Czasem to ani muzyka nie pomoze, ani film, ani czytanie książki.... Tak to już jest - raz lepiej, raz gorzej... Od poniedziałku u mnie znów gorzej
.... boję się jutra.... nie wiem, mam ochotę wyjechać, uciec czasem stąd gdzieś na kilka dni
.
Tak jak piszesz zenna w jeden dzień człowiek może chodzić uśmiechnięty, ale na drugi - nie pokazuje się nikomu, bo nie chce pokazywać swego smutku.... Szkoda, że u mnie on nadal jest przeważający. Cieszę się, że jest to forum, że można tu się wyzalić, wypłakać, że jesteście Wy, bo okropne jest to, że czlowiek nie ma nawet z kim pogadać... ![]()
Silly co sie dzieje ??? Dlaczego sie ukrywasz ???
Tak przez przypadek Cie znalazlam i co widze ?? No co ![]()
Odwiedz stare smieci ![]()
Hej, do momentu rozstania nie wiedziałam co to samotność, a teraz... kurde nie wiedziałam, że ona przynosi, aż tyle smutku i przykrości...
A mnie od wczoraj chce się wyć jakoś wszytko mnie dołuje
Hej...
Wypłacz się tutaj... będzie Ci lepiej ![]()
Pozdrawiam
eh ja mam tak samo mam dosc takiego zycia
to jest meczoce bycie z tym wszystkim samemu
Hej! Można się przyłączyć?
Okropny tydzień, wszystkiego mi się odechciewa. Nawet na płacz nie mam siły. Najchętniej siedziałabym cały czas w pracy, przynajmniej wtedy nie myślę. Ale, przez całe zamieszanie, nawet w pracy mi nie idzie. Dwa dni nic mi nie wychodzi.
wiecie co jest najgorsze... samotność w związku, kiedy wiesz że jest któś kto cię "kocha", a tak jakby nikomu na tobie nie zależało... nigdy nie ma GO kiedy jest najbardziej potrzebny, kiedy chcesz sie wypłakać a nie masz jego ramienia obok. To tak jakbyś miał coś co nigdy nie bedzie TWOJE:(
wiecie co jest najgorsze... samotność w związku, kiedy wiesz że jest któś kto cię "kocha", a tak jakby nikomu na tobie nie zależało... nigdy nie ma GO kiedy jest najbardziej potrzebny, kiedy chcesz sie wypłakać a nie masz jego ramienia obok. To tak jakbyś miał coś co nigdy nie bedzie TWOJE:(
Znam to uczucie aż za dobrze, niestety...
Witam wszystkich to i ja dodam swoje grosze, otóż ostatnio mam gorsze dni, a wszystko to przez to że dalej mam Ją w serduchu chodź minęło już albo dopiero 7 miesięcy to i tak jest mi kurefsko ciężko, zwłaszcza gdy ostatnio tj. dwa dni temu ją zobaczyłem....spotkałem pomachałem ręką i heee nie wiem co mnie podkusiło ale napisałem sms, typu co słychać, u Ciebie u rodziny itd? a dzień później napisałem czy myśli o mnie itd..... i czy jest szansa na spróbowanie jeszcze raz... niestety dostałem "w dupsko" ;((( Ale to już chyba najwyższa pora by pogodzić się z przeszłością i zacząć żyć? tylko jak, tylko z kim? ...............
Witam wszystkich to i ja dodam swoje grosze, otóż ostatnio mam gorsze dni, a wszystko to przez to że dalej mam Ją w serduchu chodź minęło już albo dopiero 7 miesięcy to i tak jest mi kurefsko ciężko, zwłaszcza gdy ostatnio tj. dwa dni temu ją zobaczyłem....spotkałem pomachałem ręką i heee nie wiem co mnie podkusiło ale napisałem sms, typu co słychać, u Ciebie u rodziny itd? a dzień później napisałem czy myśli o mnie itd..... i czy jest szansa na spróbowanie jeszcze raz... niestety dostałem "w dupsko" ;((( Ale to już chyba najwyższa pora by pogodzić się z przeszłością i zacząć żyć? tylko jak, tylko z kim? ...............
Siedem miesięcy to dużo i mało. Zależy dla kogo. Weź się za coś, co lubisz. Ale nie pisz do niej, bo nie zapomnisz. Będziesz w kółko myślał, analizował, a to nie pomaga. Zacznij uprawiać sport, znajdź jakieś hobby, wyjdź ze znajomymi na imprezę. A miłości na siłę nie szukaj - przyjdzie sama i to w momencie, w którym najmniej się tego spodziewasz.
U mnie jest już nieco lepiej. Chociaż jest facet, który nie daje mi żyć. Nie potrafi się określić, jak ma przyjść do poważnej rozmowy to jej unika. Twierdzi, że nie chce mnie ranić czy okłamywać. Chce być tylko na stopie koleżeńskiej; mówił, żebym się przypadkiem nie zakochała. A później pisze mi smsa, że wrócił z pracy i czy nie chciałabym przyjechać do niego. Posiedzieć, wypić wino czy piwko, posiedzieć, pogadać i inne bajery. Masakra. Ale to jasny sygnał - facet nie jest wart mojego uczucia. Nie potrafi się określić. Szkoda tylko, że wpadłam po uszy.
Trzeba się wziąć do roboty...
Przecież wiesz, że to ja napisał/a:Witam wszystkich to i ja dodam swoje grosze, otóż ostatnio mam gorsze dni, a wszystko to przez to że dalej mam Ją w serduchu chodź minęło już albo dopiero 7 miesięcy to i tak jest mi kurefsko ciężko, zwłaszcza gdy ostatnio tj. dwa dni temu ją zobaczyłem....spotkałem pomachałem ręką i heee nie wiem co mnie podkusiło ale napisałem sms, typu co słychać, u Ciebie u rodziny itd? a dzień później napisałem czy myśli o mnie itd..... i czy jest szansa na spróbowanie jeszcze raz... niestety dostałem "w dupsko" ;((( Ale to już chyba najwyższa pora by pogodzić się z przeszłością i zacząć żyć? tylko jak, tylko z kim? ...............
Siedem miesięcy to dużo i mało. Zależy dla kogo. Weź się za coś, co lubisz. Ale nie pisz do niej, bo nie zapomnisz. Będziesz w kółko myślał, analizował, a to nie pomaga. Zacznij uprawiać sport, znajdź jakieś hobby, wyjdź ze znajomymi na imprezę. A miłości na siłę nie szukaj - przyjdzie sama i to w momencie, w którym najmniej się tego spodziewasz.
U mnie jest już nieco lepiej. Chociaż jest facet, który nie daje mi żyć. Nie potrafi się określić, jak ma przyjść do poważnej rozmowy to jej unika. Twierdzi, że nie chce mnie ranić czy okłamywać. Chce być tylko na stopie koleżeńskiej; mówił, żebym się przypadkiem nie zakochała. A później pisze mi smsa, że wrócił z pracy i czy nie chciałabym przyjechać do niego. Posiedzieć, wypić wino czy piwko, posiedzieć, pogadać i inne bajery. Masakra. Ale to jasny sygnał - facet nie jest wart mojego uczucia. Nie potrafi się określić. Szkoda tylko, że wpadłam po uszy.
Trzeba się wziąć do roboty...
