A ja myślę Merry, że powinnaś skończyć te głupie gierki i postawić na szczerość. Po co Ci to "wielkie wejście" spóźnionej na własną imprezę. Idź jak radzi mama do terapeuty i spróbuj rozwikłać ten węzeł gordyjski w jaki się dałaś wplątać. Teraz sama nic nie wiesz, a bez świadomości co i jak, będziesz tylko coraz bardziej nieszczęśliwa. Powodzenia ![]()
Podobne tematy
kup nową kartę startową i spokojnie dzwoń do koleżanki i mamy. W ogóle bym zmieniła numer telefonu na Twoim miejscu i dałabym go tylko zaufanym osobom.
Przykro mi to pisać ale też nie wierzę,że zerwiesz z Nim w niedzielę ![]()
Merry OGARNIJ SIĘ proszę On NIE JEST CIEBIE WART !!!!!!!!! zrozum w końcu !!!!
Przeczytaj Swoje posty w których cytujesz jego sms`y. w żadnym nie ma miłości i szacunku, jesteś bo jesteś
133 2011-08-05 10:33:38 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-08-05 10:43:26)
No to teraz moja kolej. Wybacz, że wczoraj nie napisałam, ale trochę mi to zajmie, późno wróciłam a rano trzeba dziś było wstać do pracy. Ale jestem i zamierzam napisać Ci - mam nadzieję parę przydatnych przykładów ze swojego niestety własnego doświadczenia, chociaż zawodzisz mnie, bo po Twoich postach po prostu wiem, że to się prędko nie skończy i w zasadzie moje teraz wypociny i innych forumowiczów na nic się zdadzą,bo nic się nie zmieni. Poniekąd to rozumiem, bo sama jeszcze swojej sprawy nie zamknęłam do końca i wiem ile lat można za przeproszeniem srać pod siebie, no ale wiadomo - łatwiej jest radzić niż samemu tak postąpić. Tak czy siak napiszę, ponieważ Twoje konkretne sytuacje są identyczne w zasadzie do moich, więc czuję się całkiem kompetentna ![]()
Po tym mało co wnoszącym wstępie
- zaczynam:
AB89- Bardzo chce żebyś mi przesłała tą ksiązkę. Możesz wysłac na maila : marjaa@o2.pl. I co do tej agresji- wydaje mi się, że mój facet robi to nieumyślnie, aczkolwiek wszystkiego (tak jak mówisz) dowiem się z książki.
Książkę wysłałam, i ''daję'' Ci ją (nie żartuję) jako spóźniony prezent urodzinowy , ponieważ uważam, że mimo, że najlepiej iść do specjalisty to ta pozycja zmieniła moje myślenie i pozwoliła robić malutkie kroczki ku SZCZĘŚCIU (bo przecież przy naszych partnerach - nie oszukuj się proszę - przecież go nie znajdziemy). Dlatego mam nadzieję, że za rok w urodziny będziesz dzięki tej książce i dalszych krokach po prostu szczęśliwa i wolna od słownej agresji (fizycznej również!) - do tego życzę Ci spokoju ducha, spełnienia marzeń - ale tych ZDROWYCH
i dużo uśmiechu i optymizmu :*
Ja w swoim związku właśnie teraz czuje się jak zło konieczne. Podobno w związku człowiek powinien się czuc lepszym człowiekiem- ja się czuje gorszym... taka prawda. Obwiniam się za wszystko co jest złe. Przynajmniej do tej pory tak robiłam. On stara się to na wszystkie sposoby udowodnić mi, że to JA jestem beznadziejna... A gdy ja mu wyliczam jego błędy- mówi "tak masz racje jestem do dupy" i wtedy robie wszystko by wyliczać jego zalety i oczywiście mu zaprzeczam... i wychodzi na to, że ja jestem tyranem... On umie mnie podejsc. Idealnie zna moje słabe punkty. Wie kiedy może krzyczec i pyskować i wyklinać do mnie, a wie kiedy musi byc potulny. Za każdym razem efekt jest ten sam- czuje się fatalnie i obwiniam...
Przeczytaj to jeszcze raz, potem jeszcze raz i jeszcze i... podpowiem Ci, chociaż proszę pomyśl sama - czy to nie jest zwykła manipulacja ? Tak jest - mam IDENTYCZNIE. A czy świadoma manipulacja jest przejawem uczucia-miłości ? Troski ? Zainteresowania ? Czy świadome powodowanie, że partnerka/partner zaczyna się czuć jako ktoś gorszy jest przejawem miłości ? Czy wykorzystywanie słabych punktów jest przejawem miłości ? Ja po pewnym czasie po prostu swojemu partnerowi przestałam się zwierzać, bo wiedziałam, że za jakiś czas - krótszy,dłuższy - przy jakiejś kłótni użyje moich ZWIERZEŃ/TAJEMNIC o mnie/o moich słabościach przeciw mnie - czy wiesz jakie to uczucie, kiedy zwierzasz się ukochanej osobie ze swoich problemów i wnętrza a potem ta osoba Ci wali w ten punkt ? Jeśli nie wiesz to super, ale na pewno się kiedyś dowiesz jeśli zostaniesz w tym czym tkwisz.
I błagam nie przytakuj - bo prawda jest taka moja droga, że ty tylko nam przytakujesz i w zasadzie jestem trochę zrezygnowana co do Twojego przypadku i tak sobie myślę, że jeśli jak ten terror wytrzymałam 5 lat - to Ty może właśnie jeszcze tyle jak nie więcej to pociągniesz- chociaż zastanów się - Ty po 3 latach szukasz pomocy - możesz mieć mniej "zniszczone ja" , tylko musisz sobie uświadomić pewne podstawowe i niepodważalne rzeczy - i tu odsyłam po raz już kolejny do "Toksycznych słów"
CO DO TWOICH URODZIN:
Nie wiem czy to Ci da do myślenia, ale posłuchaj jak moje urodziny wyglądały (miałam je całkiem nie dawno) i co być mi gdybym to napisała na forum jako pytanie o pomoc - doradziła. A potem zastosuj się do swoich własnych zaleceń ![]()
Dzień przed moimi urodzinami spotkaliśmy się po GIGANTYCZNEJ kłótni - rozstaniu (po raz setny;]) , dostałam chyba pierwszy albo drugi raz od 5 lat kwiaty w ramach przeprosin, powiedział, ze to nie prezent tylko właśnie przeprosiny, potem, że rozmawiał z mamą (ma cudowną mamę) i w ogóle super extra - pogodziliśmy się. Jak już się rozjechaliśmy to wieczorem "strzelił focha" jednak , a poszło o taką bzdurę, że szkoda gadać - coś z portalem społecznościowym, no ale spokojnie mu wyjaśniłam, ale już czułam w sms'ach, że wcale nadal nie jest "ok". Wcześniej mówił, że w urodziny pomoże mi coś tam robić w pracy przez neta, potem się spotkamy i w ogóle - cud,miód,orzeszki. Także rano wstałam pełna humoru i radości, pojechałam do pracy i czekałam aż mój "miś" wstanie (a obiecał że wstanie wcześniej, żeby mi właśnie pomóc) i się odezwie...miało to być ok 10-11... godzina 11 - cisza, 12 - cisza, ok 13 - napisał. Ja się cieszę , że wstał, chociaż tak późno, a co dostałam: "co jak ja się nie odezwę to Ty też" - no i się zaczęło - ja tłumaczenie, że mam urodziny i że myślałam, że napisze i że obiecał mi pomóc i rano wstać dlatego czekałam - z tego słuchaj wyszła taka awantura, że jak wychodziłam z pracy - to zostałam znowu nazwana "nienormalną" , dostałam życzenia sms "wszystkiego najlepszego", i odwołał spotkanie bo już nie miał ochoty. Po czym pare godzin później napisał, żebyśmy udali, że teraz dopiero zaczyna się dzień moich urodzin i tamtego nie było itp - tak, jasne pojechałam do niego na noc i w ogóle - ale wiesz jak się czułam ? CHU - ** - WO. Czy na tym mi zależy ? Żeby ciąglę udawać, że jest ok - bo dla niego było już OK - nic się nie stało - a jednak przecież od rana do 20 chcialo mi sie plakac, a potem to juz oszukiwalam siebie ze jest ok. Czy Ty czulas sie super jak juz przyjechal ??? Czy to jest prawdziwe szczescie udawac , ze jest OK ?
Nie musisz tego komentować - bo ja już to dawno pojełam - po prostu pomyśl - co on zrobił dla sowjego "widzimisię" - tak samo jak Twój z rowerem.
CO DO SNÓW:
Ja również miewam - zwłaszcza po dużych kłótniach tak, że przez np tydzień - dzień w dzień śni mi się, że albo mnie zdradza, albo się o mnie stara.
Sny są jedynie wyładowaniem tego o czym intensywnie podświadomie lub świadomie w ciągu dnia myślimy - pomieszane z tym co/kogo widzieliśmy danego dnia, miejsc itp.
No i jakoś niedawno P. zadzwonił do mnie w sprawie tych wakacji. Że znalazł miejsce itd, tanio etc... No ale okazało się ostatnio, że ja nie będę miała ani złamanego grosza bo muszę odłożyć na studia i dentystę. Na co on " Dobra to ch..j nie pojedziemy. Jak zaczniesz rozsądna być to zadzwoń"...
Nie rozumie teraz Ci pisze, że chciał Ci wakacje zafundować a wczoraj, że przez to, że nie masz kasy nie pojedziecie ?
Sama zobacz co on Ci robi z głową
Nie będę się rozpisywać, bo wierzę w Twoją inteligencję ![]()
Nie rozumiem jak może być tak, że Ci "przechodzi" po takich słowach, on prowadzi rozmowy tak samo jak Mój - po prostu tak, żeby 1. nie można było nic powiedzieć - zagadać, 2. zrobić z dziewczyny wariatkę 3. obrazić, 4. i jak się ją do płaczu doprowadzi to jeszcze raz dosrać i się rozłączyć ![]()
Nie dobrze mi...
No i te smsy..."kocham cie" zaraz "jestes maruda bo ja sie staram" "kocham sie" "jednak nie bo pieprzysz glupoty" ble ble ble
Kurde miałam coś dziś napisać a w zasadzie to nie wiem, co bo to tak jakbym miała komentować swoją własną sytuację, tylko, że ja wiem co robić - Ty jeszcze nie - i to męczące, że nie ważne co napiszemy i tak z nim jeszcze będziesz i koleżanka ma rację, że nie zerwiesz z nim w niedziele ani w następną ani kolejną - ja to tak odbieram Twoje posty, że Ty czekasz na niewiadomo co, a tak naprawdę myślę, że nawet jakby Cię dźgnął nożem to i tak nie byłby to wystarczający powód.
On nie ma do Ciebie szacunku i nie będzie już miał - kolejny raz jedyne co mogę polecić, bo pisanie idzie na marne - czytaj książkę.
Acha - Popieram za dziecinade robienie jutro "na złość" z tym spóźnieniem - zachowujesz się jak on - nie normalna rozmowa - zdrowe podejście, tylko - byle by zrobić na złość - żeby się poczuł "jak ja" - a po jakiego grzyba Ci to ? POczujesz się przez 5 minut lepiej, po czym on Ci skręci taką jazdę, że wybiegniesz z płaczem ze swojej imprezy, a jeśli nawet nie - to potem on Ci też znowu zrobi na złość i tak w kółko do końca świata (i jeden dzień dłużej). Dziewczyno chcesz się z nim tak bawić - to się baw, ale nie miej wtedy do siebie pretensji, ani do niego - ja tez tak sie zachowywałam a i tak po 5 latach jestem w tym samym punkcie - czyli w dupie ![]()
134 2011-08-05 11:39:09 Ostatnio edytowany przez Merry (2011-08-05 11:45:40)
Anhedonia-nie chodzi o wielkie wejście. Właściwie chodzi o to, by impreza nie wyglądała jak moje urodziny, bo obawiam się od Niego "niespodzianki"... bo naprawdę myślę o odejściu...(ale o tym za chwile...)
nici- ja doskonale Ciebie i inne dziewczyny rozumiem, że w to nie wierzycie... Samej ciężko mi przychodzi wiara w to, że tak zrobię...
