Szukałam i nie znalazłam mam nadzieję,że nie dubluję. Dlaczego mężczyzna (nie piszę,że każdy) , nie potrafi poszanować swojej kobiety? Wiele kobiet jest bitych przez swoich mężów,chłopaków,... niestety mało która ma tyle odwagi i siły aby walczyć z tym. W swych domowych samotniach siedzą bojąc się każdej minuty,godziny... Dlaczego tak jest? Czy któraś z Was miała z tym styczność ? Jak postąpiliście? Co myślicie na ten temat?
bo faceci (nie wszyscy) uważają,że jesteśmy ich własnością:-( zabaweczką,którą można odłożyć na półkę kiedy jest coś nie tak..:(
tez się często nad tym zastanawiam..mówią kocham a robią to co robią...mój ojciec strasznie bił mamę i rodzeństwo..dlaczego z nim była?..bo się bała ,bo miała małe dzieci..ale w końcu powiedziała dość..tak czasami siedzę i myślę dlaczego tak było? dlaczego nie panował nad sobą ,dlaczego nas tak krzywdził..taki po prostu był od zawsze..pierwszy raz uderzył ją zaraz po ślubie gdy była w ciąży i tak ta jego przemoc narastała.
może faceci są zbyt słabi?wiedzą,że przecież fizycznie są silniejsi-i w ten sposób wyładowują swoje nie powodzenia?? nie maja do tego prawa!! uderzył raz to będzie kolejny,nie ma mowy o zmianie.
a najgorsze jest to,że później udają,że nic się nie stało..
jak dla mnie to jest "temat rzeka" całe taki dzieciństwo miałam..tylko awantury i bicie..picie..
aż się żyć nie chciało:(
mówi się,że jesli dziecko w domu rodzinnym zaznało przemocy to później robi tak samo..nie wiem czy to prawda gdyż mój ojciec był pupilkiem swoich rodziców..
znęcać się można na wiele sposobów,kiedy nie mógł już nas uderzyć to znęcał się psychicznie:(
eh ale to nie temat na ten post.
pozdrawiam :-)
Co prawda problem przemocy w związku mnie nie dotyczy ale chciałabym wypowiedzieć się w tym temacie.
Myślę, że mężczyźni biją kobiety bo tkwi w nich przekonanie, że zawsze i wszędzie są panem i władcą i wszystko im wolno. Wolno im więc także uderzyć kobietę, bo to jedynie podgatunek, który powinien znać swoje miejsce. Uprać, ugotować, sprzątnąć, oddać się i siedzieć cicho. W takim przekonaniu dorasta wielu mężczyzn, utwierdzanych w tym przez swoje matki, które były bite, nie narzekały i godziły się na przemoc ,,bo tak musi być". Biją więc swoje żony, które zgadzają się z różnych powodów. Bo są małżeństwem, mają dzieci, mąż pracuje więc mu wolno, ,,chłop musi rządzić"...
Przykre to jest ale pewnie nigdy nie będzie tak, że wszystkie kobiety będą znać swoją wartość i przeciwstawią się bijącym facetom.
ja po swoich przeżyciach (mimo,ze mam dopiero 25 lat) nigdy nie pozwolę sobie na "powtórkę z rozrywki" dzięki Bogu mój facet jest zupełnie inny...ale życie pisze różne scenariusze:(
Ja mialam podobnie jak Madzia0311, z tym ze moj dziadek rowniez terroryzowal cala rodzine. Przemoc rodzi przemoc. Matka meczyla sie z nim 10 lat i to nie ona zdecydowala o odejciu. Ojciec znalazl sobie druga i odszedl. Na domiar zlego to ze ojciec bil matke (a potem i nas) ujawnilo sie dopiero po kilku dobrych latach, dla ludzi z zewnatrz ojciec rysowal sie jako uczynny mily czlowiek, dla nas byl potworem...Ja rowniez sie balam, ze bedereagowac agresja i niestety jestem bardzo wybuchowa, ale sie kontroluje, widocznie kobietom to przychodzi latwiej. Mam rodzine i synka, na punkcie kar cielesnych jestem przeczulona, tak ze okrutnie sie staram, zeby moje dziecko nie mialo tej samej patologii ktora mi zniszczyla dziecinstwo.
Apeluje kolejny raz do kobiet ktore sa bite przez partnerow, nie ma co sie ludzic ze to im minie, zmienia sie, uciekajcie, nawet jesli jest dziecko czy dzieci, to wierzcie mi lepszy juz samotny rodzic niz brak dziecinstwa. Ja majac lat 8 cieszylam sie, ze 'tatus' odszedl, ze mama w koncu nie miala sincow na twarzy i zaczela sie usmiechac.
no ja mam 21lat i tez juz to przeszlam a raczej wciaz przechodze.. Mam roczne dziecko z nim i to jest chyba strach co bedzie potem jak sie rozstaniemy,ja np.boje sie ze zniszczy mi zycie,ze to ja bede spostrzegana jako ta zła,ale naszczescie jestem zdecydowana aby go opuscic i za pare dni wracam do rodzinnego domu.nigdy w zyciu nie pozwole juz zeby facet mnie uderzyl,oj nigdy..
Ja jestem po rozwodzie ponad poltora roku.Odeszlam poniewaz maz mnie bil i znecal sie nade mna psychicznie.trwalam w tym 4 lata.wiem ze to niewiele poniewaz sa kobiety ktore trwaja tak nawet cale zycie.ale powiem wam szczerze ze dla mnie te 4 lata to byly jak wiecznosc.przeszlam istne pieklo na ziemi.dlaczego mezczyzni tacy sa?...hm mysle ze duze znaczenie ma wlasnie wychowanie.moj byly maz pochodzil z patologicznej rodziny w ktorej ojciec byl na rencie z powodu choroby a matka byla alkocholiczka i ciezko pracowala utrzymywala caly dom i rodzine.po odejsciu od meza chodzilam do psychologa ktory powiedzial mi ze tacy mezczyzni to sa na ogol ludzie ktorzy maja niskie poczucie wlasnej wartosci i aby je podbudowac znecaja sie nad kims kto ich kocha poniewaz czuja wtedy sie silniejsi i wazniejsi ale prawda jest ze im tak naprawde nigdy nie podniesie sie poczucie wartosci poniewaz ciagle chodza agresywni i ciagle cos im sie nie podoba.ja wiele razy od niego odchodzilam ale wracalam bo kochalam go.ale przyszedl jeden dzien w ktorym cos we mnie peklo i powiedzialo mi,,odejdz teraz to Twoja szansa"i posluchalam swojego glosu.teraz choc jestem samotna to szczesliwa bo dalam sobie szanse na lepsze zycie;)
Gotho masz rację niestety
Jest zezwolenie na takie traktowanie ,przecież powiedzenie <<jak mąż zony nie bije to jej wątroba gnije >>.Albo co to za facet co nie rządzi w domu jedna pięść w stół a druga w ryj babie żeby znała swoje miejsce.Z powietrza to się nie wzięło.
Za uderzenie obcej osoby idzie się do więzienia za uderzenie własnej żony nie ponosi się żadnych konsekwencji.
Najbardziej żałosne stwierdzenie jakie słyszałam -Bije bo kocha !
Kogo bo na pewno nie ją .
Nie da rozwiązać się problemu kiedy rzecz dzieje się w 4 ścianach domu i wszyscy nagle nabierają wody w usta bo to nie moja sprawa to się nie wtrącam.
A te maltretowane niewiasty wstydzą się tego że są bite ,poniżane i czasami nawet gwałcone przez domowego tyrana i psychicznie skrzywiony model życia .
no ja mam 21lat i tez juz to przeszlam a raczej wciaz przechodze.. Mam roczne dziecko z nim i to jest chyba strach co bedzie potem jak sie rozstaniemy,ja np.boje sie ze zniszczy mi zycie,ze to ja bede spostrzegana jako ta zła,ale naszczescie jestem zdecydowana aby go opuscic i za pare dni wracam do rodzinnego domu.nigdy w zyciu nie pozwole juz zeby facet mnie uderzyl,oj nigdy..
Musisz otwarcie mowic o tym co Ci robil. Nie pozwol zeby Twoj dramat rozgrywal sie jedynie w czterech scianach, tacy faceci potrafia swoje ofiary przedstawiac w najgorszym swietle, a ludzie im wierza, bo 'to przeciez taki mily facet i pomocny, i zaradny, wiecznie usmiechniety'. Niech wiedza z kim maja do czynienia.
