Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Strony Poprzednia 1 … 34 35 36 37 38 … 44 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2,276 do 2,340 z 2,850 ]

2,276

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Moniu...ups...

U mnie leci jakoś. Wiele rzeczy się nie zmieniło. Do niektórych nie mam już siły. Rozmowy nie dają żadnego rezultatu, więc po co się męczyć. Zastanawiam się co robić, żeby coś zdziałać, ale brak mi pomysłu, tylu rzeczy już próbowałam i nic. Czuję się czasem jakby mi coś brakowała, jakbym była jakaś nie tego, bo skoro nie chce... A może to nie ze mną jest coś nie tak, w sumie to ja zaczęłam w ten sposób o tym rozmyślać, a na dobrą sprawę przecież nie wiadomo o co chodzi.
Powiedziałam tylko, że skoro mnie olewa to nie pojadę do niego na święta i tyle.
Powiedziałam też wcześniej, że sobie znajdę kogoś na boku w takim razie, skoro ma mnie gdzieś, odpowiedział, że tak tylko gadam. Więc zapytałam co będzie kiedy znajdę sobie faktycznie? Zgłupiał. Więc powiedziałam, że nie pojadę, będę konsekwentna, żeby obie nie myślał, że puszczam słowa na wiatr.
Jakie to wszystko puste.
Już będzie dwa lata chyba, minął kolejny miesiąc.
Może to głupie (bo bez przerwy słyszę, że ja tylko o jednym), a na dobrą sprawę generalnie się nie odzywam, a raz w miesiącu przychodzi taki czas, że znów ta sytuacja zabiera mi myśl. Kto by to wytrzymał? Wtedy chce mi się krzyczeć, krzyczeć z bezradności. Bo cokolwiek nie powiem, jakkolwiek się nie czuję, nic go to nie obchodzi. To takie zimne, taka wstrętna obojętność. Czasem mi przykro z jakiegoś powodu, pożalę się to może mi powie czasem, e przecież nic mi poradzić nie może, albo pyta co może mi poradzić. Jak się zdenerwuję na coś, to nawet współczucia nie okaże, obojętność, obojętność we wszystkim. Męczy mnie to strasznie. sad

Zobacz podobne tematy :

2,277

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Oooo Moniu- a nie jestes gotowa na związek jeszcze czy on Tobie nie pasuję na faceta? Bo chemia chyba jest no i ważne , że on jest za Tobą..
Katia-to dobrze, że rozsądkowo podchodzisz i się nie spieszysz.

Ja mam trochę ciśnienie,bo boję się, że nie zdążę aby mieć dzieci itd:(((((
No ale nic z tego nie wynika dobrego jak chcę kogoś poznać. Nawet jak poznaję osoby, ktore odpowiadają moim kryteriom, to po prostu nic nie ma, każdy wraca do swoich światów. Faceci są jakby obojętni, to ja jeszcze bardziej i takie błędne koło.  Nie wiem, może to nie czas dla mnie.:(

Hm- Mam znajomą o podobnej sytuacji tylko u niej już z 4 lata "nic".  A jest super laską, ma duże powodzenie. Więc to wina w facecie tkwi, na pewno nie w Tobie:) A ona czeka, trochę liczy, że może kogoś innego pozna itd. Najgorsze jest takie zawieszenie. Myslę, że jak juz nadejdzie u Ciebie kres cierpliwości to coś zrobisz, bo ileż można:))))))

2,278

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Lejdilejdi napisał/a:

Katia-to dobrze, że rozsądkowo podchodzisz i się nie spieszysz.

..bo mam dosyć pacanów, którzy sobie chcą złowić jakąś łatwiznę. hmm

Przy okazji coś humorystycznego ze "swiata randkowego":)..oceńcie też czy ja jestem jakaś nienormalna, że tak podchodzę do pewnych szczegółów:).
Jakiś czas temu wsród moich znajomości przewinał się pewien facet.  Truł mi głowe o spotkanie blisko 2 miesiące, nie jakoś nachalnie ale na dużo sposobów. No jednym słowem wytrwały dość, pozornie normalny ...nie było jakoś czego się czepiać na pierwszy rzut oka.
W czasie ten naszej luznej bardzo znajomości czasem przemycał jakieś zdania o tym jakby mi chciał nieba przychylić - psa wyprowadzi żebym sobie odpoczeła no i codziennie obiadek ciepły po pracy. Z tym gotowaniem był uparty i roztaczał nawet wizję konkretnych potraw:).
Podczas jednej z dłuzszych rozmów telefonicznych wypalił: "będe ci gotował tak smaczne dania, ze potem będziesz taka gruba(!) i bedziesz musiała na dłuzsze spacerki chodzić". Ops!..hehe..nawet się zaśmiałam z żartu, ale swoje pomyślałam, a dokładnie co by było gdybym rzeczywiście miala jakieś nawet drobne problemy z nadwagą. Akurat nie mam..ale łatwo sobie wyobrazić, że kobiety bywają wyczulone na punkcie swojego wygladu. Facetowi przyczepiłam już łatkę: pan z grubiańskim żartem i przestałam się garnąć do kontaktów z nim.
Jakiś czas temu znów dał znać o sobie: czemu się nie odzywam i co słychać i takie tam. Odpowiedziałam ogólnikami, że ok...cieszy mnie, że grudzień taki łaskawy i bez śniegu .. w związku z tym nie muszę odśnieżać. Jego odpowiedź: "no przecież to takie pożyteczne i zaprawę bedziesz mieć...hehe" ..uśmiał się pan grubiański. Ja: "aż tak źle mi życzysz?".
Mniej więcej wie gdzie mieszkam (pod miastem). Rok temu o tej porze miałam tu metry śniegu, z którym stoczyłam prawdziwą walkę i  był to dla mnie horror  (mam chory kręgosłup).
Przesadzam?:)..ale i tak mi się nie podobał fizycznie:)...coś mi zgrzytało:)

2,279

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Nie, nie jestem gotowa na związek-czuje to... Wiem, że gdybym miała być w jakimś związku on za żadne skarby nie będzie taki jak powinien być (po prostu będzie on polegał na zaspokojeniu potrzeb i będzie chwilowy-klin klinem-czego nie chce). Chemia owszem jest, wczoraj się widzieliśmy i powiedział mi, że bardzo mnie lubi, bardzo go pociągam i sam nie wie czemu, ale zależy mu na mnie i się o mnie martwi, że może mnie zranić itp.
To miłe z jego strony, ale czy ja wiem... Podjęłam wyzwanie i wczoraj ponownie się całowaliśmy... Było przyjemnie, ale... Kurcze boje się, że to może doprowadzić do czegoś złego, że popsuje nasze dobre relacje, że ponownie będę się czuła zabawką w rękach faceta, odskocznią od problemów (skoro nie godzę się na związek, to mogę być kochanką).
Sama nie wiem, tyle niepewności, tyle zmagań i myśli na głowie... Wiem, że robię źle, ale cholera boje się sama sobie odbierać tą namiastkę czułości i bezpieczeństwa jaką otrzymałam od niego, boje się zepsuć nasze dobre relacje, boje się być ponownie zraniona. Związek nie wchodzi w grę-to wiem na pewno, a reszta to czarna dziura...

