Jeśli o mnie chodzi to nie trzymam się nikogo kurczowo itd.
Są potrzeby, których nie jesteśmy w stanie same zrealizować.
2,081 2011-10-03 12:22:26
2,082 2011-10-03 12:25:15
Co u Ciebie? Dawno Cię nie było.
2,083 2011-10-03 12:49:32
Jeśli o mnie chodzi to nie trzymam się nikogo kurczowo itd.
Są potrzeby, których nie jesteśmy w stanie same zrealizować.
Tak...zgadzam się w pełni. A samotności każdy człowiek boi się najbardziej..nie ma co ukrywać..i nie chodzi mi o bycie singlem, tylko ogolnie o samotność.
Ja też się nikogo nie trzymam kurczowo, nie staram się spełniać zachcianek...spokojniej podchodzę do rozwoju wszelkich znajomości..a i tak sie wali. Nie ma na to wszystko reguły..
2,084 2011-10-03 13:20:39
Co u Ciebie? Dawno Cię nie było.
Oki, uczę się samotności, takiej jak napisałam i dobrze mi z tym.
2,085 2011-10-03 13:53:49
Otóż to...
2,086 2011-10-04 08:16:34 Ostatnio edytowany przez Explicite (2011-10-04 08:17:52)
Samotność jest nieraz potrzebna aby poczuć samą siebie, docenić siebie. Aby zrozumieć ile znaczysz sama dla siebie.
Aby wreszcie uciec od zaspokajania potrzeb innych, aby spełnić własne potrzeby i pragnienia. Aby wejrzeć w głąb siebie i zobaczyć co tam tkwi naprawdę. Może mała dziewczynka, która także jest samotna, słaba, bezradna i bezbronna i czeka na Ciebie, abyś zajeła się nią, a nie kolejnym facetem...
A kiedy już nauczysz się samotności i rozumienia siebie, kiedy sama zaspokoisz, to czego oczekiwałaś od innych, przestaniesz oczekiwać od inych, aby spełniali twoje oczekiwania.
Samotność jest potrzebna, abyś wydoroslała, stała się samodzielna, samowystarczalna i niezależna, abyś dojrzała do niezależnego związku z takim jak ty mężczyzną. A kiedy już będziesz gotowa, pojawi się taki męzczyzna, ale wtedy ty nie będziesz trzymać go kurczowo, nie będziesz starała się być inna niż jesteś, nie bedziesz spełniała wszystkich jego zachcianek w obawie przed odrzuceniem. Kiedy naprawdę przeżyjesz samotność i odrzucenie, to już nigdy nie będziesz bać się samotności i odrzucenia. Teraz trzymając się go kurczowo i wywierając presję jesteś w stanie zburzyć każdy związek. Kiedy już nie będziesz się bać samotności i odrzucenia, to nikt nie jest w stanie narzucać Ci swojej woli, manipulować Tobą, żądać i wymagać ponad siły. Twój świat jest twoją kreacją, odzwierciedleniem Twoich wewnętrznych przekonań. Jak możesz mieć do kogoś pretensje że materializuje Twoje przekonania? Najtrudniej jest wziąć odpowiedzialność własnie za siebie, za swoje intencje.To bardzo boli, kiedy uswiadamiasz sobie, jak mało znaczysz dla kogoś, kto jest Ci bliski. I co pozostaje? pozostaje Ci zaprzyjaznić się ze swoim bólem. Twój ból i Twój lek są wskazówkami dla Ciebie, sygnalizują Ci, co powinnaś uzdrowić. Trzeba usunąć przyczynę bólu, zamiast brać "środek przeciwbólowy"
Witam Was serdecznie:) Maxi....
To wszystko prawda co napisałaś aby przejsć swoją wewnętrzną przemianę jest potrzebna samotność samą ze sobą aby spojrzeć prawdzie w oczy i zaakceptować własny stan aby iść dalej aby zacząć pracować nad tym co nas ogranicza.Wiem jak bardzo ciężka jest ta praca i wymaga od nas wielkiego wysiłku aby zmienić nasze chore przekonania które sobie wyrobiliśmy będąc małymi dziećmi w celu chronienia siebie a tym samym zablokowaliśmy nasz prawdziwe ja i uczucia które nie mogły wyjść na zewnątrz.
Jestem na etapie pokochania swojej samotności aby ponownie nie wpaść w toksyczny związek i nie szukać na siłę partnera.Fakt teskni mi się za bliskością mezczyny i chciałabym zacząć randkować ale wiem ze to nie jest dla mnie dobra droga jak na ten czas.Intuicja mi podpowiada-zajmij sie teraz prawdziwe sobą a reszta pozniej sama przyjdzie...
To jest trudne ale wierzę że mozna...polubienie samotności w której towarzyszy lęk nie jest proste.
To tak napisałam ku pokrzepieniu serc, gdzieś to wyczytałam i chyba jest mądre.
2,087 2011-10-04 08:39:48
Explicite, zgadzam się z Tobą całym sercem, ja też mam zmienne stany emocjonalne, raz mi jest lekko i przyjemnie na duszy a innym razem mam totalny dół, to normalne stany w naszym przypadku. Tak masz rację jest cięzko, ponieważ całe zycie postepowałyśmy inaczej, tak bardzo i na siłę szukałyśmy miłości, której nie otrzymałyśmy w dzieciństwie, jednak osoby które obdarzyłyśmy naszą "chorą" miłością inaczej nas postrzegały ale czerpały z tego siłę, aby potem iść w inną stronę silne, podczas gdy my po odrzuceniu słabe, bezbronne i zagubione "lizałyśmy" rany. Dopiero wsparcie i pomoc jakie tu dostajemy pokazały nam że najważniejszą rzeczą w życiu jest właśnie polubić i zając się sobą. Samotność pomaga nam wejrzeć w głąb siebie, zastanowić się nad sobą, to boli, jak operacja na zywym organiźmie ale trzeba to przejść. Innej drogi nie ma.
2,088 2011-10-04 09:36:20
Witajcie dziewczyny...
Wczoraj i ja przeżyłam niezły stan emocjonalny... Aż wstyd się przyznać, ale przyznałam się przed samą sobą, że cierpię... Że to nadal boli, to co uczynił R. To jak się zachował i w jaki sposób odnosił się do mnie. Przyznałam, że byłam głupio zaślepiona, że wierzyłam w kłamstwa i obłudę z nadzieją, że to coś wspaniałego. Przyznałam, że byłam chwilowym uczuciem i zostałam wykończona jako kobieta... Nią nie czuje się już wcale... Kobiety nie upokarza się, nie krzywdzi i nie ma się z tego frajdy...
Wylałam wczoraj może łez i nie wiem co dalej... Ciężko mi, choć wiem, że powinnam trzymać się i nie pokazywać, że to nadal we mnie tkwi... Czy on zdaje sobie sprawę z tego, że mi jest ciężko? Wątpie... On zapewne myśli, że przeżyłam i jest git majonez... (ech jakie to proste dziecinne myślenie)
Co bym chciała? Aby szczerze przeprosił i wreszcie sobie zdał sprawę jak bardzo mnie skrzywdził... Ale to tylko marzenie, które się nie spełni - on jest tym typem faceta, który się do takich rzeczy nie przyznaje... Przykre ale prawdziwe...
Co mi pozostaje więc? Chęć zniknięcie na jakiś czas, zaszycia się w pokoju i przecierpienia na nowo tego wszystkiego. Może to głupie, ale wydaje mi się, że jesli ponownie wypłacze się uspokoje swoje serce na jakiś czas... Sprawię, że zaśnie i będę mogła się podnieść i zacząć stwarzać dalsze pozory, że wszystko jest dobrze...
2,089 2011-10-04 10:06:10
Moniu, czyń swoją powinność...
Jeśli tak czujesz...
2,090 2011-10-04 10:09:07
Ech... Ale jak to bedzie wyglądać... Dziś powinnam zaczynać studia, a ja siedze w domu..
