dzieki betina!!! naprowadzaj , bo wiesz ze ja na slepo leze ...
E, tam na ślepo? Z malutkim, nikłym światełkiem. A to już coś.
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Strony Poprzednia 1 … 18 19 20 21 22 … 44 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
dzieki betina!!! naprowadzaj , bo wiesz ze ja na slepo leze ...
E, tam na ślepo? Z malutkim, nikłym światełkiem. A to już coś.
mam nadzieje ze na tym wyjeździe przejde solenną rehabilitację..MUSZE..bede tylko ja wreszcie sama dla siebie i Wy moje dobre duszyczki...nie pozwoilicie mi sie pogrązyć prawda???
Pogrążyć? No, coś Ty.
Będę jedną i drugą rehabilitować - solennie, uczciwie i do bólu.
ja prosze bez bolesnie , bo bol juz mam:)
ja prosze bez bolesnie , bo bol juz mam:)
Ok, niech będzie delikatnie. Ale, czy u Ciebie to zadziała? Moim zdaniem Tobą to trzeba, mimo tego ból, który rozumiem, solennie potrząsnąć...
Użyję Twego słówka, ale tak będzie lepszy przekaz:
W każdym nałogu przychodzi moment osiągnięcia dna. W tym momencie ważne jest, czy damy się pociągnąć jeszcze niżej i zginiemy, czy też odbijemy się i wkroczymy na drogę zdrowienia i rehabilitacji. Wszystko zależy tylko i wyłącznie od nas samych.
Myway i Naniu spokojnie... Będziecie w dobrych rękach Betinki ona się już Wami dobrze zajmie a Wy się jej tym samym odwdzięczycię... To spotkanie na pewno będzie udane... Nie tylko śmiech,ale również dobra rehabilitacja;) zapewne bez bólu i cierpienia się nie obejdzie-ale czasami takie wyrzucenie z siebie całego cierpienia osobiście a nie przez forum jest dobre
dacie sobie radę-jesteście przecież silnymi kobietami
Zadanie dla Was dziewczynki-macie wrócić z dużą dawka energii,wspaniałych wspomnień i wielką siłą do dalszej walki... Zapamiętać i wykonać ![]()
Myway i Naniu spokojnie... Będziecie w dobrych rękach Betinki ona się już Wami dobrze zajmie a Wy się jej tym samym odwdzięczycię... To spotkanie na pewno będzie udane... Nie tylko śmiech,ale również dobra rehabilitacja;) zapewne bez bólu i cierpienia się nie obejdzie-ale czasami takie wyrzucenie z siebie całego cierpienia osobiście a nie przez forum jest dobre
dacie sobie radę-jesteście przecież silnymi kobietami
![]()
Zadanie dla Was dziewczynki-macie wrócić z dużą dawka energii,wspaniałych wspomnień i wielką siłą do dalszej walki... Zapamiętać i wykonać
Zapamiętane! Do wykonania!
Masz rację, też mi się wydaje, że wyrzucenie osobiste, przed żywą istotą, to zupełnie coś innego niż pisanie na forum. W czasie bezpośredniej rozmowy można na bieżąco wyjaśniać, wątpliwości itp.
Forum - owszem tak, ale czasami takie bezosobowe.
Dokładnie kochana
rozmowa w 4oczy może być bardzo pomocne... Podczas takiej rozmowy można wiele się dowiedzieć-nie tylko ze słów ale również poprzez mimikę twarzy,gesty... Wierzę że dacie radę i to spotkanie będzie czymś wspaniałym...
Moniu, przepraszam, że pytam, jak tam Twój dzisiejszy nastrój (oprócz oczywiście denerwacji na dziadka)
Moniu, przepraszam, że pytam, jak tam Twój dzisiejszy nastrój (oprócz oczywiście denerwacji na dziadka)
alez Betinko nie masz za co przepraszać,to mile z Twojej strony że się pytasz
dziękuję dobrze,smutkow nie mam,załamania również nie... Trzymam się dobrze i stoję twardo na ziemi
z lekkim uśmiechem na twarzy ![]()
Betinka napisał/a:Moniu, przepraszam, że pytam, jak tam Twój dzisiejszy nastrój (oprócz oczywiście denerwacji na dziadka)
alez Betinko nie masz za co przepraszać,to mile z Twojej strony że się pytasz
![]()
dziękuję dobrze,smutkow nie mam,załamania również nie... Trzymam się dobrze i stoję twardo na ziemiz lekkim uśmiechem na twarzy
Rewelacja!! Najważniejsze w walce o siebie to twardo stać na ziemi, z głową uniesioną do góry i uśmiechem na twarzy...
Witajcie Dziewczyny,
od piątku mnie tu nie było. Po pracy biegam do szpitala i jak wracam to muszę ogarnąć jakoś mieszkanie/gotowania/pranie/sprzątanie także nie mam zbytnio czasu na forum.
Weszłam dzisiaj a tu 10 stron do przeczytania - jejku Kobietki ale jesteście "płodne" ![]()
Więc na szybko czytam co u Was.
Dużo się działo wokół sprawy Moni w kontekście R. Zauważam pewną analogię co do swojej sytuacji. I tak myślę, że my KKZB same sobie nie możemy ufać co do naszych odczuć, zamierzeń, działań. Już nam się wydaje, że wszystko jest jasne, "odcięte", skończone. Mamy plan: zacząć żyć dla siebie bez łączącej nas emocjonalnej więzi z ex. A po jakimś czasie, pewne wydarzenia/sytuacje uświadamiają nam, że ta więź nadal jest. Że świadomie lub nieświadomie same ją podtrzumujemy.
Dobrym sprawdzeniem na uświadomienie sobie co w nas drzemie jest nasza reakcja na sztachnięcie się obiektem. U mnie jest podobnie: sama zauważam reakcję mojego organizmu na jakiekolwiek kontakty z ex. Radość, podekscytowanie, adrenalina. Może nie jest jakieś maksymalne stężenie emocji ale jest. Daleko mi do obojętności. W sumie to są momenty, że wyrzucam to sobie. Jak możesz po tym co przez niego przeszłaś i po tym jak Cię potraktował. My jednak kobiety kochające za bardzo możemy jednocześnie mieć świadomość tego całego obrzydlistwa, które nam zafundowano i jednocześnie czuć tęsknotę, radość w wyniku kontaktu z ex. U mnie są momenty, że te uczucia występują jednocześnie. Nie dążę do kontaktu z nim, z własnej inicjatywy nie dzwonię, nie piszę .... a jednak gdy on to robi odczuwam coś co mnie wciąga, coś na zasadzie ćmy lecącej do światła. I jakby co to wiem, że będę mogła mieć pretensje tylko do siebie bo to już jest swojego rodzaju głupota z mojej strony a jednak pokusa jest silna. Jak narazie czuję, że jeszcze to bardzo kontroluje, że mnie to jeszcze nie obezwładnia, ale też wiem, że stąpam po kruchym lodzie i trudno mi się z niego wycofać. Taka sprzeczność uczuć - a wszystko w proporcjach 50 do 50.
