Raz spędzałam święta za granicą, pojechaliśmy z moim na 3 tygodnie do Hiszpanii do mojego taty. Całe święta, sylwester. Fajnie było, inaczej bo tylko my, tata i współlokator taty.
W tym roku pierwsze święta tu w Polsce tak całe razem, bo od marca mieszkamy wspólnie. Do tej pory Wigilię kazde spędzało u siebie, jeden dzień świąt u mnie, drugi u Niego. Wyjątkowo teraz czekają nas dwie Wigilie, ale od przyszłego roku, już po ślubie to się zacznie - jeden rok Wigilia na zmianę. Lubię Święta, ale też nie mam powodów, żeby ich nie lubić. ![]()
Podobne tematy
Teraz wpadłam przypadkiem do netkafejki świadomych zołz.
I mogę stwierdzić, że jestem również zołzą dla mojego M.
Po prostu wie, że ze mną nie ma żartów, jeżeli coś przeskrobie.
Ale sam tego chciał- twardej dziołchy ze Śląska, co i tyłkiem orzechy rozłupać potrafi
.
Mamy kota od niedzieli. big_smile Bestia jedna, jakaś 3-miesięczna. Ciągle je i w ogóle nie śpi. Znalazlam ją w mojej klatce, piętro niżej jak bieglam na zajęcia. Nikt się nie zglosił i została.
Ja mam sześć takich bestii. Ponoć gdy ma się więcej, niż dwa koty, jest się już wariatem. Ja jestem wariatką do sześcianu w takim razie
.
Ponoć gdy ma się więcej, niż dwa koty, jest się już wariatem. Ja jestem wariatką do sześcianu w takim razie
.
A jak jest z psami? ![]()
A jak jest z psami?
Podejrzewam, że tak samo
.
A ile masz psów?
U nas w mieszkanku nie ma miejsca na kolejnego kota, oby się żaden nie znalazł już. No ale jak się wyprowadzimy, to drugi będzie. ![]()
Gdzie się podziewacie?
Rozpoczęłam dziś akcję - ćwiczenia i smukła sylwetka. Zmęczyłam się i własnie tak myśle... ilę wytrwam. ![]()
Kupiłam Mojemu grę logiczną no i mam chyba wieczór z glowy.
W sensie ja siedzę w łóżku, a On przy stole i układa.
Auriko - czyli konkretnie co?
Wiesz, przy myśleniu też spala się kalorie.
BabaOsiadła napisał/a:A jak jest z psami?
Podejrzewam, że tak samo
.
A ile masz psów?
Trzy ![]()
Cześc Zołzy
Można dołączyc?
Przeczytałam na raty całe 22 strony, same ciekawe tematy poruszacie. Aż się ręce rwą do klawiatury ![]()
Co do studiów/pracy:
W liceum szukałam jakiejkolwiek pracy na wakacje, od znajomego dowiedziałam się, że w jego mieście szukają pracowników do hotelu (jakich konkretnie nie wiedział, tylko tyle, że tego i tego dnia o danej godzinie trzeba się zgłosic), poszłam i znalazłam pracę moich marzeń. Nigdy by mi do głowy nie przyszła praca w tym zawodzie, gdybym przez przypadek na nią nie trafiła. Miało byc tylko na wakacje, a zostało na dłużej. Liceum skończyłam zaocznie, jednocześnie pracując, usamodzielniłam się finansowo, wyprowadziłam z domu rodzinnego. Nadal pracuję w tym zawodzie i nie wyobrażam sobie innego. Studia nie są mi w nim potrzebne, ale chciałabym je skończyc i mam taki zamiar. Tylko... nie ma kierunku, który faktycznie by coś wniósł do mojej wiedzy zawodowej. Wszystkie są strasznie ogólne. A ja bym chciała, oprócz dyplomu (który nie jest mi niezbędny) wynieśc jakąś konkretną wiedzę i udoskonalic swoje umiejetności. No i d.upa.
Z parciem na studia macie rację. Rodzice nie wyobrażają sobie, żeby ich dzieci nie miały wyższego wykształcenia i "wysyłają" je na studia, a że młodzież w większości nie ma pojęcia co chce robic, to wysłac się daje. Kilka lat mieszkania bez rodziców, ale za ich pieniądze, imprezowania - super. A później kończą studia i zaczyna się robic ciężko. Widzę to po moich równieśnikach.