AB89 - Czytając książkę, mam czasem wrażenie, że ja też jestem w tej "Pierwszej Rzeczywistości". Że też poniekąd manipuluje nim. Oboje zaczeliśmy tak na siebie oddziaływać, tyle, że mama mi stara się uświadomić, że to On mnie tego nauczył, bo nigdy taką osobą nie byłam... Powiedziała mi jeszcze że stałam się starą, zrzędliwą babą, a nie młodą dziewczyną z chęcią do życia...
A problem z odejściem jest taki, że mama zabroniła mu przychodzić do nas. I wręcz rozkazała mi z nim zerwać. Powiedziała, że i mnie do domu nie wpuści jak tego nie załatwie do końca tego tygodnia... I wczoraj jak siedziałam na ganku, paliłam papierosa to pomyślałam " Cały świat nie może się mylić, a jednak nadal mam w sercu niepewność. Ten sms o tym ile dla mnie zrobił... Może i manipulacja, ale trafna. Trzeba być s..ką by odejść od faceta który tak wiele dla mnie robi. A zarazem trzeba być kretynką by być z facetem który niszczy mi życie." Bałam się. Czułam jakby to już był koniec - i nagle czułam pustkę. Taką przerażającą samotność !!! Ja wiem, że on mnie kocha. Jestem tego pewna, ale nie jest świadomy tego jak mnie rani. I choć rozsądek mówi- odejdź, to serce- zostań. I ja zawsze umiałam kierować się tylko sercem i wychodziłam na tym jak Zabłocki na mydle...
Mam teraz dużo do przemyślenia... Wasze słowa są mi potrzebne bo im więcej ich czytam tym coraz bliżej (niż dalej) jestem tego rozstania... Za chwilę włącze telefon... Nie wiem jak się to dalej potoczy. Ale nie chce zrobić z gęby cholewy, więc nie przystane na jego przeprosiny.
Módlcie się za mnie. Bo czuje jakby mi się grunt pod nogami obsuwał.
----
Napisał mi smsa " M. niespodzianka urodzinowa nie wypali w sobotę, ale wszyscy mogą w niedziele, tylko nie wiem co ty na to..."
Odpisałam : "Jeśli mogę Cię prosić, to nie rób mi żadnej niespodzianki"
Ale mi teraz smutno... On się tak stara a ja jestem taka wredna .... ;( ;( ;( I pewnie teraz wszyscy znajomi będą wiedzieć o niespodziance i jak z nim zerwe to będą patrzyc na mnie jak na s..kę ;(
Jego smsy pokazują że traci nad Tobą władze i gubi się bo nie wie za jakie sznurki ciągnąć... Przeprasza-Cię to nie rusza,obwinia-Cię to nie rusza... Chłopaczyna się gubi i bardzo dobrze! Kochana jeśli by dzwonił czy pisał-nie odbieraj nie odpisuj... Z czasem mu się to znudzi! Pokaz mu że teraz przegial i Ty się wycofujesz powoli... Lekceważ jego usilny kontakt-nie zwracaj uwagi na to-smsy kasuj od razu bez ich czytania...
Twoje słowa nie były wcale zbyt mocne,ale były ostre na tyle że ukazują iż zacznąsz rozumieć cały problem i chcesz walczyć o siebie. To krok milowy w Twojej sytuacji ![]()
cieszy mnie to,że masz wsparcie u swojej mamy-moja o niczym nie wie... Powiedziałam jej tyle,że pokłóciłam się z R,o całej sytuacji nie miała pojęcia... Nie chce jej martwić itp. Fajnie,że chce Ci pomoc-widzisz nawet ona uważa że nie warto...
Owszem popełniłam głupotę z tym samobójstwem,ale to tylko ukazuje jak bardzo byłam uzależniona,jak bardzo byłam pod jego wpływem,jak nisko upadłam i dotknęłam dna...
W momentach metliku przeczytaj wszystkie posty oraz przypomnij sobie ile ran Ci zadał,ile bólu i ile smutku. Co wtedy czułas? Jakie odczucia miałas? To pomoże Ci się wyrwać z metliku,a poprowadzi do zdrowego myślenia. I główna zasada-NIE ANALIZUJ JEGO ZACHOWANIA! Tacy ludzie działają schematycznie,ale Twoje próby zrozumienia tego nie wpłynie dobrze na Ciebie...
Kochana polecam Ci jak i każdej innej tutaj kobiecie przeczytać książkę Patricii Evans Toksyczne Słowa... Jeśli którąś by chciała książkę dajcie znać mam ja u siebie na kompie. Wyślijcie mi maila na priv ze swoim adresem-postaram się wieczorem wysłać tym które chcą...
Jeśli chcesz możemy również pogadać prywatnie niż na forum-jestem do dyspozycji... Jakby co to pisz,dawaj znać itp
Cóż... za późno odczytałam Twój post i odebrałam telefon (piąty...). Przepraszał, kajał się a jak mu mówiłam o co chodzi, to tez zaprzeczał ze idealna nie jestem... Załuje ze odebrałam bo nic z tego nie wynikło tylko moje łzy. On powiedział, że chce się starać itd... i na słowa "P. już mam dość tej Twojej manipulacji mną"... odpowiedział "Ty mną też manipulujesz" I właściwie na każde moje słowo odpowiadał "Ty też..." . I jak ja mam tu nie widzieć swojej winy... Kuźwa... Mam już tak tej całej sytuacji dość ;(... Napiszę do Ciebie maila z moim numerem gg...
137 2011-08-05 18:16:59 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-08-05 18:24:24)
Merry, dużo kobiet uzależnionych od faceta mówi 'nigdy bym sobie życia przez faceta nie odebrała' , myślą, że mają kontrolę nad swoim życiem, a tu życie je zaskakuje... Dlatego powinnaś się ratować, bo Twój przypadek wcale nie jest lepszy. No, a inna sprawa, że przez takiego dupka nie warto nawet płakać, a co dopiero odbierać sobie życia.
A te smsy to kolejna manipulacja, pod tytułem wzbudzenie w Merry poczucia winy, że to niby Ty taka niedobra... No i specjalnie, napisał, że kolega też tak uważa, że to Twoja wina, żebyś poczuła się winna i pomyślała, że faktycznie to Ty przesadziłaś. A doskonale wiesz, że to JEGO wina.
Poza tym skoro ciągle mówił 'Ty też' to kolejny przykład, że on nic nie zmieni, że on nadal będzie tak postępował.
I wszystko bym dziś zaprzepaściła gdyby nie wasze słowa. Chyba przez nie jestem silniejsza. Miałam kłotnie z matką. Dwie furiatki rzucające do siebie co tylko pod ręką. Najbardziej zabolały mnie słowa "Idź sobie teraz do P. bo jesteście oboje tak beznadziejni !"... Oczywiście wiem, że ona mówiła do w zdenerwowaniu, ale zabolało.
I gdy ryczałam samotnie na łózku w soim pokoju. Nagle zrozumiałam że w chwilach gdy z matką było ciężko, zawsze pisałam do Niego... a Tu pokłóceni jesteśmy, ja chce odejść... I jeszczemu napisałam smsa, żeby sobie nadziei nie robił bo to koniec... a tu bach... Nie wiem co robić. Nie napisałam mu nic. Było mi tylko ciężko to przeżyć. Bo pomyślałam, że stoje teraz przed dwoma szalami. Na jednej stoi mama i jej wsparcie, na drugiej stoi P. i Jego wsparcie. Jej potrzebowałam gdyby on odszedł. Jego potrzebowałam gdyby z mamą było aż tak źle jak dziś... I nie wiedziałam komu mogę bardziej zaufać. Ona mnie tak dziś zraniła, że pomyślałam, że nie mogę odejść od Niego bo zostanę kompletnie sama, nikt nie zrozumie mnie bardziej niż On jeśli chodzi o matkę. I ona mi tak obiecywała, że bedzie mnie wspierać a tu nagle taki figiel... Nie było to wsparcie lecz dolanie oliwy do ognia.
Nie zrobiłam jednak nic głupiego jeśli chodzi o P. Wiem, a nawet jestem pewna, że przyjedzie do mnie niedługo by porozmawiać. Bo od rana mnie prosił o rozmowę choć nie chciałam się zgodzić... Więc co będzie to będzie...
A swoją drogą miałam mieć tą impreze jutro, a okazało sie ze P. bez mojej wiedzy wszystkich umówił na niedziele. Wiec dzwoniłam by to odkręcic, ale kazdy ma juz inne plany na sobotę wiec zostaje niedziela... Ładnie tak robić komuś niespodziankę zmieniając date imprezy ???... Źle sie z tym poczułam.
Tak, wiem, wiem, boisz się samotności i rozumiem to, bo każdy z nas boi się tego bardziej lub mniej.
Tyle, że nie powinno się byc z nikim , tylko dlatego, żeby nie być samotnym. Nawet jeśli nadal tu jest jakieś uczucie do P. to i tak wiesz, że powinnaś zwiewać, bo on Cię niszczy.
Teraz masz wrażenie, że przeciwko Tobie jest cały świat, ale na pewno tak nie jest.
Twoja mama na pewno Cię kocha , mimo tego jak strasznie postąpiła. Zgadzam się, powinna spokojnie porozmawiać i przytulić, dać Ci wsparcie, może wtedy byłoby Ci łatwiej. Ale ona też jest człowiekiem i pewnie nie była już w stanie powstrzymać emocji. Widzi jak siebie niszczysz i widzi, że nie słuchasz jej, żeby odejść od niego i jest bezradna, pewnie stąd jej zachowanie.
Każda matka martwi się o swoje dziecko i różnie się to przejawia.
Myślę, że pewnie nie raz próbowała spokojnie z Tobą rozmawiać i tłumaczyć, że związek z P. to farsa. Ty też to widzisz, lecz nie kończysz tego, Matka się boi, widzi, że niszczysz siebie i swoje życie, boi się o Ciebie.
Skoro pokłóciłyście się, to podejdź do Niej i zagadaj na spokojnie. Powiedz, że nie chcesz kłótni . Mam nadzieję, że sie pogodzicie.
Jeżeli nie udałoby się, to mam nadzieję, że masz inne bliskie osoby - znajomych , przyjaciół. Oni też pomogliby przetrwać Ci ciężki okres po rozstaniu z P.
Nie poddawaj się.
P. Cię nie wspiera , tylko Tobą zręcznie manipuluje. Raz może i będzie miły, lecz potem znowu wybuchnie. Dlatego przy nim naprawdę nie możesz czuć się bezpiecznie.
No i nawet bez Twojej wiedzy P. przełożył imprezę, dziewczyno, jak wiele jeszcze on musi zrobić, żebyś znalazła siłę, by odejść? Zastanów się nad tym.
Nie chce wam nawet mówić bo mnie zbesztacie z błotem... Jestem skończoną idiotką. Przyjechał wczoraj. Błagał, przepraszał mówił "Obiecuje ze sie zmienie ! Jesteś dla mnie najważniejsza ! Poza Tobą nie mam nikogo! Nie wiedziałem ze Cię to aż tak dotknie ! Nie chce Tobą manipulować ! Jesteś moim największym skarbem w życiu ! Obiecuje będę teraz uważał na to co mówie" itd itd... No i powiedziałam, mu że w takim razie nie podejme teraz decyzji... Że jeszcze zobaczę co przyniesie "jutro"...
