netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Kochać swój toksyczny związek

421 odpowiedzi36 953 wyświetleniazałożony przez Merry, 25.06.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Kochać swój toksyczny związek

Strony Poprzednia 1 2 3 4 … 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 422 ]

66

Odp: Kochać swój toksyczny związek

truskaweczka19 - moze długo nie, ale 3 lata to jednak jest jakiś czas... ciężki do przegrania w jednej chwilii...
Zastanawiam się, czy rzeczywiście nie ma w tym wszystkim mojej winy...

67

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry jesteś głupsza niż mi się mogło wydawać... Jaka Twoja wina-że pozwalasz się bić-owszem,ale na pewno nie że on taki jest. Jaka litość wobec niego-niby że on taki biedny i źle mu się wiedzie? To co można powiedzieć o Tobie? Zrozum wreszcie że trzeba zakończyć ta gehenne,nie czekaj do kolejnej kłótni,bo teraz jest dobrze. Owszem jest,bo on chce uśpić Twoja czujność,aby znowu z nienacka naskoczyc na Ciebie i zrównać z blotem... Zakończ to teraz,pakuj się i wynocha! Wiem że może być trudno,ale musisz coś zrobić... To już robi się zbyt chore! Jesteś ofiarą przemocy psychicznej,fizycznej... Po co Ci to? Pytam się-czy tak wygląda związek oparty na miłości,szacunku i oddaniu? Czy daje Ci to jakąś satysfakcję że on Cię wyzwie i upokorzy przy ludziach? On jest chory psychicznie i od takich z dala powinnas się trzymać... Nie warto poświęcać swojego życia wobec takiego człowieka-tyrana... Przejrzyj na oczy! Tęsknisz i kochasz dawnego P,ten teraz pokazał swoją prawdziwą twarz! To co obiecuje-możesz sobie du** podetrzec... Żyjesz nadzieja,która tak naprawdę nie istnieje! On myśli tylko o sobie,innych ma głęboko...

Zaczynam tracić resztki cierpliwości wobec Ciebie! Czy Ty nie rozumiesz że to wykończy Cię psychicznie,albo i fizycznie?! Nie wiem jak mam Ci przetłumaczyć do Twojego pustego lba że musisz uciekać! Mieć w dupie go! Czy on się Tobą przejął? Nie,wolał krzyczeć i mieć gdzieś Twoje przykre uczucia,płacz i Twoje zdanie. Wolał upokorzyć na oczach znajomych i ludzi... Przyszedł z płaczem by wkupic się w Twoje łaski a Ty głupia się dałas...

Powiem tylko tyle-jeśli uważasz że dzieje się dobrze,że to daje Ci szczęście,a to są przejawy jego miłości-nie rób nic. Pozwalaj aby traktował Cię jak szmate,aby bił Cię do upadłego-aż trafisz na izbę... Aby urokarzal na każdym kroku... Aby nie szanował itp no bo niby po co-prawda? Przecież to nie Tobie dzieje się krzywda psychiczną czy fizyczna ale jemu... Przecież to on cierpi,to jemu się źle dzieje... Bo to przecież Ty go krzywdzisz-pytanie tylko jak? Tego pojąć nie mogę...

68

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Masz racje we wszystkim co piszesz. Glupia jestem i nie wiem na co czekam. Trudno jest podjać tak życiową decyzję. Najbardziej boję sie tego cierpienia które nadejdzie po odejściu. Dwa miesiące nieskazitelnie czystej depresji. I jeśli nie bede wystarczająco silna, to jak kretynka wrócę do Niego... Najbardziej boje sie tej "samotności"... Bo przeciez przez ostatnie trzy lata, miałam mezczyzne który mnie przytulał, a teraz nagle mam zostać z tym sama ? Nikt mi go nie zastąpi. Więc najpierw muszę zrzucić z siebie wrazliwosc i ubrac się w skorupe siły i niezależności.
Smutne...

I naprawde czasem myslę, ze to wszystko równiez moja wina...przecież łzy nie klamią... on tez się moze meczyc, ze mna... moze ja tez jestem toksyczna ???

69

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Merry napisał/a:

Masz racje we wszystkim co piszesz.

skoro mam rację to czemu wreszcie nie przemyslisz i nie zrobisz czegoś?

Merry napisał/a:

Najbardziej boję sie tego cierpienia które nadejdzie po odejściu. Dwa miesiące nieskazitelnie czystej depresji. I jeśli nie bede wystarczająco silna, to jak kretynka wrócę do Niego... Najbardziej boje sie tej "samotności"... Bo przeciez przez ostatnie trzy lata, miałam mezczyzne który mnie przytulał, a teraz nagle mam zostać z tym sama ?

po pierwsze nie pisz,że to będzie depresja-bo ją trudno rozpoznać... Czas po powstaniu powinien być czasem podczas którym skupisz się na sobie! Czas spędzaj ze znajomymi,zajmij się swoimi pasjami itp. Ja jestem właśnie 2mc po rozstaniu,było ciężko i nadal jest,ale skupiam się na sobie. Nie myślę,nie analizuje... Robię wszystko aby nie myśleć o nim!

Merry napisał/a:

Nikt mi go nie zastąpi

owszem,żaden facet jest nie zastępiony... Zwłaszcza że P na początku był uroczy i wspaniały... Natomiast teraz będzie wspomnieniem upokorzenia... Aby moc spokojnie przeżyć pierwsze te ciężkie chwilę nie myśl o niczym jak o chwilach złych,o przykrościach jakie Ci sprawił itp

Merry napisał/a:

naprawde czasem myslę, ze to wszystko równiez moja wina...przecież łzy nie klamią...

Twoja wina ale w jakich okolicznościach,momentach? Wiesz co robiłas,co mówiłas... Łzy można łatwo wywołać-jeśli się chce... A on aby Cię manipulować zrobi wszystko...

Merry napisał/a:

moze ja tez jestem toksyczna ???

toksyczny jest Wasz związek,ale na pewno nie osoba... On jest chory psychicznie...

Zawiodłam się na Tobie,bo myślałam że masz więcej oleju w głowie. Doskonale rozumiem jak ciężko jest podjąć taka decyzję,w końcu byłaś z nim dłuższy czas. Ale myślałam że umiesz walczyć o swój szacunek,wartość... Że wiesz,iż jako kobieta powinnas wymagać i dostawca to czego oczekujesz od związku i partnera. Twoja sytuacja ukazuje,że P nie jest odpowiednim kandydatem dla Ciebie... Skupiony jest na sobie, ma gdzieś innych, jest idealnym manipulista, ponadto lubi mieć Władze Nad Tobą!
Jesteś wspaniała osoba,on tego nie widzi. Powinnas mieć to na uwadze... To jak on Ciebie traktuje ukazuje iż nie dąży Cię szczerym uczuciem,prawdziwym... Dla niego jesteś nikim... Przykro mi to pisać,ale nie jesteś pierwsza która stoi przed taka decyzja... Jedni po 3latach,inni po 7latach a jeszcze inni po 19latach małżeństwa... I nie boją się,bo chcą wyrwać się że szponow terrorysty...

70 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-07-25 19:56:23)

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Merry napisał/a:

truskaweczka19 - moze długo nie, ale 3 lata to jednak jest jakiś czas... ciężki do przegrania w jednej chwilii...
Zastanawiam się, czy rzeczywiście nie ma w tym wszystkim mojej winy...

No 3 lata to trochę jest, ale moim zdaniem marnujesz z nim czas.
W sumie mam koleżankę, która jest w toksycznym związku, też od 3 lat, tylko , że my tak dużo nie gadamy,. więcej ona opowiada takiej mojej przyjaciółce, bo one też się przyjaźnią.
Związek porażka, jej facet jest niedojrzały i podobnie zachowuje się jak Twój. Zero szacunku do niej i jeszcze za innymi się ogląda, widać, że ma kompleksy i chce się tym dowartościować.
Ona chce z nim skończyć, lecz ciągle jak i Ty szuka winy w sobie ... Teraz idzie do psychiatry..
Gdzie Ty kobieto widzisz swoją winę ?
Tacy ludzie jak on potrafią płakać , by wzbudzić poczucie winy i jak widac świetnie się mu udaje, ale to nie znaczy, że on się zmieni... Nie licz na to.

71

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Może z tymi łzami macie rację... Tak przeanalizowałam nasz zwiazek i po raz pierwszy się rozpłakał dopiero po dwóch latach... wcześniej nawet by nie śmiał - bo to niemeskie dla niego było... A teraz... każda lepsza okazja...

Naprawdę obiecuje wam i sobie, że ten związek zakoncze... Tylko dajcie mi jeszcze troche czasu. Przygotowuje sie do tego bardzo sumiennie -każdego dnia. Jest to bardzo poważna decyzja dla mnie. Bo wiem, jak to jest po rozstaniu... zapomina się o złych rzeczach i pamieta tylko te dobre... wiec i liste sobie zrobiłam, ktora mi bedzie przypominac o tych złych ...

72

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry mam nadzieję,że swoje postanowienie zmienisz w czyn... I że długo to nie potrwa... Serio,nie ma czego czekać do momentu kolejnej kłótni... Im szybciej zakończysz to,tym szybciej będziesz miała dla czas siebie-odpocząć,naładować akumulatory,aby psychicznie przygotować się na studia,a do tematu związku podchodzić mniej emocjonalnie...
3mam kciuki wink

73

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry zaufaj Nam, zrób co musisz i to szybko smile tak będzie dla Ciebie lepiej.
Zostaw tego gamonia, NIE JEST CIEBIE WART !!
My z własnych doświadczeń wiemy, że po burzy wschodzi cudowne słońce. Gdybyśmy nie były tego takie pewne to nie pisałybyśmy tego wszystkiego.
Odwagi dziewczyno ! Na Nim naprawdę świat się nie kończy !!

Powodzenia

74

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Hihi monia i nici - jesteście kochane smile naprawde dodajecie mi sił...
a nawet jakbym miała czekać do nastepnej kłótni, to jest to kwestia kilku dni... bo tak czesto sie klocimy...

bedę informowala na bieżąco co sie dzieje smile

75 Ostatnio edytowany przez Merry (2011-07-27 00:39:54)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Niestety muszę dodać nowy post pod poprzednim, bo tamtego po 24h nie można edytować !

Ale chciałam się z wami czymś podzielić. Coś mnie wzięło na wspomnienia i otworzyłam swój pamiętnik. Który pisałam przez dobre 5 lat... (zanim poznałam P.) Przypomniały mi się wszystkie związki. I okazuje sie, ze w kazdym zwiazku było "coś nie tak". Byli dwaj mężczyźni którzy dobrze mnie traktowali ale ja chyba zawaliłam tak na dobra sparwe- i odeszłam. A jeden chłopak- no cóz- mega toksyczny drań. Najgorszy z najgorszych. Szkoda gadać.
I tak sie zastanawiam, czy te wszystkie poprzednie zwiazki to nie jest tak jak z moim obecnym ? przeciez mój tez był najpierw w porzadku, a po czasie zaczelo mi przeszkadzać... no i ta toksycznosc.
Ech... właściwie nie wiem co chciałam napisać... jest dosyć późno a ja mam jakiegoś doła egzystencjalnego.

Obwiniam sie za swoje nieszczęście. Po prostu smile

Dostałam właśnie smsa od P. ...
"Misiu, ja idę spać.Kocham Cię mocno ! Tak sobie myślę, że jesteś kobietą z którą mógłbym spędzić reszte zycia. Jesteś mądra, zabawna, piękna - takiej kobiety potrzebuję. Śpij dobrze skarbię :* jutro się widzimy "
Po takich smsach wszystkie moje plany nagle zaczynają sie oddalać i powraca nadzieja... Jak mogłabym go skrzywdzić odchodząc po takich słowach ? To by go tak zabolało sad

76 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-07-27 00:47:05)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

No wiesz Merry, dużo kobiet wchodzi w toksyczne związki i to nie raz, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Mój poprzedni związek w sumie był taki, obecny jak na szczęście jest inny (odpukać).
Tylko, że z byłym nie było tak "ostro" jak u Ciebie , jak mogę się podzielić. Po prostu wieczne kłótnie, jego oglądanie się za innymi... Inaczej niż u Ciebie, bo nigdy nie wyzwał mnie, nigdy nie podniósł głosu i nie uderzył, mimo że ja też nie byłam święta i potrafiłam to ja się na niego wydrzeć big_smile
Mimo wszystko, flirtował z jakimiś panienkami, to jemu chyba podwyższało samoocenę i to często chyba nie były niewinne flirty, lecz ja przymykałam oko. W końcu zostawił mnie dla innej, twierdząc, że z nią będzie mu lepiej. Wtedy byłam załamana, ale zrozumiałam, że nie był dla mnie. Było cięzko, ale dałam radę, mimo iż jestem mega wrażliwa duszyczka i nie wiedziałam jak sobie poradzić.

Jednak już wiedziałam jakiego typu facetów unikać wink

Ty też , jak zerwiesz z nim, to będziesz bogatsza o te doświadczenie i dobrze, że analizujesz to wszystko. Miałaś nieudane związki, widzisz to, możesz uniknąć tego w kolejnym związku.
Teraz wiem, że najważniejsze to 'kochać siebie', zdrowy egoizm. Nie wolno pozwolić dać soba pomiatać, traktować się jak szmatę, bo jak widać faceci to wykorzystują, tak samo jak i wiele kobiet wykorzystuje naiwnych facetów. Bez względu na płeć często popełniamy podobne błędy.
Kiedyś tez myślałam, że jak będę jak najlepsza, to facet będzie chciał mi nieba przychylić.. ale teraz wiem, że to nie na tym polega i grunt to szacunek do samej siebie, pokazanie facetowi, że jednak ma się poza nim życie i wtedy nasza atrakcyjność w jego oczach wzrasta i mamy dużo większe szanse na udany związek smile


Merry, rozumiem, że po takim sms-ie od razu cięzko odejść. Z bylym też miałam wiele czułych słówek, ale można było tym podetrzeć się w WC, bo nie szły za tym czyny. A słowa to za mało. Wtedy byłam naiwna i myślałam, że skoro pisze, że mnie kocha, ubóstwia , to na pewno tak jest, teraz wiem, że to bajka i cenię bardziej czyny. No bo w sumie choć obecny Partner nie pisze ciągle, że mnie kocha i dawkuje to rzadko, to okazuje mi to, i to jest dla mnie najważniejsze.

