przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 36 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 111 do 165 z 1,931 ]

111 Ostatnio edytowany przez smutny_miś (2011-05-12 13:28:48)

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Ja odbieram to jako ciągłą licytację z jej strony, że ona ma więcej lat,  więcej przeżyła, wiec jest najmądrzejsza i tylko ONA ma rację i wie co jest najlepsze dla wszystkich.
Moja uważa podobnie, wszystko robi doskonale a ja nie umiem nic i na niczym się znam, a nawet jak coś zrobię to zawsze nie po jej myśli, bo ona zrobiłaby to zupełnie inaczej, czytaj lepiej. Nie ma co być nadgorliwym i próbować zadowolić teściową. Wszystko co robiłam było źle, to teraz nie robię nic. Niech sama robi jak najmądrzejsza.

Ja póki co jestem teraz u męża. Regularnie wysyłam papiery aplikacyjne na konkursy o pracę, oczywiście tam gdzie według mnie będzie mi pasowało, czyli daaaaleko od teściowej. I pozostaje mi czekanie, bo te nabory strasznie długo trwają. Ale nie poddaje się i wciąż coś wysyłam, czytam i dokształcam się. Nie zostawiam złudzeń, że jak tylko coś znajdę sensownego to się wyprowadzam. Przestałam przejmować się tym co mówi i robi teściowa.

Jak ma do mnie jakieś "ale" to wysłuchuje i idę robić swoje, nie pyskuje jej, ani nie kłocę się, poprostu olewam to co powiedziała. Wstaje, o której chcę, jemy z męzem to co chcemy, jedziemy gdzie mamy ochotę. Miałaś rację, że płakanie i narzekanie nic nie daje, bo mężowie odbierają to jako atak na nich. My z mężem więcej czasu spędzamy razem, wspólne zakupy, wyjazdy na basen, przejażdzki rowerowe itp. Mamy takie postanowienie aby w weekendy robić coś razem,  pochodzić po lesie, pozwiedzać coś. Kiedyś było mi głupio, aby teściowa siedziała sama, bo było mi jej żal, że sama siedzi, więc czasami wieczory spędzalismy z nią.
A teraz olewam to, idę do siebie, oglądam telewizję, czytam książkę albo robię sobie "wieczór piękności" i zalegam pół wieczora w łazience. Mąż posiedzi z Nią trochę i przychodzi do naszego pokoju. Siedzimy razem nakładamy sobie maseczki, robimy wspólną kąpiel albo oglądamy razem telewizję. Teraz juz mąż też zrozumiał, że my chcemy żyć inaczej, robić coś po swojemu. Też powoli ma dość, tego że wszystko musi być po myśli mamusi i buntuje się czasami. Dopiero teraz zauważyłam, że wcześniej przyjął już tą taktykę co ja, wysłucha i robi swoje. Sam nawet zauważył, że gdybyśmy się tylko dali to zarobiłaby Nas na śmierć. Że ona jest nie do zdarcia, my padamy na twarz a ona do kolejnej roboty.

Oczywiście nie jest łatwo, nie brać do siebie uwag teściowej. Prawdę mówić, to tak mnie wkurza, że zaczełam przez nią palić. U mnie remontu ciąg dalszy, oczywiście teściowa zna się najlepiej, poucza nawet fachowców, dziwię się, że jej nie powiedzieli jeszcze pare słów, bo ja na ich miejscu bym nie wytrzymała. Oczywiście już zapowiedziała, że kolejny pokój robi sama.  Przed sekundą powiedziała, że jutro zalewa posadzki i kładzie parkiet. Szlag mnie trafia, ale w sumie, ja i tak nie zamierzam tu mieszkać, więc niech ma tak jak se zrobi, krzywo i z niedoróbkami. Poza tym to jej dom, ma prawo robić co chce, nie mam prawa się wtrącać. Szkoda mi tylko, że mój mąż inwestuje wciąż w ten dom, skoro wie, że ja nie zamierzam tu mieszkać, że planuje mieć dom na własnej działce, którą już mam w innym mieście. Modlę się o pracę, bo wtedy nie będę musiała tu być ani dnia dłużej i będę pracowac na swój dom, który mam w planach.

*Dojrzałość polega między innymi na tym, że przestajemy czekać na cudzą akceptację naszego postępowania i odczuwać lęk przed czyimiś sądami*

*Każdy z nas nosi w sercu wiele wilków, miłość, gniew, odwagę, strach...Przeżyją tylko te, które nakarmisz*
Zobacz podobne tematy :

112

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

jeżyk dla mnie jesteś bohaterką. nie wiem skąd bierzesz tyle siły, żeby to przeżyć. tak dzielnej i mądrej kobiety jak Ty dawno nie spotkałam. twoja teściowa to kobieta z inna mentalnością. całe życie mieszkała na wsi wśród krów, cięzkiej pracy i obowiązków, że  nawet nie zdaje sobie sprawy jak można życ inaczej. jest ograniczona. jednak za to nie można jej winić. ma klapki na oczach dlatego, że jej najbliżsi, sąsiedzi, rodzice żyli tak jak ona dzisiaj. tylko, że świat poszedł do przodu. u mnie na wsi tez tak jest, chociaż ludzie starają się być bardziej nowocześni. to za sprawą gminy, która organizuje jakies wycieczki dla starszych osób, pielgrzymki, warsztaty z wyszywania itp. starsi ludzie mają co robić.

myślę, że ta kobieta się nie zmieni. ale nie daj się! masz fajnego męża, dzidziusia pod sercem i to jest najważniejsze. a Twoją budową domu cieszę się tak jakbym to ja sama go budowała big_smile

życze Ci dużo cierpliwości i wytrwałości smile

113

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Jeżyku, bardzo Ci współczuję i jednocześnie doceniam, bo wiem jak ciężko walczy się z samym sobą, moja rada jest taka, postaraj się mniej uwagi poświęcać na wkurzanie przez teściową, zaś skup się na mężu, odbuduj lub też zbuduj z Nim nowe więzi między Wami. chociaż Ci ciężko to staraj się mieć dla niego siłę.Wpłyń na niego, żebyście nauczyli się siebie, co lubicie,do czego chcecie dążyć kiedy jest wam dobrze,ludzie na początku ciekawią się sobą,zaś później się to zatraca . nie zawracaj sobie głowy teściowa,raczej staraj się mieć minimalny z nią kontakt, kobieta ma swój świat i tego nie zmienisz, zamiast płakać i się smucić, pomyśl co zrobić,abyś to Ty była najważniejsza dla swojego męża, oczywiście mama również będzie dla niego ważna,no ale to Wy macie żyć ze sobą nie z nią, najważniejsze jest to,abyście z mężem mieli w sobie wsparcie ,rozumieli się ,nie walcz  o niego z teściową,bo to nie jest dobre
te słowa kieruje do każdej kobiety której teściowa nie jest w porządku,choćbyście nie wiem jak kochały i były w stanie się poświecić, zróbcie wszystko,aby nie musieć mieszkać z teściami, nie pozwólcie żeby się wtrącali do waszego życia, a Ty Jeżyku, jeśli miedzy Toba a Twoim mężem będzie kiedyś bardzo źle, to nie patrz,ze nie chcesz aby Twoje dziecko było bez ojca, bo co z tego ze będzie z ojcem,skoro Ty będziesz cierpiała , wtedy dziecko tez będzie cierpiało,najlepiej jakby udało Ci się wygospodarować dzień z mężem,właśnie dla niego, zabrać go gdzieś do domu,gdzie będziecie sami,gdzie nikt wam nie będzie przeszkadza, powspominaj najpiękniejsze chwile z nim, zadbaj o niego, weźcie wspólna kąpiel,masaż,kolacja przy świecach,oglądanie slubu rowniez w swietle swiec tak wieczorem,powiedz mu za co go kochasz , co w nim lubisz, zorganizuj tak dzien jaki chcialabys przezywac z nim kazdego dnia.

114

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

ZUZKA dziękuję za pomysł i na pewno go zrealizuję. W czerwcu jest nasza rocznica ślubu, zamierzam zorganizować coś wyjątkowego, romantycznego z dala od domu, teściowej i krów. Staranie się o kogoś całe życie jest trudne, ale na pewno się opłaca.
Nigdy nie próbowałam zbuntować męża przeciw teściowej, bo to jego matka i on ją kocha. Próbuję to szanować. Sama nigdy bym nie opuściła rodziców w potrzebie i żaden mężczyzna nie może powiedzieć na nich złego słowa. Mój mąż tylko raz śmiał się z mojego taty, że się kiwa (a on jest chory i to nie było śmieszne dla mnie, tylko się rozpłakałam). Od tego momentu nigdy nic złego nie powiedział na moich rodziców, bo zrozumiał, że mnie to bolalo. Tak samo ja staram się nie mówić mu nic złego na teściową. Po to między innymi wyżalam się tutaj, a nie jemu. Już dawno zauważyłam, że kiedy skarżę się na nią, to mąż się ode mnie odsuwa. Natomiast kiedy mówię, że jest mi ciężko z obcą osobą to on mnie zawsze przytula i pociesza i taką taktykę obrałam. Kiedy już nie wytrzymuję, to mówię mu nie o tym jaka to jego mama jest zła i nie dobra, tylko jak ja sobie nie umiem poradzić rzeczywistością. On nigdy mnie wtedy nie zostawia bez pocieszenia.

POLSZA u nas na wsi też kobiety się spotykają i robią różne rzeczy razem, są pielgrzymki i sąsiadki jeżdżą do senatorium, tylko problem z moją teściową jest taki, że ona nie chce pojechać nawet do córki, czy syna, którzy ciągle ją zapraszają na kilka dni, a mieszkają zaledwie 40 km od nas. O senatorium nawet nie chce słyszeć mimo, że ma stawy schorowane. Nie jedzie nawet do miasta na zakupy, bo krów nie zostawia nawet na godzinę bez opieki. Kiedy idzie do obory, to mówi mi żebym nigdzie z domu nie wychodziła w tym czasie tylko pilnowała go. Ha ha czasem mnie to śmieszy. Czego tu pilnować? Zapadającej się rudery? Ona nigdy domu nie zostawiała, nigdy nigdzie nie była, nie zwiedziła ani kawałka świata. Zanim tu przyjechałam to ledwie mówiła po polsku, posługiwała się tylko gwarą. Co jest najgorsze to ona myśli, że nikt sobie bez niej nie da rady, że ona jest we wszystkim niezastąpiona.

SMUTNY MISIU ja nie potrafię nie brać uwag teściowej do siebie. Próbowałam, ale bolą mnie one. Płaczę sobie wtedy w pokoju i po pewnym czasie przechodzi, ale nigdy do końca. Ciągle pamietam i rozpamiętuję, kiedy ona wylała moją zupę dla świni, bo stwierdziła, że krupnikiem to wstyd robotnika poczęstować, bo to zupa biedaków. Ciągle boli, jak mówiła, że wycięcie mojego mięśniaka to, cytuję: "tylko śmiech", a jej to poważna operacja, po której ona miesiąc nie mogła się ruszać. Nie wiem dlaczego, ale zależy mi żeby mnie lubiła, była ze mnie zadowolona. Ciągle myślę o tym, że muszę być idealna, bo u niej mieszkam i muszę żyć według niej.

FOLLOWME nigdy nie odpowiadam, kiedy usłyszę jakieś docinki od teściowej. Zawsze jej ustępuję, bo nie chcę kłótni. Zawsze staram się być miła uczynna i robię co ona mi mówi. Nie chcę po prostu spięć. Wolę wyjść i pobyć sama ze sobą, niż powiedzieć jej cokolwiek czuję. Zresztą nic jej nigdy nie mówię. Ani o sobie, ani o swojej rodzinie. Teraz jak tak sobie pomyślę, to my właściwie nigdy ze sobą nie rozmawiamy. Tylko co na obiad, czy krowom było podane jedzenie, czy zrobić herbatę i takie tam.
Ostatnio był u mnie kolega z pracy z żoną i ta koleżanka wyznała mi później, że jest w szoku jak ja mogę być ciągle taka miła dla tesciowej, kiedy ona mi mówiła co mam robić, a czego nie (tu chodziło akurat o jedzenie jak mam podać, a że niby źle podałam, i ja wtedy zrobiłam z uśmiechem jak teściowa przykazała).

115

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

jeżyk123 jesteś bardzo mądrą, dzielną kobietą.
Widzisz może ona Cię tak poniża, docina bo boi się, że zajmiesz jej pozycję w domu i staniesz się najważniejsza dla jej syna(dla którego przecież ona zawsze była najważniejsza-tak pewnie myśli). Co oczywiście jest absurdalne ale gdy w grę wchodzą uczucia ciężko jest być racjonalnym.
Moja przyszła teściowa chociaż jest nowoczesną, wykształconą kobietą też lubi mi dokuczać-że jak to mogę podać na obiad tylko zupę (bo jak zupą można się najeść?), że za dużo zieleniny daje do jedzenia a za mało mięsa, że za mało kwiatów mam w salonie itp. Różne inne głupoty. Najbardziej jednak zraniła mnie tym,że niedawno poroniłam ciążę o której zresztą nie wiedziałam a ona w pierwszych słowach w szpitalu powitała mnie zdaniem,że jak ja mogłam, no jak i że to moja wina bo jak zwykle o siebie nie dbałam( mam firmę i non stop pracuję)... bardzo mnie to boli i zapamiętam to na zawsze.
Więc nawiązując do Twojego życia może niektóre teściowe są z zasady takimi czarownicami na które jedynym lekarstwem i radą jest obojętność.

