Zdaje się, że ten najgorszy moment zaczyna nas dopadać, kiedy za oknem jest coraz dłużej ciemniej. Też tak miałam w zeszłym miesiącu. Problem w dodatku w tym, że mam własny pokój - można ryczeć do woli
A w nocy nie można zasnąć, bo zamiast spać, to myśli same przychodzą. A jeszcze gorzej jak się nie ma drugiej połówki ;(
4,096 2011-01-06 00:43:31
4,097 2011-01-06 01:51:55
Mnie jest najgorzej jak wszyscy wokół mają o coś pretensje, wypominają mi różne rzeczy i nie liczą się z moim zdaniem. Wtedy tracę całą pewność siebie i w takie bezsenne noce jak ta buszuję po internecie...
4,098 2011-01-06 13:42:19
Pierozek mi to, ze jest ciemno nie przeszkadza wcale.. najgorzej jest gdy jestem sama.. nie mam sie do kogo odezwac, dusze wszystko w sobie. A ja nawet teraz majac faceta czuje sie jakbym go nie miala.. czuje sie jeszcze gorzej samotna bo on mnie nie rozumie a to jest jeszcze gorsze niz nie majac drugiej polowki. swiadomosc ze sie kogos ma a nie moze sie na ta osobe liczyc jest najgorsza!!!! ![]()
4,099 2011-01-06 20:51:08
Tzeba żyć z samotnością w zgodzie. Żyję tak od 14. roku życia a na horyzoncie zmian nie widać. Duszenie w sobie wszystkich emocji to zły pomysł, więc ktoś mądry wymyślił fora internetowe. Sęk w tym, że to nie rozmowa face to face.
Jak lepiej - z połówką czy bez - nie wiem, nie miałam okazji zaznać tego uczucia.
4,100 2011-01-06 22:31:17
Myślę, że nie ma co dyskutować czy lepiej być samotnym w ogóle czy samotnym w związku. Samotność to samotność, boli tak samo... Tak samo przykre jest zasypianie na mokrej od łez poduszce, wstawanie rano z obowiązkiem przeżycia całego dnia i udawanie przed ludźmi, że wszystko jest ok.
Ja i mój facet bardzo długo żyliśmy we trójkę: ja, on i moja depresja. Ja nie potrafiłam się otworzyć, on nie potrafił mi w tym pomóc. Dopiero po którejś z kolei kłótni zrozumieliśmy, że tak się nie da. Wciąż jednak to nie było to. Kiedy mnie zdradził postawiliśmy wszystko na jedną kartę: albo tak albo tak. Zaczęliśmy rozmawiać o swoich uczuciach i budować nasz związek na nowo od postaw. W razie czego mieliśmy od siebie odejść. Terapia szokowa uświadomiła nam, że szczerość jest w naszym przypadku kwestią kluczową. Ja czułam się niezrozumiana, on niepotrzebny ale żadne nie wypowiedziało tego na głos... Dlatego doszło do zdrady. Dziś rozmawiamy ze sobą o wiele więcej i w końcu jest dobrze. On rozumie moje gorsze dni i kiepskie nastroje; ja zdaję sobie sprawę, że facet nie jest antidotum na wszelkie problemy...
To prawda, że forum nie jest rozmową twarzą w twarz. Jednak mimo wszystko to dobrze, że istnieją miejsca, gdzie można się wygadać chociaż w taki sposób. Czasem nawet łatwiej coś napisać, niż powiedzieć...
4,101 2011-01-08 10:22:27
Nie ma to, jak zasiąść z rana w kafejce z kawunią w łapce
.
Często bywa tak, że osoby mające wokół siebie męża, rodzinę, znajomych czują się samotnie. Z doświadczenia wiem, że wynika to z braku umiejętności mówienia o tym, co się czuje, a nawet strach przed mówieniem. Trzeba to poćwiczyć na zaufanej osobie, pozwolić się zrozumieć drugiemu człowiekowi. Sama przez to przeszłam, więc wiem
.
(w tym miejscu nastąpił łyk dobrej kawci na sympatyczny start)
4,102 2011-01-08 13:55:49
Fajnie, że kafejka 20-latek znów się rozwija
Mam nadzieję, że dziewczyny w naszym wieku będą tu zaglądać częściej, niż do tej pory
Panna_Kotka a jaką to kawkę piłaś na sympatyczny start? ![]()
4,103 2011-01-08 15:32:50
Witam gothka i inne net kobietki. Jak samopoczucie dzisiaj?? Ja chyba będę musiała zacząc brac jakies leki znowu bo zaczynam sobie nie radzic znowu...
4,104 2011-01-08 15:59:27
U mnie była dziś rano kłótnia z moją mamą o to, że nie sprzątam. W sumie miała rację, ale posprzątać mogę wieczorem a w ciągu dnia korzystając z okazji, że przyjechałam do domu chciałam się spotkać z przyjaciółką...
Zaraz właśnie idę uczesać ją na studniówkę
Zapowiada się kolejne miłe, babskie popołudnie
moni a z Tobą co? Dlaczego Twoje samopoczucie znów się pogorszyło?
4,105 2011-01-08 18:27:17
ja mam caly czas leki, non stop towarzyszy mi uczucie wstydu, stresuje sie strasznie przed znajomymi znowu, nie umiem z nimi rozmawiac jak kiedys.. dzisiaj moj M zabiera mnie do swojego kolegi i jego zony, jest wojkiem ich dwojki dzieci, mamy sie troche napic z nimi.. na sama mysl dostaje bolu brzucha i ogarnia mnie lek. nie umiem nad tym zapanowac!! czuje sie strasznie, nie mam kompletnie apetytu, dzis prawie nic nie jadlam. co mam zrobic?? czuje sie bezradna
mam dopiero 20 lat i powinnam tryskac energia do zycia! do ludzi! a ja ich unikam!
4,106 2011-01-09 16:47:11
gothka - a nawet nie wiem, jaką piłam, ale bardzo dobrą
. Dzisiaj za to jadę na herbatce melisowej, pełen chillout
. Jak się udała fryzura koleżanki?
moni1990 - to przejściowe, wierzę, że przestaniesz mieć ten lęk i staniesz się radosna
. Też czasem mam takie stany, pewnie nie takie trudne, jak u Ciebie. Wiem, że wtedy do znajomych fajnie chodzić z kimś zaufanym, by samemu zobaczyć, czego tak na prawdę się obawiasz. Zastanawiałaś się kiedyś nad tym czemu się boisz i wstydzisz? Myślę, że jak przemyślisz trochę z czego bierze to się bierze będzie to duży krok do złagodzenia przykrych obaw. Musi Ci to bardzo przeszkadzać, trzymam kciuki.
4,107 2011-01-09 22:35:04
Pozwole sobie przyłączyć się do tej netkafejkowej społeczności, witam wszystkich ![]()
Ja dla odmiany siedze w książkach ostatnio, sesja coraz bliżej...
monia1990 - mam nadzieję, że dziś Ci lepiej ![]()
4,108 2011-01-10 02:37:53
moni kolejny chyba raz będę Cię namawiać do pisania pamiętnika. Mi to bardzo pomogło wygrać z depresją. Pisałam o wszystkim: o moich kolejnych porażkach, po raz kolejny obiecywałam sobie, że będę dzielna i dam radę; o tym, co mnie mimo wszystko spotyka miłego w życiu i jak wspaniałego mam chłopaka. Nie musiałam niczego ukrywać przed samą sobą. Pisanie dawało mi dużo radości.