Igłą ja bardzo dużo robię, bo
wypełniam swój wolny czas, spedząjąc go głównie na siłowni tylko, że czasem już nawet siłownia nie daje mi frajdy, praca-dom-trening i tak w kółko, brakuje mi KOGOŚ brakuje mi mojej "PRZESZŁOŚĆI" a wiem, że na silę nic nie zmienię, dlatego przestałem się umawiać spotykać z innymi laskami bo to jest bez sensu nie jestem albo na to przygotowany (mam na myśli na nowy związek) albo coś ze mną jest nie tak ;/ sam już nie wiem, jedno wiem ze na siłę nie zakocham się od razu I NIE POKOCHAM......
igla16 napisał/a:Przecież wiesz, że to ja napisał/a:Witam wszystkich to i ja dodam swoje grosze, otóż ostatnio mam gorsze dni, a wszystko to przez to że dalej mam Ją w serduchu chodź minęło już albo dopiero 7 miesięcy to i tak jest mi kurefsko ciężko, zwłaszcza gdy ostatnio tj. dwa dni temu ją zobaczyłem....spotkałem pomachałem ręką i heee nie wiem co mnie podkusiło ale napisałem sms, typu co słychać, u Ciebie u rodziny itd? a dzień później napisałem czy myśli o mnie itd..... i czy jest szansa na spróbowanie jeszcze raz... niestety dostałem "w dupsko" ;((( Ale to już chyba najwyższa pora by pogodzić się z przeszłością i zacząć żyć? tylko jak, tylko z kim? ...............
Siedem miesięcy to dużo i mało. Zależy dla kogo. Weź się za coś, co lubisz. Ale nie pisz do niej, bo nie zapomnisz. Będziesz w kółko myślał, analizował, a to nie pomaga. Zacznij uprawiać sport, znajdź jakieś hobby, wyjdź ze znajomymi na imprezę. A miłości na siłę nie szukaj - przyjdzie sama i to w momencie, w którym najmniej się tego spodziewasz.
U mnie jest już nieco lepiej. Chociaż jest facet, który nie daje mi żyć. Nie potrafi się określić, jak ma przyjść do poważnej rozmowy to jej unika. Twierdzi, że nie chce mnie ranić czy okłamywać. Chce być tylko na stopie koleżeńskiej; mówił, żebym się przypadkiem nie zakochała. A później pisze mi smsa, że wrócił z pracy i czy nie chciałabym przyjechać do niego. Posiedzieć, wypić wino czy piwko, posiedzieć, pogadać i inne bajery. Masakra. Ale to jasny sygnał - facet nie jest wart mojego uczucia. Nie potrafi się określić. Szkoda tylko, że wpadłam po uszy.
Trzeba się wziąć do roboty...Igłą ja bardzo dużo robię, bo
wypełniam swój wolny czas, spedząjąc go głównie na siłowni tylko, że czasem już nawet siłownia nie daje mi frajdy, praca-dom-trening i tak w kółko, brakuje mi KOGOŚ brakuje mi mojej "PRZESZŁOŚĆI" a wiem, że na silę nic nie zmienię, dlatego przestałem się umawiać spotykać z innymi laskami bo to jest bez sensu nie jestem albo na to przygotowany (mam na myśli na nowy związek) albo coś ze mną jest nie tak ;/ sam już nie wiem, jedno wiem ze na siłę nie zakocham się od razu I NIE POKOCHAM......
Masz rację, nic na siłę. Miłość sama przyjdzie. Jednak znam to uczucie, niby wszystko jakoś się układa, ale brakuje jakiegoś elementu. Drugiej osoby obok. To samo przeżywam. Niby wszystko się kręci, ale nie ma kogoś obok.
Trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję, że wszystko z czasem się ułoży.
sylwusia:) napisał/a:wiecie co jest najgorsze... samotność w związku, kiedy wiesz że jest któś kto cię "kocha", a tak jakby nikomu na tobie nie zależało... nigdy nie ma GO kiedy jest najbardziej potrzebny, kiedy chcesz sie wypłakać a nie masz jego ramienia obok. To tak jakbyś miał coś co nigdy nie bedzie TWOJE:(
Znam to uczucie aż za dobrze, niestety...
a mnie się wydaje, że najgorsza jest samotność, kiedy jest się "singlem".. ale wiadomo każdy patrzy ze swojej perspektywy..
wiesz, ze jest ktoś kto kocha, a ja nie mam ani kogoś kto by mnie kochał, ani kogoś komu zależy, ani kogoś, na kogo mogę patrzeć rano, kiedy się budzę, ani kogoś z kim mogę spędzać wolny czas, ugotować obiad, porozmawiać, pójść na imprezę, pojechać na wakacje..
Samotność, jakakolwiek, jest niszcząca. Przynajmniej moim zdaniem. Nie ma znaczenia czy jest się singlem, czy w związku. Kiedy nie masz mozliwości, żeby podzielić się czymś mniej lub bardziej ważnym; porozmawiać o pracy, uczelni czy czymkolwiek innym, to zabija i niszczy.
Jeszcze straszne jest, gdy ktoś, kto jest obok nas, spełnia nasz marzenia. A my stoimy obok i patrzymy na jego szczęście, a sami... ![]()
Jeszcze straszne jest, gdy ktoś, kto jest obok nas, spełnia nasz marzenia. A my stoimy obok i patrzymy na jego szczęście, a sami...
a czemu ty patrzysz, a nie spełniasz swoich marzeń ?
bo nie mam z kim spędzać czasu.. bo nie pojadę sama 600km stąd, żeby w samotności chodzić po górach, a oni.. wolą jechać w parach..
bo nie mam z kim spędzać czasu.. bo nie pojadę sama 600km stąd, żeby w samotności chodzić po górach, a oni.. wolą jechać w parach..
a co jest twoim marzeniem, wyjazd w góry, czy partner ?
Spełnianie marzeń nie jest łatwe gdy nie ma kogoś, z kim można podzielić się radością. Wiem o tym, bo od momentu, gdy zamieszkałam z moim chłopakiem rzeczywiście mam większe szanse na spełnienie marzeń. Jednak są sytuacje, gdy mi po prostu smutno i nawet nie umiem określić źródła tego uczucia...
a mnie się wydaje, że najgorsza jest samotność, kiedy jest się "singlem".. ale wiadomo każdy patrzy ze swojej perspektywy..
wiesz, ze jest ktoś kto kocha, a ja nie mam ani kogoś kto by mnie kochał, ani kogoś komu zależy, ani kogoś, na kogo mogę patrzeć rano, kiedy się budzę, ani kogoś z kim mogę spędzać wolny czas, ugotować obiad, porozmawiać, pójść na imprezę, pojechać na wakacje..
Widzisz, czasem jest tak, że nawet jeśli masz kogoś na kogo możesz patrzeć rano, komu możesz ugotować - to i tak czujesz się bardzo samotna.... nie masz tak naprawdę do kogo się przytulić, z kim porozmawiać, spędzić wolny czas.... A co w sytuacji, kiedy jesteś z kimś, a i tak temu komuś nie zależy, kto Cię nie kocha, nie dotknie, nie porozmawia.... jak byś się czuła??? Żyjesz nadzieją... i wydaje mi się, że bycie singlem w takiej sytuacji jest dużo lepsze... Bo pomimo całej swojej milości do tej drugiej osoby nie dostajesz nic, nie możesz na nikogo liczyć, więc po co takie nadzieje.... Głupie to wszystko czasem. Teoretycznie jesteś z kimś, ale tylko teoretycznie. I powtarzasz sama sobie, tłumaczysz - tak jest dobrze, taki już jest, nie potrafi okazać uczuć - i choć wiesz, że to nieprawda, że potrafi okazywać uczucia - tylko dlaczego nie w stosunku do mnie? Będąc singlem - owszem, brakuje tego co piszesz, ale bycie w związku i brak poczucia bycia kochaną jest dużo gorsze.....