Czułam się tak roztargana jak nigdy. Bo serce mówiło zostań, a rozsądek -odejdź. I jeszcze wasze słowa, mojej matki... Czułam, że jak zostanę wszystkich zawiodę... A mimo to nie powiedziałam ani tak ani nie. Jedyne co na końcu powiedziałam "Nadal nie czuje ulgi..."... I wiem, że mam dalej kamien na sercu i chcialabym go zrzucić. Nie wiem jak... Pewnie odejście to jedyna rzecz która by mnie uwolniła... Ale na razie... muszę to dzwigać... Bo nie umiem być zimną s..ką ...
rozumiem...mam podobną sytuację - od jakiegoś roku dojrzewam do decyzji by powiedziec ostatecznie nie, to koniec odchodze i ciagle cos mnie powstrzymuje i znajduje glupie wytlumaczenia, to usprawiedliwialam sie tym ze niue poradze sobie z samotnoscia, to ze zostane sama jak palec to ze zostalam przez pol roku bez pracy i zadnych dochodow - na jego utrzymaniu ale teraz wszystko sie zmienia...znalazlam fajna prace z ktorej jestem zadowolona i w koncu dojrzalam do tego zeby odejsc choc przyznaje ze latwo nie bylo i pewnie nie bedzie...jestesmy a wlasciwie moge juz powiedziec ze bylismy razem ze soba 8 lat, poki co mieszkamy jeszcze razem ale to kwestia czasu i mojej organizacji przyznaje - ale juz odwrotu nie bedzie - facet ktorego kochalam tyle lat, z ktorym mialam wspolne plany marzenia zmienil sie nie do poznania czasem patrze na niego i zastanawiam sie czy to ten sam czlowiek... przykre
zaczal byc zaborczy wulgarny w stosunku co do mojej osoby nie ma wstydu publicznie pokazywac tego ze mnie nie szanuje poczatkowo sie wstydzilam uciekalam ale w koncu powiedzialam dosc - jestem zdecydowana zaczynac nowy rozdzial zycia i jestem z tego dumna - innym tez polecam
wiem ze najgorsze przede mna - jak zamieszkam sama - ale jestem silna i wierze ze dam rade!!!
trzymajcie kciukii hehee
maleńka85 - wiele lat minęło zanim podjęłaś tą decyzję. To musi być naprawdę trudne dla Ciebie, ale najważniejsze by mieć do siebie szacunek. Podziwiam kobiety które po tylu latach potrafią powiedzieć "dość" ! A zamieszkasz sama- też ma to swoje plusy. Myśle ze uwolnienie się od toksycznego partnera zrzuca ten kamień i ucisk na sercu.
Ja wciąż mam ten kamień. Chciałabym go zrzucić i jak głupia nie potrafię powiedzieć zwykłego "koniec". I już nawet nie dlatego, że go kocham- bo dzięki temu forum, zrozumiałam że to nie miłość, już nawet nie dlatego że będę sama, ale dlatego, że nie umiem skrzywdzić drugiego człowieka tak jak mnie wiele razy krzywdzono. Chciałabym, być na tyle egoistką i choć na chwile zapomnieć, że ON też coś czuje. I właściwie jestem z nim z litości. Nie jestem z tego zadowolona, ale robię mu przysługę. I gdzieś w tym wszystkim uświadamiam mu po kolei, że ten związek już dawno się wypalił... przynajmniej z mojej strony. I kwestią czasu jest to, że On pozwoli mi odejść ... Przecież nie będzie umiał dotrzymać obietnicy bym już nigdy przez Niego nie płąkała... To jest niemożliwe- za dobrze go znam...
Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że w końcu z nim zerwiesz, nie zważając na sentymenty i litość. Taki związek nie ma sensu.
Daria i Monia- przeczytajcie całą treść tego posta, to wam bardziej naświetli sprawę... liczę na waszą pomoc...
Daria196 - strzeliłaś w samo sedno. Pokolei postaram Ci się odpowiedzieć : To jest właśnie facet który boi się bliskości. On nie potrafi wyrażać swoich uczuć, ale usprawiedliwiam to Jego sytuacją w domu. Stracił ojca w wieku 16 lat. Matka jest zimną wsianką. Jego 33letni brat ma schizofrenie i jest pasożytem w domu (jak na mój gust jego brat wcale nie ma żadnej choroby psychicznej, po prostu jest pieprz* leniem!). Jego 28 letnia siostra ma dziecko z innym a zyje w konkubinacie z jeszcze innym, jego druga siostra (25 lat) utrzymuje faceta co najwyzej na 3 miesiące... Tak jak Piotr-zanim mnie poznał. Po prostu ja mu odejść nie dałam. Bo też próbował uciec. I powiem Ci że wlaśnie najbardziej obawiam się przyszłości. Bo przezyje to co jest teraz. Przezyje bo... no właśnie. Nie wiem czy to co czuje do Niego to miłość czy przywiązanie. Mieszkam w małym miasteczku gdzie kazdy kazdego zna. Tu ciężko byłoby mi o nim zapomnieć, bo nasze drogi przecinałyby sie dzien w dzien. Poza tym tyle spraw nas łączy i tyle wspomnien...no właśnie. Możliwe ze to kwestia tego jakim był mnie trzyma przy nim. Albo moja urojona wizja tego jaki mógłby byc. Bo nie oszukujmy się na 365 dni w roku idealnych jest może 90. Reszta to porażka. Ponadto- nie chce go skrzywdzić odchodząc od niego, ale wiem ze - te dobre i złe myśli- kiełkują. I kiedy z pewnościa bede to chciała zrobic... ale czy odejde , czy znowu stchórzę ?...
Co do wypowiedzi Moni_3103 - odpowiadam sobie na pytanie, dlaczego z nim jestem takimi słowami : bo ja wiem, że on ma dobre serce, lepszego od niego nie znajdę... Nie chce faceta ktory bedzie patrzyl tylko na mnie pod katem seksu... Ty jesteś kobietą kochającą za bardzo... Moja droga- przez to samo przechodziłam ! Kupiłam książkę, czytałam czytałam. Potem poszłam do jednego i drugiego psychologa- dzis wiem ze nie kocham go za bardzo... Ja po prostu sie uzależniłam. I kolejny psycholog, kolejna książka... wszystko na nic, bo pomimo iz uczucia sa słabsze - uzależnienie zostaje. Mam delirium jak mysle ze moge go stracic choc na jeden dzien... POnadto, widzę, że mam podobną sytuacje do Twojej... W momencie gdy moj jest zmeczony, lub miał gorszy dzien w pracy- to mi się obrywa... A potem tylko nieustające poczucie winy... i odbicie w lustrze na które nie mam ochoty patrzec... I te ciągłe przeprosiny... błagania o wybaczenie... za co ? właściwie, za nic. A po co ? Po to by był święty spokój i by znów mnie "kochał" i "lubił"...
I kolejna podobizna... Kiedyś tez byłam optymistką, byłam niezalezna i wesoła. W takiej sie mnie zakochał. Dziś wszystko jest szare i czarne i wiem ze nic mi sie juz nie uda. A on nadal myśli, że jestem w glebi duszy tą dawną młodą M. tą szaloną i wesołą...Nie... Choć mu krzyczę w twarz, ze tamta M. odeszła a powstała nowa- ponura i szara... On mi nie wierzy !!!!!!! Łudzi sie ze jestem inna...
POwiedz mi jak mu powiedziałaś ze odchodzisz? w jakiej sytuacji ? jak zareagował ?I na koniec dodam jedną ważną rzecz - tkwi we mnie przeświadczenie, że poniekąd macie racje, a z drugiej strony- że nie znacie nas, nie znacie go... Że może to ja wszystko zaczelam widziec w czarnych barwach i to jak mnie traktuje naprawde jest moja winą ?On chce wiecej wolnosci a ja go moze przytłaczam... I dlatego, dopoki nie bede pewna, ze to Jego wina to nie odejde... Także,czasem marze by nakryc go na zdradzie, bo wtedy sie uwolnie...
Dzień dobry
chciałabym , żeby każdy kto choć raz pomyślał w ten sposób napisał coś od siebie .
Uzależnienie? czy to narkotyki , czy hazard , czy prostytutki , czy alkohol , czy uzależnienie od kogoś.
Wszystko ma swój schemat. I zawsze wygląda tak samo.
Różnią się miejscowości , kraje , nazwiska , kolor włosów , ale schemat jest ten sam.
Droga Merry.
Opowiadaj jak tam poszły urodziny i jak sobie poradziłas z P ;*??
No urodziny powiem wam ze przeszły nawet dobrze. Nie było ani kłótni, ani jakiś dziwnych sytuacji. Tylko najgorsze było to, że jak patrzyłam na Niego to czułam taką niechęć. Nawet on to zauważył... Ale kazałam mu na mnie nie zwracać uwagi. Jakaś taka zniechecona i wyczerpana jestem... nic więcej nie jestem w stanie opisać jak na razie...
Moze w kocu zniecheciłas sie do niego ,ale wiesz ja tez tak czasami mam a pozniej jak patrze to serce wymieka i przepraszam.
Wesoły - tak czytając Twoją litanię doszłam do wniosku,że chyba lubisz taką sytuację,kobieto odejdź od Niego,kiedy nie będzie zbyt późno,na razie masz parę siniaków,ąle kiedyś może być coś więcej.Sama piszesz,że jest agresywny,czyli damski bokser,dawno bym go rzuciła.Jest tylu wartościowszych facetów,a Ty ciągle w tym toksycznym związku.Obudź się.
Po części się już obudziłam natolinko. Tkwie teraz w takim letargu a może bardziej agonii naszego związku. Zauwazyłam że oboje się trzymamy na dystans. Chciałabym,żeby wszystko się już wyjaśniło... ale na razie nie mam już siły cokolwiek robić. Jestem znudzona.
Ponadto- podjęłam decyzję , że jednak nie jade z nim na wakacje. Chociaż w tej kwestii posłuchałam was w 100%.
NOoooooo brawo dziewczyno !! to już coś, małymi kroczkami ale do przodu ![]()
nici- dzięki ![]()
Swoja drogą jestem teraz tak zdenerwowana że szok ! Półtora roku temu moi rodzice postawili mojemu P. wyjazd do egiptu z nami. Pożyczyli mu 1200zł, które obiecał, że bedzie oddawał 100 zł miesiecznie. Mija połtora roku (jesli nie dwa...) a on nadal ma u nas dług w wysokości 600zł. I mówie mu teraz- oddaj im pieniadze, bo ja potrzebuje za szkołę zapłacic do konca tego tygodnia, albo pożegnam se ze studiami, a on na to(pieprzony egoista!) -Nie oddam i już. Oddam w roku szkolnym. - tłumacze mu, że potrzebuje tych pieniedzy, ze jest jedyna osobą ktora mogłaby mi je teraz dać i ze teraz mi są potrzebne a on na to
"Nie i koniec. Trzeba było oszczędzać. Najwyżej nie pójdziesz na studia. Wali mnie to."
Jak można tak powiedzieć ? Ja piernicze... Ma się dług wobec kogoś i tak się zachowuje jakby to było coś złego ze sie upominam o kase... I moi rodzice są tak źli na Niego, że sie w pale nie mieści. Nie chcą go w ogole widzieć. Nie dziwie im się, bo on ich notorycznie przy mnie obraża... Ja pier... mam go tak dość ze szlak mnie trafi !!!!!!!!
Brawo, bardzo dobra decyzja, że z nim nie jedziesz. Bałam się, że się złamiesz, ale nie. Kroczek do przodu ![]()
No widzisz jaki egoista. Mi jak na razie rodzice płacili za szkołę, ja nie pracuję, choć wiem , mogłam, lenistwo mnie zżerało przez ten cały rok, ale płacili, mój chłopak też dołożył jak mógł.
Sama widzisz jak mu "zależy".
No i jeszcze sprawa jego długu, dupek, dupek i jeszcze raz dupek !
o Boże! aż zła na siebie jestem, że nie trafiłam wcześniej na ten wątek...
