netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Kochać swój toksyczny związek

421 odpowiedzi36 956 wyświetleńzałożony przez Merry, 25.06.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Kochać swój toksyczny związek

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 422 ]

196

Odp: Kochać swój toksyczny związek

jasmi1 - wydaje mi się, że mnie nie rozumiesz. Ja już nie chce go zmieniać. Nie chce nic wiecej. Chce mieć juz swiety spokój. I tak sobie obiecałam, że pójde na to spotkanie 5 wrzesnia. A z tym, że od Niego nie odejde, możliwe  że masz racje. Tyle że ja dopiero całkiem niedawno uświadomiłam sobie, że nasz związek nie jest dobry. Wiec czuje duży progres jeśli chodzi o moje myślenie. I nie chce go skrzywdzić, bo kiedyś mnie tak skrzywdzono i jest to ból rozrywający klatkę piersiową. I nie rozumiem co oznacza, że ja manipuluję kimś ? Chodzi Ci o to,że te moje wszystkie zabiegi są po to by bardziej cierpieć, czy po to by ktoś się nade mną uzalał czy co ? Bo nie powiem, ale zaciekawiłaś mnie tym stwierdzeniem tym bardziej (tak jak mówisz), że wszystkie kobiety kochające robią to samo co ja... Tylko, że w tym momencie się pogubiłam i nie wiem co to jest ta "manipulacja" z mojej strony. Jeśli mogłabyś napisz mi jeszcze tylko to. Zwróce na to uwagę.

Ps. Mogę powiedzieć smiało, że jestem bardzo reformowalną osobą jeśli ktoś do mnie mądrze mówi...

197

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Merry napisał/a:

Ne wiem od czego w ogóle zacząć... Przyjechał wczoraj, wykąpał się i położył. Chwile rozmawialiśmy- właściwie nie było nawet o czym... Oglądaliśmy film a on tulił się do mnie, całował mnie po rękach... był taki szczęśliwy. Jak ja się czułam ? No właśnie nic nie czułam. Chciałam by przestał... Denerwował mnie chyba. PO czym nagle pocałował mnie w policzek i szepnął do ucha "Kocham Cię". Pocałowałam go w usta i w głowie miałam jedną myśl "Jak mam Ci odpowiedzieć, że ja Ciebie nie ?"... Myślałam że uda mi się przemilczeć, ale czułam presje z jego strony i powiedziałam "Ja też". A On na to " Ale co ?"... I ciągnął za język... Odpowiedziałam "Kocham...". Potem wtulił się we mnie... Dobrze, że nie widział tych łez w moich oczach. Czułam się fatalnie. Jakbym go okłamała... Z resztą właśnie tak było. Czuje się jak potwór, który ma swój plan i pozwala swojej ofierze na nieświadomość. Czuje jakbym go ciągle okłamywała. Nie umiem być dla Niego już nawet miła. Nie umiem z nim rozmawiać, przytulić się... Nawet w nocy denerwuje mnie Jego dotyk... Źle mi z tym okropnie...
Chciałabym móc mu powiedzieć wszystko... I nie wiem, czy we wtorek nie będę musiała. Bo już dłużej tak nie dam rady. Tak strasznie mi się pozmieniało w głowie, że aż źle się ze sobą czuje. Teraz nawet chciałabym go kochać, żeby pozbyć się tych wszystkich przykrych myśli. Patrzę na Niego i już nic nie widzę. Nawet przeszkadza mi to w jaki sposób siedzi, w jaki sposób je, patrzy się... Okropne sad Czuje się jak ostatnia świnia. Jak można tak człowieka okłamywać ? Mam mega doła i nie umiem sobie z tym poradzić. Czuje, że już dziś nie wytrzymam i napiszę mu smsa... Nie wiem czy to dobry pomysł. Boooże, ja już jestem tak tym zmęczona. Ryczeć mi się chce. Nie dam rady z nim dłużej być. A coś wewnątrz mnie mi mówi, że muszę zostać. To jest tak chore sad ... Dziewczyny, błagam powiedzcie mi coś sensownego ...

Ps. Zastanawiam się czy ja potrzebuje tej terapii. Nie czuje się już kobietą uzależnioną i kochającą za bardzo. Właściwie mogę powiedzieć, że Wy zrobiłyście mi niezłe (pozytywne) pranie mózgu. Przecież jeszcze miesiąc temu (jak zakładałam wątek) moje myślenie było 90% inne. I wiem, że jeszcze wtedy ... wydawało mi się, że go kocham, że zmienie... sad

Ps. przepraszam za nadużycie słowa "czuję" smile

?????????

Poczytaj swoje wypowiedzi jeszcze raz . I sama sobie odpisz. Merry ...
poczytaj tak jakbyś to nie Ty pisała.

Łatwiej będzie Ci się ocenić, twoje postępowanie.
Potraktuj wypowiedź Meggs jak ostrzeżenie , że tak może się to skończyć za niedługo , owszem w Twoim temacie opisała swoje przeżycia , ale czy one tak bardzo się od siebie różnią???
Odnosze wrażenie ,że forum traktujesz tylko jako pamiętnik, a przyjmujesz do świadomości tylko wypowiedzi rzędu "Och Merry..."

Z czystej sympatii Ania

198

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Aniaaaa29 - nie traktuje w ten sposob forum. Po czesci kiedyś czuje, że bede potrzebowała to na nowo przeczytać by sobie przypomniec dlaczego odeszłam. To forum mi pewne rzeczy uświadomiło... I teraz czuje się głupio, że tutaj piszę, ale czuje sie po prostu po cześci rozumiana i pchana w odpowiednią stronę. Nigdy nic tak na mnie nie wpłynęło jak słowa osob ktore tu piszą.

199

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry, czytam Twoją historię i zupełnie nie rozumiem. Skoro go już nie kochasz, to dlaczego raz na zawsze nie zakończysz tego dziwnego związku. Postaw się na jego miejscu, czy chciałabyś być z kimś, kto nie darzy Ciebie miłością? Czy chciałabyś, żeby wyznawał Ci miłość, chociażby tego uczucia w ogóle w Twoją stronę nie odczuwał? Czy chciałabyś, żeby Cię dotykał, chociaż Twój dotyk byłby dla niego wstrętny, obrzydliwy, a może nawet uwłaczający? Nie rozumiem, jak można kogokolwiek tak oszukiwać. Prawda czasami boli, ale jest lepsza od najwygodniejszego kłamstwa.

200

Odp: Kochać swój toksyczny związek

akinom - kiedyś odpowiedziałabym na Twoje pytanie "tak". Bo P. właśnie kiedyś ode mnie odszedł bo powiedział, że juz mnie nie kocha... I chyba za ostro to ujęłaś. Nie czuje do niego wstrętu... Może ja też źle to ujęłam. Po prostu się wszystko wypaliło. A boje się mu powiedzieć prawdy. I wiem, że jestem okropna... we wszystkim co robię. ku..wa.

201

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Merry napisał/a:

Aniaaaa29 - nie traktuje w ten sposob forum. Po czesci kiedyś czuje, że bede potrzebowała to na nowo przeczytać by sobie przypomniec dlaczego odeszłam. To forum mi pewne rzeczy uświadomiło... I teraz czuje się głupio, że tutaj piszę, ale czuje sie po prostu po cześci rozumiana i pchana w odpowiednią stronę. Nigdy nic tak na mnie nie wpłynęło jak słowa osob ktore tu piszą.

To może to na Ciebie wpłynie.
Upokażasz Siebie w tym związku, myślę , że Twój partner czuję ,że nie jesteś z nim z miłości.
Znasz powiedzenie ,że "jeśłi sama Siebie nie uszanujesz nie zaznasz szacunku od innych"

?

To boli Ciebie w tym związku? Brak poszanowania? oczywiście między innymi.

202

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Napisałam mu smsa... Czuje jakby grunt z pod nóg mi się osuwał. Czas przyjąć to wszystko na klatę. Będę cierpieć ale muszę jakoś dac sobie radę... Napisze później...

203

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Merry napisał/a:

Napisałam mu smsa... Czuje jakby grunt z pod nóg mi się osuwał. Czas przyjąć to wszystko na klatę. Będę cierpieć ale muszę jakoś dac sobie radę... Napisze później...

Masz prawie 25 lat Merry.
Rozstanie boli i to jest nieuniknione. Kwestia w tym aby przetłumaczyć sobie ile możesz zyskać , a nie skupiać nad tym co straciłaś. Tak naprawdę nie tracisz tylko zyskujesz. SZANSĘ
Nie warto traktowac rozstania jako porażkę , potraktuj to jako sukces do lepszego życia.
Smsy ... rozstań się z nim naprawdę nie wirtualnie.

204

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Próbowałam wiele razy się z nim rozstać w 4 oczy i nigdy to dobrze się dla mnie nie konczyło. Ale tak czy siak z pewnością rozmowa jest nieunikniona.
napisałam mu smsa mniej wiecej takiego "P. wybacz, ze teraz to do Ciebie piszę, ale nawet nie było okazji porozmawiac o tym. Jestem zmęczona już naszym związkiem. od kąd dałam Ci kolejna szansę, źle sie czuje. Wypaliło sie miedzy nami. Nie chce Cię skrzywdzić i dlatego uwazam ze powinnam była ci to napisać. Postaraj sie mnie zrozumiec".
Myslałam, ze odpisze cos co mnie złamie... ale dobrze sie stało.  Odpisał " Bo Ty chcesz tylko brać a nic nie dajesz. jakbys wiedziala jak sie czuje zrozumialabys ze teraz jestem sparalizowany. Ty mnie tez pieknie ostatnio zjechalas (przyznam ze nie wiem o czym on tutaj napisał ???) ale ty tego w ogole pod uwage nie bierzesz.Kotu wiecej czulosci okazjesz niz mi. a tak nawiasem mowiac moglas napisac po mojej pracy. egoistka"
Mogłabym mu odpisać, że jestem zimna, bo nic już nie czuje... ale komentarz zostawiłam dla siebie. I nic nie odpisałam.
Chyba i jemu i mi pomoże to odejście. On tez sie ze mną męczy.
Pewnie nastepna wiadomosc na forum napisze dopiero jutro... zobaczymy co sie wydarzy.

205

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry, spotkaj się z nim, pogadaj w 4 oczy. Bądź twarda i nieugięta. On musi zobaczyć, że Twoja decyzja jest nieodwołalna.
Na pewno jesteś osobą kochającą za bardzo, widać to było po Twoich postach, dlatego dobrze, że pójdziesz na tę terapię. Mam nadzieję, że ona bardzo wiele Ci uświadomi i Twoje życie zmieni się na lepsze. Tego Ci życzę.

206

Odp: Kochać swój toksyczny związek

A mi się wydaje, że spotkanie w 4 oczy nic nie da. On zacznie słodzić jak zawsze i nasza Merry popłynie. Pięknie napisane - on oczywiście zagrał atakiem (bo umie albo tak, albo na litość). Nazwał Cię egoistką i brawo!! Masz prawo myśleć również o sobie a nie ciągle i ciągle o nim... Nie dziwie się, że więcej uczuć okazujesz kotu - on przynajmniej umie odwdzięczyć się za opiekę i obecność, nie to co P!!
Proszę Was... To Ty masz się jeszcze dostosowywać do momentów kiedy chcesz do niego napisać? A co on takiego robi, że smsa nie może odebrać? No wiesz co - to już szczyt głupoty z jego strony!!
Jasne tylko bierzesz... Pytanie co? No chyba że mowa o obelgach, o ciosach fizycznych i psychicznych...

Jezu ale ten facet obraca kota ogonem aby wyszło na niego i to abyś TY go przepraszała i czuła się winna... Widzisz Merry jego sms ukazał, że ZAWSZE MUSI BYĆ PO JEGO MYŚLI... Sama zauważ - Ty masz się liczyć z nim (on już nie musi), Ty masz pisać do niego w wyznaczonych godzinach (w innych nie, ciekawe co gdybyś miała wypadek - również opier** byś zebrała?). Dalej skupia się tylko na uczuciach jakie Ty miałaś mu dawać (o swoich względem Ciebie nie wspomniał).

To idiota, który widzi czubek własnego nosa i tylko to się dla niego liczy! W swojej odpowiedzi nie zwrócił się ani jednym słowem dotyczącym Twojej osoby (tej cierpiącej) tak mu na Tobie zależy - widać właśnie. A Ty i owszem pisząc "Nie chce Cię skrzywdzić i dlatego uwazam ze powinnam była ci to napisać" to było ewidentnie skierowane Twoje zainteresowanie względem jego osoby pokazujące, ze kurcze chcesz wobec niego być fair... Cholera a on co?

Merry przejrzyj na oczy to idiota i debil... Nie zasługuje na żaden Twój ruch. Radzę Ci nie spotykaj się z nim, nie odpisuj, nie odbieraj połączeń. Swoim milczeniem pokaż, że zakończyłaś ten pseudo związek i tego się trzymaj...

207 Ostatnio edytowany przez jasmi1 (2011-08-15 22:12:59)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry , w zadnym razie nie odbieraj moich postow jako atak,
Jako kobieta kochajaca za bardzo wiem , ze tylko stanowcze uswiadomienie drugiej kobiecie , ze jest chora dziala.
Nie docieraja do niej  do niej zadne stwierdzenia typu: Jak ty to mozesz znoscic?
gdzie twoj wlasny szacunek?
O tyle dociera , ze czuje sie jeszcze gorzej. Ale to wcale do niej nie przemawia ze moze zakonczyk taki zwiazek.
Kobieta ktora kocha za bardzo bedzie zawsze temu zaprzeczac ze ta choroba ja dotyczy.
Widzisz Marry - jak zauwazylas ja caly czas podkreslam ze to ty masz problem.
gdy mi to pierwszy raz powiedziano, to bylam tak oburzona ze chcialam wysjc z gabinetu, w koncu poszlam tam o porade i przez godzine oczywiscie mowilam o moim facecie co z nim jest nie tak ..
Marry pierwsza i najwazniejsza  pomoca dla Kobiety kochajacej za bardzo jest uswiadomienie jej , ze to jest choroba i to postepujaca, i cierpi na nia wiele kobiet.
Niemozliwe jest tez przy twojej negacji tego schorzenia zebys mogla sama sobie pomoc.
Sama terapia  bez wsprcia i to wielkiego nie daje gwarancji.
Dlatego tak wazna jest pomoc , najlepiej drugiej kobiety ktora ma to juz za soba.
Kiedy kobieta konczy taki chory zwiazek, w jej zyciu powstaje taka pustka ze nic nie jest w stanie jej zapelnic
A.Alkoholicy maja np. "sponsora" - jest to osobo ktora w najciezszych twoich momentach leczenia jest twoim wsparciem.

Robin Norwood

" Kochac za bardzo to nie znaczy bynajmniej kochac za wielu, za czesto czy za gleboko.Kochac za bardzo to popasc w obsesje i nazwac ja miloscia, a nastepnie pozwolic, by owladnela naszymi uczuciami i zachowaniem do takiego stopnia, ze nie potrafimy odejsc od mezczyzny doskonale zdajac sobie sprawe, ze ma to rujnujace skutki dla naszego zdrowia psychicznego i fizycznego. Kochac za bardzo to mierzyc milosc rozmiarami naszych meczarni"

Merry , duzo czasu mi zajelo zrozumienia jak potrafilam manipulowac swoim facetem, swoja rodzina i przyjaciolmi.
Ale nie namieszaj sobie teraz w glowie.
jezeli wytrzymasz rozstanie i pojdziesz na spotkanie to dojdziesz do tego praca sama nad soba.
Czekaja cie bardzo ciezkie chwile.
Kobiety chore, naprawde cierpia niewyobrazalne meki po zakonczeniu zwiazku.
Bol jest tak wielki , ze czesto KKZB wola wrocic do destrukcyjnego zwiazku niz znosci go dalej.
Ale to droga do nikad.
Nie zostawiaj sobie tez otwartych furtek,
pamietaj jezeli chcesz zaczac walczyc o siebie to, warunkiem jest "odstawienie" a to oznacza totalny brak kontaktu, widzenia sie czy zalatwiania jeszcze ostatnich spraw.
Sama wiem jakie to trudne, po wlasnych probach zakonczenia zawsze przypominalo mi sie ze w domu u niego zostawilam jakas sukienke a to kosmetyk a to jeszcze inna sprawa "niedokonczona" wymyslalam setki scenariuszy.. uwierz musisz zapanowac nad tym i to sie udaje!
W kazdym razie gdybys tylko potrzebowala wsparcia kogos kto to przerobil mozesz do mnie napisac na priv.

Trzymaj sie cieplo!

Kopiuje ci tez dobry artykul, przeczytaj raz, a pozniej jeszcze raz...

Uzależnienie kobiety od mężczyzny,
czyli syndrom "kochania za bardzo"

Uzależnienie najczęściej kojarzy nam się z alkoholizmem i narkomanią. Powszechnie znane są zgubne konsekwencje tych nałogów, wiadomo, że prowadzą do destrukcji zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Życie alkoholików i narkomanów to równia pochyła nieuchronnie prowadząca do przedwczesnej śmierci. Dla osób, które uświadomiły sobie swoje uzależnienie i chcą z niego wyjść, oferta pomocy jest szeroka. Istnieje wiele poradni psychologicznych, specjalizujących się w problematyce alkoholizmu i narkomanii, a także książek i witryn internetowych poświęconych tym nałogom.

Od jakiegoś czasu jednak tematyka uzależnień ujmowana jest w szerszym kontekście. Nałogiem może być nie tylko alkohol, czy narkotyki, ale także seks, hazard, Internet, czy gry komputerowe. Odkryto, że przyczyny i skutki, a także objawy uzależnienia we wszystkich przypadkach są bardzo podobne. Badania naukowe, stwierdzające podobne zaburzenia w funkcjonowaniu neuroprzekaźników u osób uzależnionych, tylko to potwierdziły.

Mężczyzna jak narkotyk

Dla kobiety czynnikiem uzależniającym może być mężczyzna. Literatura psychologiczna dotycząca tego problemu jest dość skąpa, nie dziwi więc, że bardzo wielu terapeutów nie zna jego istoty. Będąca w depresji kobieta, która cierpi, ponieważ jej życie z partnerem się nie układa, najczęściej leczona jest ?objawowo? ? wyciąga się ją z depresji terapią przewidzianą w takich przypadkach, zwykle wspomaganą farmakologią. Nie leczy się natomiast ? tak jak u alkoholików, czy narkomanów ? przyczyny. A bardzo często jest nią specyficzny rodzaj kobiecego uzależnienia ? od mężczyzny.

