Cześć kochane, trochę mnie tu nie było, a proszę ile mądrych słów napisałyście!!!! jestem pod wrażeniem i mam zapytanko: jutro mój exik ma imieniny, za tydzień urodziny, zawsze pamietałam o tych datach, on o moich urodzinach pamieta o imieninach nie za bardzo i teraz pytanie do Was kochane: Jak postąpiłybyście na moim miejscu? nie chodzi mi o zaczepkę ani o kontakt, tylko zastanawiam się czy pokazać klasę czy olać???? Jeśli oleję będzie wiedział że zrobiłam to specjalnie, w każdym razie co sądzicie na ten temat?????????????????
Cześć kochane, trochę mnie tu nie było, a proszę ile mądrych słów napisałyście!!!! jestem pod wrażeniem i mam zapytanko: jutro mój exik ma imieniny, za tydzień urodziny, zawsze pamietałam o tych datach, on o moich urodzinach pamieta o imieninach nie za bardzo i teraz pytanie do Was kochane: Jak postąpiłybyście na moim miejscu? nie chodzi mi o zaczepkę ani o kontakt, tylko zastanawiam się czy pokazać klasę czy olać???? Jeśli oleję będzie wiedział że zrobiłam to specjalnie, w każdym razie co sądzicie na ten temat?????????????????
Ja wyslylam mojemu ex kartke elektroniczna z internetu zawsze taka sama i zawsze taki sam tekst wszystkiego najlepszego!!!
Cześć kochane, trochę mnie tu nie było, a proszę ile mądrych słów napisałyście!!!! jestem pod wrażeniem i mam zapytanko: jutro mój exik ma imieniny, za tydzień urodziny, zawsze pamietałam o tych datach, on o moich urodzinach pamieta o imieninach nie za bardzo i teraz pytanie do Was kochane: Jak postąpiłybyście na moim miejscu? nie chodzi mi o zaczepkę ani o kontakt, tylko zastanawiam się czy pokazać klasę czy olać???? Jeśli oleję będzie wiedział że zrobiłam to specjalnie, w każdym razie co sądzicie na ten temat?????????????????
a w jakich dokładnie układach jesteś? chłodnych? bojowych? normalnych bezemocjonalnych?
Bo jak to ostatnie to ja bym wysłała..ale takie oficjalne bardziej..coś jak koledze z pracy siedzącemu 5 pokoi dalej.
Ja będe mieć podobny dylemat za tydzień..ale żadnych życzeń nie będzie!. Powód: dziś ja mam.. urodziny..Wiedział o tym, bo tydzien temu wyszedł ten temat w jakieś luźnej rozmowie.
Sto lat sto lat!!! Katiu wszystkiego najlepszego , a przede wszystkim milosci na ktora zaslugujesz!!!
Sto lat sto lat!!! Katiu wszystkiego najlepszego , a przede wszystkim milosci na ktora zaslugujesz!!!
dzieki myway:)...jak bede miala 100 lat bedę wszystko już wiedziala i znajde odpowiedniego faceta:)
526 2011-07-24 19:12:07 Ostatnio edytowany przez maxi (2011-07-24 19:13:18)
Jestem teraz w układzie chłodnym ale to ja zerwałam kontakt i nie podziękowałam za jego zyczenia imieninowe do mnie, bo napisał mi bardzo złosliwie dzień po moich imieninach: wszystkiego najlepszego, no to jesteśmy kwita; sorki, ale mam za dużo bab na głowie - więc mnie to wkurzyło i nic nie odpisałam od tamtej pory, jezeli coś napiszę a sama jeszcze nie wiem, to myslałam aby napisać w ten sam sposób czyli - wszystkiego najlepszego, no to jesteśmy kwita, odfajkowane - moze tak być???
Katiu, kurczę nie załapałam, wszystkiego, wszystkiego najlepszego z głębi serca!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
527 2011-07-24 19:13:33 Ostatnio edytowany przez katia72 (2011-07-24 19:14:20)
wszystkiego najlepszego, no to jesteśmy kwita; sorki, ale mam za dużo bab na głowie
COOOO?..tak napisał?...a cóż to miało znaczyć?
to może odpuść te zyczenia?
ps. dzieki maxi:)..szkoda ze to nie 18tka...buuu
Jestem teraz w układzie chłodnym ale to ja zerwałam kontakt i nie podziękowałam za jego zyczenia imieninowe do mnie, bo napisał mi bardzo złosliwie dzień po moich imieninach: wszystkiego najlepszego, no to jesteśmy kwita; sorki, ale mam za dużo bab na głowie - więc mnie to wkurzyło i nic nie odpisałam od tamtej pory, jezeli coś napiszę a sama jeszcze nie wiem, to myslałam aby napisać w ten sam sposób czyli - wszystkiego najlepszego, no to jesteśmy kwita, odfajkowane - moze tak być???
jak ci rzucil takim tekstem to nie zasluguje na twojego smsa , to byla czysta prowokacja!!! pamietaj twoj esemes jest za drogi jak na takie byle co
529 2011-07-24 19:18:48 Ostatnio edytowany przez maxi (2011-07-24 19:32:30)
Tak zapewne chciał mnie wkurzyć bo się nie odzywałam, miał i ma takie różne zagrywki i gierki, to trudny człowiek o bardzo cięzkim charakterze, jest dda i do tego niepijący alkoholik z problemami, a złość aż w nim kipi na cały swiat.
W sumie to najbardziej przykro mi było ze napisał tak jakby na odczepnego: wszystkiego najlepszego, no to jesteśmy kwita; przez te wszystkie lata byłam jego najlepszym powiernikiem i doradcą, zawsze do mnie dzwonił jak miał dół czy depresję, nigdy go nie olałam, a wielokrotnie wyciągnełam z marazmu bo nawet zyc mu się nie chciało, zawsze podałam rękę, w zasadzie byłam nie tylko jego kochanką ale najlepszym, najwierniejszym przyjacielem, jego obecne zagrywki traktuję jako takie kopniaki i mimo że jest mi smutno, współczuję mu bo w zasadzie przez alkohol stracił wszystko co miał, on wie o tym i stad jego traumy.
Tak zapewne chciał mnie wkurzyć bo się nie odzywałam, miał i ma takie różne zagrywki i gierki, to trudny człowiek o bardzo cięzkim charakterze, jest dda i do tego niepijący alkoholik z problemami, a złość aż w nim kipi na cały swiat.
to co ty sie zastanawiasz, olej go i ciesz sie ze nie masz z nim nic wspolnego
W sumie to najbardziej przykro mi było ze napisał tak jakby na odczepnego: wszystkiego najlepszego, no to jesteśmy kwita; przez te wszystkie lata byłam jego najlepszym powiernikiem i doradcą, zawsze do mnie dzwonił jak miał dół czy depresję, nigdy go nie olałam, a wielokrotnie wyciągnełam z marazmu bo nawet zyc mu się nie chciało, zawsze podałam rękę, w zasadzie byłam nie tylko jego kochanką ale najlepszym, najwierniejszym przyjacielem, jego obecne zagrywki traktuję jako takie kopniaki i mimo że jest mi smutno, współczuję mu bo w zasadzie przez alkohol stracił wszystko co miał, on wie o tym i stad jego traumy.
czujesz sie jakby troche oszukana, bo bilans jakby nierówny, prawda?
532 2011-07-24 19:50:31 Ostatnio edytowany przez maxi (2011-07-24 19:51:51)
Dobrze macie rację, nic mu nie wyslę. Bedąc z nim przez pierwsze 3 lata jak pił, byłam osobą współuzależnioną bo ze wszelkich sił starałam się mu pomóc, jednak dopiero jak stoczył sie na dno, sam poszedł na terapię aa i od 2 lat nie pije, zmienił sie potem diametralnie, była w nim tylko złość na siebie i cały swiat. Czytałam "Koniec współuzależnienia" to najlepsza ksiązka jaką kiedykolwiek przeczytałam, niestety pozyczyłam mu a ponieważ nie chcę już kontaktu dla swojego własnego dobra, jakąś stratę poniosłam. Czuję do niego jakiś sentyment, bo znalismy się tyle lat i uwierzcie mi czasem przeżywałam prawdziwe piekło, moze dlatego mu współczuję i w sercu wybaczyłam aby iść dalej, aby to się za mną nie ciągnęło, wybaczyłam dla siebie, nie wiem czy to kiedykolwiek zrozumie, zresztą nie o to chodzi. Zrobiłam to tylko dla siebie choć zwłaszcza na początku było mi cholernie źle ze sobą.
