Chciałabym Ci pomóc, i coś mądrego doradzić, ale naprawdę nie wiem. Podziwiam Cię za siłę i chęć walki o Wasz związek! Ja uważam, ze kiedy już podejmie decyzję o pozostaniu na łonie rodziny - bo innej podjąć nie może, tak mi się wydaje - to on powinien się starać i dbać o Waszą miłość a nie TY! To on jest winowajcą i tym który ma starać się posklejać małżeństwo! Nie toczyłam nigdy takiej bitwy a tym bardziej nigdy takiej nie wygrałam, ale z różnych historii wiem, ze mąż przeważnie wraca do żony. Tylko kiedy już wróci i będzie pewny że to właśnie Wy - Ty i córka - jesteście całym jego światem, będziesz umiała mu zaufać?
Powodzenia i bądź twarda ![]()
Podobne tematy
Więc następuje jakiś przełom!
Przycisnęłam męża i w końcu zdobył się na męską decyzję.
Wczoraj rozmawiał z nią i naświetlił jak wygląda sprawa, że jednak rodzina, żona itp itd
Ale definitywnie nie powiedział że to koniec. Prosił mnie o dwa, trzy dni na zakończenie sprawy!
Podobno ona taka wrażliwa, delikatna!!!!!!! Wściekłam się na te słowa, bo niby ja jestem ze stali?
Jeździ po mnie już półtora miesiąca i jak mam to wytrzymać.
Ale sprawa jest bardzo trudna, to dopiero początek drogi i nie wiadomo jak to sie zakończy.
Kocha mnie, tak mówi, ale ona cały czas jest dla niego ważna.
I teraz pytanie?
Czy będzie umiał o niej zapomnieć? Nawet jesli przestana się kontaktować?
Jak mu pomóc sie odkochać?
Moim zdaniem terapia małżenska jest jedynym wyjściem. On się do tego nie pali, ale to chyba męskie podejście do zycia jest takie, ze sami musza sobie radzic z problemami.
Ale muszę postawić na moim!
Więc następuje jakiś przełom!
Przycisnęłam męża i w końcu zdobył się na męską decyzję.
Wczoraj rozmawiał z nią i naświetlił jak wygląda sprawa, że jednak rodzina, żona itp itd
Ale definitywnie nie powiedział że to koniec. Prosił mnie o dwa, trzy dni na zakończenie sprawy!
Podobno ona taka wrażliwa, delikatna!!!!!!! Wściekłam się na te słowa, bo niby ja jestem ze stali?
Jeździ po mnie już półtora miesiąca i jak mam to wytrzymać.
Ale sprawa jest bardzo trudna, to dopiero początek drogi i nie wiadomo jak to sie zakończy.
Kocha mnie, tak mówi, ale ona cały czas jest dla niego ważna.
I teraz pytanie?
Czy będzie umiał o niej zapomnieć? Nawet jesli przestana się kontaktować?
Jak mu pomóc sie odkochać?
Moim zdaniem terapia małżenska jest jedynym wyjściem. On się do tego nie pali, ale to chyba męskie podejście do zycia jest takie, ze sami musza sobie radzic z problemami.
Ale muszę postawić na moim!
kocha Ciebie, ale ona jest dla niego wazna ????
czy on aby nie chce was obu ??? i stad to niezdecydowanie?
Powiedziałam mu, że w kraju arabskim nie żyjemy, i haremu mieć nie może.
Więc musi zwalczyć tą fascynację (bo ja tego miłością nie nazywam) i uświadomić sobie kto jest dla niego najważniejszy!
Powiedziałam mu, że w kraju arabskim nie żyjemy, i haremu mieć nie może.
Więc musi zwalczyć tą fascynację (bo ja tego miłością nie nazywam) i uświadomić sobie kto jest dla niego najważniejszy!
z tego , co czytam , sygnalizowalas mu to juz kilka razy.
A on ciagle chce wiecej czasu . Bardzo niezdecydowany facet
I wygodny.
To nie jest niezdecydowanie, myślę, bo wczoraj gdy z nia rozmawiał to z intencją aby to zakończyć. I prosił mnie jeszcze o kilka dni na załatwienie tej sprawy. Zła byłam, bo powinien od razu definitywnie powiedzieć koniec i żegnaj.
Powiedziałam mu to, a on poprosił mnie abym pozwoliła mu to zakończyć na jego sposób.
Kocha mnie, nie jestem mu obojętna, i wiele mamy wspaniałych wspomnień i chwil spędzonych razem i tego muszę się trzymać.
Powiedziałam mu, że powinnam go znienawidzieć, to byłoby łatwiejsze, ale kocham go i chcę ratować to małżeństwo.
To nie jest niezdecydowanie, myślę, bo wczoraj gdy z nia rozmawiał to z intencją aby to zakończyć. I prosił mnie jeszcze o kilka dni na załatwienie tej sprawy. Zła byłam, bo powinien od razu definitywnie powiedzieć koniec i żegnaj.
Powiedziałam mu to, a on poprosił mnie abym pozwoliła mu to zakończyć na jego sposób.
Kocha mnie, nie jestem mu obojętna, i wiele mamy wspaniałych wspomnień i chwil spędzonych razem i tego muszę się trzymać.
Powiedziałam mu, że powinnam go znienawidzieć, to byłoby łatwiejsze, ale kocham go i chcę ratować to małżeństwo.
tylko...
tylko, czy nie myslisz, ze takim postepowaniem dajesz mu do zrozumienia, ze ma Ciebie juz
" zaklepana", ze cokolwiek zrobi, to Ty i tak czekasz ?
Bo odklada te decyzje, a Ty ciagle mu dajesz czas...
nie zrozum mnie zle...nie chce krytykowac Twojego postepowania, daje Ci tylko troche do "myslenia" ;-)
Absolutnie nie ma mnie zaklepanej!
Własnie dlatego że postawiłam mu ultimatum, że zabieram się z dzieckiem do matki, zaczął wogóle cos robić.
"Z tego co wiem, to powiedziała mu faktycznie, że nie chce miec na sumieniu rozbitej rodziny. Powiedziała też, że to on musi zdecydować co dalej."
Ja bardzo przepraszam, ale to jest lekka sprzeczność. Jeśli nie chce rozbijać rodziny to niech.. na drzewo, a nie wygaduje, że on musi zdecydować. Wyrachowane babsko, taką sobie rezerwę zostawia. To nieładnie.
"A ja mu na to, że ma przestać mnie przepraszać i zdecydować czego chce od zycia! I z kim to życie chce prowadzić!"
Bardzo mi się podoba twoje stanowisko. Jest konkretne. To co się stało już się nie odstanie. Trzeba grać w otwarte karty.
Szlak by to trafił co się dzieje na tym świecie.
Absolutnie nie ma mnie zaklepanej!
Własnie dlatego że postawiłam mu ultimatum, że zabieram się z dzieckiem do matki, zaczął wogóle cos robić.
jakos nie jestem za stawianiem ultimatum, bo to wywieranie presji.
Ale w Twoim wypadku nie masz innej opcji.
To poczekaj spokojnie, jeszcze do konca tego czasu i potem badz konsekwentna. Musi poczuc, ze to jest na powaznie.
No tak , swiat zwariowal
smutnamonia napisał/a:Absolutnie nie ma mnie zaklepanej!
Własnie dlatego że postawiłam mu ultimatum, że zabieram się z dzieckiem do matki, zaczął wogóle cos robić.jakos nie jestem za stawianiem ultimatum, bo to wywieranie presji.
Ale w Twoim wypadku nie masz innej opcji.
To poczekaj spokojnie, jeszcze do konca tego czasu i potem badz konsekwentna. Musi poczuc, ze to jest na powaznie.