Kiedyś też popełniałam ten błąd, że facet był całym światem. Teraz owszem, nie wyobrażam sobie życia bez Mojego Faceta, jestem z nim bardzo szczęśliwa i walczyłabym o taki związek jak ten póki sił i póki widziałabym, że warto, a wiem, że warto.. ALE oprócz tego mam swój świat, swoich znajomych, Mój chłopak też. Czasem trenuje na rowerze, pływa i robi to dla siebie. Nie robimy wszystkiego razem i zazdrosna nie jestem, bo każdy musi mieć swój świat, wtedy tym bardziej docenia się wspólnie spędzone chwile, a związek to nie więzienie wink

77

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Czyli co nie ważne czy sie poprawia czy nie,dac sobie spokój i zakończyć  ?? A jezeli naprawde sytuacja sie zmieni moze Partner zrozumie...? moze dac sobie jakis czas i zobaczyc...? I własnie gdy widac poprawde to ten sam metlik zaczyna sie od nowa sad;/

78

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Ale na co tutaj czekać ?? !!!!!!!!!!!!!!!! ON się nie zmieni !!!!!!! a nawet jeśli to na chwilkę max tydzień mogę mu dać
Merry im szybciej to zrozumie tym lepiej

Też kiedyś myślałam, że się coś u mnie w związku zmieni, ale na darmo żyłam złudzeniami. Stąd te wszystkie rady. Niech ucieka póki może.

Merry nie daj się, wierzę w Ciebie

79 Ostatnio edytowany przez Biedronka89.91 (2011-07-27 14:07:12)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

i przed chwila znowu potraktował mnie jak smiecia ;/ehh płakac sie chce...
a najlepsze jest to ze po chwili zachowywał sie jak by sie nic nie stało hehe... Kretyn !!!

80

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Merry napisał/a:

I tak sie zastanawiam, czy te wszystkie poprzednie zwiazki to nie jest tak jak z moim obecnym ? przeciez mój tez był najpierw w porzadku, a po czasie zaczelo mi przeszkadzać... no i ta toksycznosc.

och gratuluję zauważenia tego-jednakże przyuwaz jeszcze coś-tamte związki umiałas zakończyć ten nie... Pomysł o tym...


Merry napisał/a:

Dostałam właśnie smsa od P. ...
"Misiu, ja idę spać.Kocham Cię mocno ! Tak sobie myślę, że jesteś kobietą z którą mógłbym spędzić reszte zycia. Jesteś mądra, zabawna, piękna - takiej kobiety potrzebuję. Śpij dobrze skarbię :* jutro się widzimy "
Po takich smsach wszystkie moje plany nagle zaczynają sie oddalać i powraca nadzieja... Jak mogłabym go skrzywdzić odchodząc po takich słowach ? To by go tak zabolało sad

och jaka piękna manipulacja smile MERRY TY IDIOTKO czy Ty nie widzisz że on właśnie przez takie smsy wpływa na Twoje decyzję,wie że pisząc kilka słodkich słów Ty rozplyniesz się... Gowno powinno Cię interesować czy Twoje odejście go zrani... Weź spójrz na swoją osobę-czy on jak Cię uderzył bądź obraził przy ludziach myślał 'o Boże jak mogłem,przecież ja takie traktowanie boli ' on miał w dupie Twoje uczucia,więc czemu Ty masz się przejmować jego? Wiesz napisze Ci pewną wiadomość ale wieczorem-i ostrzegam to będzie moja ostatnia wiadomość! Bo po prostu brakuje mi już pomysłów abyś zrozumiała,że powinnas to zakończyć! Brakuje mi już sił tłumaczenia-ale spróbuje ostatni,jak Bóg mi świadkiem ostatni raz wieczorem...

Biedronka bo my dla nich jesteśmy śmieciem i workiem treningowym na ich humorki. Nici dobrze mówi-oni się nie zmienia,ewentualnie na chwilę,aby was oszukać że jest dobrze itp... Ale to tylko chwilowe

81

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Jakoś wcześniej omijałam ten wątek, choć nie bez powodu. Czytając to myślę sobie, że to przerażające, jak kobiety dają się upodlić. I to w imię czego? Miłości tu nie ma, jest tylko kwas, toksyczność, łzy, cierpienie, przemoc, oszustwa. No żal, żal marnować najlepsze lata swoje życia na takich bydlaków! No szlag mnie trafia, bo mam ochotę wziąć kij bejsbolowy i wytłuc- najpierw tych tępych ciołów, a później ich tępe kobiety, które są nieszczęśliwe na własne życzenie.

Ale myślę sobie, że mamy tu sytuację jak z alkoholkiem- taki to musi upaść na samo dno i odbić się od niego z własnej woli, bo inaczej można bić, krzyczeć, wylewać alkohol, zabierać pieniądze, a to i tak nic nie da. Tak samo z Merry, która uzależniła się od tego palanta. Nie wiem, może musi zostać przez niego pobita do utraty przytomności, obrażona jakimiś wulgarnymi zwrotami przez ewetualnego męża przy swojej rodzinie, może zmarnować kolejne 10, 20, 30 lat, a może i całe życie, powtarzając sobie po każdej kłótni "jutro z nim zerwę", a później dać się ułagodzić słodziusim SMSkiem. A może potrzebuje przy okazji pogrążyć ewentualne dzieci, które wyjdą na świat z (zupełniem fałszywym) przesłaniem od mamy: miłość to ciągłe cierpienie.

Ale to jest życie Merry. Jeżeli takiego pragnie i o tym marzyła- to ja nie zamierzam stać jej na drodze.

82

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Zanim odpowiem na wasze odpowiedzi, muszę się z wami czymś podzielić. Przez przypadek wpadła mi w ręce ksiażka Danielle Steel "Podróż". Ponieważ ów autorka pisze zazwyczaj romanse, pomyślałam, że właśnie ta książka będzie takim leciutkim romansidłem.. a okazało się zupełnie co innego. Czytam ją z zapartym tchem-  właściwie już kończę... Jest tam poruszony ważny problem - przemoc psychiczna w związku... I gdy ją czytam , to jak jakbym czytała o P. Wszystko układa się w idealne puzzle. Te smsy, wspaniałe chwile etc. mają sprawić bym zaczeła obwiniac siebie, że w ogóle mogłam pomysleć że on jest zły. Ma to uśpić moją czujność. I ta cała sytuacja w tej książce- och jakie to przerażające- ale idealnie do mnie pasuje. Maddy (bohaterka) jest w związku małżeńskim z facetem tyranem. Owszem nie bije ją (no zaledwie 3 razy !!! ją uderzył...), ale znęca sie nad nią psychicznie traktując ją jako swoja własność. A gdy jest juz krytycznie i Maddy pokazuje mu ze jest niezależna... Ten zaczyna byc potulny jak baranek... a jej się wydaje, że to co było złego (z jego strony) było tylko wytworem jej wyobraźni - pomimo iż ma przyjaciół którzy jej uświadamiają, ze powinna odejść...

Dokładnie tak jest ze mną. Jestem ofiarą przemocy psychicznej... Jestem przerażona... a ja mu chciałam dziś głupia zrobić kolację przy świecach w zamian za tamtego smsa i znów zaczęłam myśleć, ze to "ma sens"...Uśpił moją czujność GŁUPIM smsem ! Rany Boskie !

Monia - ja Cię potrzebuję. Nawet nie wiesz jak jesteś dla mnie tutaj ważna. Wbrew pozorom otwierasz mi oczy... Ale zrozumiem jeśli już będziesz miała dość tego mojego niezdecydowania... Choć mogę Cie prosić byś za jakiś czas tu zaglądnęła... Gdy już będzie "po wszystkim"...

nici- dziękuje... twoja wiara również mnie umacnia w tym. Powoli zaczynam wierzyć w to, że nie jestem temu wszystkiemu winna. Ale tak jak i inne kobiety ( w mojej sytuacji) tak i ja zawszę będę szukała winy w sobie.

busiu - obiecuje Tobie, jak i wszystkim tutaj... że to kwestia kilku dni... Odejdę od Niego. Obiecuję. Nie pozwolę na to by całe życie czuć sie tak fatalnie jak teraz i byc tak ponizana jak teraz...

Kurcze ... jak ja wam bardzo dziękuję !!! Gdyby nie wy, tkwiłabym w tym bagnie z pewnością przez następny rok. Nikt nie umiał mi tego tak wyjaśnić jak wy...

83

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Są też książki dla kobiet uzależnionych od faceta inne np Robin Norwood "Kobiety, które kochają za bardzo". Możesz znależć na chomiku, a też dużo netkobiet pewnie ma.
Mam nadzieję, że naprawdę dasz sobie radę !

84 Ostatnio edytowany przez Merry (2011-07-27 18:16:37)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

truskaweczka19 czytałam ta ksiązke. Poza tym czytałam jeszcze  "uzależnienie od partnera, czyli jak wyzwolić się z toksycznej miłosci", "męzczyzna od a do z", "dlaczego mezczyzni kochają zołzy", "kobiety z wenus mężczyźni z mars"... czy czegos jeszcze mi brakuje z takich lektur ?:)

acha truskaweczka19 - pominęłam Twój wpis ! Nie zauwazyłam go ! Najmocniej przepraszam  smile !!!
Patrząc na to co opisujesz, to jestes w bardzo dojrzałym związku. Tez zawsze o takim marzyłam, tyle ze albo stawałam sie bardzo zaborcza (jak w obecnym przypadku), albo kompletnie mi nie zalezało. Mój P. zarzuca mi, że zawsze coś musi być czarne albo białe. Nie ma innych kolorów. Wszystkie myśli i uczucia w moim wydaniu są bardzo skrajne. Coś jest tak, albo nie- nie ma może. Nie ma półśrodków.
I stąd problem- prawdopodobnie nie dojrzałam by być z normalnym męzczyzną. Albo muszę cierpieć z brakuwłasnej miłości do faceta i go zranić, albo cierpiec z niespełnionej miłości i byc raniona... Chore !

85 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-07-27 18:26:32)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Dziękuję smile

Ja z ciekawości ściągnęłam, by coś Ci wkleić i może dam Ci fragment :  Jeżeli miłość oznacza dla nas cierpienie, kochamy za bardzo. Jeżeli z bliskimi przyjaciółmi
rozmawiamy głównie o nim, o jego problemach, jego myślach, jego uczuciach; jeżeli prawie
każda nasza wypowiedź rozpoczyna się słowem ?on", kochamy za bardzo.
Jeżeli wciąż rozgrzeszamy go ze złych humorów, znieczulicy, przykrego usposobienia,
wybuchów złości kładąc wszystko na karb nieszczęśliwego dzieciństwa; jeżeli staramy się
być terapeutą, kochamy za bardzo

Jeżeli związek z nim naraża na szwank naszą równowagę emocjonalną, a nawet nasze
zdrowie i bezpieczeństwo, kochamy z pewnością za bardzo.
Choć bolesne i rozczarowujące, kochanie za bardzo jest udziałem tylu kobiet, że niemal
uwierzyłyśmy, iż tak właśnie musi wyglądać intymny układ z mężczyzną. Większość z nas
kochała za bardzo przynajmniej raz w życiu, a dla wielu stało się to powracającym wątkiem
w biografii. Części z nas obsesja na tle partnera i wzajemnych stosunków wręcz
uniemożliwia normalne funkcjonowanie

Wszystko się zgadza, prawda ? smile 
Wasz związek to właśnie cierpienie, usprawiedliwianie jego. Jak napisałam miałam podobnie w byłym związku, teraz już żyję lepiej - Ty też możesz , to trudne, ale da się smile Ja kiedyś też nie miałam półśrodków, dawałam się ranić temu byłemu. Może rzadko o tym piszę, ale w Twoim wątku pokusiłam się. Dobrze, że zrozumiałam tak wiele spraw smile  Teraz już nie daje się tak traktować, mam kogoś lepszego, kto mnie rozumie, tak powinno być.

Tych książek dla kobiet kochających za bardzo to jest wiele ;')

86

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Ten fragment to z Norwood ? Tak coś kojarzę...
zazdroszczę Ci mądrej decyzji ! Takich kobiet - silnych i niezależnych nam trzeba w tym kraju... a nie takich popaprańców jak ja wink

87

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Nom, z tej książki. To dokładnie czytałaś smile
Na pewno i Ty dasz radę i kolejny związek będzie lepszy, naprawdę tego Ci życzę i wierzę w Ciebie ! smile

88

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry  NIE ANALIZUJ już bo nie ma co !!

DO DZIEŁAAAAAAAA !!!!!!!!

Trzymamy kciuki, na pewno nie zostaniesz z tym sama

89 Ostatnio edytowany przez Biedronka89.91 (2011-07-27 20:08:54)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Własnie spisałam sobie ta ksiazke "Podróż" i na dniach lece do biblioteki i czytam,czytam,i czytam, big_smile:)
Teraz właśnie mi sie przypomniało ze pare dni temu miałam dziwny sen..." Byłam z koleżankami w kościele i one mnie namawiały bym poszła sie wyspowiadać,wiec poszłam.Spowiadałam sie do samego Pana Boga i go widziałam co to tez dziwne...Błagałam go,prosiłam ze łzami w oczach by wyleczył mnie z Miłości do K. ze jeżeli jest cudotwórca to zeby złagodził ból (chodziło o siniaka) i żebym sie odkochała od niego.Ja ryczałam w tym snie...a gdy sie obudziłam to tylko zobaczyłam czy siniak jeszcze boli...ehh...Musze isc do kościoła...

90

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry
Wybacz za moje słowa w dzisiejszym obecnym poście, ale niestety nic innego nie pozostawia mi wyboru. Na początku wydawało mi się, że jesteś kolejną uzależnioną kobietą, jednakże wiele z nas (uzależnionych) potrafi zauważyć różnice między miłością a agresją psychiczną... Widzisz Ty jakbyś jej nie zauważyła - a to przykre...
Czytałam każdy Twój wpis tutaj, czytałam każdą poradę innej tu dziewczyny i byłam w szoku! Ba nadal w nim jestem i chyba szybko on mnie nie opuści. Powód - TY!

Od samego początku dziewczyny truły Ci, że postępowanie Twojego partnera nie jest przejawem miłości a obrazy Twojej godności jako kobiety oraz poniżenie należytego Tobie szacunku - jako człowiekowi. Wiele z nas radziło Ci, abyś dała sobie z nim spokój, abyś spojrzała na całą sprawę z innej perspektywy, abyś się nie bała i nie martwiła o niego... Jednakże jak grochem o ścianę. Ty nadal robiłaś swoje - myślałaś jak jego nie zranić, jak jemu nie zrobić krzywdy, jak go nie urazić... A gdzie w tym wszystkim byłaś Ty? Związek jakbyś zapomniała to 2 osoby, które się WZAJEMNIE kochają, wspierają, pomagają, szanują. W związku gdzie jest miłość nie ma miejsca na szykanowanie i agresje (wyłączam kłótnie, bo w każdym związku się one pojawiają). Czy tak wygląda związek jaki chciałaś stworzyć? Nie wspominaj tutaj chwil jaki on kiedyś był dobry, jaki wspaniały itp... To przeszłość!! Każda z nas będąca w takim momencie, w kryzysie przypomina sobie dawnego JEGO i nadal Go kochamy, a raczej jego WCZEŚNIEJSZĄ WERSJĘ. Ale najwyraźniej to, że Ciebie traktuje jak szamtę jest dla Ciebie przejawem miłości i zainteresowania z jego strony. Ba to, że Cię uderzy pewnie traktujesz jak zaszczyt i prosisz o więcej... A gdy płączesz to tak naprawdę z radości i zastanawiasz się czemu on nic nie robi w srpawie Twoich łez? Nie robi nic bo ma Cię głęboko i szeroko!!

