Ja mam urlop. Tydzień luzu.
W domu bez przerwy jest coś do zrobienia. Kurz się zbiera cały czas.
Ktoś kiedyś powiedział, że robota w domu, to robota głupiego. W kólko robota. Byle tylko nie dać się temu zwariować!
Ale nam to nie grozi:)
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Strony Poprzednia 1 … 35 36 37 38 39 … 44 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Ja mam urlop. Tydzień luzu.
W domu bez przerwy jest coś do zrobienia. Kurz się zbiera cały czas.
Ktoś kiedyś powiedział, że robota w domu, to robota głupiego. W kólko robota. Byle tylko nie dać się temu zwariować!
Ale nam to nie grozi:)
Witam przez 12 lat żyłam w toksycznym związku bałam się wszystkiego.Chciałam odejsc ale myslałam że sobie nie poradze dwoje dzieci długi jak to ogarnąc.Ale dałam rade wystarczy uwierzyc w siebie nawet gdy się ciągle słyszy że nikt nas nie zechce i jestesmy do niczego bo to nie prawda. Jestesmy silne mądre i zasługujemy na miłosc szacunek a ja to znalazłam
Witaj Olu, cieszy mnie fakt, że udało Ci się ![]()
Hm... urlopik dobra rzecz ;P
A ja zaczęłam nowy semestr uczelniany... Na razie jest dobrze (bo początek) zobaczymy potem jak bedzie ![]()
A z racji dzisiejszego dnia - Wiele Miłości moje drogie (ale nie dla naszych drugich połówek, ale dla nas samych. W końcu kochać trzeba również samą siebie
)

Wspaniale.
Dużo miłości dla nas. Tak jest.
Myway!!!!
Przeczytałam to co podlinkowałaś w pierwszym poście i ryczę, jak mogłam być tak głupia!!! Właśnie rzucił mnie facet, z którym mieszkałam od czterech lat, zrobił to w chamskim stylu a teraz czytam ten wpis o psychopatach. NIEMAL WSZYSTKO PASUJE! Czarujący gnojek, kłamiący w żywe oczy, zero empatii. Tylko nie wiem co Znaczy "Bezosobowe, prymitywne i słabo zintegrowane życie seksualne"? - bo jeśli to, że zasadniczo miałam być dyspozycyjna jak on chciał, a jak miałam orgazm to nie dlatego, że on się o to starał to PASUJE WSZYSTKO!
Jak ja mogłam być aż tak głupia, żeby tego nie widzieć??? Dlaczego dopiero jak mnie rzucił to wszystko zaczyna mi się układać w całość?
A w ogóle to weszłam na ten wątek bo mnie zaintrygowało to "Kobiety które kochają za mocno" a tu taki szok.
Droga Ewo - nie tylko Ty nie widziałaś... Każda z nas była ślepa, zaślepiona miłością, złą miłością do faceta, który na nią nawet nie zasługiwał... Wcześniej zapatrzona ślepo nie widziałaś jego błędów, w momencie zerwania targają nami emocje, które sprawiają, że my przestajemy być ślepe, klapki z oczu opadają i widzimy. A jak nam jeszcze ktoś coś powie, gdzieś przeczytamy o podobnych przypadkach to wszystko okazuje się prawdą, czystą prawdą!!
Przyznaj, ze w momencie gdy byłaś z nim związku i gdyby ktoś Ci powiedział, jaki on jest to byś na pewno nie uwierzyła... A tak... Głowa do góry, będzie dobrze... Musisz o nim zapomnieć i tyle
da radę ![]()
Swoją drogą, dawno nie widziałam Myway...
Jakbyśmy miały, mieli dawniej tą wiedze co teraz...
A ja pisałam do dziewczyn, pare z nich odpisało mi. Mają się dobrze, ale piszą, ze nie zaglądają już na forum, gdyż mówienie NON STOP o tym samym problemie nie pomaga... Z drugeij strony mają rację ![]()
Pewnie tak.
Ja zaglądam nie koniecznie po to ![]()
Ale mam też inne problemy, więc może mi to nie przeszkadza az tak.
Smutno, cicho...
ano...
to może jaka impra karnawałowa po środa popielcowa niebawem ![]()
Jutro znajoma się wybiera na zabawę...kurcze zazdroszcze...nie mam z kim kurka siwa ![]()
Może razem pójdziemy, wszystkie?
pomysł fajny, tyle, że z kasą cienko i z czasem...przynajmniej u mnie, ale pewnie coś by dało radę wymyślić...
Latem pewnie byłoby taniej spotkać się gdzieś pod namiotami lub kwaterze na Mazurach, czy jakimś innym ładnym miejscu
a masz jakąś propozycję może ? ![]()
kurka siwa... Kraków...to dla mnie z okolicy Bydgoszczy pół kraju..
pomysł fajny, tyle, że z kasą cienko i z czasem...przynajmniej u mnie, ale pewnie coś by dało radę wymyślić...
Latem pewnie byłoby taniej spotkać się gdzieś pod namiotami lub kwaterze na Mazurach, czy jakimś innym ładnym miejscua masz jakąś propozycję może ?
kurka siwa... Kraków...to dla mnie z okolicy Bydgoszczy pół kraju..
U mnie też biednie. Ale może coś się zmieni. Kawał drogi, faktycznie. Do środy popielcowej chyba nam się nie uda, ale do wakacji, kto wie. Może tak. Będę myśleć.
Co słychać?
Moniu co tam u Ciebie słychać?
