Prosze o rade - finanse w zwiazku - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Prosze o rade - finanse w zwiazku

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 66 ]

Temat: Prosze o rade - finanse w zwiazku

Jestem swiezo upieczona zona i wlasnie wczoraj dosc ostro poklocilam sie z moim swiezo upieczonym mezem. Poszlo o finanse, rownowage w dawaniu i braniu i transparentnosc.

Jestesmy z mezem w podobnym wieku i na chwile obecna o podobnym stanu posiadania - kazde z nas ma swoje mieszkanie, w tym ze on bez kredytu a ja z kredytem. Zarabiamy roznie. Maz 2 razy mniej niz ja, ale gdzies to tam sie wyrownuje, przez moj kredyt i samochod ktory, szczegolnie ostatnimi czasami, staje sie towarem luksusowym. Slowem, zeby nakreslic sytuacje - zarabiam wiecej, ale mam tez wiecej kosztow ktore ponosze sama - samochod i kredyt. Mieszkamy u mnie, a maz nie zdecydowal sie jeszcze wynajac nikomu swojego mieszkania. Generalnie, jest nam ciasno i zaczelismy sie rozgladac za kupnem wiekszego mieszkania i srzedaza jednego z nich - mojego. Dlaczego mojego - szybciej sie sprzeda i ja nie mam do niego zadnego stosunku sentymentalnego, jak moj maz ktory swoje mieszkanie wypiescil i dopiescil i najchetniej to by nikogo tam nie wpuscil... A o co konflikt - wczoraj wyplynal temat nowego kredytu, wkladu wlasnego i ile moge za swoje mieszkanie dostac itd itp i nagle okazalo sie ze maz ma zaoszczedzone spore pieniadze.. spore, zadne tam - na przezycie 3 miesiecy... kawalereczke mozna kupic za to w mniejszym miescie... A problem jest ze przez ten caly czas trwania zwiazku, narzeczenstwa i wspolnego mieszkania, nigdy nie zaproponowal dolozenia sie do czynszu, albo pradu, albo chociazby raz na dwa miesiace zatankowania mojego samochodu, ktorym na wspolne zakupy jezdzimy, ani oplacenia za parking etc etc. Ja caly czas zylam w tym przeswiadczeniu ze on ma mniej, ze on w ogole nie ma oszczednosci, i dlatego nie wymagalam od niego dzielenia czynszu, wody i pradu. Dzielilsimy koszty jedzenia i chemii i na pol jakichs wiekszych zakupow elektroniki, ale zakladajac ze i on ma czynsz w swoim mieszkaniu w ktorym nie mieszka, nie wymagalam od niego finansowego wkladu. W sumie, ten temat nigdy nie zostal podniesiony... Czulam sie zobowiazana, jako osoba lepiej zarabiajaca pokrywac "swoje" koszty sama i nie prosic o kase. W tzw miedzyczasie u meza w mieszkaniu trzeba bylo wymienic rury i to wiazalo sie ze duzymi kosztami - bral wiec nadgodziny i pracowal po nocach, zaniedbujac zycie domowe. Ani go w domu nie bylo dla mnie do rozmowy, ani do pomocy. Wiekszosc obowiazkow domowych zostala przerzucone na mnie - to ja ogarnialam pranie, sprzatanie, wyrzucanie smieci, gotowanie i musialam pamietac zeby jedzenie w lodowce bylo dla obu. Czulam i czuje sie przeciazona. Nigdy nie klocilismy sie o pieniadze, glownym problemem bylo jego zbyt male uczestnictwo w pracach domowych. Tlumaczylam sobie to jak zawsze - on mniej zarabia, musi ekstra pracowac.. a tu sie okazuje, ze u niego pieniadze sa na koncie, i ze ladna sumke sobie uzbieral, i jej nie rusza, moim kosztem. Woli zostawiac mnie sama z obowiazkami domowymi i pozwalac mi wiecej finansowo wkladac w ten zwiazek aby zapewnic sobie poczucie bezpieczenstwa. Sobie.

Nawet nie moge mu zarzucic ze mnie oszukal. Bo nie oszukal. Po prostu zatail prawde. A ja nie znajac prawdy, dokladalam sie swoim kosztem jednoczesnie nie odkladajc tych sum na swoje prywatne konto.

Poklocilismy sie strasznie i nie wiem co mam o tym myslec. Czuje sie wykorzystana. Czuje powtorke z rozrywki - bo ten schemat powtarzal sie wczesniej- ja zawsze bylam ta dobra ciocia ktorej zal bylo biednych mezczyzn z problemami finansowymi i ktorym z tej racji pomagala. Moj maz jest ogarniety finansowo, teraz widze ze bardziej niz przypuszczalam, ale mimo to mam poczucie ze zronbil to samo co poprzedni partnerzy, wykorzystal moja szczodrosc, gest i naiwnosc. Czy przesadzam? Jak sie na to zapatruja ludzie z zewnatrz? Oczywiscie poznajecie tylko maja wersje, ale staralam sie jak najbardziej rzetelnie opisac sytuacje. Czy mam racje i prawo czuc sie wykorzystana?

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-10-09 19:41:15)

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

To już nie ma znaczenia, czy czujesz się wykorzystana czy nie, bo to są twoje odczucia jakie by nie były. Było minęło.

Ważniejsze, żebyś dalej nie dała się wykorzystywać, bo w życiu różnie bywa...

Skoro on ma odłożoną kasę, więc za nią i za twoje mieszkanie, kupcie większe, tak żeby wkład był mniej więcej pół na pół, a jeśli nie, to niech sprzeda też swoje mieszkanie i kupicie te wymarzone.
Jeśli się nie zgodzi, to jeszcze jest taka opcja, że kupując mieszkanie, twoja własność będzie np. w 75% a jego w 25, załatwiając rozdzielność majątkową.

3 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-10-09 19:43:31)

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

W mojej ocenie masz prawo się z tym źle czuć.

W małżeństwie oczekiwałbym większej przejrzystości. Bez przesady ale jednak bez takich tajemnic. Każde z Was weszło ze swoim niewspólnym majątkiem i spoko. Ja w ogóle jakoś tego liczenia swoich złotówek tak przesadnie nie rozumiem. Jedno ma więcej,  jedno zarabia więcej  no ale ostatecznie wspólnie przez życie idziemy

Ale może zbytnim idealistą jestem

PS macie rozdzielność majątkową?

4 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-10-09 19:43:32)

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

Zrobic 50/50... Ty 50% swoich pieniedzy dajesz na wspólne wydatki i rachunki i Twoj mąż robi to samo... reszte 50% macie na wlasne potrzeby.

Jest po rowno ? Jest. Jest sprawiedliwie? Jest

Problem rozwiazany big_smile

5

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Julia life in UK napisał/a:

Zrobic 50/50... Ty 50% swoich pieniedzy dajesz na wspólne wydatki i rachunki i Twoj mąż robi to samo... reszte 50% macie na wlasne potrzeby.

Jest po rowno ? Jest. Jest sprawiedliwie? Jest

Problem rozwiazany big_smile

Julka ludzie różnie zarabiają.  Jak babka albo facet zarabia10 razy wiecej niż druga strona to też sie mają po 50% na wszystko zrzucac? W malzenstwie?

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Bert44 napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Zrobic 50/50... Ty 50% swoich pieniedzy dajesz na wspólne wydatki i rachunki i Twoj mąż robi to samo... reszte 50% macie na wlasne potrzeby.

Jest po rowno ? Jest. Jest sprawiedliwie? Jest

Problem rozwiazany big_smile

Julka ludzie różnie zarabiają.  Jak babka albo facet zarabia10 razy wiecej niż druga strona to też sie mają po 50% na wszystko zrzucac? W malzenstwie?

Ale to nie jest 50% ze facet zarabia 10 tysięcy i da 50% czyli 5 tysięcy a kobieta zarabia 5 tysięcy i też da 5 tysięcy.  To nie jest 50/50  big_smile

50/50 to jest ,że facet zarabia 10 tysięcy i daje 5 tysiecy(50%)
Kobieta zarabia 5 tysięcy i daje 2.5 tysiąca(50%)

7

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

Tez tak myslalam,. Weszlam w zwiazek, i przede wszystkim, malzenstwo z przeswiadczeniem ze mamy sobie pomagac. Dlatego nie domagalam sie dzielenia rowno kosztow.
Mamy rozdzielnosc majatkowa czesciowa - mieszkania stanowia rozdzielnosc. Dlatego tak mnie zabolalo, ze wklada energie tylko w swoje mieszkanie kosztem moim.