Ech.... tak to czasem jest - samotność w związku.... zastanawiam się tylko czy to ma jakiś sens??? Czy dalej żyć nadzieją, że będzie lepiej??? Jaki sens jest bycia z kimś kiedy i tak jest się samej? Tylko dlatego, że się kogoś kocha, martwi, myśli o tym, by jemu było dobrze....????
Elle_88 napisał/a:bo nie mam z kim spędzać czasu.. bo nie pojadę sama 600km stąd, żeby w samotności chodzić po górach, a oni.. wolą jechać w parach..
a co jest twoim marzeniem, wyjazd w góry, czy partner ?
wyjazd w góry z partnerem...
ale myślę, że łatwiej byłoby gdybym miała chociaż którąś z tych opcji...
Elle_88 napisał/a:a mnie się wydaje, że najgorsza jest samotność, kiedy jest się "singlem".. ale wiadomo każdy patrzy ze swojej perspektywy..
wiesz, ze jest ktoś kto kocha, a ja nie mam ani kogoś kto by mnie kochał, ani kogoś komu zależy, ani kogoś, na kogo mogę patrzeć rano, kiedy się budzę, ani kogoś z kim mogę spędzać wolny czas, ugotować obiad, porozmawiać, pójść na imprezę, pojechać na wakacje..Widzisz, czasem jest tak, że nawet jeśli masz kogoś na kogo możesz patrzeć rano, komu możesz ugotować - to i tak czujesz się bardzo samotna.... nie masz tak naprawdę do kogo się przytulić, z kim porozmawiać, spędzić wolny czas.... A co w sytuacji, kiedy jesteś z kimś, a i tak temu komuś nie zależy, kto Cię nie kocha, nie dotknie, nie porozmawia.... jak byś się czuła??? Żyjesz nadzieją... i wydaje mi się, że bycie singlem w takiej sytuacji jest dużo lepsze... Bo pomimo całej swojej milości do tej drugiej osoby nie dostajesz nic, nie możesz na nikogo liczyć, więc po co takie nadzieje.... Głupie to wszystko czasem. Teoretycznie jesteś z kimś, ale tylko teoretycznie. I powtarzasz sama sobie, tłumaczysz - tak jest dobrze, taki już jest, nie potrafi okazać uczuć - i choć wiesz, że to nieprawda, że potrafi okazywać uczucia - tylko dlaczego nie w stosunku do mnie? Będąc singlem - owszem, brakuje tego co piszesz, ale bycie w związku i brak poczucia bycia kochaną jest dużo gorsze.....
Ech.... tak to czasem jest - samotność w związku.... zastanawiam się tylko czy to ma jakiś sens??? Czy dalej żyć nadzieją, że będzie lepiej??? Jaki sens jest bycia z kimś kiedy i tak jest się samej? Tylko dlatego, że się kogoś kocha, martwi, myśli o tym, by jemu było dobrze....????
chciałabym mieć chociaż namiastkę tej miłości.. lepiej mieć "coś", niż nic i patrzeć jak życie toczy się obok..
bo wiesz.. gdyby było tak naprawdę, że masz dużo gorzej- dlaczego nie odejdziesz, skoro bycie singlem jest lepsze?
chciałabym mieć chociaż namiastkę tej miłości.. lepiej mieć "coś", niż nic i patrzeć jak życie toczy się obok..
bo wiesz.. gdyby było tak naprawdę, że masz dużo gorzej - dlaczego nie odejdziesz, skoro bycie singlem jest lepsze?
To dlaczego życie toczy się obok? Zawsze mozna coś z tym zrobić, prawda? Pytasz - dlaczego nie odejdę - ja mogę się zapytać - dlaczego jesteś sama? Są różne powody - zarówno bycia z kimś, lub bycia samemu.... Życie w pojedynkę jest na pewno inne. Ale wtedy wiesz, że jesteś zdana na siebie. Będąc w związku czasem łudzisz się, że możesz na kogoś liczyć, że może jednak się mylisz, że ktoś może Ci pomóc - ale uwierz mi, kiedy okazuje się, że nic z tego - szlag Cię trafia. A wtedy zaglądam tutaj (dobrze, że jest ten wątek
). Aczkolwiek muszę przyznać, że są i fajne chwile. Szkoda, że jest ich tak mało niestety. Jestem niestety zbyt empatyczna, za bardzo czasem przejmuję się innymi, chcę pomagać - oczekując niewiele - zrozumienia, wsparcia, przytulenia, odrobiny miłości....
Mam wrażenie, że obie jesteście nieszczęśliwe w swoich sytuacjach. Tu chyba nie ma co porównywać bo obie sytuacje są bardzo frustrujące. A brak zmiany swojego położenia może się wiązać z brakiem odwagi albo nadzieją, że jest w tym jakieś światełko nadziei.
Ja tego światełka nie miałam, gdy byłam sama, dlatego zaczęłam kogoś szukać (co w moim domatorskim życiu nie było łatwe). Ale się udało. I mimo, że często mam duże kłopoty, skomplikowane relacje z rodziną, gorszy stan zdrowia i gorsze warunki bytowe - przez co czasami mam mocnego doła - jestem dużo szczęśliwsza niż przed poznaniem mojego partnera ![]()
Rano bym nie pomyślała, że będę miała tak strszne popołudnie.. Jetem przerażona tym, że obraza, nawet intencjonalna i prymitywna wchodzi we mnie jak w masło i nie ma we mnie żadnej obrony. Wiem, że to ma straszny wpływ na moją samoocenę, i rozsypka rośnie w zatrważającym tempie...
Teraz się wyśpię i wezmę w garść - może mi się uda?
Elle_88 napisał/a:a mnie się wydaje, że najgorsza jest samotność, kiedy jest się "singlem".. ale wiadomo każdy patrzy ze swojej perspektywy..
wiesz, ze jest ktoś kto kocha, a ja nie mam ani kogoś kto by mnie kochał, ani kogoś komu zależy, ani kogoś, na kogo mogę patrzeć rano, kiedy się budzę, ani kogoś z kim mogę spędzać wolny czas, ugotować obiad, porozmawiać, pójść na imprezę, pojechać na wakacje..Widzisz, czasem jest tak, że nawet jeśli masz kogoś na kogo możesz patrzeć rano, komu możesz ugotować - to i tak czujesz się bardzo samotna.... nie masz tak naprawdę do kogo się przytulić, z kim porozmawiać, spędzić wolny czas.... A co w sytuacji, kiedy jesteś z kimś, a i tak temu komuś nie zależy, kto Cię nie kocha, nie dotknie, nie porozmawia.... jak byś się czuła??? Żyjesz nadzieją... i wydaje mi się, że bycie singlem w takiej sytuacji jest dużo lepsze... Bo pomimo całej swojej milości do tej drugiej osoby nie dostajesz nic, nie możesz na nikogo liczyć, więc po co takie nadzieje.... Głupie to wszystko czasem. Teoretycznie jesteś z kimś, ale tylko teoretycznie. I powtarzasz sama sobie, tłumaczysz - tak jest dobrze, taki już jest, nie potrafi okazać uczuć - i choć wiesz, że to nieprawda, że potrafi okazywać uczucia - tylko dlaczego nie w stosunku do mnie? Będąc singlem - owszem, brakuje tego co piszesz, ale bycie w związku i brak poczucia bycia kochaną jest dużo gorsze.....
