Nie placz. Przeczytaj ksiazke sekret! a bedzie na pewno bardzo zadowolona i dasz rade ! rozumiem cie!
Szkoda tylko, że sekret nie rozwiąże problemów....:(
Bo jeśli chodzi o mnie to czytałam nie raz.... i nawet film oglądałam
Witajcie. I jak tu dzis nie plakac.....Przymusowa wycieczka dzisiaj kosztowala mnie tyle co bilet do Polski w dwie strony..... Tylko plakac..... I jeszcze dzis zostaje sama...... A wczoraj sie dowiedzialam, ze na dluzej niz myslalam. Coraz czesciej okazuje sie, ze dla tych, na ktorych mi zalezy..... nic nie znacze..... Dobrze, ze mam dzieci, dla nich musze byc.... Ciekawe, jakie niespodzianki przyniesie mi jeszcze dzisiejszy dzien, bo nie wiem czy dam rade......
Ja co prawda jestem facetem ale płaczę z mojego przykrego problemu. Jestem 100% impotentem, co gorsza już tak pozostanie. Już pisałem na tym forum w innym poście.Nikt nie zrozumie jakie to cierpienie. Na dodatek nie mam szans na związek o założeniu rodziny nie ma mowy. Tak piszę bo muszę wylać z siebie. Zmarnowane życie nic więcej, mając zaledwie 26 lat.
A skoro jesteś facetem to nie możesz płakać? Możesz.... jak masz powód, to czasem płacz pomaga.... daje ujście negatywnym emocjom. Niektórzy mówią, że to oznaka słabości... i pewnie tak jest, bo każdemu się zdarzają przecież takie chwile - niemocy, słabości, bezradności...
A mi jest źle, cholernie smutno i przykro.... I łez mi już chyba brakuje....
Jarek- kto Ci taki wyrok wydał w tak młodym wieku ? Nawet o tym nie myśl ! Trzeba rozejrzeć się najpierw za jakimś dobrym lekarzem i nie gmerać, że coś tam w tych sprawach dolega tylko przeć do przodu i być dobrej myśli ! Rozejrzeć się także za dziewczyną- są dziewczyny, które muszą najpierw długo odkrywać duszę chłopaka, a zbliżenie ma być kiedyś tam dodatkiem, a w tym czasie mogłoby się okazać, że już jakiś lekarz mądrze pokierował Twoim leczeniem Słuchaj- ja wiem, co piszę, bo kiedyś byłam tak zdeterminowana, żeby tylko ktoś dał mi nadzieję na dziecko, że łykałam najprzedziwniejsze wynalazki z innych krajów sprowadzane za grube pieniądze, dawałam się kroić, żeby to tylko coś dało i parłam do przodu ! Dziś moja córeczka ma 11 lat
- dokładnie 11 lat temu za 9 godzin i 40 minut przychodziła na świat
. Także głowa do góry Jarku i jeśli chcesz to mogę sama poszperać i znaleźć Ci jakąś Klinikę. No dobra-idę spać, bo dziś ma moja córcia ma imprę, choć taką przyciszoną troszkę, bo przecież to Wielki Czwartek
. Narka
Niestety to jest przykre ale już byłem wszędzie nic nie są w stanie mi pomóc niestety już do końca życia. To brzmi jak wyrok. Przecież wiem co straciłem niestety. Uwierzcie nic się z tym nie da zrobić nie mam szans przez to na związek bo nawet jak dojdzie przez to skrzywdzę tą dziewczynę. Dlatego płaczę.Ten lek zrujnował mi życie. Każdy kraj tego leku ma ofiarę. W Polsce jestem ja niestety. Wiem że to dziwne ale medycyna na te przypadki jest bezsilna.
Odkąd stałem się impotentem strasznie mi brakuje bliskiej osoby to mnie podwójnie okaleczyło nie dość dolne części nie sprawne to muszę wybić sobie jakikolwiek związek.
464 2013-03-29 01:24:59 Ostatnio edytowany przez Silly Hopes (2013-03-29 01:26:36)
Posłuchaj.... nie możesz myśleć w ten sposób. Musisz wziąć się w garść. Rozumiem, że teraz nie masz na nic ochoty, że nawet nie chcesz wierzyć, że będzie dobrze. Medycyna medycyną.... a wiara czyni cuda. Może na to mają nie tylko leki, ale też właśnie Twój sposób myślenia. Poszukaj dobrze w necie na ten temat. Poszukaj sobie i poczytaj, jak firmy farmaceutyczne zarabiają na chorych ludziach. Nie musisz wierzyć lekarzom, uwierz w siebie....
Oj.... i przestań z tym, że nie będziesz miał kobiety.... wyluzuj trochę.
przestań to jest na 100 % lek nie jest psychika psycholog mi potwierdziła jestem nie jedyny na świecie są udowodnione przypadki trwałej impotencji to już trwa wiele miesięcy wiem że muszę być silny, ale czasu nie cofnę
wiesz...., każdy ma jakiś kompleks czy problem. Ja też, zresztą zobacz na moje posty.... piszę w innym wątku z czym się borykam. Może to Ci się wydać śmieszne. Powiesz, że chcę Ci doradzać a sama mam problem. Tak, jakiś kompleks mam. Ale nie załamuję rąk i pomimo, że niby logiczne jest że poprzez myślenie nic nie urosnie, to i tak ciągle wierzę, że jednak coś się zmieni....
To prawda - czasu nie cofniemy, natury nie zmienimy..... ale nasze nastawienie do problemu i tok myślenia możemy.
I może się kiedyś okaże, że jesteś jedyny, któremu udało się wygrać.....I tego Ci życzę
Ciężkie życie przede mną jak dalej będę żył z tym pewnie czymś innym muszę zająć nie rodziną czy związkami.
Jak to brzmi samotna 20-letnia matka w trakcie rozwodu mieszkająca z córką w obcym kraju ? Jak tani serial codzienny. Tylko, że tym badziewnym serialikiem jest moje życie.
Mam pracę, swoją drogą nienajlepszą. No bo jaką porządną prace mogę znaleźć w mojej sytuacji . Nie mam przyjaciół, bo nie mam na to czasu . Jeśli śpię 5 godzin w przeciągu doby to jest to luksus . Szkoła - Praca - Dziecko - Dom. cale moje życie. To ja nieraz zamiast spać wyje do poduszki przez 4 godziny w następstwie czego wyglądam jak żywa śmierć.
Każdy jeśli nie ma bliskiej osoby- przyjaciela bądź partnera chociażby miał wille z basenem, super auto, świetną prace i cały skarbiec pieniędzy, będzie człowiekiem nieszczęśliwym .
Samo życie.... a nie serial
. Jestem z dala od rodziny, najbliższych... Szykuję się do świąt tylko ze względu na dzieci.... moje szczęście wyjechało.... tęsknię....
Poza jedną dobrą koleżanką nie mam tu nikogo. W dzień jeszcze jakoś mi czas leci, ale samotne wieczory są okropne. Spać nie mogę. A jeszcze dziś, obraził się nie wiedzieć czemu. Nie rozmawia ze mną
, więc spać pewnie szybko nie pójdę. Ech... to wszystko jakieś pogmatwane jest. Czy kiedyś zaświeci mi słońce?
Nie, to nie jest życie, bynajmniej nie normalne.