Gdybym miała teraz nastoletnie dzieci, to namawiałabym je na technikum. Wiedza ta sama, co po liceum, matura, plus konkretny zawód. Zawsze to jakieś ułatwienie na start.
Moja siostra - licealistka w wakacje chciała sobie dorobic. "Normalnej" pracy nie mogła dostac, bo nie ma 18 lat. Zostało zbieranie owoców/prace w polu. Wydaje się, że łatwo się załapac, małe miasteczko, dookoła pola i sady. Gdzie tam! Przez 2,5 miesiąca chodzenia, pytania, dzwonienia, dowiadywania się przez znajomych udało jej się złapac na niecałe 3 tygodnie. A ona by tak mogła zapitalac całe wakacje, byle trochę zarobic. Także niestety nie zawsze chciec, to móc.
Merredithhh - witaj. Odświeżyłaś wątek
Przyda się bo coś Zołzy ucichły.
Fakt
Co tam?:)
Mnie się nasunął samoistnie pewien temat.... czytając forum: Dlaczego kobiety boją się mężczyzn?
Może przybliżę, co mam na myśli; co rusz czytam o tym, że kobieta jest w związku, ma jakąś rozkminę związaną z facetem, ale nie zapyta o to swojego faceta BO.... bo co? "Bo sobie pomyśli, że mu nie ufam" , "Bo się przestraszy", "Bo nie chcę wyjść na idiotkę" -więc nas tutaj, osoby zupełnie postronne pyta, dlaczego on np.ją pocałował i co to znaczy- i wcale nie wychodzi na idiotkę!
Zatem: dlaczego kobiety boją się z facetami rozmawiać w celu wyjaśnienia wątpliwości, które zaburzają im sen i skracają życie? ...
Catka, ale to chyba zależy od tematu... Są kwestie, których lepiej nie poruszać ze swoim facetem. Powiedzmy, że przytyłam 3kg i wymyślę sobie, że przez to przestałam się podobać swojemu facetowi. I mam go o to pytać? Wtedy na pewno zauważy moje dodatkowe 3 kg ![]()
No i najbardziej drażliwa kwestia - sprawa wierności. Jeśli kobieta ma jakieś podejrzenia to jakie ma szanse, że on jej powie prawdę? Mizerne... Wiec zakłada temat, zapewne po to, żeby inne kobiety jej powiedziały, że on na pewno jest wierny...
Tylko wiesz Vinnga.... ja patrzę na to pod kątem skutecznego rozwiązania problemu, a tu to średnio wygląda. Pal licho te nadprogramowe kilogramy, to drobnostka, jednak są tematy w związkach, które naprawdę wpływają na jakość tego związku, a są nigdy nie poruszane pomiędzy dwojgiem ludzi.
Ostatnio przeczytałam kilka takich kwestii mniej więcej pod tytułem "Co on do mnie czuje?" - rozumiem że osoby są młode, zwykle nie skończyły 20 r.ż., jednak uważam, że i tak młode osoby powinno się zachęcać do otwartej rozmowy z partnerem, a nie kombinowania i domyślania się.
730 2012-11-27 11:47:09 Ostatnio edytowany przez Artemida (2012-11-27 11:48:17)
Tak, najlepsza jest otwartość. Ale... Jeśli tylko ona jest otwarta, to on dostaje wszystkie informacje i niekoniecznie korzysta z nich w celu uszczęśliwienia ich obojga. Odwaga w zbliżaniu się do innego człowieka - jasne. Ale pod warunkiem, że ma się dość siły, żeby się w razie potrzeby odsunąć. Bardzo wiele pisze tu kobiet, którym niuniuś wbił nóż w serce, bo wiedział jak...
Jak go poznać nie zbliżając się? Jak się zbliżyć i nie zostać poranioną? To fundamentalne kwestie.
No ciekawe pytanie.
.
Jak go poznać nie zbliżając się? Jak się zbliżyć i nie zostać poranioną? To fundamentalne kwestie.
Haha, w tym wątku to akurat oczywiste ![]()
Zbliżać się bez obaw. I wyłapywać sygnały. Jak delikwent nie odpowiada odpowiednio - powiedzieć sobie, że jego strata i iść dalej z podniesioną głową.