"No cóż, ten, który kocha, powinien dzielić los tego, kogo kocha." /Woland

116

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

FOLLOWME przykro mi z powodu Twego dziecka. Też to przeszłam i w dzień usunięcia płodu weszła pielęgniarka i zapytała z pretensją "a pani co taka zwieszona mina?" Już nie wspomnę o tym, że położyli mnie na sali z dwiema kobietami przed samym porodem, gdzie non stop było słychać w głośniku bicie serc ich dzieci w badaniu ktg. Obok była wolna sala, ale po co sprzątać dwie sale, skoro trzeba zapełniać łóżka po kolei.
Czasem ludzie nie mają wyczucia. Oczywiście porównanie obcej pielęgniarki do bliskiej osoby jest nieodpowiednie, bo słowa od różnych ludzi bolą inaczej.

117

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Wczoraj u nas była groźna sytuacja. Wieczorem jedna z krów dostała jakiegoś szału przy dojeniu. Strasznie pokopała mojego męża. Kładła się, wstawała na przemian. Kopała na wszystkie strony. Mąż pojechał do chirurga, bo nie wie, czy czegoś mu nie złamała w stopie. Cała jest spuchnięta i mąż ledwo chodzi.
Pomyślałam o sobie, że przecież mnie to mogło spotkać z moim 7-miesięcznym brzuchem. Wczoraj wyszłam stamtąd, bo wszystkie się zdenerwowały i bały się. Niespokojne wszystkie mogły kopnąć. Pomyślałam, że już nie będę chodzić do krów ze względu na dziecko.
Rozmyślam teraz o dzieciach na wsiach. O tym co mówiła moja teściowa, że jej dzieci mając po 6 lat już doiły krowy. Jak ona może o tym opowiadać z taką dumą? Dla mnie to tylko i wyłącznie oznaka głupoty. Gdyby taka krowa zaczęła kopać na oślep, tak jak wczoraj nasza "dzika", to by dziecko zabiła. Mogłaby trafić w klatkę piersiową, lub głowę i po dzieciaku. Szkoda mi niektórych dzieci na wsiach, bo wiem, że rodzice każą im pracować. Potem często nie mają szans wyjechac, bo rodzice opisują im gospodarstwo i chcą, żeby spełniały ich ambicje. Tak było z moim mężem. On z szacunku do matki robi to co robi, bo ona zawału by dostała, gdyby zajął się czymś innym. Musimy na razie żyć życiem teściowej, bo mąż ją kocha i nie chce jej zawieść, a ja kocham męża i będę go wspierać we wszystkim, co będzie robił.

118

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

witaj jeżyku. mam nadzieję, że z Twoim mężem będzie wszystko dobrze. i moim zdaniem nie powinnaś teraz chodzić do krów. twoja teściowa może sobie mówić co chce, ale najważniejsza jesteś Ty i dzidziuś.

a co do dzieci na wsi. moi rodzice wychowali się na wsi i pracowali w polu, z krowami itp. no cóż, takie były czasy. jeśli gospodarka jest jedynym źródłem utrzymania to włączają się całe rodziny. z jednej strony uważam, że to dobrze. dzieci uczą się czym jest praca. ale rodzice powinni być roztropni i myśleć z wyprzedzeniem. dziecko nie ma szans z ogromną krową i nie powinno być włączane w taki prace. chociaż ja jak byłam młodsza i w mojej rodzinie były krowy to od czasu do czasu moim obowiązkiem było wygnanie ich na pastwisko lub przyprowadzenie do domu. nie uważam, żeby wtedy działa mi się jakaś krzywda. ale nikt mi nie kazał siadać pod tym ogromnym zwierzęciem, bo to byłoby nieodpowiedzialne ze strony rodziców.  teraz jak patrzę na to z dystansem to myślę, że takie zbieranie ziemniaków czy truskawek nauczyło mnie szacunku do pracy, pokory i tego, że im więcej wysiłku włożę w pracę tym będę miała lepsze wyniki. krów już dawno nie ma, rodzice prowadzą firmę, ja mieszkam w dużym mieście, ale z sentymentem myślę o moim dzieciństwie.

jeżyku teraz nic nie rób przeciw sobie. to co mówi ta kobieta nie jest warte twojej uwagi. korzystaj z pięknej pogody! i życzę Wam dużo zdrówka.

napisz co z mężem.

nie wiem czy nie doczytałam, ale mogłabyś mi napisać w jakiej części polski mieszkasz?

119 Ostatnio edytowany przez Kyntia (2011-05-16 11:01:08)

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Czytam i czytam i przezyłam już cały kalejdoskop uczuć.
Od smutku,żalu,litości,szoku, do szczęścia, nadzieji.

Ciesze się że dom się buduje. Cieszy mnie to że córeczka zdrowo w Tobie rośnie.
Jesteś strasznie silną dziewczyną wiesz o tym?
Ale czasami zapominasz o dzieciaczku bojąc się co teściowa powie.

Ja wychowałam się w mieście, natomiast moja ciotka z wujkiem na wsi.
Jakież zdziwienie mnie bierze gdy porównuję Twoją sytuację z tym co się dzieje u nas.
Oni krów może nie mają za to świnie, drób, króliki, kozy.
Obowiązki są dzielone,ale gdy kobieta poczuje się gorzej (kręgosłup i miażdżyca + wysokie ciśnienie) to jej mąż - górnik po całym dniu ciężkiej harówki przychodzi z pracy i robi wokół obejścia,zwierzat, gotuje.
Dziwi mnie że nawet Twój mąż nie potrafi być zdolny do troski - o swoje dziecko - i nie pomaga Ci.

Teściowa też mieszkała razem z nimi. Całe życie na wsi.
U nich punktem zapalnym było wywyższanie jednego dziecka nad drugie. starszy to dureń,tuman, młodszy cud nad cudy na tym świecie.
Ale i z tym sobie poradziła kobieta.

Pięknymi i kulturalnymi słowami tak jej dopiekała,że kobiecina nie mogła sie o nic czepić ale w srodku nia telepało.
W końcu sama zwiała stamtąd.

Kobieto proszę a nawet błagam! Zostaw Ty te krowy! Nie dźwigaj wiader.
Niech sobie teściowa gdera do usranej smierci tu chodzi o dziecko.

Bardzo się ciesze że w końcu Twoja udręka się skończy.

Ludzie dzielą się na: tych chorych psychicznie i tych jeszcze nie zbadanych.

120 Ostatnio edytowany przez smutny_miś (2011-05-16 11:24:03)

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

jeżyku, mamy nadzieję, że z Twoim mężem wszystko dobrze, czekamy na jakieś wieści o jego stanie zdrowia. Jesteś naprawdę dzielna i silna. Ja również uważam, że nie powinnaś chodzić teraz do krów, bo jak widać nie dużo potrzeba do nieszczęścia. Ale martwię się, jak teraz sobie poradzicie, Twój maż podejrzewam chwilowo nie będzie mógł za dużo robić przy krowach, a Ty też powinnaś  się oszczedzać. Podejrzewam, że teraz więcej spadnie na Ciebie, bo będziesz chciała pomóc mężowi.
A co do dzieci na wsi, to kiedyś było inaczej, a teraz żyje się inaczej. To co opowiada teściowa, to brak wyobraźni. Każdy logicznie myslący potrafi przewidzieć skutki, które mogą być tragiczne. Ja myslę, że jej zachowanie wynikało z tego, że wszyscy robili podobnie, bo nigdy nic się nie stało. Ale zawsze dobrze jest do czasu. Z tego co pisałaś wcześniej, to córka teściowej miała wypadek i ona nie nauczyła się na błędach.
Teściowa nie potrafi zrozumieć, że teraz żyje się inaczej. Nie ma róznicy w życiu na wsi i w miescie. Czasami nawet wieś jest bardziej nowoczesna jak miasto, z uwagi na wiele projektów unijnych, które skierowane są na rozwój wsi.

*Dojrzałość polega między innymi na tym, że przestajemy czekać na cudzą akceptację naszego postępowania i odczuwać lęk przed czyimiś sądami*

*Każdy z nas nosi w sercu wiele wilków, miłość, gniew, odwagę, strach...Przeżyją tylko te, które nakarmisz*

121

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Ponieważ się odezwała Kyntia to i ja się przyłączę.
Rozumiem, że nie każda wypowiedz przypadła Ci Jeżyku do gustu ale w każdej była troska głównie o Ciebie i o dziecko.
To co wczoraj się zdarzyło Twojemu mężowi z tego co się orientuje zdarza się często, że krowy np pod wpływem ugryzienia jakiegoś owada wpadają w szał.
Masz rację, że to mogłaś być Ty i masz dużo szczęscia w całej tej sytuacji że nic się nie stało Tobie ani dziecku.
Ja również się cieszę z budowy domu i z tego, że niedługo będziesz tuliła swoją kruszynę.
Czasami jak czytam Twoją historię, myślę o mojej koleżance która też mieszka z mężem i jego rodzicami na wsi.
Oni też mają krowy w jakiejś kosmicznej ilości ale u nich jest inaczej.
Od kilku ładnych msc ona nie wchodzi do obory mają zatrudnionego pracownika, który pomaga im przy prowadzeniu gospodarstwa.
W oborze jest umywalka, stara pralka tam też zostawiają rzeczy robocze.
Nasza działka też graniczy z gospodarstwem i tam jest podobnie.
Mówisz, że zagospodarowaliście strych małymi kosztami możesz stworzyć dla siebie tam mały azyl zanim nie skończycie domu.

,,Narzekałem, że nie mam butów,
dopóki nie zobaczyłem człowieka, który nie miał stóp."

,,Tylko dziecko potrafi wbić patyk w ziemię, nazwać go i pokochać.''

122

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Śledzę ten wątek i ciągle się zastanawiam, jak Ty to wytrzymujesz... Ja bym nie dała rady. Uciekłabym do rodziców, bo bałabym się, że przez moje nerwy stało by się coś dziecku. Jak w takich okolicznościach można przejść spokojnie ciążę. Teściowej to już w ogóle nie rozumiem, ale mama często mi opowiadała, jak to było na wsi. Już jako dziecko miała pozrywane ręce, na starość to wychodzi, albo gdy powiedziała mamie, że chce iść na studia, dostała w twarz. Urok wsi. Do dziś są tam takie rodziny, że gonią dzieci do roboty po szkole, zamiast do lekcji. Wiem, że szkoła to nie wszystko, ale jakieś podstawy trzeba mieć. Ale się rozpisałam nie na temat.

Wracając do tematu domku- to chociaż tyle dobrze. Jakaś nadzieja, na swoje 4 kąty, gdzie samemu można decydować. Mam nadzieje, że z mężem to nic poważnego. Faktycznie nie bezpieczne to dojenie. Odezwij się, jak znajdziesz chwilkę. Pozdrawiam

Nie palę od 02.05.2014 i jestem z tego dumna smile

123

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

POLSZA uważam tak jak Ty, że praca uczy pokory, szacunku i człowiek dzięki niej rozumie jak ciężkie jest utrzymanie. Są jednak granice w zadawaniu prac dzieciom. Ja chociaż jestem wychowana w mieście, to od podstawówki w wakacje zbierałam truskawki, kwiat lipy, kisiłam ogórki w pobliskiej kwaszarni, a potem jako starsza pracowałam w mcdonalds, innych knajpach, lepiłam pierogi i w ilości kilka tysięcy sztuk dziennie, sprzedawałam w sklepie mięsnym. Różne rzeczy, żeby mieć na studia i swoje wydatki. Nie trzeba urodzić się na wsi, żeby pracować , ale w roku szkolnym zawsze była ważna nauka i rodzice nigdy mi nie pozwalali pracować kosztem czasu poświęconego na odrabianie lekcji.
Doskonale pamiętam pierwsze zakupy za własne zarobione pieniądze smile Każdy pewnie pamięta.
Mieszkam na północnym wschodzie polski - smile na polskim biegunie zimna smile łatwo się domyśleć.

KYNTIA dziękuję za miłe słowa. Do dojenia już nie chodzę, a z pracy robię tylko to, na co mam ochotę, bo siedzieć bezczynnie nie wytrzymam. Mój mąż to cudowny człowiek, może faktycznie z mego opisu wygląda na to, że on każe mi pracować, ale wręcz przeciwnie on na mnie krzyczy kiedy biorę coś ciężkiego, ale zawsze mi też powtarza, że jestem dorosła i wiem kiedy jest mi ciężko, a kiedy nie i on nie musi mnie kontrolować. To bardziej poczucie obowiązku, że skoro mieszkam u teściowej to muszę zarobić na życie tu, żeby ona źle o mnie nie myślała, niż ktoś mnie zmusza do pracy.

SMUTNY MISIU mąż czuje się już dobrze, pierwszy dzień kulał, a teraz biega jak zawsze. A co u Ciebie? Napisz koniecznie.

ORSZULIK nasz strych jest cudowny, uwielbiam tu spędzać czas, ale ze względu na dziecko będziemy zmuszeni przenieść się na dół, bo zimą można tu "zamarznąć".