Bert44 napisał/a:

W mojej ocenie masz prawo się z tym źle czuć.

W małżeństwie oczekiwałbym większej przejrzystości. Bez przesady ale jednak bez takich tajemnic. Każde z Was weszło ze swoim niewspólnym majątkiem i spoko. Ja w ogóle jakoś tego liczenia swoich złotówek tak przesadnie nie rozumiem. Jedno ma więcej,  jedno zarabia więcej  no ale ostatecznie wspólnie przez życie idziemy

Ale może zbytnim idealistą jestem

PS macie rozdzielność majątkową?

8 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-10-09 20:16:31)

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

Jeśli mieszkania mieliście przed ślubem, to wchodzą w skład odrębnego majątku bez rozdzielności majątkowej.
Też nie jestem za tym, żeby rozliczać się do przysłowiowej złotówki.
Ale on hołubi swoje mieszkanie, które powinien wynająć, skoro mieszka w twoim i dokładać się też do czynszu.
Czyli on poszedł trochę za daleko wykorzystując  twoją dobroduszność.

9

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

Po co wam było to małżeństwo?

10

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Legat napisał/a:

Po co wam było to małżeństwo?

Ale zadałeś pytanie... ludzie biorą ślub nie tylko ze względów materialnych.

11 Ostatnio edytowany przez Legat (2026-10-09 20:25:25)

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
wieka napisał/a:
Legat napisał/a:

Po co wam było to małżeństwo?

Ale zadałeś pytanie... ludzie biorą ślub nie tylko ze względów materialnych.

Jak dla mnie oboje w ten związek nie weszli. Facet świadczy usługi seksualne, za które spodziewa się wiktu i opierunku. Teraz świat zdaje się stać na głowie, bo kiedyś to kobiety świadczyły takowe usługi. A tu facet, znaczy pan mąż.
Ja tu wspólnoty małżeńskiej nie widzę.

12

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Legat napisał/a:
wieka napisał/a:
Legat napisał/a:

Po co wam było to małżeństwo?

Ale zadałeś pytanie... ludzie biorą ślub nie tylko ze względów materialnych.

Jak dla mnie oboje w ten związek nie weszli. Facet świadczy usługi seksualne, za które spodziewa się wiktu i opierunku. Teraz świat zdaje się stać na głowie, bo kiedyś to kobiety świadczyły takowe usługi. A tu facet, znaczy pan mąż.
Ja tu wspólnoty małżeńskiej nie widzę.

Jak już, to tylko z jego strony wygląda na wyrachowanie.

13

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
wieka napisał/a:

Jak już, to tylko z jego strony wygląda na wyrachowanie.

Bo jest facetem? Przecież odwrotnych układów jest od groma. Często to kobieta uważa - chcesz mnie i seksu, to się postaraj.

14

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Molotok napisał/a:

Jestem swiezo upieczona zona i wlasnie wczoraj dosc ostro poklocilam sie z moim swiezo upieczonym mezem. Poszlo o finanse, rownowage w dawaniu i braniu i transparentnosc.

Jestesmy z mezem w podobnym wieku i na chwile obecna o podobnym stanu posiadania - kazde z nas ma swoje mieszkanie, w tym ze on bez kredytu a ja z kredytem. Zarabiamy roznie. Maz 2 razy mniej niz ja, ale gdzies to tam sie wyrownuje, przez moj kredyt i samochod ktory, szczegolnie ostatnimi czasami, staje sie towarem luksusowym. Slowem, zeby nakreslic sytuacje - zarabiam wiecej, ale mam tez wiecej kosztow ktore ponosze sama - samochod i kredyt. Mieszkamy u mnie, a maz nie zdecydowal sie jeszcze wynajac nikomu swojego mieszkania. Generalnie, jest nam ciasno i zaczelismy sie rozgladac za kupnem wiekszego mieszkania i srzedaza jednego z nich - mojego. Dlaczego mojego - szybciej sie sprzeda i ja nie mam do niego zadnego stosunku sentymentalnego, jak moj maz ktory swoje mieszkanie wypiescil i dopiescil i najchetniej to by nikogo tam nie wpuscil... A o co konflikt - wczoraj wyplynal temat nowego kredytu, wkladu wlasnego i ile moge za swoje mieszkanie dostac itd itp i nagle okazalo sie ze maz ma zaoszczedzone spore pieniadze.. spore, zadne tam - na przezycie 3 miesiecy... kawalereczke mozna kupic za to w mniejszym miescie... A problem jest ze przez ten caly czas trwania zwiazku, narzeczenstwa i wspolnego mieszkania, nigdy nie zaproponowal dolozenia sie do czynszu, albo pradu, albo chociazby raz na dwa miesiace zatankowania mojego samochodu, ktorym na wspolne zakupy jezdzimy, ani oplacenia za parking etc etc. Ja caly czas zylam w tym przeswiadczeniu ze on ma mniej, ze on w ogole nie ma oszczednosci, i dlatego nie wymagalam od niego dzielenia czynszu, wody i pradu. Dzielilsimy koszty jedzenia i chemii i na pol jakichs wiekszych zakupow elektroniki, ale zakladajac ze i on ma czynsz w swoim mieszkaniu w ktorym nie mieszka, nie wymagalam od niego finansowego wkladu. W sumie, ten temat nigdy nie zostal podniesiony... Czulam sie zobowiazana, jako osoba lepiej zarabiajaca pokrywac "swoje" koszty sama i nie prosic o kase. W tzw miedzyczasie u meza w mieszkaniu trzeba bylo wymienic rury i to wiazalo sie ze duzymi kosztami - bral wiec nadgodziny i pracowal po nocach, zaniedbujac zycie domowe. Ani go w domu nie bylo dla mnie do rozmowy, ani do pomocy. Wiekszosc obowiazkow domowych zostala przerzucone na mnie - to ja ogarnialam pranie, sprzatanie, wyrzucanie smieci, gotowanie i musialam pamietac zeby jedzenie w lodowce bylo dla obu. Czulam i czuje sie przeciazona. Nigdy nie klocilismy sie o pieniadze, glownym problemem bylo jego zbyt male uczestnictwo w pracach domowych. Tlumaczylam sobie to jak zawsze - on mniej zarabia, musi ekstra pracowac.. a tu sie okazuje, ze u niego pieniadze sa na koncie, i ze ladna sumke sobie uzbieral, i jej nie rusza, moim kosztem. Woli zostawiac mnie sama z obowiazkami domowymi i pozwalac mi wiecej finansowo wkladac w ten zwiazek aby zapewnic sobie poczucie bezpieczenstwa. Sobie.

Nawet nie moge mu zarzucic ze mnie oszukal. Bo nie oszukal. Po prostu zatail prawde. A ja nie znajac prawdy, dokladalam sie swoim kosztem jednoczesnie nie odkladajc tych sum na swoje prywatne konto.

Poklocilismy sie strasznie i nie wiem co mam o tym myslec. Czuje sie wykorzystana. Czuje powtorke z rozrywki - bo ten schemat powtarzal sie wczesniej- ja zawsze bylam ta dobra ciocia ktorej zal bylo biednych mezczyzn z problemami finansowymi i ktorym z tej racji pomagala. Moj maz jest ogarniety finansowo, teraz widze ze bardziej niz przypuszczalam, ale mimo to mam poczucie ze zronbil to samo co poprzedni partnerzy, wykorzystal moja szczodrosc, gest i naiwnosc. Czy przesadzam? Jak sie na to zapatruja ludzie z zewnatrz? Oczywiscie poznajecie tylko maja wersje, ale staralam sie jak najbardziej rzetelnie opisac sytuacje. Czy mam racje i prawo czuc sie wykorzystana?

Ta cała twoja tyrada świadczy o tym, że masz poważny problem małżeński.
On tobie nie ufa od samego początku (zataił), ty właśnie przestajesz mu ufać.
Cóż można poradzić ? za starzy jesteście na slogan "on/ona się zmieni", więc będą konflikty na tle co najmniej finansowym, potem rozleją się na zaufanie, poczucie bycia wykorzystywaną, wzajemnego niezrozumienia, itd.
Rozważałbym ewakuację, póki nie ma dzieci i jesteś młoda (zakładam max 40).

