bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 170 ]

66

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Mussuka napisał/a:

Zdrady nikt nie popiera ale nie nalezy winic za nia jedynie tej rozpustnej kochanki..winne sa tu 3 strony, z zona wlacznie. Teraz pewnie wylejecie wiadra smoly na mnie z zapytaniem: a za co te nieboge winic? To odpowiem: od kochajacej zony kochajacy ja maz nie ucieka do innej. A od zolzy na przyklad tak.

Mylisz się. Za zdradę odpowiada ZDRADZAJĄCY. Tylko i wyłącznie on/ona. Za rozpad związku, więzi, miłości, zaniedbania- można winić obie strony związku. Tylko że uczuciwie i odpowiedzialnie jest związek albo ratować, albo rozstać się. Trudno, zdarza się, uczucia i ludzie się zmieniają. Ale zdrada jest tchórzostwem, świństwem, nieodpowiedzialnym, niedojrzałym i zwyczajnie paskudnym. Rozstanie wymaga odwagi i zasad, a zdrada wymaga oszustw, kłamstw i bycia skończonym łajnem.

Kochanek mi żal, ale tylko trochę. Po części same są sobie winne, skoro nie potrafią myśleć perspektywicznie, odróżniać dobre od złego, ani dbać o swoje własne dobro i szczęście. Schemat jest w większość przypadków ten sam, wystarczy prześledzić wątki na forum- łajno sobie pobzyka, powie kilka słodkich słówek, a później wraca z podkulonym ogonem do żonki i dzieciaczków. Więc jeżeli kobieta świadomie (bo to zawsze jest świadome) zostaje kochanką, to sama pcha łapy do ognia. Mam teraz płakać nad nią, bo się poparzyła?

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
busiu napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Zdrady nikt nie popiera ale nie nalezy winic za nia jedynie tej rozpustnej kochanki..winne sa tu 3 strony, z zona wlacznie. Teraz pewnie wylejecie wiadra smoly na mnie z zapytaniem: a za co te nieboge winic? To odpowiem: od kochajacej zony kochajacy ja maz nie ucieka do innej. A od zolzy na przyklad tak.

Mylisz się. Za zdradę odpowiada ZDRADZAJĄCY. Tylko i wyłącznie on/ona. Za rozpad związku, więzi, miłości, zaniedbania- można winić obie strony związku. Tylko że uczuciwie i odpowiedzialnie jest związek albo ratować, albo rozstać się. Trudno, zdarza się, uczucia i ludzie się zmieniają. Ale zdrada jest tchórzostwem, świństwem, nieodpowiedzialnym, niedojrzałym i zwyczajnie paskudnym. Rozstanie wymaga odwagi i zasad, a zdrada wymaga oszustw, kłamstw i bycia skończonym łajnem.

Kochanek mi żal, ale tylko trochę. Po części same są sobie winne, skoro nie potrafią myśleć perspektywicznie, odróżniać dobre od złego, ani dbać o swoje własne dobro i szczęście. Schemat jest w większość przypadków ten sam, wystarczy prześledzić wątki na forum- łajno sobie pobzyka, powie kilka słodkich słówek, a później wraca z podkulonym ogonem do żonki i dzieciaczków. Więc jeżeli kobieta świadomie (bo to zawsze jest świadome) zostaje kochanką, to sama pcha łapy do ognia. Mam teraz płakać nad nią, bo się poparzyła?

Nastepna parafianka.

Skad w was tyle nienawisci do ludzi sie bierze? Z mlekiem matki wysysacie czy uczycie sie na katechezach?

Co do zdrady..to jak facet chce pobzykac tylko to nie bedzie jechal do kochanki porozmawiac czy pobyc razem z nia, przytulac sie, tylko na krotki numerek wyskoczy, np. na dziwki (nie sa az tak drogie, sa ladne i mniej z nimi komplikacji).

Tylko dlaczego on to robi???? Bo zone glowa boli kazdej nocy? bo sie kloca ciagle i o byle g, bo poza dziecmi i domem on dla niej juz nie istnieje, bo ona juz go nie kocha i on to tez czuje (a mezczyzna wbrew pozorom nie tylko pelnego garnka potrzebuje do szczescia), bo mu sie baba roztyla i jemu tez juz sie nie chce do niej przytulac..bo co jeszcze? Zawsze trzymacie strone zdradzonych zon a one czesto same do tej zdrady meza podswiadomie meza pchaja.

Czy mezczyzna zakochany zdradzi swoja polowke?

Wiesz dlaczego kobiety zdradzaja mezow? Bo czuja sie nieatrakcyjne w jego oczach, bo on juz nie widzi w niej kobiety tylko automat kuchenny, bo on pierdzi i smierdzi, bo jest chamski i nieczuly, bo..jeszcze milion rzeczy, ktorych kobiecie brak, zeby tego meza nadal kochac i widziec w nim swojego bohatera i ksiecia wybranego. I nagle pojawia sie ten drugi..latwo domyslec sie czemu ona nie oprze sie.

Ale nie odejdzie od meza chama i smierdziucha..bo nie wolno, bo trzeba walczyc do ostatnich sil, bo dzieci, bo wspolny majatek, bo co rodzina powie.

Wiec i zdradzajacy maz siedzi dla dobra ogolnego w zwiazku z kobieta ktorej juz moze nie kocha ale boi sie zostawic. To jego tchorzostwo ale czy tylko jego wina?

68

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Mussuka napisał/a:

Nastepna parafianka.

Skad w was tyle nienawisci do ludzi sie bierze? Z mlekiem matki wysysacie czy uczycie sie na katechezach?

Ja ludzi kocham. Ale niecierpię głupoty, obłudy, oszustw i braku zasad moralnych.

Mussuka napisał/a:

Co do zdrady..to jak facet chce pobzykac tylko to nie bedzie jechal do kochanki porozmawiac czy pobyc razem z nia, przytulac sie, tylko na krotki numerek wyskoczy, np. na dziwki (nie sa az tak drogie, sa ladne i mniej z nimi komplikacji).

Tylko dlaczego on to robi???? Bo zone glowa boli kazdej nocy? bo sie kloca ciagle i o byle g, bo poza dziecmi i domem on dla niej juz nie istnieje, bo ona juz go nie kocha i on to tez czuje (a mezczyzna wbrew pozorom nie tylko pelnego garnka potrzebuje do szczescia), bo mu sie baba roztyla i jemu tez juz sie nie chce do niej przytulac..bo co jeszcze? Zawsze trzymacie strone zdradzonych zon a one czesto same do tej zdrady meza podswiadomie meza pchaja.

Czy mezczyzna zakochany zdradzi swoja polowke?

Wiesz dlaczego kobiety zdradzaja mezow? Bo czuja sie nieatrakcyjne w jego oczach, bo on juz nie widzi w niej kobiety tylko automat kuchenny, bo on pierdzi i smierdzi, bo jest chamski i nieczuly, bo..jeszcze milion rzeczy, ktorych kobiecie brak, zeby tego meza nadal kochac i widziec w nim swojego bohatera i ksiecia wybranego. I nagle pojawia sie ten drugi..latwo domyslec sie czemu ona nie oprze sie.

I Twoim zdaniem to jest wystarczający powód, by zdradzić? A może jednak powinna pojawić się motywacja, by zacząć rozmawiać, walczyć o związek, iść na siłownię/basen/do terapeutym, rozstać się? A nie, to za trudne, czasu trzeba, to lepiej pobzykać się z jakąś łatwą i ślepą panną i dalej gnić w "nieszczęściu". Na własne życzenie, oczywiście, z wygody.

Mussuka napisał/a:

Ale nie odejdzie od meza chama i smierdziucha..bo nie wolno, bo trzeba walczyc do ostatnich sil, bo dzieci, bo wspolny majatek, bo co rodzina powie.

Wiec i zdradzajacy maz siedzi dla dobra ogolnego w zwiazku z kobieta ktorej juz moze nie kocha ale boi sie zostawic. To jego tchorzostwo ale czy tylko jego wina?

Mussuko, znów mnie nie rozumiesz! Ja nie jestem przeciwniczką rozwodów! Jeśli ludzie chcą- niech się rozstają, droga wolna. Po co się męczyć i walczyć o coś, co już nie istnieje? Ale zdrada nie jest właściwą drogą, by rozwiązać tę sytuację. Nie można po ludzku podać sobie ręki, powiedzieć "nie udało się, szkoda" i rozjeść się w różne strony? Trzeba przyprawiać sobie rogi?

69

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Mussuka zgadzam się z Tobą.
Nie wiem czy niektórym forumowiczkom zazdrościć czy współczuć tego bezkompromisowego podejścia. Nie wszystko jest czarne lub białe. W każdym jednym poście to samo:"jak go zdradziłaś to nie kochasz", "jakby Ciebie naprawdę kochał to by się z nią rozwiódł", "jakby kochał żonę to by nie zdradził". Ta żona i ten mąż, ta ich miłość ma zaspokoić wszystkie potrzeby na całe życie. Ludzie się zmieniają, ich cele i pragnienia, życie nas zmienia. Po kilkunastu latach związku nie kochamy tak samo jak na początku, jako 40 latek nie kochamy tak samo jak wtedy gdy miało się po 18. Ja nawet bym zaryzykowała stwierdzenie że zdrada to niczyja wina. I tak sobie myślę...nie, wyciągam wnioski...z przeżyć swoich, znajomych i wielu forumowiczek....nie ma związku w którym zdrada się nie zdarzyła, nie dzieje, albo wkrótce nie wydarzy.

70

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
busiu napisał/a:

Ale zdrada nie jest właściwą drogą, by rozwiązać tę sytuację. Nie można po ludzku podać sobie ręki, powiedzieć "nie udało się, szkoda" i rozjeść się w różne strony? Trzeba przyprawiać sobie rogi?

A kto mowi, ze jest? To ucieczka od czegos nieudanego, szukanie szczescia gdzie indziej ale w zlej kolejnosci. Tyle, ze zycie to nie kodeks drogowy i latwo zjechac w nim na pobocze. Bo nie jestesmy robotami i uczucia czesto biora gore nad rozsadkiem.

Dobrze wiesz, ze zyjemy w spoleczenstwie, w ktorym namawiaja nas z prawa i z lewa aby zapomniec o sobie, swoich potrzebach, umartwiac sie i za wszelka cene ratowac malzenstwo..nawet za cene wlasnego szczescia i szczescia bliskich osob. Bo przysiega zobowiazuje.
Ponadto w Polsce nie jest latwo sie rozwiesc..o tym tez juz pisano tu wiele, a nawet jesli byloby latwo..czasem wlasnie wybiera sie te zla droge, oszukiwanie samego siebie i wszystkich dookola wierzac, ze to mniejsze zlo (moze dzieci kochanke wybacza ale odejscia od mamy nie).
A to wcale nie jest najlepsze wyjscie. Bo g..zawsze wyplynie i wtedy dopiero jest katastrofa.Cerpia wszyscy: zdradzajacy maz, zdradzana zona i kochanka.
Nie wierze tez, ze do zdrady dochodzi ot tak, dla zabawy, bez uprzednich prob rozmowy, naprawiania czegos itp. Owszem, tak mogloby byc gdyby to byl jednorazowy skok w bok wlasnie dla zaspokojenia potrzeb mezczyzny, ale tu mowa o jakiejs dluzszej relacji, o jakiejs wiezi miedzy kochankami. To dowodzi ze czegos szukal.nie koniecznie tylko seksu. Destrukcja wiezi w malzenstwie to proces i w miedzyczasie z pewnoscia para malzonow rozmawia, kloci sie, godzi..nie zawsze daje to efekty.

Moim zdaniem w tym przypadku i maz i kochanka sa zagubieni i powinni zakonczyc romans zanim sie znienawidza. Oboje nie wiedza czego chca i oboje miotaja sie miedzy mlotem a kowadlem, nie potrafia zostac razem ani rozejsc sie. Z tej maki chleba raczej nie bedzie.

A co on zrobi potem z zona i swoim, chyba nie do konca udanym malzenstwem, to juz jego i zony sprawa.

71

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Mussuka napisał/a:

Nastepna parafianka.

Zdecyduj się w końcu. Najpierw wymagasz "chrześcijańskiego" podejścia, a teraz wyzywasz od "parafianek". Zero konsekwencji - ja nie wiem w jakim kontekście używasz religii (swoją drogą nie wiem co ma piernik do wiatraka, bo zasady moralne człowieka to nie religia). Raz nawołujesz do współczucia i litości, nazywając to chrześcijańskim zachowaniem, a chwilę później próbujesz obrazić, znów odnosząc się do religii. To w końcu o co Ci chodzi kobieto? :)

Mussuka napisał/a:

Skad w was tyle nienawisci do ludzi sie bierze? Z mlekiem matki wysysacie czy uczycie sie na katechezach?

Nienawiść to póki co tylko ty prezentujesz, obrażając każdego kto nie zgadza się z Twoim rozumowaniem. Twoje wypowiedzi nie są konstruktywne, a jedynym "argumentem" jest stwierdzenie, że potępianie zdrady wiąże się z byciem "parafianem", "rydzykownią" etc. Póki co mało u Ciebie konkretnych argumentów.

Mussuka napisał/a:

Co do zdrady..to jak facet chce pobzykac tylko to nie bedzie jechal do kochanki porozmawiac czy pobyc razem z nia, przytulac sie, tylko na krotki numerek wyskoczy, np. na dziwki (nie sa az tak drogie, sa ladne i mniej z nimi komplikacji)

Oczywiście, że tak, niemniej jednak nie rozumiem co chcesz tym dowieść i do czego dokładnie to zdanie ma się odnosić. Zdrada to zdrada czy z kochanką za darmoszkę czy z prostytutką za kasę.

Mussuka napisał/a:

Tylko dlaczego on to robi???? Bo zone glowa boli kazdej nocy

Ciekawe podejście. Czyli jak facet zdradza to jednoznacznie wiąże się tp z tym, że żona nie ma ochoty na seks tak? Interesujący wniosek, tyle, że nie wiem na czym oparty. W moim związku był częsty seks, głowy nie bolały, a jednak do zdrady doszło.

Mussuka napisał/a:

bo poza dziecmi i domem on dla niej juz nie istnieje, bo ona juz go nie kochai on to tez czuje (a mezczyzna wbrew pozorom nie tylko pelnego garnka potrzebuje do szczescia)

Nie wiem w jakim świecie żyjesz. Dom i dzieci to bardzo absorbujące kwestie, niestety trzeba mieć trochę poukładane w głowe i zdawać sobie sprawę, że mając dzieci związek nie będzie wyglądał tak, jak za czasów szalonej młodości. Poza tym nie wiem co ma zajmowanie się domem i dzieci do braku miłości do męża. Jeśli ktoś czuje się zaniedbywany w związku to o tym mówi i rozmawia na ten temat, a nie leci do kochanki/prostytutki. Bo związek polega na rozwiązywaniu problemów, konwersacji i kompromisach, a nie wyładowaniu frustracji między nogami innej baby.

Mussuka napisał/a:

bo mu sie baba roztyla i jemu tez juz sie nie chce do niej przytulac

Bardzo dojrzałe podejście. Rozumiem, że Ty usprawiedliwiłabyś zdradę męża faktem, że roztyłaś się po dwóch ciążach i on ma prawo się brzydzić Tobą?

Mussuka napisał/a:

..bo co jeszcze?

No właśnie co jeszcze? Czekam na kolejne złote myśli :)

Mussuka napisał/a:

Zawsze trzymacie strone zdradzonych zon a one czesto same do tej zdrady meza podswiadomie meza pchaja.

Tak samo jak ofiary gwałtu prowokują gwałcicieli, a ofiary przemocy prowokują oprawców.

Mussuka napisał/a:

Czy mezczyzna zakochany zdradzi swoja polowke?

Zakochanie to przejściowy stan emocjonalny. Rozmawiamy tu o długoletnich związkach dorosłych ludzi, którzy ten stan emocjonalny mają dawno za sobą.

Mussuka napisał/a:

Wiesz dlaczego kobiety zdradzaja mezow?

Jestem kobietą i nie zdradzam, proszę nie uogólniać.

Mussuka napisał/a:

Bo czuja sie nieatrakcyjne w jego oczach, bo on juz nie widzi w niej kobiety tylko automat kuchenny, bo on pierdzi i smierdzi, bo jest chamski i nieczuly, bo..jeszcze milion rzeczy, ktorych kobiecie brak, zeby tego meza nadal kochac i widziec w nim swojego bohatera i ksiecia wybranego.

Żadne usprawiedliwienie. Jak jest tak beznadziejnie i nie da się nic naprawić to wystarczy się kulturalnie rozstać. Jak taka żona nieszczęśliwa to po co ma się męczyć. Lepiej załatwić sprawę uczciwie.