Ooo ale to jest najtrudniejsze: zaakceptować fakt, że to nie ten. Wiem coś o tym- gdy byłam znacznie młodsza
To jest najtrudniejsze a ten moment lubi się rozwlekać w czasie ![]()
Tak - gdy byłaś znacznie młodsza. Masz pewność, że teraz byłoby to dla Ciebie równie trudne?
Hm.. ostatni raz doznałam takiego typu "olśnienia" w wieku lat 24 i 26 -wtedy pogodziłam się z tym bardzo szybko. Chyba wtedy zadecydowałam, że nie chcę tracić czasu na oszukiwanie się a i moje "standardy" odnośnie kandydata na partnera były już inne.
Dorgie Zołzy, jak stać się jedną z Was? Usłyszałam nie tak dawno od kolegi,w zasadzie znajomego, że jestem zołzą. No cóż, ponoć pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Nie uważam się jednak za taką, choć chciałbym. Ta pewność siebie, poczucie własnej wartości- można to jakoś wypracować?! Wydaje mi się, że Zołzą żyje się dużo lepiej i łatwiej, niż Nie-zołzą:)
JustynaG no skoro zostałaś ochrzczona Zołzą to nią jesteś ![]()
kurcze, wlasnie nie sadze aby opinia jednego znajomego byla na tyle wiarygodna;D aczkolwiek charakter moj fakt-do łatwych nie należy...;D
Mnie się nasunął samoistnie pewien temat.... czytając forum: Dlaczego kobiety boją się mężczyzn?
Może przybliżę, co mam na myśli; co rusz czytam o tym, że kobieta jest w związku, ma jakąś rozkminę związaną z facetem, ale nie zapyta o to swojego faceta BO.... bo co? "Bo sobie pomyśli, że mu nie ufam" , "Bo się przestraszy", "Bo nie chcę wyjść na idiotkę" -więc nas tutaj, osoby zupełnie postronne pyta, dlaczego on np.ją pocałował i co to znaczy- i wcale nie wychodzi na idiotkę!
Zatem: dlaczego kobiety boją się z facetami rozmawiać w celu wyjaśnienia wątpliwości, które zaburzają im sen i skracają życie? ...
A może nie tyle boją się, co po prostu nie potrafią szczerze rozmawiac?
Wszystkim Zołzom życzę spokojnych Świąt, pełnych ciepła i radości.
..i błagam tylko nie "rodzinnych"
![]()
Ja równiez..... wyczuwalnego odpoczynku ![]()
Cat a napisałam rodzinnych?
![]()
no broń Cię panie Boże ![]()
no broń Cię panie Boże
Bronił mnie, bronił ![]()
U mnie będą zresztą właśnie rodzinne (18-osobowe). Ergo, spokoju zaznam PO świętach ![]()
I jak tam kobity po świętach A PRZED Nowym Rokiem?:)
U mnie święta udane i spokojne. Trochę w domu, trochę w pracy i przeleciało ![]()
Przypomniało mi się: jako dziecko nie mogłam zrozumiec po co ludzie życzą sobie m. in. spokojnych świąt. Wtedy dla mnie spokojne to nudne, bez żadnych atrakcji i przygód. Dopiero dużo później doceniłam ten święty spokój i teraz sama kiedy składam komuś życzenia świteczne, to przede wszystkim życzę spokoju:)
Dla mnie też!! spokój-święty spokój najważniejszy!!
U nas spokojnie, leniwie, wolno...z worem nadziei na to ze ten rok bedzie lepszy niz poprzedni
(oby, oby!!)
Mam dwa wazne cele ktore sobie wyznaczam do osiagniecia na koniec marca ![]()
Dzisiaj sie do nich motywuje w domu a jutro z calej sily zaczynam pchac ten wozek ![]()
Czy czesto macie wrazenie ze kobiety na sile daza do perfakcji?
750 2013-01-02 16:18:14 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-01-02 16:22:26)
Hej zolzy ![]()
Ja tez marze od jakiegos czasu o spokojnych swietach...takich jak ja bym chciala. Te "rodzinne" ostatnio mnie dobijaja.
