skoro nie to po co marnowac na niego czas?
ja mysle ze powinnas zrobic wszystko zeby uwolnic sie od niego uwolnic mysli i serce, zeby bylo wolne a wtedy kto wie moze pokocha kogos odpowiedniego:)
skoro nie to po co marnowac na niego czas?
ja mysle ze powinnas zrobic wszystko zeby uwolnic sie od niego uwolnic mysli i serce, zeby bylo wolne a wtedy kto wie moze pokocha kogos odpowiedniego:)
Tak bardzo bym chciała to zrobić, ale nie potrafię!! To jest okropne!!
czas...mysle ze to jedyny ratunek, jak odwyk, na poczatku jest najgorzej z czasem co raz mniej sie chce co raz mniej sie pamieta...obawiam sie ze nie ma innego wyjscia
a aby ten czas mina szybciej to tak jak mowie zajmij sie czyms, czyms sobie
czas...mysle ze to jedyny ratunek, jak odwyk, na poczatku jest najgorzej z czasem co raz mniej sie chce co raz mniej sie pamieta...obawiam sie ze nie ma innego wyjscia
a aby ten czas mina szybciej to tak jak mowie zajmij sie czyms, czyms sobie
Dokładnie, potrzeba mi czasu, mam nadzieję, że uda mi się spotkać kogoś wartościowego, w sumie wydaje mi się, że niczego mi nie brakuje.
Poza tym on już odnowił znajomości z kolegami, którzy byli zawsze ważniejsi ode mnie, nawet na tym spotkaniu było wiele telefonów. Kumple od piwa...
gusia222 tak sobie siedze i czytam Twoja historie i to jest prawie tak jakbym czytala kiedys o sobie...jeszcze 5 meisiecy temu bylam z nim zareczona, dzis chyba nawet ciesze sie ze stalo sie tak ze zareczyny zostaly zerwane...tak jak i Ty nie potrafilam zrozumiec ngalych napadow jego zlosci, agresji wyladowywanych na mnie, a on ten wielki pepek swiata a potem nagle kochany tak bardzo ze o nikim innym nie trzeba bylo marzyc a winna za wszytsko bylam wiecznie ja i tylko balam sie zeby przypadkiem czegos zle nie powiedziec zeby nie miec kolejnych wyladowan na sobie a dopoki ja bylam 'grzeczna' to kochal mnie jak twierdzil nad zycie po rozstaniu niby tez ale kiedy juz 'grzeczna' nie bylam to uslyszalam wiele razy tyle przykrych slow...niszczyl mnie a ja go nianczylam, pomagalam we wszytskim na rzesach stawalam...ehhh...dzis ciesze sie kolejnymi dniami dzis mimo poczatkowej tesknoty po rozstaniu chyba juz nie tesknie ale wpsominam tylko te dobre chwile, nie dam na niego zlego slowa powiedziec bo przeciez byl mi tak bliski ale dzis tez wiem ze nasze systemy wartosci byly zupelnie rozne i mimo wielkiej rozczarowujacej milosci wiem ze to nie bylo to... dzis umiem sie usmiechnac...mam nadzieje ze sobie poradzisz;)
gusia222 tak sobie siedze i czytam Twoja historie i to jest prawie tak jakbym czytala kiedys o sobie...
Dziękuję za słowa otuchy.
Ja po prostu w pewnym momencie też odpuściłam, a on mi wszedł na głowę. Po tej akcji sylwestrowej otworzyły mi się oczy, później to, że nie wrócił na noc, potraktował mnie okropnie. Wiele było takich akcji, sporo przeszłam, czasem wręcz błagałam alby się uspokoił, nic to nie dawało, strasznie był zawzięty. Dzwoniłam, prosiłam on odkładał telefon. Nigdy nie dowiedziałam się co robił, nie pytałam nawet bo się bałam kolejnej takiej reakcji. Nasza miłość była cudowna do pewnego czasu. Od jakiegoś czasu był oziębły, nawet się do mnie nie uśmiechał, chyba, że miał dobry dzień. Na pewno nikt się nie pojawił w jego życiu. Zadaje sobie pytanie dlaczego i co go tak zmieniło w stosunku do mnie?? Mamy inne światy, inne poglądy na życie, inne cele. Problem w tym, że on sobie nie zdaje sprawy, że to już koniec, nie dochodzi to do niego. Tęsknię, gdyż nadal kocham, ale jeśli tak miałoby wyglądać moje życie to nie chcę.