Jeśli wyłącznie wylałaś żale przesadzając tu i ówdzie to co innego. Postaraj się zestawić fakty obiektywnie.

15

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Legat napisał/a:
wieka napisał/a:

Jak już, to tylko z jego strony wygląda na wyrachowanie.

Bo jest facetem? Przecież odwrotnych układów jest od groma. Często to kobieta uważa - chcesz mnie i seksu, to się postaraj.

Nie dlatego, że jest facetem, tylko wykorzystuje fakt, że żona dużo więcej zarabia i żyje z nią niby razem, zarazem osobno.

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

Nie ma zaufania. Na kłamstwie się małżeństwa nie zbuduje.  To się rozleci prędzej czy później. Ukrywać oszczędności przed żona też chamskie. Co on kombinuje?

17

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Molotok napisał/a:

Jestem swiezo upieczona zona i wlasnie wczoraj dosc ostro poklocilam sie z moim swiezo upieczonym mezem. Poszlo o finanse, rownowage w dawaniu i braniu i transparentnosc.

Jestesmy z mezem w podobnym wieku i na chwile obecna o podobnym stanu posiadania - kazde z nas ma swoje mieszkanie, w tym ze on bez kredytu a ja z kredytem. Zarabiamy roznie. Maz 2 razy mniej niz ja, ale gdzies to tam sie wyrownuje, przez moj kredyt i samochod ktory, szczegolnie ostatnimi czasami, staje sie towarem luksusowym. Slowem, zeby nakreslic sytuacje - zarabiam wiecej, ale mam tez wiecej kosztow ktore ponosze sama - samochod i kredyt. Mieszkamy u mnie, a maz nie zdecydowal sie jeszcze wynajac nikomu swojego mieszkania. Generalnie, jest nam ciasno i zaczelismy sie rozgladac za kupnem wiekszego mieszkania i srzedaza jednego z nich - mojego. Dlaczego mojego - szybciej sie sprzeda i ja nie mam do niego zadnego stosunku sentymentalnego, jak moj maz ktory swoje mieszkanie wypiescil i dopiescil i najchetniej to by nikogo tam nie wpuscil... A o co konflikt - wczoraj wyplynal temat nowego kredytu, wkladu wlasnego i ile moge za swoje mieszkanie dostac itd itp i nagle okazalo sie ze maz ma zaoszczedzone spore pieniadze.. spore, zadne tam - na przezycie 3 miesiecy... kawalereczke mozna kupic za to w mniejszym miescie... A problem jest ze przez ten caly czas trwania zwiazku, narzeczenstwa i wspolnego mieszkania, nigdy nie zaproponowal dolozenia sie do czynszu, albo pradu, albo chociazby raz na dwa miesiace zatankowania mojego samochodu, ktorym na wspolne zakupy jezdzimy, ani oplacenia za parking etc etc. Ja caly czas zylam w tym przeswiadczeniu ze on ma mniej, ze on w ogole nie ma oszczednosci, i dlatego nie wymagalam od niego dzielenia czynszu, wody i pradu. Dzielilsimy koszty jedzenia i chemii i na pol jakichs wiekszych zakupow elektroniki, ale zakladajac ze i on ma czynsz w swoim mieszkaniu w ktorym nie mieszka, nie wymagalam od niego finansowego wkladu. W sumie, ten temat nigdy nie zostal podniesiony... Czulam sie zobowiazana, jako osoba lepiej zarabiajaca pokrywac "swoje" koszty sama i nie prosic o kase. W tzw miedzyczasie u meza w mieszkaniu trzeba bylo wymienic rury i to wiazalo sie ze duzymi kosztami - bral wiec nadgodziny i pracowal po nocach, zaniedbujac zycie domowe. Ani go w domu nie bylo dla mnie do rozmowy, ani do pomocy. Wiekszosc obowiazkow domowych zostala przerzucone na mnie - to ja ogarnialam pranie, sprzatanie, wyrzucanie smieci, gotowanie i musialam pamietac zeby jedzenie w lodowce bylo dla obu. Czulam i czuje sie przeciazona. Nigdy nie klocilismy sie o pieniadze, glownym problemem bylo jego zbyt male uczestnictwo w pracach domowych. Tlumaczylam sobie to jak zawsze - on mniej zarabia, musi ekstra pracowac.. a tu sie okazuje, ze u niego pieniadze sa na koncie, i ze ladna sumke sobie uzbieral, i jej nie rusza, moim kosztem. Woli zostawiac mnie sama z obowiazkami domowymi i pozwalac mi wiecej finansowo wkladac w ten zwiazek aby zapewnic sobie poczucie bezpieczenstwa. Sobie.

Nawet nie moge mu zarzucic ze mnie oszukal. Bo nie oszukal. Po prostu zatail prawde. A ja nie znajac prawdy, dokladalam sie swoim kosztem jednoczesnie nie odkladajc tych sum na swoje prywatne konto.

Poklocilismy sie strasznie i nie wiem co mam o tym myslec. Czuje sie wykorzystana. Czuje powtorke z rozrywki - bo ten schemat powtarzal sie wczesniej- ja zawsze bylam ta dobra ciocia ktorej zal bylo biednych mezczyzn z problemami finansowymi i ktorym z tej racji pomagala. Moj maz jest ogarniety finansowo, teraz widze ze bardziej niz przypuszczalam, ale mimo to mam poczucie ze zronbil to samo co poprzedni partnerzy, wykorzystal moja szczodrosc, gest i naiwnosc. Czy przesadzam? Jak sie na to zapatruja ludzie z zewnatrz? Oczywiscie poznajecie tylko maja wersje, ale staralam sie jak najbardziej rzetelnie opisac sytuacje. Czy mam racje i prawo czuc sie wykorzystana?

Jak wyście się w ogóle dobrali? Nie ufacie sobie, nie otworzyliście się przed sobą nawet po ślubie... Masakra.

Ja mam tylko jedno pytanie: Twoj mąż odłożył jakąs kasę na swoim koncie, ale jaki ty masz z tym problem?

Rozmawiałaś z nim? Powiedział ci, że to jego kasa i tobie nic do tego? O co się tak naprawdę poprztykaliście?

Ja odniosłam wrażenie, że ty po po prostu wściekłaś się z zazdrości, że on ma a ty nie... Tylko ja tobie doradzę jak kobieta kobiecie: Ucz się jak zarządzać swoimi finansami. I na początek: Spróbuj sprawić, żebyś była kochana nie z powodu pełnej lodówki którą zapełniasz. Wypróbuj, to naprawdę dobry test.

18

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

Oj niefajny ten Twój mąż:(
Spryciarz jakby trochę taki... Zataja oszczędności, swojego mieszkania sprzedac nie chce, bo...przywiązany. Ale Ty możesz zapierniczać na 2 etaty (bo i w domu) finansować większość wydatków i sprzedać swoje mieszkanie, bo nie jesteś sentymentalna. Wygodne:))
Chyba zauważył Twoją sklonność do poświęcania się i bycia, jak sama to ujęłaś, dobrą ciocią, więc nie protestował, gdy widział, ze tak świetnie Ci idzie, heroska taka z Ciebie, że ogarniesz i finansowo i jeszcze ugotujesz, posprzątasz, i nie narzekasz. To po co się wychylać i psuć co dobre dla niego?:))

19 Ostatnio edytowany przez Molotok (2026-10-10 01:57:12)

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

Tak jak przypuszczalam, spoleczenstwo polskie nie zawiodlo i wylalo fale teorii spiskowych i pomyj. Na szczescie znalazlo sie kilka rozsadnych komentarzy. Sugerowanie, ze jestem zazdrosna o kase jest smieszne i uzytkownik wyraznie chcial mi przys..rsc. Wydawalo mi sie ze wyjasnilam ze pieniadze nie sa glownym tematem posta. Jest nim xato brak szczerosci i pomocy w rozdzieleniu obowiazkow. Maz tlumaczyl sie caly ten czas ze nie ma sil odciazyc mnie w nich bo musi dodatkoeo pracoeac na pokrycie swoich kosztow. Na tej tez podstawie nie prosilam go o rozdzielanie kosztow oplat (bo taki biedny). Okazuje sie, ze srodki na wszysko sa, tylko on postanowil ich nie tykac.