Droga Merry... własnie skończyłam czytać temat. W Twoim zachowaniu widać postęp... chociaż taki malutki, że podjęłaś decyzję o tym, że nie jedziesz... o tym, że widzisz jego wady! bo zalet to on chyba w ogóle nie ma... Budzisz się
powolutku, ale się budzisz
i bardzo mnie to cieszy
Przede wszystkim, olewaj to co on do Ciebie pisze, co mówi... owszem słuchaj, ale nie przyswajaj sobie tego do wiadomości! robisz malutkie kroczki do przodu, i dlatego wierze z całego serca, oraz trzymam za Ciebie kciuki, że dasz radę!
co do zachowania Twoich rodziców, Twojej mamy... Moja Droga, czy Ty zdajesz sobie z tego sprawę, że Twoi rodzice chcą dla Ciebie jak najlepiej? Troszczą się o Ciebie, widzą jak się męczysz, jak tracisz nerwy przy tym imbecylu! Nie miej żalu do Mamy, bo naprawdę robi to tylko z troski!
Co do Ciebie... tak jak wspomniałaś w którymś z postów: Ty kierujesz sie sercem i to jest kolosalny błąd! pomyśl na spokojnie ile ten człowiek wyrządził Ci krzywdy? mało tego było? za mało by się rozstać? teraz jak już sama zauważyłaś, że jesteś zmęczona, zniechęcona osobą P, tymbardziej powinnaś zrobić kolejny krok! Nie marnuj sobie życia! Może zrób sobie listę jego WAD, nie wypisuj zalet, bo jestem pewna, że jego zalety są wyidealizowane przez Ciebie!
NIE! NIE! NIE! żaden kochający czlowiek tak nie postępuje! Otwórz oczy! posłuchaj Kobietek, Mamy i wszystkich tych którym zależy na Twoim szczęsciu i chcą Ci pomóc!
Trzymam za Ciebie kciuki, a nawet całe ręce! do dzieła moja droga!
:*
Na moje oko to Ty jesteś z nim tylko dla seksu. Sorry.
@Merry, czytam te twoje wpisy, historię, postępy. Nasuwa mi się wniosek, że powoli, ale to bardzo powoli stawiasz kolejne kroki w stronę uwolnienia się z tego toksycznego bagna. Zgadzam się z Ona
Myślę, że pora ściągnąć różowe bryle, przez które na niego patrzyłaś
O ile takie były, ale z tego, co widzę coraz szybciej pozbywasz się idealizowania petenta. I dobrze. Czyżby przywykł do tego, że jesteś zawsze i to Ty za nim biegasz i prosisz, kiedy on zawini?
Każda kobieta i każdy mężczyzna jest zaborczy, zazdrosny, złośliwy, kiedy ma swoje chwile, ale... on ma je ciągle?
Faktycznie, pogubił się, bo ty stajesz się silniejsza, a On zdecydowanie nie był na to przygotowany. Powoli zamieniasz się z nim miejscami, przyjmujesz dobrą taktykę. Tylko bądź silna. A rodzice chcą dobrze. W mój, podobny związek nie ingerowali w ogóle, ale kiedy go zakończyłam, skakali wręcz z radości, że w końcu zacznę żyć i spotkam kogoś, w kim zakochają się i oni i ja. No, i tak się stało
Dla mnie przełomem była zdrada, do której dołożyło się też wiele czynników. Olewanie, przedmiotowe traktowanie i wmawianie mi zupełnie innej rzeczywistości (oczywiście - wierności). I jakoś tak się stało, że po prostu obudziłam się któregoś dnia i stwierdziłam, że nie mogę na niego patrzeć.
Życzę Ci tego samego. Znaczy się, nie żadnych takich hardkorowych rzeczy, ale tylko tego uczucia, że nie jest dla Ciebie. Może i nawet obrzydzenia wobec niego ![]()
156 2011-08-11 12:26:59 Ostatnio edytowany przez nici (2011-08-11 12:27:30)
katarynka.kata jakiego seksu ? Przeczytaj uważnie wątek. Gdzieś przecież pisała że rzadko. Chyba nie przeżyłaś podobnej sytuacji i nie kochałaś za mocno.
Jak dla mnie to wystrzeliłaś jak Filip z konopi z tym swoim podsumowaniem
Przy takich przeżyciach to się seksu odechciewa
Ciekawi mnie na jakiej podstawie katarynka wysunęła takie wnioski?
158 2011-08-11 12:29:11 Ostatnio edytowany przez Ona9019 (2011-08-11 12:30:18)
wybacz nici, nasze posty prawie się pokryły, ale widzę, że mamy takie same spostrzeżenia.. ![]()
Przepraszam, za pisanie posta pod postem
ostatni raz- przysięgam! ![]()
a Ja się nie gniewam ![]()
Merry daj znać proszę jak się miewa sytuacja? ![]()
Ona9019 fajnie że wpadłaś
Staram się olewać to co mówi i pisze, ale jest to ciężkie bo On wie jak uderzać w moje najsłabsze punkty. Teraz np. kiedy widzi, że się oddalam przyjął z lekka inną strategie - i wielce ma wielki doł. Nic mu się nie chce i cały czas narzeka. Wiec go jak wariatka pocieszam. Tylko nawet nie wiem co mu mówić... Dosyć skomplikowane, aczkolwiek jestem pewna że zmierza to ku jednemu- rozstaniu...
katarynka.kata - oczywiscie nie masz za co przepraszać ! Kiedyś rzeczywiście (jakiś rok temu) zależało mi głównie na seksie z nim.Bo w tej kwesti jesteśmy dopasowani w 100%. Aczkolwiek teraz... Teraz praktycznie kochamy sie trzy razy w miesiącu i kompletnie nie mam ochoty na seks... A szczególnie na seks z nim. To coś w rodzaju odrazy. Zdarzało się ostatnio i tak, że potrafiłam się rozpłakać w trakcie seksu... Poza tym on zrobił się nachalny i w tej kwestii również zaczeło się nieźle psuć.
Red_Fairy - ładnie to nazwałaś "obrzydzenie" ... no już poniekąd właśnie je mam. Tyle ze jedyne co mnie przy nim teraz trzyma to litość. Żal mi go. Choć pewna osoba ostatnio mi uświadomila, że powinnam patrzyć tylko na siebie... Ale jest to ciężkie. Co do rodziców- jeśli ja z nim zerwe, umrą ze szczęścia i będą mnie wspierać nieziemsko. Wiec poniekąd- nie mogę się doczekać aż to będzie koniec. To włąściwie jest tak absurdalne że sama w to nie mogę uwierzyć, że ja naprawdę chce. Tylko dlaczego wciąż tego nie robie ?Cholerna empatia...;/
----------------------
I swoją drogą nie denerwujcie się tu na katarynkę bo mogła taki wniosek wysunąć. Bo cóż mogłoby mnie przy nim trzymać. Dlatego też wyjaśniłam jej to wyżej ![]()
Jak się sprawy mają ? Przyjechał wczoraj wieczorem. Połozył się na łózku z tą swoją zmiętą gębą i zaczęła się gatka. Okazalo sie, że On nie lubi moich rodziców (z wzajemnością
) i coś tam jeszcze biadolił a ja mu poleciałam tekstem
:
-P. jeśli chcesz zdobyć serce kobiety, najpierw musisz zdobyć jej rodziców. Człowieku zrozum, że jeśli będziesz żył w wojnie z nimi, to tak jakbyś żył w wojnie ze mną!
-Nie będę się nikomu podlizywał.- i o to cały P. i jego duma... a jak mu powiedziałam, zeby przyeszedł do mojej mamy z kwiatkiem, do taty z flachą i przeprosił za to ze tak zwlekał z oddaniem kasy to on na to:
-To niech Oni do mnie przyjdą !
Kuźwa! Góra do Mahometa nie przyjdzie... Litości. To jest tak dumny i perfidny człowiek że szok... No i rozmowa się przerwała- tak nagle.Bo ten wyjął trawsko i poszedł zapalić (ostatnio mu się to coraz częściej zdarza). Jak wrócił, po prostu poszlismy spać. Nawet go nie zatrzymałam, nie zdenerwowałam się- teraz żałuję.
Rano powiedziałam mu że źle się czuje po wczorajszym wieczorze, a on oczywiscie jak zawsze skwitował to słowami "Ja tez".
Brak mi sił... I teraz muszę go wspierać, bo on ma doła ze na wakacje nie pojedziemy, że pracował na to cały rok, ze wydaje na mnie dużo pieniedzy (co oczywiscie po czesci jest teraz prawda, ale nie bede mu wypominać przecież ze przez pierwsze dwa lata związku wydałam na Niego koszmarne pieniadze bo On nigdy ich nie miał...).
Nie kocham go już.
Nie kocham go już.
to do dzieła !!!!!!!!!
szkoda twojego czasu
Nie kochasz go, to droga wolna do dalszego działania ![]()
Co do jego zachowania to szkoda mi kompletnie słów, żeby opisać jego durne i jakże chamskie zachowanie:/
a co to Twojego wspierania: Ty wcale nie musisz go wspierać, on Cie wspierał kiedy było Ci smutno? he?
Zawsze jest "Ja, Ja i jeszcze raz Ja". Ty mówisz pierwsza, że źle się czujesz i co? Wkrada się "Ja też"
Ja ja ja, jaja to urwać takiemu trzeba
Wiesz, pochodzę z tradycyjnej rodziny jeśli chodzi o podejście akceptacji wobec rodziców. Mojego byłego nienawidzili wręcz psychotycznie. Unikali go, dogryzali, ale nigdy nie wymuszali na mnie zerwania lub nie stawiali mi warunków, ale fakt - po wszystkim wspierała mnie mama i wręcz skakała z radości.
Góra do Mahometa - pięknie to ujełaś, aż zabójczo
Niektórzy mają o sobie tak wysokie mniemanie, że aż głupio się robi.
Ona9019- właśnie problem jest w tym, że jedyną jego zaletą jest to, że gdy mi jest źle (oczywiście z innego powodu niż On) to wtedy mnie wspiera. Moze nie dlugo, bo nie jest zbyt cierpliwy, ale gdy mam doła trzy dni to wspiera mnie przez jeden. I to jest zabójczo miłe. Tyle, ze jak on jest powodem dołów, to nie wspiera... oczywiste.
Red_Fairy tylko co tu zrobić, kiedy On wciąż powtarza "ja tez"... chce mu teraz pomóc i staram się być miła, ale on jest po prostu "wielce zdołowany"... tylko za bardzo oboje nie ogarniamy...czym ??? To chyba próba zwrócenia na siebie uwagi i zeby jego dziewuszka zaczęła sie do niego przymilać... ale ja już nawet udawać nie potrafię. I zerwij z nim w takim stanie,a ludzie powiedzą , że s..ka ze mnie... Koszmar
...
Najlepsze było wczoraj, kiedy rozmawialiśmy powiedział mi, że ja to wszystkim przedstawiam ze swojej strony nasze sytuacje i dlatego wszyscy mowią, że On jest zły. A ja wtedy :
-Proszę bardzo, jak chcesz to siadaj na forum, korzystaj z mojego nicku i napisz - napisz wizje naszego zwiazku i tych sytuacji od swojej strony.
-Nie, nie bede z siebie debila robił.
-To przedstaw mi je osobiście...
-No dobrze.. To którą sytuacje mam ci przedstawić widzianą moimi oczami...
-Niech będzie ta sytuacja w której ściskasz mnie za reke i robisz siniaka. Jak byś się obronił ?
-No tu akurat była moja wina.
-Dobrze, więc niech będzie sytuacja jak broniłeś przyjaciółki a mnie oczernialeś.
-No bo to moja przyjaciółka!
-a Ja to co ?Pies ?