Ja na cale szczęście nie muszę przygotowywać świat, udawać przy rodzinie ze jest ok.
Gdy jestem z córeczką humor automatycznie mi się poprawia. Poza tym staram się być spokojna i pozytywnie nastawiona do życia. Wiem, że czasu nie cofne, bo to i tak byłoby bez sensu. Przeszłości i tak nie da się zmienić, a płacząc i załamując się tylko rujnuje swoje zdrowie psychiczne. Dlatego płacze tylko na bieżące tematy.
Ciężkie życie przede mną jak dalej będę żył z tym pewnie czymś innym muszę zająć nie rodziną czy związkami.
Nie każdy musi mieć związek czy rodzinę. Bez tego też można całkiem fajnie żyć, pod warunkiem że się nie jest 100% nieudacznikiem.
Nie, to nie jest życie, bynajmniej nie normalne.
Ja na cale szczęście nie muszę przygotowywać świat, udawać przy rodzinie ze jest ok.
Gdy jestem z córeczką humor automatycznie mi się poprawia. Poza tym staram się być spokojna i pozytywnie nastawiona do życia. Wiem, że czasu nie cofne, bo to i tak byłoby bez sensu. Przeszłości i tak nie da się zmienić, a płacząc i załamując się tylko rujnuje swoje zdrowie psychiczne. Dlatego płacze tylko na bieżące tematy.
Widzisz, moje dzieci są większe..... ja nie mam tu rodziny, mój partner wyjechał do rodziny, zostalam sama z dziećmi. Może nie tyle udaje, tylko po prostu chcę żeby one wiedziały coś o Świętach, tradycjach.... Zresztą same mnie namawiają, dopytują się. Choćby dziś - o koszyczki, malowanie jajek.
To prawda - czasu nie cofniemy, przeszłości nie zmienimy.... u mnie najgorsze jest to, że nie widzę szczęśliwej przyszłości
.....
A tematy do płaczu zdarzają się codziennie.... choćby wczoraj....
Dobrze, że mam Was, to forum. Mój partner ze mną nie rozmawia od czwartku, poza tym, że dojechał i coś tam chciał żeby zrobić - nic ![]()
I jak mam nie płakać?
Zaraz muszę się z trudem zabrać do gotowania jajek, bo maluchy mnie męczą.....
Mi brak partnera nie przeszkadza, daje sobie rade. Nie ukrywam, że jest mi cholernie ciężko. Szkoda mi tylko małej, juz ciupcia po domu i woła " tatatatata" . Na razie udaje mi się odwracać jej uwagę, ale nie wiem na jak długo. Jak zacznie mówić, to jestem pewna że o niego spyta.
Wiem, że tym co zrobił spiepszyl jej zycie. Ja niestety nic na to nie poradzę. Mam tylko nadzieje, że nie będzie na tyle bezczelny, że nie będzie chciał z nią utrzymywać kontaktu.
Faktycznie, to forum jest bardzo przydatne, można napisać o wszystkim co nas trapi i nie spotkamy się z wyszydzeniem.
Kilka lat temu, kiedy zostałam sama z dwójką, też mi nie przeszkadzało, że jestem sama. I długo byłam..... ale dzieci rosną, mają swoje sprawy i kiedyś odejdą w swoje strony.... założą swoje rodziny.... a czas leci... Od kilku dni zaledwie jestem sama... i tęsknie.... bardzo tęsknie. Jest taka pustka w domu....
. Moje dzieci nie chcą się widywać z biologicznym ojcem, niestety ostatnio muszą:( (wyrok sądu), ale tęsknią za moim parterem. Powiem Ci, że ich ojciec skrzywdził je i robi to nadal. I nieważne "więzy krwi", ważne jest, kto się nimi zajmuje, opiekuje, wychowuje..... Dzieci wiedzą z kim im dobrze
. A "tata" to tylko słowo....
Do dziś myślałam że jestem osobą nie tylko dorosłą fizycznie, ale i psychiczne. To forum uświadamia mi jakże się myliłam.
Wcale nie jestem dojrzała. Kurczowo trzymam się pewnych niekonwencjonalnych zasad które, sama nie wiem co dla mnie oznaczają. Z tym słowem "tata" masz absolutnie racje.
Brzydula- nie na miejscu Twoja filozofia-jakąż miarą możesz kogoś zmierzyć, ze jest 100% nieudacznikiem?
Dziewczyny- Mietowa i Silly jestem z Wami
-będzie nam raźniej
(a wyc mi się chce tak, jak i Wam.. )
zenna12 fajnie, że się odezwałaś
. Trzymaj się cieplutko.... jeszcze tylko dwa dni....
Wszystkiego dobrego dla Was....
Hello.W świąteczny poranek dołącza do klubu jeszcze jedna płacząca duszyczka
Dziś w nocy sobie uświadomiłam, co ja tak właściwie robię ze swoim życiem. Ciągle płacze, narzekam, marudzę, mówię jakie to moje życie jest beznadziejne i bez sens. Wyszukuje same minusy, nawet te najdrobniejsze. Dochodzę do wniosku że tym osobą przez które cierpimy właśnie o to chodzi, o nasze łzy i cierpienie. Chcą patrzeć jak chowamy głowy w poduszki i płaczemy. Chcą nam się tryumfalnie zaśmiać Prosto w twarz, a my się dajemy podejść jak naiwne idiotki. W imię czego przepraszam? To chyba oni powinni obrzucać się poczuciem winy za naszą krzywdę, a nie my się zamartwiamy " co takiego zrobiłyśmy źle ?" Podnieśmy się z naszego padołu łez i to my tryumfujmy spojrzeniem mówiącym " widzisz, radze sobie "
Nie wiem jaka jest konkretnie wasza sytuacja, ale domyślam się że większość z nas cierpi. Czas się podnieść, wiem że jest to trudne, ale trzeba z tym walczyć. Bez walki nigdy nie wygramy.
Dzięki temu forum juz nie jesteśmy samotne, bo mamy siebie. Ewentualnie możemy być same. Bycie samą, a samotną to dwa zupełnie odmienne bieguny.
MietowaCzekolada masz rację..... co prawda mamy różne sytuacje, i każda z nas płacze z innego powodu. Ja niestety mam ich kilka.... i nawet jeśli z jednego powodu powiem "nie będę już", bo sobie radzę, to z drugiego niestety nie..... bo nie jest to zależne ode mnie..... nie przeskoczę decyzji sądu, jakże głupiej i bezsensownej... i to nie dotyczy tylko mnie, bo to pociąga krzywdę dzieci.
Niby sama nie jestem.... ale samotna czuję się bardzo. Tym bardziej teraz.... z dala od rodziny, najbliższych... partnera.....
Walczę, cały czas walczę.... kiedy wydaje mi się, że już jest lepiej i mogę się uśmiechnąć, spada na mnie jakiś cios....
Cieszę się, że tak myslisz i wierzę, że Ci się uda. Stań na nogi i pokaż wszystkim "daję radę", "jest dobrze...." Trzymaj się cieplutko...
Ja dzięki temu forum nie jestem juz tak bardzo samotna. Głęboko wierze, że osobom które wyrządzają nam krzywdę dobije się to dokuczliwą czkawką.