gusia trzymaj sie, zacisnij zeby i nie daj sie:)
wiem ze jest ciezko ale wytrwaj sama widzisz ze to nic dobrego, wiem ze trudno to sobie wyobrazic ale z czasem bedzie latwiej
gusia trzymaj sie, zacisnij zeby i nie daj sie:)
wiem ze jest ciezko ale wytrwaj sama widzisz ze to nic dobrego, wiem ze trudno to sobie wyobrazic ale z czasem bedzie latwiej
Też tak myślę, że z czasem będzie łatwiej...już nie odpuszczę, tylko wiem, że on mi nie da spokoju...
kurcze nie wiem co z tymi facetami nie tak, dlugo zadawalm sobie to samo pytanie...czemu on tak sie zmienil w stosunku do mnie przeciez zawsze bylam jego ostoja jak sam mowil przy mnie bylo mu jakos tak lzej...dzis wiem ze nie moglam byc jego lekiem na cale zlo on sam musi radzic sobie ze soba a skoro nie radzi to nie da sobie szczescie a skoro sobie nie da to tym bardziej mi i tak tez sadze jest w Twoim przypadku...wiem ze Ci ciezko bo jednak jestesmy kobietami,kochamy, przezywamy ale tez mamy w sobie sile i nigdy nie myslalam ze kiedys to powiem uwierz mi ze jeszcze 5 miesiacy temu jak to wszytsko sie dzialo to bylam swiecie przekonana ze umre z tego powodu a dzis zyje usmiecham sie mam swoje zajecia ktore mnie ciesze jedyne czego mi brakuje to milosci ale mam nadzieje ze kiedys i ona przyjdzie i bedzie prawdziwa...jak to kiedys kolezanka mi powiedziala: zeby przezyc wielka prawdziwa milosc to najpierw trzeba przezyc wielkie rozczarowanie...i moze faktycznie;)
czemu on tak sie zmienil w stosunku do mnie przeciez zawsze bylam jego ostoja jak sam mowil przy mnie bylo mu jakos tak lzej...
Też miałam czas na takie przemyślenia, to się skończyło po wakacjach, po bardzo udanym urlopie, stał się oschły, nerwowy, martwił się...zero uśmiechu itd. Fakt, że wiem czym. Ale nie wiem, dlaczego, aż tak to wpłynęło na jago zachowanie w stosunku do mnie. Czasem czułam się zastraszona tym zachowaniem.
Najlepsze jest to, że dzisiaj nie brakuje mi go fizycznie, tylko brakuje, telefonów, sms. Dziwne! Prawdopodobnie odzwyczaił mnie od choćby nawet od przytulenia, pocałunków itd.
Miałyście coś takiego??
pamietam jak dzis...usiadlam na balkonie cala zaplakana i pierwsze co pomyslalam...co teraz???co ja dalej ze soba zrobie???gdzie jest jak kolwiek sens???jak dalej bedzie wygladac moje zycie bez niego???nie rozpatrywalam tego w innych kwestiach...ja go po prostu bardzo kochalam, kochalam nad zycie mimo wielu wad i nie moglam zrozumiec jak on moze to odrzucac...
pamietam jak dzis...usiadlam na balkonie cala zaplakana i pierwsze co pomyslalam...co teraz???co ja dalej ze soba zrobie???gdzie jest jak kolwiek sens???jak dalej bedzie wygladac moje zycie bez niego???nie rozpatrywalam tego w innych kwestiach...ja go po prostu bardzo kochalam, kochalam nad zycie mimo wielu wad i nie moglam zrozumiec jak on moze to odrzucac...
Dokładnie takie samo mam uczucie 100 pytań na minutę sobie zadaję. On też ma nerwy, nie wie co z sobą zrobić...pisał. Zaczyna się...
to ze pisze to chociaz w miare dobrze o nim swiadczy...u mnie zareczyny zerwal on po pijaku i bez powodu chyba ze on sam i jego zachowanie bylo powodem i uslyszlaam miliony przykrych slow, wyrzeczen itd ale nigdy 'przepraszam'... kiedys napewno na te pytania znajdziesz odpowiedz;)
to ze pisze to chociaz w miare dobrze o nim swiadczy...