I ta bezsensowna rozmowa skonczyla sie tym, ze jednak nie da sie przedstawić pewnych faktów inaczej... I pewnie dlatego ma doła ![]()
Jak się sprawy mają ? Przyjechał wczoraj wieczorem. Połozył się na łózku z tą swoją zmiętą gębą i zaczęła się gatka. Okazalo sie, że On nie lubi moich rodziców (z wzajemnością
) i coś tam jeszcze biadolił a ja mu poleciałam tekstem
:
-P. jeśli chcesz zdobyć serce kobiety, najpierw musisz zdobyć jej rodziców. Człowieku zrozum, że jeśli będziesz żył w wojnie z nimi, to tak jakbyś żył w wojnie ze mną!
-Nie będę się nikomu podlizywał.- i o to cały P. i jego duma... a jak mu powiedziałam, zeby przyeszedł do mojej mamy z kwiatkiem, do taty z flachą i przeprosił za to ze tak zwlekał z oddaniem kasy to on na to:
-To niech Oni do mnie przyjdą !
Hahaha wybacz kochana, ale musiałam wybuchnąć śmiechem na jego słowa ![]()
Kurcze, to oni (tzn Twoi rodzice jeszcze mu na rękę idą a on co?? pożyczają mu kasę powinien się jakoś odwdzięczyć, karwsz twarz barabasz nawet przyjśc i choćby powiedzieć dziekuje, a to ON tego wymaga... Z jakiej niby racji?? Bo on niby co? Bóg z łaski swej?? No proszę Cię, takie prosta w życiu żem nie widziałą...
I teraz muszę go wspierać, bo on ma doła ze na wakacje nie pojedziemy, że pracował na to cały rok, ze wydaje na mnie dużo pieniedzy (co oczywiscie po czesci jest teraz prawda, ale nie bede mu wypominać przecież ze przez pierwsze dwa lata związku wydałam na Niego koszmarne pieniadze bo On nigdy ich nie miał...).
A wybacz podpisałaś z nim umowę, że pojedziesz? Wiesz kobieta zmienną jest i on o tym powinien wiedzieć, pondto w zyciu tak bywa, że czasem plany (dalekosiężne) często się zmieniają w ciągu kilku chwil i powienin być tego świadomy..
Sorry Ty i wsperanie - OKI ale nie jego? Niby z jakiej racji? przyznałaś, że go nie kochasz? Czemu łaskę robisz mu i się nad nim użalasz, jak nad biednym człowiekiem, jakby nie wiadomo jaką mu krzywdę wyrządzono?
Co do Waszej rozmowy to tylko pokazuje, że ewidentnie nie ma przeciwko Tobie argumentów za tym by pokazac jaka to jesteś "zła kobieta". Obracać kota ogonem każdy umie, ale nie każdy potrafi udowodnić własne słowa ![]()
Owszem rozumiem, że chciał bronić przyjaciółki (każdemu się zgadza), ale jeśli ma się partnerkę to raczej powinno się jej stronę bronić a przyjaciółce jakieś słowo wspomnieć, a nie że druga połowa jest na nic...
Wiesz nie fajnie, ze powiedziałąś mu o forum, może teraz szuka itp?? Kto wie, już jedna znajoma została znaleziona i miłych momentów przez to nie miała i to z EX...
Merry czy nie wydaje Ci się, że ten związek się wypalił już dawno temu? Jesteś z nim, ale po co? No po co? Nie kochasz go, gardzisz nim, bo on nie szanuje Twoich rodziców, okazuje się być chamem i egoistą jakich mało, bije i upokarza ukazując tym samym, że ma Cię gdzieś... Pytanie po co z nim jeszcze jesteś?? Aby dalej tkwić w tym bezwartościowym związku i dalej męczyć się psychicznie (jesli chcesz trafić do wariatkowa nieźle Ci to wychodzi - dobrą drogą kroczysz)...
Piszesz, że nie masz już sił... Więc skończ tą bajkę o związku i pier*** to wszystko. Zostaw za sobą a nie męczysz się - jakby nie patrzeć na włąsne życzenie..
Monia genialna jesteś, miałam napisać dokładnie to samo ![]()
Co racja to racja, miał chłopak oddać pieniądze rodzicom Twoim, a unika odpowiedzialności i jeszcze nie umie przeprosić za to, że nie oddawał tak długo kasy. Nieważne czy ich lubi czy nie, przecież to brak taktu.
Nie no, naprawdę. Wymiękam.
168 2011-08-12 10:42:45 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-08-12 13:41:53)
czy nie wydaje Ci się, że ten związek się wypalił już dawno temu? Jesteś z nim, ale po co? No po co? Nie kochasz go, gardzisz nim, bo on nie szanuje Twoich rodziców, okazuje się być chamem i egoistą jakich mało, bije i upokarza ukazując tym samym, że ma Cię gdzieś... Pytanie po co z nim jeszcze jesteś?? Aby dalej tkwić w tym bezwartościowym związku i dalej męczyć się psychicznie (jesli chcesz trafić do wariatkowa nieźle Ci to wychodzi - dobrą drogą kroczysz)...
Piszesz, że nie masz już sił... Więc skończ tą bajkę o związku i pier*** to wszystko. Zostaw za sobą a nie męczysz się - jakby nie patrzeć na włąsne życzenie..
AMEN. Potraktuj to jak mantrę,modlitwę,afirmację. Nie ma nic mniej i nic więcej niż to co teraz zacytowałam,a co napisała monia_3103. Nie rozmyślaj. Ja na dzień dzisiejszy nadaję się do wariatkowa, jestem wrakiem człowieka, schudłam od zeszłego piątku 5-6 kg - przez te 7 dni palę albo jedną paczkę na pół dnia, albo jedną na cały dzień nie częstując nikogo.Od zeszłego piątku od ok. godziny 22 do dziś zjadłam i wypiłam:
- 4 parówki
- 4 kawałeczki żeberek (jeden kawałek wielkości pieczątki firmowej)
- 2 bułki z jabłkiem
- 3 kanapki
- codziennie kawa
- 2 herbaty
- może 0,5 l wody
(z czym oczywiście nie codziennie był posiłek w zasadzie poniedziałek i połowa wtorku nie zjadłam nic)
Nie chwalę się tym i nie żale, tylko dziewczyno ratuj się, bo ja kiedy czułam że mogę odejść godnie - nie zrobiłam tego , bo go kochałam, a teraz on mnie zniszczył i zrównał ze szmatą do podłogi. Nie pozwól na to w momencie, w którym jesteś możesz z tego wyjść bez szwanku, proszę....
(Ps.Mój nie lubił moich rodziców tak samo jak Twój i tak samo ich obrażał, widział ich może 3 razy na 5 lat bycia ze sobą. Tak samo też miał problemy z oddawaniem pieniędzy, czy wystarczająco podobne mamy sytuacje?)
A napisałam to dlatego, bo chcę, żebyś wiedziała jakie są skutki nie słuchania takich rad jak np. Moni - ja nie posluchałam ani przyjaciół ani rodziny, w ciągu tygodnia stałam się nikim - i fizycznie i psychicznie. Po 2. Napisałam to, bo po prostu u mnie wymówki już pod koniec związku typu "no jestes z nim dla seksu" "bo mi go szkoda" "bo w sumie moge byc dopoki kogos nie poznam" itp. były oszukiwaniem innych a już najgorzej, że siebie samej, i ja tak odbieram Twoje teksty, że jest z litości - bzdura
błagam skończ to bo nie masz na co czekać.
Absolutnie zgadzam się z Monią i Truskaweczką... Decyzja, którą musisz podjąć, jest trudna, ale jedyna możliwa... Życzę dużo siły i wytrwałości ![]()
monia_3103 i ja już wiem, że się kompletnie wypaliłam. Dziś wracałam do domu autem i pomyślałam sobie, że jak pięknie mogłoby się teraz potoczyć moje życie gdybym zerwała z nim. Bo póki jestem wśród bliskich- łatwiej jest odejść, a za miesiąc jak wyjade do krakowa, to tam... tam już nie będę umiała od Niego uciec. I tak szukam, myślę... co by tu zrobić, by mieć powód. Bo muszę go mieć TERAZ- jakiś nowy, by móc wypomnieć całość i odejść. Nie mogę odejść gdy On chce się starać. Ale ja już nie widzę przyszłości... To jest tak bezsensowne jak stanie w kałuzy w tenisówkach. Przecież i tak przemokną za chwilę...
AB89 TY też nie możesz skreślać swojego życia w tym momencie. Nie jesteś przecież związana z nim (dosłownie).
----
Wszystkie macie racje... To oczywiste. I ja też wiem że muszę odejść. Tylko teraz weźmy to na logikę - bo tego potrzebuje.Przeanalizujmy całą sytuację.
Spotykam się z nim, mówię mu "papa". On pyta "dlaczego teraz ?".Ja mu odpowiadam "bo (...)".
A On na to "Ale obiecałaś dać mi ostatnią szansę, jeszcze jej nie wykorzystałem, staram się jak mogę a Ty mnie tak traktujesz. Ja chce być z Tobą do końca życia ! Ja nie mam nikogo poza Tobą !"
I oczywiście jeszcze wspomni o tym, że w zamian za to, że nie jedziemy do Bułgarii zgodziłam się z nim jechać na 3dniową wycieczkę. I doda " Ja się tak starałem... Chciałem dla Ciebie jak najlepiej, nie zawsze mi to wychodziło, ale jestem tylko młodym chłopakiem i jeszcze mam czas by tego wszystkiego się nauczyć. Specjalnie zrobiłem ci takie urodziny, chciałem wziąć na wakacje, by Cię na nowo w sobie rozkochać... Nie rób mi tego... "
Ja po takich słowach... nie dam rady. Będę czuła się tragicznie. TRAGICZNIE ! (bo naprawdę go szanuje i kochałam i jestem w pewien sposób mniejszy lub większy przyzwyczajona do Niego...).
Dlatego też tak chce czekać na moment gdy znów się potknie... ale On jak na złość się teraz pilnuje. I mamy mało czasu by spędzać go ze sobą (czyli mało okazji do ostrej wymiany zdań) bo oboje teraz cięzko pracujemy.
Już nic nie wiem... To jest naprawdę dobry chłopak wbrew pozorom- tylko bardzo zagubiony i nie dla mnie. I nie chce go skrzywdzić... Jestem pewna, że gdyby to On był na moim miejscu, w tym momencie miałby ten sam dylemat. On mnie często krzywdzi (owszem!) ale robi to zupełnie nieumyślnie. On już jest takim niedojrzałym i z lekka nieobytym chłopcem.
Mam straaaszny mętlik w głowie... Sama go sobie funduje... Ale jest coraz gorzej... bo czas ucieka. A ja popełniłam błąd, że wtedy gdy się kłócilismy... nie zerwałam.
Masakra ;(
A czemu od razu go usprawiedliwiasz i mówisz, że on robi to nieświadomie ?
Ja bym nie powiedziała. A nawet , jeżeli robi tak, bo ma pewne problemy ze sobą, to przecież, gdyby tak strasznie mu zależało, to pewnie dawno,by się zmienił, poszedł na jakąś terapię, a nie non stop doprowadzał Cię do łez, miał na to AŻ 3 lata - to chyba wystarczająco długo, prawda ?
Na pewno jesteś od niego uzależniona, widać to, a on jest moim zdaniem bardziej przebiegły niż Ty myślisz. A Ty wiecznie go usprawiedliwiasz , to takie smutne. A przecież Ty nie jesteś terapeutką, dawałaś już tyle szans, żeby zmienił swoje postępowanie.
ALE.. i tak zobaczysz, że jego zachowanie złe znów się powtórzy. I wtedy, błagam Cię, nie zastanawiaj się ani chwili i ODEJDŹ , nie słuchaj tych błagań, że się zmieni, bo już miliony razy to słyszałas i skoro miliony razy tego nie zrobił, to już NIGDY moim zdaniem tego nie zrobi. A to, że teraz jest miło, to raczej nie znaczy, że zawsze tak będzie, nie chwal dnia przed zachodem słońca.