Może Ty też powinnaś spróbować? Jest Ci o tyle łatwiej niż mnie, że bierzesz leki. Ja nie brałam, nie miałam pieniędzy i musiałam radzić sobie sama...
Panna_Kotka fryzura udała się znakomicie
Makijaż tak samo, bo kosmetyczka niezbyt się popisała i musiałam po niej poprawić... Ale koleżanka bardzo zadowolona
Szalała całą noc a nic jej się na głowie nie rozwaliło ani z buzi nie spłynęło. Podobno rano nadal wyglądała olśniewająco. Tak przynajmniej twierdzi mój brat, który szalał na studniówce razem z nią
Ty sobie popijasz różne rzeczy, ja też. Ostatnio wróciłam do mojej ukochanej bawarki. Piję ją szklankami, tylko obawiam się przytycia, bo słyszałam, że bawarka tuczy... Rzeczywiście mogę przytyć po niesłodzonej herbacie z odrobiną mleka 0,5%? Wie ktoś coś na ten temat?
allegra90 witamy Cię w naszych progach bardzo serdecznie
Obyś była jak najczęstszym gościem
Co do tych książek to Cię rozumiem- mnie też by się przydało... Tylko zmobilizować się nie mogę ![]()
4,109 2011-01-10 12:47:24
Cześc dziewczyny. dziękuje że podnosicie mnie na duchu:* to bardzo miłe i pomaga mi.. sobota była na prawdę ciężka lecz dałam radę.. opowiem wam o tym
gdy mój M po mnie przyjechał, wsiadłam do samochodu, miałam minę jakby ktoś umarł, nie mogłam się uśmiechac, czułam że nachodzą mi łzy do oczu, powstrzymywałam się jak tylko mogłam.. pojechalismy do niego, i przyjechał po nas ten jego kolega.. no i pojechaliśmy do nich, jego żonka szykowała do stołu, było na prawdę sympatycznie.. a ja nie wiedziałam co mam ze sobą zrobic, czułam się osaczona, chciało mi się płakac, i jak najszybciej z tamtąd uciec!! Wmawiałam sobie ze za chwile spale się ze wstydu, serce mi prawie wyskoczyło na ten stół
zamiast skupic sie na nich, na rozmowie to ja skupiałam się na sobie, na tym jak wyglądam i co będe mówic jak mnie o cos zapytają, robiło mi się duszno i czułam że zasłabne.. wznieśli toast, wypiłam kieliszek wódki, trochę się rozluźniłam, potem na drugą noge, ich dzieciaczki mnie zaczepiały, rozbawiały, wdałam się w rozmowę aż wkońcu zapomniałam o moim lęku.. lecz dzis znowu o nim myślę ![]()
gothka ja leki przestałam brac juz w październiku, i myślę nad wizytą u psychiatry i kolejnych lekach. hmm.. ten pamiętnik to całkiem dobry pomysł, gorzej jak ktos go znajdzie i przeczyta
to dopiero będę się śmiac baranim głosem
Panna_Kotka ja cały czas zastanawiam się czego się wstydzę i obawiam.. to jest najgorsze że ja ciąglę myślę o tym! będąc w towarzystwie przyjaciół mojego M czuje że wszyscy na mnie patrzą, zresztą nie tylko w jego grubie znajomych lecz gdzie kolwiek pójde mam wrażenie że wszyscy się na mnie gapią i wytykają palcami.. non stop myślę że zaraz spale się ze wstydu, co kolwiek powiem i zrobie to będzie porażka.. przed wyjściem do ludzi zadręczają mnie myśli, co będę mówic, o czym będę z nimi rozmawiac, a jak dostane jakiegos ataku to wezmą mnie za wariatke, mam depresje, brałam leki, rzuciłam prace, rzuciłam szkołę, siedze w domu, jestem przybita, unikam znajomych, toczę walke z własnymi myślami każdego dnia..
4,110 2011-01-10 16:24:11
moni nie musisz pisać tradycyjnego pamiętnika w zeszycie. Może zastanów się nad blogiem? Efekt ten sam a trochę bardziej anonimowo... ![]()
4,111 2011-01-10 18:04:33
Witam. Nie wiem czy mogę dołączyć, ale pozwolę sobię sie wprosić
) O mnie może za chwile, a chciałam do moni parę słów. Jeśli chodzi o bloga to może faktycznie spróbuj, bo tutaj na forum idzie Ci całkiem nieźle. Wizyta u specjalisty też wydaje mi się dla Ciebie dobrym rozwiązaniem, a najwazniejsze jest to, iz masz poczucie, że sama nie dasz sobie rady i potrzebujesz czyjejś pomocy. Także spróbuj może bedzie warto. Trzymam kciuki. Co do mnie to cóż tak właściwie to nic mi sie nie chce. Nie chce mi sie nawet kłócic ze swoim facetem. Czuje sie jak wytresowane zwierzątko, albo pacynka któa robi wszystko tak jak jej sznurki każą. Chodze do pracy (dobrze, że ją jeszcze mam bo tak to juz wogóle), ale nie mam takiego zapału jak przedtem, właściwe wszytsko odkładam na ostatnią chwile i dopiero jak szef sie czepia to robie wszystko na raz. Z domu sie wyprowadziłam, bo nie mogłam juz zniesc tego wszystkiego. Mój ojciec zmarł 17 lat temu i moja mama został sama z naszą 6. Nie było łatwo ale jakos to było. Potem kiedy zaczeły sie te fale kredytów brała jeden potem drugi potem trzeci itd. na poczatku udawało sie jej to wszystko jakos spłącac, ale wywaliły ja z pracy (ciecie etatów), zasiłek na dzieci tez jej zabrali (dzieci wkoncu rosna). No i wkoncu na emeryture siadł jej komornik. Niewiele zostało dozycia. Starszy brat okazał sie frajerem i chociaz zyje w miare dostatnio to matke ma w dupie jeszcze przyjezdza co niedziele z szacowna małzonka i dwójką dzieci by matke objesc. Ma szeroko w powazaniu. Młodsze rodzensto rozpieszczone przez mame jest nastawione tylko na branie i nic wiecej. Miałam dośc ciągłych kłótni, utrzymywania domu i braku jakiejkolwiek wdzięczności wiec sie wyprowadziłam. Zamieszkał ze mna mój facet z którym jestem juz 5 lat, w tym roku mamy wziąc ślub ale szczerze powiedziwszy nie widze tego, bo jak to mój ukochany powiedział on sie czuje na 16 lat:zero odpowiedzialności o zrozumieniu juz nie wspomne, no ale tesciowa naciska. Z tego ze sie wyprowadziłam mam tylko tyle, ze chociaz na 5 min mam siwet spokój kiedy jestem sama w domu, ale kase i wszystko co moge dalej zanosze do domu, takze na slub nie mam z czego odłozyc, a mój facet temat ten omija glębokim ruchem. Ciągle problemy i tyle,nie widze zadnych pozytywów w moim życiu. Do tego jeszce zaczełam palić chociaż zarzekałam sie ze nigdy nie zaczne. Namawiali mnie znajomo, rodzenstwo, chłopak a ja nigdy nie zaczełam, bo moja babcia z która byłam bardzo blisko zmarła przez fajki. Kiedy dostała udaru to ja ja znalazłam i własciwie umarła na moich oczach. Zaczełam palić, bo dowiedziałam sie o smierci bardzo bliskiej dla mnie osoby. To była zona kuzyna mojej mamy ale dla mnie była najbliższa ciocia i chociaz nie widywałysmy sie zbyt czesto kiedy z nia rozmawiałam wiedziałm ze rozumie mnie jak nikt inny. Od wielu lat walczyła z rakiem,aż wkoncu ja pokonał. ALe najgorsze było to ze nie byłam na jej pogrzebie bo zwyczajnie o nim nie wiedziałam. Kilkakrotnie zostawialismy numery telefonów rodzinie zeby zadzwoniła gdyby sie cos stało. I pewnwgo dnia chciałam pogadac i dzwonie do cioci a jej siostra mi mówi ze nie zyje od 4 miesiecy. Nikt nawet nie pofatygował sie aby nas powiadomic i stwierdziłam, ze juz na serio nie mozna na nikogo liczyc i nikomu ufac. Coraz gorzej czuje sie sama ze soba ze swoim zyciem, wpadam ze złosci w otępienie w taki stan ze jest mi wszystko jedno. Czasami sie smieje ale tylko wtedy kiedy jestem wąłsnie w tym stanie otepienia kiedy nic juz sie dla mnie nie liczy. Czuje ze ludzie, gadają ze mną potrzebują mnie tylko dla tego bo mają ze mnie korzystci. Matka chce kasy, kupela zwierzyc ze swoich problemów siotra chce zagłuszyc samontośc, bo jest sama i tylko ja moge jej ten zcas zapełnic nikt inny, chłopakowi poprostu jest ze mna wygodnie, Wyprowadzził sie od wiecznie kwekającej matki, dostanie jesc ma wyprane itd. Tylko mnie nie ma w tym wszystki jako człowieka, raczej jestem maszynką i tylko czekam kiedy sie popsuje. Troche sie rozpisałam i nie wiem czy w dobrym wątku, ale poprostu łatwiej jest mi napisać to wszystko, bo powiedziec juz nie jest tak prosto pozatym do kogo. Nikomu nie ufam tak do konca nawet sobie....