A Tobie bardzo gratuluje decyzii, najlepsza jaka moglas dokonac, cale szczescie ze masz wsparcie rodziny, a dziecko kiedys Ci podziekuje:)
To prawda co pisze dotty.ofiara przez meza zawsze jest przedstawiana jako ta ktora jest powodyrem i jako ta ktora jego zle traktuje.moj byly maz mial ze mnie zrobione do tego stopnia czarna owce ze nie wychodzilam nigdzie bo czulam ze znajomi i rodzina patrza na mnie jak na tredowata ktora robi potwora ze swojego meza.ja dlugo ukrywalam ze maz sie zneca nade mna poniewaz on zawsze znajdowal powod dla ktorego tak mnie traktowal a ja przez to wstydzilam sie mowic bo rzeczywiscie czulam sie temu winna.bylo ze mna tak zle ze nawet pltrafilam byc dla niego jeszcze milsza bo wierzylam ze jestem winna i ze jak bede go lepiej traktowac to on mnie zacznie szanowac ale tak naprawde bylo coraz gorzej.balam sie go jak ognia.chorowalam tez na depresje.mial mnie zniszczone.bylam wrakiem czlowieka w kazdym mozliwym znaczeniu tego slowa.i prawda jest ze tacy mezczyzni nigdy sie nie zmieniaja wiec wiara w to ze sie polepszy to utopia.
wszystko chyba działa,że tak powiem schematycznie...uderzy raz ..i w tym momencie zaczyna niszczyć kobietę i psychicznie i fizycznie..
wmawiane jest nam kobietą,że jesteśmy do niczego i skoro oberwałaś-no to zasłużyłaś:(
z dnia na dzień agresja narasta aż po pewnym czasie kobieta zapomina kim tak na prawdę jest i zaczyna wierzyć,w to że jest do niczego,bezwartościowa,brzydka,głupia ,że nikt inny jej nie zechce.. więc tkwi przy tym potworze robiąc dobra minę do złej gry,wymyślając przy tym skąd wzięły się kolejne siniaki..i chociaż nikt nie wierzy w to , że
-upadłam
-uderzyłam sie o szafkę itd
to też nikt nie chce pomóc,bo nikt się nie chce wtrącać:( ja żałuję,że kiedy byłam dzieckiem nikt sie nie wtrącił,bo może dzis miała bym inne życie a może tak po prostu mój koszmar nie trwał by tak długo
Bardzo mi się temat nie podoba, bo już sam tytuł zakład, że wszyscy mężczyźni biją, a kobiety to wyłącznie ofiary. Podobnie zresztą odpowiedzi. A sprawa nie ma podziału na płcie - znęcanie dotyczy obu w tej samej mierze, tylko, że kobiety - jako słabsze fizycznie - częściej stosują przemoc psychiczną. I nie zawsze jest tak, że jak facet uderzy, to dlatego, że uważa, iż jak się baby nie bije to jej wątroba gnije. Często jest to odpowiedź na znęcanie kobiety.
Zwróćcie panie uwagę, że w przypadku przemocy mężczyzna-ofiara jest w dużo gorszym położeniu niż kobieta-ofiara. Nad kobietą wszyscy się litują i chcieliby pomóc, a z faceta się śmieją. Nawet gdy trafi na policję (co jest rzadkością) to może usłyszeć od policjanta: A co pan baba jesteś, walnij pan żonę, to się uspokoi.
Co do statystyki - gdzieś czytałem, że dzieci ojcowie biją mocniej, ale matki częściej. Więc nie ma powodu, by przypuszczać, że kobiety jakoś wybitnie nieagresywne są ![]()
ale przecież w pierwszym poście jest zaznaczone co prawda w nawiasie ale jest,ze nie dotyczy to każdego faceta.
14 2011-03-17 17:02:05 Ostatnio edytowany przez malinka90 (2011-03-17 17:07:25)
lupus a ile jest mezczyzn ktorzy padaja przemocy a ile kobiet ?? Jak dla mnie faceci to wyjątki a niestety kobiet ktore sa bite jest o wiele,wiele więcej..
Hmm... Istnieje wiele mozliwosci dla ktorych ludzie nie reaguja na to co dzieje sie w domu gdzie jest przemoc. Raz, ze ofiary wymyslaja coraz to nowe usprawiedliwienia sincow jak wspomnialas, dwa nie mowia o tym bo zwyczajnie sie wstydza, boja sie ze ludzie beda je wytykac palcami, a trzy inni na prade uwierza w kazde nawet najbardziej naiwne klamstwo zeby niewidziec problemu, tacy juz ludzie sa, sprawa nie dotyczy mnie wiec po co mam sie wtracac, jeszcze na koncu to ja oberwe za to ze niszecze rodzine. Szkoda, ze te osoby nie zdaja sobie sprawy, ze takie rodziny zazwyczaj juz sa zniszczone.
lupus a ile jest mezczyzn ktorzy padaja przemocy a ile kobiet ?? Jak dla mnie faceci to wyjątki a niestety kobiet ktore sa bite jest o wiele,wiele więcej..
a bo mówisz o przemocy fizycznej, to oczywiście, że więcej kobiet, bo jak mówi przysłowie: Chłop jak żaba, silniejszy niż baba
Ale jakbyś dodała przemoc psychiczną, to się wyrówna. I nie wiem czy ta druga nie jest gorsza, bo z fizyczną - sprawa jasna, a z psychicznej chyba znacznie trudniej się wyrwać, bo przecież nie bije, niby nic się nie dzieje...
17 2011-03-17 17:16:33 Ostatnio edytowany przez madzia0311 (2011-03-17 17:17:13)
malinka90 napisał/a:lupus a ile jest mezczyzn ktorzy padaja przemocy a ile kobiet ?? Jak dla mnie faceci to wyjątki a niestety kobiet ktore sa bite jest o wiele,wiele więcej..
a bo mówisz o przemocy fizycznej, to oczywiście, że więcej kobiet, bo jak mówi przysłowie: Chłop jak żaba, silniejszy niż baba
Ale jakbyś dodała przemoc psychiczną, to się wyrówna. I nie wiem czy ta druga nie jest gorsza, bo z fizyczną - sprawa jasna, a z psychicznej chyba znacznie trudniej się wyrwać, bo przecież nie bije, niby nic się nie dzieje...
coś w tym jest..
przemoc fizyczna-siniaki zejdą..ale zostaje strach i wspomnienia
w psychicznej \jest gorzej bo ciężko jest odzyskać swój spokój
18 2011-03-17 17:25:49 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-03-17 17:27:16)
Madziu
trudniej chyba nawet zerwać taki związek. Bo jak bije, to trzeba uciekać i każdy to powie. A uciekać, bo wyzywa, bo obraża, bo rani? Niektórym nawet do głowy nie przyjdzie, że to może być powód do np. rozwodu, niektórzy pewnie nawet nie widzą, że są ofiarami przemocy.
I masz rację, że chyba trudniej odzyskac równowagę, bo znowu - z biciem sytuacja jasna, a z przemocą psychiczną - zaczyna się rozważanie, a może to moja wina, a może rzeczywiście coś robiłam/robiłem nie tak.
pamiętam to jak dziś widok tych wszystkich kobiet z którymi chodziłam na spotkania przeciwko przemocy w rodzinie do AA - to było straszne zagubione bezsilne i ja też taka byłam. Ale tylko nie licznym moim współtowarzyszkom niedoli się udało tak jak mnie stanąć na nogi. Miałam 24 lata 2 dzieci i męża pijaka ( za mąz wyszłam ja miałam18 lat)- najpierw walczyłam w sądzie o leczenie przymusowe o nadzór kuratora ale to było tymczasowe. W końcu nie wytrzymałam i się wyprowadziłam niosłam sprawę o rozwód i ograniczenie władzy rodzicielskiej . Mnie się udało ale jednej koleżance nie zanim zdążyła się pozbierać jej własny mąż ( policjant) skatował ją i zostawił sama a Ona niestety nie przetrwała ..... (umarła) On nie poniósł kary - przykre ale prawdziwe
Naiwna to okropne co opisalas.tym bardziej ze z kazda kobieta ktora jest bita moze to sie stac.popieram rowniez co pisal lupus.to prawda ze mezczyzni tez padaja ofiarami przemocy i osobiscie znam takiego.zauwazylam ze to sa mezczyzni ktorzy zostali nauczeni ze kobiety sie szanuje nawet gdy Cie zeszmaca a ja osobiscie uwazam ze kazdemu nalezy sie szacunek ale tez trzeba wiedziec kiedy i jak bronic siebie.nawet kobiecie nie wolno uderzyc i znecac sie nad mezczyzna tak jak mezczyznie nie wolno.prawda jest ze wiele kobiet wykorzystuje fakt iz mezczyzna nie ma prawa je uderzyc i znecaja sie nad nim poniewaz nie boja sie konsekwencji.ogolnie to jest coraz wiecej przemocy w domach i nie rozumiem ze to dalej sie szerzy.nasze sady sa niesprawiedliwe.
pamiętam to jak dziś widok tych wszystkich kobiet z którymi chodziłam na spotkania przeciwko przemocy w rodzinie do AA - to było straszne zagubione bezsilne i ja też taka byłam. Ale tylko nie licznym moim współtowarzyszkom niedoli się udało tak jak mnie stanąć na nogi. Miałam 24 lata 2 dzieci i męża pijaka ( za mąz wyszłam ja miałam18 lat)- najpierw walczyłam w sądzie o leczenie przymusowe o nadzór kuratora ale to było tymczasowe. W końcu nie wytrzymałam i się wyprowadziłam niosłam sprawę o rozwód i ograniczenie władzy rodzicielskiej . Mnie się udało ale jednej koleżance nie zanim zdążyła się pozbierać jej własny mąż ( policjant) skatował ją i zostawił sama a Ona niestety nie przetrwała ..... (umarła) On nie poniósł kary - przykre ale prawdziwe
o matko..aż mnie ciary przeszły:(
masakra,że kobiety są tak strasznie traktowane,zastraszane..aż niekiedy boją się własnego cienia:(
Ja miałam z tym styczność, nie tyle co od własnego faceta, ale od ojca. Tłukł nas (mnie i moją siostrę) po prostu za nic. Rozładowywał swoje niepowodzenia, to że np. wydał za dużo pieniędzy, a dla niego pieniądze to jest DUŻO. Męzczyzni biją kobiety, bo chcą im pokazać kto tu rządzi. Nas ojciec traktował jak własność, było dużo płaczu, krzyków, żyć się nie chciało, a to wszystko za nic. Teraz jestem zamkniętą osobą, ale radzę sobie jak tylko potrafie.. ot taka domowa szkoła życia, nauczyło mnie jak nic...:(
Dodam jeszcze, że podobno wzór partnera życiowego wynosi się z domu czyt. ojciec/ matka. Ojciec jej nie bił, chociaż tyle dobrego. Mnie też facet nigdy nie uderzył, mnie raz się zdarzyło. Mimo tego, że jestem młoda nie pozwolę, żeby ktoś w przyszłości mnie tak traktował. Nie wyobrażam sobie jak można coś takiego wytrzymywać, psycha siada...przychodzi się do domu zmęczonym po pracy/szkole a tu lanie...