Na trop istnienia tego uzależnienia psychologowie wpadli stosunkowo niedawno. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku pojawił się termin ?nałogu miłości? (love addiction). Ludzie dotknięci tym nałogiem traktują związek z partnerem jako ucieczkę od swoich problemów, antidotum na wewnętrzną pustkę. Związek taki nie stymuluje do rozwoju osobowości i samorealizacji. Bardzo często w takim związku partnerzy są od siebie uzależnieni wzajemnie, a przez to bardzo trudno go zerwać. Tak jak trudno jest zerwać z nałogiem.

Przełomowym wydarzeniem, które rozpoczęło upowszechnianie wiedzy na temat uzależnienia kobiety od mężczyzny, było opublikowanie w połowie lat osiemdziesiątych przez amerykańską psychoterapeutkę Robin Norwood książki ?Kobiety, które kochają za bardzo?. Pracując w poradni dla alkoholików i narkomanów często kontaktowała się z ich żonami lub przyjaciółkami i próbowała zrozumieć, co te kobiety przy ich uzależnionych partnerach trzyma. Dlaczego, pomimo że doznają od nich tyle bólu, nie odchodzą. Gdy odkryła mechanizmy takiego zachowania, doszła do wniosku, że podobny syndrom dotyka bardzo wiele kobiet, które nie są szczęśliwe w swoich związkach z mężczyznami, niekoniecznie nałogowcami. Nazwała go syndromem ?kochania za bardzo?. Opisuje go w ten sposób:

?Okrutny, obojętny lub przewrotny partner staje się (?) narkotykiem ? kimś, kto pozwala oddalić się od własnego, niespokojnego wnętrza, kto przynosi chwile ulgi i oszołomienia, kimś, bez kogo coraz częściej nie sposób się obejść. Lecz jednocześnie ten sam człowiek jest źródłem innych męczarni, toteż uzależnienie się szybko przybiera postać nałogu.

Zostać sama ze sobą to straszne! To dużo gorzej niż znosić od kogoś (?) upokorzenia! Bo zostać ze sobą to wydać się na pastwę jątrzącego bólu, na który składa się nie tylko przeszłość, ale i aktualny stan rzeczy.?

Na określenie niezdrowych, dysfunkcyjnych relacji między partnerami w związkach używa się niekiedy słowa ?toksyczne?. Toksyny, które wytwarza ten związek, powodują, że kobieta traci poczucie swojej wartości. Czuje się zraniona i upokorzona działaniami mężczyzny, ale jednocześnie nie ma siły, by go opuścić. Żyje w wiecznym stresie, często wpada w depresję. Niekiedy, próbując zagłuszyć swój ból, ?leczy się? alkoholem, burzliwymi romansami, pracoholizmem. Jest sfrustrowana i swoją złość wyładowuje na innych. Nie jest zdolna do racjonalnej oceny życia, które prowadzi, a wszystkie jej działania są reakcją na zachowanie partnera. Za swoje nieudane życie obciąża jego. Wkłada wiele wysiłku, by go zmienić, bo wydaje się jej, że gdy tego dokona, wreszcie będzie szczęśliwa. Czasem to partner ją opuszcza ? cierpi wtedy podwójnie i ma poczucie olbrzymiej niesprawiedliwości, bo przecież ona tak się dla niego poświęcała.

Uzależnienie kobiety od mężczyzny, jak każdy nałóg, wpływa destrukcyjnie na jej życie. Jest chorobą - i to postępującą, która nie leczona ma ujemny wpływ na cały organizm. Robin Norwood w swojej książce określa to dosadnie: ?Kochanie za bardzo może zabić?.

Lęk przed samotnością

Tak naprawdę dopóki kobieta, która cierpi z powodu mężczyzny, koncentruje się na analizowaniu zachowań, wad, czy nałogu swojego partnera i w tym szuka przyczyn swojego nieszczęścia, dopóty nie robi nic w kierunku wyzwolenia się z tych cierpień. Jedyną słuszną drogą prowadzącą do wyzdrowienia jest skupienie się wyłącznie na sobie. Nie chodzi tu o obwinianie siebie za kłopoty w związku, ale o wnikliwe poznanie swojej osobowości. To podstawa do dokonania zmian w swoim życiu.

Powodem, dla którego ?kochająca za bardzo? kobieta tworzy związek z mężczyzną, jest pozbycie się jej paraliżującego lęku przed samotnością. W dzieciństwie nie czuła się wystarczająco kochana, a zabiegając o miłość rodziców przyjmowała na siebie obowiązki nieadekwatne do jej wieku.  Jej rodzice nie byli szczęśliwi i przenieśli na nią swój egzystencjonalny ból. Czasem jej trauma z dzieciństwa jest bardzo poważna - jako dziewczynka była bita, molestowana seksualnie, doświadczała upokorzeń, bądź też była całkowicie opuszczona przez rodziców. W swoim dorosłym życiu taka kobieta odczuwa olbrzymi głód miłości. Wydaje jej się, że zaspokoić go może jedynie związek z mężczyzną. Ale tylko taki, w którym czuje się bezpieczna, w którym odczuwa całkowite zespolenie z partnerem, a więzi między nimi są niezwykle silne. Wydaje jej się, że tylko wtedy ma pewność, że nie zostanie opuszczona.

Całkowite zespolenie z partnerem oznacza rezygnację z samodzielności. Kobieta ?kochająca za bardzo? składa tę ofiarę na ołtarzu miłości. Wymaga jej także od partnera. Ale im bardziej osoby pozostające w związku potrzebują siebie nawzajem, tym rośnie ich wzajemne uzależnienie. Uzależniona od mężczyzny kobieta staje się coraz słabsza, coraz mniej zdolna do samodzielnego życia, a przez to jej lęk przed samotnością się pogłębia.

Mechanizm uzależnienia

Szukając sposobów na zdobycie całkowitej pewności, że partner jej nie opuści, na możliwie silne związanie go ze sobą, kobieta, która ?kocha za bardzo? najczęściej tworzy związek z mężczyzną słabym, niedojrzałym, życiowym nieudacznikiem, czy nałogowcem. Z kimś, komu trzeba pomagać. Uważa, że prawdziwa miłość polega na poświęceniu, dbaniu o dobro partnera i związku, a nie własne. Tak naprawdę jednak jej pomoc nie jest bezinteresowna, ale ma na celu przywiązanie do siebie mężczyzny w taki sposób, by nie mógł bez niej się obejść. Dominując w związku, przejmuje nad nim kontrolę. Staje się zaborcza i stara się tłumić w zarodku jakiekolwiek podejmowane przez partnera próby samodzielności.

Przez osoby z zewnątrz kobieta taka uważana jest za niezwykle silną i pod pewnymi względami jest nią w istocie. Potrafi rozwiązywać najtrudniejsze problemy, nigdy się nie załamuje, a dzięki jej panowaniu nad sprawami materialnymi sytuacja finansowa związku nigdy nie jest zagrożona. Tak naprawdę jednak jej siła jest tylko pozorna. Kobieta, która ?kocha za bardzo? jest bowiem zdolna do konstruktywnego działania tylko wtedy, jeśli ma przy sobie ukochanego mężczyznę. I biada jej, jeśli on to odkryje.

Żaden mężczyzna nie lubi czuć się gorszy od swojej partnerki. Jej nieustanna pomoc rozwija w nim kompleks niższości, poczucie niedowartościowania i braku panowania nad swoim życiem. ?Kochanie za bardzo? przez kobietę wywołuje skutki odmienne od oczekiwanych. Mężczyzna zaczyna się buntować, odczuwać do kobiety niechęć, coraz częściej ją krytykuje i obwinia za swoją słabość. Gdy ma skłonności psychopatyczne, dowartościowuje się poprzez skierowaną przeciwko kobiecie agresję fizyczną czy psychiczną. Często potwierdzenia swojej wartości szuka u innych kobiet.

Kobieta zdrowa, której mężczyzna zadał ból, opuszcza go. Kobieta, która ?kocha za bardzo? jest w stanie znosić wszelkie cierpienia. Tłumaczy się przed sobą, że robi to w imię miłości, walki o związek. Tak naprawdę robi to z lęku przed samotnością, bo nic dla niej nie jest tak straszne, jak wizja rozstania. Mężczyzna, który widzi, że jego partnerka dzielnie trwa u jego boku, wybacza mu agresję, czy zdrady, powtarza swoje zachowania. Zaczyna rozumieć, że jego kobieta, którą uważał za tak silną, tak naprawdę jest słaba i nie potrafi od niego odejść. Sam jednak wciąż jej potrzebuje, więc jej nie opuszcza, ale to on teraz zaczyna dyktować warunki. Toksyczny związek, oparty nie na dojrzałej miłości, a na wzajemnym uzależnieniu, trwa nadal?

Miłość jako cierpienie

Jest jeszcze jeden powód, dla którego kobieta, która ?kocha za bardzo? wchodzi w toksyczne związki z trudnymi mężczyznami. Ci normalni nie dostarczają jej takich przeżyć i emocji, które są w stanie zagłuszyć jej egzystencjonalny ból, oddalić niewygodne pytania o sens życia. Trudny mężczyzna, któremu trzeba pomagać, który wymaga włożenia wysiłku, by go zmienić, staje się dla takiej kobiety owym sensem. Poświęcając mu się całkowicie zapomina o sobie i o własnym życiu. Ale o to jej właśnie chodzi!

To, że kobieta, która ?kocha za bardzo? nie dostrzega zgubnych skutków swojego zachowania, wynika też z faktu gloryfikacji w naszej kulturze cierpienia, jako nieodłącznego elementu wielkiej miłości. Uważa się, że kobieta, która myśli o sobie, o swoich przyjemnościach, jest egoistką. Ta, która w imię miłości zniesie wszystko, za swoją postawę będzie kiedyś nagrodzona. Jeśli nie tu, na ziemi, to w niebie.

Miłość, niezwiązana z cierpieniem i emocjami nie jest interesująca dla scenarzystów, powieściopisarzy, czy autorów tekstów piosenek. Bombardowani obrazami toksycznych związków, przyjmujemy je za swojego rodzaju normę. A jeśli oglądamy szczęśliwą, zakochaną w sobie parę, to zapominamy, że stan zakochania z prawdziwą miłością nie ma nic wspólnego.

?Kochanie za bardzo? powoduje, że kobieta traci poczucie własnej wartości Swoją wartość upatruje w cierpieniu. Czuje, że nie zasługuje na szczęście. Choć okrutny los sprawił, że stała się męczennicą miłości, to musi się z tym pogodzić. Podobnie jak lęk przed samotnością, to masochistyczne podejście do życia ma najczęściej swoje źródło w dzieciństwie.

Powielanie schematów

Toksyczny, oparty na uzależnieniu związek często się rozpada. Mężczyzna, albo nie mogąc znieść ciągłej dominacji kobiety i z chęci odzyskania kontroli nad własnym życiem, albo po tym, jak ją skutecznie upokorzył, odczuwając do niej niechęć i brak szacunku ? odchodzi. Inicjatorką rozstania bywa też kobieta, która nie może już dłużej wytrzymać zadawanych przez mężczyznę cierpień, rozczarowana tym, że jej całkowite poświęcenie się związkowi zostało niedocenione i że jej wysiłki, by partner się zmienił, nie przyniosły żadnych efektów.

Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że po takiej nauczce kobieta, dotknięta syndromem ?kochania za bardzo? zdrowieje - nie ma mężczyzny, to nie ma uzależnienia. Niestety, tak nie jest. Po pierwsze, gdy toksyczny związek się rozpada, cierpienie kobiety trwa nadal. Teraz dopiero przeżywa prawdziwe katusze. Na przemian odczuwa złość, wręcz nienawiść do swojego ex oraz tęsknotę, połączoną z nadzieją, że znowu będą razem. Jej życie znów przepełnia mężczyzna, choć nieobecny ciałem, to obecny duchem. Nie jest w stanie normalnie funkcjonować, odczuwać żadnej przyjemności, robić żadnych planów - wciąż myśli o nim. Często jej obsesja prowadzi do prób nawiązywania kontaktu, różnych rodzajów agresji, śledzenia go, niekiedy do błagalnych próśb o powrót. Jeśli mężczyzna wciąż jest od kobiety uzależniony, bywa, że po jakimś czasie rozłąki ponownie do siebie wracają i na nowo rozpoczynają swój toksyczny ?taniec?.

Jest też inny scenariusz ? kobieta, by przerwać swoje cierpienie, tworzy nowy związek. Niestety, jeśli nie zrozumiała swojego syndromu, to najprawdopodobniej znów w nim będzie ?kochać za bardzo? i uzależniać się od mężczyzny. Jej głód miłości wciąż przecież nie został zaspokojony, a lęk przed samotnością stłamszony. Nałóg rozwija się, tylko narkotyk zmienił swoją fizyczną postać.

Wyjście z nałogu

Kobieta, która uświadomiła sobie swoje uzależnienie od mężczyzny, zrobiła już pierwszy krok. Pojęła, dlaczego tak naprawdę jest nieszczęśliwa i że droga do wyzdrowienia jest tylko jedna ? mozolna praca nad sobą. Mozolna i bardzo trudna, ponieważ gdy na nią wstąpi, co i raz dopadają ją wątpliwości, czy jest ona słuszna.

To, co kobieta, która "kocha za bardzo" przeżywa po rozstaniu z mężczyzną, to typowe cierpienia alkoholika po odstawieniu alkoholu. Cierpi, bo pozostał sam ze sobą, wszelkimi nieprzerobionymi traumami, bezskutecznym poszukiwaniem sensu życia, ze swoimi smutkami i wiecznym przygnębieniem. I jeśli wszedł już na drogę wyzdrowienia wie, ze musi sobie z tym poradzić, bo lekarstwo na swoje dolegliwości, jakiego dotąd używał, tak naprawdę jest trucizną. W chwilach słabości jednak, gdy ból jest nie do zniesienia, przypomina sobie, jak mu było dobrze, gdy alkohol krążył w żyłach i zadaje sobie pytanie - co zyskałem, odstawiając go? Gdy byłem alkoholikiem, miewałem przynajmniej chwile szczęścia, teraz nie mam nawet tego. I wielu alkoholików zawraca ze swojej drogi do wyzdrowienia - znów wpada w nałóg.

Tak można wytłumaczyć u kobiety, która "kocha za bardzo" niezwykle silne chęci powrotu do partnera po rozstaniu. Gdy go nie ma, czuje się nieszczęśliwa, pusta, nic ją nie cieszy. I przypominając sobie te cudowne chwile, które spędzili razem, rodzi się w niej chęć przeżycia ich raz jeszcze. Jeśli jest jednak wystarczająco silna, zapala jej się lampka ostrzegawcza. Przypomina sobie, jaką cenę płaciła za te chwile szczęścia. I aby ze swojej drogi do wyzdrowienia nie zejść, wraca do swojej "pustki" i próbuje ja zapełnić. Stara się nie uciekać od problemów, zagłuszając je alkoholem, bujnym życiem towarzyskim, egzotycznymi podróżami, czy romansami. I choć nie czuje się w takim stanie szczęśliwa, wierzy, ze kluczem do jej szczęścia jest zapełnienie tej "pustki".

Ma oczywiście momenty zawahania, gdy widzi osoby wyglądające na beztrosko cieszące się życiem. Ogarniają ją wątpliwości, czy będzie jeszcze kiedyś tak potrafiła? Osoby takie nie zastanawiają się nad sobą, swoim rozwojem wewnętrznym i traumami z dzieciństwa - one po prostu żyją. A jej się wydaje, że wegetuje. Ogarnia ją wtedy złość na siebie, na swoja słabość. I ta złość jest motorem jej dalszych działań. Idzie dalej.

Przy wychodzeniu z każdego nałogu, także z nałogu "kochania za bardzo" najczęściej potrzebna jest pomoc, mało która kobieta sama daje sobie z tym radę. Tej pomocy trzeba poszukać ? u psychoterapeuty, w grupach wsparcia, w lekturze książek. Całą swoją energię, którą do tej pory kobieta wkładała w związek i w swojego mężczyznę, powinna skoncentrować na swoim wyzdrowieniu.

Zdrowiejąc, kobieta odzyskuje do siebie szacunek i wiarę w swoje możliwości. Nabiera poczucia, że ma prawo do szczęścia. Zaczyna cieszyć się życiem. Uczy się też miłości do mężczyzny, takiej która nie uzależnia, a daje satysfakcję i stymuluje do osobistego rozwoju każdego z partnerów. Wyzbywając się marzeń o wielkiej, romantycznej miłości, znajduje tą prawdziwą i dojrzałą. Taką, która co prawda nie zapewnia niebiańskich rozkoszy, ale za to uwalnia od piekielnych męczarni.

Eugenia Herzyk

208 Ostatnio edytowany przez Merry (2011-08-16 16:03:24)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Zerwałam z nim... Przyszedł po mnie do pracy o godzinie pierwszej w nocy i poszliśmy porozmawiać. Był pięknie ubrany, wyperfumowany (a ostatnio bardzo rzadko dbał o siebie...). Powiedziałam mu to co miałam powiedzieć. I zakończyłam związek...

Ale jak się potem okazało to nie jest takie proste. Ponieważ dzisiaj wpadł (równie genialnie ubrany i wypachniony) do mojej pracy z bukietem róż i powiedział "M. chce Ci dawać kwiaty nie tylko wtedy gdy się pokłócimy. Spróbujmy jeszcze. Proszę...". Przyjęłam kwiaty, dałam mu buzi w policzek. Wsadziłam je do wazonu i usiadłam.
-P. nie wiem co Ci powiedzieć. Targają mną straszne emocje. Nie widzę dla nas przyszłości... (i tu mi przerwał)
-Ale ja widzę ! Przecież miało być tak pięknie ! Najpierw wspólny wypad na węgry, potem jedziemy do Krakowa, odetniemy sie od tego chorego miasta. Zaczniemy życie od nowa. Ja wiem, jestem wręcz pewny, że wszystko się ułoży...Tylko Ty się tak bardzo zmieniłaś...
-Owszem. Zmieniłam się. Ponieważ tamtej M. nie szanowałeś. Ta nie może sobie na to pozwolić.