4,112 2011-01-10 22:40:56
asiek_110 do psychiatry idę jeszcze w tym tygodniu i zamierzam poprosic o jakies leki, chociaż wydaje mi się ze proszenie nie będzie konieczne z moimi akcjami.. ale muszę się pochwalic wam, jutro jadę na rozmowe o pracę
odważyłam się i zadzwoniłam do sklepu z sukienkami i kazali mi przyjechac
a ty asia dlaczego dajesz się tak traktowac?? Już na prawdę Ci na niczym nie zależy??
4,113 2011-01-11 02:21:04
moni no to brawo, gratulacje
koniecznie pochwal się nam jak poszło
a do Ciebie asiek mam pytanie- czy Ty aby na pewno chcesz tego ślubu? Piszesz, że pobieracie się w tym roku a Twój facet szczerze mówi Ci, że czuje się jak 16-latek. Nie szkoda Ci życia dziewczyno na kogoś takiego...?
Olać teściową i to, czego ona chce. To Twoje życie...
4,114 2011-01-11 11:44:48
Przepraszam, że nie skomentuję wcześniejszych waszych postów, ale troszeczkę się spieszę, wieczorem nadrobię zaległości
.
Proszę was dziewczęta o wsparcie moralne
. Moja sytuacja na studiach wydaje się trochę podbramkowa, nie będę w stanie zaliczyć poprzedniej przedłużonej sesji w ustalonym terminie. Czeka mnie rozmowa z dziekanem, przed którą bardzo się denerwuję i musiałam się wygadać. Pisząc tego posta już czuję się lepiej, ale stres pozostaje, mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli
.
Wam życzę spokojnego dnia i jak najmniej problemów, trzymajcie za mnie kciuki
.
4,115 2011-01-11 12:06:41 Ostatnio edytowany przez asiek_110 (2011-01-11 12:08:37)
Tak jak Wam pisałam srednio mi zalezy na czymkolwiek, nie mam takiego kopa w zyciu, który popchnąłby mnie dalej, robie to co inni chca abym robiła i tyle, jak taka laleczka. Czasami myśle o tym co by było gdyby mnie zabrakło. Jakby wyglądało to wszystko? Z TŻ jestem, bo kiedy go nie ma to czegos mi brakuje i czuje taką pustke, ale czy to jest miłośc czy tylko przyzwyczajenie, sama nie umiem sobie odpowiedziec. Kiedys powiedziałam mu ze nie jestem z nim szczesliwa, na co odpowiedział mi, że w taakim razie chyba powinnismy sie rostac skoro mnie unieszczesliwia, ale byłoby mu szkoda tego co razem przezylismy, tego czasu i nie chciałby tego. Tylko czy takie podejscie, że odrazu powinnismy sie rozstac bez zadnych staran ani nic nie oznacza własnie tego ze jest ze mna dla wygody z przyzwyczajnia. Gubie sie w tym wszystkim i boje tego, że moje zycie pobiegnie tam gdzie inni je poprowadzą bez mojego wpływu, a potem to juz nie wiem-czarna dziura chyba. MOni bardzo ładnie idz na ta rozmowe, wyjdz do ludzi to napradwę pomaga-przeciwstawic sie swoim lęką
) Powodzenia trzymam kciuki
4,116 2011-01-11 20:11:06
Witajcie,
Asiu, myślę, że masz w sobie wiele pięknych cech, które przysłania Ci smutek.
Chciałabym, żebyś pamiętała, że pewne nastroje powoduje zima. Brak słońca bardzo źle wpływa na nasz nastrój.
Sądzę, że Twoja Mama w głębi bardzo docenia wszystko co dla niej robisz... Ale być może, jeszcze nie umie tego okazać.
Nadejdzie taki moment, w którym to, czym ją obdarowujesz wróci do Ciebie.
Sądzę też, że Twoja przyjaciółka jest skupiona na swoich kłopotach, bo jej na to pozwalasz.
Wstrząśnij ją i powiedz: "Halo! To, że zawsze jestem uśmiechnięta, nie znaczy, że nie mam problemów! Czas żebyś mnie posłuchała! Teraz jest mój czas. Jesteś moją przyjaciółką, potrzebuję Cię."
Myślę, że bywają takie chwile, w których nie da się pamiętać o otaczającym nas, pięknym świecie...
Wiem, wiem, drzewa nie mają liści, słońca nie widać, rzeki pozamarzały...
Ale każdy z nas został wyposażony w narzędzie zwane umysłem. I za pomocą tego umysłu można przenieść się w dowolne miejsce na Ziemi... Zobaczyć wszystko, co chce się zobaczyć - wystarczy zamknąć oczy :-)
Trzymam za Ciebie kciuki,
pozdrawiam ciepło
4,117 2011-01-12 11:39:23 Ostatnio edytowany przez asiek_110 (2011-01-12 11:40:35)
Dziękuję Ci Canyonn za te słowa troszeczke rozjaśniły mi dszarość dzisiejszego dnia. Niestety gdyby to wszystko było takie proste to każdy człowiek by tak zrobił
) może i brak witaminy D faktycznie jeszcze pogłębia ten mój "niefajny" stan. A może to wszystko winika z tego, że poprostu nie umiem dosadnie powiedziec wszystkim tego co czuje i dusze to w sobie. Moja babcia zawsze mi mówiła, że jestem osobą ze starą duszą i na dzisiejsze czasy sie nie nadaje bo jestem za dobrym człowiekiem, a tacy zazwyczaj nie mają nic, bo wszystko oddadza drugiemu i dostaja w d...pe. Może coś w tym jest, może faktycznie mam starą duszę uwięzioną w 20-sto paro letnim ciele, która nie potrafi pojąc dzisiejszego świata. W każdym razie kiedy pisze jest mi troche lepiej. Wyrzucam z siebie to co mnie boli. Dzięki wszystki za ciepłe słowa. Pozdrawiam
)
4,118 2011-01-12 13:01:31
moni, Panna_Kotka, asiek jak się sprawy mają...? Co u Was dziewczyny?
