dobrze jutro ide to napisze oby mi pomógł
Slavek nie chciaam Cie urazic, ja zwyczajnie w swoim życiu spotykam oschłych i emocjonalnie wycofanych facetów i może dlatego nie wierze w to , że mężczyźni mają tzw. uczucia wyższe w pełni rozwinięte.
Nigdy jeszcze nie miałam poczucia , że jestem dla jekiegoś mężczyzny ważna ani poczucia, że jestem kochana i dlatego ciągle jestem sama.
Może faktycznie, ze strachu przed samotnościa szukam faceta na siłe, wiem, że raczej nic z tego nie bedzie, ale mam taką natrue, że nie lubie bezczynności i nie sądze, że miłość sama mnie spotka w najmniej oczekiwanym momencie- w moim życiu takie rzeczy sie nie zdarzają.
Ja osobiście również uważam, że miłość niestety nie spada z nieba... I nie znam żadnych wolnych osób (w ogóle mało znam wolnych osób
), które żyłyby sobie własnym życiem bez szukania partnera.
A mój facet nie odzywa się juz kilka dni... Wariuję!!!
ja w mojej bylej zakochalem sie jak tylko pierwszy raz zobaczylem . Napewno powiesz ze jestem glupi ale nie umiem kochac sie dla prostu . Ja musze kochac zeby isc d
o lozka
Jestes wyjątkiem potwierdzającym regułę!!!
Jejku, gdzie Ty się uchowałeś? ![]()
Czy ja jestem jakaś trefna czy coś ze mną nie tak... ja juz sama nie wiem o co chodzi.
Najpierw 2 lata temu moja koleżanka rozstała się z facetem po 9 latach, w zeszłym roku ja, po 5 latach, a w tym roku inna moja koleżanka - po 3 latach. Każda z nas była zaręczona, z datą ślubu itp.
Chyba jestem skazana na samotność...
wiem ze jestem dziwadlo
wiem ze jestem dziwadlo
Dziwadło? Czemu tak uważasz?
moje poglady sa nie dzisiejsze . Sama sie dziwilas gdzie sie uchowalem
NiobeXXX napisał/a:Slavek nie chciaam Cie urazic, ja zwyczajnie w swoim życiu spotykam oschłych i emocjonalnie wycofanych facetów i może dlatego nie wierze w to , że mężczyźni mają tzw. uczucia wyższe w pełni rozwinięte.
Nigdy jeszcze nie miałam poczucia , że jestem dla jekiegoś mężczyzny ważna ani poczucia, że jestem kochana i dlatego ciągle jestem sama.
Może faktycznie, ze strachu przed samotnościa szukam faceta na siłe, wiem, że raczej nic z tego nie bedzie, ale mam taką natrue, że nie lubie bezczynności i nie sądze, że miłość sama mnie spotka w najmniej oczekiwanym momencie- w moim życiu takie rzeczy sie nie zdarzają.Ja osobiście również uważam, że miłość niestety nie spada z nieba... I nie znam żadnych wolnych osób (w ogóle mało znam wolnych osób
), które żyłyby sobie własnym życiem bez szukania partnera.
A mój facet nie odzywa się juz kilka dni... Wariuję!!!
Jak to nie odzywa się kilka dni? O rany!!!
Tez spotykalam sie z takim chlopakiem, co prawda dzielila nas odleglosc a w dodatku on nie odzywal sie zbyt czesto, tlumaczyl sie praca. czemu mezczyzni tak lubia ranic...?
moje poglady sa nie dzisiejsze . Sama sie dziwilas gdzie sie uchowalem
No tak, dziwiłam się, ale to nie oznacza ze jestes dziwadlem...
tak latwo winic druga osobe a ja tego nie zrobilem nigdy
Slavek Jestem osobą o którą facet walczył tak, że nigdy bym się tego po nim nie spodziewała, więc nie generalizuję, chociaż większość facetów na których trafiałam to po prostu Dupki - oprócz tego jednego. Przez to wiem że mężczyźni też cierpią i to nawet bardziej od kobiet. Różnica jednak polega na tym, że w kobiecie zostaje takie coś jak sentyment do tej osoby a facet jak już wypłacze swoje kładzie na wszystkim lagę. Jak to mają w zwyczaju mówić "już nie jestem taki jak kiedyś, zmieniłem się..." co znaczy że sami nie wiedzą jacy są i kim są.