I w sumie nie oczekuje rad - bo mam świadomość wszystkiego. Tak chciałam się wygadać, bo poza tym forum to dusze to w sobie. Wśród znajomych temat M nie istnieje, nie chce mi się tłumaczyć tego czym jest kkzb. I jedyne na co mogłabym liczyć to olej tego dupka i egoistę - co po części jest prawdą. Także problem jest we mnie. Owszem żyję i funkcjonuje normalnie, bez większych dołów, realizuję się - ale dalej tkwię w uzależnieniu/od niego/od przeszłości. Nie jest ono aż tak silne, staram się je zwalczyć ale jednak nadal jest. Bo mu na to pozwalam.
Witajcie Dziewczyny,
od piątku mnie tu nie było. Po pracy biegam do szpitala i jak wracam to muszę ogarnąć jakoś mieszkanie/gotowania/pranie/sprzątanie także nie mam zbytnio czasu na forum.
Weszłam dzisiaj a tu 10 stron do przeczytania - jejku Kobietki ale jesteście "płodne"Więc na szybko czytam co u Was.
Dużo się działo wokół sprawy Moni w kontekście R. Zauważam pewną analogię co do swojej sytuacji. I tak myślę, że my KKZB same sobie nie możemy ufać co do naszych odczuć, zamierzeń, działań. Już nam się wydaje, że wszystko jest jasne, "odcięte", skończone. Mamy plan: zacząć żyć dla siebie bez łączącej nas emocjonalnej więzi z ex. A po jakimś czasie, pewne wydarzenia/sytuacje uświadamiają nam, że ta więź nadal jest. Że świadomie lub nieświadomie same ją podtrzumujemy.
Dobrym sprawdzeniem na uświadomienie sobie co w nas drzemie jest nasza reakcja na sztachnięcie się obiektem. U mnie jest podobnie: sama zauważam reakcję mojego organizmu na jakiekolwiek kontakty z ex. Radość, podekscytowanie, adrenalina. Może nie jest jakieś maksymalne stężenie emocji ale jest. Daleko mi do obojętności. W sumie to są momenty, że wyrzucam to sobie. Jak możesz po tym co przez niego przeszłaś i po tym jak Cię potraktował. My jednak kobiety kochające za bardzo możemy jednocześnie mieć świadomość tego całego obrzydlistwa, które nam zafundowano i jednocześnie czuć tęsknotę, radość w wyniku kontaktu z ex. U mnie są momenty, że te uczucia występują jednocześnie. Nie dążę do kontaktu z nim, z własnej inicjatywy nie dzwonię, nie piszę .... a jednak gdy on to robi odczuwam coś co mnie wciąga, coś na zasadzie ćmy lecącej do światła. I jakby co to wiem, że będę mogła mieć pretensje tylko do siebie bo to już jest swojego rodzaju głupota z mojej strony a jednak pokusa jest silna. Jak narazie czuję, że jeszcze to bardzo kontroluje, że mnie to jeszcze nie obezwładnia, ale też wiem, że stąpam po kruchym lodzie i trudno mi się z niego wycofać. Taka sprzeczność uczuć - a wszystko w proporcjach 50 do 50.
I w sumie nie oczekuje rad - bo mam świadomość wszystkiego. Tak chciałam się wygadać, bo poza tym forum to dusze to w sobie. Wśród znajomych temat M nie istnieje, nie chce mi się tłumaczyć tego czym jest kkzb. I jedyne na co mogłabym liczyć to olej tego dupka i egoistę - co po części jest prawdą. Także problem jest we mnie. Owszem żyję i funkcjonuje normalnie, bez większych dołów, realizuję się - ale dalej tkwię w uzależnieniu/od niego/od przeszłości. Nie jest ono aż tak silne, staram się je zwalczyć ale jednak nadal jest. Bo mu na to pozwalam.
Kalinko, nie będę się zbytnio wypowiadać, bo jestem na etapie rozwiązywania związku.
Masz bardzo ludzkie i realistyczne podejście w tej kwestii.
witaj w klubie kalinka:)
Kalinka29 napisał/a:Witajcie Dziewczyny,
od piątku mnie tu nie było. Po pracy biegam do szpitala i jak wracam to muszę ogarnąć jakoś mieszkanie/gotowania/pranie/sprzątanie także nie mam zbytnio czasu na forum.
Weszłam dzisiaj a tu 10 stron do przeczytania - jejku Kobietki ale jesteście "płodne"Więc na szybko czytam co u Was.
Dużo się działo wokół sprawy Moni w kontekście R. Zauważam pewną analogię co do swojej sytuacji. I tak myślę, że my KKZB same sobie nie możemy ufać co do naszych odczuć, zamierzeń, działań. Już nam się wydaje, że wszystko jest jasne, "odcięte", skończone. Mamy plan: zacząć żyć dla siebie bez łączącej nas emocjonalnej więzi z ex. A po jakimś czasie, pewne wydarzenia/sytuacje uświadamiają nam, że ta więź nadal jest. Że świadomie lub nieświadomie same ją podtrzumujemy.
Dobrym sprawdzeniem na uświadomienie sobie co w nas drzemie jest nasza reakcja na sztachnięcie się obiektem. U mnie jest podobnie: sama zauważam reakcję mojego organizmu na jakiekolwiek kontakty z ex. Radość, podekscytowanie, adrenalina. Może nie jest jakieś maksymalne stężenie emocji ale jest. Daleko mi do obojętności. W sumie to są momenty, że wyrzucam to sobie. Jak możesz po tym co przez niego przeszłaś i po tym jak Cię potraktował. My jednak kobiety kochające za bardzo możemy jednocześnie mieć świadomość tego całego obrzydlistwa, które nam zafundowano i jednocześnie czuć tęsknotę, radość w wyniku kontaktu z ex. U mnie są momenty, że te uczucia występują jednocześnie. Nie dążę do kontaktu z nim, z własnej inicjatywy nie dzwonię, nie piszę .... a jednak gdy on to robi odczuwam coś co mnie wciąga, coś na zasadzie ćmy lecącej do światła. I jakby co to wiem, że będę mogła mieć pretensje tylko do siebie bo to już jest swojego rodzaju głupota z mojej strony a jednak pokusa jest silna. Jak narazie czuję, że jeszcze to bardzo kontroluje, że mnie to jeszcze nie obezwładnia, ale też wiem, że stąpam po kruchym lodzie i trudno mi się z niego wycofać. Taka sprzeczność uczuć - a wszystko w proporcjach 50 do 50.