Tak Katiu, czasem jak to analizuję czuję się nie tylko oszukana ale i wykorzystana.
533 2011-07-24 20:18:00 Ostatnio edytowany przez water50 (2011-07-24 20:19:05)
Katia 72 - wszystkiego naj naj!
i piosenka:
dziś ja mam.. urodziny...
Katiu,
szczęścia, na które w pełni zasługujesz
wiary,
uśmiechu,
pewności siebie,
wszystkiego, co naj...naj...naj...
aby wszystkiego Twoje marzenia i pragnienia spełniły się.
tak sie jakos fajnie, urodzinowo zrobilo...
psiejsko-czarodziejsko ![]()
Maxi,
ja bym wysłała te życzonka i pokazała klasę.
Niech ma;
krótko i treściwie, np. Abyś szczęście swe znalazł lub coś w podobnych klimatach.
Bylam dzis, jak to zwyklam mawiac, "w starym domu".
Teraz sie dziwie, ze wytrzymalam tam 10 lat, wsrod tych wszystkich toksyn i wrodzonego totalnego balaganiarstwa i chaosu eksia. Jaka musialam odwalic syzyfowa prace zeby cokolwiek w tym domu mialo rece i nogi...
Tyle energii, za przeproszeniem, jak psu w doope ![]()
Ma pchlim targu tez sie zaopatrzylam w mnostwo potrzebnych drobiazgow. Miedzy innymi szafki oszklone do lazienek, wieszak na zelazko, stojak pod zlew (prowizorka, zebym choc czesc pudel rozpakowala).
Korci mnie zeby sobie gdzies wyjsc ale z drugiej strony to mi sie nie chce pozniej wracac po zmroku.
dzięki dziewczyny za życzenia:)
co ja bym bez Was zrobiła?:)
539 2011-07-24 21:09:31 Ostatnio edytowany przez monia_3103 (2011-07-24 21:11:29)
Maxi powtórze teraz Tobie to co pisałam Kati - NIE ANALIZUJ, bo to tylko pogarsza nasze samopoczucie a tak naprawdę nic pożytecznego nie wnosi do codziennego życia... Nie warto!!
Kochane wróciłam... R właśnie pojechał... Tak wiem, długo to trwało, ale nie uwierzycie - nie wyrzuciłam go ![]()
Wiem, zaskoczyłam Was tą wiadomością, ale w głębi serca czułam, że dobrze się stało, że przyjechał i musiałam wykorzystać sytuację... Zacznę od początku... Moja mama zaprosiła go na obiad, on oczywiście przyjął zaproszenie. Pytałam się jej, co to miało znaczyć, a ona na to, że sąsiedzi patrzyli zza płotu i głupio by wyglądało gdyby ona zaczęła krzyczeć "spier*** dziadu od mojej córki". Przyznałam jej rację, choć mama wie tylko tyle, że z R się pokłóciłam (nie chciałam jej informować o szczegółach po co ma się kobieta jeszcze bardziej martwić). Obiad zjedliśmy w miłej (o dziwo) atmosferze, były rozmowy, nawet mój dziadek się udzielał. Potem poszliśmy na spacer, pogoda dopisała więc ruszylismy do pobliskiego parku. Usiedliśmy na jednej z ławeczek i zaczęliśmy rozmawiać.
R: "Wiem, że to dla Ciebie szok, ale musiałem przyjechać. Od siostry wziąłem adres - nie bądź na nią zła. Ja po prostu musiałem. Stęskniłem się i chciałem wiedzieć co u Ciebie. Nie odzywasz się, nie odpisujesz na poranne smsy, bałem się o Ciebie"
M: "To miło z Twojej strony, ale jak widzisz jestem cała i zdrowa"
R: "Może i tak, ale nie raczyłabyś mnie o tym poinformować przez telefon. Więc musiałem sprawdzić na własne oczy, bo się martwie. Ponadto chciałbym pogadać."
M: "Nie sądzę aby było o czym rozmawiać"
R: "Ale proszę pozwól mi coś powiedzieć" (pozwoliłam i się zaczęło) "Widzisz ostatnio wiele myślałem, nagle tak z dnia na dzień wyjechałaś na wakacje i odsunęłaś mnie od siebie, nie miałem pojęcia dlaczego. Nie odpisywałaś, nie odbierałaś telefonów. Od Grześka wiem, że to z mojego powodu, przez to, że Cię zraniłem i to poważnie. Wiesz wcześniej nie myślałem, że to co robię czy mówie może sprawić przykrość drugiej osobie, bo nikt wcześniej nie skarżył się. Ty również nie dawałaś sprzeciwu, ale przez Grześka wiem, że dlatego, iż się bałaś mojej osoby. Jest mi cholernie głupio i przykro, że stałem się dla Ciebie osobą, przed którą odczuwasz lęk i strach. Nie sądziłem, że wzbudzam w Tobie takie odczucia. Starałem się aby nasze relacje były czysto przyjacielskie, nie udało nam się w związku, ale jako przyjaciele chciałem spróbować... Zraniłem Cię wiele razy, zadałem ból odpychając i oczerniając. Moje słowa kierowane do Ciebie pod wpływem złości nie były przemyślane, powinienem ugryźć się w język i przemilczeć wszystko niż dać się ponieść emocjom. Ale wiedz, że nie chce stracić z Tobą kontaktu. Zależy mi na Tobie, bo jesteś fajną dziewczyną, która wiele dla mnie znaczy i nigdy sobie nie wybaczę tego, iż tak Ciebie zraniłem. Teraz widzę skąd miałaś czerwone oczy, czemu nagle schudłaś i byłaś milcząca. Nie dziwi mnie fakt, że odseparowałaś mnie od siebie... Ale proszę nie skreślaj"
M: "Jakie to miłe, że Grzesiek jest paplą. Ale swoją drogą, fajnie że widzisz wreszcie skutki swojego postępowania. Jednakże nie jestem pewna czy aby Twoje słowa były prawdziwe czy może mają na celu zamydlić mi oczy - jak Twoje kłamstwa, którymi mnie darzyłeś, niespełnionymi obietnicami. te wszystkie obelgi, manipulacja - aż niedobrze mi się robi gdy sobie o tym wspomnę. A najgorsze jest upokorzenie związane z Twoją ex..."
R: "Z (...) mnie nic nie łączy prócz koleżeństwa"
M: "nie wierzę Ci, inaczej byś nie jechał do niej na Boże Ciało, inaczej byś mi nie kłamał, że jesteś gdzie indziej choć byłeś u niej, inaczej nie prosiłbyś przyjaciół aby Cię kryli..."