STAN SAMOPOCZUCIA NA DZIŚ-> znacznie poniżej dopuszczalnej...

Miłego dnia dziewczyny

2,280

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Lejdilejdi napisał/a:

Oooo Moniu- a nie jestes gotowa na związek jeszcze czy on Tobie nie pasuję na faceta? Bo chemia chyba jest no i ważne , że on jest za Tobą..
Katia-to dobrze, że rozsądkowo podchodzisz i się nie spieszysz.

Ja mam trochę ciśnienie,bo boję się, że nie zdążę aby mieć dzieci itd:(((((
No ale nic z tego nie wynika dobrego jak chcę kogoś poznać. Nawet jak poznaję osoby, ktore odpowiadają moim kryteriom, to po prostu nic nie ma, każdy wraca do swoich światów. Faceci są jakby obojętni, to ja jeszcze bardziej i takie błędne koło.  Nie wiem, może to nie czas dla mnie.:(

Hm- Mam znajomą o podobnej sytuacji tylko u niej już z 4 lata "nic".  A jest super laską, ma duże powodzenie. Więc to wina w facecie tkwi, na pewno nie w Tobie:) A ona czeka, trochę liczy, że może kogoś innego pozna itd. Najgorsze jest takie zawieszenie. Myslę, że jak juz nadejdzie u Ciebie kres cierpliwości to coś zrobisz, bo ileż można:))))))

Ja też tak myślę. "Wczoraj wpadł mi do głowy pomysł całkiem odlotowy", mianowicie pomyślałam sobie, że skoro on nic to ja nic w kwestii tego co on lubi i bez czego sobie życia nie wyobraża i zobaczymy jak długo pociągnie. I walę teksty dokładnie takie jak on, kiedy ja pytałam o co chodzi. Ojć... smile Zobaczymy.

Lejdilejdi zapisz no się kobieto na jakiś taniec, zumbę, fitness, siłownię lub wszystko na raz. Nie myśl o tym wszystkim, albo przynajmniej się staraj. Im bardziej czegoś chcemy tym większą możemy mieć gwarancję, że to się nie uda. Taka to już natura złośliwa.

Uda się jak przestaniesz chcieć i szukać. Jak sprawę zaakceptujemy jaką jest to się zmieni. smile

2,281

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Moniu myślę, że trzeba się zastanowić czego chcesz od tego układu i postawić jasno warunki, że jest tak i tak i widzisz to tak i tak. Po to, żeby relacji nie zepsuć, a jeśli nie pasuje jednej ze stron to przynajmniej każde z Was będzie wiedziało jakie są granice.
Po co się męczyć i zastanawiać co z tego wyjdzie.
Po za tym tak jak ty możesz być jego zabawką (jak sobie rozmyślasz), tak samo on może być Twoją, bo czemu nie. Teoretyzując oczywiście.

Katiu, czy ten gość nie ma jakiegoś kompleksu na temat "witaj brzusiu, żegnaj siusiu"? Bo to jakieś teksty są dziwne.

2,282

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

No tak.. ale i tak fajnie masz Moniu, że ktoś jest komu zależy:)))))) No, ale rozumiem, ze jeszcze musisz ogarnąć emocje, masz czas. a gdzie jego poznałaś?
Hmm- no to zobaczymy ale jego nie zmienisz pewno. A Ty chodzisz dalej na zumbę?
Katia- normalna jesteś, mi jak coś nie pasuje z pisania to już nie odpisuję, szkoda mi czasu na faceta z którym nic mnie nie łączy i z ktorym pewno się nie zobaczę.
U mnie nawet z tymi ktorymi pisze się miło czy spotykanie jest ok to nic nie ma i tak z tego. Ja dystans, ale oni też nie zabiegają.

2,283

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
hm... napisał/a:

Katiu, czy ten gość nie ma jakiegoś kompleksu na temat "witaj brzusiu, żegnaj siusiu"? Bo to jakieś teksty są dziwne.

hehe..nie wiem..i nie prawde mówiąc nie mam zamiaru sprawdzać, co tam u niego mówi "żegnaj":)
aaa..i oprócz tego prawie nie dopuszczał mnie do głosu..gadał, gadał..a jak ja coś wtrącałam zdanie czy dwa to widać było, że usilnie czeka na to abym skończyła, bo znów chciał gadać..gadać. Tak było na spotkaniu. A to był naprawdę jeden z normalniejszych facetów z jakimi się spotkałam w ostatnim czasie kilku miesięcy. Normalniejszy w sensie poważniejszego podchodzenia do znajomości, a nie dla zabawy, kaprysu itd. No nie licząc mojej zagranicznej znajomości ..z której się ostatnio powoli wycofuje, a czym bardziej ja sie wycofuje to on wręcz przeciwnie i mówi, że tak łatwo nie da sie odgonić.  Nie wiem co mam myśleć..widać caly rozum w tej relacji posiadam ja ( po kilku kopniakach w d...pe coś może w końcu zrozumiałam?).

2,284

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

No po kopniakach najlepiej dociera smile

2,285

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Dziewczyny..
Życzę Spokojnych i Radosnych Świąt. Żeby wszystko zmieniło nam się na lepsze. Żeby było mniej zmartwień i zawirowań.
\
Buziaki.

2,286

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Witam Was wszystkich po długiej nieobecności...taka już moja natura której niekceptuję tak jak i swojego życia kórego nie jestem wstanie zmienić jakbym była sparalizowana.

Jestem sama z synem...wciąż stoja mi łzy w oczach ale doskonale je ukrywam aby syn nie zauważył.

Miałam trochę dziwnych wydarzeń  z facetami i Rafałem o ktorym pisałam wczesniej.

Brakuje mi sił nawet na pisanie.Jestemw wciąż zmeczona.

2,287

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Zdrowych i spokojnych Świąt w gronie najbliższych:-)

2,288

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Jak Wam mijają święta?...nikt nic nie pisze:(

Explicite: schowaj łzy...już się chyba dosyć napłakałas w zyciu..no chyba, że to ci jakąś ulgę przynosi. Ja też siedzę sama.

2,289

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Otóż  Święta minęły bez karpia, więc musiałam wczoraj nadrobić.
A dziś jedząc wędzonego dorsza napotkałam jakąś długą ciągnącą nitkę, mam nadzieję, że to kawałek flaczka, a nie jakiś tasiemczyk.
Nie miałam jakoś sposobności skorzystać z komputera swobodnie, w taki sposób aby uniknąć oczu mojego partnera, który bardzo lubi zaglądać mi przez ramię, czego nie cierpię. Wolałam zatem będąc w pracy napisać co nieco.
Jutro piątek, sylwester. I...styczeń.
Oby nie było tylu smutków w przyszłym roku. Obyśmy wygrały w totka, a to rozwiązałoby sporo naszych kłopotów.