20

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Solaris napisał/a:

Oj niefajny ten Twój mąż:(
Spryciarz jakby trochę taki... Zataja oszczędności, swojego mieszkania sprzedac nie chce, bo...przywiązany. Ale Ty możesz zapierniczać na 2 etaty (bo i w domu) finansować większość wydatków i sprzedać swoje mieszkanie, bo nie jesteś sentymentalna. Wygodne:))
Chyba zauważył Twoją sklonność do poświęcania się i bycia, jak sama to ujęłaś, dobrą ciocią, więc nie protestował, gdy widział, ze tak świetnie Ci idzie, heroska taka z Ciebie, że ogarniesz i finansowo i jeszcze ugotujesz, posprzątasz, i nie narzekasz. To po co się wychylać i psuć co dobre dla niego?:))

Dziekuje. Nieliczna osoba ktora zrozumiala moj przekaz i zrodlo frustracji. Lepiej bym tego nie ujela. Cale sedno problemu - jak sie poczulam i co pomyslalam.

21

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

Wbrew pozorom tematem są pieniądze, a raczej różne do nich podejcie. Na to nakłada się też różne podejscie do podziału domowych obowiązków.
Dopiero się pobraliście, więc musiał być ku temu powód.
Czy w tej awanturze usłyszałaś też argumenty męża? Ciekawa jestem jakie podał.
Na 2 etatach zapierniczaliscie oboje, to podział w domu jak rozumiem był  nierówny.
Więc to jest pierrwsza rzecz do omówienia.
2 rzecz że bie ma powodu byś coś nadplacala, by On budował swoje osobiste zabezpieczenie
Niby w malzenstwie wszystko wspólne, ale musisz uszanowac ze kazdy ma swoją przestrzen wolnoaci i bezpieczenstwa, i musicie ustalić jaką, bo się wam posypie.
Dlaczego nie powiedział Ci o oszczędnościach?
To ważne? Może bał się że ten swój kawałek straci, bo przejdzie w Twoje żarządzanie, jesteś osobą silniejszą w waszym związku, może ma takie doświadczenia z dzieciństwa, że musiał pilnować swego?
Może powinnaś zrobić coś takiego? Mniej zarządzać, a bardziej mówić o swoich pragnieniach,  marzeniach, trochę zrzucając na niego realizację? Nie wyrywając się z organizacją?, nawet jak jesteś w tym szybsza?
Daj się chłopu wykazać smile to działa lepiej, uwierz doświadczonej kobiecie smile
Nie rób  planu na zarzadzie: powiedz.
Chciałabym  mieć to i to.. marzę o tym.
Co Ty na to? Jak to zrobić? Daj mu czas. I może trochę wyluzuj..
.

22

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Molotok napisał/a:

Jestem swiezo upieczona zona i wlasnie wczoraj dosc ostro poklocilam sie z moim swiezo upieczonym mezem. Poszlo o finanse, rownowage w dawaniu i braniu i transparentnosc.

Jestesmy z mezem w podobnym wieku i na chwile obecna o podobnym stanu posiadania - kazde z nas ma swoje mieszkanie, w tym ze on bez kredytu a ja z kredytem. Zarabiamy roznie. Maz 2 razy mniej niz ja, ale gdzies to tam sie wyrownuje, przez moj kredyt i samochod ktory, szczegolnie ostatnimi czasami, staje sie towarem luksusowym. Slowem, zeby nakreslic sytuacje - zarabiam wiecej, ale mam tez wiecej kosztow ktore ponosze sama - samochod i kredyt. Mieszkamy u mnie, a maz nie zdecydowal sie jeszcze wynajac nikomu swojego mieszkania. Generalnie, jest nam ciasno i zaczelismy sie rozgladac za kupnem wiekszego mieszkania i srzedaza jednego z nich - mojego. Dlaczego mojego - szybciej sie sprzeda i ja nie mam do niego zadnego stosunku sentymentalnego, jak moj maz ktory swoje mieszkanie wypiescil i dopiescil i najchetniej to by nikogo tam nie wpuscil... A o co konflikt - wczoraj wyplynal temat nowego kredytu, wkladu wlasnego i ile moge za swoje mieszkanie dostac itd itp i nagle okazalo sie ze maz ma zaoszczedzone spore pieniadze.. spore, zadne tam - na przezycie 3 miesiecy... kawalereczke mozna kupic za to w mniejszym miescie... A problem jest ze przez ten caly czas trwania zwiazku, narzeczenstwa i wspolnego mieszkania, nigdy nie zaproponowal dolozenia sie do czynszu, albo pradu, albo chociazby raz na dwa miesiace zatankowania mojego samochodu, ktorym na wspolne zakupy jezdzimy, ani oplacenia za parking etc etc. Ja caly czas zylam w tym przeswiadczeniu ze on ma mniej, ze on w ogole nie ma oszczednosci, i dlatego nie wymagalam od niego dzielenia czynszu, wody i pradu. Dzielilsimy koszty jedzenia i chemii i na pol jakichs wiekszych zakupow elektroniki, ale zakladajac ze i on ma czynsz w swoim mieszkaniu w ktorym nie mieszka, nie wymagalam od niego finansowego wkladu. W sumie, ten temat nigdy nie zostal podniesiony... Czulam sie zobowiazana, jako osoba lepiej zarabiajaca pokrywac "swoje" koszty sama i nie prosic o kase. W tzw miedzyczasie u meza w mieszkaniu trzeba bylo wymienic rury i to wiazalo sie ze duzymi kosztami - bral wiec nadgodziny i pracowal po nocach, zaniedbujac zycie domowe. Ani go w domu nie bylo dla mnie do rozmowy, ani do pomocy. Wiekszosc obowiazkow domowych zostala przerzucone na mnie - to ja ogarnialam pranie, sprzatanie, wyrzucanie smieci, gotowanie i musialam pamietac zeby jedzenie w lodowce bylo dla obu. Czulam i czuje sie przeciazona. Nigdy nie klocilismy sie o pieniadze, glownym problemem bylo jego zbyt male uczestnictwo w pracach domowych. Tlumaczylam sobie to jak zawsze - on mniej zarabia, musi ekstra pracowac.. a tu sie okazuje, ze u niego pieniadze sa na koncie, i ze ladna sumke sobie uzbieral, i jej nie rusza, moim kosztem. Woli zostawiac mnie sama z obowiazkami domowymi i pozwalac mi wiecej finansowo wkladac w ten zwiazek aby zapewnic sobie poczucie bezpieczenstwa. Sobie.

Nawet nie moge mu zarzucic ze mnie oszukal. Bo nie oszukal. Po prostu zatail prawde. A ja nie znajac prawdy, dokladalam sie swoim kosztem jednoczesnie nie odkladajc tych sum na swoje prywatne konto.

Poklocilismy sie strasznie i nie wiem co mam o tym myslec. Czuje sie wykorzystana. Czuje powtorke z rozrywki - bo ten schemat powtarzal sie wczesniej- ja zawsze bylam ta dobra ciocia ktorej zal bylo biednych mezczyzn z problemami finansowymi i ktorym z tej racji pomagala. Moj maz jest ogarniety finansowo, teraz widze ze bardziej niz przypuszczalam, ale mimo to mam poczucie ze zronbil to samo co poprzedni partnerzy, wykorzystal moja szczodrosc, gest i naiwnosc. Czy przesadzam? Jak sie na to zapatruja ludzie z zewnatrz? Oczywiscie poznajecie tylko maja wersje, ale staralam sie jak najbardziej rzetelnie opisac sytuacje. Czy mam racje i prawo czuc sie wykorzystana?

Uważam, że powinnaś trochę popracować nad sobą i zastanowić się, z czego to wynika, że tak chętnie pomagasz mężczyznom. To jest dobra nauczka, żeby wreszcie się zmienić. Partner sprawiał wrażenie biednego, ale ty za to masz kredyt i samochód do spłacenia, tak, że on jest w lepszej sytuacji finansowej, bo może sobie zaoszczędzić. Z tą wymianą rur w jego mieszkaniu to chyba przesada. Jak długo to trwało? Pomagałaś mu? Ogólnie to każde z was powinno mieć trochę osobnych oszczędności, bo nigdy nie wiadomo, co życie przyniesie.