2,091 2011-10-04 10:11:37
To może po zajęciach? Może jakoś dotrwasz do weekendu?
2,092 2011-10-04 11:55:10
monia...
http://www.youtube.com/watch?v=FONPmdUanAc&feature=player_embedded
więcej napisze później.
2,093 2011-10-04 12:41:51
Witajcie dziewczyny...
Wczoraj i ja przeżyłam niezły stan emocjonalny... Aż wstyd się przyznać, ale przyznałam się przed samą sobą, że cierpię... Że to nadal boli, to co uczynił R. To jak się zachował i w jaki sposób odnosił się do mnie. Przyznałam, że byłam głupio zaślepiona, że wierzyłam w kłamstwa i obłudę z nadzieją, że to coś wspaniałego. Przyznałam, że byłam chwilowym uczuciem i zostałam wykończona jako kobieta... Nią nie czuje się już wcale... Kobiety nie upokarza się, nie krzywdzi i nie ma się z tego frajdy...
monia..szkoda, że daleko jesteś, bo coś czuję, że dobrze by nam zrobiło napicie się wina...
Wydaje nam się, że jesteśmy silne a gdzieś jest ten słaby punkt, taki "zapalnik", który w sprzyjających okolicznościach wybucha po prostu.
Wiem jak sie czujesz..Jedynym wyjściem jest jakoś zebrac się w sobie, ale to ciężko..potrzeba na to jakiegoś impulsu.
Ja mam też "glebę" totalną..i czekam aż się samo podniesie jakoś. Z tym, że ja inaczej..nie jedno zdarzenie jak u Ciebie z R., ale ciąg zdarzeń w przeciągu ostatniego roku. I nawet pozornie błaha sprawa, jak "zwykła" znajomośc zerwana nagle spowodowalo rozwałke zupełną..
Łapię się na tym teraz, że leję wszystkich na oślep, byle nikt się do mnie nie zbliżył, bo nie mam odporności na jakieś ponowne jazdy.
Wylałam wczoraj może łez i nie wiem co dalej... Ciężko mi, choć wiem, że powinnam trzymać się i nie pokazywać, że to nadal we mnie tkwi... Czy on zdaje sobie sprawę z tego, że mi jest ciężko? Wątpie... On zapewne myśli, że przeżyłam i jest git majonez... (ech jakie to proste dziecinne myślenie)
kiedyś nie będzie tkwiło..nie pytaj skąd wiem:)
2,094 2011-10-04 15:27:17
hm... poszłam na uczelnie... Nie chce mieć zaległości, ale najchętniej to bym w ogóle nie wychodziła z mieszkania. Jest mi cholernie smutno, przykro i chce mi się płakać... Czemu?
Czyżby to było spowodowane wczorajszym bilansem??
Katia nie bedę zadawała pytania jak o to prosisz. Owszem wypicie z Tobą wina to ciekawa perspektywa... Boje się, że owego impulsu nie bedzie abym mogła powstać... Czuje się samotna, czuje się źle...
2,095 2011-10-04 16:47:00
Katia nie bedę zadawała pytania jak o to prosisz. Owszem wypicie z Tobą wina to ciekawa perspektywa... Boje się, że owego impulsu nie bedzie abym mogła powstać... Czuje się samotna, czuje się źle...
Teraz w to nie wierzysz..i wcale sie nie dziwię.
Co potrzebujesz, żeby sie nie czuć źle i samotnie? ..tak szczerze..
acha...wyjście gdzieś do ludzi, na uczelnie..nawet jeśli to jedynie obowiązek, a nie przyjemnośc mimo wszystko pomaga trochę. Ja weekend miałam nawet nie doline...to już czarna dziura. Zwątpilam we wszystko..za dużo sie działo w moim życiu przez ostatni rok i byle szczegół spowodował "upadek". Początki deprechy jak nic, o ile nie deprecha w pełni. W dodatku robiąc sobie retrospekcje swojego życia uświadomiłam sobie, że mam problem i to poważny. Jestem "uzależniona" od odrzucania..Dopiero wtedy coś potrafię "poczuć"...bez tego żyję jak jakiś mechanizm, w dodatku próżny i pusty. Wynajduję sobie ludzi którzy prędzej czy później mnie odrzucą..stałam się w tym doskonała.
Pójście do pracy w poniedziałek troszkę pomogło, chociaz nadal wszystko wokół mnie dzieje się jakby za szklaną ścianą. Ponieważ za dużo odrzucania było ostatnio to teraz ja odrzucam. Dostało sie mojemu skandynawskiemu znajomemu..w zasadzie to o mało nie zakończyłam tej znajomości. Wytrzymał..ale pytanie ile jeszcze wytrzyma.
Teraz się zastanawiam czy nie "zaszaleć" trochę..On będzie w Polsce..Zastanawiam się czy nie spotkać sie na dlużej..Z tego nic nie będzie, ale ciągnie mnie, dobrze mi sie rozmawia, facet czyta w moich myślach. To taka alternatywa dla siedzenia w domu przed kompem i dołowania sie.
monia..nie będę Cię teraz wirtualnie przytulać, dawać Ci rad że będzie lepiej...chociaż wiem, że będzie. Takich jak Ty..jak ja..jest wiele. A ogromną siłe daje tak naprawdę przetrwanie takich momentów. Przetrwasz jeden dolek, drugi..z trzecim sobie poradzisz..
2,096 2011-10-04 22:54:04 Ostatnio edytowany przez Explicite (2011-10-04 22:55:49)
Oj widzę że zebrało sie na grupowe dołowanie...tak czasami bywa...Idąc dzisiaj na piechotę do pracy zastanawiałam sie nad samotnością jak to z nią jest,czy my sami się na nią rzucamy czy ta samotność nie jest nam narzucona przez okoliczności zewnętrzne takie jak brak rodziny,kogoś bliskiego komu mozna się wypłakać w danym momencie.Rozumiem samotność spowodowaną odrzuceniem,np.partner który nas porzuca czy inna bliska osoba ale jak jest z tą która rodzi się z zewnętrznych niesprzyjającym nam okolicznościom?
Ja mam w sobie dwa rodzaje samotności-tą swoją i tą z poczucia braku rodziny( nie mam nikogo,choc jest duuuża) i wiem ze to będzie się za mną ciągnęło dość długo a może i zawsze-kwestia nauczenia się życia z tym.Pewnie że można zaakceptować ten stan rzeczy aby iść dalej ale jak nie ma sie choć odrobiny,tej cząsteczki wsparcia czy bliskości rodziny to jak dla mnie jest może nie dramat ale wciąż towarzysząca samotność!
Maxi napisałaś coś bardzo ważnego...ile my po przez tą swoją oddaną miłość dajemy siły tym facetom jak się nami żywią a my potem pozostajemy wyprute bez sił-tak się włąsnie czułam po nieudanym związku...wyssana z energii którą wkładałam w ten związek aby zadowolić jego a nie nas...
Jak jest mi bardzo ale to bardzo zle to pocieszam się myślami że tak wiecznie trwać w tym stanie nie będę,że nadejdzie dzień lepszego stanu...że nic nie trwa wiecznie,cały czas powtarzam sobie wierząc w to że wyzdrowieję,że zmienię te swoje mechanizmy które będę wyłapywała w czas...
2,097 2011-10-05 11:49:52
Mnie też coś męczy. Nic mi się nie chcę. Karnet do ośrodka wellness dostałam, także miesiąc sobie pochodzę na zumbę i to z przyjemnością. Nie będę musiała w domu siedzieć. A i tak nie muszę, tak jak w weekend.
Sprzątać też nie muszę i dlatego jest jak jest.
Wiecie co jest najgorsze, że on ma jakieś dziwne nastawienie do robienia różnych rzeczy. Pierwsze to to, że zanim się za coś zabierze to już zakłada, że to ogromnie męcząca czynność, cokolwiek by to nie było. Druga rzecz to robienie rzeczy nie do końca.