Mussuka napisał/a:

I nagle pojawia sie ten drugi..latwo domyslec sie czemu ona nie oprze sie.

Oprze się albo się nie oprze. To jej sprawa i świadoma decyzja. Jeśli woli znaleźć sobie gacha, niż załatwić należycie sprawę z mężem to jej sprawa. Niemniej jednak dla mnie takie zachowanie jest niedopuszczalne i budzi we mnie negatywne odczucia do takiej osoby.

Mussuka napisał/a:

Ale nie odejdzie od meza chama i smierdziucha..bo nie wolno, bo trzeba walczyc do ostatnich sil, bo dzieci, bo wspolny majatek, bo co rodzina powie.

Piszesz tak chaotycznie, że już nie wiem o co Ci chodzi. Najpierw usprawiedliwiasz zdradę, bo kobieta czuje się niekochana i zaniedbana, a teraz masz pretensje, że nie odejdzie od męża? Całkowity chaos i niekonsekwencja.

Mussuka napisał/a:

Wiec i zdradzajacy maz siedzi dla dobra ogolnego w zwiazku z kobieta ktorej juz moze nie kocha ale boi sie zostawic. To jego tchorzostwo ale czy tylko jego wina?

Jeśli nie potrafisz odpowiedzieć sobie sama na to pytanie to nikt za Ciebie nie pomyśli i nie odpowie. Proponuję przeczytaj sobie jeszcze raz to co napisałaś. I z ciekawości zapytam (zapewniam, że nie kieruje mną złośliwość): Ile masz lat?

72

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

wiesz co Tisha, odwies juz lepiej te swoje rekawice bokserskie i idz dorastaj. Jak zaczniesz wiecej ludzi rozumiec niz tylko ich osadzac to i Tobie i tym dookola Ciebie bedzie latwiej zyc. Powodzenia.

73

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Mussuka napisał/a:

wiesz co Tisha, odwies juz lepiej te swoje rekawice bokserskie i idz dorastaj. Jak zaczniesz wiecej ludzi rozumiec niz tylko ich osadzac to i Tobie i tym dookola Ciebie bedzie latwiej zyc. Powodzenia.

No cóż, zazwyczaj koniec argumentów (nawet tych słabych) wiąże się z końcem polemiki.

Pozdrawiam.

74 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-08-30 12:02:14)

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

List Otwarty do Pana Premiera w Sprawie Poprawy Sytuacji Kochanek.

               Szanowny Panie Premierze,
w obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych pragnę przedstawić Panu palący problem polskich kochanek.

Jak wiadomo - w naszym purytańskim i zacofanym kraju nie mamy wielowiekowych tradycji - takich jak na przykład we Włoszech, Grecji czy choćby Francji - i posiadanie tak zwanej metresy - nie jest u nas zjawiskiem akceptowalnym społecznie. A powinno.
I już wyłuszczam dlaczego - mało tego, jestem przekonana, iż jako mężczyzna od wielu lat żonaty, przychyli się Pan do moich postulatów i wspólnymi siłami odmienimy nasz kraj.

                       Kochanki powinny doświadczyć ulg podatkowych z racji swojej sytuacji życiowej.

Uzasadnienie:

w obliczu narastającej recesji spowodowanej krachami zarówno na rynku amerykańskim jak i krajów Euro - jesteśmy jako obywatele postawieni przed falą rosnących cen i drożejących kredytów. Statystyczny Kowalski w rodzinnym budżecie posiada coraz mniej środków, nie tylko aby zapewnić rodzinie godziwy byt, ale i na zapewnienie sobie samemu rozrywek adekwatnych do stylu życia, wykształcenia i pochodzenia społecznego. Jak powszechnie wiadomo - lwia część ludzi wykształconych wyemigrowała, prawdziwa polska inteligencja została zdziesiątkowana przez komunistów - w kraju ostali się jeno debile, nieuki i niezaradni życiowo. Idąc tym tropem poziom rozrywek przeciętnego Kowalskiego jest mocno ograniczony. Sprowadza się głównie do alkoholu i dupcenia.

Na alkohol podnosi Pan ciągle akcyzę jednocześnie tępiąc tradycyjny folklor jakim jest pędzenie bimbru. Alkoholizm stał się więc rozrywką drogą. Najtaniej wychodzi dupcenie.

Jak zapewne Panu wiadomo - jest Pan przecież pięknym okazem mężczyzny w sile wieku - dupcenie może dostarczyć wielu uciech zarówno w aspekcie psychicznym jak i fizjologicznym. A także zdrowotnym. Spalane są zbędne kalorie, poprawia się krążenie, a wydzielane endorfiny - powodują znaczną poprawę nastroju.
Niestety Panie Premierze - przemierzając wszerz i wzdłuż nasz piękny kraj odkrywam, iż prostytucja jest również usługą dla przeciętnego Kowalskiego za drogą. Mało tego, ponieważ jesteśmy ciągle krajem zacofanym - żadna z rządzących partii nie pokusiła się o uchwalenie ustawy legalizującej prostytucję. Uważam to za błąd kardynalny - usługi powinny być opodatkowane 23% VATem, a pracownice sektora przymusowo zarejestrowane w ZUSie i objęte programem okresowych badań zdrowotnych. Dzięki temu społeczeństwo nie byłoby narażone na falę trypra - szczególnie sezonowo rozkwitającego w kurortach i przy głównych trasach tranzytowych.

Ale - do rzeczy. Kochankom należy się ulga z racji darowizny na rzecz społeczeństwa. I do tego postuluję ja - wieloletnia żona. Jak wiadomo my - żony - i te byłe i te obecne - z wiekiem zmieniamy się nie do poznania. Nie dość że masowo głupiejemy, to jeszcze brzydniemy, porastamy włosiem na całym ciele a z paszcz ziejemy ogniem i śmierdzimy siarką. Wiele z nas kuleje na jedną nogę - poruszamy się więc zgoła niezgrabnie. Na szczęście rasa naszych mężczyzn przedstawia się ewolucyjnie na przeciwnym biegunie. Młodnieją, przystojnieją, są coraz bardziej oczytani i powalają horyzontami. Dzięki instytucji kochanki - mają darmową rozrywkę, pozwalającą na poprawę zdrowia psychicznego i fizycznego. Dzięki temu w pracy są bardziej wydajni, nie są pacjentami ośrodków zdrowia - słowem PKB rośnie na naszej zielonej ekonomicznej wyspie a państwowe pieniądze nie są marnowane na walkę choćby z miażdżycą czy rakiem prostaty.

Postuluję zatem o utworzenie Stowarzyszenia Kochanek. Stowarzyszenie powinno zrzeszać panie pełnoletnie - ale maksymalnie do 27 roku życia. Jak Pan zapewnie zdaje sobie sprawę - wiek lat 27 sprzyja depresjom (spójrzmy choć na slynny Club 27 zrzeszający artystów), więc w dbałości o zdrowie psychiczne tych pań, ustawa winna je chronić. Poza tym, zostają jeszcze trzy lata na przysłowiowe "złowienie" męża i założenie rodziny - dzięki temu przyrost naturalny nie będzie spadał. Dodatkowo - jak wiadomo - statystyczna Polka, szczególnie mężatka, z wiekiem nie nadaje się do niczego oprócz zamknięcia w komórce pod schodami, a nowe rzesze kochanek trzeba przecież wychowywać i przysposabiać.

Kochanki powinny być objęte darmową opieką zdrowotną oraz co najmniej minimalnym funduszem emerytalnym. Jak wiadomo - nawet dobroczynność - powoduje szereg chorób zawodowych, a przecież nie chcemy społeczeństwa chorego - ale społeczeństwa szczęśliwego.

Kochanki powinny otrzymywać zasilek pielęgnacyjny w wysokości 200PLN miesięcznie - na wizyty u coucha, który będzie motywował je do dalszej charytatywnej pracy.

Kochanki powinny otrzymywać miesięczne wynagrodzenie ze Skarbu Państwa w wysokości połowy pensji minimalnej - na podstawowe potrzeby życiowe. Jak wiadomo - przeciętny Kowalski w obliczu recesji - nie może uszczuplać domowego budżetu, a z czegoś żyć trzeba.

Raz na 3 lata kochanki powinny mieć prawo do bezpłatnej wizyty w Sanatorium na okres 14 dni.

Jako państwo chrześcijańskie (bo przecież nie liberalne, tfu!) powinniśmy stworzyć nurt Duszpasterstwa Kochankowego. Msze w wybranych kościolach parafialnych, najlepiej w niedziele - ponieważ jak wiadomo - panowie korzystający z usług kochanek niedziele spędzają w gronie familii jak na prawdziwych chrześcijan przystało.

Kończąc - jestem przekonana, że dzięki mojemu autorskiemu pomysłowi - wspólnymi siłami położymy kres fali rozwodów, która ostatnio zalała nasz piękny kraj. Społeczeństwo bowiem przestawszy szanować przykaz dozgonnej męki ze współmałżonkiem - zaczęło podejmować idiotyczne próby rozmów i kulturalnych rozstań, łamiąc święte przysięgi zlożone w kościele - i układając sobie życie na nowo z miłości.

Liczę na poparcie nie tylko z Pańskiej strony, ale także ze strony Pana Małżonki. Macie Państwo również uroczą córkę - na pewno - jak każdy przyzwoity rodzić w naszym karaju - kształci ją Pan według zasad: nie oceniaj, wybaczaj, nigdy nie mów nigdy oraz wtłacza jej Pan zasadę iż nad uczuciami nie można panować.

Zresztą - z własnego doświadczenia powiem Panu, iż wirtualnie znam wiele matek reprezentujących identyczne stanowisko - na pewno swoim córkom także wtłaczają do głowy, że jeśli w ich życiu pojawi się mąż i rodzina, to natychmiast należy pozwolić zięciowi na posiadanie kochanki. Mało tego nie należy winić ani zięcia ani kochanki - tylko własne dziecko - za nieumiejętność zatrzymania męża przy sobie.

I tym optymistycznym akcentem zakńczam mój postulat. Liczę na szybką odpowiedź - wybory już w październiku.

75

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Tisha napisał/a:
Mussuka napisał/a:

wiesz co Tisha, odwies juz lepiej te swoje rekawice bokserskie i idz dorastaj. Jak zaczniesz wiecej ludzi rozumiec niz tylko ich osadzac to i Tobie i tym dookola Ciebie bedzie latwiej zyc. Powodzenia.

No cóż, zazwyczaj koniec argumentów (nawet tych słabych) wiąże się z końcem polemiki.

Raczej koniec cierpliwosci i zrozumienia dla braku zrozumienia.

76

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Kriss napisał/a:

List Otwarty do Pana Premiera w Sprawie Poprawy Sytuacji Kochanek.

               Szanowny Panie Premierze,
w obliczu zbliżających się wyborów samorządowych pragnę przedstawić Panu palący problem polskich kochanek.

Jak wiadomo - w naszym purytańskim i zacofanym kraju nie mamy wielowiekowych tradycji - takich jak na przykład we Włoszech, Grecji czy choćby Francji - i posiadanie tak zwanej metresy - nie jest u nas zjawiskiem akceptowalnym społecznie. A powinno.
I już wyłuszczam dlaczego - mało tego, jestem przekonana, iż jako mężczyzna od wielu lat żonaty, przychyli się Pan do moich postulatów i wspólnymi siłami odmienimy nasz kraj.

                       Kochanki powinny doświadczyć ulg podatkowych z racji swojej sytuacji życiowej.

Uzasadnienie:

w obliczu narastającej recesji spowodowanej krachami zarówno na rynku amerykańskim jak i krajów Euro - jesteśmy jako obywatele postawieni przed falą rosnących cen i drożejących kredytów. Statystyczny Kowalski w rodzinnym budżecie posiada coraz mniej środków, nie tylko aby zapewnić rodzinie godziwy byt, ale i na zapewnienie sobie samemu rozrywek adekwatnych do stylu życia, wykształcenia i pochodzenia społecznego. Jak powszechnie wiadomo - lwia część ludzi wykształconych wyemigrowała, prawdziwa polska inteligencja została zdziesiątkowana przez komunistów - w kraju ostali się jeno debile, nieuki i niezaradni życiowo. Idąc tym tropem poziom rozrywek przeciętnego Kowalskiego jest mocno ograniczony. Sprowadza się głównie do alkoholu i dupcenia.

Na alkohol podnosi Pan ciągle akcyzę jednocześnie tępiąc tradycyjny folklor jakim jest pędzenie bimbru. Alkoholizm stał się więc rozrywką drogą. Najtaniej wychodzi dupcenie.

Jak zapewne Panu wiadomo - jest Pan przecież pięknym okazem mężczyzny w sile wieku - dupcenie może dostarczyć wielu uciech zarówno w aspekcie psychicznym jak i fizjologicznym. A także zdrowotnym. Spalane są zbędne kalorie, poprawia się krążenie, a wydzielane endorfiny - powodują znaczną poprawę nastroju.
Niestety Panie Premierze - przemierzając wszerz i wzdłuż nasz piękny kraj odkrywam, iż prostytucja jest również usługą dla przeciętnego Kowalskiego za drogą. Mało tego, ponieważ jesteśmy ciągle krajem zacofanym - żadna z rządzących partii nie pokusiła się o uchwalenie ustawy legalizującej prostytucję. Uważam to za błąd kardynalny - usługi powinny być opodatkowane 23% VATem, a pracownice sektora przymusowo zarejestrowane w ZUSie i objęte programem okresowych badań zdrowotnych. Dzięki temu społeczeństwo nie byłoby narażone na falę trypra - szczególnie sezonowo rozkwitającego w kurortach i przy głównych trasach tranzytowych.

Ale - do rzeczy. Kochankom należy się ulga z racji darowizny na rzecz społeczeństwa. I do tego postuluję ja - wieloletnia żona. Jak wiadomo my - żony - i te byłe i te obecne - z wiekiem zmieniamy się nie do poznania. Nie dość że masowo głupiejemy, to jeszcze brzydniemy, porastamy włosiem na całym ciele a z paszcz ziejemy ogniem i śmierdzimy siarką. Wiele z nas kuleje na jedną nogę - poruszamy się więc zgoła niezgrabnie. Na szczęście rasa naszych mężczyzn przedstawia się ewolucyjnie na przeciwnym biegunie. Młodnieją, przystojnieją, są coraz bardziej oczytani i powalają horyzontami. Dzięki instytucji kochanki - mają darmową rozrywkę, pozwalającą na poprawę zdrowia psychicznego i fizycznego. Dzięki temu w pracy są bardziej wydajni, nie są pacjentami ośrodków zdrowia - słowem PKB rośnie na naszej zielonej ekonomicznej wyspie a państwowe pieniądze nie są marnowane na walkę choćby z miażdżycą czy rakiem prostaty.

Postuluję zatem o utworzenie Stowarzyszenia Kochanek. Stowarzyszenie powinno zrzeszać panie pełnoletnie - ale maksymalnie do 27 roku życia. Jak Pan zapewnie zdaje sobie sprawę - wiek lat 27 sprzyja depresjom (spójrzmy choć na slynny Club 27 zrzeszający artystów), więc w dbałości o zdrowie psychiczne tych pań, ustawa winna je chronić. Poza tym, zostają jeszcze trzy lata na przysłowiowe "złowienie" męża i założenie rodziny - dzięki temu przyrost naturalny nie będzie spadał. Dodatkowo - jak wiadomo - statystyczna Polka, szczególnie mężatka, z wiekiem nie nadaje się do niczego oprócz zamknięcia w komórce pod schodami, a nowe rzesze kochanek trzeba przecież wychowywać i przysposabiać.

Kochanki powinny być objęte darmową opieką zdrowotną oraz co najmniej minimalnym funduszem emerytalnym. Jak wiadomo - nawet dobroczynność - powoduje szereg chorób zawodowych, a przecież nie chcemy społeczeństwa chorego - ale społeczeństwa szczęśliwego.

Kochanki powinny otrzymywać zasilek pielęgnacyjny w wysokości 200PLN miesięcznie - na wizyty u coucha, który będzie motywował je do dalszej charytatywnej pracy.

Kochanki powinny otrzymywać miesięczne wynagrodzenie ze Skarbu Państwa w wysokości połowy pensji minimalnej - na podstawowe potrzeby życiowe. Jak wiadomo - przeciętny Kowalski w obliczu recesji - nie może uszczuplać domowego budżetu, a z czegoś żyć trzeba.

Raz na 3 lata kochanki powinny mieć prawo do bezpłatnej wizyty w Sanatorium na okres 14 dni.

Jako państwo chrześcijańskie (bo przecież nie liberalne, tfu!) powinniśmy stworzyć nurt Duszpasterstwa Kochankowego. Msze w wybranych kościolach parafialnych, najlepiej w niedziele - ponieważ jak wiadomo - panowie korzystający z usług kochanek niedziele spędzają w gronie familii jak na prawdziwych chrześcijan przystało.