R: "Owszem byłem, ale nie chciałem byś Ty się denerwowała... Zawsze uważałem, że to co robię robię dla Twojego dobra, że zgodnie z tym postępuje i że nie będziesz przez to cierpieć"
M: "Miałeś przykład pierwszej poważnej kłótni - uważałeś, że lepiej mnie okłamać niż powiedzieć prawdę. Ty nie masz pojęcia co jest dla mnie dobre, a co złe"
R: "Tak, teraz to widzę, że nie miałem prawa. Nawet jako Twój facet nie miałem prawa. Ale ja Cię tak kochałem i kocham nadal (tu się już rozkleja) i nie chciałem Cię stracić. A teraz walczę, staram się, bo chce by było między nami dobrze"
W tym momencie milczałam i wiele myśli kłębiło mi się w głowie. Patrzyłam na niego i uznałam, że jako człowiek jest miły i pomocny, ba nawet czasami jest dobrym kompanem do spotkań przy kawie i rozmów, do tego ma poczucie humoru. Jednakże, to wszystko co robił gdy byliśmy razem sprawiło, iż zdałam sobie sprawę, z tego iż nisko upadłam, bo JAK MOGŁAM BYĆ Z TAKIM CZŁOWIEKIEM. Nagle olśniło mnie! Patrzę człowiekowi w oczy i kurcze ale nie czuje nic... Kompletnie, ani żalu, ani współczucia, ani pretensji. Oto przede mną WIELKI PAN R stał się dla mnie zwykłym obywatelem R., którego zwyczajnie lubię, bo jest takim a takim człowiekiem i to uczucie przewyższa chyba moją miłość do niego.
R: "Jestem do niczego, idiotą, który nie zasługuje na jakiekolwiek milsze spojrzenie, na pomocną dłoń ani cokolwiek. Ranie tych na których mi najbardziej zależy. Cierpią przeze mnie ale milczą, bo się boją. Jestem potworem..."
M: "Nie jesteś potworem, a egoistą, któremu się wydaje, że wie wszystko, zna wszystkich myśli i odczucia. Potrafi zapanować nad uczuciami drugiej osoby oraz manipuluje ludźmi - a to się w życiu nie sprawdza. Nie jesteś idiotą i do niczego, bo dla mnie pokazałeś się ze strony miłego przeciętnego chłopa, który niestety wyrył się w mojej głowie jako ten zły. Ale nic nie jest stracone, przed Tobą całe życie, jeszcze wiele osób na Twojej drodzę"
R: "Ale ja chce byś w moim życiu istniała Ty"
M: "Ale ja nie umieram, a żyję."
R: "Chodzi mi o to, czy możliwe jest abyśmy ułożyli między sobą pozytywne przyjacielskie relacje?"
M: "Wszystko jest możliwe gdy czegoś chcemy. Mając wyznaczony cel, wystarczy do niego tylko dotrzeć. Natomiast przyjacielskie relacje... Aby się przyjaźnić trzeba sobie ufać, być wobec siebie szczerym, otwartym a także szanować siebie nawzajem. Między nami do relacji będzie dochodzić, bo jeśli jeszcze nie wiesz wynajmuje mieszkanie jeszcze przez 2 lata. Pozytywny stosunek mogę mieć do Ciebie jesli Ty się zmienisz - co w Twoim wykonaniu będzie nad wyraz trudnym zadaniem. Wiesz ja odcięłam się od Ciebie, aby wrócić do własnej równowagi psychicznej, by odnaleźć siebie. Bałam się kontaktu bo uważałam, że przez to zniknie we mnie ta chęć walki o samą siebie. Zniszczyłeś mnie, przez Ciebie dotknęłam dna - aż wstyd. Kochałam Cię, a Ty tak mnie potraktowałeś, dostałam wiele ciosów, ale niestety nie wytrzymałam. Cieszę się, że są wakacje i mogę odpocząc. Zaczynam ponownie uczyć się samej siebie i spoglądać na swoją osobę moimi własnymi oczami a nie Twoimi. Dzisiejsze spotkanie było dla mnie zaskoczeniem, ale cieszę się z niego. Mogę Cię zapewnić, że nie będę traktować Cię jak wroga, bo nie na tym mi zalezy. Jestem dorosłą osobą i umiem wyciągnąć wnioski i każdego zdarzenia"
R: "Ale co będzie z nami? Jak to będzie wyglądać? Nie chce Cię stracić, pragnę Cię"
M: "Między nami będzie dobrze, przecież nie kłocimy się a rozmawiamy spokojnie, nie wyładowujemy wzajemnie negatywnych emocji. Ale wpierw ja potrzebuje czasu dla siebie. Jesteś mi bliski nie ukrywam tego, jednakże przekroczyłeś granicę. Teraz aby cokolwiek mogło istnieć trzeba budowac od nowa, a ja zaznaczam nie mam na to teraz ani sił ani ochoty. Skupiam się tylko i wyłącznie na sobie i to jest mój priorytet na dziś, na jutro itd."
Zauważyłam, że R chyba zrozumiał coś z naszej rozmowy. Wyjeżdżając był przygnębiony, ale jak powiedział "żyje nadzieją, że odbudujemy nasze dobre relacje i tak jak prosisz dam Ci czas, bo pragnę tak samo jak Ty powrotu dawnej Moniki". Nie zaprzeczyłam, bo miłoby było mieć w nim dobrego znajomego, ale cóż tak jak go poinformowałam wszystko zalezy od niego. Zastrzegłam sobie prawo do spokoju. Uświadomiłam go, że wakacje to czas tylko i wyłącznie dla mnie i jeśli będę chciała pogadać na pewno się odezwę. I wiecie co, o dziwo ale ta rozmowa dodała mi sił i energii. Jestem spokojniejsza, usmiechnięta - nie wiem tylko czy to wynik rozmowy czy to może, że go zobaczyłam. Ale przebrnęłam przez ten ciężki dzień zdając sobie sprawę, że nie żałuję spotkania. Wcześniejsze wywołało tyle emocji, a dziś choć na początku było zaskoczenie wszystko potem przeszło na stoicki spokój. Zaczęłam również inaczej patrzeć na R, ogólnie patrzę na niego łagodniejszym okiem... Ale do końca owej krucjaty jeszcze daleko... To dopiero początek mojej drogi, a koniec jeszcze daleko i daleko...
Heh a się rozpisałam ![]()
Katia wszystkiego naj naj najlepszego :*:*:* Spełnienia marzeń ![]()
540 2011-07-24 21:18:15 Ostatnio edytowany przez Nania (2011-07-24 21:25:16)
dzięki dziewczyny za życzenia:)
co ja bym bez Was zrobiła?:)
kochana Katiu szczęscia szczęścia i jeszcze raz szczęścia!!!!
kochana mam nadzieje ze nie śledzisz go na gg odpuść proszę to uzależnienie ! nic innego , po co Ci facet na którego musisz czekać, po co Ci ktoś kto nie pisze do Ciebie od razu po powrocie do domu??? chcesz tak całe zycie czekać az pan sobie o Tobie przypomni???
Katia latał za Tobą, szalał na Twoim punkcie zdobywał Cie ale to się już skończyło zapomnij o tym to se newrati! ostatnio ktoś mi powiedział ze zabawa jest do tego momentu do którego króliczka się goni a jak sie go złapie to sie zabawa kończy, a w zabawie idzie o to zeby cały czas króliczka gonić....ale my już jestesmy za mądre i za powazne na zabawe...my chcemy związku a nie zabawy prawda????????
"Piękne"..
czy Ty to wszystko nagrywałaś, że tak dokładnie streściłas rozmowę?:)
Ze swojej strony wiem kiedy facet proponuje przyjaźń..no sama wiesz kiedy. Dwa razy mi tak zaproponowano..jeden sam nie wiedzial czego chce..a drugi radośnie korzystał z "przyjacielskiego" seksiku. Niestety sama się do tego pchałam bo byłam na maxa zakochana....ech...
"Piękne"..
czy Ty to wszystko nagrywałaś, że tak dokładnie streściłas rozmowę?:)
Ze swojej strony wiem kiedy facet proponuje przyjaźń..no sama wiesz kiedy. Dwa razy mi tak zaproponowano..jeden sam nie wiedzial czego chce..a drugi radośnie korzystał z "przyjacielskiego" seksiku. Niestety sama się do tego pchałam bo byłam na maxa zakochana....ech...
potwierdzam piękne jak z jakiegoś romansu:-))) podziwiam Twoją postawe ja nie wiem jak bym sie w tej sytuacji zachowała...
