Przekonajmy aby nie były kochankami... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Przekonajmy aby nie były kochankami...

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 175 z 175 ]

131

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
kasandra1234 napisał/a:

Kobieto,czy ty sobie żarty ze mnie stroisz,udajesz idiotke a moze nia jestes!?Jak nie wiesz to sie zapytaj!

kasandra myślę iż na tym forum obowiązuje kultura...

Zobacz podobne tematy :

132

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
kasandra1234 napisał/a:

Kobieto,czy ty sobie żarty ze mnie stroisz,udajesz idiotke a moze nia jestes!?Jak nie wiesz to sie zapytaj!

Cóż za kultura i logika?
Zapytałam i otrzymałam odpowiedź -" nie wiesz, to się zapytaj!" WOW!

A skąd to wysnułaś wniosek, że potępiam konkubinat? Potępiam zdradę - a ona nawet w konkubinacie się zdarza.
Nie rozumiem, dlaczego bycie kochanką i życie w konkubinacie sprowadzasz do tego samego?
To dwie różne sprawy!

133

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
kasandra1234 napisał/a:

Niekochana ty juz sama nie wiesz co mowisz!o ludzie!Dzieci znaja juz takie pojecia!
Nie chodzilo o to slowo ale o caloksztalt wypowiedzi IDELI.
IDELE przepraszam ale jestem juz troche przewrazliwiona...

ależ ja się nie gniewam i nie gniewałam
swoje przeszłam i chyba już z dużym dystansem podchodzę do wielu tematów, rozumiem też Kochanki - że są pogubione i weszły na zbyt stromą ścieżkę, na własną zgubę
Po co? No właśnie - każda powinna szukać odpowiedzi w sobie samej i szukać w sobie samej sposobu na wyjście z trudnej sytuacji.

Myślenie, że zdradzane żony dyszą nienawiścią i chcą tylko dowalić - to fikcja. Wiele pewnie ma w sobie sporo bólu i chętnie zabiłaby Was jak robaka. Ale są i takie jak ja - szkoda mi Was kobitki, że wplątałyście się w taką "kupę". Nie warto.
Ale warto poszukać dla siebie kogoś, kto pokocha i da więcej niż dziś macie. Zasłużyłyście na to. Tak jak i ja zasłużyłam na to, żeby być kochana i nieoszukiwana.

Ps. bardzo się cieszę, że się dowiedziałąm o zdradzie. O ile uboższa bym była i nieświadoma samej siebie gdybym się o zdradzie nie dowiedziała. Dlatego uważam, że każda z żon Waszych kochanków powinna się dowiedzieć. Bo to jest szansa dla niej. Dla niego. I dla Ciebie.

134

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
Idela napisał/a:

Myślenie, że zdradzane żony dyszą nienawiścią i chcą tylko dowalić - to fikcja. Wiele pewnie ma w sobie sporo bólu i chętnie zabiłaby Was jak robaka. Ale są i takie jak ja - szkoda mi Was kobitki, że wplątałyście się w taką "kupę". Nie warto.
Ale warto poszukać dla siebie kogoś, kto pokocha i da więcej niż dziś macie. Zasłużyłyście na to. Tak jak i ja zasłużyłam na to, żeby być kochana i nieoszukiwana.

Ps. bardzo się cieszę, że się dowiedziałąm o zdradzie. O ile uboższa bym była i nieświadoma samej siebie gdybym się o zdradzie nie dowiedziała. Dlatego uważam, że każda z żon Waszych kochanków powinna się dowiedzieć. Bo to jest szansa dla niej. Dla niego. I dla Ciebie.

Nie chcę czegoś pokręcić, więc się dopytam - to Twój partner (konkubent) Cię zdradził?

135

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...

DORIS masz racje ale chyba sama musisz przyznac że NIEKOCHANA specjalnie mnie "wkręca" .

136

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...

Idela,

super to ujęłaś. Tyle, że każda kochanka mysli, że jest tą wyjatkową i jedyną miłością, a zona to po prostu,  matka dzieci, współkredytobiorca, nieraz wredna, bo przestała dbac o męza. Tyle, że jak zaczyna się grunt takiemu mężusiowi pod nogami palić, to zaraz sie okazuje, że kochanka go omotała, że przechodził własnie kryzys, że nie wyobraża sobie zycia bez zony, dzieci, wspólnego domu, który razem wybudowali. I wtedy sie okazuje, że jednak kochanka nie była az tak wyjątkowa a miłość nie tak wielka i wspaniała.

137

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
niekochana72 napisał/a:

Nie chcę czegoś pokręcić, więc się dopytam - to Twój partner (konkubent) Cię zdradził?

si si niekochana ;-)

138

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
Idela napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Nie chcę czegoś pokręcić, więc się dopytam - to Twój partner (konkubent) Cię zdradził?

si si niekochana ;-)

A mogłabyś dla nas wszystkich opisać tu, jak się sprawy potoczyły. Chodzi mi o poznanie prawdy i poradzenie sobie z tym.
Jeśli oczywiście to dla Ciebie nie jest zbyt intymne.