Kończąc - jestem przekonana, że dzięki mojemu autorskiemu pomysłowi - wspólnymi siłami położymy kres fali rozwodów, która ostatnio zalała nasz piękny kraj. Społeczeństwo bowiem przestawszy szanować przykaz dozgonnej męki ze współmałżonkiem - zaczęło podejmować idiotyczne próby rozmów i kulturalnych rozstań, łamiąc święte przysięgi zlożone w kościele - i układając sobie życie na nowo z miłości.

Liczę na poparcie nie tylko z Pańskiej strony, ale także ze strony Pana Małżonki. Macie Państwo również uroczą córkę - na pewno - jak każdy przyzwoity rodzić w naszym karaju - kształci ją Pan według zasad: nie oceniaj, wybaczaj, nigdy nie mów nigdy oraz wtłacza jej Pan zasadę iż nad uczuciami nie można panować.

Zresztą - z własnego doświadczenia powiem Panu, iż wirualnie znam wiele matek reprezentujących identyczne stanowisko - na pewno swoim córkom także wtłaczają do głowy, że jeśli w ich życiu pojawi się mąż i rodzina, to natychmiast należy pozwolić zięciowi na posiadanie kochanki. Mało tego nie należy winić ani zięcia ani kochanki - tylko własne dziecko - za nieumiejętność zatrzymania męża przy sobie.

I tym optymistycznym akcentem zakńczam mój postulat. Liczę na szybką odpowiedź - wybory już we wrześniu.

Premier to moze by Ci to podpisal uprzednio posmiawszy sie do rozpuku brzucha ale uwazaj na obroncow krzyza. Mozesz tam gdzies obok na ktoryms zawisnac i nie bedzie Jezusa, ktory zloczyncy w chwili smierci wybaczyl:)))

A..nie zapomnij tej apelacji jako kopii do Benedykta wyslac, jego wstawiennictwo moze pomoc sprawie.

No a jak Ci dwaj nie poradza to nie wiem..Talibowie moze? Sprawy zdrad malzenskich zalatwiane sa tam, jak wiesc gminna niesie, od reki.

77 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2011-08-30 12:06:50)

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Kriss napisał/a:

List Otwarty do Pana Premiera w Sprawie Poprawy Sytuacji Kochanek.

               Szanowny Panie Premierze,
w obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych pragnę przedstawić Panu palący problem polskich kochanek.

Jak wiadomo - w naszym purytańskim i zacofanym kraju nie mamy wielowiekowych tradycji - takich jak na przykład we Włoszech, Grecji czy choćby Francji - i posiadanie tak zwanej metresy - nie jest u nas zjawiskiem akceptowalnym społecznie. A powinno.
I już wyłuszczam dlaczego - mało tego, jestem przekonana, iż jako mężczyzna od wielu lat żonaty, przychyli się Pan do moich postulatów i wspólnymi siłami odmienimy nasz kraj.

                       Kochanki powinny doświadczyć ulg podatkowych z racji swojej sytuacji życiowej.

Uzasadnienie:

w obliczu narastającej recesji spowodowanej krachami zarówno na rynku amerykańskim jak i krajów Euro - jesteśmy jako obywatele postawieni przed falą rosnących cen i drożejących kredytów. Statystyczny Kowalski w rodzinnym budżecie posiada coraz mniej środków, nie tylko aby zapewnić rodzinie godziwy byt, ale i na zapewnienie sobie samemu rozrywek adekwatnych do stylu życia, wykształcenia i pochodzenia społecznego. Jak powszechnie wiadomo - lwia część ludzi wykształconych wyemigrowała, prawdziwa polska inteligencja została zdziesiątkowana przez komunistów - w kraju ostali się jeno debile, nieuki i niezaradni życiowo. Idąc tym tropem poziom rozrywek przeciętnego Kowalskiego jest mocno ograniczony. Sprowadza się głównie do alkoholu i dupcenia.

Na alkohol podnosi Pan ciągle akcyzę jednocześnie tępiąc tradycyjny folklor jakim jest pędzenie bimbru. Alkoholizm stał się więc rozrywką drogą. Najtaniej wychodzi dupcenie.

Jak zapewne Panu wiadomo - jest Pan przecież pięknym okazem mężczyzny w sile wieku - dupcenie może dostarczyć wielu uciech zarówno w aspekcie psychicznym jak i fizjologicznym. A także zdrowotnym. Spalane są zbędne kalorie, poprawia się krążenie, a wydzielane endorfiny - powodują znaczną poprawę nastroju.
Niestety Panie Premierze - przemierzając wszerz i wzdłuż nasz piękny kraj odkrywam, iż prostytucja jest również usługą dla przeciętnego Kowalskiego za drogą. Mało tego, ponieważ jesteśmy ciągle krajem zacofanym - żadna z rządzących partii nie pokusiła się o uchwalenie ustawy legalizującej prostytucję. Uważam to za błąd kardynalny - usługi powinny być opodatkowane 23% VATem, a pracownice sektora przymusowo zarejestrowane w ZUSie i objęte programem okresowych badań zdrowotnych. Dzięki temu społeczeństwo nie byłoby narażone na falę trypra - szczególnie sezonowo rozkwitającego w kurortach i przy głównych trasach tranzytowych.

Ale - do rzeczy. Kochankom należy się ulga z racji darowizny na rzecz społeczeństwa. I do tego postuluję ja - wieloletnia żona. Jak wiadomo my - żony - i te byłe i te obecne - z wiekiem zmieniamy się nie do poznania. Nie dość że masowo głupiejemy, to jeszcze brzydniemy, porastamy włosiem na całym ciele a z paszcz ziejemy ogniem i śmierdzimy siarką. Wiele z nas kuleje na jedną nogę - poruszamy się więc zgoła niezgrabnie. Na szczęście rasa naszych mężczyzn przedstawia się ewolucyjnie na przeciwnym biegunie. Młodnieją, przystojnieją, są coraz bardziej oczytani i powalają horyzontami. Dzięki instytucji kochanki - mają darmową rozrywkę, pozwalającą na poprawę zdrowia psychicznego i fizycznego. Dzięki temu w pracy są bardziej wydajni, nie są pacjentami ośrodków zdrowia - słowem PKB rośnie na naszej zielonej ekonomicznej wyspie a państwowe pieniądze nie są marnowane na walkę choćby z miażdżycą czy rakiem prostaty.

Postuluję zatem o utworzenie Stowarzyszenia Kochanek. Stowarzyszenie powinno zrzeszać panie pełnoletnie - ale maksymalnie do 27 roku życia. Jak Pan zapewnie zdaje sobie sprawę - wiek lat 27 sprzyja depresjom (spójrzmy choć na slynny Club 27 zrzeszający artystów), więc w dbałości o zdrowie psychiczne tych pań, ustawa winna je chronić. Poza tym, zostają jeszcze trzy lata na przysłowiowe "złowienie" męża i założenie rodziny - dzięki temu przyrost naturalny nie będzie spadał. Dodatkowo - jak wiadomo - statystyczna Polka, szczególnie mężatka, z wiekiem nie nadaje się do niczego oprócz zamknięcia w komórce pod schodami, a nowe rzesze kochanek trzeba przecież wychowywać i przysposabiać.

Kochanki powinny być objęte darmową opieką zdrowotną oraz co najmniej minimalnym funduszem emerytalnym. Jak wiadomo - nawet dobroczynność - powoduje szereg chorób zawodowych, a przecież nie chcemy społeczeństwa chorego - ale społeczeństwa szczęśliwego.

Kochanki powinny otrzymywać zasilek pielęgnacyjny w wysokości 200PLN miesięcznie - na wizyty u coucha, który będzie motywował je do dalszej charytatywnej pracy.

Kochanki powinny otrzymywać miesięczne wynagrodzenie ze Skarbu Państwa w wysokości połowy pensji minimalnej - na podstawowe potrzeby życiowe. Jak wiadomo - przeciętny Kowalski w obliczu recesji - nie może uszczuplać domowego budżetu, a z czegoś żyć trzeba.

Raz na 3 lata kochanki powinny mieć prawo do bezpłatnej wizyty w Sanatorium na okres 14 dni.

Jako państwo chrześcijańskie (bo przecież nie liberalne, tfu!) powinniśmy stworzyć nurt Duszpasterstwa Kochankowego. Msze w wybranych kościolach parafialnych, najlepiej w niedziele - ponieważ jak wiadomo - panowie korzystający z usług kochanek niedziele spędzają w gronie familii jak na prawdziwych chrześcijan przystało.

Kończąc - jestem przekonana, że dzięki mojemu autorskiemu pomysłowi - wspólnymi siłami położymy kres fali rozwodów, która ostatnio zalała nasz piękny kraj. Społeczeństwo bowiem przestawszy szanować przykaz dozgonnej męki ze współmałżonkiem - zaczęło podejmować idiotyczne próby rozmów i kulturalnych rozstań, łamiąc święte przysięgi zlożone w kościele - i układając sobie życie na nowo z miłości.

Liczę na poparcie nie tylko z Pańskiej strony, ale także ze strony Pana Małżonki. Macie Państwo również uroczą córkę - na pewno - jak każdy przyzwoity rodzić w naszym karaju - kształci ją Pan według zasad: nie oceniaj, wybaczaj, nigdy nie mów nigdy oraz wtłacza jej Pan zasadę iż nad uczuciami nie można panować.

Zresztą - z własnego doświadczenia powiem Panu, iż wirtualnie znam wiele matek reprezentujących identyczne stanowisko - na pewno swoim córkom także wtłaczają do głowy, że jeśli w ich życiu pojawi się mąż i rodzina, to natychmiast należy pozwolić zięciowi na posiadanie kochanki. Mało tego nie należy winić ani zięcia ani kochanki - tylko własne dziecko - za nieumiejętność zatrzymania męża przy sobie.

I tym optymistycznym akcentem zakńczam mój postulat. Liczę na szybką odpowiedź - wybory już w październiku.

...rewelacja...     ... rewelacja  trzeba zwrócic uwagę na ten nurtujący problem.. koniecznie.......:P

78

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Ale dlaczego Premier by się uśmiał? Przecież wiara chrześcijańska każe wybaczać, ksiądz przy spowiedzi każde dupcenie rozgrzesza, kto bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem, etc....

Dużo jest tu mamuś w sile wieku, mają córki (no ja akurat mam synów, ale można zawsze dorobić) - trzeba postulować żeby wychowywały te córki zgodnie z własnymi poglądami nie? Jak zięć "wiarołomny" się tarfi - to znaczy że córka do bani. Było lepiej dupy dawać, lepsze obiady gotować, nie pyskować, morda w kubeł i do garów.

Jak tolerancja, to tolerancja.

79

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Rozwód z wyłącznej winy męża.. zrobił sobie dzidzi na boku..  była żona idzie do spowiedzi po kilku ładnych latach..... hmmh .. wyznaje; zyję w związku nieformalnym z partnerem...mamy ślub cywilny.. co słyszy? GRZESZYSZ... GRZESZNICO..on z Tobą mieszka!!!! hmhmm no gdyby tylko wpadał.. na troche ..bzyknął i pojechal.... owszem rozgrzeszenie wchodziło by w gre.. ale MIESZKA!!! czekaj siostro na męża.. JAk to czekaj?? on ma kolejne dzieci, wziął slub z kochanica??   nie szkodzi...czekaj...taki Twój los..

80

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Kriss napisał/a:

Jak wiadomo my - żony - i te byłe i te obecne - z wiekiem zmieniamy się nie do poznania. Nie dość że masowo głupiejemy, to jeszcze brzydniemy, porastamy włosiem na całym ciele a z paszcz ziejemy ogniem i śmierdzimy siarką. Wiele z nas kuleje na jedną nogę - poruszamy się więc zgoła niezgrabnie. Na szczęście rasa naszych mężczyzn przedstawia się ewolucyjnie na przeciwnym biegunie. Młodnieją, przystojnieją, są coraz bardziej oczytani i powalają horyzontami. Dzięki instytucji kochanki - mają darmową rozrywkę, pozwalającą na poprawę zdrowia psychicznego i fizycznego. Dzięki temu w pracy są bardziej wydajni, nie są pacjentami ośrodków zdrowia - słowem PKB rośnie na naszej zielonej ekonomicznej wyspie a państwowe pieniądze nie są marnowane na walkę choćby z miażdżycą czy rakiem prostaty.

A wiesz, ze to wlasciwie swieta prawda?:)) No moze pomijajac tych piekniejacych samcow..

Jak to mowia...czego nie da zona, matka..da Ci sasiadka. Ilez w ty wiekowej prawdy a kobiety nadal zastanawiaja sie: czemu mnie zdradzil..buuuahhh:((((

81

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Kriss napisał/a:

Było lepiej dupy dawać, lepsze obiady gotować, nie pyskować, morda w kubeł i do garów.

Tylko to jest wlasnie model zony zdradzanej:)))

82

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Mussuka napisał/a:
Kriss napisał/a:

Było lepiej dupy dawać, lepsze obiady gotować, nie pyskować, morda w kubeł i do garów.

Tylko to jest wlasnie model zony zdradzanej:)))

Nie Kochana - tak należy wychowywać córki w imię własnych przekonań. Przecież żadna z nas nie jest hipokrytką.

Skoro - czysto hipotetycznie - usilnie tłumaczyłabym dlaczego kochanka jest tą biedną, niezrozumianą, romantyczną męczennicą. Facet - jak to facet - śmul i imbecyl kierujący się fistaszkiem, to winą za rozpad małżeństwa obarczyłabym właśnie żonę - czyli córkę. Bo to przecież jej wina. Kochanka nie przysięgała - stąd należy jej się szacunek, ulgi podatkowe, etc. Mąż córki - jak to facet - jaby było wszystko w porządku - toby nigdzie nie poszedł. No to winna żona - czyli córka właśnie.

I naprawdę mam nadzieję, że Panie reprezentujące tu linię obrony niewiernych mężów i romantycznych kochanek - dadzą wycisk swoim córkom właśnie. W imię własnych przekonań wychowujemy nasze dzieci prawda?

83 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2011-08-30 12:25:14)

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Mussuka napisał/a:
Kriss napisał/a:

Jak wiadomo my - żony - i te byłe i te obecne - z wiekiem zmieniamy się nie do poznania. Nie dość że masowo głupiejemy, to jeszcze brzydniemy, porastamy włosiem na całym ciele a z paszcz ziejemy ogniem i śmierdzimy siarką. Wiele z nas kuleje na jedną nogę - poruszamy się więc zgoła niezgrabnie. Na szczęście rasa naszych mężczyzn przedstawia się ewolucyjnie na przeciwnym biegunie. Młodnieją, przystojnieją, są coraz bardziej oczytani i powalają horyzontami. Dzięki instytucji kochanki - mają darmową rozrywkę, pozwalającą na poprawę zdrowia psychicznego i fizycznego. Dzięki temu w pracy są bardziej wydajni, nie są pacjentami ośrodków zdrowia - słowem PKB rośnie na naszej zielonej ekonomicznej wyspie a państwowe pieniądze nie są marnowane na walkę choćby z miażdżycą czy rakiem prostaty.

A wiesz, ze to wlasciwie swieta prawda?:)) No moze pomijajac tych piekniejacych samcow..

Jak to mowia...czego nie da zona, matka..da Ci sasiadka. Ilez w ty wiekowej prawdy a kobiety nadal zastanawiaja sie: czemu mnie zdradzil..buuuahhh:((((

a ja sie nie zgodze..   ja mimo, że starsza jestem od kochanki mojego eksa to obiektywnie rzecz ujmując jestem wyględniejsza big_smile .. powaznie mówiąc nie dorasta mi sikuta do pięt.. zawsze byłam zadbana, zadbany był on.. nie mam sobie nic do zarzucenia.. ....po latach moge powiedziec smiało; jego strata


nie ma dwóch takich samych historii.. nie wszystkie zdradzone zony to kocmołuchy...nic niewarte...

84

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Kriss napisał/a:

Skoro - czysto hipotetycznie - usilnie tłumaczyłabym dlaczego kochanka jest tą biedną, niezrozumianą, romantyczną męczennicą. Facet - jak to facet - śmul i imbecyl kierujący się fistaszkiem, to winą za rozpad małżeństwa obarczyłabym właśnie żonę - czyli córkę. Bo to przecież jej wina. Kochanka nie przysięgała - stąd należy jej się szacunek, ulgi podatkowe, etc. Mąż córki - jak to facet - jaby było wszystko w porządku - toby nigdzie nie poszedł. No to winna żona - czyli córka właśnie.