Osobiście mogłabym przymknąć oko na podniesiony głos - w końcu każdy ma gorsze chwile, ale jego wahania nastroju. W momencie gdy Cię uderzył to powinien być dla Ciebie sygnał ostrzegawczy - mówiłyśmy Ci to - jak grochem o ścianę. Następnie wyzywanie Cię przy znajomych gdy był pod wpływem (to jego nie tłumaczy - ludzie po % mówią to co myślą), dałyśmy Ci kolejny sygnał - grochem o ścianę...
Powiedz mi ile jeszcze razy MY dziewczyny mamy Ci uświadamiać, że Twój partner Tobą pomiata i manipuluje? Oj bo się popłakał, bo napisał miłego smsa, bo przytulił - to są atrybuty mówiące za tym, że wolno mu wybaczyć podniesioną rękę na Ciebie, zniszczoną psychikę itd.
Teraz piszesz OŚWIECIŁO CIĘ pod wpływem książki... Szkoda, że nie wcześniej jak Ci tłukłyśmy do Twojej pustej mózgownicy o tym samym - ale widocznie nie chciałaś nas słuchać... Ale nie poprawka - Ty nas słuchałaś, bo pisałaś "macie rację" itp ale nigdy nie kiwnęłaś palcem aby coś zrobić. Bo po co, bo na co, skoro Tobie jest tak dobrze - prawda? Dla Ciebie nasze słowa tak naprawdę nic nie znaczyły, bo gdyby było inaczej wzięłabyś je już dawno do siebie...

Merry przestań wreszcie oszukiwać nas i przede wszystkim siebie - bo ja Cię już przejrzałam. Niezależnie ile z nas natłucze Ci myśli, ile porad tutaj dostaniesz Ty już dawno postanowiłaś machnąć rękę na wszystko i żyć z nim dalej... Inaczej już dawno byś go pożeganała ze swojego życia. Ale prawda jest taka, że Ty od dawna znałaś scenariusz tego wszystkiego... NIGDY GO NIE ZOSTAWISZ!!

Wierz mi wiele dziewczyn było w podobnej bądź nawet gorszej sytuacji i potrafiły coś zrobić, bo CHCIAŁY! A Ty nie chcesz... Siedzisz jak jakaś biedna płaczka i opisujesz tutaj swoje dramaty, których do cholery jesteś sama sobie winna (po części). Gdybyś odeszła wcześniej nie było by tych dalszych upokarzań, gorzkich słów itp. Ale przecież Ty wolisz siedzieć cicho, bo podoba Ci się takie życie, wolisz milczeć, a jedynie na forum, na którym jesteś anonimowa wypłakać się, bo za to nie dostaniesz zjeby (wybacz musiałam to słowo napisać) jak od partnera.

Wybacz Merry ale mój czas dla Ciebie się skończył. Wydawało mi się, że jesteś silną osobowością, która zna swoją wartość i wie co w zyciu jest ważne. Nie jakiś facet, których jest na pęczki, ale TY SAMA. Gdybyś chciała coś zrobić dawno spakowałabyś manatki i wyprowadziła się zostawiając mu nawet notkę ŻEGNAJ i tyle... A Ty nadal jak głupia siedzisz i czekasz, na jego kolejny wybuch... Powiem tyle - czekaj sobie i marnuj swoje życie dla psychola, który nie jest wart skinienia palca.
Ale przecież po co ja się tutaj wywodzę. Ty zapewne zaraz napiszesz "Monia masz rację" itp ale mnie te słowa nie wzruszą. Może kogoś innego - ale nie mnie. Dla mnie dziewczyno przekreśliłaś możliwość odejścia od niego już wiele, wiele razy... Twój wątek ciągnie się dobry miesiąc i po tylu akcjach jakie zgotował Ci P nie jedna uciekła by od takiego życia. Jednakże ono Tobie odpowiada - zwyczajnie odpowiada.

Jeśli możesz coś dla mnie zrobić - nie odpowiadaj na tego posta, jeśli zamierzasz napisać nieprawdę, bo Ty nauczyłaś się od P jednej ładnej rzeczy - mydlenia oczu. Mydliłaś nam oczy mówiąc "zrobie to", "postanowiłam", "kwestia czasu" - ja bym już spier**** i tyle, a nie czekała jak na zbawienie (choć nie wiem na co Ty czekasz) a nici z Twoich słow wychodziły. Jak dla mnie zawiodłaś mnie - przykre ale prawdziwe. Nie pisz, że jestem Ci potrzebna, bo niby kiedy? Pisze prawdę, piszę rady, a Ty masz je gdzieś - czy tak postępuje się wobec osoby, która jest potrzebna? Wydaje mi się, że nie...
Życzę Ci jak najlepiej w życiu...

91

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Ty mi z nieba spadłaś! Przepraszam nie tak powinnam zacząć, ale nikt lepiej by nie opisał tego co dzieje się również obecnie w moim związku. Rozumiem Cię lepiej niż myślisz. Zastanawiam się czy nie jesteśmy spokrewnione przez fakt wymienionych przez Ciebie cech.
Merry, ja nie wiem co Ci poradzić, gdybym wiedziała pewnie wdrożyłabym ten plan w swój związek. Mogę Ci tylko powiedzieć czego próbowałam i co nie zaskutkowało.
Próbowałam być wyrozumiałam - obróciło się to przeciwko mnie.
Próbowałam walczyć o siebie - wg. niego stałam się tym samym zaborcza.
Tłumiałam w sobie zazdrość - dzięki czemu miałam kolejne dawki opowiadań jego znajomych na temat eks mojego M.
Byłam grzeczna, uśmiechnięta - myślano, że mięczak ze mnie.
Chciałam się troszkę oddalić, żeby zatęsknił - błąd! on się oddalił jeszcze bardziej.

Twój partner, Ty, cała sytuacja którą opisałaś jest odbiciem lustrzanym tego co mam ja.
Powinnam odejść i pewnie bym odeszła, gdyby nie fakt tych kilku dni, które czasami się zdarzają, kiedy jest tak jak być powinno.

TV i grille...? Hahaha - dostaję białej gorączki na samą myśl, bokiem mi wychodzą.

Czasami myślę, że to ja jestem ta zła, że za dużo wymagam, że mam te ''kobiece fochy''...ale czasami, gdzieś tam głęboko, wiem,po prostu wiem, że mogłoby być inaczej, ale czy z Nim? Czy z Nim się jeszcze da inaczej? Czy można zmienić człowieka?

92

Odp: Kochać swój toksyczny związek

monia_3103 - od początku... Wiem, ze daje sobą pomiatać, ale to "uzależnienie" jest silniejsze. Każdy jego dobry gest w moja stronę- daje mi nadzieje. Walczę sama ze sobą... mozesz mi wierzyć- chociaż na słowo...
W jedny moge śmiało powiedzieć że się mylisz- w tym, ze nie chce odejść. Marze o tym. Modle się o siłe. Owszem- jak pisałam ten wątek byłam pewna, że tego nie zrobię... I właściwie o czasie mojej decyzji decyduje kłótnia. Nie mogę zrobić tego gdy jest miedzy nami ok. Wiesz czemu ? Już nawet nie dlatego, że go zranie, ale wiem, ze wtedy zranie siebie. I jeszcze jak głupia... po dwóch dniach wrócę do niego...A gdy widzę go w furii to go nienawidzę. I wtedy wiem, że łatwiej bedzie mi odejśc i pozostac przy tej decyzji jesli zapamietam jego twarz złą, a nie biedną i skrzywdzoną... Możliwe, że okłamuje samą siebie, ale tak czy siak- zaczełam wierzyć we własne kłamstwa i odejdę. A potrzebuję kogoś kto mi pomoże w tym gdy juz to zrobię. Bo wtedy najcieższe będzie - by do Niego NIGDY nie wrócić... Każde słowa- nawet tak mocne - pomagają mi w mojej decyzji. I gdyby nie to, że piszę tutaj- to po tamtym smsie bym się rozpłynęła. A nadal zostałam przy swoim postanowieniu... Teraz jak nigdy- marze by wreszcie wpadł. By zaczał sie ze mna kłócic i pozwolił mi w ten sposób odejść...

oczy882- nie wiem dlaczego ale również ucieszyłam się z tego że nie jestem sama... Przeczytaj od początku do końca to forum-włącznie z poradami jakie dziewczyny pisały. I zmienisz myslenie- czy da się go zmienic i czy w ogóle warto... Ja już postanowiłam... Teraz tylko czekam. Nawet gdy nadchodzi nadzieja- usypiam ja - wchodząc tutaj i czytając to jeszcze raz... Może razem przez to przebrniemy ?

93

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Ja tez czekam na kolejna klotnie, na kolejne upokorzenie... Aby bylo mi latwiej odejsc... :-(

94

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Marvie, to Ty jesteś w podobnym związku ?

95

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Tak... I jak czytam Wasze posty, to z jednej strony plakac mi sie chce, z drugiej strony rozumiem, ze nie potraficie przerwac tego koszmaru i odejsc... Ja tez nie moge... Czuje sie uzalezniona... Najpierw walcze z tym, co mnie rani, a na koniec akceptuje wszystko, zeby go nie stracic... :-(

96

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Marvie - czyli witaj w kąciku niezdecydowanych uzależnionych kretynek.

ech... jakie to smutne, ze nas jest tyle...

97

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Dobrze powiedziane - kretynki, które sa zdolne oddac zycie za faceta... Za faceta, który tak naprawde ma nas gdzies, ale który wie, ze my - kretynki - zrobimy dla niego wszystko i dlatego nami tak manipuluje... Ohh, jak to boli... :-(

98

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Marvie jak długo jesteś w związku ? Próbujesz coś z tym zrobić ?

99

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Razem jestesmy 5 lat, 3 lata po slubie... Ostatnie miesiace to koszmar... Dla K. najwazniejsza jest jego technika i ostatnio fb. To taki typ Piotrusia Pana - opisywany w innym watku. Wiele juz z nim przeszlam, a ciagle nie jest latwo odejsc... Zastanawiam sie, ile jeszcze bede musiala przejsc, zeby w koncu zrozumiec, ze nic dla niego nie znacze? Traktuje mnie jako "wypelniacz czasu wolnego", którego ma niewiele... :-/

100

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry, pozwolisz, ze zacytuje i lekko zmodyfikuje Twoje (fantastyczne!) slowa:

"On jest agresywny. Szczególnie gdy wypije. Podniosl juz na mnie reke...
On nie chce rozmawiać. Uważa, że ja wymyslam i stwarzam problemy, których nie ma... Podczas kazdej "rozmowy" (a raczej monologu) odwraca sie do mnie plecami i ignoruje mnie...
On ma wszystko i wszystkich w dupie. Włącznie ze mną. A wlasciwie przede wszystkim mnie...
On mnie nie szanuje. Kilka cytatów : "Jesteś glupim dzieckiem" , "Idź do psychologa lepiej" , "M. daj mi już spokój", "Nie kocham cie"... I wiele wiele wiele innych...
On ma przyjaciół. Mi ich pozabierał. Jak ? Zostawilam dla niego moja rodzine, moich przyjaciol, znajomych, wszystko... W nowym swiecie mowi mi: idz i znajdz sobie znajomych... IDZ I ZNAJDZ??? To oni stoja na ulicy i na mnie czekaja?? Jak zdobyc przyjaciol w ciagu kilku dni????
On nie chce miec dzieci... :-(
Przez Niego trafiłam do psychologa... Nadal biore tabletki nasenne... Kazda klotnia konczy sie trzesieniem rak i wybuchem placzu....
On ma komputer, przyjaciol na fb, dyskoteki, swoje zycie... Ja mam Jego. On nie ma czasu. Ja mam go za dużo."

101

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Marvie...przeraziłaś mnie. Twoja sytuacja jest i tak gorsza... Ty jesteś już po ślubie... I błagam Cię - nie bądź głupia... Uciekaj... Czemu jeszcze tego nie robisz ? I wiesz co ? Dzieki Tobie wiem, że własnie nie chce by moje małżenstwo tak wygladało...
Rany Boskie... tragedia sad

102 Ostatnio edytowany przez monia_3103 (2011-07-31 16:22:09)

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Merry napisał/a:

monia_3103 - od początku... Wiem, ze daje sobą pomiatać, ale to "uzależnienie" jest silniejsze. Każdy jego dobry gest w moja stronę- daje mi nadzieje. Walczę sama ze sobą... mozesz mi wierzyć- chociaż na słowo...
W jedny moge śmiało powiedzieć że się mylisz- w tym, ze nie chce odejść. Marze o tym. Modle się o siłe. Owszem- jak pisałam ten wątek byłam pewna, że tego nie zrobię... I właściwie o czasie mojej decyzji decyduje kłótnia. Nie mogę zrobić tego gdy jest miedzy nami ok. Wiesz czemu ? Już nawet nie dlatego, że go zranie, ale wiem, ze wtedy zranie siebie. I jeszcze jak głupia... po dwóch dniach wrócę do niego...A gdy widzę go w furii to go nienawidzę. I wtedy wiem, że łatwiej bedzie mi odejśc i pozostac przy tej decyzji jesli zapamietam jego twarz złą, a nie biedną i skrzywdzoną... Możliwe, że okłamuje samą siebie, ale tak czy siak- zaczełam wierzyć we własne kłamstwa i odejdę. A potrzebuję kogoś kto mi pomoże w tym gdy juz to zrobię. Bo wtedy najcieższe będzie - by do Niego NIGDY nie wrócić... Każde słowa- nawet tak mocne - pomagają mi w mojej decyzji. I gdyby nie to, że piszę tutaj- to po tamtym smsie bym się rozpłynęła. A nadal zostałam przy swoim postanowieniu... Teraz jak nigdy- marze by wreszcie wpadł. By zaczał sie ze mna kłócic i pozwolił mi w ten sposób odejść...