I w sumie nie oczekuje rad - bo mam świadomość wszystkiego. Tak chciałam się wygadać, bo poza tym forum to dusze to w sobie. Wśród znajomych temat M nie istnieje, nie chce mi się tłumaczyć tego czym jest kkzb. I jedyne na co mogłabym liczyć to olej tego dupka i egoistę - co po części jest prawdą. Także problem jest we mnie. Owszem żyję i funkcjonuje normalnie, bez większych dołów, realizuję się - ale dalej tkwię w uzależnieniu/od niego/od przeszłości. Nie jest ono aż tak silne, staram się je zwalczyć ale jednak nadal jest. Bo mu na to pozwalam.Oj, tam zaraz "płodne"?
Pogoda pod psem, więc niestety więcej czasu w necie...oj, niedobrze...
Kalinko, nie będę się zbytnio wypowiadać, bo jestem na etapie rozwiązywania związku.Masz bardzo ludzkie i realistyczne podejście w tej kwestii.
Betinko,
mam pytanie do Ciebie: Po tym wszystkim co przeszłaś z jeszczemężem (zakładam, że też kochałaś za bardzo) możesz powiedzieć, że jesteś emocjonalnie wolna od niego w 100% ???
Masz ci los, ależ mam zdolności, znowu coś namieszałam z postami. Redakcja mnie w końcu wyrzuci. Może wybaczą, nie będę już zgłaszać, bo wyjdę na kompletnego ułoma. Rada na przyszłość: uważaj co klikasz: edytuj to nie cytuj i odwrotnie.
betinka mi to sie w ogole wydaje , ze ty nie jestes juz kkzb, no bo jako chyba jedyna nie masz zadnych jazd z ex, czy sie myle? chodzi mi o twoja psychike ,a nie sprawy formalne, typu rozwod, kasa itd
Betinko,
mam pytanie do Ciebie: Po tym wszystkim co przeszłaś z jeszczemężem (zakładam, że też kochałaś za bardzo) możesz powiedzieć, że jesteś emocjonalnie wolna od niego w 100% ???
Wydaje mi się, że w 100% nie da się nigdy. W końcu, kiedyś kochało się, żyło razem, więc nie ma możliwości całkowitego uwolnienia emocjonalnego.
W moim przypadku, powiem tak: wypracowałam sobie system wypierania emocji niewygodnych dla mnie, których nie akceptuję, których nie chcę. Trudna to kwestia, nie ma na to żadnego przepisu ani rady. Chyba trzeba bardzo, bardzo chcieć tego dokonać.
Betinko,
czy to znaczy, że już żadne jego zachowanie nie jest w stanie Cię "dotknąć" ?, nie chciałabyś już w najmniejszym procencie relacji "Ty i on" czy po prostu nie wierzysz w Was i dlatego nie chcesz ?
betinka mi to sie w ogole wydaje , ze ty nie jestes juz kkzb, no bo jako chyba jedyna nie masz zadnych jazd z ex, czy sie myle? chodzi mi o twoja psychike ,a nie sprawy formalne, typu rozwod, kasa itd
Kochana KKZB nie przestaje się być. Jazd nie mam, bo kurczę, sama nie wiem jak to zrobiłam? jak to się stało? jak mi się udało?, ale dokonałam w sobie takiej przemiany, że czasami boję się sama siebie. Z drugiej strony lubię siebie i akceptuję tę nową ja.
Miewam też dołki, chwile załamania, ale wówczas mówię sobie: Nie łam się mała, inni mają jeszcze gorzej. Ile dzieci na świecie umiera z głodu?
I tak to jest.
A w ogóle to zaczęłam od empatii na innych. Mi bardzo pomogło. Własne problemy postrzegałam i postrzegam przez sytuacje i problemy innych.
no wlasnie jak u ciebie jest??? masz te jazdy , czy nie??? o systemie wiem, kazda jakis ma. ja rowniez!!! bo zyc jak, wiesz z tym nazwijmy to "wyzwaniem " trzeba:), tylko jak to u ciebie jest??? nie masz juz do niego uczuc? czy nie dopuszczasz? no i jak sie z tym czujesz wewnetrznie?
chociaz powiem ci, ze mysle ,ze u ciebie ta toksyna jednak jeszcze jest na kanapie, wiec detox to pewnie na calego zacznie sie po rozwodzie, tak mysle
Betinko,
czy to znaczy, że już żadne jego zachowanie nie jest w stanie Cię "dotknąć" ?, nie chciałabyś już w najmniejszym procencie relacji "Ty i on" czy po prostu nie wierzysz w Was i dlatego nie chcesz ?
Nawet w najmniejszym procencie nie chciałaby relacji "on i ja". Nie wierzę i nie chcę. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Było tyle szans naprawy związku, prób nawiązania relacji między nami, które nic nie dały, więc nie mam złudzeń i się nie oszukuję. Po co mi to? Ktoś niedawno powiedział mi, że boję się być szczęśliwa. Może i tak, ale chcę być szczęśliwa ; Ja, B. będę szczęśliwa.
Kochana KKZB nie przestaje się być.
Coś mi się wydaje ale może nazbyt dalekosiężna analiza siebie i zupełnie niepotrzebna, że zawsze będę kochać za bardzo. Może nie od samego początku bo ja się raczej szybko nie zakochuję, "długo się otwieram" ale jak już zacznę kochać to po jakiś czasie to się nakręci na "za bardzo". I myślę sobie, że już zawsze będę musiała się pilnować, ciągle prowadzić jakieś obserwacje, analizy czy to jeszcze jest zdrowe czy już zaczyna ten syndrom brać górę nade mną.