2,290

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Witajcie moje drogie... Jak tam początek Nowego Roku?? U mnie do niczego... Wczoraj miałam iść ze znajomymi na Sylwestra, ale informacja, że R oficjalnie oświadczył się swojej ex pannie mnie załamała... Nie uwierzycie, ale się popłakałam na imprezie i wróciłam do domu, a o 23 poszłam spać... Przykro ale tak było...
Informacja, że mają już ustaloną datę ślubu i że ona będzie mieszkać w tym samym mieszkaniu co on przytłacza mnie, powoduje strach i załamanie... Nie wiem czemu ale panikuje... sad

2,291

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Kurcze Moniu, jak mi przykro.
Nie wiem co Ci poradzić. Najlepiej byłoby się odciąć, zamieszkać gdzie indziej...
Trzymam kciuki.

2,292

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

HEJ hej girls:)
Nowy rok, nowe nadzieje..:)))))

No rozumiem Monia doskonale, lepiej chyba nic nie wiedzieć i nie widywać tego bo wtedy boli ...
U mnie było bardzo ok ale jak zobaczylam po sylwestrze jego zdjęcia z dziewczyną- to tak samo łzy..

2,293

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Helloł...

Moniu, jak tam? Jak się trzymasz?  Będziesz coś zmieniać?

2,294

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Witajcie... Szczerze szukałam czegoś nowego, ale... klapa... Nigdzie nie ma mieszkania za taką kasę jaką ja płacę, które dodatkowo miałoby jakieś porządne warunki... A przecież nie będę dzieliła z kimś łazienki, która jest jednocześnie kuchnią i płaciła za to 1000 zł...

Jest ciężko, jest smutno, jest dołująco... Sama nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć, jak to przeboleć...

2,295

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Czas leczy rany..
Na wierzchu na pewno kamienna twarz.
Możesz zachowac się w dwójnasób, albo spotykając ową ją na schodach zagadać; "O kogóż  ja widzę, nowa twarz pana R. Ciekawe  ile wytrzyma zanim zrobi CIĘ w balona złotko?", czyli wariant złośliwy.
Albo traktować jako powietrze.
Albo wytrzaskać go po pysku- wariant przemocowo-ulgowy, ulgowy dla Ciebie.
MOżna też napluć w twarz.

TYlko po co?

Lepiej bliżej się zaznajomić z kimś nowym i mieć w d... nic nie wartego frajera.

Dasz sobie radę kobieto, jeszcze go szlak trafi.

2,296

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Co u Was?

2,297

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Witajcie dziewczyny

U mnie coś się dzieje big_smile a więc po 1 sesja się zaczęła, więc nauka, nauka, nauka... A do tego imprezy... Staram się korzystać z zycia na pełnych możliwościach big_smile sytuacje z zaręczynami przeżyłam wink jest dobrze... Poznałam nawet kogoś, ale boje się większego zaangażowania i tyle... Ale przecież to norma po tym jakie akcje robił mi R big_smile

A jak Wy się macie moje kochane?? :*

2,298

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

I bardzo dobrze.

"Żyj, by każdy Twój dzień nowym był wyzwaniem, wyznaczał Ci cel..."

A no dzieje się.
Wzięłam prawnika, staję na głowie, organizuję finanse. Nie daję się.

2,299

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Kto jak kto, ale Ty Hm... na pewno się nie poddajesz wink Jesteś silną kobietą, która wie czego chce, czego pragnie itp :*

2,300

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Niedawno jeszcze nie wiedziałam. Ale mam kogoś, kto może mi pomóc wreszcie wyjść z tego impasu. Trzeba zapłacić, ale warto. To ostatnia szansa.
Nie wiem skąd biorę siłę. Nie boję się, teraz już nie. Widocznie musi nadejść ta chwila. Ale nie jest to nie lada osiągnięcie, na pewno przyjdzie zwątpienie.

2,301

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Ja wierzę, że dasz radę... W końcu nadchodzi taki moment w życiu człowieka, ze mamy siły, mamy chęci itp wink

2,302

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

No tak się dzieje smile

2,303

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
hm... napisał/a:

No tak się dzieje smile

Cieszy mnie to, ze w Twoim życiu coś się dzieje, bo taki przestój nie jest niczym dobrym dla żadnej z nas... Ponadto jakby nie patrzeć co takie milczenie i nuda daje - powoduje tylko to, że myślimy nad pewnymi sprawami - a to nie jest dobre...

2,304

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Im więcej mamy powodów do myślenia, tym gorzej.

Ja na głęboką wodę wskoczyłam, jeśli finansowo nie wydolę skończę pod mostem.

2,305

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Hej dziewczyny...
U mnie nie fajnie...
Jestem po połowie sesji i jestem do tyłu... Produkuje się, ale cóż wykładowcy dają 2... Zapraszają na poprawki... Jestem załamana, dochodzę do wniosku, że stosunki międzynarodowe to nie kierunek dla mnie. Dodatkowo ta specjalność regionalizacja (kur** co to ma być?).
Właśnie wyrzuciłam indeks do kosza i się upijam... Co Wy na to, dołączacie?? smile

2,306

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Piękne szaleństwo.
Co można robić po takich studiach?

2,307

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Szczerze to zdaniem Uczelni pracuje się w "MSZ, Urząd Komitetu Integracji Europejskiej (UKIE), Biuro Bezpieczeństwa Narodowego (BBN), ONZ, OBWE, Parlament Europejski, ambasady i konsulaty RP, Urzędy Marszałkowskie i inne."
Jaka jest prawda - tego nie wiem... Wiem tylko tyle, że specjalność regionalizacji jest do dupy i nie wiem co po tym można robić (po chusteczkę mi wiadomość jak działa Ambasada Afryki w Polsce??!!) Wrrrr ;/

2,308

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

No to ciekawe rzeczy są...
A tak swoją drogą to jest mnóstwo kierunków w naszym kraju bezpłatnych do studiowania na przykład, które są bezsensowne, etyka np., której w szkołach praktycznie nie ma. Nie powinno państwo finansować tylko kierunków, które są przydatne. Tak mi się jakos przypomniało wskutek naszych rozważań.
Czyli uwzięli się na Ciebie jakoś, czy co? Czy ci nijak nie idzie po prostu?

2,309

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

No uwzieli.... Wchodzę do sali z koleżanką i słyszę, że ona ma lic ze stosunków to ma na wejściu już ocenę a ja mam wylewać z siebie 7 poty i tak dostane 2... Szał ciał normalnie...
Serio zastanawiam się nad rzuceniem studiów...

2,310

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

No musisz rozważyć wszelkie za i przeciw. Albo olać sprawę, albo się sprężyć, żeby im wszystkim szczęki opadły.

2,311

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Kilka ludzi z mojego roku, z którymi się zżyłam nie dają mi spokoju i non stop mówią mi, abym nie rzucała studiów. Ale cóż, wyrwał się taki jeden... Uznał, że będzie dobrze jak rzuce bo po co mam z siebie pośmiewisko robić u wykładowcy...