W Nowym Roku zycze i sobie i Wam wymarzonego spokoju i dojscia do wytyczonych celow ![]()
Sadie...zgadzam sie z Toba. Ostatnio zauwazylam, ze wstyd publicznie przyznac sie do "bycia nieperfekcyjna"... ![]()
Ja nie dążę. Ja chcę tylko przeżyć
![]()
Ja chyba też nie dążę. Mało ambitna jestem?
Pewnie, że chciałabym, żeby robić wszystko dokładnie, ale bez przesady.
Ja coraz częściej odnoszę wrażenie, że tylko Polki tak mają
Ale może wypowie się Sadie lub ktoś mieszkający w innym kraju niż PL.
A ja dążę ![]()
Może nie aż do perfekcji, ale ciągle się staram.
Efekty różne. Czasem się udaje, czasem nie.
Ważne jest aby się tym nie przejmować zanadto, gdy nie wyjdzie.
Catwoman coś w tym jest co piszesz. W innych krajach ma się wrażenie, że wszyscy mają wszystko gdzieś i po prostu cieszą się życiem. ![]()
756 2013-01-26 09:55:26 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2013-01-26 09:56:51)
I ja właśnie mam mentalność taką "innokrajową" w tym względzie
Mam też to szczęście, że mam takiego męża, zatem moje codzienne życie potrafi być całkiem na luzie.
Ja właściwie już nie rozważam tego w sposób: "Mój mąż ugotował dziś ziemniaki" bo co to niby miałoby oznaczać? Że mąż nie gotuje? Dla mnie oznacza to tylko to, że ziemniaki, a nie ryż.
Nawiązałam do faceta, bo to zwykle PRZY NIM w związku wychodzi jakim typem jest kobieta. Na singielki się macha ręką, daje się im wolność; bałaganią czy nie- nieważne. No ale mężatkaaaa to już powinna zachowywać się w określony sposób.
Podejrzewam, że wynika to z poczucia i przekonania całej reszty, że żona to musi być jak najlepsza. Jeśli taka żona, że umie gotować, albo nie lubi i tego nie robi, nie lata cale dnie ze ścierką, wraca do domu później niż mąż żony, nie ma obiadu, a w najlepszym wypadku jest wczorajszy, to już taka żona nie wypada najlepiej w oczach wielu. ![]()
Dziewczyny...a wiecie jaka zona jest najgorsza...? Taka, ktora nie pracuje...tylko siedzi w domu i "nic nie robi". Aaaaa...i na dodatek (o zgrozo!) nie urodzila jeszcze dziecka... ![]()
Znam to z doswiadczenia, bo sama jestem taki "nierobem"...
Margolinka- to dziecko by uratowało Twoją opinię. Do roboty! ![]()
Margolinka, ale w czyim rozumowaniu jesteś nierobem? Męża?
Nie...nie...na szczescie to rozumowanie tescia i szwagra. Meza mam normalnie rozumujacego. ![]()
A powiedzieli Ci to kiedyś?
Cat...co do dziecka, to brzydko mowiac "nie stac nas na nie" .
A czy powiedzieli...tak tesc powiedzial.
Szwagier tez ale mojemu mezowi...mi w oczy nie...a przynajmniej nie tak doslownie.
Hm, tylko co do diaska komu do tego?!
765 2013-01-26 11:18:15 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-01-26 11:22:09)
Nie mam pojecia Cat...
Ich to ewidentnie "boli"...
Tescia pewnie dlatego, ze maz kiedys pozyczyl od niego pieniadze, ktore ma oddac (powiedzial konkretnie kiedy odda, ale to zalezne jest od wielu rzeczy). Tesc sie zgodzil leczwciaz wypomina, ze jakbym poszla do pract, to problemow bysmy nie mieli.
A szwagier...nie wiem co jego "boli"...
A najgorsze jest to, ze obaj wiedza dlaczego mam problemy z pojsciem do pracy...a dalej udaja ze problemu nie ma...
Ahm... No z jednej strony może to być troska- ale tak naprawdę Ty sama wyczuwasz jakie kto ma intencje. Bo ja wiem, że gdyby np. moja matka mi takie coś powiedziała, albo nawet moja teściowa- autentycznie chciałyby dobrze i martwiłyby się o naszą przyszłość.
Cat, tylko ja nie siedze w domu z lenistwa. Od 3 roku zycia choruje na epi...nie mam prawka a dojazd z naszego zadupia do wawy czy gdziekolwiek indziej jest mocno utrudniony...