SMUTNA123 moje dzieci będą miały normalne dzieciństwo bez przymusowej pracy, a po szkole będą siadały do lekcji, a nie do dojenia krów. Poza tym jeśli w pobliskim mieście nie będzie zajęć, żeby rozwijać ich zdolności to będę je woziła po kilka razy w tygodniu na basen, na lekcje czy to tańca, czy muzyki, na co będą chciały 50 km do większego miasta. Najważniejsze dla mnie jest ich nauka i samorealizacja.

124

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Posprzątaliśmy z mężem podwórko. Nie na długo. W kącie już rzuciła jakąś kapustę do rozłożenia, na środku podwórka jakieś przykrywki od konserw. Zgubiła niosąc do palenia i już tak zostały. Metalowa przykrywka do palenia!!!! Szkło też tak nosi na te swoje ognisko. Bez sensu, takie rzeczy tylko się stopią i zostaną jako kupa śmieci. W końcu płacimy za wywóz śmieci, więc dlaczego ona nie zbiera nic do worka, tylko pali? To miejsce palenia oczywiście tworzy wspaniały widok przez okno z kuchni. Kupa śmieci.
Robotnik z budowy przywiózł na taczce końcówki desek do spalenia. Wyrzuciła tam gdzie postawił taczkę, obok budy dla psów na środku podwórka. Chciałam przenieść do szopy, to zaczęła krzyczeć, żeby tu zostawić, bo będzie schło. To nie może schnąć po drugiej stronie stodoły, tylko przed domem?
Chcę płakać.

125 Ostatnio edytowany przez smutny_miś (2011-05-20 09:21:31)

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

jeżyku, nie smuć się. Już niedługo będziesz miała swój uporządkowany i ładny trawnik i całą resztę. A ona niech ma ten pierdolnik, jak tak lubi. Starych nawyków nie zmienisz i nie wytępisz, skoro przez tyle lat nie przywiązywano uwagi do porządku. U mnie jest podobnie, wszędzie po kątach zalega pełno niepotrzenbych rzeczy, stare grzejniki, deski, blachy itp. a nic nie można wyrzuc, bo w mniemaniu teściowej wszystko może się przydać. Koszenie trawnika to istny tor przeszkód, bo nigdy nie wiesz co znajdziesz w trawie. Już nie wpominając, że są trzy garaże i strych, które są zagracone starymi, niepotrzebnymi gratami. Wszędzie królują popsute zabawki po wnuczkach, które przyjeżdzają raz na rok, ale wyrzuć nie można, bo dzieci będą się bawić. Tak napewno w erze dvd, mp3, będą bawić się autami bez kół. Na strychu ubranka nawet po rodzeństwie mojego męża, czyli 30+ i dywany z lat 80. Czasami boję się, że strop nie wytrzyma i zawali Nam się na głowę, bo ledwo przejście jest. Mnie szlak trafia, bo w domu rodzinnym zawsze był porządek, wszystko zawsze pochowane, a jesli niepotrzebne to wyrzucone. Nie było przypadkowego rzucenia czegoś.  Każda roslinka posadzona w swoim miejscu, żeby ładnie wyglądało, a tutaj jeśli trawa zanikła, to usypany kopiec i tam rosną kwiatki. Oczywiście męczą się te rosliny, bo jedne zagłuszają drugie,  duże zarastają małe. Ziarna zbierane z wielu lat, bo tak taniej, rosliny rosną zdziczałe i karłowata. Jak próbowałam to uporządkować, to usłyszałam, czemu powyrywałam jej piękne kwiaty. Szkoda mówić, ale ciężko jest zrobić coś inaczej niż robiono dotychczas, męczące jest to, że w środku coś Cię trafia a nie możesz tego zmienić.
A do tego masakrą są sąsiedzi. Sąsiadka chwasty, które wyrwała u siebie przeżuca przez płot, bo nie może znieść, że u nas wyrwane. A szczytem wszystkiego jest to, że siąsiadka w trawę jesli podrośnie na nasze podwórko  rzuca potłuczone butelki, których nie widać z trawy. Nigdy nie wiem, czy z koszenia kosiarką nie wrócę z pokaleczoną nogą czy inną częścią ciała, bo szkoło wyrzucone z kosiarki nie wiadomo gdzie poleci. Takiego chamstwa nigdy nie widziałam, w moich rodzinnych okolicach z siąsiadmi żyje się dobrze, każdy się zatrzyma, zapyta co słychać, a tutaj zjedli by Cię.

*Dojrzałość polega między innymi na tym, że przestajemy czekać na cudzą akceptację naszego postępowania i odczuwać lęk przed czyimiś sądami*

*Każdy z nas nosi w sercu wiele wilków, miłość, gniew, odwagę, strach...Przeżyją tylko te, które nakarmisz*

126

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Smutny Misiu u mnie z koszeniem trawy jest to samo co u Ciebie. Wiecznie jakieś puszki, metalowe elementy się walają pod nogami. Jakieś wały do maszyn, stare pralki i cuda niewidy. Teściowa jak weźmie kosiarkę to widok jest taki: środek wykoszony, a przy budynkach kępy trawy z wystajacymi śmieciami.
W szopie wszystko jest zwalone na kupę, że nie można nogi postawić. Niestety wszystko według niej się przyda. Zawsze mnie rozśmiesza widok parasolki bez materiału (same druty) rozłożonej przy suficie. W zeszłym roku wywieźliśmy kilka przyczep ze strychu, w tym roku trochę ogarnęliśmy syf na podwórku, ale nadal jest masakra. Do tej pory teściowa jak czegoś szuka, to wypomina, że pewnie na strychu lezało i "ktoś" wyrzucił, a teraz by się przydało.
W zeszłym roku męża brata dziewczyna posadzila pięć paprotek na podwórku. Wyglądały nawet ładnie w wykoszonej trawie. Do momentu, kiedy teściowa nie wsadziła wokół każdej paprotki czterech cienkich deseczek, które oplątała sznurkiem od bel z kiszonek. Teraz widok jest marny, ale ona uważa, że jest pieknie.

127

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

skąd się bierze to dziwne poczucie estetyki naszych teściowych i te absurdlalne pomysły zagospodarowania czegoś, nie mam pojęcia i chyba nigdy nie dane mi będzie się tego dowiedzieć smile

*Dojrzałość polega między innymi na tym, że przestajemy czekać na cudzą akceptację naszego postępowania i odczuwać lęk przed czyimiś sądami*

*Każdy z nas nosi w sercu wiele wilków, miłość, gniew, odwagę, strach...Przeżyją tylko te, które nakarmisz*

128

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany
jeżyk123 napisał/a:

SMUTNA123 moje dzieci będą miały normalne dzieciństwo bez przymusowej pracy, a po szkole będą siadały do lekcji, a nie do dojenia krów. Poza tym jeśli w pobliskim mieście nie będzie zajęć, żeby rozwijać ich zdolności to będę je woziła po kilka razy w tygodniu na basen, na lekcje czy to tańca, czy muzyki, na co będą chciały 50 km do większego miasta. Najważniejsze dla mnie jest ich nauka i samorealizacja.

Wiem, wiem... To była tylko moje małe zboczenie z tematu. Gdy czytam to co piszesz, i jak piszesz to widać, że mądra i zaradna z Ciebie kobieta. Życzę Ci jak najlepiej;)

My mamy domek na wsi po babci i widzę, jak niektóre dzieciaki pomagają. Stąd o tym piszę. Problem zaczyna się wtedy, gdy pomoc przedkłada się przed naukę. Generalnie nie mam nic do obowiązków. Choć nie mieszkałam na wsi, sama je miałam. Nie mam żalu do nikogo, a czas na naukę zawsze był. Jestem za obowiązkami dla dzieci, bo wtedy się uczymy tego i owego, ale wszystko w przystępnych dawkach. To, tak w ramach wyjaśnienia.

Trzymaj się;) Pozdrawiam

Nie palę od 02.05.2014 i jestem z tego dumna smile

129 Ostatnio edytowany przez gabisiula (2011-05-21 00:18:24)

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Drogi jeżyku, znalazłam trochę czasu żeby nadrobic Twój wątek.
Jest późno, ale nie chcę mi się spac. Czytałam od drugiej strony i kiedy natrafiłam na twoje zdanie że teściowa wystawiła rękę przez okno malucha i złapała za drzewo to śmiałam się dobre 5 minut, aż mnie brzuch rozbolał ze śmiechu:D - twoja teściowa to faktycznie wariatka.
Jak tak czytam twoje wpisy to wyobrażam sobie jak każdego dnia przeżywasz piekło, to jest straszne. Ale cieszę się że zaczęły się prace budowlane, teraz masz po co życ! Dla domu i dla twojej córeczki. No i oczywiscie dla męża.  Rozumiem dlaczego tak doradzasz mi w moim wątku - widzę przez co przechodzisz. I bardzo jestem ci wdzięczna że dzielisz sie ze mną swoimi doświadczeniami.
Moja przyszła teściowa nie jest jeszcze stara kobietą ale jest czasem lekko zacofana i nie raz się zdarzyło że znalazłam w szafce garnek z pleśniejącą potrawą, masakra, jak tak można??
Swoją drogą podziwiam cię, jestes mądrą kobietą.
Tylko zastanawia mnie, byc może czytałam to już dawno i nie pamiętam ale zastanawia mnie dlaczego w sytuacji kiedy teściowa coś karze ci zrobic, mówi ci jak masz to zrobic to godzisz się na to?? Może ona już się tak przyzwyczaiła że i tak zrobisz po jej myśli?? A gdybyś jej powiedziała spokojnie NIE i zrobiła po swojemu?? Pewnie by zrobiła larmo i swój wykład. Eh tak to już jest niestety.
trzymaj się ciepło i będę wdzięczna za twoje krytyczne i nie krytyczne uwagi w moim  wątku:D pozdrawiam Cię!

130

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Witam. bardzo poruszyła mnie Twoja historia. Niestety ale wszystko to co opisałaś nie rokuje najlepiej, delikatnie mówiąc. Należę do osób, u których empatia jest silnie rozwinięta więc bardzo dobrze rozumiem Cię co czujesz żyjąc w ten sposób, wbrew sobie. Po pierwsze - zmienić psychiatrę absolutnie! Dobry lekarz dobierze Ci odpowiednie leki, które pomogą Ci żyć normalnie niezależnie od trudnych sytuacji( wiem co mówię bo sama od 10 lat się leczę), psychoterapeuta też się przyda i myślę, że raczej ktoś obcy bo taka osoba nie jest związana emocjonalnie z Tobą i łatwiej będzie Ci  pomóc. Jeśli Ci zależy na utrzymaniu związku z mężem to "walcz". Jednak z tego co piszesz wynika, że naczelnym problemem są różnice mentalne między Tobą a mężem, tu widzę źródło konfliktów i niestety ale nie licz na to, że męża nagle " oświeci", zwłaszcza, że ma sojusznika w bardzo bliskiej osobie czyli we własnej mamie. Myślę, że jesteście z tak różnych światów, bardzo odległych od siebie światów, które baaardzo ciężko będzie pogodzić. Nie wiem co mądrego Ci powiedzieć, bo trudno jest wyrokować w sprawie cudzego życia. Ty sama będziesz wiedziała co robić, ale słuchaj swojej intuicji, ona najczęściej nas nie zawodzi. I koniecznie lekarz i terapia.Pozdrawiam i trzymam kciuki za dobre decyzje. IG.

131

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Jeżyku wczoraj usiłowałam coś napisać, ale kasowałam i znów pisałam, jednak nie dało się sklecić czegokolwiek sensownego. Sama wychowałam się na wsi, później zaliczyłam blokowisko, by paręnaście lat temu znów osiedlić się pod miastem. Widok kobiety ciężarnej dźwigającej wiadro nawet w mojej młodości był rzadkością. To co opisujesz jest niesamowite,Twoja teściowa jest nie tylko zacofana, jest głupia, bo zdrowa i zadowolona, nie znerwicowana przyszła matka to też zdrowe wnuki - nie chce tego? Widzę, że kochasz swojego męża, jego matka tego nie widzi? Chyba każda z Was byłaby uszczęśliwiona gdyby dziecko trafiło na takiego partnera, a tu kłody pod nogi. Właśnie na wsi nie podoba mi się filozofia: mnie było ciężko, ja harowałam, tobie nie może być lepiej, też musisz przez to przejść. Może i wieś wizualnie wypiękniała, ale mentalność ani drgnie, im dalej od miasta, tym gorzej. Jeżyku, podziwiam Cię za odwagę, hart ducha, optymizm, sama taka nie jestem. Znam tutejszą mentalność od podszewki,  nie ważne ile kasy, trudu ktoś włożył w budowę domu, to się pomija, liczy się fakt na czyim gruncie postawiony. Jeśli chałupa stanęła na podwórku któregoś z rodziców, jej czy jego, nie ma to znaczenia, starszyzna traktuje jak swoje. Prywatność, poszanowanie własności ? - należy zapomnieć, jeszcze można usłyszeć, że kto to słyszał by matka własnego dziecka nie mogła  odwiedzać kiedy zechce, kto to słyszał o zapowiadaniu się, ech... Przecież jej się tak cni za Romusiem, Beatką. Zwyczaj coniedzielnych odwiedzin mamusi to też jakaś anomalia, ale w tym to raczej kobiety przodują. Nie wiem skąd Ty czerpiesz taką siłę, całym sercem jestem z Tobą, oby wszystko szło po Waszej myśli, dbaj o siebie, niech teściowa zap.... jak taka mądra, tacy ludzie są nie do zajechania, żyją lata, innym nie dając złapać oddechu, młodsze pokolenie odchodzi, a oni to komentują: te młode to jakieś słabe takie...