2,312

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Witajcie Net babeczki, jestem tu nowa, ale czuję się jakbym Was znała od dawna, od kilku dni czytam wątek KKZB, przeskoczylam do rozwodów i kilku innych wątków, poznałam historie, wasze dramaty i zakończenia( chociaż jeszcze wszystkiego nie doczytałam, ogrom tego wszystkiego). Dzisiaj znalazłam ten wątek i w końcu piszę, jezeli chcecie poradźcie, ochrzańcie, pomóżcie lub kopnijcie w dupę na oprzytomnienie, bo ja już sobie nie radzę z niczym, nie mam siły żyć.
   Mam nadzieję, że dobrze zrozumiałam, że również jestem DDA, rodzice rozwiedli się gdy miałam 3 lata, głównie przez alkoholizm ojca+ kochanka( chyba, bo nigdy ten temat nie był poruszany, właściwie tabu), tatę "poznałam" gdy mialam około 12-13 lat, nie pamietalam go z czasów dzieciństwa, gdy się pojawił był dla mnie całkowicie obcym człowiekiem, całe zycie z nadopiekuńczą mamą i dziadkami, rodzeństwa nie mam, wieczne rozmowy między mamą i babcią jaki mój tata był zły( myslały, że nie słyszę). Bardzo mi brakowało normalnej rodziny, moje wyobrażenia w wieku nastolatki, jak kiedyś będzie wyglądała moja rodzina.... szczęśliwi rodzice, zawsze i wszędzie razem, trójka dzieci, po prostu udane, normalne życie....
...dziś wiem, to były marzenia, że moje dzieci będą miały wspaniały dom i kochających się rodziców...wymyślona bajka... ale, jaka cudowna...Dziś wiem, że to się już nigdy nie spełni, masakra w małżeństwie trwająca już sama nie wiem ile lat, problemy z dzieckiem, mam wrażenie, że wszyscy dookoła uważają mnie za wariatkę, brak pomocy od kogokolwiek, już nie mam siły walczyć, czuję się jakbym została żywcem pogrzebana i mam coraz niej powietrza...

2,313

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

kameleon02 nie wiem czy zauważyłaś taką sprawę, ale zazwyczaj się mówi, że powiela się schematy wyniesione z domu. Pomimo marzeń, chęci itp nie udaje nam się w pełni zrealizować na tym szczeblu (mogę się mylić). Pisze te słowa, bo sama jestem tego dobrym przykładem... Nie miałam ojca i nie wiem co to znaczy prawdziwy związek, miłość, oddanie... Teraz potrafię być zaborcza, wymagająca, zazdrosna... Staram się z tym walczyć, ale nie zawsze wychodzi to in plus.

Witaj w naszym skromnym gronie (więcej dziewczyn odwiedzało dawniej tą kafejkę, teraz uciekły). Możesz coś więcej opisać o swoim małżeństwie, problemie z dzieckiem?? Jesteśmy tutaj aby Ci pomóc :*

2,314

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Ja myślę, że przeszłość ma na nas wpływ lub może mieć. Nie wiem jakie jest prawdopodobieństwo, że dzieci alkoholików piją lub kategorycznie alkoholu nie tolerują znam takie i takie przypadki. Ale wiem napewno, że to my mamy wpływ na to czy odzwierciedlać lub powielać ten schemat. To my decydujemy. Kiedy dawniej widziałam u siebie zachowanie podobne do mojej matki zapalała się w mojej głowie ogromna czerwona lampka, która dawała mi znać -nie rób tak, nie chcesz tego. I potrafiłam to zmienić. NIe chcę byc taka i nie będę. Mimo, że tak jak w przypadku moich rodziców rozpadło się moje małżeństwo nie myślę. że jesteśmy całkowicie skazani na to co było w przeszłości, co robili nasi rodzice. Wiem, że możemy nie mieć wzorców do naśladowania, możemy nie wiedziec jak to jest. Ale każdego dnia otrzymujemy od losu nowe doświadczenia, mamy swoje potrzeby i swoje pragnienia. Czasem musimy posłuchac siebie, pomysleć, zastanowić się. Myślę, że wszystko jest w nas.
Wiem, że skrzywdzonym przez los jest trudniej. Kiedy nie wiemy na co nas stać, jaka jest nasza wartość. Ale wiecie co, ja sama zawalczyłam i traktuje siebie dużo lepiej od mojej matki, która strasznie mnie szmaciła i o mnie nie dbała. Tylko nie wiem czego ona teraz sie ode mnie spodziewa? Wspólczucia, pomocy. Bo ja nie potrafiłabym jej tego dać. Póki co najlepiej kiedy jestem od niej jak najdalej.

2,315

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Dzięki za odzew, jeżeli macie czas to powoli postaram się przytoczyć moją historię, początek z innego wątku. Jesteśmy prawie 12 lat po ślubie, syn lat 10. W tej chwili żyję z mężem jak z obcą osobą, osobne pokoje, zero rozmowy, wspólnych wyjść, planów, sexu, jak zwykle dobra mina do złej gry w Święta. Czasami mam wrażenie, że wynajęłam lokatorowi pokój, mijamy się w przedpokoju, on do siebie, ja do siebie. Za każdym razem ja zaczynam rozmowę.... mówię i mówię o co mi chodzi przez godzinę, dwie a on nic, patrzy na mnie jakbym z kosmosu spadła. Z okazji Nowego Roku zapytałam się czy w naszym życiu coś się zmieni, czy będziemy żyć jak małżeństwo czy moze lepiej to definitywnie zakończyć, to się zapytał o co mi chodzi? Było to po dwóch godzinach mojego monologu. Najgorsza jest jego obojętność, jakby mu na niczym nie zależało, zachowuje się tak, jakby miał 100 lat i czekał na smierć, rano do pracy, po pracy komp, czasami gdzieś wychodzi, póżniej na swoją kanapkę i zasypia około 20 przed telewizorem. Zadalam mu tydzień temu pytanie, po co do mnie wrócił, nie potrafił odpowiedzieć. Aha, proszę nie mysleć, że jestem z nim dla kasy, zarabia troszkę ponad najniższą krajową i z tego spłaca swój kredyt na samochód, więc niewiele zostaje...poświęciłam mu 12 lat zajmując się domem, pracując, studiując, wychowując dziecko, zawsze było posprzatane, obiad, zakupy, rachunki popłacone, dziecko czyste, nakarmione, planowałam wakacje, imprezy, większe zakupy, remont, kupowałam prezenty, motywowalam go aby poszedł do szkoły, poszedł, ale to ja przepisywałam jego zeszyty po nocach, odrabiałam i pisalam prace, mając swoją pracę zawodową i swoją szkołę zaoczną. Wiem, wiem większość z was powie teraz masz co chciałaś, sama go tego nauczyłaś, że palcem kiwnąć nie musiał. Oczywiście zawsze go pytałam o zdanie, ale zawsze odpowiadał rób jak chcesz, kiedyś myślałam, że fajnie, mogę decydować, nie wtrąca się, teraz wiem, że było to z wygodnictwa i braku odpowiedzialności. Jest jeszcze masę innych rzeczy z przeszłości, ja nie jestem osobą wybuchową, ale jak się nazbiera za dużo potrafię wykrzyczeć wszystko, taka sytuacja już zbyt długa trwa, nie mam do niego zaufania, nie mogę na nim polegfać, nie mam poczucia bezpieczeństwa, nie mam nic.

