uswiadamiajacym lepiej sprawdzaja sie moim zdaniem kampanie spoleczne - tu jestem calkowicie ZA. Byla taka kontrowersyjna (dla niektorych) kampania "jestem nikim" - znacie? Bardzo dobra kampania, ale wg mnie przeszla z malym echem..
Manifestacja ma dla mnie wydzwiek za bardzo roszczeniowy.
Tylko Cat, poza manifestacjami te tzw. działaczki nic nie robią. Pokrzyczą, "polansują się" i tyle. W ten sposób nic się nie zmienia i nie zmieni. Co więcej, z uwagi na formę, manifestacje odstręczają niektórych. A zatem, efekt mogą przynieść odwrotny do założonego (o ile w ogóle jakieś założenia są).
Manifestacja ma dla mnie wydzwiek za bardzo roszczeniowy.
Dla mnie podobnie. Oraz zbyt krzykliwe.
A ja uważam, że warto jest mówić, krzyczeć głośno o problemach w tym kraju, o tym, że jednak KTOŚ to widzi i się nie zgadza, że rząd i Kościół nie zahukają wszystkich. Podobał mi się opis tegorocznej manify, pozwólcie, że przytoczę:
"W Polsce podobno wszyscy bardzo szanują kobiety. Mamy przecież i Matkę Polkę, i Matkę Boską, i Polonię, a w ogóle to Polska jest kobietą.
Tyle, że my, kobiety, często nie mamy ani siły, ani czasu, żeby walczyć o siebie. Bo to my mamy ratować ZUS i PKB, zastępować podupadłą służbę zdrowia, radzić sobie bez żłobków i domów opieki. To my, kobiety, mamy pracować za grosze i nigdy się nie skarżyć.
Politykę robi się kosztem ciał kobiet, naszego życia i zdrowia. Każda sejmowa debata to słowo, które staje się ciałem, a dokładnie: słowo polityków staje się naszym ciałem. Gdzie jest nasza niepodległość?
W Polsce macica jest polityczna, ale żołądek prywatny, ?życie poczęte? jest polityczne, ale narodzone jest już tylko twoim problemem. Rodzina z niepełnosprawnym dzieckiem to sprawa prywatna, ale już rodzina, w której ludzie homo- lub heteroseksualni chcą żyć w związku partnerskim to sprawa wagi państwowej ? politycy wytoczą najcięższe działa, będą obrażać wszystkich ?innych? i krzyczeć o zagrożeniu dla rodziny. Będą zaglądać nam do łóżek w imię chrześcijańskiej miłości, ale nie zajrzą do domów, w których mąż bije i/lub gwałci żonę. Walka z przemocą wobec kobiet to przecież atak na świętość polskiej rodziny.
Myślisz ?Mam w nosie politykę, to mnie nie dotyczy?. Pomyśl jeszcze raz. Tu chodzi o ciebie, twoje życie, twoje ciało. Politykę robi się kosztem kobiet ? my ponosimy jej koszty.
Chodź z nami, bądźmy razem, zmieńmy to razem. Jako kobiety, jako Polki, jako imigrantki, jako ludzie. Nie chcemy żyć w kraju, w którym koszty zmian i kryzysów spadają wciąż na barki kobiet, w którym politycy i Kościół próbują nas kontrolować i zastraszać, w którym daje się nam kwiaty nie jako wyraz szacunku, ale zamiast szacunku i równości.
Powiedzmy głośno, że chcemy być wolne. Chcemy być niepodległe! Chcemy odzyskać nasze siły, nasz czas i nasze ciała! Jeszcze Polka nie zginęła!" (manifa.org)
Okej, wszystko celne i dobrze napisane, ale co poza tym? Manifestują, krzyczą, żądają, ale nic z tego nie wynika.
Tak jak napisala Benita72, manifestacje są roszczeniowe, a to samo co powyżej przytoczyłaś można by zawrzeć w kampanii.
Ja uważam, że przepisy to jedno, a zmieniająca się mentalność społeczeństwa, to drugie i właśnie to drugie prowadzi i będzie prowadzić do zmiany prawa.