543 2011-07-24 21:31:07 Ostatnio edytowany przez katia72 (2011-07-24 21:37:46)
Katia latał za Tobą, szalał na Twoim punkcie zdobywał Cie ale to się już skończyło zapomnij o tym to se newrati! ostatnio ktoś mi powiedział ze zabawa jest do tego momentu do którego króliczka się goni a jak sie go złapie to sie zabawa kończy, a w zabawie idzie o to zeby cały czas króliczka gonić....ale my już jestesmy za mądre i za powazne na zabawe...my chcemy związku a nie zabawy przwda????????
dzieki nania...
oczywiście, że nie chce ..latać..uzależniać się..Ale mam po prostu serdecznie dosyć!...Bo to jakaś cholerna powtarzalność sytuacji!.. Tu było diametralnie inaczej. On mi sie jakos nawet specjalnie nie podobał na początku, ja jemu też, bo twierdził że jestem zbyt chłodna i zdystansowana. Nie dostał tez na moim punkcie małpiego rozumu po tygodniu, raczej powoli moje zaufanie zdobywał. Ja też..zaopatrzona w wiedze z ksiązek i przez to, że dostałam wcześniej ostro po tyłku..staralam się inaczej zachowywać. Nie okazywałam, że mi jakoś zalezy..czasem olewałam..telefonów celowo nie odbierałam. I co?..i znów jest to samo!!!! I to dokładnie w momencie kiedy zaczynam się naprawde do faceta przekonywać. Obrót tej znajomości w taką stronę naprawdę mnie zupełnie dobił:( Łapie się na tym, że już chyba nie chce nic na stałe..bo nie potrafię, bo już za bardzo sie boję. Lepiej tak z kwiatka na kwiatek, a jak zaczne się angażowac to w nogi:((((
Gadam na gg z jednym norwegiem..
wlasnie mi napisał: "powinnas wiedziec, ze mezczyzni nie skladaja obietnic kobietom bezpodstawnie, najczesciej chca cos przed albo w zamian"
i cd. meskiego zdania bo warto: "mezczyzne nie znudzi kobieta, ktora jest nietuzinkowa i na ktorej mu w jakis sposob zalezy, jesli kobieta jest w stanie zapewnic mezczyznie to , czego od niej oczekuje, a nawet wiecej"
Nania napisał/a:Katia latał za Tobą, szalał na Twoim punkcie zdobywał Cie ale to się już skończyło zapomnij o tym to se newrati! ostatnio ktoś mi powiedział ze zabawa jest do tego momentu do którego króliczka się goni a jak sie go złapie to sie zabawa kończy, a w zabawie idzie o to zeby cały czas króliczka gonić....ale my już jestesmy za mądre i za powazne na zabawe...my chcemy związku a nie zabawy przwda????????
dzieki nania...
oczywiście, że nie chce ..latać..uzależniać się..Ale mam po prostu serdecznie dosyć!...Bo to jakaś cholerna powtarzalność sytuacji!.. Tu było diametralnie inaczej. On mi sie jakos nawet specjalnie nie podobał na początku, ja jemu też, bo twierdził że jestem zbyt chłodna i zdystansowana. Nie dostał tez na moim punkcie małpiego rozumu po tygodniu, raczej powoli moje zaufanie zdobywał. Ja też..zaopatrzona w wiedze z ksiązek i przez to, że dostałam wcześniej ostro po tyłku..staralam się inaczej zachowywać. Nie okazywałam, że mi jakoś zalezy..czasem olewałam..telefonów celowo nie odbierałam. I co?..i znów jest to samo!!!! I to dokładnie w momencie kiedy zaczynam się naprawde do faceta przekonywać. Obrót tej znajomości w taką stronę naprawdę mnie zupełnie dobił:( Łapie się na tym, że już chyba nie chce nic na stałe..bo nie potrafię, bo już za bardzo sie boję. Lepiej tak z kwiatka na kwiatek, a jak zaczne się angażowac to w nogi:((((
Gadam na gg z jednym norwegiem..
wlasnie mi napisał: "powinnas wiedziec, ze mezczyzni nie skladaja obietnic kobietom bezpodstawnie, najczesciej chca cos przed albo w zamian"i cd. meskiego zdania bo warto: "mezczyzne nie znudzi kobieta, ktora jest nietuzinkowa i na ktorej mu w jakis sposob zalezy, jesli kobieta jest w stanie zapewnic mezczyznie to , czego od niej oczekuje, a nawet wiecej"
kurcze Katia wierz mi moja historia jest bardzo podobna do Twojej powolutku powolutku a później stop...długo nie mogłam w to uwierzyć ani sie z tym pogodzić...
nie wiem co tym wszystkim myśleć...ja tak szczerze teraz chce odpocząc zaden facet w tym momencie nie mógłby sprostac moim oczekiwaniom bo ja jeszzce sama nie wiem czego chce...mam dzieci i to dla nich chce zyc ... a facet cóż...na razie porażka... ale daję czasowi czas:-)
Heh dzięki dziewczyny, ja sama nie wiem skąd u mnie taki umiejętności recytatorskie się pojawiły... Ale owszem pamiętam wszystko, gdyż mam taką głowę - łatwo zapamiętuje to co do mnie ktoś mówi ![]()
Co do przyjaźni to jeszcze nie potwierdziłam ani nie zaprzeczyłam. Dużo wody musi w Wiśle upłynąć abym ja mogła mu ponownie zaufać itp. Ale pewne jest jedno - niepotrzebna była tu złość, gniew i nerwy. Ważna była umiejetność przekazania iż teraz liczę się ja i wydaje mi się, że mi wyszło ![]()
kurcze Katia wierz mi moja historia jest bardzo podobna do Twojej powolutku powolutku a później stop...długo nie mogłam w to uwierzyć ani sie z tym pogodzić...
Powstrzymuje sie przed ostatecznym wywaleniem go, bo chce żeby mi jeszcze auto zrobił (jak on palant to ja będę interesowna suka)
Cholera ..żle ze mną:(..z tego wszystkiego właśnie nawrzeszczałam na psa za jakas głupotę..:(
kurcze Katia wierz mi moja historia jest bardzo podobna do Twojej powolutku powolutku a później stop...długo nie mogłam w to uwierzyć ani sie z tym pogodzić...
u mnie najczęsciej było inaczej, następowała nagła i całkowita zmiana relacji. Bywało, że działo sie to w ciagu kilku godzin!!!, bardzo czesto bez słowa wyjaśnienia..chociaż nic nie zrobiłam..i nic takiego pozornie sie nie wydarzyło!! Potem często były jakieś powroty..ale to jak odgrzewane kartofle.
Mam fobię przed takimi nagłymi zmianami. Tu z obecnym jest coś nie tak..ale jak są takie akcje jak teraz - to ja myśle, że już nastąpiło to "bum". Ale do końca nie nastąpiło, więc się gubie jak jakiś szczur w labiryncie..no jednym słowem mój mózg mówi do widzenia:(
Katiu ja Ci nie doradzę co masz zrobic... Przekalkuluj sobie wszystko na spokojnie... Wiem, ze emocje biorą górę, ale niestety czasem bywa ciężej niż nam się wydaję... Pamiętaj, że najważniejsza jesteś Ty i Twoje potrzeby i to pod Ciebie powinni się podporządkować faceci a nie na odwrót ![]()
Katiu ja Ci nie doradzę co masz zrobic... Przekalkuluj sobie wszystko na spokojnie... Wiem, ze emocje biorą górę, ale niestety czasem bywa ciężej niż nam się wydaję... Pamiętaj, że najważniejsza jesteś Ty i Twoje potrzeby i to pod Ciebie powinni się podporządkować faceci a nie na odwrót
no tak powinnam zrobić...kalkulować. Mam taką sytuację życiową pod każdym wzgledem, że zupełnie powinnam sie pozbyć emocji, a być przede wszystkim praktyczna...