Ech.... tak to czasem jest - samotność w związku.... zastanawiam się tylko czy to ma jakiś sens??? Czy dalej żyć nadzieją, że będzie lepiej??? Jaki sens jest bycia z kimś kiedy i tak jest się samej? Tylko dlatego, że się kogoś kocha, martwi, myśli o tym, by jemu było dobrze....????
Zgadzam się z Tobą w 100%
W zasadzie czytając Twojego posta czułem się jak bym widział siebie ![]()
Moim zdaniem jest to gorsze uczucie, w porównaniu do uczucia związanego z byciem singlem. Nie żyjesz wówczas nadziejami, że możesz pogadać, poradzić się, wyżalić lub podzielić swoją radością w nadziei że ta druga "połówka" Cię wysłucha ze zrozumieniem, poradzi, pocieszy, lub po prostu obdaruje dobrym, ciepłym słowem. Bo to tak niewiele potrzeba, aby pocieszyć i podnieść na duchu. Wystarczy jedno ciepłe zdanie i człowiekowi robi się lżej na sercu i dostaje takiego przysłowiowego powera do działania.
W przypadku jak opisuje Silly Hopes, człowiek ma czasem wszystkiego dość (opisuję na swoich odczuciach) jakby chciał uciec od tego wszystkiego, wymazać z pamięci i mieć spokój, jednak niekażdy tak potrafi, trzasnąć drzwiami i powiedzieć narazie cześć pa.
Czasem sobie myślę jakby to łatwo było być zimnym skurwy,,,em.
Jestem sama bo nikt mnie nie chce. Nie wiem, może jestem taka brzydka albo po prostu zła.
Jeśli jest się z kimś, to znaczy że ktoś chce z nami być. CHCE- czyli widzi wartościowego człowieka.
Będąc z kimś- nawet jeśli nie jest idealnie można żyć złudzeniami i oszukiwać się. W przypadku bycia samemu najgorsza jest ta świadomość, że jest się całkiem samemu, że nikt nie chce, że nie jest się dobrym, atrakcyjnym itp.
a ja mam mega dołą i gorszy tydzień!!! mam dość!! i juz nie mam nadziei a tylko to jeszcze miałam:(
nawet nie mam z kim pogadac, wyżalić się, każdy ma swoje zycie i maja gdzies moje wieczne prtoblemy i moją samotność., a ja już naprawde nie mam sił, zycie mnie przerasta!! nie nadążam!!!
Witaj Sylwusia
Wiesz, ja też mam taki problem..niby mam znajomych z którymi mogę wyjść najczęściej to na imprezę lub na piwo..raz na jakiś czas ale nie mam prawdziwej przyjaciółki,której mogłabym powiedzieć o moich problemach,wyjść z domu tak po pprostu bez konkretnego celu.. Mam wspaniałego faceta i jestem z nim szczęśliwa mimo,że zdarzają nam się wzloty i upadki ale facet to nie wszystko.. On ma wielu przyjaciół,ciągłe propozycje wyjścia czy wspólnej pracy..a ja czuję się głupio w tej swojej samotności. Nikt nie zapyta się mnie "co słychać?", muszę sama nawiązywac kontakt,fatalnie się czuje ciągle się narzucając. Najgorsze gdy ktoś wystawia..wtedy czuje się jak samotny śmiec..
Wzloty i upadki.... hmmmmm, szkoda tylko, że więcej tych upadków, więcej smutków.... cóż zrobić? Dziś czuję się okropnie.... jak nic, totalne zero... nie człowiek, nawet nie mam się do czego przyrównać - gorzej nawet jak rzecz..... Jak powietrze - żyć bez niego nie możesz, ale jest potrzebne, nie musisz się o nie starać, dbać..... jest niezauważalne.....
Witam Wszystkich w ten piękny płaczliwy dzień.
Kolejny długi zmarnowany weekend, który uzmysłowił mi po raz -enty, jak jestem samotna-sama-pojedyncza. Chłopak wyjechał z kolegami nad jezioro. tak bardzo "przejął się" tym, że zacznę uczyć się do obrony, że zapomniał ująć mnie w swoich planach wyjazdowych. Już w środę zaczęła się moja panika - co zrobić z tyloma wolnymi dniami. Dobrze, zajrzę do książek, ale do południa, a co z resztą dnia? Pisałam do kogo się da (hmm, i tak nie było to wiele osób). Nikt nie chciał/nie mógł się spotkać. Więc te piękne cztery dni przesiedziałam sama. Zresztą zapowiada się kolejny pusty tydzień. A że niedziele potęgują moje doły - odkąd się obudziłam płaczę. Nie widzę światełka w tym tunelu zwanym moje życie. Lęk, strach. Teraz tylko czekam na zniechęcenie, może chociaż trochę mnie znieczuli.
Smutno, bo smutno, ale pozdrawiam Wszystkich.
Witam
Smokingcat - widzisz, on nie ujął Cię w planach weekendowych. Może chciał dla Ciebie dobrze - nauka do obrony. A ja właśnie się dowiedziałam, że mój planuje urlop - beze mnie. Oj, jak bardzo się ucieszył, że ja dostałam tydzień później od niego
. Mało tego... ja prawie z płaczem, a on mówi - a co Ty myślałaś, że ja urlop zamierzam spędzić z Tobą? Szok jakiś... Poza tym od jakiegoś czasu ewidentnie mnie unika, mieszkamy pod jednym dachem, a on ciągle szuka we mnie wad, ciągle szuka, jak by tu mi dokuczyć. Mam czasem wszystkiego dosyć. Nie daje żadnych oznak zainteresowania mną. Nic, nawet przedmioty są lepiej traktowane, z szacunkiem, a ja - jak powietrze.... jest potrzebne ale nie musisz o nim myśleć, nie musisz rozmawiać, dbać, przytulać.... nic. Dostajesz od niego życie, i wcale nie musisz się mu odwdzięczać...
Silly Hopes - niestety, powątpiewam w Jego "troskę", bo to nie pierwszy raz. W weekend majowy urządził mnie tak samo - wyjechał sam. Koledzy/znajomi/imprezki zakrapiane alkoholem - wszystko ważniejsze niż czas spędzany na budowanie naszej relacji. Postawiłam warunek - ostatni raz. I z trwogą czekam na to, co się stanie, bo w głębi duszy przeczuwam, że On i tak coś odwali.
