Spij spokojnie katrin,zajmij mysli czyms pozytywnym bo na dupka szkoda czasu i energii ![]()
Wiem, że święta, ale żeby czymś się zająć wzięłam pracę do domu. Tak więc dzień przed komputerem. Będę zaglądać. Gdyby ktoś tu był...
KATRIN nie martw sie wyjdziesz z tego jesli oczywiscie będziesz chciala....pracuj nad sobą,żeby sie uodpornić na jego sugestie...Może pokonaj go jego wlasna bronią.znasz go przeciez ...nie sądze zebys byla mniej inteligentna od niego ![]()
Kasandro, to nie takie proste. Teraz są chwile (godziny!) gdym "ślepa i głucha". Nawet nie mogę kolokwialnie napisać, że "w sercu toczy się walka". Bo się nie toczy. Teraz szukam wyjaśnienia, usprawiedliwiam go. Obudziłam się rano bezużytecznym człowiekiem i myślę, że moje życie skończyło się z jego wyjściem. I wczorajsza obawa przed jego powrotem stała się dziś nadzieją. Teraz myślę w następujący sposób: "skoro mówił, że to co się z nim dzieje to prawdziwe - to wróci, bo prawdziwe nie kończy się nigdy (za Stachurą). A skoro jest osobowością psychopatyczną, to też wróci (bo nie było "Rejtana", w pewnym momencie odseparowałam dziecko od niego - Boże jak on prosił bym tego nie robiła, prosił by było jak wcześniej, "w trójkę", bo są z mojej strony momenty niedopowiedziane, a w seksie przez niego nieosiągnięte), więc jak wróci - ja go uleczę!" Mogłabym dodać: "wariuję prywatnie". Ale co zrobić? Nie ma wokół mnie nikogo kto będzie wpajał, tłumaczył.
Tak naprawde Karin to nie wiem co on ci zrobil!moze jednak da sie z nim zyc...
Kasandro, mogłabym elaboraty o tym. O pięknych początkach, zainteresowaniu, rozmowach do rana. O zapewnieniach gorącej miłości i chęci zmiany (bo dopóki mnie nie spotkał to życie nie miało sensu. Rozwód z żoną 10 lat temu - przez kolegów, burd... i kochanki, o braku celu). Dopóki gdzieś byłam na "czuwaniu", tym bardziej on zabiegał, starał się. Aż się przeraziłam, że ja się pastwie nad nim. Że przez swoje nieudane życie i związki - nie potrafię zaufać jemu. A on przecież tak się stara. Zaczęłam czuć się najpiękniejsza, najwspanialsza, najszczęśliwsza. Odpuściłam szukania "dziury w całym". Uwierzyłam, że "złapałam Pana Boga za nogi". Znajomi zachwyceni. Szarmancki, dobrze wychowany, elokwentny i potrafi się zachować w każdym towarzystwie. Budząc się w nocy obok - sprawdzałam czy jest. Bo takie rzeczy to w filmach, książkach, ale nie mnie.... Wprowadziłam w to swoje dziecko. On (a tym bardziej ja) jeszcze szczęśliwszy (sam ma dorosłe dzieci, a ja i "mój cud" nadały sensu jego życiu). Do tego zapewnienia, że to co było (żona, kochanki, burd...) to nie ma żadnego znaczenia, bo on dopiero teraz widzi jak cudownie spać obok mnie, tulić się, że tak nigdy z nikim. Boże, jak on o mnie walczył - chciało by się powiedzieć. Wyłączyłam czerwoną lampkę. Dni zaczęły przypominać sielski obrazek z książki. Gdzieś czasami przemknęła myśl jak w horrorze:"nagle rozległo się złowrogie pukanie do drzwi". Krótko trwał sielski urok. Zło nie stało za drzwiami. Było obok mnie. Pamiętam, że szczęśliwa i zakochana wykonałam do niego telefon i krzyczałam radośnie: "tak Cię kocham, że masz rację - nie chcę więcej dzieci. Mamy już kogo wychowywać". Powiedziałam to ja! Ja której duża rodzina to szczyt marzeń. Ale on przecież mówił, że tak kocha,że chce mnie dla siebie, że świat czeka, że my w tym świecie razem...Później było już inaczej. Negacja moich znajomych. Że oni zwracają się tylko do mnie gdy potrzebują mojej pomocy. Że dlaczego ja tego nie widzę? Że on mnie ochroni, bo oni to sępy, piranie. Że teraz moje życie nie będzie ratowaniem świata (znajomych), bo mam już przecież jego. A ja? Tak, tak - masz rację.... kochanie!
no to pieknie sobie pożylaś Karin...dopuki nie zbudowal ci zlotej klatki.Jego zaborczośc prowadzila do calkowitego skupienia się na nim,na jego potrzebach...rozumiem że gdybyś przystala na jego warunki to wszystko nadal byloby pięknie!No coż w "życiu piekne sa tylko chwile' jak widac to się sprawdza...
A dalej? Nawet nie wiem, kiedy zaczęłam myśleć, ze przecież "skok w bok" - to przecież nic takiego. Najważniejsze, że będzie wracał do domu, do mnie. A ja pytać nie będę - co oczy nie widzą to sercu.... Że skoro z kumplami będzie grał w karty do rana (należy mu się od czasu do czasu - miał ciężkie życie przecież) to głupio będzie, jak wszyscy do agencji a on do domu..... Ja tak myślałam!!! Nigdy tego nie wypowiedziałam na głos, ale jego godzinne monologii, że faceci nie zdradzają (tylko nieudacznicy) - zaczęły robić mi dziurę w mózgu. A później - jego pierwsze odejście. On nie wie co się z nim dzieje, nie wie co się stało, jest przerażony - ale tak będzie lepiej. 3 tygodnie milczenia. Nie wiem gdzie był, ani co robił. Wrócił ze słowami: "dama i dżentelmen cierpią w milczeniu". I zrobiłam najgorszą rzecz (nie to, że go przyjęłam): miałam na tyle silny instynkt samozachowawczy, że powiedziałam: "jestem piękna, mądra, dobra. interesuje mnie tylko prawdziwy mężczyzna, padlina mnie odstrasza, więc nie bądź padliną". Dziś majac wiedzę, którą mam wiem, że zachęciłam go do "dalszej walki". Trzeba było pisać, płakać, dać mu satysfakcje - odszedłby zadowolony.
Kasandro - muszę pisać dalej - muszę to z siebie wyrzucić...
Katrin on kochal cie chora milością!Ja chrzanie!Naprawde psychol i niezly manipulant.Kazde swoje zachowanie potrafil wytlumaczyc w racjonalny sposob i wbijał ci do głowy że to normalne,że tak tez można się realizowac w związku,ze to nic zlego...