Wiem, że mnie kocha i jest za mną. Ja również go kocham, ale ja nie mogę tak żyć - jak już pisałam. To jest tak, że z nim źle, a bez niego jeszcze gorzej...
trudno tak, razem byc nam ze soba...
bez siebie nie jest lrzej-mysle ze to dokladnie czujesz. przetrzymaj to, moze kiedys zrozumie ze powinien sie opamietac, ale ty nie marnuj zycia na czekanie az on dorsnie, trzymaj sie
wciaz patrze czy jeszcze nie wymieklas i nie przyjelas go spowrotem:)
trzymaj sie
wciaz patrze czy jeszcze nie wymieklas i nie przyjelas go spowrotem:)
Oj nie i nie mam zamiaru, to by było za proste, mógł wcześniej pomyśleć co robi:)
A tak jak piszesz ja sobie życia nie zmarnuje:)
Dziękuje za miłe słowa:)
Gusia zajrzałam do twojego wątku dokładnie z tego samego powodu co Syla! Trzymaj się ciepło, palec mocy! ![]()
Dawałam mu już kilka szans, mówiłam nie jeden raz, że w końcu odejdę nic to nie dało więc dlaczego znowu ma być inaczej. Jest mi bardzo ciężko, tym bardziej, że nadal jest kontakt.
wlasnie nei rozumiem dla czego si etak katujesz majac z nim kontakt.
wyl tel, zmien numer, przeciez mozesz zrobic wiele, skoncz to bo kazdym smsem czy spotkaniem tylko sobie wszystko przypominasz i jestem pewna ze z czasem wrocisz do niego
o jestem tego samego zdania co syla135 u mnie konatktu nie bylo i tlyko to mi dalo odetchnac i tzrezwo myslec
Wiem, że mnie kocha i jest za mną. Ja również go kocham, ale ja nie mogę tak żyć - jak już pisałam. To jest tak, że z nim źle, a bez niego jeszcze gorzej...
Mam pytanie - skad wiesz, ze cie kocha? Przeciez jego zachowanie swiadczylo o czyms przeciwnym. Nie wiem, ja zaraz zaczynam w takie rzeczy watpic jak tylko zachowanie danej osoby sie zmienia..,
paulina20 masz racje ja też zaczynam wątpić jak w gre wchodzi takie zachowanie
paulina20 masz racje ja też zaczynam wątpić jak w gre wchodzi takie zachowanie
Według mnie takie rzeczy się po prostu wie, tym bardziej, że nie byliśmy z sobą 5 min. Tak czy siak nie powinien się tak zachowywać, on stwierdził ostatnio, że jest bardzo nerwowy-ale dla mnie to też nie powód. Można się denerwować ale on ma na to "specyficzny"widać sposób. Ale całe życie się szarpać-to nie dla mnie...
Kochana
Jeżeli sama twierdzisz że szarpanie się przez całe życie to nie dla ciebie to to skończ
Przykro mi ale ja uważam że tak będzie najlepiej
Przyjechał z kwiatami, nie przyjęłam ich, jestem załamana tym wszystkim, zadaję sobie pytanie "dlaczego tak się stało", "jak to będzie dalej"??. Tak bardzo kochaliśmy się, jeszcze jakiś miesiąc temu, to się zepsuło dokładnie w 1 dniu. Jak przetrwać, co robić?
Według mnie takie rzeczy się po prostu wie, tym bardziej, że nie byliśmy z sobą 5 min.
No nie wiem, uczucia moga sie zmieniac, jak nie w kazdej chwili, to stopniowo.. W dodatku on cie nawet nie przeprasza, jakby chociaz to robil, to mozna by to zrzucic na karb niezrownowazenia. A tak, to.. hm, ja mam chyba inne pojmowanie milosci. Musze ja ''widziec'',a nie tylko wiedziec nie wiadomo skad.
eh eh eh...rozumiem że można być nerwowym ale właśnie przy swojej drugiej połówce powinno to sie hamować a nie narastać, znam to tlumaczenie i chyba najglupsze jakie słyszałam...skoro wie ze jest nerwowy to czemu nie pracuje nad tym zeby to zmiec?!
ojjjj kochana czas naprawde leczy rany, dzis w to napewno nie uwierzysz ale za jakis czas napewno tak powiesz...
skoro wie ze jest nerwowy to czemu nie pracuje nad tym zeby to zmiec?!
