Mój dziesięcioletni synek dopiero w ubiegłym roku odkrył,ze nie ma Mikołaja.Był zły na mnie,bo ponoc przeze mnie się długo zastanawiał jak ten grubasek przez kominek w wlazi:)
W tym roku uskładał całą forse z trzech miesięcy i zaczął robic zakupy.Dla swojej dwudziestoletniej siostry juz ma:)
Dzisiaj zrobił kilka duzych piernikowych serc,napisał na nich imiona,i chce połozyc pod choinką.Bardzo sie napracował....
A wiecie co mnie bardzo ucieszyło?
Jak sobie te serca wyliczał to nie zapomniał o swoim tacie,dziadkach,reszcie rodziny,ale pamietał również o moim Iksie...To bardzo miłe..
Mam chwilkę,spróbuję napisać moje dwa poprzednie Boże Narodzenia...
Najwyżej nie czytajcie...
Dziś,juz bez emocji,tak na sucho bez łez -mogę,więc zrobię sobie tutaj terapię...
Dwa lata temu mielismy pierwsze święta bez niewiernego.Dla mnie koszmar.Tęsknota,ból nie do zniesienia,płacz....Ukradkiem oczywiście.Rodzice i Przyjaciele bardzo dbali,żebym miała śięta,bo wiedzą,że dla mnie Boże Narodzenie jest bardzo ważne...
Jakoś minęło...Sylwester szczęśliwie odbębniłam w pracy....
Rok temu MOJE święta byly juz nieco inne,znowu Rodzice i Przyjaciele,cała magia...Wtedy z córką przyrzekłysmy sobie,że nigdy juz nie będziemy płakać,mamy siebie,nic nas nie złamie...Rodzina przede wszystkim...
I to były cudowne święta...Uwielbiam na wigilii dużo ludzi,gwar,szczęście,uśmiechy i żarty...
Na sylwestra pojechałam do przyjaciółki w góry...
Puściłyśmy lampiony szczęścia..
Mój poleciał najwyżej,straciłysmy go z oczu....
Poprosiłam lecący lampion,żeby przyniósł mi szczęscie-tak ogólnie,bo jakoś w ten chiński zwyczaj nie wierzę...
Przyniósł...Wszystko mi sie poukładało.Córka to mądra i piekna kobieta,studiuje na UM,na drugim roku,synek to uroczy chochlik ,zakochany w piłce,ternuje,zdziere stopy,zalewa się potem...
Rodzice tez zaczęli patrzeć na mnie przychylnym okiem...Byli przerażeni,bo wszyscy,nawet psycholodzy mówili,że tak ja kochałam niewiernego,dziś już nie kocha nikt...Mówiłam szczerze ,że to była miłość mojego życia...
Lecący lampion zrobił swoje.
Poznałam Człowieka,ujął mnie cierpliwością,tym,że zawsze mogę na niego liczyć..Nie było łatwo na początku.Tak mocno nauczyłam się sama we wszystkim sobie dawać radę,że nie chciałm oddac ani centymetra ze swojej niezależności....
Cierpliwośc,miłość,nie tylko w słowach ale i zwykłym codziennym postępowaniu-zrobiły swoje.
Dziś już nie powiem,że niewierny to była miłośc mojego życia.
Ktoś inny pokazał mi,że zawsze mogę na niego liczyć,nosi mnie na rękach,w przenośni i dosłownie...
Czy mam obawy??
Mam.Nie umiałam z Iksem rozmawiać,byłam bardzo zamknięta w sobie-lata treningu...
Teraz się śmieję...Czuję sie kobietą,bo do tej pory tylko wyglądałm jak kobieta...
Święta w tym roku?
Zapytałam Dzieci,kilka tygodni temu,czy nie miałyby nic przeciw,żeby IKS spędził z nami wigilie..
Popłakałam się ze szczęścia.Zapytały tylko;
A jak może byc inaczej????
Więc moje święta będą szczęśliwe.Od kilku tygodni gromadzę prezenty...Niespodzianki.Lubie takie wyszukane,pasujące do człowieka....
A jeden prezent już dostałam.Od mamy Iksa,ponieważ wyjechała za granicę...
Wyhaftowała dla mnie ,własnoręcznie przepiekny świateczny obrus...Nie kupiła jakiegos gotowca,ale zrobiła go dla mnie....Na serio się wzruszyłam...
Zrobie wszystko,żeby trzecie święta po odejściu niewiernego(i każde następne)były cudowne.
Bo dla mnie BOże Narodzenie to MAGIA...To choinka,pierniki,światełka,opłatek,to Rodzina i Przyjaciele,to śmiech to rana,wspomnienia....
Tak na serio chyba mam juz wszystko....Tylko modlę się,żeby mi nikt tego znowu nie odebrał...
Przepraszam Dziewczyny,napisałam to,żebyście wiedziały,że po burzy jest dzien,w którym świeci słońce....
Kocha się raz,potem drugi....-życie.