Ale niech sięwielce burzą, że facet odchodzi - skoro odszedł, to ich oburzenie go już nie dotyczy. Piszesz trochę tak, jakby od faceta nic nie zależało, bo on sięzakochał itd., a tak nie jest - to od niego zależy, czy pozwoli się tak traktować, czy bedzie krążył jak satelita wokól kobiety, która go nie chce - bo po czasie ta jej niecheć jest oczywista. Ona może lubić mieć frajera-satelitę, ale on nie musi się godzić na bycie tym frajerem.
Tak, oczywiście.
Ale wiedz, że będąc w kimś bardzo zakochanym oderwać się o takiej osoby jest bardzo ciężko. Pod wpływem tej CHEMII umysł człowieka działa inaczej, podobnie jak np. pod wpływem środków psychoaktywnych. U takiej osoby wręcz sama podświadomość robi różne nadzieje itp. Bardzo ciężko jest w tym stanie o trzeźwe myślenie. Wiem coś o tym. W ten właśnie sposób bardzo łatwo wpaść w FZ i tak się dzieje nie raz, zwłaszcza w przypadku młodych i niedoświadczonych osób.
Ale mimo to trzeba dużej siły mentalnej żeby zerwać z tym obłędem np. zerwać kontakt z osobą która nie odwzajemnia uczucia. To bardzo boli, ale nie ma innej rady na to, aby się we względnie szybszym czasie wyleczyć z niechcianego uczucia.
Masz dziwne widzenie świata. Oczywiście, że nie ma czegoś takiego jak bezinteresowana miłość i że miłość żąda odwzajemnienia. Gdyby tego odwzajemnienie nie było, to mamy friendzone, którego tak nienawidzisz. On kocha, ona nie. Czyli jeśli miłość nie miałaby prawa domagać się odwzajemnienia, to on nie miałby prawa mieć do niej pretensji o to, że jest we friendzone, powinien się cieszyć, że kocha bezinteresowną miłością, takie to szlachetne...
Ja już nie mam dziwnego widzenia świata pod tym względem, ale bardzo wielu osób nadal takie ma. Widziałem to na wielu forach. Nie raz też widziałem, jak to stwierdzenie jest używane przez osoby tylko wtedy, gdy jest im to wygodne.
Akurat FZ to jest jednym ze skutków nieodwzajemnionej miłości, ale też występuje po prostu w sytuacji gdy dany facet liczy po prostu na seks.
Ale drugim z następstw zakochania się bez wzajemności, jest właśnie zerwanie kontaktu i to jest znacznie mądrzejszą opcją.
I czymś innym jest bezinteresowna miłość i czymś innym seks za darmo. Wyżej pisałeś, że żadna kobieta nie pójdzie do łóżka z facetem, który jej nie odpowiada, a ja Cię zapytałam, dlaczego miałaby to robić? I w sumie nie odpowiedziałeś. PRzecież nawet w seksie na jeden raz jest coś za coś - ona podoba się Tobie, a Ty jej. Dlaczego miałoby to być jednostronne, nieodwzajemnione?
Ależ ja się właśnie wcześniej zgodziłem z tym co napisałaś, więc to powinna być jasna odpowiedź. Tylko chciałem dodatkowo przez to zaznaczyć, ze nie ma czegoś takiego jak seks za darmo.
I zobacz co dalej napisałaś.... On musi się dla niej podobać. A to już jest COŚ. Chyba się w tym zgadzamy, nie? Za taki seks facet musi zapłacić - swoim czasem, wysiłkiem, staraniem, a nie rzadko w pośredni sposób też kasą.
Żeby uwieść kobietę, to musi on o siebie zadbać*, mieć nieźle gadane, być pewnym siebie, umieć szybko się domyślać nt. danej kobiety itp. itd.
*- pisząc "zadbanie się o siebie" mam na myśli coś znacznie więcej, niż podstawowa higiena ciała i czysty, normalny, schludny ubiór w którym żeby nie wyglądać jak szmatnik bądź dziwak, bo w ten sposób można aspirować co najwyżej na kolegę.
Co Cię tak dziwi? bulwersuje? w tym, że trzeba coś dać od siebie? A co, chciałbyś wszystko za darmo? Nic nie dać, niczego nie zaoferować, ale za to mieć związek, seks? Jak wchodzę w związek, to coś od siebie daję i oczekuję, że mój partner też będzie coś dawał, coś wnosił, że jeśli ja go kocham, to on ma tę miłość odwzajemnić - na tym polega związek. Jaki sens by to miało inaczej?
Mnie dziwi i bulwersuje to, że niedoświadczonym chłopakom zamiast tego co Ty napisałaś, mówi się tylko "bądź sobą". Zupełnie jakby to wystarczyło i coś miało dać, zmienić na lepsze....
No sorry bardzo, ale co to ma niby oznaczać i dawać ta głupia(z obecnego punktu widzenia) ta rada? Przecież to oznacza relatywnie bycie tym, kim do tej pory się było. Czyli jak ktoś jest nieśmiały, sfrustrowany i zdesperowany, to "bycie sobą" dalej będzie oznaczało, że będzie tym, kim był - czyli sfrustrowanym i zdesperowanym nieśmiałkiem.
Nie - on nie ma ani "być sobą", ani też udawać kogoś innego - on ma się zmienić, o ile jest to w ogóle możliwe.
A skoro pisałaś że nieśmiały musi pójść do psychologa, to już oznacza to próbę zmiany, oraz automatycznie zaprzecza tym pustym radom o "byciu sobą".
Ale jeśli zdesperowany i sfrustrowany facet po 30ce nie pójdzie do "profesjonalistki"(czy jakiejkolwiek akceptowalnej kobiety) w celu przejścia inicjacji seksualnej to wątpię w skuteczność terapii choćby u najlepszego psychologa.
Akurat wczoraj czytałam o Annie Nicole Smith, która w wieku 26 lat wyszła za 89-letniego faceta, małżeństwo trwało 14 m-cy, po czym młody żonkoś zmarł nic jej w spadku nie zostawiając. Ale on chyba nie myślał, że ona za niego wyszła z miłości. tongue
To musiałby być jakiś niekumaty facet, by się nie zorientować na czym stoi i z kim ma do czynienia.
To akurat był kiepski przykład. Jak już to rozważny sytuację, gdzie ta wspomniana 26 latka wychodzi za normalnego 30 latka, który się w niej zakochał, a który ma bardzo dobrą pracę tudzież stanowisko i dobrze mu się wiedzie finansowo. Tutaj już bardzo ciężko byłoby się połapać dla takiego faceta co do prawdziwych intencji tej kobiety. Zresztą podobnie jest z zakochaną kobietą, która jest z facetem, który ją widzi tylko jako "darmową prostytutkę na wyłączność", choć zapewnia, że ją kocha.
Fakt... w pewnym wieku lepiej iść do kurtyzany i mieć to za sobą. To pozwoli takiemu facetowi trochę odczarować seks i kobiety.
No właśnie - fajnie że wreszcie się w czymś ze sobą zgadzamy. Ale znowu powiem to samo: Ty stanowisz mniejszość kobiet które tak uważają.
Większość z nich w bezpośredni bądź pośredni sposób piszą/głoszą, że jeśli facet nie ma powodzenia u płci przeciwnej i nie udaje mu się nic osiągnąć, to powinien pozostać już prawiczkiem do wieku średniego, bądź starości.
Doprawdy, serio??