Ja miałam z tym styczność, nie tyle co od własnego faceta, ale od ojca. Tłukł nas (mnie i moją siostrę) po prostu za nic. Rozładowywał swoje niepowodzenia, to że np. wydał za dużo pieniędzy, a dla niego pieniądze to jest DUŻO. Męzczyzni biją kobiety, bo chcą im pokazać kto tu rządzi. Nas ojciec traktował jak własność, było dużo płaczu, krzyków, żyć się nie chciało, a to wszystko za nic. Teraz jestem zamkniętą osobą, ale radzę sobie jak tylko potrafie.. ot taka domowa szkoła życia, nauczyło mnie jak nic...:(
mój ojciec tłukł Nas do czasu...któregoś dnia pijany jak zawsze robił awanturę-bił mamę..
siostra się wkurzyła wzięła sztachetę z podwórka i przeciągnęła mu po grzbiecie..nie pomogło zbytnio lale juz ten fakt dał mu do myślenia,ze dzieci rosną i już nie dadzą się krzywdzić..
i wiecie co??-dziś leży ciężko chory w szpitalu..żadne z nas po tych krzywdach się na niego nie wypięło...dzwonimy,piszemy,jeździmy ..ale to nie wszystko nasz tatus jednak postanowił że jeszcze nam nerwów napsuje...i zafundował nam sprawę w sądzie bo on chory,biedny itd...my mu wybaczyliśmy-ale ja czekam na taki dzień kiedy powie:przepraszam,kocham was...
Witam Was i Autorkę;)
Myslę,że śmiało mogę sie ustosunkowac do postów,chociaż mój mąz uderzył mnie kilka razy nie powodując siniaków,szarpał a także próbował podduszac przyciskając mnie do ściany to wydaje mi się,że to nic w porównaniu o czym wy piszecie.Mój maż równiez pochodzi z patologicznej rodziny,gdzie była przemoc z dziada na matkę,ojciec alkoholik no i teraz mój mężuś...pan i władca!Nie wiem czy to co robił miało mi dac do zrozumienia gdzie moje miejsce,ale wiem napewno,że gdy kończyły mu się argumenty wtdy używał siły.Jak sobie z nim poradziłam?pewnej nocy,po powrocie z wesela,kiedy próbowałam go wyciągnąc z auta bo zimno na nocleg było,wtedy mnie popchnął na bramę i tak się wkurzyłam,że próbuję mu pomóc a on do mnie z łapami i jak się zamachnęłam tak mu przywaliłam,że zęba stracił!;) próbował mi oddac,ale moja mama pomogła,usłyszała i wybiegła(pilnowała synka),gdyby nie ona to nie wiem jakby to sie skończyło,potem juz raczej nie podnosił na mnie ręki,ale za to psychicznie mnie wykańcza...trwa to juz ponad 10lat,wkońcu sie odważyłam i podjęłam decyzje o odejściu,oczywiście zagroził,że nie pozwoli mi odejść,ale poinformowałam go,że wyjdę stąd z policją,a wyjde!;)niestety muszę czekać do końca roku szkolnego(mamy dwoje dzieci).
Bicie,znecanie się nad druga osoba jest oznaką slabosci...
27 2011-03-18 10:02:43 Ostatnio edytowany przez Czerepach (2011-03-18 10:04:25)
Wiele kobiet jest bitych przez swoich mężów,chłopaków,... niestety mało która ma tyle odwagi i siły aby walczyć z tym. W swych domowych samotniach siedzą bojąc się każdej minuty,godziny... Dlaczego tak jest?
Przeczytałem wszystkie posty i nie znalazłem odpowiedzi na to pytanie. Dlaczego kobiety bite poniżane nie potrafią odejść? Sam już kiedyś podobny temat założyłem. Tam też nie znalazłem odpowiedzi. Znałem podobny przypadek. I do tej pory nie sposób wyciągnąć tej kobiety z takiego związku. Wyżali się, ponarzeka , wycierpi. Ale za żadne skarby świata nie odejdzie z dziećmi. DLACZEGO?
Lupus-a popieram w całości. Tak właśnie jest z kobietami. One w 99% na dzień dobry nawet bez świadków, dowodów na bicie, są wiarygodne. A facet??? Śmiech!
28 2011-03-18 10:44:55 Ostatnio edytowany przez naiwna_79 (2011-03-18 11:20:57)
Witam Was i Autorkę;)
Myslę,że śmiało mogę sie ustosunkowac do postów,chociaż mój mąz uderzył mnie kilka razy nie powodując siniaków,szarpał a także próbował podduszac przyciskając mnie do ściany to wydaje mi się,że to nic w porównaniu o czym wy piszecie.Mój maż równiez pochodzi z patologicznej rodziny,gdzie była przemoc z dziada na matkę,ojciec alkoholik no i teraz mój mężuś...pan i władca!Nie wiem czy to co robił miało mi dac do zrozumienia gdzie moje miejsce,ale wiem napewno,że gdy kończyły mu się argumenty wtdy używał siły.Jak sobie z nim poradziłam?pewnej nocy,po powrocie z wesela,kiedy próbowałam go wyciągnąc z auta bo zimno na nocleg było,wtedy mnie popchnął na bramę i tak się wkurzyłam,że próbuję mu pomóc a on do mnie z łapami i jak się zamachnęłam tak mu przywaliłam,że zęba stracił!;) próbował mi oddac,ale moja mama pomogła,usłyszała i wybiegła(pilnowała synka),gdyby nie ona to nie wiem jakby to sie skończyło,potem juz raczej nie podnosił na mnie ręki,ale za to psychicznie mnie wykańcza...trwa to juz ponad 10lat,w końcu sie odważyłam i podjęłam decyzje o odejściu,oczywiście zagroził,że nie pozwoli mi odejść,ale poinformowałam go,że wyjdę stąd z policją,a wyjde!;)niestety muszę czekać do końca roku szkolnego(mamy dwoje dzieci).
Brawo tak trzymać - Mój już ex ... jak uciekałam bo koleżanka wsadziłam nie i moje dzieci do swojego auta bo była światkiem jak dorwał mnie i chciał udusić , no wsiedliśmy a On żócił się na maskę ale twarda była nie zatrzymała się i gościa odrzuciło - patrzyłyśmy tylko czy żyje. Też stracił zęby ale wszystkie przednie. I się skończyło nękanie.
Prawdą jest też co piszą chłopaki o znęcaniu się kobiet nad mężczyznami - miałam kiedyś taką sąsiadkę co miała męża za nic i jak chciała się go pozbyć to robiła wszystko żeby go wyprowadzić z równowagi a jak się nie dało to rozwalała co popadło a potem wzywała karetkę z zakładu psychiatrycznego i fundowała mężowi wakacje - a sama no z kochankiem urzędowała.
Ot całe popaprane życie!!!
Prawda jest taka że my kobiety pozwalamy sobie na to - tylko dlaczego?
Liren25 napisał/a:Wiele kobiet jest bitych przez swoich mężów,chłopaków,... niestety mało która ma tyle odwagi i siły aby walczyć z tym. W swych domowych samotniach siedzą bojąc się każdej minuty,godziny... Dlaczego tak jest?
Przeczytałem wszystkie posty i nie znalazłem odpowiedzi na to pytanie. Dlaczego kobiety bite poniżane nie potrafią odejść? Sam już kiedyś podobny temat założyłem. Tam też nie znalazłem odpowiedzi. Znałem podobny przypadek. I do tej pory nie sposób wyciągnąć tej kobiety z takiego związku. Wyżali się, ponarzeka , wycierpi. Ale za żadne skarby świata nie odejdzie z dziećmi. DLACZEGO?
Lupus-a popieram w całości. Tak właśnie jest z kobietami. One w 99% na dzień dobry nawet bez świadków, dowodów na bicie, są wiarygodne. A facet??? Śmiech!