2,316

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Piszę dalej...może trochę od d... strony.... zamieszkaliśmy razem rok przed ślubem, oboje pracowaliśmy, ja w pracy, mój jeszcze nie mąż posprzatał, coś ugotował, kiedy on w pracy ja to robilam...myślalam, fajnie, partnerski związek, wspólne wyjścia, długie rozmowy o wszystkim i o niczym, sex całkiem, całkiem. Pół roku po ślubie zamieniliśmy mieszkanie na większe, kolejne pół roku remontu i wprowadzamy się, po miesiącu okazalo się, że jestem w ciąży...cieszymy się oboje, ja w tym czasie nie pracuję... po urodzeniu młodego ja zajmuję się domem i dzieckiem oraz z mężem mamy pracę dodatkową w domu... pierwszy sygnał gdy wracamy z młodym ze szpitala( w tym czasie remont przedpokoju, mąż był u nas w szpitalu dwa razy po 15 min, bo niby chce skończyć i posprzątać przed naszym powrotem do domu), pelno kurzu, nic nie wyniesione, lodówka pusta itp. Więc ja zakasałam rękawy i do roboty, tak już zostało z dzieckiem w nosidelku gotowałam obiad, gdy zasnął na 15 min prasowanie, po nocach między jednym a drugim karmieniem ścierałam kurze i wycierałam podłogi. Wiem, mój błąd, teraz po prostu położyłabym się spać. Syn był płaczliwym dzieckiem, długo miał kolki, czasami ciężko było nawet wyjść z domu po zakupy, ale to był jedyny moment kiedy mogę powiedzieć, że byłam szczęśliwa, cieszyłam się z macierzyństwa. Gdy syn skończył dwa latka poszłam do pracy na zmiany( wtedy mogla mi pomóc mama), po kilku miesiącach stwierdziłam, że muszę zrobić coś dla siebie, zapisałam się do szkoły policealnej. Pomimo tego, że pracowałam i uczyłam się mąż w niczym mi nie pomagał, oczywiście nakarmił dziecko i to tyle. Praktycznie od tego czasu trwa konflikt mniejszy lub większy, ale zawzięłam się i skończyłam szkołę( w między czasie syn poszedł do przedszkola, bardzo często chorował, musiałam w tym czasie w inny sposób zorganizować opiekę, u lekarzy dwa razy w tygodniu, dalej wszystko na mojej glowie). Szkoła męża, do której poszedł po namowach kolegów, poszedł, aby być na liście obecności, ja przepisywalam mu zeszyty, pisałam prace, odrabiałam zadania oczywiście kiedy szanowny małżonej już spał. Po pierwszym semestrze zrezygnował, miał za dużo nieobecności... hmmm to mnie zastanowiło, ponieważ zawsze wychodził, jak się później okazało owszem wychodził, ale do knajpy, na bilard, zaczęły się jakieś dziwne sms-y, spotkania z koleżanką ze szkoły. Wtedy podjęłam pierwszą rozmowę, że oczekuję pomocy, że nie jestem robotem, czułam, że szacunek odpłynął gdzieś daleko i ile kiedykolwiek był, że potrzebuję wsparcia, problemy finansowe też były, ale zawsze tak kombinowałam, aby niczego nie brakowało(mąż do dzisiaj nie bardzo wie kiedy, ile i co się płaci). Po skończeniu szkoły poliecalnej postanowiłam iść za ciosem i zapisać się na studia zaoczne, a dwa miesiące później otworzyłam działalnośc gospodarczą( mały sklepik, ale własny). Co za tym szło więcej pracy i nauki, w domu kłótnie na porządku dziennym, było mi ciężko, ale jakoś sobie radziłam, młody w przedszkolu, ja w pracy, popołudnia razem, weekendy w szkole, nauka znów w nocy, praktycznie nie mam rodziny, więc też nie mogłam liczyć na to, że, jak tatuś siedzi całą sobotę przed TV to zabiorą mlodego na spacer, teściowie się nie kwapili( mieszkają 10 min spacerkiem od nas, moja mama opiekowała się moją babcią). Cztery sesje zaliczone, byłam wykończona, w domu ciągle ciche dni, wyjścia z kolegami, pretensje, chcialam rzucić szkołę, działalnośc też zaczęła podupadać, mąż zamiast cokolwiek zrobić, powiedził mi, że jezeli nie wyrabiam, to z czegoś muszę zrezygnować( praca, dziecko, dom, szkoła) i wtedy olśniło mnie, że będąc z nim do końca życia będę wokół niego skakać, nie dostając nic wzamian. Po wyczerpującej rozmowie jdnej, drugiej, trzeciej, która nic nie wniosła złożyłam pozew rozwodowy( było to lat temu trzy)...... kończę na dzisiaj resztę dopiszę jutro.... sorki, że tak długasnie, ale chciałam przedstawić sytuację mniej więcej troszkę do tyłu( sedno sprawy dopiero będzie :-))