No tak , swiat zwariowal
Dziwni ci faceci. Albo z ogromną ochotą, albo ci, którzy w ogóle nie chcą nie wiedzieć czemu. Kochają jak nie wiem a nie chcą. Albo trójkątni zboczeńcy. Albo tacy co im się przytrafiają różne rzeczy
Szkoda gadać
Ja też myślę, że ona nie jest bez winy. Jak dowiedziała się, że jest żona i dziecko to powinna powiedzieć - koniec.
Ale to jest moje podejście do życia, ja bym tak postąpiła, ale inne baby takich wyrzutów sumienia nie mają.
A mąż jak go bierze na przeprosimy, zaraz dostaje ostrą ripostę, żeby wziął się w garść i zdecydować co jest dla niego ważne.
Faktycznie świat zwariował, a z nim faceci!
Jak dochodzi do sytuacji kiedy dochodzi do zdrady (tutaj typowej zdrady nie było, ale tak mi się nasunęło) przykładowo jeśli mąż ma kogoś na boku to powstaje pytanie kto jest winny. Czy on bo nie pomyślał tym czym trzeba czy ona, co to go zaciągnęła, kochanka.
Czy baby nie bywają gorsze od facetów. A najgłupsze są te, które wiążą się z facetem który kiedyś był żonaty i wierzą mu, że był dobry dla żony tylko to ona sobie poszła. A ona sobie poszła, bo był nieodpowiedzialnym gburem, który widział czubek swojego nosa. I teraz niech się tamta przejedzie, jak głupia.
Dla mnie rozwiązanie jest proste. Albo rybki albo akwarium. Tutaj jest dziecko, z którym ojciec ma świetny kontakt, a tam przelotne coś. Trzeba wybrać, nie ma na co czekać. Nie ma co robić nadziei.
79 2011-07-13 15:24:02 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2011-07-13 15:24:44)
Droga Hm...jesteś mądrą kobietą!
Ciekawe, że ci rozwiedzeni panowie zawsze obwiniają swoje kobiety o rozpad małżeństwa. Tacy oni biedni...
Ciekawa jest reakcja społeczeństwa na zdradę męża. Bo to na pewno winna żona, która na pewnio odmawiała sexu, wymawiając się bólem głowy, albo, że się zaniedbała, że nie biega w sexownym fartuszku i szpilkach. albo nie pozwala sie z kolegami sie spotykać...
Zawsze winna żona..
Sory, może trochę rozgoryczenie przeze mnie przemawia!
Nie no ja rozumiem. Przecież ja byłam winna rozpadu mojego małżeństwa, a nie przepraszam pierwszą winną nawet była moja koleżanka. Ile to się trzeba nakombinować, żeby coś takiego sobie uroić. Kiedy odpowiedź leży na wyciągnięcie ręki, tuż tuż. Nudny telewizor. Bo ON pracuje, bo ON jest zmęczony, bo ON, bo ON, bo ON. Niedobrze mi się robi.
No i upadłam już chyba bardzo nisko!
Udało mi się zdobyć numer telefonu mojej rywalki i napisałam jej długą wiadomość a w niej moje stanowisko w całej tej sprawie.
Ku przemyśleniu! Bez obelg, wyzwisk, kulutralnie!
Niech wie że chcę walczyć o moją rodzinę i że nie odpuszczę tak łatwo!
I teraz myślę czy dobrze zrobiłam! Pewnie nie.....
Pierwsza myśl zawsze jest najlepsza!
Przeczytałam Twoja historię, w którymś z postów prosiłaś o wypowiedz zdradzonej kobiety.... i oto jestem...
Mój maż zdradził mnie 4 lata temu. Ja byłam w ciąży z naszą córeczką kiedy to się zaczęło.
Dowiedziałam się jak córka miała 6mc. Kobieca intuicja - niestety maż wypierał się nawet jak miałam super dowody.
Kiedy się wydało przepłakałam całą noc, rano wstał do pracy i wyszedł ja się spakowałam zabrałam dziecko i z własnego domu ( MOJEGO DOMU) wyprowadziłam się do mamy.
Nie spałam tydzień , on dzwonił średnio przepraszał, żałował....straszył że zabierze mi dziecko....moje jedyne co mi zostało. Dobrze wiedział że mała jest dla mnie wszystkim.
Ponieważ go kochałam ( tak mi się chyba wydawało), sama pochodzę z rozbitej rodziny nie chciałam żeby moja córka miała takie życie jak ja. Mama i teściowa namawiały mnie żebym mu przebaczyła i zaczęła od nowa. Wróciłam nie wiem dlaczego - chyba ze strachu że mi dziecko zabierze. Niestety intuicja nadal nie dawała mi spokoju iż to się nie skonczyło on nadal się znia spotyka. I miałam rację cud nie cud, przez przypadek weszłam na stronę WP gdzie moj maż załozył sobie konto i jak postawiła kursor na NICU samo się podświetliło ( nie znając hasła poprosiłam o pytanie...niestety znałam odpowiedz) To co zaczęłam czytać zwaliło mnie z nóg, to co do siebie pisali, jak pisali i to że nadal do siebie piszą...:( nie miałam siły płakać cała się trzęsłam wszystko we mnie dygotało a cały świat zawalił mi się głowę a ziemia rozstąpiła pod nogami.... Ostatecznie moja mama i teściowa Wysłali nas na terapie ( małżeńską). W między czasie kazałam przy sobie do niej zadzownić i na głośno mówiącym powiedzieć że to była pomyłka ze mnie i córkę kocha i nigdy z nią nie będzie ( chociaż ich wspólne plany sądzac po emailach były inne) zadzwonił powiedział BARDZO TEGO NIE CHCIAŁ. Ona była w szoku nie wiedziała co powiedzieć. Po skończonej rozmowie przyszedł esemes- ze nigdy by z nim nie była bo ma swoją rodzinę!!!! chyba sam był w szoku bo mieli inne plany.
Ponieważ "dobra ciocia" podarowała mojej córce rzeczy po swojej córce ( nie wiedziałam ze to od kochanki mojego meza) spakowałam wszystko do kartonu i wysłałam do niej do domku z karteczka w środku że życze jej z całego serca żeby na stare lata jak już nikt jej nie będzie chciał ( przepraszam za wyrażenie- ale faktycznie użyłam tego słowa) pierdolić będzie siedzieć samotnie i zamknie oczy to będzie widziała i słyszała płacz mojego dziecka które płacze za ojcem ktory zamiast je trzymał ją w objęciach. I że w jaki kolwiek sposób spróbuje skontaktować się z moim mężem albo moją rodziną będzie tego żałować do końca życia, i że mam nadzieje że nie jest aż tak głupia żeby chciała się o tym przekonać.
Żeby tego było mało, mój maż, ona i jej maż razem pracowali w jednej firmie. Zadzwoniłam do jej męża poinformowałam go o romansie naszych małżonków. SZOK że mogłam coś takiego zrobić. Czułam się z tym świetnie, dlaczego tylko ja mam cierpieć oni niech też pocierpią.
Niestety kazałam mojemu mężowi zwolnić się z pracy ( zajmował stanowisko dyrektora i miał super zarobki)
Pomysłem na nowe życie miał być własny interes.
Niestety od tych wydarzeń minęły 4 lata , najbardziej żałuję że zgodziłam się na własny interes długi, długi i jeszcze raz długi. Maż obwinia mnie że nie mamy pieniędzy bo on jego zdaniem robi wszystko żeby pospłacać kredyty, leasingi itp itd. A ja tylko marudze....super. Tylko gdyby nie jego zdrada nie było by długów...ale to inna historia.
Kończąc moja historie wybaczenie i powrót do siebie nie jest prosty, nie znam nikogo komu by sie to udało....mi ciagle sie to wszystko przypomina bo jest zle moze dlatego.
Niestety maż aby trochę podratować nasz budżet wróciła do pracy w branży niestety przypuszczam że nie wykluczone że gdzies z nia sie spotka ( bo nadal pracuje w tej branży)...i co i nic...czekam w próżni i żałuje wypowiedzianego słowa TAK zgadzam się na własny interes aby ratować nasze małżeństwo....TAK zgadzam się żebyśmy nadal byli razem....