Merry wybacz ale Twoje marzenia o odejściu są tylko marzeniami a nie celem do realizacji... Znam Cię nie od dziś i wiem na czym polega uzależnienie i życie w toksycznym związku... Nawet jak się pokłócicie i Ty TEORETYCZNIE odejdziesz,to minie kilka dni i pobiegniesz z powrotem błagajac na kolanach by pozwolił Ci na powrót... Czemu? Bo jesteś w ciągu-uzależnienie od P!! Tak samo alkoholik,tak samo i Ty... Wierz mi bądź nie, wiem co pisze... Ja sama również walczę z moim uzależnieniem... Nie jest łatwo,bo ciągnie jak cholera... I samo odejście to nie będzie koniec,bo przecież są i telefony i maile... W każdy możliwy sposób będzie Cię nękal dopóki mu się to nie znudzi... A Ty sama będziesz zabiegać o kontakt,bo będziesz tego potrzebować jak narkotyku,który uzależnia...

Marvie współczuję Ci takiego męża i małżeństwa... Poświęciłas dla niego wszystko,a on potrafi potraktować Cię jak szmate i powiedzieć,że Cię nie kocha-spoko... Uważasz że też czekasz do kolejnej kłótni... I wtedy co-odejdziesz i złożysz pozew o rozwód z jego winy? Czy jednak uznasz że kilku tygodniowa separacja dobrze zrobi?

Dziewczyny nie ludzcię się oni się nie zmienia!! Nie zależnie ile próśb i błagan w to złożyćie,ile poświęcicię... To ich nie rusza! A wy ich nie kochaćie,a raczej wspomnienie jacy kiedyś byli!! Jeśli chcieliby już dawno zmienili by nastawienie do was i własne postępowanie-właśnie widać jak z miłości i szacunku do Was jest nadzieja że się zmienia...
Powiedzcie same-co trwanie w takim związku Wam daje-ale szczerze odpowiedźcie?! Poczucie bezpieczeństwa kiedy podnosi rękę? Uczucia miłości gdy mówi 'nie kocham Cię'. Poczucie szacunku gdy w towarzystwie obrzuca Was wyzwiskami i traktuje gorzej niż szmate? Spójrzcie naprawdę w swój związek i odpowiedźcie na pytanie-co trwanie w związku,takim związku Wam naprawdę daje?

103

Odp: Kochać swój toksyczny związek

To ja odpowiem na Twoje pytanie... Co mi to daje ? Na pewno dzięki temu nie jestem samotna. Samotności boję się najbardziej, a z moją aspołecznością szybko bym nie znalazła żadnego człowieka który by mi tyle czasu poświęcił co On. Poza tym... tak jak mówiłam są te dobre chwile... możliwe, że one sprawiają ze jak kretynki tkwimy w związkach. To jest to tzw " mydlenie oczu".
Teraz wlaśnie taki okres przede mną... może dlatego, że zbliżają się moje urodziny i jest do rany przyłóż, albo dlatego że czuje, że mnie traci. Nie wiem, tak czy siak - jest idealny. Nawet wczorajsza impreza była jak nigdy. Nie odstępował mnie na krok i się nie upił. Wciąż powtarza, że mnie szalenie kocha i jestem miłością jego życia. Nawet jak ma moment, że go zdenerwuje to nie krzyczy- tak jakby zaczął mnie szanować ?
Tylko nie wiem na jak długo to wszystko. Na razie jest to kwestia tygodnia. I czuje, że dlatego iż przestałam mu mówić, że go kocham, przestałam zabiegać o spotkania (a wrecz odwrotnie) i stałam się bardzo oschła i zimna. Jestem ciekawa czy jeśli znów byłabym słodka i kochana to czy by odpuścił... Tak czy siak nie mam ochoty tego sprawdzać. On chyba wyczuł bluesa, że to jego ostatnia szansa w naszym związku.

Może też to i moja zasługa ze sie nie kłócimy. Przestałam się czepiać bo przestało mi zależeć. Oboje staliśmy się bardziej "niezależni" od siebie. Oczywiście ja na dłuższa mete nie wyobrażam sobie takiego związku... Ja chyba chce rycerza na białym koniu. Mam czas na decyzję w naszej sprawie... Nie mam zamiaru wymazywać tego co zrobił do tej pory. I nadal zostaje przy tym, że jeszcze raz doprowadzi mnie do stanu krytycznego- a to bedzie koniec...
I nie ważne kiedy...

Ps. P. uzbierał 2,500 tys na wakacje. Chce mnie gdzieś zabrać pod koniec sierpnia... Przyznam że sie tego boje. Z dwóch powodów : jeśli powiedzmy, bede chciała sie z nim rozstać wcześniej, a on wykupi już wycieczkę - to nie zerwe z nim... wiem jak ciężko pracował i chciał jechać. A ja nie jestem bezduszną bestią która by go tak potraktowała... poza tym wakacje... sama bym pojechała za granice.
Drugi powód dla którego się boje- jeśli na wakacjach nie wytrzymam z nim przez dwa tyg i będę juz pewna, że to nie to ... to jak mogłabym z nim wtedy zerwać ? Zachowałabym się jak ostatnia s*ka.

Tak czy siak- jeśli pojedziemy będę miała problem. Wiec na razie nie drążę tematu, a może nie pojedziemy.

A może wakacje sprawią, że na nowo coś w nas odżyje ? Przecież już półtora roku nie byliśmy nigdzie i nie oderwaliśmy sie od problemów...

I jeśli monia stwierdzisz teraz, że jestem głupia bo znów wracam do pkt wyjścia - to się mylisz. Ja po prostu daje mu cichą ostatnią szansę. Bo mimo wszystko (choć pewnie z moich opisów tego nie widać) jest w nas potencjał.
I tak samo w niektórych sprawach - to ja zawalam. I wtedy właśnie czuje się winna. Musiałabyś tu być i patrzeć na nas by wiedzieć, że odejście od Niego musi być srogo przemyślaną decyzją..

Wiem, że jeśli nie "dziś"... to "jutro" z nim zerwę. Ale póki co... ma tą szansę ode mnie. Do następnego razu.

104

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Merry napisał/a:

To ja odpowiem na Twoje pytanie... Co mi to daje ? Na pewno dzięki temu nie jestem samotna. Samotności boję się najbardziej, a z moją aspołecznością szybko bym nie znalazła żadnego człowieka który by mi tyle czasu poświęcił co On. Poza tym... tak jak mówiłam są te dobre chwile... możliwe, że one sprawiają ze jak kretynki tkwimy w związkach. To jest to tzw " mydlenie oczu".
Teraz wlaśnie taki okres przede mną... może dlatego, że zbliżają się moje urodziny i jest do rany przyłóż, albo dlatego że czuje, że mnie traci. Nie wiem, tak czy siak - jest idealny. Nawet wczorajsza impreza była jak nigdy. Nie odstępował mnie na krok i się nie upił. Wciąż powtarza, że mnie szalenie kocha i jestem miłością jego życia. Nawet jak ma moment, że go zdenerwuje to nie krzyczy- tak jakby zaczął mnie szanować ?
Tylko nie wiem na jak długo to wszystko. Na razie jest to kwestia tygodnia. I czuje, że dlatego iż przestałam mu mówić, że go kocham, przestałam zabiegać o spotkania (a wrecz odwrotnie) i stałam się bardzo oschła i zimna. Jestem ciekawa czy jeśli znów byłabym słodka i kochana to czy by odpuścił... Tak czy siak nie mam ochoty tego sprawdzać. On chyba wyczuł bluesa, że to jego ostatnia szansa w naszym związku.

Faceci to myśliwcy, polują i swoimi miłymi gestami zwabiają kobietę w swoje sidła, a gdy juz ona w nich jest oni mają gdzieś to, że trzeba zabiegać o nas itp. A gdy widzą, że się odsuwamy, jesteśmy oschlejsze oni nagle znowu zaczynają polować - ciekawe nie??!!
Ja bym jednak zbytnio nie wierzyła w jego zmianę... To tylko mydlenie oczu i BRAWO dobrze widzisz - albo chce Cię udobruchać przed urodzinami albo czuje, że Cię traci i chce znowu być potulny i Tobą zacząć manipulować...

Merry napisał/a:

Może też to i moja zasługa ze sie nie kłócimy. Przestałam się czepiać bo przestało mi zależeć. Oboje staliśmy się bardziej "niezależni" od siebie. Oczywiście ja na dłuższa mete nie wyobrażam sobie takiego związku...

Jestem z Ciebie dumna, stanie się niezależną w pewnym stopniu od faceta to już dużo smile I dobrze, że sobie nie wyobrażasz takiego związku - zaczynasz logicznie myśleć i patrzeć inaczej na związek

Merry napisał/a:

Nie mam zamiaru wymazywać tego co zrobił do tej pory. I nadal zostaje przy tym, że jeszcze raz doprowadzi mnie do stanu krytycznego- a to bedzie koniec... I nie ważne kiedy...

Mam nadzieję, że to ostateczne zdanie w tej sprawie i choćby błagał, kajał się zdania nie zmienisz...

Merry napisał/a:

Ps. P. uzbierał 2,500 tys na wakacje. Chce mnie gdzieś zabrać pod koniec sierpnia... Przyznam że sie tego boje. Z dwóch powodów : jeśli powiedzmy, bede chciała sie z nim rozstać wcześniej, a on wykupi już wycieczkę - to nie zerwe z nim... wiem jak ciężko pracował i chciał jechać. A ja nie jestem bezduszną bestią która by go tak potraktowała... poza tym wakacje... sama bym pojechała za granice.
Drugi powód dla którego się boje- jeśli na wakacjach nie wytrzymam z nim przez dwa tyg i będę juz pewna, że to nie to ... to jak mogłabym z nim wtedy zerwać ? Zachowałabym się jak ostatnia s*ka.

Ale kochana już raz powtarzałam co Ciebie interesuje co on by poczuł, jak by się poczuł i co by pomyślał. Rozumiem pełna empatia itp, ale gdzie trochę egoizmu w Twojej sprawie... Tutaj piszesz jak typowa uzależniona panna, która nie chce zerwać... Powody - zaznaczono na grubo... Ciebie nie powinno interesować to, że zerwiesz z nim i kasa przepadnie - to już jego problem - mógł się Ciebie spytać o zdanie a nie on zbiera bo chce zabrać... Po drugie Ty czasu nie wybierasz... A co jeśli właśnie na wakacjach dojdzie do kłótni? Nie zerwiesz z nim bo jesteś za granicą, tak?? Przecież wcześniej napisałaś "jeszcze raz doprowadzi mnie do stanu krytycznego- a to bedzie koniec... I nie ważne kiedy." - sprzeczność!! Albo z nim  zrywasz niezależnie od momentu - nawet jeśli to wakacje alb tego nie robisz... Prosta sprawa, a Ty sobie ją tylko utrudniasz...


Merry napisał/a:

I jeśli monia stwierdzisz teraz, że jestem głupia bo znów wracam do pkt wyjścia - to się mylisz. Ja po prostu daje mu cichą ostatnią szansę. Bo mimo wszystko (choć pewnie z moich opisów tego nie widać) jest w nas potencjał.
I tak samo w niektórych sprawach - to ja zawalam. I wtedy właśnie czuje się winna. Musiałabyś tu być i patrzeć na nas by wiedzieć, że odejście od Niego musi być srogo przemyślaną decyzją..

Wyjaśnij mi po co dajesz mu tą ostatnią szanse? Dobra potencjał bo jest miły przez tydzień, ale zrobił Ci wiele krzywd i zapewniam Cię człowiek w ciagu tygodnia się nie zmienia!! Gdzieś tam pozostają te gorsze chwile i zachowania... Wiem co piszę - ja tak miałam i ba nadal mam...

Merry ja nie uważam Cię za głupią itp, z mojej strony to była tylko lekka prowokacja, która miała na celu nawet Cię wkurzyć abyś zaczęła wreszcie postrzegać swoje błędy! Celowo pisałam o Tobie w gorszej wersji abyś zrozumiała, że ja jako ta, która miała podobne doświadczenia chce Cię ostrzec, pomóc, nakierować... Boje się o Ciebie i martwię, że popełniasz błędy. W twoich wypowiedziach jest jeszcze kilka sprzeczności - ale mam nadzieję, że mi je wyjaśnisz (wakacje)... Odnoszę wrażenie, ze to co do Ciebie piszę naprawde nie dociera do Ciebie, że staram Ci się pokazać JEGO BŁĘDY a Ty jesteś ślepa - wiem jak to jest... Ale czas spojrzeć normalnie!!
Wiedz, ze we mnie masz oparcie...

105

Odp: Kochać swój toksyczny związek

monia_3103 właśnie tych słów potrzebowałam najbardziej "wiedz, że we mnie masz oparcie"... i już mi lepiej...

Co do tych sprzeczności... Rzeczywiście nie powinnam patrzeć czy to będą wakacje czy nie. Jedynie boję się sytuacji pt. ja zrywam z nim na tych wakacjach a tu jeszcze np. tydzień do wyjazdu. Nie chce sobie psuć tygodnia wakacji. Wiec ewentualnie pozostaje opcja-po powrocie. A już konkretne znaki dawać mu na miejscu...
Od razu mi się przypomniała sytuacja jak byliśmy jakoś dwa lata temu na wakacjach. Ja  i On i nasi znajomi (też taka parka).Kołobrzeg. Mieliśmy wynajęte takie małe mieszkanko. Także mieliśmy pokój z telewizorem. I gdybym wtedy wiedziała, że to właśnie TV będzie największym problemem, wzielibyśmy pokój bez telewizora. Sytuacja była skrajnie dziwna. Był to jakiś drugi dzień naszego pobytu tam. I Jacek z Pauliną mieli tego wieczoru iść na miasto. Chcieli nas wyciągnąć. Ja skakałam ze szczęścia że się fajnie powłóczymy, ale gdy propozycja została przekazana P. on stwierdził, że przyjechał na wakacje by odpoczywać i że bedzie oglądał TV. I tym sposobem poszłam tylko z nimi. Gdyby tego było mało- każdy następny dzień miał właśnie tak wyglądać. Nie chciało mu się nawet na plaże z nami iść !!! I któregoś wieczoru (chyba już piąty dzień naszego pobytu) wydarłam się na Niego. Wypłakałam, że nie chce tak spędzać wolnego czasu ! Że przyjechaliśmy razem a on siedzi i nic mu sie nie chce. (nie bede tu streszczała całej rozmowy, bo tez dokładnie jej nie pamietam...) Pamiętam tyle, że rozmowa skonczyla się tym, że zaryczana i w totalnej nerwicy wyszłam z mieszkania i poszłam na plaże. Siedziałam tam sama . Na ciemnej i zimnej plaży i patrzyłam na szumiące i czarne morze. Ryczałam jak chora. Czułam się tak źle jak nigdy. I wtedy on nagle się pojawił. Przytulił mnie i przeprosił...