2,317

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

ostatnia częśc ;-), złożenie pozwu poprzedziła jeszcze choroba mojego ojca( udar mózgu), ponad miesiąc w szpitalu, musialam wczesniej zamykać sklep, żeby zdążyć odebrać syna i pojechać do taty, jeździłam codziennie do innego miasta, na poczatku października dostaję wieczorem informację, ze tata zmarł( rodzice po rozwodzie, więc musiałam się zająć wszystkim), mąż nawet na drugi dzień nie pojechał ze mną do szpitala, pozałatwiać wszystkich formalności, likwidacja mieszkania, wyniesienie mebli,pogrzeb, wszystko ja sama. Po miesiącu operacja syna, znów ja sama ze wszystkim, przez to zaniedbałam i sklep i studia. Rozprawa rozwodowa szybciutko, już przed świętami, przed rozprawą nasza rozmowa, mąż twierdzi, że nie chce, zmieni się, ja wierzę i wycofuję pozew. Może miesiąc ok i dalej to samo. Ja psychicznie już wysiadam, zamykam działalność i rzucam studia na dwa miesiące przed obroną pracy. Wakacje spędzam sama z synem. Pod koniec września mąż się wyprowadza( moja decyzja, myslałam, że coś będzie miał do powiedzenia, ale po prostu się spakował i wyszedł). Nawet synowi nie potrafił wytłumaczyć( syn był na podwórku jak tata wychodził z torbami) i poslał go płączacego do mnie. Wyprowadził się do rodziców, początki były trudne, syn płakał, nie chciał spać, ciągle pytał, mąż zabierał go na weekendy. Minął miesiąc, dwa, trzy dla mnie sytuacja była super, dziecko zrozumiało, ja pracowałam w domu, syn w pierwszej klasie, miałam spokój, zaczęłam wychodzić z koleżankami, z synem do kina, pomalowałam mieszkanie, miałam czas na wszystko, mąż płacił dobrowolnie alimenty, nawet potrafiliśmy ze sobą porozmawiać. Przychodził częściej niż tylko po syna, pilismy razem kawę, bylismy w kinie, zaczął mi się wyżalać, ale postanowiłam, że nie zrobię żadnego kroku dalej. Aż tu nagle po kolejnych trzech miesiącach oznajmia mi, że sie z kimś spotyka, zareagowałam jak najbardziej ok, wiadomo, że coś mnie ruszyło, ale nawet się ucieszyłam, że układa sobie życie, ja będę miała spokój, a on nie będzie sam. Panna nasza sąsiadka o dekadę młodsza ode mnie, zamieszkała z nim u jego rodziców po okolo miesiącu. Dwa dni po tym, jak mnie o tym poinformował zabrał syna na wspólne spotkanie, ja sama mu zaproponowałam, że skoro kogoś ma to niech zabiera syna co dwa tygodnie i ewentualnie w tygodniu niech odrobi z nim lekcje, nie co tydzień, żeby miał dla niej czas. Zaczęło się od tego, że kiedy miał być, to go nie było, przyjeżdzał po syna, bez uprzedzenia w tygodniu o 19.30,( na drugi dzień szkoła) zabrać go na pizzę, bo akurat panna miała czas, gdy mu nie dałam syna obrażony, głupie, bezsensowne sms-y. Nigdy nie był o tej godzinie o ktorej miał byc, musiałam go tłumaczyć, syn zaczął mieć problemy w szkole, wyjechali sami na weekend, ja musiałam kłamać przed dzieckiem, bo akurat miał go zabrać, alimentów albo nie było albo grosze w ratach, kiedyś mi wykrzyczał przed synem, że nie pozwalam, aby go zabrał( przed 20) bo boję się, że ona będzie lepszą mamą(czułam się jakby ktoś mi wbił nóż w serce). Mój krok kolejny pozew rozwodowy, on zdziwiony, powiedziałam, że skoro nie mieszkamy razem od pół roku i ma kogoś, to chyba dobre posunięcie, stwierdził, że jej to nie jest potrzebne. Sytuacja była dla mnie niezby komfortowa, ponieważ cała kamienica o tym wiedziała, wszyscy widzieli jak przyjeżdzał po nią , ją odwoził itd. Zaczęli szukać mieszkania do wynajęcia( w tym czasie dowiedziłam się od syna, że będąc u dziadków- taty na weekend spał z tatą i tą panią... kiedy to usłyszałam, myślałam, że padnę trupem, moi teściowie mają coś z głową nie tak, skoro na takie coś pozwalają, mąż stwierdził, że przesadzam). Po niecałym miesiącu Big Love się skończyła( chyba panna myslała, że ten osobnik ma więcej kasy niż było w rezczywistości). Po pół roku kolejny pozew wycofany i mąż wraca do domu... jestem walnięta...

2,318 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-01-30 10:15:22)

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Oj ciężka sprawa Kameleon. Podziwiam za wytrwałość.
Wydaje mi się, że z Twoim mężem jest cos nie tak. Człowiek bez wartości, który cierpi na całkowity tumiwisizm. Może on ma depresję. Tyle dla niego poświęciłaś, czy warto dalej się męczyć, starać? Napewno musisz go olać, choć na chwilę. Kiedy odczuje, że masz go gdzieś może da mu to coś do myślenia.
To są właśnie faceci. Są wyjątki, ale mało.
Myślę, że rozwód mógłby coś zmienić w Twoim życiu.

2,319

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Szczerze to nie rozumiem po jaką cholerę przyjełaś go ponownie?? Dlaczego?? Wiedziałaś jaki jest, jaki ma stosunek do Ciebie, jak Ci "pomaga" i szanuje... Po co pozwoliłaś na to?
Ja bym złozyła pozew i miała gdzieś wszystko. Przecież najważniejsza w tym wszystkim jesteś Ty z synem... Więc czemu poświęcasz sie takiemu dupkowi??

Co do syna odnoszę wrażenie, że jest trochę pogubiony w tej całej sytuacji i jest mu cięzko z tym - stąd możliwe problemy

2,320

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Dzieci to zawsze bardzo przeżywają. A jaki jest dla dziecka teraz? Ma dla niego czas?

2,321

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Dzięki wielkie dziewczyny za te słowa....
hm... olewałam go, nie gotowałam, nie sprzatałam, nie prałam, wychodziłam sama lub tylko z synem do znajomych, nic nie dało...
Monia ja sama tego nie rozumiem, nie wiem może dla dziecka( chociaż raczej nie, oswoił się już z tą sytuacją)... może dlatego, że bałam się zostać sama( nie mam żadnej rodziny oprócz mamy, która nawet nie wiedziała, że działo się aż tak, o pozwach też nie, jest starszą osobą, która sama potrzebuje czasami pomocy, nie chciałam jej martwić), chociaż chyba też nie, przez ostatnie lata byłam bardziej sama z nim niż bez niego....może było mi go żal... czasami robimy tak bezsensowne rzeczy, nie wiem czym motywowane...
Własnie z synem mam teraz problem, straszne problemy z nauką, codzienne zadanie domowe trwają około pięciu godzin, nie potrafi się skupić, skoncentrować, czasami siedzi nad zadaniem, które móglby zrobić w dziesięć minut dwie godziny, ograniczyłam mu zajęcia dodatkowe, aby nadrobił zaległości, pozakładałam dodatkowe zeszyty i przerabiamy cały materiał na nowo od drugiej klasy( jest w trzeciej), wybrałam się z młodym do poradni pedagogiczno- psychologicznej, narazie były dwa spotkania, które za dużo nie wniosły, oprócz tego zaczął pyskować, jakoś tak dziwnie się do mnie odzywa, tak z łaską, powiela zachowanie ojca, na niczym mu nie zależy, nigdy nie miał kar, w zasadzie nie było potrzeby, ostatnio mial zakaz oglądania TV i grania na komputerze, to mi powiedział widzisz jaka ty jesteś...Jest jak chorągiweka, jeżeli ja mu zwrócę uwagę, biegnie do taty, jeżeli mąż mu coś powie lub krzyknie skarzy się mnie, pomoc synowi jest teraz dla mnie piorytetem i dalej olewam siebie, ale wiem, że jak my się w jakikolwiek sposób nie dogadamy, to z synem też nie będzie ok, mąż podważa moje zdanie przy dziecku, twierdzi, że jestem zbyt wymagająca,,,problem w tym, że nigdy nie wymagałam zbyt wiele, nie wiem moze jak mąż nie mieszkał z nami dziadkowie mu coś natłukli do głowy( odkąd pamiętam zawsze był naprawdę grzeczny, potrafił się zachować, jak był mały czy ciut wiekszy nigdy nie musiałam się wstydzić, że coś powiedział czy zrobił, teraz wręcz przeciwnie). Ja bym chciała go wychować na takiego faceta, żeby w przyszłości moja synowa nie powiedziała do mnie: jak go wychowałaś, Twoja wina. Staram się go uczyć, że trzeba być odpowiedzialnym, zaradnym, szanować innych ludzi i pomagać, bo dobro kiedyś do nas wróci...

W środę mam drugą wizytę u psychologa( sama), mąż powiedział, że też pójdzie, więc zobaczymy... chociaż sama nie wiem czy to ma sens, ja dużo rzeczy wybaczyłam, ale zapomnieć nie potrafię, najgorsze są słowa, które bardzo ranią, a najbardziej kiedy trafiają w najczulszy punkt i nie są prawdą...