Emocje są ważne, ale niech nie górują nad rozumem, bo do większości spraw nalezy podejśc po zastanowieniu się... Wierzę że dasz radę kochana, kto jak kto, ale Ty na pewno ![]()
Emocje są ważne, ale niech nie górują nad rozumem, bo do większości spraw nalezy podejśc po zastanowieniu się... Wierzę że dasz radę kochana, kto jak kto, ale Ty na pewno
Gdyby nie to pisanie tu z Wami to bym chyba już dziś "pękła" co najmniej 10 razy w tych swoich emocjach..
monia_3103 napisał/a:Emocje są ważne, ale niech nie górują nad rozumem, bo do większości spraw nalezy podejśc po zastanowieniu się... Wierzę że dasz radę kochana, kto jak kto, ale Ty na pewno
Gdyby nie to pisanie tu z Wami to bym chyba już dziś "pękła" co najmniej 10 razy w tych swoich emocjach..
Dasz radę. Sama nie zdajesz sobie sprawy, ile w tkwi Tobie siły. Nie daj się ponieść emocjom, nie warto. Gdybym dała się im ponieść, pewnie wycofałabym pozew, jak namawia mnie do tego J. Zdaję sobie jednak sprawę, że żałowałabym już po pierwszej minucie. Po co? na co? Żeby komuś sprawić frajdę, że postępuję według jego oczekiwań? Uwierzyć, bo on wierzy? O, nie...ja nie wierzę. Kilka lat temu pewnie bym tak zrobiła, ale
Pisz, więc w każdej chwili zwątpienia, niepewności, będziemy Cię wspierać. W żadnym wypadku nie podejmiemy decyzji za Ciebie, ale może chociaż wskazanie drogi, jakiś tunelików mogłoby być pomocne.
Monia, jesteś bardziej niż wielka. Wiem, że to trochę nie gramatycznie, ale nie znajduję słów, które mogły określić Ciebie. GRATULACJE!!1
Nie było mnie wczoraj, jak wyszła sprawa "osiemnastych" urodzin Kati. Więc będzie trochę spóźniony post.
Katiu przyjmij ode mnie życzenia:
Szczęścia tak wielkiego jak ogrom nieba,
słońca, które pomimo zła i okrucieństwa tego świata wstaje i obdarza nas ciepłem swoich promieni,
dużo wzlotów i szaleństw,
dobrych, mądrych i oddanych przyjaciół,
cudownych uczuć, które zawsze trafiają w odpowiednie miejsce i do odpowiednich ludzi,
by każdy dzień był lepszy od poprzedniego,
oraz by nieosiągalne cele stały się zdobyczami codzienności!
Buziaki urodzinowe
554 2011-07-25 10:07:32 Ostatnio edytowany przez katia72 (2011-07-25 10:22:21)
Dasz radę. Sama nie zdajesz sobie sprawy, ile w tkwi Tobie siły. Nie daj się ponieść emocjom, nie warto. Gdybym dała się im ponieść, pewnie wycofałabym pozew, jak namawia mnie do tego J. Zdaję sobie jednak sprawę, że żałowałabym już po pierwszej minucie. Po co? na co? Żeby komuś sprawić frajdę, że postępuję według jego oczekiwań? Uwierzyć, bo on wierzy? O, nie...ja nie wierzę. Kilka lat temu pewnie bym tak zrobiła, ale
Pisz, więc w każdej chwili zwątpienia, niepewności, będziemy Cię wspierać. W żadnym wypadku nie podejmiemy decyzji za Ciebie, ale może chociaż wskazanie drogi, jakiś tunelików mogłoby być pomocne.
Betinka: ja podziwiam Ciebie i inne tu dziewczyny, za to że po KILKU (albo więcej) latach znajdujecie siły na to żeby się odcinać od czegoś (i kogoś), co było Waszym życiem, Waszym zaangażowaniem a okazało się farsą.
Przy tym wszystkim moje problemy mogą wydawać się błahe i czasem nawet aż mi głupio o nich pisać. Owszem byłam w małżeństwie kilka lat, ale ngdy tak naprawde nie bylam zaangażowana, więc podczas kończenia tego związku miałam masę problemów, ale nie emocjonalnych. Więc wychodzi na to, że to ja byłam psychofagiem. W każdym bądź razie "utrata" tego człowieka z mojego życia spłyneła po mnie jak woda po kaczce.
A problemem są kilkumiesięczne "związki" (cudzysłów tu zamierzony). Coś jest nie tak!!!..Ale obawiam się, że ciągle będę przyciągać pewne osobowości..ja ich nawet nie przyciągam ile sama "wyławiam" a im sie potem wydaje, że sami mnie zdobywają. Zastanawiam się czy oni od początku używają całej swojej inteligencji żeby mną manipulować..i tak sie dostosowują w tym co mówią i jak się zachowują żeby mnie w końcu urobić.
Obecny przełamał pierwsze lody w naszej znajomości podając mi swój nr tel. ze słowami: "gdybyś potrzebowała jakieś pomocy to dzwoń śmiało"...Skąd on wiedział, że akurat tego potrzebuję???...Mógł mi prawić komplementy, dowartościowywać a tego nie robił!! Wiedział, że to mi akurat jest zbędne i może nawet odstraszyć? Czy oni są tak cholernie inteligentni czy ja już upatruję się wszędzie fałszu i manipulacji?
U mnie dziś źle..wręcz fatalnie. Miałam mieć dziś wolny dzień, a przywlokłam się do pracy. Poza tym mam mase jakiś spraw do pozałatwiania, kilka jakiś awarii w domu..a nie mam siły, żeby z tym cokolwiek zrobić..jest mi wręcz wszystko jedno, że coś nie działa.
Zamieniłam wczoraj kilka słów przez net..Miałam wrażenie, że rozmawiam z kims niepełnosprawnym umysłowo. Nawet krytyka mi się dostała za to, że szukam nawigacji do kupienia w necie: "po co ci nawigacja?", "co? do pracy nie trafisz?", "nawigacja ogłupia". O co w tym chodzi?????..Kupuje to navi za własną kasę, do własnego auta! i ja z tym będę jeździć. O to że będę miała o jedno urządzenie więcej od niego? O to, ze obsługę tego typu rzeczy łapię w lot i być może będę w czymś lepsza od niego?
kalinko..dziękuję i Tobie za życzenia:)
Monia, jesteś bardziej niż wielka. Wiem, że to trochę nie gramatycznie, ale nie znajduję słów, które mogły określić Ciebie. GRATULACJE!!1
ale kochana za co te gratulacje,bo nie rozumiem? Ja i wielkość? To nie idzie w parze ![]()
556 2011-07-25 10:41:01 Ostatnio edytowany przez Betinka (2011-07-25 11:34:03)
Monia, bardzo przepraszam, jeśli Cię uraziłam. Jesteś wielka, było w przenośni. Odnosiło się do faktu Twojej rozmowy z R., do Twego opanowania, rozsądku i konsekwencji.
Katiu,
często mimo wolnego, idę do pracy, prawie zawsze, gdy J. jest w domu.
Jestem po 19 latach małżeństwa, ale nie należy mnie podziwiać. Czy znajduję w sobie siłę? Czasami bardzo mocno nad tym się zastanawiam. Dojście do takiego stanu zajęło mi 6 lat. Nie zawsze jest łatwo, nawet teraz. Uświadomiłam sobie, że czasami chyba przesadzam w tej walce o siebie. Stałam się naprawdę zimna i wyrachowana, często kontroluję się aby nie przekroczyć granic, które sobie wytyczyłam. Wynika to pewnie z tego, że życie bardzo dało mi w kość (dzieciństwo, małżeństwo). Chciałam i nadal chcę widzieć siebie, o przepraszam i moje kochane dzieci, chcę żyć inaczej, gdzie będę postrzegać innych przez pryzmat siebie, a nie odwrotnie.