Silly Hopes - to okropne tak się czuć, co opisujesz. domyślam się, jak się męczysz. Ponad rok temu uciekłam od takiego związku, od takiego mnie traktowania. Gdy już nic na niego nie wpływało, musiałam powiedzieć dosyć. Życzę Ci siły
I cóż Ja też mam dzisiaj zły dzień,od kilku dni już tak jest raz lepiej raz żle.Od rana nie moge znależść sobie miejsca,napiecie jest takie że za chwile eksploduje.Najgorsze jest to ż nie wiadomo czemu ono sie pojawia,boje sie wtedy skoncentrować na czymś innym i trzese mnie(.Boże. ile ja bym dała żeby to sie skończyło.9 lat temu przeszłam załamanie nerwowe z lękami walczyłam prawie 2 lata,depresja pozostała.Wtedy wyszłam sama tak długo walczyłam o równowage,mąz tak sie starał ze nie miałam nawet o tym prawa mówić bo bał się że zwarjowałam,prosiłam by poczytał co na ten temat ale nie chciał.Teraz dzieci już dorosły,mają swoje sprawy nie mają czasu dla mnie,nie mam przyjacółki,dacie wiare za nigdy nie zadbałam o to by znależ sobie przyjacółke.Teraz kiedy potrzebuje kogoś kto by mnie wspierał,nie ma nikogo.A mnie brakuje choćby krótkiego spaceru,rozmowy,czasami wypłakania.Wchodze tu na forum i mam nadzieje że uda mi sie z kimś zaprzyjażnić.
a ja mam mega dołą i gorszy tydzień!!! mam dość!! i juz nie mam nadziei a tylko to jeszcze miałam:(
Nadzieja -umiera zawsze na końcu, głowa do dóry,będzie dobrze.Musi nie ma innej opcji.
salsa@70 - ja od 15 roku życia walczyłam z anoreksją i depresją. Myślałam, że może trudne dojrzewanie przechodzę. Dziś mam 24 lata, a lęki i depresja się pogłębiają. Nie pamiętam dnia, kiedy nie czułabym tej dziwnej pustki, którą w sobie noszę. Nie jestem ciekawa przyszłości, bo wiem że będę tam ja - najsłabsze ogniwo.
Słońce zaświeciło - trzeba się cieszyć, uśmiechnąć. Postarać się chociaż ![]()
I cóż Ja też mam dzisiaj zły dzień,od kilku dni już tak jest raz lepiej raz żle.Od rana nie moge znależść sobie miejsca,napiecie jest takie że za chwile eksploduje.Najgorsze jest to ż nie wiadomo czemu ono sie pojawia,boje sie wtedy skoncentrować na czymś innym i trzese mnie(.Boże. ile ja bym dała żeby to sie skończyło.9 lat temu przeszłam załamanie nerwowe z lękami walczyłam prawie 2 lata,depresja pozostała.Wtedy wyszłam sama tak długo walczyłam o równowage,mąz tak sie starał ze nie miałam nawet o tym prawa mówić bo bał się że zwarjowałam,prosiłam by poczytał co na ten temat ale nie chciał.Teraz dzieci już dorosły,mają swoje sprawy nie mają czasu dla mnie,nie mam przyjacółki,dacie wiare za nigdy nie zadbałam o to by znależ sobie przyjacółke.Teraz kiedy potrzebuje kogoś kto by mnie wspierał,nie ma nikogo.A mnie brakuje choćby krótkiego spaceru,rozmowy,czasami wypłakania.Wchodze tu na forum i mam nadzieje że uda mi sie z kimś zaprzyjażnić.
Ludzi wokoło jest bez liku. Kiedyś jak i Ty myślałem, kiedyś też pewnikiem depresję miałem, zupełnie nieświadomie, bo nie wiedziałem co to. A to właśnie poczucie beznadziejności, niechęć i szare barwy życia. Siedziałem na przystanku kolejowym i patrzyłem na pociągi, każdy o czymś mówi, ktoś się śmieje, ktoś jest smutny, a ja jakby na uboczu tego wszystkiego. To nie było fajne, patrzeć na życie jak widz, nie uczestnicząc w nim.
O czym lubisz rozmawiać najbardziej, co zauważyłaś ciekawego ostatnio?
560 2013-06-09 00:48:17 Ostatnio edytowany przez Silly Hopes (2013-06-09 01:16:52)
Miałam odpisać.....
Ale od kilku dni nie jestem w stanie zrobić nic.... czytam, myślę... i nie mogę pozbierać myśli... jest okropnie, źle, ciężko... kolejny dzień zapłakany.... mam dość... chciałabym umieć kochać tylko siebie.... taką egoistyczną, narcystyczną miłością, widzieć tylko czubek własnego nosa, nie patrzeć na innych, na ich problemy, troski, trudności.... to okropne... ale tacy ludzie mają w życiu naprawdę lepiej.... trzeba być wrednym, iść przez życie wykorzystując innych, rozpychając się łokciami, nie patrzeć na innych.... tak... po co przejmować się innymi....
Tylko dlaczego ja tak nie umiem!!!???? Dlaczego.... przez to są ostatnio ciągle moje łzy, załamania....
Nie mam nikogo, kto mógłby mi pomóc, wesprzeć,... jak na razie to sama walczę ze wszystkim.... brak mi sił już czasem.... psychicznie i fizycznie też....
No kurczę.... jak można mieć w sobie tyle agresji, jadu, złości.... Patrzę na człowieka, którego kocham... a on tak bardzo mnie nienawidzi.... dlaczego jestem taka głupia...
Ciągle słyszę, że robię coś źle... mam wrażenie, że on ciągle szuka powodów do kłótni, do tego żeby mnie poniżyć, wyzwać.... Standardowo.... praktycznie większość związków wygląda tak samo.... ,
czesc wszystkim. jestem tu pierwszy raz, ale po prostu musze wyrzucic z siebie te nagromadzenie negatywnych emocji, a na zywo nie mam z kim porozmawiac o swoich problemach przez co czuje sie jeszcze bardziej sfrustrowana, samotna i nieszczesliwa. Dzis z rana peklo mi serce, chlopak z ktorym spotykalam sie przez 2 lata oswiadczyl mi ze to koniec i znalazl sobie kogos lepszego ode mnie, czuje sie jak nie potrzebny zlom. Wychodzac dzis na spacer nad jezioro postanowilam z soba skonczyc, uciszyc swoje mysli i ukoic bolace serce, chcialam sie utopic przestac myslec ze to wszytsko moja wina ze jestem nieudacznikiem. jednak zabraklo mi odwagi i gdy zanurzylam sie w wodzie i zaczelam opadac na dno, doszlo do mnie ze nie moge tego zrobic. skonczylam studia licencjackie i od dwoch miesiecy jestem w domu bo nie mam pracy co mi na pewno nie pomaga tymczasowo. moja najlepsza i jedyna przyjaciolka przeprowadzila sie do Anglii i mamy coraz gorszy kontakt ze soba. czuje sie slaba. niekochana. smutna. z lekiem przygladam sie swojej przyszlosci i przeklinam dzien dwa lata temu w ktorym poznalam chlopaka wracajac z Gdanska, przez niego stracilam szacunek do siebie i radosc zycia. Dzis jest taki dzien ze mam ochote sie nad soba uzalac, chociaz przewaznie tego nie robie. ale juz nic nie jest takie samo.
czarna_magnolia, Czasem człowiek potrzebuje się nad sobą poużalać, popłakać sobie w samotności. Twój ból i żal jest teraz ogromny, bo jest bardzo świeży. Ale zobaczysz, to minie. Pewnego dnia obudzisz się i poczujesz ogromną ulgę.