Witam dziewczyny, długo nie pisałam, ostatnio mialam masakrycznego doła..w sumie nadal mam, oprócz tego bieganie z synem od psychologa do pedagoga...
mąż był na jednej wizycie u psychologa, na drugą juz nie dotarł, pewnie moja wina bo powiedzalam mu, że nie mogę go już słuchać i patrzeć na niego..., ale faktycznie nie mogę, nic nie poradzę...idiotka wieczorem go za te słowa przeprosiłam,
najgorsze jest to puste wpatrywanie się we mnie, gdy próbuję z nim porozmawiać, wmawia mi, że jest nieudacznikiem, powiedzcie na co liczy, że podejdę, pogłaskam go i powiem, że nie, chociaż chyba sama tak myślę, ale nie powiedziałam mu tego
nie wiem o co mu chodzi, rozwodu nie chce, porozmawiać ze mną też nie, na terapię też nie i chce ratować związek, nie interesując się niczym, uciekając od najmniejszego problemu, mając mnie i moje uczucia w d...e, nie interesując się dzieckiem, finansami, olewając wszystko i wszystkich dookoła
czasami mam wrażenie, że traktuje mnie jak matkę albo koleżankę
powiedzialam, że wyprowadzam się z młodym do mamy, ale raczej tak on, jak i ja wiemy, że tego nie zrobię na 99%, wczoraj padło znowu wiele mało przyjemnych słów, wywaliłam mu rzeczy z szafy i powiedzialam, że ma się wyprowadzić albo dzisiaj zawiozę jego rzeczy do rodziców, rano dostałam sms-a, że mam mu dac kilka dni, nie zawozić rzeczy, że poszuka jakiegoś lokum( w co nie wierzę). Jutro wybieram się do tesciów na rozmowę, sama nie wiem po co, nie wiem, co mam im powiedzieć, nigdy się przed nimi na synka nie skarżyłam, ale tak postanowiłam, chociaz wiem, że ta rozmowa jeszcze bardziej mnie zdołuje.
Wiem co uslyszę, że winna tej sytuacji jestem ja, bo muszę go zrozumieć itd, itp ( chyba, że się zdziwię). Nie mogę spać, nie mogę jeść, nie mogę pracować, wszystko ostatnio zawalam, problemy z synem rozwalają mnie totalnie( pani psycholog powiedziała, że terapia może potrwać do roku, problemy z koncentracją, pamięcią, wyrazaniem emocji, skupianiem się, ale efekty będą wtedy jeżeli my czyli rodzice się będziemy potrafili porozumieć), nie potrafię już nawet udawać, tym bardziej przed dzieckiem. w takiej sytuacji bardzo bym chciała mieć siostrę lub brata, a nie mam nikogo. Matko, ale pesymistycznie się zrobiło.
To naprawdę ciężka sytuacja.
Jak Twój mąż chce ratować związek nie czyniąc żadnego, najmniejszego nawet wysiłku. Nic się nie zmieni jeśli będzie bezczynny, obojętny. Ale oni tak mają. Każdy jeden jest obojętny w jakimś stopniu. Jeśli mu zależy bardziej się angażuje, ale jeśli jest bardziej pewny obojętnieje i coraz bardziej olewa. Nie wiem czy są faceci cały czas aktywni w tych sprawach.
Biedne dziecko. Kurcze, mój mały nasłuchał się różnych rzeczy. Jak jego ojciec mnie wyzywał, a padały różne słowa. Kiedy się złości klnie. To jest okropne. Czasem nie widzę już sposobu w jaki mogłabym go skarcić. Wyobraź sobie, że zawsze dogaduje. Cokolwiek nie powiem do kogoś on musi skomentować. Moja mama nazywała to pyskowaniem.
Wczoraj zrobił taką scenę, że ręce mi opadły. Bił mnie, szarpaliśmy się, a to kilkuletnie dziecko. Coś okropnego. Jak teraz sprawić żeby miał szacunek, żeby miał respekt, kiedy to wszystko spieprzył jego ojciec. Wczoraj to ja byłam ta zła, jak bardzo nie chciał do taty tak wczoraj chciał do niego, a ja mu nic nie zrobiłam. Dokładnie mówił do mnie tak jak jego ojciec. Paranoja. Ale poczułam, że muszę wszystko naprawić i tylko ja to mogę zrobić. Ojciec z nim nie rozmawia, nie tłumaczy. Ma być tak i tak i nikt nie wie dlaczego, po co?
To naprawdę ciężka sytuacja.
Jak Twój mąż chce ratować związek nie czyniąc żadnego, najmniejszego nawet wysiłku. Nic się nie zmieni jeśli będzie bezczynny, obojętny. Ale oni tak mają. Każdy jeden jest obojętny w jakimś stopniu. Jeśli mu zależy bardziej się angażuje, ale jeśli jest bardziej pewny obojętnieje i coraz bardziej olewa. Nie wiem czy są faceci cały czas aktywni w tych sprawach.Biedne dziecko. Kurcze, mój mały nasłuchał się różnych rzeczy. Jak jego ojciec mnie wyzywał, a padały różne słowa. Kiedy się złości klnie. To jest okropne. Czasem nie widzę już sposobu w jaki mogłabym go skarcić. Wyobraź sobie, że zawsze dogaduje. Cokolwiek nie powiem do kogoś on musi skomentować. Moja mama nazywała to pyskowaniem.
Wczoraj zrobił taką scenę, że ręce mi opadły. Bił mnie, szarpaliśmy się, a to kilkuletnie dziecko. Coś okropnego. Jak teraz sprawić żeby miał szacunek, żeby miał respekt, kiedy to wszystko spieprzył jego ojciec. Wczoraj to ja byłam ta zła, jak bardzo nie chciał do taty tak wczoraj chciał do niego, a ja mu nic nie zrobiłam. Dokładnie mówił do mnie tak jak jego ojciec. Paranoja. Ale poczułam, że muszę wszystko naprawić i tylko ja to mogę zrobić. Ojciec z nim nie rozmawia, nie tłumaczy. Ma być tak i tak i nikt nie wie dlaczego, po co?