Przechodziłam wiele etapów i stanów z tym związanych: zwątpienie, zniechęcenie, euforia, radość, niechęć do życia (w tym czarne myśli: po co żyję itp.) depresja, ale wyszłam z tego, przynajmniej tak mi się wydaje. Robiłam małe kroczki do przodu, niekiedy dwa do tyłu, potem do przodu bardzo wielki...itd. Nie jest to łatwe i oczywiste. Trzeba samemu dojrzeć do pokonywania tej drogi, ale uwierz Katiu, warto i trzeba, bo życie jest zbyt krótkie, aby zamartwiać się.
Powtarzam sobie: "Dziś jest nie najlepiej, ale jutro będzie lepszy dzień" a jak jest w miarę:" Dziś jest super, ale jutro będzie jeszcze lepiej"
Moim zdaniem, gdy uwierzysz w siebie, Twoje związku też będą inne, tj. lepsze, takie jakich tych chcesz i pragniesz.
Katiu,
niepokoi mnie trochę Twoje nastawienie do problemów. Nic mi się nie chce, nie mam siły, jest mi wszystko jedno...
Każdy ma mnóstwo spraw do załatwienia, każdy ma problemy. Twoje nastawienie jest fatalne, tak nie można, bo popadniesz jeszcze w jakieś choróbsko. Walcz, przyj do przodu. Możesz, chcesz, dasz radę
557 2011-07-25 11:44:42 Ostatnio edytowany przez katia72 (2011-07-25 11:47:34)
Jestem po 19 latach małżeństwa, ale nie należy mnie podziwiać. Czy znajduję w sobie siłę? Czasami bardzo mocno nad tym się zastanawiam. Dojście do takiego stanu zajęło mi 6 lat. Nie zawsze jest łatwo, nawet teraz. Uświadomiłam sobie, że czasami chyba przesadzam w tej walce o siebie.
Betinko...a czy nie zastanawiałaś się na tym, że powodem rozpadu małżeństw po tak długim czasie jest to, że wszyscy się zmieniamy z upływem lat i to bardzo..I albo nam po drodze z drugą osobą albo nie. Byłaś bardzo młodą dziewczyną gdy wychodziłaś za mąż, a teraz jesteś dorosłą w pełni kobietą.
Pytam, bo po prostu ciekawią mnie aspekty tak długich związków....
Katiu,
niepokoi mnie trochę Twoje nastawienie do problemów. Nic mi się nie chce, nie mam siły, jest mi wszystko jedno...
Każdy ma mnóstwo spraw do załatwienia, każdy ma problemy. Twoje nastawienie jest fatalne, tak nie można, bo popadniesz jeszcze w jakieś choróbsko. Walcz, przyj do przodu. Możesz, chcesz, dasz radę
To jest tak, że jak czegoś bardzo nie muszę to nie chce mi się podejmować wysiłku. Coś w rodzaju takiego odrętwienia...Może minie za kilka dni. Wiem, że każdy ma własne problemy. Podobno jest tak, że każdy dostaje tyle problemów na swoją głowę ile jest w stanie unieść. Ktoś o to na "górze" dba i wydziela odpowiednią dawkę. Przez ostatni rok miałam po kolei: przemoc w domu, rozwód, wielką miłość, rozpaczliwą walkę o tą miłość....to wszystko działo się niejako jednocześnie, potem były kłopoty finansowe na poważną skalę- bywały dni kiedy 2 bułki z masłem to było jedyne moje jedzenie. Potem byl ten facet..Za dużo...albo ja za słaba jednak.
Betinko...a czy nie zastanawiałaś się na tym, że powodem rozpadu małżeństw po tak długim czasie jest to, że wszyscy się zmieniamy z upływem lat i to bardzo..I albo nam po drodze z drugą osobą albo nie. Byłaś bardzo młodą dziewczyną gdy wychodziłaś za mąż, a teraz jesteś dorosłą w pełni kobietą.
Pytam, bo po prostu ciekawią mnie aspekty tak długich związków....
Fakt z upływem lat zmieniamy się. Miałam 23 lata gdy ślubowałam, więc aż tak bardzo młoda nie byłam.
Napiszę może tak: "Każde ognisko, gdy nie dokłada się do niego i nie dba o nie - wygasa".
To jest tak, że jak czegoś bardzo nie muszę to nie chce mi się podejmować wysiłku. Coś w rodzaju takiego odrętwienia...Może minie za kilka dni. Wiem, że każdy ma własne problemy. Podobno jest tak, że każdy dostaje tyle problemów na swoją głowę ile jest w stanie unieść. Ktoś o to na "górze" dba i wydziela odpowiednią dawkę. Przez ostatni rok miałam po kolei: przemoc w domu, rozwód, wielką miłość, rozpaczliwą walkę o tą miłość....to wszystko działo się niejako jednocześnie, potem były kłopoty finansowe na poważną skalę- bywały dni kiedy 2 bułki z masłem to było jedyne moje jedzenie. Potem byl ten facet..Za dużo...albo ja za słaba jednak.
Bardzo dużo tych problemów w krótkim czasie - zgadzam się. Masz prawo czuć się źle i być zagubioną. Nie pozwól jednak, aby to zdominowało Twoje życie. Słaba nie jesteś. Gdyby tak było, nie pojawiłabyś się na forum. Więcej wiary, powtarzaj kilka razy dziennie, aż do znudzenia: jestem silna, dobra odważna...
Raczej jesteś zagubiona, szukająca swej drogi w życiu. Zdaję sobie sprawę, że to trudne, ale postaraj się nie rozważać tego, co było. Pomyśl o wielu dobrych, pięknych rzeczach, wydarzeniach, które są i będą. Niech takie momenty dają Ci siłę i wiarę w siebie. Dasz radę. Nawet nie wierz, ile można dźwigać na swoich barkach, ile można znieść.
Cześć dziewczynki, wysłałam mu jednak te życzenia, podziękował i było klikanie przez 2,5 godz nawet miłe i cóż mimo wszystko go lubię, nie potrafię w tym przypadku być zimną, wyrachowaną suką, nie umiem, jestem szczera co na mysli to na języku, nie jestem dyplomatką, kurcze chciałabym nawet ale mam taki charakter że nie potrafię, zrobił mi wiele krzywd, doznałam wiele upokorzeń i kłamstw ale ciągle mnie do niego ciągnie. Nie wiem czy dalej jestem uzależniona?
Cześć dziewczynki, wysłałam mu jednak te życzenia, podziękował i było klikanie przez 2,5 godz nawet miłe i cóż mimo wszystko go lubię, nie potrafię w tym przypadku być zimną, wyrachowaną suką, nie umiem, jestem szczera co na mysli to na języku, nie jestem dyplomatką, kurcze chciałabym nawet ale mam taki charakter że nie potrafię, zrobił mi wiele krzywd, doznałam wiele upokorzeń i kłamstw ale ciągle mnie do niego ciągnie. Nie wiem czy dalej jestem uzależniona?
Od uzależnienia można się uwolnić, ale chyba nigdy nie da się o nim zapomnieć, a tym bardziej do końca wyleczyć.
Maxi, co czujesz względem siebie, po wysłaniu życzeń i tej wirtualnej rozmowie?
Czuję ulgę, bo co roku to robiłam, on nie spodziewał się życzeń ode mnie, bo nie podziękowałam za jego zyczenia do mnie, jakie by one nie były, ponoć chciał byc zabawny z tymi babami, cóz generalnie jest mi lepiej.
Czuję ulgę, bo co roku to robiłam, on nie spodziewał się życzeń ode mnie, bo nie podziękowałam za jego zyczenia do mnie, jakie by one nie były, ponoć chciał byc zabawny z tymi babami, cóz generalnie jest mi lepiej.
to może da się przejść na normalny tryb znajomości..bez tych wszystkich demonów tkwiących w środku?
Maxi,
bardzo się cieszę z tego co czujesz. Tym bardziej, że jako chyba jedyna namawiałam Cię do ich złożenia.
maxi napisał/a:Czuję ulgę, bo co roku to robiłam, on nie spodziewał się życzeń ode mnie, bo nie podziękowałam za jego zyczenia do mnie, jakie by one nie były, ponoć chciał byc zabawny z tymi babami, cóz generalnie jest mi lepiej.
to może da się przejść na normalny tryb znajomości..bez tych wszystkich demonów tkwiących w środku?