Jesteś po prostu strasznie miękka i cały czas pewnie siebie winisz, a nie powinnaś. To on niszczy ten związek i powinnaś odejść od niego już dawno, dawno temu i Ty dobrze o tym wiesz, ale chyba boisz się sama do tego przyznać - bo czasem jest najwygodniej siebie samą okłamywać i udawać, że jest ok , robić dobrą minę do złej gry.
Ja nie umiem dać Ci innej rady niż ODEJDŹ, bo Ty się naprawdę przy nim marnujesz i zasługujesz na o wiele lepsze życie, a ono wcale nie jest uzależnione od bycia czy niebycia w związku. Znajdź swoją godność, możesz być jeszcze szczęśliwa, jesteś taka młoda, nie zmarnuj sobie życia przez takiego palanta, który po prostu zręcznie Tobą manipuluje i traktuję Cię jak śmiecia, a nie ukochaną !!
Witaj, czytałam niejednokrotnie ten wątek i wszystko odpowiedzi do niego bo u mnie jest to samo praktycznie, dlatego te odpowiedzi przyjmowałam trochę jakby były do mnie heh
w końcu odważyłam się napisać bo już jestem na skraju wyczerpania.
Mam taką samą sytuacje tylko że on mnie nigdy nie uderzył ale już niejednokrotnie widziałam że by chciał. Ma oczywiście masę innych priorytetów ode mnie tatuaże, rysowanie, koledzy, palenie. picie ..... i gdzieś tam później jestem ja. Ostatnio mi coś takiego powiedział "jestem zły chłopak i wiem o tym, chcę żebyś ty to też wiedziała ale szczerze szkoda mi Ciebie bo ja nie potrafię zadbać o Ciebie jak należy"
to ja mu mówię skoro tak jest to zerwij ze mną a on że nie chce zrywać.
Chciałam się was dziewczyny zapytać które są lub były w takiej sytuacji czy oni też do was pierwsi nie piszą sms albo na gadu? od pewnego czasu się w ogóle pierwszy nie odezwie, albo nawet nie odpisze na sms jak pisze czy się widzimy, muszę dzwonić czuje się jak jakaś natrętna baba z bazaru
próbowałam się już nie odzywać z myślą że się odezwie ale głupia ja oczywiście się zawiodłam bo on ma to w gdzieś nawet mu lepiej jak nie piszę bo mu dupy nie truje.
Przepraszam wiem że to jest Twój temat a ja się wtrąciłam chciałam bym tylko w paru zdaniach wiedzieć co o tym myślicie. Pozdrowienia
173 2011-08-13 12:33:39 Ostatnio edytowany przez jasmi1 (2011-08-13 12:55:18)
Merry , przesledzialm caly watek.
tak naprawde to ty sama doskonale wiesz , ze jestes uzalezniona. I tak naprawde to potrzebujesz jego, bo on dostarcza ci "haju"
Twoja ostatnia psycholog wcale sie nie pomylila kwalifikujac cie jako DDA, takie uzaleznienia sa leczone a w zasadzie chodzi o terpie wlasnie w oparciu o 12 krokow.
Przerabialam to przez 3 lata , mam za soba terapie.
Bardzo malo kobiet daje sobie samej rade
w takiej sytuacji a nawet inaczej... "odesc kazdy glupi potrafi ale wyleczyc samemu sie nie da"
A to mozna bardzo prosto wyjasnic.. ok. uda ci sie - odejdziesz
ale to nic nie zmieni w twoich relacjach z facetami
nastepny bedzie bardzo podobny do tego co zostawilas..
pozniej czesto slyszymy " moi wszyscy facei byli tacy sami"
Nie bede cie tu glaskac ani bolec nad twoja sytuacja, ja mysle ze ty jestes bardzo inteligentna bestia i tak w srodeczku sama wiesz co jest grane i ze to ty masz problem.
Takie zwiazki nigdy dobrze sie nie koncza, nie mozna w nich byc "troche" tak jak nie mozna byc "troche w ciazy"
Nie mozna wyleczyc sie z nalogu, stosujac mniejsze dawki ,
zadne "male kroczki" cie nie wyprowadza na prosta tu musi byc drastyczne przerwanie tak toksycznego zwiazku.
Takie zwiazki mozna tylko zakonczyc definitywnie i jeden warunek : nie kontaktowac sie nie spotykac itd.
zastanow sie co by zrobila normalna , zdrowa kobieta majac takiego faceta? no proste zostawilaby tylko swoje numery butow na wycieraczce, nawet by znac takiego faceta nie chciala..
Ty jedna uwazasz, ze nie dalas z siebie jeszcze wszystkiego, wyczekujesz na metamorfoze swoje faceta , aznalizujesz kazdy szczegol jego zachowania, i jestes gleboko przeswiadczona , ze juz za chwile stanie sie cud!
"Latwiej sie czeka az to facet sie zmieni niz zmienic sama siebie i swoje zycie" - Cytat
Merry ty pomyslilas milosc z obsesja i poki tego sobie nie uswiadomisz to jestes na drodze niestety ktora tylko cie bedzie sprowadzac w dol.
Zniszczysz swoje zdowie psychiczne a i fizyczne tez.
Pozdrawiam!
Co to znaczy "nie chce go skrzywdzic"?? A on to Cie nie krzywdzil? Nie kaze placic ta sama moneta, ale chronic siebie to juz tak.
Co to znaczy "szukam powodu"?? Ty masz tych powodow miliardy!!!
Bo on wzbudzi wyrzuty sumienia?? A Ty w nim kiedys wzbudzilas jakies? Czy sprawily one, ze sie zmienil??
On teraz sie maskuje i pilnuje-sama mowisz, wiec wiesz doskonale, ze sie nie zmieni i szukasz dla siebie usprawiedliwienia, aby z nim nadal byc.
Nie obraz sie, ale ja to tak rozumiem.
Bulinka, Truskaweczka, Monia i inne zdrowe kobitki..
To nic nie da, kazda kobitea uzalezniona a wiec kochajaca za mocno jest glucha na teksty:
- Po co ty z nim jestes?
-Jak ty mozesz to znosic?
itd. itd....
Kobiety z taka choroba bo to jest choroba sa "meczennicami milosci" - tak to sie fachowo nazywa.
Jezeli ma to szczescie , ze w pore zacznie szukac pomocy fachowej to jej szczescie.
A pomoc moze uzykac wylacznie u dobrego terapeuty i w grupie wsparcia i psycholog ktory zna ten akurat problem powinien wymoc udzial w grupie wsparcia. Tylko druga kobieta z takim problemem moze pomoc. Bez tego sie nie da.
Kobiety z takim uzaleznieniem , sa gluche na kazdy argument rozsadnych rad. to nie dziala i to nie jest ich glupota czy zlosliwosc , to poprostu nie trafia i juz.
Merry to ksiazkowy przeciez przypadek.
Marry, poki nie zrozumiesz ze to ty masz problem nic sie nie zmieni, zadne wczasy, kolacje czy przysiegi.
Trzymam kciuki za ciebie.
wiesz co jestes glupsza niz mi sie wydawalo! Ty mylisz pojecie milosci z przywizaniem... Gubisz i oklamujesz sama siebie bo raz piszesz ze go kochasz raz ze nie-gdzie Twoja pewnosc?
Slucham? On i dobry chlopiec? Sorry dziewczyny ale wydaje mi sie, ze zle pisalysmy Merry. Przeciez to,ze ja bil to jest oznaka milosci. Przeciez Ty sie bardziej licxysz-ukazuje to stojac po stronie przyjaciolki i ocxerniajac Cie przy ludziavh. No i ten szacunek do Twoich rodziow-on ich wprost ubostwia... Patrzcie dziewczyny i oceniajcie-tak mysli Merry. Nie szanuje samej siebie chce byc szanowana.
Wiesz co Ty nam bajki tworzysz... Tak zapewniałas ze dalismy Ci wiele do zroxumienia,z my Cie motywujemy,ze niby ksiazka Cie motywuje,ze mama rowniez dobrze radzi a Ty co? Niby szukasz pretekstu... Wiesz co kazda z nas umialaby znalezc pretekst do klotni i zerwania zwiazku a Ty? Ty nigdy od niego nie odejdziesz-gdybys chciala dawno bys to zrobila...
Teraz jest mily itp ale tylko temu by wplynac na Ciebie bo jest mistrzem manipulacji. Ale do Ciebie zadne argumenty nie wplywaja nie docieraja itp. A szkoda... Welka szkoda
Monia , to nie tak dziala... serio
178 2011-08-13 16:52:11 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-08-13 16:57:11)
Bulinka, Truskaweczka, Monia i inne zdrowe kobitki..
To nic nie da, kazda kobitea uzalezniona a wiec kochajaca za mocno jest glucha na teksty:
- Po co ty z nim jestes?
-Jak ty mozesz to znosic?
itd. itd....Kobiety z taka choroba bo to jest choroba sa "meczennicami milosci" - tak to sie fachowo nazywa.
Jezeli ma to szczescie , ze w pore zacznie szukac pomocy fachowej to jej szczescie.
A pomoc moze uzykac wylacznie u dobrego terapeuty i w grupie wsparcia i psycholog ktory zna ten akurat problem powinien wymoc udzial w grupie wsparcia. Tylko druga kobieta z takim problemem moze pomoc. Bez tego sie nie da.
Kobiety z takim uzaleznieniem , sa gluche na kazdy argument rozsadnych rad. to nie dziala i to nie jest ich glupota czy zlosliwosc , to poprostu nie trafia i juz.
Merry to ksiazkowy przeciez przypadek.
Marry, poki nie zrozumiesz ze to ty masz problem nic sie nie zmieni, zadne wczasy, kolacje czy przysiegi.
Trzymam kciuki za ciebie.
Oczywiście masz rację, po prostu staram doradzać się jak mogę, choć wiadomo niewiele to da przy uzależnieniu.
Masz rację, Ona sama musi zdać sobie sprawę, że MUSI to skończyć i wybrać się na terpię jak już wcześniej też radziłyśmy, bo my możemy sobie gadać, a to niewiele da, terapeuta ma doświadczenie w takich sprawach, wie jak pokierować taką osobą, więc zdecydowanie powinna iść do psychologa i to nie na jedną wizytę czy dwie - tylko więcej, bo tego od razu się nie wyleczy, trzeba motywacji i długiej walki.
Jasmin ja doskonale wiem jak to działa-sama jestem tym typem kobiety. Jednakże Marry przyszła tutaj po poradę i przedstawia Nam swój świat i zycie. Wydaje mi się, że dobrze jest pokazać, gdzie sama popełnia błędy, gdzie sama się gubi-pokazać drogowskaz i tablice informującą bo jak sama zauwazyła GUBI SIĘ JUŻ... A oczekiwanie aż samo z łaski swej problem zniknie na pewno nie rozwiąze zadania... Skoro dziewczyna jest zagubiona należy jej pomóc od tego jest to forum - ja bynajmniej się staram... Jeśli uważasz, że źle to OK są gusta i guściki a oceni sama Merry
truskaweczka19 - no tak... odejście to jedyne wyjście. z tym się zgadzam w 100%. Nawet jeśli by się zmienił, nie chciałabym zostać przy nim. Znudzilo mi się bycie w związku i ciągłe dylematy, problemy... ale to właśnie dzięki WAM!!!
jasmi1 - jesteś pierwszą osobą, która powiedziała, że terapia po związku bedzie obowiązkowa, bo wpadne w sidła takiego samego faceta. I gdzieś czuje... że masz racje. A właściwie jakoś to wiem. Bo poprzedni facet był zupełnie inny niż P. i odeszłam od Niego (teraz się zastanawiam czemu,ale chyba stwierdzenie "bo był za dobry" jest tu idealne...).Przed tym "ideałem" byl D. Ktory był jeszcze bardziej toksyczny niż P. Ale to była moja pierwsza miłość. I to ON mnie zostawił...Paranoja... I teraz tak sobie myślę- dobrze, pójde do terapeuty jak zakoncze zwiazek, pójde oczywiście na NFZ i co... wejde i powiem "Hello hello mam DDA...pomocy" ?... Ciężko jest znaleźć dobrego terapeute, bo przez kilku w sumie się przewinęłam i tylko z dwoma podjęłam terapie- którą oczywiscie przerwałam. I obawiam się (a raczej ciężko mi uwierzyć) że terapia pomoże mi wyleczyć się z toksycznych związków...