Jesli glebiej sie nad tym zastanowisz to zobaczysz, ze to nie jest az takie nieprawdziwe. Kochanka i maz winni sa zdrady, ale kogo winic za rozpad wiezi w malzenstwie (odrzucajac chwilowo hipotetycznego fistaszka w przypadku dlugotrwalej zdrady, rowniez emocjonalnej, bo nie o bzykanka li tylko tu chodzilo)? Kochanke? Toz ona ich nie sklocila, nie dosypywala soli do zupy i bromu zonie do herbaty? Zwykle pojawia sie nieco pozniej...na jakims etapie rozwalajacego sie zwiazku.
A rozwalac sie moze z zupelnie innego powodu.
Za rozpad czy ferment w malzenstwie odpowiada maz i zona, kochanka to zwykle efekt, nie przyczyna. Zwykle..bo jak Malwina napisala, nie ma dwoch identycznych historii.

Wracajac do tej historii, nikt nikogo nie usprawiedliwia czy rozgrzesza. Winne zdrady sa 2 osoby ale aktorow jest w tej sztuce wiecej. Kochankowie rozstana sie najprawdopodobniej..tylko czy to uleczy to malzenstwo? inaczej: czy brak kochanki uleczylby to malzenstwo zanim ona sie pojawila?

85 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-08-30 12:50:36)

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Ależ oczywiście że prawda Malwina69 - jestś w fazie wyparcia. I tak Ci to będą wmawiały wszystkie panie, które kibicują kochankom. Nawet jak prześlesz zdjęcie, próbkę moczu, kału i juchy. Wszystko pic na wodę fotomontaż.

Czy Ty naprawdę Kobieto nie pojmujesz, że ZAWSZE winna jest żona że mąż ją zdradza? No, ewentualnie wina po obydwu stronach - bo jak jest zdarda, to znaczy że w małżeństwie dzieje się źle. Nic bez przyczyny.

Przecież jakby jedna z drugą - kochanki - przyznały że to wina faceta - bo on zdradza, to wyszłyby na głupie. Bo okazałoby się że na własne życzenie biorą przechodzonego wiarołomcę do łóżka. Czyli robią głupotę. Świadomie. Z rozmysłem. Nie rozwodnika - WIAROŁOMCĘ i OSZUSTA. I oczekują od niego odwrotnej postawy - bo one takie wspaniałe. Logika Kalego.

Łatwiej dla psychiki jest sobie wmówić "jestem lepsza od żony", bo ona: brzydka, za stara, za młoda, za głupia, za przemądrzała, etc - a wyliczanka drogą eliminacji prowadzi do tego: JA jestem taka idealna, więc JESTEM lepsza. Kumasz mechanizm?

Jakby mu było z żoną dobrze - to by nie polazł na dupy. A on polazł. To znaczy że żona zła. A ona dobra. Albo co najmniej lepsza. Jak w piaskownicy.

I dlatego me przewrotne stwierdzenie: mam nadzieję że kochanki i osoby je popierające - mają córki i wychowują je w poszanowaniu dla kochanek a w pogardzie dla żon/stałych partnerek. Bo to jest postawa logiczna i konsekwentna bez względu na wyznanie, a zgodna z wyznawanymi poglądami. Proste. Bo każda sytuacja jest inna panie tego. No inne są powody dla których każdy z tych facetów poszedł na boki. Sraty taty dupa w kraty.

Nie Mussuka - złodziej jest winny kradzieży, a nie to ze mam ładny samochód. Winny gwałtu jest gwałciciel a nie ofiara - bo młoda, ładna i ma krótką spódniczkę.

Jak się dzieje źle - to się ODCHODZI a nie ciupcia na boku laluny. No chyba że mamy do czynienia z delikwentem mało rozgarniętym. To niech lezie w pis....

86

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Malwina69 napisał/a:

a ja sie nie zgodze..   ja mimo, że starsza jestem od kochanki mojego eksa to obiektywnie rzecz ujmując jestem wyględniejsza big_smile .. powaznie mówiąc nie dorasta mi sikuta do pięt.. zawsze byłam zadbana, zadbany był on.. nie mam sobie nic do zarzucenia.. ....po latach moge powiedziec smiało; jego strata


nie ma dwóch takich samych historii.. nie wszystkie zdradzone zony to kocmołuchy...nic niewarte...

Pewnie ze nie..i nie wszystkie kaszaloty sa zdradzane:) Zreszta to byl jedynie przyklad jednej z mozliwosci, dla ktorej mezczyzna moze zdradzic. Nie o wyglad tu chodzi. Sa mezczyzni, zgadzam sie, ktorzy z przeproszeniem, jak ogora raz na miesiac w innej beczce nie zakisza to zle sie z tym czuja. Ci beda glownie szukac partnerek mlodszych, ladniejszych (ich zdaniem), silikonowych i niezbyt intelektualnych. Coz,patologia. I trzymac sie od nich nalezy jak najdalej. Szans na resocjalizacje i powrot do monogami u takich osobnikow  - zadnych.

Ale sa tez i tacy, ktorzy..dziwne..ale nie chcieli zdradzic i swiecie wierzyli w slowa przysiegi, ze tylko z Toba i na zawsze. Tylko cos sie zaczyna zle dziac, klotnie, rozczarowania, brak zrozumienia obu stron..miliony powodow innych niz "ladniejsza i nowa d..a" spowodowaly, ze zdradzili kobiety, ktore kiedys szczerze kochali. Robia to i mezatki, tez zwykle z tych powodow.

Jedni pozniej odchodza, inni zostaja i nawet "naprawiaja sie". Nie wieszalabym ich tak od razu na suchej galezi, bo czlowiek moze zbladzic. To podobno ludzka rzecz bladzic.

87

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Jak się dzieje źle - to się ODCHODZI a nie ciupcia na boku laluny.

przeciez napisalam gdzies wyzej, ze postapil w zlej kolejnosci, najpierw odejscie potem kochanka. Bo zranil dwie osoby.
Tylko, ze wyzywamy sie poki co na tej kochance, w gruncie rzeczy ona chce z tego wyjsc wiec za co ja tak biczowac?

Ja w przeciwienstwie do Ciebie, choc nigdy nie zdradzilam i nie bylam zdradzona (o ile mi wiadomo:) nie rozpatruje w ten sposob winy i kary jak to wyzej opisalas. Nawet zlodziej jest przesluchany i dostaje kare wedlug swojej winy, nie wedlug rozpiski w kodeksie. Chyba kazdy zasluguje na jakies wysluchanie i indywidualy proces oskarzenia? Bo zaczniemy Talibow przypominac.

88

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Kriss napisał/a:

Ależ oczywiście że prawda Malwina69 - jestś w fazie wyparcia. I tak Ci to będą wmawiały wszystkie panie, które kibicują kochankom. Nawet jak prześlesz zdjęcie, próbkę moczu, kału i juchy. Wszystko pic na wodę fotomontaż.

Czy Ty naprawdę Kobieto nie pojmujesz, że ZAWSZE winna jest żona że mąż ją zdradza? No, ewentualnie wina po obydwu stronach - bo jak jest zdarda, to znaczy że w małżeństwie dzieje się źle. Nic bez przyczyny.

Przecież jakby jedna z drugą - kochanki - przyznały że to wina faceta - bo on zdradza, to wyszłyby na głupie. Bo okazałoby się że na własne życzenie biorą przechodzonego wiarołomcę do łóżka. Czyli robią głupotę. Świadomie. Z rozmysłem. Nie rozwodnika - WIAROŁOMCĘ i OSZUSTA. I oczekują od niego odwrotnej postawy - bo one takie wspaniałe. Logika Kalego.

Łatwiej dla psychiki jest sobie wmówić "jestem lepsza od żony", bo ona: brzydka, za stara, za młoda, za głupia, za przemądrzała, etc - a wyliczanka drogą eliminacji prowadzi do tego: JA jestem taka idealna, więc JESTEM lepsza. Kumasz mechanizm?

Jakby mu było z żoną dobrze - to by nie polazł na dupy. A on polazł. To znaczy że żona zła. A ona dobra. Albo co najmniej lepsza. Jak w piaskownicy.

I dlatego me przewrotne stwierdzenie: mam nadzieję że kochanki i osoby je popierające - mają córki i wychowują je w poszanowaniu dla kochanek a w pogardzie dla żon/stałych partnerek. Bo to jest postawa logiczna i konsekwentna bez względu na wyznanie, a zgodna z wyznawanymi poglądami. Proste. Bo każda sytuacja jest inna panie tego. No inne są powody dla których każdy z tych facetów poszedł na boki. Sraty taty dupa w kraty.

Nie Mussuka - złodziej jest winny kradzieży, a nie to ze mam ładny samochód. Winny gwałtu jest gwałciciel a nie ofiara - bo młoda, ładna i ma krótką spódniczkę.

Jak się dzieje źle - to się ODCHODZI a nie ciupcia na boku laluny. No chyba że mamy do czynienia z delikwentem mało rozgarniętym. To niech lezie w pis....

się zgadzam..bardzo zgadzam.. moja wina, wielka wina..

89

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Mussuka napisał/a:

Jak się dzieje źle - to się ODCHODZI a nie ciupcia na boku laluny.

przeciez napisalam gdzies wyzej, ze postapil w zlej kolejnosci, najpierw odejscie potem kochanka. Bo zranil dwie osoby.
Tylko, ze wyzywamy sie poki co na tej kochance, w gruncie rzeczy ona chce z tego wyjsc wiec za co ja tak biczowac?

Ja w przeciwienstwie do Ciebie, choc nigdy nie zdradzilam i nie bylam zdradzona (o ile mi wiadomo:) nie rozpatruje w ten sposob winy i kary jak to wyzej opisalas. Nawet zlodziej jest przesluchany i dostaje kare wedlug swojej winy, nie wedlug rozpiski w kodeksie. Chyba kazdy zasluguje na jakies wysluchanie i indywidualy proces oskarzenia? Bo zaczniemy Talibow przypominac.

Yyyy chyba mnie z kimś pomyliłaś. Ja absolutnie ani nie zdradzałam - jestem seryjną monogamistką. Mnie też nigdy nie zdradzono - za to 5 lat temu ukradli mi samochód. Jakbym dziada złodzieja nakryła - no po prostu po nim by było. Jak u talibów - kamienowanko. Z ewentualnym gwałcicielem też raczej w tłumaczenia bym nie wchodziła. Wykastrowałabym fachowo i bez zakażenia - jestem Zootechnikiem.

90

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Ja mam teraz takie pytanie: skoro z zasady kazdy facet to kawal sk..syna, bo predzej czy pozniej zdradzi (po ilosci postow w tych kwestiach odnosze takie wrazenie), kazdy leci na mloda pipcie, bo ma takie widzimisie i ogolnie steruja nim plemniki a nie serce i rozum..przy czym my kobiety i zony jestesmy z reguly i bez wyjatku jak lzy czyste i bez skazy, dobre, kochane, czule, cieple, oddane, wierne, piekne i kuszace..Jezu juz mi sie miod konczy..to po jasna cholere wiazemy sie z nimi? Nie latwiej i przyjemniej byloby z druga babka zamieszkac a dziecko sobie ew. zmajstrowac z przygodnym tata? I oszczedzic sobie bolu, lez, rozczarowan?
Nic juz z tego nie rozumiem, albo my jestesmy masochistki albo oni samowolnie na zaglade sie skazuja rezygnujac swiadomie i celowo z takich delicji i dobrodziejstw. Cos mi tu nie pasi.

91

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Mam Cię! Nie WSZYSCY faceci z zasady to sukin.yny tak jak nie WSZYSTKIE kobiety z zasady to dzi.ki.
I na tym cały widz polega - aby odróżnić ziarno od plewy, a nie łapać plewę i udawać że się Pana Boga za nogi zapało. Proste. Jak budowa cepa.

92

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Kriss napisał/a:

Yyyy chyba mnie z kimś pomyliłaś. Ja absolutnie ani nie zdradzałam - jestem seryjną monogamistką.

W przeciwienstwie..odnosilo sie do ocen nie do zdrad:) Przecinka nie wstawilam, kiepska widac edukacja.

Zlodzieja samochodu, ktory kradnie dla frajdy, rozwalaCi auto, podpala albo na czesci sprzedaje - tak, za jaja go. Zlodzieja samochodu, ktoremu mafia nad glowa wisi i jesli nie stawi sie z nowa beemka to mu zonke w zygzaki finka udekoruja - znam taka opowiesc - tez za jaja?

93

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Mój facet też nie był święty. Spotykał się z jedną na boku. Uważał że on traktuje ją tylko jak koleżankę, że to ona darzy go uczuciem, nie on! Ale dziwne że nie potrafił zakończyc tej znajomości tym bardziej że ona wręcz uważała go za swoją własnosc!
Wypisywała mu słodkie smsy, że tęskni, że jest jej skarbem, no szlag mnie chciał trafic! Wreszcie kiedy postawiłam sprawę jasno, ja albo ona to skończył z nią tą chorą znajomosc, tą przyjaźń jak twierdził... I niby mnie z nią nie zdradził, że nie zrobił by tego, że traktował ją jak dobrą koleżankę ze szkoły, a kocha tylko mnie i że to nie jego wina że ona darzy go uczuciem.
A ona tylko kombinowała jak rozbic nasz kilkuletni związek, wysyłała mu jakieś smsy anonimowe że niby go zdradzam, że go oszukuje. Wypisywała do mnie również smsy, śmiejąc mi się w twarz, że to ona będzie go kiedyś miała, że to ona będzie śmiała się ostatnia. A w naszym związku było super!
Cieszę się że to się już dawno skończyło. Tylko zaskakujące jest że są na świecie tak perfidne kobiety, tak pewne siebie, które uważają się za bóstwa i że mogą każdego faceta owinąc sobie wokół palca...

Oczywiście nie pisze autorko o Tobie, nie uogólniam. Nie znam Cię, choc przyznam że nie zachwalam tego co zrobiłaś. Opowiedziałam tylko o tej która mój związek chciała rozwalic i o tym że mój facet był "pipą" bo nie potrafił tego skończyc.

94

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Kriss napisał/a:

Mam Cię! Nie WSZYSCY faceci z zasady to sukin.yny tak jak nie WSZYSTKIE kobiety z zasady to dzi.ki.
I na tym cały widz polega - aby odróżnić ziarno od plewy, a nie łapać plewę i udawać że się Pana Boga za nogi zapało. Proste. Jak budowa cepa.

Proste? Hmm...to ja moze jakis maly biznesik z krysztalowymi kulami uruchomie..bo jakos mi sie tak wydaje, ze sie z niektorych pelnoziarnistych w dniu slubu chlopow... same chwasty i niestrawne otreby po paru latach zostaja.

95

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Facet facetem, ale za przeproszeniem widziały gały co brały. Nikt mi nie powie, że mąż, którego kobieta zna na wskroś, wiele z nim przeszła, wzloty, upadki, radość i smutki, zdecydowała się za niego wyjść nie pod wpływem chwili, nacisku, czy ciąży i doskonale wie czego się po nim spodziewać pewnego dnia pójdzie w bok! No nie ma wuja we wsi! Zwykle są to związki z zamroczenia, z ciąży, z głupoty, z niesłuchania porad inny i opinii. Taka ślepa miłość, a potem płacz, że się nie układa i że zdradził. Takie moje zdanie. Jak się kobieta decyduje na zamążpójście to musi być PEWNA swojego wybranka, a nie "jakoś to będzie". oczywiście są wyjątki i nie wszystko da się przewidzieć, ale zwykle jednak rachunek jest prosty. I ludzie się nie zmieniają tylko z czasem wychodzi z nich prawdziwa natura.

96

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Teo dokładnie, dobrze to ujęłaś, z czasem wychodzi z nich ta prawdziwa natura.
Możemy wyjśc za człowieka wspaniałego, pracowitego, czułego, a po wielu latach okazuje się że co?? świetnie się maskował. Tak też się zdarza.
Więc czasem wychodzimy za człowieka nie wiedząc jaki naprawdę jest, chocby zdawało nam się że znamy go na wylot.

97 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-08-30 15:40:12)

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Mussuka napisał/a:
Kriss napisał/a:

Yyyy chyba mnie z kimś pomyliłaś. Ja absolutnie ani nie zdradzałam - jestem seryjną monogamistką.

W przeciwienstwie..odnosilo sie do ocen nie do zdrad:) Przecinka nie wstawilam, kiepska widac edukacja.

Tak moja edukacja jest bardzo kiepska - i jest to logiczne, mało tego - wynika jasno z mojego Listu do Pana Premiera - jestem żoną z wieloletnim stażem, więc głupieję - po prostu. Zresztą, z moich postów - i gramatyka i składnia - no po prostu niżej żula spod spożywczaka. Przyznaję się bez bicia. Cóż... taki lajf. I muszę z tym żyć. Ciężko - ale jakoś leci.

Mussuka napisał/a:

Zlodzieja samochodu, ktory kradnie dla frajdy, rozwalaCi auto, podpala albo na czesci sprzedaje - tak, za jaja go. Zlodzieja samochodu, ktoremu mafia nad glowa wisi i jesli nie stawi sie z nowa beemka to mu zonke w zygzaki finka udekoruja - znam taka opowiesc - tez za jaja?