Porozumienie Kobiet 8 Marca angażuje w swą działalność wiele sławnych osób, które chcą to robić, mają coś do powiedzenia ludziom mężczyznom, kobietom, politykom. Tak właśnie zmienia się mentalność. I wierzę w to, że zaściankowość będzie ustępować miejsca... wyborowi jednostki.
"Czy możliwe jest przełożenie postulatów feministycznych na jakiekolwiek działania polityczne?
? Ten temat jest poruszany w ruchu feministycznym, trwa dyskusja między dwoma skrzydłami ? liberalnym, skupiającym klasę średnią, czyli Kongresem Kobiet, i nurtem tzw. radykalnym, jak np. Porozumienie Kobiet 8 Marca. Mówię: tzw. radykalnym, bo jeśli chodzi o aborcję, to postulaty Porozumienia zostały dawno zrealizowane w innych krajach. Strategia Kongresu Kobiet zmierza do tego, żeby tu i teraz wywalczyć minimum tego, co się da, i są to bardzo skromne, ale z drugiej strony konkretne osiągnięcia. Nie wierzę, że nawet parytet sam w sobie wiele by zmienił, choć oczywiście go popieram, ale te 35%... Zamiast 50?! To obraźliwe, głupie i niespójne. Zasłużyłyście na razie, dziewczynki, na 35%! W każdym razie taki ruch jak Kongres, ruch, który może coś wywalczyć, nie postawi tych postulatów, o których ruch feministyczny mówi od dawna, bo wiadomo, że nie zostaną one teraz zrealizowane. Natomiast drugie skrzydło, które działa oddolnie, pracuje cały czas nad zmianą świadomości i opinii publicznej i oczywiście nie ma bezpośredniego przełożenia na polityków. Bezpośrednie przełożenie postulatów oddolnego ruchu feministycznego na działania polityków jest więc żadne, podobnie jak w przypadku wszystkich innych tego typu ruchów w Polsce, co nie znaczy, że nie należy działać!" (przeglad-tygodnik)
"Jak pani myśli, dlaczego lewica mimo przedwyborczych obietnic nie zrobiła niczego w sprawie złagodzenia ustawy antyaborcyjnej?
? Przede wszystkim w Polsce nie ma lewicy! Parlamentarne czy wokółparlamentarne partie lewicowe to jakiś dziwny twór, który zajmuje miejsce lewicy. Mamy zabetonowaną scenę polityczną i tak naprawdę możemy wybierać pomiędzy partiami neoliberalnymi a neoliberalnymi! To są nieznaczne różnice stężenia. Dlatego partie rzekomo lewicowe grają raczej na liberalizm obyczajowy, to ma być listek figowy ich polityki ekonomicznej. Niestety, ich liberalizm obyczajowy kończy się na tym, że nie organizują zbiorowych wydarzeń religijnych. Na środku sceny mamy front jedności narodowej, w którym do niedawna tzw. lewe skrzydło biło SLD na głowę w kwestiach obyczajowych, a prawe w swoim proliferskim dyskursie przebijało PiS. Generalnie nie ma w czym wybierać. Zresztą i tak cała współczesna demokracja parlamentarna sprowadza się do kampanii reklamowych! Dlatego nie bardzo w nią wierzę." (tamże)
*
Nie jestem hiper-entuzjastką Porozumienia Kobiet 8 Marca, ale doceniam ich chcenie. My tu na forum tylko narzekamy, piszemy, jak jest a jak być powinno- one działają.
891 2013-08-02 10:15:23 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-08-02 10:30:48)
A ja uważam, że warto jest mówić, krzyczeć głośno o problemach w tym kraju, o tym, że jednak KTOŚ to widzi i się nie zgadza, że rząd i Kościół nie zahukają wszystkich. Podobał mi się opis tegorocznej manify, pozwólcie, że przytoczę:
"W Polsce podobno wszyscy bardzo szanują kobiety. Mamy przecież i Matkę Polkę, i Matkę Boską, i Polonię, a w ogóle to Polska jest kobietą.