Ja niby mam dla kogo walczyć, ale czasami zastanawiam się czy nie rzucić tego wszystkiego i wrócić do Polski. Jednak po głębszym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że nie mam tam czego szukać, bo nie potrzebuje łaski. Nie jest to sprawa unoszenia się honorem, tylko po prostu zdrowy rozsadek.
Kochana, bardzo mi przykro z powodu zaistniałej w Twoim życiu sytuacji. Na prawdę, nawet nie wiesz jak bardzo. Nie chciałabym się wdawać w szczegóły, bo myślę, że jest to dla ciebie trudny temat. Zbyt trudny jak na publiczne obwieszczenia. Jeśli zechcesz, zawsze możesz do mnie na maia napisać. Staram się systematycznie odpowiadać na wiadomości. Bywam tam nawet częściej niż tutaj .
Oczywiście nie zmuszam cię do niczego, zrobisz co uznasz za stosowne. Wiem z autopsji, że zamykanie się w sobie jest najgorszą możliwością gdy się cierpi .
482 2013-03-31 11:18:55 Ostatnio edytowany przez Silly Hopes (2013-03-31 11:19:35)
Wiesz, to co się dzieje ostatnio wokół mnie jest w jakiś sposób trudne.... trudne do ogarnięcia....
Jest kilka powodów, przez które ciężko mi się usmiechnąć. Nie mam swobody, nie mogę jechać do Pl przez byłego męża. Sąd tu, walka o dzieci.... Mój partner, który jest teraz w PL ciągle mnie opieprza, zupełnie nie rozumiem o co? Nie wiem, może to faktycznie nienormalne, że chcę go czasem usłyszeć, zapytać co tam słychać.... bo atakuje mnie zarzutami typu "nie ograniczaj mnie", "ciągle się wtrącasz"...... nie wiem, gdzie popełniam błąd? Od środy, nie usłyszałam żadnego miłego słowa. Dzwoni jak coś chce, żeby coś zrobić, sprawdzić i tyle.... Cieszę się, że on ma swobodę, robi co chce, jak chce.... ale skoro tworzymy jakiś związek, to czy nie mam prawa zapytać co u niego? co robi? Każde moje pytanie, moje zdanie odbiera jak chęć zawładnięcia nim..... Nie rozumiem tego..... Zmienił się... Nie mam do niego pretensji, że wyjechał, a on ciągle mi wmawia, że tak jest.... Wszystko jest ciągle moja wina.....
Łapie mnie za słówka, i czepia się kawałka zdania, a potem to lawina przykrych słów leci pod moim adresem.... nie słucha tego co mówię, tylko kawałek wypowiedzi.... i nakręca się, wpiera mi że tak myślę.... Kreuje mnie na taką "złą", nie wiem co myśleć, co robić....
Najgorsze jest to, że kocham.... i ciężko mi by było odejść.... i kiedy nawet o tym pomyślę, to łzy lecą jak głupie....
Mam jeden wielki mętlik w głowie, nie wiem co się dzieje, co będzie dalej.....
Maila napiszę ![]()
Często osoby uważające się za znające receptę na kazdy życiowy problem wskazują osobom samotnym jak też mają się zmienić, gdzie mają chodzić, żeby kogoś poznać.
I tu zaczyna się prawdziwe piekło. Dowiedziałam się jakiś czas temu, że mam zrobić coś, czego nienawidzę ? iść samej do kina. Nie wiem, jaką przyjemność można mieć kupując samej bilet, kupując tylko sobie popcorn, którego nikt ci nie wyjada w czasie seansu, jak też znieść dłużący się czas do puszczenia filmu albo jeszcze bardziej dłużący się czas reklam? lub jak czerpać przyjemność z oglądania filmu, kiedy naokoło wszyscy są razem ? zakochani w ostatnich rzędach, paczki znajomych, młode małżeństwa, stare małżeństwa, rodziny, stada małolat? W artykule kiedyś przeczytanym przeze mnie radzili jeszcze: ?żeby nie czuć się samotnym przed rozpoczęciem oglądania filmu w kinie (i żeby nie martwić się o dłużący się wtedy czas), należy wejść na salę w ostatnim momencie, tuż przed jego puszczeniem?
Takich absurdalnych, idiotycznych rad są MILIONY. Nie wspominam nawet o tych podpowiedziach, pomysłach, że przez Internet na różnych randkowych serwisach można spotkać ?tę drugą połówkę?. O tym jak duże trzeba mieć szczęście, żeby poznać ?przez Internet? jakąkolwiek połówkę, nawet nie myślę?
Próbowałam. Nie chcę po raz setny by ktoś był dla mnie kompletnym rozczarowaniem, sama też dla nikogo nie chcę być czymś takim.
Tymczasem, oprócz tych wszystkich głupot, osoba sama i samotna i tak zastanawia się cały czas nad pytaniami, na które NIKT nigdy nie da jej odpowiedzi oprócz życia: czy i co jest z nią nie tak, dlaczego jest sama, co ma zrobić żeby kogoś poznać, czy ma za duże wymagania czy wredny charakter (odstraszający innych), czy kiedyś jej stan się zmieni, czy na pewno jest atrakcyjna seksualnie, jakie popełnia błędy, czemu inni nie mają z niczym problemu
Hej dziewczyny.Najlepiej jest zawsze radzić, a większość absurdalnych rad dają ci, których nigdy nie dotknęły problemy, które nas tutaj dotykają. A my? Szukamy ciągle nowego punktu zaczepienie, żeby gdzieś znaleźć złoty środek na nasz ból. Nie znajdziemy..Możemy się jedynie wspierać wzajemnie, żeby nie ogłupieć i wierzyć, że kiedyś i dla nas znowu zaświeci słoneczko
. Dobrze, że jest TO miejsce, że możemy się powspierać- mnie jest już raźniej, choć przy mnie i ze mną toczy się mój osobisty tak bardzo bolesny temat..Głowa do góry i chodźmy wieczorem spać z myślami, że następnego dnia otworzymy komputer, a tu będą czekały na nas nowe wiadomości- i te smutne i te budujące po to, żebyśmy wszystkie czuły, że choć nigdy się nie spotakałyśmy w realu i być może nigdy nie spotkamy, ale wspieramy jedna drugą:). Silly- przepraszam, ale ja bym się zaczęła trzeźwo przyglądać Twojemu partnerowi..piszesz, że go kochasz..tymbardziej bym to zrobiła, bo być może jest coś od czego trzeba się powoli uwalniać wypłakując trzeźwo swój ból w poduszkę..
Silly, kochanie moim zdaniem nie powinnaś się podporządkowywać ( nie boje się tego już tak nazwać ) terrorowi swojego partnera. To, że go kochasz nie jest jednoznaczne z tym, że jesteś jego niewolnicą. Moim zdaniem nie powinno tak być, że kobieta jest tylko służącą "pana" . Oczywiście ja nie mam prawa ci mówić jak masz postępować. To twoje życie i masz prawo przeżyć je po swojemu . Gdybym była w twojej sytuacji dawno zakończyłabym ten toksyczny związek. Bądź co bądź mam doświadczenie w zrywaniu.
Wspominalas, że on często wyjeżdża, skąd masz pewność, że on tam jeździ w takim celu o którym ci mówi ?
Przepraszam jeśli cię czymś w swojej wypowiedzi urazilam .