ogolnie masz racje Mirella ale wez pod uwage ze sa rozni ludzie . Ja osobiscie nie spotkalem takiej kobiety
To jest jeden z tych beznadziejnych dni. Jest weekend. Od dwoch dni siedze sama w domu. Jest mi zle i nie mam sie komu pożalic. NIe umiem sobie znaleść miejsca:(
hej Louve. Napisz co Ci dolega . Moze uda mi sie cos Ci pomoc chyba ze chcesz od faceta
W zasadzie nic mi nie jest. Siedze w czterech scianach od dwoch dni. Chyba nie wierzę w miłość, nie wiem czy wierzę w przyjaźń. To tyle.
Obiecałam sobie że nie będę płakać przez weekend ale jest to bardzo trudne. Samotność jest trudna... Jeszcze ta pogoda. Staram się jak mogę żeby weekend szybko minął... Nienawidzę wolnych dni ![]()
Mirella, ja ryczę cały dzień. Moje życie wydaje mi się bez sensu. Poza pracą nie mam nic, nic mnie nie cieszy, nic mi się nie chce. Od czasu rozstania z facetem, z którym byłam kilka lat zepsułam wszystkie znajomości. Boję się, że nie dostanę więcej szansy na miłość
Aga ze mną jest podobnie. Po rozstaniu zostałam zupełnie sama.
Dziewczyny, ja też oprócz pracy nie mam nic. Wręcz nienawidzę weekendów, każdy wolny dzień to dla mnie katorga. Za dużo czasu na rozmyślanie, analizę i użalanie się nad sobą. Gdybym mogła chociaż skupić się na czymś, np. oglądaniu filmów to byłoby lepiej ale wcale tak nie jest. Niby gdzieś tam wierzę że jeszcze kogoś poznam, ale w takich dniach jak ten to tracę wszelką nadzieję. A wiecie co jest najgorsze? Znajomi uważają mnie za fajna laskę; ładna, zgrabna, zadbana, samodzielna i dziwią się że nie umiem sobie nikogo znaleźć. Trzydziestka na karku, w okół znajomi z rodzinami a ja sama jak palec. Dni przeciekają mi przez palce a ten najlepszy który teraz mam przepłakuję w kącie.
Ze mną jest podobnie - samoocena na ujemym poziomie, ale wśród znajomych uchodzę za atrakcyjną dziewczynę. Z tym że ja wiem, że mój problem to charakter - drobiazgowość, krytykanctwo, brak tolerancji, impulsywność, niecierpliwość... To jest powód mojej samotności. Szkoda, że dopiero teraz to zrozumiałam, bo zniszczyłam przez to kolejną znajomość
Aga powiem Ci tylko tyle, że Ty chociaż wiesz z jakiego powodu tak się dzieje, że nie masz Księcia obok siebie, a ja? Ja nawet nie jestem w stanie powiedzieć, jak do tego doszło...
Podobnie jak mirella jestem odbierana przez otoczenie: ładna, zgrabna, samodzielna, inteligentna. A jednak... Kicha i tyle. Mój były narzeczony powiedział mi dzisiaj, ze powinien być przy mnie, że jest kawał chama, że tak się stało, a jednak... Tak sobie troszkę o tym wszystkim rozmyślam od czasu mojego z nim rozstania i coraz bardziej dochodzę do przekonania, ze nie we mnie jest wina, tylko... Wina leży gdzieś pośrodku, jak zwykle. Nie ma już chyba wolnych mężczyzn w odpowiednim dla mnie wieku. No własnie w tym chyba jest sedno sprawy, że wszędzie wkoło spotyka się osoby płci przeciwnej, które powinny już dorosnąć, a jednak w dalszym ciągu są po prostu chłopcami. A Miłość to nie tylko motyle w brzuchu, seks i miłe spędzanie czasu. Miłość łączy się w dużej mierze z odpowiedzialnością: za siebie, swoje emocje, swoje decyzje i wybory, za drugą osobę, za to wszystko co się dzieje między dwojgiem ludzi...