A on poczuł, że mnie nie złamał. Więc jeszcze bardziej, inteligentniej. Lampka się paliła już dłużej. Niestety zgasła. Nie wiem nawet kiedy. Ale teraz było inaczej. On: "walcz o mnie, nie wiem, co się ze mną dzieje, jesteś ikona moich marzeń, nie możemy tego stracić". Więc ja (matka Teresa, pomogę, miłością uleczę) to depresja - pomyślałam. Zaczęłam szukać, czytać, pytać.Zaczął pić. A ja razem z nim. W domu dym papierosowy, codziennie śmietnik pełen butelek, ja nie wyspana do pracy, myśląca o nim - jaka będzie pogoda, co dziś będzie robił. Zaniedbane dziecko, dom, praca i ja. A on? Były momenty, że nie rozumiałam. Pił i dziwnie się zachowywał. Rzucał książkami (na co Ci Arystoteles, Osiecka, w życiu nie ma ideałów, Bartoszewski się ośmieszył, zobacz co robi Kadafii). Ale trwałam przy nim ("wszystkie kobiety są takie same, zostawisz mnie"). Tu zadziałał instynkt macierzyński. Odseparowałam dziecko. Płakałam razem z nim gdy prosił by zobaczyć jak śpi, jak pocałował we śnie. Nawet usłyszałam "pozwól by było jak kiedyś. Dziecko może nas uratować". Jedyne co udało mi się rzec to "być może zdechnę z tęsknoty za Tobą, ale dziecka nie ruszysz". Chwilę później odejście nr 2. Posprzątałam dom, wyprałam firanki. Wieczorem przyszli znajomi. Zrobiłam kolację, było wino i śmiech. Żyłam. I nie myślałam o nim. Miał odejść na zawsze. Po tygodniu znów telefon. Że znowu ważna sprawa w moich stronach. Sprawa trwała pół godziny, został przeszło miesiąc. Co powiedział jak wrócił? Że nie można tak tego bez wiedzy co dalej, bo jednak coś..... Znów picie, jego monologii i ja "co dalej, Boże daj mi jakąś wskazówkę".
Wiedziałam, że inne jego sprawy zmuszają go do wyjazdu z moich stron. Doczekałam tego dnia, ale ostatni wieczór, ostatnia noc była najdziwniejsza. Wręcz prowokował by zobaczyło go moje dziecko (robił to też wcześniej, doskonale znał mój rozkład dnia, porę powrotu z pracy do domu), pytał czy płaczę, mówił bym była silna. Nie rozumiejąc siebie, bo nie czułam rozpaczy (tylko cholerne zmęczenia), powiedziałam: jak ja mam żyć teraz bez Ciebie, jak spędzić wieczór, jak słuchać Trójki. I wtedy zrozumiałam: on się upajał moimi słowami. One dawały mu satysfakcję! Wyszedł rano, przed obudzeniem dziecka do przedszkola. Pożegnałam go w drzwiach. Powiedziałam: uważaj na siebie i .... nic. A on jakby czekał na coś więcej! Tygodniami odsypiałam. Nie było żadnych uczuć we mnie. Coś zaczęło się ze mną dziać 2 tygodnie po jego wyjeździe. Złość, tęsknota, żal i niezrozumienie. Przeanalizowałam to z bliską mi osoba (nie, Kasandro, to nie koleżanka). Pytała o dziwne i niezrozumiałe rzeczy. Po godzinach rozmów usłyszałam: to psychopata.
Katrin musisz znaleźć w sobie MOC zeby to zakończyc.Dobrze zdajesz sobie sprawę jak bardzo wyniszcza cie ten facet.Jesli jestes swiadoma to już nie jest źle...musisz jednak z tym coś zrobic...ten facet to typ Narcyza...
"Cechą osobowości narcystycznej jest arogancja i nieuzasadnione poczucie wyjątkowości, ważności i wielkości. Osoba narcystyczna często fantazjuje o wielkim sukcesie, władzy, piękności itp. Osobom tym potrzebne jest poczucie bycia wyjątkowym i poczucie bycia otaczanym wyjątkowymi ludźmi. Wymagają one od otoczenia, aby podziwiali oraz spełniali zachcianki i oczekiwania. Nieobce tym osobom jest także wykorzystywanie innych bez odczuwania poczucia winy. Osoby te często odczuwają silną zawiść lub lęk przed zawiścią innych osób."
Gdy zaczęłam zgłębiać temat, osłupiałam. Te drobne kłamstwa. Nawet parę razy zwróciłam mu uwagę, że wcześniej mówił, że było inaczej. Wtedy zaczynało się "głupia jesteś, nie zrozumiałaś sensu tego co mówiłem, miałem Cię za inteligentną kobietę. Wyłap sens, nie czepiaj się słów". Ale się wtedy czułam malutka przy nim! Jak śmiałam zwrócić mu uwagę! Kobiety? Kochanki? Krótkotrwałe związki? Wypisz, wymaluj. Szczycił się tym! Ale zaraz zaznaczał: "teraz widzę sens odkąd spotkałem Ciebie". No, może od czasu do czasu skok w bok, dla zdrowia psychicznego.... Nigdy nie było żalu, litości dla znajomych u których coś się działo (rozwód u koleżanki, wypadek u sąsiada). Siebie uważał za człowieka nie z tej epoki. Nikt go nie rozumiał, wszyscy byli winni.... W chwilach "trzeźwości umysłu" gdy próbowałam zakończyć swoją gehennę, słyszałam "przecież wiesz, że ja i ty, to jak nikt nigdy na świeci". Wiem - odpowiadałam. To walcz - krzyczał.
materialek o Narcyzku...wypisz ,wymaluj...twoj facet Katrin...
http://nieuczesana30stka.blog.onet.pl/To-ja-narcyz-sie-nazywam,2,ID414365038,n
Kasandro, ja to wszystko wiem. Mam całą publikacje. Na półkach Pospiszyl, Hare i inni. Czerwone kartki poprzyklejane w książkach. Typ kalkulatywny, narcystyczny. Ponadprzeciętna inteligencja, urok osobisty, elokwencja, maniery. Ja to wszystko WIEM. A RANO OBUDZIŁAM SIĘ BEZWARTOŚCIOWYM CZŁOWIEKIEM!!!!!
Wiecie, jestem daleko od domu i bliskich. Nie ma kto mnie tutaj "trzymać mocno". Przez zawodowe powiązania wiem, że niedługo będę się z nim widziała. Mam wspaniałego szefa, którego za wiele nie wtajemniczałam w temat, ale prosiłam by zagroził zwolnieniem z pracy jeśli zauważy, że coś się ze mną dzieje. Czy będzie się działo? Mam w uszach jego głos: "jesteś ikoną moich marzeń, masz wszystko to o czym marzyłem, a mimo to stoję po szyję w wodzie i nie potrafię się napić". Ja? Ikoną czyiś marzeń? A z drugiej strony minął miesiąc od naszego ostatniego spotkania. Szkoda marnować ten miesiąc by później przechodzić go od początku.
Im dlużej trwa znajomośc tym bardziej sie uzależniamy i trudniej jest się oderwac od takiej osoby.Nie mniej jednak to jest mozliwe.Jesli się rozumie problem wtedy jest łatwiej a przeciez rozumiemy...prawda?Czy chcemy być krzwywdzone na właśne zyczenie?to nie jest chyba normalne!Czy jestesmy cierpietnikami,masochistami!?Chyba nie powinnismy!
Dokladnie ...tak wiele zalezy od nas samych...
I tu myślimy inaczej, Kasandro. Nie od nas wszystko zależy. My to nasze geny, historia, nasze marzenia, braki, nasze dzieciństwo. Moje geny, historia, dzieciństwo to jeden wielki brak. Domu, rodziców, rodziny, miłości. Więc jak pojawił się ktoś kto chciał mi to wszystko ofiarować (tak zwyczajnie, bezinteresownie, ktoś kto trafił w czuły punkt) lgniemy jak dziecko. Jak ćma do światła. Cóż mają moje 30 lat plus Vat w porównaniu do wiedzy którą dysponuję od miesiąca? 30 plus Vat bezdomności, bez przynależności, bez uczuć i miłości. Połóżmy na szalę te dwie skrajności. Co przeważy? Obietnice o "dobrym świecie" są tym o czym marzymy w długie bezsenne noce. Do tego dodajmy urok, inteligencje, charyzmę (wszystko to = manipulacja) i co wyjdzie? Wejdziemy na forum by wołać, prosić o pomoc, by się dzielić wątpliwościami, obawami. A jednak wpatrujemy się w ten telefon.... Albo go odbierzemy, gdy na wyświetlaczu pojawi się jego imię. Coś jest nie tak..... ale może tym razem będzie inaczej..... My im daliśmy tą broń do ręki? Te czułe punkty? Ich mózgi wyczuły nasze braki, nasz strach intuicyjnie. I odbieramy ten telefon....