Wlasnie, ja bylam o wiele bardziej nerwowa na poczatku zwiazku, co prawda na partnera raczej sie nie wydzieralam, ale klelam ile wlezie jak czegos nie moglam znalezc itp. Widzialam ze go to odrzucalo (mnie tez meczylo zreszta), wiec poszukalam porad w internecie, staralam sie nad soba panowac, i teraz jest o wiele lepiej. Jemu pewnie nawet nie zalezy na zmianie,bo i po co.
A ja kocham swego faceta on mnie rzucił bo 3 razy potraktowałam go ja śmiecia po alko wiec powiedział że to koniec po ponad 2 latach ... chce sie zmienić nie chce pic a on mowi, że już nie chce być ze mna... że cos w nim pekło... nie wiem co mam robić... chyba mi nie wierzy że potrafie sie zmienic... ale ja wiem że mogłabym nie pić... i by nie było takich sytuacji... Boi sie mnie boi sie, że znów go zranie.... nie wiem co mam robić... Nie chce mi wybaczyć... może kiedyś mu sie uda ...
malaiduzy faceci potrzebują czasu [tak jak i kobiety]
zrozum jeżeli chodzi o alkohol to nie da się o tak zapomnieć o "krzywdach" które alkohol zrobił w waszym zyciu
Czas.... i tylko czas no i jeszcze poważne rozmowy tutaj pomogą
Czas... ile tego czasu? wiem, że go zraniłam... nie powinnam chciałabym cofnąć czas on też ale sie nie da... pieknego sylwestra i szcześliwy nowy rok nam zafundowałam.. ale cyz porostu czekac na jego ruch? czy mam sama próbowac za jakis czas nawiazac kontakt juz nie poruszając tego tematu?
Posty przeniesione
Witajcie, nie było mnie tutaj prawie 4 miesiące, pisałam w poprzednim poście, o moich problemach w długiem związku, zerwałam z nim, jednak chyba tak nie do końca...
Przez te prawie 4 miesiące utrzymywaliśmy kontakt, czasem większy, czasem mniejszy, do tego doszły spotkania kilka razy. Problem w tym, że sprawa się jeszcze bardziej skomplikowała, on ma swoje życie (tych swoich kolegów), ja swoje. Niby byliśmy z sobą, a nie byliśmy. Uwierzyłam, że on chce naprawić siebie, swoje zachowanie itd. To było bardzo złudne, nic się nie zmieniło, były chwile dobre, ale także kłótnie, mój płacz, on reagował gniewem, złością, znowu zostawiał mnie samą. Ja chcę wyjaśnienia tego wszystkiego, zaczynając na nowo temat, któryś raz z kolei, to jest źle. Najgorsze jest to, że mimo tego nadal nas do siebie ciągnie, wiemy, że każda rozmowa, spotkanie kończy się tak samo i żaden z nas nie umie odpuścić, a do porozumienia też nie umiemy dojść.
Każda rozmowa, czy spotkanie ma taki sam scenariusz.
Z mojej strony jest tak, że wiem, że on nie ma szacunku dla mnie, robi głupie rzeczy, wiem, że nie mam życia z nim, jestem może za dobra, a jednocześnie głupia, ale go kocham i to tak mocno, że to nie daje mi żyć.
Wiele razy powstrzymywałam się od odebrania telefonu, zerwania kontaktu, nie umiem być konsekwętna. A ja już nie wytrzymuję psychicznie, jego chamstwo mnie wykańcza, czuję jakby on wyssał z mnie cała chęć życia, całą kobiecość. Jednocześnie jak nie poruszam tematu nas jest kochany, miły.
Wiem, że jakby od początku urwałam kontakt, to by się otrząsnął, może zmienił, a teraz jest jeszcze gorzej niż było.
Kilka dni temu postanowiłam oderwać się od tego wszystkiego, poprosiłam aby nie dzwonił, nie pisał, a mimo tego w sercu chciałabym, żeby się zmienił, żeby się otrząsnął.
Co ja mam robić?? Mam 28 lat i moje życie po prostu się posypało....
Bardzo proszę o pomoc, nie umiem już sobie z sobą poradzić??
---------------------------------------------------------------------------
Nic się nie posypało. Łatwo jest mówić z 3 osoby, bo nie czuję tego co ty, ale czy kompletne zerwanie kontaktu nie byłoby najwłaściwszym wyjściem? Facet się nie zmieni, uświadom to sobie. Jeżeli z nim zostaniesz już zawsze tak będzie, zamknij oczy i wyobraź to sobie - zawsze. Zerwij kontakt, daj sobie czas, a potem znajdź innego faceta. Masz przecież do tego prawo, do własnego szczęścia.