Popełniając samobójstwo sprawiłabyś ogromny ból swojej rodzinie, cieszę się, że się opamiętałaś. Ogólnie to myślę, że ludzie decydują się na taki krok, bo nie chcą zyć, ale w tej sytuacji 'jak teraz'.
Jesteś młoda i kawał życia przed Tobą. Teraz wiem, to marne pocieszenie jest, bo nie jesteś w stanie myśleć o niczym innym, jak tylko o swoim nieszczęściu. Ale uwierz mi, spotkasz kiedyś kogoś odpowiedniego. A pomyśl, co mają powiedzieć umęczenie transseksualiści, kiedy im "pęka serce"?
nienachalny1234, uswiadomiles mnie ze gdzies w tym calym swoim smutku przestalam myslec o innych, a nigdy taka nie bylam. Co do transseksualistow, sa takimi samymi ludzmi jak my, ale czuje ze chyba musza byc bardzo samotni, probujac byc szczesliwi w swoim ciele. Myslisz ze szukaja akceptacji w spoleczenstwie? Nie rozumiem dlaczego ludzie sa czesto tak malo tolerancyjni i nie rozumieja ze nie wszyscy musza byc tacy sami jak kartki ksero. Moze i kawal zycia przede mna ale boje sie ze nie znajdzie sie nikt kto by chcial go ze mna dzielic, a chyba taka rzecza ktora najbardziej sie boje jest samotnosc i brak milosci. Potrzebowalam chyba takich slow otuchy, ktore dostalam od Ciebie i chcialabym Ci za to bardzo podziekowac.
Miło mi:) Bardzo się cieszę. Wiem, że teraz jesteś jeszcze naprawdę bardzo roztrzęsiona. Tak jak napisałem, będzie Ci o wiele lżej! Zobaczysz! Uśmiechnij się do siebie teraz!
Twój chłopak nie był Ciebie wart!:)
Rostrzesiona to malo powiedziane. a poza tym woda w jeziorze nie jest zbyt ciepla o tej porze roku. Dobrze ze mam cieply koc i kubek goracej herbaty, chyba te najwieksze emocje juz troche ze mnie schodza. Chociaz po twoich slowach "ze nie byl mnie wart" pojawily mi sie w oczach lzy ale towarzyszyl im rowniez niewielki usmiech:)
Witaj Silly.
Przylazłem za Tobą aż tu, bo (nie wiem dlaczego) ogarnął mnie niepokój o Ciebie.
Uszy do góry
.
Po każdej zimie przychodzi wiosna
.
Musisz przetrzymać tą zmarzlinę.
Uśmiecham się do Ciebie najsympatyczniej jak potrafię
.
Ps. Taki uśmiech to duża przyjemność dla samego śmiechacza
.
Nie mam nikogo, kto mógłby mi pomóc, wesprzeć,... jak na razie to sama walczę ze wszystkim.... brak mi sił już czasem.... psychicznie i fizycznie też....
Silly kochana czemu piszesz, ze nie masz nikogo ? Przeciez wiesz gdzie nasz szukac
Wracaj do grupy - w grupie razniej ![]()
Ksiazki masz to poczytaj jeszcze raz
Blogi tez
No i jak juz nic innego nie pomoze to tiramisu prosze sobie zrobic !!!
Tiramisu zawsze pomaga !!!
Buziaki i glowa do gory ![]()
Witam ![]()
Kochani jesteście.....
Witaj Silly.
Przylazłem za Tobą aż tu, bo (nie wiem dlaczego) ogarnął mnie niepokój o Ciebie.
Uszy do góry.
Po każdej zimie przychodzi wiosna.
Musisz przetrzymać tą zmarzlinę.Uśmiecham się do Ciebie najsympatyczniej jak potrafię
.
Ps. Taki uśmiech to duża przyjemność dla samego śmiechacza.
Nawet nie wiesz, jak bardzo zaskoczyło mnie, a zarazem ucieszyło, że jest ktoś, kto się może o mnie zaniepokoić, ba.... samo to, że ktoś o Tobie myśli... to niesamowite. Ile taka mała rzecz może dać człowiekowi radości
, widzę Twój uśmiech i uśmiecham się również
. A chyba jeszcze bardziej cieszy mnie to, że sam się również uśmiechasz
.
Drogi YOGI
- u mnie tu cały czas jesień.... ani wiosny, ani lata, ani zimy.... to jak mam czekać na wiosnę??? ![]()
Silly kochana czemu piszesz, ze nie masz nikogo ? Przeciez wiesz gdzie nasz szukac
Wracaj do grupy - w grupie razniej
Ksiazki masz to poczytaj jeszcze razBlogi tez
No i jak juz nic innego nie pomoze to tiramisu prosze sobie zrobic !!!
Tiramisu zawsze pomaga !!!
Buziaki i glowa do gory
Kochana.... wiem, że mam Was, wiem, że zawsze pomożecie, wesprzecie
. Nie raz skorzystałam z Waszych rad i lepiej się czułam.
Ostatnio bardzo mało siedzę przy kompie. Od kiedy pracuję, brakuje mi czasu na wiele rzeczy. W niedzielę staram się nadrobić zaległości z tygodnia.
Staram się jakoś przetrwać to wszystko, bywało już lepiej, a ostatnio..... szkoda pisać, nie chcę o tym myśleć.
Chciałabym wyjechać stąd, najlepiej na bezludną wyspę, ale na razie nie mogę nawet kraju zmienić
. Myślę nad wyjazdem w inne miejsce. Ale jak znam życie i siebie nic z tego nie będzie. Pogubiłam się ostatnio trochę. Nie lubię kiedy ktoś coś mówi, prosi o coś, o pomoc a potem sam zmienia swoje decyzje, postanowienia. Czuję się oszukana
, smutno mi..... Próbuję o tym nie myśleć, skupić się tylko na sobie, ale ciężko być egoistą. Wiem, że tacy ludzie mają lepiej w życiu. Niestety, nie potrafię.... Ciągle sobie powtarzam - musisz myśleć tylko o sobie, o tym co dobre dla ciebie, nie dla innych.... to wcale nie jest łatwe
.
Oj.... trudny czas przede mną, staram się nie myśleć jeszcze co dalej będzie, jak będzie. Żyję na razie z dnia na dzień, i tak chyba jest dobrze....
Bardzo Wam dziękuję za ciepłe słowa
![]()
witam.... wczoraj dopadł mnie dołek... w moje 23-cie urodziny.... brak bliskiej mi osoby doskwierał bardziej niż kiedykolwiek. Rok temu dostałam piękny bukiet kwiatów od chłopaka, z którym zaczynałam się spotykać. A w tym roku tak pusto było...
No i świadomość że osoba która mi się podoba (znana z widzenia) nigdy nie będzie nikim bliższym bo nie mam odwagi by zagadać...
Echhh.....
570 2013-06-18 12:28:04 Ostatnio edytowany przez dawidj90 (2013-06-18 13:00:01)
Cześć, mam na imię Dawid, mam 23 lata. Po 6 latach zostawiła mnie narzeczona, nie wyobrażam sobie teraz przyszłości.
Boję się, że zostanę sam, czuję się teraz cholernie samotny. Na dobrą sprawę nie mam nawet z kim porozmawiać... Są lepsze i gorsze dni ale nadal nic nie jest takie samo jak kiedyś...