I taka rozmowa trwała chwilkę. Patrzyłam na Niego, choć nie chciałam. Był taki biedny i bezradny. Nie wiedział czy ma walczyć, jak długo i czy go choć troszkę kocham. Powiedział mi że się dużo zmienił od ostatniego czasu (tamtej kłótni) i że liczył, że dam mu się wykazać i pozwole mu pokazać ,że miłość do mnie go zmieniła. Te słowa bolały jak noże wbite w serce.
Powiedział też, że po częsci pogodził się z tym, że Ja chcę odejść i nie chce mnie już ranić. Poza tym wciąż powtarzał, że nigdy nie chciał mnie zranić a to co robił było nieumyślne. Nie był świadomy jak bardzo mnie skrzywdził i chciałby umieć to naprawić. Sam stwierdził, że boi się, że to nie takie proste. Potem dodał:
-Od ponad pół roku jesteś dla mnie zimna, nieczuła jakbyś zapomniała kim powinniśmy być dla siebie...Ja to rozumiem, bo Cię skrzywdziłem wiele razy. Ale nie chciałem. Tak naprawdę nigdy nie przestałem wierzyć, że nam się uda. Zawsze po kłótni, czekałem na słońce i wiedziałem ze zawsze będzie dobrze... Wydawało mi się, że jestem dobrym chłopakiem. Nie sądziłem, że aż tak zawaliłem wszystko. Ja się nigdy nie poddałem, choć bywały momenty, że już siły nie miałem walczyć o kobietę po której czuć niechęć do mojej osoby.

I tak mnie to strasznie bolało. Bo naprawdę dostrzegłam, że On się starał.Taka zaślepiona byłam patrząc tylko na Jego błedy przez ostatni czas. Zapomnialam już o tym, że mnie wspierał, próbował rozśmieszyć, nie lekceważył... I te wszystkie kłótnie jakby były czymś normalnym. Jak w każdym związku, tylko u nas bardziej "teatralnie".

Nie wiem... jestem rozbita jak nigdy. Przez 5 sekund czuje, że jak wróce to nic się nie zmieni, że tylko przez 3 miesiące bedzie jak w bajce... a następne 5 sekund widzę nas w tym krakowie - szczęśliwych i naprawionych...
Czy naprawdę nie da się tego naprawić ? Może taki "kop" zmieni jego tok myślenia ? Może zacznie traktować mnie jak najważniejszą osobę i rzecz w jego życiu ? Powiedzcie mi... ponieważ mam straszny mętlik w głowie...

Mam wrażenie, że nie znacie go zbyt dobrze. Że może jakbyście poznały to doszłybyście do wniosku, że to dobry i ciepły chłopak, tylko jeszcze nie umie do końca (lub nie wie)jak powinien traktować mężczyzna kobietę ? Skąd moze to wiedzieć, praktycznie w najważniejszym momencie jego życia, ojciec mu zmarł i nie zdarzył go wychować na prawdziwego mężczyznę...

Czuje że nie do końca dobrze zrobiłam nie pozwalając mu sie wykazać... I nie wiem czy nie zmienie zdania... Nie wiem..

-----

Jasmi1... teraz przeczytalam artykuł... po napisaniu tego wątku... Czyli jednak kocham za bardzo. Czyli to co tu opisałam to zwykły syndrom takiej kobiety ? Czyli zdrowa kobieta nie myśli w ten sposób ???

209 Ostatnio edytowany przez Liwia (2011-08-16 16:51:59)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Też z chęcią przeczytałam ten artykuł i co? TO JEST NAPISANE I O MNIE (normalnie szok!) I O TOBIE MERRY! I jak piszesz Merry o swoim facecie to jakbym swój tok myślenia czytała. Nie umiem Ci chyba nic mądrego doradzić, ale jeśli wciąż będziesz "naprawiać" związek, "ulepszać" P.  to nic Ci nie pozostanie tylko taka dziwna wegetacja jaką ja mam teraz (to inna historia i inny dłuuugi post). To jest naprawdę nałóg, przez ten artykuł można to łatwo zauważyć i u Ciebie i u mnie i z pewnością wyrwać się z tego letargu nie można tak prosto. Mną też jak Tobą targają czasem różniste uczucia i sama się nie poznaję, bo taka nigdy nie byłam.
Pamiętaj:
1.-możesz przedłużyć tą miłość, ten związek, może on nie jest taki zły-ale to będzie tylko przedłużenie i idealizowanie sobie w głowie-ach, no jednak się zmienił itd., ale i tak po czasie utkwisz w tym punkcie , co obecnie.....tak jak ja teraz....
2.-zakończysz to raz na zawsze, zrywając w końcu wersję "kocham go za bardzo" i jak piszą dziewczyny, będzie to SZANSA na kogoś lepszego, na zdrowe relacje, na prawdziwe, normalne uczucie. Masz 25 lat i takie problemy, pomyśl jak może być, kiedy założycie rodzinę i będą dzieci, wtedy będziesz z trudem robić każdą rzecz, bo nie będziesz szczęśliwa i w jeszcze bardziej skomplikowanej sytuacji (rodzina, dzieci, dom).

Osobiście z całego serca życzę Ci właściwego wyboru, najbardziej zakończenia tego, tego "kochania toksycznego związku".
Jeśli interesuje Cię to jak moje życie wyglądało/a to zapraszam do lektury...no i napisze nawet tu  co nieco, byle Cię wesprzeć, bo jesteś naprawdę mądrą kobietką smile

210 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-08-16 18:28:16)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Bardzo ciekawy artykuł. Dużo się z niego dowiedziałam.
Ciekawe to, że kobieta taka wybiera złych facetów, gdyż chce zagłuszyć swój emocjonalny ból, on staje się jej sensem życia, teraz życie kręci się wokół niego. W sumie to wiedziałam, ale nie ubrałabym tego tak ładnie w słowa smile . Najgorsze jest to, że faktycznie wielu ludzi ma takie pojęcie o miłości, że im więcej się cierpi, tym mocniejsza miłość, a przecież nie tędy droga.

Merry, moim zdaniem nadal niepotrzebnie się łudzisz. A zresztą, dla pewności jak pójdziesz już do tego psychologa, to opisz mu całą historię, wierz, że jego diagnoza będzie obiektywna i nie będzie różnić się wiele od tego co tu piszemy. Fakty nie kłamią, on ci wyrządził tyle zła...

211 Ostatnio edytowany przez jasmi1 (2011-08-16 18:54:06)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry.... tak, dokladnie tak.
Wiem co przezywasz... wiem co Toba teraz targa ale uwierz mi ze dokladnie dzialasz wg. schematu kobiety chorej.
Co mma ci napisac zebys uwierzyla ... ze to moze prowadzic do smierci? tak.. moze.
Ty jestes juz w Fazie "chronicznej" uzaleznienia.
Mary , zdrowa kobieta nigdy nie zazna Twoich mek , bo ona juz po pierwszym razie , kiedy partner ja zrazi najnormalniej wycofuje sie z takiego zwiazku... my nie... my dalej brniemy.
Mary , czytaj ten artykul raz za razem i ponownie.
Nie neguj choc raz, zrob cos dla siebie.
Przez chwile przestan skupiac uwage na nim, pomysl o wlasnym zyciu - ktore sama sprowadzasz w odchlan piekla.

212 Ostatnio edytowany przez Merry (2011-08-16 19:16:04)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Liwia - masz taki nick jak siostrzenica P. która mnie uwielbia... ciągle te chore skojarzenia. Cięzko się po domu ruszać. Z chęcia przeczytam Twój post i zaraz sie do tego zabiorę...

truskaweczka19 -" wyrządził mi tyle zła "... wiedziałam, że o tym zapomne, ale nie sądziłam, że dzień po już będę myślała, że wcale nic mi nie zrobił... Tylko ze to moja wina.

jasmi1- nie wiem czemu, ale wysłałam mu ten artykuł na maila. Możliwe że przeczyta. On wiedział, że jest we mnie właśnie coś takiego... może dlatego to tak wykorzystywał kiedyś ?

---
Obecnie nie odzywa się do mnie. Nie napisał ani smsa. Nie wiem dlaczego ...? Wydaje mi się, że to jego taktyka... On mnie zna aż za dobrze. Wie, że jeśli będzie milczał ja wymiękne. Tyle, że im wiecej on milczy tym bardziej mi sie wydaje, że dla Niego te trzy lata to było nic... Powiedział mi jeszcze, że mimo wszystko, chcialby jechać ze mną na te dwa dni na węgry - choćby jako przyjaciele. Bo należy nam się wolne. Nie wiem co o tym myśleć. Strasznie chce jechać... błąd ? tak ?

edit:
właśnie napisał mi sms " Przeczytałem ten artykuł na mailu i wiele zrozumiałem. Myśle, że dla ogólnego dobra potrzeba nam czasu."

Nie wiem czemu, ale zabolało mnie to. Chyba naprawdę go tracę ;(

213

Odp: Kochać swój toksyczny związek

" Przeczytałem ten artykuł na mailu i wiele zrozumiałem. Myśle, że dla ogólnego dobra potrzeba nam czasu."-napisał pokrzywdzony biedak.
I tak będzie pisał i jeszcze wiele innych rzeczy. Mój mąż, kiedy jakiś czas temu spakowałam mu ciuchy też pisał mi takie rzeczy, bo obarczał mnie winą i on tym smsem prawdopodobnie Ciebie też chce nią obarczyć, bo niezbyt wierzę w to, że akurat tak myśli.  Najlepszym rozwiązaniem jest Ci teraz milczeć i nie wiń się za to. Będą targać Tobą teraz myśli: poczucie winy, płacz, smutek, potem myśl, że nie chcesz go stracić, bo mimo wszystko jest dobry.....Nie daj się, nie dzwoń, nie odzywaj się-to jest w tej sytuacji najrozsądniejsze, mimo, że serce "boli". Trzymam kciuki smile kochana

214

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Liwia jesteś medium czy jak ? Właśnie się obwiniam za nasz związek, że gdybym nie była "chora" (bo tylko tak moge to nazwać) to by było wszystko Ok i on nie byłby taki. Tak tez mu napisałam. I poprosiłam by poczekał na mnie, że jest dla mnie najważniejszy...Wymiękłam troche, ale jego słowa były takie dojrzałe. Jak nigdy.
Z tym, że nadal nie jesteśmy razem...

Ależ to cholernie boli sad... ściska mnie w mostku i nic nie jadłam cały dzień... sad

215

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Polecam książki

"Gdy Twój partner łże jak pies" o nałogowcach takich jak hazardziści , alkoholicy , i Ci którzy uzależnieni sa od sexu , socjopaci - od kłamstwa
oraz
"Toksyczna Miłość"
O uzależnieniu od miłości- nałogowcy kochania oraz tych którzy raz sa nałogowcami kochania a za chwilę odpychaja tę bliskość

216 Ostatnio edytowany przez jasmi1 (2011-08-16 20:33:38)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry , gdybys byla zdrowa kobieta to z takim facetem nie bylabys nawet 5 minut...
otwarta furtka... pamietasz co napisalam? Wlasnie ja oworzylas ... i znowy zaczniesz swoj "taniec"
Pamietasz co napisalam , ze bol bedzie straszny?
pomysl tylko ze to jedyna droga.
to chyba tyle co moglam i zrobilam..
decyzja nalezy zawsze do ciebie.
Napisze ci jeszcze tylko jedno.
kiedys przezywalam ten koszmar co ty... i wydawalo mi sie ze tone...
dzis jestem wolnym czlowiekiem.
Tak... mam pokusy w swoich relacjach z facetami ale potrafie sie w miare kontrolowac.
Zyje dzis dla siebie, potrafie zbudowac w miare normalny zwiazek oparty na milosci nie taka jak ty znasz...
na przyjazni, zaufaniu, gdzie juz nie musze byc meczennica.
Gdzie wazna jestem ja i moje potrzeby.
Powrocil mi gdzies dawno utracony szacunek dla siebie, odbudowauje relacje z przyjaciolmi i rodzina.
To ciezka praca i walka.
Nie mam juz potrzeby "dostarczania haju"
Cenie dzis inne wartosci.
I nie zamienilabym juz nigdy tego na chora , urojana obsesje.

217

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Liwia, rozumie Cię doskonale, bo jak pisze - sama przechodziła coś identycznego.
Schemat toksycznych związków, przeżywania uzależnienia od faceta jest taki sam.
Zerwać jest cholernie ciężko, ale jest to jedyne wyjście. Boli , boli, bo odstawiłaś "swój narkotyk", ale sama nie raz widziałaś, że ten związek nie ma sensu, dlatego teraz tylko trzeba zacisnąć ząbki i dać sobie z nim spokój, układać sobie życie na nowo, z czasem ból będzie mniejszy, a terapia, na którą pójdziesz uświadomi Ci wiele. Wierzę w Ciebie, bądź silna, pamiętaj, że zawsze możesz tu liczyć na wsparcie.
To prawda, zrobiłyśmy dla Ciebie , tyle ile tylko mogłyśmy. Dalsza decyzja należy do Ciebie. Jesteś młoda, 25 lat, taki piękny wiek, mam nadzieję, że decyzja będzie mądra i z każdym dniem , powoli, powoli będziesz coraz silniejsza i zaczniesz w końcu żyć pełną piersią. Oczywiście, nie stanie się to z dnia na dzień, ale wierz mi, walka, motywacja, upór mogą zdziałać cuda i wtedy sama zdziwisz się jak mogłaś być taka zaślepiona. Nie daj się zwieść pięknym słowom, to tylko słowa...

218

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Kochana moja-ja wiem jak to jest, żadne medium smile . To samo miałam w czerwcu 2009 roku. Nie jadłam, schudłam mocno, ryczałam, kaszel z nerwów miałam niemiłosierny, byłam wściekła na siebie, że go spakowałam, że on zabrał torby i poszedł...potem dzwoniłam, pisałam, prosiłam jak pies o rozmowę, a on tez dojrzale odpowiadał, by dać mi kopa i żebym poczuła, że ja zawiniłam, nikt inny! Teraz to wiem, jak wracam myślami do tego, dopiero teraz i dlatego nie chcę żebyś robiła te błędy co ja. Absolutnie nie miej do siebie pretensji! Leć do apteki po magnez, po wit. B, coś ziołowego na nerwy, wypij herbatę i nie panikuj Kochana. Z całego serca się z Tobą w tym wszystkim teraz łączę, bo miałam tak jak Ty i wróciłam do tego, bo mam dziecko, bo to i tamto i tkwię w tym, ale łudzę się, że w końcu się opamiętam......
Pamiętaj, że będzie raz gorzej, raz lepiej, że teraz słysząc czy czytając co on mówi-będzie Ci ciężko, raz będziesz pisać do niego miło raz źle, bo takie to będą uczucia. Ale proszę, rozważnie myśl-żebyś miała potem szacunek do siebie, bo ja w pewnym momencie straciłam go, uwłaczając się przed nim i biorąc winę na swoje ramiona. Analizuj wszystko, jeśli ma Ci to pomóc, ale nie pisz, nie dzwoń.......Ja jak odpuściłam "narzucanie się" , "wywalanie tego co myślę i czuję" oprzytomniał i wcale nie wiem czy dobrze.........

219 Ostatnio edytowany przez Merry (2011-08-16 20:42:56)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

jasmi1 - chciałabym być już dziś na tym etapie co Ty. Jesli mówisz, że terapia mi pomoże - idę. Tyle, że z kasą mam krucho w tym momencie, więc wystarczy na razie ta grupowa prawda ?
Co do furtki... masz racje. Otworzyłam ją w pewien sposób by łatwiej przebrnąć przez to. Możliwe, a raczej pewne jest to że to jest złe zachowanie... tylko co ja mam teraz robic ? Bo terapia jest dopiero 5 wrzesnia a do tego czasu jestem "sama"?Mam wyjść do ludzi ? Poszukać swoich pasji ?(nie wiem czy coś jeszcze mnie interesuje...)Co robic ???

truskaweczka19 - dziękuje za słowa otuchy. Muszę pamiętać tylko o tym,że piękne słowa są tylko słowami...

Liwia- dziękuje ci za wsparcie. Miło, że dołączyłaś, bo najważniejsze jest dla mnie to, że ktoś poza mna przechodził przez to i umie mnie ostrzec przed takimi zachowaniami. Potrzebne jest mi to, by zobaczyć czyjeś podobne błedy do moich by ustrzec sie kolejnych... Dziękuje ci z calego serducha !

---
Dziękuje wam, że pomogłyscie mi przez to przejść. Gdy będzie mi cięzko, oczywiscie bede dalej pisać. Nie chce popełnic żadnych większych błedów... tym bardziej, że ta terapia dopiero zaczyna sie od wrzesnia... Gdyby nie wy, byłabym nadal szczęśliwa w swoim nieszczęściu...

