Jana ciekawy pomysł z tym łączeniem herbatki z imbirem, miodem i cytryną. Jak tylko kupię imbir to wypróbuję. Uwielbiam nowinki. A herbatki z różnymi nowościami mogę pić litrami.
Ja dzisiaj też miałam piekną pogodę i super ciekawą niedzielę.
Dziewczyny przeżyłam coś niesamowitego. Byłam na dziwnej wycieczce, nie wiem czy w ogóle tak można to nazwać. Czułam się dziwnie, tak jakbym cofnęła się do czasów wojennych. Mąż zawiózł mnie do takiej miejscowości skąd wywodzą się jego korzenie, gdzie nie był od dziecięcych lat. Jest to maleńka wioska (może 20 drewnianych domków), przez środek tej wioski jak wstążka wije się polna droga, dookoła lasy sosnowe, w dole szumiąca, szeroka rzeka. Na końcu tej wioseczki maleńki kościółek, dookoła maleńki cmentarzyk. Wioska niesamowicie malownicza, cicha, podejrzewam, że nic się tam nie zmieniło od czasów wojennych. Z resztą nie miało się co tam zmienić. Takie wioski teraz są tylko na obrazkach. Taki tam spokój i cisza. Idealne miejsce na odpoczynek, wyciszenie się. Weszliśmy szerokimi schodami na wzgórze, gdzie stoi ogrodzony kościółek, mąż posiłował się z zasuwą przy bramie, zanim udało nam się ją otworzyć. W końcu znaleźliśmy się obok maleńkiego, ślicznego kościółka. Podchodzę do znajdujących się tam grobów i jestem w szoku, ponieważ na większości widniało nasze nazwisko
(a mamy nazwisko nie bardzo pospolite, raczej niespotykane). Nigdy mi nie wspominał o tej miejscowości. Ludzie, a w większości były to dzieci zostali zamordowani 2 lutego 1944 roku przez niemców. Zamordowano całą wieś począwszy od niemowlaków a na starszych ludziach skończywszy, wszystko to rodzina naszego dziadka. Babcia męża w latach pięćdziesiątych ponownie wyszła za mąż i nie wspominała nigdy o pierwszym mężu ani o żadnej jego rodzinie. Przyjeżdżała tam, dbała o te groby, ale nigdy nic nie opowiadała. Byłam dzisiaj w szoku. A pojechaliśmy tam, ponieważ zgłosił się do nas starszy człowiek, który tworzy drzewo genealogiczne rodziny mojego męża. Prosił nas o jakieś dodatkowe informacje, zdjęcia grobów rodzinnych, no i mąż przypomniał sobie, że będąc dzieckiem jeździł z dziadkami do tej miejscowości na groby. Nie pamiętał nawet jakich grobów mamy tam szukać, kto tam leży, jakie na nich były nazwiska. I dlatego, gdy się już tam znaleźliśmy byłam w szoku, on podejrzewam też. Prawda, że niesamowita historia? A wszystko jeszcze w tej jesienno-leśnej scenerii dodatkowo wygladało niezwykle.