---------------------------------------------------------------------------
jestem za zerwaniem kontaktu, zobacz jak się męczysz..
nie ma co.. zniszczył Twoje dobre samopoczucie, odebrał wiarę w kobiecość, Twoją siłę zamienił w niemoc..
masz 28 lat, masz jeszcze czas na znalezienie nowego faceta i ułożenie sobie życia.
---------------------------------------------------------------------------
gusia222 napisał/a:Witajcie, nie było mnie tutaj prawie 4 miesiące, pisałam w poprzednim poście, o moich problemach w długiem związku, zerwałam z nim, jednak chyba tak nie do końca...
Przez te prawie 4 miesiące utrzymywaliśmy kontakt, czasem większy, czasem mniejszy, do tego doszły spotkania kilka razy. Problem w tym, że sprawa się jeszcze bardziej skomplikowała, on ma swoje życie (tych swoich kolegów), ja swoje. Niby byliśmy z sobą, a nie byliśmy. Uwierzyłam, że on chce naprawić siebie, swoje zachowanie itd. To było bardzo złudne, nic się nie zmieniło, były chwile dobre, ale także kłótnie, mój płacz, on reagował gniewem, złością, znowu zostawiał mnie samą. Ja chcę wyjaśnienia tego wszystkiego, zaczynając na nowo temat, któryś raz z kolei, to jest źle. Najgorsze jest to, że mimo tego nadal nas do siebie ciągnie, wiemy, że każda rozmowa, spotkanie kończy się tak samo i żaden z nas nie umie odpuścić, a do porozumienia też nie umiemy dojść.
Każda rozmowa, czy spotkanie ma taki sam scenariusz.
Z mojej strony jest tak, że wiem, że on nie ma szacunku dla mnie, robi głupie rzeczy, wiem, że nie mam życia z nim, jestem może za dobra, a jednocześnie głupia, ale go kocham i to tak mocno, że to nie daje mi żyć.
Wiele razy powstrzymywałam się od odebrania telefonu, zerwania kontaktu, nie umiem być konsekwętna. A ja już nie wytrzymuję psychicznie, jego chamstwo mnie wykańcza, czuję jakby on wyssał z mnie cała chęć życia, całą kobiecość. Jednocześnie jak nie poruszam tematu nas jest kochany, miły.
Wiem, że jakby od początku urwałam kontakt, to by się otrząsnął, może zmienił, a teraz jest jeszcze gorzej niż było.
Kilka dni temu postanowiłam oderwać się od tego wszystkiego, poprosiłam aby nie dzwonił, nie pisał, a mimo tego w sercu chciałabym, żeby się zmienił, żeby się otrząsnął.
Co ja mam robić?? Mam 28 lat i moje życie po prostu się posypało....
Bardzo proszę o pomoc, nie umiem już sobie z sobą poradzić??Wiesz dużo o tym (obecnym, eks?) partnerze.
Co chcesz i jak długo chcesz wyjaśniać? Typowe dla większości nas - kobiet. Co chcesz usłyszeć? Powody takiego jego zachowania? A nie wiesz, nie znasz ich? Chciał Cię upokorzyć, "dowalić" byś (mówiąc delikatnie) kiepsko się poczuła.
Jak piszesz jego zachowanie się nie zmienia. Na co Ty jeszcze liczysz?I, wybacz, to nie wygląda na oszukiwanie siebie, bo sytuację masz jasną, tylko na świadomą decyzję. Chcesz być (żyć) z człowiekiem, którego chamstwo wykańcza Cię psychicznie; chcesz żyć (być) z człowiekiem, który wysysa z Ciebie całą chęć życia, całą kobiecość?
No cóż, decydując się na takie życie sama robisz z siebie ofiarę. A też nic tak bardzo nie powoduje u innych złości, jak postawa ofiary.I jeszcze jedno. Odpowiedz sobie, co ciągnie Cię do tego mężczyzny?
---------------------------------------------------------------------------
Wiesz dużo o tym (obecnym, eks?) partnerze.
Co chcesz i jak długo chcesz wyjaśniać? Typowe dla większości nas - kobiet. Co chcesz usłyszeć? Powody takiego jego zachowania? A nie wiesz, nie znasz ich? Chciał Cię upokorzyć, "dowalić" byś (mówiąc delikatnie) kiepsko się poczuła.