2,322

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Monia a Ty wyciągnęłaś indeks z kosza czy jest już na wysypisku?
hm... tak skaczę po postach i widzę, że też masz " całkiem fajne życie" niestety ;-(

2,323

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Tak - indeks wyciągnięty, wczoraj byłam na egzaminie nawet big_smile

Kameleonie jedynie co Ci powiem to,że doskonale rozumiem zachowanie Twojego syna - ja byłam taka sama... Moi rodzice się rozwiedli gdy sama miałam 7/8 lat, ale przez rok była separacja, podczas której ojciec mieszkał z nami. Powiem Ci jedno - to najgorsze co może być mieszkać z mężem... Dziecko widzi jakie są relacje między Wami i bardzo to przeżywa (wierz mi, wiem co piszę). Skoro w małżeństwie i tak jesteście 2 osobnymi osobami i łączy Was tylko dziecko to uwierz mi najlepiej będzie jak weźmiesz sprawy w ręce i rozwiedziesz się. Siedzenie z mężem w takiej sytuacji nie przynosi niczego dobrego, bo i tak każdy żyje dla siebie.

Co do syna... Moja droga proponuje Ci nie tylko wizyty w poradni pedagogicznej pod względem problemów w nauce ale również w wizytę u psychologa, możliwe że sytuacja między rodzicami wpływa na niego negatywnie.
Widzisz, ja byłam u psychologa i jego opinia poszła do sądu, który jednoznacznie oświadczył rozwód. Okazało się, że separacja i sytuacja między rodzicami powoduje u mnie nie tylko poczucie winy (że niby to z mojej winy), ale i spadek w nauce (podniosłam się w nauce dopiero w gimnazjum, a więc przez 4 lata leciałam na 2 i 3), problemy wychowawcze, bo chce zwrócić na siebie maksymalnie uwagę, dodatkowo sprawdzam swoim okropnym zachowaniem, które z rodziców jest lepsze, który mnie bardziej kocha i który wiecej mi wybaczy, czyli mnie nie zostawi (to zachowania podświadome, na które ja nie miałam wpływu). Wiesz mi, Twój syn zachowuje się znacznie lepiej niż ja, gdyż ja mając jego lata nie dość, że wychodziłam na całą noc z domu, to jeszcze pyskowałam do matki i ojca ze słowami kur** i skurwy**.... Więc za fraki synka i do psychologa - może pomóc...

A Ty również korzystaj z pomocy specjalisty, ale bez męża... Uwierz mi nie warto ratować czegoś co nie istnieje... Zapłacisz za to dużo, i tak już płacisz własnym złym poczuciem i zachowaniem syna... Chcesz mieć więcej problemów, zmartwień...? Wątpie...

2,324

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

No życie takie popaprane trochę smile

Wiesz ja znam tą sytuację z dzieckiem. Moje na skutek zachowań ojca straciło do mnie szacunek. Który staram się odbudowywać na nowo. Myślę, że w dużej mierze mi się to udało.
Ma też dziwaczne odzywki i mówi, że tata tak mówi i on ma tak samo to nie jego wina.
A no jego tatuś jest niesamowicie wychowawczy. Mnie zarzucał czyny, których nigdy nie popełniam, a kiedyś sam kiedy się nawalił mówił do dziecka- wiesz kto to jest prostytutka... taka pani co idzie do innych panów i bierze za to pieniądze, czy coś takiego.."
Taki był idiota mściwy. To jest paranoja.

Nie ważne jest jak wygląda sytuacja miezy rodzicami, dziecko nie powinno o niej nawet wiedzieć. Znam małżeństwa, które rozeszły się normalni i nie wciągały dziecka w swoje konflikty i te dzieci są w lepszej sytuacji.
Jeśli ktoś odgrywa się na drugiej osobie kosztem dziecka, to jest największy z możliwych błędów. Jak można traktować dziecko jak zabawkę. Jeśli nie uda Wam się porozumieć co do dziecka, nie będziecie mogli być jednogłośni, uważam, że nie powinniście być razem. Ty wychowujesz, dziecko jest zależne od Ciebie i musi być tak jak ty ustalisz. Dziecko głupie nie jest i zdarza się, że wykorzystuje sytuację między rodzicami. Jeśli źle mu w jednym miejscu, chce iść w drugie.

2,325

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

OK dziewczyny oficjalnie mam skończoną SESJĘ big_smile a to oznacza tylko jedno - odpoczynek big_smile
nie biorę pod uwagę tych niezaliczonych egzaminów (mam 2 miechy aby je zaliczyć wink )

teraz zaczynam 2 tygodnie ferii a co tam u Was moje drogie??

Czy tylko ja zauwazyłam, czy naprawdę kafejka opustoszała i dziewczyn ubyło??

2,326

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

No leci powolutku.
Puchy straszne.
Na rozprawie rozwodowej byłam tylko ja, mam kolejny termin. Poza tym spokój, póki co.

No to masz troszkę z głowy na razie. Trudne egzaminy do zaliczenia zostały?

2,327

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Nie, najcięższe mam już za sobą, ale zawsze to stres i nerwy... Bo ustne... Kobietka raczej się przepuści, gorzej z kolesiem... Lubi cisnąć... ;/

2,328

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

No to może trza pomyśleć o spódnicy z maleńkim rozcięciem?

Będzie dobrze.

Zobaczysz smile

2,329

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Co tam u Was, dziewczyny?
Cisza ogromna. Życie zatem nie jest smutne.

2,330

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Witam dziewczyny, dlugo nie pisalam, problemy z netem, chyba przez mrozy smile
Monia gratuluję sesji, a poprawki napewno zdasz...masz czas narazie odpocznij i się nie stresuj...
Ja jestem po drugiej wizycie u psychologa, jak narazie to kicha, to co mi mówi to i ja wiem sad, jutro kolejne spotkanie osobno moje i męża... zgodził się, więc go umówilam do innej pani psycholog, kolejne spotkanie ma być 2+2...
To jest chyba moja ostatnia szansa, ale chyba gdzieś w podświadomości zakładam, że to nic nie da,,, co wyniknie zobaczymy
Sama jestem ciekawa co tam jutro powie, w domu zawsze ja mówię o co mi chodzi....najlepiej będzie jak pani się zapyta w czym problem, a on odpowie w niczym i wyjdzie ( ale tego się nie dowiem), chyba, że mu podsłuch założę hihi

2,331

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Życzę powodzenia, chociaż mam do psychologów sceptyczne podejście.
Bardzo cicho tutaj ostatnio.

Myślisz, że będzie grał przed panią psycholog? Udawał, że nic się nie dzieje?