Niestety czasu nie mogę cofnąć a nawet nie wiecie jak bardzo bym chciała.
Teraz z moim mężem łącza nas długi a dzieli cała reszta....
Przeczytałam Twoja historię, w którymś z postów prosiłaś o wypowiedz zdradzonej kobiety.... i oto jestem...
Mój maż zdradził mnie 4 lata temu. Ja byłam w ciąży z naszą córeczką kiedy to się zaczęło.
Dowiedziałam się jak córka miała 6mc. Kobieca intuicja - niestety maż wypierał się nawet jak miałam super dowody.
Kiedy się wydało przepłakałam całą noc, rano wstał do pracy i wyszedł ja się spakowałam zabrałam dziecko i z własnego domu ( MOJEGO DOMU) wyprowadziłam się do mamy.
Nie spałam tydzień , on dzwonił średnio przepraszał, żałował....straszył że zabierze mi dziecko....moje jedyne co mi zostało. Dobrze wiedział że mała jest dla mnie wszystkim.
Ponieważ go kochałam ( tak mi się chyba wydawało), sama pochodzę z rozbitej rodziny nie chciałam żeby moja córka miała takie życie jak ja. Mama i teściowa namawiały mnie żebym mu przebaczyła i zaczęła od nowa. Wróciłam nie wiem dlaczego - chyba ze strachu że mi dziecko zabierze. Niestety intuicja nadal nie dawała mi spokoju iż to się nie skonczyło on nadal się znia spotyka. I miałam rację cud nie cud, przez przypadek weszłam na stronę WP gdzie moj maż załozył sobie konto i jak postawiła kursor na NICU samo się podświetliło ( nie znając hasła poprosiłam o pytanie...niestety znałam odpowiedz) To co zaczęłam czytać zwaliło mnie z nóg, to co do siebie pisali, jak pisali i to że nadal do siebie piszą...:( nie miałam siły płakać cała się trzęsłam wszystko we mnie dygotało a cały świat zawalił mi się głowę a ziemia rozstąpiła pod nogami.... Ostatecznie moja mama i teściowa Wysłali nas na terapie ( małżeńską). W między czasie kazałam przy sobie do niej zadzownić i na głośno mówiącym powiedzieć że to była pomyłka ze mnie i córkę kocha i nigdy z nią nie będzie ( chociaż ich wspólne plany sądzac po emailach były inne) zadzwonił powiedział BARDZO TEGO NIE CHCIAŁ. Ona była w szoku nie wiedziała co powiedzieć. Po skończonej rozmowie przyszedł esemes- ze nigdy by z nim nie była bo ma swoją rodzinę!!!! chyba sam był w szoku bo mieli inne plany.
Ponieważ "dobra ciocia" podarowała mojej córce rzeczy po swojej córce ( nie wiedziałam ze to od kochanki mojego meza) spakowałam wszystko do kartonu i wysłałam do niej do domku z karteczka w środku że życze jej z całego serca żeby na stare lata jak już nikt jej nie będzie chciał ( przepraszam za wyrażenie- ale faktycznie użyłam tego słowa) pierdolić będzie siedzieć samotnie i zamknie oczy to będzie widziała i słyszała płacz mojego dziecka które płacze za ojcem ktory zamiast je trzymał ją w objęciach. I że w jaki kolwiek sposób spróbuje skontaktować się z moim mężem albo moją rodziną będzie tego żałować do końca życia, i że mam nadzieje że nie jest aż tak głupia żeby chciała się o tym przekonać.
Żeby tego było mało, mój maż, ona i jej maż razem pracowali w jednej firmie. Zadzwoniłam do jej męża poinformowałam go o romansie naszych małżonków. SZOK że mogłam coś takiego zrobić. Czułam się z tym świetnie, dlaczego tylko ja mam cierpieć oni niech też pocierpią.
Niestety kazałam mojemu mężowi zwolnić się z pracy ( zajmował stanowisko dyrektora i miał super zarobki)
Pomysłem na nowe życie miał być własny interes.
Niestety od tych wydarzeń minęły 4 lata , najbardziej żałuję że zgodziłam się na własny interes długi, długi i jeszcze raz długi. Maż obwinia mnie że nie mamy pieniędzy bo on jego zdaniem robi wszystko żeby pospłacać kredyty, leasingi itp itd. A ja tylko marudze....super. Tylko gdyby nie jego zdrada nie było by długów...ale to inna historia.
Kończąc moja historie wybaczenie i powrót do siebie nie jest prosty, nie znam nikogo komu by sie to udało....mi ciagle sie to wszystko przypomina bo jest zle moze dlatego.
Niestety maż aby trochę podratować nasz budżet wróciła do pracy w branży niestety przypuszczam że nie wykluczone że gdzies z nia sie spotka ( bo nadal pracuje w tej branży)...i co i nic...czekam w próżni i żałuje wypowiedzianego słowa TAK zgadzam się na własny interes aby ratować nasze małżeństwo....TAK zgadzam się żebyśmy nadal byli razem....
Niestety czasu nie mogę cofnąć a nawet nie wiecie jak bardzo bym chciała.
Teraz z moim mężem łącza nas długi a dzieli cała reszta....
Jestem poruszona.
Żałujesz prawda?
84 2011-07-13 16:43:01 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2011-07-13 16:48:10)
Strasznie przykre co piszesz Droga Manolko!
Nie wiem co powiedzieć!
Mimo wszystko mam nadzieję, że moje zycie jakim cudem sie odrodzi.
Oczywiście życze Ci z całego serca, aby i Twoje zycie sie poukładało!
Nadzieja zawsze umiera ostatnia :-(
Bo nie pieniądze są w życiu najważniejsze. Ja raz powiedziałam, że wolę w jednych gaciach pod mostem siedzieć niż się męczyć do końca życia.
Zawsze zostaje niesmak.
Znam kobietę, która ma męża skaczącego na boki. I ona o tym wie. Ale "wierzy w instytucję małżeństwa". Przepraszam, ale to dla mnie jest śmieszne. Jak można mówić o bogu kiedy ktoś robi takie rzeczy. I nikt mi nie powie, że pieką razem pierniki. To chore. Dla mnie to jawne przyzwolenie na pier... Nic innego.
Chciałam tylko dodać, że jak ktoś ma coś na sumieniu to kryje się w cieniu kiedy zostaje atakowany. Poza tym, kiedy ktoś coś nabroi to on ma się martwić jak wyjść z impasu, a nie ofiara. Spokojnie z dnia na dzień. Czas leczy rany, inaczej myślimy z dystansu. Ja już się o tym przekonałam. Wiem, że na gorąco myślę inaczej i zaciskam zęby, wytrzymuję, bo jutro, pojutrze jest lepiej. I ze stoickim spokojem, który najbardziej doprowadza do szału walczę.
A lekko nie jest. Pieniędzy nie ma, bo żadna praca nie przyniesie tyle ile potrzebuję. Chyba od dwóch lat nie kupiłam sobie niczego do ubrania, ograniczam się do rzeczy pierwszej potrzeby. Z dwoma parami spodni da się żyć.
Pozdrawiam
Żałujesz prawda?
żałuje bardzo, wiem jedno i jestem tego pewna że jeśli nam się uda to za 2 lata większą część kredytów i długów spłacimy a wtedy na pewno ja wniosę pozew o rozwód.....i marzę o nowym życiu bez mojego męża, długów...i jego pomysłów.....ale za to wolna i szczęśliwa..
Mimo wszystko mam nadzieję, że moje życie jakim cudem sie odrodzi.
Nadzieja zawsze umiera ostatnia :-(
zawsze trzeba mieć nadzieję, tylko zastanów się czy uda Ci się zapomnieć, nie myśleć o tym.
I przepraszam że to piszę, ale wątpię aby Twój maż i ta kobieta TYLKO się spotykali w pracy....przecież to dorośli ludzie itp itd.....