Tyle, że my, kobiety, często nie mamy ani siły, ani czasu, żeby walczyć o siebie. Bo to my mamy ratować ZUS i PKB, zastępować podupadłą służbę zdrowia, radzić sobie bez żłobków i domów opieki. To my, kobiety, mamy pracować za grosze i nigdy się nie skarżyć.
Politykę robi się kosztem ciał kobiet, naszego życia i zdrowia. Każda sejmowa debata to słowo, które staje się ciałem, a dokładnie: słowo polityków staje się naszym ciałem. Gdzie jest nasza niepodległość?
W Polsce macica jest polityczna, ale żołądek prywatny, ?życie poczęte? jest polityczne, ale narodzone jest już tylko twoim problemem. Rodzina z niepełnosprawnym dzieckiem to sprawa prywatna, ale już rodzina, w której ludzie homo- lub heteroseksualni chcą żyć w związku partnerskim to sprawa wagi państwowej ? politycy wytoczą najcięższe działa, będą obrażać wszystkich ?innych? i krzyczeć o zagrożeniu dla rodziny. Będą zaglądać nam do łóżek w imię chrześcijańskiej miłości, ale nie zajrzą do domów, w których mąż bije i/lub gwałci żonę. Walka z przemocą wobec kobiet to przecież atak na świętość polskiej rodziny.
Myślisz ?Mam w nosie politykę, to mnie nie dotyczy?. Pomyśl jeszcze raz. Tu chodzi o ciebie, twoje życie, twoje ciało. Politykę robi się kosztem kobiet ? my ponosimy jej koszty.
Chodź z nami, bądźmy razem, zmieńmy to razem. Jako kobiety, jako Polki, jako imigrantki, jako ludzie. Nie chcemy żyć w kraju, w którym koszty zmian i kryzysów spadają wciąż na barki kobiet, w którym politycy i Kościół próbują nas kontrolować i zastraszać, w którym daje się nam kwiaty nie jako wyraz szacunku, ale zamiast szacunku i równości.
Powiedzmy głośno, że chcemy być wolne. Chcemy być niepodległe! Chcemy odzyskać nasze siły, nasz czas i nasze ciała! Jeszcze Polka nie zginęła!" (manifa.org)
Ale wiecie. Z jednej strony wyzysk i faktycznie praca za marne grosze, bardzo często. Facetowi to tyle przecież nikt nie zapłaci, bo on musi utrzymać rodzinę. Gówno musi, powiem Wam. Każdy powinien zarobić tyle, żeby było go stać na samodzielne życie i żeby nie musiał być uwiązany, żeby nie musiał wyrzekać się wielu rzeczy w imię utrzymania i mieszkania, w imię zapewnienia bytu. Kto to widział, żeby człowiek dzień cały w pracy siedział i przez cały rok nie odłożył sobie na urlop, żeby nie stać go było na to, żeby mógł sam mieszkać. Ja myślę, że większości facetów się wydaje, że oni mają więcej to mogą więcej i więcej im się należy. Bo tski więcej zarabia w domu czeka służąca, która wszystko zrobi. Powiem Wam, że źle się żyje z taką świadomością.
Mnie się wydaje, że gdyby kobiety i mężczyżni byli zawodowo traktowani w miarę na równi to i w życiu traktowali by sie na równi. Nikt mi nie powie, że kiedy nie musimy się martwić o to czy nas stać na samodzielnie mieszkanie to zastanawiamy sir czy zostać z kimś kto nami pomiata, kto nas nie zauważa.
A z drugiej strony w dzień kobiet raczy sie nas kwiatkiem.
Mnie też daje się we znaki kwestia zasiłkówi wszelakich zapomog w państwie. Potrzebujący to jakoś najmniej z nich korzystają. Gdyby ludzie mogli godnie żyć i stać by ich było na życie z pracy którą wykonują to nikt by nie myślał o zasiłku.