220 Ostatnio edytowany przez Liwia (2011-08-16 21:16:15)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Nie dziękuj Kochana. Jesteśmy tu i będziemy Cię wspierać...Cieszę się, że przeczytałam Twój wątek i....ten artykuł "wrzucony" przez Jasmi i że mogę jakoś pomóc smile może też i sobie pomogę przy okazji wink

221 Ostatnio edytowany przez jasmi1 (2011-08-16 22:33:50)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry,
Widzisz kochana... jezeli ci odciac tego faceta to okazuje sie ze w zyciu pustka, wydaje ci sie ze nie masz nic na czym mopglabys sie skupic.
Tak dlugo skupiona bylas wlasnie na jego osobie ze o wlasnym zyciu jakbys nie pamietala.
Nie powiem ci czym masz sie zajac...
Nie powiem , ze nie bedzie bolalo,
To takie stadium gdzie trzeba to przezyc.
Pamietam , ze ja w ogole nie wstawalam z lozka, bylam nieobecna
odretwiala z bolu.
To tak jakbys widziala alkoholika z delirka...
Czytalam... a czytajac nie pamietalam co przeczytalam...
i w ogole nie zdawalam sobie sparwy ze jestem chora.
Rozpaczalam, nienawidzilam i tesknilam..
Jakbym ci opowiedziala jakie ja rzeczy wymyslalam, co robilam zeby nadal zyc nadzieja to nie uwierzylabys.
Na pierwsze spotkania o pomoc poszlam ale ja poszlam myslac ze ktos mnie przytuli i powie biedna , tak sie starala
nie przyjmowalam do siebie w ogole swojej choroby.
Czas...
po czasie zaczelam czytac, 1  w tyg. wizyta z psychologiem i 1 x w tyg. grupa wsparcia.
Ktos mi podsunal bardzo dobry pomysl.
Poniewaz w tym okresie , kobieta kochajaca za bardzo ma tylko w glowie , w myslach swojego faceta , poradzono mi zebym nazywala go nie po imieniu w myslach - tylko gdy najdzie mi jego obraz zebym nazywala go "obsesja"
zebym od razu sobie mowila w myslach: Jasmin to nie facet za ktorym tesknisz to obsesja, nalog...
Mnie to pomagalo .
Takie slowa zawsze nas odrzucaja wiec weszlo mi to w krew.
Co pomyslalam o nim to momentalnie przywowlywalam sie do porzadku mowias : stara to twoja obsesja .. pomylilas ja sobie z miloscia.
Wiem , ze te slowa zabrzmia dla ciebie banalnie, ale musisz teraz wrocic do Merry! do Merry ktora miala pare lat temu pasje, do Merry ktora miala znajomych, ulubione ksiazki itd.
Musisz po malu nauczyc sie z powrotem zajac wlasnym zyciem bo dawno tego merry nie robilas.
ja doskonale wiem ze ty masz tylko ochote zwinac sie w pozycje embrionalna i schowac pod koldre i cierpiec.
Ale swiadomosc Marry ze ty wiesz o co w tym chodzi powinna ci pomoc.
Musisz sobie powiedziec ze to jest etap twojego stanu ktory musisz przerobic.
Taki "detoks"
No i zawsze masz nas poki nie dojdziesz na spotkanie.
A co do pomocy bezplatnej..
Mary koniecznie zorientuj sie w swoim miescie i wypytaj o poradnie uzaleznien .
Tak bedziesz mial pomoc bezplatna.
Musi taka byc , naczesciej sa to poradnie AA ale wlasnie przy AA sa poradnie leczace inne uzaleznienia. I tam maja naprawde praktyke.
Na spotkaniu dowiesz sie tez wiecej.
-------------------------------------------------------------------------------------
ps. Merry - bede ci dawac takie przyklady zebys mogla sobie to zwizualizowac ok?

"Otwieranie Furtki" - nie pomoze ci to przejsc tego latwiej

Wyobraz sobie prosze taka scene:

siedzi narkoman lub alkoholik lub osoba uzalezniona od jedzenia  ktora wczoraj postanowil porzucic swoj obiekt uzaleznienia..
Siedzi ale tak:

Narkoman kladzie przed soba dzialke i testuje swoja silna wole...
Alkoholik stawia flaszke i testuje swoja silna wole
Osoba objadajaca sie  stawia najlepsza potrawe i testuje swoja wole..

Jak sadzisz Merry, jaki bedzie efekt?
rownie dobrez moglamym tam ciebie dopisac i tez zadac pytanie...

222

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Jasmi1, cieszę się, że do tego wątku zawitała, taka osoba jak Ty, która w tym temacie ma największe doświadczenie. Jako osoba, która się z tego leczyła możesz Merry podpowiedzieć najwięcej, dawać na swoim przykładzie jak sobie z tym radzić. My wiemy o tym też na pewno sporo, wiemy, że ona musi z tym skończyć, bo to Ją wyniszcza, ale to tylko teoria.
Mam nadzieję, że Merry weźmie sobie do serca WSZYSTKO to co Jej napisałaś, przeanalizuje, pójdzie do specjalisty i odbędzie swój "detoks" i będzie mogła tak jak Ty kiedyś powiedzieć "Jestem wolna". To długa droga, nie jest łatwo, ale naprawdę nie ma lepszego wyjścia.
Pozdrawiam ! smile

223

Odp: Kochać swój toksyczny związek

"Narkoman kladzie przed soba dzialke i testuje swoja silna wole...
Alkoholik stawia flaszke i testuje swoja silna wole
Osoba objadajaca sie  stawia najlepsza potrawe i testuje swoja wole.."


moja furtka musi zostać zamknięta,a klamka wyrzucona na dno oceanu...

224

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry trzymam kciuki, zrobiłaś ogromny krok na przód smile Nie cofaj się z tej drogi, będzie jeszcze długo bolało ale dasz radę.
Teraz myślisz o Nim co sekundę. Koniecznie musisz sobie znaleźć jakieś zajęcie aby o Nim nie myśleć, szukasz tylko tych dobrych chwil z Nim spędzonych ale myśl o tych złych, czytaj sobie listę która kiedyś zrobiłaś z jego wadami i tym jak Ciebie traktował.
Nie pisz, nie dzwoń, najlepiej wykasuj numer, usuń zdjęcia, nie wiem nk, fb, wszystko gdzie On może się pojawiać.

A tak naprawdę gdyby Ciebie kochał i by mu zależało to dzwonił i pisałby co chwilkę i Ciebie przepraszał, błagał itd. a nie czekał aż Ty się odezwiesz bo "Pan i Władca" uważa że już zrobił swoje. Co On sobie myśli, że powie Ci kilka miłych słów da kwiaty i Ty polecisz na skrzydłach ? Ewidentnie chce wzbudzić w Tobie poczucie winy. Proszę Cię nie daj się i bądź twarda !!!!!

225 Ostatnio edytowany przez jasmi1 (2011-08-17 10:02:21)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Nici, dobrze to ujelas w pierwszej czesci postu ale juz dalsz czesc to woda na mlyn dla kobiety kochajacej za bardzo , ktora wlasnie postanowila zakonczyc toksyczny zwiazek.
Zlapie sie teraz tego i bedzie wyczekiwac zadzwoni czy nie ? jak mnie naprawde kocha to zadzwoni bedzie blagal , kwiatki przyniesie.. bedzie obsesyjnie na to wyczekiwac na jego reakcje
A czy telefony , blaganie swiadczy o prawidziwym kochaniu?
Widzisz my mamy w glowach projekcje wlasnie takiej milosci...
z filmow, ksiazej itd.
Gdzie przeczytasz ze prawdziwa milosc to szacunek i przyjazn do partnera, to dbanie o jego potrzeby emocjonalne , ze to oparcie
Nigdzie... takie rzeczy nie sa na topie.. nie porywaja , nie wyciskaja lez.
A juz kobieta kochajaca za bardzo w fazie rozkwitu swojego uzaleznienia na 100% nie jest zainteresowana takim partnerem - on jest nudny, nie pociaga jej. Dlaczego? a co kobieta "chora" mialaby robic z takim facetem?
on nie dostarczy jej chustawki emocjonalnej, kolysania sie na fali wlasnych emocji, porcji adrenaliny, nie bedzie wymagal poswiecenia sie, ratowania i cierpienia ..
ta...
Dla kobiety ktora chce przerwac taki zwiazek i zmienic cos w swoim zyciu "jej wyzdrowienie " musi stac sie najwazniejsze i na pierwszym miejscu.
Poczytajcie te forum..
zobaczcie , ze kobiety niby wiedza co im dolega co powinny zmienic ale nic z tym nie robia poza pisaniem na tym forum. Niby chca , niby wiedza ... tylko co dalej?
Tkwia dalej..
a nawet jezeli skoncza swoj toksyczny zwiazek , natychmaist brana w nastepny identyczny i taki krag nigdy nie zostaje przerwany. Czesto maja dzieci , ktore wyrosna z dokladnie takimi samymi problemami - zawsze mowie ze to generowanie nastepnych Kobiet kochajacych za bardzo lub z innymi uzaleznieniami.

Truskaweczka.. ja nadal pracuje nad soba, ale warto!

226 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-08-17 11:23:50)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

ja znowu weszła w gówno, ciągle s**m pod siebie i się w tym paplam, a już myślałam, ze "dałam radę" zrobić "pierwszy krok".

Merry z jakiego miasta jesteś (oczywiście napisz na maila, jeśli nie chcesz tu:) ) ? Pytam ponieważ również poszłabym 5 września na spotkanie... I przypomnij mi proszę ile jedno takie spotkanie kosztuje ?

Nie mam siły nic napisać,bo sama zrobiłam to przed czym po zerwaniu i próbie odcięcia się (pierwszym kroku) dziewczyny Cię przestrzegają, więc absolutnie nie mam tu prawa Ci nic radzić, jedynie to pod żadnym pozorem NIE WIERZ w przeprosiny, plany na przyszłość, zagajanie nawet typu "nie jesteśmy razem ale spotkajmy się,pogadajmy tak po koleżeńsku" (podchody), nie rób tego, odetnij się, proszę...

__________________________

MOJE PARANOJE !

Chciałabym zadać małe pytanie, chociaż jest może z innej beczki i wiem, ze to Twój wątek Merry,ale nie chce dla tej jednej sprawy zakładać całego nowego wątku, a pytanie wiąże się moim facetem i tym, że nie wiem czy to moja wina wszystko i mam PARANOJE czy może powinnam w końcu zaufać intuicji, która cały czas krzyczy "coś jest nie tak!"....

Ogólnie w moim związku rozchodzi się o to, że moje stanowisko jest takie,że ja mówię, że on mnie nie szanuje (wyzwiska,olewanie itd), z każdej sprawy robi "otoczkę tajemnicy", i że kiedyś po prostu okłamał mnie co do jednej dziewczyny (nie zdradził z tego 'sprawdziłam', ale pewności nie mam). Jego stanowisko jest takie, że ja przez swoje PARANOJE i chorą głowę zasłużyłam sobie na wszystkie jego "Ataki agresji" i gdyby nie moje paranoje,podejrzenia i szpiegowanie to byłby cudownie, bo on jest "dobry" dla mnie przecież jak ja jestem dobra...
I tu wzmianka na temat moich PARANOI - zaczęło się od tego właśnie, że 3 lata temu Z tą koleżankę "z dzieciństwa" , która wróciła do kraju utrzymywał kontakt, bardzoooo "miły" a mi mówił że jest 'tępa' - co wbudza przynajmniej u mnie wątpliwości, no bo jak koleżanka "jak inne" to po co na nią gada (fakt zdziwiła mnie znajomosc bo dziewczyna dużo młodsza, tzw. tleniona , obnosząca się z pieniędzmi - rodziców bo sama nie pracowala nigdy - i po prostu jakby nigdy raczej nie "lubiliśmy" takich ludzi), potem wyszły na jaw jego rozmowy -- tak szpiegowalam - i w zasadzie sprawa ucichla w momencie jak ktoregos dnia powiedzial, ze 'mialam rację, że ona go podrywa mimo, że ma chłopaka, bo zaproponowala mu żeby do niej wpadł, on odpisal na to "a co na to twoj chlopak?"'  i wiecej sie podobno nie odezwala, a ja juz nie sprawdzalam.
Jednak moja czujność się wyostrzyła i parę razy natknęłam się na jego niesłowność - nie były to wielkie sprawy , ale "ściemnianie" w nich, powodowało, że moja lampka ciągle się paliła hmm Przez jakiś czas miałam dostęp do jego maila - nie, nie bawiłam się w "haking" - to głupia historia - nie usprawiedliwiam się wiem że zachowalam się "chuj...' majac jego haslo przypadkiem i nic mu nie mowiac do teraz (w ten weekend o dziwo zmienil nagle:]), ale chyba żyłabym wtedy w jakims bardzo oszukanym z nim świecie. dostęp 'wpadl mi w rece" w marcu/kwietniu kiedy ze soba nie bylismy... majac dostep tam mialam tez na inne portale i kiedy probowal wrócić - pytalam o rzeczy ktore "wiem" i powinien o nich mi powiedziec , a on klamal - to byl sygnal, ale jako kochajaca za bardzo stwierdzilam , ze w sumie nie sa to wielkie rzeczy a my bylismy "wolni" wiec wrocilam... no i tak szarpalismy sie do zeszlego tygodnia - chcialam sie spokojnie rozejsc z tego wyszla taka awantura, ze przez ostatni tydzien funkcjonowalam tak jak wyzej w ktoryms poscie napisalam... w weekend zadzwonil i chcial "normalnie pogadac" i przeprosil ze wciagnal mnie w takie beznadziejne zachowanie sie... SAM Z SIEBIE powiedzial ze wlasnie zaprosila do na jakims portalu ta dziewczyna (!!)  od ktorej moim zdaniem wszystko sie zaczelo i zaczal mi przez 15 min tlumaczyc ze jesli ja przyjmie to moze bedzie dla nas taki symbol ,ze ta sprawa jest wyjasniona i on naprawde nigdy nic z nia. Omotal mnie straszliwie, ale serce po rozmowie ciagle krzyczalo... nastepnego dnia - w sobote, mimo ze zmienial haslo do tego portalu miesiac temu i ja nie mam juz dawno do niego dostepu, nagle zrobil to znowu (moja PARANOJA powiazala to z nią...) potem jak zadzwonilam po oczywscie jakas bzdure to powiedzial ze z nia rozmawial dzis i ze powiedzial jej ze nadal ze mna jest i ze nie wykasowal naszych zdjec z portalu itp. Nie wiem czemu - nie uwierzyl, bo zmienil nagle przy romowie z nia to haslo - jakby sie bal ze moze mam dostep hmm
Tak czy siak wczoraj bylam w CH - on wiedzial ze tam bede bo ostatnie dwa dni normalnie rozmawiany (no wlasnie ZNOWU TO ZROBILAM po takim horrorze jakim mialam tydzien temu hmm)  - - nagle zjawil sie w tym CH i dal mi "spozniony prezent urodzinowy"... masakra... ale tez nagle wyskoczyl do mnie z tekstem , ze mu wlażę na portal (on nie wie ze mialam dostep w ogole)... a słowo honoru że od ponad 2 miesiecy nie mam dostepu i spytal czemu powiedzialam ze pewnie zmienil haslo przed rozmowa z nia, odpowiedzialam (tak sklamalam w sumie) ze dlatego ze wlasnie 3 lata temu tez zmienial przy "akcji z nia" hasla i ze 'zgadywalam ze teraz tez" i dodalam "ze wlasnie sie wygadal sam ze zmienil a ja mialam tylko przeczucie " (taaa przeczucie poparte tym ze widzialam na mailu wiad.ze zmienil haslo) on sie wkurzyl i pow.ze 'dostal info ze ktos mu wchodzil i dlatego zmienil a nie z jej powodu' - no i tu pytanie : on nie dostal zadnego powiadomienia , bo przeciez widzialam... znowu sklamal - nie wiem - moja paranoja czy on cos kreci - bo  kurcze nawet jej nie przyjal do znajomosci , ciagle za mna lazi mimo ze juz po prostu powiedizalam mu tak okropne rzeczy ostatnio bo juz musialam wywalic gdzies te 5 lat, że ja bym na jego miejscu w zyciu sie do siebie nie odezwala... - no ale sklamal znowu w pierdole, a ja niestety wiaże to z nia bo to ten sam dzien mniej wiecej ta sama pora. Na szczescie nastepnego dnia zmienil tez hasla na poczte i juz nie mam dostepu co mnie bardzo cieszy tak szczerze bo nie czuje sie jak swinia.
PS. W tym kwietniu jak chcial wrocic a ja pytalam o rzeczy ktore wiem, a on klamal, to nie domyslil sie ze mam hasla ale cos przeczuwal bo "w kategorii w ktorej pytalam" to jakos tak nagle systemcztycznie co jakas sprawa wynikala i klamal usuwal powiadomienia zeby nie przychodzily na poczte... rozumiem chronic swoja prywatnosc i przysiegam ze czulabym sie jak ostatnia szmata ze szpiegowalam (on nie wie ale i  tak mnie tak nazywa i ma racje), ale .... nie czuję się.
Wczoraj uciełam te rozmowe - bo nie moge mu powiedziec ze wiem ze nie dostal zadnego powiadomienia i dlatego zmienil haslo, ale przez to nie moge go zlapac "na goracym uczynku", a jak to zrobie to i tak mi sie dostanie...
Ok mam paranoje , ale czy bezpodstawne ?? (to jest jedna ostatnia sytuacja i druga z kwietnia - takich bywalo wiecej) Dodatkowo mysle ze moje jazdy wziely sie stad ze np jak przedwczoraj - piszemy sobie - klocimy sie - on mnie wyzywa , u,niejsza mi, ubliza - ja juz zamiast jak zwykle tlumaczyc ewakuuje sie - a on za doslownie 10 minut przperasza ze tak sie zachowal... i tak od lat - 10 rano - wyzwiska, za pare godzin lub dzien - wielkie wyznania -
MAM WODĘ Z MÓZGU.

___
1. Nie jasno napisalam z tymi powiadomieniami - w portalu jest taka opcja ze jak ktos sie loguje z innego urzadzenia niz Twoje, to dostajesz info na maila o takiej probie i on twierdzi ze dostal taka w sobote i dlatego zmienil....a nie dostal.

2. Mi nie chodzi juz nawet o ta konkretna dziewczyne, bo tylko bym sie sama obrazila naprawde porownujac ja do siebie...zupelnie nie ten swiat, ale chodzi o te wlasnie "otoczki tajemnnicy" i to ze sklamal czemu zmienil haslo - sklamal wiec ja nie wiem czmeu naprawde - i zaczynam wtedy swoje PARANOJE -kolo sie zamyka !

227

Odp: Kochać swój toksyczny związek

AB89 - Pierwszy krok to "SZUKANIE POMOCY" i szukajac jej wlasnie go robisz. Zycze ci wytrwalosci.

228

Odp: Kochać swój toksyczny związek

SZUKAM od roku - mam wspaniałych rodziców w tej kwestii (chociaż akurat uważam, że po mamie "odziedziczyłam" problem emocjonalny), babcię, wspaniałe przyjaciółki, od roku czytam książki, szykuję się na terapeutę, ale te jego ciągłe powtarzania , że z nim jest wszystko ok - ze ja jestem pscyhiczna i powinnam sie leczyc sprawiaja, ze nie ide do terapeuty, bo uwazam ze wtedy on "wygra", chociaz najgorsze ze sama osobiscie nie mam nic do terapii i uwazam ze jest podstawa u mnie hmm
I ja mu powiedzialam, ze to prawda ze mam rpoblem "psychiczny" i że mam paranoje, ale ze sa spowodowane wlasnie jego "zagrywkami", traktowaniem mnie, otoczkami tajemnicy... ale przeciez "zasłuzylas sobie na to, gdybys nie miala swoich jazd bylby dobry dla Ciebie" hmm wyżej opisalam przyklad.