132

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

CHABER05 witaj na Netkobietach i dziękuję za komentarz. Faktycznie moja teściowa cały czas powtarza, że ona musiała wstawać o 3 rano i doić krowy, nie do pomyślenia było, żeby to chłop doił krowy, a u nas jest odwrotnie. Mąż doi, a ja co najwyżej pomagam. Ona chyba zapomniała, że ja mam pracę na etat, a teraz jestem tylko i wyłącznie na zwolnieniu. Po macierzyńskim lub wychowawczym (zależy jeszcze co postanowimy z mężem po narodzinach dziecka i jaką opiekę do dziecka znajdziemy) wracam do pracy. Ona chyba sobie nie zdaje z tego sprawy. Ona pewnie myśli, że zostanę w domu już na zawsze.

IG między mną a mężem nie ma jakiejś ogromnej różnicy mentalnej. To raczej chodzi o dwie różne osobowości, gdzie ja potrzebuję ciągłych wrażeń, żeby być szczęśliwą, a on jedynie spokoju i stabilizacji. On doskonale mnie rozumie i dowodem na to jest budowa domu. Mentalnością różnię się z teściową i tu jest problem, bo mieszkamy razem i ona wymaga ode mnie tego co wobec niej jest słuszne, a ja chcę żyć w miarę po swojemu.

GABISIULA pytasz dlaczego robię co teściowa ode mnie wymaga. Już tłumaczę:
Po pierwsze: nie chcę kłótni
Po drugie: mieszkam u niej i muszę się dostosować
Po trzecie: z szacunku do starszej osoby, bo wiem, że jej jest trudniej zmienić swoje przyzwyczajenia
Po czwarte: nie chcę, żeby mężowi było przykro, że nie umiem się dogadać z jego mamą
Staram się myśleć, że to chwilowa sytuacja, a za jakiś czas będę w swoim domu i będę panią swego życia. Wtedy będzie do mnie przyjeżdżał kto chce i będę dla gości pichcić co ja ustalę, będę jeździła gdzie chcę bez ciągłych pytań dokąd jadę, po co i za ile wrócę, będę mogła kupić co chcę bez wiecznego wywiadu co tam przyniosłam w torbie.


W weekend była moja mama i chrzestna. W końcu trochę odetchnęłam i otrzymałam wsparcie duchowe. Nie skarżyłam się bezpośresnio, ale ciotka broniła mnie jak lew, kiedy teściowa stwierdziła jak i gdzie będzie wykopany staw przed naszym nowym domem i jakie ryby tam wpuściMY. Ja grzecznie odpowiedziałam, że będziemy kopać staw rekreacyjny, a nie hodowlany, żeby można było wypoczywać a nawet się kąpać, a ryby to ona może wpuścić do swojego stawu. Teściowa odpowiedziała, że i tak nam wpuści karpie, jak nie będę patrzeć, na co ciotka broniła mnie zaciekle, że nie można kogoś uszczęśliwiać na siłę i że młodzi niech żyją po swojemu, a nie tylko mówić nam co mamy robić. Tak mi się ciepło na sercu zrobiło, że ktoś od baaardzo długiego czasu stanął w mojej obronie. Szkoda tylko, że to nie była moja mama.

133

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

jeżyk to przykre co piszesz, że Twoja mama nie staneła w twojej obronie, tylko dlaczego?? i bardzo dobrze zarazem że ciotka potrafiła się odezwac, to dobrze kiedy ma się od kogoś wsparcie, juz sobie wyobrażam minę twojej teściowej, widok z pewnością bezcenny:)
wiesz, masz w sobie ogromną cierpliwosc, naprawdę. Piszesz że nie sprzeciwiasz się teściowej ze względu na szacunek do niej  itp. ale ja chyba bym nie wytrzymała! nie wytrzymała bym nerwowo i wykrzyczała takiej teściowej co o niej myślę albo chociaż bym się zbuntowała, że nie zrobię tego i koniec. Ale sama już wiem że przy naszych facetach nie należy źle mowic o ich matkach bo mogą to kiedyś wykorzystac przeciwko nam.
bardzo przykro mi się zrobiło kiedy pisałaś jak twój mąż śmiał się z twojego chorego taty, nie wyczuł widocznie tego że nie powinien tego robic, domyślam się co mogłaś czuc.
Pisz na bieżąco o budowie:)
Pozdrawiam cię gorąco!

134 Ostatnio edytowany przez FollowMe (2011-05-23 18:08:53)

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Jezu Twoja teściowa jest strasznie irytująca...:-( Dzięki Bogu za moją:-)

I dziękuję za słowa wsparcia i pociechy:*

"No cóż, ten, który kocha, powinien dzielić los tego, kogo kocha." /Woland

135

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

O rany Ty to chyba masz kobieto nerwy ze stali.
Ja bym jej taka wiązankę puściła że musiałabym chyba w oborze spać za karę...

Niech se w pantalony wpuści karpia jeśli tak je lubi.
A co do hodowli to niech sobie najpierw mózg wyhoduje a potem się wtrynia.

Głupio tak pytać mamy,dlaczego nic się nie odezwała w tej sytuacji,ale ja bym się spytała.

Dzięki Bogu masz super ciotkę która darzy cię uczuciem.
Pozdrawiam i trzymam kciuki za Was smile

Ludzie dzielą się na: tych chorych psychicznie i tych jeszcze nie zbadanych.

136

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Już wcześniej pisałam, że moi rodzice są strasznie konserwatywni. Oni twierdzą, że małżeństwo to jest zawsze do grobowej deski (nawet jakby mąż pił i bił) i jeśli ja się sama zdecydowałam mieszkać z teściową, to mam jej słuchać i radzić się jej we wszystkim. Była nawet taka sytuacja, że zapytałam swoją mamę jak coś tam ugotować, a ona mi nie poradziła, tylko powiedziała, że na miejscu w domu mam "mamę", którą mogę zapytać. Kiedy miałam wielką depresję jesienią i cały czas płakałam i powiedziałam rodzicom, że chyba nie wytrzymam i wrócę do domu, to strasznie na mnie krzyczeli, że to grzech i że jak zostawię męża to rodziców też stracę. Nawet jak jadę do domu na kilka dni, to moja mama jest bardzo zdziwiona jak mogę męża zostawiać i dopytuje, kiedy już wracam "do domu" Oczywiście jest też mnóstwo gadania, że spotkam się z jakąś koleżanką, bo teraz to ja już nie powinnam się "szlajać". Moi rodzice zawsze tacy byli i może zabrzmi to głupio, ale ja się już do tego przyzwyczaiłam, zaakceptowałam i nie mam do nich pretensji.
Na szczęście budowa idzie jak burza, szalunki zakończone, ławy wylane, rury położone, jutro kładą dreny. Jest czym się cieszyć. Dziś zrobiłam listę na wyprawkę dla dzidziusia. Może czas robić zakupy do spakowania do szpitala. W końcu jest połowa siódmego miesiąca. Nie wiemy jeszcze jak nazwać córkę. Może macie jakieś pomysły.

137

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Zazdroszczę Ci, że możesz cieszyć się myślą o macierzyństwie, tymi całymi przygotowaniami, małymi ciuszkami, to takie słodkie:-) Naprawdę cieszę się Twoim szczęściem.
Wybierz jakieś z mężem, na pewno też chce w tym uczestniczyć. My z narzeczonym mamy już wybrane imiona chociaż dzieci na razie nie planujemy. Podobają się nam starodawne, nie nowoczesne imiona. Chłopiec będzie miał na imię Staś a dziewczynka Zuzia lub Zosia. :-)

"No cóż, ten, który kocha, powinien dzielić los tego, kogo kocha." /Woland

138

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Odebrałaś Jeżyku jakieś dziwaczne wychowanie, archaiczne bym powiedziała, a to że na własnych rodziców liczyć nie możesz jest tym bardziej dziwne. Z tym szacunkiem to też nie teges, nie należy się z wiekiem, na niego trzeba sobie zapracować! Czyli co, jak mi skronie posiwiały to mogę się nie hamować, mówić i robić co tylko zapragnę? Toż to bzdura do kwadratu, ale większość ludzi tak właśnie sądzi, bo im to pasuje. Idą po najmniejszej linii oporu, dorabiając do tego ideologię: nie wiadomo jaka ty na starość będziesz - no i rozgrzeszona. Dobrze Ci kobietki radzą, mów, protestuj, bo z biegiem czasu te tłumione  w sobie żale i pretensje wybuchną. Osobiście wolę jak mi ktoś powie szczerze o co mu chodzi, a nie kryguje się, ukrywa, dziwnie milczy, by wreszcie wypalić z grubej rury. Dobrze by było aby to mąż przekazywał komunikaty matce, jakoś uwagi od własnego dziecka łatwiej przełknąć, może to okrężna droga, ale ponoć skuteczna. Jedyny problem z chłopami jest taki, że boją się własnych matek bardziej niźli wkurzonej żony, na swoją połowę warkną, krzykną, a jak mamusia zmarszczy brew podkulą ogon. Gratuluję ciotki, zawsze warto utrzymywać kontakt z kimś kto wesprze w razie kryzysu. Popieram też pomysł powrotu do pracy, wyobrażam sobie jaka teściowa byłaby szczęśliwa gdybyś była zależna od nich, pełne pole do popisu, a wachlarz pomysłów jak zgnębić synową jest już opracowany. Celem jest całkowita kontrola nad bliskimi, dopiero jak wszyscy chodzą jak w zegarku podług woli dyktatora, jest dobrze i można liczyć na szczerbaty uśmiech łaskawcy smile

139

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Jeżyk, jesteś dzielna i WYGRAŁAŚ! Wygrałaś dzięki swojej postawie i niezłomnemu charakterowi. Twoje pierwsze wpisy były strasznie smutne i spodziewałam się, że nie dasz rady. A Ty jednak postawiłaś na swoim, będziesz miała swoj dom!
Teściowa okropna, ale cóż, tak została wychowana, życie przeżyła w tym swoim zaścianku, nie da się jej zmienić. Tak samo jak nie da się zmienić Twoich rodziców i ich poglądów. Ty jesteś przyzwyczajona do swoich rodziców, a Twój mąż do swojej matki. To co Ciebie bulwersuje, dla niego jest oswojone i vice versa. Najważniejsze jest to, że potrafiliście dogadac się z mężem i realizujecie własne plany.
Twoja strategia na życie z teściową jest dobra, to że jesteś dla niej grzeczna i miła, że się nie awanturujesz i nie wchodzisz w konflikty. Gdyby było inaczej to i z mężem byłoby inaczej. Choć teściowa jest beznadziejna, to jednak jest jego matka, którą kocha. Gdy mąż smiał się z Twojego ojca, Ciebie serce bolało, w drugą stronę tak samo to działa.
Przeżyłas ciężkie chwile, ale juz niedługo będziecie razem w swoim domu, będziecie tworzyć swoje własne rodzinne zwyczaje, urządzać po swojemu Wasze życie, wychowywać dziecko tak jak chcecie.
Gratuluję i pozdrawiam!

140

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Cieszę się że jesteś inna niż Twoi rodzice. smile

Co do imion to zalezy. Nie dawałabym dziecku tych oklepanych Majek i innych których jest tysiące bo zapanowała moda.

Ja chciałam dać córce na imię Natalia, Kornelia, ewentualnie Ewa. Kuzynka urodziła 4 miesiące temu i dała Hania smile Polskie imiona sa najlepsze a nie te dyktowane moda bo serial, bo film wink

Ludzie dzielą się na: tych chorych psychicznie i tych jeszcze nie zbadanych.

141 Ostatnio edytowany przez smutny_miś (2011-05-24 18:56:19)

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Jeżyku, kolejny raz podziwiam Cię i nie wiem skąd Ty bierzesz siły, aby to wszystko znieść. Twoja miłość do męża jest ogromna, że tyle jesteś w stanie znieść dla Niego. Obawiam się, że ja nie dałabym rady tyle wytrzymać. A wracając do tematu, to ja nie dziwię się, że postępujesz w ten sposób, bo ja robię podobnie. Kłótnie z teściową nic by nie wniosły. Byłaby bardzo napięta sytuacja z mężem, który byłby po środku, między dwoma skłóconymi kobietami, na których mu zależy. A nikt, kto nie mieszka z tesciową, nie zrozumie, jak to jest, jak człowiek jest "gościem" we własnym domu i nic nie może zrobić tak jakby chciał. Dla osób postronnych, któr na stałe nie tkwią z takim układzie, to robienie scen, na zasadzie przecież masz gdzie mieszkać, masz dom za darmo i jeszcze narzekasz. Tylko my, synowe mieszkające z teściowymi, wiemy, że do dla Nas więcej kłopotu niż radości. Że wolimy małą kawalerkę zamiast salonów i luksusów teściowej.