Wkurza mnie też fakt, kiedy pracodawca się dziwi, że nie jesteśmy zadowoleni z wynagrodzenia i jako punkt odniesienia podaje partnera, który zarabia. Proponuję, żeby pracować charytatywnie skoro partnerzy zarabiają. Ja chcę sama i swoje. Ja to ja. Mnie nie stać.
Manifa ma fajne hasła. Tylko co to da, że setki ludzi tam pójdą?
Ja może nie jestem super wredną zołzą, ale strasznie lubię czytać wypowiedzi Cat ![]()
hm masz racje, facet musi zarabiać więcej, jakieś społeczne przeświadczenie, sama w swoim zawodzie często widzę, że facet mniej kompetentny zarabia więcej, bo jest facetem, ba każdy woli zatrudnić faceta, bo jest facetem. A często się słyszy nawet szowinistyczne, "bo facet z czegoś kochanki musi utrzymać". I jak tu żyć w takim kraju?
Co do Porozumienia hmmm one coś robią bo manifestują, ale to za mało, bo nasz ciało polityczne jest mężczyzną, które oczekuje dzieci bo przyrost naturalny ujemny
893 2013-08-02 10:40:12 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2013-08-02 10:40:40)
Martyna777 chyba fan club założę, hihi
Mnie osobiście wydaje się, że problem płac, to problem nadmuchany. Słowo daję, moje znajome wcale nie zarabiają mniej z powodu płci - na tych samych stanowiskach; czasem zarabiają mniej, a czasem więcej, a często tyle samo co kolega obok- a zależy to od TOTALNIE wszystkiego; doświadczenia zawodowego, kompetencji, zamkniętych spraw, ale nie od płci. Nie spotkałam się nigdy ze stwierdzeniem kobiety, że czuje się płacowo dyskryminowana w swoim miejscu pracy. A Wy tak?
Jakiś czas temu u mojego męża w pracy było przyjmowanie nowej osoby, dla której on został szefem. Było wielu kandydatów, głównie facetów. Ostatecznie wybrano na naprawdę bardzo odpowiedzialne stanowisko kobietę; matkę 2 małych dzieci - bo spełniała wymogi. I tyle. Będzie zarabiać mniej niż mój mąż, z racji tego, że jest jego podwładną, nie dlatego, że jest kobietą, on z kolei ma lata doświadczenia, przeprowadził już nie dziesiątki, ale setki udanych projektów, zostało to w końcu docenione. Jednak wiem, ze przed nią może być identyczna droga kariery i na pewno NIKT nie zapyta "A co pani zamierza zrobić z dziećmi?".
Ja może nie jestem super wredną zołzą, ale strasznie lubię czytać wypowiedzi Cat
hm masz racje, facet musi zarabiać więcej, jakieś społeczne przeświadczenie, sama w swoim zawodzie często widzę, że facet mniej kompetentny zarabia więcej, bo jest facetem, ba każdy woli zatrudnić faceta, bo jest facetem. A często się słyszy nawet szowinistyczne, "bo facet z czegoś kochanki musi utrzymać". I jak tu żyć w takim kraju?Co do Porozumienia hmmm one coś robią bo manifestują, ale to za mało, bo nasz ciało polityczne jest mężczyzną, które oczekuje dzieci bo przyrost naturalny ujemny
Właśnie. Zarabiać musi, bo jest facetem, nic innego. Tylko tyle. Tylko, że to sprzyja całemu koorestwu. Przemocy też. Niejednokrotnie i kochanki się przyklejają do takich. A jak się czuje facet trzy razy mniej zarabiający od partnerki? Też sobie powie, że zdziwia i przecież dobrze jest? Że nie ma co przeżywać tego? Że tak jest w naszym kraju?
Ja nie raz słyszałam, że ta czy tamta praca to nic wielkiego siE nie narobi, a wiecej zarabiać chce. A ile zarobi. Tysiąc. Żyj sobie za tysisc pracodawco. Nie ważne jaka praca. Tak uważam.
No ale bez kobiet to Ci mężczyżni przez duże M tych dzieci mieć nie będą.