Merry Twój to jest tak moze 10% bardziej "lajtowy" od mojego... chociaz Twój Cię uderzył, mój JESZCZE nie haha (czarny hunmor;) ). Chociaz kto wie, ja mam pare lat dluzszy staż... wiec moze za 2 lata miałabyś to samo - u mnie wlasnie po 3 latach zaczęło się najgorsze a pierwsze  i tak nie byly kolorowe smile

229 Ostatnio edytowany przez jasmi1 (2011-08-17 11:25:35)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

AB89 , szukanie pomcy czyli ten pierwszy krok to wlasnie udanie sie na spotkanie z grupa wsparcia czy wizyta u psychologa.

"Szukanie pomocy" to nie planowanie jej szukania czy szykowanie sie  -  tylko wykonanie tego kroku (zapisz sie , umow na takie spotkanie).

Sorki dziewczyny , ze ja prostuje pewne wypowiedzi ale nie ma sensu przytakiwanie.
AB89 - najwazniejsze ze to TY  WYGRASZ !
Bo ty wygrasz wlasne zycie.

Dlatego napisala wyzej ze "wyzdrowienie musi stac sie dla takiej kobiety sparwa najwazniejsza"

trzeba naprawde wglebic sie w ten tekst.
Poki zwracamy uwage co na to powie moj partner, przyjaciele itd. nasze wyzdrowienie nie jest dla nas najwazniejsze

prosze was dziewczyny wyobrazcie sobie, ze wasz facet przychodzi do domu i mowi potrzeba mi jest pomoc, cos zlego sie stalo czy mozesz mi pomoc?

Kobieta kochajaca za bardzo , zrobi wszystko nie szczedzac czasu ani pieniedzy na pomoc swojemu facetowi, poswieci na ta cala swoja energie.
Moze wiec choc raz skierujcie taka sama energie w swoja strone, zrobcie to dla siebie

AB89 - to jak on cie oceni jest niewazne.

230 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-08-17 11:33:59)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Już przeszłam "fazę" potrzeby "wsparcia" wink także przytakiwanie mi już niepotrzebne smile
Masz rację z tym "nie ważne co pomyśli" i ja to wiem, tylko po prostu męczy mnie to gdzieś w środku - taka "przegrana wewnętrzna" z nim, no bo przecież nawet nie musi wiedzieć , że się leczę.

No i 2 sprawa, którą opisałam w tym przedługim (WYBACZ MERRY ,ale może zobaczysz jak działa agresja - rodzi chorą głowę:) )poście - mam wątpliwości co do tego czy ja nie przesadzam ??? Może faktycznie on nic nigy nie zrobil i po prostu pewnego razu puscily mu nerwy i tak mnie traktuje ? Nie wiem , już w ogóle nie umiem tego trzeźwo ocenić.

JASMI : "Kobieta kochajaca za bardzo , zrobi wszystko nie szczedzac czasu ani pieniedzy na pomoc swojemu facetowi, poswieci na ta cala swoja energie."

To 100% definicja mnie wobec mojego partnera.
Czyli faktycznie to nie on ma problem tylko ja i jego zachowania były w porządku - znaczy sie może nie , ale uzasadnione, bo on był fair tlyko ja go "wykończyłam" sowimi jazdami ... fuck. czyli powinnam go przeprosić odejść i się wyleczyć.

231 Ostatnio edytowany przez jasmi1 (2011-08-17 12:03:08)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Nie nie...
AB89 kobitki z naszymi problemami wrecz na slepo wybieraja sobie partnera tez z "problemami"
Mamy do takich facetow nosa jak swinia do wyszukiwania trufli!
Do tanca trzeba dwojga..
Ty masz problem - bo wiklasz sie w taki zwiazek, bo w nim trwasz bo pozwalasz zeby zawladnal Twoim zyciem.
Jak chcesz sie wyleczyc to musisz zrozumiec ze to ty masz problem - bo leczyc bedziesz siebie i swoj problem  a nie faceta.
To jest wlasnie sedno sprawy, skupic sie na sobie, na wlasnym zyciu i na pomocy sobie.


Przeczytalam twoj post... sama zobacz co w nim napisane, szpiegowanie - obsesyjne wrecz, manipulowanie, klamanie
Powiedz sama czy tak zachwa sie kobieta ktora ma zdrowe relacje z partnerem?

232 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-08-17 12:20:21)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

no właśnie - próbowałam wyleczyć faceta i sama "zachorowałam" (na pewno już miałam "gen" ale się przez to uaktywnił:) )
no a jak moja historia ? mam paranoje ? Bo nie wiem , może go niepotrzebnie obwiniam, dziś np cały dzień jestem zła i jest mi przykro z tym wczorajszym kłamstwem (no bo skłamał jakby nie patrzeć,ale nie wiem czy ot tak czy z jej powodu)  i po prostu chciałabym to wyjaśnić, czy mam powody do podejrzeń czy nie - męczy to mnie strasznie hmm

_________________________

No właśnie NIE nienawidzę się za to ! Nigdy nie chciałam stać się taką osobą, wcześniej byłam w związku gdzie nie dość , że mój facet mieszkał sam, a ja jeszcze wtedy na "punkt godzine" musialam byc w domu, a on czesto wcyhodzil na imprezy, miał milion koleżanek - i nic - po prostu nie musialam sie martwic bo po prostu nie bylo sytuacji ze mnie wyzywa,olewa itd., mimo jakis klotni zawsze doazyl do porozumienia, i ciągle czulam jego milosci i w ogole , naprawde w ogole nie bylam podejrzliwa czy zazdrosna - mysle ze to wazne, ze wczesniej nie mialam takich zachowan, bylam ZDROWA i zdrowo podchodzilam do wszystkiego - nie bylo mowy zebym tamtego sprawdzila , bo czulam ze na 100% mnie kocha, a nie "czy kocha" na 70% hmm
Ale zwariowałam, z jednej strony jego wyznania, ale też wyzYWANIA i te kłamstewka, a potem znowu czułości , ale nadal kłamstewka - oszalałam hmm

233 Ostatnio edytowany przez jasmi1 (2011-08-17 12:26:47)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

AB89 , sama zobacz , meczy cie czy masz racje i ty caly czas masz na mysli jego...
Czy on cie oklamal, czy niepotrzebnie go obwiniam... cala uwaga na niego.
Dlaczego nie uznasz, ze kazdy zdrowy czlowiek i twoj partner tez ma prawo miec znajomych, kolezanki nawet takie pofarbowane.. z kasa czy bez.
One niekoniecznie musza sie tobie podobac czy niekoniecznie ty masz miec z nimi cos wspolnego!
To sa jego znajome, znajomi.
szpiegowaniem , czytaniem jego maili naruszasz jego prywatnosc, twoj facet przewaznie w takiej sytuacji wznosci cos na ksztalt muru emocjonalnego i chowa sie za nim.
powstaje wtedy agresja, wyzwiska, klotnie, oskarzania sie , nawet odchodzenie od siebie ale tylko po to zeby jedno drugie chcaialo zatrzymac. Mozna powiedziec ze takie zachowanie partnera sledzonego , wynika z tego ze mysli ze w ten sposob wywalczy troche "wolnosci" dla siebie. Nic z tego...

Duzo mowi to co dopisalas w poscie o twoim poprzednim zwiazku, czesto dzieje sie tak ze partner - partnera obsesyjnego staje sie wspoluzalezniony.
To tak jak zona czy dzieci alkoholika jest wspoluzalezniona.

234 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-08-17 12:30:14)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

czyli znowu bledne kolo - ja szpieguje , on ucieka i jeszcze bardziej sie kryje - ja to wiem i za to ja ponosze wine, ale... nie zauwazylas ze zaczelo sie od JEGO klamstwa czy po prostu ja usiluje sie wybielic podswiadomie ? ale wybacz, to nie ja mam cos do ukrycia i mi mozna zaufac. nawet wczoraj to klamstwo - po co skoro mowi ze jest w porzadku.
I tak jak napisalam - nie mialam nic do kolezane kkolegow, ale jak ktos robi takie wielkie halo wokol jednej osoby to wybacz.

Aha co do uznania ze kazdy parner ma prawo miec znajomych - Nie rozumiesz mnie - ja mam kolegow tez - ale zapytana o jakiegokolwiek jak na spowiedzi bez BPROBLEMU mowie to o co partner pyta, kazdego moze zobaczyc, poznac jesli chce, nawet jak moj facet mowil pokaz np. portal to ja wchodzilam i pokazywalam wiadomosci wszystko - jego nie mialam prawa o to poprosic nigdy, czy to jest moje zle podejscie ?

a jak raz zachowalam sie "jak on" i powiedzialam ze nie pokażę, bo skoro on chroni swoją prywatność , to ja chronię swoją to kazał mi... "wyjść" :]

235

Odp: Kochać swój toksyczny związek

AB89 - ale prosze cie powiedz mi w ktorym miejscu on cie oklamal (chodzi mi o post)

236 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-08-17 12:45:10)

Odp: Kochać swój toksyczny związek
jasmi1 napisał/a:

Duzo mowi to co dopisalas w poscie o twoim poprzednim zwiazku, czesto dzieje sie tak ze partner - partnera obsesyjnego staje sie wspoluzalezniony.
To tak jak zona czy dzieci alkoholika jest wspoluzalezniona.

Nie rozumiem, czyli juz w poprzednim zwiazku bylam obsesyjna - no wlasnie chyba nie ?I jak to ja jestem obsesyjna a moj partner wspoluzalezniony ? Znaczy sie na pewno teraz jestem, ale wydawalo mi się, że skoro w poprzednim zwiazku nie było mowy o nawet pomyśle "sprawdzania" , to myślałam że to nie wzieło się samo z siebie... nie rozumiem już nic w takim razie.

Jak mnie okłamał wczoraj ? Użył argumentu, tłumacząc zmianę hasła, który jest nieprawdziwy - to chyba kłamstwo , co oczywiście karmi moja obsesje i każe mi myśleć, że to znowu chodzi o tamta osobę/

Jak mnie okłamał 3 lata temu? Spotkał się z koleżanką z dzieciństwa i to było ok, po spotkaniu powiedział, że jest cytuje "pusta, rozpieszczona, wylgarna, okropnie sie zahcowuje" itp. Po czym powtarzał te określenia , a potem okazało się , że piszę do niej "skarbie" , prowadza dlugie rozmowy przez internet, poczulam wtedy (fakt bylam bardzo mloda - zanczy jeszcze niedojrzala - dzis bym tak nezareagowala) sie oszukana i wtedy pojawila sie PIERWSZA mysl, ze skoro mi mowi co innego a rozmawia za moimi plecami to moze jest cos na rzecze (a czytajac to forum jak dziewczyny pisza o objawach "czy mnie zdradza" a potem sie okazuje ze tak, to takie sytuacje sa czeste)

ACHA ! I powiedzial ze nie bedzie z nia utrzymywal kontaktu bo nie chce bo jest "pusta" i szkoda czasu

I ... oczywiscie była na tyle ważna zeby nadal utrzymac kontakt niz udowodnic mi ze nic nie bylo, strasnzie wtedy krecil naprawde - to bylo 3 lata temu, nie pamietam wszystkiego dokladnie, ale slowo Ci daje ze to nie bylo wiarygodne hmm sad

____________________________ WAŻNE :

Pamiętam, ze na poczatku zwiazku zawiodlam jego zaufanie i pamietam rowniez ze po prostu "srałam" się za przeproszeniem zeby je odbudowac , żeby czuł że jest najważniejszy, a on w tej sytuacji 3 lata temu , ani razu nie zrobil NIC zeby odzyskac zaufanie - i tak to sie zaczelo hmm

Jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy błędy, ale dużo moim zdaniem mówi to w jaki sposób ja naprawiałam swój, a w jaki on NIE naprawiał swojego.

237 Ostatnio edytowany przez jasmi1 (2011-08-17 13:33:56)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

AB89 - ja cie pytam o takie rzeczy bo jak zdecydujesz sie na udzial w grupie to tez cie beda pytac i czasami pytania sa niewygodne.
Moge wywnioskowac, ze czulas sie oszukana przez faceta bo mowil jedno a robil drugie.
Czy bierzesz pod uwage taki scenariusz:

Do Twojego faceta odzuwa sie dawna znajoma z dziecinstwa, nie widzieli sie lata - facet zeby tobie nie robic przykrosci czy np. zeby nie wzbudzac w tobie podejrzen od razu mowi ze glupia, tepa, nudna..
Musialby miec do tego jakies powody zeby cie oklamac i widocznie mial bo jednak maila mu "przeszlupalas"
Ty juz masz wlaczone "swiatelko"
kazde klamstwo goni nastepne klamstwo..
ktore ty wychwytujesz jak trofeum. Czaisz sie jak juz go przylapiesz zeby wyciagnac je z rekawa kiedy tobie bedzie pasowalo.

AB89 - w trakcie mojego zwiazku, przeszukiwalam mojemu facetowi od teczki do pracy po maile, w trakcie jego sikania opanowalam szybkie czytanie jego SMS - wydawalo mi sie ze robie to tak niepostrzezenie ze on o tym nie wie..
Ale wiedzial.. czul to
Oczywiscie zdobyte "sekrety" chowalam sobie w rekawie wyczekujac dogodnego momentu przylapania go na nastepnym klamstwie.
Mial tez przyjaciolke jeszcze z dziecinstwa.. jak ja jej szczerze nie nawidzilam... wiedzialm ze nie pojdzie z nia do lozka ale ja nawet o czas rozmowy bylam zazdrosna, bo ten czas powinien mi poswiecic.
z sms czy maili wiedzialm ze sie z nia spotyka w trakcie pracy no a wtedy to juz moja obsesja dawala czadu.
Tak go wycwiczylam, ze oczywiscie w domu nie bylo jej tematu a nawet czasami sie ze mna zgadzal ze ona jest nudna i czas dorosnac z dzieciecych przyjazni.
Bardzo sie pilnowal z zamykaniem komunikatorow, wylogowywaniem sie z poczty a komorke wsadzal pod poduszke.
Oczywiscie dla mnie to byl sygnal ze znowu klamie, cos ukrywa ... i to ja cierpialam najbardziej.
W jego oczach widzialam pogarde.

Oczywiscie moja poczta, telefon czy torebka stala dla niego otworem - ja nic nie ukrywalam  i zadalam tego samego.
Kazdy jego opor doprowadzal mnie do szalu i tylko mnie to podkrecalo.

Odbieralam mu prawo do decydowania czy ma ochote rozmawiac z kimkolwiek nawet z nbajlgupszym czlowiekiem - chyba ze robil to w sposob jaki mi odpowiadalo.
Chowal sie, skrecal i cudowal ale ja go zawsze dopadalam.

Moglabym cie zameczyc AB89 takiemi przykladami ze swojego zycia , doprowadzilam je naprawde na skraj przepasci.

cdn.

Moze ja sie myle, za malo wiem o Tobie ale mysle ze sytuacja sprzed 3 lat jest w Tobie wciaz zywa to taka twoja kotwica .
On nie bylby w stanie niczym odbudowac Twojego zaufania, moglby stanac na rzesach to i tak nic nie da.
Twoja obsesja w polaczeniu z jego wspouzaleznieniem nie rokuje najlepiej.
Ale poki Ty nie zaczniesz szukac wsparcia dla siebie, poki nie staniesz sie dla siebie najwazniejsza to jak wspominalam droga donikad.
Nawet jak zwiazek zakonczysz to bedziesz poraniona i w nowy wejdziesz z takim samym bagazem.

238 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-08-17 13:37:42)

Odp: Kochać swój toksyczny związek
jasmi1 napisał/a:

AB89 - ja cie pytam o takie rzeczy bo jak zdecydujesz sie na udzial w grupie to tez cie beda pytac i czasami pytania sa niewygodne.

Nie chodzi o to , że to niewygodne pytania i nie chcę się do czegoś przyznać , bo chętnie odpowiem na wszystko , że zrozumieć jak jest obietywnie smile Tylko...po prostu nie rozumiem niektórych rzeczy, jak właśnie tego, że w poprzednim związku nie było mojej "choroby".

Moge wywnioskowac, ze czulas sie oszukana przez faceta bo mowil jedno a robil drugie.
Czy bierzesz pod uwage taki scenariusz:

jasmi1 napisał/a:

Do Twojego faceta odzuwa sie dawna znajoma z dziecinstwa, nie widzieli sie lata - facet zeby tobie nie robic przykrosci czy np. zeby nie wzbudzac w tobie podejrzen od razu mowi ze glupia, tepa, nudna..
Musialby miec do tego jakies powody zeby cie oklamac i widocznie mial bo jednak maila mu "przeszlupalas"
Ty juz masz wlaczone "swiatelko"
kazde klamstwo goni nastepne klamstwo..
ktore ty wychwytujesz jak trofeum. Czaisz sie jak juz go przylapiesz zeby wyciagnac je z rekawa kiedy tobie bedzie pasowalo.

AB89 - w trakcie mojego zwiazku, przeszukiwalam mojemu facetowi od teczki do pracy po maile, w trakcie jego sikania opanowalam szybkie czytanie jego SMS - wydawalo mi sie ze robie to tak niepostrzezenie ze on o tym nie wie..
Ale wiedzial.. czul to
Oczywiscie zdobyte "sekrety" chowalam sobie w rekawie wyczekujac dogodnego momentu przylapania go na nastepnym klamstwie.
Mial tez przyjaciolke jeszcze z dziecinstwa.. jak ja jej szczerze nie nawidzilam... wiedzialm ze nie pojdzie z nia do lozka ale ja nawet o czas rozmowy bylam zazdrosna, bo ten czas powinien mi poswiecic.
z sms czy maili wiedzialm ze sie z nia spotyka w trakcie pracy no a wtedy to juz moja obsesja dawala czadu.
Tak go wycwiczylam, ze oczywiscie w domu nie bylo jej tematu a nawet czasami sie ze mna zgadzal ze ona jest nudna i czas dorosnac z dzieciecych przyjazni.
Bardzo sie pilnowal z zamykaniem komunikatorow, wylogowywaniem sie z poczty a komorke wsadzal pod poduszke.
Oczywiscie dla mnie to byl sygnal ze znowu klamie, cos ukrywa ... i to ja cierpialam najbardziej.
W jego oczach widzialam pogarde.