Co do drugiego Twojego wpisu- rozumiem już ze sama sobię nie poradzę. Ok. A w takim razie gdzie szukać kogoś kto zna tego typu przypadki ? Przecież nie ma poradni dla kochajacych za bardzo (hehe, przypomniała mi się pewna anegdotka. Gdy pierwszy raz udałam się do poradni, szukałam najbardziej odpowiedniej... I poszłam do poradni od uzależnien. Jak sie pani zapytała od czego jestem uzależniona odpowiedziałam :"Od faceta" - głupio mi było...OKROPNIE !) POza tym opowiadanie kolejnej osobie całych trzech lat... KOSZMAR... nawet mi się nie chce... i po co to rozgrzebywać...To takie... w sumie bolesne.
Bullinka- no cóż... ja w naszym związku zmieniłam się 4 razy. Dokładnie !I po czwartym razie pozostało. Najpierw byłam szczęśliwą, optymistyczną wariatką. Potem szczęśliwą wariatką. Potem już tylko kretynką... a teraz jestem pesymistyczną idiotką (jesli chodzi o związek). I On również się zmienil. Dojrzał. Ale przez to też wyrobił sobie taki a nie inny charakter...;/ i jesteśmy w kropce, tak czy siak. On możliwe ze robi to nieumyslnie, a ja nie zawsze umiem to wyhaczyć aczkolwiek uświadamia mi ze nie jestem idealna i tez to ze On jest taki, jest moją winą...
Monia_3103 ach moja Monia... No tak. Jestem w tym wszystkim beznadziejna, lecz pewne zmiany w mojej głowie zaszły. I to tak na poważnie. Może to dziwnie zabrzmi ale... nawet dzisiaj gdy wracałam do domu samochodem, nie puszczałam już piosenek o miłości- tak jakby znudziły mi się ?przestały podobac ? (zawsze słuchałam tych dołujących kawałków i marzylam oo idealnej miłości...) więc tak przekrecałam kawałki dalej i dalej... i wpadł mi jeden w ucho... test po angielsku ale słowa mniej wiecej leciały tak : Czuje spokój wreszcie, kiedy odeszłaś zrozumiałem, że powrót do Ciebie był błędem. Czuje spokój wewnętrzny"... I wiem, że wewnątrz mnie są zmiany. Każdego dnia się budzę i liczę na to, że coś się zmieni. Że może ja coś zmienię ? I myśle tak całymi dniami, jak mało czasu mi zostało do końca sierpnia i do zaczęcia wszystkiego od nowa...
I nie chce tu nikogo oceniać oczywiście. Dla mnie i słowa krytyki i dobre rady są przydatne.Każde słowo nawet najmniejsze może sprawić, że zacznę inaczej myśleć.Przynajmniej taką mam nadzieję.
------
A teraz z życia wzięte - czyli nowości...
Po pierwsze - gdy byłam dziśw pracy, P. przywiózł jedzenie (pracuje w firmie cateringowej) dla kolegi i połozył je na barze. Ja lałam piwo a przy barze siedział starszy, sympatyczny ale lekko potpity Pan (stały dobry klient). Zadał P. pytanie:
Facet: Przywiezie mi Pan szpinak zapiekany ?
P. (popatrzył na Niego z byka): Nie.
F: Dlaczego ?
(tutaj musiałam się wtracic bo P. w ogole na Niego nie patrzył- tak strasznie go zlekceważył...
Ja: Chyba nie mają szpinaku.
F: Aaa nie macie. A z jakiej restauracji jesteś ? (pytanie skierował oczywiście do P.)
P: Z miejscowej (odburknął !!!)
F: No ale pytam o nazwę.
(i tu też musiałam się wtrącić bo P. patrzył na Niego tym OKROPNYM wzrokiem, który używa gdy patrzy na mnie gdy jest zły...)
Ja: Z K**** (zaszyfrowałam- bo anonimowość w necie to podstawa !
)
Potem oczywiście zadzwoniłam do P.dlaczego taki był niemiły a on na to " Bo mnie koleś wkur...ił". Masakra...
Idąc dalej... (ale się dzis rozpisałam... wybaczcie !!!)
Dostałam od niego smsa jakoś niedawno. "Nienawidzę tej robot". A że akurat w tym samym momencie znalazła mi się kotka która mi zaginęła zadzwoniłam do Niego uradowana i szczęśliwa, że moja malutka się znalazła. Pomijam, że sie nie ucieszył, ale później napisałm mi smsa " Ty nie potrafisz mnie pocieszyc i mi pomóc. I nawet nie próbujesz się starać. Pier..lony kot jest ode mnie ważniejszy !"
Nie odpisałam.. Bo po co ? No i oczywiście poszedł na impreze... a o ile dobrze pamiętam ( a ja zawsze db pamiętam) mówił kilka dni temu że ma "depresje"... hmmm... ciekawe. Ale podobno poszedł na jedno piwo... Niech no wróci późno !!! - będzie wojna...
I tym miłym akcentem - bez żadnych zbędnych komentarzy zakańczam dzisiejszy ogromny post !!!
Dziękuje wam... BARDZO. (cały dzień czekałam by przeczytać to co napisałyście... Po prostu tylko to mnie trzyma przy równowadze psychicznej !)
181 2011-08-14 00:12:17 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-08-14 00:12:58)
Odnosząc się do Twojej całej wypowiedzi, to moim skromnym zdaniem trzeba wybrać terapeutę odpowiedniego, a szukać można wszędzie informacji : gazety, prasa.
Na stronie kobiet kochających za bardzo znalazłam to:
Jeśli jesteś nieszczęśliwa z powodu mężczyzny i podejrzewasz lub odkryłaś, że jesteś uzależniona od miłości możesz skorzystać z bezpłatnych konsultacji mailowych, które pomogą Ci rozwiązać ten problem.
Już samo napisanie o problemie stanowi krok naprzód, przełamuje bowiem Twoją dotychczasową bezradność. Pozwala uporządkować Twoje myśli i emocje, wyrazić Twoje pragnienia. W ramach konsultacji możesz liczyć przede wszystkim na pełne zrozumienie Twojego problemu.
Po drugie, możesz liczyć na sugestie, jak sobie z tym problemem poradzić.
Konsultacja mailowa pozwoli Ci uniknąć bezładnego poszukiwania wyjścia z sytuacji, umożliwi uzyskanie wsparcia, tak potrzebnego w trudnych chwilach, pomoże w uświadomieniu istoty Twojego problemu.
Konsultacja mailowa jest bezpłatna.
Aby skorzystać konsultacji mailowej, napisz do nas list na adres
kobieceserca@home.pl
w pole "Temat" wpisując "Konsultacja".
Opisz swój problem tak dokładnie, jak potrafisz, napisz dlaczego czujesz się nieszczęśliwa, co Cię najbardziej boli, czego pragniesz. Określ swoje oczekiwania odnośnie konsultacji. Twój list powinien zawierać informacje, umożliwiające nam wczucie się w istotę Twojego problemu. List nie może przekraczać objętości 10 000 znaków (ze spacjami).
Odpowiedź otrzymasz mailem w ciągu 21 dni. Zapewniamy całkowitą dyskrecję, Twój list zachowamy tylko do naszej wiadomości. Jeśli będzie taka potrzeba, zwrócimy się do Ciebie o podanie uzupełniających informacji, a jeśli po naszej odpowiedzi będziesz miała wątpliwości lub pytania, również będziesz się mogła nimi z nami podzielić - dostaniesz od nas dodatkową odpowiedź.
Konsultacje udzielane są przez terapeutki z zespołu Ośrodka Terapeutyczno-Rozwojowego Kobiece Serca w Krakowie:
Eugenię Herzyk, Małgorzatę Rohowską, Anetę Boryczko,
Agnieszkę Brajczewską i Barbarę Jutrzenkę-Trzebiatowską.
truskaweczko19 - już wysłałam tam maila... Dziękuję ![]()
Merry , bez terapii niczego nie zmienisz.
Ale terapia to poczatek musi byc w polaczeniu z grupa wsparcia.
Czyli podobnie jak dziala AA , masz spotkania z terapeuta ale masz rownia wazne nawet wazniejsze spotkania z grupa na mityngach.
tych dwoch stron nie da sie pominac . To musi wspolgrac.
Takie grupy wsparcoa istnieja wlasnie przy klubach AA
sa to tez najczesciej DDA - osoby wspoluzaleznione
Taka terapia to ciezka praca nad soba - Bo problem ty masz
Mnie to zajelo 3 lata ale to naprawde minimum.
Takie grupy wsparcia sa wlasnie przy klubach AA - bo tez cale leczenie oparte jest na "12 krokach" powracania do zdrowia.
Wazne zebys zrozumiala ze takie tkwienie w twoim zwiazku to czysta destrukcja.
Ktora jest nalogiem , obsesja..
I tak jak narkoman czy alkocholik ktory odstawia swoj "haj" tak samo ty cierpisz po zerwaniu z takim facetem.
Ale warunkiem leczenia jest najpier odstawienie...
czyli w twoim przypadku : odstawienie faceta
drastyczne ciecie.
Napisze rano wiecej teraz niestety noc glucha:)
Pozdrawiam!
184 2011-08-14 10:41:38 Ostatnio edytowany przez meggs (2011-08-14 10:43:30)
Witajcie Drogie Kobietki!
Znalazłam to Forum wczoraj...
... i też potrzebuję pomocy....
Przez 11 lat byłam w toksycznym związku i chyba od początku wiedziałam, że jest toksyczny.
Moja historia jest tak zagmatwana, że bardziej już chyba nie może. Mieliśmy w tym związku wzloty i upadki, momenty w którym kochaliśmy się ponad życie, ale były też i takie, w których się nienawidziliśmy.
Mamy też Córeczkę - największy Skarb.
Część tego czasu mieszkaliśmy osobno, ale nie było to spowodowane próbami rozstania, a sytuacją w jakiej byliśmy (dobra praca w innym mieście). Rok temu zmieniłam pracę i znów wspólnie zamieszkaliśmy. Pan IKS bardzo na to czekał, wiele razy mówił, że już tak nie chce żyć, że sobie nie radzi bez nas (Córcia była ze mną) itd.
To był trudny rok, problemy w nowej pracy, dużo stresu i wszystko na mojej głowie, łącznie z finansowym utrzymaniem domu. Pan IKS sobie z tym nie radził i pod wpływem swojego Przyjaciela, który zawsze robił wszystko, żeby nam się nie układało, zaczął podburzać IKSa i wyciągać go na imprezy średnio raz w m-cu. IKS wiedział, że jego przyjaciel nam szkodzi, ale z drugiej strony przecież rozumiał go bardziej niż ja...
IKS miał swoją pracę, a raczej hobby, które niestety nie przynosiło pieniędzy, a po tej "pracy" siadał na kanapie z pilotem w łapie...Miałam nadzieję, że po znalezieniu pracy przez IKSA wszystko się zmieni na lepsze, bo w końcu się weźmie za robotę, a nie za pilota od TV, ze mnie zejdzie ciężar utrzymywania pasożyta i inaczej na niego spojrzę. Tak się stało, patrzyłam na niego jak w obrazek, kiedy wychodził rano do pracy. Nie chodziło o pieniądze, bo dobrze zarabiam, ale o fakt, że wziął odpowiedzialność za Rodzinę, nie miało dla mnie znaczenia, ile zarabia, chociaż zarabia mało...