Dokladnie sie z Toba zgadzam...ziarno trafilo na podatny grunt...ziarno ktore zasial ON.Zrozumialas caly machanizm,wiesz juz jak to dziala,skąd biora się takie zachowania (Twoje).Chcesz z tym walczyć,jednak przeważa to dobro ktore od niego dostalaś,te marzenia ktore spelnil w jakim stopniu.Jednak z czasem nie do końca zgadzasz się z jego poczuciem moralnosci,zasad ktore powinny obowiązywac w związku.Probujesz to zwalczyc...nadaremno,bo jego juz nie zmienisz...Możesz trwac,godzic się lub walczyc o swoja godnośc i wolność.Tu mamy prawo wyboru.Dla tego wiele jednak zależy od nas samych...
Dziewczyny zerwijcie te związki jak najszybciej,bo zrujnujecie sobie zdrowie psychiczne!!!Oni uzależniają i opętują swoje ofiary!!Czym dłużej zwlekacie tym gorzej.Dopiero kiedy całkowicie ucięłam kontakt,zachowując resztki własnej godności!! zorientowałam się,jak bardzo się uzależniłam od prawdziwego DIABŁA.I tutaj zaczęła się walka o samą siebie.Najpierw poczucie winy,żalu,poczucie klęski,całkowite zaniżenie poczucia własnej wartości jako człowieka i kobiecości,a później poszukiwania pomocy.Zaczęłam od książki "Psychopaci są wśród Nas",żeby potwierdzić swoje przypuszczenia,zresztą nieomylne, ale co z tego skoro wtedy jeszcze miałam nadzieje,bo rozum mówił UCIEKAJ,a emocje ON CIĘ KOCHA.Masakra.Nigdy nie brałam narkotyków,ale czuje,że moje życie w tamtym czasie było jakby na HAJU.Śnił mi się co noc,całymi dniami o nim myślałam,byłam cały czas zmęczona emocjonalnie.Na dzień dzisiejszy odbieram tamten stan jako proces odtruwający,taki odwyk!!Myślałam o psychoterapii ,ale nie było mnie na nią stać.Więc dalej szukałam pomocy w internecie,odnosząc się do bardziej duchowych sfer i znalazłam świetną książkę zresztą jest darmowy e-book Anthony De Mello "Przebudzenie".I tutaj zaczęła się praca,praca i jeszcze raz praca nad własną osobą,która trwa do dziś i będzie trwać, a jeszcze rok temu......Dziewczyny nigdy się nie poddawajcie,pamiętajcie,że jesteście wyjątkowe,tylko dlatego,że JESTEŚCIE i miejcie świadomość tego,że ZŁOTO nie idzie w parze z MIEDZIAKIEM
MUKKI chyba Twojej wypowiedzi tutaj brakowalo...mam nadzieje ze Twoje slowa dotrą prosto w umysly kobiet ktore trwaja w takich związkach.Masz racje tylko calkowite oderwanie sie od takiego czlowieka moze przynieśc efekty w walce o siebie...Zapewne trudna droga...ale to my jestesmy panami swojego życia w takich momentach przynajmniej.
Gratuluje Mocy ktora w sobie znalazłaś!
Wpiszcie w Google-Rozwój i świadomość- to jest bardzo dobry blog,dziewczyny karmcie się tymi artykułami codziennie,tak jak codziennie potrzebujecie zjeść i się napić,powoli będziecie wzrastać w siłę,czego Wam życzę z całego serca
Dziewczyny, jedyne, co mi pomaga, to te książki i zaznaczenia na czerwono. Otwieram, czytam i robię się ŚWIADOMA. Na moment. Długa droga przede mną i dlatego Wasze wpisy pomagają. Kasandro, blog o narcyzie - też proponował sex bez zobowiązań. Że jak będzie tu przyjeżdżał w interesach. I znowu popełniłam błąd (nie mając wiedzy, którą dziś posiadam) bo odpowiedziałam: to ja was odcinam na centymetrze, nie wy mnie. Dałam mu w ten sposób motywację do jego dalszych działań. Muszę Wam to wytłumaczyć: im bardziej ja "pyskowałam" tym bardziej widziałam w nim "walkę o mnie". Że ja niby w to nie wierzę, że to niemożliwe (och, bo takie piękne!!!). To go motywowało do WALKI. To działało na niego jak płachta na byka. Robił się wtedy zacięty a ja w końcu "gasiłam czerwoną lampkę". Bo chyba walczy o mnie (żebym uwierzyła, zaufała) - tak wtedy myślałam. Tak się starał, tak zabiegał...Teraz wiem, że to była gra. I teraz znów poczuł, że "musi ugrać". Bo "zapyskowałam". Dlatego wiem, że będzie próbował wrócić... Bo nie poczuł 100 % satysfakcji. Powinnam odwalić tego Rejtana w drzwiach.
Mukki - masz rację. Przypominam sobie to ogromne zmęczenie emocjonalne. I ten stan na początku. Jak odurzona. Niby trzeźwa, wyspana, świadoma, a jednak natłok emocji nie do przerobienia, nie do opanowania.... Najwyższa, najszybsza karuzela to pestka przy tym co się działo ze mną! A on jeszcze bardziej, jeszcze mocniej. Był, zabiegał, starał się. Sms-y jak na komendę. Jakby czytał w myślach! A później ten brak godności, szacunku. I wrażenie, że nie wiem co się dzieje. Przecież wszystko jest ok....
Jestem w pracy. I myślę dziś inaczej. Jestem ŚWIADOMA. Uciekam gdzieś w pracę - pomaga.
Zakladaj zbroje KATRIN i walcz...o siebie.nie pozwol żeby ten dupek stlamsil cie do końca.Wampir energetyczny ,jeden!On nie jest wart Twojej milości,Twojego zdrowia...Może teraz mu pokaż kto tu jest inteligentniejszy ![]()
Katrin powinnaś wyjechać!!Naprawdę nie chcę ingerować w Twoje życie,ale ja przeszłam praktycznie to samo i wiem co mówię!!Twoje życie w tej chwili to SEN,zły sen, z którego bardzo ciężko się obudzić,ale jeżeli nie podejmiesz kroków ,wyczerpiesz się emocjonalnie i .....DZIEWCZYNO WALCZ O SIEBIE!!!!To jest tylko kawałek MIĘCHA!!Tobie należy się PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA,który będzie szlifował BRYLANT,którym JESTEŚ TY!!!