Nie ma już chyba wolnych mężczyzn w odpowiednim dla mnie wieku.
Dlatego musimy znaleźć sobie młodszych bo w naszym to już wszyscy zajęci
Aga Ja nie chcę wymieniać tutaj swoich wad bo aż mi wstyd, ale tak samo jak Ty jestem świadoma tych najgorszych we mnie cech. Jestem strasznie wymagająca co do partnera, często musi być tak jak ja chce, nie przebierałam nigdy w słowach (co uznawałam za szczerość) a faceci nie lubią jak się ich krytykuje na każdym kroku. I pomimo tego że o tym wiem, nie umiem tego zmienić. Szczerość do bólu w moim wykonaniu to atak niczym na WTC
Kiedyś znajomy uświadomił mnie że za bardzo jestem samodzielna, za wiele już osiągnęłam i dlatego trudno jest mi znaleźć sobie kogoś pod swoje "Ja". I wiecie co, ma rację. Ale może jeszcze nie wszyscy fajni i zaradni faceci wymarli ![]()
tak czytam i czytam i nadziwić się nie mogę... Jak to jest... Uważamy się za gorsze, nijakie, z kompleksami. Jesteśmy samotne, nie umiemy bądź nie możemy sobie poukładać życia. A otoczenie odbiera nas zupełnie odwrotnie. Ileż to razy już słyszałam, że to dziwne ze jestem sama przecież jestem bardzo inteligentna, złośliwie inteligentna, zaradna, silna, atrakcyjna i że każdy facet chciałby mieć taką kobietę jak ja. Tak? Tylko gdzie ten KAŻDY facet?
Mamy dwojaka naturę i zawsze to powtarzam. Chcemy być silne dla otoczenia, usmiechniete, szczęsliwe, niechcemy by ktos sie nad nami użalał, by ktos widział żę sobie nie radzimy. W czterach pustych ścianach ściagamy maskę kobiet spełnionych a nasze kompleksy zatruwaja nam życie. "Każdy" który chciałby być z nami to nie koniecznie ten z którymi my chciałybyśmy być.
ewik79 napisał/a:Nie ma już chyba wolnych mężczyzn w odpowiednim dla mnie wieku.
Dlatego musimy znaleźć sobie młodszych bo w naszym to już wszyscy zajęci
No i poza tym jak pokazuje średnia życia kobiet i mężczyzn, to jest to kolejny argument za młodszym ![]()
A może faktycznie nasza dwoista natura spełnionych, samodzielnych w otoczeniu i samotnych, chlipiących do poduchy, to jest tak naprawdę rozdwojenie jaźni i należy z tym do specjalisty biec? ![]()
ewik79 napisał/a:Nie ma już chyba wolnych mężczyzn w odpowiednim dla mnie wieku.
Dlatego musimy znaleźć sobie młodszych bo w naszym to już wszyscy zajęci
![]()
Aga Ja nie chcę wymieniać tutaj swoich wad bo aż mi wstyd, ale tak samo jak Ty jestem świadoma tych najgorszych we mnie cech. Jestem strasznie wymagająca co do partnera, często musi być tak jak ja chce, nie przebierałam nigdy w słowach (co uznawałam za szczerość) a faceci nie lubią jak się ich krytykuje na każdym kroku. I pomimo tego że o tym wiem, nie umiem tego zmienić. Szczerość do bólu w moim wykonaniu to atak niczym na WTC
![]()
Kiedyś znajomy uświadomił mnie że za bardzo jestem samodzielna, za wiele już osiągnęłam i dlatego trudno jest mi znaleźć sobie kogoś pod swoje "Ja". I wiecie co, ma rację. Ale może jeszcze nie wszyscy fajni i zaradni faceci wymarli
Mirella, ja czasami wolałabym nie mieć żadnych oczekiwań, związać się z pierwszym lepszym, bo się akurat pojawił i jakieś tam kryteria spełnia i z głowy. Ale ja niestety nie umiem być z kimkolwiek, muszę coś czuć. A jestem w stanie poczuć coś tylko do faceta, który ma na tyle silną osobowość, że nie pozwoli bym weszła mu na głowę. Czuję się fatalnie, bo ten ostatni facet właśnie taki był, ale wcześniej nie pasowały mi inne rzeczy i zachowywałam się strasznie wobec niego. Nie dziwię się wcale, że poszukał sobie kogoś milszego i bardziej stabilnego emocjonalnie