Można, można...chociaż nie z każdym się da. Jeśli nie zasługuje na to,aby przejść na normalny tryb znajomości, wówczas nie warto. Musimy jednak same osądzić, czy warto. Demony należy przegonić, nie pozwolić im w nas zamieszkać a tym bardziej zadomowić się.
Demony - znikajcie, opuście Katię, a kusz, a kusz..........:)
Tak Betinko dziękuję Ci bardzo, Katiu nie wiem czy uda się przejść na zwykłe koleżeństwo, coś we mnie jeszcze tkwi, jakiś sentyment, ciepło, nie wiem ki grzyb? Poza tym nie chcę się już sama oszukiwać, bo dowiedziałam sie że się rozstał z tamtą bo nie spełniała jego "warunków" tzn nie pracowała od 2lat i nic z tym nie robiła a to kobieta koło 40stki i na garnuszku mamusi, owszem chciałabym jakiś kontakt mieć ale muszę zobaczyć czy tylko mi o taki kontakt chodzi czy podswiadomie chcę czegoś więcej?
566 2011-07-25 13:21:46 Ostatnio edytowany przez monia_3103 (2011-07-25 14:04:30)
Maxi do wszystkiego potrzebny jest czas... On sprawia że człowiek dojrzewa,inaczej myśli i postrzega pewne sprawy. Lubisz go więc temu Cię do niego ciągnie... To nie jest forma uzależnienia,ale moim zdaniem przejaw tego,że kiedyś był bliska osoba w Twoim życiu i że jeszcze nim nie przestał być niezależnie od zadanych Ci krzywd. Ja mam podobnie jeśli chodzi o R.nawet po wczorajszym spotkaniu.
Betinka-nie urazilas mnie,spokojnie. Byłam jedynie zaskoczona,bo nie wiedziałam ku czemu te gratulacje są...
A z ta możliwością utrzymania normalnych stosunków jest fajnym pomysłem. Jeśli tylko wie się,że to możliwe,to ja nie widzę przeciwwskazań... Może kiedyś uda mi się coś takiego z R...? Kto wie...
A ja mam dziś humor do niczego... Normalnie rano wstaje i jestem mega happy a tu minęła 12 i nagle mój humor poszedł w diabły... Jestem smutna i przygnębiona... Czemu?! ![]()
a ja sie dzis dowiedzialam ze brat psychofaga, zaciazly laske , z ktora zdradzal swoja narzeczona!!! i mam beke, bo ten brat to tez taki psychofag, co sie nade mna pastwil i mi mowil ,ze moj byly i tak chajtnal sie ze mna tylko i wylacznie przez dzeicko!!! sytuacja sie powtorzyla, tylko jego laska ma 20 lat!!! sikam w majty:)
568 2011-07-25 14:32:49 Ostatnio edytowany przez katia72 (2011-07-25 14:37:12)
A z ta możliwością utrzymania normalnych stosunków jest fajnym pomysłem. Jeśli tylko wie się,że to możliwe,to ja nie widzę przeciwwskazań... Może kiedyś uda mi się coś takiego z R...? Kto wie...
jeden warunek...trzeba naprawde wywalić z wnętrza siebie wszelkie sentymenty. To ma być zwykły kumpel i zero pociągu erotycznego...ale to ostatnie jest albo go nie ma i chyba tym nie da się tak do końca sterować.
ps..a ja się cieszę, że jednak przyszłam do pracy. Były imieniny firmowe..trochę się pośmiałam w towarzystwie. Popołudniu wywale z komp. domowego gg..odinstaluje razem z archiwum, ze wszystkim. Nie będę miala jego nr., nie będę go widziała, czy jest, czy nie ma, czy mnie olewa. Nie będzie mnie kusiło, żeby zagadać. Do rozmów z innymi osobami mogę włączyć ten programik w okienku przeglądarki.
Bardzo się boje wrócić dziś do domu..
katia to dobra decyzja, nie boj sie ....Jestesmy z toba!!!
a ja sie dzis dowiedzialam ze brat psychofaga, zaciazly laske , z ktora zdradzal swoja narzeczona!!! i mam beke, bo ten brat to tez taki psychofag, co sie nade mna pastwil i mi mowil ,ze moj byly i tak chajtnal sie ze mna tylko i wylacznie przez dzeicko!!! sytuacja sie powtorzyla, tylko jego laska ma 20 lat!!! sikam w majty:)
hehehehe dobre!
monia_3103 napisał/a:A z ta możliwością utrzymania normalnych stosunków jest fajnym pomysłem. Jeśli tylko wie się,że to możliwe,to ja nie widzę przeciwwskazań... Może kiedyś uda mi się coś takiego z R...? Kto wie...
jeden warunek...trzeba naprawde wywalić z wnętrza siebie wszelkie sentymenty. To ma być zwykły kumpel i zero pociągu erotycznego...ale to ostatnie jest albo go nie ma i chyba tym nie da się tak do końca sterować.
ps..a ja się cieszę, że jednak przyszłam do pracy. Były imieniny firmowe..trochę się pośmiałam w towarzystwie. Popołudniu wywale z komp. domowego gg..odinstaluje razem z archiwum, ze wszystkim. Nie będę miala jego nr., nie będę go widziała, czy jest, czy nie ma, czy mnie olewa. Nie będzie mnie kusiło, żeby zagadać. Do rozmów z innymi osobami mogę włączyć ten programik w okienku przeglądarki.
Bardzo się boje wrócić dziś do domu..
Katia to milowy krok naprzód!!!
nie bój się wracaj do domu i pisz na forum!!! jeśli bedzie mu zalezało znajdzie Cię choćby miał iść drogą przez piękło... a jeśli tego nie zrobi to tylko utwierdzisz się w przekonaniu ze dobrze zrobiłaś ze przestałaś się katować!
całym sercem jestem z Tobą:-)))
Katia to milowy krok naprzód!!!
Po prostu wiem, co się ze mną działo jak widziałam ze się pojawil online, a do mnie NIC!...
nie bój się wracaj do domu i pisz na forum!!! jeśli bedzie mu zalezało znajdzie Cię choćby miał iść drogą przez piękło... a jeśli tego nie zrobi to tylko utwierdzisz się w przekonaniu ze dobrze zrobiłaś ze przestałaś się katować!
całym sercem jestem z Tobą:-)))
dzieki..Samopoczucie mam podłe, ale z drugiej strony sama jestem ciekawa jak on to rozegra...Ja "zagrałam" jednak złymi kartami..wiem o tym, ale więcej już na stół nie wyłożę...bo już nie mam co.
Myway,
"gratulacje" dla brata psychofaga, a wydaje mi, że się wyrazy współczucia dla zaciążonej.
Naniu,
jak tam wczorajsza zabawa z dziećmi?
Katiu,
po co tak drastycznie dla samej siebie. Archiwum można wyczyścić, a jego kontakt usunąć. Nie bój się. Pisz, wyżalaj się...
Monia,
główka do góry, uśmiech na twarz, pierś do przodu i nie poddawaj się. Jutro będzie lepszy dzień.
Betinka !!! dzieki przekaze!!!
"Gratulacje"? czy "wyrazy współczucia"
A może uświadom dziewczynę?
Katiu,
po co tak drastycznie dla samej siebie. Archiwum można wyczyścić, a jego kontakt usunąć. Nie bój się. Pisz, wyżalaj się...
Tak..tylko ten dźwięk przychodzącej wiadomości, albo widok migającej kopertki (jeśli zdecyduje się wyłaczyć dźwięk). Wczoraj rozmawiałam też przez gg z inną osobą i ten dźwięk rozwalał mi czaszkę. To chyba jakiś odruch Pawłowa. Dlatego muszę się pozbyć tego programu..przynajmniej na jakis czas.
Zdam relację czy nie zmieniłam zdania..