Jak ten złodziej od mafii - umie mówić czy nawet pisać - PROSI o pomoc a nie kradnie. I tak - za jaja go, bo ja przez JEGO życiowe wybory nie mam auta, jestem daleko od domu, w aucie ukradł mi ch*j jeden wszystkie bagaże, nie mam czym MOICH dzieci wozić. Gucio mnie interesuje jego rodzina - jeśli sprawy załatwia kosztem MOJEJ rodziny. Kradzież samochodu zaważyła na naszym losie jako podstawowej komórki społecznej. Pobudki mnie nie interesują. Mógł być przypadek, że przez brak samochodu nie dojechałam z dzieckiem na czas do szpitala. Co kurna też mam ukraść?! Są inne sposoby.

Wiesz - rożne są sytaucje, i w moim krótkim, albo nie - baaardzo długim - życiu różnie bywało. Nigdy nic nie ukradłam, wolałam głodna chodzić. Miałam ostatnio taki przypadek - podchodzi do mnie na parkingu pod supermarketem kobita - prosi o kasę na bułkę. Patrzę na nią - no co najmniej "wczorajsza", ale myślę sobie - OK, różnie w życiu bywa, nie osądzaj Kriss, aby i ciebie nie osądzano i tym podobne rydzykowe pierdoły z forum.

Mówię: proszę Pani, oto mój adres..... nazywam się tak i tak, proszę do mnie przyjechać busem (całe 5 km), zwrócę Pani za bilet jak Pani przyjedzie, mam dom a w nim 3 piętra okien do umycia, ogród - trawnik do skoszenia - jeśli jest Pani zainteresowana zarobieniem pieniędzy - zapraszam w poniedziałek. Tutaj ma Pani mój numer telefonu.

No i teraz Mussuka zgadnij - czy Pani głodna na bułkę suchą zadzwoniła i przyjechała, czy w następnym tygodniu widziałam ją dokładnie w tym samym miejscu na parkingu?

Co do kochanek - rozpatrujemy tutaj przypadki dorosłych kobiet zachowujących się jak dziesięciolatki w sklepie z barbie. Wiedzą dokładnie że faceci za których się biorą są żonaci, dają sobie wciskać kity przez miesiące albo lata - kiedy bzykanie z żonatym/mężatką to prosty układ. Interaktywna gadająca dziurka. Jeśli Pan ma zamiary poważne - najpierw kończy jeden związek, a potem zaczyna drugi. Jeśli natomiast nie ma ochody na gumową pochwę w miłym, różowym odcieniu z internetu albo znudziła go własna rąsia - znajduje sobie kochankę. I do tego trzeba szklanej kuli? A może raczej kilku zwojów działających poprawnie.

98 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-08-30 17:05:47)

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Mussuka napisał/a:
Tisha napisał/a:

Też zostałam zdradzona i niestety, albo stety nie nastąpiła transformacja osobowości.

A to akurat to sie od Ciebie na kilometr wyczuwa. Bedziesz ten smrod dawnej wlasnej zdrady przez cale zycie za soba ciagnela i kazdego w nim wedzila? To wspolczuje.
Podziwiam szczerze te osoby, ktore mimo tego, iz same kiedys ucierpialy, potrafia spojrzec na sprawy innych w sposob obiektywny a nie przez zalewajaca ich zolc. "Mnie skrzywdzono to ja teraz i Tobie dokopie" - jakze po chrzescijansku.
Jako mezczyzna w zyciu nie umowilabym sie z taka kobieta jak Ty. Po prostu balabym sie tych Twoich zasad, moralnosci i zlosci na caly swiat. Rydzykowo normalnie, swiete niej..liwe a pierwsze noz by wsadzily zblakanej owieczce.

Zdrady nikt nie popiera ale nie nalezy winic za nia jedynie tej rozpustnej kochanki..winne sa tu 3 strony, z zona wlacznie. Teraz pewnie wylejecie wiadra smoly na mnie z zapytaniem: a za co te nieboge winic? To odpowiem: od kochajacej zony kochajacy ja maz nie ucieka do innej. A od zolzy na przyklad tak.

Oj nie jest to reguła. Pomijam to, że jak dzieje się źle, to powinno się porozmawiać, a nie zdradzać.
Jednak są faceci, którzy zdradzają , mimo że obok mają wspaniałe kobiety, bo np są seksoholikami i jest to choroba. Nie zawsze obok kobieta Herod.
Albo wyobraź sobie, że czasem faceci też wchodzą w związek i nie kochają swojej kobiety, wtedy zdradzają, bo jej nie kochają .. albo powiedzmy nawet, że jest z nią dla kasy... nadal wtedy powiesz, że jak ją zdradzał, to jest jakaś jej wina? No może taka, że dała mu się nabrać.

99

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Massuka sama przyznaje, że zdradzona nie została, a przynajmniej o tym nie wie, myślę więc, że jeśli przytrafiłaby się jej zdrada ze strony partnera to jej aktualny pogląd w tym temacie zostałby mocno zweryfikowany. Cięzko mi sobie wyobrazić jakby zalana łzami biła się w pierś, że to jej wina bo "popchęła" partnera w ramiona innej (w końcu winna jest partnerka, że partner nieszczęśliwy i musi się u innej pocieszać ^^).

100

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Tisha napisał/a:

Massuka sama przyznaje, że zdradzona nie została, a przynajmniej o tym nie wie, myślę więc, że jeśli przytrafiłaby się jej zdrada ze strony partnera to jej aktualny pogląd w tym temacie zostałby mocno zweryfikowany. Cięzko mi sobie wyobrazić jakby zalana łzami biła się w pierś, że to jej wina bo "popchęła" partnera w ramiona innej (w końcu winna jest partnerka, że partner nieszczęśliwy i musi się u innej pocieszać ^^).

A co gdyby tak wlasnie bylo i to rzeczywiscie bylaby po czesci moja wina, ze poszedl do innej? Zla na pewno bylabym, zraniona tez..ale zastanowilabym sie dlaczego to zrobil.

Dobrze..swiete zony, widzialyscie film NORBIT? To obejrzyjcie i powiedzcie mi, czy dziwiloby Was gdyby bohater glowny, ow Norbit, zwial do innej (np. tej szkolnej milosci) od swojej umilowanej slubnej Rasputi? Tak mi to do glowy przyszlo:) Ja sama bym mu pomogla. A odejsc albo porozmawiac z nia chyba nie za bardzo mial szanse nieborak.

To bylo na wesolo a na powaznie to podobna historie znam ze swojej firmy. 2 lata temu rozeszla sie wiesc, ze nasz Kierownik Produkcji (lat 40+) spotyka sie z jedna z jego pracownic (lat 20+). Pan zonaty i dzieciaty. Nalezaloby wiec ich oboje potepic i na taczkach wywiezc ale tu..w odroznieniu od rydzykowa..obcy ludzie tak bardzo nie wlaza z butami w zycie innych. Ich romans, ich sprawa. Oczywiscie baby jak to baby, poplotkowac ciut musialy i tym sposobem i ja sie dowiedzialam (bo pracuje w innym miescie). Okazalo sie, ze facet zonaty jest z taka chetera, ze az strach i ze juz od paru lat chodzi jak struty po zakladzie. Ona go czasem nachodzila w pracy i stad znaly ja tez moje kolezanki..oraz inne hale produkcyjne (ze wzgledu na barwe i natezenie glosu jejmosci). Osobiscie jej nie spotkalam. Podobno kreatura obrzydliwa ale nie tyle z wygladu (taka tam sobie zasuszona sliwka z zacietymi ustami i wzrokiem bazyliszka) co z charakteru i zachowania. Jej wrzaski slyszeli dosc wyraznie wszyscy obecni a gosc pozniej czerwony po dziale chodzil. Chcial odejsc, bo o tym mowil kolegom..nie zgodzila sie i zagrozila podobno odizolowaniem calkowitym dzieci..za ktorymi z kolei on szalal. Meczyl sie tak biedak (w trakcie tych paru lat wrzodow zoladka sie nabawil) i nie odchodzil. A mogl przeciez. Tutaj rozwod to maly Pikus. Wszyscy mu wspolczuli, niektorzy wrecz namawiali do rozwodu, inni pewnie podsmiewali cicho z pantoflarza. On bal sie, ze dzieci straci bezpowrotnie. Zdrady wtedy nie planowal.

Kiedy poznal te mloda i zaczeli sie spotykac a pozniej oficjalnie zostali juz para nikt z nas nie uznal tego za podlosc wobec zony, wrecz przeciwnie. Golym okiem widac bylo jak ten, zdradzajacy swa slubna, maz odzyl, jak mu nowa milosc i nowa partnerka wrocily radosc zycia. Ze zgarbionego, zastraszonego i ciagle smutnego mezczyzny nagle zrobil sie wesoly i calkiem niczego sobie gosc.

W koncu oglosil i zonie, ze chce odejsc do innej, nie chcial aby to byl taki ukrywany romans..to samo.."nie zobaczysz dzieci, nigdy!". Pol roku takiego bujania i walki az wreszcie zona ulegla i rozwod odbyl sie. On zwolnil sie pozniej z naszego zakladu choc szef chcial go zatrzymac, wzieli slub z ta dziewczyna..ona nadal u nas pracuje i kazdy..doslownie kazdy w naszej firmie im gratulowal. Mieszkaja w tym samym miescie co nasz zaklad wiec czesto inni widuja ich gdzies na zakupach czy na spacerze. Sa bardzo szczesliwi. Co u malzonki..nikt nie wie i nie interesuje sie.

To zupelnie inna historia meza, kochanki i zony niz ta autorki czy wasze. Nie ma sensu jej porownywac. Chcialam jedynie podac ja jako przyklad, ze roznie to z tymi romansami bywa..tu tez byly 3 osoby i tez najpierw zdrada, potem rozwod czyli zla kolejnosc, a jednak nie uwierze, aby ktorakolwiek z was widzac te 3 osoby potepila meza i kochanke w tej wlasnie historii. Czyli zycie to nie regulamin i nie kazda zdrada jest taka sama. Nie kazdy zdradzajacy to fagas latajacy z penisem na wierzchu.
I nie kazda zdradzona zona to meczennica i slodka skrzywdzona istota.

101

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Mussuka - rozdzierająca historyja, normalnie ze wzruszenia idzie gilami po klawiaturze smarować. Dawaj adres - spóźnioną laurkę im wyślę.

A na poważnie - rozumiem gościa, rozumiem heterę (przez samo "h" u nas w żulowie się pisze wink ), i tę młódkę też może i bym zrozumiała - nie wiem, materacem nie byłam. Jednak o ileż piękniejszy byłby ten nordycki romansik, o ile szlachetniejszy i honorowy, gdyby ów zahukany i nieszczęśliwy kolo, wziął jajca w dłoń i bez strachu w zwieraczu - jak na prawdziwego Wikinga przystało - najpierw się z heterą rozstał, nie bacząc na jej groźby, a potem głowę czy inną część ciała młódce zawracał.

W końcu przecież - o ironio - i tak się rozwiódł, dzieci widywać może, o nędznej Walkirii słuch zaginął - jak to bywa z czarnym charakterem. Czyżby młoda ta...no...teges... pierś - niech będzie - takich skrzydeł do walki dodała? Czy może kolo wygodnicki kapkie był? Nie mnie osądzać, absolutnie i w żadnym wypadku. Choć tak dla wyidealizowania nordyckiej sagi ładniej by zaś było, gdyby kochaś stanu wolnego łapkie w majty pchał... Że o chorobie wrzodowej nie wspomnę...

102 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-08-31 14:40:30)

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Kriss napisał/a:

Mussuka - rozdzierająca historyja, normalnie ze wzruszenia idzie gilami po klawiaturze smarować. Dawaj adres - spóźnioną laurkę im wyślę.

A na poważnie - rozumiem gościa, rozumiem heterę (przez samo "h" u nas w żulowie się pisze wink ), i tę młódkę też może i bym zrozumiała - nie wiem, materacem nie byłam. Jednak o ileż piękniejszy byłby ten nordycki romansik, o ile szlachetniejszy i honorowy, gdyby ów zahukany i nieszczęśliwy kolo, wziął jajca w dłoń i bez strachu w zwieraczu - jak na prawdziwego Wikinga przystało - najpierw się z heterą rozstał, nie bacząc na jej groźby, a potem głowę czy inną część ciała młódce zawracał.

W końcu przecież - o ironio - i tak się rozwiódł, dzieci widywać może, o nędznej Walkirii słuch zaginął - jak to bywa z czarnym charakterem. Czyżby młoda ta...no...teges... pierś - niech będzie - takich skrzydeł do walki dodała? Czy może kolo wygodnicki kapkie był? Nie mnie osądzać, absolutnie i w żadnym wypadku. Choć tak dla wyidealizowania nordyckiej sagi ładniej by zaś było, gdyby kochaś stanu wolnego łapkie w majty pchał... Że o chorobie wrzodowej nie wspomnę...

czy Ty wszystko musisz wulgaryzowac? Albo ironizowac?

Widzisz, on z hetera przez samo h (nie bylam pewna czy hetero z tego nie wyjdzie) chcial sie rozwiesc boten stan trwal na dlugo przed rozwodem i zdrada czyli nowa znajomosc przyszla na etapie prawie calkowitego (poza formalnym) rozkladu ich pozycia. Nie wsadzal lap w majtki kolejnym panienkom, on pokochal te dziewczyne a ona jego. Nie bylo tu zadnego brudu jak mozesz sugerowac, zla kolejnosc ale czy planowal ze kogos pozna zanim sie rozwiedzie? Nie..to przypadek.

A zreszta kogo on zdradzil skoro ani on juz nie kochal ani ona (Hetera) nie kochala jego (bo ciezko miloscia nazwac to co ona wyczyniala ponoc w czasie swych kontroli u nas w firmie)? Co to za zdrada byla jesli i tak dla swietego wlasnego spokoju wyprowadzil sie od zony przed poznaniem z panna (rozwodu nie mial wtedy bo zoncia nie chciala)? Raczej kolejny powod by wreszcie te jaja z domu czy piekla wyniesc. Mysle, ze tak poniekad to ta nowa znajomosc byla ostatnim gwozdziem do trumny ich malzenstwa a ze bylo ich wiele to i tak predzej czy pozniej samo by sie prochno rozsypalo.

Dzieci widywac moze..kosztem czego innego. Ale to juz inna historia.

103

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Bo ze zdradzającymi facetami tak właśnie jest: ma jajca, żeby się poczuć samcem alfa i wskoczyć innej samicy między nogi, ale brakuje jaj, żeby odejść od hetery i zacząć życie na własną rękę. Normalnie pełen szacun dla tych panów (pozdrów znajomego).

104 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2011-08-31 15:20:12)

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

To ja dodam od siebie historię... z zycia wziętą.... Młody facet poznaje miłość swojego życia.. kochają się i planują wspólną przyszłość.Plany i wywrotka zyciowa wszystkiego bo zadecydowali mieszkać w Polsce a wczesniej razem mieszkali we Francji... kochali się bardzo...ślub i życie zaplanowany w Polsce więc przyszedł czas zbierania się do wyjazdu.. wszystko załatwione...i w dniu wyjazdu ..z samego rana dziewczyna mówi, że jednak przyjedzie za kilka dni bo jej matka( we francji) zachorowała i ona ma kilka spraw do załatwienia.. zdziwiony lekko.. mhm pojechał sam..  Kilka dni minęło.. kilka tygodni..to były czasy komuny więc telefony i szybki wogóle kontakt odpadał. wreszcie udało mu sie dodzwonic do jej rodziców... usłyszał, że slubu nie będzie, że ONA wychodzi za kogos tam ... wiadomo co było dalej..przeżył koszmar.....trwało to kilka lat.. przez przypadek poznał dziewczynę.. nic jej nie obiecywał, uprzedził o swoim nastawieniu do wszystkiego.. ale ona chciała, nalegała, wychodziła wreszcie sobie z nim ślub...  ok.. slub i zycie.. ona wiedziała, że ogromnej miłości z jego strony nie ma... ale ponieważ był człowiekiem uczciwym , odpowiedzialnym zycie jakos sie toczyło.. a Ona..? zaczeła szaleć.. domagac sie miłości, uczuć, fajerwerków.. a miała to co sama chciała od poczatku JEGO, on pracował, dbał o dom , o nią , .. zapewniał byt.. miało jej to wystarczyc.. na to się zdecydowała..On złożył pozew o rozwód.. ona oznamiła,ze jest w ciązy.. wycofał pozew.....miało sie ułożyć, dbal o nia.. przyszło na świat dziecko..on kochał dziecko ponad zycie.. tak jakby inna miłośc nie była mu do niczego potrzebna..  nie pomogły awantury.. zaczęła posługiwac się dzieckiem...do tego stopnia, że dziecko w wieku 4 lat chodziło do psychologa.. i pytam?? kogoś mozna zmusic do miłości? peeeeeeeeewnie, to jego wina bo nie powinien sie z nia wogole wiązać ale lubił ją, rozumieli sie, wspierali.. ona zapewniała,że jej to wystarczy.. kto jest w takim nie fer?? popełnił błąd.. chciał rozwodu...pojawiło się dziecko którego oczywiscie nie planowali..  wszystko przeciko niemu..    Był dla niej dobry, grał swoją role dobrego męża świetnie.. ona nie była wprowadzona w błąd.. nie okłamał jej... miała na co sie zdecydowała..  Po kilku latach poznał przez internet kobiete.. to była ogromna przyjaźń.. i tylko przyjaźń..( oczywiście ,że miłośc ale nie mozna było sobie na nia pozwolić) bo zona, bo dziecko...i tak sobie przeżyją życie.. czworo nieszczęśliwych ludzi.. żona, mąż, dziecko i kobieta... ( samotna była)...