Doloncze za chwile:)))))

No cóż prawie żywcem ze mnie zdjęte.
Może faktycznie nie chciał mnie denerwować, a 'dzisiejsze' kłamstwa są wynikiem tego, że nie chce, żebym miała większą paranoję , a że go sprawdzałam to wychodziło odwrotnie.
Zapętliliśmy się - ja mu nie wybaczyłam do końca tamtego (a powinnam mówiąc, ze wybaczam zamknąć temat), on zaczął się ukrywać "dla mojego dobra" w każdej sprawie, która wydawała mu się pewnie,że mnie wkurzy, a że go sprawdzałam (jakby co to nie ostatnie 3 lata, ale od kwietnia br.) to widziałam w tym kłamstwo z jakaś naprawdę złą intencją - tak to się kręciło.
Mogłabym teraz go przeprosić, za to, że sprawdzałam i że mnie okłamywał tak czy siak (bo jednak niektóre kłamstwa bolały bardzo) i wyleczyć się z paranoi i być z nim szczęśliwa o ile Pan mi na to pozwoli....tylko....
tylko czemu jak np.napisałam wyżej on się pytał o kolegę, kazał pokazywać wiadomości - to to było w porządku - dla mnie to nie było nic wielkiego bo była ok - ale on w życiu by mi nie pokazał. Zabronił mi się spotykać z przyjacielem, którego poznałam zanim z nim zaczęłam być, bo "mu się wydawało ze my cos razem może kiedyś czy w przyslzosci" - i ja się nie spotykałam i znajomość się urwała, więc może to co robiłam jest chore, ale czy to ja jestem chora, ze zachowywalam się fair i potrzbeowalam tego samego, czy on, że wymagał tego czego ja sama nie mialam prawa by nawet poprosić ?
W jego mnimaniu on zaczął mnie poniżać, wyzywać, zostawiac na środku ulicy, w lokalu, wypraszać, umniejszać, gardzić mną od poczatku moich jazd - a ja pamietam sytuacje jeszcze jak zanim zaczleismy ze soba byc - a znalismy sie 3 lata - na odleglosc bardziej ale znalismy - że potrafil sie obrazic bo cos zle powiedzialam i mnie powyzywac, i to do dziś funkcjonuje.
Boje sie wyrazić często swoją opinie lub powiedziec ze np wychodze z kolezanka w momencie kiedy czuje ze on moze chciaby sie spotkac, bo wtedy sie obraza bardzo i jest potem złośliwy i chamski.
dŁUGO MOGŁABYM PISAĆ ,
NIE chce go obwiniać, ale piszę dlatego te złe zachowania rzeczy ocenić - zeby ktos ocenil obietywnie - czy naprawde to ode mnie wysztko wypłynęło...Wiadomo ze ja duzo zlego zrobilam tymi jazdami,ale niech mi ktos uwierzy, gdyby mnie ciagle nie wyzywal przy kazdej klotni, olewal w srodku klotni, rozmowy bo cos mu sie nie spodobalo i wychodzi l, gdyby nie mowil mi ze jestem "poj,,,," ze głupia, ze malo inteligentna, ze sie niczym nie interesuje, a jak czyms sie zainteresuje to pyta - skad sciagnelam , albo ze to tylko szpan lub popisuwa... jak mowie zdaniami "czuje ze zle mnie potraktowales" to zawsze odpowiedz jest "pierdolisz" - jesli moje uczucia to "pier..." to jak mam wierzyc w jego SZCZERE INTENCJE , które jak tweirdzi byloby widac gdyby nie moje zachowania - on ma na mnie tylko te moje "paranoje"... i tym mnie niszczy, bo uwazam wybacz naprawde to wiem, ze jestEM ok... najgorzej ze to wszystko co on mi mowi dzieje sie "w 4 scianach" na zewnatrz "muily spokojny cichy koles" .. to nie prawda ;(

do Twojego EDITU: Ja mu nie zabranialam sie spotykac z nikim bo to ja mam wiecej znajomyc kolegów itp. , po prostu chcialam zeby byl tak fair jak ja - i wymagal od siebie tego co wymaga ode mnie - a wymaga tego co wyzej opisalam i wiecej - ja nie moge widywac kolegi bo jest "podejrzany" chociaz mial wglad w nasza korespondencje - to taki przyklad mysle adekwatny do tamtej sytuacji

239 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-08-17 14:01:46)

Odp: Kochać swój toksyczny związek
jasmi1 napisał/a:

Moze ja sie myle, za malo wiem o Tobie ale mysle ze sytuacja sprzed 3 lat jest w Tobie wciaz zywa to taka twoja kotwica .
On nie bylby w stanie niczym odbudowac Twojego zaufania, moglby stanac na rzesach to i tak nic nie da.
Twoja obsesja w polaczeniu z jego wspouzaleznieniem nie rokuje najlepiej.
Ale poki Ty nie zaczniesz szukac wsparcia dla siebie, poki nie staniesz sie dla siebie najwazniejsza to jak wspominalam droga donikad.
Nawet jak zwiazek zakonczysz to bedziesz poraniona i w nowy wejdziesz z takim samym bagazem.

No własnie to wyżej napisałam, że mu tego widać nie wybaczyłam. Od dłuższego czasu starałam się zaufać - i jak mnie "napadało" to uczucie walczyć, ale jeśli odsunęłabyś moje paranoje na bok - i założyła że ich przykłądowo nie ma - że nie sprawdzam itp., to nie wiem czy odkad pare lat temu juz zostawil mnie tydzien przed maturą, wystawil przed studniowka, nie lubi moich rodzicow , bo ... wiesz ze sama nie wiem ? , wiec sie z nimi jak tyle lat jestemy z 2-3 razy widziail, jesli nie zrozumie mnie w rozmowie to nie daje mi szansy spokojnie dokonczyc i wytlumaczyc - przerywa i mowi "pierdolisz" głupoty, jak juz mi nerwy puszczaja ze mnie nie rozumie i wyzywa i zaczynam plakac to smieje sie mi w twarz i mowi "wez spojrz jak wygladasz" , "czego piszczysz", "gardze łzami", karze mi sie leczyc z kopmleksow , ktorych nie mialam dopoki nie zaczal mi umniejszac - chociaz uwazam ze jak na swoj wiek duzo osiagnelam i brzydka nie jestem - a czuje sie przy nim szmatą, sam mam strasziwe kompleksy - naprawde - i to widac, ale on twierdzi ze tak nie jest i przez to na zewnatrz jest po prostu wielkim chamem. To dla mnie okropne, bo wierze ze mnie kocha/kochał, ale traktuje mnie jak szmatkę do wyracia brudów jakiś, ciągle, mu pomagam cos zrobic a potylu latach jednak widze ze ja pomagalam bo to moj chlopak i chcialam pomagac, a widze jakby raczej korzystal sobie z moim mozliwosci i tego ze zrobie za niego. czesto prowadzil "gierki" - np byla klotnia po czym nie odzywal sie dniami, jakies podchody - ja nie wiedzialam na poczatku na czym stoje wkurzalam sie i wtedy on tez (zachowanie typu " nie poowiem szczerze co mi lezy / ze chce wrocic na przyklad do ciebie kochanie - tylko niby obojetnosc,olewaniem a nagle - jak to nie widzisz ze chce dla nas dobrze i chce zebysmy sie pogodzili - ja mialam siano zamiast mozgu przez to). Tak jak pisalam wczesniej zawsze juz naprawde nawet bez moich jazd bylo - jest okay - nagle jakas klotnia o pierdole - on zle cos zrozumial - nie daje wytlumaczyc - obraza sie - tu nastepuje seria wyzwisk i po prostu oplucia mnie wrecz w przenosni - i jak mu przechodzi to wyznanie mile - i ... od nowa...)

____________________ PYTANIE :
I CZEMU UWAŻASZ, ŻE TO ON SIĘ WSPÓŁUZALEŻNIŁ ODE MNIE , A NIE JA NP. OD NIEGO PRZEZ TO, ŻE JEST ZAKOMPLEKSIONY I ZNALAZŁ SOBIE KOGOŚ PRZY KIM MOŻE POCZUĆ SIĘ "KIMŚ" BO TA OSOBA WIELE DLA NIEGO ZROBI ?

OSOBY , KTÓRE ZNAJĄ MOJĄ HISTORIĘ I W NIEJ PRZEZ LATA "UCZESTNICZĄ" Z BOKU - TWIERDZĄ , ŻE JEST ZAKOMPLEKSIONY (BO TO NIE MOJA TEZA) I ZGORZKNIAKŁY I MA JAKIŚ PROBLEM Z PRZESZŁOŚCI I NIE UMIE SOBIE PORADZIĆ Z TYM I DLATEGO ŹLE MNIE TRAKTUJE.

I pytam nie dlatego bo chce, żeby to była jego wina , bo wierzę w to co piszesz w każde słowo smile, ale potrzebuje uzasadnienia , jak to on współuzalezniony ?

240 Ostatnio edytowany przez jasmi1 (2011-08-17 14:14:50)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

AB89, Ale ty naprawde musisz przestac juz szukac genezy tego wszystkiego, to analizowanie jego zachwania , jego odruchow odbiara ci cala sile do walki nad soba.
I tak naprawde to jaki sens bycia w takim zwiazku, ktory w zadnym stopniu nie zapewnia ci twoich potrzeb na milosc, przyjazn, szacunek..
Zobacz ile czasu tracisz...
Uwazasz ze ten zwiazek zbuduje cos pozytywnego?
Wiesz ze nie.
Przestan szukac winnego tej sytuacji, zacznij szukac zmany w Twoim zyciu.



Wspoluzalezniony partner - to tak jak w przypadku Alkoholikow, zona alkoholika pomimo ze nie pije staje sie osoba wspouzalezniona.

w obsesyjnych zwiazkach jest to tez bardzo czeste.
Poniewaz partner czy partnerka obsesora jest najczesciej osoba slaba psychicznie, kompleksy , itd. w trakcie zwiazku z obsesyjnego staje sie osoba wspouzalezniona.

"
PYTANIE :
I CZEMU UWAŻASZ, ŻE TO ON SIĘ WSPÓŁUZALEŻNIŁ ODE MNIE , A NIE JA NP. OD NIEGO PRZEZ TO, ŻE JEST ZAKOMPLEKSIONY I ZNALAZŁ SOBIE KOGOŚ PRZY KIM MOŻE POCZUĆ SIĘ "KIMŚ" BO TA OSOBA WIELE DLA NIEGO ZROBI ?

OSOBY , KTÓRE ZNAJĄ MOJĄ HISTORIĘ I W NIEJ PRZEZ LATA "UCZESTNICZĄ" Z BOKU - TWIERDZĄ , ŻE JEST ZAKOMPLEKSIONY (BO TO NIE MOJA TEZA) I ZGORZKNIAKŁY I MA JAKIŚ PROBLEM Z PRZESZŁOŚCI I NIE UMIE SOBIE PORADZIĆ Z TYM I DLATEGO ŹLE MNIE TRAKTUJE.

I pytam nie dlatego bo chce, żeby to była jego wina , bo wierzę w to co piszesz w każde słowo smile, ale potrzebuje uzasadnienia , jak to on współuzalezniony ?"


Ciezki kaliber pytania bo ja nie znam twojej historii, twojego dziecinstwa itd. jakby weszlysmy w srodek twojego zycia, w sytuacje wyrwana z kontestu calosci. Wcale nie powiedziane ze on sie wspoluzaleznil od ciebie a nie na odwrot ale tak jak zaznaczylam ja nie znam Twojej historii.
Nakjczesciej kobiety kochajace za bardzo sa typem "wybawicielki" czyli dla faceta ktory ma jakies braki emocjonalne zwlaszcza z dziecinstwa , kompleksy sa idealnymi partnerkami. Do czasu..
Kobiety "wybawicielki" tez zazwyczaj maja problem zwiazany z dziecinstwem, niekoniecznie musi byc jakas dysfunkcja w domu choc tak jest najczesciej, sa to niezaspokojone potrzeby emocjonalne.

241

Odp: Kochać swój toksyczny związek
jasmi1 napisał/a:

AB89, Ale ty naprawde musisz przestac juz szukac genezy tego wszystkiego, to analizowanie jego zachwania , jego odruchow odbiara ci cala sile do walki nad soba.
I tak naprawde to jaki sens bycia w takim zwiazku, ktory w zadnym stopniu nie zapewnia ci twoich potrzeb na milosc, przyjazn, szacunek..
Zobacz ile czasu tracisz...
Uwazasz ze ten zwiazek zbuduje cos pozytywnego?
Wiesz ze nie.
Przestan szukac winnego tej sytuacji, zacznij szukac zmany w Twoim zyciu.

Szukam/szukałam (bo pewnie zaraz przestanę) ponieważ myślałam , że jak znajdę genezę to będzie "dobrze" i dlatego tak dokładnie opisałam, ale skoro to ode mnie wyszło i on jest przeze mnie współuzależniony, to może jak się zmienie to naprawdę on miał racje i będzie dla mnie dobry to znaczy będę miała "swoje potrzeby" o ktorych wyzej napisalas (przyjazn milosc szacunek przede wszystkim)

242

Odp: Kochać swój toksyczny związek
jasmi1 napisał/a:

w obsesyjnych zwiazkach jest to tez bardzo czeste.
Poniewaz partner czy partnerka obsesora jest najczesciej osoba slaba psychicznie, kompleksy , itd. w trakcie zwiazku z obsesyjnego staje sie osoba wspouzalezniona.

ok to już nie szukam genezy, zrozumiałam tymi słowami wyżej , że to moja i tylko moja wina, nawet jeśli mnie źłe traktował, to przeze mnie to było. rozumiem sad

243

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Widzisz zle to zrozumialas...
Ale ty moze chcesz to tak rozumiec?
AB89 - piszac zebys przestala sie zadreczac w kolko "dlaczego" i "czyja to jest wina" postanowila ta wlasnie inwencje skierowac do zmaniy swojego zycia.
Do skupienia sie nad soba.
Bo przeciez ty nie chcesz tak zyc!

Widzisz... pomoc to wcale nie latwa sprawa - mozna czasami bardziej zaszkodzic niz pomoc:) ja caly czas daze do tego zebys postanowila szukac zmian w twoim zyciu, wyrwania sie z tego kola.

244 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-08-17 15:07:51)

Odp: Kochać swój toksyczny związek
jasmi1 napisał/a:

Ciezki kaliber pytania bo ja nie znam twojej historii, twojego dziecinstwa itd. jakby weszlysmy w srodek twojego zycia, w sytuacje wyrwana z kontestu calosci. Wcale nie powiedziane ze on sie wspoluzaleznil od ciebie a nie na odwrot ale tak jak zaznaczylam ja nie znam Twojej historii.
Nakjczesciej kobiety kochajace za bardzo sa typem "wybawicielki" czyli dla faceta ktory ma jakies braki emocjonalne zwlaszcza z dziecinstwa , kompleksy sa idealnymi partnerkami. Do czasu..
Kobiety "wybawicielki" tez zazwyczaj maja problem zwiazany z dziecinstwem, niekoniecznie musi byc jakas dysfunkcja w domu choc tak jest najczesciej, sa to niezaspokojone potrzeby emocjonalne.

dziękuję za każdą pomoc zwłaszcza osoby,która zna to dokładnie smile
Odniosę się do tego co teraz napisałaś.
Widzisz wychowałam się w domu pełnym miłości, szacunku, jestem jedynaczką (chociaż nowo poznani ludzie często pytają "ile masz rodzeństwa" odpowiadam, że nie mam i są zdziwieni, że nie zachowuję się "jak typowy jedynak"), zawsze od małego pamiętam baaardzo poważnie traktowałam przyjaciółki - zrobiłabym dla nich wszystko, bo nauczono mnie w domu, że jeśli Ci na kimś zależy to trzeba mu to okazywać, zawsze pomagać itd. Dopiero parę lat temu zobaczyłam, że trzeba czasami spojrzeć na siebie i, że dając komuś wszystko - nie zawsze otrzymamy to samo. Nauczyłam się tego co do przyjaźni-znajomości, ale niestety do dziś jeśli chodzi o partnera nie nauczyłam się, żeby "mimo wszystkiego złego przestać robić dla niego wszystko co zechce", ale tu działają widać większe uczucia niż w przyjaźni.
Dopiero od jakiegoś roku zauważyłam, że mimo, że zawsze wiedziałam, że moja mama jest nadopiekuńcza i zawsze podciągałam to pod jej wielką miłość do mnie , to teraz widzę w tym coś destruktywnego dla mojej osoby - myślenia. Pamiętam wiek dorastanie gdzie , "wszystkie koleżanki" mogły iść na impreze, bo były już "dorosłe", a u mnie było tak, że mam mówiła obrażona/smutna/obojetna "dobrze jak chcesz to idz , ale wiedz ze ja nie spie a rano musze wstac,dziekuje ci bardzo" - ja szłam, bo się bunowałam, bo czułam gdzieś że jestem okay skoro mówię gdzie idę z kim i ze pozno bede, ale już nigdy w takich sytuacjach nie bawiłam się dobrze bo myślałam o mamie i w efekcie wracałam wcześniej**. To tylko przykład. Moja mama jest DDA , trafiła na wspaniałego mężczyzne, chociaż moim zdaniem wykańcza go. Czasami mam wrażenie, że ona sobie beze mnie czy ojca nie poradziła, załamała by się , i tak ma depresję moim zdaniem i sowja prace, lub nawet to że kubek jej sie spodoba ktoregos dnia gdzie stoi wywala na nas jakimis okropnymi awanturami w ktorych wszystko wypomina.
Do czego zmierzam : zawsze uważałam , że mój tata jest ideałem mężczyzny i takiego "szukam" - mamy podobne charaktetry - wielkie serca, łatwowierność, może nie ja ale tata jest bardzo inteligetny, w życiu doszedł "od zera do bohatera" - tak go zawsze nazywam smile towarzyski , kochany, ale stanowczy.
Ostatnio przyjaciółka mi powiedziała: "wiesz co Ty nie szukasz kogos takiego jak Twój ojciec, tylko podwiadomie "mamy" - kogos zakompleksionego kto potrzebuje pomocy, tak jak twoja mama w jakis sposob cie kontroluje i "trzyma" przy sobie."