To jest dla mnie niezła lekcja i ja postanowiłam się zmienić. O ile nad emocjami trudno jest zapanować, to pewne cechy charakteru są do zmodyfikowania. Postanowiłam być milsza (o inteligencji nie świadczy tylko złośliwość), bardziej tolerancyjna i mniej egoistyczna. No i cierpliwsza - z tym mam mega problem. Tylko gdzie spotkać faceta, któremu będę mogła pokazać nową siebie? Wokół wszyscy młodsi ![]()
ewik79
Ja bym do specjalisty nas wszystkich nie wysyłała ![]()
Aga i w czym masz problem że młodszy?? Jak cię trafi strzała amora to wiek nie będzie miał żadnego znaczenia. (Hmmm.... ja osobiście jak spotkam tego amora co we mnie celował to wsadzę mu ten jego łuk w d...ę
)
A jestem w stanie poczuć coś tylko do faceta, który ma na tyle silną osobowość, że nie pozwoli bym weszła mu na głowę. Czuję się fatalnie, bo ten ostatni facet właśnie taki był, ale wcześniej nie pasowały mi inne rzeczy i zachowywałam się strasznie wobec niego.
A myślałam że drugiej takiej zołzy jak Ja nie ma
Teraz mam wiele czasu na analizowanie i chyba powoli dojrzewam do ocenienia siebie jako tą główną prowoderkę kłótni i może nawet i rozstań. Uczę się żyć teraz sama z sobą ze swoimi wadami aby dać kiedyś tej drugiej osobie to co we mnie najlepsze. Może jeszcze mam przed sobą taką szansę.
Właśnie ja się tego boję, że zrozumiałam za późno, że mężczyźni jednak nie kochają zołz ![]()
To już sama nie wiem, jak do psychiatry to jeszcze nie pora, to jednak odetchnęłam z ulgą ![]()
mirelko jest więcej nas takich i pewnie z tego powodu jesteśmy same, że Zołzy
Ale ja osobiście mam nadzieje, ze jednak gdzieś, kiedyś taki odważy się znajdzie, że zołzy bał się nie będzie
W zołzach często wiele uczuć jednak tkwi i rożnych fajnych cech (może nawet więcej niż w tych miłych laskach), które chyba ukrywamy, bo boimy się zranienia tak zwyczajnie... Takie pozostałości po poranieniach pozostały...
Ewik, zgadzam się, że zołzy mają fajne cechy. Ja lubiłam swoją zołzowatość, ale co z tego jak się okazało, że inni jej nie lubią. Dlatego pora wyrobić w sobie również cechy miłej dziewczyny z sąsiedztwa ![]()
Mam dziś gorszy dzień więc pisze;p hmm W moim przyadku jest tak że niby nie jestem sama a tak sie czasami czuje... Co prawda nie mam chlopaka, ale jest osoba na której bardzo mi zależy a tej osobie na mnie niestety dzieli nas odległość (co ma sie nie długo zmienić) no ale wiadomo też nie wiadomo jak to bedzie... tak serio to nei chce pisać o samotności czyt brak faceta. Moim problemem są raczej moje przyjaciółki... w zasadzie przyjaciółka. jestem osobą która nie bardzo umiem sie otworzyć nawet przed przyjaciółką dlatego często z moimi problemami jestem sama natomiast staram sie wysluchiwać i pomagać rozwiązywać problemy moich przyjaciół. wiem że pisze troche nieskladnie tu przyjaciele tam przyjaciółki. po prostu mam 2 bliskie koleżanki i 1 przyjaciółke... problem jest taki że no właśnie... Czasami mnie to denerwuje.. bo ja uważam że w przyjaźni jest tak że jedna i druga strona musi sie starać... a ostatnio jest tak że czuje sie całkowicie zlewana.. i tak serio nie mam sie ani przed kim wygadać ani nikt sie nie przejmuje tym że coś mnie gnębi.. bo jak by mi to przyjaciółka napisała to ja bym sie przejeła.. może to dziecinne.. samolubne co pisze.. A najlepsze jest to że później ta przyjaciółka pisze że ja np nie mam dla niej czasu.. wczoraj do niej napisałam (bo chciałam dzis pogadać) ale nie umowilysmy sie dokladnie na godzine. wczoraj jej pasowało a dzis nie odp... a ja przeciez nie ebde caly dzień czekac na odp.. nie pierwszy raz sie tak zdarza..nie wiem co myśleć
ps przepraszam za to jak pisze i wogóle ze tak nieskladnie ale nie mam wprawy w pisaniu na forum...