"Gratulacje"? czy "wyrazy współczucia"
A może uświadom dziewczynę?
nie da sie jej uswiadomic, z przekonaniem byla kochanka i robila straszne swinstwa!!! sama jest obludna , wiec zycze jej duzo zabawy!!!
Betinka napisał/a:Katiu,
po co tak drastycznie dla samej siebie. Archiwum można wyczyścić, a jego kontakt usunąć. Nie bój się. Pisz, wyżalaj się...Tak..tylko ten dźwięk przychodzącej wiadomości, albo widok migającej kopertki (jeśli zdecyduje się wyłaczyć dźwięk). Wczoraj rozmawiałam też przez gg z inną osobą i ten dźwięk rozwalał mi czaszkę. To chyba jakiś odruch Pawłowa. Dlatego muszę się pozbyć tego programu..przynajmniej na jakis czas.
Zdam relację czy nie zmieniłam zdania..
Troszkę źle, Cię zrozumiałam. Wiesz, trochę starszej daty jestem i nie zawsze łapię tę nowoczesną technikę. Zapomniałam o możliwości komunikowania się przez programik, tj. w przeglądarce. Ok, przyznam się, zapytałam córkę, o co chodzi i zaraz pamięć się odświeżyła. Sama też z tego komunikatora niekiedy korzystałam i korzystam.
Odinstaluj... przynajmniej na jakiś czas.
Betinka napisał/a:"Gratulacje"? czy "wyrazy współczucia"
A może uświadom dziewczynę?nie da sie jej uswiadomic, z przekonaniem byla kochanka i robila straszne swinstwa!!! sama jest obludna , wiec zycze jej duzo zabawy!!!
Rzeczywiście, zasłużyła sobie, więc niech ma. Cofam, więc "wyrazy współczucia" dla niej. Niech będzie "wszystkiego dobrego"
580 2011-07-25 16:04:41 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-07-25 16:10:58)
do ciezkiej cholery, dlaczego ja mam te cala czarna robote wykonywac, przeciez to nie ja jestem tu glownym toksykiem? I jak teraz spogladam na te ksiazke to mnie smiech pusty ogarnia. Mialabym przechodzic kolejna gehenne - w imie czego? Ustepstw, bo on ma naj*bane we lbie jak w doopie po sliwkach? Jak jestes chory to idz sie leczyc a jesli nie chcesz to do widzenia. Nie ma wyjsc posrednich.
Bardzo Ci dziękuję za to, co napisałaś.
Bo niby wiem, że postąpiłam słusznie, że tak właśnie trzeba było, ale.... Gdzieś tam w zakamarkach, późną nocą - "zimna suka bez uczuć" .
Dziękuję.
Doczytałam, że jesteśmy obie krakowiankami - tym bardziej mi miło ![]()
Betinko , daze CIe miloscia platoniczna;)
Betinko , daze CIe miloscia platoniczna;)
No, wiesz .......? Zawstydziłam się. No, nie bardzo się cieszę. Dzięki.
Myway,
pytałaś, jak było u mnie.
Spróbuję w skrócie:
Dzieciństwo - tato, alkoholik, który nigdy, nawet obecnie, nie przyznałby się do tego. Mama pozornie chroniąca rodzinę, w imię wszystkiego. Nigdy nie usłyszałam od nich KOCHAM CIĘ. Prędzej jakieś wyzwiska, poniżanie. Jako najstarsza z rodzeństwa, musiałam opiekować się bratem o cztery lata młodszym, a później wręcz wychowywałam brata 15 lat młodszego ode mnie. Fakt w późniejszym życiu przydało się, ale wówczas bardzo ograniczało. Kontakty z rówieśnikami znikome, bo ten biedny (jakby u nas się przelewało), ten z takiej rodziny, z ten z owakiej.
Mając ok. 16 lat poznałam chłopaka, rodzicom nie podobało się to i doprowadzili do rozstania.
Zawsze robiłam tak aby inni byli zadowoleni, aby innym było dobrze.
Później poznałam mojego obecnego jeszczemęża. 5 lat znajomości, wyszłam za mąż, bo chciałam uciec z domu, od ciągłej kontroli, pretensji, awantur. To był mój błąd.
Małżeństwo w zasadzie od początku oparte na kłótniach, różnicy w wielu kwestiach, chociaż mogłoby się wydawać, że 5 lat, to szmat czasu. W sumie jednak nie mieliśmy się kiedy wcześniej poznać, albo raczej przymykałam oko na wiele wad, myśląc o zgrozo, po ślubie to się zmieni. Nie pił i nie pije, raczej tylko okazjonalnie lub sporadycznie. Urodziły się dzieci (dziś syn -18, a córka -17). Wychowałam je w zasadzie sama, bo tatusia prawie nigdy nie było. Teraz okazuje się, że dzieci są źle wychowane, w jego oczach. Wielu znajomych twierdzi, że są wspaniałe, zazdroszczą mi takich ułożonych dzieciaków. Sama jestem bardzo z nich dumna. Z siebie w tej kwestii również, bo obiecałam sobie, że nie chcę wychować swoich dzieci, tak jak byłam ja. Są bardzo zżyte ze mną. Często się przytulamy, mówimy sobie kocham itp.
Cały czas zajmowałam się domem, ale przecież robiłam to źle.
Gdy sześć lat temu dostałam pracę, postanowiłam zrobić licencjat. Wówczas dostrzegłam, że życie wielu osób wygląda inaczej, razem spędzają czas, wyjeżdżają na wakacje, rozmawiają ze sobą. Próby rozmów na ten temat z J. nie przynosiły efektów. Odcięłam się. Zajęłam się działalnością w ZHP. Oczywiście wielkie larum, bo jak tak mogę, na pewno kogoś. Znęcanie psychiczne: jesteś złą żoną, matką, nie umiesz sprzątać, obiad nie taki itd. Seks, wymuszony, przecież jesteś żoną, musisz spełnić swój obowiązek ( od lutego przeniosłam się do pokoju córki). To ty jesteś wszystkiemu winna, zrób coś z tym. W tym roku, po kolejnym: złóż w końcu ten pozew o rozwód, w maju zrobiłam to. Co się okazuje? J. nie chce rozwodu. Chce spróbować, uważa, że wszystko da się naprawić. Sądzi, że skoro on w to wierzy ja też muszę. Ja już nie wierzę. Pragnę nadmienić, że przez te 6 lat wiele razy próbowałam dać szansę temu związkowi. Dzień, dwa i za każdym razem wszystko wracało do tego co było.
Nie chcę do końca życia, tylko dawać. Sprawiać aby wszystkim dookoła było dobrze, nie licząc się ze sobą, z własnymi uczuciami.
Chcę dla siebie troszkę szczęścia. Czy to tak wiele? Może za dużo chcę? Może powinnam tkwić w tym, czując się stłamszona, niedowartościowana, poniżana...?
Witam.
Jak jest mi bliska twoja historia. Tylko mój ojciec nie jest alkoholikiem, ale nigdy go nie było. Ani jego ani matki nic nie interesowało, dziś kontakt jest chłodny. Matki nie znoszę, ojciec cóż.
Jeśli chcecie zmienić swoje emocje polecam dobrze przygotowaną afirmację. Naprawdę działa. To Wy jesteście najważniejsze, trzeba o sobie myśleć przede wszystkim.
Ja też robiłam tak jak inni tego ode mnie oczekiwali, przez długi czas tak było, ale w pewnym momencie powiedziałam dość! I jest mi dużo lepiej.
hmm.. dawaj ta afirmacje!!! wszystko sie przyda:)
585 2011-07-25 16:17:11 Ostatnio edytowany przez Betinka (2011-07-25 16:17:51)
Niekochana72, hm...
witajcie serdecznie na tymże wątku.
Tarantella tylko podczytuje...?
Jakże wiele KKZB, DDA, DDD i co tam jeszcze...
Drugi wątek o tej tematyce, a oba wzbudzają zainteresowanie.