Sytuacja z przedwczoraj. Pies pogryzł na pościelonym łóżku (którego on nie zaścielił rano) zapach do szafy. W tym zapachu były różne granulki. On zmieniał pościel i jak się później okazało prześcieradło z tymi oto granulkami w środku zwinął i położył na podłodze.
Więc je wsadziłam do pralki i piorę. O tym, że go nie wytrzepał zorientowałam się kiedy zobaczyłam granuli w wannie. I wtedy pomyślałam o tej spychologii, o tym że niczego nie kończy tylko zostawia. I co to w ogóle jest? Paranoja jakaś. I tak sobie jest bałagan. Ja nie mam siły codziennie zasuwać na szmacie, ani ochoty. Mam jeszcze inne rzeczy do zrobienia. Tyle tylko, że nie za bardzo potrafię jeszcze usiąść przy domowym komputerze pośród setek szklanek i oblepionym stole....
Nie pojmuję tego, nie staram się zrozumieć, przechodzę jedynie obojętnie. Chociaż w którymś momencie nadchodzi moment kiedy irytacja sięga zenitu. Bo on nigdy nie weźmie szmatki i nie zetrze. Kiedy o to proszę powstaje dyskusja co to ścierka, a co to szmatka. Kur...!!!!
Kiedyś w jakimś wątku, chyba w Grupie... przeczytałam, to chyba była Tarantella. Ale nie mam stu procentowej pewności. Pisała, że kiedyś spotkała się z jakimś facetem, który słodził sobie herbatę czy kawę i wysypał mu się cukier. I ten cukier sobie tak leżał na stole pozostawiony sam sobie. A ona więcej się z nim nie spotkała...
I ja tez miałam podobny przypadek. Zobaczyłam bałagan i było mu wstyd przede mną, a ja udałam, że to nie ma dla mnie znaczenia czy to teraz usunie czy później. Ale wszystkie rzeczy wyszły w praniu jak zawsze wychodzą.
Ja wiem, że faceci pewnych rzeczy nie widzą, ale są jakieś granice. Na boga!
A ja wciąż o jednym, przepraszam. Chyba siedzi to gdzieś głęboko.
2,098 2011-10-06 07:26:42
Dziękuje Katiu za te słowa... Jesteś wspaniałym (wirtualnym) oparciem ![]()
Dzień zaczynam lepiej niż wczoraj, gdyż we wtorek zdrowo się upiłam i hehe nie będę przeczyć next day=kac... Ale dałam radę. I nie piłam aby topić smutki itp. Nie, nic z tych rzeczy... Po prostu zachciało mi się drinka, a że tak posmakował mi do oglądanego filmu to sobie robiłam i robiłam... Płakałam i się śmiałam... Ba nawet miałam w planie podejść do R, ale potem pomyślałam, że nie warto... Obejrzałam 2 filmy, poszukałam co nieco na necie i oto moje kochane przekaz dla nas samych!!
http://demotywatory.pl/3469456/KOBIETO
Wczorajszy dzień przespałam, bo kac był niemożliwy - olewka na uczelnie. Ale dziś się do niej wybieram, a co ![]()
A teraz do Was kochane dziewczyny...
Katiu damy radę. Ja w te słowa nie tylko wierzę, ale to wiem! Owszem bywa ciężko, ale zobacz ile już wytrwałyśmy... Są takie słowa "Bywają w życiu chwile, których ból daje się zmierzyć dopiero po jego przeżyciu, i wówczas dziwi nas, iż zdołaliśmy go znieść". Dałyśmy raz, dałyśmy i kolejny... Damy i następny... Musimy tylko wyciągać wnioski z naszych wcześniejszych "akcji", bo każde takie przezycie jest dla nas lekcją z bardzo ważnymi informacjami...
hm.. nie masz za co nas przepraszać! Wszystko to co w nas siedzi wylewamy z siebie właśnie tu! Szczerze nie dziwie się, że masz takie emocje. Owszem ja czasem również coś nabałaganie, ale jak powiedziałaś są granice. A on... Wiesz on może mieć olewczy stosunek do tego wszystkiego, gdyż wie, iż Ty lubisz jak jest czysto i wie, że zaraz zakasasz rękawy i posprzątasz jak to było w zwyczaju. Jego odzwyczajenie od tego poglądu będzie naprawdę długim okresem (pytanie czy wartym)
maxi Twoje podejście do życia bardzo mi się podoba, tak trzymaj. Bo najważniejsze jesteśmy przecież my same - prawda?? Prawda ![]()
Życzę udanego dnia (u mnie trochę chłodnego, ale jednak). Buziaki
2,099 2011-10-06 11:10:54
Kochane moje Moniu, drugi tydzień nie sprzątam, jest niemiło. Cóż, w weekend nie miałam czasu. W ten może coś, wypada, może w niedzielę, bo w sobotę mamy dzień otwarty w klubie i idę na zumbę
a co..!!!
No i w sobotę jeszcze do pracy, tak więc...
Poza tym jeśli mały jest u ojca może poszukam drugiej pracy. Boli mnie to, że tam jest. Ale może jeśli zajmuje się i naprawia co zaniedbał, nawet w niedzielę sobie kościół zaplanował (bo komunia w tym roku), może mimo, że ma coś nie tego, może nic się nie dzieje, że tam jest.
W tamtym roku jak naprawiałam co zawalił. niby nie powinien się dzieckiem zajmować, bo jest nieodpowiedzialny (co prawda w innych sprawach), ale małym dobrze się zajmuje. Chłopak potrzebuje ojca, przed nim ma respekt. Nie wiem. Dziecko bez matki?
2,100 2011-10-06 13:16:24
Kochane moje Moniu, drugi tydzień nie sprzątam, jest niemiło. Cóż, w weekend nie miałam czasu. W ten może coś, wypada, może w niedzielę, bo w sobotę mamy dzień otwarty w klubie i idę na zumbę
a co..!!!
No i w sobotę jeszcze do pracy, tak więc...
Poza tym jeśli mały jest u ojca może poszukam drugiej pracy. Boli mnie to, że tam jest. Ale może jeśli zajmuje się i naprawia co zaniedbał, nawet w niedzielę sobie kościół zaplanował (bo komunia w tym roku), może mimo, że ma coś nie tego, może nic się nie dzieje, że tam jest.
W tamtym roku jak naprawiałam co zawalił. niby nie powinien się dzieckiem zajmować, bo jest nieodpowiedzialny (co prawda w innych sprawach), ale małym dobrze się zajmuje. Chłopak potrzebuje ojca, przed nim ma respekt. Nie wiem. Dziecko bez matki?
Kochana z przykrością napiszę te słowa, ale niestety są one prawdą. Dziecko bez ojca czy matki to przykry widok, gdyż żadne z rodziców nie zastąpi tego drugiego. Wiem coś o tym, bo moja mama starała mi się być matką i ojcem w jednym... Ale cóż... Ja bym nie patrzyła czy dziecko potrzebuje ojca bo czuje przed nim respekt czy potrzebuje matki, która ukazuje mi więcej zainteresowania. Najważniejsze jest, aby było szczęśliwe, kochane i na pewno nie odczuwało złych relacji między rodzicami (bo dzieci o dziwo wiele potrafią wyczytać między wierszami w takich sytuacjach).
Skoro dobrze zajmuje się chłopakiem, to może okazuje się choćby odpowiedzialny na tym stopniu - to dobrze, ba nawet bardzo. Ciekawe jedynie, jak długo to zainteresowanie będzie trwało...??
No to humor powinien być, zwłaszcza gdy myślisz o dodatkowych zajęciach, nieprawda?? A ja właśnie zaczynam weekend
Już wolne, po zajęciach. Jutro laba... W sobotę laba... Niedziela już nie bardzo ;/
Ale dam radę ![]()
2,101 2011-10-07 08:45:08
Hej kochane co tam u Was??