U mnie właśnie w empatii może być problem, wiecie, że ja nawet teraz co do mojego ex - mam jej spore pokłady. Może jestem takim wiecznym wybawcą. Gdyby okazało się, że ma jakiś problem, a ja mogę mu pomóc na 90% (jak znam siebie) bym pomogła. Zamiast powiedzieć sobie: to już Cię nie dotyczy. Ale coś czuje, że nie umiałabym przejść obojętnie, chociaż on to prawo mi dał tym jak mnie potraktował (zdrada, porzucenie, nie uszanowanie mnie ....)
no wlasnie jak u ciebie jest??? masz te jazdy , czy nie??? o systemie wiem, kazda jakis ma. ja rowniez!!! bo zyc jak, wiesz z tym nazwijmy to "wyzwaniem " trzeba:), tylko jak to u ciebie jest??? nie masz juz do niego uczuc? czy nie dopuszczasz? no i jak sie z tym czujesz wewnetrznie?
Jazd, nie mam. Uczucia? Jeśli masz na myśli te, typu miłość itp. Nie , nie mam. To, nie to, że nie dopuszczam. Wiem, że nie mam. Robiłam takie testy sama dla siebie i wiem jak dokładnie jest. Jak z tym czuję się wewnętrznie. Super, bardzo dobrze, bo znam swoje uczucia, bo wiem czego chcę a czego nie chcę. Czuję się oczyszczona.
Dlatego teraz rozwód i być szczęśliwą....
myway napisał/a:no wlasnie jak u ciebie jest??? masz te jazdy , czy nie??? o systemie wiem, kazda jakis ma. ja rowniez!!! bo zyc jak, wiesz z tym nazwijmy to "wyzwaniem " trzeba:), tylko jak to u ciebie jest??? nie masz juz do niego uczuc? czy nie dopuszczasz? no i jak sie z tym czujesz wewnetrznie?
Jazd, nie mam. Uczucia? Jeśli masz na myśli te, typu miłość itp. Nie , nie mam. To, nie to, że nie dopuszczam. Wiem, że nie mam. Robiłam takie testy sama dla siebie i wiem jak dokładnie jest. Jak z tym czuję się wewnętrznie. Super, bardzo dobrze, bo znam swoje uczucia, bo wiem czego chcę a czego nie chcę. Czuję się oczyszczona.
Dlatego teraz rozwód i być szczęśliwą....
no Betinko!!!! zazdroszcze ci!!! i ciesze sie
Z tą wiarą w siebie to nie jest najlepiej.
Na moje marzenie to już jest za późno, chyba że cud się zdarzy.
Ile masz lat? 80?
K*wa, ja mam 52 i dopiero teraz chce mi sie zyc, realizowac marzenia, realizowac siebie. Choc zajmuje sie na codzien w pelnym wymiarze godzin doroslym synem specjalnej troski.
Zwiazek z eksiem mnie przytlamsil, ale nie zlamal. Czulam sie ograniczona, jakby wokol mnie i mojego potencjalu roztaczal sie niewidzialny mur nie do przebicia w obecnej sytuacji. Nie chcialam siegac poza ten mur bo czulam, ze zobacze tracone co dnia szanse i sie zalamie ![]()
Ale toksyczne zwiazki mja wlasnie to do siebie, ze ograniczaja, czlowiek sie potem z rozpedu (juz po zakonczeniu zwiazku) czy z przyzwyczajenia czuje podobnie. Jakby ten mur nadal tam byl.
Mam noea klawiature wiec moge szalec do woli. Stara odlozylam do lamusa, moze sie komus przyda, albo jako zapasowa. Litery na niej powycierane i pisalam intuicyjnie. Czarne klawiatury maja wlasnie to do siebie. Wole jasne.
Na razie spadam po reszte klamotow do starego domu, jutro lece do Pl na kilka dni przywiezc syna z obozu, mlodszy jeszcze zostaje dwa tygodnie. Mowil ze chce jechac na Przystanek Woodstock...
Betinka napisał/a:Kochana KKZB nie przestaje się być.
Coś mi się wydaje ale może nazbyt dalekosiężna analiza siebie i zupełnie niepotrzebna, że zawsze będę kochać za bardzo. Może nie od samego początku bo ja się raczej szybko nie zakochuję, "długo się otwieram" ale jak już zacznę kochać to po jakiś czasie to się nakręci na "za bardzo". I myślę sobie, że już zawsze będę musiała się pilnować, ciągle prowadzić jakieś obserwacje, analizy czy to jeszcze jest zdrowe czy już zaczyna ten syndrom brać górę nade mną.
U mnie właśnie w empatii może być problem, wiecie, że ja nawet teraz co do mojego ex - mam jej spore pokłady. Może jestem takim wiecznym wybawcą. Gdyby okazało się, że ma jakiś problem, a ja mogę mu pomóc na 90% (jak znam siebie) bym pomogła. Zamiast powiedzieć sobie: to już Cię nie dotyczy. Ale coś czuje, że nie umiałabym przejść obojętnie, chociaż on to prawo mi dał tym jak mnie potraktował (zdrada, porzucenie, nie uszanowanie mnie ....)
Potraktowałabym to jak pomoc każdemu innemu człowiekowi.
Potraktował Cię tak a nie inaczej, ale został za to ukarany - stracił Ciebie.
Zastanawiam się, czy ja w ogóle umiem kochać. A zakochać się? ojo, joj...to już nie wiem...
Było tyle szans naprawy związku, prób nawiązania relacji między nami, które nic nie dały, więc nie mam złudzeń i się nie oszukuję. Po co mi to?
Właśnie: oszukiwania samej siebie i złudzenia. To chyba chleb powszedni KKZB. Kochające za bardzo - choć często są to kobiety bardzo inteligentne, świadome, rozumne kochają swoje złudzenia, kochają się oszukiwać. Po czasie już wiedzą, że to tylko złudzenia - a jednak zaczynają wierzyć, że złudzenia to to samo co rzeczywistość.
no Betinko!!!! zazdroszcze ci!!! i ciesze sie
Zazdrościsz? No, może tak, bo czujesz, że jesteś na początku drogi albo, że stoisz w miejscu? Wiesz gdy zaczęłam walkę o siebie, nie miałam z kim pogadać, wyżalić się. Cieszę się, bo osiągnęłam to sama, ale nie było to łatwe ani proste. Depresja, hektolitry łez, mysli samobójcze, och było tego...Cieszę się również, że mogę teraz dać coś z siebie innym, że mogę pozwolić aby czerpali z mojej drogi. Cieszy mnie pomaganie, wspieranie, pozwala mi, niejako na dalszą realizację samej siebie.
Betinka napisał/a:Było tyle szans naprawy związku, prób nawiązania relacji między nami, które nic nie dały, więc nie mam złudzeń i się nie oszukuję. Po co mi to?