139

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...

w skrócie:
- chodziliśmy razem do ogólniaka, do jednej klasy. zakochaliśmy się w sobie bardzo szybko. klasowa para
- na I roku studiów ciąża, wspólne życie itp itd. Bardzo szybko musiałam dorosnąć, a że jestem ambitna i strasznie chciałam, żeby mi się udało stworzyć super rodzinę (bo ja takiej nie miałam - ojca swojego nie znam), to wzięłam się za bary z życiem. Kończyłam studia, zarabiałam, wychowywałam i bardzo dbałam o siebie
- latka mijały, a my się dorabialiśmy, ale jak córka była większa to się zachciało nam pożyć, więc pojawiły się imprezy, wspólne towarzystwo, miał być fun i życie normalne
- wszystko byłoby ok, gdyby koleżanka z paczki, która miała problemy z mężem i mówiła, że nie wie co zrobić nagle nie przeszła na drugą stronę mocy i zakręciła się koło mojego faceta (to tak po 12 latach naszego związku)
- romans trwał rok. Nigdy mi nie przyszła do głowy zdrada - że jest tuż obok, omamia mnie dookoła. Czułam że coś jest nie tak, byłam nieszczęśliwa, ale tym bardziej się starałam. Byłam piękna, zadbana, w łóżku wciąż fikaliśmy. Cacy-niecacy
- ona poczuła się na tyle bezpiecznie w romansie, a jej mąż obok nie miał pojecia - że jak się zorientował to go pogoniła pod pretekstem że też ją oszukiwał
- no i zaczęło się polowanie na substytut męża - kochanka. Sytuacja zaczęła się robić ciasna dla nich a i ja czułam zagęszczoną atmosferę
- że Kochanka/koleżanka była sąsiadką z bloku, pewnego dnia zobaczyłam jak wychodzi od niej i wszystkie puzzle wskoczyły na swoje miejsce
- ból, dół i rozpacz zdradzonej. Ból, dół i rozpacz Kochanki. Ból, dół i ulga Konkubisia - że się już wydało, że sytuacja wymaga reakcji
- wyganiałam, ale był przy mnie. Zerwał z tamtą i te wszystkie teksty zdradzającego były mi podsunięte. A że byłam w kompletnym bagnie psychicznym nie miałam siły odejść, odpędzić. Nie miałam nikogo, kto by mi pomógł. Powiedziałam, ok, bądźmy razem, ale pamiętaj niczego ci nie obiecuję... zaakceptował
- do Kochanki nie poszłam, mimo że dobrze ją znałam, bo i po co? Napluć w twarz czy dać z pięści między oczy? Bo i po co? pewnie zasłużyła, ale mnie ona gówno obchodzi. Wiem że cierpiała. Bardzo. Liczyła, że to się inaczej skończy, że jak się dowiem, to może będą razem?
Kochanki! Gdyby chciał z nią być - to byłby. ZAPAMIĘTAJCIE TO SOBIE! Ja nie walczyłam, ja trwałam i próbowałam sobie radzić.
- po roku byłam wrakiem człowieka, jak bym tu weszła wtedy pewnie bym was Kochanki deptała jak robaki ;-)
- poszłam na terapię psychoanalityczną i tak trwam już 4 lata. Nabrałam dystansu i żyję. I rozumiem swój ból, swój współudział, rozumiem Kochankę, choć nadal potępiam. Ale nasza historia jest taka, że ona była mężatką, znała dobrze mnie i naszą córkę, odwiedzaliśmy się nawzajem, zwierzałyśmy się sobie - więc wykorzystała mnie.
Pogubiła się kobieta, była w dołku z mężem i wybrała najgorszą opcję jaką mogła wybrać. Szkoda, że kobiety robią innym takie rzeczy. Szkoda, że robią sobie takie rzeczy.

A mój konkubiś? Cóż, może go tu wpuszczę, to sam opisze od siebie to co będzie chciał.
Ja sobie radzę, ale tylko dlatego, że skupiłam się na sobie, nad pracy nad sobą. jak ja się zmieniam, to otoczenie również. To działa...

Zdradzane żony muszą wiedzieć że są zdradzane! To szansa dla nich. To szansa dla Kochanek i mężów. Myślę, że często zdrady są ukrywane, bo aktorzy potajemnego romansu wiedzą, że jak się wyda to będzie koniec. Żona jest ofiarą egoizmu kochanków - bojących się spojrzeć prawdzie w oczy.

140

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...

Jezusie jaka mądra Kobieta.
Pełen szacunek.

141

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...

Kriss nawet nie wiesz jak często myślę o sobie, że głupia jestem. Ale staram się głaskać po główce, bo kto pogłaszcze jak nie ja sama?
A wiecie, że jak się głaszczę i to konkubiś chce głaskać? I inni też?

ps. głaskanie, to nie użalanie się nad sobą ;-)

142

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...

Idela - bardzo Ci dziękuję. Jesteś wspaniałym człowiekiem.
Czy udało Ci się odbudować zaufanie do partnera (pozwolisz, że tak będę pisać?)? Czy to w ogóle możliwe?
Rozumiem, że ta sytuacja była podwójnie trudna - zostałaś właściwie zdradzona przez dwie osoby.