Przepraszam że to pisze ale pomyśl o tym.....
w życiu niestety nie ma prostych decyzji, instrukcji. Moja śp. Babcia mawiała " że gdyby człowiek wiedział że upadnie to by sobie usiadł...":)
Wiem tylko jedno że co dzień budzę się gotowa do walki ze łzami, smutkiem troskami....uśmiecham się i żyje dla mojej córki...i tylko dla niej....mam nadzieję że za 2 lata to się skończy.....i będzie tylko lepiej....- hmm chyba że wygram w totolotka albo poznam super biznesmena który uratuje mnie
hiihih dobrze ze mogę sobie pomażyć....
Dziś mi powiedział, że zakończył z nią...
Jestem pełna obaw co będzie dalej, ale i pełna nadziei...
Tak jak wczoraj napisałam mąż powiedział mi, że zakończył z nią "znajomość".
Zdobył się na to wreszcie, bo jak twierdził, nie da się tak dłużej funkcjonować.
Niestety nie był wczoraj zbyt chętny, aby porozmawiac o tym.
Widziałam, że mu ciężko, więc nie nalegałam. Teraz biję się z myślami, czy mnie nie znienawdzi za to, że tak ostatnio go naciskałam, aby się określił!
No ale z drugiej strony jednak zdecydował, że zostaje ze mną.
Jak odbudować to małżeństwo, które wydawać się mogło, że jest prawie idealne?
Jak ochłonie, to musimy szczerze porozmawiać i ustalić co dalej?
Chciałabym znać jakiś cudowny sposób aby zapomniał o niej...
Witam serdecznie
smutnamonia przeczytałam uważnie Twój temat. Również zostałam zdradzona emocjonalnie bo zdążyłam przed fizycznością. Skąd to wiem, że nic nie było między Nimi ? bo zorientowałam się natychmiast !!! Czułam, że coś jest nie tak a kiedy mi powiedział, że nie przyjedzie bo źle się czuję to już miałam pewność. Mój biedny Misio jest chory to pędzę do niego aby się Nim opiekować. Wyobraźcie sobie, że mijamy się w połowie drogi !!
Ja dzwonię do niego i mówię : "zawracaj i powiedz, że do Niej nie przyjedziesz" oczywiście się wypierał że to nie do niej jechał ale sms`y mówiły co innego. Do czego zmierzam. jedyny mój plus, że nie byliśmy małżeństwem i w każdej chwili każdy mógł pójść w swoją drogę. Wybaczyłam i dalej byliśmy razem przez jakiś czas, jednak wybaczyć nie znaczy zapomnieć
a to męczy jak cholera.
Wydaje mi się, że Oni mają kontakt nie tylko w pracy i mam odczucia takie same jak co niektórzy tutaj, że Twój mąż jest "wygodny" i tak naprawdę trudno byłoby zamknąć od tak tyle wspólnych lat a do tego macie córkę jest rodzina, jednak to nie przeszkodziło mu w tym aby się zainteresować inną kobietą. Jeśli naprawdę tak Cię kocha i się otrząsnął co mógłby stracić to decyzję powinien podjąć natychmiast !!! a On zastanawiał się przez ponad miesiąc i to jest przykre.
Pochodzę z rozbitej rodziny i wiem co to znaczy nie mieć jednego z rodziców i że jest ciężko ale patrząc z drugiej strony to nie Wy pierwsi i nie ostatni którzy przechodzicie przez takie kryzysy.
Życzę Tobie i twojej córce aby wszystko wróciło do normy i abyście ponownie tworzyli cudowną rodzinę i już nic nie zachwiało Waszej równowagi.
Napisałam pokrótce o swoim doświadczeniu i wiem, że takich rzeczy się nie zapomina i na długa metę nie da się tak żyć, jednak to zależy od siły w ludziach. Ja jej nie miałam.
trzymaj się i nie daj się !!!!
Droga nici!
Nie ukrywam, że z przykrością przeczytałam Twoją wypowiedź.
Wiem, że wiele związków i tak się rozpada, ale ja jednak chcę spróbować.
Przed nami jeszcze długa droga, to, że podjął taką decyzję, to dopiero początek wielkiej walki o nasze szczęście.
Ja wiem, że nie da się zapomnieć tego potwornego bólu, jaki zadała nam najbliższa sercu osoba. Ale mam nadzieję, że rana z czasem się zabliźni.
Nie chcę mojego męża usprawiedliwiać, ale może po prostu zbłądził.
Sam się do tego przyznał, ja nie nakryłam męża... Nie podpadło mi nic w jego zachowaniu..to dopiero jest szok!
Ciągle mi powtarza, że stworzyłam mu cudowny dom, wspaniałą rodzinę i że lepszej żony nie mógłby mieć...kurcze trzymam się jego słów...gdyby już mnie nie kochał, już dawno by odszedł....
Zobaczymy, co życie przyniesie....
Ciągle mi powtarza, że nigdy na żadną kobietę nie spojrzał, nie szukał przygód, przecież to nie problem z przygodnymi panienkami się zabawić. Ale jego to nigdy nie interesowało.
Jak pytałam, czy na pewno nie sypiali ze sobą, to powiedział mi, że nie potrafiłby tak postapić. Że musiałby najpierw zakończyć jeden związek.
Ale nie chce ze mną się rozstać, zależy mu na mnie...
Tylko faktycznie bardzo mnie boli, dlaczego to trwało tak długo..
A na razie musimy jasno ustalić co i jak!
Nie ukrywam, że pewnie nie jeden raz jeszcze sprawdzę jego komórkę, czy biling, a jesli trafie na TEN numer telefonu, to .....nie wiem
Sory, że tak chaotycznie pisze, ale emocje sa we mnie ogromne!!!
Smutnamonia
Ja tylko wyraziłam swoje zdanie i moje własne odczucia, z całego serce trzymam za Was kciuki i wierzę, że Wam się uda bo bardzo się kochacie. Każdy z Nas może powiedzieć co czuje, co by zrobiła ale tak naprawdę to tylko Wy wiecie co będzie dla Was dobre. To będzie Wasza decyzja a nie forumowiczów. Potrzebowałaś się wygadać i super bo to pomaga ( wiem po sobie) jednak to co czujesz w środku wiesz tylko Ty.
Świadomość, że możesz tutaj zajrzeć, popisać Cię podbudowuje i daje siły, w pewien sposób nawet relaksuje.
Pozdrawiam Ciebie serdecznie
Smutnamoniu - doczekałaś się decyzji, takiej jakiej pragnęłaś. Nie warto wikłać się w myślenie dlaczego to tak długo trwało. Ważny efekt końcowy. Jeszcze tyle ciężkiej pracy przed Wami. Daj sobie szansę i próbuj nie rozpamiętywać. Życzę Wam powodzenia w odbudowie NOWEGO (po traumie) związku i 3mam kciuki
Powodzenia
Dziękuję Wam za słowa wsparcia, ale i konstruktywnej krytyki!
Wiele jeszcze przed nami, faktycznie myślenie i rozpamiętywanie wykańcza!
Modlę się gorąco, abyśmy umieli ułożyć nasze życie na nowo!
Na pewno nie raz tu jeszcze zajrzę, aby poradzić się mądrych ludzi!
Dzięki Wam nie zwariowałam!
Trzymajcie kciuki, żeby nam sie udało!
Pozdrawiam serdecznie!
Ja trzymam
Buziak
Ja wybaczyłam...ale nie zapomniałam. Co prawda minęło 3 lata, więc niewiele. Paradoksalnie jest lepiej..niż przed zdradą. Dużo siły Ci życzę bo czeka Cię najgorszy czas. Czas wybaczania. U mnie trwał pół roku, po tym czasie już nie dotknęłam jego komórki, przestałam go sprawdzać itp. Powodzenia, trzymaj się.
Nika1982, jak poradziliście sobie z tym ciężkim okresem po zdradzie?
Przede wszystkim jak Ty sobie poradziłaś?