Właśnie: oszukiwania samej siebie i złudzenia. To chyba chleb powszedni KKZB. Kochające za bardzo - choć często są to kobiety bardzo inteligentne, świadome, rozumne kochają swoje złudzenia, kochają się oszukiwać. Po czasie już wiedzą, że to tylko złudzenia - a jednak zaczynają wierzyć, że złudzenia to to samo co rzeczywistość.
Dlatego obudzić się trzeba w odpowiednim momencie. Aby zachować w miarę przyjemne wspomnienia senne, ale też być wyspanym i rześkim. Z odpowiednią dozą siły i odwagi do walki, o sen bez koszmarów.
Niektórzy lubią żyć złudzeniami, biorąc je za rzeczywistość. Mają takie prawo, skoro jest im tak lepiej, no cóż...
Potraktował Cię tak a nie inaczej, ale został za to ukarany - stracił Ciebie.
Wzruszyłaś mnie, dlaczego ja tak rzadko albo praktycznie nigdy tak tego nie podsuwałam. Zawsze raczej myśli w stylu: porzucił mnie, nie byłam wystarczająco dobra, ładna, mądra, zabawna, ..........<wstawić cokolwiek> Zawsze w domyśle, że to ja straciłam. A Ty piszesz mi, że to on stracił "coś" cennego.
Pewnie nadal nie nauczyłam się kochać siebie - to chyba najtrudniejsze a zarazem najważniejsze wyzwanie dla KKZB, bez tego anie rusz.
chociaz powiem ci, ze mysle ,ze u ciebie ta toksyna jednak jeszcze jest na kanapie, wiec detox to pewnie na calego zacznie sie po rozwodzie, tak mysle
Co ma być to będzie. Powiem detox czas zacząć i do przodu..., tak myślę...
Dlatego obudzić się trzeba w odpowiednim momencie.
To ja tak jestem na etapie, że już się mogłabym obudzić i wstać, ale nadal jeszcze leżę w tym łóżku i się zastanawiam czy mi się chce wstawać - bo przecież nie wiem co mnie czeka. A w tym łóżku jest tak znajomo i całkiem (czasem) przyjemnie się spało. . Zawieszenie .....
Nie wiem czy zrozumiesz co mam na myśli, bo trochę tak metaforycznie pojechałam.
Betinka napisał/a:Potraktował Cię tak a nie inaczej, ale został za to ukarany - stracił Ciebie.
Wzruszyłaś mnie, dlaczego ja tak rzadko albo praktycznie nigdy tak tego nie podsuwałam. Zawsze raczej myśli w stylu: porzucił mnie, nie byłam wystarczająco dobra, ładna, mądra, zabawna, ..........<wstawić cokolwiek> Zawsze w domyśle, że to ja straciłam. A Ty piszesz mi, że to on stracił "coś" cennego.
Pewnie nadal nie nauczyłam się kochać siebie - to chyba najtrudniejsze a zarazem najważniejsze wyzwanie dla KKZB, bez tego anie rusz.
Skoro Cię wzruszyłam, to bardzo, ale to bardzo się cieszę. Przyznaj, że tak na prawdę nigdy nie myślałaś w kategorii, że on stracił, a stracił nie "coś" a kogoś bardzo cennego lecz raczej zawsze, czemu byłam nie wystarczająco dobra, mądra itp.
Kalinko, pokochaj siebie jeszcze bardziej.Możesz i dasz radę.
Betinka napisał/a:Dlatego obudzić się trzeba w odpowiednim momencie.
To ja tak jestem na etapie, że już się mogłabym obudzić i wstać, ale nadal jeszcze leżę w tym łóżku i się zastanawiam czy mi się chce wstawać - bo przecież nie wiem co mnie czeka. A w tym łóżku jest tak znajomo i całkiem (czasem) przyjemnie się spało. . Zawieszenie .....
Nie wiem czy zrozumiesz co mam na myśli, bo trochę tak metaforycznie pojechałam.
Rozumiem, rozumiem Kochana, co masz na myśli. Zawieszenie czas przerwać. Każdy człowiek jest inny, dlatego najpierw trzeba poznać samą siebie, aby nie bać się wstać nawet z tego znajomego i cieplutkiego łóżeczka wtedy kiedy same tego chcemy - nawet gdy kogut pieje o 3 nad ranem...
tak betinko, ciezko poprostu walczyc z choroba, jak sie jest zupelnie samym, w dodatku z dzieckiem , z niepewna przyszloscia, ranami z dziecinstwa, i jak kalinka pisze, czesto myslalam , ze tam byl schiz ale znajomy, a czasem bylo bardzo przyjemnie, teraz w zamian za to jest lek przed nieznanym i przyszlosc w zawieszeniu
moj psychofag dawal mi z poczatku wiele , poczucie bezpieczenstwa , ktorego nigdy nie mialam , do tego pelna akceptacje mojej osoby i zafascynowanie mna...
dlatego ciezko, bo rozstalam sie z nim na przekor swoim i jego uczuciom, zeby skonczyc te toksyczne tango
Wiesz Betinko, mam całkiem duże powodzenie i gdybym chciała mogłabym sobie z kimś tam być. Czemu ja się tak na niego "uparłam". To dlatego, że dwa razy mnie odrzucił (tak jak ojciec w dzieciństwie mnie odrzucał). A ja jakbym chciała udowodnić: mu/sobie nie wiem: że jednak źle zrobił. (????) Sama nie wiem czy tu chodzi o niego czy o to poczucie odrzucenia, jakbym nie umiała tego odpuścić, pogodzić się z tym i iść dalej. A może dorabiam sobie ideologię. Tak czy siak - to ze mną jest problem.
Za dużo analizuję (?!)
tak betinko, ciezko poprostu walczyc z choroba, jak sie jest zupelnie samym, w dodatku z dzieckiem , z niepewna przyszloscia, ranami z dziecinstwa, i jak kalinka pisze, czesto myslalam , ze tam byl schiz ale znajomy, a czasem bylo bardzo przyjemnie, teraz w zamian za to jest lek przed nieznanym i przyszlosc w zawieszeniu
A czyż przyjemnością nie może się stać odkrywanie i poznawanie nieznanego? Zakończenie teraźniejszego życia w zawieszeniu, a rozpoczęcie z nową wiarą i ufnością w to nieznane przyszłości...
Rozumiem schiz znany, ale znajomy? I co z tego? Ale jaki schiz?
Pisałam, że też byłam zupełnie sama i jakoś dało się...