Ja też nie mogę nic powiedzieć wprost teściowej, bo mieszkam w jej domu i nie wypada rządzić się w domu, który do niej należy. Mogę co najwyżej męzowi, coś powiedzieć, bo wiem, że mnie rozumie i zupełnie inaczej zostanie to odebrane, jeśli on coś krytykuje niż ja. Relacje synowa-teściowa to jakaś dziwna relacja, której nie potrafię sklasyfikować i określić. Matka z córką zawsze się dogada, a synowa z teściowa, nigdy nie będzie wspólnego języka. owszem można rozmawiać i być miłym, ale zawsze każda ma swoje przyzwyczajenie i chce zyć po swojemu. Normalnym jest, że młodzi chcą żyć swoim życiem, ale niestety teściowa ma inne wizje, jak oni powinni żyć.
Budowa Twojego domu, to "deska ratunku" dla Ciebie, bo bez tego dłużej byś nie wytrzymała. A tak masz nadzieję na lepsze jutro, we własnym domu. To ona będzie u Ciebie gościem i nie będzie mogła nic Ci narzucić, bo zawsze mozesz jej powiedzieć, że Tobie co innego się podoba, zrobisz to tak czy inaczej, a ona niech robi co chce u siebie. Tak jak z tym stawem, super jej powiedziałaś. Zgodnie z prawdą i bez złośliwości. Co do Twoich rodziców, to nie dziwię się, że mam nic nie powiedziała, bo podejrzewam, że nie chciała robić złości w rodzinie. Ale dziwi mnie troszkę to, że gdybyś była nieszczęśliwa w małżeństwie, to musialabyś tkwić w tym małżeństwie, bo tak trzeba w ich rozumieniu. Moi bez chwili zastanowienia, kazali by mi rzucić wszystko i wracac do nich, zamiast się męczyć. Ale być moze coś, źle odbieramy albo interpretujemy.
Dla mnie jesteś przykładem, że z najgorszej sytuacji jest wyjście, jesli dwie osoby chca być razem i mają wspólny cel (mam na mysli Ciebie i męża).

*Dojrzałość polega między innymi na tym, że przestajemy czekać na cudzą akceptację naszego postępowania i odczuwać lęk przed czyimiś sądami*

*Każdy z nas nosi w sercu wiele wilków, miłość, gniew, odwagę, strach...Przeżyją tylko te, które nakarmisz*

142

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

jeżyk teraz zaczął się piękny czas, wyprawa po zakupy dla maluszka, ubranka, przewijaki itp. spróbujcie spędzic z mężem kilka długich godzin sami na zakupach, oczywiście w miare możliwości to zaplanujcie, żebyście nie musieli za 5 minut wracac nakarmic krowy. big_smile a imię, to sprawa indywidualna, każdy dla swojego dziecka wyobraża sobie inne imię, nie masz jeszcze żadnego na "oku"? jeszcze jest trochę czasu:)
dobrze że budowa idzie szybko, czas najwyższy abyś wreszcie zaczęła życ normalnie, spokojnie i szczęśliwie!

143

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Dziś zastanawiam się, czy wyszłabym za mego męża i zamieszkała tu wiedząc jak to będzie wyglądało. Niestety, ale moja miłość do męża nie jest chyba aż tak wielka, bo wybrałabym niezależność i nigdy bym nie powtórzyła błędu przeprowadzki do teściowej i na wieś. Jestem też pewna, że mój mąż nie zrezygnowałby ze swego życia dla przeprowadzki do mnie. Pewnie byśmy się w końcu rozstali. Niestety nie można cofnąć czasu i trzeba się dostosować do sytuacji. Pewnie dopiero za kilka lat będę mogła stwierdzić, czy nie żałuję zmian. Na razie żałuję, mimo, że z mężem jest cudownie, to czuję że żyję życiem innych. Trochę jak więzień. Uczucie wolności jest ważniejsze niż miłość.

144 Ostatnio edytowany przez smutny_miś (2011-05-25 11:31:53)

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Ja mam takie same przemyślenia, drugi raz nie zdecydowałabym się na takie wywrócenie życia do góry nogami. Sama nie ujęłabym lepiej tego co ty napisalaś, a co czuję ja. Dlatego warto działać i zmieniać życie, póki masz siły do tego i zapał. Ja ciągle wierzę, że będę żyć tak jak kiedyś, w miejscu, gdzie są perspektywy, lepsza praca. Czasami braknie mi sił, kiedy myślę, że tylko ja  jedna chce dla Nas lepszego życia, ale z drugiej strony motywuje mnie to, że popadnę w depresję jak dłużej będę tak żyć. Jeżyku, walczmy o nasze szczęście, bo tylko od Nas zależy jak przeżyjmy własne życie, czy będziemy szczęśliwe. Ja jestem na takim etapie, że będę żyć tak jak chcę, z mężem czy bez. Jeszcze trochę powalczę o wspólne zycie, ale nie za wszelką cenę, nie za cenę zrezygnowania z własnego "ja" i poświęcenia się.
Żeby zaraz nie było, że buntuje Cię, ja tylko piszę, co ja zamierzam. Ty jesteś o krok dalej, bo budujecie wspólny dom.

*Dojrzałość polega między innymi na tym, że przestajemy czekać na cudzą akceptację naszego postępowania i odczuwać lęk przed czyimiś sądami*

*Każdy z nas nosi w sercu wiele wilków, miłość, gniew, odwagę, strach...Przeżyją tylko te, które nakarmisz*

145

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Smutny Misiu ja jestem pewna, że gdyby nie budowa domu, to bym uciekła z domu teściowej. Myślę, że byłby moment krytyczny i wszystko postawiłabym na jedną kartę. W sumie taki moment już był, ale to było tak krótko po ślubie, że nie umiałam wtedy racjonalnie myśleć. Wiem, że gdyby mąż nie wysłuchał moich potrzeb, to bym odeszła. Jestem mu bardzo wdzięczna, że potrafił mnie zrozumieć i wybrał życie ze mną, nie z mamą. Daję sobie dwa lata na ustabilizowanie sytuacji i wyciszenie emocji. Myślę, że wtedy będę już we własnym domu i w końcu ułożę życie jak chcę.
Moja tesciowa baaaardzo rzadko opuszcza dom. Nie jeździ nawet po zakupy, czy do kościoła. Dziś bardzo chciała pojechać na cmentarz i mój mąż ją tam zabrał. Nie było ich jakieś półtora godziny. Jezu, jaka ja byłam szczęśliwa. Wypiłam w samotności kawusię, zrobiłam obiad. Co za cudowne uczucie bycia samej w domu. Stasznie za nim tęsknię.

146

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Witam Was kobietki! Czytam Wasze historie i jestem trochę przerażona, przerobiłam wszystkie posty i teraz nie wiem co mam zrobić. Bardzo Cie Jeżyku podziwiam, chyba najbardziej za tą siłę i upór z jakim walczysz o własne szczęście. Jestem kobietą niezależną, wyprowadziłąm się ponad rok temu od rodziców i wynajmuję mieszkanie, pracuje w dwóch pracach, żeby jakoś sobie radzić i do czegoś dojść. Piszę o tym, ponieważ Twoja historia Jeżyku przypomina mi trochę mnie samą, tylko z tą różnicą, że ja jeszcze nie wyszłam za mąż, ale mój chłopak, z którym jestem ponad trzy lata również mieszka na wsi i posiada na prawdę duże gospodarstwo- krowy, pola itd. Boję się bardzo, że jak się pobierzemy to będę w tej samej sytuacji co Ty, że będę się czuła obco w domu, w którym przecież powinnam czuć się jak u siebie. Z rodzicami mojego chłopaka mam dobry kontakt, widzę, że mnie lubią, chociaż jestem z miasta i na prowadzeniu gospodarki nie znam się kompletnie, ale mam obawy, ponieważ wszyscy wiemy, że całkiem inaczej patrzy się na człowieka, z którym spędza się parę godzin w tygodniu a całkiem inaczej jest jak się razem mieszka. Wcześniej już miałam wątpliwości czy będąc z dwóch tak różnych światów można stworzyć szczęśliwą rodzinę, ale po przeczytaniu Waszych postów po prostu zaczęłam się bać i zastanawiać nad sensem tego wszystkiego. Uważam, że czasy średniowiecza dawno za nami i nie ma znaczenia czy człowiek urodził się w mieście czy na wsi,ale boję się, że moi TEŚCIOWIE nie są tego samego zdania,chociaż na razie nie dają mi tego odczuć. Jak myślicie czy istnieje ryzyko, że po ewentualnym ślubie rodzice mojego chłopaka mogą zmienić swoje podejście do mnie? Że mogę mieć podobne problemy z teściową co Jeżyk? Poważnie przeraża mnie to. Proszę Was o szczerość, bo chciałabym uchronić się przed takim bólem w przyszłości.
Pozdrawiam!

147

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Misia ja też miałam swego czasu dwie prace, żeby się utrzymać, też mieszkałam sama. Wiele podróżowałam. Mieszkałam w niewielkim mieście, bo 60-tysięcznym i myślałam, że życie na wsi tak bardzo się nie różni, jak w mieście. I w sumie pewnie się nie różni, jeśli mieszka się samodzielnie i nie ma się wielu zwierząt. Moja teściowa była dla mnie zawsze bardzo miła. Przed ślubem zawsze było ok. Po ślubie też nie dokucza mi przecież specjalnie, tylko po prostu zaczęłam z nią żyć na co dzień i to mnie dobija. Wszystko co opisywałam, ona nie robiła mi tego specjalnie, żeby sprawić przykrość. Ona po prostu taka jest. Wiadomo, że to ja muszę się podporządkować skoro wprowadzam się do kogoś i nikt nie będzie dopasowywał się do moich oczekiwań.
Misia życzę Ci jak najlepiej, ale licz się z tym, że będziesz musiała żyć jak oni. Spróbuj to sobie wyobrazić. Myślisz, że nawet jak będziesz pracowała to pośpisz sobie w weekend do 10? Nigdy. Będziesz nastawiała budzik, żeby teściowa nie gderała. Myślisz, że nie będziesz musiała chodzić do obory, bo pracujesz? Bzdura. Nikt nawet nie zauważy, że zarabiasz, bo oni myślą, że tylko hodowla krów przynosi jakiekolwiek zyski, a Twoją pracę potraktują jako Twoją odskocznię (taką przyjemność) od gospodarstwa. Nie wiem, może u Ciebie będzie lżej, bo mając oboje teściów chociaż wydoją krowy i będziesz mogła wyjechać na weekend, czy na wakacje, u mnie to nie możliwe, bo teściowa krów nie doi już od kilku lat. Zawsze musi być mój mąż. Na 100% nie licz na to, że poza Twoim pokojem, cokolwiek będzie wyglądało tak jak Ty chcesz. Moja teściowa, to nawet ostatnio zwróciła mi uwagę, że w nocy chodzę do łazienki robić siku. Nie po to, żeby mi zrobić na złość, tylko wręcz przeciwnie chciała dobrze. Chodziło jej o to (o zgrozo!!! aż mnie ciarki przechodzą), żebym w XXI wieku wzięła sobie wiadro na górę i tam sikała, żeby nie spaść ze schodów, kiedy jestem zaspana. Pisząc o tym chcę Ci pokazać, że nawet jak Twoja teściowa będzie chciała dla Ciebie dobrze i będzie Cię lubiła, to życie u kogoś będzie koszmarem. Wiem, że są kobiety, które lubią swoje teściowe, ale żadna z nią nie mieszka. Może i ja lubiłabym swoją gdybym z nią nie obcowała na co dzień.
Radzę Ci, żebyś przed ślubem zaproponawała swojemu chłopakowi np. budowę domu obok rodzinnego, tak jak robimy my. Jest to dobre rozwiązanie. Jeśli nie jest mamisynkiem i Cię kocha to na pewno nie będzie problemu. "Krowiarzy" stać na dom, także spokojnie spłacicie raty kredytu i ważne, że macie już działkę. Jeśli Twój chłopak będzie wściekły za Twoją propozycję i stwierdzi, że to niedorzeczne wiedz, że już zawsze będzie tak reagował, kiedy będziesz mówiła mu, że źle Ci u teściowej.
Przemyśl wszystko, ale nie rezygnuj z miłości.  Są rozwiązania. Czy on musi zostać na tym gospodarstwie? Jeśli tak, to serio zaproponuj mu oddzielny dom i przed ślubem koniecznie zaznacz, że z pracy nie zrezygnujesz. Może też zaznacz to jego rodzicom, żeby się później nie zdziwili.

Smutny Misiu napisz co myślisz o sytuacji Misi?