Powinnam czuć ulgę i radość po tej informacji, że zakończył tę znajomość. Ale ja czuję cały czas strach, przerażenie i niepewność.
Wczoraj zainicjowałam sex z mężem, ale to był sex bardzo dziki, wręcz brutalny. Mąż był wystraszony trochę, ciągle pytał, czy nie sprawia mi bólu. Ale to ja prowokowałam do tego, powiedziałam mu potem, że chciałam poczuć, że pragnie mnie po prostu tak jak dawniej.
Może głupie to było, ale....
Mam wątpliwości kto teraz powinien się starać. Właściwie powinnam się zachowywać jak dumna księżniczka i łaskawie kazać się przepraszać.
Ale podświadomie czuję, że to nie tak powinno być.
Myślę, że moje gesty, świadczące o mojej miłości na pewno mu pomogą, utwierdzą w przekonaniu, że ma przyjazną duszę obok siebie.
Czy korzystałyście kiedyś z terapii małżeńskiej? Czy macie dobre doświadczenia? Nie ukrywam, że ja bardzo potrzebuję fachowej pomocy, mąż nie pali się do tego, chociaż nie wyklucza. On myśli, że "samo" się wszystko poukłada. A to nie takie proste....
97 2011-07-16 12:11:44 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2011-07-16 12:12:25)
Czy korzystałyście kiedyś z terapii małżeńskiej? Czy macie dobre doświadczenia? Nie ukrywam, że ja bardzo potrzebuję fachowej pomocy, mąż nie pali się do tego, chociaż nie wyklucza. On myśli, że "samo" się wszystko poukłada. A to nie takie proste....
sama nie korzystalam, ale moj przyjaciel jest psychologiem i mowi, ze to , czy taka terapia pomaga , czy nie, zalezy tylko od tego , co JEST miedzy tym dwojgiem, do czego daza, czy JEST uczucie, jezeli jest, to jak silne, jaka jest wola, by byc razem.
Terapeuta ponoc jest tylko takim dodatkiem, "swiadkiem", pomoca, sam NIC nie wnosi, tylko pomaga zrozumiec i wyplynac na wierzch temu co boli, co pomoze wyjsc z konfliktu.
Nika1982, jak poradziliście sobie z tym ciężkim okresem po zdradzie?
Przede wszystkim jak Ty sobie poradziłaś?
Nie było łatwo ale miałam (mam cały czas) świetną przyjaciółkę, która rozmawiała ze mną non stop i stawiała mnie na nogi. To, że mąż się cały czas starał, wyręczał mnie we wszystkim na pewno też pomogło. Ale nie będę ściemniać, że było super. Pamiętam ciągły ból głowy spowodowany tym, że ja ciągle o tym myślałam. Pamiętam jak jadąc samochodem zobaczyłam dziewczynę z brzuchem, byłam prawie pewna, że to była kochanka mojego męża. Zawróciłam żeby jej się jeszcze raz przyjrzeć. Okazało się, że to nie była ona. Zrozumiałam wtedy, że wpadam w paranoję. Pojechałam do domu ( było to jakieś 3 miesiące po tym jak się dowiedziałam). Powiedziałam mężowi, że chce na spokojnie porozmawiać o tej sytuacji OSTATNI raz. Wcześniej rozmawialiśmy wielokrotnie ale to nie były spokojne rozmowy. Rozmawialiśmy całą noc. Właściwie mąż mówił, ja słuchałam. Później ja mówiłam, jak się czułam wtedy, jak się czuję teraz. Płakaliśmy oboje. Od tego momentu zaczęliśmy się oboje starać. Wcześniej starał się tylko on. Ja nie byłam w stanie. Pomyślałam sobie, że skoro wybaczam to koniec z wypominaniem i mówieniem o tym. Wolałam pożalić się przyjaciółce jak miałam nawroty wspomnień niż wyżywać się na mężu. Gdy minęło pół roku poczułam się wolna, wolna od całej tej sytuacji. Niesamowite uczucie.
Mam wątpliwości kto teraz powinien się starać. Właściwie powinnam się zachowywać jak dumna księżniczka i łaskawie kazać się przepraszać.
Ale podświadomie czuję, że to nie tak powinno być.
Myślę, że moje gesty, świadczące o mojej miłości na pewno mu pomogą, utwierdzą w przekonaniu, że ma przyjazną duszę obok siebie.
Czy korzystałyście kiedyś z terapii małżeńskiej? Czy macie dobre doświadczenia? Nie ukrywam, że ja bardzo potrzebuję fachowej pomocy, mąż nie pali się do tego, chociaż nie wyklucza. On myśli, że "samo" się wszystko poukłada. A to nie takie proste....
Myślę, ze terapia do dobry pomysł. W moim przypadku mąż sam z siebie poszedł do psychologa, ja nie byłam w stanie. Myślę, że to błąd. Odnośnie pytania, kto ma się teraz starać to myślę, że Wy oboje ale Ty musisz to czuć, że mąż żałuje, że to zrobił. Pamiętam jak po jakichś 2 latach od tej sytuacji mąż podszedł i mówi do mnie "dziękuję". Pytam za co? On: za to, że dałaś nam szansę.
Paradoksalnie zdrada w naszym przypadku poprawiała wiele między nami... ale nie chciałabym więcej tego przeżywać.
99 2011-07-16 12:34:27 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2011-07-16 12:34:58)
Myślę, ze terapia do dobry pomysł. W moim przypadku mąż sam z siebie poszedł do psychologa, ja nie byłam w stanie. Myślę, że to błąd. Odnośnie pytania, kto ma się teraz starać to myślę, że Wy oboje ale Ty musisz to czuć, że mąż żałuje, że to zrobił. Pamiętam jak po jakichś 2 latach od tej sytuacji mąż podszedł i mówi do mnie "dziękuję". Pytam za co? On: za to, że dałaś nam szansę.
Paradoksalnie zdrada w naszym przypadku poprawiała wiele między nami... ale nie chciałabym więcej tego przeżywać.
nikaa,
silna jestes.
jezeli ten Twoj bedzie madry, to doceni to , co dla niego zrobilas.
Powinien Cie na rekach nosic, bo tak naprawde, to Ty uratowalas wszystko.
nikaa
To ciekawe przeżycie. Niesamowite. Podziwiam. Szacun
101 2011-07-17 13:42:38 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2011-07-17 13:42:57)
Nikaa!
Podziwiam Cię, za to, że faktycznie udało Ci się wyzwolić z tego lęku, niepewności o przyszłość. Ja jestem cały czas przerażona, nie chcę nic zepsuć swoim smutkiem, pesymizmem. Mąż mówi, że jestem taka zrezygnowana, że nie ma we mnie nadziei. Mam ochotę mu ciągle gadać, że to wszystko jego wina. Jeszcze niedawno byłam szczęśliwa osobą, choć wiadomo nie pozbawioną codziennych problemów. Ale w obliczu tego co nas spotkało cała reszta wydaje się niczym, błahostką.
Skąd wziąć w sobie siłę, jak odzyskać nadzieję?
:-(
102 2011-07-18 09:28:14 Ostatnio edytowany przez geheimnis (2011-07-18 09:31:11)
nie da rady sie odkochac z dnia na dzien, bo ktos tak prosi, czy kaze. oczywiscie sprawe zamknac mozna, ale odkochac sie nie da, co najwyzej oswoic ze nie mozna byc z dana osoba, powoli zapominac, pogodzic sie...(ale odkochac na zawolanie - tego sie nie da)
takze walczyc mozesz i powinnas, ale on i tak sie zakochal w tamtej i tego nie odkrecisz, bo sie juz stalo....i sie nie odstanie jak za pyknieciem magicznej rozdzki. Takie rzeczy sie zdazaja, nie jeden raz. Wiekszosc z nas to ukrywa, niektorzy mowia. Wiekszosc trwa w malzenstwie (bo pewnie Ciebie kocha i tez), i zyja z bolem, wspomnieniami, rozczarowaniem (ty, on i ona).... Zycie.