I tak było zawsze. Potrafi mnie do skrajności doprowadzić... a potem zwyczajnie przeprosić... Dziś bym mu się tak nie dała...

I dlatego boje się naszych wakacji. Boje jak cholera. I choć chce jechać choćby ze względów czysto odpoczynkowych - nie wiem czy chce jechać właśnie z nim...

Monia - cały czas cenie Twoje rady i słowa.Cenie Cię jak przyjaciółkę... I zastanawiam się jak to było u Ciebie z tym odejściem... Mogłabyś coś wiecej opisać o swoim związku ???

106

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Jeżeli tak bardzo chcesz z Nim jechać , to jedź , no może ja bym już pojechała, przy okazji bym zwiedziła. Tylko jakaś kłótnia i zrywasz, jak nie na wyjeździe , to od razu PO.
Także uważam, że on mydli Ci oczy, bo przecież prawie cały związek traktuje Cię źle, a teraz zmiana ? Ludzie od tak się nie zmieniają, zmiany to jest długotrwały proces i żmudny. A w Waszym związku raczej nie widzę szans , Ty też raczej nie, lecz łudzisz się, bo jak wiesz boisz się samotności. Strasznie przyzwyczaiłaś się, że kogoś masz i nie wyobrażasz sobie inaczej.

107

Odp: Kochać swój toksyczny związek

truskaweczka19 dokładnie tak ! przyzwyczaiłam się do tego, że zawsze ktoś jest przy mnie. On kilkakrotnie robił takie "zmiany" a potem wszystko wracało do normy... czyli do kłótni. Więc spodziewam sie ze i tym razem tak bedzie...

108

Odp: Kochać swój toksyczny związek

No i ja nie wytrzymałam. Cholernie się broniłam przed tym wątkiem, ale Twój pierwszy post Merry - był po prostu skrótem tego co u mnie się dzieje w moim 5letnim już związku. Dalsze posty jedynie pokazały Twoje zachowania, które są typowe/identyczne do moich. Wiadomo każdy problem jest INNY - wpływa na niego 1000 mikroskopijnych różnić w charakterze partnera,wieku, wychowaniu itp. (u mnie to wiek=niedojrzałość, jakieś zdarzenie z przeszłości-wydaje mi się,że jego ojciec, oraz AGRESJA SŁOWNA) , ale wniosek jest jeden - dla Ciebie , dla mnie, dla koleżanek, które tu po kolei zaczynały posty od słów "jakbym czytała siebie" - mianowicie - jesteśmy traktowane : bez szacunku, ale to nasz wybór, pomiatane - nasz wybór, umniejsza się nam - nasz wybór, my mu wszystko - on nam to na co ma ochotę - nasz wybór,i tak w nieskończoność. Ja już skończyłam prosić o pomoc przyjaciółki i rodziców - i bardzo się Cię , że zachowali się w zasadzie jak MONIA - powiedzieli - TY PO PROSTU NIE CHCESZ, I NIE BĘDĘ ROZMAWIAĆ Z TOBĄ NA TEN TEMAT BO NIC SIĘ NIE ZMIENI - na początku byłam wściekła, że mnie "zostawili", ale dziś (uwaga : nadal jestem z tym człowiekiem) wiem, że nie ma sensu prosić o wsparcie, pomoc , żeby Ci mówili : odejdź od niego ble ble ble. Nie zrobisz tego NIGDY, tak jak ja nie zrobiłam. Owszem wsparcie jest potrzebne, ale już "po wszystkim" jak to ujęłaś.
To co piszesz z wakacjami, że "cicha szansa", że "głupio tak jak zapłaci" itp. - wymówki - mam takie same - identyczne - "a bo nie długo rocznica, a bo urodziny, a bo on ma egzamin, a bo obiecał, że 'po tym i po tym' wszystko się zmieni, a bo weekend był udany i się nie pokłóciliśmy, a bo..." ... BE-ZE-DE-U-RA !
Nie będę się rozpisywać, bo Ty wszystko wiesz - i może jestem najmniej kompetentną osobą (no na pewno jestem), żeby Ci coś radzić, ale piszę, bo po prostu uważam, że w 100% WIEM CO CZUJESZ.
Ja sama nie odeszłam , dlaczego ? Bo mieliśmy się już rozstawać tydzień temu, bo długim czasie ciszy i przemyśleń, ale jakoś się rozeszło - przyjechał na weekend było super - do wczoraj - znowu kłótnia o nic - wyzwiska po czym nagle przychodzi i przytula i całuje "i nic sie nie dzieje" - ja głupia w objęcia , seks - nie no SUPER,a dzis czuję się jak gówno . Ty się nie czułaś po tej akcji z imprezą ? Bo ja uważam , że tak powinnam się czuć jak się czuję, jak on może mieć do mnie szacunek jak widzi, że sama się nie szanuję - i to się tyczy też Ciebie moja droga.
Oh czemu dziś nie powiem , że źle się czuję, bo wczoraj tak mnie potraktował ? To oczywiste - bo weźmie mnie za IDIOTKE , bo przecież nic się nie stało a noc potem była SUPER ! - znasz to uczucie ?
Ktoś mi bardzo dobrze powiedział ostatnio - "jedyne co możesz dla niego zrobić to odejść, jeśli go kochasz to daj mu czas, jesli odejdziesz to może zrozumie co zrobił, a Ty też musisz się ratować"
Dziewczyno - nie masz na co czekać - daję CI GWARANCJĘ , GŁOWĘ - ROZUMIESZ ?! Przysięgam Ci, że NIC się nie zmienic -NIC - obiecuję. U mnie też - owszem może za parę lat, za mniej lub za więcej - ale tylko wstrząs i chęci partnera mogą go zmobilizować do zmian i traktowania z szacunkiem a nie jak właśność partnerki.
Mogłabym pisać w nieskończoność w tym temacie i i tak nie napisać nawet 10 % tego co myślę - 8 lat znajomości, a 5 związku myślę, że czyni mnie mały expertem.
Przeczytałam "zołzy" "kochające za bardzo" - po każdej czułam przełom - może i coś w tym było - każdy ma inny problem.
Zamieszczam fragment książki która pozwoli mi w ciągu maks około tygodnia zakończyć mój związek - "Toksyczne Słowa" - PŁAKAŁAM przez pierwsze 100 stron - może to nie Twój problem, ale mój w 200000 %.
"Zjawisko słownej agresji jest w pewnym sensie częścią naszej kultury. Dominacja, wymuszanie uległości, umniejszanie cudzych osiągnięć i zawyżanie własnych, dławienie oporu, manipulacja, krytyka, stosowanie nacisku i zastraszanie to akceptowane przez wielu reguły gry. Kiedy za sprawą jednego z partnerów zaczynają one obowiązywać w związku, zaś agresywny partner wypiera się ich stosowania, jedynym efektem może być chaos.
Poniżej znajduje się kwestionariusz samooceny, dzięki któremu sprawdzisz, czy jesteś w swoim związku ofiarą słownej agresji. Postaw krzyżyk przy każdym stwierdzeniu, które odnosi się do twojego związku:
1. Kilka razy w tygodniu lub częściej twój partner okazuje ci irytację lub gniew, chociaż nie zrobiłaś nic, co mogłoby go wyprowadzić z równowagi. Za każdym razem jesteś zaskoczona jego reakcją. (Kiedy go pytasz, dlaczego się złości, odpowiada, że wcale nie jest zły, lub sugeruje, że to ty w jakiś sposób ponosisz za to winę).
2. Kiedy czujesz próbujesz przekazać mu swoje odczucia, nie masz wrażenia, że sprawa została załatwiona, nie odczuwasz zadowolenia ani ulgi, nie czujesz, że "się pogodziliście". (On pyta: "Chcesz, żebyśmy zaczęli się kłócić?" albo w inny sposób wyraża niechęć do omawiania sytuacji).
3. Często masz mętlik w głowie i czujesz się sfrustrowana jego reakcjami, ponieważ nie potrafisz sprawić, by zrozumiał twoje intencje.
4. Martwisz się nie konkretnymi sprawami - ile czasu ze sobą spędzacie, gdzie pojedziecie na urlop itd. - ale brakiem porozumienia w waszym związku: co on zrozumiał z twojej wypowiedzi, jak ty odczytałaś jego słowa.
5. Czasami się zastanawiasz: "Co się ze mną dzieje? Nie powinnam czuć się aż tak źle".
6. Twój partner rzadko - jeśli w ogóle - wyraża chęć się z tobą swoimi myślami i planami.
7. Twój partner ma przeciwne zdanie na praktycznie każdy poruszony przez ciebie temat, a swoich wypowiedzi nie próbuje stonować słowami: "moim zdaniem", "myślę', lub "uważam" - jak gdyby to on miał zawsze rację, a nie ty.
8. Czasami masz wątpliwości, czy twój partner uważa Cię za samodzielną istotę ludzką.
9. Nie przypominasz sobie, abyś kiedykolwiek przerwała mu wami: "Dosyć tego!" lub "Przestań!"
10. Kiedy próbujesz przedyskutować z nim jakiś problem, twój partner albo się złości, albo "nie ma pojęcia, o czym mówisz"

Jeżeli postawiłaś krzyżyk przy co najmniej dwóch stwierdzeniach, ta pomoże ci rozpoznać przejawy słownej agresji. Jeżeli powyższe sytuacje cię nie dotyczą, książka ta pomoże ci zrozumieć ofiary słownej agresji. Jeżeli powyższe sytuacje wydają ci się znajome, ale nie jesteś pewna, czy odnoszą się do ciebie, po prostu czytaj dalej.
Przejawy słownej agresji mogą być jawne, przybierając na przykład formę wybuchów gniewu skierowanych na partnerkę lub zawoalowanego ataku ("Jesteś przewrażliwiona"). Mogą też być ukryte, zamaskowane, jak w przypadku: "Nie wiem, o czym mówisz", podczas gdy w rzeczywistości partner doskonale wie, o co chodzi.
Ukryta agresja słowna jest bardzo niebezpieczna, ponieważ nie przejawia się bezpośrednio. Najczęściej przyjmuje postać zawoalowanego ataku lub wymuszenia. Ten rodzaj agresji jest opisywany jako "prowadzący do obłędu". Jest to "forma wzajemnego oddziaływania dwojga ludzi, wynikająca z tłumienia agresji, która w poważny sposób zaburza zdolność ofiary do rozpoznawania i radzenia sobie z rzeczywistością interpersonalną" (Bach i Goldberg, 1974, s. 251). W przypadku tego typu agresji kobieta nie odbiera żadnych konkretnych sygnałów. Musi zaufać własnej intuicji i - jakkolwiek bolesne by to było - przyjąć do wiadomości, że partner jej nie kocha, nie ceni i nie szanuje."

PS. U mnie jest kwestia tego jedynie, bo już NIE czekam na to , że teraz jest "OK" , bo wiem jużże to tylko pozory, kwestia jest czy przestać się odzywać, czy dać list który dziś napisałam (rozmowa odpada gdyż była jedna i mój partner potwierdził w niej wyżej cytowaną książkę - jest "książkowym przykładem" wiec moje powody odejścia byłby skwitowane "jesteś po.....dolona".

MERRY - nie jedź z nim.

109

Odp: Kochać swój toksyczny związek

AB9 - Na sam początek chce Ci podziękować, że dołączyłaś się do dyskusji. I od razu przejde do meritum sprawy... MATKO BOSKA !!!! Gdy zaczęłam czytać już byłam przerażona, a im dalej czytałam tym bardziej przerażenie rosło... Najpierw przestraszyły mnie Twoje słowa, że nie uda mi się nic zrobić (oczywiście w mojej głowie od razu się zrodziło zaprzeczenie- nie! mi się na pewno uda!!!) a potem te słowa że On NIGDY prze nigdy się nie zmieni... Jezu. Teraz gdy mówi to osoba z takim doświadczeniem - aż się zaczęłam bać... po wbrew pozorom gdzieś w podświadomości liczyłam, że naprawdę to się może udać... a potem ten cytat z książki... Mało powiedziane że mnie to dotyczy. Po prostu słowo w słowo jest opisany mój związek... I krzyżyk postawiłam przy każdym zdaniu... sad
Ja piernicze... Nie wiem nawet co powiedzieć. Zatkało mnie w sumie. Ja też raz próbowałam z nim zerwać w 4oczy, ale oczywiście się nie udało... z tych samych powodów. Najprościej byłoby mi napisać list, ale nie chce być później uważana za tchórza a ponadto zakończyć trzyletni związek listem ? To prawie jakby napisać smsa... Dlatego postanowiłam dać czas do następnej kłótni i podczas gdy on będzie miał ten wyraz twarzy którego nienawidzę, możliwe że sumienie mi się nie obudzi...

Przeraziłaś mnie... Pisz do mnie dużo. Ja potrzebuje tych słów, bo naprawdę... ale to naprawdę musimy od nich odejść...

Ps. Ty też masz czasem wrażenie, że nawet jak komuś przedstawiasz swoją historię związku to, że nawet jeśli ktoś Ci powie "odejdz od Niego bo to nie ma sensu" to myślisz, że "aa może źle to przestawiłam, może ta osoba jakby była przy nas 24h na dobe to by nie powiedziała tego"...? Wiesz o co mi chodzi. Też tak masz ?

110

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Dziewczyny mam pytanie bo ja juz nie wiem co mam myslec o tym mam faceta i mam uczucie ze zostalam kochanka spotykamy sie tylko wieczorami raz w tygodniu i to poznym wieczorem zawsze jak sie pytam czy idziemy do niego to co roz inna odpowiedz raz ze zalalo potem ze ma gosci.Dodam tylko ze ma dziecko i bardzo czesto jest u swojej bylej ale czy u swojej bylej sie sypia no chyba nie ale zawsze odpowiedz pada ze to tylka dla dziecka.

111

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Merry napisał/a:

AB9 - Na sam początek chce Ci podziękować, że dołączyłaś się do dyskusji.

najgorsze, że żadna z nas wolałaby w niej nie uczestniczyć ; ) ale jeśli już los nas tu postawił, to mam nadzieję, że komuś otworzę oczy i okaże się bardziej rozumnym stworzonkiem ode mnie : )

Merry napisał/a:

Najpierw przestraszyły mnie Twoje słowa, że nie uda mi się nic zrobić (oczywiście w mojej głowie od razu się zrodziło zaprzeczenie- nie! mi się na pewno uda!!!) a potem te słowa że On NIGDY prze nigdy się nie zmieni... Jezu.