Ja przepraszam, ale praca i zarobki to dla mnie drażliwy temat jest.
Martyna777 chyba fan club założę, hihi
![]()
Mnie osobiście wydaje się, że problem płac, to problem nadmuchany. Słowo daję, moje znajome wcale nie zarabiają mniej z powodu płci - na tych samych stanowiskach; czasem zarabiają mniej, a czasem więcej, a często tyle samo co kolega obok- a zależy to od TOTALNIE wszystkiego; doświadczenia zawodowego, kompetencji, zamkniętych spraw, ale nie od płci. Nie spotkałam się nigdy ze stwierdzeniem kobiety, że czuje się płacowo dyskryminowana w swoim miejscu pracy. A Wy tak?
Jakiś czas temu u mojego męża w pracy było przyjmowanie nowej osoby, dla której on został szefem. Było wielu kandydatów, głównie facetów. Ostatecznie wybrano na naprawdę bardzo odpowiedzialne stanowisko kobietę; matkę 2 małych dzieci - bo spełniała wymogi. I tyle. Będzie zarabiać mniej niż mój mąż, z racji tego, że jest jego podwładną, nie dlatego, że jest kobietą, on z kolei ma lata doświadczenia, przeprowadził już nie dziesiątki, ale setki udanych projektów, zostało to w końcu docenione. Jednak wiem, ze przed nią może być identyczna droga kariery i na pewno NIKT nie zapyta "A co pani zamierza zrobić z dziećmi?".
No ja się z tym spotykam co dnia. Może zależy od branży.
hm... żeby nieco złagodzić Twój gniew o poranku, powiem coś neutralnego;
płace zależą od tego, co się dla siebie wywalczy na samym początku- jeśli nie ma już podanych odgórnie zarobków (np. szef od razu mówi, że za daną pracę jest wynagrodzenie takie a takie) to szef pyta : Ile Pan/ Pani chce zarabiać?
No i co? Tu jest Burek pogrzebany. Jeśli facet powie: 3 tys. zł, a kobieta 2 tys zł. to kogo winić za późniejszą wysokość wypłat? Szefowie rzadko kiedy bywają altruistami.
hm... żeby nieco złagodzić Twój gniew o poranku, powiem coś neutralnego;
płace zależą od tego, co się dla siebie wywalczy na samym początku- jeśli nie ma już podanych odgórnie zarobków (np. szef od razu mówi, że za daną pracę jest wynagrodzenie takie a takie) to szef pyta : Ile Pan/ Pani chce zarabiać?
No i co? Tu jest Burek pogrzebany. Jeśli facet powie: 3 tys. zł, a kobieta 2 tys zł. to kogo winić za późniejszą wysokość wypłat? Szefowie rzadko kiedy bywają altruistami.
Albo płacę tyle i tyle, umowa jest taka i taka, nie stać mnie na więcej. A Ty pracujesz albo nie. A pracujesz, bo gdzie indziej jest mniej.
Oczywiście Cat masz rację bo facet powie więcej, ale ja jestem prawnikiem, niby zawód gdzie łamanie prawa nie powinno mieć miejsca jeśli w miastach takich jak Wawa czy Krak normą jest 200-300 za godzinę pracy to większość klientów woli faceta ale najlepsze jest to że większość ma podejście bo przecież kobiecie tyle płacił nie będę, albo coś co mnie rozwala "co ona z tymi pieniędzmi zrobi" ![]()
Oczywiście Cat masz rację bo facet powie więcej, ale ja jestem prawnikiem, niby zawód gdzie łamanie prawa nie powinno mieć miejsca jeśli w miastach takich jak Wawa czy Krak normą jest 200-300 za godzinę pracy to większość klientów woli faceta ale najlepsze jest to że większość ma podejście bo przecież kobiecie tyle płacił nie będę, albo coś co mnie rozwala "co ona z tymi pieniędzmi zrobi"
O widzisz. Ale facet to może coś z nimi zrobić. No. Super.