Aga30 A jakie to są cechy dziewczyny z sąsiedztwa?
I jeszcze coś mi wpadło do głowy - zołzy są fajne, ale na krótko. Faceci lubią takie dziewczyny, bo fajnie się z nimi spędza czas, są ciekawe, szalone nawet czasami. I to jest fajne, ale na chwilę, nie na całe życie. Taka nieprzewidywalność jest podniecająca, ale jest zaprzeczeniem poczucia bezpieczeństwa, a mężczyźni tego również potrzebują.
No własnie i w tym tkwi problem, że ja Zołza jestem, ale tylko troszkę... Potem się okazuje, ze jestem taka... zwyczajna chyba jestem Ewa po prostu, z moim brakiem kłopotów w kuchni, w porządkach, możliwością polegania na mnie i troski, jaką z siebie daję (tak przynajmniej się dowiedziałam od innych, bo sama bym na to nie wpadła
) i już sama nie wiem, czy masz rację Aguś, bo to też nie działa ![]()
Dziewczyna z sąsiedztwa - miła uległa szara mysz
) No niestety, ale nie jest ona tak fascynuująca jak zołza, jednak faceci wolą takie na życie, a z zołzami mają co najwyżej krótkie romanse pozamałżeńskie
Oczywiście teraz generalizuję i są wyjątki, ale ja niestety ich nie spotykam. Dziewczyna z sąsiedztwa jest przede wszystkim ciepła, dużo daje z siebie nie licząc na natychmiastowy rewanż. Dba o swojego faceta i gotowanie, kanapki do pracy mają tu duże znaczenie. Pozwala facetowi być facetem, pozwala mu decydować i docenia go nawet za drobiazgi.
Piszę to wszystko naprawdę z bólem serca
, bo przez całe swoje życie postępowałam odwrotnie, ale myślę, że dlatego teraz jestem sama. To też tłumaczy dlaczego ostatni dwaj moi faceci byli mną zafascynowani na maxa, a jednak szybko uciekli
Słyszałam, że jestem piękna, inteligentna (przesada), ale jednak te związki się rozpadły. Nie rozumiałam dlaczego. Naprawdę nie chcę być dziewczyną z sąsiedztwa, ale nie chcę też być samotna, dlatego wybieram lepsze zło.
Jeżeli jest w dziewczynie coś . co facetowi odpowiada i jest zafiksowany na jej punkcie, to czy jest zołzą czy "good girl" nie ma żadnego znaczenia,bo on zwyczajnie tego nie widzi.
Jeżeli jest w dziewczynie coś . co facetowi odpowiada i jest zafiksowany na jej punkcie, to czy jest zołzą czy "good girl" nie ma żadnego znaczenia,bo on zwyczajnie tego nie widzi.
Na początku nie ma to znaczenia, ale z czasem poziom fascynacji się obniża i tylko facet z mocnym ego będzie z zołzą. Taki jest bynajmniej mój punkt widzenia i poczułam się lepiej, gdy doszłam do tych wniosków.