To nie jest tak kochana, że ja daje swoją głowę i przysięgam, że on się NIGDY nie zmieni -bo tak nie uważam,może źle się wyraziłam,a tak zapewne było, bo dużo mam 'myśli' w tym temacie, ale chciałam powiedzieć, że taką PEWNOŚĆ i PRZYSIĘGĘ mogę Ci faktycznie 'złożyć', jeśli go nie zostawisz. Z czego to wynika ? To proste - dopóki powtarza się schemat, w którym Ty dajesz się: nie szanować = wyzywać, umniejszać sobie, stawać się na gwizdnięcie, wmówić sobie, że Twoje "marudzenie" jest nieuzasadnione i nikt tak naprawdę by nie wiedział o co Ci chodzi itp (trochę opieram się na swoim przykładzie, bo Twego nie znam,ale skoro napisałaś, że książka "pasuje" to ryzykuję te przykłady), to on NIGDY się nie zmieni. Taki facet albo,jeśli Cię kocha* dostrzeże swój problem (może mu to zająć miesiąc,dwa,czterdzieści) albo zwyczajnie nie dostrzeże i jak to ładnie ujęto w książce, którą Ci zacytowałam, że człowiek z takim problemem CAŁE życie przeżyje z WYOBRAŻENIEM o "sobie idealnym", bo nigdy nie dopuści do siebie "słabego ja", żeby się z nim stawić i tak o to umrze - nieszczęśliwi, bo tacy ludzie z problemem agresji słownej są bardzo nieszczęśliwi.



Merry napisał/a:

Teraz gdy mówi to osoba z takim doświadczeniem - aż się zaczęłam bać... po wbrew pozorom gdzieś w podświadomości liczyłam, że naprawdę to się może udać... a potem ten cytat z książki... Mało powiedziane że mnie to dotyczy. Po prostu słowo w słowo jest opisany mój związek... I krzyżyk postawiłam przy każdym zdaniu... sad

Jeśli naprawdę tak jest to bardzo Ci współczuję, jak z resztą sobie samej - podaj maila to Ci ją prześlę.

Merry napisał/a:

Najprościej byłoby mi napisać list, ale nie chce być później uważana za tchórza a ponadto zakończyć trzyletni związek listem ? To prawie jakby napisać smsa... Dlatego postanowiłam dać czas do następnej kłótni i podczas gdy on będzie miał ten wyraz twarzy którego nienawidzę, możliwe że sumienie mi się nie obudzi...

Ja tak nie uważam, ale to dlatego, że przeczytałam tę książkę, jeszcze 2 tyg. temu byłam na tym samym "poziomie" myślenia co Ty teraz. 'Toksyczne słowa' zmieniły wszystko - list nie jest sms'em, to coś bardzo osobistego moim zdaniem, a jeżeli ja boje się znowu konfrontacji, żeby znowu nie usłyszeć , że to co mówię czyli przecież CZUJĘ - TO SĄ MOJE UCZUCIA ! - jest PIER...NIEM - to list wydaje mi się sensowny. Co z tego, że on po takich kłótniach przybiega całuje, przytula i bez wyjaśnienia "wszystko wraca przecież do normy" - gówno prawda... Ja z listu po dzisiejszej KOLEJNEJ sytuacji zrezygnowałam - znowu zostałam znieważona, to co chciałam powiedzieć przez tel. zostało przegadane jego "uwagami", także napisałam tylko, że mam dość, on chyba też, więc może u mnie samo się rozwiązało - bo on też ma już mnie dość - no cóż przecież jak się ma wszystko pod nosem to się ma dość i chce się więcej > MANAAM - "TO TYLKO TANGO" - oh polecam piosenkę, jeśli chcesz wiedzieć jak wygląda mój związek wink
Ja też czekałam dokładnie na "ten wyraz twarzy , którego nienawidzę" , ale odpowiedz sobie ile razy na niego czekałaś, żeby w końcu to skończyć i ile razy potem jeszcze ten wyraz pozwalałaś sobie widzieć ? :]


Merry napisał/a:

Ps. Ty też masz czasem wrażenie, że nawet jak komuś przedstawiasz swoją historię związku to, że nawet jeśli ktoś Ci powie "odejdz od Niego bo to nie ma sensu" to myślisz, że "aa może źle to przestawiłam, może ta osoba jakby była przy nas 24h na dobe to by nie powiedziała tego"...? Wiesz o co mi chodzi. Też tak masz ?

Zaczęłam mieć tak w pewnym momencie , kiedy mój partner tak mi z-zerował moje poczucie wartości i przy każdej okazji udowadniał, że nie umiem rozmawiać i jaka jestem beznadziejna i nie mam argumentów, że tak już sama mówiłam przyjaciółce - opowiadałam historię i dodawałam "że pewnie go źle zrozumiałam" - to na szczęście nie trwało długo - bo kiedy moje poczucie godności i wartości dotknęło dna i czuję, że więcej nie zniosę - postawnowiłam poszukać pomocy - jeszcze nie poszłam do psychologa, ale na własną rekę - efektem jest książka 'Toksyczne słowa' oraz odkrycie wpływu mojej matki na mnie. Ma wielką wolę bycia szczęśliwą i czasami mam wrażenie, że mimo uczuć to przy nim trzyma mnie jedynie ŻAL , że to nie "on" jest tym ktorym mysłałam że będzie i tak bardzo tego chciałam.

*kochać - chciałam po prostu zaznaczyć o ile Agresja słowna tyczy się również naprawdę Twojego partnera - przeczytaj książkę to to zweryfikujesz - można w jeden wieczór - bo szybko się czyta - że to są ludzie których problem twki w dzieciństwie - nie bedę wyjaśniać - książka doskonale to robi, ale tak jak ja jestem jego ofiarą (przez moją mamę jak "odkryłam" mimo, że jest dobrą i kochająco mnie całym sercem) i mam problem osobowościowy, tak smao mój partner - jednak nie można powiedzieć, że nie kocha - bo jedni używają agresji słownej z premedytacją i wtedy  miłości nie ma mowy - może Twój facet skoro fizycznie też już dostałaś (czasami o tym marzyłam bo wtedy nie miałambym żadnej obiekcji - ukryta agresja słowna jest gorsza - nie wykryjesz - raz bym dostała w morde i przynajmniej wiedziałabym, że mam się 'pakowac' ) robi to perfidnie, a może jak większość nie zdaje sobie sprawy z problemu - oczywiście zdaje sobie sprawę że krzywdzi, ale nie rozumie reakcji - przeczytaj książkę bo ja się nie nadaje do takich wyjaśnień i jak zwykle mam to w naturze rozpisałam się , że heeej : )

112 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-08-01 20:27:30)

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Bliznieta napisał/a:

Dziewczyny mam pytanie bo ja juz nie wiem co mam myslec o tym mam faceta i mam uczucie ze zostalam kochanka spotykamy sie tylko wieczorami raz w tygodniu i to poznym wieczorem zawsze jak sie pytam czy idziemy do niego to co roz inna odpowiedz raz ze zalalo potem ze ma gosci.Dodam tylko ze ma dziecko i bardzo czesto jest u swojej bylej ale czy u swojej bylej sie sypia no chyba nie ale zawsze odpowiedz pada ze to tylka dla dziecka.

Mam takie przemyślenia - że jeśli osoba widzi, że "coś się dzieje" i prosi o parę obiektywnych opinii to do głupich nie należy wink
A że tu sprawa wydaję się moim zdaniem oczywiście - jasna - to proszę przeczytaj parę razy swój post i odpowiedz sobie na pytanie : co byś pomyślała jakbyś przeczytała taki post na forum ?
Oczywiście jest SZANSA,że tak są panowie/panie , którzy "sypiają" u swoich eks tylko ze względu na dziecko i są panowie/panie, którzy spotykają się raz w tygodniu z "partnerką" i ZAWSZE naprawdę nie mogę jej zaprosić i nie jest to jeden potwierdzony fakt , tylko coraz ciekawsze historie - i są w tym szczerzy... tak są takie osoby, ale ja nie znam.

113

Odp: Kochać swój toksyczny związek

To dobrze dziewczyny, że widzicie, że Wasze związki są bez sensu. Chyba dużo uzależnionych kobiet to widzi, lecz po prostu uzależnienie jest często silniejsze od chęci rozstania. Na tym polega Wasza słabość. Straciłyście kontrolę nad Waszym życiem.
Tak sobie myślę, że jeśli jest tak ciężko, to może wizyta u psychologa ? Czasem może pomóc takim osobom , także w uświadomieniu pewnych spraw, ale też w tym, żeby łatwiej było takiej kobiecie poradzić sobie z bolesnym jakby nie patrzeć rozstaniem i żebyście nie wróciły do tych związków. Bo zerwać, to jeszcze jedno, ważne też , żeby po rozstaniu być silnym i nie wrócić do faceta.. Bo oni pewnie po rozstaniu poczują, że grunt im się pali pod nogami , ich ofiara ucieka i zacną przymilać się, wydzwaniać, nachodzić i w takim stanie jak jesteście, możecie łatwo uwierzyć mu i znów w to wejść i znów cierpieć i tak w koło.

114 Ostatnio edytowany przez Merry (2011-08-02 17:28:04)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

AB89- Bardzo chce żebyś mi przesłała tą ksiązkę. Możesz wysłac na maila : marjaa@o2.pl. I co do tej agresji- wydaje mi się, że mój facet robi to nieumyślnie, aczkolwiek wszystkiego (tak jak mówisz) dowiem się z książki. Jestem ciekawa jak to się dalej u Ciebie potoczy. Bo Ty mi bardzo w tym momencie pomagasz swoimi słowami i ogólnym wsparciem. Ja w swoim związku właśnie teraz czuje się jak zło konieczne. Podobno w związku człowiek powinien się czuc lepszym człowiekiem- ja się czuje gorszym... taka prawda. Obwiniam się za wszystko co jest złe. Przynajmniej do tej pory tak robiłam. On stara się to na wszystkie sposoby udowodnić mi, że to JA jestem beznadziejna... A gdy ja mu wyliczam jego błędy- mówi "tak masz racje jestem do dupy" i wtedy robie wszystko by wyliczać jego zalety i oczywiście mu zaprzeczam... i wychodzi na to, że ja jestem tyranem... On umie mnie podejsc. Idealnie zna moje słabe punkty. Wie kiedy może krzyczec i pyskować i wyklinać do mnie, a wie kiedy musi byc potulny. Za każdym razem efekt jest ten sam- czuje się fatalnie i obwiniam...
Myślę, ze masz baaardzo podobny związek i relacje z partnerem jak ja. Wszystko co mówisz- ma jakies odbicie u mnie... To niesamowite ze my kobiety pozwalamy sobie na takie traktowanie...

teraz też, niby jest idealny, walczy i zabiega o mnie... a wystarczyło bym po miesięcznym nie pisaniu i nie mówieniu mu słowa "kocham Cię", zrobiła to... i nagle wyluzował... mam dziś urodziny a on... on ma doła i na siłe chce sie pokłócic (to sie czuje...) i zepsuć mi humor... Przykro. Pewnie myśli ze znów mnie złapał w sidła... - opisze wam jutro jak dzisiejszy wieczór przeleciał... miała byc niespodzianka, ale coś czuje ze nici z niespodzianki i będzie... nudno, smutno i tak samo jak zawsze...

Truskaweczka19- u psychologa byłam. Nawet u dwóch. Mnie to nie pomaga. Pogarsza sprawe tylko. Ja jestem bardzo przekorna - szczególnie w rozmowie w cztery oczy. No nic... jakos sobie poradzimy... Trzeba każdego dnia mówić sobie że jest się silną i niezależną jednostką.


---------------------------------

Musiałam zedytować... bo już się zaczęło...
Byliśmy umówieni z P. na 18. Że przyjedzie do mnie i fajnie spędzimy wieczór...
No i naglę dostaje od Niego smsa:
"Przyjade rowerem. Bedę po 8mej" - ponieważ do centrum mam 35km to jest to zbyt daleko na rower.
"Przyjedź busem chociaż, bo za późno o 8mej. Ja chcę Cię zobaczyć jak najszybciej smile"
"Przyjade rowerem. mam ochotę"
Na co ja odpisałam " Bardzo Cię proszę przyjedź busem. Byliśmy umówieni na 6tą a nie na 8mą ! Poza tym będziesz zbyt wykończony byśmy mogli coś zrobić. Nie jeźdźiłeś na rowerze dwa lata więc na pierwszy raz to za dużo :*"
Była chwila ciszy po czym napisałam smsa " więc co postanowileś ?"
"jadę rowerem" -odpisał...

No i załamka... więc odpisałam " czyli będziesz o 8mej tak ? eh..."
"Ech, tak. Czy zawsze jak chce zrobić coś fajnego to musisz mnie zniechecać ?"
Ja mu na to odpisałam " A mógłbyś robić to w odpowiedniej godzinie tak żebyś nie musiał się spóźniać ?"
Na co on odpisał " To Ty przyjedź" - choc dobrze wie, że nie moge dzisiaj przyjechac bo nie mam auta !
I odpisałam na to " Dobrze to darujmy sobie dzisiaj. Już mam dość zepsuty humor przez Ciebie"
A on na to (jak zwykle) : "Ja też"
I się tu popłakałam i zdenerwowałam! normalnie bym go zaczeła przepraszać i nie wiadomo co... a tym razem odpisałam
"Przeze mnie ? Nie odwracaj kota ogonem ! Ja chce Cię widziec jak najwczesniej a Ty masz w d..pie i robisz co chcesz. Nie liczysz się z moim zdaniem i od rana masz muchy w nosie. Nie ma tu mojej winy ! I nie życze sobie obwiniania mnie za Twoje zachowanie !!!"
A on na to (idealny wniosek po prostu ;/)"Dobra walić, to nie będę sie z Toba na godziny umawiał. Gdyby nie Twoje fochy byłbym już w połowie drogi. Jade na rowerze i kropka"...

Ech... Ryczec mi sie chce... Masakra po prostu... Kompletnie ma mnie w d..pie. Wybaczcie za ten szczegółowy opis ale musiałam wam to przestawić bo sama sie oczywiscie zastanawiam czy źle zrobiłam stawiajac sie czy dobrze...i CO DALEJ ?

115

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Jak on Tobą manipuluje , heh, klasyczny przypadek.
Co ja więcej mogę Ci powiedzieć, chyba to co piszę w każdym poście, że powinnaś się ratować i od niego odejść. To związek toksyczny jak wiesz, jesteś uzależniona. On Tobą manipuluje często w sensie, żeby wzbudzić w Tobie poczucie winy.
Masz wszystko : wiesz już, że ten związek jest bez sensu i na fochy jego nie trzeba długo czekać, wiesz, że Tobą manipuluje, znasz podobne historie, wiesz, że bycie dalej z nim może źle dla Ciebie się skończyć, wiesz, że dając mu kolejne szanse źle robisz. Teraz ,wszystko co zrobisz dalej zależy tylko od Ciebie. Wiem, że to trudne, lecz niestety nie ma lepszego wyjścia niż zerwanie tego toksycznego związku, który Cię wyniszcza i zabiera Ci najpiękniejsze lata Twojej młodości.