Żal mi bardzo syna mojego, Twojego też, jest taki rozdarty, czasami się zastanawia co ma powiedzieć, żeby było ok, zrobił się strasznie przygaszony, też słyszał różne słowa, też dogaduje, odzywa się, tak, że czasami mam ochotę wyjść i wyć... a ja nie mam już siły, nerwów, cierpliwości, ale wiem, że muszę, bo będzie gorzej..., z jednej strony ratować związek, z drugiej dziecku pomóc, psychika mi już siada, nie pamiętam kiedy zrobiłam coś dla siebie... ostatnio syn mi powiedział jestem taki, jak tata ( chyba najgorsze co moglam usłyszeć w tej sytuacji), teraz jeszcze jest za młody, ale jak za kilka lat mi powie mam Cię w d...e, jak tata, nie szanuję Cię jak tata, masz mi uslugiwać i się nie skarżyć, nie odzywaj się do mnie, będę robił co chcę to chyba sobie palnę w łeb...Ahh najgorsze jest to, że tylko dzięki mnie był na koloniach, ja wzięłam kredyt, żeby z nim pojechać na wakacje, ja go zapisalam na te zajęcia dodatkowe, na które chciał chodzić i go zawożę, ja z nim w szpitalu 24h jak miał zabieg i operację, ja zadania, ja na zebrania do szkoły, ja do lekarza, ja organizowałam mu każde urodziny itp, ja musiałam na to zarobić, odmówić sobie, dla męża nic nie jest potrzebne, istotne, mało potrzebne...czasami to bardzo boli, jak syn się do mnie odzywa, wychodzę i płaczę...jeszcze rok, dwa lata temu rozumieliśmy się doskonale, uwielbiałam z nim spędzać czas, wszędzie go zabierałam, teraz jest mi czasami wstyd za jego zachowanie, ale się staram, bo warto, dla najważniejszej osoby w moim życiu dam radę i będzie ok, wierzę w to ![]()
Twój synek naśladuje zachowanie swojego ojca, w sumie wzór, czowieka, który powinien być autorytetem dla syna...
Podejrzewam, że jak mieliscię taką "waleczną" sytuację, w jego rozumieniu, Ty byłaś tą złą i dlatego teraz chce do taty, bez względu, jak było kiedyś...
mój też tak robi, biega od mamy do taty i liczy, że ktoś mu na więcej pozwoli lub gdy mąż krzyknie lub czegoś mu zabroni to przychodzi do mnie lub odwrotnie, chociaż to ja jestem bardziej stanowcza, mąż wszystko olewa i dlatego mógłby robić co chce... wiem, że jesli nie będziemy trzymać jednej strony, przynajmniej w tym przypadku, będzie ciężko..ehh
hmm... poradź mi, byłam wczoraj u teściów z młodym, ale w sumie cały czas gadaliśmy o jego problemach w szkole, nawet się ucieszyli, że przyszliśmy...jakoś nie wiedzialam jak zacząć rozmawiać o ich synu, juz sama nie wiem czy mówić czy nie, podejrzewam, że nic im nie powiedział, bo wczoraj mówili, że tydzień nie dzwonił, może nie wie, jak ma im powiedzieć, dlatego mi napisał, żebym nie zawoziła do nich jego rzeczy... sama już nie wiem co mam robić, najgorsze, że ostatnio jeszcze mi powiedział, że wszyscy by się cieszyli jakby go nie było, jak spłaci kredyt to już go nie zobaczymy i takie teksty, masakra tego słuchać
mój były już mąż też straszył, że walnie autem w drzewo...jakoś żyje i ma się dobrze....
Tak odnośnie dzieci...
, gdzieś czytałam, że dzieci odreagowują na najbliższych osobach, tam gdzie czują się bezpiecznie i wiedzą, że mogą...
Moja środkowa córcia też w złości powiedziała, że chce mieszkać z tatą... poprosiłam ją o chwile spokojnej rozmowy, usiadłyśmy bez świadków i powiedziałam właśnie to co Ty kameleon 02, że ja dla niej robię to i to, że bardzo kocham, że nie może tak być, że mnie nie szanuje, wymagam posłuszeństwa i szacunku, że rozumiem jej złość, że ma do niej prawo, bo na pewno jest jej trudno... i td... pomogło...na razie nie wraca do tematu...
ale pyskuje strasznie, masakra...za każ dym razem jak uspokoją mi się nerwy staram się obgadać sytuację...
i modlę się, by to wystarczyło ![]()
Dobrej nocy dziewczyny
Cześć, przepraszam, nie miałam jak się odezwać. Siedziałam z dzieckiem przy zadaniach w niedzielę. Zszedł nam prawie cały dzień. Raz na jakiś czas udaje się żeby sam pracował, w większości jednak muszę nad nim siedzieć. Graniczy z cudem, żeby pisał bez moich nerwów. Tak ciężko go zmusić do pisania, oj bardzo. Pyskówki były, no i ten piątek. To była naprawdę szopka. Coś niewyobrażalnego.
On nie chce do ojca, chciał do mnie, chciał mieszkać ze mną i stało się. Przedtem był z ojcem, który nie chciał go oddać, ale ostatnio skapitulował.
Dziecko się buntuje, staram się. Nie pozwolę żeby tam wrócił, to nie zabawa. Cokolwiek się nie dzieje jestem jego matką i chcę mu pomóc. Póki co chce wymusić wszystko, nieraz nawet szantażem. Musze coś z tym zrobić, bo za 10 lat mi przyłoży tak jak w piątek tylko mocniej. Moje dziecko w piątek mnie biło i wyzywało. Nie wiem co o tym myśleć.
Musimy dać radę.
Ma zmiany nastrojów, najgorszy nastrój jest wtedy kiedy nie pozwalam, wtedy się chowa, odchodzi, złości. Sam mówi, że nie wie co ma wtedy ze sobą zrobić. Wczoraj przy tych zadaniach wyprowadził mnie z równowagi, nie wiedziałam co mam zrobić, żeby pracował. Dla niego zadania do szkoły nie mają żadnego znaczenia, nie chce pisać na lekcjach, nieraz przychodzi z pustymi zeszytami. To strasznie boli, że on jest w takiej sytuacji. Jego ojciec obwinia mnie, szkoda, że nie spojrzy obiektywnie na siebie. Ja nie mam wyrzutów, że skończył się ten chory związek. Dziecka nie mogłam zostawić z ojcem, mały mówił, że taty metoda wychowawcza to bicie pasem. Tęskniłam za nim strasznie. Wolałam go nie widzieć przez kilka dni, niż spotkać go tylko na chwilę. Nie wiem czy ktoś to rozumie. Ojciec dziecka używał jako karty przetargowej. Prosił żebym przychodziła, a potem się na mnie wyżywał przy dziecku oczywiście. On słuchał wszystkiego. Ale to ja byłam najgorsza. Dziecko tęskniło, ale straciło do mnie szacunek. Chociaż wie kiedy zrobi coś przykrego, nie myśli o tym zanim coś zrobi, tylko po fakcie, ale to znaczy, że ma odpowiednie uczucia.
