Teo napisał/a:A no jak on tez Ci mówi i się pyta to spoko. Bo ja zrozumiałam z tych Twoich wypowiedzi, że on sobie coś tam planuje i czasem Ci oznajmi a czasem nie i właściwie jak już wszystko ma przygotowane to czasem ewentualnie się Cię zapyta czy też chcesz...
Tak było jak piszesz, kiedy stosowałam mój stary 'system' wobec niego, tzn. gderałam i nic nie wychodziło z tego tylko gorzej... od jakiegoś czasu faktycznie pyta częściej co będę robić bo sama od siebie mu nie mówię i zaczęłam chodzić regularnie a siłownię, spotykać się z koleżankami i mam swoje zajęcia, i jest jakby trochę lepiej, no ale to czas zweryfikuje.
Teo napisał/a:Jeśli on nie rozumie, że skoro mieszkasz z rodziną to niektóre godziny są nie za dobre na odwiedziny, to czarno ten związek widzę w ogóle. To jasne i oczywiste, że skoro mówię, że o tej i o tej porze nie chcę mieć gości, ponieważ nie mieszkam sama, to ta druga strona szanuje to i rozumie, bo w tym nie ma nic trudnego. A jak się zaczynają pretensje z d wzięte, to nie dobrze.
To samo z tym naciskaniem. Powiedz mu, że jak woli w niedzielę sobie odpocząć to nie ma problemu. Niech odpocznie jedną, drugą trzecią. Nie naciskaj, nic nie mów, nie jęcz. Organizuj sobie czas i obserwuj. Jeśli mu zależy i się stęskni to się ogarnie, a jak nie, to radzę kończyć zabawę.
Kiedyś przychodził o której chciał i wychodził właściwie o której chciał, ale potem było coraz gorzej, tzn. ja się z tym źle czułam i w sumie to był mój błąd. Teraz powiedziałam basta. Oznajmiłam mu, że może przyjść w niedzielę bo nie będę szła na siłownię ale w godzinach popołudniowych a nie pod wieczór, na co on, że ja go traktuje jak gościa a nie chłopaka, a ja odpowiedziałam - no jesteś przecież gościem, tak ogólnie rzecz ujmując. Miał pretensje, że ja mu narzucam godziny itd. i że jak tak będę robić to może dojść do tego, że raz w tygodniu się spotkamy i to się pewnie rozpadnie, a ja mówię, że jeśli to, że nie umiesz się dostosować jest silniejsze od spotkania ze mną we wcześniejszych godzinach to już jego sprawa. Jak tak twierdzi to faktycznie może tak być, ale to on ma się dostosować inaczej będziemy spotykać się raz w tygodniu skoro to taki problem dla niego. Wczoraj spytałam co robi w niedzielę i może przyjść ale tak jak mówiłam, nie pod wieczór. Powiedział, że ok. Zobaczymy czy znowu nie zrobi jakiegoś numeru bo nagle kumple zadzwonią.
Chciał wstępnie żebyśmy szli z jakimiś znajomymi wieczorem dzisiaj ale ja powiedziałam, że nie mam ochoty i nie chce mi się i mam już plany na dzisiaj - SPA
zresztą nie przepadam za tą ekipą o czym też mu wspomniałam (no i dlaczego ja mam chodzić z nimi skoro on ze mną i moimi znajomymi nie chodzi, bo często gęsto ma inne opcje, propozycje?). Był zdziwiony, bo zawsze chodziłam, nigdy nie miałam problemu a teraz nie chce. Stwierdził, że nigdzie nie idzie wieczorem bo nie wiadomo czy ta domówka wypali i ma dużo obowiązków w domu dzisiaj po pracy. Ale trochę się boję, że nagle coś wyjdzie i jednak pójdzie gdzieś wieczorem, znowu wypije (bo jest okazja i kumple lubią wypić) i będzie spał i znowu będzie kolejna niedziela do odsypiania...
I też boję się, że to zwykły zbieg okoliczności, że nie ma czasu - nie idzie nigdzie wieczorem bo pracuje i musi pomóc rodzinie dzisiaj a nie ze względu na mnie... a tak to by poszedł pewnie sam i nie patrzył, że ja nie idę, i że niedziela znowu do d*** i spałby i olał to spotkanie ze mną bo musi z nimi wypić - czyli znowu nie dostosowałby się do mnie, tylko do swoich ciągot :(Nie rozumiem dlaczego 28letni facet nie dostosuje się do kobiety tylko swpich kumpli, którzy organizują imprezę, mecz, domówkę i on tam musi być a niedziela nie może być dla mnie, albo może ale w wersji jak on wyznaczy

Wiem, że muszę być konsekwentna. Nie ma przychodzenia wieczorami i kiedy jemu pasuje. Jutro napiszę i wyznaczę godzinę jak znowu się okaże, że śpi, regeneruje się nie może albo odsypia nagłą, spontaniczną imprezę to sama planuję sobie czas.
Trzymajcie kciuki 