maxi napisał/a:myway napisał/a:jak ja mam sie od niego odciac skoro , on jest ojcem mojego dziecka i musze z nim utrzymywac kontak i z jego rodzina, bo jego rodzina jest tu a moja w polsce ma mnie w doopie , nie wiem ciezko mi!!! zrobil sobie ze mnie jaja. oczywiscie to nie on bedzie znow tata, tylko jego brat ojcem, ale tez pociagnal ten temat zeby zobaczyc jaka bedzie moja reakcja, on sie poprostu napawa moim cierpieniem i jak tylko mi cos zaczyna wychodzic i jestem szczesliwa, wmawia mi ze tak nie jest
To go nie słuchaj! puszczaj to co mówi drugim uchem i nie bierz tego do siebie! on jest tylko ojcem Twojego dziecka i niestety kontakt musisz mieć, mów sobie w duchu - pogadaj sobie - i rób swoje, niech on swoimi fochami nie wpływa na Twój dobry nastrój!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Probuje Maxi, ale on mnie dobrze zna i wie za jaki sznurek pociagnac, zeby dobrze zabolalo...
Mam tego dosyc, ciagle on i on!!!
Kochana zastosuj zasadę "Mów mi do d..y bo mnie głowa boli" i w myśl tej zasady OLEWAJ onego. Wiem, że łatwo powiedzieć, ale wierz mi można się na to uodpornić.
ja już dwa lata nie jestem w tamtym chemicznym toksycznym związku, mam święty spokój. Obawiałam się swojej sytuacji finansowej. Z pracą lekko nie jest, co chwila inna, albo umowa zlecenie. Ale powiedziałam sobie pewnego dnia, że lepiej pod mostem mieszkać i w jednych gaciach chodzić niż się wiecznie użerać.
To tak w skrócie.
A jeśli chodzi o dom rodzinny to nie było nikogo kto by pił, były inne uzależnienia. np. sport, więc mój ojciec odszedł do sportu i baby kiedy miałam 8 lat, matka go właściwie wyrzuciła, bo dała wybór albo9 to albo to, no i poszedł. A ja za nim 8 lat później tylko do wybranka. Do wybranka, który cały czas mi przysłonił, był dla mnie dobry, interesował się mną. Wiem, że byłam ślepa. On miał problem z alkoholem i chyba to on kochał za bardzo, bo zamknął w klatce. Nie wolno mi było nic, nie miałam żadnych znajomych, on zawsze ył lepszy, więcej zarabiał, jego praca była ważniejsza. Wszystko było jego ja, moje ubrania, moje rzeczy i tak na koniec małżeństwa zafundował mi czystkę w szafie oskarżając mnie o wymarzone rzeczy (znalazłam swoje urania na śmietniku, i to w większości były ubrania, których on mi nie kupił, albo ja sobie nie kupiłam za "jego" pieniądze).
W sumie to ubrania zabolały mnie najbardziej i powiem Wam, że mało kto z otaczających mnie w rzeczywistym świecie osób to rozumie. Tak naprawdę skutki odczuwam do dziś.
Jako dziecko niewiele miałam, rodzice się nie interesowali, to zostało bez zmian do dziś, Ojciec uważa, że sobie świetnie radzę widząc mnie lub rozmawiając ze mną przez telefon raz na dwa tygodnie. A matka, wiedźma, nie chcę mi się ani na nią patrzeć, ani gadać. Po tym jak przez wiele lat robiła burdel z własnego domu. Jej obrzydliwych samców nie jestem w stanie policzyć.
Nabawiłam się dzięki niej obrzydzenia do wanny, w której nie siedziałam jakieś 15 lat, albo i więcej. Zresztą do niej też czuję swojego rodzaju wstręt. O wszystko zawsze mnie obwiniała, do dziś kiedy ją odwiedzę i siedzę w pokoju a ona czyni w kuchni i spadnie jej widelec drze się - no widzisz to przez Ciebie. Wiem już dziś, że jak w samotności się zestarzeje (a samotność w jej przypadku jest nieunikniona bo nikt jej nie chce na zawsze po bliższym poznaniu) to oddam ją bez wyrzutu do domu opieki bo nie idzie z nią w żadnym wypadku wytrzymać. Jak idą święta przypomina sobie o córce. Dzwoni żeby przyjść, ja mówię, że wyjeżdżam i słyszę szantaż. Rzygać mi się chce.Wszystko zawsze było źle, byłam taka, siaka owaka. A wiecie dlaczego? Dlatego, że nigdy nie spojrzała na siebie. Na wspaniałą nieomylną babę, która wszystko roi najlepiej i nikt sobie ez niej nie poradzi, która wszystko wie najlepiej nawet jeśli nic nie wie, bo akurat jej nie ma. Jest w sakramenckim błędzie.
To już wystarczy tych opowieści.