Dzięki koleżanki za wsparcie.. czasami trochę przynudzam, ale serio nie mam z kim pogadać, mam koleżanki, ale wiadomo życie zabiegane, kazdy żyje swoim, brak czasu, kasy, jak u kogoś jest ok, to drugiej osoby nie zrozumie, nie mam rodzeństwa, ani bliskiej rodziny...wiem, że też macie, miałyście ciężkie chwile i nie jedne pewnie przed nami, cóż życie...ja miałam kiedyś energię, siłę, chęci teraz to wszystko ze mnie wyparowało...
hmm...mój syn tak samo nie ma chęci do nauki, to, że ciężko mu cokolwiek się nauczyć to jedno, a drugie to brak motywacji, chęci, olewka totalna, boję się co będzie dalej, zapisałam dzisiaj syna na terapię biofeedback( chyba tak to się pisze), poleciła pani psycholog w poradni psychologiczno- pedagogicznej( w niektórych szkołach też to jest), najwcześniejszy termin wrzesień- październik, masakra jakaś, może u Ciebie jest też coś takiego popytaj, czytałam o tym dużo w necie, podobno pomaga, to takie gry na monitorze, bez klawiatury, myszki, gra się w to " myślami", pomaga w koncentracji, pamięci, skupianu się... pogadam z teściową, pracuje w szkole, może oni coś takiego mają...dzisiaj syn do mnie powiedział zabijcie mnie, bo nie pozwoliłam mu o 18 wyjść na podwórko, myślałam, że zjadę, skąd on to bierze, wczoraj odkryłam, że miał na telefonie nagrane moje kłótnie z mężem, powiedzmy nawet nie kłótnie, bo gdy młody śpi, to jak już mnie weźmie na kolejny monolog, to nie krzyczę, zastanawiam się czy przypadkiem mąż tego nie nagrał i nie przesłał na jego telefon.. ja chyba już świruję...
Ja z przyjemnością sobie z Tobą piszę, też jestem jedynaczką. Jedziemy jakby na podobnym wózku poza tym.
Mój mały olewka tak samo. A w jakim Twój synek jest wieku, mój teraz będzie miał komunię.
Widzisz, raz jest lepszy dzień raz gorszy. Najbardziej się złości kiedy nie dostaje tego czego chce właśnie, ale wydaje mi się, że trochę za ostro reaguje, mimo wszystko. Wiadomo, że to jest dziecko i staram się nad tym pracować.
Mój tez mówił o zabijaniu, tylko, że on sam chciał. To takie chyba trochę zwrócenie na siebie uwagi, ale bardzo niepokojące, kiedy dziecko mówi takie rzeczy.
Witam Cię serdecznie, mój jest o rok starszy, też się złości, przy tym robi głupie miny, tupie, jak trzyletni malec... wczoraj wieczorem trochę z nim pogadałam, ale czy to coś da, problemy z nauką były praktycznie od pierwszej klasy, ale miał wtedy cudowną panią, naprawdę super babka, coś w moim wieku, powiedziała, żeby się nie stresować, jeden się uczy wolniej, drugi szybciej, jak tak będzie dalej to coś zaradzimy, wtedy z przyjemnością chodziłam do szkoły, z każdym problemem można było do niej się zwrócić, w każdej sprawie pomogła, doradziła, na początku drugiej klasy poszła na L-4( zagrożona ciąża), przyszła dziewczyna dopiero co po studiach, żadnego podejścia do dzieci, do rodziców, jest na stażu do końca maja, więc chyba jej to zwisa i chce to odbębnić, zamiast im na lekcji tłumaczyć, to każe robić samemu, a dopiero jak ktoś nie wie, to raz wytłumaczy i tyle, wczoraj mogli robić w książkach co chcieli, zebranie u niej trwa max 15 min, rozda każdemu karteczki, pośle listę obecności i tyle, żadnego zainteresowania niczym, później w domu dodatkowo trzeba przerobić materiał z lekcji, bo nic z tego nie wie, boję się czwartej klasy...
Mój niby się uczy, ale chyba się na tym nie koncentruje, czasami, jak ma coś na pamięć to siedzi po kilka godzin dziennie przez weekend, a w poniedziałek i tak nic nie pamięta... pani psycholog powiedziała, żeby wrzucić na luz, bo za chwilę ani on, ani ja nie będziemy już mieć na szkołę siły i nie będziemy mogli patrzeć na książki, ale przecież ja nie wymagam cudów, wczoraj zaczęłam go pytać tabliczki mnożenia( do 50 mieli się nauczyć do połowy lutego, teraz do 60) 5*5, a on jezuuuuuu...znowu zaczynasz i tupie nogą, czasami mam wrażenie, że robi ze mnie wariata, pytam się o miesiące, która godzina, na jakie pytanie odpowiada rzeczownik, czasownik, 20:5, a on nic nie wie...widzę, że też masz problemy i z nauką i z zachowaniem, naprawdę nie zazdroszczę, ciężko to wszystko pogodzić, ja bardzo często ostatnio mam ochotę po prostu wyjść tak jak stoję i iść przed siebie byle dalej od tego wszystkiego
OJ rozumiem. Wiem jak to jest. Iść, rzucić wszystko. Po takim urlopie przydałby się następny. Taki dl nas tylko, żeby prawdziwie odpocząć od wszystkiego.
Ja czasem mam dość tej szkoły, nauki w zasadzie, bo ślęczymy razem, ciężko jest małego zainteresować, ale jak zaskoczy i uda się go przekonać to jakoś idzie. Najlepiej z matematyką i informatyką, to robi sam bez problemu. Pani wychowawczyni trafiła nam się wyjątkowo fajna i cierpliwa, potrafi tak mówić do tych dzieciaków, że mnie kiedyś opadłą szczęka, nie wpadłabym na taką metodę jaką zastosowała. I ten efekt piorunujący, fachowy pedagog po prostu. Dzieci schodziły schodami, były dwa zejścia, pani prowadziła jednym, ale ci nerwowi i szukający wrażeń poszli drugim, więc powiedziała im, że teraz muszą wrócić na górę i zejść tym zejściem co wszyscy. Niby proste, a skuteczne.