Odpowiem za więkrzość;)poprostu sie boją,że same sobie nie poradzą,zazwyczaj tak jest,że taka kobieta nie ma dokąd iść,nie ma z nikąd pomocy,państwo niestety im w tym nie pomaga,policja umywa ręce od spraw rodzinnych,tragedii(często rozgrywających się w 4 ścianach),brak oparcia w rodzinie lub też wogóle jej nie ma.Sporo kobiet wierzy w to,że zasłużyły na to,bo nie są zbyt dobre dla swoich mężów.Jeśli kobieta jest sama łatwiej podjąc taką decyzję,ale z dziećmi jest inaczej,muszą coś jeśc,gdzies mieszkać i chodzic do szkoły,a to w dużej mierze przysłania wizję,że jakoś to będzie dlatego woli cierpieć z katem,myśląc o tych wszystkich zwykłych potrzebach,godzi się na to,aby chronic dzieci.
Naiwna_79 opisała sytuację jak wyglądało jej odejście,dlaczego nie zwróciłaś się do policji w tej sprawie?wiele kobiet ucieka i walczy w pojedynkę,bo własnie tej pomocy nie ma!Aż sie boję tego momentu kiedy ja będę sie wyprowadzać;( Już sobie wyobrażam jakiego szału dostanie,myślę o tym jak długo będzie jeszcze po tym mnie nachodził,groził itp.on należy do tych,którzy tak łatwo nie odpuszczają i niby to ze względu na dzieci.<śmiech>na szczęście ja mam juz ustalone ze znajomym policjantem,że w dniu wyprowadzki on będzie na służbie i pomoże mi odejść.Mam tez rodziców i rodzeństwo,które równiez będzie w tym uczestniczyć,nie będę sama;)martwi mnie tylko fakt,że on posłuzy sie nawet dziećmi,żeby nas zatrzymać.
motoserce napisał/a:Witam Was i Autorkę;)
Myslę,że śmiało mogę sie ustosunkowac do postów,chociaż mój mąz uderzył mnie kilka razy nie powodując siniaków,szarpał a także próbował podduszac przyciskając mnie do ściany to wydaje mi się,że to nic w porównaniu o czym wy piszecie.Mój maż równiez pochodzi z patologicznej rodziny,gdzie była przemoc z dziada na matkę,ojciec alkoholik no i teraz mój mężuś...pan i władca!Nie wiem czy to co robił miało mi dac do zrozumienia gdzie moje miejsce,ale wiem napewno,że gdy kończyły mu się argumenty wtdy używał siły.Jak sobie z nim poradziłam?pewnej nocy,po powrocie z wesela,kiedy próbowałam go wyciągnąc z auta bo zimno na nocleg było,wtedy mnie popchnął na bramę i tak się wkurzyłam,że próbuję mu pomóc a on do mnie z łapami i jak się zamachnęłam tak mu przywaliłam,że zęba stracił!;) próbował mi oddac,ale moja mama pomogła,usłyszała i wybiegła(pilnowała synka),gdyby nie ona to nie wiem jakby to sie skończyło,potem juz raczej nie podnosił na mnie ręki,ale za to psychicznie mnie wykańcza...trwa to juz ponad 10lat,w końcu sie odważyłam i podjęłam decyzje o odejściu,oczywiście zagroził,że nie pozwoli mi odejść,ale poinformowałam go,że wyjdę stąd z policją,a wyjde!;)niestety muszę czekać do końca roku szkolnego(mamy dwoje dzieci).Brawo tak trzymać - Mój już ex ... jak uciekałam bo koleżanka wsadziłam nie i moje dzieci do swojego auta bo była światkiem jak dorwał mnie i chciał udusić , no wsiedliśmy a On żócił się na maskę ale twarda była nie zatrzymała się i gościa odrzuciło - patrzyłyśmy tylko czy żyje. Też stracił zęby ale wszystkie przednie. I się skończyło nękanie.
Prawdą jest też co piszą chłopaki o znęcaniu się kobiet nad mężczyznami - miałam kiedyś taką sąsiadkę co miała męża za nic i jak chciała się go pozbyć to robiła wszystko żeby go wyprowadzić z równowagi a jak się nie dało to rozwalała co popadło a potem wzywała karetkę z zakładu psychiatrycznego i fundowała mężowi wakacje - a sama no z kochankiem urzędowała.
Ot całe popaprane życie!!!
Prawda jest taka że my kobiety pozwalamy sobie na to - tylko dlaczego?
Ja równiez nie będę bronic kobiet jakie opisujecie,są i takie niestety!;( dlatego bardzo ważne jest zachowac zimna krew i nagrać np jej poczynania wtedy ma się niepodważalny dowód na to co sie dzieje.
Niektórzy piszą że nie rozumieją kobiet, które nie odchodzą.... To prostsze niż Wam się wydaje.
Najczęściej jest to schemat - młodziutka dziewczyna wychodzi za mąż za chłopca którego kocha pierwszą, niewinną miłością. Z domku wynosi patriarchalny model rodziny - facet rządzi, podejmuje decyzje, czasem pieprznie pięścią w stół dla poparcia argumentu. A ona? Chce być tylko kochana. Adaptuje się w nowym środowisku - najczęściej jest to środowisko męża. Próbuje sprostać wymaganiom które stawia nowa sytuacja. Nie daj Boże jak jest ciut lepiej wykształcona lub bardziej obyta od męża czy teściowej.
Szybciutko pokazuje się jej miejsce w szeregu - na końcu za psem.
Stara się jak może. I choćby się sfajdała na złoto - nijak nie idzie.
Zaczyna się picie mężusia i jej pretensje. On się nie poprawia, ona ma coraz więcej pretensji. W końcu żeby się zamknęła - zostaje najpierw delikatnie - lajtowo - popchnięta. Zszokowana - zamyka się. O kurna - myśli jej rycerz - zadziałalo. Wreszcie się zamknęła.
Następna awantura kończy się już regularnymi bęckami. Co robić? Wracać do matki? Wstyd jak beret. Rozmawia z koleżankami - praktycznie wszystkie dostają bęcki. Po co go wk.rwiasz jak jest wypity? Głupia jesteś? Pijakowi to się schodzi spod rączki i tyle. Wyśpi się, skoczysz po piwo. Będziesz "fajna żona", będzie się mógł przed kumplami chwalić, a Ty będziesz miała spokój. No faktycznie - myśli ona - jest to sposób na uratowanie rodziny. I ratuje. Proste? Proste.
Mnie jak ojciec przywalił w liceum tak że miałam masakrę z gęby - stanęłam mu na drodze jak szedł z łapami na kacu do mamy - mama miała na rękach moją półroczną siostrę - uciekłam z domu. Zapukałam do matki ojca - że do domu nie wrócę bo zabiję starego, więc lepiej będzie jak mnie przyjmie. Babunia słodka wmawiała mi że to nieprawda że mnie uderzył - podbite oko, rozwalony policzek, przerwana przegroda nosowa i naderwane ucho, wara jak u Stallonego - ojciec ma łapę. A ona biedaczka pomroczności jasnej dostała i nic nie widziała mimo zakrwawionej bluzki.
Myślałam że padnę jak stoję.
Kris to straszne co mapisalas.a jesli chodzi o Twoja wypowiedz na temat tego dlaczego kobiety nie odchodza to ja wlasnie mialam tak jak napisalas.fakt tylko ze moj byly maz stronil od wszelkich uzywek.ale ja nie odchodzilam dlugo wlasnie dlatego ze bylo mi wstyd wrocic do rodzicow poniewaz dla niego wszystko zostawilam.ale w koncu przelamalam sie bo czulam ze bedzie coraz gorzej i ze niemam innego wyjscia.ja nawet balam sie z nim spac poniewaz wogole mu nie ufalam.wiele razy slyszalam o przypadkach gdy maz kat zabil swoja zone w trakcie jej snu.balam sie ze mnie tez moze spotkac cos takiego wiec ten strach spowodowal ze wstyd schowalam w kieszen i ucieklam od niego.teraz jestem sama sobie wdzieczna za to.fakt ze dalej odczuwam ten wstyd i wielu rzeczy zaluje ale to mnie przynajmniej nauczylo w zyciu tego ze o swoje trzeba walczyc i warto czasem pewnych uczuc sie wyrzec dla swojego dobra.kochalam mimo wszystko meza i odczuwalam wstyd przed calym swiatem ale przyszedl dzien w ktorym musialam dla swojego dobra zapomniec o tych uczuciach i tak zrobilam:)
33 2011-03-18 13:37:15 Ostatnio edytowany przez Czerepach (2011-03-18 13:38:50)
Odpowiem za więkrzość;)poprostu sie boją,że same sobie nie poradzą,zazwyczaj tak jest,że taka kobieta nie ma dokąd iść,nie ma z nikąd pomocy,państwo niestety im w tym nie pomaga,policja umywa ręce od spraw rodzinnych,tragedii(często rozgrywających się w 4 ścianach),brak oparcia w rodzinie lub też wogóle jej nie ma.Sporo kobiet wierzy w to,że zasłużyły na to,bo nie są zbyt dobre dla swoich mężów.Jeśli kobieta jest sama łatwiej podjąc taką decyzję,ale z dziećmi jest inaczej,muszą coś jeśc,gdzies mieszkać i chodzic do szkoły,a to w dużej mierze przysłania wizję,że jakoś to będzie dlatego woli cierpieć z katem,myśląc o tych wszystkich zwykłych potrzebach,godzi się na to,aby chronic dzieci.