23 Ostatnio edytowany przez Legat (2026-10-10 09:36:38)

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Molotok napisał/a:

Dziekuje. Nieliczna osoba ktora zrozumiala moj przekaz i zrodlo frustracji.

Ja dalej nie rozumiem, po co ci to małżeństwo? Przecież możecie się ciurlać i wracać do swoich mieszkań.
Kompletnie do siebie nie pasujecie, macie inne cele życiowe, kompletnie sobie nie ufacie.
Znając podobne sytuacje, chcesz sobie ponarzekać, ale i tak nic nie zmienisz. Z premedytacją wzięłaś ten ślub i sobie narzekasz jaki to chop zły. Tylko jak mantra powraca pytanie po co ci taki?

Solaris nie zawsze mówienie tego co chce usłyszeć Autorka, jest dla niej dobre.
Jako nieliczna zrozumiałaś jej przekaz. big_smile

24

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

Jestem na tym forum drugi raz w zyciu, a juz zdazylam zauwazyc z lubisz przylciec i nasrac w roznych tematach. Znajdz sobie zycie poza internetem.

Legat napisał/a:
Molotok napisał/a:

Dziekuje. Nieliczna osoba ktora zrozumiala moj przekaz i zrodlo frustracji.

Ja dalej nie rozumiem, po co ci to małżeństwo? Przecież możecie się ciurlać i wracać do swoich mieszkań.
Kompletnie do siebie nie pasujecie, macie inne cele życiowe, kompletnie sobie nie ufacie.
Znając podobne sytuacje, chcesz sobie ponarzekać, ale i tak nic nie zmienisz. Z premedytacją wzięłaś ten ślub i sobie narzekasz jaki to chop zły. Tylko jak mantra powraca pytanie po co ci taki?

Solaris nie zawsze mówienie tego co chce usłyszeć Autorka, jest dla niej dobre.
Jako nieliczna zrozumiałaś jej przekaz. big_smile

25

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

Ja rozumiem, że czujesz się jednak wykorzystywana... ale widać przed ślubem nie uzgodniliście jak będzie wyglądało wasze życie.
Chyba to wynika też z tego, że nie mieszkaliście razem i w sumie się nie poznaliście.

Nie wiem czy teraz dasz radę odkręcić sytuację, ale małymi kroczkami, dyplomatycznie, może coś by się dało, bo kłótnie tego nie załatwią.

Ja rozumiem, że w obecnych czasach ludzie chcą mieć coś własnego i nie byłoby w tym nic złego jakby on na ten czas wynajmował te swoje mieszkanie i dokładał się do tego w którym mieszkacie i to on sam powinien zaproponować.
W jakim sensie jednak cię pośrednio oszukał, bo przecież byś tych pieniędzy mu nie wzięła, ale miała możliwość zarządzania inaczej swoim budżetem.
Jednym słowem nie warto być za dobrym, bo reguły gorzej się wychodzi... musisz dbać o swoje interesy.
Nie może tak być, że jego mieszkanie będzie stało puste w nieskończoność, do tego będzie  jeszcze musiał płacić czynsz i będzie dopieszczał, już kosztem wspólnym.
Dlatego powinnaś postawić sprawę jasno i nie godzić się na taki układ, jak chce zachować mieszkanie, ma prawo, ale niech więcej dokłada do wspólnego życia.

Ja uważam, że w małżeństwie najlepiej się sprawdza podział finansowania poszczególnych wydatków jak i innych obowiązków. Chodzi o to, żeby jedne sprawy były na głowie jednego, inne drugiego, a nie, raz jeden płaci i patrzy na tego drugiego kiedy on zapłaci, bez sensu.
W innych obowiązkach, gdzie sytuacje bywają różne, zawsze jeden drugiego może też zastąpić.

26

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Molotok napisał/a:

Jestem na tym forum drugi raz w zyciu, a juz zdazylam zauwazyc z lubisz przylciec i nasrac w roznych tematach. Znajdz sobie zycie poza internetem.

Dzięki za uwagi na mój temat, o które nie prosiłem. smile
Niestety mam tak, że piszę jak ja to widzę, a nie tak jak ty chcesz usłyszeć. smile Założ sobie kółeczko adoracyjne, a nie piszesz na forum ogólnym, jeśli nie chcesz czytać komentarzy, które ci nie odpowiadają.

27 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2026-10-10 11:18:36)

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

Jak się zakończyła ostatnia kłótnia, o której wspomniałaś? Jakie było stanowisko Twojego męża, a jakie Twoje? Na czymś stanęło czy każde zostało przy swoim?

28

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Legat napisał/a:

Kompletnie do siebie nie pasujecie, macie inne cele życiowe, kompletnie sobie nie ufacie.

Wydaje mi się że wyciągasz bardzo konkretne,  daleko posuniete wnioski a informacji za mało żeby tak gadać.  Jest dość poważny fuckup ale poza tym niewiele wiadomo.  Do oceny czy ktoś się ma rozwozić czy nie to trochę brakuje.

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Bert44 napisał/a:
Legat napisał/a:

Kompletnie do siebie nie pasujecie, macie inne cele życiowe, kompletnie sobie nie ufacie.

Wydaje mi się że wyciągasz bardzo konkretne,  daleko posuniete wnioski a informacji za mało żeby tak gadać.  Jest dość poważny fuckup ale poza tym niewiele wiadomo.  Do oceny czy ktoś się ma rozwozić czy nie to trochę brakuje.

No ciekawie to nie wygląda jeden ukrywa finanse czyli nie ma zaufania do autorki,a z kolei autorka to ma podejście bez sensu "masz więcej to musisz dac" i to no udane małżeństwo raczej nie jest

30 Ostatnio edytowany przez Legat (2026-10-10 13:30:46)

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Bert44 napisał/a:

Do oceny czy ktoś się ma rozwozić czy nie to trochę brakuje.

Przecież ja napisałem zupełnie coś odwrotnego. Ona chce sobie pogadać, jaką jest ofiarą i potrzebuje od użytkowniczek potwierdzenia. A zmian typu rozwód, nie planuje raczej.
Przecież z jakiegoś powodu, wybrała takiego, a nie innego faceta. smile
Często w takich związkach, ma się po prostu kręcić, emocje się liczą.

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

"Generalnie, jest nam ciasno i zaczelismy sie rozgladac za kupnem wiekszego mieszkania i srzedaza jednego z nich - mojego."

Autorko przeciez Twoje mieszkanie jest na kredyt,ktory obecnie splacasz. Jakim cudem chcesz sprzedac komus mieszkanie z niesplaconym kredytem? A Ty jeszcze piszesz,ze mieszkanie z kredytem szybciej sie sprzeda big_smile

32

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
wieka napisał/a:

Jeśli mieszkania mieliście przed ślubem, to wchodzą w skład odrębnego majątku bez rozdzielności majątkowej.
Też nie jestem za tym, żeby rozliczać się do przysłowiowej złotówki.
Ale on hołubi swoje mieszkanie, które powinien wynająć, skoro mieszka w twoim i dokładać się też do czynszu.
Czyli on poszedł trochę za daleko wykorzystując  twoją dobroduszność.

I tu się zgadzam. Niech autorka pomyśli o oszczędnościach.

33 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-10-10 14:56:36)

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Julia life in UK napisał/a:

"Generalnie, jest nam ciasno i zaczelismy sie rozgladac za kupnem wiekszego mieszkania i srzedaza jednego z nich - mojego."

Autorko przeciez Twoje mieszkanie jest na kredyt,ktory obecnie splacasz. Jakim cudem chcesz sprzedac komus mieszkanie z niesplaconym kredytem? A Ty jeszcze piszesz,ze mieszkanie z kredytem szybciej sie sprzeda big_smile

Bo to nie ma znaczenia.  Ale sprzedając wlasne mieszkanie pozbywa sie tego co "jej" i idzie w  to co wspolne. A on tez ma cos swojego.  Niech przepisze polowe swojego mieszkania na nią

A w ogole niech cos zaczna ustalac

34

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Bert44 napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

"Generalnie, jest nam ciasno i zaczelismy sie rozgladac za kupnem wiekszego mieszkania i srzedaza jednego z nich - mojego."