Mam nadzieję, że Twoja historia sprawi, że niektóre kochanki zrozumieją. Zrozumieją, że krzywdzą tak bardzo.

143

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...

Z zaufaniem jest jak na drodze: chcesz dojechać bezpiecznie do celu, stosuj zasadę ograniczonego zaufania. Nie przeginam w żadną stronę.

Myślę, że np. rozwódka, która potem wdaje się w romans z żonatym mężczyzną też boryka się z zaufaniem w szeroko pojętym ujęciu - do mężczyzn. Może dlatego wchodzi w romans z żonatym bo boi się zaufać i że jej też ktoś zaufa? Bo to rodzi zobowiązania,a  tego kobieta po przejściach boi się najbardziej. Ale paradoksalnie to właśnie z tym musi sobie poradzić.
Tak jak ja muszę sobie radzić z z wyważeniem zaufania.

144

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
Idela napisał/a:

Myślę, że np. rozwódka, która potem wdaje się w romans z żonatym mężczyzną też boryka się z zaufaniem w szeroko pojętym ujęciu - do mężczyzn. Może dlatego wchodzi w romans z żonatym bo boi się zaufać i że jej też ktoś zaufa? Bo to rodzi zobowiązania,a  tego kobieta po przejściach boi się najbardziej. Ale paradoksalnie to właśnie z tym musi sobie poradzić.
Tak jak ja muszę sobie radzić z z wyważeniem zaufania.

Heh.. wiele razy już o tym pisałam, ale do niektórych nie dociera.

Zapytałam Cię o zaufanie, bo pomimo iż nie zostałam zdradzona (o ile mi wiadomo), to zostałam skrzywdzona. I zastanawiam się, czy będę w stanie zaufać w pełni innemu mężczyźnie (mąż już nie wchodzi w rachubę) - czy przezwyciężę to?

145

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
Idela napisał/a:

Z zaufaniem jest jak na drodze: chcesz dojechać bezpiecznie do celu, stosuj zasadę ograniczonego zaufania. Nie przeginam w żadną stronę.

Myślę, że np. rozwódka, która potem wdaje się w romans z żonatym mężczyzną też boryka się z zaufaniem w szeroko pojętym ujęciu - do mężczyzn. Może dlatego wchodzi w romans z żonatym bo boi się zaufać i że jej też ktoś zaufa? Bo to rodzi zobowiązania,a  tego kobieta po przejściach boi się najbardziej. Ale paradoksalnie to właśnie z tym musi sobie poradzić.
Tak jak ja muszę sobie radzić z z wyważeniem zaufania.

Idela - dziękuję, przeczytałam, przemyślałam, komputer odłożyłam. Potem znowu przeczytałam.
tak jest...  straszny paradoks ;(

ja nie potrafiłabym mieć Kochanka i widzieć go nacodzień, te jego szczęście z rodziną. To byłoby za dużo, podejrzewam że wtedy miałabym te wyrzuty sumienia względem żony i dzieci. Ja nigdy ich na oczy nie widziałam i nie chcę widzieć.
apropo wczoraj zadał mi pytanie czy nie za bardzo wkracza w moje życie, czy nie jest nachalny, czy za dużo się do mnie nie odzywa. I weź odpowiedz że za dużo, żeby sobie poszedł i więcej nie pojawiał? jak??????????????????????

146

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...

Najgorsze że wszystko do mnie dociera, to co sobie robię, ta cała sytuacja - ja wszystko wiem. a jednak serce robi swoje. I nie atakuję innego zdania od swojego, bo do mnie to dociera. Wkurzam się na ton niektórych wypowiedzi. Ja tego wszystkiego nie robię ze swojej perfidii i samolubstwa. Ja to robię dla serca może nie dla ale przez serce - serca które po tym wszystkim będzie płakać a narazie cieszy sie tymi "ochłapami"

147 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-02-06 15:31:41)

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
amerah napisał/a:

ja nie potrafiłabym mieć Kochanka i widzieć go nacodzień, te jego szczęście z rodziną. To byłoby za dużo, podejrzewam że wtedy miałabym te wyrzuty sumienia względem żony i dzieci. Ja nigdy ich na oczy nie widziałam i nie chcę widzieć.
apropo wczoraj zadał mi pytanie czy nie za bardzo wkracza w moje życie, czy nie jest nachalny, czy za dużo się do mnie nie odzywa. I weź odpowiedz że za dużo, żeby sobie poszedł i więcej nie pojawiał? jak??????????????????????

Amerah, czy zauważyłaś, co napisała Idela cyt: "Ból, dół i ulga Konkubisia - że się już wydało, że sytuacja wymaga reakcji"
Może te pytania Twojego kochanka  były zadane w nadziei, że usłyszy "Tak". Może ma nadzieję, że Ty podejmiesz tą decyzję?

Poza tym teraz już nie zapomnisz, prawda? Że tam w domu jest taka Idela. Może też jest taką wspaniałą i nieszczęśliwą kobietą.