U mnie źle ostatnio...
I brak słońca nie ma tu nic do rzeczy, bo ja słońca ze względu na jego właściwości opalające i tak nie lubię.
Od śmierci jednej z moich sióstr minęło ponad 7 lat. Od śmierci drugiej- ponad 5. Nie ma dnia, żebym o nich nie myślała i nie tęskniła za nimi. Tyle rzeczy chciałam im powiedzieć, tyle pokazać, przytulać... A one nie zdążyły się nawet urodzić. Były za małe nawet na to, by uznać je za człowieka a nie ,,wyskrobiny". Nie miały pogrzebu...
Najgorsze jest jednak to, że ciągle wierzę, że one wrócą i codziennie na ich powrót czekam... Przez to wszystko nie umiem się pogodzić z ich śmiercią- bo zwyczajnie ich śmierć do mnie nie dociera. To jakby jakiś koszmar albo makabryczny żart który pewnego dnia na pewno się skończy.
Niektórzy znajomi mają mnie za idiotkę i mówią mi o tym wprost. Czasami nie potrafię znaleźć sobie miejsca...
4,119 2011-01-12 14:39:39
Czesc gotha. U mnie jakoś tak sobie, wlasciwie to bez zmian, czekam na cud. Właściwie to czuje się tak jakbym zawisłą nad przepaściom i czekam co się stanie. Powiem Ci tak, można powiedzieć, że wiele wiem o tym kiedy umiera bliska osoba. Śmierć towarzyszy mi własciwie od dzieciństwa. Gdy miałam 6 lat umarł mój ojciec, potem po 2 miesiącach mój dziadek a zaraz po nim wujek. Potem to zawsze byłam na pogrzebie jakies cioci, po moich 18 urodzinach dostałam "wspaniały" prezent od losu i zmarła moja babcia. Znalazłam ją w mieszkaniu, miała udar i zawał jednoczesnie. W szpitalu potrzymali ja pare dni a potem stwierdzili ze nic nie moga zrobic, wiec oddaliśmy ja do hospicjum. Codziennie ja odwiedzałam i tak przez ok 2-3 miesiace. Nie mówiłą, czasami mnie nie poznawała, często musieli ja przywiązywać do łóżka,bo wydzierała sobie sonde albo ubabrała sie całą swoimi odchodami, ale nie to było najgorsze. Najgorsze było wtedy kiedy przychodziłam widziałam ze ma juz przywiązaną ręke, a ona płakała i na tule na ile mogła prosiła abym ją odwiązała a ja nie mogłam. To był ciężki okres. W środę przed Wielkim CZwartkiem odwiedziłam ją po raz ostatni jak sie potem okazało, bo na drugi dzień zmarła. Wiedziałam, że coś jest nie tak, bo w miare wyraźnie kiedy juz wychodziłam babci chwyciła mnie za ręke i powiedziała: Aniu zostań, nie zostawiaj mnie. Żałuje ze wtedy nie mogłam zostac z nią dłuzej. Podobno człowiek czuje kiedy umiera i ona pewnie tez czuła i nie chciała byc sama
( Do dzisiaj te słowa brzmią w mojej głowie. Teraz pare miesiecy temu zmarła moja ciocia jak juz wyzej pisałam- osoba wyjatkowa dla mnie. Dlatego jak widać mozna powiedzieć że mam "doświadczenie"
// i powiem Ci, że ból z czasem mija. Jednym szybciej drugim wolniej to przychodzi, ale z czasem czlowiek przestaje tak często myśleć.A może poprostu to ja już przechodze nad tym do porządku dziennego i zyje w takim odrętwieniu, uważam że to normalne, wkońcu widziałam to od zawsze -sama nie wiem. Ale nigdy nie zapomnę i zawsze będę pamiętała. Może teraz wyda Ci się głupie co powiem, ale z jednej strony może będzie Ci troche łatwiej, bo nie spędziłaś chwil lepszych lub gorszych ze swoimi siostrami nie masz wspomnień i broń Boże nie mówie tutaj, że nie boli tak samo jakby przyszły na ten świat, tylko, że nie masz wspomnień których kurczowo będziesz się chwytać. Na pozór to jest lepsze. Bardzo Ci współczuje i jestem z Tobą. Trzymaj się i nie poddawaj ![]()
4,120 2011-01-12 14:50:33
Asiu, pozwolisz, że coś Ci napiszę: odpowiedz sobie na pytanie: czy jestem gotowa i naprawdę CHCĘ żyć do końca życia z takim człowiekiem jak mój obecny partner? Niestety, ale rzadko po ślubie ludzie się zmieniają na lepsze. Najczęściej nic sienie zmienia, albo idzie ku gorszemu.
Nie sztuką jest założyć sobie obrączki na palec, lecz świadomie tego chcieć i być gotowym psychicznie, a potem zbierać żniwo tej decyzji. Ja bym jeszcze się nie pobierała, skoro macie wątpliwości. Powinniście to zrobić dla SIEBIE, a nie dla rodziny. To nie oni będą będą tworzyć Wasze małżeństwo tylko WY. W razie (nie daj Boże) czegoś złego powiesz, że to wszystko wina teściowej, bo tak nastawała na ślub?
Nie daj sobą pomiatać, bo to TWOJE i tylko TWOJE życie. Jeżeli będziesz tańczyła jak Ci zagrają, to nigdy nie będziesz szczęśliwa, a jedynie sfrustrowana.
4,121 2011-01-12 15:43:32
Powiem Wam szczerze, że od paru dni zastanawiam się nad tym wszystkim, za czym idzie, że nie jestem taka jak na codzien co o dziwo mój mężczyzna zauwazył. Zapytał czemu tak dziwinie sie zachowuje, a ja mu tylko na to, że się zastanawiam. Zapytał nad czym tak myśle, a ja że zastanawiam się nad wszystkim. Musiało go to troche zmartwić, bo zabrał mnie na zakupy i chciał mi cos kupic alej anie chciałam, ogólnie robiliśmy zakupy do domu. Wkońcu zapytał mnie czy jestem na niego zła- a ja że nie, bo o co pozatym czy wyglądam na złą. Pomyślał chwile, a potem swteirdził skoro nie jesteś zła to pewnie jeszcze gorzej- jesteś rozczarowana. Nic mu na to nie odpowiedziałam, bo to sie rozumie samo przedsie. Napisałam w liście to wszystko co czuje i miałam mu zostawić, ale skoro po części widzi że coś jest nie tak to narazie się wstrzymuje. Chce zeby sam zaczął rozmowe, bo może wtedy wyjdzie z tego jakiś efekt. Może poprostu to ja powinnam zareagować inaczej. Zmienić standard dnia codziennego, aby się przekonał, że nie zawsze będzie tak,że ja jestem i wszystko wybacze. Poczekam może się zmieni, ale decyzję o ślubie narazie zawieszam na haczyk. A tłumaczyć niech sie on tłumaczy przed swoją matką ja nie zamierzam. I jeśli zacznie się temat a on nie zabierze głosu to wkońcu wybuchne i powiem wszystko co mi lezy na wątrobie, bo za duzo sie tego nagromadziło. Fajnie że trafiłam na to forum, bo może to i głupie ale po malutku, jak kropelki w kroplówce, czerpie od Was jakieś siły, które powolutku pchają mnie na przód. DZięki Wam WSzystkim
)
4,122 2011-01-12 18:40:09
Jeżeli macie być razem do końca, to ślub wam nie ucieknie. Lepiej go przesunąć o kilka miesięcy, ale żeby być pewnym na 100%, ze się go chce, niż robić cokolwiek na siłę i bierz przekonania.