No i dziewczyny i chłopaki potrzebuje wsparcia!! Własnie wróciła moja córcia z ,,rodzinnego" obiadu u dziadków..Była tam z tatą, tą,,panią" i synem (20 lat) tej,,pani". Problem w tym, że mi się niedobrze od srodka robi, że tych ludzi uważałam za swoją rodzinę tyle lat siedząc razem przy stole, a mnie już nie ma..Gdybym tylko mogła się stąd wyprowadzić..gdyby tylko ktoś mi pomógł urządzić się gdzieś indziej..Boże! Jak ja bym chciała być jak najdalej od tego małego miasteczka, gdzie wszystko boli, gdzie jestem tak blisko tych, których mi tak bardzo brakuje..ale co mam zrobić? gdzie wyruszyć? mam zaraz 46 lat, 11 letnią córeczkę i 72 letnią mamę, którą musiałabym zabrać..z pracą ciężko, a tu mam od 25 lat stałą pracę..pracuję w szkole podstawowej..kto i gdzie by mnie przyjął? Jak na samotną kobietę nie zarabiam dużo, ale też i nie mało, żeby sobie materialnie nie radzić..mam 2 mieszkania i w każdej chwili mogłabym je sprzedać, więc pewnie z nowym lokum nie byłoby problemu, choć musieliby znaleźć się kupcy, ale co z pracą?..NIE CHCĘ TU BYĆ W TYM MIEŚCIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!CHCĘ BYĆ SETKI KILOMETRÓW OD TEGO MIEJSCA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Wymiotować mi się chce na to wszystko...Mój były od czasu do czasu,,wciskał" się, żeby zaprosić się do nas, żeby pogadać o dupie maryni, ale nie kwapił się do tego, żeby powalczyć o swoją rodzinę..tyle razy mówiłam mu, żeby ,,spi..." i tak po paru dniach spływało to z deszczem..któregoś dnia powiedział mi, że myślał , że będziemy przyjaciółmi ( co jest z tymi ludźmi ?-nie mają wyobraźni czy jak ? )...Co mam robic? Jak ja mam żyć? Jak wszystko już boli ponad granicę możliwości ? Dobija mnie to, że nie ma mi kto pomóc, a sama nie szarpnę się w inny świat..
zenna12 przyjeżdżaj do mnie..... zostaw to wszystko i przyjedź, z dala od tego co Cię boli....będziesz nie tylko setki, ale ponad tysiąc kilometrów.... Doskonale Cię rozumiem....
....Jak wszystko już boli ponad granicę możliwości ? Dobija mnie to, że nie ma mi kto pomóc, a sama nie szarpnę się w inny świat..
Kochana!!!! Co Ty wogole piszesz!!!! Co to ma znaczyć!!! Masz przecież dla kogo żyć!!!
...żeby to było takie poste...wsiadłabym i przyjechała do Ciebie w jednej chwili..Dziękuję Silly
..Ja mam dla kogo żyć , ale jestem już tak zmęczona tą całą moją sytuacją...,,gwiazda" tyle razy przechodziła obok mnie i śmiała mi się w twarz..a ja ? a do mnie przychodził już mój były mąż i bawił się moimi uczuciami..a ta,,gwiazda" nic o tym nie wiedziała..wszem i wobec rozpowiadała jak to mój były podjął sam
decyzje, że zostawia rodzinę dla niej, bo,,ich połączyło to coś, czego ja nigdy nie zrozumiem"..a kiedy zaczęła coś wyczuwać potrafiła tak go ukierunkować płaczem:) (powiedział mi kiedyś, że w końcu się popłakała - a moich łez nie widział :)taka tamta biedna:) ),że przecież to on tego chciał i że biedna ma już dosyć,że ją zwiódł a ona wyjdzie na ku...jak do żony wróci..no i wybrał
ją, bo ja już jechałam na k... i na ch.. tak mi nerwy wysiadły przez tę walkę z tak cwaną kobietą...a w tym wszystkim było nasze dziecko..tego nie widział...myśląc nie tym, co na szyi nosi tylko tym, co ma w rozporku...nienawidzę go tak samo, jak go kochałam...moje uczucie jeszcze jest, ale zafundował mi tyle bólu, że chcę, żeby zniknął całkowicie z mojego życia i nie udawał kochanego tatusia, bo kochany tatuś to nie taki, który rzuci kasą, bo ją ma- gów..wie, co to znaczy odrabiać z dzieckiem lekcje, nauczyć ją pływac, wspierać w chorobie i wiele innych zachowan, które daje dziecku prawdziwy tatuś...kiedyś kupiłam corce kurtkę, o której marzyła a kiedy ją założyła powiedział, że ,,co cie ta mama jak wieśniarę ubrała''( pewnie chciał się przypodobać ,,tej pani", bo wtedy zabrali moją córkę na spacer do dziadków..mam dosyć...MAM DOSYĆ!...Najgorsze jest to, że będąc ze mną nigdy taki nie był..to zupełnie obcy człowiek, w skórze mojego byłego męża..to nie ten sam człowiek...
Jak trudno jest mi to życie poskładać...kiedy widze jak idą..jak się ,,uhahają ''od ucha do ucha- mówię sama do siebie - ,,i ty człowieku klepałeś mnie w nogę i mówiłeś, że będziemy mieli wszystko ? Nienawidzę go !!!ZA TO, ŻE NASZA CÓRKA, KTORA CUDEM NA ŚWIAT PRZYSZŁA PO TYLU LATACH MIESZKA W BLOKACH A W DOMU, KTÓRY WŁASNYMI RĘKOMA REMONTOWALIŚMY MIESZKA,,ONA'' A W POKOJU NASZEJ CORECZKI MIESZKA JEJ SYN!!!!!!!!!!!!!!!!NIENAWIDZĘ GO ZA TO, ŻE MUSIAŁAM ZOSTAWIC MOJEGO PSA, KTÓRY BYŁ DLA MNIE JAK DZIECKO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!NIENAWIDZĘ GO ZA TO, ŻE POZWOLIŁ SIĘ MI KOCHAĆ,POZWOLIŁ ŻEBYM POKOCHAŁA JEGO RODZINĘ I WYRZUCIŁ MNIE Z TEGO WSZYSTKIEGO JAK PSA, A DAŁ JEJ TO WSZYSTKO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!NIENAWIDZĘ GO ZA TO, ŻE BAWIŁ SIĘ MOIMI UCZUCIAMI I BĘDĄC JUŻ Z,,NIĄ'' PRZYCHODZIŁ DO MNIE I BYŁ ZE MNĄ NAJWIDOCZNIEJ MYŚLĄC O SOBIE, ŻEBY SIĘ ODE MNIE Z CZASEM UWOLNIĆ, BO NIE MÓGŁ TAK JEDNAK OD RAZU I WYKORZYSTAŁ TO, ŻE WALCZYŁAM O RODZINĘ!!!!!!!!!!!!!!zYCZĘ MU TYLKO TEGO, ŻEBY CAŁE ZŁO, KTÓRE WYCELOWAŁ W NASZĄ RODZINĘ WRÓCIŁO DO NIEGO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!I ANI KRZTYNY WIĘCEJ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
489 2013-03-31 22:45:53 Ostatnio edytowany przez Suzan_444 (2013-03-31 22:49:52)
Tylko usiąść i płakać - można by powiedzieć.