148

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Misiu czasami rodzice są mili, bo zależy im na dodatkowej parze rąk do pracy. Zapewniam Cię, że początkowo będzie sielanka, oswajanie nowej. Z czasem będą więcej wymagać i usiłować wdrażać Cię w obowiązki.Przyjdziesz zmęczona z pracy, zjesz w biegu i wio, bo robota czeka.  O tym jak jest na wsi można poczytać na forach. Codzienność, rutyna, nawał pracy, brak pieniędzy, niemożność wyjechania na wypoczynek, bo krowy i nagle teściowie do tej pory radzący sobie zmieniają się w inwalidów,ta nieszczęsna wtrącająca się teściowa zabiją największą miłość. Wieś jest piękna z perspektywy podmiejskiej sypialni, praca na gospodarce to uwiązanie i niekończący się kierat. Wychowałam się na wsi, a mieszkanie w blokowisku choć w maleńkim mieszkanku było jakby wyzwoleniem. Trafiłam na to forum, bo zainteresował mnie temat, rozważamy z mężem powrót do miasta. Wieś ma swoje uroki, ale czasami bywa nie do zniesienia. O miłości, która wszystko zwycięża tylko ładnie się pisze. Weź urlop, pomieszkaj u chłopaka, zobacz jak jest na własne oczy, o ile  jego rodzice na to przystaną.  Jak do tematu podchodzi Twój chłopak, czy chciałby żebyś zrezygnowała ze swojej pracy? Na wsi odsetek samotnych mężczyzn prowadzących gospodarstwo z rodzicami jest ogromny. Przemyśl to dobrze, nie tylko głos serca jest ważny, rozsądku też.

149

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Jeżyku problem polega na tym, że mój chłopak kocha to co robi,może nie powinnam pisać, że to problem, bo on jest szczęśliwy. Trochę u nich już pracowałam przy krowach, nawet mi się to podoba, ale znajomi mówią mi, że tak jest,bo nie mam z tym do czynienia na codzień, mówią, dokładnie tak jak Wy, że powinnam się zastanowić, a ja poważnie bardzo go kocham i na chwile obecną nie wyobrażam sobie życia bez niego. A o tym, że po ślubie chciałabym pracować jeszcze mu nie powiedziałam, bo się boję, że on mi powie, że nie będzie takiej możliwości ze względu na ilość pracy przy gospodarstwie.Jeśli chodzi o budowę domu to niestety nie będzie takiej opcji, bo Mój ma już przepisany dom po rodzicach ( ten w którym teraz wszyscy mieszkają) i powiedział mi kiedyś,że nie widzi potrzeby, żeby się wyprowadzać skoro dom już ma. Na chwilę obecną nie mam nic przeciwko, ale obawiam się sytuacji, w której Ty się Jeżyku znalazłaś, chociaż tak wcale nie musi być. Do mnie mój luby też nie chce się przenieść, bo twierdzi, że nie umiałby żyć w takiej małej klitce ( mieszkam w kawalerce), a moim marzeniem zawsze było zamieszkanie ze swoim facetem jeszcze przed ślubem w celu takiego na prawde bliskiego poznania siebie nawzajem.

Ktoś już na tym forum napisał, że mężczyzni GOSPODARZE szukają sobie żon po to, by mieć dodatkowe ręce do pracy i w ten sam sposób podchodzą do dzieci, aż wole sobie nie wyobrażać, czy jest tak na prawdę.... 
(

150

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Misia Twoja historia jest troszke podobna do mojej, mój facet mówi to samo, że ma gdzie mieszkac, ma dom na wsi a w bloku to on nie będzie mieszkał bo nie ma takiej potrzeby, uważa że to wszystko dla mojego dobra. (chyba tylko dla własnej wygody)
jeżyk bardzo dużo mi uświadomiła, otworzyła mi oczy na pewne sprawy i też zaczęłam się trochę bac że nie będę kiedyś szczęśliwa z moją teściową która kłamie na każdym kroku.
Misia to co pisze jeżyk - posłuchaj jej. Zrób wszystko co tylko możliwe abyście mogli mieszkac gdzieś indziej, nie z teściami. Ja trochę zbyt późno zaczęłam rozmawiac na ten temat z chłopakiem. Mogłam od razu mu uświadomic że zostaje u siebie, żeby to on się do mnie wprowadził. Ale było tak że na początku naszego związku byliśmy jeszcze "smarkaczami" że tak napiszę i jego rodzice ciągle zapraszali mnie do siebie, mówili żebym zostawała na noc, potem żebym została na dłużej i tak w zasadzie wyszło że już jestem tu na stałe. Tak właściwie samo z siebie. A mogłam od początku rozmawiac z nim na ten temat ale kiedyś to się człowiek nie przejmował takimi rzeczami, nie wiedziałam jak to wygląda, i ty też dużo rozmawiaj z chłopakiem, postaraj się go uświadomic o swoich potrzebach, o waszych.

151

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany
jeżyk123 napisał/a:

Już wcześniej pisałam, że moi rodzice są strasznie konserwatywni. Oni twierdzą, że małżeństwo to jest zawsze do grobowej deski (nawet jakby mąż pił i bił) i jeśli ja się sama zdecydowałam mieszkać z teściową, to mam jej słuchać i radzić się jej we wszystkim. Była nawet taka sytuacja, że zapytałam swoją mamę jak coś tam ugotować, a ona mi nie poradziła, tylko powiedziała, że na miejscu w domu mam "mamę", którą mogę zapytać. Kiedy miałam wielką depresję jesienią i cały czas płakałam i powiedziałam rodzicom, że chyba nie wytrzymam i wrócę do domu, to strasznie na mnie krzyczeli, że to grzech i że jak zostawię męża to rodziców też stracę. Nawet jak jadę do domu na kilka dni, to moja mama jest bardzo zdziwiona jak mogę męża zostawiać i dopytuje, kiedy już wracam "do domu" Oczywiście jest też mnóstwo gadania, że spotkam się z jakąś koleżanką, bo teraz to ja już nie powinnam się "szlajać". Moi rodzice zawsze tacy byli i może zabrzmi to głupio, ale ja się już do tego przyzwyczaiłam, zaakceptowałam i nie mam do nich pretensji.
Na szczęście budowa idzie jak burza, szalunki zakończone, ławy wylane, rury położone, jutro kładą dreny. Jest czym się cieszyć. Dziś zrobiłam listę na wyprawkę dla dzidziusia. Może czas robić zakupy do spakowania do szpitala. W końcu jest połowa siódmego miesiąca. Nie wiemy jeszcze jak nazwać córkę. Może macie jakieś pomysły.

Wydaje mi się, że dziś już mało jest takich rodziny, z takimi zasadami, a może i sporo tylko ja takich nie znam. Moi rodzice niby też wpajali mi pewne zasady i żyli, jakimiś tak twardymi zasadami, ale wydaje mi się, że poszli z nurtem czasu. Raczej przyjęli by mnie do domu, gdyby działa mi się krzywda, ale cóż mogę więcej napisać. Poza tym nie uważam, że spotkanie z koleżanką nie przystoi zamężnym kobietą, wręcz przeciwnie, raz na jakiś czas jest wskazane.
Dobrze, że budowa domku idzie do przodu;) i dzidziuś w drodze. 7 miesiąc, ale zleciało szybciutko. Co do imion to myślę, że razem powinniście coś wybrać. U mnie obecnie królują wymyślne imiona lub nie polskie, np. Mischell (nawet nie wiem, jak to się pisze). Sama jestem za tradycyjnymi. Może nie takimi "starszymi" typu, np. Stanisława, Wiesława, ale np. Kamila, Agnieszka, Ania. Pozdrawiam;)

Nie palę od 02.05.2014 i jestem z tego dumna smile

152 Ostatnio edytowany przez smutny_miś (2011-05-26 10:21:31)

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Misia, posłuchaj co mówią dziewczyny, dobrze doradzają. Musisz zastanowić się, w jaki sposób chcesz żyć, bo w domu teściów będziesz musiała przyjąć ich sposób życia, bo oni są u siebie i nadal będą żyć, tak jak dotychczas. Każda z Nas miała wyobrażenie o tym, jak bedzie wyglądać życie po ślubie, a w większości przypadków okazało się, że wyobrażenie zupełnie mija się z rzeczywistością, bo nic nie jest tak jak miało być. Musisz mieć świadomość, że będziesz przebywać z teściami 24 h na dobę, na intymność czy samotność, nie ma co liczyć. Z doświadczenia zauważyłam, że przed ślubem, kiedy z mężem przebywaliśmy sami np. na wyjazdach wakacyjnych rozumielismy się bez słów. Po ślubie po zamieszkaniu z teściową, relacje te rozluźniły się, bo wciąż ktoś się wtrąca, nie mamy możliwości podjąć jakiejś decyzji tylko we dwoje, ani spedzić czasu sam na sam. A przecież każda para powinna nauczyć się najpierw żyć ze sobą, a dopiero potem z innymi. W życiu Twojego chłopaka nic się nie zmieni, dla Ciebie to będzie wywrócenie całego życia do góry nogami. Maż będzie zadowolony, bo jego życie się nie zmieni, dodatkowo będzie miał Ciebie przy boku, a Ty, czy naprawdę będziesz szczęsliwa??

Porozmawiaj z chłopakiem, jakie masz plany na życie, że chcesz pracować i jak widzisz wasze życie,  bo być może on ma dla Ciebie zupełnie inny pomysł. Ustal to wcześniej, bo potem powie, że przecież widziałaś jak jest. Wiem, ze to nie łatwe, ale nie rezygnuj z siebie, bo nie będziesz szczęśliwa robiąc wszystko wbrew sobie.

Zdarzają się fajni teściowie, ale najlepsze dla młodych jest mieszkanie oddzielnie. Starsi ludzie mają swoje nawyki i przyzwyczajenia a młodzi chcą żyć inaczej.

Ja niestety nie umiem się przystosować do życia w małej miejscowości, dotychczas żyłam w dużym mieście, a mineło już 2 lata. Znajomi mówili, że będę żalować, bo tam nie ma perspektyw, szans na rozwój, pracę, a ja byłam zaślepiona i nie myślałam logicznie. Mieli rację, ale ja liczyłam na to, że może jednak będzie inaczej niż mówią.

*Dojrzałość polega między innymi na tym, że przestajemy czekać na cudzą akceptację naszego postępowania i odczuwać lęk przed czyimiś sądami*

*Każdy z nas nosi w sercu wiele wilków, miłość, gniew, odwagę, strach...Przeżyją tylko te, które nakarmisz*

153

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

mi się wydaje jeżyku że jesteście z mężem dwóch różnych światów ty żyłaś w mieście i to nie małym ja mieszkam w mniejszym byłaś przyzwyczajona do innego życia podróże dobra praca  wolność jak piszesz twój mąż żył w innym świecie cieszyła go gospodarka, widać że kocha wieś na pewno jemu też ciężko by było mieszkać w mieście, w bloku  tak jak tobie na wsi dobrze ze budujecie dom to na pewno pozwoli wam żyć inaczej w spokoju bez teściowej z większą ilością czasu dla siebie

154

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

MISIU kochana. Przeczytaj dokładnie co napisałaś w pierwszym zdaniu: ?problem polega na tym, że mój chłopak kocha to co robi, może nie powinnam pisać, że to problem, bo on jest szczęśliwy?. Więc skoro Ty chcesz zaakceptować jego wybór pracy na przyszłość, to on jeśli Cię kocha powie to samo : problem jest taki że Ty kochasz pracę na etat, nie chcę tego, ale szanuję bo chcę żebyś była szczęśliwa.
Jedyne co powinnaś zrobić to przed ślubem wszystko z nim ustalić, że zrezygnujesz np. z miasta, z czegoś tam jeszcze, a pozostaniesz przy pracy i przy czym tam jeszcze chcesz. Aby życie było szczęśliwe on musi Ci powiedzieć z czego zrezygnuje dla Ciebie, a przy czym zostanie, żebyś była świadoma tego na przyszłość. Każdy z Was musi z czegoś zrezygnować, a nie tylko jedna strona. Pamiętaj priorytetem jest ustalić to przed ślubem. Ja ustaliłam tylko to, że z pracy nie zrezygnuję, ale pomagać będę. Plany z domem wyszły dopiero po ślubie, ale Tobie radzę ustalić wszystko wcześniej. On nie może Ci czegoś zabronić. Przecież nie złoży za Ciebie wypowiedzenia z pracy. Jeśli Ty tego nie zrobisz, nikt tego nie uczyni. Wychodzisz do pracy i tyle. I nie mów, że się boisz powiedzieć o swojej decyzji chłopakowi, bo co to za miłość, jeśli Ty już mu siedzisz pod pantoflem.
Jeśli chodzi o pracę w gospodarstwie radzę zaobserwować za co odpowiedzialna jest teściowa. Jeśli to ona doi krowy, to nie myśl, że się od tego wymigasz. Jeśli doi Twój chłopak, czy jego ojciec, możesz liczyć, że nie są aż tak zacofani, że uważają, że od dojenia krów jest kobieta. Jeśli natomiast facet jest tam tylko od robót w polu i od karmienia, to masz przesądzony los, bo teściowa odda Ci pałeczkę i dojenie krów spadnie na Ciebie. Tego jestem w 100% pewna.
Jeśli natomiast chodzi o to, czy praca przy krowach Ci się podoba, to trudno powiedzieć, bo pomóc raz na jakiś czas to nie pracować. Ja zawsze byłam mieszczuchem, ale od zawsze lubiłam krowy i pracę przy nich poznałam wcześniej od podszewki, bo po studiach pracowałam jako zootechnik, inseminator, a potem kierownik na fermie. Ustawianie żywienia, czy rozrodu od wielu lat jest dla mnie chlebem powszednim. Logistyka mnie nie przeraża, a roboty też się nie bałam, porody, czy cokolwiek innego to byłam już w tym obcykana. Do tej pory pracuję na etat w tej branży i wiele wiem. Na pewno wiele mój mąż w tej kwestii skorzystał. Chociaż moja teściowa śmieje się ze mnie ukradkiem, że jestem przemądrzała i głupoty opowiadam mężowi. Tylko w głowie mu zwracam tym grupowaniem krów, zasuszaniem, żywieniem, czy rozrodem. Ale my z mężem wiemy swoje i po roku zmian już widać efekty.
Teraz budowa domu. A odkąd to nie można zbudować domu obok rodzinnego? Co ma z tym wspólnego fakt, że stary dom jest przepisany na Twojego? Może być przepisany, a obok mieszkacie we własnym domu. U nas tak jest. Wszystko stare figuruje na męża, ale to nie oznacza, że nie możemy mieszkać gdzie indziej. Zresztą inwestycja w nieruchomość zawsze się opłaca, więc Twój chce mieszkać z mamą z wygody. Powiedział Ci że on ?nie widzi potrzeby, żeby się wyprowadzać skoro dom już ma?, ale Ty widzisz potrzebę, bo domu jeszcze nie masz. Będziesz tam u kogoś, a tego nie chcesz. On nie umiałby mieszkać w klitce, w mieście, ale Ty musisz umieć mieszkać u teściów? Wcale nie, proś o kompromis. Jakie będą jego reakcje, takie prawdopodobnie całe małżeństwo, także warto rozmawiać i ostatnie co mogło Ci przyjść do głowy to bać się mówić o swoich potrzebach.
Faceci GOSPODARZE (hi brzmi fajnie) faktycznie szukają konkretnej kobiety do roboty. Mówią, że niby nie, ale tak właśnie jest.