Ważne, ze dostrzegłaś, że coś jest nie tak, bo teraz masz szansę poprawić swoją sytuację ![]()
4,123 2011-01-12 21:32:09
asiek a ja myśle, że to dobrze, że twój narzeczony zauważa Twoje odczucia. Widzi, że nie wszystko jest w porządku. A to już dobra pozycja wyjściowa ![]()
Panna_Kotka, jak poszło z dziekanem?
Gothka, jak nastrój, lepiej? Rozumiem, że tęsknisz, ale (nie wiem czy wierzysz w życie po śmierci) myśle, że One z góry Cię widzą i wiedzą, że ja kochasz (choć nawet Cię nie znały) ![]()
Moni, co z tym sklepem ? ![]()
4,124 2011-01-13 00:04:37
witam kobietki:* ale żeście sporo napisały jak mnie tu nie było, kawałek mi się zeszło by to wszystko przeczytac:)
asiek mam nadzieje że się odnajdziesz w tym wszystkim, i będziesz na prawdę szczęśliwa, życzę Ci tego z całego serca:]
a u mnie jedna wielka kiszka
do tego sklepu nie pojechałam wkońcu, bo spanikowałam.. jestem taka zła na siebie ze szok.. wrrr!! oj psychiatra się kłania bo cienko będzie ze mną chyba
![]()
4,125 2011-01-13 01:54:59
No cóż asiek... Ja jednak mam te wspomnienia...
Odkąd wiem, że istnieją cieszyłam się z tego i czekałam na ich przyjście na świat. Kupowałam dla nich potrzebne rzeczy. Modliłam się o ich zdrowie.
Potem, po ich śmierci, rozpaczałam i walczyłam, by oddali ich ciałka. Trzymałam je na rękach, a one mieściły mi się w dłoni...
To wszystko są moje wspomnienia. Żyły, istniały i nadal są częścią mnie.
Kiepski mam dziś dzień. Usta w środku tak samo jak wczoraj z nerwów obgryzłam do żywego mięsa. Chyba z pół godziny stałam przedtem nad zlewem i wypluwałam krew...
4,126 2011-01-13 11:37:47
Przepraszam Gothka nie chciałam w żaden sposób zrobic Ci przykrości czy jakoś zbagatelizowac Twój problem, właściwie to nie powinnam się wypowiadać nie znając całej tej historii. Napewno musiało to być wielki szokiem dla Ciebie kiedy wziełaś na ręce swoje siostrzyczki. Nie jest to łatwe przeżycie, ale pomyśl czy Twoje siostry chciałyby abyś się tak zadręczała? Napewno chciałyby abyś była szczęśliwa myśląc o nich i zyjąc dalej. Trudno przejśc nad tym do porząku dziennego, ale czasami tak trzeba,żeby nie zwariować, żeby pamięć o Twoich bliskich nie kojarzyła Ci się tylko z bólem ale też z ciepłem które czułas myślać o nich. To ciepło niech da Ci siłę, abyś spróbowałam dac sobie radę ze złymi wspomnieniami życzę Ci tego.:)
A Tobie moni zaraz nakopie heheheh co ja Ci mówiłam babo jedna
no cóż nic straconego może faktycznie praca no narazie za duzy krok dla Ciebie. Może najpierw powinnaś oswoić się z gościami, których przyjmujesz w swoim domu. Tak małymi kroczkami... próbuj próbuj dziewczyno. Trzymam kciuki:))
A ja w sumie jak juz poczyłam jakiś promyczek, który zwiastował zmianę znowu dostałam kopa. Prawdopodobnie zamkną sklep, w którym pracuje. No i kolejny problem, nie ma kasy, nie bedzie slubu bo za co, nie bedzie mieszkania, chociaz w sumie zobaczymy jak w takiej sytuacji postąpi mój ukochany, CZy bede mogła na niego liczyc, chociaz z jego wyplaty raczej sie nie utrzymamy, a ja nawet nie wiem z czego w takiej sytuacji spłace kredyt który wziełam mamie, a mój M. nic o nim nie wie. I kicha na całości
(
4,127 2011-01-13 13:12:55
asiek spokojnie, wiem, co chciałaś powiedzieć
Nie powiedziałaś nic złego
Spałam dziś do 11, zjadłam kawałek czekolady, wypiłam kawę... Mam dwa dni wolne od zajęć na uczelni i psychicznie troszkę mi lepiej.
Przytulam mocno, żebyś się nie martwiła pracą. Jeszcze nic się nie stało, więc nie warto przejmować się na zapas. Życie każdego dnia wystawia nas na jakąś próbę. Może właśnie zawirowanie z pracą ma być próbą dla Twojego związku...? Jak sama piszesz- przekonasz się, czy możesz liczyć na niego w każdej sytuacji.
4,128 2011-01-14 19:51:49
Asiek to nie jest śmieszne.. nie wiesz nawet jak jest mi ciężko. jeszcze dzisiaj obudziłam się z takim lękiem, miałam jechac autobusem po karmę dla mojego pieska ale nie pojechałam, wkońcu szwagier przyjechał z pracy i ze mną pojechał autem.. a o jakich gości chodzi?
4,129 2011-01-14 20:17:55
moni1990, moja przyjaciółka miała podobne problemy. Ale trafiła pod opiekę cudownych specjalistów (psychiatra-psycholog, lekarz, spowiednik) i jest z nią o niebo lepiej, choć ma gorsze dni
nie ma żartów z lękami, depresją itp.
Co do pracy dziewczyny to jesteście młode, ty masz asiek dodatkowo doświadczenie, więc bez problemu coś znajdziecie.
Gothka, taka piosenka z budującą treścią:
http://www.youtube.com/watch?v=Vm0pXaAtVtY
4,130 2011-01-14 21:30:41
allegra90 ja już się zapisałam na wizyte do psychiatry na wtorek.. a twoja przyjaciółka miała podobne problemy czyli jednak coś innego? Mozesz o tym trochę napisac, ciekawi mnie to. Oczywiście jeżeli możesz:)
4,131 2011-01-14 21:58:08
Miała potworne lęki, do tego ciągle nawracały jej myśli z jakimiś przykrymi sprawami lub nurtowały ją jakieś rzeczy z przeszłości które zrobiła źle, tak ogólnie mówiąc. Na początku stwierdzono depresje i na nią ją leczono, mało skutecznie, zaczęło się pogarszać... Potem okazalo się, że to nerwica natręctw i trafiła do tej trójki o której pisałam wcześniej i teraz bierze chyba tylko słabe leki no i ma regularne spotkania. I w końcu czuje się tak 'lekko' jak to określiła
choć leczenie nadal trwa.