148

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
niekochana72 napisał/a:
amerah napisał/a:

ja nie potrafiłabym mieć Kochanka i widzieć go nacodzień, te jego szczęście z rodziną. To byłoby za dużo, podejrzewam że wtedy miałabym te wyrzuty sumienia względem żony i dzieci. Ja nigdy ich na oczy nie widziałam i nie chcę widzieć.
apropo wczoraj zadał mi pytanie czy nie za bardzo wkracza w moje życie, czy nie jest nachalny, czy za dużo się do mnie nie odzywa. I weź odpowiedz że za dużo, żeby sobie poszedł i więcej nie pojawiał? jak??????????????????????

Amerah, czy zauważyłaś, co napisała Idela cyt: "Ból, dół i ulga Konkubisia - że się już wydało, że sytuacja wymaga reakcji"
Może te pytania Twojego kochanka  były zadane w nadziei, że usłyszy "Tak". Może ma nadzieję, że Ty podejmiesz tą decyzję?

Poza tym teraz już nie zapomnisz, prawda? Że tam w domu jest taka Idela. Może też jest taką wspaniałą i nieszczęśliwą kobietą.

skoro sam oczekuje tego "tak" to czemu sam nie powie ze to koniec?
bo ja mam też w głowie że to nie ja patrzę codziennie na te dzieci, na tą kochającą żone. to jemu z tym powinno być źle i on powinien miec odwagę powiedzieć koniec. Jak ma sobie ulżyć to niech ulży ... ulży może przy tym i mi.
Podświadomie chce żeby to on powiedział że to koniec, że tak będę czuła się lepiej....

149

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
amerah napisał/a:

bo ja mam też w głowie że to nie ja patrzę codziennie na te dzieci, na tą kochającą żone. to jemu z tym powinno być źle i on powinien miec odwagę powiedzieć koniec. Jak ma sobie ulżyć to niech ulży ... ulży może przy tym i mi.
Podświadomie chce żeby to on powiedział że to koniec, że tak będę czuła się lepiej....

Czy więc uważasz, że on jest dobrym człowiekiem?
Właśnie dlatego partner Ideli odczuł w końcu ulgę- bo ktoś za niego podjął decyzję. Bo niestety większość z nich nie ma odwagi skończyć.

150

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
niekochana72 napisał/a:

Zapytałam Cię o zaufanie, bo pomimo iż nie zostałam zdradzona (o ile mi wiadomo), to zostałam skrzywdzona. I zastanawiam się, czy będę w stanie zaufać w pełni innemu mężczyźnie (mąż już nie wchodzi w rachubę) - czy przezwyciężę to?

Żeby być szczęśliwą a nie zadręczać się tym, czy znowu zostaniesz skrzywdzona musisz ufać. Przede wszystkim sobie - że umiesz dać szansę innemu mężczyźnie, że dasz radę pomimo wszystkiego co Cię spotkało nie bać się związku, znieść to co mężczyzna może zafundować kobiecie (dobrego i mniej dobrego).
Więc czy zaufasz - to zależy tylko od Ciebie, trzeba się tego uczyć. Tak jak dorosły człowiek po wypadku, czasem musi się uczyć chodzić od nowa. Proces bolesny, ale dla zdeterminowanych przyszłość jest łaskawsza niż dla tych, którzy się poddają. Ja się nie poddaję, bo mam niejasne wrażenie, że jak się poddam, to wrócę do punktu wyjścia. I Konkubiś znowu zdradzi i ja znów wpadnę w bagno.

A jeśli to zrobi? Wiem, że będzie to cios. Gdybym odeszła kiedyś i dziś była z innym - to czy miałabym więcej zaufania? Nie sądzę. Moja historia, moje skopane zaufanie do facetów w ogóle. Szybko przeniosłabym swój bajzel wewnętrzny do nowego związku.

Praca nad zaufaniem, to jest praca dla samego siebie. Efekty, nawet jeśli przyjdą z zewnątrz są tylko i wyłącznie Twoje. I tak jak często używamy tego cytatu, gdy chcemy komuś dopiec, tak i on w drugą stronę działa:
"what goes around...comes around"

151

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...

Amerah, bo mu wygodnie, tak jak Konkubiś chce żeby za niego podjęto decyzję.
Też możesz być odważna.

152

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
Idela napisał/a:

Praca nad zaufaniem, to jest praca dla samego siebie. Efekty, nawet jeśli przyjdą z zewnątrz są tylko i wyłącznie Twoje. I tak jak często używamy tego cytatu, gdy chcemy komuś dopiec, tak i on w drugą stronę działa:
"what goes around...comes around"

Bardzo Ci dziękuję za te słowa.
Bardzo nie chcę przenieść bajzlu do ewentualnego nowego związku. A że nie poddaję się nigdy - będę ciężko pracować.
Jeszcze raz dzięki.

153

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...

czy jest dobrym człowiekiem? wiem, czuje że jest. Napewno czuje że rani swoją rodzinę. Ale może ma jak ja? wiem że sama sobie robię krzywdę a jednak .... jak się go zapytałam czy ma wyrzuty sumienia względem żony otrzymałam odpowiedz "tak, jak jest miła dla mnie" Tu chodzi o zdrowy rozsądek. Walczymy z tym z rozsądku. Myślę że tak jak ja mam tego typu rozterki, że on je też ma ...