Ja już nie wiem czy coś ze mną nie tak czy co - spróbowałam być szczęśliwa z pewnym chłopakiem. Cóż , znów nie wyszło. Nowa osoba w moim życiu , nowe doświadczenia , nowe spacery i wspólnie spędzone chwile. No i kolejna porażka. Nic nie wyszło - ja nie wiem czy zbyt dużo wymagam czy po prostu nie trafiłam na tą odpowiednią osobę.
Odkąd rok temu zerwałam z chłopakiem , którego darzyłam wielkim uczuciem , nie potrafię nic do nikogo poczuć. Mam wrażenie , że wraz z nim odeszła cała miłość. Kolejnych partnerów porównuję do niego , szukam osób podobnych choć nie wiem dlaczego.
Może lepiej abym pozostała do końca sama. Nie wiem jak to jest - mężczyźni chętnie wiązaliby ze mną przyszłość , a ja nie potrafię , nie chcę tak na siłę być z kimś. Czasem sama siebie obwiniam.
Czy człowiek może być skazany na samotność?
Choć raz w życiu chciałabym się prawdziwie zakochać.
Załamka .
Ja jestem facetem skazanym na samotność szczęśliwy nigdy nie będę. Żadna nie chciałaby by mieć impotenta, bo co to za facet. Nie mam nawet motywacji na studiach.seks jest ważny w związku a ja tego kobiecie nigdy nie dam czuję się jak nieudacznik. Dlaczego mnie to spotkało. Bóg był okrutny.
Sex jest ważny w związku, ale nie najważniejszy.... naprawdę
To ma być dodatek...
hej ja akurat tak latalam po necie zeby sie czyms zajac. Tez mam dolka maz sadysta alkoholik jest w zakladzie karnym od 2 miesiecy, ja sama z 4 malych dzieci... Od 2 miesiecy czyli od kiedy meza policja zabrala biore leki na poprawe nastroju wiem, ze uzalezníaja mnie ale robie to dla dzieci zeby mialy szczesliwe dziecinstwo w miare normalne bo juz dosyc widzialy naszych awantur niestety. Poplakac moge sobie w nocy gdy spia i nie widza przez co przechodze, za dnia pelna zycia rozesmiana a tak naprawde nie mam juz siły tylko oni sa takim moim swiatelkiem dla kturego zyje. Mysle tylko o nich i dla nich planuje rozstanie zeby mialy lepiej bo nie zasluguja na takie zycie jakie mielismy chce uciekac do anglii przed nim tam nas nie znajdzie i bedziemy bezpieczni. Tylko zeby mi sily starczylo przejsc przez to
Adriana jesteś wspaniałą matką , dzieci na pewno to dostrzegają ![]()
Życzę siły w walce o lepsze jutro bo to ona jest tu najważniejsza.
Będzie wszystko dobrze.
Pamietaj , że tu zawsze możesz się nam wyżalić. A to dużo pomaga ![]()
czesc,czasem mam ochotę trzasnąć drzwiami,albo zasnąć i sie nie obudzić...nic nie czuć nie pamiętać nie dręczyć siebie wspomnieniami które chyba na stałe zadomowiły się we mnie...na początku myślałam że pokonam ją -mojego demona(byłą kochankę mojego M)ze przeciez "miłość jest lekiem na całe zło"-a jest lekiem? nie potrafię tak do końca wymazac tego z pamięci bo chyba się nie da...czy wybaczenie wystarczy?czasem w nocy się budzę i patrzę na mojego potem na sufit i zastanawiam się dlaczego teraz nie spie i myśle nad tym co się wydarzyło,czy seks który pozornie jest ok jest taki jaki chciałam?czy gdybym go bardziej kochała i poswięcała mu więcej uwagi to czy by mnie tez zdradził?czy czasem kiedy mu odmawiam to czy on za nią nie teskni nie wspomina ich wspólnych chwil?zbyt wiele razy mnie okłamał żebym mu mogła uwierzyć a teraz bucze czasem i zastanawiam się dlaczego mnie to spotkało,czym sobie zasłużyłam na to wszystko,dlaczego mam taki problem z seksem?czasem w trakcie kiedy nachylam się zeby zrobić mu loda płyną mi łzy,dlaczego?-bo znowu jest nie tak jak byc powinno...może nie jestem szczęśliwa?,kiedyś uderzyła mnie myśl.w którym momencie mojego życia pomyśle o innym facecie?
czy zaznam jeszcze kiedyś tego cudownego uczucia które łączyło tylko mnie i jego? mam ochote wyć głośno zeby wszyscy w koło widzieli jak jest mi bardzo zle
może to co dzieje sie miedzy nami jest udawane?sztuczne,może on ma takie ogromne poczucie winy a ja tak ogromny strach przed powtórka że oboje jesteśmy nienaturalni? a może te wszystkie pytania to mój kolejny zmyslony ból i strach przed jutrem...
potrzebuje faceta który bedzie mnie kochał na stałe z moimi wadami i zaletami, a nie na chwile.....
potrzebuje faceta który bedzie mnie kochał na stałe z moimi wadami i zaletami, a nie na chwile.....
Witaj ![]()
Nie wiem czy istnieją tacy faceci, którzy kochają "na stałe".... czy faceci wogóle potrafia kochać??? Na początku przejawiają takie zachowania... duzo ciepłych słów, przytulania, opieki.... a potem chyba się nudzą.... zdobyli.... więc czas poszukać czegos nowego. Potem widzą tylko wady. Tak jakby nasze zalety przestały istnieć.... Ciągle tylko pretensje, wszystko nie tak.... I to co było fajne, dobre, miłe.... nagle staje się złe. Ty mówisz coś w trosce o niego, a on odbiera to jako atak na jego osobę, na jego ego....
Nie wiem czy są na świecie tacy mężczyźni, o których piszesz ![]()
dziekuje slodka czarodziejko za slowa wsparcia to zawsze dodaje sil
a za mna kolejna jak widać nieprzespana koszmarna noc ale daje rade. Maluchy sobie maluja obrazki i ogladaja bajeczke a ja sie zajmoje codziennymi sprawami. Zajecie sie czyms pomaga nie ma sie czasu na gupie myslenie czy uzalanie za dnia ten sposob dziala ale w nocy koszmar prochy na spanie nic nie daja moze za slabe bo biore estazolam mialam po pol tabletki spac jak dzidzia a tu po 2 i nadal brak snu...
czesc czytałam twoje posty ADRIANA,masz przechlapane zycie,ale jak sama piszesz trzymają cie przy życiu twoje dzieciaczki,tylko one są dla nas "lekiem na to zło"które nas otacza,muszisz być bardzo silna dla dzieci i dla siebie -przede wszystkim dla siebie,bo jeśli nie zadbasz o swoje samopoczucie to nic ci nie pomoże.Masz racje jeśli chcesz wyjechać ,załatw sobie wszystko,tylko nie mów mężowi o swoich planach wyjazdowych bo możesz mieć bardziej pod górkę trzymaj sie dziewczyno i staraj sie poskładać swoje zycie do kupy bo sa osóbki które cię kochają i potrzebują ![]()
i tak będę szczęśliwa chociażbym miała sobie to szczęście kurwa narysowac........