4,132 2011-01-14 22:22:38
ej ja mam chyba to samo wiesz.. praktycznie codziennie zadręczają mnie złe myśli, same złe scenariusze mam w głowie, jak mam gdzies wyjśc to wtedy dopiero się zaczyna cyrk ze mną, myślę nad tym co będzie jak wyjde z domu, o czym będę rozmawiała, a jak powiem cos głupiego, a jak zrobie coś głupiego, to wszyscy się będą na mnie patrzec a ja spłone ze wstydu, i do tego przypomni mi się jakaś przykra sytuacja z przeszłości to wtedy mam straszny lęk przed wyjściem gdzie kolwiek i rozmawianiem z kolegą czy koleżanką, (dlatego ich unikam) ciągle myśle o wstydzie jaki kiedyś przeżywałam, i teraz to wszystko się na mnie odbija.. tak to sobie tłumaczę. Bo kiedyś bardzo często przeżywałam sytuacje przez które miałam ciągłe dołki i było mi wstyd za to co się stało.. byłam młoda, głupia i robiłam głupoty.. I teraz mnie to zadręcza, mimo że ja nie chce tych myśli to nie potrafie się ich pozbyc.. co mam robic? czuje się okropnie
dodam jeszcze że około dwuch miesięcy temu pracowałam w sklepie, to jak zajęłam się pracą to myślałam tylko o pracy, nie myślałam o głupotach i czułam się praktycznie zdrowa psychicznie, i przestałam brac leki, i wychodziłam z domu, ze znajomymi do restauracji, potrafilam rozmawiac o wszystkim, nic nie sprawialo mi problemu, czułam się pewna siiebie jak nigdy! Czułam że mogę wszystko.. lecz jeden incydent zmienił wszystko.. ![]()
4,133 2011-01-14 23:29:59 Ostatnio edytowany przez allegra90 (2011-01-14 23:30:36)
To rzeczywiście możesz mieć to samo. W takim wypadku tylko specjalista Ci pomoże na dłuższą metę i leki. Momentami bywają lepsze okresy w życiu i to wtedy chowa się, ale problem pozostaje. Dlatego nawet jeśli samo Ci się polepszy to nie możesz zaprzestać terapii bo to jest złudne. Nie jestem osobą kompetentną w tym zakresie żeby Ci dokładniej powiedzieć. Wiem tylko tyle, że terapia to powolne znajdowanie przyczyn choroby, jednanie się z przeszłością i ze sobą, ale wiem tyle co z opowieści i obserwowania owej przyjaciółki.
4,134 2011-01-15 04:57:01
Przepraszam, że tak fatalnie się przedstawiam...
Ale..Piszę czasem sama do siebie listy. I to jeden z nich.
A gdyby to miały być ostatnie chwile mojeo istnienia?
Gdyby one takie były.
A za każdym razem kiedy kłade się spać, mam nadzieję, że one takie są. Że są ostatnimi chwilami mojego istnienia. Nie ma tekiego głosu, nie ma takiej siły, nie ma takiej miłości, która wyciągnęła by mnie z otchłani rozpaczy. Ratuję się resztkami sił, błagając najbliższych by zobaczyli gasnący we mnie promień życia. Nie wstanę do nich, nie wykrzyczę, że boli mnie życie. Że czuję sie źle, z tym, że zabieram tlen ludziom, którzy są wspaniali. Że jest pełno istnień, które tworzą rzeczy doskonałe w swoim jestestwie. A ja jedynie istnieje. Tak bez sesu jestem. Zabieram tlen. Nie cieszy mnie nic. Każdego dnia, kiedy idę spać, mam nadzieję, że się nie obudzę. Mam nadzieję, że w końcu poszybuję nad górami, wysokimi górami. Będę miała wielkie skrzydła, które pozwolami lecieć daleko. Będę patrzyła na ziemię, na pola, które w mojej wyobraźni ułożą sobie kształt życia, o jakim marzyłam. Spojrzę na Ziemię i będę wiedziała, że już więcej nikomu nie zabiorę powietrza. Tak bardzo jestem smutna. Tak bardzo nie chcę żyć. Tak bardzo wszystko broni się przed tym, żebym nie odeszła. Bardzo głęboko pływam w Oceanie niechęci do życia. I obawiam się, że nie ma dla mnie żadnego ratunku. Miewałam chwile smutku, ba, nawet miewałam próby sambójcze. Ale modlę się o taki moment w moim życiu, w którym nic mnie nie będzie trzymało. Mama, Tata, Madzia. Oni trzymają mnie przy życiu. Wszystko co robię, robię tylko w połowie. robię tak, jakbym nie istniała. Nie pamiętam nic. Zapominam wszystko. Jestem bardzo nieszczęśliwą osobą. Jestem jak polny mak, który targany wiatrem patrzy w taką stronę, w jaką nakaże mu pogoda. Nie mam zdania, nie mam nic. Jeste bardzo smutną, samotną Anulką. Nie chcę, żeby ktokolwiek mnie przytulał. Nie rozumiem już nic. Nie rozumiem ludzi, którzy do mnie mówią. Nie rozumiem gestów, nie rozumiem słów. Nie chcę ich rozumieć. Chciałabym być szczęśliwa, łapać każdą chwilę mojego życia. Czerpać z niej. Chwytać emocje. Łapać je i żyć nimi. Wspominać. Pamiętać. Patrzeć przez przymat wydarzeń i nie popełniać słodkich błędów... Ale nie potrafię. Niech mi wszyscy wybaczą. Ja tu jestem przez przypadek. Nie ma mnie tu tak naprawdę. Ja tu jestem tylko trochę. I pragnąć szczęścia dla siebie, sprawiam, że coraz mniej istnieję. Aż w końcu mnie nie ma. Przepraszam.
Dalej istnieję.
4,135 2011-01-16 12:42:27
canyonn ale ja Cię mimo wszystko przytulę wirtualnie... Wiem co czujesz i wiem jak bardzo jest Ci ciężko. Wiem- bo sama dwa razy próbowałam odebrać sobie życie...
A u mnie...? Żyletka woła. Nie mam siły na awantury mojej matki, na słuchanie, że żałuje, że ma dzieci. Na słuchanie jaka jestem najgorsza i że się mnie wstydzi. Że grzywkę mam za krótką i żebym nie przyjeżdżała do domu. Tak bardzo chciałabym chociaż na chwilę coś z tym zrobić. Poprzecinać skórę, bym mogła zająć się samą sobą. Dziś w nocy napisałam wiersz:
Nie było Boga tamtej nocy,
gdy w ciemnej uliczce spotkała dziecko.
Gdy to dziecko samotnie płakało
zaślinione poruszając jej serce.
Bóg opuścił ją i dziecko
niesione w ramionach
jak reżyser zostawia kiepskie przedstawienie
- na pastwę losu i widzów.
Do dziś ona nie wie: dlaczego...
Dziecko nie było dzieckiem.
Na jej oczach zamieniło się w potwora
mężczyznę
który śmiejąc się-zgwałcił.
Tamtej nocy gdy Boga nie było,
umarła dziewczyna śmiercią okrutną.
Ubrała się w czerń w czerń odeszła
ciało niepotrzebne w ciemnej uliczce.
4,136 2011-01-17 11:37:17
Moni przepraszam nie chciałąm Cię urazic może troche rozbawić zawsze tam mówie do znajomych kiedy im coś nie wychodzi zeby troche poprawic im humor nie iałam nic złego na myśli. A co do gości to chodziło mi o to, że może spróbuj oswajać się z ludźmi w domu zapraszaj nie wiem brata czy kogoś kogo dobrze znasz do otoczenia w którym czujesz sie w miare bezpiecznie to tak na początek. ![]()
4,137 2011-01-17 18:11:35
ok asiek_110 nie gniewam sie ale ja z tego nie umiem zartowac bo bardzo mi to uprzyksza zycie... jutro psychiatra, ciekawe co mi powie..
4,138 2011-01-19 00:11:38
co tu taka cisza kobitki?? jak zyjecie? co u was? ![]()
4,139 2011-01-19 01:08:48
Ta cisza oznacza jedno- SESJA w pełni
Mnie dziś czeka bardzo pracowita noc ![]()
Moni, byłaś u lekarza?