Jak piszesz jego zachowanie się nie zmienia. Na co Ty jeszcze liczysz?
I, wybacz, to nie wygląda na oszukiwanie siebie, bo sytuację masz jasną, tylko na świadomą decyzję. Chcesz być (żyć) z człowiekiem, którego chamstwo wykańcza Cię psychicznie; chcesz żyć (być) z człowiekiem, który wysysa z Ciebie całą chęć życia, całą kobiecość?
No cóż, decydując się na takie życie sama robisz z siebie ofiarę. A też nic tak bardzo nie powoduje u innych złości, jak postawa ofiary.
I jeszcze jedno? Odpowiedz sobie, co ciągnie Cię do tego mężczyzny?Masz rację, przy nim jestem twarda, w chwilach samotności nie radzę sobie z sobą, na własne życzenie jestem ofiarą - racja. Nie wiem sama, co powoduje u mnie takie zachowanie, podejście do tego. Ale jednak nie umiem się pozbierać...
---------------------------------------------------------------------------
Będąc z nim przez wszystkie lata na prawdę się starałam, wiadomo, że były czasem sprzeczki o pierdoły, zwracanie mu uwagi na jakieś rzeczy, ale to normalne. Jednak on się zmienił o 180 stopni.
Nie wiem, może wcześniej nie widziałam/nie chciałam widzieć tego zachowania. Po prostu ja tak na niego działam, nie krzycząc nawet na niego. W zwykłej dyskusji, codziennych sprawach zaczęła wychodzić ta złość, okropne nerwy...Nie wiem skąd to się wzięło...Ja mam wrażenie, że on w ogóle nie wie co robi, nie kontroluje tego, nie ma żadnego hamulca...
Jak pisałam w poprzednim poście, winą tego obarczam jego "super" kolegów, towarzystwo, gdy zaczął się z nimi kontaktować właśnie taki się zrobił.
Prosiłam aby urwał te kontakty, ale ja nie mam na niego żadnego wpływu...Już nie mam...
Tylko po co on to dalej ciągnie, mówi, że chce a robi całkiem coś innego??
---------------------------------------------------------------------------
gusia222 napisał/a:Masz rację, przy nim jestem twarda, w chwilach samotności nie radzę sobie z sobą, na własne życzenie jestem ofiarą - racja. Nie wiem sama, co powoduje u mnie takie zachowanie, podejście do tego. Ale jednak nie umiem się pozbierać...
Na to, żeby się pozbierać, być może jeszcze czas.
Może najpierw zrób porządek ze swoimi emocjami: "odpłacz" swoje smutki, pożegnaj się z nadziejami, odzłość za przeżyte upokorzenia, lekceważenia i co tam jeszcze w Tobie siedzi (kolejność może być zresztą odwrotna), i daj czasowo czas.
---------------------------------------------------------------------------
gusia222 napisał/a:Jak pisałam w poprzednim poście, winą tego obarczam jego "super" kolegów, towarzystwo, gdy zaczął się z nimi kontaktować właśnie taki się zrobił.
Prosiłam aby urwał te kontakty, ale ja nie mam na niego żadnego wpływu...Już nie mam...
Tylko po co on to dalej ciągnie, mówi, że chce a robi całkiem coś innego??Takie biedactwo z tego Twojego partnera. Sam jest cudny, piękny, szarmancki w stosunku do Ciebie, po prostu ideał. Tylko jego koledzy... A on, biedak, jest w stosunku do nich bezwolny, zachowuje się pod ich dyktando. Nie, to nie on sam decyduje się być chamski wobec Ciebie, to jego koledzy...
On, biedactwo, chce się zmienić, tylko znowu ktoś mu w tym przeszkadza.
Kobieto! Idź na spacer, poszukaj swojego rozumu, może nie odszedł za daleko.
---------------------------------------------------------------------------
Wielokropek napisał/a:gusia222 napisał/a:Jak pisałam w poprzednim poście, winą tego obarczam jego "super" kolegów, towarzystwo, gdy zaczął się z nimi kontaktować właśnie taki się zrobił.
Prosiłam aby urwał te kontakty, ale ja nie mam na niego żadnego wpływu...Już nie mam...