Mamy trochę tego. Trzeba dom ogarnąć, pogodzić szkołę i pracę, a jak w domu nie ma wsparcia to można się zajechać. Ale damy radę. Od tego jesteśmy, żeby pomóc naszym dzieciakom, w końcu jesteśmy matkami. A jeśli to dla nas ważne to raczej nie byle jakimi.
Co racja, to racja... my musimy się starać za siebie i ojców naszych dzieci, bo dla nich problemy ich dzieci, to nie ich problemy...dużo cierpliwości i wytrwalości ci życzę
Jeszcze nie raz usłyszymy, że to nasza wina. To standard. Gdzieżby on, pan winnym był.
Dziękuję, wzajemnie. Damy radę. Jeśli coś gdzieś, zaglądam tutaj codziennie.
Nie za często ale przynajmniej raz dziennie.
Co słychać ciekawego?.. jakieś zmiany na lepsze?... pusto...cicho
Witajcie moje drogie... Wybaczcie, że dopiero teraz piszę... Ale miałam sesję poprawkową, którą musiałam zaliczyć i... Udało się ![]()
Teraz jestem do Waszej dyspozycji :*
NO i bardzo elegancko, gratuluję serdecznie ![]()
A dziękuje serdecznie... Ogólnie muszę Wam powiedzieć, że z przyjściem wiosny nabrałam jakby więcej energii. Zdałam egzaminy, ćwiczę codziennie aerobic, do tego zmieniłam swoją dietę -> woda, owoce, warzywa ![]()
dodatkowo mam energię na ewentualne spotkanie z R. Wraca na dniach do Polski i pojawi się w mieszkaniu... Nie wydaje mi się, żeby było ciężko... Mam ważniejsze sprawy na głowie niż zawracanie sobie nim gitarki ![]()
Bardzo podoba mi się Twoje podejście. Wszystko poszło jak z płatka. Zatem nie ma tego złego...
A takie spotkanie, co to dla Ciebie, pikuś, Pan Pikuś! ![]()
Hehe jesteś kochana
Ale teraz mam lekki, mały problem... Na dniach moja dobra znajoma ma urodziny, zostałam zaproszona na imprezę i muszę jej coś kupić... Myślałam o jakiś ładnych kolczykach, ale kurcze ma tego od cholery... Macie może jakiś pomysł?? ![]()
Myslałam jeszcze o perfumach, torebce bądź nowym portfelu bo się jej rozpada troszeczkę...
Hehe jesteś kochana
![]()
Ale teraz mam lekki, mały problem... Na dniach moja dobra znajoma ma urodziny, zostałam zaproszona na imprezę i muszę jej coś kupić... Myślałam o jakiś ładnych kolczykach, ale kurcze ma tego od cholery... Macie może jakiś pomysł??
Myslałam jeszcze o perfumach, torebce bądź nowym portfelu bo się jej rozpada troszeczkę...
Portfel to bardzo dobry pomysł, może torebka jakaś, a może jakiś fajny zestaw cieni do powiek, albo może kupon na jakieś spa, albo bilety do teatru lub operetki, jeśli lubi. Albo karnet na zumbę. Zależy ile chcesz przeznaczyć.
Jestem na łączach
...
I znowu milczymy.
Moniu co tam?
Kameleon jak tam Twój mały?
Mój wczoraj był grzeczny po szkole, natomiast później w domu działo się niedobrze. Nie chciał odrabiać zadania z polskiego. Myślałam, że mnie trafi. W końcu zaczęłam krzyczeć. Czasami nie widzę sposobu, jestem bezsilna, nie mam pomysłu jak na niego wpłynąć.
A potem słyszę od tatusia, że dziecko się w nauce opuszcza, że to, tamto siamto. I jeszcze do mojego ojca wydzwania, a to, że dziecku śniadań nie daje, że hot dogi je same, że ...
Wkurza mnie to. A mój ojciec zamiast go opierdzielić to jeszcze mnie poucza. Nie mam pytań.
Może ja zacznę wydzwaniać do rodziców idioty z byle pierdołą. Kiedyś zadzwonił o 2 w nocy do drugiej babci, coś fiksował bezpodstawnie, kobieta pod 80-tkę zdenerwowana, a że ma problemy z pamięcią to zaczęła sobie jakieś dziwne wyobrażenia tworzyć. Głowa mała.
W środę sprawa. Napierają na mnie, żebym go opierdzieliła. Bo pozwolił dziecku grać w weekend na komputerze, a dziecko maiło karę, bo się okropnie zachowywało. Al co to tatusia obchodzi, zadzwoni do dziadka, wyżali się. Wrrrrrrrrrrrrrr. I teraz nie wiadomo czy go opierdzielić na czym świat stoi, on zawsze dzwoni z pretensjami, czy lepiej sobie darować.
Hm... trzymam mocno kciuki za dzisiaj, żeby wszystko poszło po Twojej myśli ![]()
Pamiętałaś
. To bardzo miłe i budujące.
Zastanawiam się tylko, choć może to głupie i mało ważne czy wrócić do swojego nazwiska czy zostawić podwójne. Niby dla dziecka lepiej żeby mieć takie samo, choćby częściowo. Zastanawiam się.
A jak tam u Ciebie?
Jak mały?
Ja staram się, choć czasem jak małemu nerwy zagrają to troszeczkę za dużo sobie pozwala, ale walczę z tym.
A jego ojciec i tak się czepia.
Czepiał się na sprawie, ale takich rzeczy, że pożal się boże, pierdół po prostu. Nie zaskoczył niczym, jest przewidywalny jak woda w kranie.
Życzę Wam spokojnych, wesołych Świąt. Oby spełniły się najskrytsze marzenia i wszystko układało się w należytym porządku.
Witajcie dziewczyny
Ostatnio tak jakoś smutno na tej naszej kafejce, każda żyje właśnym życiem, nie mamy czasu chyba aby dzielić się tym co się w naszych zyciach dzieje...
Poznałam kogoś - ma na imię Artur i wydaje się być bardzo miłym kolesiem. Wysportowany, zabawny, uprzejmy i troskliwy
we wtorek spędził u mnie popołudnie i wieczór - do niczego nie doszło... Choć przyznam, całowaliśmy się... Nie jestem jednak pewna jego intencji... Czy aby na pewno jest wobec mnie fair, czy serio się mną interesuje (w końcu zaproponował randkę)... Jak go wybadać?? A może za bardzo panikuję bo boje się powtórki po R...??