czesc,Silly niestety wiem że idealni faceci nie istnieją,jakieś poł roku temu myślałam że mam właśnie taką osobę obok siebie,jednak okazało się ze to tylko moje wyimaginowane życie które nijak miało się z rzeczywistością.Mówi sie trudno życie po to nas łaja żeby wyciągać z tego jakieś wnioski,mam nadzieję ze moje małżeństwo właśnie wyciągneło takie wnioski....nie wiem dlaczego faceci to takie tępe istoty,które widzą tylko swoje dobre strony ,tylko im musi być dobrze wystarczy że lekko zainteresujesz się innymi sprawami a ich odstawisz nieco na bok tak zaraz czują sie tacy samotni,tacy pokrzywdzeni przez los,biedne bidulki,kopnąć w dupe i patrzeć czy spadną ze śniegiem...A gdzie my w tym ich żałosnym świecie,przecież to oni za nami latają-lub latali z wywieszonymi ozorami,zabiegali skomleli zeby na nich spojrzec a potem kiedy chcesz miec trochę luzu dla siebie to te niedojdy szukają pocieszenia w ramionach zwykłych szmat........
czesc,Silly niestety wiem że idealni faceci nie istnieją,jakieś poł roku temu myślałam że mam właśnie taką osobę obok siebie,jednak okazało się ze to tylko moje wyimaginowane życie które nijak miało się z rzeczywistością.Mówi sie trudno życie po to nas łaja żeby wyciągać z tego jakieś wnioski,mam nadzieję ze moje małżeństwo właśnie wyciągneło takie wnioski....nie wiem dlaczego faceci to takie tępe istoty,które widzą tylko swoje dobre strony ,tylko im musi być dobrze wystarczy że lekko zainteresujesz się innymi sprawami a ich odstawisz nieco na bok tak zaraz czują sie tacy samotni,tacy pokrzywdzeni przez los,biedne bidulki,kopnąć w dupe i patrzeć czy spadną ze śniegiem...A gdzie my w tym ich żałosnym świecie,przecież to oni za nami latają-lub latali z wywieszonymi ozorami,zabiegali skomleli zeby na nich spojrzec a potem kiedy chcesz miec trochę luzu dla siebie to te niedojdy szukają pocieszenia w ramionach zwykłych szmat........
Absolutna racja
..... powiem tak - odstawisz na bok, szukają pocieszenia u innych, stawiasz na pierwszym miejscu - chcą więcej i więcej.... albo uważają, ze zawładnęłaś ich zyciem.... oj... facetom ciężko dogodzić....
Najgorsze jest to, że pomimo róznych przejść, powinnyśmy wyciągać wnioski... ale czy zawsze tak jest???? Czasem same probujemy tłumaczyć, że "ten jest inny"... owszem, stajemy się ostrozniejsze.... A facet.... taaak - zawsze widzi siebie, tak jak jemu dobrze, wygodnie, jak jemu na dany moment pasuje.
Miłego dnia ![]()
czesc, Silly czasem mam takie myśli żeby odpłacić pieknym za nadobne,on mnie zdradza-to ja jego ,on mnie ignoruje-to ja jego ,on patrzy w siebie jak w obrazek -to ja patrze w siebie....piękna bajka
z nutka ironii bo wiadomo z góry jakie będzie zakończenie-jesteśmy kretynkami które kochają i tak nie zrobią "uderzy cie w jeden policzek ,nadstaw drugi" i my tak właśnie robimy,jak nas skrzywdzą to my zamiast wykopać za drzwi to staramy się zrozumieć ,wybaczyc a co "enty"jest w stanie to zrozumieć i docenić,a dla innego trzeba znów nadstawić ten policzek....na niektórych forach faceci piszą że jego kobiety ich zdradzają ,że są takie wyrachowane,tylko jak spojrzeć w przeszłość to właśnie kobiety są bardziej wierne i wyrozumiałe niż faceci,bo to oni mają po kątach pochowane sucze które są tak samo żałosne jak oni.....mój mąż kiedyś mi powiedział że gdybym go zdradziła to byśmy się rozstali,O IRONIO ,to on zdradził mnie i jesteśmy dalej razem bo mu wybaczyłam i dałam szanse,ciekawe czy on byłby tak wyrozumiały gdyby było odwrotnie......
potrzebny wierny i kochający od zaraz.................
to właśnie kobiety są bardziej wierne i wyrozumiałe niż faceci
Uwierz mi że kobiety też mają swoje za kołnierzem. Skąd się biorą te wszystkie zdrady? Że niby faceci te wszystkie kochanki siłą zaciągają do łóżka? Niejednokrotnie są to wieloletnie znajomości gdzie kochanka wie że facet ma żonę, dzieci lub narzeczoną a mimo to urabiają go dopóki celu nie osiągną. A to przecież zwykły samiec jest. Nie trzeba go długo prosić - tak jak to robią w stosunku do kobiet.
Dla faceta krótnie "nie" znaczy "nie" a kobiety lubią kokietować co dadatkowo ich nakręca.
NIE CHCĘ TU BYĆ W TYM MIEŚCIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!CHCĘ BYĆ SETKI KILOMETRÓW OD TEGO MIEJSCA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Myślisz że ucieczka coś zmieni? Kilometry nie oddalą się od bólu, tutaj czy na drugim końcu świata będzie bolało tak samo. Nerwy są złym doradcą.
wiem że kobiety do świetych nie należa...taka sucza zwabila mojego męża w swoje szponki,on jest ogólnie nieśmiały jeśli chodzi o takie bliższe kontakty nawet w żartach czuł sie skrępowany jak miał sie przytulic do innej kobiety....a tu taka niespodzianka rozłożyła mu szeroko nogi i dał sie skusić...bo jak sam twierdził czuł sie opuszczony i samotny bo go odstawiłam na bok,powtarzałam mu wiele razy ze jestem obok że go kocham,bo czułam że coś nie gra,a on nic nawet słowem sie nie odezwał,owszem przyznał sie że ma kochankę niby twierdził że przyznał sie bo chciał się uwolnić od niej, a w tym samym czasie piprzyłl jej do ucha że nie uwierzyłam mu kiedy się przyznał,bo po prostu go kochałam,wszak jak się jest z kimś tyle lat to mu się przecież ufa,prawda?....chciał sie od niej niby uwolnić ,a w tym samym czasie planowali co zrobią jak ja go spakuje i wystawie za drzwi...
kiedy kłamał,nie wiem ,wciskał jej jakieś brednie że musi ze mną zostac dla naszych dzieci (szlag mnie trafia,jak o tym myśle) bo on miał trudne dzieciństwo,frajer załosny,dał sie zrobić największej puszczalskiej jaka chodziła w ich zakładzie,jeszcze przed nim zaliczyła kolege z pracy poznałam nawet jego imie i nazwisko,ale nie zamierzam sie tym dzielić z nim,....mam swiadomość że są wredne i fałszywe które dla osiągniecia celu zrobią wszystko tym bardziej że ta szmata wiedziała ze ma zone i dzieci i wcale jej to nie przeszkadzało wrecz przeciwnie.........
czuły i wyrozumiały poszukiwany.......