571 2013-06-19 14:55:24 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-06-19 14:56:53)
Staram się jakoś przetrwać to wszystko, bywało już lepiej, a ostatnio..... szkoda pisać, nie chcę o tym myśleć.
Silly jest gorzej !!!! Juz w tamtym roku bylo zle !!! Wiesz czemu nie chcesz myslec ? Bo wiesz co powinnac zrobic ale nie chcesz bo liczysz na cud !!! Taroty, cuda i sekrety
Pamietasz ? Ksiazki, blogi tez czytalas i co w glowie zostalo ?
Czuję się oszukana
, smutno mi..... Próbuję o tym nie myśleć, skupić się tylko na sobie, ale ciężko być egoistą. Wiem, że tacy ludzie mają lepiej w życiu. Niestety, nie potrafię.... Ciągle sobie powtarzam - musisz myśleć tylko o sobie, o tym co dobre dla ciebie, nie dla innych.... to wcale nie jest łatwe
.
Oj.... trudny czas przede mną, staram się nie myśleć jeszcze co dalej będzie, jak będzie. Żyję na razie z dnia na dzień, i tak chyba jest dobrze....
Czujesz sie oszukana ? Przeciez on Ci nic nie obiecywal !!! Ty sama sie oszukalas Silly
Nie pisz, ze ciezko jest myslec o sobie - to nie egoizm troszczyc sie o siebie !!! Nikt Ci nie kaze troszczyc sie o innych - Ty sama chcesz !!! Latwo nie jest myslec o sobie, jak sie nigdy o sobie nie myslalo ![]()
Silly trudny czas masz teraz !!! Jak podejmiesz decyzje nie bedzie trudno !!! Bedziesz zyla w zgodzie ze soba ![]()
Zyc z dnia na dzien mozesz ale czy jestes z tym szczesliwa ? Zreszta do konca zycia tak chcesz zyc ?
Kochana: Nie ma prawdziwego zycia w falszywym !!! Nie ma i juz !!!
Przytulam
Pisz, czytaj i dojrzewaj do kochania siebie ![]()
z przyjemnością dołączę. Mam takie same stany takie jak Ty, a teraz jest coraz gorzej, bo mój chłopak który miał być na zawsze i okazał się naprawdę przyszłością mojego życia,popełni łsamobójstwo.. Wszyscy mówią mi że znajde jeszcze miłość i takie tam bzdury.. booje się i myślę że nie znajdę kogoś takiego jak on.. 3 lata temu zginął mój tata. nie raz myśle że to za wszystkie moje grzechy mnie to spotyka. W towarzystwie jest ok, pocieszam innych chociaż wiem że życie jest to dupy ale nie mogę dołować innych. W domu gdy jestem sama, łapie mnie dół, płaczę i nie raz już nie mam siły oddychać wtedy miewam straszne myśli aż boję się samej siebie.. Życie jest okrutne.. Płacz pomoże na pare godzin a później znów to samo..
Cześć, mam na imię Dawid, mam 23 lata. Po 6 latach zostawiła mnie narzeczona, nie wyobrażam sobie teraz przyszłości.
Boję się, że zostanę sam, czuję się teraz cholernie samotny. Na dobrą sprawę nie mam nawet z kim porozmawiać... Są lepsze i gorsze dni ale nadal nic nie jest takie samo jak kiedyś...
Rozumiem Cie doskonale, niestety los bywa okrutny.. Ty miałeś narzeczoną, ja miałam chłopaka który się zabił.. wiesz co jest najgorsze że zostawił mnie chociaż mnie kochał? Ty również straciłeś osobę która miała być na zawsze.. Przyszłość przyniesie nam coś czego nawet się nie spodziewamy.. Teraz dostaliśmy po dupie i to dokładnie.. Bo jak można zostawiać kogoś kogo się kocha? Zbyt szybko przywiązujemy się do kogoś a później tracimy bezpowrotnie. Nie możemy żyć normalnie bo żyjemy z myślą że zaraz się spotkamy, jest zbyt trudno pogodzić się nam z samotnością. Musimy żyć z nadzieją że życie przyniesie nam coś lepszego.. Wiem gadam bzdury bo sama nie wierze że może być lepiej ale jednak po coś żyjemy.. Każdy dzień powinien być naszą przyszłością..
Postanowiłam utworzyć wątek gdzie wspólnie można sobie popłakać i wyżalić przez łzy chociaż wirtualnie.
Od godziny ryczę rzewnymi łzami, chodzę po mieszkaniu a w głowie mam tylko jedną myśl - jaka jestem nieszczęśliwa. Co parę dni narasta we mnie kumulacja tych wszystkich emocji które nagromadziły się we mnie przez ostatnie lata a może i nawet przez całe życie. Paradoksem jest to, że wczoraj pocieszałam na forum innych a dzisiaj sama jestem w rozsypce. Nie widzę dla siebie przyszłości, zostałam po raz kolejny sama i zaczynam sobie powoli z tym wszystkim nie radzić. Mam pracę w której zawsze się uśmiecham, żartuję, a w domu dopada mnie to "coś" że czuję się przytłoczona życiem. Staram się wychodzić do ludzi, ale mam dość już opowiadania tego samego znajomym, którzy ciągle powtarzają że będzie OK i zaraz mówią jak im się układa w życiu.
Mam swoje mieszkanie, pracę, samochód - niby już coś ale nie umiem ogarnąć tej pustki. Narasta we mnie chęć by się stoczyć....
Witam , zakładając konto na tym forum trafiłam w dziesiątkę . Nie raz mam ten sam problem co Ty. Chodź znajomi mnie uważają za pozytywnie zakręconą Optymistkę . To jednak przyjdzie taki dzień że czuje się jakby ktoś podciął mi skrzydła ... Ten ktoś to właśnie pustka , i bez troska samotność , która jak widzę ogarnia nie tylko mnie ...
Wielki plus że założyłaś ten wątek , bo dzięki temu wiemy że nie jesteśmy sami .. i w jakiś tam sposób będziemy się motywować ![]()
Kącik dla płaczących...Boże jak ja się tutaj idealnie teraz nadaję...od wczoraj...
Nawet nie wiem co chcę napisać ale piszę,wiem że to pomaga choć chcę płakać bo to uspokaja,oczyszcza.
Powoli przechodzę w stan panicznego płaczu który kumuluje moje obawy o przyszłość heh nawet o teraźniejszość.
Siedzę słucham dołującej muzyki i zatapiam się w tym coraz bardziej. Kiedy to się skończy to nie wiem kiedyś musi ale wiecie na swój sposób jakoś dobrze mi z tym bo kto powiedział że duże dziewczynki nie mogą płakać...
Duuuuużo przemyśleń na temat swojego dotychczasowego życia się nasuwa,na temat ludzkich zachowań,sensu życia.
"Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą"...tęsknię za moim tatą...i to cholernie tęsknię...
Tęsknię za miłością,jej brak potrafi ściągnąć człowieka na dno i to totalne. Mi się już nie chce starać o nic,na niczym mi nie zależy.
Tęsknię za samą sobą jaką kiedyś byłam,pozytywnie nastawioną do świata,ludzi,uśmiechniętą optymistką....rozmyło się to nawet nie spostrzegłam kiedy. Zero motywacji do działania,chęci do życia,chcę się schować pod kołdrę i nie wychodzić już nigdy,nie wychylać głowy bo boję się że dostane po niej od innych...