Kasandro, jak walczyć? W głowie tysiące scenariuszy co zrobię, co powiem jak się spotkamy. Jest sens usiąść z nim i zacząć słowami: dzieje się to od "problemów z ciałem migdałowatym", następnie dodać: "i w tym momencie zauważyłam, że coś jest nie tak, jak widziałam Twój wzrok", by skończyć na słowach: "moja wiedza to moja władza. Im więcej informacji dostawałam tym bardziej potwierdziłeś mi (tak, tak Ty sam!!) moje przypuszczenia". Przebiec chronologicznie nasz związek, przypomnieć konkretne wydarzenia i poprzeć naukowymi badaniami, po to by zakończyć "widzisz, ty jesteś po prostu chory, a ja o tym od dawna wiedziałam". Dodać jeszcze, że tylko się zbłaźnił, poniżył i ośmieszył? Bo najpiękniejszy dzień to ten w którym wyszedł! Nawet nie wiecie jak mnie to korci. Nie dam mu satysfakcji. Gdzieś mam w sobie tego "pyskacza". Albo wysłać "Psychopaci są wśród nas"? Z adnotacją: "życzę powrotu do zdrowia, mimo, że to nieuleczalne". (jedno zdanie na nie wiem już jakim forum znalazłam. O profesorze, który 30 lat badał osobowość psychopatyczną. Pod koniec badań stwierdził: psychopata by mógł być zdrowy, musiałby wysrać swój mózg).
Nie wiem co zrobię. Po długim weekendzie może dojść do spotkania.
Mukki, ja nie mam gdzie wyjechać. Stworzyłam dziecku wspaniały dom, mam super pracę, dziecie fajne przedszkole i pierwsze przyjaźnie. Mam tu znajomych, fajnych, ciepłych ludzi. I ..... za sobą pół Polski przemierzone. Wystarczy przeprowadzek. Przed sobą nie ucieknę, a to problem tkwi we mnie, skoro przyciągam taaaaakie bestie.
Czas do domu. Piszcie. Odezwę się jutro.
Co mu powiesz KATRIN? Zaśpiewaj...super na pożegnanie ![]()
http://www.youtube.com/watch?v=75Syluchxa
Czujesz te SATYSFAKCJE !!! ? super wedlug mnie ! ![]()
Droga Katrin tu gdzie teraz jesteś,ja już byłam.Uwierz mi nie ma najmniejszego sensu żadna dyskusja,ponieważ on rani Ciebie ŚWIADOMIE!!!Bawi się Tobą,manipuluje i dosłownie żongluje Twoimi UCZUCIAMI!!Dyskutując z nim tak naprawdę chcesz mu pokazać,że jesteś Inteligentna i go rozgryzłaś więc on "przegrywa",ale tak nie jest,dyskutując z Nim masz jeszcze nadzieje...nie zmienisz go,nie zmienisz,nie zmienisz!!!Jakikolwiek kontakt z tym człowiekiem to pogłębienie Twojej wewnętrznej "Niewoli",Ratuj się Katrin,bo to nie są żarty,a pamiętaj,że masz dziecko i dla niego musisz żyć!Idź do psychoterapeuty,szukaj siebie na nowo!!Czytaj ten blog o którym wspomniałam wyżej,znajdziesz tam wszystko!!Powiem Wam jedno dziewczyny jestem bardzo silną osobą mentalnie,ale już wiem co Psychopata potrafi zrobić z mózgiem kobiety i mało brakowało wylądowałabym w psychiatryku.Potrafił mnie tak zmanipulować,że dosłownie czułam się jak żebraczka jego uczucia i oczywiście miałam WALCZYĆ!!Zresztą tego jest tyle,że głowa boli,a naprawdę nie chcę o tym pisać,bo szkoda mi mojej Energi na pisanie o tym BIEDNYM i UBOGIM EMOCJONALNIE DUPKU!!Ale nie szkoda mi Energi na ostrzeżenie dziewczyn,choć wiem,że każda dokładnie tak jak ja rok temu musi sama przejść ten bolesny i długi proces Mentalnego Dojrzewania i Zrozumienia przede wszystkim samej siebie,wybaczenia sobie tego,że niepotrzebnie się poświęciło i źle ulokowało uczucia.
Mężczyzna,który kocha swoją kobietę jest bezinteresowny,akceptuje ją w zupełności taką jaka jest,przy nim kobieta zakwita jak piękny kwiat,chce żyć,kocha świat i ludzi wkoło,ponieważ jest szczęśliwa,jest po prostu sobą.Miłość to partnerstwo i akceptacja,to dobro,a nie osądy,manipulacje i radość z krzywdzenia ukochanej osoby
moze teraz sie uda (
http://www.youtube.com/watch?v=lDHS-0iDWMw&feature=related ..."żegnaj kotku"
Kobiety,
nie zagladam tu tak czesto jak kiedys.......
Umowmy sie, tu mie ma szczesliwych,spelnionych kobiet.
Co nie zmienia faktu,ze przeczytalam bardzo uwaznie to, o czym piszecie i musze przyznac - jestem przerazona!
Zyjemy z kims,w kim pokladamy nadzieje.Czujemy,ze jestesmy kochane, albo sobie to wyobrazamy...
Rownoczesnie,zupelnie nie zdajemy sobie sprawy,jak pozwalamy soba manipulowac.
Nie chce tego nazywac naiwnoscia ( bo Kobiety na tym forum, to inteligentne bestyjki.....).
Zatem- jak to wytlumaczyc,ze inteligentna,wyksztalcona,empatyczna i madra kobieta - NIE WIDZI WILKA W OWCZEJ SKORZE?!
Slepota tymczasowa,czy braki z " dziecinstwa"?
Pytanie,podejrzewam, retoryczne,bo wszystko zalezy od jednostki,a te,jak wiadomo,sa krancowo rozne.
Teraz ad persona, i przepraszam,jezeli uznacie,ze zasmiecam watek....
KASANDRA,
jestes jedna z niewielu osob,ktore "majac garba",otwarcie sie do tego przyznaly.
I co wazniejsze,nie poddalas sie presji,walczylas o to,zeby Twoj punkt widzenia sprawy,zostal zauwazony.
I chwala Ci za to!
A,co wazniejsze,pomimo tego,w czym tkwisz- jestes jedna z niewielu Kobiet na tym forum,ktore sa obiektywne
i potrafia miec dystans,zarowno do siebie i swoich problemow,jak i problemow innych.
Dobrze,ze jestes na forum.
Kobiety,
zycie,jest tym,czym jest.
Po prostu zyciem.
I mamy prawo do tego,zeby je przezyc zgodnie z naszymi wartosciami.
Jezeli naszym " wspolnikom " jest nie po drodze,coz - trzeba sobie powiedziec - ZEGNAJ.
Jasne,ze boli,bo wlasnie pogrzebalysmy nasz plan na zycie.
A nigdy,z racji tego,ze czulysmy sie tak kochane,nawet nie przyszlo nam do glowy,ze trzeba ZAWSZE miec plan
" B ",bo to wiaze sie z kalkulacja.
A my,nigdy,nie potrafilysmy kalkulowac......
I to jest naszy bledem i zaniedbaniem....
BRAK KALKULACJI.
Brak myslenia.... " a co ,jak"?
Placimy za to wysoka cene.
Ale jak " frycowe " juz uiszczone,nachodzi refleksja :
JAKIM CUDEM,TO PRZYTRAFILO SIE WLASNIE MNIE?
Pozdrawiam Was Wszystkie i zycze duzo sily.
Zatem- jak to wytlumaczyc,ze inteligentna,wyksztalcona,empatyczna i madra kobieta - NIE WIDZI WILKA W OWCZEJ SKORZE?!
