List Otwarty do Pana Premiera w Sprawie Poprawy Sytuacji Kochanek.
Szanowny Panie Premierze,
w obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych pragnę przedstawić Panu palący problem polskich kochanek.
Jak wiadomo - w naszym purytańskim i zacofanym kraju nie mamy wielowiekowych tradycji - takich jak na przykład we Włoszech, Grecji czy choćby Francji - i posiadanie tak zwanej metresy - nie jest u nas zjawiskiem akceptowalnym społecznie. A powinno.
I już wyłuszczam dlaczego - mało tego, jestem przekonana, iż jako mężczyzna od wielu lat żonaty, przychyli się Pan do moich postulatów i wspólnymi siłami odmienimy nasz kraj.
Kochanki powinny doświadczyć ulg podatkowych z racji swojej sytuacji życiowej.
Uzasadnienie:
w obliczu narastającej recesji spowodowanej krachami zarówno na rynku amerykańskim jak i krajów Euro - jesteśmy jako obywatele postawieni przed falą rosnących cen i drożejących kredytów. Statystyczny Kowalski w rodzinnym budżecie posiada coraz mniej środków, nie tylko aby zapewnić rodzinie godziwy byt, ale i na zapewnienie sobie samemu rozrywek adekwatnych do stylu życia, wykształcenia i pochodzenia społecznego. Jak powszechnie wiadomo - lwia część ludzi wykształconych wyemigrowała, prawdziwa polska inteligencja została zdziesiątkowana przez komunistów - w kraju ostali się jeno debile, nieuki i niezaradni życiowo. Idąc tym tropem poziom rozrywek przeciętnego Kowalskiego jest mocno ograniczony. Sprowadza się głównie do alkoholu i dupcenia.
Na alkohol podnosi Pan ciągle akcyzę jednocześnie tępiąc tradycyjny folklor jakim jest pędzenie bimbru. Alkoholizm stał się więc rozrywką drogą. Najtaniej wychodzi dupcenie.
Jak zapewne Panu wiadomo - jest Pan przecież pięknym okazem mężczyzny w sile wieku - dupcenie może dostarczyć wielu uciech zarówno w aspekcie psychicznym jak i fizjologicznym. A także zdrowotnym. Spalane są zbędne kalorie, poprawia się krążenie, a wydzielane endorfiny - powodują znaczną poprawę nastroju.
Niestety Panie Premierze - przemierzając wszerz i wzdłuż nasz piękny kraj odkrywam, iż prostytucja jest również usługą dla przeciętnego Kowalskiego za drogą. Mało tego, ponieważ jesteśmy ciągle krajem zacofanym - żadna z rządzących partii nie pokusiła się o uchwalenie ustawy legalizującej prostytucję. Uważam to za błąd kardynalny - usługi powinny być opodatkowane 23% VATem, a pracownice sektora przymusowo zarejestrowane w ZUSie i objęte programem okresowych badań zdrowotnych. Dzięki temu społeczeństwo nie byłoby narażone na falę trypra - szczególnie sezonowo rozkwitającego w kurortach i przy głównych trasach tranzytowych.
Ale - do rzeczy. Kochankom należy się ulga z racji darowizny na rzecz społeczeństwa. I do tego postuluję ja - wieloletnia żona. Jak wiadomo my - żony - i te byłe i te obecne - z wiekiem zmieniamy się nie do poznania. Nie dość że masowo głupiejemy, to jeszcze brzydniemy, porastamy włosiem na całym ciele a z paszcz ziejemy ogniem i śmierdzimy siarką. Wiele z nas kuleje na jedną nogę - poruszamy się więc zgoła niezgrabnie. Na szczęście rasa naszych mężczyzn przedstawia się ewolucyjnie na przeciwnym biegunie. Młodnieją, przystojnieją, są coraz bardziej oczytani i powalają horyzontami. Dzięki instytucji kochanki - mają darmową rozrywkę, pozwalającą na poprawę zdrowia psychicznego i fizycznego. Dzięki temu w pracy są bardziej wydajni, nie są pacjentami ośrodków zdrowia - słowem PKB rośnie na naszej zielonej ekonomicznej wyspie a państwowe pieniądze nie są marnowane na walkę choćby z miażdżycą czy rakiem prostaty.