Zauważam spadek aktywności kafejki... Co się stało?? No i co się dzieje z innymi dziewczynami? Myway, Betinka, Water i Kalinka... Gdzie nasza Mamusia? Dziewczyny macie pojęcie co u nich?
Pozdrawiam i życzę miłego (u mnie niestety pochmurnego i deszczowego) dnia... Ech pogoda zdecydowanie butelkowo-łózkowa...
2,102 2011-10-07 10:53:31
A no sobie pracujemy. Dziewczyny pewnie zajęte przeróżnymi sprawami. Myślę, że nic w tym złego. A ja zaglądam tutaj tak jakbym z najlepszą kumpelą szła na kawę czy gdzieś. Tak jest tutaj.
U mnie też deszczowo i niby smutno, niby nie.
Wiesz Moniu mnie brakuje małego. Z jednej strony wiem, że krzywda mu się nie dzieje. Ojciec co zaniedbał niech naprawia (mimo, że do zaniedbań nigdy się nie przyzna). Wiem, że może kiedyś powiedzieć co ze mnie za matka. Bo wymyślił sobie ostatnio, że jak dziecko jest u niego to przeciez w każdej chwili mogę przyjśc i z nim posiedzieć poodrabiać zadania itd. Tylko co to za rewelacja tam siedzieć. Niby dla dziecka się to robi. Ale on nie mieszka sam, tam jeszcze jest baba z 15 letnim synem. Głupie to. Swoją drogą też się zarzekał, że do końca życia będzie sam, tak go skrzywdziłam.
Teraz nagle wszystko to czego nigdy się nie dało, da się. I ubrać i zadbać. Chociaż w sumie nie wiem jak wygląda ich życie. Może ona mu służy i słowa nie powie i on przez to taki niby zadowolony, bo właściwie cholera wie. Wszystko z zewnątrz może wyglądać inaczej. Mnie się wydaje, że oni pasują do siebie, bo jakby obydwoje są bez ambicji. To znaczy nie dążą do niczego więcej niż mają. Wiesz o co mi chodzi.
On nabijał się z moich marzeń, takich może górnolotnych. O własnej firmie o jakiejś książce. Dla niego weekend polegał na siedzeniu w domu i całodniowym gotowaniu obiadu. To był szczyt zadowolenia. Myślę, że wiecie o co mi chodzi. Dla mnie ważny jest rozwój, książki, ciekawe rozmowy z ludźmi, nowe wydarzenia, wynalazki, różne odkrycia. Dla niego nie, to było coś co jego jakby nie dotyczy. I wydaje mi się, że może ma wreszcie kogoś podobnego.
Tylko martwię się o dziecko, żeby nie wychował go na swoje podobieństwo. Kiedy ja biorę małego to on sobie go odbierze i do widzenia. Musiałabym jeździć jak głupia tam i z powrotem. A synek jest w zawieszeniu między mną a ojcem. A ja dla jego dobra nie chcę robić zamieszania. Tylko czy to wyjdzie dla mnie na dobre podczas rozwodu nie wiadomo, bo exowi zaufać to jakby rzucić się w przepaść z kamienistym dnem i liczyć na cud. Nie da się.
On wiecznie nie ma czasu. Nic nie załatwi bo nie ma czasu i czeka na zbawienie chyba. I to mnie wnerwia, taka sakramencka opieszałość. Takie głupie gadanie. Jak coś jest na tyle ważne, że może spieprzyć kilka lat pod względem finansowym to może należałoby się ruszyć. Ale on nie ma czasu. Także tylko dzieckiem się umie zająć i pracować, poza tym nie ma czasu. Żart.
2,103 2011-10-07 11:32:02
Hm.. Może to nie moja sprawa, ale czemu mały jest z ojcem a nie z Tobą? Boje się, że ojciec może mieć zły wpływ na małego w sensie buntować go przeciwko Tobie (w moim przypadku tak było, że ojciec chciał pokazać jaka to moja mama jest do niczego, że on jest super i tylko on potrafi mi dać szczęście i miłość)
2,104 2011-10-08 10:56:07 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-10-08 11:10:27)
No właśnie. Nie wiem dlaczego. Ma więcej czasu, wcześniej kończy pracę, ma bliżej do szkoły, jeżdżą ze swoja panią samochodem. Buntować chciał kiedyś, ale synek i tak nie daje sobie nic powiedzieć. To jest popierniczona sytuacja. Strasznie mi źle, że on tam jest. Nie wyobrażałam sobie, że mogę się tak czuć.
Dla mnie to cholernie trudne. Dziecko jakoś jest bliższe matce. Może to głupie, ale czasem myślę, że może jak on tam jest to przestanie mnie kochać i pewnego dnia nie będzie chciał mnie już widzieć. Albo powie co ze mnie za matka.
2,105 2011-10-08 11:14:12
No właśnie. Nie wiem dlaczego. Ma więcej czasu, wcześniej kończy pracę, ma bliżej do szkoły, jeżdżą ze swoja panią samochodem. Buntować chciał kiedyś, ale synek i tak nie daje sobie nic powiedzieć. To jest popierniczona sytuacja. Strasznie mi źle, że on tam jest. Nie wyobrażałam sobie, że mogę się tak czuć.
Dla mnie to cholernie trudne. Dziecko jakoś jest bliższe matce. Może to głupie, ale czasem myślę, że może jak on tam jest to przestanie mnie kochać i pewnego dnia nie będzie chciał mnie już widzieć. Albo powie co ze mnie za matka.
Hm... a zabierasz go na weekendy czy jakoś tak... Nie dziwie się, ze możesz odczuwać taki strach przed utratą miłości ze strony syna. Może powinnaś z nim porozmawiać. Pokazać, ze również go kochasz, że dla Ciebie również jest ważny (nie tylko dla tatusia).
No i z tym mieszkaniem... Tak ustaliliście między sobą? Przecież dziecka nie można zabierać matce, bo to ona wprowadza dziecko do otaczającego świata... A martwi mnie myśl - że "Pani" będzie chciała zastąpić małemu matkę (to z nią codziennie spędza czas). Nie ma jakiegoś wyjścia z sytuacji?
2,106 2011-10-08 11:31:32
Tak, zabieram go jak tylko mogę. Właśnie, PANI...Ona mnie wkurza. Oj on wie, naprawdę co ja czuję. I wie też, że jak go borę to i tak ojciec odbiera go ze szkoły, bo wcześniej kończy pracę. Nawet dziecko o tym nie wie, że ojciec go odbierze. Ostatnio chciał być u mnie, bardzo, już nie wiedziałam co o tym myśleć. Wiem, że on też może starać się wykorzystać sytuację, że jak coś jego ojciec zrobi to może chcieć iść do mnie.
Wzięłam go, miałam go odwieźć w niedzielę, wzięliśmy rzeczy i wróciliśmy do mnie. A potem w poniedziałek ojciec sobie go odebrał ze szkoły "i koniec kropka" jak powiedział. Wiesz ja pracuję do tej godziny do której jest świetlica. Mimo, że mają nawet w mieszkaniu, czy to jest najważniejsze? To strasznie boli, że nie mogę go mieć. A z drugiej strony wiem, że on ma dobrze u ojca. Ja wiem, że on bardzo tęskni, jak ja. Za ojcem pewnie też kiedy jest u mnie. Powiedział nawet, że się przecież nie rozerwie. Trudno mówić kogo bardziej kocha. Nie da się tego zważyć. Jego ojciec uważa, że jest zbyt mały, żeby decydować z kim chce być. A ja tak nie uważam. Straszy mnie, że jak mi się coś nie podoba, to żebym dziecko brała. A co to zabawka. Dziś wezmę, jutro on odbierze. I takie gadanie.