Kiedy jego "Przyjaciel" zorientował się, że zaczyna nam się układać, wkroczył do akcj na całego: IKS zaczął znikać coraz częściej, średnio raz w tygodniu nie wracał na noc do domu. Nie, nie zdradzał mnie, po prostu pił...
Prosiłam, błagałam, a IKS obiecywał, zaczęłam grozić, a IKS płakał i obiecywał poprawę.
Modliłam się też o znak, o coś co spowoduje, że wreszcie się ocknę i zacznę wszystko od nowa.
IKS obiecywał, że jak będę lepsza, to nie będzie z nim nigdzie łaził, bo to dla niego odskocznia itd. Nie mogłam być lepsza, nie potrafiłam, za każdym razem, kiedy wracał nad ranem narąbany był dla mnie... śmieciem. To straszne, wiem... Powiedziałam mu to.... Wiem jestem okropna i nienawidzę siebie za to! Przepraszałam IKSa, ale też na swoje usprawiedliwienie odwróciłam role: "Kim ja byłabym dla Ciebie, gdybym nie wróciła na noc, a Ty nie wiedziałbyś gdzie i z kim jestem?". Nie odpowiedział, rozumiał...
Jego odskocznie stały się alkoholizmem, 23 lipca po 18-godzinnym piciu wyzwał mnie od szmaty, ku..y, która na szkoleniach pier.....i się po kątach i kazał się pakować i wypierd...ć z jego domu. Była taka straszna awantura, a ja nie umiałam się w niej odnaleźć, a co dopiero moje Dziecko. Zadzwoniłam po jego matkę, z nadzieję, że szybko ucieknie, ale wtedy było jeszcze gorzej, zdążył wyjść zanim przyjechała. Poradziła mi, żebym się spakowała i nie narażała już dziś dziecka na ciąg dalszy. Przyznam, że nie wiem, dlaczego od razu nie wyszłam, dlaczego dopuściłam, do tego, żeby Dziecko wszystko widziało, może z zawziętości, i chęci zobaczenia więcej i więcej, żeby dało mi to takiego kopa, który nie pozwoli już się wybaczyć i nabrać się na obietnice?
Dwa dni później od jego matki słyszałam, że jest załamany, ale po nim tego nie widzę,a widzieliśmy się kilka razy, raz przypadkowo i nie wyglądał na załamanego. Sądzę, że gada tak, żeby uspokoić swoje sumienie i zamazać błędy wychowawcze - nie lubiła mnie, zawsze to czułam, nieraz słyszałam, co o mnie mówi, a w moim towarzystwie często mówiła o mnie "ona"...
Nie mogę się pogodzić z tym uczuciem odrzucenia/wyrzucenia. IKS nie próbuje ze mną rozmawiać, przeprosić...
Dwa dni po tej awanturze zadzwonił do mnie w ok 2 w nocy i przepraszał, ale powiedziałam, mu, że nie chcę teraz rozmawiać bo wcześnie rano mam ważne spotkanie i porozmawiamy kiedy indziej. Kazał sobie obiecać, że z nim porozmawiam, ale następnego dnia już nie zadzwonił.
Przez te trzy tygodnie dzwonił kilka razy, pytając o Dziecko i o jakieś bzdury. Dla niego nic się nie stało, żyje dalej, a ja?? Co ze mną? Jak żyć? Jak uwierzyć w człowieka? Wczoraj się rozsypałam, chciał zabrać Dziecko (które nie chce z nim rozmawiać, ani się spotykać), ale miałyśmy już dzień zaplanowany, więc zapytał o... książeczkę czynszową. Zapytałam go jakim trzeba być człowiekiem, żeby po tylu latach wyrzucić Rodzinę z domu i żyć dalej jakby się nic nie stało. Usłyszałam: "Przecież wiesz jakim... Trzeba być ŚMIECIEM". Poprosiłam, żebyśmy porozmawiali - pierwszy raz od tamtego dnia wymiękłam i żałuję! Usłyszałam tylko "NIE", nic więcej, po prostu NIE, a potem " Jak będziesz zabierała swoje rzeczy, to jej poszukaj" - chodziło o książeczkę opłat.
Nie mogę się z tym pogodzić, wiem, że to kara, za tego śmiecia i teraz sama zostałam potraktowana jak śmieć...
Jak z tym żyć? Jak sobie poradzić z poczuciem odrzucenia? Jak sobie poradzić ze świadomością wypowiedzianych słów?
Proszę Cię abyś założyła swój własny wątek. Zapoznaj się koniecznie z regulaminem forum!
Moderatorka-apoteoza
Meggs myślę, że dziewczyny Ci z pewnością pomogą, ale musisz założyć odrębny wątek, bo ten jest jakby mój
. Skopiuj sobie tekst i wklej go gdzieś indziej...
----
jasmi1 właśnie wczoraj weszłam na tą stronę kobieceserca.pl i znalazłam tam cośtakiego jak "grupa wsparcia". Są tam właąśnie te spotkania dla kobiet kochających za bardzo. Cena jednego spotkania 25 zł. Pierwsze jest najbliżej 5 września i postanowiłam się wybrać. Nie zaszkodzi spróbować... żeby chociaż posłuchać.
Merry,
No i to jest dopiero twoj pierwszy krok!
Krok ktorym zaczniesz walke o siebie.
O powrot do zdrowia.![]()
Meggs myślę, że dziewczyny Ci z pewnością pomogą, ale musisz założyć odrębny wątek, bo ten jest jakby mój
. Skopiuj sobie tekst i wklej go gdzieś indziej...
----
jasmi1 właśnie wczoraj weszłam na tą stronę kobieceserca.pl i znalazłam tam cośtakiego jak "grupa wsparcia". Są tam właąśnie te spotkania dla kobiet kochających za bardzo. Cena jednego spotkania 25 zł. Pierwsze jest najbliżej 5 września i postanowiłam się wybrać. Nie zaszkodzi spróbować... żeby chociaż posłuchać.
O no widzisz. Myślę, że oni na pewno znają się na rzeczy i Ci pomogą.
Powodzenia ! ![]()
Mój właśnie do mnie jedzie. Myśle, że bedzie w porządku, bo późno jest... Zobaczymy ![]()
Mój właśnie do mnie jedzie. Myśle, że bedzie w porządku, bo późno jest... Zobaczymy
Twój chłopak do Ciebie jedzie ?
No tak...Właśnie skończył prace i będzie niedługo. Właściwie to się nawet nie cieszę, aczkolwiek podoba mi się to, że nie będę musiała spać sama... Bo przyznam szczerze, że tego nienawidzę.
Wiem, jednak boję się, że to nie jest krok do zerwania z nim.
Niestety póki co muszę się z nim spotykać... Właśnie sie kompie, wiec szybko wpadłam i uciekam.
Jak to musisz ? Merry, nic nie musisz !
Ne wiem od czego w ogóle zacząć... Przyjechał wczoraj, wykąpał się i położył. Chwile rozmawialiśmy- właściwie nie było nawet o czym... Oglądaliśmy film a on tulił się do mnie, całował mnie po rękach... był taki szczęśliwy. Jak ja się czułam ? No właśnie nic nie czułam. Chciałam by przestał... Denerwował mnie chyba. PO czym nagle pocałował mnie w policzek i szepnął do ucha "Kocham Cię". Pocałowałam go w usta i w głowie miałam jedną myśl "Jak mam Ci odpowiedzieć, że ja Ciebie nie ?"... Myślałam że uda mi się przemilczeć, ale czułam presje z jego strony i powiedziałam "Ja też". A On na to " Ale co ?"... I ciągnął za język... Odpowiedziałam "Kocham...". Potem wtulił się we mnie... Dobrze, że nie widział tych łez w moich oczach. Czułam się fatalnie. Jakbym go okłamała... Z resztą właśnie tak było. Czuje się jak potwór, który ma swój plan i pozwala swojej ofierze na nieświadomość. Czuje jakbym go ciągle okłamywała. Nie umiem być dla Niego już nawet miła. Nie umiem z nim rozmawiać, przytulić się... Nawet w nocy denerwuje mnie Jego dotyk... Źle mi z tym okropnie...
Chciałabym móc mu powiedzieć wszystko... I nie wiem, czy we wtorek nie będę musiała. Bo już dłużej tak nie dam rady. Tak strasznie mi się pozmieniało w głowie, że aż źle się ze sobą czuje. Teraz nawet chciałabym go kochać, żeby pozbyć się tych wszystkich przykrych myśli. Patrzę na Niego i już nic nie widzę. Nawet przeszkadza mi to w jaki sposób siedzi, w jaki sposób je, patrzy się... Okropne
Czuje się jak ostatnia świnia. Jak można tak człowieka okłamywać ? Mam mega doła i nie umiem sobie z tym poradzić. Czuje, że już dziś nie wytrzymam i napiszę mu smsa... Nie wiem czy to dobry pomysł. Boooże, ja już jestem tak tym zmęczona. Ryczeć mi się chce. Nie dam rady z nim dłużej być. A coś wewnątrz mnie mi mówi, że muszę zostać. To jest tak chore
... Dziewczyny, błagam powiedzcie mi coś sensownego ...
Ps. Zastanawiam się czy ja potrzebuje tej terapii. Nie czuje się już kobietą uzależnioną i kochającą za bardzo. Właściwie mogę powiedzieć, że Wy zrobiłyście mi niezłe (pozytywne) pranie mózgu. Przecież jeszcze miesiąc temu (jak zakładałam wątek) moje myślenie było 90% inne. I wiem, że jeszcze wtedy ... wydawało mi się, że go kocham, że zmienie... ![]()
Ps. przepraszam za nadużycie słowa "czuję" ![]()
195 2011-08-15 11:40:27 Ostatnio edytowany przez jasmi1 (2011-08-15 11:43:25)
Jasne Merry , ze sie cieszysz:)
Zrobisz wszystko zeby te gre dalej ciagnac:)
Ty nawet pojdziesz na te spotkanie czy pogawedke z terapeuta.
I nadal bedziesz tkwic w tym zwiazku - to jest wlasnie Twoj problem.
Kobiety uzaleznione sa niesmowitymi manipulantaki, wlasnie poprzez manipulacje dostaja tego czego chca : "Haju"
Bedzie Marry sobie planowac daty zakonczenia zwiazku itd.
To tak banalnie normalne ze gdyby faktycznie spotkala sie z kobietami z tym problemem to bylaby w szoku ze wcale nie jest oryginalna:)
Wszystkie to przerabialalysmy:)
To tak jakby alkoholik powiedzial sobie.. ok. pije tylko do konca sierpnia! od wrzesnia juz nie:)
Dlatego tak wazny jest udzial w mityngach w grupie wsparcia bo tymi kobietami juz Marry sobie nie bedzie mogla manipulowac.
kazda to przerobila, kazda wie czym bedzie sobie marry wyjasniac i tlumaczyc swoje brniecie dalej.
Marry nawet maila do portalu wyslala w ciagu 25 minut opisujac swoj zyciowy problem.
ta...
Pisanie tu to tez manipulanctwo.
Piszesz ze jaki ma sens chodzenie do terapeuty ze jaki NFZ i td. ze sie bedziesz musiala mu opowiadac..
Ty juz masz setki argumentow aby negowac.
Marry obys sie nie obudzila dziewczyno za pozno.
Takie historie naprawde czesto koncza sie tragicznie.
i wroc do tego co napisalam
"Latwiej jest czekac az to facet sie zmieni niz zmienic wlasne zycie"
Poniewaz mna sie juz ci ciezej manipulowac , przerabialam takie historie i na wlasnej skorze i na grupie to zegnam sie z toba bo to jest Twoj problem.
Pozdrawiam!
ps. doczytalam wlasnie twojego posta
Tak... zmienie faceta... tak wlasnie dziala wylacznie osoba kochajaca za mocno - tu tkwi caly problem.
To przeciez twoja rola.
zadna kochajaca za mocno nie widzi sie niestety jako osoba z ta choraba:)