Czyli jednym zdaniem, jak się nie obrócisz to i tak d..a z tyłu!
Czyli pozostaje trwaćw bólu, żyć wspomnieniami?
To tak na dobrą sprawę powinnam się z nim rozstać, bo szczęście nigdy nie wróci?
smutnamonia nie wiem, to od Ciebie zalezy? Zrobisz jak uwazasz. Ja tylko mowie, ze sie nie da zmienic tego co w glowie ot tak, za pomoca pstrykniecia palcem, w jednej chwili, bo tak ktos prosi, mowi, bo tak rozsadnie... Trzeba czasu, duzo czasu niekiedy...
nie wiem jak silna jest Wasza wiez - jesli bardzo, to przeciez jest szansa ze szczescie wroci, chociaz juz inne, ale wroci....
Ja wiem, że jego uczuć nie zmienię ot tak!
Ale obiektywnie sądzę, że między nami naprawdę jest dużo miłości. Przecież ta sytuacja zdarzyła się nie dlatego, że między nami był kryzys. Mąż cały czas twierdzi, że nie szukał innej kobiety. To się po prostu zdarzyło.
Nie chcę go bronić, bo mam wiele żalu do niego, ale mam cały czas nadzieję, że to tylko zauroczenie, fascynacja. Faceci mają ten swój kryzys wieku średniego, może u mojego męża zaczął się wcześniej?
Ale bardzo mi źle cały czas, i nawet to że zakończył te znajomość nie daje mi wielkiej radości i zbyt wielkiej nadziei na przyszłość. Dopadła mnie depresja!
smutnamonia, Twoj maz wydaje sie szczerym i wartosciowym czlowiekiem. I ja bym mu wierzyla, ze to sie po prostu zdarzylo - ze sie zakochal/zauroczyl kims i nie szukal tego. Zazwyczaj to sie zdarza dosc przypadkowo, niespodziewanie i nie wazne czy masz 35 czy 45 lat. I zaden tam wiek przejsciowy - bzdura. To sie zdarza i tyle...bo nikt z nas nie jest ze stali...
Mysle, ze jest Wasz zwiazek jest silny, tak jak mowisz - to przetrwacie,tylko dajcie sobie czas.
a powiedz jeszcze czy znasz tamta kobiete, czy jest wolna, czy ma zobowiazania itp?
Osobiście nie znam tej dziewczyny, właściwie kobiety. Ma tylko kilka lat mniej ode mnie. Pracuje w firmie męża od kilku lat. Nie była to osoba dopiero poznana i to mnie intryguje. Dlaczego akurat teraz a nie np 2 lata temu.
Jest osobą wolną, nie ma rodziny.
Nie znam jej doświadczeń z facetami, troszkę mnie to zastanawia dlaczego do tej pory nie ułożyła sobie życia z nikim.
Mąż od czasu do czasu o niej opowiadał, ale opowiada o różnych osobach w firmie, wiadomo! Mówił, ze jest samotna, mało o sobie opowiada. Chciał ją poznać bliżej! No i poznał!!!
Jeśli wierzyć mojemu mężowi, ona nie prowokowała go, nie zachęcała do niczego, ale z drugiej strony powinna kategorycznie zakończyć znajmomość gdy dowiedziała się o żonie.
Chociaż właściwie to mój mąż nie powinien tego ciągnąć, no i w ogóle zaczynać.
Dziś pierwszy dzień po tej decydującej rozmowie będą się widzieć w pracy. A ja wariuję!
Osobiście nie znam tej dziewczyny, właściwie kobiety. Ma tylko kilka lat mniej ode mnie. Pracuje w firmie męża od kilku lat. Nie była to osoba dopiero poznana i to mnie intryguje. Dlaczego akurat teraz a nie np 2 lata temu.
Jest osobą wolną, nie ma rodziny.
Nie znam jej doświadczeń z facetami, troszkę mnie to zastanawia dlaczego do tej pory nie ułożyła sobie życia z nikim.
Mąż od czasu do czasu o niej opowiadał, ale opowiada o różnych osobach w firmie, wiadomo! Mówił, ze jest samotna, mało o sobie opowiada. Chciał ją poznać bliżej! No i poznał!!!
Jeśli wierzyć mojemu mężowi, ona nie prowokowała go, nie zachęcała do niczego, ale z drugiej strony powinna kategorycznie zakończyć znajmomość gdy dowiedziała się o żonie.
Chociaż właściwie to mój mąż nie powinien tego ciągnąć, no i w ogóle zaczynać.
Dziś pierwszy dzień po tej decydującej rozmowie będą się widzieć w pracy. A ja wariuję!
to trudny dzien. Sprobuj sie wyciszyc. Nie wypytuj meza , jak wroci.
Wiesz, tak mysle , jak ja bym reagowala, bedac na miejscu Twojego meza...i sadze, ze takiego wypytywania :"co bylo", "jak bylo", "o czym rozmawialiscie dzis", "czy WOGOLE rozmawialiscie" itp.
bardzo bym nie chciala...
Dziś pierwszy dzień po tej decydującej rozmowie będą się widzieć w pracy. A ja wariuję!
No i właśnie takie momenty są przerażające, chcemy wierzyć, że jest i będzie dobrze ale niestety nasz mózg nie chce Nam dać spokoju ![]()
Takie sytuacje, takie myślenie Nas po prostu zżera od środka i sprawia, że wariujemy a My nic z tym nie potrafimy zrobić bo to jest silniejsze;/
Doskonale Cię rozumiem i z całego serca trzymam za Was kciuki. I NIE WARIUJ NAM TUTAJ kochana !!!!
popieram pomaranczowa, przeczekaj kilka dni i obserwuj jak sie bedzie rozwijac sprawa...
111 2011-07-18 11:13:59 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2011-07-18 11:14:12)
Dzięki Kochane!
Gdyby nie Wasze wsparcie, to już dawno zamknęli by mnie w pokoju bez klamek!
Smutnamonia
cieszę się że maż podjął w końcu męską i Bardzo właściwa decyzje:) że zostaje z Tobą.
Tak jak pisałam kilka postów dalej opowiadając swoja historię, to że ktoś podjął decyzje to dopiero początek drogi.
My poszliśmy na terapie na początku bardzo nam pomogła- gorzej z ustaleniami które padły na niej...a konsekwencje ciągną się do dzisiaj. Ale to inna para kaloszy.
Najważniejsze jest to abyście ze sobą rozmawiali o wszystkim i głośno i wyraźnie mówili o swoich uczuciach.
A rada dla Ciebie jeśli naprawdę chcesz zacząć od nowa- nie wypominaj, nie wracaj do tego co było, nie rozpamiętywuj bo zwariujesz..wiem co mówię. Teraz to co jest Wam bardzo potrzebne to wyjazd daleko od miejsca zamieszkania, pracy...macie byc razem...i od tego momentu tylko razem.
Ty , On wasze dziecko i nikt więcej.
A co do starania się - jak mówi tekst piosenki - " Bo to tanga trzeba dwojga..." tak i tu trzeba starań dwojga....zaskakiwać się mile nawzajem, nie tylko w seksie...ale w życiu codziennym. Dbaj o siebie i niech Twój maż widzi że inni mężczyźni zwracają na Ciebie uwagę....
Będę mocno trzymała kciuki i wierzę że jeśli obydwoje chcecie być razem to Wam sie uda.....
Masz rację Manolko, że rozpamiętywanie to najgorsze co mogę zrobić!
Mąż nie powinien oglądac mnie ciągle smutnej i zapłakanej. Bo jego poczucie winy będzie ciągle rosło i nie będziemy mogli się z tego otrząsnąć!
Na wyjazd musimy jeszcze trochę poczekać, ale faktycznie wyrwanie się z naszego środowiska na pewno nam pomoże.
Dzięki za dobre słowa, i ja również będę trzymała kciuki za Ciebie!