154 Ostatnio edytowany przez Idela (2011-02-06 15:54:14)

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...

amerah

naprawdę Ci współczuję, gdzieś tak po kobiecemu, bo niestety niekochana ma rację, że jak się wydało, to on poczuł ulgę (tak mówił), że ja już wiem, że nie ma wyjścia. Nie miał sił skończyć z tamtą, bo nie chciał jej krzywdzić. Bo co by nie mówił i co mnie boli jak by w serce nóż mi wbijał - zaangażował się. Dlatego nie chciał tego ciąć ostro. Bał się też tego co ona w desperacji może zrobić - bo mu groziła, że mi powie.

amerah po co ci to? Ja nie wiem jak to z wami będzie. Szkoda tylko, żebyś cierpiała jeszcze bardziej jak jego żona dowie się. Wówczas mogą opaść maski wszelkich złudzeń i będzie bolało jeszcze bardziej. Już czuję jak boisz się tego bólu - czytałam wszystkie Twoje wpisy. Walka jakiej się tu czasem podejmujesz według mnie świadczy o tym, że bardzo się bronisz przed tą okrutną prawdą, która może Cię w finale spotkać. I nie potępiam Cię za tą walkę, nawet jeśli się tu obrywa fajnym babkom. Po to tu jesteśmy, żeby mimo wszystko wspierać się nawzajem.

155

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
Idela napisał/a:

amerah

naprawdę Ci współczuję, gdzieś tak po kobiecemu, bo niestety niekochana ma rację, że jak się wydało, to on poczuł ulgę (tak mówił), że ja już wiem, że nie ma wyjścia. Nie miał sił skończyć z tamtą, bo nie chciał jej krzywdzić. Bo co by nie mówił i co mnie boli jak by w serce nóż mi wbijał - zaangażował się. Dlatego nie chciał tego ciąć ostro. Bał się też tego co ona w desperacji może zrobić - bo mu groziła, że mi powie.

amerah po co ci to? Ja nie wiem jak to z wami będzie. Szkoda tylko, żebyś cierpiała jeszcze bardziej jak jego żona dowie się. Wówczas mogą opaść maski wszelkich złudzeń i będzie bolało jeszcze bardziej. Już czuję jak boisz się tego bólu - czytałam wszystkie Twoje wpisy. Walka jakiej się tu czasem podejmujesz według mnie świadczy o tym, że bardzo się bronisz przed tą okrutną prawdą, która może Cię w finale spotkać. I nie potępiam Cię za tą walkę, nawet jeśli się tu obrywa fajnym babkom. Po to tu jesteśmy, żeby mimo wszystko wspierać się nawzajem.

w zyciu nic nie powiedziałabym jego żonie... nie jestem złośliwą dziewczyną która stwierddza że skoro kochanek nie chce byc z nia to mu zycie z żono zepsuje. nie ja nie chcę źle. Źle to ja chyba chce tylko dla siebie. Ja chcę chyba żeby spadły te maski złudzeń żeby mi powiedział że byłam zabawka, chwilą zapomnienia. Niech mi to powie w oczy. Zaboli ale zrozumiem. Wiem że jak on to skończy ja zrozumiem. A jeżeli ja, patrząc mu w oczy to wszystko powiem, zobacze coś (co pewnie będę chciała zobaczyć) co mogłoby świadczyć że go to zabolało, to boję się że będę się odzywać, a skończy się to wracaniem po x-razy. Jeśli on- duma mi na to nie pozwoli. Będzie bolało, ale przez ta dumę sie nie odzewę

156

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...

Ależ On juz sam popsuł to zycie z żoną poprzez swoją zdradę. Facet nie ma odwagi by się przyznać i dać żonie wybór. Bo Ona zasługuje by miec takowy, może by Mu wybaczyła a może by odeszła nie chcąc zyć dalej z kłamliwym zdrajcą.

157

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
amerah napisał/a:

Ja chcę chyba żeby spadły te maski złudzeń żeby mi powiedział że byłam zabawka, chwilą zapomnienia. Niech mi to powie w oczy. Zaboli ale zrozumiem. Wiem że jak on to skończy ja zrozumiem. A jeżeli ja, patrząc mu w oczy to wszystko powiem, zobacze coś (co pewnie będę chciała zobaczyć) co mogłoby świadczyć że go to zabolało, to boję się że będę się odzywać, a skończy się to wracaniem po x-razy. Jeśli on- duma mi na to nie pozwoli. Będzie bolało, ale przez ta dumę sie nie odzewę

amerah, on może Ci nie powiedzieć tego nigdy, bo unika odpowiedzialności za siebie. Może być tak, że woli jak się za niego decyzje podejmuje. Może być tak, że jest rozdarty między jakimś uczuciem do Ciebie a jakimś uczuciem do żony. I jeśli nie rozwiązuje tej sytuacji, to znaczy, że nie umie, moze nie chce. Będzie ją ciągnął, bo po prostu to jest łatwiejsze niż każde inne rozwiązanie. Niestety robi to Twoim kosztem i swojej żony. I to powinno Cię otrzeźwić. Bo o ile żona nie wie to Ty tak. Bo o ile żona zareagować nie może, to Ty tak. To kwestia odpowiedzialności - nie za niego, czy za jego żonę i dzieci, tylko za samą siebie.

