Hejka:)
Wróciłam umordowana, ale z głową pełną pomysłów na pewną akcje, którą powoli rozkrecamy - ale op tym potem, jak zacznie wypalać.
Katbe mądrze prawi - ja tez mam nadzieje nacieszyć sie greckim żarełkiem, a zacznę od ulubionego mojego wina z wędzonych winorośli. No i oczywiście zaraz zamówię kalmary "na żaru", a potem kwiat cukinii faszerowany fetą. Do tego koniecznie ouzo, bardzo zmrożone. Poprawie oliwkami z migdałem, a potem jeszcze kilka metax.
)
Skoro podobały sie wspomnienia sprzed lat, to daję ciąg dalszy.
14. W sobotę wieczorem zostawalismy sami w domu, bo rodzice szli do kina. Nie potrzebowalismy opiekunki z agencji niań. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szlismy grzecznie spać.
15. Pies łaził z nami - bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi i nie kazał zbierać tego do woreczków.
16. Mogliśmy dotykac innych zwierząt. Nikt nie wiedział, co to sa choroby odzwierzęce.
16. Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby sie nie obsikać lub "tam" nie zaziębic. Każdy dzieciak to wiedzial. Oczywiście nikt nie mył po tej czynnosci rąk.
17. Stara sasiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali jej sie kłaniać, mówić dzień dobry i nosić zakupy. Wszystkim starym wiedźmom musielismy mówić 'dzień dobry', a kazdy dorosły miał prawo na nas to 'dzień dobry' wymusić.
18. Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoja fajką. Potem sie głosno smiał, gdy powykrzywiały nam sie gęby. Trzymaliśmy sie więc z dala od fajki dziadka.
19. Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuscił nam sasiad. Ojciec postawil mu piwo.
20. Do szkoły chodziliśmy półtora kilometra piechotą. Ojcie twierdził, żę mieszkamy blisko szkoły - on chodził pięć kilometrów. Nikt nas nie odprowadzał. Kazdy wiedział, że nalezy iść lewą strona ulicy i nie wpaść pod samochód, bo bedzie kłopot.
21. Współczuliśmy koledze z naprzeciwka. On codziennie musiał chodsic na lekcje pianina. Miał pięc lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My równiez.
22. czasami mogliśmy jeździec w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy bylismy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz.
23. Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowalismy to jeść.
24. Żarliśmy placek drożdżowy babki do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.
25. Żuliśmy wszyscy jedną gumę, na zmanę, przez tydzień. Nikt sie nie brzydził.
26. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i popijaliśmy wodą ze strugi. Nikt nie umarł.
27. Nikt nam nie mówił, że jestesmy slicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas to wstyd.
28. Musieliśmy całować w reke starą ciotkę na powitanie - bez beczenia i wycierania ust rekawem.
29. Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mielismy siebie nawzajem.
30. Nikt nas nie chronił przed złym swiatem. Idąc na podwórko, musieliśmy sobie dawać radę sami.
31. Wychowywali nas sasiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie i koledzy ze starszej klasy. Rodzice chętnie przyjmowali pomoc przypadkowych wychowawców.
32. Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód, a potem musiał iść do roboty. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli sie zostać patologicznymi rodzicami. Chyba nie chcą mieć szczęśliwych dzieciaków.
33. My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak nalezy nas dopbrze wychować. To dzieki nim spędzilismy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw, dyslekscji i lekcji baletu. A nam sie wydawało wtedy, że wszystkiego nam zabraniają.