CHABER zgadzam się z Tobą we wszystkim oprócz kwestii pieniędzy. Chłopi tylko narzekają na brak kasy. Jeśli ktoś ma krowy dojne to nie jest możliwe, żeby nie miał z tego przychodów. Ma regularne wypłaty z mleczarni i to grubo ponad złotówkę za litr, także jakby nie liczyć to wyjdzie na swoje i zarobi na kolejne inwestycje. Wiem, wiem, co powiedziałby teraz rolnik ale wszystko takie drogie i zarobione pieniądze idą na paliwo, nawozy i takie tam. A w mieście to wszystko jest tanie i wypłata idzie na co? Na życie. Także wszyscy rolnicy, którzy narzekają na brak kasy, to są albo lenie, albo nieudacznicy. Każdy kto ma hektary ma pieniądze. Gdyby nie mieli poszliby do pracy, a jakoś się z chałupy nie ruszają. Nie wiem jak inne zwierzęta, ale każdy kto ma krowy ? ma pieniądze. Inaczej nikt za darmo by nie pracował. Z krów żyją całe wielopokoleniowe rodziny. Mogę na ten temat się wypowiadać, bo mam porównanie. Wiem jak się żyje w mieście z wypłaty, i wiem jak się żyje na wsi z gospodarki. Mieszczuchom nikt za darmo kasy nie daje. A na wsi dopłaty za posiadanie ziemi są, za ropę, dofinansowania do inwestycji i to po 50, 60 %. Ktoś w mieście słyszał, żeby za posiadanie np. mieszkania, czy działki ktoś raz w roku dostał np. 20.000 zł od unii? A za posiadanie ziemi dostają bez pracy. Wystarczy raz w roku zaorać. Już nie wspomnę o różnicach w opłatach składek ZUS i KRUS, bo tutaj w ogóle wieś żyje kosztem mieszczuchów.

GABISIULA na nic nigdy nie jest za późno. Walcz.

U mnie już murują smile jestem szczęśliwa.

155 Ostatnio edytowany przez keli (2011-05-26 20:41:14)

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany
jeżyk123 napisał/a:

Wiem jak się żyje w mieście z wypłaty, i wiem jak się żyje na wsi z gospodarki. Mieszczuchom nikt za darmo kasy nie daje. A na wsi dopłaty za posiadanie ziemi są, za ropę, dofinansowania do inwestycji i to po 50, 60 %. Ktoś w mieście słyszał, żeby za posiadanie np. mieszkania, czy działki ktoś raz w roku dostał np. 20.000 zł od unii? A za posiadanie ziemi dostają bez pracy. Wystarczy raz w roku zaorać. Już nie wspomnę o różnicach w opłatach składek ZUS i KRUS, bo tutaj w ogóle wieś żyje kosztem mieszczuchów.

Obraz zarobku na wsi nie do końca prawdziwy... Wiem, wiem, że pisałaś o znanych Tobie gospodarstwach.
Jeżyku, ale trzeba napisać ile conajmniej hektarów trzeba mieć żeby przeżyć, bo ktoś z miasta może pomyślec, że tu jakaś sielanka z zarobkiem, a znam  wręcz przeciwną sytuację. Ktoś kto ma tylko kilka hektarów nie zarobi niestety... I zależy jak daleko do miasta, bo na paliwo, dojazd choćby do lekarza, sklepów wiele osób naprawdę dużo wydaje. KRUS ma niższe składki, ale kobieta na KRUSIE jeśli jest na zwolnieniu w ciąży dostaje tylko 10 zł dziennie, czyli 300 na miesiąc, a gdy pracuje się na etacie to chyba kwotę zbliżoną do pensji.

Referendum edukacyjne - www. ratujmaluchy. pl

156 Ostatnio edytowany przez smutny_miś (2011-05-27 10:31:31)

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Ja dziś mam kiepki dzień, mam ochotę spakować rzeczy i więcej nie wrócić. Mam dość wpieprzającej się we wszystko czarownicy. Może ma dobre intencje, ale niech zajmie się swoimi sprawami, a nie uszczęśliwia mnie na siłę. Własnie wpadła na pomysł malowania drzwi na naszym piętrze, skoro my chcieliśmy kupić nowe. Oczywiście nie zapytała, tylko robi swoje, kolor, który do niczego nie pasuje. Kto ją o to prosił?? Ale po co się kogoś pytać, skoro wie lepiej. Nie wiem, czy, to przez emocje, ale mam dość jej i mojego męża, który potulnie przyjmuje narzucanie przez Nią wszystkiego. Poprostu tak mu wygodnie, bo w ten sposób, nie musi nic robić, bo mamusia zrobi.
Przepraszam dziewczyny za te smuty, a musiałam się wygadać komuś. Nie bardzo mam komu, bo rodzina i znajomi daleko, a jak człowiek powie, co mu leży na sercu, to łatwiej radzi sobie z emocjami.

*Dojrzałość polega między innymi na tym, że przestajemy czekać na cudzą akceptację naszego postępowania i odczuwać lęk przed czyimiś sądami*

*Każdy z nas nosi w sercu wiele wilków, miłość, gniew, odwagę, strach...Przeżyją tylko te, które nakarmisz*

157

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

KELI pewnie masz rację. Ja pisałam o takich co mają przynajmniej 15 ha. Akurat w moim regionie gospodarstwa są o wiele większe niż średnia krajowa, dlatego tak wybucham kiedy ktoś narzeka, a siedzi i nic nie robi. Ostatnio sąsiad, który ma taki sam areał jak mój mąż i też ma krowy nie przepuścił mego męża przez swoją łąkę, kiedy ten jechał ciągnikiem, bo powiedział że biednemu (czyli niby jemu) zawsze wiatr w oczy wieje, a bogaty (czyli niby mój mąż) zawsze po biednym jeździ. Wcześniej takich sytuacji nie było, więc mój mąż zamiast się zdenerwować i zawrócić (jakbym zrobiła to ja) pytał go o co mu chodzi. Sąsiad stwierdził, że my jesteśmy bogaci, bo zaczynamy dom stawiać. Potem jeszcze wykrzyczał, że ja z miasta paniusia jestem i poprzewracałam mu w głowie. Szlak go widocznie trafia, bo on mieszka z żoną i córką, która ma dziecko i nie wie z kim. Straszna zazdrość go wzięła, że my potrafimy się dogadać. Także widzisz dwóch sąsiadów oo identycznejilości ziemi, ta sama klasa ziemi, te same zasiewy, ta sama produkcja i jeden jest z tego bogaty, a drugi biedny. Ja już tyle się nasłuchałam od rolników jacy to oni są biedni, że mi się flaki od tego przewracają. Jeśli tak im biednie, to po co siedzą całymi rodzinami na utrzymaniu z ziemi, niech połowa z nich się zajmie domem i ziemią, a druga pójdzie pracować na etat i będą pieniądze. Ale oczywiście jak to? Mieć gospodarstwo i u kogoś pracować? Lepiej świnię jedną chować i jedną krowę i jakoś ciągnąć.

SMUTNY MISIU miałaś gorszy dzień, ale kolejny będzie już trochę lepszy. Mam nadzieję. A nie przejmuj sie tą babą. Wiesz jak moja maluje drzwi? I wszystko zresztą. Już o tym pisałam wcześniej. Farba olejna to jej jedyna forma remontu. Wszystko dookoła pomalowane tak: drzwi i jedna trzecia klamki, bo tak gdzie maznęła tam dobrze. Żadna taśma nie potrzebna, żeby nie namazać. Wszędzie zacieki, bo chyba dużo tej farby bierze na pędzel. No własnie i wszystko pędzlem ściany w kuchni, łazience, drzwi, rury, piec. A z tego pędzla wszędzie włosy zamalowane. Masakra. Tu trochę mażnięty włącznik do światła, tu trochę żyrandol, bo kto by zdejmował do malowania. Smutny Misiu.... wiem jak się czujesz.

158

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Opowiem Wam jeszcze kilka śmiesznych rzeczy. Otóż powiedziałam mężowi jak teściowa mi wmówiła, że w naszym stawie mają być ryby i koniec. Mąż zamówił więc swojej mamie narybek karpia na dzień matki, skoro tak kocha hodować te wszystkie zwierzęta. Odebraliśmy rybki i pytamy pana obsługującego, czy na wigilię będą już dobre. On stanowczo zaprzeczył, że będą do jedzenia dopiero za jakiś rok. Co oznacza rok karmienia ich chlebem i nie wiem czym je się jeszcze tam karmi. Ale to nie wszystko. Przecież zimą w mróz ktoś codziennie będzie musiał chodzić i robić im przeręble,bo inaczej się uduszą. To płytki staw,z całkowicie stojącą wodą, więc pewnie będzie trzeba przebijać lód nawet dwa razy dziennie. Kiedy to usłyszałam, to od razu powiedziałam, że ja chodzić do nich nie będę i żebyśmy ich nie brali, skoro nie dojże trzeba za nie zapłacić, karmić to jeszcze chodzić zimą po lodzie i robić dziury, ale mąż się uparł i przywieźliśmy. Nie minęły dwa dni, a teściowa pyta mnie dziś rano, czy ja chleb rybom nosiłam. Nie mogłam się powstrzymać i parsknęłam śmiechem. Dobijająca jest ta kobieta. Naprawdę. Wręcz bezczelna.
Mentalność kobiety na wsi jest taka. Karp kosztuje kilkanaście zł i można go kupić cały rok, zjeść kiedy się chce, ale według niej trzeba mieć wszystko swoje. Kiedy była moja mama i ciotka, to mówiły o zdrowotnym znaczeniu gęsiego smalcu i ciotka mówi, że kupiła gęś za 50 zł i natopiła smalcu na rok. Moja teściowa od razu se wymyśliła, że kupi trzy gęsi i będzie je pasła. No istna wariatka. Przecież one zeżrą trzy razy więcej niż są warte. Tak samo kupiła 10 broilerów. I uwaga!!! Zapłaciła za każdego 6 zł, to już 60. Przez 2 tydzienie zźarły 20 kg worek granulek, za który teściowa zapłaciła 70 zł. No to teraz trzeba wyliczyć ile jeszcze zjedzą zanim urosną. Jakieś cztery miesiące rosną, jedzą coraz więcej więc licząc i tak wyjdzie na to samo co w sklepie. Już nie mówię o łapaniu ich, zabijaniu i wyrywaniu piór. Śmierdziele. Ale teściowa twierdzi, że są swego chowu, a ja się pytam jakiego swego jak karmi się je kupionymi granulkami? Rozumiem, żeby skubały trawę i robale, ale one żrą paszę z worka i nawet z kurnika nie są wypuszczane.
Wczoraj rano przy śniadaniu teściowa pyta, czy jedziemy dziś do miasta, mąż mówi, że ja jadę, ale do tego odległego o 40 km, bo chcę sobie coś kupić. Więc ona mówi tak. "To weźmiesz mnie ze sobą, ja zostanę w tym miasteczku 10 km od nas na rynku i kupię warzyw i owoców, a jak będziesz wracała to mnie zabierzesz, ja poczekam". Więc pytam jak ona sobie to wyobraża skoro sama droga zajmie mi w obie strony około 1,5 godziny, a zakupy na pewno do późnego popołudnia, (bo miałam w planach odreagować od niej i kupić dużo rzeczy maluszkowi, marzyłam o wypadzie na cały dzień w samotności i delektowaniem się przyszłym macierzyństwem - oglądaniem i kupowaniem rzeczy). Powiedziałam krótko, żeby zrobiła listę zakupów i że wszystko kupię w drodze powrotnej. Zdziwiła mnie jej chęć wypadu na rynek, bo zawsze jest problem żeby ruszyła się gdziekolwiek. Wyobraźcie sobie odmówiła. Zażyczyła sobie żebym ją zawiozła, tam kupiła tylko pomidory i ogórki i odwiozłam ją znowu do domu. Dopiero wtedy mogłam pojechać na swoje zakupy. Kiedy wróciłam, zaczęła mi grzebać w torbach, co mnie tak rozzłościło, że się rozpłakałam. A ona tylko powtarzało, jak mi się "wycieczka" udała, bo ona tu musiała gotować dla mego męża, kiedy on ciężko zarabieł na moją wycieczkę. Myślałam, że ją zabiję.