NO właśnie Aguś
Więc należy natrafić na faceta a nie chłopca po prostu
No bo chyba takie ukrywanie swoich cech też nie ma zbyt wielkiego sensu, bo prędzej czy później wyjdzie na jaw i potem tylko się będzie musiało z kims męczyć lub z beczeć po rozstaniu, rozwodzie... A zmienianie siebie? Należy przy tym wszystkim pamiętać, ze zmieniając jedną cechę przy okazji zmienia się coś jeszcze, ale to już nieświadomie i nigdy nie wiadomo co się przy okazji zmieni... Jak byłam niegdyś miła i dobra na każdym froncie, to jednak dużo mniej uśmiechana chodziłam i z tym to juz mi nie było zbyt dobrze, ludzie mnie wykorzystywali na każdym kroku i tylko do dzielenia smutków "używali", więc ja pozostanę sobie troszkę zołzowata i nie dam się, a co przyniesie los to się okaże, ale mam wiarę, że jak "czegoś bardzo chcesz, z całych sił, to cały wszechświat sprzysięgnie się, aby spełnić twoje marzenie", więc dalej sobie marzę ![]()
Ewik, ale ja chcę się zmienić, bo ranię ludzi będąc taka. I ranię też siebie, bo wszystko niszczę. Ten ostatni facet nie chce nawet ze mną rozmawiać ![]()
Ojjj. To coś Ty mu takiego zrobiła, że aż tak poszło? Ja tylko z jednym nie rozmawiam z przeszłości i to tylko dlatego, ze to on jest dziwny.
Chyba nie zrobiłam nic aż takiego złego, żeby teraz tak mnie traktował. Chociaż zrobiłam - zamach na ego faceta to najgorsze przestępstwo...
No to chłoptaś i nawet nie chłopak z niego hihihi A Ty się nie martw, jak mawiają starożytni rzymianie każda potwora znajdzie swojego amatora ![]()
muszę... bo się uduszę...
jak "spotykał" się ze mną to nie był gotowy na związek... a teraz - proszę, jest. i co ona ma w sobie czego ja nie mam?
muszę... bo się uduszę...
jak "spotykał" się ze mną to nie był gotowy na związek... a teraz - proszę, jest. i co ona ma w sobie czego ja nie mam?
Może On po prostu nie chciał być z Tobą a każda wymówka jest dobra. Tchórz i tyle i nie ma co analizować dlaczego nie Ty a tym bardziej w czym inna jest lepsza od Ciebie.
mirella
ja wiem, ale tak mnie coś naszło... może dlatego że po rozwodzie było już kilku takich "nie gotowych" i to pogłębiło moją niską samoocenę
Nonamewoman nie przejmuj się, każdy czasami ma dość tego wszystkiego... Zadając sobie pytanie, co jest z Tobą nie tak, lub co ona ma takiego, czego ja nie mam, zadaj sobie przy okazji pytanie, co z Nim jest nie tak, czy on ma coś takiego, bez czego żyć jest źle. W takich sytuacjach wina leży pośrodku i to nie jest tak, ze ona ma coś, czego Ty nie masz, masz wiele, a on nie potrafił tego dostrzec, bo głupi i ślepy. Więc i tak wychodzi na Twoje, ze Ty lepsza, bo w innych dostrzegasz, a on nie
Ja przynajmniej w taki sposób poprawiam sobie swoją samoocenę ![]()
ewik79
każdy sposób dobry jeśli prowadzi co delu ![]()
a podobno im dłużej sobie coś powtarzamy tym bardziej zaczynamy w to wierzyć
To w sumie nie jest żadne wmawianie sobie, tylko spójrzmy na sprawę obiektywnie. Nigdy tak się nie zdarza, ze wina leży po jednej ze stron, należy jej poszukać gdzieś tam pośrodku. I to nie jest tylko i wyłącznie moja opinia, powtarzam za mądrzejszymi, którzy takie zjawiska badają zawodowo
A tak naprawdę, jak się kto nie chce wiązać z tą konkretną osobą, to znaczy, że nie jest to ta osoba tak po prostu. Nie można mieć przecież pretensji i żalów do wszystkich facetów, że cię nie chcą, po prostu to jeszcze nie ten... Powodzenia w poszukiwaniach
a w zasadzie nawet nie tyle, ze w poszukiwaniach co w znalezieniu Siebie nawzajem ![]()
hmmm, tylko, że ja żalu do nich nie mam... no może do mojego byłego męża, że się poddał... ale to inna historia
nie mam do nich żalu, tylko po tylu niepowodzeniach zastanawiam się nad tym, ze to może ze mną coś jest nie tak skoro ze mną nie a z innymi tak...