4,140 2011-01-19 11:34:20 Ostatnio edytowany przez moni1990 (2011-01-19 11:34:52)
o to będziesz się uczyc tak? A tak byłam u lekarza, dostałam leki antydepresyjne Seroxat i mam je brac az mi miną te stany lękowe itp itd.. powiedziała że nie potrzebnie przerwałam leczenie nimi bo teraz wszystko wraca.
4,141 2011-01-19 11:46:21
O 2 w nocy powiedziałam dość a od 7 rano kontynuuję
Także kawę dożylnie poproszę
A jak się czujesz Moni ogólnie? Lepiej z nastrojem?
4,142 2011-01-19 12:04:31
Gdyby nie lęki było by całkiem znośnie ze mną.. dzisiaj się obudziłam z pozytywnym nastawieniem do życia, nie mogę dopuścic do tego by mnie pokonała depresja, mam juz jej dosc, chce by mnie zostawiła w spokoju, zaraz jade szukac pracy. mam 20 lat i nie moge się tak po prostu poddac. A ty jak się czujesz psychicznie gothka?
4,143 2011-01-20 01:13:04
Piękne nastawienie Moni, oby tak dalej ![]()
U mnie wczoraj było ciężkie zaliczenie z biologii ale dałam rade. Przyszłam do domu wymęczona i nic nie zrobiłam na dzisiejsze seminarium... Teraz muszę nadrabiać po nocach.
Ale psychicznie nie jest źle. Jestem z siebie dumna, że dałam rade biologii. Jutro popołudnie tylko dla siebie a w piątek zobaczę się z moim D.
4,144 2011-01-20 01:18:15
Hej
A u mnie lepiej ogolnie. W sensie "psychicznym"... Tylko ostatnio załamka... mój bardzo dobry kolega się powiesił i miałam jazdę, myślenie o śmierci, życiu, przemijaniu, ulotności itd. Masakra.
Ale mój A. mnie uderzył, więc się pokomplikowało jak nigdy.
Powodzenia.
4,145 2011-01-20 01:59:46 Ostatnio edytowany przez gothka (2011-01-20 02:01:40)
Szasza Twój facet Cię uderzył????
4,146 2011-01-20 12:46:20
No tak. Niestety. Ale jakoś dam radę;)
4,147 2011-01-20 15:38:48
sasza jak uderzyl cie twoj facet to dla mnie taki ktos jest totalnym zerem.. w ogole facet ktory bije kobiete jest skreslony na calej linii!!
4,148 2011-01-20 22:00:01
Gratuluje gothka
też mam już pare przedmiotów za sobą, ale drugie tyle przede mną
Moni, oby Ci nastrój dopisywał ![]()
Sasza, myślę podobnie jak dziewczyny - rękoczyny są niedopuszczalne a już w szczególności między kochającymi się osobami. Nie daj się:)
4,149 2011-01-21 12:14:57 Ostatnio edytowany przez gothka (2011-01-21 12:15:56)
Szasza- ja bym nie wybaczyła, gdyby mój chłopak mnie uderzył. Dla mnie to niedopuszczalne. Użycie wobec mnie siły byłoby jednoznaczne z naszym rozstaniem. Nie miałabym żadnej gwarancji, że takie sytuacje się nie powtórzą...
A Ty jak się z tym czujesz? Masz zamiar wyciągnąć jakieś konsekwencje?
4,150 2011-01-21 15:14:15 Ostatnio edytowany przez Sasza (2011-01-21 15:18:27)
No masz rację moni.
Dla mnie też tak to wygląda.
Ależ dopisałyście, aż muszę edytować.
Ja mu oddałam ogólnie. To było na imprezie, byliśmy podpici.
Narazie mu "wybaczyłam" w sensie, że zostanę, bo i tak nie mam jak odejść. Porozmawialiśmy sobie, on nawet nie pamięta dlaczego to zrobił i jest mu głupio.
To nie był pierwszy raz jak mnie uderzył. Zdarzyło się z trzeci raz na 9 lat życia razem.
Ale pamiętam jak mama mi powtarzała, że jak facet raz uderzy, to uderzy znowu. Narazie się sprawdza.
Nie mam gdzie i jak odejść, dam mu więc jeszcze ostatnią szansę. Nie zamierzam być workiem treningowym. Nie pozwolę się też poniżać i upokarzać. To trochę inaczej wygląda, bo ja mam silny charakter, nie nadaję się na jakąś ofiarę i on dobrze o tym wie.
Postanowiłam, że odejdę natychmiast, jeśli jeszcze raz taka sytuacja się pwotórzy.
4,151 2011-01-22 21:23:49
Sasza obyś była konsekwentna w swoich słowach. Żebyś nie wybaczała w nieskończoność i obiecywała sobie, że to ostatni raz...
Masz dopiero 22 lata. Jak więc nie masz gdzie i jak odejść? Nie jesteście małżeństwem. Nie macie ciężkiej drogi by po prostu pewnego dnia zamknąć drzwi i więcej nie wracać.
9 lat związku to jednocześnie i dużo i mało. Większa część Twojego życia- ale pomyśl, jakie to ma znaczenie wobec całego życia pełnego upokorzeń i przemocy.
Nie oceniam Twojej decyzji ale dla mnie bicie jest jednoznacznym powodem do rozstania. Tutaj wyznaję zasadę identyczną, jak Twoja mama- jak facet raz uderzy, uderzy znowu. A już tym bardziej, kiedy wie, że i tak mu wybaczysz.
Alkohol nie jest dla mnie żadnym usprawiedliwieniem. Bo jak niby miałoby to wyglądać? Po pijaku facet mnie bije a gdy wytrzeźwieje przeprasza z bukiecikiem?
Nie znam Was i nie wiem, na jakich zasadach funkcjonuje Wasz związek. Dlatego jeszcze raz chcę podkreślić, że nie oceniam.
Życzę dużo siły i samych dobrych decyzji ![]()
4,152 2011-01-24 12:25:49
gothka
Ja naprawdę nie mam gdzie i jak odejść:)
Myślę, że tego nie rozumiesz w tym momencie, bo niewiele wiesz o mnie.
Ale wyobraź sobie, że mój wiek nie ma tutaj znaczenia, ani to czy jesteśmy małżeństwem czy nie.
Gdybym miała szansę żyć sama, mieszkać sama i nie być z nikim - zrobiła bym to już dawno. To moje najskrytsze marzenie - odpocząć sobie i nie męczyć się z żadnym facetem, ale także nie być od nikogo zależna i móc być samodzielna zupełnie.
Nie chcę mi się opowiadać historii mojego życia, dawnej i teraźniejszej, ale wiedz, że nie mam dokąd odejść.
Mam takie same podejście do tego, jak Ty i to, że zostałam z A. nie znaczy, że mu wybaczyłam to, że mnie uderzył. Bo tego mu nigdy nie wybaczę, co jeszcze gorzej wpływa na nasze relacje i naszą tzw. wspólną przyszłość.
Ja takich ważnych decyzji nie podejmuję pod wpływem emocji i impulsu. Oczywiście, że najlepiej bym się czuła - jakbym się spakowała i zatrzasnęła za sobą drzwi. Narazie to dla mnie niemożliwe. Bo gdzie mam iść? Pod most? Czy do jakiegoś hostelu dla biednych, katowanych kobiet z powiedzeniem, że mój facet ostatnio mnie uderzył i boję się, że znowu to zrobi? Nie pasuję do patologii i do normalnych też nie. Muszę poczekać na odpowiedni moment, żeby odejść. A jeśli uderzy mnie znowu, nie będę już patrzała na nic.
Ale myślę, że tego nie zrobi. Ja mu oddałam, on się mnie boi teraz. Zresztą mogę załatwić nawet tak, że go zabiją i on o tym wie.