Wczoraj widziałam się z R, rozmawialiśmy i było całkiem dobrze
ale coś mi się wydaje, że źle układa mu się w związku, ona już nie mieszka w jego mieszkaniu... Dziwne to tochę...
Wybaczcie za chaotyczność wypowiedzi... ![]()
Powiedzcie jak sprawdzić faceta, czy serio go interesuje, czy aby na pewno mogę sama się za niego brać...
buziaki
Może trzeba traktować trochę na dystans, niezbyt na serio, tak luźno, wtedy można zobaczyć czy na serio mu zależy.
Może mu chodzić także o jedno, bo i tacy są a wtedy zachowują się do tego momentu jakby im zależało, a potem nieco inaczej. Myślę, że sama wyczujesz.
Hm...R, cóż.
Smutno coś, ja zaglądam, ale pusto czasem piszę i nic.
Rozmawiałm o tym z przyjacielem i przyjaciółką. Oboje uważają, że coś może być na rzeczy, ale muszę lepiej go poznać... Problem w tym, zę nie wiem jak, bo na razie mamy kontakt skromny - przez gg...
Nie wiem jak można człowieka poznać... Ogólnie zauwazyłam, że to on trzyma mnie na dystans...
Z rad znajomych wiem, żę jeśli chce się dowiedzieć czy facetowi zależy na poważnie, powinnam dać mu sposobność na wykazanie się - pytanie w jaki sposób to okazać?? Czy moze poprzez dłuższe milczenie czy jak??
Poradzicie mi??
No R to ja się nie przejmuję, bo i tak nie ma kim ![]()
Owszem, smutno trochę ![]()
Jk mu dać się wykazać. Odsunąć jeszcze bardziej niż on to robi?
Właśnie nie wiem, może moje odsunięcie się od niego da mu coś do myślenia. Znajoma nie wytrzymała i postanowiła się go wypytać co i jak. A on od tamtej pory ma na gg opis "być czy mieć". Naturalnie nie rozmawiałam ze znajomą, bo nie mam czasu (sesja za tydzień)... Ale cóż, odezwał się dziś pierwszy, wogóle pierwszy pisze, pyta co i jak... Sama nie wiem...
Ogólnie uznałam, że chce wiedzieć do czego biegnie owa znajomość, czy to tylko znajomość czy to może coś wiecej. Nie chce palnąc jakiejś głupoty podczas spotkań z nim...
Dobrze robię??
Nie wiem. Nie za dużo rozmyślań? Czy nie chodzi o spontaniczność? Przecież niektórych rzeczy nie jesteśmy w stanie przewidzieć.
cześć dziewczyny, umknęły mi gdzieś wcześniejsze posty chyba to była inna grupa wsparcia , w każdym razie też dla kobiet kochających za bardzo. Tak czy inaczej piszecie o tym wszystkim , o waszych uczuciach , itp. i widzę siebie ja również przeczytałam książke Robin Norwood KOBIETY , KTÓRE KOCHAJA ZA BARDZO " I teraz już wiem ze ja tez nią jestem . Już kilka miesęcy temu czytałam ta ksiażkę ale jakoś ją odłożyłam chyba wypierałam ze świadomości ze rzeczywiście taka osobą jestem . Jestem w związku od 10 lat , po ślubie 6 lat ,mamy 2 dzieci. Nie, nie nie tego nie da opisać si w jednym poście. Może stopniowo poznacie moją historie jeśli tylko zechcecie i wtedy, powiecie mi szczerze co o tym myślicie. To dla mnie bardzo ważne, BARDZO , wasza opinia będzie obiektywna. Bo może to ze mną jest coś nie tak. Ale na początek powiedzcie mi czy żadna z was nie jest uzależniona od męża finansowo?? nikt o tym nie pisze , raczej piszecie ze ich utrzymujecie. Ja mam inna sytuacje i ona utrudnia mi bardzo zdystansowanie się , odciąć, nie mogę rozoczać procesu leczenia. To zawsze ja w końcu muszę wyciągnąć rękę i wypadałoby żebym to ja przeprosiła za to np. ze on dobrze się bawił w swojej rodzinnej miejscowości i nie odbierał ode mnie telefonów przez 4 dni, rozłączał mnie itp. Tak czy tak ja nie pracuje, mieszkam na wsi u swoich rodziców , on u swoich bo ma blisko do pracy i budujemy dom. Nie mogę pracować bo najmłodsze dziecko ma 14 miesięcy , nie stać mnie na opiekunkę , gdyż ona najmniej zechce 800 zł a ja w swojej ostatniej pracy zarabiałam 1000 zł, a teraz to w ogóle nie mogę znaleźć pracy. wiec cierpię , płacze, a potem ona wraca a a cóż mam zrobić, wybaczam choć potem nienawidzę się za to , przestałam się szanować , mam okropne myśli , nie chce mi się żyć. i jedyne co mnie trzyma przy życiu to te dzieciaki , ja dla nich wszystko. Ale już psychicznie nie wytrzymuję, chciałabym na terapie ale to tez kosztuje. Gdybym chociaż nie musiała zależeć od niego finansowo to myśle ze byłoby mi odrobinę łatwiej a tak, co ja mam zrobić , pomóżcie!! Czy ktoś miała podobnie?/
To bardzo trudne. Jest wiele kobiet uzależnionych finansowo od mężów. Ja też byłam. Zarabiałam mało. Teraz nawet mam mniej niż ty miałaś. Po odjęciu zobowiązań. Cały czas staram się coś zmienić. Może znajdziesz na początek jakiś sposób, żeby dorobić. Dziecko jest jeszcze maleńkie. Troszkę chy6ba będziesz musiała przeczekać.
Obwinianie to jest cały sty tych durnych facetów. Nie wiń siebie. Coś tak mi się wydaje, że Ty w domu a on sobie żyje, nie przejmując się niczym. Zarabia i szaleje. Co takiego?
