Moje drogie, poniewaz nie mam tak duzo tych okien, a "mloda cora" byla dzis caly dzien u "starej cory" to z nadmiaru czasu i z nadmiaru Waszym milych slow - macie.
Odcinek 2
Zycie to nie bajka i nie kazdy Krasnal jest mily...
Przyjal mnie mlody, puculowaty lekarz, ktorego zachowanie bylo mieszanina nieznosnej arogancji i niesmialosci czyli tzw. charakterologiczny koktajl "Wkurwiaczek" ... grrrrrrr.
Figlarne, lsniace loczki w kolorze ciemnego brazu, okalaly jak aureola, jego okragla jak pilka, glowe.
Kaprysne, czerwone usteczka krasily sie jak malinki.
Na policzkach radosne rumience, okragle jak zachodzace, za zielonym gajem sloneczka.
Male oczka, byly zmruzone i spogladajaly nieufnie, jak oczy chtrego, nieufnego gnoma.
Uszka (by nie napisac: uszyska - zupelnie jak od innej osoby) dorodne, okazale i miesiste, rowniez w kolorze zdrowej, pulsujacej wrecz zyciem, czerwieni.
Raczki, nerwowo krecace mlynka, apetycznymi jak paroweczki paluszkami, byly w ciaglym, niespokojnym ruchu. Patrzac na nie wciaz myslalam, ze gdyby je zanurzyl w musztardzie, to bylyby nie-do-odroznienia od prawdziwych serdelkow.
On caly byl taki troche jak ogrodowy krasnal, tyle, ze bez czapeczki i latarenki oraz bez czerwonego kubraka. Zamiast tego standartowy bialy kitel, clogsy na nogach, stetoskop i okularki w zlotej oprawce oraz dumne, wydarte naturze, cale 160 cm wzrostu!
Calej postaci powagi dodawal okraglutki, pysznie rysujacy sie pod kitlem, brzuszek.
Z mojego punktu widzenia , a raczej mojego punktu slyszenia to, cos tam mamrotal, nie dosc, ze w obcym jezyku, to cicho, patrzac w bok i z jakims dziwnym, gardlowym akcentem. Nie rozumialam go ni w zab.
Porazka.
Ale jak tu zale zglaszac, gdy slowa (te obce) pochowaly sie w zkamarkach mozgu i w skrepowaniu, nie mozna normalnego zdania sklecic?
PORAZKA TOTALNA...
I kiedy juz przyzwyczajalam sie do mysli, ze znow trzeba bedzie sie lingwistycznie gimnastykowac, a i tak nie wiadomo z jakim skutkiem i kiedy powoli przerazala mnie perspektywa kolejnych rozmow z Krasnalem, a zoladek skurczyl sie bolesnie, nagle zjawilo sie moje WYBAWIENIE.... cdn
PS
Dziewczyny, oczywiscie, to nie jest tak, ze pamietam dokladnie KAZDE slowo i KAZDY najdrobniejszy szczegol, ale to byl dla mnie tak wazny moment, tak intensywny i szczegolny, ze wyryl sie w mojej pamieci tak mocno, ze mnie sama zaskakuje ilosc detali ( a naprzyklad po przyjedzie do Niemiec przez dluzszy czas nie moglam poskladac w calosc ostatnich 3 dni w Polsce. Taki stres to byl, jak balanowanie na granicy szoku).
I byl wazny nie tylko z tego powodu, ze poznalam kogos wartosciowego.
Ja wrocilam do siebie, do swiata, do zycia. Wrocila dawna Karina, a bylam pewna ze ona juz umarla...
Bozeno jezeli to czytasz - kazdy czlowiek ma swoj prywatny krag piekla. I mozna sie z niego wyrwac.
Kuzwa... jak to patetycznie brzmi....ale tak to czuje. Przepraszam.