katia72 napisał/a:Wczorajszy kontakt był z jego inicjatywy..zadzwonił późnym popołudniem, że zalało mu chałupe..i że zabiera się za wypompowywanie. Mial jeszcze później zadzwonić, ale nie zadzwonił. Dziś też nie..zero kontaktu..nawet nie wiem czy jest na miejscu czy wyjechał (służbowo i rodzinnie na drugi koniec polski). Pojawił się na chwile na gg (ja siedze ukryta) i..zero kontaktu. Jakoś mu nie po drodze do mnie bo ciągle "coś". Kiedyś nie było z tym problemu.
Skoro zobaczyłaś jego nr na wyświetlaczu po co odebrałaś... Zasadą jest nie odbieranie! Zadzwonił i wiedział, że się zlitujesz nad biednym misiem z mokrym noskiem (definicja dziewczyn!), że będzie Ci go żal itp... Ponadto dał Ci nadzieję, że zadzwoni - czego nie powinno się robić, bo Ty jak głupia czekałaś i czekasz nadal... On miał to gdzieś! On chciał mieć Cię znowu w garści, że będziesz jak spragniona czekać na jego odzew, bo nie masz nic lepszego do roboty niż czekać na jego odzew... !! I osiagnął swój cel
katia72 napisał/a:Wczoraj mieliśmy się spotkać (po prawie 2 tygodniach), ale lekko zaprotestowałam na jego pomysł zostania do rana. Powiedziałam wprost, że nie chcę sie przyzwyczajać...ale że nie jest to rozmowa na telefon ani na sieć. Zupełnie nie zrozumiał o co mi chodzi z tym "przyzwyczajać".
A po co to spotkanie miało być? By Ci w 4 oczy powiedział o zalanym domu - to już wiesz z rozmowy telefonicznej...
Wybacz za słowa, a Ty zrozumiałaś na czym polega detox? Rozumiem kusi jak cholera - ja również nie byłam mądrzejsza - odebrałam kilka razy telefon od niego bo z zastrzeżonego (przed 90 dniowym detoxem), teraz na weekendzie go spotkałam... I żałuje jak cholera... Od momentu gdy wyjechałam czyli 21 dni odezwałam się do niego 1 raz telefonicznie - jak po % zadzwoniłam do niego - po co? Sama już nie wiem... I w miniony weekend... Staram się nie reagować na jego poranne smsy, co owszem jest miłe, ale ja nie rusze palcem na jego aktywność komórkową. Kusi to prawda, ale walczę! BY pokazać jemu, że mam go gdzieś, że nie potrzebuje z nim kontaktu (przyjemniej teraz, jak wróce do mieszkania będę musiała się do niego odzywać, gdy pojawi się jakaś awaria - mam nadzieję, że sporadycznie lub wcale) oraz sobie, że mogę bez niego żyć. Że nie on jeden, że bardziej zależy mi na mojej równowadze psychicznej niż na nim... Choć to trudne...
katia72 napisał/a:Qrna...w co ja wdepnełam???..nie jest to moja miłość zycia (w to już nie wierzę)..a odciąć od swoich chorych emocji sie jakoś nie potrafię. To jak prawdziwa choroba jest:(
Przyzwyczail mnie, że o mnie zabiega..
Oj i ja byłam przyzwyczajana do zabiegania, dokładnie do porannych smsów, telefonu na wieczór... Ale musisz zastanowić się czego chcesz? Jeśli to nie miłość twojego życia, chcesz zapomnieć to powinnaś przestrzegać reguł... Wiem, ze to trudne, ale jak mus to mus, inaczej nic nie zdziałasz. Mi na początku Niekochana i Tarantella oraz Zazdrość pisały, że muszę chcieć coś zrobić z tym fantem, który za mną idzie... Jeśli już będę chciała coś uczynić, zacznę działać - i oto działam...
Ale może Ty nie chcesz czegokolwiek zmieniać? Nie analizuj jego zachowania, jego wyczynów itp - to na nic bo tylko będzie wpływem natłoku myśli o nim, a Ty masz go przepędzić ze swojego umysłu i serca... Tego chcesz, prawda??
EDIT:
Rozumiem Cię bo sama jestem DDD, ale jeśli nic nie zrobisz, nie uwolnisz się od tych uczuć... Jesli chcesz zacząć działać, zacznij od zerwania kontaktu: zero spotkań, zero rozmów telefonicznych/smsów, maili... NICZEGO MA NIE BYC!! Zacznij skupiać się na sobie, jakies hobby, zakupy, miłe spędzenie wieczoru, czytanie książek, wycieczki - wiele ciekawych możliwości... Wszystko byle nie ON
EDIT 2:
Dobranoc wszystkim
do jutera - mam nadzieje lepszego 