2,107 2011-10-08 11:43:01
Syn nie jest za małym człowiekiem aby decydować z kim chce mieszkać. Jak moi rodzice się rozwiedli, zostałam wysłana do psychologa aby ten dowiedział się jakie relacje mam z mama i z ojcem. Wypytała co i jak, a potem przedstawiła opinie sądowi. Osobiście wiem, że żyć w pełnej rodzinie jest najlepiej, ale osobiście od dziecka pamiętam jak bardzo mama starała się dla mnie poświęcić swoje życie abym ja miała na chleb, na nowe spodnie, czy na zabawkę. Ojciec był typem tatusia od święta. Poza tym osobiście bardziej bezpieczniej czułam się u mamy niż u ojca, bo tam była TA PANI, która nie była miła a chciała wiele razy udowodnić jaka to mamusia moja jest zła i starała się robić mi wode z mózgu...
A czy mały musi być odbierany zaraz po lekcjach i zawożony do niego? Może przecież zabrać małego na obiad a w momencie gdy Ty wracasz z pracy przywozić go do Ciebie. W ogóle to macie jakoś ustaloną opiekę nad dzieckiem prawną czy tylko między sobą?
2,108 2011-10-08 12:58:06
Nie, nie mamy.
Wiesz, on do mnie nie przyjeżdża. Nie wiem nawet gdzie mieszkam. Musiałam się przed nim kryć, że tak powiem. I dziecko o tym wie, wie dobrze co może ojcu powiedzieć, a co nie. Wie..
Wiesz my mamy jeszcze w spólny kredyt i on.. on kiedyś zagroził, że nie będzie płacił jak dziecko nie będzie z nim. Ale teraz teraz niby szafuje, żebym małego brała jak mi się nie podoba jak on go wychowuje. A w pierwszej klasie strasznie nie dbał o jego lekcje. W nosie miał. Ja na koniec roku chodziłam po nauczycielach i uzupełnialiśmy braki. Teraz dba, teraz co on to nie jest.
Wiesz ta baba mnie denerwuje. Mówi do mojego dziecka ubierz papcie, to akurat nic takiego. Ale ja się nie zgadzam, żeby ona mu zwracała uwagę, bo u mnie nikt tego nie robi, chyba, że chodzi o szacunek.
Niech się zajmie swoim dzieckiem. Jest po rozwodzie. Także się dobrali...
Dławi mnie ta cała sytuacja, strasznie.
2,109 2011-10-08 13:27:37
Moim zdaniem powinniście ustalić prawnie opiekę nad dzieckiem. Takie huśtawki - raz mamusia, raz tatus nie są dobre dla małego. Postawa tatusia może być wiarygodna bądź nie. Albo naprawdę chce być dobrym ojcem (poczuł wreszcie obowiązek) albo to tylko uśpienie czujności - każda wersja może być prawdziwa. Ponadto nie dziwie Ci się, ze nie podoba Ci się PANI. Ja nowej kobiety ojca nie znosiłam. Ona do mnie "Mówi mi Aniu" ja "Dobrze per Pani". Ona o coś prosiła a ja olewka. Potem powiedziałam jej, że nie bede jej szanować, niby czemu? Że jest starsza? O nie, za to że zniszczyła mi rodzinę i odebrała ojca nigdy mojego szacunku nie uzyska. Te słowa wypowiedziałam w wieku 12 lat i do dnia dzisiejszego jestemy ze sobą na ścieżce wojennej.
2,110 2011-10-08 19:07:58
Ona do mnie "Mówi mi Aniu" ja "Dobrze per Pani". Ona o coś prosiła a ja olewka. Potem powiedziałam jej, że nie bede jej szanować, niby czemu? Że jest starsza? O nie, za to że zniszczyła mi rodzinę i odebrała ojca nigdy mojego szacunku nie uzyska. Te słowa wypowiedziałam w wieku 12 lat i do dnia dzisiejszego jestemy ze sobą na ścieżce wojennej.
monia..przepraszam, może Cię wkurzę ale naprawdę warto taką ścieżke wojenną prowadzić? Patrząc na to z boku..samo życie..nie można nikogo tak w 100% winić za wszystko. No wiem..mądruję się, bo nie ja siedzę "w środku".
A tak w ogóle jak nastrój dziewczyny? monia, mam nadzieję, że już ok i dolek minął?
Mój minął, ale pojawiły się dylematy...dotyczące ogólnie mojego życia. Ujrzałam jakoś w bardzo jaskrawym świetle całą swoją sytuację i jestem trochę przerażona.
Na jutro mam ustawioną nową randkę..Facet tak zabiega o to, że w końcu postanowiłam zrobić mu tą (nie)przyjemność...postaram się nawet nie być aż tak bardzo nie miła i schowam kły. Strasznie warczę na wszystkich ostatnio..ale niektórzy mimo to nie odpuszczają...
2,111 2011-10-08 20:06:45
monia..przepraszam, może Cię wkurzę ale naprawdę warto taką ścieżke wojenną prowadzić? Patrząc na to z boku..samo życie..nie można nikogo tak w 100% winić za wszystko. No wiem..mądruję się, bo nie ja siedzę "w środku".
Katiu wybacz, ale ja z tą kobietą nie mam najlepszych kontaktów od dobrych 12 lat. Była taka wspaniała, ze nawet nie poinformowała mnie o śmierci ojca i pogrzebie. Dla mnie to nie jest kobieta, nigdy mojej życzliwości nie zazna i chyba dobrze jej z tym. Nigdy nie zapomne jak mówiła o mojej mamie kur**...
A tak w ogóle jak nastrój dziewczyny? monia, mam nadzieję, że już ok i dolek minął?
Oj kochana dół nadal istnieje... Ale poradzę - uroki życia.
Życzę udanej randki.
2,112 2011-10-08 21:06:27
Katiu wybacz, ale ja z tą kobietą nie mam najlepszych kontaktów od dobrych 12 lat. Była taka wspaniała, ze nawet nie poinformowała mnie o śmierci ojca i pogrzebie. Dla mnie to nie jest kobieta, nigdy mojej życzliwości nie zazna i chyba dobrze jej z tym. Nigdy nie zapomne jak mówiła o mojej mamie kur**...
ok..w takim razie masz swoje powody, chyba wam rzeczywiscie nie po drodze..
A tak w ogóle jak nastrój dziewczyny? monia, mam nadzieję, że już ok i dolek minął?
Oj kochana dół nadal istnieje... Ale poradzę - uroki życia.
Życzę udanej randki.
dół jak dół..byle nie mega dół wyłączający trochę z życia..Ja już przetrawiłam..Nie znoszę jak emocje mną rządzą. No sama wiesz jak to jest.
2,113 2011-10-08 21:28:53
No ja dziś zostałam wyjęta z życia... Zobaczymy jak będzie jutro... Lekki strach ;/
I owszem nie po drodze - ale nie lamentuje nad tym ![]()
2,114 2011-10-08 23:53:02
No ja dziś zostałam wyjęta z życia... Zobaczymy jak będzie jutro... Lekki strach ;/
a co się dokładniej stało???
2,115 2011-10-10 07:39:58
Szczerze to sama nie wiem, może popadam w paranoje, ale jest ciężko... Wspomnienia, ból itp wplątały się do mojej głowy ![]()
2,116 2011-10-10 11:09:43
No masz rację, że trzeba sprawę opieki ustalić. Gorzej będzie jeśli z jakichś powodów przyznają ją jemu. Bo właściwie cholera wie. Szlak mnie trafia. Może się ułoży wreszcie.
W przypadku mojego ojca było inaczej. Odszedł, owszem, było mi przykro, ale ja także odeszłam od matki w wieku 17 lat, bo z nią nie można wytrzymać. I wcale się ojcu nie dziwię. Nową jego kobietę polubiłam, jest z nią już chyba z 15lat. I układa im się, a moja matka mimo wielu znajomości wciąż jest sama. No i tak już pewnie pozostanie. Jest nie do wytrzymania, nie do życia.