Pracuje na codzień z dłużnikami alimentacyjnymi i wierzycielkami.. i medal ma dwie strony.. widze jak kobiety perfidnie wykorzystuja facetów posługujac sie dziecmi.. widze do jakich kroków potrafia sie posunąć..  masaaakra.. pewnie mam i dłuzników totalnych łajdaków.. ale cóż.. nie wszystko jest białe i czarne..nie każda zadbana, gotująca obiadki kobieta, dbająca o dom, dzieci, męża jest mądra kobieta..   wszyscy wokół tak mysla ale prawda bywa zaskakująca..


reasumując  nie miał jaj??????

105 Ostatnio edytowany przez Tisha (2011-08-31 15:30:18)

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Tak naprawdę dla mnie ta historia traci jakikolwiek sens w momencie kiedy facet wziął ślub z osobą, której nie kochał. Co to znaczy "wychodziła sobie z nim ślub"? To był jego wybór. Jeśli nie potrafił zadbać o własne szczęście wiele lat wcześniej, kiedy nie miał zobowiązań i wpędził się na własne życzenie w chorą relację bez miłości to nie dziwię się, że nie potrafił zadbać o siebie kiedy pojawiło się dziecko. Ten facet nie miał jaj na samym poczatku, więc nie widzę tu jakiejś sensownej korelacji tej historii z moim poprzednim postem.

106 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-08-31 15:33:09)

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Oj Mussuka, duża już jesteś, w liberalnym kraju od lat wielu mieszkasz, luźny styl życia sobie chwalisz, a oburzasz się jak pensjonarka z rydzykowej oazy.
Dla mnie wulgaryzmem jest nie posiadanie zasad - a w przypadku który opisujesz - na podstawie faktów które przytaczasz, a które znasz li i jedynie ze słyszenia - to właśnie tych zasad brak.

O tę kolejność właśnie chodzi. Gdyby facet był stanu wolnego - slowo "zdrada" nie miałoby racji bytu. Czysta logika. I tu jest brud i syf i malaria. To że się w sobie zakochali, to bardzo ładnie i wzruszająco - ale on był zwyczajnie wobec tej dziewczyny nieuczciwy. To że uczciwy być postanowił pod wpływem uczucia - to jest normalne - a nie jak sugerujesz "wyjątkowe" zachowanie. Bo tak właśnie postępują cywilizowani ludzie.

A to że był wygodnicki cykor ZANIM ją poznał w charakterze nowej partnerki życiowej - to jest pierwsza historia. I ja się nad nią pochylam. Bo o czym świadczy? Ano o tym, że mimo męczeńskiego małżeństwa okupinego wrzodami - tkwił w nim. Piszesz że ze względu na dzieci. To znaczy że co - że jak młodą dupę wyhaczył - to na drugiej szali postawił dzieci? No też nie bardzo brzmi nie? SAMO wyszło?! To ile on ma lat 40+ czy 10 i pies mu pracę domową przypadkiem zeżarł?

Gdyby był PRAWDZIWYM facetem, z honorem, szacunkiem i do młodej dziewczyny i do hetery i do siebie - zrobiłby od początku to co zrobić powinien - i co nota bene przecież przeprowadził bez ofiar w narodzie - rozszedł się z żoną - a nie rżnął męczennika. I to publicznie w zakładzie pracy. No wstyd jak beret. Zupełnie jak u mnie na wsi pod Biedronką albo MOPSem.

Ale to wyłącznie moje zacofane idealistyczne poglądy. Zdaję sobie sprawę że życie to nie je-bajka i jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Jednej odpowiada rycerz w lśniącej zbroi, innej przechodzony giermek bez nabiału. I tak jest dobrze. Różnorodność w przyrodzie rzecz święta. Inaczej przeciwstawny kciuk by zaginął.

Malwina69 - doczytałam Twojego posta po edycji swojego i zgadzam się z Tishą - po grzyba brać ślub - ba - wiązać się z osobą na stałe - bez uczucia? Bez uczucia to się można umawiać na niezobowiązujące bzykanko - i wystarczy. Hipokryzją było branie ślubu i składanie przysięgi - kiedy się w nią nie wierzyło. Facet zafundowal sobie jazdę bez trzymanki na własne życzenie i słono za to zapłacił.

107

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Tisha napisał/a:

Tak naprawdę dla mnie ta historia traci jakikolwiek sens w momencie kiedy facet wziął ślub z osobą, której nie kochał. Co to znaczy "wychodziła sobie z nim ślub"? To był jego wybór. Jeśli nie potrafił zadbać o własne szczęście wiele lat wcześniej, kiedy nie miał zobowiązań i wpędził się na własne życzenie w chorą relację bez miłości to nie dziwię się, że nie potrafił zadbać o siebie kiedy pojawiło się dziecko. Ten facet nie miał jaj na samym poczatku, więc nie widzę tu jakiejś sensownej korelacji tej historii z moim poprzednim postem.

byłam pewna ,że skupicie sie na tego rodzaju błędzie.. napsiałam pzreciez,że to był błąd.. owszem ale byl tez jednoczesnie uczciwy z nią... a ona chciała żeby chcieć...


korelacja odnosiła się do jaj  wink

miał jaja bo wziął na siebie odpowiedzialnośc za tego typu decyzje( błędną) a ona nie wzięła takiej odpowiedzialnosci..

108

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Co do tego co napisała Mussuka , wiadomo, że łagodniej ocenimy pana z Jej historyjki niż np Pana, który zdradza ciężarną żonę, która jest cudowną kobietą ( przykład), aczkolwiek , jak napisały dziewczyny kolejność mogłaby być inna.

Co do historii Malwiny, to smutna historia na pewno. Tak, facet popełnił błąd, bo wziął ślub bez uczuć, powinien domyślić się, że to nie wypali, poza tym, skoro ona tak nalegała, to widać było, że pewnie ona w nim zakochana, tylko udaje, że niby nie ... albo także zdesperowana, żeby mieć rodzinę, męża.
Wiadomo, że kobieta jest głupia też, że nie daje mu odejść, ale powinien stanowczo rozwieść się z nią i układać sobie życie bez niej.

109

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
truskaweczka19 napisał/a:

Co do tego co napisała Mussuka , wiadomo, że łagodniej ocenimy pana z Jej historyjki niż np Pana, który zdradza ciężarną żonę, która jest cudowną kobietą ( przykład), aczkolwiek , jak napisały dziewczyny kolejność mogłaby być inna.

Co do historii Malwiny, to smutna historia na pewno. Tak, facet popełnił błąd, bo wziął ślub bez uczuć, powinien domyślić się, że to nie wypali, poza tym, skoro ona tak nalegała, to widać było, że pewnie ona w nim zakochana, tylko udaje, że niby nie ... albo także zdesperowana, żeby mieć rodzinę, męża.
Wiadomo, że kobieta jest głupia też, że nie daje mu odejść, ale powinien stanowczo rozwieść się z nią i układać sobie życie bez niej.

i tak chciał zrobić.. ale słyszał.." wiesz, że żyjemy w Polsce.. moi rodzice mają tyle pieniędzy,że jak odejdziesz ode mnie to dziecka nigdy nie zobaczysz.."
tak ....za błędy sie płaci..czasami bardzo słono...

110

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Kriss napisał/a:

Oj Mussuka, duża już jesteś, w liberalnym kraju od lat wielu mieszkasz, luźny styl życia sobie chwalisz, a oburzasz się jak pensjonarka z rydzykowej oazy.
Dla mnie wulgaryzmem jest nie posiadanie zasad - a w przypadku który opisujesz - na podstawie faktów które przytaczasz, a które znasz li i jedynie ze słyszenia - to właśnie tych zasad brak.

O tę kolejność właśnie chodzi. Gdyby facet był stanu wolnego - slowo "zdrada" nie miałoby racji bytu. Czysta logika. I tu jest brud i syf i malaria. To że się w sobie zakochali, to bardzo ładnie i wzruszająco - ale on był zwyczajnie wobec tej dziewczyny nieuczciwy. To że uczciwy być postanowił pod wpływem uczucia - to jest normalne - a nie jak sugerujesz "wyjątkowe" zachowanie. Bo tak właśnie postępują cywilizowani ludzie.

A to że był wygodnicki cykor ZANIM ją poznał w charakterze nowej partnerki życiowej - to jest pierwsza historia. I ja się nad nią pochylam. Bo o czym świadczy? Ano o tym, że mimo męczeńskiego małżeństwa okupinego wrzodami - tkwił w nim. Piszesz że ze względu na dzieci. To znaczy że co - że jak młodą dupę wyhaczył - to na drugiej szali postawił dzieci? No też nie bardzo brzmi nie? SAMO wyszło?! To ile on ma lat 40+ czy 10 i pies mu pracę domową przypadkiem zeżarł?

Gdyby był PRAWDZIWYM facetem, z honorem, szacunkiem i do młodej dziewczyny i do hetery i do siebie - zrobiłby od początku to co zrobić powinien - i co nota bene przecież przeprowadził bez ofiar w narodzie - rozszedł się z żoną - a nie rżnął męczennika. I to publicznie w zakładzie pracy. No wstyd jak beret. Zupełnie jak u mnie na wsi pod Biedronką albo MOPSem.

Ale to wyłącznie moje zacofane idealistyczne poglądy. Zdaję sobie sprawę że życie to nie je-bajka i jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Jednej odpowiada rycerz w lśniącej zbroi, innej przechodzony giermek bez nabiału. I tak jest dobrze. Różnorodność w przyrodzie rzecz święta. Inaczej przeciwstawny kciuk by zaginął.

Malwina69 - doczytałam Twojego posta po edycji swojego i zgadzam się z Tishą - po grzyba brać ślub - ba - wiązać się z osobą na stałe - bez uczucia? Bez uczucia to się można umawiać na niezobowiązujące bzykanko - i wystarczy. Hipokryzją było branie ślubu i składanie przysięgi - kiedy się w nią nie wierzyło. Facet zafundowal sobie jazdę bez trzymanki na własne życzenie i słono za to zapłacił.

Otoz Kriss, mozna zyc w liberalnym kraju, cenic sobie wolnosc wyznania i slowa a jednak nie bluzgac wulgaryzmami tylko normalnie sie wypowiadac. Jedno drugiemu nie zaprzecza i nie ujmuje wagi slowom.

Nie czytalas wyraznie tej historii albo nie potrafisz miedzy slowami doczytac tego, czego nie napisalam (to ma byc post a nie ksiazka).

Ten mezczyzna z mojej historyjki, jak to ktos okresla, o rozwod walczyl na DLUGO przed poznaniem dziewczyny. W tym czasie nie mial innych przygod (czy na dziwki do burdelu chodzil tego nie wie nikt ale to nie o taka zdrade tu chodzi). I pewnie gdyby nie ta dziewczyna i tak rozwiodl by sie predzej czy pozniej, moze pozniej, bo nie mial sam na tyle sil. Jesli czlowiek wykonczony psychicznie i fizycznie nieudanym malzenstwem to czlowiek bez jaj, bo piescia nie lupnie w stol i nie zbierze manatkow w tej samej chwili olewajac to czy dzieci zobaczy czy nie, to wielu takich bezjajecznych jest pewnie w Twoim otoczeniu.
Nowa partnerka byla, jak pisalam, ostatnim gwozdziem do trumny, nie pierwszym. Moze i slaby byl, moze i swiecie wierzyl, ze dzieci nie zobaczy, moze jej sila dodala i jemu sil i determinacji by zawalczyc o swoje szczescie (ktore wreszcie ma). A moze heterze rura zmiekla jak zobaczyla, ze z tego malzenstwa faktycznie niczego nie da sie uratowac i facet juz za nic nie wroci?
Trudno, tak czasem jest, ze wiazemy sie z glupoty, slepoty, braku instynktu z niewlasciwym partnerem, pozniej chcemy to rozwiazac logicznie i chronologicznie czyli najpierw odejsc, potem szczescia szukac. Ale co zrobic jesli zycie sobie figla splata i zanim osiagniemy sukces na pierwszym etapie (dostaniemy upragniony rozwod) postawi na naszej drodze kogos, kogo pokochamy? Odrzucamy go, bo formalnie (i tylko tak) jestesmy jeszcze w zwiazku malzenskim  i dopoki sedzia stempla na papierach nie przystawi..nie lzia ani spojrzec na siebie? Czyli tak jak zero seksu przedmalzenskiego tak i zero seksu przedrozwodowego? I to nie jest Waszym zdaniem rydzykowo?

Kriss i Trisha, jestescie bardzo radykalne w swoich pogladach i widzicie kazde wydarzenie jak w czarno-bialym filmie. Jest albo tak jak wy uwazacie za sluszne , czyli bialo.. albo inaczej czyli czarno. Niestety za lat pare mysle, ze i jednej i drugiej zycie moze zweryfikowac niektore radykalizmy i dojrzycie moze barwy szare.

Macie swoje kodeksy postepowania moralnego i JEDYNIE poprawnego. Wyjscie poza ramki jest niedozwolone i surowo karalne.

A jednak kazdy winny ma prawo do indywidualnego osadu jego czynu. Dzieki Bogu i konstytucji i dzieki temu, ze nie zyjemy wsrod Talibow. I co ciekawe, sedziowie w swiecie cywilizowanym za ten sam z pozoru czyn, daja albo kare dozywocia, albo wiezienia w zawieszeniu albo nawet uniewinniaja. Bo kazdy czyn jest inny choc wyglada tak samo. Nie mozna ani czlowieka ani jego postepowania przykladac do jakiegos szablonu i albo pasuje albo na smieci z nim.

Dla Was chyba jednak zawod sedzia to nie bylaby wlasciwa kariera.

111 Ostatnio edytowany przez Tisha (2011-09-02 10:17:52)

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Mussuka napisał/a:

Czyli tak jak zero seksu przedmalzenskiego tak?

Widzę, że lubisz sobie dopisywać swoje wnioski do czyichś wypowiedzi. Zacytuj gdzie ja albo Kriss coś takiego stwierdziłyśmy.

Mussuka napisał/a:

i zero seksu przedrozwodowego?

"Jejku to skoro zjadłem jabłuszko, to już go nie mam? Dlaczego?!"

Mussuka napisał/a:

I to nie jest Waszym zdaniem rydzykowo?

To się nazywa uczciwość, a z tego co wiem to Rydzykowi do niej daleko.

Mussuka napisał/a:

Kriss i Trisha, jestescie bardzo radykalne w swoich pogladach i widzicie kazde wydarzenie jak w czarno-bialym filmie.

Jakbyś zadała sobie trochę trudu, żeby przeczytać nasze posty w innych tematach to byś wiedziała, że NIE KAŻDE. Tutaj mówimy o zdradzie. Czyli o jednym, konkretnym wydarzeniu. I to właśnie wydarzenie jest czarne. Tak samo jak czarne jest dla mnie morderstwo, kradzież, gwałt i pedofilia. I nie zamierzam się tu rozbijać na szczegóły typu "to jest bardziej czarne niż tamto". Zło to zło. Nawet jak nazwiesz gówno "wydalonym produktem procesu trawienia" to i tak nie zmieni to faktu, że mówisz o gównie.
Ps. Czarno - biały film jest pełen odcieni szarości.

Mussuka napisał/a:

Owszem. Bo Jest albo tak jak wy uwazacie za sluszne , czyli bialo.. albo inaczej czyli czarno.

To się nazywa SUBIEKTYWNA ocena sytuacji i każdy człowiek ma do niej prawo.

Mussuka napisał/a:

Niestety za lat pare mysle, ze i jednej i drugiej zycie moze zweryfikowac niektore radykalizmy i dojrzycie moze barwy szare.