158

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
niekochana72 napisał/a:

Bardzo Ci dziękuję za te słowa.
Bardzo nie chcę przenieść bajzlu do ewentualnego nowego związku. A że nie poddaję się nigdy - będę ciężko pracować.
Jeszcze raz dzięki.

Trzymam kciuki. Ja myślę, że wiele robisz już dla siebie, więc tak trzymaj! Nie martw się o przyszłość, jesteś na dobrej drodze.

aha i jeszcze jedno. Czy tu można zmieniać nick? Jeśli tak, to zmień proszę z niekochanej na kochaną, bo mnie tak jakoś nieswojo pisać, szczególnie gdy się powołuję na Ciebie ;-)
kochana....

159

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
amerah napisał/a:

w zyciu nic nie powiedziałabym jego żonie... nie jestem złośliwą dziewczyną która stwierddza że skoro kochanek nie chce byc z nia to mu zycie z żono zepsuje. nie ja nie chcę źle. Źle to ja chyba chce tylko dla siebie. Ja chcę chyba żeby spadły te maski złudzeń żeby mi powiedział że byłam zabawka, chwilą zapomnienia. Niech mi to powie w oczy. Zaboli ale zrozumiem. Wiem że jak on to skończy ja zrozumiem. A jeżeli ja, patrząc mu w oczy to wszystko powiem, zobacze coś (co pewnie będę chciała zobaczyć) co mogłoby świadczyć że go to zabolało, to boję się że będę się odzywać, a skończy się to wracaniem po x-razy. Jeśli on- duma mi na to nie pozwoli. Będzie bolało, ale przez ta dumę sie nie odzewę

A dlaczego po prostu szczerze z nim nie porozmawiasz?
Powiedz co czujesz, czego oczekujesz i jeśli Ty nie chcesz - niech on się określi. Czy to niemożliwe?

160

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...

Mnie ciekawi tylko jedno: czy wspierałbyście amerah gdyby się okazało, że jej kochanek jest Waszym mężem i ojcem Waszych dzieci.


Życie bywa przewrotne.

161

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
Tisha napisał/a:

Mnie ciekawi tylko jedno: czy wspierałbyście amerah gdyby się okazało, że jej kochanek jest Waszym mężem i ojcem Waszych dzieci.


Życie bywa przewrotne.

Ale my jej nie wspieramy w tym co robi.
Wspieramy w tym, żeby podjęła decyzję, która będzie lepsza dla wszystkich.

162

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
Tisha napisał/a:

Mnie ciekawi tylko jedno: czy wspierałbyście amerah gdyby się okazało, że jej kochanek jest Waszym mężem i ojcem Waszych dzieci.


Życie bywa przewrotne.

A mnie ciekawi, czy Ty chociaz raz jestes w stanie napisac wiecej niz dwa zdania w formie nie oskarzajacej.

163

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...

Tisha, ja jej nie wspieram, ja ją chcę "nawrócić".
Odpowiadając na Twoje pytanie choć po części - gdy jakaś kobieta w ten czy inny sposób próbuje "nawiązać kontakt" z moim mężem - zamieniam jej życie w piekło. Prawdziwe.  Tropię i szczuję.
Jeli zachciałoby się tego mojemu mężowi - cóż - nie wyobrażam sobie, ale odpukać, chyba "wypad z baru".
W skarpetkach, do końca życia. Jeśli jakimś cudem "przepracowalibyśmy" to, miałby przesrane do końca swojego marnego żywota.
Jestem wredna, mściwa, złośliwa i pamiętliwa suka.
Dlatego chcę przekonywać. Żeby uchronić smile

164

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
Median napisał/a:
Tisha napisał/a:

Mnie ciekawi tylko jedno: czy wspierałbyście amerah gdyby się okazało, że jej kochanek jest Waszym mężem i ojcem Waszych dzieci.


Życie bywa przewrotne.

A mnie ciekawi, czy Ty chociaz raz jestes w stanie napisac wiecej niz dwa zdania w formie nie oskarzajacej.

Mając swoją moralnośc oraz doświadczenia w skórze zdradzonej osoby, do kochanek zawsze będę się odnosić z wielką niechęcią [i nie usprawiedliwiam tu facetów - swojego narzeczonego kopnęłam w tyłek po zdradzie]. Co zaś do dwuzdaniowych oskarżających postów jak to ujęłaś, możesz się przekonać czytając moje posty - masz je wyszczególnione w moim profilu.