Wiesz Betinko, mam całkiem duże powodzenie i gdybym chciała mogłabym sobie z kimś tam być. Czemu ja się tak na niego "uparłam". To dlatego, że dwa razy mnie odrzucił (tak jak ojciec w dzieciństwie mnie odrzucał). A ja jakbym chciała udowodnić: mu/sobie nie wiem: że jednak źle zrobił. (????) Sama nie wiem czy tu chodzi o niego czy o to poczucie odrzucenia, jakbym nie umiała tego odpuścić, pogodzić się z tym i iść dalej. A może dorabiam sobie ideologię. Tak czy siak - to ze mną jest problem.
Za dużo analizuję (?!)
Za dużo analizujesz! Stanowczo.
Nie umiała tego odopuścić itd. czy nie chciała?
"Uparłaś się", bo jednak trochę go znasz. A jak będzie ktoś inny to: a może będzie taki, siaki i owaki? więc od nowa mam odkrywać i poznawać? Łatwiej, cierpieć i być odrzucaną?
Przyznaję - tak czy siak - to problem jest jeszcze z Tobą i w Tobie.
Jak ja bym chciała poprowadzić takie warsztaty albo terapie...
no moze betinko bedziesz, duzo osob jest typu Zraniony Uzdrowiciel!!! tzn, ze przyszli na ziemie zeby poznac najpierw bol , a potem droge do wyjscia z niego , by potem pomagac innym
Zawieszenie czas przerwać. Każdy człowiek jest inny, dlatego najpierw trzeba poznać samą siebie, aby nie bać się wstać nawet z tego znajomego i cieplutkiego łóżeczka wtedy kiedy same tego chcemy - nawet gdy kogut pieje o 3 nad ranem...
Tylko po wyjście z "tego łóżka", kiedy wszystko już zaczynasz widzieć, kiedy w końcu dojrzale na siebie człowiek spojrzy - nie może już być emocjonalnym dzieckiem. Trwając w takim zawieszeniu my KKZB dajemy sobie prawo do błędów, dołów, do naszych głupot, upadków, naiwności, do złudzeń. Możemy mieć wrażenie, że po wyjściu z niego wszystko będzie trudniejsze, takie ostre i dobrze widoczne, bez tego złudzenia jakie daje nam KKZB. Jak chcemy żyć "zdrowo" to musimy się trzymać jasno określonych zasad, tu panują prawa, które zdrowo kochająca kobieta przyjmuje bez ale ....a u KKZB wygląda to miej więcej tak:
zdradził ---- myślenie może to moja wina,
zaniedbuje mnie ---- może ja w czymś zawiniłam,
jest obrażony ----- to przeze mnie.
KKZB tak często przesuwają swoje granice, łamią swoje święte zasady dla onego, że chyba aż boją się świta gdzie zasady są jasne. One zawsze gotowe coś przesunąć, coś usprawiedliwić, coś wytłumaczyć, coś "zapomnieć".
no moze betinko bedziesz, duzo osob jest typu Zraniony Uzdrowiciel!!! tzn, ze przyszli na ziemie zeby poznac najpierw bol , a potem droge do wyjscia z niego , by potem pomagac innym
Tak pięknie to napisałaś..., że och, ach...
Jak dziś mi dobrze. Czuję się tak przez Was dopieszczona wewnętrznie, że ach, jak wspaniale, jak cudnie
Znikam, bo o dopieszczenie zewnętrzne muszę zadba sama.
zdradził ---- myślenie może to moja wina,
zaniedbuje mnie ---- może ja w czymś zawiniłam,
jest obrażony ----- to przeze mnie.KKZB tak często przesuwają swoje granice, łamią swoje święte zasady dla onego, że chyba aż boją się świta gdzie zasady są jasne. One zawsze gotowe coś przesunąć, coś usprawiedliwić, coś wytłumaczyć, coś "zapomnieć".
Nie ma żadnego moja wina, w czymś zawiniłam, to przeze mnie... Tak nie wolno...Zauważyłaś, że w dwóch pierwszych przypadkach napisałaś "może".
Są gotowe coś przesuną, coś... ale nie muszą.
Nie ma myślenia jest działanie
Nania, to chyba swoją zapchaną skrzynkę uwalnia?
Wszystkiego dobrego Kochane Duszyczki.
Widzę, że rozmowa idzie w najlepsze. Przeczytałam i jestem mile zaskoczona ![]()
Ktoś niedawno powiedział mi, że boję się być szczęśliwa
Wydaje mi się, że nikt nawet Ty nie boisz się odczuć szczęścia, gdyż każdy inaczej definiuje je. Inni szczęście widzą w posiadaniu pracy i pozycji społecznej, inni w posiadaniu rodziny, inni w przyziemnych sprawach. Szczęscie może być ofiarowane przez tyle osób a czesem przez samego siebie. Wystarczy że się chce!! To już dużo. Każda z nas po przejściach jakie miała nie tyle boi się szczęścia co boi się zawodu, który ukaże, iż kolejny wybranek również okazał się tym złym...
Kochana KKZB nie przestaje się być.
Święte słowa, to tak samo jak z alkoholikiem czy narkomanem - nim jest się do śmierci, z nami też tak będzie. Jednakże nasze KZB może mieć w przyszłości łagodniejsze objawy, gdy spokojnie rozpoznamy problem i podejmiemy odpowiednią terapię oraz nauczymy się dbać o siebie a nie o nich!!
Depresja, hektolitry łez, mysli samobójcze, och było tego...Cieszę się również, że mogę teraz dać coś z siebie innym, że mogę pozwolić aby czerpali z mojej drogi. Cieszy mnie pomaganie, wspieranie, pozwala mi, niejako na dalszą realizację samej siebie.
Te słowa nie wymagają większego opisu jak słowo DZIĘKUJE!!
ciezko poprostu walczyc z choroba, jak sie jest zupelnie samym, w dodatku z dzieckiem , z niepewna przyszloscia, ranami z dziecinstwa, i jak kalinka pisze, czesto myslalam , ze tam byl schiz ale znajomy, a czasem bylo bardzo przyjemnie, teraz w zamian za to jest lek przed nieznanym i przyszlosc w zawieszeniu
Oj tak Myway ciężko jest podejmować trudne walki wiedząc, że jest się samemu na placu boju i nikt nie stanie przy Twoim ramieniu. My tutaj możemy wspierać się duchowo, ale stawanie twarzą w twarz z problemami, ranami, wspomnieniami i chorobą to ewidentny samodzielny bój. Lęk dotyczący tego co będzie był, jest i zawsze będzie, ta niepewność, która przyprawia o niepokój... Przecież nigdy nie wiemy co przyniesie jutro, a w połączeniu z naszą chorobą to już prawie szczyt góry lodowej...