A może za parę lat zostaniesz zdradzona i wtedy zrozumiesz, że to Ty jesteś skrzywdzoną osobą, a nie winowajcą. Co zaś do barw "szarych", to byc może Cię tu zaskoczę, ale ja je dostrzegam. Niemniej jednak zdrada nijak ma się do szarości.

Mussuka napisał/a:

Macie swoje kodeksy postepowania moralnego i JEDYNIE poprawnego. Wyjscie poza ramki jest niedozwolone i surowo karalne.

Oczywiście, że tak. Mój kodeks postępowania moralnego traktuję jako jedyny i poprawny. I nie wychodzę poza ramki bo tam jest diabeł big_smile

Mussuka napisał/a:

A jednak kazdy winny ma prawo do indywidualnego osadu jego czynu.

Owszem. I autorka dostała od nas indywidyalny osąd odniesiony do indywidualnie popełnionego przez nią czynu.

Mussuka napisał/a:

Dzieki Bogu i konstytucji i dzieki temu, ze nie zyjemy wsrod Talibow.

Nie żyjemy wśród Talibów, gdyż żyjemy w Rydzykowie, ale widzę, że i tak źle i tak niedobrze smile

Mussuka napisał/a:

Bo kazdy czyn jest inny choc wyglada tak samo.

No wiadomo. Inna scena, inni aktorzy, inna publika, ale scenariusz ten sam. To może być mylące. Faktycznie.

Mussuka napisał/a:

Nie mozna ani czlowieka ani jego postepowania przykladac do jakiegos szablonu i albo pasuje albo na smieci z nim.

No jasne, przecież np. taki gwałciciel może żałować czynu, albo być "niepoczytalnym", albo zrobić to mniej brutalnie niż inny człowiek jego pokroju. Dlaczego każdy kto zgwałcił ma dostać łatkę "gwałciciel" i iść do więzienia? Tak samo dlaczego każdy zdrajca ma być oceniany tak samo? Jeden mógł zdradzić tylko raz, inny tylko po alkoholu, jeszcze inny zdradzał tylko w niedziele, a następny tylko miał brane do buzi, więc penetracji nie było.

Mussuka napisał/a:

Dla Was chyba jednak zawod sedzia to nie bylaby wlasciwa kariera.

Dzięki Bogu, że jestem inżynierem.

112 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-09-02 10:37:13)

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Tisha napisał/a:

Dzięki Bogu, że jestem inżynierem.

To tez widac, liczyc moze potrafisz, gorzej z innymi funkcjami. Inzynierie to chyba dopiero co skonczylas wiec do inzyniera jeszcze Ci daleko..tak jak i do doroslego czlowieka.

Jestes tak zla od srodka, ze naprawde az boje sie czytac Twoje posty. Idz i nies dumnie przez zycie te swa pochodnie zranionej kobiety ale w czym Ci to pomoze? Z takim pogladem i kopaniem lezacego podejrzewam, ze nie znajdziesz szczescia nidgy...nawet sama ze soba. Warcz i krzycz jak ten kot z Twojego avatara, to idzie Ci dobrze ale Twoich partnerow z pewnoscia odstraszy.

O ile z Kriss jestem jeszcze w stanie dyskutowac, o tyle z Toba nie ma najmniejszego sensu. I tak wycinasz pojedyncze zdania dajac do nich beznadziejne, wyrwane z kontekstu, komentarze.

113

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Mussuka napisał/a:
Tisha napisał/a:

Dzięki Bogu, że jestem inżynierem.

To tez widac, liczyc moze potrafisz, gorzej z innymi funkcjami. Inzynierie to chyba dopiero co skonczylas wiec do inzyniera jeszcze Ci daleko..tak jak i do doroslego czlowieka.

Widzę, że próbujesz być złośliwa, ale doceniam trud jaki wkładasz w swoje wypowiedzi. Choć nie ukrywam, że większe wrażenie wywarłoby na mnie gdybyś konkretnie ustosunkowała się do moich wypowiedzi w temacie zdrady.

Co zaś do przytyków "wiekowych" to mimo wszystko na Twoim miejscu wstrzymałabym się z tym, bo to działa w dwie strony i w tej sytuacji na Twoją niekorzyść. O ile ja "głupia smarkula" mogę walnąć babola i palnąć głupotę, o tyle Ty - dojrzała kobieta ośmieszasz się tego typu wypowiedziami.

Mussuka napisał/a:

Jestes tak zla od srodka, ze naprawde az boje sie czytac Twoje posty.

Rozumiem więc, że ze strachu nie przeczytałaś moich postów i stąd brak konkretnego nawiązania do moich wypowiedzi?

Mussuka napisał/a:

Idz i nies dumnie przez zycie te swa pochodnie zranionej kobiety ale w czym Ci to pomoze?

Trzeci raz mi zadajesz to pytanie, ale już trzeci raz powtarzać tej samej odpowiedzi nie będę. Zajrzyj do poprzednich moich postów w tym temacie.

Mussuka napisał/a:

Z takim pogladem i kopaniem lezacego podejrzewam, ze nie znajdziesz szczescia nidgy...nawet sama ze soba.

I to pisze osoba, która obraża zdradzone żony, twierdząc, że one same są sobie winne.

Mussuka napisał/a:

Warcz i krzycz jak ten kot z Twojego avatara, to z pewnoscie idzie Ci dobrze ale Twoic partnerow z pewnoscia odstraszy.

Massuka, proszę Cię nie zaniżaj poziomu forum. Odnoś się konkretnie do moich wypowiedzi, a o budzących skojarzenie awatarch i nickach możemy pogadać na PRV.

Mussuka napisał/a:

O ile z Kriss jestem jeszcze w stanie dyskutowac, o tyle z Toba nie ma najmniejszego sensu. I tak wycinasz pojedyncze zdania dajac do nich beznadziejne, wyrwane z kontekstu, komentarze.

Rozumiem, że ciężko Ci ze mną dyskutować bo nie piszę ogólnie, a odnoszę się konretnie do Twoich wypowiedzi. Bo tak naprawdę to co mogłabyś mi odpowiedzieć np. na pytanie gdzie ja albo Kriss napisałyśmy, że jesteśmy przeciwniczkami seksu przed ślubem? Obie wiemy, że taka wypowiedź nie padła, ale głupio się przyznać, że wena poniosła, więc lepiej napisać, że moje komentarze są wyrwane z kontekstu i beznadziejne. Szkoda bo spodziewałam się owocnej polemiki bo tak dojrzałej osobie za jaką się uważasz.

114

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Tisha, napisalam wielokrotnie wczesniej, ze jestes zgorzkniala od srodka i niestety kazdy Twoj post te opinie potwierdza.
Czekasz tylko az ktos napisz, ze zdradzil i huzia na niego! Bo uwazasz, ze jako kiedys zdradzona masz do tego prawo. Otoz nie masz, bo rozdzki wszechmadrosci nie posiadasz, tylko ciety jezyk.
Koncze z Toba dyskusje, bez wzgledu na to pod co to natychmiast podczepisz: brak argumentow, weny czy demencje starcza.

Co do smarkuli..coz troche samokrytyki nie zaszkodzi.

115

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Tisha napisał/a:

Bo tak naprawdę to co mogłabyś mi odpowiedzieć np. na pytanie gdzie ja albo Kriss napisałyśmy, że jesteśmy przeciwniczkami seksu przed ślubem?

A gdzie ja napisalam, ze to dotyczy waszych wypowiedzi? Jestem przeciwniczka i to pewnie zagorzala w Twych oczach stosowania tego typu argumentow: jak seks to dopiero po slubie oraz jak seks to dopiero po uzyskaniu swistka o rozwodzie..tu rozwine mysl..w przypadku, kiedy malzenstwo jest w CALKOWITYM rozpadzie, nie ma zadnej innej wiezi (nawet nastapila separacja) niz formalna. A co to kurcze zmieni jak i tak sie rozwodza czy sie ktos z kims przespi na 2 dni przed rozprawa ostateczna czy 2 dni po?  Takie zakazy i nakazy wlasnie kojarza mi sie z cala rydzykowa hipokryzja. Jak i caly wymyslony celibat.


To odnosnie mojej historii, nie tej autorki watku. Zebys watpliwosci nie miala.

116

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

czytając tutaj te wszystkie wypowiedzi zgadzam sie z osobami ,ktore  w pierwszej kolejności stawiają na zasady zdrowego rozsadku.nikt  tutaj  nie wysmiewa i nie  brużdzi w zwiazkach gdzie pojawia sie 3-a osoba.otoż oburza jedynie fakt zeby nie wybielac zadnej ze stron "konfliktu-zdrady.nikt  kto stoi  z boku nie zna wewnetrznych relacji ZADNEGO zwiazku.
nie nam oceniać  co kto i z kim zrobił.boli jedynie fakt ,ze są takie sytuacje i zawsze kiedy sie pojawią momentalnie  organizują sie "strony"dla kazdej z zainteresowanych osob.
nie generalizujmy ,ze zwolnennicy małzeństwa  to rydzykowy tlum,czy zmęczone juz zyciem berety lub innne....
walczymy-nazwijmy to-w obronie idei -i potepiamy od niej odchylenia.
nikt z nas nie chcialby znależć sie w sytuacji zdradzonej/zdradzonego -bo i nikt nie wie  co by wowczas  zrobił ani  co by czuł!
po prostu !

117

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Mussuka napisał/a:

A gdzie ja napisalam, ze to dotyczy waszych wypowiedzi?

Mussuka napisał/a:

Czyli tak jak zero seksu przedmalzenskiego tak i zero seksu przedrozwodowego? I to nie jest Waszym zdaniem rydzykowo?

Budowa pierwszego zdania sugeruje, że nie uznajemy seksu przedrozwodowego tak jak przedmałżeńskiego, czyli skądś wyciągnełaś wniosek, że jesteśmy przeciwne współżyciu przed ślubem. A biorąc pod uwage pytanie o rydzykowo wnioskuję, że zwracasz się z tym do osób, które są przeciwne zdradzie i wobec których wcześniej użyłaś już tego sformuowania, czyli wobec mnie chociażby. Z faktu zaś, że piszesz w liczbie mnogiej wnioskuję, że masz też na myśli Kriss, z którą również prowadzisz dyskusję. Stąd prośba o zacytowanie wypowiedzi, która pozwoliła Ci wyciągnąć takie wnioski.

118

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Tisha napisał/a:
Mussuka napisał/a:

A gdzie ja napisalam, ze to dotyczy waszych wypowiedzi?

Mussuka napisał/a:

Czyli tak jak zero seksu przedmalzenskiego tak i zero seksu przedrozwodowego? I to nie jest Waszym zdaniem rydzykowo?

Budowa pierwszego zdania sugeruje, że nie uznajemy seksu przedrozwodowego tak jak przedmałżeńskiego, czyli skądś wyciągnełaś wniosek, że jesteśmy przeciwne współżyciu przed ślubem. A biorąc pod uwage pytanie o rydzykowo wnioskuję, że zwracasz się z tym do osób, które są przeciwne zdradzie i wobec których wcześniej użyłaś już tego sformuowania, czyli wobec mnie chociażby. Z faktu zaś, że piszesz w liczbie mnogiej wnioskuję, że masz też na myśli Kriss, z którą również prowadzisz dyskusję. Stąd prośba o zacytowanie wypowiedzi, która pozwoliła Ci wyciągnąć takie wnioski.

Prawdziwy Sherlock Holmes:)) a nie przyszlo Ci do glowy, ze pytalam o Wasza (nie pisalam o czyja konkretnie) opinie odnosnie, durnych moim zdaniem, wlasnie rydzykowych (to okreslenie pasuje mi jak ulal) zasad moralnosci, w tym podalam tez seks przedmalzenski? Bo dla mnie zabranianie seksu doroslym ludziom przed slubem jest na rowni hipokrytyczne jak doszukiwanie sie zdrady cielesnej w (uzyje duzych liter) NIEISTNIEJACYM JUZ malzenstwie. Nieistniejacym pod kazdym innym niz formalnym znaczeniu. Moja opinia i takie moje prawo.

Jak ktos baaaardzo chce to wszedzie sie doszuka jakiegoz zwiazku, nawet nieistniejacego. I wszedzie weszyc bedzie za jakims brudem. Ciezko musi byc takim osobom zyc, tak samo zreszta jak ww. moherkom, ktore, skadinad, tak sie zyciem innych interesuja (chyba z braku wlasnego) i w tym samym kolejny rozaniec odmawiaja zabieraja sie za biczowanie i opluwanie innych. Fuj!

119

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Hej!Jak ja to dobrze znam...Poznala nas moja kuzynka...Od razu wpadł mi w oko,ale jak to ...Zonaty a ja paniusia z zasadami...Ale stało się...najpierw niewinne sms-y,poten jakieś spotkania...i stało się...Spędziliśmy razen noc.Kompletnie straciłam głowę.Otrzeżwienie przyszło potem...co ja zrobiłam?On ma żonę(dzieci nie mieli)...ale brnełam w to dalej...On powiedzial że nigdy(mimo że małżeństwem byli pomoć tylko formalnie)od niej nie odejdzie,ja zgadzałam się na wszystko byle tylko był.Przychodziły chwile otrzeżwienia że jestem damą do łóżka bo żona "mu nie daje"ale szybko tłumiłam te myśli.Po jakimś czasie zaczełam czuć niedosyt...zaczełam wymagać od niego częstej obecności i dokonania wyboru...albo ja albo ona...płakał,przepraszał i prosił o czas...W tym czasie zaszłam w ciążę.. To był dla mnie kompletny szok bo ponoć on nie mógł mieć dzieci(z tego powodu ich małżeństwo się rozpadało)Powiedziałam że nigdy nie usunę tej ciąży a on niech robi co chce...Po 3 godz.od tej rozmowy był u mnie z walizkami...Jesteśmy już ze sobą kilka lat.Jest żle i dobrze.Są mega awantury i zazdrość o byłą(mimo że się nie spotykają i ona pomownie wyszła za mąż)i ciągle ta myśl że jak miał mnie będąc żonatym to może sobie teraz znależć kogoś nowego.
Kochana znam Twoje rozterki i myśli i uczucie bo poznałam to ma własnej skórze...Pogadaj z nim i ostatecznie podejmijcie decyzję(Ty podejmij)albo-albo...Musisz bo to nie jest życie na dłuższą metę...Może on już wybrał żonę i rodzinę ale w takim razie czego szuka u ciebie...? Nie daj się...jak tylko chce podupczyć raz na jakiś czas z kimś innym niż z żoną to są agencje...a Ty weż się w garść i ŻYJ...Wiadomo że teraz o pracę ciężko i nie mówię że masz ją zmienić ale dziewczyno...dbaj o siebie,ubieraj się maluj i baw(nie bądż szarą myszką siedzącą w kącie i czekającą na nieliczne chwile łaski)...Spotykaj z ludzmi i poznawaj facetów.Niech on pozna jak to jest być odstawionym na drugi plan.Spotkasz kogoś i może on poczuje zazdrość  ale będzie za póżno.BADZ SZCZĘŚLIWA!!!Zaciśnij zęby(na początku będzie strasznie) ale w końcu zacznij żyć i zobaczysz...BEDZIE DOBRZE.
Pozdrawiam!

120

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Kinia79 napisał/a:

Hej!Jak ja to dobrze znam...Poznala nas moja kuzynka...Od razu wpadł mi w oko,ale jak to ...Zonaty a ja paniusia z zasadami...Ale stało się...najpierw niewinne sms-y,poten jakieś spotkania...i stało się...Spędziliśmy razen noc.Kompletnie straciłam głowę.Otrzeżwienie przyszło potem...co ja zrobiłam?On ma żonę(dzieci nie mieli)...ale brnełam w to dalej...On powiedzial że nigdy(mimo że małżeństwem byli pomoć tylko formalnie)od niej nie odejdzie,ja zgadzałam się na wszystko byle tylko był.Przychodziły chwile otrzeżwienia że jestem damą do łóżka bo żona "mu nie daje"ale szybko tłumiłam te myśli.Po jakimś czasie zaczełam czuć niedosyt...zaczełam wymagać od niego częstej obecności i dokonania wyboru...albo ja albo ona...płakał,przepraszał i prosił o czas...W tym czasie zaszłam w ciążę.. To był dla mnie kompletny szok bo ponoć on nie mógł mieć dzieci(z tego powodu ich małżeństwo się rozpadało)Powiedziałam że nigdy nie usunę tej ciąży a on niech robi co chce...Po 3 godz.od tej rozmowy był u mnie z walizkami...Jesteśmy już ze sobą kilka lat.Jest żle i dobrze.Są mega awantury i zazdrość o byłą(mimo że się nie spotykają i ona pomownie wyszła za mąż)i ciągle ta myśl że jak miał mnie będąc żonatym to może sobie teraz znależć kogoś nowego.
Kochana znam Twoje rozterki i myśli i uczucie bo poznałam to ma własnej skórze...Pogadaj z nim i ostatecznie podejmijcie decyzję(Ty podejmij)albo-albo...Musisz bo to nie jest życie na dłuższą metę...Może on już wybrał żonę i rodzinę ale w takim razie czego szuka u ciebie...? Nie daj się...jak tylko chce podupczyć raz na jakiś czas z kimś innym niż z żoną to są agencje...a Ty weż się w garść i ŻYJ...Wiadomo że teraz o pracę ciężko i nie mówię że masz ją zmienić ale dziewczyno...dbaj o siebie,ubieraj się maluj i baw(nie bądż szarą myszką siedzącą w kącie i czekającą na nieliczne chwile łaski)...Spotykaj z ludzmi i poznawaj facetów.Niech on pozna jak to jest być odstawionym na drugi plan.Spotkasz kogoś i może on poczuje zazdrość  ale będzie za póżno.BADZ SZCZĘŚLIWA!!!Zaciśnij zęby(na początku będzie strasznie) ale w końcu zacznij żyć i zobaczysz...BEDZIE DOBRZE.
Pozdrawiam!