NIEKOCHANA:

Amerah nie zostawi kochanka, jakby chciała to by to uczyniła, w swoim poście dostała dużo rad, ale wiadomo - i tak robi swoje, dziwi się, że kobiety na nią naskakują i rad, które jej nie odpowiadają do siebie nie przyjmuje. Nie pomożecie jej podjąc decyzji, życie musi jej pomóc dając jej kopa, tak przynajmniej wnioskuje po jej wątku. A jak widzę posty typu: walcz o swoje szczęście to od razu nachodzi mnie myśl czy osoba, która tak pisze powtórzyłaby to gdyby to jej mąż był kochankiem Amerah wink

165 Ostatnio edytowany przez Median (2011-02-06 16:44:07)

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...

co oczywsicie uczynilam i wniosek, ktory mi sie nasunal jest taki, jak wspomnialam. Czepiam sie tylko dwoch watkow - tego i ""ta trzecia" dla was to nudna, dla mnie trudne"
Ale jak widac jednak potrafisz, np odpisujac Niekochanej. Konkretnie i rzeczowo.

166

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...

Tisha: ale mnie chodzi o to, żeby Amerah zobaczyła, że ten "związek" w którym teraz jest krzywdzi wiele osób.
Pewnie, że gdyby była kochanką mojego męża, to rozmowa wyglądałaby inaczej. Ale co do tego nie ma chyba żadna z nas wątpliwości, prawda?
Wydaje mi się, że Amerah w końcu zamiast atakować nas skupiła się rzeczach ważniejszych dla niej i wszystkich osób zaangażowanych w sytuację.
Powiem szczerze - nie ma we mnie chęci dokopania Amerah, bo widzę, że się pogubiła. I chciałaby zmienić swoją sytuację.
I dlatego warto - moim zdaniem.

167

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
Tisha napisał/a:

Amerah nie zostawi kochanka, jakby chciała to by to uczyniła, w swoim poście dostała dużo rad, ale wiadomo - i tak robi swoje, dziwi się, że kobiety na nią naskakują i rad, które jej nie odpowiadają do siebie nie przyjmuje. Nie pomożecie jej podjąc decyzji, życie musi jej pomóc dając jej kopa, tak przynajmniej wnioskuje po jej wątku. A jak widzę posty typu: walcz o swoje szczęście to od razu nachodzi mnie myśl czy osoba, która tak pisze powtórzyłaby to gdyby to jej mąż był kochankiem Amerah wink

Tisha nie wiadomo. Jak nie ona to może inna po przeczytaniu tego?
Niektóre kobiety rzeczywiście muszą dostać kopa w tyłek, żeby odbić się od dna. Niektóre te dno osiągają wcześniej - jak zdają sobie sprawę z tego, w jak beznadziejnej sytuacji tkwią. Są i takie, jak w Fatalnym Zauroczeniu - dno dla nich nie istnieje.

Ja się w sumie cieszę, że to forum jest, bo poznaję emocje Kochanek i widzę, że tam wcale nie za różowo. Mimo, że czasem zazdrość ściska, że siedzą na cukierkowej karuzeli pożądania. A co, czasem zazdroszczę i też bym chciała stać się obiektem zwierzęcej pogoni. Tylko, że jednak jako istota rozumna staram się studzić swoje dylematy i bardziej łągodnie patrzeć na rzeczywistość. Więc aktywuję to jak mogę w swoim związku. W stałym trzeba się trochę bardziej nagimnastykować, ale się da. Nawet po zdradzie.

A że ludzie lubią sado-maso - i to nie mówię o sexie - to widać, bo czym, jak nie tym jest właśnie krzywy romans kochanka-mąż cudzy i odwrotnie. To powoduje, że wchodzą w romanse z zajętymi.

ps. proszę po mnie nie pojechać za to sado-maso, tylko się głębiej nad tym zastanowić

168 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-02-06 18:03:59)

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...

Idela - już kiedyś pisałyśmy w innym wątku na ten temat.
Mnie nie dość, że pomogło to forum (a właściwie forumowiczki) w ciężkiej sytuacji - gdy właściwie stanęłam przed ścianą i nic dalej nie było; to jeszcze rozwinęłam się pod wpływem poznanych tu życiowych perypetii innych osób.
Czerpię z tego pełnymi garściami, a jeśli mogę staram się pomóc.
Jesteś kolejną osobą, której historia mnie wzbogaciła - i za to dziękuję.
I cieszę się, że odważyłam się zadać Ci to pytanie o wybaczenie.
Buziaki

169

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
Idela napisał/a:
amerah napisał/a:

Ja chcę chyba żeby spadły te maski złudzeń żeby mi powiedział że byłam zabawka, chwilą zapomnienia. Niech mi to powie w oczy. Zaboli ale zrozumiem. Wiem że jak on to skończy ja zrozumiem. A jeżeli ja, patrząc mu w oczy to wszystko powiem, zobacze coś (co pewnie będę chciała zobaczyć) co mogłoby świadczyć że go to zabolało, to boję się że będę się odzywać, a skończy się to wracaniem po x-razy. Jeśli on- duma mi na to nie pozwoli. Będzie bolało, ale przez ta dumę sie nie odzewę

amerah, on może Ci nie powiedzieć tego nigdy, bo unika odpowiedzialności za siebie. Może być tak, że woli jak się za niego decyzje podejmuje. Może być tak, że jest rozdarty między jakimś uczuciem do Ciebie a jakimś uczuciem do żony. I jeśli nie rozwiązuje tej sytuacji, to znaczy, że nie umie, moze nie chce. Będzie ją ciągnął, bo po prostu to jest łatwiejsze niż każde inne rozwiązanie. Niestety robi to Twoim kosztem i swojej żony. I to powinno Cię otrzeźwić. Bo o ile żona nie wie to Ty tak. Bo o ile żona zareagować nie może, to Ty tak. To kwestia odpowiedzialności - nie za niego, czy za jego żonę i dzieci, tylko za samą siebie.