Malinka świetne pytanie.Właśnie WILKA w OWCZEJ SKÓRZE pod maską inteligentnego,wykształconego i mądrego mężczyzny,którą ściąga ją powoli i umiejętnie,kiedy Ty już żyjesz w przeświadczeniu,że to ten na całe życie!! Masz odpowiedź
"Ale to już było i nie wróci więcej......lalala"
Malinka tu na forum są również dziewczyny,które zdają sobie sprawę z tego co piszesz i wiedzą,że piszesz mądrze,tylko,że one mają problem dalej i chodzi o ten KLIK, o to,aby UŚWIADOMIĆ sobie np.Twoje słowa.Bo łatwo jest powiedzieć komuś ŻEGNAJ właśnie wtedy kiedy jesteś zdystansowana ,ale niestety osobie uzależnionej potrzebna jest terapia.
Witajcie
czytam i śledzę z uwagą, mimo, że czasu brak by odpisać.
Malina - właśnie - my nie mamy tego planu "B". Miałyśmy marzenia, które oni zaczęli spełniać, realizować. Ja już nawet stałam na nowo kupionej działce przez niego i słyszałam "tu będzie nasz dom, tu będzie nasze miejsce na ziemi, tu będziemy szczęśliwi". Nawet ten dom już projektowaliśmy z architektem. To nie było "gadanie". To były wyjazdu, szukanie po znajomych rozwiązań z ogrzewaniem. Madziu - u mnie nie było przemocy.
Mogłabym mnożyć przykłady, ale wiecie o czym mówię: nie wypowiedział nigdy "nie będziesz chodziła do tego i tego sklepu, do tych i do tych znajomych", ale ja i tak nie chodziłam.
Z początkami miałam śniadanie przywiezione do pracy, ciepły sweter bym nie zmarzła, a uwłaczanie jemu było noszenie zakupów przeze mnie. "On jest od tego, żeby kupował i przynosił. Moją rolą to dać mu listę, jego by niczego w domu nie zabrakło". Wow, to jak z zeszłej epoki! I nawet nie pamiętam tego momentu, kiedy w głowie miałam jego słowa "jestem zjawiskiem, dostałaś kogoś niezwykłego". Nie pamiętam kiedy zakupy ja, jemu nosiłam rosołek (na kaca, nie trzeźwiał tygodniami). Dzień przypominał koszmar. W głowie on, on, on. A mimo to, on nigdy nie sformułował wypowiedzi, która dałaby mi jasną i klarowną sytuację. Słyszałam, że "coś się z nim dzieje, on tego nie rozumie, ale WALCZ (bo przecież dostałaś zjawisko)". Jak oni to robią - nie wypowiadają słów, a my i tak wiemy jak im zatańczyć...
Wiem, wiem, nie mogę wdawać się w żadne rozmowy z nim. Strach wyczuwają intuicyjnie. A ja jeszcze ani siły w sobie, ani godności nie odzyskałam.
Wiem, że teraz należy mi się ostra krytyka, ale wczoraj wieczorem wchodząc pod kołdrę, popłynęły mi łzy. Było zimna. I jak ja mam odzyskać równowagę? Wiem, że to kalectwo, ale nie radzę sobie sama. Mimo, że wiem, że on to przepaść.
Chyba rozumiem narkomanów. Coś chorego, co ich niszczy, zabija, ale głód okropny.
http://mariam.salon24.pl/ - ktoś ma więcej na temat publikacji Sandy L. Braun "Kobiety które kochają psychopatów"?
Czy Wy też straciłyście sens, mimo, że zaczęłyście mieć świadomość? Na terapie mnie nie stać. 60 km najbliższy psycholog. Samotna matka z dzieckiem. I finansowo i logistycznie.Do tego dochodzą znajomi. Trudno im cokolwiek powiedzieć, a gorzej słuchać: "byliście taka niezwykłą parą. On tak wpatrzony w Ciebie. Taki inteligentny, takie zachowania, taki, takie, tak....." A później: "on na pewno ma jakieś kłopoty, on Cię tak kochał!"Jednej koleżance podesłałam jeden link. Przyszedł sms: "wypisz, wymaluj jak on"
Wiesz Katrin?Tak naprawdę to zaczniesz cierpieć,jak się odważysz i całkiem zerwiesz znajomość. Przyjdzie tęsknota,poczucie pustki,obwinianie samej siebie o to,że jednak ja coś źle zrobiłam.Ale wiedz,że Ty jesteś Ok Katrin!! Wtedy to cierpienie otworzy Ci oczy i zaczniesz być świadoma,zrozumiesz wtedy,że tak naprawdę to nic nie straciłaś,żadnego sensu....Ty zyskałaś..WOLNOŚĆ.To długa droga.Wiesz?Dzisiaj myślę,że to doświadczenie jednak było mi potrzebne.Dzięki niemu widzę jaką cudowną mam rodzinę,nie oceniam już ludzi z otoczenia,mam więcej zrozumienia dla siebie i innych.Dużo naprawdę dużo wniosków wyciągnęłam z tego związku,moje Ego zmalało ,ale to wymaga ciągłej i ciężkiej pracy nad sobą.trzymam za Ciebie kciuki
MADZIA osobiście wole stara wersję
ale ta tez jest okey...nucilam ja sobie w pracy ![]()
Jakos w ogóle super się czuję
czuje sie ze ja wolna baba jestem!
(dzisiaj przynajmniej)
MALINKO rzadko piszesz na forum...ale zawsze mądrze wyważonymi slowami...jak TY dziewczyno potrafisz wszystko zrozumiec...
Pozdrawiam serdecznie*
co do planu B to zawsze mozna sie asekurowac albo brac nogi za pas ![]()
"
Ilekroc sie czegos wyrzekasz pozostajesz z tym na zawsze"
"kiedy cos zwalczasz, wiążesz sie z tym na wieki. Tak długo, jak z tym walczysz, tak też długo dajesz temu moc. Dokładnie taka moc jak, ta którą wkładasz z tę walkę. (...) Tak więc musisz "przyjąć" swoje demony, bo kiedy z nimi walczysz dajesz im siłę" ...de Mello
Dziewczyny to jest tak cholernie mądre i bardzo adekwatne do waszej sytuacji(mojej poniekąd też P).Warto te cytaty "rozkminić'
Madzia może poprostu nie przyjmuj do wiadomości jego sugestii,szantaży i temu podobnych manipulacji.OLEJ to!Raz na zawsze!Jesli ci na nim nie zalezy tym łatwiej...Po boksuje sie i przestanie gdy stwierdzi ze faktycznie nie mam szans.Nie zwiążesz sie przeciez z czlowiekiem ktorego nie kochasz dla jego widzimisię,bo on tak chce...i nie bój się bo nic ci nie zrobi.Pokaz mu to,że niczego sie nie obawiasz z jego strony...zycze SILY!
Kasandro
właśnie "rozkminiam" to co napisałam wcześniej.... Posegregujmy wiadomości. Ludzie sie rozstają. Co robią - zależy od ich charakteru, temperamentu, osobowości i .... powodu rozstania. Są tacy co się kumpluja jeszcze długo, długo (nie wierze w przyjaźnie), są tacy co się nienawidza, zmieniają nr tel lub cokolwiek innego. Ale mówię tu o rozstaniu "normalnym", jak człowiek z człowiekiem.