Autorko przeciez Twoje mieszkanie jest na kredyt,ktory obecnie splacasz. Jakim cudem chcesz sprzedac komus mieszkanie z niesplaconym kredytem? A Ty jeszcze piszesz,ze mieszkanie z kredytem szybciej sie sprzeda big_smile

Bo to nie ma znaczenia.  Ale sprzedając wlasne mieszkanie pozbywa sie tego co "jej" i idzie w  to co wspolne. A on tez ma cos swojego.  Niech przepisze polowe swojego mieszkania na nią

A w ogole niech cos zaczna ustalac

Dokładnie.

35

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

I niech wynajmą to jego mieszkanie

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Bert44 napisał/a:

I niech wynajmą to jego mieszkanie

Tak to by chociaż więcej kasy z tego mieli

37

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

W 100% sie zgadzam.

Bert44 napisał/a:

I niech wynajmą to jego mieszkanie

38

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Molotok napisał/a:

W 100% sie zgadzam.

Bert44 napisał/a:

I niech wynajmą to jego mieszkanie

To, że zgadasz się, to jedno. Czy on zgodzi się na to, to drugie. Skoro do tej pory skutecznie unikał partycypacji w kosztach i współinwestowania to dlaczego miałby zmienić swoje postępowanie w tym zakresie tym bardziej, że nadal to robi?

39

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Alessandro napisał/a:
Molotok napisał/a:

W 100% sie zgadzam.

Bert44 napisał/a:

I niech wynajmą to jego mieszkanie

To, że zgadasz się, to jedno. Czy on zgodzi się na to, to drugie. Skoro do tej pory skutecznie unikał partycypacji w kosztach i współinwestowania to dlaczego miałby zmienić swoje postępowanie w tym zakresie tym bardziej, że nadal to robi?

Jemu też powinno zależeć na zdrowym kompromisie, jeśli nie, to by znaczyło, że zależy mu na tym małżeństwie, tylko na jego warunkach, korzystnych dla niego.

40

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
wieka napisał/a:
Alessandro napisał/a:
Molotok napisał/a:

W 100% sie zgadzam.

To, że zgadasz się, to jedno. Czy on zgodzi się na to, to drugie. Skoro do tej pory skutecznie unikał partycypacji w kosztach i współinwestowania to dlaczego miałby zmienić swoje postępowanie w tym zakresie tym bardziej, że nadal to robi?

Jemu też powinno zależeć na zdrowym kompromisie, jeśli nie, to by znaczyło, że zależy mu na tym małżeństwie, tylko na jego warunkach, korzystnych dla niego.

Tak to wygląda jak na razie. Robi co chce i jak chce. Póki co to on jest głównym rozgrywającym.

41 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-10-10 20:04:36)

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

Ja bym na miejscu autorki przestała go sponsorować.  Cwaniak żyje jak w hotelu dla gości  ugotowane,posprzątane i jeszcze o rachunki się nie martwi... i zamiast trochę finansowo zone odciążyć to kryje się jak szczur po kanałach z pieniędzmi

Ja bym nie chciała mieć takiego sknery za męża

42

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Solaris napisał/a:

Oj niefajny ten Twój mąż:(
Spryciarz jakby trochę taki... Zataja oszczędności, swojego mieszkania sprzedac nie chce, bo...przywiązany. Ale Ty możesz zapierniczać na 2 etaty (bo i w domu) finansować większość wydatków i sprzedać swoje mieszkanie, bo nie jesteś sentymentalna. Wygodne:))
Chyba zauważył Twoją sklonność do poświęcania się i bycia, jak sama to ujęłaś, dobrą ciocią, więc nie protestował, gdy widział, ze tak świetnie Ci idzie, heroska taka z Ciebie, że ogarniesz i finansowo i jeszcze ugotujesz, posprzątasz, i nie narzekasz. To po co się wychylać i psuć co dobre dla niego?:))

Solaris, znów trochę podmanipulowałaś zgodnie ze swoimi poglądami na relację damsko-męską (a akcentem na finanse). Nie "gotujesz, posprzątasz itd.", bo to była kwestia incydentalna, związana z nadgodzinami, które musiał wziąć by z własnej kasy (bez brania od narzeczonej, później żony) sfinansować te nieszczęsne rury. W normalnym trybie chyba się dzielą obowiązkami, prawda?

Jeśli autorka pisze, że jej kredyt i auto w zasadzie zżera różnicę w zarobkach między nimi, to tak najbardziej sprawiedliwe jest by koszty mieszkania dzielili po połowie (czyli on powinien się dokładać, czego dziś nie robi); natomiast jej mieszkanie (na które pewnie spłaca kredyt; czy to jego wina, że jego już spłacone?) powinno być w 100% jej (jeśli ona spłaca kredyt, to jemu nic do tego mieszkania).

I dwie pozostałe kwestie: sentyment do mieszkania. Ja swojego też bym nie sprzedał, bo to gniazdo rodzinne od pokoleń; on do swojego mieszkania takiego sentymentu nie ma, więc jego sprzedaż ani ją ziębi ani grzeje; w tym kontekście wybór mieszkania do sprzedaży jest oczywisty, bo najmniej bolesny (przy oczywistej konieczności zachowania jej stanu majątkowego w formie procentowego udziału w ewentualnym nowo kupionym mieszkaniu; oczywiście na ten udział procentowy musi mieć wpływ wielkość wziętego na jego zakup kredytu i tego, kto i w jakim stopniu ten kredyt będzie spłacać.

Na koniec: dbanie o swój własny (stanowiący odrębną własność) kąt to w dzisiejszych czasach nie zimna klkulacja i egoizm, tylko zdrowy rozsądek, będący pochodną zmian zachodzących w naszym świecie i lecącej na łeb na szyję pewności tego, że małżeństwo "aż do śmierci" w rzeczywistości takim będzie. I możemy za to podziękować wszystkim propagatorom i propagatorkom trendu "nic na siłę", wymiany partnera gdy tylko na morzu życia pojawią się jakieś fale. Im mniejsza perspektywa trwałości związku (a dziś żaden związek nie gwarantuje trwałości do śmierci, za co odpowiada nie tylko sam dobór partnera, ale i obecne trendy społeczne, zmieniające się normy obyczajowe itp.), tym większa konieczność zabezpieczenia się na wypadek jego rozpadu. Sam pamiętam jak moja ex namawiała mnie żeby sprzedać nasze mieszkania i kupić dom; przy jej specyficznym podejściu (jak twierdziła "honorowy facet zostawia żonie i dzieciom przy rozwodzie dom, a sam się wyprowadza") miałbym się z pyszna, a tak zostałem ze swoim mieszkaniem.

43

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Alessandro napisał/a:
wieka napisał/a:
Alessandro napisał/a:

To, że zgadasz się, to jedno. Czy on zgodzi się na to, to drugie. Skoro do tej pory skutecznie unikał partycypacji w kosztach i współinwestowania to dlaczego miałby zmienić swoje postępowanie w tym zakresie tym bardziej, że nadal to robi?

Jemu też powinno zależeć na zdrowym kompromisie, jeśli nie, to by znaczyło, że zależy mu na tym małżeństwie, tylko na jego warunkach, korzystnych dla niego.

Tak to wygląda jak na razie. Robi co chce i jak chce. Póki co to on jest głównym rozgrywającym.

Dopóki autorka na to pozwala. Sytuacja się zmieniła, bo okazało się, że mąż nie jest taki biedny i godny pomocy. Wszystko zależy od tego czy autorka ulegnie i nadal będzie płacić sama za mieszkanie i parę innych rzeczy sama czy wspólnie zrobią inny podział jak równorzędni partnerzy.

44

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

Wygląda, że facet po wyprowadzce do żony remontuje sobie mieszkanie, bo to nie chodzi o same rury, tylko generalny remont, potem urządzenie od nowa, tak żeby w razie czego mógł przyjść "na gotowe". Teraz zasłania się sentymentem, ale do końca nie można mu ufać, skoro zataił swoje oszczędności.
Samo w sobie to by nie miało nic złego, ale robi to kosztem życia małżeńskiego, nawet jak za swoje pieniądze, co innego jeśli by do remontu wynajął firmę i współfinansował wszystkie koszty wynikające ze wspólnego mieszkania.