Naiwna_79 opisała sytuację jak wyglądało jej odejście,dlaczego nie zwróciłaś się do policji w tej sprawie?wiele kobiet ucieka i walczy w pojedynkę,bo własnie tej pomocy nie ma!Aż sie boję tego momentu kiedy ja będę sie wyprowadzać;( Już sobie wyobrażam jakiego szału dostanie,myślę o tym jak długo będzie jeszcze po tym mnie nachodził,groził itp.on należy do tych,którzy tak łatwo nie odpuszczają i niby to ze względu na dzieci.<śmiech>na szczęście ja mam juz ustalone ze znajomym policjantem,że w dniu wyprowadzki on będzie na służbie i pomoże mi odejść.Mam tez rodziców i rodzeństwo,które równiez będzie w tym uczestniczyć,nie będę sama;)martwi mnie tylko fakt,że on posłuzy sie nawet dziećmi,żeby nas zatrzymać.
Ok. Mogę to zrozumieć. Ale ja oferowałem pomoc, miejsce do mieszkania itp. Rozmawiałem z GOPS-em. Oni chętnie pomogą finansowo jak jest taka potrzeba. Policja! I tam też trafiłem w jej sprawie (sam ją zawiozłem do lekarza na obdukcje. A potem na policje). Niestety nie mogłem czekać, bo musiałem wracać do domu. Obiecała, że była nawet opowiadała jak to wyglądał. Po pewnym czasie okazało się, że jej mąż mnie wyśmiał, że jestem taki głupi, że myślałem ze ona zgłosi to na policje. Sprawdziłem, faktycznie nie zgłosiła tego. Wiec miała pomoc według mnie z każdej strony. Jak rozmawiałem z prokuraturą w tej sprawie to prokuratorka mi powiedziała, że bez jej chęci nie zrobimy nic. ONA MUSI CHCIEC! Jedyne, czego nie byłem wstanie pokonać to faktu, że jej dzieci kochają swojego ojca. A ona nie chce zabierać im ojca. Przez ponad 2 lata widzę jak ta kobieta się stacza i nie mogę nic zrobić. Jak to wyjaśnić?
motoserce policja ? Oni przyjeżdżali na interwencję zabierali Go a 300 m dalej wypuszczali i tak za każdym razem - jak toś napisał policja nie chce wtrącać się w rodzinne sprawy nawet jeśli masz niebieską kartę tak jak ja. Poradziłam sobie ale dlatego że miałam nerwa że tak się moje zycie układa a ta złość dała mi siłę by walczyć o dzieci i spokój. Ja wtedy wygrałam - nie przemocą ale rozumem i inteligencją - nauczyłam się chodzić i prosić o pomoc i pytać o to co jak i gdzie załatwić żeby było nam lżej.
Dlaczego biją? Bo to zakompleksione osły. Trzeba od takich uciekać, jak nawet raz uderzą. Wiem coś o tym.
Wiecie co ?
Pomyślałam sobie że my kobiety dajemy się poniżać i bić ale dlaczego bite są też nasze dzieci do takiego stopnia katowane że często i gęsto dochodzi do zgonu? Tyle się teraz słyszy w TV i radio o takich bestialstwach. Czym te biedne dzieciaczki zasłużyły sobie na takie dzieciństwo i taki potworny los ?
motoserce napisał/a:Odpowiem za więkrzość;)poprostu sie boją,że same sobie nie poradzą,zazwyczaj tak jest,że taka kobieta nie ma dokąd iść,nie ma z nikąd pomocy,państwo niestety im w tym nie pomaga,policja umywa ręce od spraw rodzinnych,tragedii(często rozgrywających się w 4 ścianach),brak oparcia w rodzinie lub też wogóle jej nie ma.Sporo kobiet wierzy w to,że zasłużyły na to,bo nie są zbyt dobre dla swoich mężów.Jeśli kobieta jest sama łatwiej podjąc taką decyzję,ale z dziećmi jest inaczej,muszą coś jeśc,gdzies mieszkać i chodzic do szkoły,a to w dużej mierze przysłania wizję,że jakoś to będzie dlatego woli cierpieć z katem,myśląc o tych wszystkich zwykłych potrzebach,godzi się na to,aby chronic dzieci.
Naiwna_79 opisała sytuację jak wyglądało jej odejście,dlaczego nie zwróciłaś się do policji w tej sprawie?wiele kobiet ucieka i walczy w pojedynkę,bo własnie tej pomocy nie ma!Aż sie boję tego momentu kiedy ja będę sie wyprowadzać;( Już sobie wyobrażam jakiego szału dostanie,myślę o tym jak długo będzie jeszcze po tym mnie nachodził,groził itp.on należy do tych,którzy tak łatwo nie odpuszczają i niby to ze względu na dzieci.<śmiech>na szczęście ja mam juz ustalone ze znajomym policjantem,że w dniu wyprowadzki on będzie na służbie i pomoże mi odejść.Mam tez rodziców i rodzeństwo,które równiez będzie w tym uczestniczyć,nie będę sama;)martwi mnie tylko fakt,że on posłuzy sie nawet dziećmi,żeby nas zatrzymać.Ok. Mogę to zrozumieć. Ale ja oferowałem pomoc, miejsce do mieszkania itp. Rozmawiałem z GOPS-em. Oni chętnie pomogą finansowo jak jest taka potrzeba. Policja! I tam też trafiłem w jej sprawie (sam ją zawiozłem do lekarza na obdukcje. A potem na policje). Niestety nie mogłem czekać, bo musiałem wracać do domu. Obiecała, że była nawet opowiadała jak to wyglądał. Po pewnym czasie okazało się, że jej mąż mnie wyśmiał, że jestem taki głupi, że myślałem ze ona zgłosi to na policje. Sprawdziłem, faktycznie nie zgłosiła tego. Wiec miała pomoc według mnie z każdej strony. Jak rozmawiałem z prokuraturą w tej sprawie to prokuratorka mi powiedziała, że bez jej chęci nie zrobimy nic. ONA MUSI CHCIEC! Jedyne, czego nie byłem wstanie pokonać to faktu, że jej dzieci kochają swojego ojca. A ona nie chce zabierać im ojca. Przez ponad 2 lata widzę jak ta kobieta się stacza i nie mogę nic zrobić. Jak to wyjaśnić?
Pisałam juz o tym,ona gotowa jest cierpieć dla dobra dzieci,jest dobrym ojcem,więc dlaczego ma im go odbierać,sama jakos wytrzyma-tak myśli.Ja tak myślałam przez kilka lat,mam podobną sytuacje do Twojej,ale ja zamierzam skorzystać z pomocy i uwolnic się,dzieci zrozumieją,może nie odrazu,ale zrozumieją.
Jeśli chodzi o Twoją znajomą może niech spróbuje porady u psychologa,może on uswiadomi jej,że ta sytuacja do niczego dobrego nie doprowadzi,a wręcz przeciwnie,dzieci też można przyzwyczajać i tłumaczyc pewne zachowania,ale to może tylko specjalista,wybieram sie tam dzis ze swoimi dziećmi,ponieważ nierozumieją dlaczego chce odejśc od taty,przeciez on jest taki dobry dla nich.
Może to nie tyczy się wszystkich przypadków przemocy domowej...ale jest też pewnego rodzaju uzależnienie ofiar przemocy od swego oprawcy. Świetnie to tłumaczy tzw Cykl Przemocy i jego fazy. Taka kobieta nie odejdzie od agresora, bo nie może, jest od niego i całej chorej sytuacji niejako uzależniona- bez pomocy z zewnątrz może tkwić latami z takim świrem, a on coraz bardziej nakręca się, aż często w takich przypadkach dochodzi do tragedii ( gwałtów, zabójstw). A czemu biją....bo są niedorozwinięci emocjonalnie, niepewni siebie, słabi psychicznie, często bardzo zakompleksieni itd W normalnym, zdrowym związku mężczyzna nie uderzy kobiety...prędzej wyjdzie z domu ochłonąć niż podniesie na nią rękę ( nie mówię tu tylko o żonie, dziewczynie, ale i o matce, córce) Co do przemocy ze strony kobiet...przyczyny są takie same tylko metody mogą być inne: poniżanie, wyzywanie, każda możliwa agresja słowna, szantaż emocjonalny, straszenie zabraniem dzieci itd ale i przemoc fizyczna. Czy to kobieta czy mężczyzna agresor -to na pewno nie jest to człowiek prawidłowo ukształtowany emocjonalnie...I nie ma co analizować... W zdrowym związku nie ma przemocy czy fizycznej czy psychicznej, konflikty rozwiązuje się rozmową a nie wrzaskiem czy pięścią....jak ktoś znęca się nad innym człowiekiem...nadaje się tylko na terapię, bo ma ewidentny problem ze sobą. Oczywiście to moje zdanie, nie jestem specjalistą.