I wtedy spojrzalam na to wlasnie w ten sposob - moj pierwszy chlopak - patologiczne srodowisko,od nastolatka mieszkal sam, mama pracowala za granica zeby byla kasa, a ojciec nie wiadomo gdzie - musialam mu pomoc i pomoglam.
Moj obecny partner - wydaje sie wlasnie z zewnatrz ze jest pewny siebie, charakterny, bez kompleksow, ale czesto widze w nim swoja matkę, chcialam mu chyba pomoc...
___________________________________________ edit :
frustruje się jak moja mama "o nic" - naprawdę o nic , bo coś źle zrozumie - jak moja mama , ale nie przetlumaczysz spokojnie - awantura, tylko mama nie wyzywa mnie tylko w płacz i wypominanie, a mój partner wyzywa.
Zawsze się starałam robić wszystko najlepiej dla rodziców, ale chyba jestem ich jakąś niespoełnioną ambicją, ciągle mi mówią jak żyć... Partner chyba w jakiś sposób też mnie ustawił - nie lubi moich znajomych chociaz ich nigdy nie chcial dobrze poznac, przez to zeby spedzac czas z nim zaprzepascilam wiele znajomosci bo wybor byl "albo z nim albo ze znajomymi" bo on nie chcial wyjsc razem - w grupie. On jest typem domownika, ja dusza towarzysta - kiedys, bo teraz to nawet nie mam z kim.
Wyjazdy - zajmij sie tym, kino - wybierz cos zarezerwuj bilety, cos tam - sprawdz to.
Wiem od roku wiem ze nie jestem soba i na pewno ktos ale nie ja mna kieruje, wiem i nie umiem przestac, wyrwac sie.

** Partner jak tak teraz to przeczytałam, robi tak bardzo często - obojętnie / smutno / ze złością w jakiejs sytuacji "ok jak chcesz" potem się obraża, lub odpłaca, lub jest nie miły , ale niby "nic sie przeciez nie stalo powiedzialeM ze jak chcesz rob I PODJELAS DECYZJE" - obarcza mnie winą jak mama i "zyj sobie z tym"  a sa to naprawde sytuacje tak normalne i z mojej storny w porzadku i mało wazne jak te "wyjscia na impreze" z mamą.

245

Odp: Kochać swój toksyczny związek

AB89 czy Twoja mam uczestniczy w terapii dla DDA?

246 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-08-17 15:29:46)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Nie, powiedziałam jej o tym, oczywiście uprzednio dużo o tym czytając, może to głupie ale zdiagnozowałam ją przez to forum. Dziadek był okropny,pił, z reszta do dziś traktuje babcie jak robota do obiadów i do powyżywania się, mimo, że w zasadzie już ma drugi nawrót nowotworu (nic to nie zmienia,raz tylko powiedział babci coś miłego, jak chorował w chwili słabosci chyba ogromnej:/). Przez to moja mama ma zerowe poczucie własnej wartości, mnóstwo kompleksów z powodu wyglądu , jeszcze 5 lat temu wygladala super , ostatnie lata stresu i chyba "postepujacego efektu DDA" jesli to moge tak nazwac zestarzala sie plus 10 mimo , ze ładna z niej kobieta zawsze byla - ciało super, twarz staruszki sad Nie ma wyksztalcenia bo zabraklo jej punktu z zawodowego zeby mogla pisac mature - poprawila zawodowy, ale do matury juz nigdy nie przystapila (moj partner ma chyba juz 3 lata do tylu w nauce nie wiem czy rozumiesz przeslanie - braku wiary w siebie) - nigdy nie wierzyla w siebie, ale po tym co miala pewnie w domu - dużo nie wiem - nie dziwie sie - jej siostra "lepsza" "ładniejsza" "otwarta" musiala wywrzec tez duzy wplyw (chociaz dzis sama jest żoną bitą od 20 lat w wielkiej patologii, gdzie jej dzieci sa juz totalnie zdegenerwoane (i widzisz "my" probowalismy cioci pomoc, pieniadze, wsparcie, proby rozmowy, meble, cokowliek, do dzis ciocia unika nas bo ma dlug i jak musi to rozmawia z mama sama raczej nie dzwoni), dlatego napisalam ze moja mama MIALA OGROMNE !!!! szczescie ze trafila na mojego tate). Przez stres ma ciagle problemy zdrowotne - jest jak stary czlowiek - blagam zeby poszla do lekarza, juz nawet mowie "dziekuje mamo ze chcesz mnie szybko zostawic na swiecie sama" - ale nie dziala... "nie ma czasu bo musi pracowac", a pracuje w firmie ktora ja wykancza !!!! i wszystko odbija na mnie i tacie.
Powiedzialam jej ze jest DDA wyjasnilam, zaproponowalam pomoc, ale jakos mama wykazala zainteresowanie tylko na ten czas w ktorym o tym opowiadalam. Cierpie patrzac na nia - chcialabym jej pomoc - przyjaciolka mowi ze powinnam uciekac z domu w sensie wyprowadzki jak to bedzie tlyko mozliwe finansowo, bo mama zawsze bedzie mnie "trzymac". Mama kiedys przyznala mi jak spytalam czemu nie ma kolezanek nie wychodzi i jest zla ze tata wychodzi czasami z kolegami (razem oczywsicie tez wychodza) (** Jak moj partner tez sam nie wychodzi - ostatnio troszeczke czesciej sie umawia, a do mnie czesto mial zal ale ostatnio na szczescie nnie tak duzy) mama odpowiedzial : "ale ja wiem ze tak jest, dla mnie rodzna jest wszystkim" ja powiedzialam, ze trzeba miec tez kogos zeby isc na zakupy kawe poplotkowac - a nie ze jak ja akurat wyjde i zlozy sie ze tata tez, to mama siedzi sama w domu i placze, bo czuje sie zostawiona, chociaz tak naprawde nikt jej przeciezn ie zostawil - to okropne dla mnie, naprade, ALE ona "wie ze tata i ja jestesmy dla niej nr 1" i jej nic do szczescia nie potrzeba.
Na terapie wołami jej nie zaciągnę, ona potwierdziła moją diagnoze, ale nie wykazuje nawet 1% checi zeby dac sie zaprowadzic.

247 Ostatnio edytowany przez jasmi1 (2011-08-17 15:38:04)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

AB89 - Ty nie szukasz moim zdaniem matki ani ojca, twoje cale zycie bylas w gotowosci pomoc matce, dziecko obarczone czyms czym nie jest w stanie sprostac w doroslym zyciu ma potrzebe pomagania, to wlasnie twoj nalog. Ojciec i ty gotowi w kazdej chwili pomoc matce, matka tez nieswiadomie wyrabiala w tobie poczucie winy ... bo ty idac np. sie bawic na impreze juz szlas z balastem , ze bawisz sie kosztem poczucia sie matki.
To niestety tak jest  ze to rodzice powinni zapewnic wszystkie potrzeby emocjonalne dzieci a nie na odwrot.
Doroslas ale twoj nalog pomagania i pomocowosci ci pozostal.
Twoje potrzeby schowalas w najciemnieszy zakamarek duszy.
Rozwiazujsz caly czas cudze problemu - nie wlasne.


cdn.

AB89 - Mysle, ze nie zbudujesz zdrowych relacji z facetem jezeli nie przerobisz z dobrym terapeuta swojego dzicienstwa i przyczyn.
Bedziesz wybierac facetow jako towarzyszy zycia , ktorym bedziesz chciala tez "sluzyc" "pomagac"
a taki facet bedzie tej pomocy od ciebie chcial tylko do czasu, pozniej zacznie sie na nowo koszmar.
Ty nadal nie bedziesz wiedziala dlaczego to cie spotyka: "bo przeciez tak sie staralam" pomagalam , itd.
Ty bardzo madrze piszesz, jak ktos kto znacz przyczyne swoichg problemow ale jeszcze nadal sie waha w nie uwierzyc.

248

Odp: Kochać swój toksyczny związek
jasmi1 napisał/a:

Ojciec i ty gotowi w kazdej chwili pomoc matce

Tylko tata od roku już unika mamy i powoli ma naprawde dość - jego cierpliwość jest ogromna ale sie kończy - już mieli kryzys dyży rok temu.

A ja - nie mam gdzie się schować w ogóle - praca ktorej nie lubię,ale jest okay,bo ją mam i naprawde na moj wiek zarabiam ok pieniadze ktorych potrzebuje, ale nienawidze wracac do domu - dlatego ciągle jak wroce z pracy to z niego zaraz chce wyjsc i sie umawiam - nawet jak jestem bardzo zmeczona - nie mam w domu prywatnosci zbytniej mimo ze nikt nie wchodzi mi do pokoju - rozumiesz ?
A przez to ze wychodze to są ciągłe komentarze, ze ciągle latam i dlatego na studiach jestem do tyłu hmm
Wiekszosc przyjaciolek  mieszka juz sama lub z chlopakiem - tak wyszlo ze ich chlopcy maja mieszkania, lub po prostu kolezanek rodzice mieli dwa i w jendym one mieszkaja, zazdroszcze im ze pospotkaniu wracaja do domu i nadal maja zwykle mily wieczor, ja wrcam pozno i od razu klade sie spac - i potem do pracy. Moj partner tez mieszka z rodzicami, ale jego pokoj to jego twierdza, prywatnosc, on tam lubi byc, ja w swoim domu czuje sie jak w wiezieniu, ciagle sie boje ze matce zmieni sie humor i o cos sie przyczepi i zacznie krzyczec. Boje sie do niej cos powiedziec i tak samo do partnera , rozumiesz - zrobie zly krok cos co im nie bedzie odpowiadac i mam przesrane - rozumiesz ?
A moja pojeb.... (bo juz sie wsciekam z tej bezsilnosci) głowa ciagle probuje ich ratowac i dawac im poczucie ... nie wiem czego ale na pewno tego czego potrzebuja ich CHORE glowy sad

249 Ostatnio edytowany przez jasmi1 (2011-08-17 15:42:46)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Doskonale to rozumiem.
Powiedz mi prosze czy wynajmujac mieszkanie, pokoj... mialabys uczucie ze ranisz matke? ze ona czulaby sie opuszczona?
Prosze cie wyobraz sobie ze wpadasz radosna w piatek do domu i mowisz mamie ze znalazlas super kat dla siebie, powiedz szczerze jaka przewidujesz jej reakcje.

250 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-08-17 16:13:42)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

ja już wiem , że to jest przyczyna - nawet mamie powiedziałam szczerze, bo bardzo mi pomaga mimo wszystko w kwestii partnera - mądrze radzi, ja Ty - że przez to DDA ona wpłynęła na to jaką mam dziś sytuacje z facetem, właściwie jaką mam sytuacje emocjonalna - ciagly placz i stres - od paru lat. W zasadzie przyznala racje, i jakby "zmienila" sie - na tydzien. heh...

przez to ze wiem , ze jestem uzalezniona od po prostu bycia z kims - wiec od potrzeby posiadania faceta ktory sie mna zajmie (tak wiem ale wychodzi ze ja sie zajmuje), i od tego calego pomagania i posiadania kogos przy sobie ciagle dla kogo bede jedna z najwazniejszych osob - panicznie boje sie samotnosci - nie wiem czy czytalas wyzej gdzies z zeszlego tygodnia co sie ze mna dzialo po ostatnim teraz zerwaniu. Jestem na dzien dzisiejszy wykonczona, naprawde - jabym nie miala sily walczyc o soebie - wiem co robic - ale nie mam sily, bo jestem w tym sama - musze powalczyc o siebie czyli z mama a ja mam na codzien i odstawic partnera - dwie najblizesz mi osoby...i mimo ze mam wspaniale dwie przyjaciolki - to czuje sie sama, bo tak jest bo to bedzie moja walka, ale czuje sie przysiegam jakby ktos chcial mnie zabic - taki paniczny lek odczuwam przed ta samotna dluga droga (skoro ty juz az 3 lata walczysz i piszesz ze to nie koniec jeszcze).

możliwa reakcja mamy: "ciekawe jak jak ciagle brakuje ci pieniedzy, to bezsensowne wyrzucac pieniadze na wynajem mieszkania skoro tu masz wszystko (dorzucam sie do zycia ale wiadomo ze to nie takie koszty jak wlasne utrzymanie) i to naprawde bez sensu mieszkac samemu w miescie gdzie mieszkaja rodzice i tylko sie dorzucasz do zycia, ale jak chcesz" - nie wiem moze wlasnie tak by zareagowala, bo czesto to slyszalam jak mowilam ze chcialabym mieszkac sama jakbym mogla - tata z reszta tez uwaza ze to bez sensowne wyrzucanie kasy, i babcia tez (z babcia jedna mam super kontakt - jak przyjaciolki- znaczy ona mnie tak traktuje- umawiamy sie na kawe itp)

______________________

dlatego wiem ze jak po rozstaniu probuje sie odciac od parnera to jest potrojni kgorzej bo wracam do domu , w kotrym nie chce byc, a w pracy musze byc "happy" - nie mam gdzie uciec i poukladac wszystkiego. mamy teraz nie bylo 2 tyg - wakacje, ale juz pierwszego wieczoru - nie wyrzucilam wacikow do demakijazu tylko wrzucilam do sowjej kosmetyczki - komentarze przez 15 minut.
prasuje za mnie i to wypomina - mowie : "nie prasuj moich rzeczy, jak nie bede miala w czym chodzic to wk oncu pewnie zaczne myslec i prasowac , a jak ty tylko masz pretensje a i tak potem za mnie to robisz, to czego wymagasz ? " to sie rowna temu ze mowi ze "ze ona tu mieszka i wszystko robi za nas i ze ona nie chce zyc ze stosem ubran i dlatego prasuje" . i 100 akich sytuacji

______________________

co do reakcji , zawsze jest tak. Dostaje zawsze takie argumenty , których nie umiem "zbić" więc uznaje je za najlepszą radę - jeśli chodzi o ordziców, a jeśli o partnera to ZAWSZE naprawde jest tak, że jak spotykamy się wyjaśnić jakąś kłótnie czy cokolwiem , to mimo ze naprawde calym sercem np patrze obietynie i umiem sie przyznac ale wiem ze nic zlego nie zrobilam, to ona ma takie argumenty - za razem niedorzeczne, ale SENSOWNE, że tak to nazwe brzydko "przegrywam" i nie umiem udowodnic , że np. miałam rację i wtedy znowu zostaje skwitowana: "poje....na".

251 Ostatnio edytowany przez jasmi1 (2011-08-17 16:21:44)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

No widzisz AB89 , znasz juz jej odpowiedz, taty , babci a mnie prosze powiedz co ty myslisz o pomieszkaniu we wlasnych 4 katach, o wlasnej prywatnosci powiedz o twoich potrzebach. Bo ty caly czas krecisz sie wokol problemow innych ludzi (mama , tato, partner)
jak widzisz siebie podczas kupowania glupiego swiecznika, mydelniczki czy Twojego kubka..
Ty caly czas zapominasz ze ty jestes najwazniejsza.
Liczy sie opinia od matki do baci tylko gdzie TY w tym wszystkim?
Twoja mama mialaby odpowiedz ktora od razu cie cofa o krok, ty nadal nie wierzysz we wlasne sily, ze poradzisz sobie tylko z gory zalozone ze to oplaty , ze ci kasy brakuje ze to bez sensu...
Nikt tak naprawde nie zapyta sie: czego ty chcesz...
dzieci ze zdrowych rodzin wyfruwaja z blogoslawienstwem i slowami otuchy ze w razie czego to wiesz gdzie masz swoj dom a jak ci zabraknie na chleb to wiesz ze ci pomozemy.

Odrzucenie, samotnosc to sytuacja jakie kobiety kochajace za bardzo boja  sie najbardziej.