900 2013-08-02 11:33:15 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2013-08-02 11:36:14)
O, też mam kilka koleżanek - prawniczek
Jedna raczej nie narzeka, reszta pracuje ostatecznie w trochę innych zawodach, gdzie nie mają szansy "skonfrontować się" z wybrednymi klientami ![]()
Natomiast rozwód jednej z moich koleżanek prowadziła kobieta - bardzo przez kobiety właśnie w mieście rozchwytywana (ciekawe czemu?.... )
Na szczęście to się wszystko zmienia i zmieniać będzie. Naprawdę, miejsca pracy, które znam z opowiadań rodziny, znajomych kompletnie się nie interesują życiem prywatnym (tzn. interesują! Plotkami między pracownikami
) pracowników męskich czy żeńskich.
Panują w społeczeństwie pewne stereotypy, jak te, które martyna wymieniłaś; pewnie wiele osób uważa kobietę w STEREOTYPOWO męskim zawodzie jako nie do końca kompetentną, mniej skuteczną, ale pomału, pomału.... niebawem - tak uważam - to będzie tak niedorzeczne jak kiedyś inne zmiany społeczne ![]()
Mnie się podobał artykuł przeglad-tygodnik pt. "Aborcja to nie stygmat" - autorką jest Katarzyna Szeloch, jedna z członkiń Porozumienia Kobiet.. Nie będę go tu całego zapodawać, ale przeczytać warto. Zacytuję wg mnie rzecz istotną:
"Planując akcję "Aborcyjny coming out", pomyślałyśmy, że trzeba wyraźnie powiedzieć: "Tak, miałyśmy aborcję. Nie zamierzamy się tego wstydzić". Jeśli ktoś chce publicznie nazwać konkretną kobietę, która miała aborcję, morderczynią, niech to powie... Wtedy zostanie oskarżony o zniesławienie. Nawet w polskim prawie aborcja nie jest zrównana z morderstwem! - mówi Katarzyna Bratkowska, działaczka ruchów kobiecych i lewicowych. " (tamże)
O, też mam kilka koleżanek - prawniczek
![]()
Natomiast rozwód jednej z moich koleżanek prowadziła kobieta - bardzo przez kobiety właśnie w mieście rozchwytywana (ciekawe czemu?.... )
Dobrze to napisałaś. Akurat prawniczki bardzo dobrze radzą sobie na rynku pracy. Oczywiście jeśli są dobre.
Oczywiście że radzą sobie świetnie
Dla mnie takie teksty są po prostu zabawne
Czasem to mnie tak rozwalają, ostatnio byłam w sądzie
(no z miesiąc temu, mało tam bywam, bo ja to inny dział) stoi takich dwóch panów widać że raczej niezbyt inteligentnych, a ze sposobu wypowiedzi to już da się w 100% wywnioskować że rozumem to oni nie grzeszą
na widok pięknego samochodu (nowe Volvo) "Ty patrz, ciekawe ile ku*** du* na nie wyrwał" zaczęłam się lekko śmiać, oni tak myślą, a po 2 min wsiada do niego pani prok. ( jak się nie zna tej osoby, to po togach można rozpoznać
) w wieku ok 35 lat, widok ich zdziwienia bezcenny
dokładnie tak "nowoczesne" jest nasze społeczeństwo ![]()
Jednak coraz częściej ten stereotyp mija, nie wiem czy oglądacie/oglądałyście Sex and the city. Tam jest tak scena kiedy Miranda kupuje mieszkanie i wielkie zdziwienie, że wpłaca sama tą pierwszą część ona - kobieta a nie jej ojciec. Tam ta scena była ok 10 lat temu, oczywiście w USA już tak nie było, myślę że jeszcze 10 lat, bo my bardzo katoliccy jesteśmy,( a raczej akceptujemy to co nam się podoba, bo z wiarą to ma niewiele wspólnego ) i w Polsce też będzie normą, że kobieta coś osiąga, a raczej nie coś a wiele ![]()
wg moich znajomych Francuzów to już się w Polsce zmienia! Znam takich, co przyjechali tu 5 lat temu i gdy ja się podśmiewuję z naszej zaściankowości, oni mówią:
- Odkąd tu mieszkam w Polsce nastąpiły duże zmiany mentalności! Teraz jesteście w tym miejscu, w którym my byliśmy ok. 10-15 lat temu*
* 10-15 lat temu we Francji również "rządził" Kościół Katolicki. Teraz Francja jest jednym z najbardziej ateistycznych, no, w ogóle laickich państw w Europie.