Jakie to wszystko trudne gdyby tak można zatrzymać się w czasie i obserwować biegnący czas...może wtedy żyłabym pełnią życia bo nie chciałabym tego przeoczyć. Teraz mi nie zależy...
"Czasem płaczę bo chce mi się płakać wtedy czuję że uchodzi ze mnie złość..."
Głowa do góry... przede wszystkim zmień smutną muzykę, na energiczną, żywą... Dołująca muza to otchłań, która pochłania bez litości.
Czujesz sie oszukana ? Przeciez on Ci nic nie obiecywal !!! Ty sama sie oszukalas Silly
Nie pisz, ze ciezko jest myslec o sobie - to nie egoizm troszczyc sie o siebie !!! Nikt Ci nie kaze troszczyc sie o innych - Ty sama chcesz !!! Latwo nie jest myslec o sobie, jak sie nigdy o sobie nie myslalo
Silly trudny czas masz teraz !!! Jak podejmiesz decyzje nie bedzie trudno !!! Bedziesz zyla w zgodzie ze soba
Zyc z dnia na dzien mozesz ale czy jestes z tym szczesliwa ? Zreszta do konca zycia tak chcesz zyc ?
Kochana: Nie ma prawdziwego zycia w falszywym !!! Nie ma i juz !!!
PrzytulamPisz, czytaj i dojrzewaj do kochania siebie
Hej Happyfull
Dziękuję ![]()
Pewnie tak jest - oszukałam siebie i pewnie dalej się oszukuje. Tak, sama chcę troszczyć się o innych, sprawia mi to przyjemność nie wiedzieć czemu.... Fajnie by było, gdyby ktoś też czasem zatroszczył się i o mnie. Gdzieś podświadomie ciągle na to liczę, chociaż wiem, że rzeczywistość jest inna. I to jest dokładnie tak, jak ujęłaś - żyję z dnia na dzień. Nie wiem co przyniesie kolejny. Czy jestem szczęśliwa? - Hmmmm, ostatnio często zadaję sobie to pytanie.... próbuję być na siłę, szukam rzeczy, które sprawią mi przyjemność - i odkrywam, że niestety jest ich coraz mniej, coraz mniej rzeczy mnie cieszy. Kiedyś, jak miałam chandrę - szłam na zakupy, teraz to kara dla mnie.... Wiem, wiem..... najważniejsze podjąć decyzję, a jeszcze ważniejsze i najtrudniejsze - zrealizować ją.
Piszę mniej, czytam też niestety mniej, ale dojrzewam, uczę się myśleć o sobie, wciąż się uczę.
Zastanawiam się jednak ciągle gdzie leży granica między egoizmem, a troską o siebie.
A czy prawdziwe życie jest? ![]()
Pozdrawiam....
Mirella masz dużo a na resztę może przyjdzie czas i te lepsze dni. Mając u boku kogoś też można być niestety samotnym. Ja też mam kryzys nie chce mi się uśmiechać, nie wiem jak mam zmienić swoje życie a najgorsze jest to że nikt nie widzi tego w jakim jestem stanie, albo tak im wygodnie albo są ślepi. A ja mam najzwyczajniej tego wszystkiego dość.
Nawet nie wiesz jak Cię dobrze rozumiem.
Cześć też dziś płakałam i jestem sama.Pustka jest najgorsza,nie wiem wtedy co z sobą począć.Więc piszę do was.Mam 35 lat i nie mam nikogo.I też chyba przestaje sobie z tym radzić.
Cześć też dziś płakałam i jestem sama.Pustka jest najgorsza,nie wiem wtedy co z sobą począć.Więc piszę do was.Mam 35 lat i nie mam nikogo.I też chyba przestaje sobie z tym radzić.
Witajcie !
Dawno tu nie zaglądałam, co nie znaczy że nie mam gorszych dni. Oj, wiele się u mnie dzieje, trochę się wydarzyło. Dziś mam mega doła. Jak to mówi moja córka - to pewnie hormony. Tak, to swoją drogą, ale bycie tu samej, bez możliwości pogadania, wypłakania się czy radowania, to nie tylko kwestia hormonów. powinnam teraz dbać o siebie podwójnie, cieszyć się..... ale jak mam się cieszyć sama? Mam pod sercem malutką fasolkę, to cudowne, ale nie mam nawet z kim podzielić się swoimi obawami, radościami. Samotność mnie dobija..... Jak mam być spokojna, jak maleństwo może być spokojne.... Nie wiem jak dam radę.... wiem,że muszę
Witaj! Cofnęłam się kilka stronic wstecz żeby zbadać gdzie jest powód twoich dołków. Widzę że temat ciągnie się już zbyt długo. Weź życie za garba i staraj się je wyprostować patrząc tylko na siebie. Jeśli Ty nie znajdziesz szczęścia w sobie - nikt wokół ciebie nie będzie szczęśliwy!! Rozmowy - owszem są bardzo ważne, ale trzeba znaleźć godnego sobie rozmówcę i niekoniecznie musi to być ktoś kto cię zna. Może spróbuj poradzić się psychologa - naprawde to nic strasznego. Sama korzystałam z jego porad i po samej rozmowie poczułam się jakby oczyszczona, wyrzuciłam z siebie wszystkie obawy i troski - jakbym wypluła z siebie śmiercionośną bakterię. To nie jest cudotwórca, ale jeśli bedziesz chciała coś zmienic w sowim życiu dobrze jest zrobić pierwszy rozsądny krok.
583 2013-09-04 16:44:29 Ostatnio edytowany przez Silly Hopes (2013-09-04 16:52:54)
Mirello, tu nie tak łatwo o psychologa. Mój język nie jest na tyle dobry bym swobodnie się nim tu posługiwać. Wiem,że po rozmowie z psychologiem pewnie byłoby mi lepiej, kiedyś próbowałam przez internet, ale rozmowa w cztery oczy to to lepsze rozwiązanie. Poza tym wiesz, ja tu też nie mam za wielu znajomych, pracuje tylko z anglikami. Praca, dom, dzieci i teraz fasolka.
Pozdrawiam
Boże,dziewczyny,jakie wy macie problemy:)) A co ja mam robić,co?Jestem w związku małżeńskim już 9 lat,mąż mnie trzyma w garśći, bo ja nie mam gdzie pójść, mam z nim dwoje dzieci,nie mam ani koleżanek, ani przyjaciół,komu mogła bym się wyżalić,ponieważ mąż zwala na mnie wszystkie obowiązki domowe i ja już nie mam czasu zostaje tylko internetChciałam już nie raz od niego odejść,ale nie mam dokąd i szkoda dzieci.Ja już nie wytrzymuję psychicznie,ale nie mogę się załamywać,bo mam dla kogo żyć.
gwiazdma Nie ma sytuacji bez wyjścia! Na pewno masz kogoś bliskiego - rodziców, rodzinę - kogoś kto mógłby ci pomóc. I co to znaczy "trzyma mnie w garści"?? Zabrzmiało to jakby cię ubezwłasnowolnił?! Jeśli jesteś nieszczęśliwa, to właśnie dla dobra dzieci powinnaś starać się zmienić swoje życie na lepsze.