... powiem tak.. jesteś ( tak to określę) lepsza od niej i to musisz swojemu mężowi okazywać każdego dnia...( mimo, że on to wie)..czyli bądź właśnie uśmiechnięta, szalona w łóżku, spokojna... niech mu będzie z Tobą jeszcze lepiej niż było.. niech ma spokój a nie zrzędzenie..a nie wyciąganie trudnych tematów.. .. trzeba sie uczyc od kochanek moje miłe...;-))) one nie forsują z facetami problemów...one są przyjemnością... mnie mąż zdradził po 16 latach bycia razem ... dałam mu szanse.. zmarnował ją.... i .. bardzo dobrze ;-))) z perspektywy czasu... dobrze sie stało...
... czyli bądź właśnie uśmiechnięta, szalona w łóżku, spokojna... niech mu będzie z Tobą jeszcze lepiej niż było.. niech ma spokój a nie zrzędzenie..a nie wyciąganie trudnych tematów.. .. trzeba sie uczyc od kochanek moje miłe...;-))) one nie forsują z facetami problemów...one są przyjemnością...
...hmm... jednym słowem mężowi smutomani, należy jeszcze nagroda ?
Koniecznie ! Niech mu dziewczyna pyłki spod nóg wymatata, żeby tylko księciuniowi było wygodnie. Co tam ona... boli ? Niech cierpli w milczeniu, bo on widząc ją smutną, może poczuć lekki dyskomfort... ![]()
a ja jednak bym się bała? czy znowu to zrobi, a jak zmieni pracę, gdy ktoś kogoś kocha to nie powinien zdradzać. Całe życie w niepewności, mój nie zdradził ale gdyby to zrobił myślę że bym odeszła nawet jeśli nas tak dużo łączy. Żyłabym w niepewności, braku zaufania, myślami bym zastanawiała się czy rozmawia z nią czy inną. A ten czas gdy czekałaś żeby dał Ci odpowiedz - sądzę, że gdyby Cię mocno kochał dał by Ci od razu odpowiedź, a ona gdyby była rozsądna i "wrażliwa" - jak to napisałaś dawno by się z nim rozstała.
117 2011-07-20 11:43:04 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2011-07-20 11:49:52)
///...hmm... jednym słowem mężowi smutomani, należy jeszcze nagroda ?
Koniecznie ! Niech mu dziewczyna pyłki spod nóg wymatata, żeby tylko księciuniowi było wygodnie. Co tam ona... boli ? Niech cierpli w milczeniu, bo on widząc ją smutną, może poczuć lekki dyskomfort... ![]()
///
nie ... lepiej jak będzie pokazywała mężowi zapłakane oczy... że będzie kwasiła i chmurzyła się codzień.. fajnie.. a kto mówi o nagrodzie dla męża.??? mają być razem i chyba nie polega to na udawadnianiu sobie kto bardziej cierpi, kto bardziej winny itd.. ma byc im dobrze skoro była taka decyzja, że tworza dalej związek, rodzine........
chyba, że ma to ich bycie razem polegać na zasadzie " to ja Ci teraz pokaże"
Postępowanie w takiej sytuacji jest cholernie trudne!
Nie ma na to jednoznacznej recepty, metody!
Ale staram się wierzyć w to, że nam się uda!
Oczywiście, że jest lęk o to, czy ponownie nie będzie mnie oszukiwał. Musi upłynąć wiele czasu, mąż musi pokazać, że się stara.
Wiele razy będzie musiał mi udowadniać, że mu na mnie zależy. Na ponowne zaufanie będzie musiał zapracować.
Nie chcę męża bronić, ale widzę, że się pogubił, wiem, że nie szukał przygodnych znajomości. To się po prostu wymknęło spod kontroli. Oczywiście, że mam żal o to, że nie wycofał się na początku, że nie zaświeciła mu się czerwona lampka w głowie. No i to, że tyle czasu myślał co dalej!
To wszystko boli, strasznie boli i on o tym wie!
Dlatego powiedziałam stanowczo, że bez terapii małżeńskiej się nie obejdzie! Musimy wypracować sobie jakąś metodę! Jestem typem depresyjnym i po prostu ciężko mi z tym problemem. Łapię się na tym, że rozpamiętuję te wszystkie bolesne chwile, które mi zafundował.
A i mężowi przyda się porada, co ma robić, aby udało się zapomieć o tamtej.....
Boję się tylko, czy to jest możliwe???
119 2011-07-20 13:45:25 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-07-20 13:48:53)
Dla mnie to są rzeczy nie do zapomnienia i życia sobie po czymś takim nie wyobrażam, po co się męczyć. Jeszcze takie wahanie. O ile dobrze zrobił, że ci powiedział. Jakby kochał to pewnie by nie doszło do takiej sytuacji. Nie powiedziałby nawet jakby się zauroczył, nie utrzymywałby kontaktu bo by go nie nawiązywał i przede wszystkim chyba by się nie wahał. Czy ktoś kto kocha waha się żeby wybrać? Waha się żeby wybrać między znaną już długo żoną i rodziną czy nowo poznaną siksą?
Łatwo nie będzie ale nie poddałaś się do tej pory więc nie poddasz się dalej.. Ty chcesz być z nim więc najtrudniejsze raczej za Wami. Teraz właśnie trzeba sie skupić na tym żeby tego nie spaprać.. ;-))) dlatego napisałam, że nie lej łez, bądź dla niego szczytem doskonałości. Wiesz z jakiego powodu również? żeby nie żałował, że nie wybrał tamtej...
oprócz rozwodu, doświadczyłam jeszcze jednego w związku z mężczyzną.. obecnym moim mężem... Poznaliśmy się, zaistniało szaleństwo i zawirowało naszym życiem.. jak to zwykle bywa.. i nagle to wszystko zostało przerwane przez telefon ( którego nigdy miało nie być) eks mojego faceta... zamieszała nam strasznie... nie będe sie tu rozpisywała jak... dałam mu wybór..."rób co uważasz, wybierz".. i uśmiechałam się, stwarzałam pozory, że nic sie nie dzieje ( a działo się.. płakałam starsznie, bolał mnie każdy centymetr duszy i ciała).. wiedziałam ,że to ona będzie forsowała z nim temat bycia ........ Zdecydował dość szybko... stanowczo... i za to jestem mu wdzięczna.. i z siebie dumna, że dałam radę.. a wiesz dlaczego? bo go kochałam..;-))))
I dlatego, że kocham pragnę ratować to małżenstwo!
Podobne myślę, że powinnam być super, żeby wiedział, że mógł stracić świetną kobietę!
Muszę być silna!
I dlatego, że kocham pragnę ratować to małżenstwo!
Podobne myślę, że powinnam być super, żeby wiedział, że mógł stracić świetną kobietę!
Muszę być silna!
i o to własnie chodzi !!! tak trzymaj...
Dla mnie to są rzeczy nie do zapomnienia i życia sobie po czymś takim nie wyobrażam, po co się męczyć. Jeszcze takie wahanie. O ile dobrze zrobił, że ci powiedział. Jakby kochał to pewnie by nie doszło do takiej sytuacji. Nie powiedziałby nawet jakby się zauroczył, nie utrzymywałby kontaktu bo by go nie nawiązywał i przede wszystkim chyba by się nie wahał. Czy ktoś kto kocha waha się żeby wybrać? Waha się żeby wybrać między znaną już długo żoną i rodziną czy nowo poznaną siksą?
No cóż, siksą to ona nie jest. Młodsza ode mnie może ze trzy lata...
Nie miałabym takich dylematów - być czy nie być razem, gdyby w naszym związku działo się źle....
Może ktoś powiedzieć, że gdyby w związku było dobrze toby nic takiego nie zdarzyłoby się.
Ale muszę wierzyć, że jeśli między nami jest jednak uczucie, to warto walczyć....
Siksą w sensie inną.
Jesteś silna, jestem z Tobą.