A co zrobić z demonem? Dziewczyny, wiecie o czym ja... Czuję jeszcze ..... sama nie wiem co. Jest też nadzieja (nie, to nie prawda, to niemożliwe), ale przeglądając na oczy (uzyskując coraz wiecej ŚWIADOMOŚCI), pojawia się coś na podobieństwo żalu, złości (to uczucie, że to tylko jego gra, gdzie nagrodą była jego satysfakcja, że dlaczego ja?), i pojawia się też potrzeba .... zwalczenia JEGO. Tak by poczuć, że podkulił ogon i odszedł. Tak bym ja poczuła się lepiej, ale też miała pewność, że już nie będzie próbował. Nie mówię tu o zemście (zemsta - fe!, ale odwet! - Napoleon), tylko chciałabym ze stoickim spokojem i lekko drwiącym uśmiechem na twarzy zrelacjonować i poprzeć argumentami jego zachowania, które obserwowałam, w miarę rozwoju tego związku. Powiedzieć gdzie był punt zwrotny, co mnie zastanowiło, co zaciekawiło, co wkurzyło, co zainspirowało, co myślałam, co czułam, jak to widziałam (ok, przyznać się też, że chwilami głupiałam, ale zna mnie przecież na tyle, że wie, że ja nie lubie stanu kiedy czegoś nie pojmę, nie zrozumię, do czego sama nie dojdę).
Zmienić teraz nr telefonu? Powiązania zawodowe. Będziemy się widywali.
Nie odebrać telefonu - odczuje strach, nabierze siły do dalszego działania. Stanie pod drzwiami.
Udawać, że wyjście na kawę mija sie z celem - jw.
Lektury, które teraz przerabiam, też mnie motywują do jakiegokolwiek działania. Z jednej strony uświadamiają, z drugiej strony, wyraźnie mówią, że oni nie lubią ośmieszenia, poniżenia. Wydaje mi się, że spokój w głosie, opanowanie w zachowaniu i mówienie o nim jak o składniku moich badań, doświadczeń (porównać go do króliczka) to będzie jak drzazga, która długo z niego nie wyjdzie. Bo przecież "on to zjawisko". Musicie jeszcze wziąźć pod uwagę nasze ostatnie spotkanie. To, że odchodził 3 razy (i wracał), to że czułam niesamowite wręcz zmęczenie fizyczne (i emocjonalne) nie sprowokowały mnie do uczynienia niczego gdy stał już w drzwiach. Widziałam, że czeka na coś jeszcze. I tutaj to właśnie moje ostatnie zachowanie daje mi tą przewagę, by dać mu do zrozumienia, że wiedzę, którą o nim posiadam - to wiedza nabyta już podczas naszych spotkań.
Na samym początku zapytał dlaczego taka kobieta jak ja jest sama. Odpowiedziałam: "bo muszę mieć faceta inteligentniejszego od siebie, a w moim przypadku to jest problem". Wystarczy jak teraz dodam: "nie potrafiłam już dużej udawać głupszej".
Mimo, że po dziś dzień jestem pod wrażeniem jak on to zrobił? Nie musiał mi grać, ja i tak tańczyłam jak on tego chciał. Nie wypowiadał słów a ja już wiedziałam co mam zrobić, co źle zrobiłam, kiedy niewłaściwie się zachowałam.
Kasandro - zwalczyć raz a dobrze! Sumienia nie mają, ale poniżenia nie zniosą.
A później czy wrócę do normalności? Chciałabym budzić się rano i cieszyć z pogody, zdrowia dziecka, planów na wakacje. Pomalować korytarz i kupić kwiatki na balkon. Budzę się rano i czuję się pustym, przegranym, bezwartościowym człowiekiem.
Mukki,
jak z tego "wyszłaś". Ich obarczanie wszystkich za wszystko doprowadziło do tego, że czuję się winna... wszystkiemu. Wiecie, ja sobie nie zdawałam sprawy, z tego, że ja mu opowiadam historię swojego życia. Ba! O też "wszystko o sobie" (niezgodności w "zeznanich" wychodziły później). Dużo o mnie wiedział. I najprostszy przykład: ojciec mojego dziecka, 7 miesięcy po porodzie, doszedł do wniosku, że ja to nie ja i powinnam się wyprowadzić. Za drzwiami już stała druga kobieta. A dziś ja czuję się WINNA temu, że się wogóle zadawałam z jej ojcem! I to monologii "mojego przypadku" doprowadziły do tego!. Kiedyś myślałam: "dzieki poprzedniemu mam wspaniałe, cudowne dziecko, jestem tu gdzie jestem, mam cel i sens w życiu". Dziś myślę: "jestem do niczego, nawet dziecko skazałam na "gorsze" życie, nie potrafiąc sobie znaleźć partnera i dojrzałego mężczyzny. Dziecko wychowuję bez ojca - jestem do niczego".
I tak jest ze wszystkim. Winię się za wszystko. Jak z tego wyjść???
KATRIN nie przyjmujesz do wiadomości,ze możesz zyc inaczej...bez niego.Oddychac pelna piersią,bez żadnych obaw,lękow i niespodzianek z jego strony...Jesli czujesz zal i zlośc to znaczy że zrozumialas jak cie krzywdził.Dokladnie,daj mu czadu tak żeby podkulił ogon i juz nie wrocił...
Zastanawias sie jak teraz postepowac wobec niego...normalnie...Rozmawiaj na stopie zawodowej...zadzwoni...nie odbieraj...gdy zapyta czemu...powiedz cos w stylu"mialam ciekawsze zajęcia,czytalam ksiązke o psychopatach
" Stworz otoke dystansu.Grzecznie i uprzejmie ...odmawiaj jakichkolwiek propozycji.Udawaj bardzo zajetą "swoimi' sprawami.On nie jest pępkiem świata i Twoim panem i wladcą!Swoja Pania jestes ty sama!
" Chciałabym budzić się rano i cieszyć z pogody, zdrowia dziecka, planów na wakacje. Pomalować korytarz i kupić kwiatki na balkon. Budzę się rano i czuję się pustym, przegranym, bezwartościowym człowiekiem.'
KATRIN uwierz że taki dzien nadejdzie...poczujesz sie wyzwolona,spojrzysz na Swiat zupełnie innymi oczami,dostrzezesz to czego nie widzisz teraz i będziesz doradzala innym kobietom jak mają pozbyc sie psychopaty
...
KATRIN,
czytajac Twoje posty,nie da sie nie zauwazyc Twojego poziomu wrazliwosci i inteligencji...
Nie wiem,czy moj ex jest psyhopata,chociaz,jak sie postarac,to w swietle testow i charakterystyki- mozna praktycznie wszystkich podciadnac w tym kierunku.
Powiem Ci tak:
czasami zycie funduje nam niespodzianke- stawia na naszej drodze osobe bardzo zaburzona.
Tak sie akurat sklada,ze ta jednostka,swoje zaburzenie potrafi doskonale maskowac.
Z reguly,to zaburzenie,na nasz uzytek,jest ubrane w slowa,ktore chcemy uslyszec:
kocham Cie,jestes jedyna,niepowtarzalna,wyjatkowa,cudowna.....
Przymiotnikow,mozna mnozyc.
Potem nastepuje cos,co ta chora jednostke " obnaza ".
I juz wiemy,ze dzielimy zycie z kims,kto jest zaburzony.
I to jest naszym personalnym trzesieniem ziemi......
Zostaly same zgliszcza.
Powiedz mi, czy mozna czuc sie winna trzesienie ziemi?
ABSURD!!!
KOBIETO,
TY NIE JESTES WINNA NICZEMU!!!
Im szybciej to do Ciebie dotrze,tym lepiej!
On jest zaburzony - nie TY.
On ma powazny problem - nie TY.
W tym wszystkim nie ma Twojej winy!