I to ona chciała mnie przekonać do tamtej kobiety, że jest taka siaka, owaka. Ale ona nie jest. I myślę, że jakby była inna to wspólne życie moich rodziców wyglądałoby inaczej. Ale ojciec także ma swoje wady nie wady. Ale z tamtą kobietą dopasowali się, a z moją matką nigdy nie mogli się dogadać. Maja inne priorytety.
Mój tato zawsze chciał jeździć na wakacje, ferie, byłam w wielu miejscach na świecie. A moja matka biadoliła nad futrami i zabawą, że nie nigdy nie chce z nią wychodzić tylko sport i sport.
A ja wolę jechać do Francji, niż siedzieć w futrach w Polsce. No niestety. Nie rozumiem mojej matki.
2,117 2011-10-10 21:23:26
Witam Was po długiej nieobecności...mój limit się wyczerpał i mogłam tylko wejść na gg
Dużo się u mnie dzieje.Zaczełam terapię i jest bardzo interesująco.
Muszę Was poczytac ale dzisiaj chyba nie dam rady.Muszę wyszukac w necie troche róznych informacj.
Wczoraj byłam z synem w tetrze na koncercie-było super a jutro chce wybrac się na wykład do zamku PSYCHOLOGIA I SZTUKA temat-Manipulacja,bilet tylko 8zł.
Pozdrawiam
2,118 2011-10-11 07:55:55
Droga hm.. szczerze nie dziwie Ci się, że byłaś zaskoczona tym, iż ja z nową kobietą ojca nie mam dobrych kontaktów (różnica z moją mama mam dobre, choć czasem bywa pod górkę)...
Co do dziecka musisz bezwzględnie walczyć o małego. Polskie prawo nakazuje aby dziecko było z matką, w wyjątkowych okolicznościach dają opiekę ojcu - ale jak sama słyszałaś pewnie różne historie to sporadyczne akcje. Jestem z Tobą całym sercem ![]()
Explicite bardzo mądrze, że wybrałaś się na terapię. To znaczy, ze robisz krok w kierunku lepszego JA
Pozdrawiam gorąco
Ja natomiast moje drogie panie jestem w trakcie lektury - dlaczego mężczyźni kochają zołzy (po co?) dla rozrywki i aby przypomnieć sobie jaka kiedyś byłam... Weekendowe "zawahanie własnego JA" owszem jeszcze się lekko trzyma, ale staram się funkcjonować i o tym nie myśleć... I robić coś w kierunku lepszego poczucia dla samej siebie ![]()
Oki dziś spotykam się z koleżanką, ploteczki itp może być ciekawie ![]()
2,119 2011-10-11 08:36:51
Monia-fajna ta książka,ale uważam że przesadzona,pokauje ignorancję wobec drugiej płci...czytając ją budziło we mnie dużo zdziwienie.
Czytam teraz o chińskich kobietach prawdziwe historie...przełom ich postrzegania siebie w ich kulturze i zmiany jakie zachodzą w ich zachowaniach.Nadal jest to zacofany kraj pod względem świadomości kobiecości i ich ról uwikłanych w kulturę.
Wczoraj miałam niespodziankę...pan r napisał smsa że chce ze mna porozmawiać z zapytaniem czy może zadzwonić-zignorowałam.Myślę ze to dalsza część jego manipulacji wobec mnie i badanie na ilemoże sobie jeszcze pozwolić,ale ja jestem tym zmęczona i nie zareagowałam...klaskam sobie że mam hamulec
)
Życzę miłego dnia Wam:)
Chce mi się słuchac głośno muzyki ![]()
2,120 2011-10-11 08:41:59
Explicite ja dopiero zajrzałam do książki - z czystej ciekawości powiem szczerze.
Co do Pana R to wszystko zalezy jak można daną sprawę interpretować.
No ja muzykę głosno słucham od rana - 7.30
A co tam ![]()
Również życzę udanego dnia ![]()
2,121 2011-10-11 12:29:40
Monia, ja się nie dziwię, że masz taki kontakt z tą babą.
Nie ma nigdzie w przepisach, że opieka nad dzieckiem należy się matce. Chociaż może niepisane, w domyśle. Że jak np. matka bez dziecka to porzuciła.
2,122 2011-10-12 11:12:23
Droga hm... Polskie prawo automatycznie powierza matce opieke.Dziecko po rozwodzie dostaje sie pod skrzydła matki. Sąd nie ogranicza praw ojcu ale decyduje z kim może zamieszkać dziecko (zazwyczaj matka). Poza tym co nieco o prawie, ![]()
http://prawo.money.pl/aktualnosci/okiem-eksperta/artykul/opieka;nad;dzieckiem;po;rozwodzie,21,0,645397.html
Dzisiejsze motto: POZYTYWNE MYŚLENIE - DOBRE NASTAWIENIE ![]()
2,123 2011-10-12 16:31:24
Dzięki, przeczytam. Przyda się.
2,124 2011-10-14 10:34:09
Co tam u Was? Jak się macie? Moniu, Katiu? A gdzie się podziała reszta dziewczyn?
2,125 2011-10-14 12:07:42
Hm... Wybacz ale u mnie co nieco działo się w życiu, ale już jestem i zdaje relacje. Środa - impreza... Spotkałam się ze znajomymi i się upiłam... Ale warto było. Nawet nie zauważyłam kiedy R się zjawił (wspólni znajomi). Było wymiana kilku uprzejmości, wypicie toastu aby nam się dobrze wspólnie żyło (tzn bez sprzeczek, kłotnii itp) i dalsza zabawa. Czwartek - wyjęta z życia... Kac taki, ze na uczelnie nie miałam siły pójść... A dziś lepiej - sprzątam bo trochę wczoraj nabałaganiłam ![]()
Katiu a co u Ciebie?? Właśnie mnie również milczenie dziewczyn zastanawia... Czyżby były aż tak zajęte??
2,126 2011-10-14 14:36:48 Ostatnio edytowany przez Explicite (2011-10-14 14:38:44)
Witajcie dziewczyny!
Umówiłam sie dzisiaj do kina z fajnym mezczyzną...ja mam problem bo nie wiem na ile moge byc szczera...wale czasami prosto z mostu-tak jak wczoraj przez tel ze nie chce aby brał mnie jako obiekt seksualny i jedyny cel to łożko...to ja mam z tym problem,bo wszystkich wrzucam do jednego garnka...
Troche mam cykora ale co mi tam.
2,127 2011-10-14 15:01:26
Witajcie dziewczyny!
Umówiłam sie dzisiaj do kina z fajnym mezczyzną...ja mam problem bo nie wiem na ile moge byc szczera...wale czasami prosto z mostu-tak jak wczoraj przez tel ze nie chce aby brał mnie jako obiekt seksualny i jedyny cel to łożko...to ja mam z tym problem,bo wszystkich wrzucam do jednego garnka...
Troche mam cykora ale co mi tam.
Jeśli to pierwsze spotkanie, bądź któreś z pierwszych proponuje na razie niczego nie mówić a wybadać czy z tej znajomości będzie coś więcej czy nie. Bo jesli nic poważnego z tego się nie bedzie kroiło to po co komuś o sobie opowiadać??
2,128 2011-10-14 16:50:36
Katiu a co u Ciebie?? Właśnie mnie również milczenie dziewczyn zastanawia... Czyżby były aż tak zajęte??
witajcie:)
ja ostatnio troszkę zaszalałam..:). Krótki wyjazd, połączony z pewnym spotkaniem:). Miałam obiekcje czy jechać, ale pomyślałam, że nic tylko się kiszę w tym domu. Nie żałuję..było fajnie (chociaż bez perspektyw ale jeśli wiadomo wszystko od początku to nie ma się co czepiać:). Przy okazji przegoniłam autko autostradą i miałam z tego masę radochy..:)
a teraz wracam do rzeczywistości;)
2,129 2011-10-14 16:52:00
Witajcie dziewczyny!