Margolinka, a pracujesz jakoś/jakkolwiek.... w domu na przykład? Bo na pewno masz jakieś wykształcenie no i umiejętności.
Ukonczylam ladnych pare lat temu politologie (specjalnosc - sluzby socjalne)
W domu pracuje codziennie...pranie, prasowanie, sprzatanie, gotowanie...pol ogrodu zasadzilam juz sama...ale to niestety moja jedyna praca do tej pory...
A nie myślałaś nad pracą, którą można wykonywać w domu? Ja tam kiedyś stwierdziłam, że chyba najszczęśliwsza będę w pracy, w której sama będę decydować, o której ją zaczynam i nie będzie się to wiązało z wychodzeniem z domu codziennie rano i powrotami po południu, zatem skończyłam takie studia, tak pracuję- jestem freelancerem. W Twoim przypadku freelancer to byłoby wybawienie.
Z pewnoscia tak...tylko czym ja moglabym sie zajmowac z moim wyksztalceniem?
Jesli chodzi o programowanie, tworzenie stron www itp. to ja "zielona" w tym temacie.
Ogloszenia ogladam od daaaaawna...ale nigdy nie udalo mi sie zdobyc jakiejs normalnej pracy zdalnej.
Szkoda, że wiedząc jaką masz sytuację, nie wybrałaś innych studiów
No teraz to co mówi Twój teść to już woda po kisielu, bo czasu się nie cofnie. Chociaż zawsze możesz podnieść swoje kwalifikacje i troszkę przekierunkować wykształcenie.
773 2013-01-26 11:52:02 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-01-26 11:53:56)
Cat, to wszystko prawda, tylko...
Gdy wybieralam studia kierunek wydawal sie sluszny, bo mialam perspektywe pracy.
Poza tym, moje zdrowie bylo w duzo lepszym stanie...
Teraz miszkam o 400km od domu rodzinnego, moja przeprowadzka byla jedynym wyjsciem, bo maz ma tu dobra prace.
Wszystko byloby ok, gdyby nie nasza za szybka przeprowadzka na peryferie miasta...
...i pozyczki do splacenia...
Musimy tak pociagnac jeszcze 2 lata...
Dodam jeszcze, ze pozyczki ni byly zwiazane z przeprowadzka i domem...cholerne przypadki losowe..
Margolinka a może warto spróbować porobić coś samemu i zobaczysz czy szybko nie pojmiesz tego. Strony www to nic trudnego.
Jeśli nie to, to może biżuteria, szycie, decoupage, pieczenie, masa solna? Może zajmij się kosmetyką? Paznokcie w domu itp. Teraz ludzie robią tyle rzeczy w domu i z tego dorabiają.
Jestem za!
Sama bym się może podjęła decoupage, gdybym miała więcej wolnego czasu i niestety większe zdolności ![]()
Margolinka: a może korepetycje? Na pewno umiesz jakiś przedmiot (jakiś język?) z którego mogłabyś udzielać korków ![]()
Aurinko, wiem ze sa takie rzeczy ktore mozna w domu robic...tylko ja jakos nie mam az tak rozwinietych zdolnosci...
Nie lubi robic czegos, na czym sie nie znam. Marze o jakiejs konstruktywnej pracy, gdzi widac by bylo moj wysilek i wklad... ![]()
Moze faktycznie zakupie pare ksiazek i podszkole sie z zakresu "www". Calkowita "noga" to ja nie jestem...wlaczyc komputer potrafie ![]()
No ale wszystko, co by nie bylo wymaga wczesniejszych inwestycji, a funduszy mi na razie brak...
Masz internet i komputer. Więcej nie potrzeba. Jest masa kursów w sieci. Za darmo.
a korki?
Ja miałam być bez pracy od 1 lutego. Już nawet mi powiedzieli, że koniec umowy i nie przedłużą. Nie powiem, ale mimo wszystko trochę się podłamałam.
Będąc na urlopie dostałam telefon, że jednak mi przedłużają umowę. Nastawiliśmy się już w domu, że będzie trudniej, a tu taka niespodzianka.
Potrafię sobie wyobrazić jak to samego bezrobotnego może męczyć, takie siedzenie w domu.
Gdy miałam kiedyś taki czas to świrowałam. Zatem też potrafię sobie wyobrazić.