Choć w takiej sytuacji, to chyba lepiej mieszkać osobno, odpadną problemy związane z mieszkaniem razem, więc jak wszystko ma to wady i zalety.

Rozumiem, że warto zadbać o siebie ale trzeba mieć na względzie partnera.
Bo jak autorka sprzeda mieszkanie i kupią wspólnie nowe, to nie jest tak bardzo istotne czy to będzie 50 na 50, ale zawsze w sytuacji rozwodu ona będzie musiała go spłacić, on pójdzie sobie do swojego mieszkanka, czyli on w sumie najwięcej zyska.

Tak jest, że dzisiaj zawiera się małżeństwa z myślą o ew. rozwodzie, co też ma dobre i złe strony.

45

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Tamiraa napisał/a:
Alessandro napisał/a:
wieka napisał/a:

Jemu też powinno zależeć na zdrowym kompromisie, jeśli nie, to by znaczyło, że zależy mu na tym małżeństwie, tylko na jego warunkach, korzystnych dla niego.

Tak to wygląda jak na razie. Robi co chce i jak chce. Póki co to on jest głównym rozgrywającym.

Dopóki autorka na to pozwala. Sytuacja się zmieniła, bo okazało się, że mąż nie jest taki biedny i godny pomocy. Wszystko zależy od tego czy autorka ulegnie i nadal będzie płacić sama za mieszkanie i parę innych rzeczy sama czy wspólnie zrobią inny podział jak równorzędni partnerzy.

Dokładnie tak. Zatem teraz czas na Autorkę i jej pokerową rozgrywkę. W przeciwnym razie wraca do punktu wyjścia i w nim zostaje.

46

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

Sprawa jasna jak słońce.

Ty zarabiasz więcej, więc to ty utrzymujesz.

Twoje pieniądze, to wasze pieniądze.
Jego pieniądze, to jego pieniądze. big_smile big_smile big_smile big_smile big_smile 

Czy to źle, że ma oszczędności? NIE!!!
Czy to źle, że to zataił przed ślubem? NIE!!!

Gdyby zataił długi, to by było źle.

Źródłem twoich przemyśleń i odczuć jest twoja przeszłość:

Molotok napisał/a:

Oj wypraszam sobie, strona slabsza finansowo ciagnie, nie KOBIETY. Z wlasnego, i nie tylko wlasnego doswiadczenia wiem ze mezczyzni sa dokladnei tacy sami. Moj byly do dzis (6 lat minelo) nie oddal mi pieniedzy pozyczonych gdy byl w kryzysowej sytuacji i ja jako jedyna wyciagnelam do patalacha reke. Jakos szybko zapomnial o tym gdy sie rozstalismy, a na moje "przypomnienia" zareagowal w ten sposb ze zablokowal mnie na portalach spolecznosciowych i przestal odbierac telefon.
Kolezanki tez nie maja dobrych doswiadczen jesli chodzi o "pozyczajacych" partnerow.

Molotok napisał/a:

Pokrótce, aby przybliżyć tło: jestem DDA, całkowicie świadoma traum i bagażu który noszę ze sobą dokądkolwiek się udaję. Nigdy nie byłam na terapii, ale przeczytałam chyba wszystko na ten temat i dokładnie znam i rozpoznaję mechanizmy moich działań. Obecnie jedyną rzeczą która powstrzymuje mnie od zapisania się na terapię, jest to iż nie mieszkam w Polsce, a nie znam mówię jeszcze super płynnie w języku kraju w którym mieszkam aby zapisać się na spotkanie z psychologiem.

Wreszcie jakiegoś złapałaś, a w twoim wieku to już osiągnięcie.
Nie jest gołodupcem, pracuje, nawet oszczędności ma.

Może wreszcie idź na terapię, bo zaczynasz widzieć problemy, gdzie ich nie ma.

Jesteście małżeństwem i pewnie nie ma intercyzy.
Wiec o co ci tak naprawdę chodzi?

Chcesz być wobec niego uczciwa, to wszystkie twoje aktywa powinnaś też ujawnić - ze szczegółami.

W małżeństwie wszystko co masz też jest jego. Chcesz by się dokładał do opłat?
Otwórz wspólne konto i każdy co miesiąc wpłaca ustaloną kwotę.

Chcesz wracać znów na rynek matrymonialny w twoim wieku jako rozwódka? Bo tak może się skończyć, a to tylko pieniądze (które on ma jako oszczędności, a nie długi z hazardu, czy z alko).

PS. Im mniej słuchasz koleżaneczek, tym zdrowsze twoje małżeństwo.

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Farmer napisał/a:

Sprawa jasna jak słońce.

Ty zarabiasz więcej, więc to ty utrzymujesz.

Twoje pieniądze, to wasze pieniądze.
Jego pieniądze, to jego pieniądze. big_smile big_smile big_smile big_smile big_smile 

Czy to źle, że ma oszczędności? NIE!!!
Czy to źle, że to zataił przed ślubem? NIE!!!

Gdyby zataił długi, to by było źle.

Źródłem twoich przemyśleń i odczuć jest twoja przeszłość:

Molotok napisał/a:

Oj wypraszam sobie, strona slabsza finansowo ciagnie, nie KOBIETY. Z wlasnego, i nie tylko wlasnego doswiadczenia wiem ze mezczyzni sa dokladnei tacy sami. Moj byly do dzis (6 lat minelo) nie oddal mi pieniedzy pozyczonych gdy byl w kryzysowej sytuacji i ja jako jedyna wyciagnelam do patalacha reke. Jakos szybko zapomnial o tym gdy sie rozstalismy, a na moje "przypomnienia" zareagowal w ten sposb ze zablokowal mnie na portalach spolecznosciowych i przestal odbierac telefon.
Kolezanki tez nie maja dobrych doswiadczen jesli chodzi o "pozyczajacych" partnerow.

Molotok napisał/a:

Pokrótce, aby przybliżyć tło: jestem DDA, całkowicie świadoma traum i bagażu który noszę ze sobą dokądkolwiek się udaję. Nigdy nie byłam na terapii, ale przeczytałam chyba wszystko na ten temat i dokładnie znam i rozpoznaję mechanizmy moich działań. Obecnie jedyną rzeczą która powstrzymuje mnie od zapisania się na terapię, jest to iż nie mieszkam w Polsce, a nie znam mówię jeszcze super płynnie w języku kraju w którym mieszkam aby zapisać się na spotkanie z psychologiem.

Wreszcie jakiegoś złapałaś, a w twoim wieku to już osiągnięcie.
Nie jest gołodupcem, pracuje, nawet oszczędności ma.

Może wreszcie idź na terapię, bo zaczynasz widzieć problemy, gdzie ich nie ma.

Jesteście małżeństwem i pewnie nie ma intercyzy.
Wiec o co ci tak naprawdę chodzi?

Chcesz być wobec niego uczciwa, to wszystkie twoje aktywa powinnaś też ujawnić - ze szczegółami.

W małżeństwie wszystko co masz też jest jego. Chcesz by się dokładał do opłat?
Otwórz wspólne konto i każdy co miesiąc wpłaca ustaloną kwotę.

Chcesz wracać znów na rynek matrymonialny w twoim wieku jako rozwódka? Bo tak może się skończyć, a to tylko pieniądze (które on ma jako oszczędności, a nie długi z hazardu, czy z alko).

PS. Im mniej słuchasz koleżaneczek, tym zdrowsze twoje małżeństwo.

A no właśnie jak zatail oszczędności to też jest źle,bo swiadczy o braku zaufania ,ale niewiem może sie bal,że mu autorka będzie kazać te oszczędności wydać na rachunki co by było chamstwem z jej strony

48

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Legat napisał/a:
Molotok napisał/a:

Jestem na tym forum drugi raz w zyciu, a juz zdazylam zauwazyc z lubisz przylciec i nasrac w roznych tematach. Znajdz sobie zycie poza internetem.

Dzięki za uwagi na mój temat, o które nie prosiłem. smile
Niestety mam tak, że piszę jak ja to widzę, a nie tak jak ty chcesz usłyszeć. smile Założ sobie kółeczko adoracyjne, a nie piszesz na forum ogólnym, jeśli nie chcesz czytać komentarzy, które ci nie odpowiadają.