Umówiłam sie dzisiaj do kina z fajnym mezczyzną...ja mam problem bo nie wiem na ile moge byc szczera...wale czasami prosto z mostu-tak jak wczoraj przez tel ze nie chce aby brał mnie jako obiekt seksualny i jedyny cel to łożko...to ja mam z tym problem,bo wszystkich wrzucam do jednego garnka...
Troche mam cykora ale co mi tam.
absolutnie nie bądź do końca wylewna i szczera. Na to przyjdzie ewentualnie czas:). Póki co baw sie dobrze.i zdaj relację:)
powodzenia:)
2,130 2011-10-14 18:54:18
A mnie właśnie ból głowy złapał... Przeziębienie jak ta lala... Ech
trzeba się szybko wykurować - herbata z sokiem malinowym, wygrzanie nóg i lece do łózka.
Katiu cieszy mnie, że miałaś dobry humor - pomysł z wyjazdem nie był jak widać taki zły ![]()
2,131 2011-10-15 10:48:59
I elegancko...
Moniu, nie gniewam się przecież. Forum w wolnym czasie, a że ja tego czasu miałam ostanio troszkę no to... pisałam.
I Katia się rozerwała i bardzo dobrze.
Explicite ja popieram zdanie koleżanek, nigdy nie wiadomo na kogo się trafi i nie ma co od razu prosto z mostu. Powoli, przyjdzie czas i na to.
..
2,132 2011-10-15 14:16:16
A mnie właśnie ból głowy złapał... Przeziębienie jak ta lala... Ech
trzeba się szybko wykurować - herbata z sokiem malinowym, wygrzanie nóg i lece do łózka.
uuuu..kochana..Ty się kuruj. Paskudne pogody się zrobiły. Mnie coldrex w saszetkach szybko na nogi stawia...polecam;)
2,133 2011-10-15 16:14:50
monia_3103 napisał/a:A mnie właśnie ból głowy złapał... Przeziębienie jak ta lala... Ech
trzeba się szybko wykurować - herbata z sokiem malinowym, wygrzanie nóg i lece do łózka.
uuuu..kochana..Ty się kuruj. Paskudne pogody się zrobiły. Mnie coldrex w saszetkach szybko na nogi stawia...polecam;)
Hehe a mnie stare domowe sposoby - herbata z sokiem malinowym, wygrzanie nóg w gorącej wodzie z solą. Do tego rutinoscorbin, MaxFlu i dam radę.
Hm.. to pisz... Kochana pisz... W ogóle kochane piszcie jak najczęściej aby owa kafejka żyła, by coś się działo - jak to było na jej początku ![]()
2,134 2011-10-15 16:22:27
Hm.. to pisz... Kochana pisz... W ogóle kochane piszcie jak najczęściej aby owa kafejka żyła, by coś się działo - jak to było na jej początku
mnie już głupio...:)..za pół godziny lecę na kolejną randkę..no może randka to za dużo powiedziane..krótkie spotkanie przy czymś tam do picia..
2,135 2011-10-15 18:15:05
monia_3103 napisał/a:Hm.. to pisz... Kochana pisz... W ogóle kochane piszcie jak najczęściej aby owa kafejka żyła, by coś się działo - jak to było na jej początku
mnie już głupio...:)..za pół godziny lecę na kolejną randkę..no może randka to za dużo powiedziane..krótkie spotkanie przy czymś tam do picia..
Głupio dlaczego??
Mogę zacząć Ci zazdorścić?? Ja miałam mieć dzis spotkanie z ciekawym chłopakiem, ale cóż - napisał, że coś ważnego wypadło i że się odezwie (standard). Ech życie życie... Chyba spotkania to sobie odpuszcze na jakiś czas a skupie swoją uwagę na nauce ![]()
2,136 2011-10-15 23:57:01
hej
...o widze, że już nocne hej, dopiero zauważyłam, że tak późno
Przepraszam za milczenie..najpierw awaria kompa, potem zero czasu, a teraz mam cztery prace do napisania i Sajgon w moich i dzieciowych kątach, padam, ale to chyba dobrze jak na razie ![]()
Miło Was poczytać po długim czasie ![]()
Tęskniłam kurka siwa....
2,137 2011-10-16 09:22:19
Mamusiu witaj ponownie :**
Jak miło zobaczyć, że ktoś jeszcze zagląda tutaj. Już się martwiłam, że reszta dziewczyn postanowiła odpłynąć ![]()
Trochę pracy jeszcze w nikomu nie zaszkodziło - przynajmniej wiesz, że w Twoim życiu coś się dzieje ![]()
2,138 2011-10-16 09:49:29
Głupio dlaczego??
Mogę zacząć Ci zazdorścić?? Ja miałam mieć dzis spotkanie z ciekawym chłopakiem, ale cóż - napisał, że coś ważnego wypadło i że się odezwie (standard). Ech życie życie... Chyba spotkania to sobie odpuszcze na jakiś czas a skupie swoją uwagę na nauce
Może mu coś rzeczywiście wypadło? Jesteśmy dośc zapracowanym/zabieganym narodem z mnóstwem ilości spraw na głowie, więc tak też bywa. Bardzo możliwe, że odezwie się później...a nawet jak sie nie odezwie to znajdzie sie inny, fajniejszy.
Powiem Ci monia tak: ja się umawiam/spotykam, żeby zupełnie nie "zdziczeć" w domu. Pracuję w dość zamkniętym środowisku ludzi, ciągle te same twarze..potem dom i tyle z dnia czy tygodnia. Więc jak mam siedzieć sama i rozpamiętywać co mi się w życiu nie udało to wolę poznawać nowe osoby i niejako też się "poćwiczyć" w różnych relacjach, kontaktach..takich normalnych i nie nastawiać się na nic.
Wczorajsze spotkanie bardzo ok..Przegadaliśmy ponad 2 godziny. Dawno żaden facet nie był tak pozytywnie nastawiony do mnie po spotkaniu (i to bez teatralnych gestów..normalnośc po prostu). Ja też byłam jakoś dobrze nastawiona przed spotkaniem, fajnie sie ubrałam (lubię tą porę roku, bo to pora na długie botki i legginsy;) i dobrze się ogólnie czułam, wyluzowana itd. Potem wieczorem zgadaliśmy się na necie i jedno co mnie zaskoczyło, to jego zdanie, że ...jestem bardzo zamkniętą w sobie osobą, jakbym bala się ludzi. Ops!!...no to się dowiedzialam!!..a wydawało mi się że naprawdę byłam wyluzowana..Widać pewne urazy kodują mimo wszystko nasze zachowania, chociaż sami nie jesteśmy czasem tego świadomi. Wydaje nam się, że zachowujemy się tak czy siak, a otoczenie odbiera nas zupelnie inaczej. Ciekawe spostrzeżenie:)
Przy okazji wyszło też wczoraj ze mnie "złe". Dostało sie facetowi z którym widziałam się 3 dni temu (3 miesiące znajomości, codzienny kontakt, 2 w sumie spotkania przez ten czas, stała odległość miedzy nami - 1500km).
Że to co ma qrde być??..uklad partnerski? na czyich zasadach? bo raczej nie na moich, więc o partnerstwie tu nie może być mowy. I że nie będę jeżdzić po całej Polsce na spotkania kiedy akurat jemu pasuje, bo ja też się chce czuć w tym dobrze a nie jak....
Postawiłam sprawę może za bardzo na ostrzu noża, ale pewne rzeczy wolę sobie we łbie zawczasu poukladać. A powód tego mojego warczenia był jeden..za bardzo mi zaczeło chyba zależeć, więc wolałam odrzucić emocje i uruchomić rozum nawet kosztem zakończenia znajomości. Temat rozmowy i moja reakcja go nie wystraszyły. Ale najwyzej będzie rysa na tej znajomości a życie pokaże co dalej. Dla mnie najważniejsze jest chronienie swojej własnej skóry..dosyć mam bolesnych sytuacji w swoim życiu spowodowanych przez facetów.