No i jak tam Wasze humorki? U mnie opadł, gdyż sił już nie mam... Śpiąca jestem jak cholera!! Cały dzień deszcz, który tylko namawia do snu... Ale gdzie mi tam sen w ciągu dnia ;/ och jak ja mam już dość tej pogody!!
ja powoli odkrywam, ze wszystko co mnie spotkalo ma glebszy cel i musze byc na niego otwarta, kazda z nas
ja powoli odkrywam, ze wszystko co mnie spotkalo ma glebszy cel i musze byc na niego otwarta, kazda z nas
Możliwe, że coś w tym jest... Ja natomiast doszłam do pewnej sprawy... Może to głupie i każdemu znajome, ale przytoczę te słowa...
Bywają w życiu chwile, których ból daje się zmierzyć dopiero po jego przeżyciu, i wówczas dziwi nas, iż zdołaliśmy go znieść
Przecież tak wielu osobom wydaje się, że nie dadzą rady itp. Ja również uznałam, że to mnie wszystko przezwycięża, że nie jestem silna - dotknęłam dna, ale podniosłam się i nadal się podnoszę (ale mi to długo wychodzi
) ale sens w tym, że to upokorzenie, ból i cierpienie jakie zostało mi zadane kiedyś niewyobrażalnie mocne udało mi się przetrwać. Ba każdej z nas... I chyba nie było tak strasznie jak nam się wydawało z początku... Żyliśmy strachem i tyle...
kochane moje,przepraszam ze dzis tylko chwile rano polabidziłam i potem znikłam...znów musze nadrobic zaległości w czytaniu...
tak jak obiecałyście dół zniknął...czuje się lepiej nie napisałam zadnego smsa przetrwałam..to juz dwa tygodnie i 3 dni dzięki WAM:-)
Cześć dziewczyny, nie było mnie parę dni bo byłam u koleżanki w innym mieście a tu tyle napisałyście!!!!!Odpoczęłam u niej, naprawdę było super, ją zostawił mąż po wielu latach małżeństwa i też jest w dołku ale powoli z niego wychodzi, jutro więcej napiszę bo teraz poczytam co napisałyście bo jest tego bardzoooooo dużo, całuję wszystkie dziewuszki, buziolki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Czy mogę się do Was przyłączyć?
Jestem tą która kochała i kocha za bardzo:(
Czy mogę się do Was przyłączyć?
Jestem tą która kochała i kocha za bardzo:(
witaj Szmaragdowa...po prostu pisz co Cie trapi..My tutaj wszystkie takie lekko powichrowane, chociaż każda z nieco inną historią
Nania cieszy mnie informacja, ze wytrwałaś... Wiem jak ciężko jest - sama przechodziłam przez takie momenty, bo korciło itp, ale walczyłam i jakoś się udawało... U mnie mija miesiąc mojego milczenia (choć nie wiem czy wolno mi liczyć-odezwałam się do niego sama tylko raz z własnej woli, a tak... sama nie wiem)
Maxi ważne, że odpoczęłaś to się liczy. Nabrałaś sił i wydaje mi się, że jesteś w dobrym humorze - to cieszy ![]()
Pozdrawiam również
Cześć dziewczyny, nie było mnie parę dni bo byłam u koleżanki w innym mieście a tu tyle napisałyście!!!!!Odpoczęłam u niej, naprawdę było super, ją zostawił mąż po wielu latach małżeństwa i też jest w dołku ale powoli z niego wychodzi, jutro więcej napiszę bo teraz poczytam co napisałyście bo jest tego bardzoooooo dużo, całuję wszystkie dziewuszki, buziolki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
helou...
Dzisiaj tu bardziej filozoficznie..spokojnie..nikt się za włosy nie szarpie:)
Ja dzisiaj też w wiekszości bardziej czytam..
To fajnie, że sie troche oderwałaś, odpoczełaś. Ja siedzę od 5 dni jak za jakąś karę w domu ciągle. Pogoda do kitu. Ogólnie jest mi jakoś smutnawo..ale to nie dołek typowy dla kkzb.
Szmaragdowa napisał/a:Czy mogę się do Was przyłączyć?
Jestem tą która kochała i kocha za bardzo:(witaj Szmaragdowa...po prostu pisz co Cie trapi..My tutaj wszystkie takie lekko powichrowane, chociaż każda z nieco inną historią
Również i ja Cię witam i serdecznie zapraszam do pobycia z nami duszą, do wygadania się bądź nawet samego czytania... Wszystko w swoim tempie, w odpowiednim dla Ciebie ![]()
Katia gdyby te nasze histroie zebrać niezła książka z tego by wyszła - przyznasz rację??
Katia gdyby te nasze histroie zebrać niezła książka z tego by wyszła - przyznasz rację??
scenariusz na 500 odcinków jakieś telenoweli:)...może by spisać to jakąś kase byśmy zarobiły?:)
Czy mogę się do Was przyłączyć?
Jestem tą która kochała i kocha za bardzo:(
Witaj Szmaragdowa pisz tutaj wszystko co Cie trapi...tak jak napisałą Katia kazda z nas ma inna historię ale kazdą z nas przciągnął tutaj ten sam powód...czuj sie jak u siebie:-))
Serial - niezły pomysł... I każda z nas jako bohaterka... Ech jednakże wydaje mi się, ze 500 odcinków to za mało... A jak dochodzą kolejne dziewczyny to i kolejne postacie i co?? Po 500 odcinkach my umieramy a one żyją i ciągną dalej kręcenie serialu?? Pomysł niezły... Prześcignęłybyśmy Mode na Sukces...
Serial - niezły pomysł... I każda z nas jako bohaterka... Ech jednakże wydaje mi się, ze 500 odcinków to za mało...
tak...500 moglo by być zdecydowanie za mało:)..
Oglądałyście film "Lejdis"?...bohaterki były by coś w tym stylu ale jeszcze bardziej barwne:). Ja już to widzę oczami wyobraźni:)..
