Jak ja sie za Wami stesknilam, Slonka moje!
Tak sobie czytam i widze, ze kazda z nas otarla sie o problem z alkoholem.Ja tez-moj ojciec byl alkoholikiem, w tym najgorszym wydaniu-agresja, bicie, wynoszenie z domu.Kiedys tu o tym pisalam.Zryl mi psychike niesamowicie.Juz jako mezatka, spotykajac go na ulicy, odruchowo kurczylam sie i nie potrafilam mu odmowic dychy na jabola...
Sponi-kochana, tak jak pisze Elzbietka i inne dziewczyny-mysl przede wszystkim o sobie.I nie wierz w zmiany-obietnica w ustach alkoholika jest niczym.Moj ojciec obiecywal ciagle, codziennie, przepraszal, nosil na rekach, gotowal, sprzatal...przez 2-3 dni.Tyle byl w stanie wytrzymac.Mamus byla wymeczona, ale go kochala.Z biegiem czasu coraz mniej, ale jednak.Absolutnie nie chce napisac, ze on sie nie zmieni.Tylko na to potrzeba czasu.Czy warto czekac?Jesli jakas malutka czesc Ciebie, schowana gleboko, ukryta czasami nawet przed Toba chce czekac to bedzie Ci ciezko...ale wierze w Ciebie i mocno przytulam.Masz tylko jedno zycie-teraz czas na usmiech.
A taka pupe to mozna miec...jak sie cwiczy.Ja mam dysdupie-tak mowi Mloda.Jak bylam baleronem to jakis tylek byl.Teraz-szkoda gadac.Deska.Dobrze, ze z przodu troche cyca zostalo:))
Weronka- dobrze, ze wyszlas z toksycznego zwiazku.Tez kiedys chodzilam na terapie.Duzo mi nie dala, bo nie potrafilam o tym rozmawiac.Klade to na karb, ze bylam nastolatka i w duzej mierze wstyd i strach zamykaly mi buzie.Trzymam kciuki!
Markadia, Alcybiades-i tak trzymac, to co zle, trzeba zostawic i sie nie ogladac.Wiem, czasem wraca, boli...''ale to juz bylo i nie wroci wiecej''.
Bulinko-jak Majka?Masz juz wode?Jak sie czuje malzonek?
Antenka-witaj w klubie:))ospy podwojnej nie zazdroszcze.Moja przechodzila wyjatkowo paskudnie, nie dosyc, ze cala wysypana to jeszcze temperatura.Ciezko bylo przez dobry tydzien, potem strasznie sie drapala.A ja za dzieciaka mialam ospe z angina ropna do kupy.To dopiero byl cyrk.
Milionku-jak zdroweczko?Lepiej z Twoim kregoslupkiem?
Takasobiemamuska, Jola, Ba-cha-nie bylo mnie dlugo, wiec sie z Wami witam.
A u mnie tak sobie.Jest duzo lepiej, ale dzien bez czegos przeciwbolowego to raczej cud.Nie wpierdzielam juz prochow w ilosciach hurtowych, czasem 2, czasem 4.Cwicze, troche pracuje, uwazam,nie targam z miasta pieciu siatek i worka kartofli, staram sie i jakos ciagne.Lekarz tu powiedzial, ze operacja raczej mnie nie ominie.Kiedy-to kwestia mojego samozaparcia i wytrzymalosci na bol.A ze uparlam sie, ze nie dam sie pokroic bo fajny przypadek jestem, bol jest zdecydowanie mniejszy, po prochach wcale-to nawet nie mysle, ze moze byc gorzej:))
No i zaraz Swieta.Co pichcicie?U mnie troche nie po mojemu, bo bialej kielbaski nie bedzie.Zrobie tradycyjna salatke jarzynowa, chrzanik z buraczkami, upieke jakiegos miesiwa i moze ciacho?Albo dwa ciacha?
Chyba pora na druga kawe.Ostatnio jakos mniej kawkuje.Wypilam rano i teraz nastepna.Zebym tak jeszcze mniej palila.....
Sciskam, przytulam, pozdrawiam...