Postuluję zatem o utworzenie Stowarzyszenia Kochanek. Stowarzyszenie powinno zrzeszać panie pełnoletnie - ale maksymalnie do 27 roku życia. Jak Pan zapewnie zdaje sobie sprawę - wiek lat 27 sprzyja depresjom (spójrzmy choć na slynny Club 27 zrzeszający artystów), więc w dbałości o zdrowie psychiczne tych pań, ustawa winna je chronić. Poza tym, zostają jeszcze trzy lata na przysłowiowe "złowienie" męża i założenie rodziny - dzięki temu przyrost naturalny nie będzie spadał. Dodatkowo - jak wiadomo - statystyczna Polka, szczególnie mężatka, z wiekiem nie nadaje się do niczego oprócz zamknięcia w komórce pod schodami, a nowe rzesze kochanek trzeba przecież wychowywać i przysposabiać.
Kochanki powinny być objęte darmową opieką zdrowotną oraz co najmniej minimalnym funduszem emerytalnym. Jak wiadomo - nawet dobroczynność - powoduje szereg chorób zawodowych, a przecież nie chcemy społeczeństwa chorego - ale społeczeństwa szczęśliwego.
Kochanki powinny otrzymywać zasilek pielęgnacyjny w wysokości 200PLN miesięcznie - na wizyty u coucha, który będzie motywował je do dalszej charytatywnej pracy.
Kochanki powinny otrzymywać miesięczne wynagrodzenie ze Skarbu Państwa w wysokości połowy pensji minimalnej - na podstawowe potrzeby życiowe. Jak wiadomo - przeciętny Kowalski w obliczu recesji - nie może uszczuplać domowego budżetu, a z czegoś żyć trzeba.
Raz na 3 lata kochanki powinny mieć prawo do bezpłatnej wizyty w Sanatorium na okres 14 dni.
Jako państwo chrześcijańskie (bo przecież nie liberalne, tfu!) powinniśmy stworzyć nurt Duszpasterstwa Kochankowego. Msze w wybranych kościolach parafialnych, najlepiej w niedziele - ponieważ jak wiadomo - panowie korzystający z usług kochanek niedziele spędzają w gronie familii jak na prawdziwych chrześcijan przystało.
Kończąc - jestem przekonana, że dzięki mojemu autorskiemu pomysłowi - wspólnymi siłami położymy kres fali rozwodów, która ostatnio zalała nasz piękny kraj. Społeczeństwo bowiem przestawszy szanować przykaz dozgonnej męki ze współmałżonkiem - zaczęło podejmować idiotyczne próby rozmów i kulturalnych rozstań, łamiąc święte przysięgi zlożone w kościele - i układając sobie życie na nowo z miłości.
Liczę na poparcie nie tylko z Pańskiej strony, ale także ze strony Pana Małżonki. Macie Państwo również uroczą córkę - na pewno - jak każdy przyzwoity rodzić w naszym karaju - kształci ją Pan według zasad: nie oceniaj, wybaczaj, nigdy nie mów nigdy oraz wtłacza jej Pan zasadę iż nad uczuciami nie można panować.
Zresztą - z własnego doświadczenia powiem Panu, iż wirtualnie znam wiele matek reprezentujących identyczne stanowisko - na pewno swoim córkom także wtłaczają do głowy, że jeśli w ich życiu pojawi się mąż i rodzina, to natychmiast należy pozwolić zięciowi na posiadanie kochanki. Mało tego nie należy winić ani zięcia ani kochanki - tylko własne dziecko - za nieumiejętność zatrzymania męża przy sobie.
I tym optymistycznym akcentem zakńczam mój postulat. Liczę na szybką odpowiedź - wybory już w październiku.