hm... napisał/a:Ja tylko irytuję się tym bałaganem w przypadkach skrajnych. Np. kiedy buty leżą na stole, albo na pościeli. Pies robi sajgon na łóżku, zwłaszcza nie pościelonym. Nie będę wymieniać może, szkoda czasu. Kurna tylko ja lubię jak jest przyjemnie. Jakbym chciała w syfie przebywać to mieszkałabym w chlewie ze świnkami, a i tam takiego czegoś nie uświadczy się. 
wyluzuj..dom jest dla Ciebie a nie Ty dla domu. Ja też lubie jak jest czysto, fajnie, przyjemnie ..ale to bym musiała miec sprzątaczkę etatową, która by mi tutaj non-stop zasuwała ze scierką i mopem. A tak to nie daję rady ze wszystkim na glanc..a nie mogę się nadwyrężać.
Słuchajcie muszę się wygadać:(...nie radzę sobie..butelka mocnego piwa nie pomaga:(
Miałam pewną znajomość od prawie roku ..tylko internetową. Z przerwą, bo pewna (była już) relacja z jednym facetem zajmowała mi głowe i czas.
No ale Z. (internetowy) zawsze się jakoś znów pojawial i korespondencja się wznawiała. Wznowiła się miesiąc temu (z jego inicjatywy). Postanowiliśmy się spotkać. Ryzyk -fizyk. Ja - "stara" wyga internetowa stawiałam na to, że spotkanie real utnie to wszystko, bo wiadomo że to co innego spotkanie się face to face.
Poza tym skoro facet uparcie stał przy tym, że nie wyśle zdjęcia nie wróżyło nic dobrego. Takie cos już lata temu przerabiałam..fajne pisanie a na spotkaniach klops!.
Jednak w tym przypadku to był wyjątek od reguły. Zaskoczyłam się..Spotkanie bez wcześniejszych zdjęć, bez głosu w telefonie okazało sie mega -fajne. Tyle, że bez przyszlości..To było oczywiste dla mnie.
]
Kilka lat temu to bym sie pewnie już po pierwszym spotkaniu zadurzyła...teraz mam troche więcej oleju w głowie. Facet mający to "coś", ale bez sztucznego blichtru, w połączeniu z inteligencją, jakims ciepłem wewnetrznym i niezłym wyglądem to mieszanka naprawdę zapadająca w pamięć...Zbyt dużo takich osób nie dane mi było poznać w swoim życiu. Do tego mający jakąś cierpliwość do mnie, bo ja zbyt miła nie jestem na samym wstępie.
Kontakt trwał nadal..trochę smsów, maili, jakieś takie normalne, fajne..Drugie spotkanie tydzień temu, chociaż nadal wiedziałam że to bez przyszłości więc emocje pod pęłną kontrolą. Po prostu spotkanie dwóch osób, które się tam gdzieś w sieci natkneły na siebie. Był nawet plan wspólnego wyjazdu na kilka dni, ale nie potwierdzony przeze mnie, bo nadal się trochę wahałam czy w to wchodzic jakoś bardziej (niby staram się być "zimną suką", ale do końca sobie nie ufam).
W połowie tygodnia dostałam wiadomość, że jest jakiś problem..tzn. on ma problem,o którym nie chciał pisać. Uszanowałam to..miał się odezwać po weekendzie. Wczoraj późnym wieczorem dostałam maila....
Że nie możemy sie więcej kontaktować ani spotykać. Podał powód..Brzmi wiarygodnie. O tyle dobrze że napisał wprost zamiast stosowac uniki. Pierwszy chyba facet w moim życiu, który odważył sie tak wprost o tym do mnie napisać. Chociaż nie wiem czy w tym przypadku nie wolałabym, żeby się to jakoś samo rozmyło po prostu. Sama już nie wiem..głupieje...Cholera!!!..przyzwyczaiłam sie..może w jakiś sposób nawet przywiązałam się..do codziennego "dzień dobry" wysyłanego mailem zanim przychodziłam do pracy. Jak "był" to po prostu nie zastanawiałam się nad tym co będzie dalej...Nie nastawiałam sie na nic, ale wiedziałam że to dalej może pójść.
A teraz tego nie ma. Głupie ale źle mi bardzo..Jednak bardzo ciężko znosze gdy ktoś naprawdę fajny znika z mojego życia. Nie powinnam...ale.... mam całe oczy zapłakane nadal i dziwię się dlaczego. Widać mial powód ważniejszy niż ja. Potraktował mnie fair, więc nawet nie moge sie zezłościć...Byłoby mi łatwiej..Tylko kto wie, czy "kiedyś" nie byłoby mi trudniej...
Do d...py jest to życie:(