Nawet nie wiem od czego zacząć.Moje życie uczuciowe jest strasznie pogmatwane:(
Formalnie od kilku lat jestem żoną, ale tak naprawdę to chyba nigdy do końca się nią nie czułam. Oczywiście był ślub, biała suknia, przystojny mąż, "miłość"... Niestety, ale pod tym pięknym obrazkiem kryje się pasmo nieszczęść. Moich i mojego męża również. Okazało się, że oboje oczekujemy czegoś innego od związku a jednocześnie nie potrafimy uwolnić się od siebie. Żadne z nas nie potrafiło podjąć ostatecznej decyzji o rozwodzie. Od roku nie mieszkamy ze sobą. Całe nasze małżeństwo to nieustanna "walka": z jego słabościami, z jego nałogami, z chorą miłością:( Mój mąż nadużywa alkoholu, narkotyków, popadł w długi (na szczęście mamy rozdzielność majątkową), przemocy psych.i fiz. również doznałam. Wiem, że ten związek wpłynął na mnie potwornie destrukcyjnie:(((Pogubiłam się totalnie. Zapewne dlatego tak łatwo zaufałam mężczyźnie który pojawił się w moim życiu jakiś czas temu. Zaufałam bezgranicznie, oddałam całą miłość. Dostałam ból i upokorzenie. Zostawił mnie z dnia na dzień, bez słowa. On wiedział przez co przeszłam w małżeństwie, zresztą on w swoim doświadczył podobnych rzeczy. Odszedł kilka dni temu, a ja nie mogę sobie poradzić:((((((( Nawet nie wiem co czuję... Nie umiem sobie z tym poradzić:((( Jest mi potwornie źle, przykro:(
Pewnie ta moja wypowiedź to chaos, ale nie wiedziałam jak to opisać:(
Zapewne dlatego tak łatwo zaufałam mężczyźnie który pojawił się w moim życiu jakiś czas temu. Zaufałam bezgranicznie, oddałam całą miłość. Dostałam ból i upokorzenie. Zostawił mnie z dnia na dzień, bez słowa. On wiedział przez co przeszłam w małżeństwie, zresztą on w swoim doświadczył podobnych rzeczy. Odszedł kilka dni temu, a ja nie mogę sobie poradzić:((((((( Nawet nie wiem co czuję... Nie umiem sobie z tym poradzić:((( Jest mi potwornie źle, przykro:(
Pewnie ta moja wypowiedź to chaos, ale nie wiedziałam jak to opisać:(
Szmaragdowa..mam wrażenie, że Twoja historia jest nieco podobna do mojej..Wydaje mi się też, że piszesz dość oględnie, ostrożnie, nie podając szczegółów.
Pogubiłaś się, bo myślałaś że ten drugi zapełni pewną pustke i to czego nie otrzymałaś od męża...m.in. jakieś poczucie bezpieczeństwa?
To nie jest jakoś nietypowa sytuacja..wręcz powiedziałabym, że dosyć typowa. Nie piszesz o szczegółach jak to się stało, że odszedł, ale powiem Ci że ja zostałam tak odstawiona na boczny tor dwa razy,..Równocześnie rozwodziłam się z mężem i zostałam odstawiona..Kolejny raz właśnie się w tej chwili rozgrywa...ale tu już mi łatwiej..uodparniam sie na dupków.
maxi , szmaragdowa witam was w naszych skromnych progach
Masz rację, jest mi trochę wstyd pisać o tym co się działo w małżeństwie:( Niestety nie miałam oparcia w mężu, o bezpieczeństwie mogłam pomarzyć tylko. Ciągłe lęki o niego, o to czy wróci, w jakim stanie etc.
Ten drugi związek dawał mi to, czułam się cudownie. Nie musiałam się martwić. Ale wiedziałam o jednym, że on odszedł od żony i miałam głupią nadzieję, że będzie w stanie zakończyć to małżeństwo. Niestety, nie wiem co nim kierowało że wrócił do niej. Najgorsze jest to, że przy wszystkich naszych wspólnych znajomych manifestował uczucia do mnie (przytulanie, buziaki, etc.). I nagle koniec, bajka się skończyła. Nawet nie potrafił uargumentować swojej decyzji. Po prostu odszedł.
Szmaragdowa witam...
Kolejna zagubiona duszyczka na naszej drodze. Dasz radę. Owszem, troszkę ogólnie napisałaś, ale to początek. Z czasem przyjdzie więcej, emocji nie da się oględnie opisać, aby stawić im czoła.
Ja dzisiaj sobie kabareciki oglądałam. Okropna nuda mnie ogarnęła, jeszcze ten deszcz. Jutro poniedziałek...
Czemu odszedł, pewnie się dowiesz. Teraz musisz odpocząc, ostygnąć i przyjdą nowe myśli, nowe rozwiązania.
Masz rację, jest mi trochę wstyd pisać o tym co się działo w małżeństwie:( Niestety nie miałam oparcia w mężu, o bezpieczeństwie mogłam pomarzyć tylko. Ciągłe lęki o niego, o to czy wróci, w jakim stanie etc.
Ten drugi związek dawał mi to, czułam się cudownie. Nie musiałam się martwić. Ale wiedziałam o jednym, że on odszedł od żony i miałam głupią nadzieję, że będzie w stanie zakończyć to małżeństwo. Niestety, nie wiem co nim kierowało że wrócił do niej. Najgorsze jest to, że przy wszystkich naszych wspólnych znajomych manifestował uczucia do mnie (przytulanie, buziaki, etc.). I nagle koniec, bajka się skończyła. Nawet nie potrafił uargumentować swojej decyzji. Po prostu odszedł.
a długo to trwało? No faceci to niestety ogólnie tchórze. Zaden nie powie: "odchodze bo: .." i tu spis sensownych argumentów. Bo się przeważnie boją konfrontacji, naszej reakcji itd.
Może odszedl, bo sam sie pogubił? przerosła go sytuacja? A być może jest tak, że odsunał się na chwile (odzyskac swoję "przestrzeń" tak w przenośni mówiąc). Jeśli odszedł naprawdę to go nie nawrócisz, bo nikogo nie można siłą przytrzymać.
Dobrze wiem jak i co czujesz...bo to jest wtedy coś jakby grunt usunał sie spod nóg. Miałaś "coś" a nagle zostaje pustka a Ty nie wiesz co się dzieje....
Oj dokładnie to znam..i niejedna dziewczyna stąd również.
Jutro wysyłam pozew o rozwód:((( muszę zakończyć ten etap, bo czuję że nigdy nie wyjdę z tego bagna:(
Niestety zaliczyłam życiową porażkę... ehhh kiedy to się skończy?
Katia, długo to nie trwało. Znamy się o wiele dłużej. To uczucie oboje nas zaskoczyło.
Napisał mi że nie jest w stanie mi dać tego co oczekuje... Tylko że on nie wie czego ja oczekuje:(((
Najgorsze, że będziemy się spotykać bo łączą nas wspólne sprawy. I to boli najbardziej.
Strony Poprzednia 1 … 18 19 20 21 22 … 44 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024