Tylko po co on to dalej ciągnie, mówi, że chce a robi całkiem coś innego??Takie biedactwo z tego Twojego partnera. Sam jest cudny, piękny, szarmancki w stosunku do Ciebie, po prostu ideał. Tylko jego koledzy... A on, biedak, jest w stosunku do nich bezwolny, zachowuje się pod ich dyktando. Nie, to nie on sam decyduje się być chamski wobec Ciebie, to jego koledzy...
On, biedactwo, chce się zmienić, tylko znowu ktoś mu w tym przeszkadza.
Kobieto! Idź na spacer, poszukaj swojego rozumu, może nie odszedł za daleko.
Dokładnie, chyba gdzieś go zostawiłam. Problem we mnie, że nie potrafię być twarda, stanowcza...Coś z stylu "masz miękkie serce, musisz mieć twardą d**"
---------------------------------------------------------------------------
Powinnaś dać sobie czas. Zerwać kontakt i jasno mu powiedzieć, że nie chcesz się z nim więcej spotykać, że nie pozwolisz sobie na brak szacunku. On się nie zmieni. Dobrze o tym wiesz Masz szanse poznać super faceta! Po co marnować czas z takim, który Cię nie docenia? Jesteś fantastyczną młodą kobietą! Korzystaj z życia! Fitness siłownia tańce rower rolki kino znajomi jest tego dużo! Musisz wytłumaczyć sama sobie, że nie chcesz być tak traktowana! Daj sobie czas i szansę na lepszą miłość!
Jak czytam moje słowa to brzmi to tak wspaniale i łatwo, ale ja wiem, że tak nie jest. Postaraj się tylko sobie wszystko poukładać w głowie!
Z obu założonych przez Ciebie wątków wynika, że taka sytuacja ciągnie się między Wami już długo. I od dawna masz ciągłe potwierdzenia, że Twój partner nie zmienia swego postępowania. Wszystkie posty od innych osób mówią jedno: odejdź, daj sobie z nim spokój.
Ty zdecydowałaś inaczej. Twoje życie, Twoje decyzje, Twoje konsekwencje. Wiesz już wszystko na temat swojego związku. A brak decyzji (na rozstanie), to też decyzja (na dalsze życie ze swoim partnerem).
A patrząc na tę sytuację z drugiej strony, od Twego partnera, wcale się mu nie dziwię, ze nie zmienia zachowania. Po co? I tak go przyjmiesz z powrotem. To tylko kwestia czasu.
Z obu założonych przez Ciebie wątków wynika, że taka sytuacja ciągnie się między Wami już długo. I od dawna masz ciągłe potwierdzenia, że Twój partner nie zmienia swego postępowania. Wszystkie posty od innych osób mówią jedno: odejdź, daj sobie z nim spokój.
Ty zdecydowałaś inaczej. Twoje życie, Twoje decyzje, Twoje konsekwencje. Wiesz już wszystko na temat swojego związku. A brak decyzji (na rozstanie), to też decyzja (na dalsze życie ze swoim partnerem).
A patrząc na tę sytuację z drugiej strony, od Twego partnera, wcale się mu nie dziwię, ze nie zmienia zachowania. Po co? I tak go przyjmiesz z powrotem. To tylko kwestia czasu.
Tak on wie, że jaka jestem i to wykorzystuje, nadal nic nie robiąc nic w tym kierunku - bo wracam bezsensownie. Zdaję sobie sprawę, że tak jest, muszę go zostawić, tylko tak mi ciężko...
Po prostu muszę uwierzyć w siebie, co nie jest łatwe po tym wszystkim.
Zdaję sobie sprawę, że tak jest, muszę go zostawić, tylko tak mi ciężko...
Po prostu muszę uwierzyć w siebie, co nie jest łatwe po tym wszystkim.
Co masz na myśli pisząc "muszę uwierzyć w siebie". Do tej pory nic na ten temat nie pisałaś.
gusia222 napisał/a:Zdaję sobie sprawę, że tak jest, muszę go zostawić, tylko tak mi ciężko...
Po prostu muszę uwierzyć w siebie, co nie jest łatwe po tym wszystkim.Co masz na myśli pisząc "muszę uwierzyć w siebie". Do tej pory nic na ten temat nie pisałaś.
Może źle to napisałam, chodzi mi o to jak już wcześniej wspomniałam, czuję że brak mi chęci do życia. Po tych wszystkich akacjach, często przychodzą mi myśli, że skoro ja tak na niego działam to jestem do bani. Zawsze lubiłam siebie, byłam osobą uśmiechniętą wesołą, a teraz - szkoda gadać.