Bosz ja dzis walłam konkretnie mojego brata, 3 lata młodszy ode mnie, ja sprzatam a ten chodzi po wypolerowanych płytkach tak go pierdzielłam miotłą w dupe ze sie zucił z łapami
mi to juz sie smiac chciało ale twardo sie trzymałam pozniej prawie krajalnica w niego zuciłam , ale sie opanowałam jest tak bezczelny ze juz wytrzymac sie nie da. Ja papieros i spokoj,ale juz sie pozalił mamusi ![]()
40 2011-03-19 16:14:35 Ostatnio edytowany przez Czerepach (2011-03-19 16:20:26)
Jeśli chodzi o Twoją znajomą może niech spróbuje porady u psychologa,może on uswiadomi jej,że ta sytuacja do niczego dobrego nie doprowadzi,a wręcz przeciwnie,dzieci też można przyzwyczajać i tłumaczyc pewne zachowania,ale to może tylko specjalista,wybieram sie tam dzis ze swoimi dziećmi,ponieważ nierozumieją dlaczego chce odejśc od taty,przeciez on jest taki dobry dla nich.
Nie jeden raz prosiłem by poszła albo sama albo ze mną do psychologa. Ale ona twierdzi, że nie potrafi się otworzyć do obcych ( wyjątkiem jestem ponoć ja). Twierdzi, że widzi problem, ale sama sobie z nim poradzi. Kiedyś była w łazience i wparował jej synek do łazienki. Ona do niego mówi: jak się wchodzi to się puka. A synek (10 lat) odpowiada do mamy: puka się młodsze. Uwierzcie mi, że mnie to zachowanie zwaliło z nóg. A ona nic. Dopiero jak ja naskoczyłem na nią, że powinna stanowczo zareagować to zaczęła z synem rozmawiać. No w tym przypadku to ojciec raczej nie jest kochanym. Nie jedna sytuacja od tym świadczyła. Jak nakłonić ją do wizyty u psychologa?
Ona obawia się jeszcze tego że jakby odeszła od męża np: do mnie, to dzieci i jej rodzina jej tego nie wybaczą.Straci autorytet w oczach dzieci. Tylko że one dobrze wiedzą co nas łączyło. Bo im tatuś powiedział.
Ja swojej pierwszej zonie przywalilem raz. Jeden jedyny. Jak wrocilem z delegacji do domu i zastalem ja z cudzym ch..jem w d..pie .
Nastepnego dnia pozew o rozwod lezal w sadzie. Kazda forma znecania ,niewazne czy robi to kobieta czy facet ,jest zenujaca. Ja bylem w takim szoku,ze nie bardzo wiedzialem co robie i wiem,ze lepiej bylo tego nie robic. Gdybysmy mieszkali w jakims islamskim kraju,to za zdrade by ja skazano na smierc i tyle. W Polsce tak sie nie da.
Ja swojej pierwszej zonie przywalilem raz. Jeden jedyny. Jak wrocilem z delegacji do domu i zastalem ja z cudzym ch..jem w d..pie .
Nastepnego dnia pozew o rozwod lezal w sadzie. Kazda forma znecania ,niewazne czy robi to kobieta czy facet ,jest zenujaca. Ja bylem w takim szoku,ze nie bardzo wiedzialem co robie i wiem,ze lepiej bylo tego nie robic. Gdybysmy mieszkali w jakims islamskim kraju,to za zdrade by ja skazano na smierc i tyle. W Polsce tak sie nie da.
to chociaż tyle dobrze,że potrafisz przyznać się do tego,że źle zrobiłeś.
A ja troche z innej beczki chociaż tez o faceta chodzi. Mój ojciec był alkoholikiem , pił i bił. Odkąd pamiętam zawsze bił mame, ale nas nigdy. Pytałąm mame dlaczego z nim jest ? Odpowiedziałą , że jak będziesz miec swoje dzieci to zrozumiesz. Ja dzieci nie mam ale i tak nie rozumię. Jak byliśmy mniejsi nie bił nas nigdy . Pewnego dnia było to w 2001 roku dostałąm tak pożądnie od niego , że pamiętam do dziś , a miałam juz wtedy 24 lata i byłam mężadką. Jak to na wsiach bywa nadchodzią wykopki. Moja ciotka poprosiła mnie o pomoc , wyszłąm z domu o 7 rano a wruciłam o 17 . Oczywiście mój kochany ojciec był piany, a obiadu zero. Postanowiłam odgrzac fasolke po bretońsku ale jemu kurcze placków ziemniaczanych się zachciało. Powiedziałąm mu ,że mnie ręce bolą i nie dam rady trzec , że moge usmarzyc ale jak on natrze. A on na to złapał mnie za głowe i mówi,,teraz ci k.. pokarze,, Jak zaczoł mnie bic to nic nie pamiętam ja broniąc się złamałam mu palec u ręki. Po dwóch dniach zgłosiłąm się do szpitala i okazało się ,że mam wstrząs mózgu . Ordynator , który mnie badał przeraził się . Powiedział mi ,,pracuję od 40 lat w szpitalu ale tak pobitej osoby nie widział,, Chodzi o to ,że ja nie miałam nawet jednego siniaka. Miałąm wszystko uszkodzone w środku. Wtedy byłam w ciąży i poroniłam ale nie tylko to zapadłam w śpiączke na 12 dni. Sprawe zgłosiłam na policje , a tam szok. Sprawa trafiła na wokande i okazało się ,że to ja mam ponieśc kare bo broniąc się złamałąm mu palec. Pytałąm gdzie tu sprawiedliwośc. ? Poszłąm troche wyrzej i co zrobiłam oskarżyłam dwóch policjantów , którzy potem stracili prace dzięki mnie. Wcale nie było mi ich szkoda. A teraz może ktoś mi odpowie dlaczego tak się stało, gdzie zawiniłam? Moja odpowiedź na pytanie autorki jest taka nie ma wytłumaczenia na bicie i nikt nie powinien tego robic , a jak to tłumaczyc .? Niewiem?
Amore..ty nie zawiniłaś w niczym, broniłaś się i miałaś mu prawo złamać nie tylko palec. Bardzo mi przykro, że coś tak okrutnego cię spotkało i też nie rozumiem głupoty sądu.
Amore..ty nie zawiniłaś w niczym, broniłaś się i miałaś mu prawo złamać nie tylko palec. Bardzo mi przykro, że coś tak okrutnego cię spotkało i też nie rozumiem głupoty sądu.
Dokładnie miałam prawo , które potem niestety nie było po mojej stronie. Nie można tłumaczyc bicia kobiet , obojętnie kto by to był.Zrozumiec niestety się nie da.
Alexytymia napisał/a:Amore..ty nie zawiniłaś w niczym, broniłaś się i miałaś mu prawo złamać nie tylko palec. Bardzo mi przykro, że coś tak okrutnego cię spotkało i też nie rozumiem głupoty sądu.
Dokładnie miałam prawo , które potem niestety nie było po mojej stronie. Nie można tłumaczyc bicia kobiet , obojętnie kto by to był.Zrozumiec niestety się nie da.
a moim zdaniem nie ma czego tłumaczyc a tym bardziej rozumieć
Nie ma nic co usprawiedliło ani nawet wyjaśniało dlaczego facet bije swoją kobietę! Dla mnie jest to straszne i obrzydliwe! Miałam kiedyś taki przypadek jak jeszcze chodziłam do gimnazjum, że uderzył mnie przyjaciel i nie widziałam go od tamtej pory, co prawda dzwonił pisał i przepraszał ale ja już się go bałam a potem wyjechał do Kanady na stałe więc miałam go z głowy, całe szczęście!
moje całe dzieciństwo opierało się na biciu-bez powodu,za wszystko:/
dlatego wiem jak to jest i wiem,że nie ma wytłumaczenia ...najgorsze jest to,że zawsze myśleliśmy,ze to nasza wina..
Nie ma wiekszej ujmy meskości, utraty honoru niż uderzenie kobiety
Ja na szczescie w domu niegdy nie uswiadczyłam przemocy ale moja mam pochodzi z rodziny gdzie dziadek pił i bił babcie, dzieci... Uwierzcie ze odbiło sie to na całej rodzinie , wszytscy sa nerwowi i niespokojni. Ja od taty dostałam raz jak nie chciałam myc podłóg nie wiedziałam ze jest w pobliżu a jak klnełam jak szewc do szmaty jak mi wpierniczył
A teraz to jest smieszne.