Dobry wieczór, mogę do Was dołączyć ?
czesc, Silly czasem mam takie myśli żeby odpłacić pieknym za nadobne,on mnie zdradza-to ja jego ,on mnie ignoruje-to ja jego ,on patrzy w siebie jak w obrazek -to ja patrze w siebie....piękna bajka
z nutka ironii bo wiadomo z góry jakie będzie zakończenie-jesteśmy kretynkami które kochają i tak nie zrobią "uderzy cie w jeden policzek ,nadstaw drugi" i my tak właśnie robimy,jak nas skrzywdzą to my zamiast wykopać za drzwi to staramy się zrozumieć ,wybaczyc a co "enty"jest w stanie to zrozumieć i docenić,a dla innego trzeba znów nadstawić ten policzek....na niektórych forach faceci piszą że jego kobiety ich zdradzają ,że są takie wyrachowane,tylko jak spojrzeć w przeszłość to właśnie kobiety są bardziej wierne i wyrozumiałe niż faceci,bo to oni mają po kątach pochowane sucze które są tak samo żałosne jak oni.....mój mąż kiedyś mi powiedział że gdybym go zdradziła to byśmy się rozstali,O IRONIO ,to on zdradził mnie i jesteśmy dalej razem bo mu wybaczyłam i dałam szanse,ciekawe czy on byłby tak wyrozumiały gdyby było odwrotnie......
potrzebny wierny i kochający od zaraz.................
Witaj niunius2, nie wiem czy jest sens odpłacać pięknym za nadobne, bo po pierwsze - facet powie, że jesteś dziwką, po drugie - jak sama piszesz - rozstanie, a po trzecie - czy jest sens? Owszem, można zacząc go ignorować, możesz zacząć patrzeć tylko na siebie, bo może za bardzo człowiek skupia się na swoim mężczyźnie, zatraca swoją godność, szacunek do siebie....
Kobieta potzrebuje duzo siły żeby tak po prostu odstawić faceta, szczególnie, kiedy mają wspólne dzieci.... i to jest błąd, bo pokazujemy jakie jesteśmy słabe....
Owszem są kobiety, które zdradzają swoich mężów, znam związek gdzie kobieta miała wiele lat (i pewnie dalej ma) kochanka, to że się z nim spotyka, to nic - ona czasem i mieszka u niego.... a mąż czeka.... a ona się bawi i tak lata mijają ona mieszka rok z kochankiem rok z mężem.... Kobiety....hmmmm, wierne - ja bym powiedziała, że są kobiety, które jak kochają - to seks dla nich jest dopełnieniem ich miłości i wystarcza im partner, a dla faceta - sex jest tylko sexem, chwilą spełnienia swoich potrzeb. Podchodzą raczej do tego bez emocji, dlatego tak łatwo im przychodzi zdrada.
Dokładnie tak, jak napisała mirella, kobiety najczęściej wiedzą o rodzinach, ale je chyba właśnie to podnieca.... uwielbiają kokietować i osiągają swój cel.
......bo jak sam twierdził czuł sie opuszczony i samotny bo go odstawiłam na bok,powtarzałam mu wiele razy ze jestem obok że go kocham,bo czułam że coś nie gra......
Nie bardzo rozumiem odstawienie na bok... przecież nie odeszłaś? To, że kobieta potrafi wyczuć, że coś nie tak, że są jakieś sygnały - to raczej normalne.... to, że czasem potrzebujemy odrobinę samotności... też chyba normalne. Nie zastanowił się dlaczego go odsuwasz, tylko poszedł w ramiona innej? Dziwne, nie? NIE - faceci zawsze znajdą wymówkę, taką, która im najlepiej pasuje, taką, żeby obarczyć nas winą, żebyśmy ciągle miały poczucie winy... bo wiedzą, że my "słabe" jesteśmy, że my to weźmiemy na siebie, a im wtedy sumienie powie - "widzisz, możesz być spokojny, to przez nią".
zenna12 napisał/a:NIE CHCĘ TU BYĆ W TYM MIEŚCIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!CHCĘ BYĆ SETKI KILOMETRÓW OD TEGO MIEJSCA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Myślisz że ucieczka coś zmieni? Kilometry nie oddalą się od bólu, tutaj czy na drugim końcu świata będzie bolało tak samo. Nerwy są złym doradcą.
Uwierz mi, że nie będzie bolało tak samo, że ból maleje wraz z odległością... nie ma miejsc, ktore wywołują wspomnienia, ludzi, wspólnych znajomych, sklepów, kafejek.... łatwiej wtedy zacząć życie na nowo...
Dobry wieczór, mogę do Was dołączyć ?
Witaj lexi.... zawsze możesz ![]()
Hej dziewczyny. Silly- wiem, że masz rację z tym wyjazdem...Co u Ciebie ? Wrócił men ?Nie wchodzę na razie w swój wątek, bo jak tylko sobie pomyślę o tematyce ubocznej - to mi się wymiotować chce. Lexi - śmiało do nas dołączaj :)Pozdrawiam dziewczyny.
Witaj zenna12
, fajnie, że się odezwałaś. U mnie tak sobie.... Zajrzę tu pewnie w przyszłym tygodniu żeby sobie popłakać.... Chociaż po cichu mam nadzieję, że jednak coś się wydarzy, że będę odwiedzać ten wątek, żeby poczytać... pocieszyć... a nie wypłakać się... Trzymam kciuki za Twoją siłę ![]()
Pozdrawiam wszystkich ![]()
Dzięki Silly
- a ja trzymam za Twoją
!. Jesteśmy w kontakcie
-jakby co-pisz na maila. Odpiszę w weekend, bo za dużo mam na głowie i wieczorem łykam hydroksyzynę i idę spać .
Witajcie....
Myślałam, że nie zajrzę tu długo.... a jednak
. Dziś stwierdzam, że nasze życie to wielka sinusoida. Raz na górze, raz na dole.... tylko dlaczego te doły u mnie są takie długie???? Staram się, ciągle staram się podnieść, ale kiedy wydaje mi się, że jest dobrze.... no cóż.... Wydaje mi się.... tylko wydaje...
Robię coś dla bliskich, martwię się, próbuje wspierać, pomagać.... i co? Co otrzymuje w zamian - ciągłą krytykę, ciągłe niezadowolenie, ciągłe opieprzanie, że to nie tak, tamto nie tak.... Słucham, ciągle słucham potrzeb, staram się je zaspokajać.... staram się spełniać zachcianki, ale wtedy jest źle, kiedy nie słucham, nie robię jak chcą - też źle.... Na pytanie "co mam robić, żeby było dobrze" - nie słyszę odpowiedzi. Mam zupełną pustkę dziś w głowie.... Poza tym słysząc słowa "jestem z tobą, bo jestem" nic mi się nie chce już. Co to znaczy? Jak mam te słowa rozumieć? Po co jestem? Do czego? Co mam robić?..... Cała noc nie przespana, głowa pęka mi od rana.... i co z tego, że dziś piękne słońce, jak w moim sercu burza.... Nie mam już nawet łez w oczach, tylko serce płacze
. Czy to źle, że jak człowiek kocha - to się martwi? A może po prostu odciąć się. Nie martwić, nie przejmować, nie pomagać..... tylko jak??? Za bardzo kocham, żeby to łatwo przyszło, wtedy też serce boli....