unika odpowiedzialności za siebie? a może powinien czuć się odpowiedzialny wobec żony i dzieci? pomijam mnie, bo mnie przecież nie ma. Boję się samotności, on zniknie - zostanę sama. całkiem sama... czy mój strach przed samotnością powinien być krzywdą dla jego rodziny? nie powinien wiem. Jednak ciągle stoję na stanowisku że to on powinien wziąć odpowiedzialność, bo to wkkońcu jego żona i jego rodzina. On rozdarty ... ja jestem rozdarta, nie mam wyboru ... mam z nim skończyć, wybór to tylko i wyłącznie termin. Gryzie mnie strasznie ta niemożliwość powiedzenia na niego "Ty chamie, prostaku, co Ty mi zrobiłeś" Sama sobie na to pozwoliłam. a raczej nie zauważyłam momentu w którym się zakochałam ... a potem poszło z "górki" ...........

170

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...

Amerah nie zostawi kochanka, jakby chciała to by to uczyniła, w swoim poście dostała dużo rad, ale wiadomo - i tak robi swoje, dziwi się, że kobiety na nią naskakują i rad, które jej nie odpowiadają do siebie nie przyjmuje. Nie pomożecie jej podjąc decyzji, życie musi jej pomóc dając jej kopa, tak przynajmniej wnioskuje po jej wątku. A jak widzę posty typu: walcz o swoje szczęście to od razu nachodzi mnie myśl czy osoba, która tak pisze powtórzyłaby to gdyby to jej mąż był kochankiem Amerah

Cięzko mi się znaleźć w innej sytuacji bo w niej nie jestem.
skąd pewność że go nie zostawię? Chyba Twoim zdaniem po zalogowaniu się na to forum powinnam załatwić wszystko w 10 minut. Ale to nie kredyt w polbanku ...........

I znowu:
naskakują? niektóre są zwyczajnie chamskie i tyle. Rady? o to sie nie martw każdą sobie i tak potem oddzielnie analizuję.

171

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
niekochana72 napisał/a:

I cieszę się, że odważyłam się zadać Ci to pytanie o wybaczenie.
Buziaki

Ja nie mam oporów żeby mówić o sobie, choć się z tym nie narzucam. Lubie słuchać i czytać.
Chętnie zobaczę jak będziesz rozwijać swoje zaufanie. Mi też to pomoże. Pisz o tym.

172

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
amerah napisał/a:

e]
unika odpowiedzialności za siebie? a może powinien czuć się odpowiedzialny wobec żony i dzieci? pomijam mnie, bo mnie przecież nie ma. Boję się samotności, on zniknie - zostanę sama. całkiem sama... czy mój strach przed samotnością powinien być krzywdą dla jego rodziny? nie powinien wiem. Jednak ciągle stoję na stanowisku że to on powinien wziąć odpowiedzialność, bo to wkkońcu jego żona i jego rodzina. On rozdarty ... ja jestem rozdarta, nie mam wyboru ... mam z nim skończyć, wybór to tylko i wyłącznie termin. Gryzie mnie strasznie ta niemożliwość powiedzenia na niego "Ty chamie, prostaku, co Ty mi zrobiłeś" Sama sobie na to pozwoliłam. a raczej nie zauważyłam momentu w którym się zakochałam ... a potem poszło z "górki" ...........

amerah jestes w samym środku burzy piaskowej, która zaślepia Ci oczy
on powinien wiele, niewiele robi, ale to jego problem
siebie nie pomijaj, dość już tego

wiem, że potrzebujesz czasu, to, że się tu boksujesz pokazuje, że już wytrych jest w Twoim sercu i gryzie. Piach się dostał do serca i uwiera. Tylko Ty możesz w nim posprzątać.

173

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...

haha, ale sie rozpisałyście , Siostry!!

Bardzo się cieszę że ten wątek nie jest już tak jednoznaczny jakim został stworzony.

174

Odp: Przekonajmy aby nie były kochankami...
Median napisał/a:

co oczywsicie uczynilam i wniosek, ktory mi sie nasunal jest taki, jak wspomnialam. Czepiam sie tylko dwoch watkow - tego i ""ta trzecia" dla was to nudna, dla mnie trudne"
Ale jak widac jednak potrafisz, np odpisujac Niekochanej. Konkretnie i rzeczowo.

Moje wypowiedzi w poście amerah również były rzeczowe[sprawdź zanim oskarżysz], ale ile można wałkować to samo i się powtarzać? Jak grochem o ścianę, a ustawowo mam prawo do wolności słowa smile i o ile jestem w stanie zrozumieć, że kochanka może cierpieć, o tyle współczuć im nie będę.

Posty [ 131 do 175 z 175 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Przekonajmy aby nie były kochankami...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024