Witajcie po jesiennym pieknym weekendzie:)
Cudny byl, w piatek tak dogrzalo, ze z pracy szlam bez swetra, bluzka z krotkim rekawem wystarczyla. W sobote i wczoraj juz nie tak goraco ale sliczne bezchmurne niebo, slonce i zero wiatru..polazilismy sobie po nordycku az do bolu miesni. Wczoraj wlezlsmy przypadkiem na taki stok narciarski niedaleko nas (oczywiscie jeszcze nieczynny;) i stamtad widok, ze hej..az po zatoke:) Sliczne to wszystko bylo, takie roznokolorowe, az zaluje, ze aparatu nie mialam ze soba. Dzis mielismy zrobic powtorke z rozrywki i przejsc sie tam ale ciut po zmroku, zeby obejrzec Espoo, Helsinki i okolice przy wlaczonych swiatlach..musi byc super:) Niestety od rana pada, choc na szczescie jest dosc cieplo i zero wiatru.
Co do prac ogrodowych to wczoraj posadzilismy chyba ze 100 rozniastych cebulek i teraz juz tylko czekac do wiosny az sie pojawia krokusy, narcyzy, tulipany i jeszcze jakies takie mniejsze cebulaste. Kolorow nasadzilismy co niemiara wiec mam nadzieje, ze jak wszystko zakwitnie to bedzie fajnie to wygladac. I wreszcie rosnie nasza nowa trawa na tym odremontowanym kawalku trawnika, slicznie poszla w gore pod ta ochronna kolderka. Poza tym wywiezlismy chyba z 5 taczek lisci i zoledzi a to jeszcze nie koniec, jeszcze bedzie co spadac:)
Ktoras z was tutaj ma roze, chyba Jana? To prosze o podpowiedz jak je najlepiej na zime zabezpieczyc? Ja je przycinam dosc krotko i okladam galeziami swierku, tak, zeby zrobic im jakas jamke zanim snieg spadnie. Ale jakies wybujale to latem one nie sa, moze to zle miejsce dla nich a moze cos partacze z tym rytualem jesienno-zimowym?
Wy dziewczyny pieczecie jesienia a ja nie pieke, bo nie lubie (pare ciast opanowalam i to caly moj repertuar) ale za to w sobote narobilismy znowu pierogow, tym razem z kapusta kiszona i pieczarkami - bomba! Kaloryczna pewnie tez:). Do tego maly Honza ugotowal SAM ogorkowa, na deser rozmrozilismy polskie (a co, trzeba wspierac naszych:) truskawki i maliny do lodow waniliowych i uczta byla ekstra:) Dzis znow gotowane warzywka wcinam dla wyrownania wagi:))
Jechalismy sobie dzis tacy z lekka zaspani do pracy, postekujac w korkach (ale nie edukacyjnych, zwyklych drogowych:) i tak, patrzac na szaruge za oknami, zastanawialismy sie "na cholere komu listopad?". Ja to bym chciala, zeby po pazdzierniku byl zaraz grudzien, bo to i bialo sie robi i kolorowo tez, jak wszyscy swoje dekoracje swiateczne w ogrodkach, oknach, na balkonach i tarasach powywieszaja. A listopad to nic tylko czern i marazm jakis, u nas ten miesiac nawet nazywa sie adekwatnie: marraskuu:)
A grudzien juz jest taki jakis wesoly, swiateczny. My tez mamy niezly zapas lampek wiec i nasz ogolocony z lisci ogrodek wyglada pieknie, troche to energii zuzywa ale co tam, swieta sa raz w roku. Niech sie swieca wszystkie krzaki, drzewka balustrady i okiennice:) Jeszcze zeby troszke przyproszylo sniegiem, wtedy jest najladniej:)
No i postawilismy sobie zaklad: kiedy w tym roku zobaczymy w sklepach pierwsze artykuly swiateczne: ja stawiam na poczatek listopada, zaraz po Wszystkich Swietych (tu tez obchodzonych). Pozniej juz tylko Dzien Ojca i zaraz po wyjezdzaja na lady bombki, mikolaje (FINSKIE!:), anioly, renifery, swiecidelka i wszystko co potrzbne do ukiczowania domu i zagrody:) Co roku coraz wczesniej nas kupcy zachecaja do oczyszczania sie ze zbednej kasy. Tyle w tym dobrego, ze chociaz wesolo jest i to jest jedyny czas w roku, kiedy lubie pospacerowac sobie po galeriach handlowych..ale nie w godzinach szczytu!.
Kurcze, dopiero 3-ci pazdziernika a ja juz za piernikami i goracym glögi tesknie:)