2,332

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

hm...własnie nie wiem, jestesmy po spotkaniu, słowem się nie odezwał pózniej, ale nie uciekł, siedzial nawet chwilkę dłuzej niz ja, calkiem możliwe, że będzie udawał super męża i ojca, może tam chcieć sie wybielić i nadawać na mnie, idę z nim zaraz porozmawiać, ale jestem już blizej do tego aby się rozstać niż naprawiać, bo nie wiem czy jeszcze jest co naprawiać, ostatnio łapię się na tym, że nie mogę go słuchać, jak juz się odezwie, patrzeć na niego, ja go już chyba nawet nie lubię, a czasami mam wrażenie, że wręcz nienawidzę, pani psycholog też mi dzisiaj powiedziała, że wydaje jej się, że bardziej sie skłaniam ku rozstaniu. Dalam sobie jeszcze dwa tygodnie, wtedy jestesmy umówieni na wspólne spotkanie i albo coś ruszy do tego czasu albo tam w koncu się odezwie...
hm czytałam o "szantżyku" twojego prawie ex męża, może się boi, że zostanie z ręką w nocniku, ale targowanie się o alimenty, da 1/3, jezeli możesz zdradzić to ile ty tych alimentów chcialaś dla swojego synka, a mieszkanie jeżeli nie było rozdzielności majątkowej to i tak tobie się należy połowa, niektórzy nawet to ilczą na liczbę osób, czyli ty+ syn 2/3, a on 1/3, nie jestescie razem juz tyle czasu, a ciągle masz z nim problemy, dałby chłop spokój skoro on też ma kogoś i rozstał się bez tych wszystkich zawirowań.
Spokojnej nocki, a może nie spokojnej wink

2,333 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-02-09 11:59:58)

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Nie nie. Jemu się nie należy nic w zakresie tego lokalu. Nic a nic. Także o to jestem spokojna. To jest coś z innej beczki, spoza wszystkiego.
Ja nie mam żadnej kwoty alimentów ani ustalonej, ani zaproponowanej, czy to nie pomyłka?


Ja, kiedy już się popaprało każdego dnia obrzydzałam sobie jego jeszcze bardziej. Aż miałam całkowity wstręt, a teraz obojętność. Nie chciałam dalej tego ciągnąć. Teraz, z perspektywy pytam sama siebie, co ja w nim widziałam.
Zakompleksioną, głupią nastolatką byłam. Bez poczucia jakiejkolwiek własnej wartości, i zaślepiło mnie. I po cholerę...

Nic się nie martw co on tam gada. Szkoda sobie tym głowę zajmować. Trzymaj się swoich racji. Czasem można jakiś sygnał usłyszeć, albo powie coś innego, zrobi coś innego, Ty zinterpretujesz to jeszcze inaczej i narobi się bigos.

2,334

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Witajcie moje drogie, wybaczcie, że nie pisałam, ale byłam na feriach a tam nie miałam tam netu.

Cieszę się Kameleon, że chodzisz do psychologa... Wiadomo, że to co mówi Ci to Ty wiesz, to część terapii - aby Ci uświadomić problem... Norma... Co do mężusia wydaje mi się, że właśnie on może chcieć pokazać się z jak najlepszej strony a Ciebie z tej gorszej. Powiedz po co chcesz to ratować? Skoro jesteś już bliżej rozstania to się nie zastanawiaj tylko działaj, bo może być tak, że jeszcze się rozmyślisz i cofniesz o kilka kroków do tyłu...

Hm wysokość alimentów powinna być ustalona, najlepiej przez Sąd, bo inaczej on sobie może płacić jak chce, gdyż nie ma na papierze podanej kwoty obowiązkowej... Ja Ci radzę jak najszybciej złożyć pozew o alimenty i nie patrz na to czy on ma pracę, jakie ma zarobki itp od tego jest Sąd... Ty podaj wysokość! I też nie baw się w mysli "może to za dużo, może nie da rady". O nie!! Ja kiedyś mojego ojca podałam z 320 zł na 1000 zł i dostałam 750zł i dostałam smile wiec warto podawać wyższe kwoty, jak ma płacić mniej to będzie, bo w końcu Sąd ustala... A weź pod uwagę kochana, że życie coraz droższe...

A ja zaczynam na nowy semestr i wszystko było by pięknie i ładnie gdyby nie...
No właśnie, wczoraj dowiedziałam się, że R wraca do mieszkania i nie uwierzycie, ale poczułam STRACH!! Och to okropne, normalnie zaczęłam się bać... Dobrze mi gdy go nie ma, a myśl, ze wraca spowodowała lęk i strach, który nie może zniknąć... Martwi mnie to, boje się, ze sobie nie poradzę...  ;((

2,335 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-02-11 10:50:04)

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Dasz radę jakoś Moniu. Jakoś go załatwisz, ja to wiem. Może jakaś nowa znajomość czy coś. Źle nie będzie.

Ja myślę w sprawie psychologa, że nawet jeśli on będzie chciał się w psychologicznych oczach wybielić to nie ma obaw, bo psycholog głupi nie jest i doświadczenie ma oraz wiedzę, które nie pozwolą mu się nabrać na wybielanie. Także luz.

Wsio w mojej sprawie będzie załatwione tylko w odpowiedniej kolejności, sprawa prosta nie jest więc i działać trzeba odpowiednio. Nie jestem już sama na polu bitwy, oddałam sprawę w dobre ręce i już w tych rękach. I już, że tak powiem ich w tym głowa, żeby dobrze było.
Zabieg z większą kwotą jest jak najbardziej obowiązkowy. Jestem spokojna (powiedzmy).
Mały klnie jak szewc, kiedy się zdenerwuje, mówi, że ojciec jest pijak, bo pije piwo. Także trzeba to skończyć. A długo to już nie potrwa mam nadzieje, czekam na badanie w ośrodku, które mam nadzieje przesądzą o sprawie. Widzę, że dziecko jest krzywdzone na różne sposoby. Nie doceniane, etc. Nie ma co się rozgadywać na ten temat.

2,336

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

rozumiem Cię doskonale, ale wiem że dasz radę wink

No ja nie wiem czy ja dam radę... Nowe znajomości owszem są, ale niestety czuje się jakby pod jego mocą, przez którą nie mogę nic zrobić - to przykre, że jestem pod jego złą władzą... ;(( on sobie żyje w najlepsze a ja ;( 
Co on ze mną zrobił!!??

2,337

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Moniu, nie daj się. Co on jakiś czarownik jest, że będzie Tobą miotał na prawo i lewo. Nie da się zdystansować, mieć w nosie...?

2,338

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Kochana da się zdystansować i to bardzo dobrze, ale gdy mam tą pewność, ze cholera jego nie ma w mieszkaniu... No siedzi sobie teraz zagranicą to i wiem, ze nie przyjdzie, nie napisze itp... Ostatni raz się odezwał z życzeniami na Święta a tak to cisza... Więc lekki strach jest, jak sobie pomyśle, że kurcze wraca, będzie...

No ja nie wiem jak to się staneło... Ale tak jest... Jakby na mnie urok rzucił...

2,339 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-02-12 10:35:18)

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Myślę, że musisz się uzbroić w tarczę antyrakietową i będzie dobrze. smile
Miłego dzionka życzę smile

2,340

Odp: Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Ja dziś wolne, więc nadrabiam zaległości w porządkach wink

Również życzę udanego dnia wink)

Posty [ 2,276 do 2,340 z 2,850 ]

Strony Poprzednia 1 … 34 35 36 37 38 … 44 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024