Jak czytam dziewczyny co przeżyłyście i pewnie nie jedna z nas dostanie jeszcze,ale ile kobiet nigdy o tym nie mowi?!
jeśli naruszam regulamin-to przepraszam
był maj,była komunia ale nie pamiętam czy moja czy brata...sad chyba jednak moja..
wszystko pięknie,ładnie,dużo gości,impreza,alkohol...dla mnie było ważne,że była karuzela...smile
tradycyjnie na obiad był rosół i mnóstwo innych potraw ,które mama szykowała całą noc..
goście posiedzieli,popili i się rozeszli a my?sad-my zostaliśmy..cały dzień był radosny..a wieczór koszmarny...
ojciec jak zawsze udał się do baru ,który znajdował się niedaleko ..a wręcz bardzo blisko naszego domu..sad
prawie wszyscy już spali gdy Pan domu..hmm postanowił,że dzisiejsze święto uczci inaczej:(
zerwał nas ( czyli 6 swoich dzieci) na równe nogi ..dlaczego?-bo ktoś zjadł ciasto,które on lubił najbardziej...
ustawił Nas w rządku w kolejności od najstarszego do najmłodszego (na szczęście pominął dwie siostry,które były malutkie)
wziął tackę po cieście,która wcześniej postawił na szafę tak aby żadne z nas nie sięgnęło..
i bił nas ją po głowie:( nie omijając żadnego...z całej swojej siły..
nie interesowało go nic jak to,że "gówno mnie to obchodzi macie 5 minut ciasto ma być"-jego słowa..
więc my dzieciaczki biegniemy do cioci z pytaniem czy ma jeszcze "karpatkę"? bo ojciec nie odpuści...
nie miała..więc lanie było takie,że długo z domu nie wyszliśmy:(
ciotka również nie pomogła-bo po co?
przecież to jej brat..hmm
a na drugi dzień zachowanie "tatusia"...jak gdy by nic się nigdy nie stało:(
i z takich właśnie historii składa się moje dzieciństwo..
były też dobre chwile między nami-rodzeństwem.które ze śmiechem wspominamy,jednak jest ich bardzo malutko:(
jaką satysfakcję,ma facet który robi coś takiego?
Znam takie historie, czy maja satysfakcję?! Moze i tak ale to szokiem jest to ze mało sie o tym mowilo w dawnych czasem w co drugim domu dochodziło do takich sytuacji, dziadek nie miał swojej łyzki wiec dzieci musiały szukac tak szybko zeby rosół nie wystygł....
Madzia0311
Widzisz mialam bardzo podobnie, z tym, ze u mnie w domu nie bylo alkoholu. Ojciec bil mame i potem nas z premedytacja. Jemu to najwyrazniej sprawialo radosc, bo czasem widac bylo w jego oczach iskierki radosci i usmiech w kacikach ust, to bylo przerazajace! Podobno on jako dziecko mial gorzej ale ciezko mi to sobie wyobrazic.
A rodzina? Rodzina wiedziala i nic nie robila, mama wzywala kilka razy policje, osobiscie widzialam dwa raporty z jej obdukcji i co? I nic policja zawsze odjezdzala, a raporty lezaly w szufladzie.
I ja nigdy nie obwinialam sie, za to ze 'tatus' bil, dosyc szybko zrozumialam, ze najwiekszy problem ojciec ma z soba nie z nami, szkoda, ze on tego nie zrozumial.
Dla mnie faceci bijacy kobiety, sa skresleni na starcie (nie mam tu na mysli takich przypadkow jak Macin_rc10, bo to ewidentnie bylo w afekcie i szoku w zwiazku z cala ta sytuacja, ja sama pewnie tak bym zareagowala) najczesiej charakteryzuja sie tym ze dla innych sa potulni, boja sie przeciwstawic, sa ulegli, a za zamknietymi drzwiami domowego zacisza pokazuja jacy to oni sa silni, odwazni, autorytarni, w domu nikt im nie podskoczy, ani zona, ani dzieci, no do slownie cala armia oprychow...
Drogie Panie,
Marny ze mnie doradca w tej materii bo tylko z jednym doswiadczeniem dotyczacym tematu. Nie pamietam kto kogo wtedy pobil, siostra mnie czy ja ja. W okolicach konca podstawowki. Nie pamietam kto wzial przewage w tej walce, pamietam bure jaka dostalismy od rodzicow. I wiem ze Ona jest moja najlepsza siostra.
Moj dziadek, bijok jak cholera, nigdy nie uderzyl mojej babci. Podobnie bylo w domu rodzinnym.
Nie wyobrazam sobie bym uderzyl zone czy dzieci.
Ale jest cos takiego w facetach, nawet tych najbardziej lagodnych co potrafi wyprowadzic ich z rownowagi, pozbawic kontroli nad soba do tego stopnia ze uderza.
Slowotok o wysokiej czestotliwosci, taki ktory zyletkami wchodzi w uszy, tnie logiczne myslenie i nie ma szans na zakonczenie.
Prosze Panie ktore doswiadczyly pobicia ze strony swoich mezczyzn by zastanowily sie jak komunikuja sie z nimi, czy sa w stanie spokojnie rozmawiac o swoich problemach.
Moja opinia o bijacych facetach jest identyczna jak wyrazona kilka postow wyzej - to chamy itp i nalezy trzymac sie od nich z daleka.
55 2011-03-20 18:42:04 Ostatnio edytowany przez marcin_rc10 (2011-03-20 18:44:28)
marcin_rc10 napisał/a:Ja swojej pierwszej zonie przywalilem raz. Jeden jedyny. Jak wrocilem z delegacji do domu i zastalem ja z cudzym ch..jem w d..pie .
Nastepnego dnia pozew o rozwod lezal w sadzie. Kazda forma znecania ,niewazne czy robi to kobieta czy facet ,jest zenujaca. Ja bylem w takim szoku,ze nie bardzo wiedzialem co robie i wiem,ze lepiej bylo tego nie robic. Gdybysmy mieszkali w jakims islamskim kraju,to za zdrade by ja skazano na smierc i tyle. W Polsce tak sie nie da.to chociaĚź tyle dobrze,Ěźe potrafisz przyznaĂ⥠siĂ⢠do tego,Ěźe ÄšĹle zrobiÄšâeÄšâş.
No tak, bicie nie jest zadnym, rozwiazaniem. Tylko,czy w takich okolicznosciach bylo to ,,zle'' czy nie ,to nie wiem. Zdradzajaca kobieta powinna sie liczyc z tym ,ze doprowadzi faceta do stanu w ktorym nie odpowiada za swoje czyny i kazdy sad go uniewinni w razie czego. Malo jest mezczyzn na swiecie,ktorzy zareagowali by inaczej. Ale podtrzymuje swoje zdanie-bicie to nie jest zadne rozwiazanie.
motoserce napisał/a:Jeśli chodzi o Twoją znajomą może niech spróbuje porady u psychologa,może on uswiadomi jej,że ta sytuacja do niczego dobrego nie doprowadzi,a wręcz przeciwnie,dzieci też można przyzwyczajać i tłumaczyc pewne zachowania,ale to może tylko specjalista,wybieram sie tam dzis ze swoimi dziećmi,ponieważ nierozumieją dlaczego chce odejśc od taty,przeciez on jest taki dobry dla nich.
Nie jeden raz prosiłem by poszła albo sama albo ze mną do psychologa. Ale ona twierdzi, że nie potrafi się otworzyć do obcych ( wyjątkiem jestem ponoć ja). Twierdzi, że widzi problem, ale sama sobie z nim poradzi. Kiedyś była w łazience i wparował jej synek do łazienki. Ona do niego mówi: jak się wchodzi to się puka. A synek (10 lat) odpowiada do mamy: puka się młodsze. Uwierzcie mi, że mnie to zachowanie zwaliło z nóg. A ona nic. Dopiero jak ja naskoczyłem na nią, że powinna stanowczo zareagować to zaczęła z synem rozmawiać. No w tym przypadku to ojciec raczej nie jest kochanym. Nie jedna sytuacja od tym świadczyła. Jak nakłonić ją do wizyty u psychologa?
Ona obawia się jeszcze tego że jakby odeszła od męża np: do mnie, to dzieci i jej rodzina jej tego nie wybaczą.Straci autorytet w oczach dzieci. Tylko że one dobrze wiedzą co nas łączyło. Bo im tatuś powiedział.
Witaj,też mam syna 10lat i nie wyobrażam sobie takich zwrotów z jego ust,ale to kwestia wychowania;)a także reakcji,czasem otoczenie szkoła i koledzy potrafią nieźle namieszać,dlatego szybka reakcja jest wręcz niezbędna.
Wytłumacz jej,że psycholog nie gryzie,poszukajcie najlepiej kobiety,starszej z doświadczeniem,najlepiej z czyjegos polecenia,z dobra opinią;)Ja też miałam obawy,ale kiedy usiadłam w fotelu słowa lały sie same,aż sama byłam zdziwiona,bardzo mi pomagaja te wizyty,moim dzieciom też,naprawdę warto,jeśli chcesz mogę z nia pogadać,prosiłes mnie o to,mamy bardzo zbliżona sytuację,a anonimowość pozwoli jej się otworzyć,to może być pierwszy krok;)
Też boję się,że moja rodzina może nie zaakceptować mojego wyboru,liczę się z tym.Rodzina martwi się,nie chcą,żebym popełniła kolejny błąd i ja to doskonale rozumiem,przecież mam dzieci,muszę myśleć o nich,a nie o sobie i własnym szczęściu,ale z drugiej strony we dwoje będzie łatwiej ogarnąc to wszystko.Dzieci i rodzina będą potrzebowali czasu,aby zrozumieć i zaakceptować mój wybór,to nie będzie łatwe,wiem,ale wierzę,że sie uda.Mam oparcie w siostrze,jest odemnie starsza i rozumie moje decyzje,wspiera i też widzi pozytywy całej sytuacji,to ważne mieć kogos z rodziny po swojej stronie;).
madzia0311 napisał/a:marcin_rc10 napisał/a:Ja swojej pierwszej zonie przywalilem raz. Jeden jedyny. Jak wrocilem z delegacji do domu i zastalem ja z cudzym ch..jem w d..pie .