2,139 2011-10-16 10:35:04
Powiem Ci monia tak: ja się umawiam/spotykam, żeby zupełnie nie "zdziczeć" w domu. Pracuję w dość zamkniętym środowisku ludzi, ciągle te same twarze..potem dom i tyle z dnia czy tygodnia. Więc jak mam siedzieć sama i rozpamiętywać co mi się w życiu nie udało to wolę poznawać nowe osoby i niejako też się "poćwiczyć" w różnych relacjach, kontaktach..takich normalnych i nie nastawiać się na nic.
Katiu nie Ty sama jesteś w takiej sytuacji. Ja jak wracam z uczelni (znowu Ci sami ludzie jak na dziennych tak i na zaocznych) to domek, w którym jestem sama. Ale nauczylam się nie rozpamiętywać (choć przyznaję, ze bywają gorsze chwile), ale np kiedy mam wolniejszy wieczór (czytaj nie muszę przygotowywać czegoś na studia) to robie sobie domowe spa, siadam przed kompem i udzielam się na forum, oglądam różne programy w TV, czytam.... Staram się w ten sposób uczyć żyć sama ze sobą ![]()
Co do spotkania to no cóż Tobie może się wydawać, że jesteś wyluzowana itp a inni właśnie Ciebie mogą odczytywać w zupełnie inny sposób. Ale nie przejmuj się, ja zawsze żartuje z tych spraw (u mnie wychodzi, że jestem bardzo wrażliwa i emocjonalna - tłumaczę to jako cecha romantyczki, którą jestem
)
A co do znajomego - czy nie za szybko zaczyna Ci zależeć na ludziach?? 3 mc znajomości a Ty już masz takie odczucia? Kochana trochę to zaskakujące... Prawda??
2,140 2011-10-17 08:14:07
OK załamuje się! Do mojej głowy napływają myśli "w czym ona jest lepsza" "czemu ona potrafi go zainteresować" "czemu on nie umie choćby mi dać połowy tego co jej daje". MASAKRA!! A to tylko temu, że wczoraj wieczorem spotkałam go na klatce schodowej i w momencie wymiany zdań na temat pogody ona zadzwoniła i słyszałam słowa "dobrze skarbie, kocham Cię".
Boli jak cholera!! Och jaką to ja mam ochotę zapytać się go, dlaczego, jak...?? Czy da to jakiś sens?
Kolejna myśl->napisać do niej i pogratulować (w ten sposób upadłabym niżej niż teraz jestem) HELP, POMOCY!!
2,141 2011-10-17 08:51:34
OK załamuje się! Do mojej głowy napływają myśli "w czym ona jest lepsza" "czemu ona potrafi go zainteresować" "czemu on nie umie choćby mi dać połowy tego co jej daje". MASAKRA!! A to tylko temu, że wczoraj wieczorem spotkałam go na klatce schodowej i w momencie wymiany zdań na temat pogody ona zadzwoniła i słyszałam słowa "dobrze skarbie, kocham Cię".
Boli jak cholera!! Och jaką to ja mam ochotę zapytać się go, dlaczego, jak...?? Czy da to jakiś sens?
nie jest lepsza.. jest inna, nowsza, może "wygodniejsza". I skąd wiesz, że ona nie będzie kiedyś w takim samym punkcie jak Ty?
Kolejna myśl->napisać do niej i pogratulować (w ten sposób upadłabym niżej niż teraz jestem) HELP, POMOCY!!
tak..to by było okazanie Twojej słabości...Po co???
ps. a odpowiadając na pytanie z Twojego poprzedniego maila - nie "przyzwyczajam" się w znaczeniu, że ciągle myślę i oderwać się nie mogę. Do tego mi daleko. Głowa cały czas na karku..zresztą sytuacja cały czas ewoluuje, czasem mnie troszkę moje emocje doganiają, ale daję radę.
2,142 2011-10-17 09:06:06
@monia - mysle ze wiekszosc z nas tak by zareagowala w glebi duszy. I tutaj jest tylko jedno lekarstwo - starac sie ow stan przetrwac. Zajac sie innymi sprawami na tyle, zeby nie myslec wlasnie tak (i nie zadreczac sie) a z czasem to myslenie minie zgodnie z naturalna koleja rzeczy.
Mozna tez (moj sposob, siermiezny ale skuteczny) w chwili naplyniecia takich dokuczliwych mysli po prostu je wyganiac i jak sie pojawia natychmiast powtarzac: nie chce tak myslec, nie chce o tym myslec, mysli wypier*c! I tak za kazdym razem. Nie jest to odwracanie sie od problemu bo problem jako taki nie istnieje. TYlko Ty przedluzasz agonie w swojej glowie. I trzeba temu zapobiec.
Mialam zwyczaj martwic sie z byle powodu albo nawet i bez powodu. I wlasnie w taki sposob sie tego oduczylam. Bo wiedzialam "na intelekt" ze nie mam sie o co martwic bo nic sie nie dzieje zlego, to tylko moja wyobraznia rysowala jakies karkolomne scenariusze. Pochodna braku poczucia bezpieczenstwa ale to inna bajka.
2,143 2011-10-17 10:23:35 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-10-17 10:26:06)
Dzień dobry.
Katiu, widzę, że się dzieje i bardzo fajnie. Ja też się zastanawiam ostatnio, pójść, nie pójść, pójść nie pójść... Facet w domu, a mnie takie rzeczy po głowie chodzą.
Co się dziwić, półtora roku się męczę w zasranym celibacie, a on zdziwiony i wymyśla, a bo bez przerwy o sexie myślisz, a bo to bo tamto. A o czym on by myślał gdyby rok nie jadł? (Wtedy mógłby już wcale nie myśleć). To chyba normalna potrzeba do cholery.
Wczoraj znów mnie odrzucił... A ja głupia masochistka, chcę mu pomóc, a może on nie jest ze mną szczery? Może coś tam wewnątrz się kryje, o czym nie wiem i się nie dowiem, bo nigdy mi o tym nie powie. Naiwna, chcę pomóc, szukam lekarzy dla niego. Czy to ma sens? Może lepiej znaleźć sobie kogoś i już...?
Kurna, jeden się znęcał, inny nie tego... Ja zwariuję!!!
2,144 2011-10-17 11:29:12
Dzień dobry.
Katiu, widzę, że się dzieje i bardzo fajnie. Ja też się zastanawiam ostatnio, pójść, nie pójść, pójść nie pójść... Facet w domu, a mnie takie rzeczy po głowie chodzą.
Co się dziwić, półtora roku się męczę w zasranym celibacie, a on zdziwiony i wymyśla, a bo bez przerwy o sexie myślisz, a bo to bo tamto.
hm..bądź trochę egoistka..za długo taki stan trwa..
Wczoraj znów mnie odrzucił... A ja głupia masochistka, chcę mu pomóc, a może on nie jest ze mną szczery? Może coś tam wewnątrz się kryje, o czym nie wiem i się nie dowiem, bo nigdy mi o tym nie powie. Naiwna, chcę pomóc, szukam lekarzy dla niego. Czy to ma sens? Może lepiej znaleźć sobie kogoś i już...?
Kurna, jeden się znęcał, inny nie tego... Ja zwariuję!!!
no właśnie..o co w tym wszystkim chodzi? Lekarzy? a może inna przyczyna jednak jest?
2,145 2011-10-17 11:34:33
Cholera wie, nie wiadomo. Głupio mi o tym pisać, teoretycznie jakby działa, może nie jakoś super, a nic z tego...
Chyba trza się zdać na siebie... To jest niesprawiedliwe. Znaczy dla mnie żaden problem. Sęk w tym, że robi ze mnie dziwaczkę, a sam co?
Ja pierniczę, czy to nie głupie wrzucać tutaj taki temat?