252 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-08-17 16:29:26)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Ja o tym marzę od conajmniej roku, to jest temat nr 2 moim "problemow" poza partnerem. Ale naprawde zarabiam tak że SAMA nie wynajme mieszkania, pokoju. Jak ostatnio uslyszalam ze przyjaciolka moze bedzie wynajmowac to od razu niesmialo, ze jakby chciala ze mna i szukala kogos to ja bardoz chetnie - ale to bardzo drogie mieszkanie (bo to jej mieszkanie ktore jej mama wynajmuje, ale ona wlasnie chcialaby tam mieszkac i po prostu placic mamie za wynajem normalnie, bo jednak to mieszkanie to jedno z glownym srodkow utrzymania). Ja placac za swoja szkole i wynajmujac z kims - eh - rodzice maja racje - nie mam szans sie utrzymac.
Wlasnie mi sie marzy mieszkac z kims z kim sie swietnie dogaduje i czuje "kochana" , bo nie musze koniecznie sama - wlasnie dlatego np z przyjaciolka, lub partnerem (ogolnie partnerem a nie konkretnie swoich, bo na to sie nie zanosi przeciez). Teraz jest sezon ze prawie co weekend rodzice jezdza na dzialke - kocham to - chociaz te dwie doby LUZU, teraz mamy nie bylo 2 tyg, tata wrcal na pon-czw do pracy i znim bylo super - zawsze z nim super mi sie "mieszkalo" jak mam wyjezdzala np na delegacje dawno temu, nie ma pretensji, jak mowie ze wychodze - nie ma komentarzy, jak cos jest brudne czy cos - to zwroci uwage i koniec - i o dziwo nie trzeba mi powtarzac 10 razy...
Plakac mi sie teraz chce bo marze o swoim kacie - a nie mam na to pieniedzy, teraz rodzice z babcia wymyslili mi ksiazeczke mieszkaniowa - fajnie co miesiac ja musze dawac 300 i babcia daje 300 i tam sie odklada na np. wklad na mieskzanie zeby wziac kredyt- a za np 5 lat to juz pokazna wkota . No wlasnie placac teraz za swoja szkole i na ksiazeczke nie utryzmalabym sie.
Nie mam z kim zamieszkac sad
Moje potrzeby oprocz miekszania chociaz to jest naprawde nr 1 - bo to mnie uwolni w duzym stopni od polowy stresow i da swobode decydowania o swoim zyciu.
Chcialabym zeby w koncu rodzice zrozumieli ze ja sie na ten swiat nie pchałam ,ale jeśli już na nim jestem to chce życ po swojemu, powiedzialam hehe im to kiedyś , powiedzieli " przeciez my ci niczego nie bronimy" chodzisz gdzie chcesz, kiedy chcesz, wydajesz swoje pieniadze na co chcesz.
ale to wcale nie tak , bo ciagle jest komentowana nawet w taki sposob niby okay " nam sie to nie podoba ale to twoja decyzja" tata nie kontorluje mnie ale mama " co juz 10ty a ty nie masz kasy, ciekawe na co wydalas" itp.
pragne spokoju, pracy nie lubie sa tu źli naprawde ludzie , ale wiecej na razie nigdzie nie zarobie, jedyne co udalo mi sie wywalczyc to to ze juz 3 raz zmienilam kierunek, po prostu nie czulam pierwszego ani drugiego , teraz koncze pierwszy rok i chce tu zostac, ale jednak 2 poprzednie to byla walka - ze tyle kasy wlozylismy wszyscy ja , rozice babcia, (oddalam im kase ktora mi placili na pierwsze), drugie studia i te juz place sama.
To nie jest tak ze mi nie pomagaja bo pomagaja , pozyczaja kase , teraz nawet chcieli mi dac , bo widzieli w jakims stanie jestem , zeby sobie wyjechala na tydzien.
Czuje sie zwiazana dołujaca praca, domem do ktorego nie chce wracac, i tym ze nie umiem rozmaiwac z chlopakiem. Przyjaciolka mowi zebym rzucila prace jak mnie doluje, nie rzuce bo juz nawet cienia szansy nie bedzie na mieszkanie samej, chociaz teraz itak nie ma, a bez sensu znowu byc kelnerka czy barmanka, jak teraz sumie nie zle placa i siedze zabiurkiem
Nie mam nic.

moje pragnienie ? moc sama mieszkac i miec cos swojego czego nikt nie skrytukuje i mi nie zabierze

253

Odp: Kochać swój toksyczny związek

AB89 - nie da sie wszystkich problemow rozwiazac na raz.
Ale najwazniejsze zebys zaczela zwracac uwage najpierw na siebie, na wplasne potrzeby i pragnienia - ty musisz nauczyc sie byc taka troche egoistka.
Pisalas ze mnie zajalo to az 3 lata ... Heh.. moje zycie niszczylam skutecznie przez 30 wiec co to znaczy 3 lata..
Nie mozesz wziac wszystkich problemow na raz.
Probuj, szukaj do wynajecia nawet skromnego pokoju - mieszkanka.
Moze nie znajdziesz w miesiac moze i nie w trzy ale szukaj. Daj wyrazny sygnal ze podjelas taka decyzje, i ze ona jest niezmienna.
Nie dawaj sobie wmowic ze to nie ma sensu itd. Pamietaj to ty decydujesz!
I koniecznie poszukaj grupy wsparcia i zacznij leczenie.



Zobacz sama gdzie napisalas o swoim najwiekszym pragnieniu... napisalas go na samym dole... tam gdzie wlasnie sa twoje potrzeby  - zawsze na samym koncu.

254

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Będę szukać, ale co z tego jak i tak mnie na nie będzie stać ani za miesiąc ani za dwa.
Za 8 minut wychodzę z pracy - jadę do domu - dziś nie mam się z kim spotkać, i jużo tym myślę i będę myśleć 1,5 h drogi do domu, wrócę i będę się gapić w komputer szukając zajęcia - no ale gapie się w niego w pracy 8 h. Będę czytać forum , szukać ludzi nawet żeby ich poczytać, bo nie lubię swojego towarzystwa, ale dziwne , że jak rodziców nie ma to ciągle siedzę sama w domu - lubię wtedy to.
No właśnie tych problemów jest tyle, że nie wiem co powinnam zrobić już teraz zanim pójdę na terapię - bo pewnie trochę poczekam na wizytę - na płatnych profesjonalistów mnie nie stać.

255

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Postaraj sie poczytac, wyjdz na spcer nie siedz w domu!
Idz na lody, zrob cokolwiek
a z mieszkaniem nie zakladaj z gory ze nic nie wyjdzie. Ja bym sie uczepila tego i szukala, probowala, dalabym ogloszenie na uczelni i w necie o wspollokatorce - wszystko mozna.
Nie mozesz tylko zmienic przeszlosci na przyszlosc masz jak najbardziej wplyw!

256 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-08-17 19:33:55)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

heh umówiłam się z moim "separacyjnym" - bo jesteśmy w separacji chyba, i niby twierdzi a na pewno robi podchody, żeby niby naprawić , ale cały czas też przypomina na różne sposoby, że "przeciez nie jestesmy razem", tu mi robi plany pyta o wakacje, kupuje mi nagle prezent spozniony , a potem cos mu nie leży i jest chamski - CZYLI NORMALKA JAK W ZWIĄZKU - "SŁODZE CI CALY DZIEN I NAGLE SIE OBRAZAM I NIE WIEM O CO CI CHODZI A JUZ NA PEWNO NIE WIEM O CO MI CHODZI DLATEGO JESTEM TAKI BEZNADZIEJNY"
Moja dzisiejsza paranoja:
wczoraj pojechałam do CH i on wiedzac o tym że ok, po czym ja sobie jestem w CH a on dzwoni ze tez jest i gdzie jestem, daje mi prezent tamto siamto,odzywa sie czesto, "melduje" itp, wczoraj: to fakt ze jakis podtekstow typu, ze on proponuje ze pozyczy mi sluchawki, a ja ze no w naszej sytuacji to na razie nie chce pozyczac,a on z usmiechem ze zobaczymy - to ja wlasnie jak widac unikam,odpycham (ze sluchawkami to głupi przyklad, ale te plany zeby pojechac itp) Ogólnie prowadzimy sobie rozmowy o muzyce,pierdołach - normalnie smiejemy sie, ja nie wysuwam sie ze spotkaniem, no bo skoro nie wiem co robic to nie kuszę losu.
On wczoraj spytal czy pojde z nim do CH po spodnie, odpisalam ze okay pojde, no i dziś od rana rozmowa czy mi sie prezent podoba , muzyka, coś tam, i on nagle pyta czy moi rodzice jada w ten weekend na dzialke, ja ze nie wiem bo teraz byli i czemu pyta, a on ze chcial wpaść z laptopem i pościągać rzeczy ktorych u siebie nie może z internetu (on ma limit, ja bez limitu neta), odpisalam ze może to zrobić u brata, i z uśmiechem zeby mnie nie wykorzystywal, a on ze nie moze u brata czegos tam do konca zrobic, no a ja powtorzylam ze niech mnie nie wykorzystuje tak , a on nagle "chcialem wpaść to byl pretekst,ale nie to nie, ide sie uczyc pa" no i ja że okay i pa. I tak jak wczoraj np po korkach sie odezwal od razu i w ogole tak dzis myslalam ze po nauce i korkach pewnie spyta czy idziemy po te spodnie no ale ze 4 h ciszy no to zadzwonilam jak wrocilam i pytam czy cos sie stalo, a on ze nic, ja mowie ze mogl napisac po korkach, a on "widzialem na gg ze napisalas (a napisalam jak mu idzie nauka) ale bylem na chwile i teraz gram", no ja powiedzialm ze mi przykro ze skoro widzial ze pisalam i nic nie napisal (cokolwiek ze nie bylo go, ze juz po zajeciach - wczoraj sam z siebie napisal) po czym sie rozlaczylam i zaraz sms " czy ide do CH" napisalam ze chcialam i myslalam ze bedzie chcial isc i dlatego czekalam az sie odezwie, a on ze robie problem i histeryzuje i czy chce isc czy nie, ja ze jesli chcial sie umowic naprawde to tak, a jesli  tylko dlatego ze ja zadzwonilam i z przymusu to nie chce, a on ze robie problem i czy ide... i jak zwykle sie umowilam.
Najlepsze jest to, ze ja po prostu nie wiem co myslec bo jednego dnia sam sie "melduje" chociaz tego nie wymagam bo nie jestesmy razem, przycodzi do CH jak wie ze tam jestem - nigdy tego nie robil, ten prezent mnie juz w ogole rozwalil, a dzis nie wiem obrazil sie ze nie napisalam "tak przyjedz blagam do mnie na weekend" ???
To ja mam paranoje i histeryzuje bo spytalam czemu nie odpisal/odpowiedzial jak pisalam o 15 (a jest 19) jesli wczoraj ciagle i ciagle pisal i ten nalot w arkadii, czy on po prsotu - ja to tak odbieram - obrazil sie za to ze go nie zaprosilam do siebie na weekend i dlatego mnie "olał"
Bo normalnie jak ze soba jestesmy to jest naprawde NORMALNE ze sie nie odzywamy np pol dnia, a dzis tylko spytalam czemu nie odpowiedzial, no bo jak on mi zadaje pytanie i ja mam zajecia to jak je koncze i widze wiadomosc to REAGUJE. Po prostu nie wiem czy ja naprawde zrobilam jakas histerię czy on po prostu odwraca kota ogonem, bo sie obrazil wczesniej i teraz wmawia mi ze ja "szukam klotni"
Chce wiedziec na przykladzie tego , bo takie sytuacje byly nie rzadkie.
a ja juz nie wiem , bo ze paranoje mam to wiem, ale czy ZAWSZE ? bez przesady.

_____________

tak czy siak mimo ze nie poczulam sie milo potraktowana tylko z laska , umowilam sie - jestem super ! ale moze to bylo normalne jjednak zachowanie tylko ja mam paranoje wiec on ma racje i powinnam sie spotkac ? smile o boże naprawdę mam karuzele w glowie !

Jak powiedzialam dzis przyjaciolce o tym o czym pisałysmy, to powiedziala - czyli co on jest teraz wybieloby bo ty masz taki problem ? Kochana on jest chory psychicznie nie zaleznie od tego jaka bys nie byla zdrowa czy chora umyslowo..
czyli moze to nie wszystko wynik mojej przeszlosci.

257

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Jasmi1 - furtka jest otwarta jak na razie. Staram się ją zamknąć ale On nie ułatwia mi sprawy (ale o tym opiszę pod kreską...)
I pójde za Twoja radą- z pewnością ide na terapie. Już jestem świadoma po tym artykule, że nie jestem zdrową kobietą.

AB89- w Krakowie są te spotkania. Jedno kosztuje 25 zł. wejdz sobie na stronę kobieceserce.pl i tam znajdziesz dokładne informacje ! smile a co do Twojej opowieści- to zaraz biore sięza czytanie, bo widzę , że wielka dyskusja się rozwinęła w związku z tym, szubciutko napiszę co mi leży na duszy i już odpisuje na Twój post smile

-----
Furtka... No tak. Miałam się zabarykadować i odejść. A co się stało ? Po wysłaniu mu tego maila ( z artykułem) przeczytał go i nagle zaczął non stop pisać i dzwonić by mnie wspierać. Nawet gadał z koleżanką w pracy, która była w podobnym związku i która chce się ze mną spotkać. Z początku mi się to podobało, że zrozumiał sytuacje i chce mi pomóc (pomyślałam, że nie będę musiała sama przez to przechodzić)... ale tak nagle doszło do mnie uczucie, że to ja jestem winna tego, że nasz związek był toksyczny. To, że on mnie bił było moją winą, to że był agresywny słownie- również moja wina. I że to ja muszę się naprawić, a on jest idealny.I nie mogę sie wyzbyć tego myślenia... Ponadto dzwonił przed chwilą do mnie i poprosiłam go byśmy się nie kontaktowali do poniedziałku w ogóle. Dlaczego tylko do poniedziałku ? ech... jak wam to powiem, to mnie zabijecie, a szczególnie Ty Jasmin... Bo jadęz nim na te węgry na dwie noce. Jako koleżeństwo mamy jechać. Ale to jest właśnie otwarcie tej furtki. Czyli jak narkoman - będę testować swoją silną wolę...
Już dziś w rozmowie poczułam, że chyba moja decyzja słabnie. Dlaczego ? Ponieważ on powiedział coś takiego :
-Merry, nie będę na Ciebie nalegał ani nic, ale ja czuje, że do siebie wrócimy. Myślę że za pół roku albo rok. Po prostu musisz stanąć na nogi.- nawet nie wiecie jak mnie to zabolało... ale najgorsze jest to, że przeszło mi przez myśl "pół roku ? to jeszcze tyle muszę czekać ? To znaczy, że Ty nie chcesz być z chorą psychicznie kobietą?"... oczywiście mu tego nie powiedziałam jedynie:
-Nie planujmy niczego.- co też jest swego rodzaju zapewnieniem, że wroce.

On wciąż powtarza byśmy zachowywali się jak dorośli ludzie, i nie wymazywali tych trzech lat i nie tracili ze sobą kontaktu. Ale ja mu powiedziałam, że w momencie gdy poczuje, że naprawdę razem nie jesteśmy to będziemy musieli na chwile urwać kontakt. Chciałabym aby to się wydarzyło po węgrzech. Gdy wrócimy chce urwać kontakt. Bo zacznę chodzić na terapie i nie chce działać w obie strony.
I najgorsze jest to, że nie boje się teraz że się rozstaniemy...boje się panicznie (PANICZNIE!!!) tego, że On nagle dojdzie do wniosku, że też już mnie nie kocha i nie chce ze mną być...W dodatku zaczęłam się czuć jakby to On mnie zostawił i wewnętrzna Merry (ta kochająca za bardzo) już chce walczyć o związek. I tylko rozsądek kazał mi urwać chwilowo kontakt. Bo niepokoi mnie fakt, że ja przestałam cierpieć. Może to dziwne, że mnie to niepokoi, ale nie czuje jakbyśmy się rozstali. Bo nic się nie zmieniło- jedynie to, że sie nie widujemy. Ale on wciąż mówi do mnie "misiu", pisze mi smsy na dobranoc. Ja staram się być "służbowa" ale to na nic. I jak głupia czekam na te węgry. Wiem, że źle zrobie. Wiem. Ale nie uciekne od tego. Marze pojechać na dwa dni na wakacje. I jeśli sie uda, nie bedziemy spac w jednym łóżku. I obiecałam sobie ze kazdego dnia bede wychodzić na godzinę by móc trzeźwo pomyśleć... Nie chce popełnić błedu...

Boli jedynie świadomość (choć nie powinna boleć !!!!! I nie powinnam tak myśleć !!!) że nawet jeśli mu powiem "Wróćmy do siebie" to On odpowie "Merry, jeszcze za wcześnie, najpierw idź na terapie, pomóż sobie a potem pomyślimy"....

Boje się, że koszmar dopiero się zacznie...

258

Odp: Kochać swój toksyczny związek

AB89 - Jak czytałam Twoj post, to aż mi się micha "ucieszyła"... raczej ironicznie i dodam tyle "skąd ja to znam?".... No właśnie z autopsji. Mam wszystkie jego hasła do fb, nk i poczty oraz allegro. Sprawdzałam mu poczte regularnie. I wiele razy nakryłam go na kłamstwach. Raz w taki sposób ze rozmawiałam z nim przez telefon siedząc na jego poczcie a on w tym samym momencie kasował wiadomosci... To była nieco inna sprawa- nie chodziło o koleżanki żadne tylko o "poppersa" (to taki płyn który jak się powącha to ma się fazę na 30 sekund i podobno podczas masturbacji są lepsze doznania) Zabraniałam mu tego poppersa bo zaczynalo to być jego nałogiem. Taki flakonik teoretycznie powinien starczac na 3 miesiace (oii duzo o tym czytalam) a jemu starczal na niecały miesiac.I zeby byc jeszcze bardziej perfidną szperaczką, grzebałam mu w komputerze na ktorym mial 18giga pornoli !!! Miałam paranoje na tym punkcie. Wiec weszłam na allegro,zobaczyłam ze zamówił poppersa. Weszłam na maila- było potwierdzenie zamówienia. No i na jaki genialny pomysł Merry wpadła ? Że zadzwoni do niego by podał jej hasło do allegro, bo chce sobie zamówić książkę. Ponieważ był w pracy powiedział " Oii nie mam hasła przy sobie bo to jest takie generowane hasło, mam w domu zapisane, jak wroce to ci podam".Oczywiscie to byłą mega ściema, bo ja znałam to hasło i było ono takie samo jak do maila!!! No i poczekałam az wroci do domu. Zadzwoniłam czy mogłby mi podać hasło. W tym samym czasie siedziałam na mailu i allegro. I najpierw zniknelo powiadomienie z maila a zaraz potym, na moich oczach na allegro. I zaczela sie wojna. Nie ukrywalam nigdy tego, ze go szpiegowalam. Ale przez to byl bardziej ostrozny...

Oii takich sytuacji bylo wiele... I niestety, na taka paranoje nie mamy wplywu. Jesli raz zostalo zachwiane zaufanie- juz zawsze tak bedzie...

259

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry , rozumiem, że chcesz wyjechać na wakacje, odpocząć, pewnie od pracy, naładować akumulatory, ale wyjazd z nim to według mnie bardzo kiepski pomysł. To Ci na pewno nie pomoże, żeby powoli zaczynać nowy etap, bez niego.
Lepiej już w ogóle nie jechać - i fakt , szkoda wtedy, że nie ma wakacji, ale chociaż jest to mądra decyzja, albo pojedź sama gdzieś jak masz możliwość.
A tak w ogóle, to telefon powinnaś wyłączyć, nie kontaktować się z nim, tak jak pisała koleżanka odstawić go totalnie, boli, boli, ale inaczej się nie da.
Dobrze, że widzisz, że jesteś kochająca za bardzo, że jesteś uzależniona i sama widzisz, że te stany są u takich  kobiet naturalne, odstawienie nałogu nigdy nie jest łatwe, czy dla alkoholika czy dla osoby kochającej za bardzo. Zawsze jest to długa droga i niestety bolesna, nie da się inaczej.

260

Odp: Kochać swój toksyczny związek

wasze historie sa takie rozne a takie podobne...
I przepraszam dziewczyny, jestem KKZB ale NIE JESTEM osoba chora psychicznie!!!!!
uzalezniona ale nie jestem psycholem:)

Posty [ 196 do 260 z 422 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Kochać swój toksyczny związek

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026