Mam nadzieję, że to jest miejsce, gdzie można wyrzucić z siebie to, co nas męczy, o czym nie ma z kim porozmawiać...Teoretycznie niby nie mam powodu do jakiegoś wielkiego narzekania, a jednak nie umiem sobie jakoś poradzić z pewną sprawą... Tak niecały rok temu zaczęłam się widywać z pewnym chłopakiem, tyle że była to relacja oparta na zwyczajnej sympatii i, nazwijmy to, cielesności. On od razu zastrzegł, że na nic więcej liczyć nie mogę, ale jego zachowanie sugerowało, że mogę liczyć na zwykłą znajomość. Prawie pół roku temu poznałam chłopaka, z ktorym zaczęłam się spotykać, zależy mi na nim i jemu na mnie. I dlatego chcialam skończyć tę relację erotyczną. Ten pierwszy dał mi nadzieję na znajomość, a kilka dni później się wycofał i stwierdził, że lepiej będzie jak przestaniemy się spotykać w ogóle. Jestem zakochana w swoim chłopaku, ale o tym pierwszym nie potrafię do końca zapomnieć. Nie miałam okazji powiedzieć mu, jak ważną dla mnie osobą był, bo w końcu od niego zaczęły się wielkie zmiany w moim życiu. Czasami wracam myślami do chwil pędzonych z nim, ale czuję że nie jest to w porządku w stosunku do mojego chłopaka. Wiem teraz też, że dobrze się stało, że on miał na tyle zdrowego rozsądku, że się wycofał, bo wiedział, że z mojej strony coś się w stosunku do niego zaczynało zmieniać. Nie umiem powiedzieć co to było, za mało jednak go znałam. Ale mam wrażenie, że ta sytuacja jest trochę chora, tylko nie wiem co z nią zrobić...
Witaj MyszkaMiki ![]()
Moim skromnym zdaniem, powinnaś zapomnieć o tym pierwszym. Z tego co sama piszesz, on chciał tylko seksu. Pielęgnuj to, co masz obecnie. Jeśli obojgu Wam zależy.... Może wtedy nie będziesz musiała tutaj zaglądać ![]()
Pozdrawiam serdecznie
Witam. Długo zbierałam sie do tego by napisac no bo co to da? Ale przynajmniej wyrzucę z siebie to wszystko bo czuje że juz dłuzej nie dam rady.Mam 33 lata. Prace której nienawidzę, nieudane małżeństwo za sobą,związek który psychicznie wykańcza. Nie mam przyjaciół, kolezanki której mogłabym się zwierzyć, wyjść do pubu czy nawet na spacer. Jestem jednym wielkim kłębkiem nerwów. Obecnie jestem w związku który może i chciałabym zakonczyć ale nie jestem w stanie tego kroku zrobić. Tzn próbowałam i za każdym razem póżniej dzwonie i błagam, dosłownie blagam by mnie nie zostawiał. Wydzwaniam przepraszam za swoje zachowanie za to że w ogóle miałam smiałość się odezwać powiedzieć o swoich uczuciach, potrzebach. Ja mam 33 lata cudownego synka i potrzebuje związku który da mi stabilizacje bezpieczeństwo, miłość. Który będzie uczestniczył w życiu moim i mojego synka. Na którego bede mogła liczyć. A jestem w związku weekendowym. Spotykamy się w weekendy Ja mój synek jego dzieci. Posiedzimy , zjemy obiad , pobawimy sie z dziećmi ewentualnie pójdziemy do znajomych. Noi cóż w niedziele się rozstajemy. Ja do siebie on odwozi dzieci do byłej żony. I tak odliczam czas do następnego weekendu. I mam wrażenie że tylko ja na nie czekam. Rany jest mi tak żle. Nienawidzę go a z drugiej strony nie umiem bez niego żyć. Czuje że życie przecieka mi przez palce.
Dzisiaj jest mi straszliwie samotnie. Przeraża mnie wizja nieuchronnej przeprowadzki i szukania mieszkania (kompletnie nie umiem sie za to zabrać). Chłopak daleko, ja samiutka jak palec. Dziś od rana słucham smutnych piosenek i co 5minut wchodze na fb/gg bo nawet jak próbuje się czyms zająć to nie działa to. Chłopak zajęty przez weekend więc nie mamy jak ze sobą porozmawiać. Smutno mi. Czuje się pusta w środku, bez emocji.
Witam, postanowiłam też tu zajrzeć. Zobaczcie mój wątek, tam jest wszystko opisane... Dzisiaj miałam ten gorszy dzień, a od trzech dni myślałam i byłam dumna, że jest lepiej, ale przyśnił mi się i nagle bęc. Najgorsze jest to, że już brakuje mi pewności i wiary w siebie, że kogoś poznam, kogoś lepszego. Nie chcę nic na siłę, ale boję się, że ta samotność mnie otoczy mimo, że mam rodzinę i przyjaciół, to jednak każde z nich też ma swoje życie... pozdrawiam was ciepło
Kurcze, czuję, ze zblizają sie dni kiedy samotnośc będzie dobijająca... Dlugi weekend... Moze raz się spotkam z kumpelami, pójde do rodziny na grilla. A reszte dni przesiedze w pokoju... To jest straszne! Boje się, ze bede plakac, że bede przed kompem spezdac całe dnie. Staram sie nie myślec, zając myśli zcyms innym, ale to samo wraca.
Różówa pantera- nawet nie wiesz, jak bardzo Cię rozumiem...
Witam Was... Jestem "nowa" chociaż podglądam forum od paru dni i ciągle zastanawiam się, czy zacząć nowy wątek czy też napisać coś w już istniejących, Jak widać wybrałam to drugie. Właśnie siedzę w pracy a łzy same cisną się do oczu - zapytacie dlaczego? Hm... Cóż... Od ładnych paru lat nie mogę poradzić sobie sama ze sobą i "gorsze dni" dopadają mnie coraz częściej i to w najmniej oczekiwanych sytuacjach. Dzisiaj właśnie jest taki dzień
Nie wiem, czy to pogoda (paskudna za oknem - zimno i deszcz pada) czy też może uśmiechnięte, szczęśliwe twarze innych ludzi doprowadzają mnie do łez... ehhh
Hej kasiulek. jak każdy z nas tutaj masz problem i tyle. wypisanie się pomoże na tyle, że lżej będzie. uśmiechniętym ludziom nie ma czego zazdrościć, bo dziś jest tak, a jutro może być inne..kiedyś też potrafiłam się uśmiechać..dziś jest to rzadkie u mnie zjawisko ( może przynajmniej mniej zmarszczek mieć będę
)- oczywiście tak sobie tylko żartuję, bo wolałabym zmarszczki z uśmiechu, niż ich brak z jego braku ![]()
kasiulka u mnie podobnie..
staram się myśleć pozytywnie, słucham muzyki, zajmuję myśli czymś innym, czytam o problemach innych.. ale wiem że mnie dopadło i dziś ciężko będzie zasnąć.. czasem po prostu ma się ochotę rzucić to wszystko, spakować się, trzasnąć drzwiami i wyjechać - obojętne dokąd byle daleko.. eh
Witam.Tez jestem ,,nowa".Mam podobnie jak Wy.Również od dłuższego czasu podczytuję to forum i widzę,że ludzie mają większe problemy niż moja samotność,że powinnam się cieszyć zamiast być cały czas w psychicznym dołku.A ja nie potrafię sie z tym uporać