116

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry do tego co opisałaś to kłótnia na która czekasz jest niepotrzebna !!!!!!!!!!!!!!!
Uciekaj od niego jak najdalej !!!!!!!!!! Nawet w dniu Twoich urodzin nie potrafi się zachować, ŻENADA sad sad sad

p.s. Wszystkiego najlepszego, powodzenia i wytrwałości w realizacji zamierzonych celów

Trzymaj się i nie daj się

117

Odp: Kochać swój toksyczny związek

AB69 Zle było napisane jesteśmy razem dwa lata już, wiem że nie wszyscy zapraszają do siebie ok akceptowałam to ale po takim czasie to daje trochę do myślenia tylko dziwne jest to ze jak ex dzwoni to on znika za każdym razem.Nawet teraz razem mieliśmy jechać na urlop wszystko było już zaplanowane nagle się okazało ze on jedzie ex i z mała do Egiptu,akuratnie tam gdzie my mieliśmy jechać.Więc to daje do myślenia tym bardziej że jestem z nim w ciąży w 2 miesiącu.

118

Odp: Kochać swój toksyczny związek

No więc mamy kolejny dzień... wczoraj jak przyjechał na tym rowerze, to nie wytrzymałam- nie umiałam się na niego złościć. Wpadł cały czerwony, dopocony i uśmiechnięty... Więc i ja zaczęłam się śmiać...Skutkiem czego spędziliśmy naprawdę mily (choć przewidywalny!) wieczór. Następnym razem widzimy się w sobotę na mojej imprezie urodzinowej. Zobaczymy czy się upije (bo specjalnie go poprosiłam by tego nie zrobił) i jak w ogóle będzie... zawsze takie imprezy potrafił mi spieprzyć... ciekawe co będzie tym razem...

truskaweczka19- no tak... niby już wszystko wiem... i dobrze też ze zapisałaś to wszystko w telegraficznym skrócie... Będę wracać do tego posta smile

nici- dziękuję za życzenia ! Mimo to poczekam jeszcze... :*

119

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Tak, kochana, czytaj to co wszystkie napisałyśmy jak najwięcej razy, mam nadzieję, że w końcu podejmujesz tę trudną, lecz JEDYNĄ słuszną w tej sytuacji decyzję.
Pzdrawiam.

120

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Muszę wam coś napisać. Pewnie bym o tym zapomniała już na zawsze... ale nagle stało się to po raz kolejny.
Jakiś rok temu przez półtora roku śniły mi się (noc w noc) sytuacje w których Piotr odchodził (bardzo w niemiłych sytuacjach dla mnie- zazwyczaj był okropny wtedy...) lub umierał lub mnie zdradzał. Zawsze polegało to na tym, że był taki oschły, krzyczący i paskudny w tych snach... I dziś po raz pierwszy od roku znów mi się to przyśniło... Odszedł po zdradzie, którą sama widziałam. Był niemiły, miał mnie gdzieś...
Te sny zawsze mnie przerażały, bo zawsze budziłam się spocona i płacząca w nocy... Niekiedy były tak realne, że nie wiedziałam czy to był sen czy jawa. Dzisiaj wiem, że to był sen... ale płakałam gdy odszedł. Bałam się w nocy... I nagle pomyślałam, że jeśli ja odejdę to też będę tak płakać, tak tęsknić... Zawsze bałam się tych snów, bo pokazywały mi jak będzie po rozstaniu... a teraz znowu wróciły. Dlaczego ? Dlaczego teraz ? Czemu on w tych snach jest taki straszny ? Tak mnie nienawidzi ? Czemu ja płacze gdy on odchodzi ? Czemu w ogole on odchodzi w tych snach lub zdradza ? Co oznaczają takie sny i jak się ich pozbyć ? Nie chce na nowo zacząć o tym śnić... To są najgorsze sny jakie miałam w całym swoim życiu... Psują mi cały dzień...

121

Odp: Kochać swój toksyczny związek

źródło : http://www.senniczek.biz/Zdrada,1269.html

Sennik Zdrada

Zdrada ? w ogólnym znaczeniu, świadome i intencjonalne zawiedzenie zaufania danego przez osobę, organizację, państwo lub grupę społeczną, które z tego powodu ponoszą straty tudzież uważają, że ponoszą straty.
spełniaj swoje obowiązki, nawet, jeśli Cię to męczy czy zniechęca

    popełniłeś zdradę - to spotkają cię jeszcze większe niż przeżywasz kłopoty
    z byłą dziewczyną - smutek i osamotnienie
    gdy ciebie zdradzono - zakończą się twoje smutki i wszystko ułoży się dobrze


Sennik Śmierć
kres pewnego okresu w życiu i zapowiedź zbliżających się istotnych zmian, podjęcie radykalnej decyzji i szczęśliwe życie

    przywoływać śmierć - wkrótce znajdziesz się na językach plotkarek
    widzieć śmierć - nędza i bankructwo
    śmierć rodziców lub przyjaciela - małżeństwo lub chrzest
    śmierć kogoś bliskiego - stale i niepotrzebnie lękasz się swoich wrogów
    śmierć dla nieżonatych - zacne i dobre małżeństwo
    ściskać śmierć - czeka Cię długi żywot
    szamotać się z nią - niebezpieczna wróżba
    śmierć dla chorego - ostrzeżenie przed nieszczęściami i niebezpieczeństwami lub musisz bardziej uważać przy zawieraniu nowych transakcji czy interesów lub wyzdrowienie lub strata dziecka lub kogoś bliskiego z otoczenia

JAK NIC SNY MÓWIĄ ABYŚ POŻEGNAŁA TEGO GAMONIA RAZ NA ZAWSZE !!!!!!!!!!!!

122

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Hehe... Jakoś nie wierze w te senniki. Bo też często śni mi sie winda lub koty. Jednak te sny nie są tak męczące i przerazające jak ten z P... Winda i koty nie wpływają na moje samopoczucie tak jak sny o P... poza tym jak długo może sie komus snic ze bliska osoba umiera lub od niej odchodzi ? Mi się śniło co takiego przez półtora roku noc w noc !!!!

123

Odp: Kochać swój toksyczny związek

NO i będzie Ci się śniło tak długo aż nie zmienisz swojego życia


Sennik Winda
zbliżają się zmiany w Twojej sferze uczuciowej, korzystne lub negatywne, żywisz nadzieję, że ktoś Cię wesprze

    widzieć windę - chciałbyś szybko i bez większego wysiłku iść w górę, ale to się nie uda
    jechać windą - znajdziesz pocieszycieli w kłopotach lub w nieszczęściu
    prowadzić ją - będziesz pomagał biednym i potrzebującym


Sennik Koty
fałszywy przyjaciel

    miauczący - uciążliwy proces
    futro - znaleziona zguba
    być podrapanym - przeciwności
    czarny - nieszczęście
    głaskać go - niewdzięczność

124 Ostatnio edytowany przez Merry (2011-08-04 19:50:56)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Ja chyba oszaleje ;( nie mam siły... Ryczę po raz kolejny...
Błagam powiedzcie mi bo czuje, że tym razem to moja wina !!!!
Od rana miałam ciężki dzień. Smutno mi było że dzisiaj się z nim nie widzę, ale sama mu powiedziałam, by szedł z kolegami i się rozerwał więc nie mogłam zmienić zdania... Pisałam tylko dwa razy smsa w stylu "szkoda, że to dzisiaj jest to spotkanie u K." (takie spotkania mają z kumplami gdzie chleją do trupa i grają w bezsensowne gry komputerowe jak dzieciaki.)
No i jakoś niedawno P. zadzwonił do mnie w sprawie tych wakacji. Że znalazł miejsce itd, tanio etc... No ale okazało się ostatnio, że ja nie będę miała ani złamanego grosza bo muszę odłożyć na studia i dentystę. Na co on " Dobra to ch..j nie pojedziemy. Jak zaczniesz rozsądna być to zadzwoń"... Uraziło mnie to strasznie. Potem kolejny i kolejny telefon i te same teksty...

No i na samym końcu napisał mi smsa " Nie ide do K. " , więc zadzwoniłam - mając bardzo miły i spokojny głos:
-Idź naprawdę, nie przejmuj się mną miałam dziś po prostu zły dzień.
-Pier..ole te Twoje złe dni (nawiasem mówiąc ostatnio miałam taki z miesiac temu !!!) ! Nie ide do K. i koniec. Nawet mi się już nie chce.
- To mogłeś wcześniej dać znać, może być w takim razie przyjechał do mnie i spędzilibyśmy fajnie wieczór ?
- Do Ciebie też nie chcę iść. Wole posiedzieć w domu  !
Strasznie mnie to zabolało i zrobiło mi się przykro więc skomentowałam:
- Czemu robisz mi taką przykrość ? (mówiłam to oczywiście płacząc już...) Czy to dlatego, że powiedziałam Ci że Cię kocham ? Bo kiedy tego nie mówiłam byłeś dobry dla mnie...
-To mi ku...wa nie mów ! 
I się rozłączył...
Oczywiście postanowiłam wyłączyć telefon. Zabolało mnie to okropnie !!!
Nie wiem co mam zrobić... sad jak on mógł mnie tak potraktować ? I co ja teraz zrobię ? Oczywiście uważam że to nie jest wystarczający powód by od Niego odejść i wiem, że do jutra mój zły humor mi przejdzie, a on jak się przestraszy wyłączonym telefonem to mnie przeprosi. Chciałabym mu móc powiedzieć teraz "KONIEC"... ale znów nie mogę zrobić tego przez telefon !!! Musiałabym w 4 oczy, a widzimy się dopiero w sobotę - na mojej urodzinowej imprezie ! Wiec nie mogę zepsuć sobie i innym tej imprezy !!! Kuźwa !!! sad Czuje się jak ostatnia kretynka...

Acha.. on jak mnie przeprosi to powie od razu, że mówił te wszystkie słowa w złości i żebym nie brała ich pod uwagę...
Często z reszta mi zarzucał ze zapamiętuje tylko złe słowa które on mówi a o dobrych nie pamiętam...

----- musiałam kolejny raz edytować...
Zadzwonił do mojej mamy która podała mi telefon. Powiedział:
-Włącz telefon i przeczytaj moje smsa.
-Nie zrobię tego. Nie chce wiedzieć co tam jest napisane.
-Ale proszę, chciałem ci w tym smsie wytłumaczyć o co mi chodziło. - powiedział. Normalnie bym właczyła telefon i wszystko by wróciło do normy. Napisał z pewnością coś w stylu "powiedziałem to w złości bo ty zrobiłaś tak i tak"...
- Ja pier..ole ! Czy Ty zawsze musisz tak robić ?
- Jak ?! Nie pozwole się już więcej tak traktować ! Skończyły się dobre czasy !
- Tak traktować ? Ja pie..ole M. ! TY jesteś nienormalna ! To TY mnie źle traktujesz, wyzywasz od najgorszych. To Ja tu jestem ofiarą !
- Nie obchodzi mnie to. Wiem co czuje... I na tym koniec.

Rozłączyłam się. Oczywiście żałuje tej rozmowy, bo znów zaczęło się u mnie poczucie winy... Że ja też nie raz mu mówiłam podczas złości, że jest "popieprzony" , że nie chce być z TAKIM człowiekiem itd... Ale po rozmowie z mamą, którą podczas tej wiadomości odbyłam... Powiedziała mi, że nie ma tu mojej winy, że Ja nigdy taka nie byłam. Że ona mnie nie poznaje. I kazała mi z nim zerwać w niedziele... PO imprezie- na której mam go olewać...

Hmmm... Co o tym myślicie... bo ja mam metlik w głowie.

125

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry, kolejny przykład na to jak jesteś od niego uzależniona. Tu nie zerwiesz , bo to, a tu bo to, uzależnienie cały czas ma nad Tobą kontrolę. Dlatego tyle razy pisałam, żebyś poszła do psychologa, dopiero wtedy po iluś sesjach zrozumiesz wszystkie swoje problemy i się z nimi uporasz. Widzę, że sama nie dajesz sobie z tym rady.
Sama pomyśl czy tak zachowuje się kochający chłopak wobec swojej dziewczyny.
Przecież skoro tak zbierał kasę, to mógłby Ci wyjazd postawić, a jak widzisz nie pasuje mu.
Jeszcze klnie do Ciebie....
MASAKRA.
A sny jasno pokazują, że przy nim się wykańczasz i powinnaś coś zrobić ze swoim życiem.

126

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Edytowałam powyższy post... przeczytaj jeszczę edycję i poradz mi... sad bo dosłownie chyba dziś umrę..
Ps. Mam zostawić wyłączony telefon do jutra wieczorem ?

127

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Twoja Mama ma rację, to on Cię niszczy i nie ma tu Twojej winy.
Mądrze Ci prawi. Po prostu widzi jak cierpisz i wie, że to przez niego, że to on Cię wykańcza. Gdyby tak nie było , to na pewno na Twojej twarzy byłby uśmiech, a nie wieczne łzy cierpienia.
A to, że czasem powiedziałaś na niego źle, to nic dziwnego, chyba tylko człowiek ze stali , by tego nie zrobił.
Najlepiej miej wyłączony telefon i postaraj się zająć czymś innym, bo naprawdę cierpisz.

128

Odp: Kochać swój toksyczny związek

toksyczne związki.. ta. Dopiero po latach zauważamy swoją głupotę. Czasem jednak lepiej poradzić się kogoś starszego, bo potem wcale nie jest fajne wypominanie sobie swoich błędów i wyliczanie straconych lat. Lepiej zaryzykować i zrobić coś, czego ta osoba najmniej się spodziewa. Zerwać i cieszyć się życiem... Głupia rada, wybacz. Ale gorsze od wylanych łez po rozstaniu i cięzkich rozmów są wyrzuty sumienia z powodu straconych lat i szans...