Ja myślę, że jak trochę porozmawiasz z dziewczynami z tego miejsca to lepiej się poczujesz i zauważysz jakieś możliwości. Nie załamuj się, głowa do góry.
nie mogę się powstrzymać muszę jeszcze jeden post dodać , tak bardzo chciałabym opisać wszystko ale wiem ze się nie da. Tylko ze ja już nie mogę najpierw ten lęk paskudne uczucie, potem złość, gniew, rozgoryczenie, potem płacz to granic możliwości aż się nie wyczerpię potem straszny ból głowy , wymioty i na koniec biegunka mam tak ściśnięty żołądek ze prawie nie jem w takich sytuacjach. to mnie wykańcza nerwowo , psychicznie i fizycznie. A tu trzeba się dzieciakami zając i wypadało by jeszcze się uśmiechać a nie ze dzieci ciągle zapłakana matkę widzą. I te myśli dlaczego?? dlaczego mnie to spotka ?? dlaczego on mi to robi??dlaczego mnie nie szanuje , przecież ja nie robię nic złego , owszem stawiam się , nie zgadam , wyrażam swoje zdanie , ale ostatecznie on zawsze tam mną zmanipuluje ze wyjdzie na jego. Potem wraca, przeprasza ale co z tego jak za jakiś cz robi dokładnie to samo. To się nigdy nie kończy , ta huśtawka emocjonalna mnie zabija. Ja wybaczam , choć w głębi duszy wiem ze nie zasługuje na wybaczenie, ale wybaczam bo kocham, bo dzieci, bo pieniądze z czegoś trzeba żyć , dzieci kosztują nie mówiąc już o własnych potrzebach. Tak bardzo zazdroszczę znajomym, przechodnia parą które idą czule objęci, lub po prostu spacerują rodzinnie, spędzają wolne, święta razem , grillują , tak bardzo zazdroszczę i ubolewam i jest mi wtedy tak smutno jak widzę ze się da ze inni owszem tez się kłócą ale to widać po sposobie ja funkcjonują na co dzień , jak się do siebie odnoszą ze się szanują. Mam wrażenie ze wszyscy się ze mnie śmieją ze głupia jestem ze z nim jestem , ale ja nie potrafię odejść i już sama nie wiem czy bardziej dlatego ze go tak kocham , czy dlatego ze boje się przyszłości, ze nie utrzymam dzieci i nigdy nie zamieszkają w swoim domu mając własne pokoje. moja córka cały czas o tym marzy.
Jak powiedzieć dziecku ze jednak się nie przeprowadzimy?? ze nie zamieszkamy z tatusiem bo mamusia nie może się z nim dogadać . Ostatnio córka zapytała mnie kiedy się w końcu przeprowadzimy, a ja w nerwach powiedziałam że chyba jednak sie nie przeprowadzimy , jakbyście widziały jej minę , dlaczego?? mamusiu przecież powiedziałaś ze się przeprowadzimy, ja już powiedziałam w szkole koleżanką. O Boże... i co ja mam dziecku powiedzieć. Z drugiej strony nie chce by była świadkiem ciągłych naszych awantur, i tego jak on mnie traktuje , jak się do mnie odnosi i wyrosła z tym , wyniosła to z domu. Te wszystkie dylematy sprawiają ze czuje się bezsilna i tkwię w tym dalej i wydaje mi się ze umrę ale nie nadal żyje
Jak powiedzieć dziecku ze jednak się nie przeprowadzimy?? ze nie zamieszkamy z tatusiem bo mamusia nie może się z nim dogadać . Ostatnio córka zapytała mnie kiedy się w końcu przeprowadzimy, a ja w nerwach powiedziałam że chyba jednak sie nie przeprowadzimy , jakbyście widziały jej minę , dlaczego?? mamusiu przecież powiedziałaś ze się przeprowadzimy, ja już powiedziałam w szkole koleżanką. O Boże... i co ja mam dziecku powiedzieć. Z drugiej strony nie chce by była świadkiem ciągłych naszych awantur, i tego jak on mnie traktuje , jak się do mnie odnosi i wyrosła z tym , wyniosła to z domu. Te wszystkie dylematy sprawiają ze czuje się bezsilna i tkwię w tym dalej i wydaje mi się ze umrę ale nie nadal żyje
Ja jestem w drugim związku i tak samo on nie ma do mnie szacunku. Mam mało pieniędzy, ledwo to idzie, ale staram się jakoś, próbuję coś zmienić. Myślę, że się wyniosę w końcu bo już nie wytrzymam. Mam jedno dziecko. Cały dzień jestem poza domem, późno wracam. W domu nie mam pomocy, nie ma między nami już nic. On sobie wyobraża bóg wie co, ale co mnie to obchodzi, skoro sam sobie zaprzecza.
Współczuję Ci serdecznie i rozumiem.
Musisz się zastanowić co możesz zmienić, żeby było lepiej dla Ciebie i dzieci. Masz dokąd pójść w razie czego?
Nie przejmuj się. Nie da się wszystkiego na raz opisać. Samo się rozjaśni, pomalutku, po kolei.
DZIĘKUJE:) a co do tego faceta co teraz z nim jesteś hm.. to skoro pierwszy raz już to przeszłaś i udało się to uciekaj póki możesz i jeszcze się tak bardzo nie zaangażowałaś. Trzymam kciuki i życzę żebyś znalazła w końcu takiego przy którym poczujesz się bezpiecznie.
Dziękuję.
Widzisz ja jestem w trochę podobnej sytuacji do Twojej, z racji tego, że nie bardzo mam gdzie pójść. Póki co przynajmniej. Jeśli trzeba będzie coś zorganizuję.
Na szczęście po pierwszym związku, w którym długo znosiłam różne rzeczy nie angażuję się już na sto procent. W pierwszym przypadku obawiałam się o to jak sobie dam radę i dlatego to tyle trwało. Potem znalazłam siłę i zrobiłam kategoryczny krok. Jak będzie trzeba zrobię kolejny.
Na pewno nie dam sobą pomiatać, bo to co on wyrabia w tej swojej paskudnej, obrzydliwej bezczynności przechodzi wszelkie pojęcie.