Także SMUTNY MISIU nie przejmuj się tym, że teściowa lezie z butami we wszystko co Wasze, Twoje osobiste, intymne. One po prostu są żmijami.

159

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Jeżyku, zawiść ludzka i zazdrość nie zna granic, sądziedzi nie mogą znieść, że budujecie dom. Czasami zdarza się taka mentalność ludzka, że dobrze jest, jak wszyscy mają tak samo, jak ktoś zaczyna się wyróżniać, to jest od razu wrogiem. Szkoda tracić nerwy na takie zachowanie i teksty. Wy poprostu staracie się coś zmienić, a on jak chce to niech tkwi w miejscu. Jak można mieć pretensje do kogos, że za cenę kredytów, wyrzeczeń, chce mieć lepsze życie. Lepiej siedzieć, nic nie robić i dołowac tych co coś robią. To jakaś paranoja.

Widze, że coraz lepiej radzisz sobie z czarownica. Bardzo dobrze, że mówisz jej, że masz inne plany niż to co ona zaplanowała. Niech wie, że masz prawo do własnego życia, a cały świat nie musi się kręcić wokół tego co ona sobie umysli. Niestety podejrzewam, że zakup karpi, nie był najlepszy, bo ona nie zrozumie aluzji, że skoro planowała w twoim stawie, to niech ma u siebie. Podejrzewam, że pomimo, że u niej, to Ty bedziesz musiała dbac i chodzić przy tym.

U mnie niestety dziś nie jest lepiej, wciąż płaczę, nad tym, że byłam taka głupia i nie przewidziałam wczesniej jak będzie wyglądać życie tutaj. U mnie jest taka sytuacja, jak u Ciebie w czasie zakładania wątku. Mąż  z mamusią podejmuje decyzje co i za ile kupią, a bardziej to ona mówi co i za ile, a on przyjmuje to z pokorą. Mnie nikt nie pyta o zdanie, bo po co, skoro nie pracuję i nie daję na nic pieniedzy. Odechciewa mi się życ, bo nie widze sensu na poprawę całej sytuacji. Dla mnie czas od ślubu, to dwa zmarnowane lata życia. Mąż rozwija się załozył firmę i wiem, że nigdy nie wyprowadzi sie stąd. Tutaj jest kimś, ma kontrahentów i znajomości, a gdzie indziej będzie nikim. A tutaj to ja jestem nikim, bez szans na pracę, na rozwój, bez rodziny i znajomych, bez własnego miejsca i szans na takie życie jak ja chcę. Czuję, że jedynym wyjściem jest jak każdy pójdzie w swoją stronę, bo mój mąż nie zrezygnuje z własnej firmy i mieszkania z mamusią. Wręcz coraz bardziej przywiązany będzie do tego miejsca. Dopiero teraz załatwiane są sprawy spadkowe po teściu, oczywiście teściowa poinformowała mojego męża, że ma spłacić pozostałe rodzeństwo. A po jaką cholerę Nam jest stary dom! Za te pieniądze, które da rodzeństwu postawilibyśmy swój mały, wymarzony dom. Ale przecież od zawsze było ustalone, że mój mąż bedzie tu mieszkał z mamusia i nie ma znaczenia, czego ja chcę. Dzieci mieszkają na drugim krańcu Polski, więc mój mąż musi zająć się mamusią, a oni mają święty spokój.
Do tego zaczynaja się wakacje na dwa msc przyjedzie ukochana córeczka z wnuczkami. I znowu będzie mnie pouczać, jak to nic nie robimy a biedna mamusia zacharowywuje się dla Nas. To czemu, jak przyjedzie w niczym nie pomaga mamusi. Ale ona ma prawo nic nie robić, bo ona wychowuje dzieci, bo według niej powołaniem kobiety jest opieka nad dziećmi. I poza opieką nad dziećmi, nic więcej nie musi, nie musi pracować, płacić rachunków czy utrzymywać rodziny, do tego jest mąż. Szlag mnie trafia, jak osoba, która nigdy nigdzie nie pracowała, nie zna życia, zarzuca mi, że ja nic nie robię, nie pomagam mamusi. A ja nigdy tak nie zapieprzałam jak tutaj. Bo na wszystkim trzeba oszczedzać, dlatego trzeba zrobić samemu, bo mój mąż musi pracować, mieć spokój i a ja muszę robić za niego. Nie wiem, czy pisałam, ale jak była awaria wodociągu, to zamiast wynająć koparkę (bo to przeciez wydatek), to musiałam łopatą kopać doły pod rury. Z pracy w biurze w wielkim miescie do kopania dołów na wsi. Świetny awans.

*Dojrzałość polega między innymi na tym, że przestajemy czekać na cudzą akceptację naszego postępowania i odczuwać lęk przed czyimiś sądami*

*Każdy z nas nosi w sercu wiele wilków, miłość, gniew, odwagę, strach...Przeżyją tylko te, które nakarmisz*

160

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

SMUTNY MISIU przykro mi, że płaczesz. Wiem jak się czujesz i współczuję.
Ja pracuję, a teściowa mnie i tak traktuje, jakbym od męża "wyciągała" pieniądze chociażby na "wycieczki" po sklepach. Więc Tobie tymbardziej musi być ciężko w tej kwestii. Wcale się nie zdziw, jeśli będą Ci wypominać brak własnych pieniędzy. Może być ciężko. Naprawdę jesteś bez szans na pracę? Wtedy poczułabyś się o wiele lepiej. Może coś znajdziesz.
Do nas też przyjeżdża na wakacje najpierw siosrta męża, potem brat. Ale ja akurat z tego się cieszę, bo może będzie weselej i wogóle może teściowa tak nie będzie doglądać nas, a zajmie się gośćmi.
Smutny Misiu a na starość naszych teściowych to my będziemy podcierać im tyłki. Zobaczysz. Ich dzieci będą daleko i będą oczekiwać, że skoro one nas przyjęły pod swój dach, to teraz musimy z wdzięczności dotrzymać je do śmierci.

161

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Jeżyku widzę, że jesteś bardzo mądrą kobietą. W zupełności zgadzam się z tym co napisałaś na temat "biednych" rolników. Mój co chwile narzeka, że pieniędzy nie ma, chociaż nawet ja zdaje sobie sprawę, że ma ich o wiele więcej ode mnie. Posiadają około 100 ha pola, myślicie, że przy takiej ilości mają problem z DOCIĄGNIĘCIEM do następnego miesiąca? bo ja wątpie. No ale mój luby to taka mała sknera, nie wiem już jak go z tego wyleczyć. On mi nawet swojego samochodu pożyczyć nie chce, jak np śpię u niego, rano musze jechac do pracy, a popołudniu i tak jechałabym z powrotem do jego domu, więc auto bym mu oddała. Ja swojego samochodu nie mam i kombinować muszę jak się do niego dostać. On doskonale wie, że jeździć potrafię, bo nie raz już to auto prowadziłam w jego obecności. Myślicie, że jest jakiś sposób, żeby go przekonać, że przecież mu tego samochodu nie rozwale? Jeżyku nawiązałaś to do tego, że teściowie, ogólnie starsi ludzie mieszkający na wsi wychwalają jedzenie, warzywa swojskie. Moja teściowa też ma do tego tendencje. Co chwile podkreśla, że od nich są o wiele lesze niż te ze sklepu, ale denerwuje mnie to okropnie, bo Ci ludzie, którzy ogródków nie mają i nie chowają swoich kur, królików, kaczek itd to muszą się zadowolić tym co jest w sklepach. Czasami odnoszę wrażenie że ludzie ze wsi uważają się za trochę lepszych.... nie chcę tu nikogo obrazić, ale takie odnoszę wrażenie. Tak samo zdzierżyć nie potrafię, jak mój nieraz opowiada mi jak jest zmęczony po całym dniu pracy, ciśnienie mi się wtedy podnosi, bo on chyba myśli, że tylko on, czyt. gospodarz, ciężko pracuje, a pracując na dwa etaty to taka wypoczęta jestem że szok. Normalnie na samo wspomnienie pisząc to ciśnienie mi się podniosło. Czy muszę ciągle udowadniać, że moja praca to wcale nie taka sielanka? Że my ludzie pracujący w normalnych zakładach,sklepach itd też mamy prawo być wyczerpani?

162

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

MISIA cieszę się, że napisałaś. 100 ha to już coś. Gdybyśmy my mieli tyle to na 100% przeszlibyśmy na ekologię i rzucilibyśmy krowy. Przy takim kawałku ziemi i na ekoligii jest roczna dopłata myślę, że między 150 a 200 tysi, zależy co siejesz. Czyli minimum 10 tysi miesięcznie wychodzi. Sprzedaż plonów na pewno by wystarczyło na utrzymanie tej ziemi, czyli cała dopłata wyszłaby na czysto. Już na pewno byśmy w gnoju nie siedzieli. My mamy zaledwie 20 ha i dzierżawimy 30.
Jeśli ma tyle ziemi to jest zmęczony - wierzę mu. Natomiast faktem jest co piszesz, że czasem rolnicy często myślą, że tylko oni najciężej pracują, a reszta to darmozjady.
Jeśli chodzi o ten samochód to nie wiem. Faceci kochają swoje samochody, ale nie powinien go kochać bardziej niż Ciebie.
Nie napisałaś kto doi krowy. A ile on tych krów ma?

U mnie standard. Pytam wieczorem męża na co ma ochotę na kolację, a on na to, że na niespodziankę i idzie się kąpać. A teściowa mi mówi "ja już wiem co on będzie jadł" i wyciąga coś tam, co uważa. Ale mnie to wkurza. Niech się w końcu od nas odczepi.

163

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

O tak, mamusie najbardziej wiedzą, co ich synkowie jeść powinni, zupełnie jakby mieli 3 lata a nie 30-ści smile A oni wolą coś przygotowanego przez Nas, bo wymyślamy, staramy się zaskoczyć jakimś nowym smakiem i dbamy o formę estetyczną dania, a nie tylko wciąż kanapka z szynką i kotlet. Mój mąż, jak coś mu smakuje, to mówi, że odpowiada mu to co ugotowałam, a potem teściowa na drugi dzień stara się zrobić "podróbkę" tego dania. Oczywiście nie smakuje tak samo, bo ona uznaje tylko sól i pieprz z przypraw, a ja dodam i tego i tamtego.

*Dojrzałość polega między innymi na tym, że przestajemy czekać na cudzą akceptację naszego postępowania i odczuwać lęk przed czyimiś sądami*

*Każdy z nas nosi w sercu wiele wilków, miłość, gniew, odwagę, strach...Przeżyją tylko te, które nakarmisz*

164

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Smutny misiu bardzo dobrze napisałaś i nawet zgadzam się z Tobą w zupełności:)
Jeżyku Moi mają koło 80 krów dojnych i jakieś drugie tyle jałówek, zasuszonych itd. Jest tego troche. Moja teściowa zajmuje się dojeniem krów, robi to z moim facetem, teściu zajmuje się karmieniem cielaków, ścieleniem itd. Brat mojego zajmuje się żarciem dla bydła, rozwożeniem go itp. Czasami się zmieniają, jak np jeden czy drugim musi zrobić coś innego. Sama już jakiś czas temu pomyślałam o tym, żeby zorientować sie w zadaniach od teściowej, oprócz dojenia zajmuje się domem, sprząta, no standardowo, co drugi dzień musi być ciasto upieczone, niedziela bez rosołu, klusek i rolad nie przejdzie. Ma jeszcze ogród,w którym wszystko oczywiście jest najlepsze i NATURALNE, więc podejrzewam, że moje życie wyglądałoby bardzo podobnie.....

Jeżyku jak się czujesz? Maleństwo kopie mocno?:)

165

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Misia, podejrzewam, ze od Ciebie będą oczekiwać takiej samej pracy i zaangażowania. A co gorsza osobnik męski przyzwyczaił się już do kluseczków domowej roboty, ciasta co drugi dzień i tego wszystkiego co robi jego mamusia. Mój przyzwyczaił się, że ma obiadek podany pod nos, zrobione zakupy, posprzątane, a on ma tylko swoje sprawy zawodowe, zero zaangażowania w życie domowe. I niestety oczekuje tego samego ode mnie, ani groźbą, ani prośbą nie daje się zmienić jego mentalności i przyzwyczajeń. A ja nie jestem jego mamusią i potrzebuje partnera a nie maminsynka.

*Dojrzałość polega między innymi na tym, że przestajemy czekać na cudzą akceptację naszego postępowania i odczuwać lęk przed czyimiś sądami*

*Każdy z nas nosi w sercu wiele wilków, miłość, gniew, odwagę, strach...Przeżyją tylko te, które nakarmisz*

Posty [ 111 do 165 z 1,931 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 36 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018