No i wreszcie jakas rada, szczera i zyczliwa a nie kolejny glaz w strone autorki:)

121

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Mussuka napisał/a:
Kinia79 napisał/a:

Hej!Jak ja to dobrze znam...Poznala nas moja kuzynka...Od razu wpadł mi w oko,ale jak to ...Zonaty a ja paniusia z zasadami...Ale stało się...najpierw niewinne sms-y,poten jakieś spotkania...i stało się...Spędziliśmy razen noc.Kompletnie straciłam głowę.Otrzeżwienie przyszło potem...co ja zrobiłam?On ma żonę(dzieci nie mieli)...ale brnełam w to dalej...On powiedzial że nigdy(mimo że małżeństwem byli pomoć tylko formalnie)od niej nie odejdzie,ja zgadzałam się na wszystko byle tylko był.Przychodziły chwile otrzeżwienia że jestem damą do łóżka bo żona "mu nie daje"ale szybko tłumiłam te myśli.Po jakimś czasie zaczełam czuć niedosyt...zaczełam wymagać od niego częstej obecności i dokonania wyboru...albo ja albo ona...płakał,przepraszał i prosił o czas...W tym czasie zaszłam w ciążę.. To był dla mnie kompletny szok bo ponoć on nie mógł mieć dzieci(z tego powodu ich małżeństwo się rozpadało)Powiedziałam że nigdy nie usunę tej ciąży a on niech robi co chce...Po 3 godz.od tej rozmowy był u mnie z walizkami...Jesteśmy już ze sobą kilka lat.Jest żle i dobrze.Są mega awantury i zazdrość o byłą(mimo że się nie spotykają i ona pomownie wyszła za mąż)i ciągle ta myśl że jak miał mnie będąc żonatym to może sobie teraz znależć kogoś nowego.
Kochana znam Twoje rozterki i myśli i uczucie bo poznałam to ma własnej skórze...Pogadaj z nim i ostatecznie podejmijcie decyzję(Ty podejmij)albo-albo...Musisz bo to nie jest życie na dłuższą metę...Może on już wybrał żonę i rodzinę ale w takim razie czego szuka u ciebie...? Nie daj się...jak tylko chce podupczyć raz na jakiś czas z kimś innym niż z żoną to są agencje...a Ty weż się w garść i ŻYJ...Wiadomo że teraz o pracę ciężko i nie mówię że masz ją zmienić ale dziewczyno...dbaj o siebie,ubieraj się maluj i baw(nie bądż szarą myszką siedzącą w kącie i czekającą na nieliczne chwile łaski)...Spotykaj z ludzmi i poznawaj facetów.Niech on pozna jak to jest być odstawionym na drugi plan.Spotkasz kogoś i może on poczuje zazdrość  ale będzie za póżno.BADZ SZCZĘŚLIWA!!!Zaciśnij zęby(na początku będzie strasznie) ale w końcu zacznij żyć i zobaczysz...BEDZIE DOBRZE.
Pozdrawiam!

No i wreszcie jakas rada, szczera i zyczliwa a nie kolejny glaz w strone autorki:)

Dzięki ale najłatwiej jest radzić...Żeby radzić trzeba najpierw poczuć konsekwencje pewnego postępowania na własne skórze ...wtedy wie się o czym sie mówi...Pa

122

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Kinia79 napisał/a:

Żeby radzić trzeba najpierw poczuć konsekwencje pewnego postępowania na własne skórze ...wtedy wie się o czym sie mówi

no wlasnie o to chodzi, ze to szczera rada, bo Ty to przezylas tak jak autorka..dokladnie z tej samej strony. I rozumiesz jej rozterki i bol. Ja tego nigdy nie poczuje bo nie bylam w takiej sytuacji ale jestem w stanie jej wspolczuc..takiego rozdarcia wewnetrznego miedzy sercem a rozumem, czy sumieniem.

123

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

I trzeba mieć odwagę żeby się do tego przyznac...

124

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
Kinia79 napisał/a:

I trzeba mieć odwagę żeby się do tego przyznac...

i to niemalo! Tobie gratuluje pomyslnego zakonczenia ale z zadroscia uwazaj..tyle wycierpieliscie i mialoby sie to o przeszlosc albo domysly, podejrzenia rozpasc? szkoda by bylo.

125

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Kochana,
ja byłam kiedyś w układzie (2 lata się łudziłam), ale po tym doświadczeniu nigdy na coś takiego się nie zgodzę.
Mężczyźni to cwane bestie, oni tylko szukają kobiet pragnących uczucia, zrozumienia, wysłuchania...
Kobieta myśli, że dzieje się coś cudownego, że on jest nieszczęśliwy ze swoją, ona ze swoim, odnaleźli się, dzielą ze sobą taki piękny sekret. Dla mężczyzny to jest przelotna fascynacja, może sobie pogadać o swoich poglądach, bo wreszcie ma rozmówcę, który go słucha z zainteresowaniem.

I teraz coś, co zabrzmi brutalnie, ale pewnie tak jest:
-skoro mężczyzna zdradza żonę, to znaczy, że ma skłonność do zdrady i pewnie nie jesteś tą jedyną
-po co ci facet, który zdradza? zazdrościsz jego żonie tego, że on przychodzi do niej na noc, a wcześniej uprawiał seks z tobą?
-i niech on się nie tłumaczy, że nie uprawiają seksu (to jest standardowy tekst mężczyzn), chociaż nie mogę stwierdzić, że na pewno tego nie robi lub robi, ale kurka wodna, czasami facet nie może uprawiać z kobietą seksu, bo ona jest np w zagrożonej ciąży i co? wtedy facet powinien być dojrzalszy niż swój popęd i to przetrzymać. więc jeśli potencjalnie byś z nim była i byłabyś z nim w ciąży i np przestała go pociągać, to oszalałabyś z rozpaczy, gdyby ci gdzieś znikał, bo wiedziałabyś jaki potrafi być nielojalny wobec związku.
-poza tym, coś z biologii/ewolucji, poparte badaniami psychologicznymi: w naszej kulturze (tj europie) facet nie zostawi żony, bo ma małe dzieci. Facet może sobie poszukać nowej rodzinki, jak dzieci będą już w okresie dojrzewania, ale dopóki dzieci są małe-z żoną nie wygrasz.
(bo wg badań od partnerek z małymi dziećmi odchodzą tylko mężczyźni niewykształceni/z niskim IQ/bez pracy lub z małymi dochodami)

Pamiętaj, musisz o siebie dbać i kochać siebie, bo masz tylko jedno życie, a ten gość nie jest warty ani minuty twojego czasu.
Taki gość miażdży twoją samoocenę, a to tylko dlatego, że dałaś się złapać w jego gierkę.
a to, że fajnie wam się rozmawiało świadczy o tym, że na świecie są faceci, z którymi się fajnie rozmawia, więc z pewnością kogoś sobie znajdziesz smile

on się wykręca z odpowiedzi na twoje pytania, czy coś się zmieniło, bo faceci działają następująco "nie powiem ci, że nie chcę się z tobą widywać, bo będziesz płakać, a ja nie lubię, jak kobiety płaczą przeze mnie"
zwyczajny tchórz.

poza tym, istnieje w ludziach jeszcze coś bardzo głupiego:
im bardziej czegoś nie możesz mieć, tym bardziej to chcesz mieć.
mogłaś paść ofiarą tego mechanizmu. jest jeszcze taki emocjonalny hazard: raz wygrałam, to będę tak długo grać, aż znowu wygram -> dlatego ciągle masz nadzieję, że bedzie dobrze, tak jak kiedyś.

i nie bądź jego prostytutką. bo prostytutki dostają kasę za seks i idą sobie kupić nowe buty. a ty nic z tego nie masz, małe nic nie warte buzi buzi, a potem samoocena spada do zera.
zwiewaj z tej relacji, zanim cię zarazi jakimś syfem.

126

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Ależ kłótnie się porobiły...:rolleyes:

Szyszek, dobrze, że wyciągnęłaś wnioski i wiesz, że nie chcesz już takiego układu, że nie wpakujesz się w to więcej. Pewnie, że jest ciężko, gdy się zakochamy i jesteśmy niejako między młotem i kowadłem, lecz w żadnym wypadku żadna z nas nie zasługuje na bycie pomiataną, musimy znać swoją godność i szanować siebie, bo tylko wtedy inni będą nas szanować.
Mężczyzna zdradza żonę i jest nic nie warty, chodzi mu tylko o seks. Tacy faceci kochanki często zmieniają-jak rękawiczki i żadna z nich nie jest dla nich nic warta. A gdyby kochał, to przecież już planowałby życie u Twojego boku, a nie z żoną...

Pamiętaj, musisz o siebie dbać i kochać siebie, bo masz tylko jedno życie, a ten gość nie jest warty ani minuty twojego czasu.
Święte słowa, najlepiej powiesić nad łóżkiem i patrzeć w chwilach kryzysu.

127

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Z zaciekawieniem czytam te Wasze wypowiedzi. Tak jak myślałam zrobił się wyraźny podział na osoby twardo oskarżające i nie przyjmujące żadnych argumentów, które mogłyby być okolicznością łagodzącą (mam na myśli coś tak śmiesznego i niedorzecznego jak miłość do kogoś kto jest w stałym związku). A jednak, jak widzimy i słyszymy to się zdarza często, bo uczuciami niestety nie mozemy sterować, jak to mówią serce nie sługa i na to nic nie poradzimy. Druga grupa to osoby, które rozumieją, współczują i dają dobre rady (za które oczywiście dziękuję) i słowa które tu piszą są dla osoby w mojej sytuacji bardzo budujące i pomocne. Są to osoby, które były lub są w podobnej sytuacji, stąd zrozumienie tematu.
Jedynie Mussuka - nie była w takim układzie, a jednak rozumie, broni przed jednoznacznym i złym osądem i wspiera. Bardzo dziękuję. Tak przy okazji - Mussuko zgadzam się z każdym Twoim zdaniem, podoba mi się bardzo Twoj sposób myślenia (pewnie dlatego, ze jest taki jak mój wink)

128

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ
wiktoria8383 napisał/a:

Z zaciekawieniem czytam te Wasze wypowiedzi. Tak jak myślałam zrobił się wyraźny podział na osoby twardo oskarżające i nie przyjmujące żadnych argumentów, które mogłyby być okolicznością łagodzącą (mam na myśli coś tak śmiesznego i niedorzecznego jak miłość do kogoś kto jest w stałym związku). A jednak, jak widzimy i słyszymy to się zdarza często, bo uczuciami niestety nie mozemy sterować, jak to mówią serce nie sługa i na to nic nie poradzimy. Druga grupa to osoby, które rozumieją, współczują i dają dobre rady (za które oczywiście dziękuję) i słowa które tu piszą są dla osoby w mojej sytuacji bardzo budujące i pomocne. Są to osoby, które były lub są w podobnej sytuacji, stąd zrozumienie tematu.
Jedynie Mussuka - nie była w takim układzie, a jednak rozumie, broni przed jednoznacznym i złym osądem i wspiera. Bardzo dziękuję. Tak przy okazji - Mussuko zgadzam się z każdym Twoim zdaniem, podoba mi się bardzo Twoj sposób myślenia (pewnie dlatego, ze jest taki jak mój wink)

Wiesz, nie trzeba być w Twojej sytuacji, by dać dobrą radę.
Myślę, że wiele osób dało Ci dobre rady i każdą warto wziąć sobie do serca.
Nie ma co ukrywać, że weszłaś w bagno, popełniłaś błąd, lecz teraz od Ciebie zależy czy się z tego wykaraskasz.
Podjęłaś jakieś ważne decyzje?

129 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-03 00:45:32)

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

wiktoria8383,
z zaciekawieniem przeczytałam ostatni Twój post. Ze zdziwieniem stwierdzam, że miast zajmować się sobą i swoim zachowaniem, wyciągać wnioski na przyszłość, dokonujesz kategoryzacji opinii i osób zabierających głos w Twoim wątku.


I ze zdziwieniem przeczytałam, że nasze opinie - sobie, a Ty - sobie. Takie bicie piany.
Po raz kolejny w Twoim wątku napiszę, albo skopiuję, będzie prościej:

Wielokropek napisał/a:

(...)Moje uwagi tyczą Twoich świadomych wyborów.
Jeśli na swą miłość, nie miałaś wpływu, to na to, co zrobiłaś pod jej wpływem - już tak. Miałaś wpływ na to, czy pójść z żonatym ukochanym do łóżka, czy nie pójść. Miałaś wpływ na swą decyzję o kontynuowaniu związku, jakikolwiek by on nie był, z żonatym.
Kiedyś usłyszałam mądre zdanie. Jeśli pierwszy raz popełnisz błąd, to przypadek, za trzecim - to decyzja. (...)

i Twoją odpowiedź:

wiktoria8383 napisał/a:

(...)Zgadzam się z wypowiedzią Wielokropek:
("Miałaś wpływ na swą decyzję o kontynuowaniu związku, jakikolwiek by on nie był, z żonatym"). Tak miałam w sensie, ze on mnie do niczego nie zmuszał, ale zdrowy rozsądek nie miał w tamtym momencie nic do powiedzenia, decydowało ''serce"...

oraz ("Zaprotestowałam tylko przeciw obłudzie i nienazywaniu rzeczy po imieniu. Świństwo, czynione drugiej osobie, jest świństwem.") - w tym tez jest racja...(...)

A teraz ponownie napisałaś:

wiktoria8383 napisał/a:

(...)A jednak, jak widzimy i słyszymy to się zdarza często, bo uczuciami niestety nie mozemy sterować, jak to mówią serce nie sługa i na to nic nie poradzimy. (...)

Zdziwiłam się, ale zdziwienie minęło mi po przeczytaniu ostatniego zdania:

wiktoria8383 napisał/a:

(...)Mussuko zgadzam się z każdym Twoim zdaniem, podoba mi się bardzo Twoj sposób myślenia (pewnie dlatego, ze jest taki jak mój wink)

To nie prościej byłoby napisać, że prosisz o wypowiedzi tylko takie osoby, które mają zdanie identyczne z Twoim?


Bardzo Tobie współczuję. Naprawdę.

130

Odp: bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Wiktorio, rozumiem co chcesz nam przekazać. Jak koleżanki wspomniały wcześniej niema sensu tego ciągnąć, ale to czy zakończysz to zależy od Ciebie. Żeby to skończyć, żeby Ciebie nie bolało to porozmawiaj z nim a w zasadzie powiedz mu, żeby się pieprzył-sam! To Ty z nim zerwij! Boli Ciebie nie miłość, tylko to, że on Ciebie zostawił dla żony!

Ty go teraz traktujesz jak relikwię, która jest w innych rękach, jak coś czego Ci żal.
Daj spokój on nie jest tego wart.

Mój pierwszy mąż jak się okazało naturalnie później popychał swojej pierwszej żony siostrę rodzoną. Zgadnij gdzie go znalazłam jak się kiedyś pokłóciliśmy? Nie mogłam w to uwierzyć, ale właśnie u  niej. Wytłumaczenie bo wypił!

Miłość jest ślepa, ja po jego śmierci zrobiłam z niego prawie świętego a jak potem przejrzałam na oczy to on za życia robił ze mnie idiotkę.
Byłam młodą zakochaną po uszy i jak kazałam tchórzowi wyjść od niej z mieszkania to on zadzwonił na policję w jej imieniu, że zakłócam spokój. Faceci to czasami łachudry a my naiwne dajemy się ponieść fiutowi.

Życie niestety jest twarde.
Nie daj się skrzywdzić i nie krzywdź innych. Żyj tak, żeby nikt przez Ciebie nie płakał!

Posty [ 66 do 130 z 170 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » bo najtrudniejsze jest być "tą trzecią" - chory układ

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024