I im szybciej to zrozumiesz,tym bardziej bedziesz sie mogla oderwac od jego chorych zachowan.
TY NIE ZWINILAS W NICZYM!!!
Nie potrafie przelac na klawiature tego,co chce Ci powiedziec.......
Sprobuje raz jeszcze: NIE MA W TYM TWOJEJ WINY!!!
Pozdrawiam Cie cieplutko,bo jestem swiadoma,w jak glebokiej dziurze siedzisz i wiem,ze gubisz swiatlo.
Uwierz mi,nie koncentruj sie na ciemnej dziurze - spojrz w swiatlo-to nie ma znaczenia,jak watle i odlegle sie zdaje.
Ono istnieje.
Patrz w nie i chciej wyjsc na swierze powietrze.
Myslę że Katrin boi się po prostu zerwac...uważa ze nie da rady bez niego żyć,ze bedzie zbyt bolalo i sobie z tym nie poradzi...Kazdy boi się bólu...Niby nie chce z nim być ale podświadomośc jej na to nie pozwala,gdyż dawal je to czego nigdy nie zaznala i w glębi serca nadal tego pragnie.Stworzyli "symbioze"Ona jest mu potrzebna do zycia zeby wzmocnic ego"narcyzka",Ona spragniona milości i wszelkich otoczek z nią związanych nie potrafi z tego zrezygnować,mimo krzywdy jakiej od niego zaznała.
CHCIEć to Móc Katrin...naprawde tak uważam.Droga dluga i wyboista ale do przebrnięcia...Wyzwolenie sie od psychopaty to tak jak walka z milością...nawet latwiejsza bo w Twoim przypadku facet cie krzywdzil...
Czy Ty go kochasz?
Kasandro,
to właśnie była taka symbioza. Chora symbioza. Dostałam coś, czego najbardziej mi brakowało. Zainteresowanie, uczucie, zaufanie. I to w dawce aż nie do strawienia. Dużo pytał, dużo mówił, dużo okazywał. Później przyszła myśl: dlaczego nic nie robi? A od mówienia do czynów daleka droga...
Wiecie, gdzieś we mnie była myśl (intuicja ?), że tak się w życiu nie dzieje. Wiedziałam, że nie ma nic za darmo. Czułam, że przyjdzie mi za to zapłacić. I te chwile gdy paliła mi się "czerwona lampka" (po jego "odejściach") pozwoliły zachować resztki zdroworozsądnego podejścia. Najbardziej dumna jestem z kroku, który nie miał wtedy żadnego wytłumaczenia: podjęłam decyzję, że ograniczamy ( po to by całkowicie skończyć) jego kontakty z moim dzieckiem. Nikt tego nie rozumiał. Ani ja, ani on, ani dziecko. (Dziecku tłumaczyłam niezliczoną ilością jego zajęć - przyjęło ze spokojem). Wspominając tamten czas, tamtą chwilę - wszystko zdawało by się być ok. A jednak zrobiłam coś takiego. Intuicja? Nie wiem, nie potrafię tego po dziś dzień wytłumaczyć.
Jego odejścia wiązały się z jego powrotami: musiał jeszcze bardziej "popracować nad wyłączeniem czerwonej lampki". Znów natłok uczuć, emocji. Raz przecież wplotłam w to wersje, że to depresja, a ja pomogę, uleczę, miłością uzdrowię. Gdy umysł dochodził na chwilę do głosu, padały z moich ust zdania "nie bądź padliną, mnie interesuje tylko prawdziwy mężczyzna", "odstawiłeś piękny spektakl. Teatr miał w nazwie Komedia". Kupił mi stół. Często odwoływał się do tego symbolu ogniska domowego. Ja rzucałam "następny kupi lodówkę". Opowiadał, jak pięknie było gdy przyniosłam kiedyś dla niego michę pierogów. Że to takie niezwykłe w tych czasach. Ja: "stary numer, zawsze działa".
Była to między nami gra! Ale ja grałam tylko w chwilach trzeźwości umysłu. Później gdy lampka gasła byłam "karana" za wcześniejsze wypowiedzi.(jak Ty mogłaś uczucie którym Cię darzę nazwać kiczem, Jak stół sprowadzić do mebla - to nasz symbol) Doprowadził do tego, że czułam się winna, że myślę, mówię, komentuje. Temu, że jestem inteligentna, mam cięty język i ostra ripostę. A to mądrze opisała Sandra Braun:
Tendencje do współzawodnictwa są czynnikiem ryzyka. O ile współzawodnictwo może być wspaniałą rzeczą w normalnym życiu kobiety, o tyle współzawodnictwo z psychopatą bywa zwykle jej klęską. Dzieje się tak dlatego, że w miarę jak związek zaczyna być napędzany patologicznie i jego szaleństwa narastają, kobieta zamiast szukać ratunku w ucieczce, postanawia zostać i zwalczyć te tendencje. Nie obawia się ona jasnego postawienia sprawy i oczywiście nie chce pozwolić mu wygrać.
I jeszcze:
Kobieca wrażliwość na potrzeby innych, sprawia, że jest ona osobą o czułym sercu. Ale z związkach z psychopatą będzie ona mieć tendencje do nadmiernego współczucia dla smutnej historii jego życia, w którym przedstawia się on jako ktoś skrzywdzony.
Stwierdzenie ?on mnie męczy? jest absolutnie prawdziwe. Psychopaci są znani z uporczywości. Im bardziej on wyniszczy ją emocjonalnie, tym mniej będzie ona zdolna do stawiania czoła jego kłopotliwym i sprzecznym zachowaniom. Pomimo wyczerpania, pragnie ona utrzymać związek, tak więc czyni to, co on chce, aby kupić spokój za każdą cenę. Nie ma ona pojęcia o tym, że takie zachowanie kosztować ją będzie wszystko.
Nie kocham go. Nie mogę tylko pojąć dlaczego jest mi teraz tak źle? Po innych związkach pozostały wspomnienia, sympatie (po jednym nawet dziecko), a tutaj, teraz pozostało niesamowite wypalenie. Pustka. Ale też i jakiś głód. Może zaspokoję ten głód ostatnim spotkaniem? Pokazniem że wiem, że myślę, że już dawno wiedziałam, że grałam a on się nie zorientował.... Ale to będzie woda na młyn.
Więc co zrobić by odzyskać godność, dumę, wiarę w jutro?
Będę zaglądała. Czeka mnie długi weekend, a tego strasznie nie lubię. Wolnych i pustych dni. Myśli, myśli, myśli.
Walczysz ze swoim "demonem" Katrin i dla tego ponosisz kleskę...Jednak skupiasz się na tym na czym nie powinnaś.Dla czego? Jestes kobietą inteligentną i nie możesz sobie darować,że on był sprytniejszy od Ciebie...bo był...chciałabyś mu udowodnic jak skutecznie go "rozpracowalaś" i dac mu nauczkę.To właśnie cie męczy wg mnie.Tym czasem walka ta nie ma sensu,bo sama jeszcze bardziej sie pogrążasz.
Widzisz jakiego "cudu" potrafil dokonać!Chcesz byc lepsza?
On idealizował wasz związek a Ty wszystko "psułas"...wzbudzal w Tobie poczucie winy ktore pozostało do dziś.Odniosl sukces,nie ma co!Mam wrazenie ze ma predyspozycje do bycia guru...
On jest silna osobowością ktorej nie "zabijesz" prędzej wypalisz sie Ty sama!Powiedz mu ZEGNAJ Katrin...i odpuść sobie...