///Nie miałabym takich dylematów - być czy nie być razem, gdyby w naszym związku działo się źle....
Może ktoś powiedzieć, że gdyby w związku było dobrze toby nic takiego nie zdarzyłoby się.
Ale muszę wierzyć, że jeśli między nami jest jednak uczucie, to warto walczyć..////
ufaj sobie i swojej intuicji.. Ty najlepiej wiesz jaka więź jest między wami i na ile warto o to walczyć ;-))
Łatwo nie będzie ale nie poddałaś się do tej pory więc nie poddasz się dalej.. Ty chcesz być z nim więc najtrudniejsze raczej za Wami. Teraz właśnie trzeba sie skupić na tym żeby tego nie spaprać.. ;-))) dlatego napisałam, że nie lej łez, bądź dla niego szczytem doskonałości. Wiesz z jakiego powodu również? żeby nie żałował, że nie wybrał tamtej...
I dlatego, że kocham pragnę ratować to małżenstwo!
Podobne myślę, że powinnam być super, żeby wiedział, że mógł stracić świetną kobietę!
Muszę być silna!
Jesteś silna i mądra. Wiesz co dla Ciebie jest najważniejsze i tego się trzymaj.
Za uczciwość męża odpłacasz się zrozumieniem, choć to boli. Nie daj sobie wpierać żadnych innych opcji. Ty wybrałaś świadomie. Niech żadna zraniona duma nie zaciemnia Ci twych pragnień. Bądź wspaniała RÓWNIEŻ sama dla siebie, bo jesteś bardzo rozsądna i myśląca dziewczyna. Nikt za Ciebie twego życia nie przeżyje ani konsekwencji za decyzje nie poniesie.
Bądźcie szczęśliwi i budujcie od nowa. Warto, gdy jest wzajemna miłość. Życzę sił ![]()
Wielkie dzięki za słowa wsparcia i otuchy!
Pewnie nie raz bedę miała huśtawki emocjonalne, ale na Was zawsze mogę liczyć!
Dziękuję!
Smutnamonia jak ja cię dobrze rozumiem.Jestem mężatką 13 lat ,przez 10 lat było wszystko dobrze ,bardzo dużo pracowaliśmy by mieć to co mamy często kosztem chwil z dziećmi chociaż były ze mną przez cały czas to nie miałam dla nich czasu.Nagle źle się poczułam i okazało się że to nowotwór złośliwy .Walka o szpital ,o pomoc i ratowanie życia .Było bardo źle ,liczyły się godziny ale udało się dzięki mężowi .Walczył o wszystko bym tylko żyła. Dbał pocieszał zajmował się wszystkim.Mnie przerażał mój widok w lustrze bez włosów pokaleczona ale żyłam.Kiedy było już dużo lepiej a ja ciągle byłam słaba to wszystko zaczęło go przerastać,zaczął się oddalać.Mijały miesiące i było coraz gorzej ,brak czasu ,nierozstawanie się z komórką ciągłe pretensje odpychanie mnie .Czułam się jak trędowata mimo że wyglądałam już dobrze ,nie mógł na mnie spojrzeć na mój widok dostawał drgawek ,często odmawiał sexu.Wtedy wzięłam komórkę i zobaczyłam miłosne esemesy .Myślałam że umrę ,powiedział że sypia z nią już pół roku że próbowali to skończyć gdy jej mąż się dowiedział ale nie mogą bez siebie żyć.Ja zaczęłam go błagać by mnie nie zostawiał byłam od niego uzależniona i nie chciałam umierać w samotności ,powiedział że nigdy by mnie i dzieci nie zostawił i że nadal mnie kocha ,ale ta myśl że nie potrafią bez siebie żyć strasznie bolała. Kazałam mu z nią zakończyć zrobił to ale nie zapomniał a ja cały czas cierpiałam .On chciał żebym w końcu zaczęła myśleć tylko o sobie żebym dla siebie była najważniejsza i bym była silna.Codziennie myślałam czy on ze mną będzie jeszcze szczęśliwy a on odpowiadał że to ja mam być szczęśliwa. Nowe ubrania sexi bielizna dziki sex to dawało mi poczucie wartości to samo czułam dokładnie co ty .Czekałam cierpliwie aż mu przejdzie mimo że mówił że się nie zmieni ,ale się z nią nie spotykał bo tak mi obiecał.Było coraz lepiej, bolało bardzo szczególnie myśl o niej ale myślałam mniej.Byłam silna i to najbardziej mężowi zaimponowało widziałam że jest ze mnie dumny ale o niej nie chciał mówił czułam że nie zapomniał ,ale zaczął się zmieniać na lepsze.Zapytałam czy kiedyś usłyszę że potrafi żyć tylko ze mną,nie usłyszałam odpowiedzi .Mimo to walczyłam dalej.Minął kolejny miesiąc i zobaczyłam że ona nadal pisze on odpisał że nie ma czasu.Postanowiłam że to będzie ostatni dzień i sex z wielkiej miłości.On nic nie wiedział ale całą noc przytulał się do mnie ,a rano gdy powiedziałam że ja już tak dłużej nie mogę on przepraszał że tak mnie skrzywdził i obiecał że zmieni się dla mnie że się z nią po wszystkim nigdy nie spotkał że to ona pisała.Teraz czuję że naprawdę jestem najważniejsza że mnie kocha i że ona przestała się liczyć .Teraz staramy się oboje może nie wyjdzie ale ja będę miała poczucie że zrobiłam wszystko.Kocham go ale nie już ponad wszystko.Minęło już przeszło trzy miesiące w sierpniu jedziemy na urlop ,wybaczyć wybaczyłam ale zapomnieć nie zapomnę nigdy.Trzymaj się i walcz jeśli uważasz że warto, po rozstaniu też nigdy nie zapomnisz ,decyduj sama tak jak chcesz to powinna być tylko twoja decyzja.Ja walczyłam dla siebie i dzieci nie dla niego .Na razie jestem szczęśliwa ,jeżeli to jeszcze możliwe.Choroba dużo mnie nauczyła.Przytulam cię mocno.
Droga Nino!
Ze łzami w oczach przeczytałam Twoją historię. Wielki dramat! Przede wszystkim walka o życie, a potem o własne szczęście!
Dlaczego mężczyźni w takich ważnych chwilach w życiu zawodzą?
Był przy Tobie, gdy walczyłaś o życie, a potem tak okrutnie zawiódł! To tak jakbyś usłyszała, że choroba wraca!!
Straszne jak kobieta potrafi się upokorzyć dla faceta, robić różne rzeczy tylko dlatego aby go zadowolić, aby zdobyć jego akceptację!
A powinnyśmy być przede wszystkim sobą, bo przecież takie nas kiedyś pokochali!
Podziwiam Cię, że byłaś tak silna pomimo tylu dramatycznych chwil! I nie poddajesz się!
Ja cały czas mam wątpliwości, czy warto walczyć, chociaż kocham go jak wariatka! Nawet nie wiedziałam, że aż tak mocno!
Boję się, że nigdy o niej nie zapomni!
Najgorsze, że gdy mi powiedział o wszystkim to tak jakby swój ciężar zrzucił na mnie. Co prawda nie spali ze sobą (podobno), ale ja i tak czuje się zdradzona. Istnieje coś takiego jak zdrada emocjonalna.
Są chwile, że myślę, że wszystko się poukłada, a są i takie, kiedy wątpię w jakikolwiek sens tej walki!
My również w sierpniu jedziemy na urlop. Obiecałam sobie, że nie będę smutna, będę używać życia, bawić się i cieszyć z tych wakacji! Może sobie przypomni za co mnie kiedyś pokochał!
Trzymaj się cieplutko! Myślami jestem z Tobą!
Boże jakie to wszystko popieprzone. W imię czego my się tak staramy, po co?
Ja już nie widzę sensu, nawet w łóżku nie ma rozrywki, od około roku służy tylko do spania. Beznadzieja.