Teraz Francja jest jednym z najbardziej ateistycznych, no, w ogóle laickich państw w Europie.
Hm..
Za parę lat może być też jednym z najbardziej muzułmańskich w Europie.
Dla kobiet to rzeczywiście będzie duży postęp ![]()
To jest druga strona medalu, ta bardziej niefajna. Ale miejmy nadzieję, że zarówno Francja jak i UK pójdą w ślady australijskiej polityk, Julia Gillard i zaczną się mniej przed imigrantami kajać.
Ale miejmy nadzieję, że zarówno Francja jak i UK pójdą w ślady australijskiej polityk, Julia Gillard i zaczną się mniej przed imigrantami kajać.
Obawiam się, że nie pójdą. Przynajmniej nie Francja i nie tak prędko.
Ciągle w nich tkwi "kompleks" postkolonialny i są zbyt przesiąknięci ideami multikulturowymi. Bez zauważenia negatywnych stron tego zjawiska.
Oj coraz bardziej zauważają! Kompleksy niech sobie darują - każdy kraj ma jakąś mroczną historię, ale przecież byłoby wariactwem spłacać każdy "dług" naszych przodków do końca świata. Zwłaszcza, że świat się zmienił.
Oj coraz bardziej zauważają!
Zbyt wolno i trochę późno. Wcześniej nie zauważano głosów rozsądku.
Ale, mam nadzieję, za późno nie jest.
Ja również. Nie jestem entuzjastką historii, mój teść tak, opowiadał mi, że w Polsce żyło niegdyś mnóstwo Muzułmanów, z tego co pamiętam w okolicach Mazur, ale była to zupełnie inna grupa - Tatarzy, oddani Polsce.
O Muzułmanach zamieszkujących obecne, rozwinięte kraje Europy nie mam najlepszego zdania niestety- z tego co czytam, z tego co słyszę, nic dobrego z tej asymilacji nie wynika. Wynikałoby gdyby owi Muzułmanie przyjmowali to, co się im oferuje z pokorą - tak uważam. Natomiast oni wyciągają ręce po jeszcze i jeszcze ... uważam, że Belgia popełniła wielki błąd idąc na ugodę chociażby z tą zmianą nazwy Bożego Narodzenia czy usuwaniem choinki; ja tym świętom również nie przyklaskuję, jednak uważam, że pewne rzeczy stają się już kwestią kultury, nie religii, jak rzeczona choinka chociażby.
W Islamie prawo przeplata się z religią a religia z prawem. I oni chcą tu tego samego - oczywiście, by prawo było po pierwsze nie laickie, a by rządził nim szariat.
Belgia jest tym bardziej niepokojąca bo przecież tam sobie całą Unię Europejską umyślono...
dołączę sie:)
ja nie wiem czy jestem zołzą, ale wielena to wskazuje...
Mozę nie kocham siebie ale mam podły charakter (jak to mówia)
jestem szczera )czasami nawet do bólu)
stałam się otwarta na ludzi
nie boję sie wypowiedzieć na jakis temat, wyrazić swoje zdanie.
mówią, że jestem taką dziewczyną która sobie sama poradzi w zyciu, jest zaradna... ale jest we mnie taka wredność... czasami nawet chciałabym to pohamować. Bo wiem ze niektóre słowa nie powinny być wypowidziane ale niestety nie umiem. życie robi ze mną co che, pomimo ze gdzieś we mnie jest twarda dzieczyna jakoś zanika- albo moze nie umiem jej wydobyć raz a dobrze...
chowa się we mnie i uaktywnia tylko momentami.
Jak to jest być prawdziwą zołzą?