A powiedz, tylko tak szczerze, uważasz że ten ostatni był naprawdę dla Ciebie najlepszym możliwym jakiego spotkałaś? Związałabyś się z nim tak do końca życia?
nie wiem czy był najlepszym i czy związałabym się z nim do końca życia - raz już tak myślałam i się pomyliłam
nie chcę więc rzucać słów na wiatr
jest mi tylko przykro bo nie wiem co źle zrobiłam i co mogłam zrobić lepiej
tak samo jak nie wiem gdzie popełniłam błąd i moje małżeństwo się rozsypało
Również nie wiem, gdzie popełniłaś błąd, ale wiem, ze na pewno nie tylko Ty byłaś winna. Ktoś kiedyś powiedział, że jak żona zdradza męża to winny jest również mąż, bo nie okazywał, nie doceniał, nie dostrzegał, nie był...
Jeśli nie jesteś pewna, czy z tym akurat byś się związała tak na poważnie, to już chyba sama sobie odpowiedziałaś czy on był dla Ciebie w ogóle przewidziany. A jednak wiem, ze taka jest właśnie bolączka naszych czasów, że jak w małżeństwie się źle układa, to już rozwody, wielkie rozstania, ból i rany, które trzeba zagoić. Popatrzmy na starsze pokolenie. Im tak łatwo się nie rozwodziło i może w tym tkwi sedno sprawy. Czasami potrzeba po prostu czasu, aby coś się naprawiło, abyśmy potrafili dostrzec gdzie popełniamy błędy i mieli szansę je naprawić. A teraz to wszyscy tacy niecierpliwi...
Nie dołuj się proszę i nie pogarszaj jeszcze swojej oceny siebie stwierdzeniami, że to zawsze z Tobą okazywało się coś nie tak i gdzieś tam to Ty winna byłaś. To i tak nie prowadzi do niczego. Nie, z Tobą jest wszystko w jak najlepszym porządku!!! Myślisz i się zastanawiasz, czujesz i wierzysz bądź wątpisz, wiec masz i serce i rozum, a to już jest wszystko, co jest potrzebne do stwierdzenia, że wszystko co robisz jest w porządku i ok, bo robisz wszystko jak potrafisz najlepiej ![]()
Ojej tyle smutku.
Tyle nieszczęścia.
Wiecie co, też mam dzisiaj zły dzień. Zresztą ostatnio mam same złe dni. Czyżby brak słońca powodował tą niechęć do wszystkich i wszystkiego?
Wiecie co jest najgorsze? Samotność w małżeństwie.
Tak bardzo bym chciała aby mój mąż mnie zdradził. Dałby mi powód, motywację, abym w końcu odeszła a nie ciągnęła tej farsy, która nazywa się małżeństwo.
Co nas łączy? Dziecko. Nowy dom wybudowany wspólnymi siłami. Co nas dzieli? Wszystko.
Przepraszam, że się tak wcinam, ale musiałam to z siebie wyrzucić. Jest mi bardzo źle.
Już nie przeszkadzam, uciekam sobie.
Może nie tylko ja byłam winna, ale mój ex-małżonek postarał się o to by wszyscy myśleli, że tak jest. Bardzo chętnie dzielił się z otoczeniem tym co złe z mojej strony zupełnie przemilczając swoje występki. Zapewne żaden z tych facetów nie był dla mnie ale (o zgrozo) próbowałam za wszelką cenę z kimś się związać żeby tylko zapomnieć o bólu rozstania z mężem. To miał być klin klinem. Tylko, że tak naprawdę nie wiem czy byłam gotowa na jakikolwiek związek bo nie zakończyłam swojego małżeństwa. Gdzieś tam w głębi mnie ciągle wierzyłam, że mój mąż wróci... ale nie wrócił i nie wróci. A ja staram się na zawsze zamknąć ten rozdział żeby móc czystym sumieniem powiedzieć, że jestem gotowa na kolejny.
A dzisiaj ja mam gorzej... W głowie i serduszku
Przytuli mnie ktoś?
A dzisiaj ja mam gorzej... W głowie i serduszku
Przytuli mnie ktoś?
no to przytulam ![]()
Dziękuję...