Myślę, że on faktycznie żałuje i nie wie co się z nim działo. To jedyny facet, który mnie naprawdę kiedykolwiek kochał. Jednego dnia mnie uderzył, ale przez ostatnie 5 lat robił wszystko dla mnie, poświęcał się i pomagał mi nawet kiedy odeszłam z innym, mimo, że go potrafiłam nawet okraść i oszukać. Ja mam naprawdę okropny charakter. I czasem myślę, że inny facet to by mnie codziennie napiepszał:P A. jest opanowany, nie znam spokojniejszego faceta. Ale ja też potrafię kogoś doprowadzić do ostatecznośći i wyprowadzić z rownowagi nawet największego stoika.
Struktura naszego związku jest skomplikowana. Dużo razem przeżyliśmy, dużo sobie pomogliśmy i jeden drugiego bardzo zmienił. Nie można generalizować i osądzać wszystkich par tak samo.
Ja po prostu jeszcze wierzę w cuda i dlatego daję temu, co nas łączy ostatnią szansę. Jeśli się nie uda, trudno, jeśli się uda - fajnie.
4,153 2011-01-24 13:18:39
Powiało grozą... Ale tak jak już napisałam wcześniej- nie znam Was i nie wiem, na jakich zasadach tworzycie związek. To jedynie moja feministyczna natura gdy czytam podobne historie buntuje się przeciwko uzależnieniu od mężczyzny i pozwalaniu mu (w MOIM mniemaniu) na robienie tego, co żywnie mu się podoba. Dla mnie miłość kończy w momencie stosowania przemocy, po prostu.
Reszta dziewczyn jakoś zamilkła. Czyżby sesja pochłonęła? ![]()
4,154 2011-01-24 13:50:59
Może miłość się nie kończy, tylko zaczyna się coś toksycznego, chorego.
Nie wyobrażam sobie przestać kogoś kochać, bo mnie uderzył. Serce nie sługa. Mogę się na kimś przez to zawieść, mogę go nawet za to znienawidzić, ale to nie znaczy, że przestanę kochać.
Mama też mnie kiedyś uderzyła, ale nie przestałam jej za to kochać.
Każdemu człowiekowi zdarzają się różne sytuacje w życiu, a jak bym miała tak wszystkich nie przabaczać i nie próbować ich rozumieć - dziś zapewne byłabym sama, bez rodziny i bez przyjaciół. Są sytuacje w moim życiu, gdzie zachowałam się źle, nie fair, okropnie lub niesprawiedliwie. Ludzi mi to wybaczyli, nie przestali mnie za to kochać.
Co innego może przynieś większe korzyści duchowe, większe samozadowolenie niż bycie dobrym człowiekiem? Ja staram się być dobra. Jeśli widzę, że ktoś zasługuje na szansę, ktoś czegoś żałuję, wybaczam lub staram się wybaczyć. Czasem swoim kosztem, ale nigdy do przesady. Zawsze wiem gdzie są granice i nigdy ich nie przekraczam. To też chodzi o to, jak mnie uderzył. Uderzył mnie tak, że nie sprawił mi bólu, tylko mnie upokorzył i poniżył. Może właśnie o to mu chodziło? Może trzeba popracowac nad związkiem, dowiedzieć się jaki ma żal do mnie i dlaczego, że chciał mnie upokorzyć. I próbować to rozwiązać, może nie wszystko stracone, a jeśli stracone to co za różnica czy rozstaniemy się teraz czy trochę później? Ja po prostu nie umiem skreślić dziewięciu lat życia przez jedną niejasną sytuację.
Gdyby zaś mnie pobił dotkliwie, sprawił mi ból i miała bym siniaki, możesz być pewna, że poszłabym na obdukcję i go zniszczyła za to.
Znam kobietę, której mąż co rusz łamał czaszkę, co rusz miała obrzęki mózgu, siniaki, ciągle leżala w szpitalu. A ona i tak do niego wracała. Nie ma to nawet porownania do mnie i A. Nie jestem idiotką, jestem ładna i inteligentna. Mogę mieć prawie kązdego faceta. Mogę odejść od A., nie jestem od niego uzależniona psychicznie, emocjonalnie, tylko finansowo. Jestem wyrachowana i dlatego zostałam z nim;) To jest inna sytuacja.
4,155 2011-01-25 09:33:09
Zaraz idę na egzamin- trzymać kciuki dziewczyny! ![]()
4,156 2011-01-25 12:20:27
trzymam kciuki za egzamin ![]()
Szasza rozumiem Cie, naprawde. Niekiedy dzieją się rzeczy tak szybko że nawet nie zdarzysz pomyśleć. Tymbardziej pod wpływem alkoholu. Jeżeli uderzył Cie tak na opamiętanie i nie jest złym człowiekiem, to rozumiem. Naprawde, ja jestem straszna suka że tak powiem. Wiem że nie jestem dobra dla swojego M. i potrafie go uderzyć , on ciagle się bronił i w końcu mi własnie oddał na opamietanie. Byłam w szoku?! Bo jak on mógł?! Ale tak naprawde doszło do mnie że to ja go sprowokowałam i po tym wszystkim co ja mu robiłam wcale się nie dziwie że mnie "szturchnął" oczywiście zrobiłam z tego straszna afere czego bardzo żałuje.
Może i powinnam do tego inaczej podchodzić bo mój ojciec znęcał się nad mamą, siostrą i mną psychicznie i fizycznie. Ale to było zupełnie coś innego.
Jeśli uderzył Cie zupełnie bez powodu- a tak naprawde nie ma prawa tego robić nigdy, myśle jednak że wyjątki się zdarzają.
Sama najlepiej wiesz co was łączy, jednak jeśli myślisz o odejściu i o byciu samej może sie zastanów nad tym? Ja wiem że ciężko się żyje samemu, tymbardziej ze nie jest łatwo się utrzymać. Ale gdy się ma prace, to zawsze można coś wynając ze współlokatorem.Sama tak zrobiłam kiedyś, pracowałam w 4 różnych pracach, ale byłam szczęsliwa że potrafię się sama utrzymać i nie jestem zależna od niego! Oczywiście to było do momentu kiedy nie poznałam mojego
Ale jesteś młoda i całe życie przed Tobą! Życze powodzenia i cierpliwości ![]()
4,157 2011-01-25 15:25:25
Egzamin zdany na 5! ![]()
4,158 2011-01-25 16:52:56
Sasza - wygląda na to, że wiesz co robisz. Więc dalej kontroluj sytuację ![]()
Świenie gothka
ja miałam dzisiaj egzamin ale czuje się po nim niepewnie... Póki co wszystko mam ładnie pozaliczane i został mi tylko jeszcze jeden egzamin więc będę się częściej na forum pojawiać.
4,159 2011-01-25 23:11:44
Ja mam w czwartek jeszcze i w następny tak samo. Mam nadzieje go zdać bo przez ferie muszę napisać całą teoretyczną część pracy licencjackiej
Nie mam pojęcia, jak ja to wszystko ogarnę.
Prawie nie widuję się z moim chłopakiem. W tamtym tygodniu dwa razy na chwilę, w tym pewnie dopiero po czwartkowym egzaminie... Smutno bo tak bardzo chciałabym się do niego przytulić a nie ma jak ![]()
4,160 2011-01-27 08:08:39
No to trzymać dziewczyny kciuki za mnie ponownie... O 11 zaczynam walczyć o ocenę a pustka w głowie masakryczna...
Nie wiem, co gorsze- moja niewiedza czy stres...