Witam ![]()
Uważam, że faceci to CHAMY!! Umówiłam się z A na wczoraj, miało być kino, ale uznał, ze filmy wyświetlane go nie interesują. Więc powiedziałam mu, ze zawsze można coś innego wymyśleć, ponadto możemy przecież usiąść coś na kompie obejrzeć, wino wypić - uznał i tu cytat "nie będę z Tobą walczył, jestem za winem". Miał przyjechać wczoraj, ja tutaj ustawiam wszystko pod niego a on ląduje u swojej koleżanki i pije na umór wystawiając mnie!!
Wkurzyłam się, ale z drugiej strony czy mam prawo... Sama nie wiem, czy za bardzo nie nakeciłam się ową sytuacją i w ogóle , czy za bardzo nie wyolbrzymiam...??
Nie wiem. Trochę to dziwne. Umawia się, a idzie gdzie indziej. Kolegi nie wypada wystawić.
Witam
Uważam, że faceci to CHAMY!! Umówiłam się z A na wczoraj, miało być kino, ale uznał, ze filmy wyświetlane go nie interesują. Więc powiedziałam mu, ze zawsze można coś innego wymyśleć, ponadto możemy przecież usiąść coś na kompie obejrzeć, wino wypić - uznał i tu cytat "nie będę z Tobą walczył, jestem za winem". Miał przyjechać wczoraj, ja tutaj ustawiam wszystko pod niego a on ląduje u swojej koleżanki i pije na umór wystawiając mnie!!
Wkurzyłam się, ale z drugiej strony czy mam prawo... Sama nie wiem, czy za bardzo nie nakeciłam się ową sytuacją i w ogóle , czy za bardzo nie wyolbrzymiam...??
Masz prawo się wkurzyć. Co znaczy "za bardzo się nakręciłam"? Zadzwonił i przeprosił, że nie może przyjść przed wizytą? On Cię nie szanuje. Teraz kwestia czy sama się będziesz szanować ![]()
Pozdrawiam
A tak przy temacie - zastanawiam się od pewnego czasu, czy kobiety które niby kochają za bardzo (w tym niby ja
), to tak naprawdę w ogóle potrafią kochać? może któraś mi to mogłaby wytłumaczyć ? ![]()
a tak, co ja mam zrobić , pomóżcie!! Czy ktoś miała podobnie?/
zaczęłabym od poluzowania/ zdystansowania. spróbuj nie dzwonić. a jak coś pilnego to krótki sms.
Masz prawo się wkurzyć. Co znaczy "za bardzo się nakręciłam"? Zadzwonił i przeprosił, że nie może przyjść przed wizytą? On Cię nie szanuje. Teraz kwestia czy sama się będziesz szanować
Pozdrawiam
Nie zadzwonił i nie wyjaśnił swojego postępowania, przeprosił po paru dniach... Co do szacunku do własnej osoby - tak szanuje się... Nauczyłam się tego ponownie po R. Więc Alfo nie musisz mi tego przypominać.
Odpowiadając na Twoj pytanie - tak, kobiety kochające za bardzo umieją kochać w "normalnych miarach" tak to nazwę. Wystarczy jednak nauczyć się panować nad tym uczuciem, nie popełniać błędów z przeszłości i się kontrolować
Sephora - terapia nie kosztuję w państwowych poradniach
wiele jest specjalistów oferujących pomoc z racji fundacji NFZ ![]()
![]()
hej, jestem tu nowa.. zaczelam czytac ksiazke kobiety ktore kochaja za bardzo i wszytsko sie zgadza.. narazie nie wiem co robic. znalazlam to forum, moje zycie wyglada tak, wychowalam sie jak normalnej rodzinie wszytsko niby bylo ok az do momemntu kiedy tata popelnil samobojstwo mialam wtedy 13 lat, od tamtej pory juz nie bylam soba zwsze mi czegos brakowalo tym bardziej ze dla taty bylam bardzo wazna, a pozniej szukalam tego wsparcia i takiego bezpieczenstwa wsrod chlopakow, pierwszego chlopaka mialam w wieku 16 lat odrazu taka zakochana wszytsko dla niego robilam, a on jezdzil sobie na imprezy zdradzal a ja bylam przy nim co chwile jakies klotnie rozstania ale bylismy razem, wkoncu mnie zostawil a ja nie umialam sobie poradzic... w miedzy czasie poznawalam innych ale z zdanych nie bylo tak na powaznie juz, teraz od 2 lat mam chlopaka ale widze ze zachowuje sie tak samo ze dla niego robie wsztko ze ciagle mysle jak go uszczesliwic zeby mial przy mnie wszystko, jak nie dzowni to juz sie wkurzam ze jest cos nie tak odrazu wkrecam sobie jakis film ze pewnie to koniec, strasznie boje sie rozstania na pewno ma to zwiazek z utrata ojca ze tak nagle go stracilam.
nie wyobrazam sobie bez niego zycia, nie mam zadnych zainteresowan od kiedy jest on nawet urwalam kontakt z innymi ludzmi. powiedzceie jak to ma wygladac dalej, co robic?
Nie ma miejsca dla Ciebie. poświęcasz się cała, a co Ty z tego masz? Jesteś szczęśliwa?
sama nie wiem, czasmi brakuje mi czegos, i zaczynam sie dusic w tym wszystkim, w niektorach chwilach kiedy potrzebuje jego a go nie ma mam glupie mysli o zdradzie.. mam nadzieje ze nie posune sie do tego. ale czasmi tak bardzo brakuje mi przytuelenia wsparcia czuc ze jest przy mnie kiedy go potrzebuje..
a nie ze jak np jestem chora to on wtedy nigdy do mnnie nie przyjezdza dopiero jest na drugi dzien jak juz lepiej sie poczuje.
czasami wydaje mi sie ze jest za mna ale jak zaczynam sie klocic nie poznaje go potrafi uzyc takich slow ze to cholernie boli. jak wy sobie radzicie z tym.
Hm.. trzeba patrzeć przez pryzmat rozsądku trochę i nie dać się zwariować. Ludzie czasem mówią różne rzeczy. Także kiedyś przeżywałam każde słowo, nie podejmowałam sama żadnych decyzji, musiałam pytać o każdą pierdołę. Ale to moje życie i ja będę nim decydować. Czasem trzeba olać sprawę. A może on nie traktuje CIĘ POWAŻNIE?
Strony Poprzednia 1 … 35 36 37 38 39 … 44 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024