129

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Merry napisał/a:

Ja chyba oszaleje ;( nie mam siły... Ryczę po raz kolejny...
Błagam powiedzcie mi bo czuje, że tym razem to moja wina !!!!
Od rana miałam ciężki dzień. Smutno mi było że dzisiaj się z nim nie widzę, ale sama mu powiedziałam, by szedł z kolegami i się rozerwał więc nie mogłam zmienić zdania... Pisałam tylko dwa razy smsa w stylu "szkoda, że to dzisiaj jest to spotkanie u K." (takie spotkania mają z kumplami gdzie chleją do trupa i grają w bezsensowne gry komputerowe jak dzieciaki.)
No i jakoś niedawno P. zadzwonił do mnie w sprawie tych wakacji. Że znalazł miejsce itd, tanio etc... No ale okazało się ostatnio, że ja nie będę miała ani złamanego grosza bo muszę odłożyć na studia i dentystę. Na co on " Dobra to ch..j nie pojedziemy. Jak zaczniesz rozsądna być to zadzwoń"... Uraziło mnie to strasznie. Potem kolejny i kolejny telefon i te same teksty...

No i na samym końcu napisał mi smsa " Nie ide do K. " , więc zadzwoniłam - mając bardzo miły i spokojny głos:
-Idź naprawdę, nie przejmuj się mną miałam dziś po prostu zły dzień.
-Pier..ole te Twoje złe dni (nawiasem mówiąc ostatnio miałam taki z miesiac temu !!!) ! Nie ide do K. i koniec. Nawet mi się już nie chce.
- To mogłeś wcześniej dać znać, może być w takim razie przyjechał do mnie i spędzilibyśmy fajnie wieczór ?
- Do Ciebie też nie chcę iść. Wole posiedzieć w domu  !
Strasznie mnie to zabolało i zrobiło mi się przykro więc skomentowałam:
- Czemu robisz mi taką przykrość ? (mówiłam to oczywiście płacząc już...) Czy to dlatego, że powiedziałam Ci że Cię kocham ? Bo kiedy tego nie mówiłam byłeś dobry dla mnie...
-To mi ku...wa nie mów ! 
I się rozłączył...
Oczywiście postanowiłam wyłączyć telefon. Zabolało mnie to okropnie !!!
Nie wiem co mam zrobić... sad jak on mógł mnie tak potraktować ? I co ja teraz zrobię ? Oczywiście uważam że to nie jest wystarczający powód by od Niego odejść i wiem, że do jutra mój zły humor mi przejdzie, a on jak się przestraszy wyłączonym telefonem to mnie przeprosi. Chciałabym mu móc powiedzieć teraz "KONIEC"... ale znów nie mogę zrobić tego przez telefon !!! Musiałabym w 4 oczy, a widzimy się dopiero w sobotę - na mojej urodzinowej imprezie ! Wiec nie mogę zepsuć sobie i innym tej imprezy !!! Kuźwa !!! sad Czuje się jak ostatnia kretynka...

Acha.. on jak mnie przeprosi to powie od razu, że mówił te wszystkie słowa w złości i żebym nie brała ich pod uwagę...
Często z reszta mi zarzucał ze zapamiętuje tylko złe słowa które on mówi a o dobrych nie pamiętam...

----- musiałam kolejny raz edytować...
Zadzwonił do mojej mamy która podała mi telefon. Powiedział:
-Włącz telefon i przeczytaj moje smsa.
-Nie zrobię tego. Nie chce wiedzieć co tam jest napisane.
-Ale proszę, chciałem ci w tym smsie wytłumaczyć o co mi chodziło. - powiedział. Normalnie bym właczyła telefon i wszystko by wróciło do normy. Napisał z pewnością coś w stylu "powiedziałem to w złości bo ty zrobiłaś tak i tak"...
- Ja pier..ole ! Czy Ty zawsze musisz tak robić ?
- Jak ?! Nie pozwole się już więcej tak traktować ! Skończyły się dobre czasy !
- Tak traktować ? Ja pie..ole M. ! TY jesteś nienormalna ! To TY mnie źle traktujesz, wyzywasz od najgorszych. To Ja tu jestem ofiarą !
- Nie obchodzi mnie to. Wiem co czuje... I na tym koniec.

Rozłączyłam się. Oczywiście żałuje tej rozmowy, bo znów zaczęło się u mnie poczucie winy... Że ja też nie raz mu mówiłam podczas złości, że jest "popieprzony" , że nie chce być z TAKIM człowiekiem itd... Ale po rozmowie z mamą, którą podczas tej wiadomości odbyłam... Powiedziała mi, że nie ma tu mojej winy, że Ja nigdy taka nie byłam. Że ona mnie nie poznaje. I kazała mi z nim zerwać w niedziele... PO imprezie- na której mam go olewać...

Hmmm... Co o tym myślicie... bo ja mam metlik w głowie.

Kochana wchodzę tylko na chwilę i odpisuje... Nic złego nie zrobiłaś, ba jestem z Ciebie dumna, że umiałaś wypowiedzieć słowa Jak ?! Nie pozwole się już więcej tak traktować ! Skończyły się dobre czasy !  ale normalnie o mało się nie posikałam ze śmiechu... On i ofiara czego?? I niby to Ty masz go zwyzywać od najgorszych?? Szczerze jeszcze nie przeczytałam byś napisała o nim (jako o osobie) w złych słowach wyzywając go, a tu miałaś niezłe pole do popisu, gdyż anonimowość itp. Nie powinnaś mieć poczucia winy. Tutaj on jasno pokazał, jak Tobą manipuluje i jak chce obrócić kota ogonem - raz mówi, że chce wyjaśnić (rozumie, że coś źle zrobił-plus) za chwile uznaje, że to jednak Twoja wina (zapomina o tym, że wcześniej się kajał-zrzuca na Ciebie poczucie winy).
Jeśli mężczyzna mówi o kobiecie "nienormalna" i obwinia kobietę o wszystko, zwłaszcza jeśli ewidentnie widać, że ona nie miała niczego złego w uczynku to automatycznie pokazują się tu toksyczne słowa i agresja słowna.
Twoja mama dobrze mówi, szkoda że po raz kolejny Nasze słowa do Ciebie nie docierają (a tak miały i one dotrzeć, i książka), teraz słowa mamy są podobnym przykłądem. Wątpie byś w niedziele z nim zerwała... Boisz się uczynić tego kroku, a dla Ciebie w tym momencie powinien być sygnał, że posunął się za daleko i to koniec!! KONIEC i tyle!!

*****

Pytałaś jak to było u mnie. R na początku był wspaniały:spotkania, wino, kolacje, wspólne oglądanie filmów, komplementy itp. Z czasem okazało się, ze jest egoistą, który nie lubi słuchać krytyki, że ma gdzieś uczucia innych, że jego słowo było i jest najwazniejsze. Miał swoje humory - niezależnie kto go wkurzył obrywało się mi. Z czasem przestałam się do niego odezwać, bo bałam się, że i za jakieś jedno słowo wyrwane z kontekstu się wkurzy i zrobi mi awanturę. Popychał, oddalał się, był ciałem, ale nie duszą. Moje potrzeby się nie zawsze liczyły. To ja miałam skakać i tańczyć jak on mi zagra - inaczej być nie mogło. W końcu zaczął mnie zdradzać, upokarzać na oczach bliskich i rodziny, pokazał i udowodnił, że JA jestem dla niego tylko zabawką w życiu. WIerzyłam w zmianę gdy mnie przepraszał, ale to były kolejne kłamstwa na jego liście zbrodni... Kłamał, oszukiwał, obiecywał - a potem nie wywiązywał się z danego mi słowa. To ja miałam go zrozumieć a on mnie nie mógł nigdy, bo niby, że młodsza, że nie znam życia. Mówił i ubliżał, choć nigdy nie powiedział o mnie KUR** czy SZMA**... Nigdy też mnie nie uderzył, ale potrafił popchnąć na meble, wykręcić ręce, czy mocno uszczypnąć. Odniosłam wrażenie, że byłam dla niego tylko wydymką... Zerwał w przypływie złości. A ja nie wyobrażając sobie życia bez niego chciałam popełnić samobójstwo. Garść tabletek i % - zabawa na całego. On mnie uratował, jednak jak do dnia dzisiejszego wypominam mu, że "TO" JEGO ZASŁUGA. Po wyjściu ze szpitala skałał wokół mnie, pokazywał jaki on jest dobry, jak dba, jak się troszczy. Ale ja nie chciałam jego pomocy, chciałam Jego z powrotem (dzwoniłam, pisałam, szukałam jak głupia pomimo wszystko możliwości konaktu itp). Gotował, robił zakupy - na marne i tak nic nie jadłam. Zaglądał i siedział u mnie - chciałam tego. Ja płakałam i wypominałam mu jego krzywdy sama siebie przy tym raniąc. W końcu poddałam się i wyjechałam na wakacje do mamy... Staram się wrócić do normalności. R dzwoni co jakiś czas bądź pisze co u mnie, ale ja nie odbieram telefonu nie jestem gotowa do rozmów, do usłyszenia jego głosu. Na odczepnego raz na tydzień napisze mu, że u mnie OK. Nie chce się z nim kontaktowac. Chodzę na terapię - psycholog przyznał mi, ze jestem uzależniona a moja próba samobójcza ukazuje, jak bardzo zostałam zniszczona przez niego. Jak bardzo moja psychika i zdrowy rozsądek zostały zniszczone do zera abym posunęła się do takiego czynu... I to przez faceta... Ucze się na nowo siebie akceptowac i kochać. Walczyć z uzależnieniem (a więc nie kontaktować się, nie myśleć o nim, nie wspominać i nie analizować - tak więc trudno mi o nim pisać) a zadbać o siebie...

Czemu go kochałam? Ba nadal kocham... To wynik mojej głupiej wizji - teraz to wiem. Wcześniej był wspaniały i takiego go pamiętam i pragnę. Awantury tłumaczyłam sama przed sobą gorszym dniem, jego wyskoki z niektórymi tekstami uznałam, że w danym momencie takie mu przyszły do głowy, trudności w porozumieniu znałam, że chyba ja nie umiem pewnych rzeczy zrozumieć itp. Psycholog uświadomił mi, ze umiem i potrafię wiele zrozumieć, ale bałam i boje się do tego przyznać, bo to ukazało by, że nie jestem podporządkowana facetowi. Ogólnie babka pokazała mi, ze się myliłam. Po każdej awanturze była dawna przez R nadzieja w postaci przeprosin. To powodowało, że ja wierzyłam iż moja miłośc i starania zmienią go i wróci stary, dobry R. Niestety tak nie było. Dostawało mi się przy osobach 3, oraz na osobności. Dla niego nigdy się nie liczyłam - teraz to wiem. Jego kontakt jest spowodowany tym, ze boi się o...siebie. Bo gdybym sobie coś zrobiła to tylko z jego winy.

Widzisz Merry nie tylko Ty masz problemy. Moje może są i błahe, ale to na moich oczach R sprowadził do mojego mieszkania swoją ex i się z nią bzykał, to ja zostałam upokorzona i zrównana z ziemia... Ciężko było... Ale podjęłam decyzję-wyjechać! Owszem martwiłam się, że może być mu przykro, że może być smutny bądź zły. Ale uznałam, że w tym momencie nie chce być tam gdzie byłam, ale w ramionach matki, gdzie czułam się bezpiecznie. uciekłam przyznaję i szczerze nie żałuje. Wyrwałam się z kieratu, gdzie byłam ofairą przemocy psychicznej i staram się dojść do siebie. Czy było ciężko podjąć decyzję... Nie! Bo ja wiedziałam, że chce uciec i tak też zrobiłam.

Mam nadzieję, że trochę naświetliłam Ci mojej sytuacji. Wybacz, ale niektóre momenty dla mnie dość bolesne zostawiłam dla siebie. Opisałam w skrócie to co moim zdaniem może być ważne. Gdybyś chciała coś więcej wiedzieć pisz na priv...

130

Odp: Kochać swój toksyczny związek

monia_3103 cieszę się, że powiedziałaś że użyłam dobrych słów bo balam się, że zbyt ostrych smile
Co do Twoje przypadku, uważam że jest tysiąc razy gorszy do mojego. Ja bym sobie w zyciu nie chciała odebrać życia. Owszem zawsze po kłótni o tym się myśli, ale z pewnościa nie posunęłabym sie do tego. Ciesze się, że jakoś sobie dajesz radę i masz tą terapię... Moja mama wreszcie zobaczyła jak to wyglada od zaplecza i powiedziała (a raczej obiecała mi...) że załatwi mi dobrego terapeute jak zerwe z P.

Ogólnie wczoraj koło 24 włączyłam telefon na chwile. Przysłał mi 5 smsów. Kazdy był inny.
W pierwszym pisał, że mnie kocha i chciał mówił, że powiedział to wszystko w złości.
W drugim zapewniał mnie, ze uwielbia gdy mówię mu że go kocham
W trzecim powiedział, że rozmawiał z kolegą ( w pracy !!! - gadał z chłopakiem który nie zna całej naszej sytuacji...) i ten kolega powiedział mu, że nie mam racji i nie powinnam była sie tak denerwowac o tą bzdurę (P. dokładnie wiedział, że ja w takich sytuacjach lubię sie bronić i mam wrażenie, że specjalnie to napisał... bo niedużo brakowało a bym odpisała, ale kolezanka która nocowała u mnie powstrzymała mnie.)
A w czwartym smsie sie na mnie denerwuje
A w piątym mówi ze wszystko mu zawdzięczam. Ten sms też mnie okropnie zabolał i doszłam do wniosku, że to ja jestem niewdzięczna... Pisał cos w stylu "Ja staram się cały czas by było idealnie a ty wszystko na siłe chcesz popsuć. Zbieram kase na prezent dla Ciebie- wiec haruję jak wół, chce Cię zabrac do bułgarii i postawic Ci wycieczkę, jestem kochany i robię wszystko z myslą o Tobie... Ciesze się na kazde nasze spotkanie itd". Zaczął wymieniac jaki jest wspaniały.

I przyznam szczerze że nie wiem jak się teraz zachowac. mam mętlik w głowie. Mam zamiar włączyc telefon koło 12 bo musze mieć kontakt z koleżanka i mamą. I co jesli będzie pisał i dzwonił ? Odbierać ? Co mówić ? Bronić się, że to co zrobił (apropo kolegi) było czystą głupotą, bo to nie jest żaden autorytet ? Co robić ???

mam zamiar na własną impreze sie spóźnić w sobotę z premedytacją, by tym razem on na mnie czekał a gdy bedzie robił mi wyrzuty, że sie spoźniłam oświadczę - nie przyszłam tu dla Ciebie !

Nie wiem czy dobrze... nic już nie wiem. Całą noc nie spałam. Boje sie okropnie ... Ponadto cały czas myślę ze w tych smsach miał wiele racji. Przeciez on tyle dla mnie robi... a Ja bezczelnie się obrażam z tak błahego powodu... Powiedzcie co powinnam myśleć... sad

Posty [ 66 do 130 z 422 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 … 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Kochać swój toksyczny związek

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026