Nastepnego dnia pozew o rozwod lezal w sadzie. Kazda forma znecania ,niewazne czy robi to kobieta czy facet ,jest zenujaca. Ja bylem w takim szoku,ze nie bardzo wiedzialem co robie i wiem,ze lepiej bylo tego nie robic. Gdybysmy mieszkali w jakims islamskim kraju,to za zdrade by ja skazano na smierc i tyle. W Polsce tak sie nie da.to chociaĚź tyle dobrze,Ěźe potrafisz przyznaĂ⥠siĂ⢠do tego,Ěźe ÄšĹle zrobiÄšâeÄšâş.
No tak, bicie nie jest zadnym, rozwiazaniem. Tylko,czy w takich okolicznosciach bylo to ,,zle'' czy nie ,to nie wiem. Zdradzajaca kobieta powinna sie liczyc z tym ,ze doprowadzi faceta do stanu w ktorym nie odpowiada za swoje czyny i kazdy sad go uniewinni w razie czego. Malo jest mezczyzn na swiecie,ktorzy zareagowali by inaczej. Ale podtrzymuje swoje zdanie-bicie to nie jest zadne rozwiazanie.
Chciałam zauważyć,że nie powinno być ŻADNYCH sytuacji,w których mężczyzna podnosi rękę na kobietę,nawet zdrada na gorącym uczynku,nie ma tłumaczenia,że zasłużyła bo tak nie jest.Mężczyzna taki prawdziwy poprostu by wyszedł ochłonął a potem podjął słuszne decyzje.
widzisz,dziwna sprawa. Generalnie calkowicie sie z Toba zgadzam. Jesli oczywiscie masz na mysli,ze ta teoria dziala w dwie strony i kobieta tez nie moze przywalic bez wzgledu na sytuacje. Tylko puszczanie sie podpada juz raczej pod znecanie psychiczne i zwykle prowokowanie. Najlagodniejszy pies w koncu ugryzie jak go prowokowac. W sytuacji ,,goracego uczynku,, jak to nazwalas , czlowiek moze postradac zmysly i reagowac bez udzialu ,,zdrowego rozsadku,,. To dzialanie w afekcie.
witajcie. wreszcie zdecydowałam się napisać. byłam ze swoim narzeczonym 2 lata, rok mieszkaliśmy razem. pewnego wieczoru, kiedy poprosiłam aby posprzątał rzucił się na mnie, najpierw werbalnie, krzyczał, że go nie doceniam, że on tyle robi... a ja przecież zrezygnowałam ze wszystkiego dla niego... w koncu pchnął mnie na kanape. zachowałam równowagę, chciałam uderzyć go w twarz, był szybszy, uderzył mnie w twarz z całej siły tak że przewróciłam się. odszedł sam, ale chciałam ratować ten związek. kochałam go, wierzyłam, że da się jeszcze wszystko naprawić. on miał dużo kłopotów, których nie mogłam rozwiązać sama, był potrzebny psycholog, psychiatra. nie chciał iść na terapię. wiem, że u niego w domu też ojciec bił matkę.
Witam,trwalam w zwiazku malzenskim doswiadczajac przemocy fizycznej i psychicznej od 2005 roku.Uwierzcie mi ,ze nie warto w tym tkwic dla dobra swojego i dzieci nalezy to jak najsztbciej przerwac.Ja tez wracalam kilkakrotnie do meza,myslac,ze sie zmieni i ze go kocham.Teraz wiem po tylu latach,ze na 100% tacy ludzie sie nie zmieniaja,omi nas potrzebuja do zaspakajania swoich potrzeb a my jestesmy od nich psychicznie uzaleznione.Polecam terapie grupowa dla ofiar przemocy w rodzine.Chce dodac,ze ofiara przemocy w rodzinie malo kto pomaga,mi prokurator umorzyl dwie sprawy mimo ,ze mialam obdukcje,moj maz nie pije,jest dla ludzi wzorem meza i ojca a w domu bylo pieklo.Jestem po drugiej sprawie rozwodowej,maz nie chce dac rozwou,twierdz ze kocha zone i dzieci,ale ja juz dziekuje za taka milosc.
Chciałabym pomóc pewnej kobiecie z mojej miejscowości, która ma problemy z mężem. Do tego wszystkiego cierpi na tym też ich córka, która jest w wieku dorastania. Ta Pani jeździ za granicę do pracy, bo nie mają z czego się utrzymać, a córka zostaje w domu z ojcem i babcią. I ostatnio właśnie ta kobieta wróciła do domu na urlop, a na wstępie mąż do niej, żeby się wynosiła, więc spakowała swoje rzeczy i wsiadłą do samochodu, a wspaniałomyślny mąż oblał samochód benzyną i go podpalił. Córkę tak mocno uderzył, żę dziewczyna miłą krwotok z nosa. Oczywiście wezwali policję, ale ta nic nie zrobiła, co mnie zdziwiło, bo ten facet siedział już w więzieniu i znany jest z takich zajść. Policja powiedziała, że ewentualnie mogą zgłosić to do prokuratury, ale oni szczerze wątpią, że prokuratura coś z tym zrobi. Jest jeszcze taka sprawa, że ta kobieta z córką ze strachu powiedziały, że samochód się sam zapalił. Podobno po tym wszystkim jak wrócły do domu na drugi dzień po swoje rzeczy to ich przepraszał i tak dalej,ale według mnie to nie ma najmniejszego sensu. Gdyby chciały założyć mu sprawę w sądzie miałyby świadków, bo widziałą to całe zajście matka tego faceta(chociaż nie wiadomo, którą ze stron by broniła) i jakiś pan, który coś w domu robił, jakiś fachowieć, chociaż też nie ma żadnej pewności, że chciałby zeznawać.
Czy gdyby zdecydowały się na założenie sprawy w sądzie mają szanse na wygranie? Do tego wszystkiego myślę, żę wyszłoby na jaw jeszcze kilka mniejszych spraw z udziałem tego pana, typu jakieś pobicie itp.
Czekam na jakieś informacje to bardzo ważne!!!!!!!!!!
Zajrzyj na stronę Niebieskiej Linii. Tam jest sporo informacji, również prawnych, na temat przemocy domowej i sposobów walki z nią. Jest też możliwość skorzystania z pomocy prawnej.
Według mnie facet, który bije kobietę, tak naprawdę głęboko w środku jest słaby i coś jest nie tak z jego poczuciem własnej wartości.
Uderzając kobietę próbuje podnieść swoje ego, chcąc pokazać kto tu rządzi, kto ma władzę, kto jest silniejszy i w ten sposób sobie to udowadnia - wiadomo, że kobieta z facetem raczej nie ma szans i jest bezradna.
Jedno wiem na pewno - nigdy nie zostałabym przy facecie, który mnie uderzył/pobił. Jakkolwiek by mi nie było ciężko - spakowałabym się i "do widzenia", nie uległabym na żadne przeprosiny i kwiatuszki. Swoją drogą NIGDY nie zrozumiem kobiet, które są bite i nic z tym nie robią, udając, że wszystko jest w porządku. Po prostu nie zrozumiem tego za żadne skarby. I powiem więcej - same są sobie winne, jeśli zgadzają się na takie traktowanie. Gdy facet raz uderzy i zobaczy, że nie ma z tego powodu żadnych konsekwencji - będzie bił dalej, coraz częściej i coraz mocniej, pod byle pretekstem.
NIE DAJCIE SIĘ KATOWAĆ!
Osobnik płci męskiej który bije kobietę i zwie się damskim bokserem na pewno nie jest FACETEM ;]
Nie wiem, może ja mam jakieś spaczone poczucie rzeczywistości i świata otaczającego ale podnoszenie ręki na kobietę w celu innym niż klaps w tyłek z miłości czy przy próbie przyciągnięcia bliżej siebie w sposób humanitarny to nie facet. Ale faceci tak mają, a przynajmniej jakaś część z nich, że lubią prać się po "twarzy" z błahych powodów lub w celu podbudowania swojego EGO MACZO.
Osobiście nigdy nie udało mi się zrozumieć tych irracjonalnych dla mnie zachowań prezentowania swojego JA w sposób uwłaczający człowiekowi myślącemu.
Z historii mój tata kiedyś w ferworze zażartej kłótni z mamą chciał ją uderzyć, uderzył w ścianę i złamał sobie 3 kości w dłoni. Specjalnie uderzył w ścianę, czego nie żałował i przepraszał mamę że w ogóle do tego dopuścił. Pierwsza i ostatnia taka kłótnia.
Mi głównie chodzi o to co zrobić, żeby policja się tą sprawą zajęła tak jak należy. Bo jak na razie to policja z sąsiedniej miejscowości mam wrażenie, że udaje jego kolegę, bo się go po prostu boją. Według mnie to tego faceta już dawno powinni wsadzić do więzienia, a on sobie tak bezkarnie chodzi po świecie.