Nie przyszło Ci na myśl, że ten Twój partner (?) przestał Cię kochać i od długiego czasy robi wszystko, by Cię do siebie zniechęcić? A Ty, z uporem godnym lepszej sprawy, tkwisz przy nim. To musi być strasznie denerwujące.
Ten mężczyzna, jak wynika z tego co piszesz, najwyraźniej przestał Cię kochać, a nie Ty "jesteś do bani".
Nie przyszło Ci na myśl, że ten Twój partner (?) przestał Cię kochać i od długiego czasy robi wszystko, by Cię do siebie zniechęcić? A Ty, z uporem godnym lepszej sprawy, tkwisz przy nim. To musi być strasznie denerwujące.
Ten mężczyzna, jak wynika z tego co piszesz, najwyraźniej przestał Cię kochać, a nie Ty "jesteś do bani".
Też ostatnio mu to powiedziałam, że robi wszystko bym odeszła od niego.
Ja od tych kilku miesięcy nie dzwoniłam i nie pisałam nigdy pierwsza.
To dlaczego on to robi dzwoni, pisze, przyjeżdżał do mnie - pod pretekstem zabrania czegoś, w walentynki, w dzień kobiet to samo, nawet zjawił się w moje urodziny, po co to wszystko skoro mnie nie kocha, odwiedził mnie nawet kilka razy w pracy w ciągu ostatnich tych kilku miesięcy.
To dlaczego on to robi dzwoni, pisze, przyjeżdżał do mnie - pod pretekstem zabrania czegoś, w walentynki, w dzień kobiet to samo, nawet zjawił się w moje urodziny, po co to wszystko skoro mnie nie kocha, odwiedził mnie nawet kilka razy w pracy w ciągu ostatnich tych kilku miesięcy.
I tak Cię traktuje, jak opisywałaś, też z miłości?
Widzę, że mam inne oczekiwania co do oznak miłości.
gusia222 napisał/a:To dlaczego on to robi dzwoni, pisze, przyjeżdżał do mnie - pod pretekstem zabrania czegoś, w walentynki, w dzień kobiet to samo, nawet zjawił się w moje urodziny, po co to wszystko skoro mnie nie kocha, odwiedził mnie nawet kilka razy w pracy w ciągu ostatnich tych kilku miesięcy.
I tak Cię traktuje, jak opisywałaś, też z miłości?
Widzę, że mam inne oczekiwania co do oznak miłości.
Ja cały czas się nad tym zastanawiam, co jest grane.
Nie mam pojęcia dlaczego mnie tak traktuje...
Mam wrażenie, że wyniósł to z domu.
106 2011-04-06 14:19:13 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-04-06 14:19:47)
Ja cały czas się nad tym zastanawiam, co jest grane.
Nie mam pojęcia dlaczego mnie tak traktuje...
Mam wrażenie, że wyniósł to z domu.
A ja mam wrażenie, że bardzo chcesz swojego mężczyznę usprawiedliwić: a to "koledzy", a to "wyniósł to z domu". I znowu: Twoja decyzja.
Mnie nie interesuje to, czy traktuje Cię tak, bo miał trudne dzieciństwo, czy dlatego bo ma złych kolegów.
Masz wszelkie informacje. Twoje życie, Twoje decyzje.
Ja mówię: pas.
Powodzenia.
gusia222 napisał/a:Ja cały czas się nad tym zastanawiam, co jest grane.
Nie mam pojęcia dlaczego mnie tak traktuje...
Mam wrażenie, że wyniósł to z domu.A ja mam wrażenie, że bardzo chcesz swojego mężczyznę usprawiedliwić: a to "koledzy", a to "wyniósł to z domu". I znowu: Twoja decyzja.
Mnie nie interesuje to, czy traktuje Cię tak, bo miał trudne dzieciństwo, czy dlatego bo ma złych kolegów.
Masz wszelkie informacje. Twoje życie, Twoje decyzje.
Ja mówię: pas.
Powodzenia.
Nie to nie jest tak, że go usprawiedliwiam, po prostu szukałam/zastanawiałam się nad tym czy co jest powodem takiego czegoś. Może rzeczywiście ja.
Dziękuję za wszystkie posty, masz rację w tym co piszesz, ja też muszę powiedzieć pas.