Ja też tulę ![]()
"A gdy serce twe przytłoczy myśl, że żyć nie warto,
z łez ocieraj cudze oczy, chociaż twoich nie otarto." - Maria Konopnicka
Ech....
Na ch**j to wszystko!!! Po fajnym weekendzie przychodzą zawsze te fatalne dni!! Pytam Dlaczego???? Co robię nie tak, czym sobie na to wszystko zasłużyłam? Wiem, użalam się ale nie mam już siły na to wszystko. W pracy masakra, pies chory, auto się sypie, konto świeci pustkami i na dodatek mnie dorwało przeziębienie.
Boże kiedy to się skończy... albo lepiej niech wykończy mnie bo mnie już bolą kolana od tego ciągłego podnoszenia się.
Witam,
Mam 26 lat od 7 lat często płaczę. Trzy lata bo bolało mnie serce i nie tylko.. a teraz bo nie umiem sobie poradzić czasami z tym wszystkim.Czuje się smutna, pusta w środku, bez znaczenia. Płaczę w domu co noc i tak dzień po dniu. Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio gdzieś wychodziłam, jakoś nie mam ochoty. Zamykam się w domu chodzę jak we śnie chyba się nie dźwignę nie mam siły już .W pracy oczywiście robię dobrą minę do złej gry. Ale w domu nie potrafię.. Dlaczego tak ciągle się rozklejam ??
Nie mam pojęcia myślałam , że jak zostawię ojca mojego dziecka będzie dobrze. W sumie jest dobrze bo bezpiecznie, lecz płakać nadal płacze. Nie mogę przestać . Dlaczego??
192 2011-04-12 01:41:57 Ostatnio edytowany przez moniliwikia (2011-04-12 01:44:55)
dlaczego?
niech mnie ktoś przytuli.... ![]()
Na ch**j to wszystko!!! Po fajnym weekendzie przychodzą zawsze te fatalne dni!! Pytam Dlaczego???? Co robię nie tak, czym sobie na to wszystko zasłużyłam? Wiem, użalam się ale nie mam już siły na to wszystko. W pracy masakra, pies chory, auto się sypie, konto świeci pustkami i na dodatek mnie dorwało przeziębienie.
Boże kiedy to się skończy... albo lepiej niech wykończy mnie bo mnie już bolą kolana od tego ciągłego podnoszenia się.
Mirella, fajny weekend to bardzo dużo! Ciesz się z lepszych momentów i zaakceptuj te gorsze jako coś naturalnego. Życie to sinusoida jednak i czasami po prostu trzeba przetrwać gorszy czas i nie poddawać się.
Zauważyłam, że ja obsesyjnie boję się tzw. dołów i wtedy za wszelką cenę próbuję znaleźć pocieszenie - zwykle są to sposoby, które tylko pozornie poprawiają mi nastrój, a nie przynoszą żadnego rozwiązania problemu, a czasem nawet jeszcze bardziej komplikują sprawy. Ale małe postępy już robię
A żeby było Ci raźniej: weekend miałam średni, w pracy też różnie, konto - szkoda gadać, a psa i auta brak. Faceta też ![]()
Bardzo mi sie podobał wpis jednej z forumowiczek "bolą mnie kolana od tego podnoszenia się" wiem co ona czuje!!!!!!!!!!znów podnosze sie z kolan (bo życie umie nas rzucić na kolanka).
Mój związek nie wypalił- chyba jednka umre w samotności ( troche głupio, bo tyle wysiłku włożyłam w to by kogoś poznać)- jednym miłość jest dana innym nie.
Znów zwątpiłam w facetów ( nie miałam nidgy zbyt wielkiej wiary w nich, ale nie myślałam, że bedzie az tak źle)
Zastanawiam sie jak bedzie wyglądała moja przyszłość- wszytskie "dobre ciocie" twierdzą, że życie w pojedynke jest nic nie warte. Zapominają biedaczki, że niektórym zwyczajnie życie sie nie układa i nie mają na tyle szczęścia w życiu by spotkać odpowiedniego faceta, a wiążąc sie z tzw. pierszym lepszym z pewnością nie "upiększysz" sobie życia.