Kasandra dokładnie jest jak mówisz nic dodać nic ująć.Katrin nie gwałć już dłużej sama siebie.To nie ma sensu i tracisz czas.Jesteś mądrą,fajna,dobrą kobietką .czytaj de Mello "przebudzenie" to świetna książka inna niż wszystkie.E-book jest na internecie darmowy.
Wiecie? myślałam kiedyś,że takich przypadków jak mój nie ma,że to spotkało tylko mnie.To przykre ile jest Nas dziewczyn będących ofiarami psychopatów.Oddałyśmy im same siebie, naszą całą energie nie zostawiając rezerwy i przestrzeni sobie.To nauczka za to,że chciałyśmy być tylko KOCHANE
Analizuje ten temat i stwierdzam,że...uzależnienie od psychopaty szalenie przypomina mi uzaleznienie od osoby którą się kocha,uzależnienie od milości...Pokonac Milośc to tak jak pokonywać Psychopate...kurde nie wiem czemu doszlam do takich wnioskow...Tak sobie mysle że w jakims stopniu w każdym z nas siedzi taki "maly psychopata'
im bardziej rozpatruje te zjawiska tym bardziej mi odwala... ![]()
MUKKI podaj mi jakies dokladniejsze namiary na de Mello,jesli oczywiście możesz... * Ty to dopiero uroslas w sile...ja tez tak chcę ![]()
haha Kasandra dobre,wyobraź sobie,że też miałam refleksje na tym,że w każdym z Nas jest coś z psychopaty i coś w tym musi być.Tylko,że ich kontrola, ranienie,poniżanie,bicie psychiczne drugiego człowieka jest świadome i czynione z premedytacją.To ich cel!!Oni wręcz są usatysfakcjonowani widząc na twarzach cierpienie kochanej osoby.To chorzy ludzie,bardzo chorzy.
Kasandra oczywiście z wielką przyjemnością dam Ci namiary na książkę de mello www.astro.eco.pl/astro2/przebudzenie.html
to jest stronka do darmowego e-booka
zenforest.wordpress.com/ .A to jest ten blog Rozwój i świadomość i właśnie tam doszukałam się wspaniałego de mello i nie tylko. Pozdrawiam serdecznie.
Katrin bądź dzielna dziewczyna !!!
www.zenforest.wordpress.com
Dziekuje MUKKI * zaczyna sie dluuugi weekend więc chętnie "porozkminiam'tego rodzaju lekturke ![]()
Pozdrawiam ![]()
Droga Aniu. Czytam twoją historię i bardzo ci współczuje. Jedyne co przychodzi mi do głowy, to uciekaj. Zmień numer telefonu, zerwij wszystkie kontakty. Zgłoś na policję , że Ci grozi, inaczej nigdy się nie uwolnisz. To chory człowiek, nie powinnaś w ogóle z nim rozmawiać. Ratuj się, inaczej przez kolejne lata wszystko będzie się kręciło wokół niego. Zasługujesz na spokój, swoje już przeszłaś i wystarczy. Ten człowiek ma nad Tobą taką władzę ze nawet kiedy go nie ma to czuć jego obecność. Zacznij od nowa. Wiem że to nie jest proste, ale ja też wyjechałam. Było ciężko, ale dasz radę. Trzymam kciuki.
Własnie od jakiegos czasu zastanawiam sie gdzie jest ANIA!
Az ciarki po mnie przeszly jak przeczytalam co ten czlowiek z Toba wyprawia!!
On Cie wykancza psychicznie i wciaga w jakies potworne bagno-przeciez on nie jest nic wart! To zero kompletne!
dlaczego nie potrafisz wziasc sie w garsc i po prostu sie od niego odciac}} jezeli nie wykonasz takiego radykalnego ciecia on cie pogrzebie zywcem! Nie daj sie i do dziela!
pozdrawiam.
Widzisz Namaluje Cie Lzami jaki ty masz skarb w ręku ![]()
Jestem ,jestem Kasandro i zawsze będę z wami.Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie,wszystkie was pozdrawiam.Zagladam tutaj ale nie jestem w stanie udzielac moim poprzedniczką rad,bo sama jeszcze nie doszłam do siebie.Ale jest lepiej chociaż od dwóch dni mam znowu doła,bo koleżanka widziała go z ta lafiryndą.Ostatnio t.j12 kwietnia dzwonił do mnie ale ja nie odebrałam,więc napisał sms:jak jestes taka odważna to odbierz,a ja nie. To zadzwonił do mojej corki pomimo że ta lafirynda była z nim.Znowu zaczął na mnie nagadywać,więc ja do niego zadzwoniłam.Powiedziałam mu że w tej chwili ubieram się i idę na policję.On mi mówi ale Aniu przecież Ty ze mną skończylaś,wyczułam że nie był trzezwy.Powiedziałam mu żeby mi dał tą lafiryndę,nie chciał ale dał.Nie zdążyłam jej nic powiedzieć,bo ona chyba tez była nawalona i powiedziała żebym spier. na drzewo i się wyłączyła.Od tej pory jest cisza.Córka poleciła mi zebym poszła do lekarza psychiatry,poszlam.Zanim powiedzialam z czym pszyszlam musiałam się przed Panią doktor wypłakać.Gdy skończylam zaczelam mówić.Bolało mnie to,bo nie ja powinnam iść do lekarza tylko on.Pani doktor przepisała mi hydroxyzinum i miansegen i skirowała mnie na terapię grupową.Dlatego nie zgodzę się z moimi poprzedniczkami,które pisza że za terapię trzeba płacić.Słyszałam o płaceniu,dlatego radze iść do lekarza pstchiatry,który ma podpisaną umowę NFZwówczas sie nie płaci i lekarz kieruje na terapię w najgorszych przypadkach do szpitala.Mnie też Pani doktor chciała dac skierowanie ale odmówiłam.Pomyślałam sobie -ja niczemu nie winna mam przez takiego bebila iść do szpitala,to on powinien tam się znależć.Zjełam się szukaniem na portalach randkowych kogoś z kim mogła bym troche poromansować,tak dla zbici czasu.Muszę wam powiedzieć że nie wiem komu mam odpisać,mam tyle propozycji nawet pisał do mnie pan z Angli,ale ja sie tym bawię.Nie chcę juz z nikim być,przezywać to drugi raz.Ztego co zauważyłam to chyba jestem założycielką tej strony zatytuowanej "Zwiazek z Psychopatą" prawda? Pozdrawiam wszystkich,jestem tu codziennie.
Aniu, oczywiście, że to Ty jesteś autorką tego wątku.
Przeczytałam Twoją historię i muszę przyznać,że pomimo iż los obchodzi się z Tobą tak okrutnie, to masz nieocenione poczucie humoru, pisząc:
Zjełam się szukaniem na portalach randkowych kogoś z kim mogła bym troche poromansować,tak dla zbici czasu.Muszę wam powiedzieć że nie wiem komu mam odpisać,mam tyle propozycji nawet pisał do mnie pan z Angli,ale ja sie tym bawię.
Chyba, nie weźmiesz mi tego za złe,że ubawiła mnie ta wypowiedź.
Dobrze, że podjęłaś leczenie. W takiej terapii grupowej też będziesz mogła opowiedzieć o swoim życiu, zrzucić z siebie nagromadzone emocje. Spotkasz ludzi, którzy również borykają się z podobnymi problemami.
Serdecznie Cię pozdrawiam.
Jestem dzisiaj tak padnięta...
pozdrawiam Kobietki *