Nazywanie faktów po imieniu to nie jest 'mówienie tego, co autorka chce usłyszeć', tylko ocena sytuacji. Mąż zataił duże oszczędności, pozwalając, by żona ponosiła lwią część kosztów utrzymania domu, bo żyła w przekonaniu, że on nie ma pieniędzy – to są fakty, a nie uprzejmości.
A w ogóle masz z tym jakiś problem, co ja piszę do kogo?

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Solaris napisał/a:
Legat napisał/a:
Molotok napisał/a:

Jestem na tym forum drugi raz w zyciu, a juz zdazylam zauwazyc z lubisz przylciec i nasrac w roznych tematach. Znajdz sobie zycie poza internetem.

Dzięki za uwagi na mój temat, o które nie prosiłem. smile
Niestety mam tak, że piszę jak ja to widzę, a nie tak jak ty chcesz usłyszeć. smile Założ sobie kółeczko adoracyjne, a nie piszesz na forum ogólnym, jeśli nie chcesz czytać komentarzy, które ci nie odpowiadają.

Nazywanie faktów po imieniu to nie jest 'mówienie tego, co autorka chce usłyszeć', tylko ocena sytuacji. Mąż zataił duże oszczędności, pozwalając, by żona ponosiła lwią część kosztów utrzymania domu, bo żyła w przekonaniu, że on nie ma pieniędzy – to są fakty, a nie uprzejmości.
A w ogóle masz z tym jakiś problem, co ja piszę do kogo?

No,ale Ty byś chciała oszczędzać kilka lat przed ślubem i odmawiać sobie wielu rzeczy,żeby później te oszczędzone pieniądze wydać na rachunki? ...bo to trochę tak wygląda jakby autorka naprawdę była zazdrosna o to,że on ma oszczędności,a ona nie ma. No nikt jej nie każe wydawać całej wypłaty na rachunki i życie mogą sobie podzielić po rowno 50/50 tak jak na początki napisałam i wtedy ona też będzie mogła sobie pieniądze odłożyć albo wydać na przyjemności. Swoją drogą to dziwne,że ona zarabia 2-3x więcej a nie ona ma oszczędności tylko jej mąż,który być może przy niskich zarobkach przez lata biedowal i odmawiał sobie przyjemności żeby oszczędzić. I co ma teraz te oszczędzone pieniądze wyciągnąć i np pomoc w spłacie kredytu? big_smile.....pieniędzy oszczędzonych nie powinno się ruszać na rachunki,bo żaden człowiek nie oszczędza po to,żeby spłacać rachunki xD tylko oszczędza na przyjemności i większe cele życiowe. Natomiast autorka mogła by wprowadzić tak,że licząc od zarobków to,ze wlasnie kazdy daje 50% tego co zarobi

50 Ostatnio edytowany przez Samba (2026-10-11 20:47:28)

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Molotok napisał/a:

Czulam sie zobowiazana, jako osoba lepiej zarabiajaca pokrywac "swoje" koszty sama i nie prosic o kase. W tzw miedzyczasie u meza w mieszkaniu trzeba bylo wymienic rury i to wiazalo sie ze duzymi kosztami - bral wiec nadgodziny i pracowal po nocach, zaniedbujac zycie domowe. Ani go w domu nie bylo dla mnie do rozmowy, ani do pomocy. Wiekszosc obowiazkow domowych zostala przerzucone na mnie - to ja ogarnialam pranie, sprzatanie, wyrzucanie smieci, gotowanie i musialam pamietac zeby jedzenie w lodowce bylo dla obu. Czulam i czuje sie przeciazona. Nigdy nie klocilismy sie o pieniadze, glownym problemem bylo jego zbyt male uczestnictwo w pracach domowych. Tlumaczylam sobie to jak zawsze


Woli zostawiac mnie sama z obowiazkami domowymi i pozwalac mi wiecej finansowo wkladac w ten zwiazek aby zapewnic sobie poczucie bezpieczenstwa. Sobie.

Czy "w tzw. międzyczasie" ona nadal woli zostawić ciebie samą z rachunkami i obowiązkami domowymi, skoro - jak rozumiem - się nie dopominasz?

Jak długo jesteście razem?

Podziel rachunki na pół i tyle. Rachunki dawniejsze już bym zostawiła w spokoju, w końcu to dziwnie brzmi - "zwróć mi za coś tam sprzed dwóch lat". Już pal to licho.

51

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

Jakie tutaj panie są materialistkami.

A teraz odwróćmy sytuację.
Co by było gdyby żona nie ujawniła oszczędności i latami była utrzymywana przez narzeczonego/męża.

Panie by biły brawo jak dobrze zrobiła.

A chłop by się cieszył, że ma oszczędności, a nie długi.

Ale dla niektórych Pań to pieniądze są najważniejsze.

Jasno widać, gdzie leżą priorytety u płci.

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Farmer napisał/a:

Jakie tutaj panie są materialistkami.

A teraz odwróćmy sytuację.
Co by było gdyby żona nie ujawniła oszczędności i latami była utrzymywana przez narzeczonego/męża.

Panie by biły brawo jak dobrze zrobiła.

A chłop by się cieszył, że ma oszczędności, a nie długi.

Ale dla niektórych Pań to pieniądze są najważniejsze.

Jasno widać, gdzie leżą priorytety u płci.

Ja bym krytykowala taka zone i inne kobiety tez pewnie

53 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2026-10-12 06:30:23)

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Farmer napisał/a:

Jakie tutaj panie są materialistkami.

A teraz odwróćmy sytuację.
Co by było gdyby żona nie ujawniła oszczędności i latami była utrzymywana przez narzeczonego/męża.

Panie by biły brawo jak dobrze zrobiła.

A chłop by się cieszył, że ma oszczędności, a nie długi.

Ale dla niektórych Pań to pieniądze są najważniejsze.

Jasno widać, gdzie leżą priorytety u płci.

Linia podziału, jak zawsze w takich dyskusjach, zależy od stosunku do bycia utrzymywanym/utrzymywaną. Solaris OIDP zawsze bardzo przychylnie podchodziła od idei faceta utrzymującego kobietę (niekoniecznie odwrotnie)  wink

W tym wypadku akurat zmiany finansowe powinny według mnie iść w kierunku, który opisałem w poprzednim poście (czyli zwiększenie jego wydatków na kwestie codzienne).

54

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Farmer napisał/a:

Jakie tutaj panie są materialistkami.

A teraz odwróćmy sytuację.
Co by było gdyby żona nie ujawniła oszczędności i latami była utrzymywana przez narzeczonego/męża.

Nie wiadomo czy latami. Może miesiącami? Autorka nie napisała jak długo ze sobą są.


Po drugie, w końcu jej o nich powiedział, więc można domniemać, że powiedzieć o tym zechciał. Czyli nie jest on tanim cwaniakiem, który chowa skarpetę z grosikami pięć metrów pod ziemią. Bo jak nie, to zabiorą. Jakieś zaufanie do żony jednak ma.

Po trzecie, Autorka raz pisze, że nie pomagał przez pewien okres, a później, że czuje się (w sensie że nadal) obarczona rachunkami i zadaniami.
Niech Autorka żadnego większego mieszkania nie kupuje, dopóki nie ustawi sobie chłopa z zadaniami domowymi, rachunkami i ze wszystkim innym tym, co tam jej zalega w gardle.

55

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Samba napisał/a:
Farmer napisał/a:

Jakie tutaj panie są materialistkami.

A teraz odwróćmy sytuację.
Co by było gdyby żona nie ujawniła oszczędności i latami była utrzymywana przez narzeczonego/męża.

Nie wiadomo czy latami. Może miesiącami? Autorka nie napisała jak długo ze sobą są.


Po drugie, w końcu jej o nich powiedział, więc można domniemać, że powiedzieć o tym zechciał. Czyli nie jest on tanim cwaniakiem, który chowa skarpetę z grosikami pięć metrów pod ziemią. Bo jak nie, to zabiorą. Jakieś zaufanie do żony jednak ma.

Po trzecie, Autorka raz pisze, że nie pomagał przez pewien okres, a później, że czuje się (w sensie że nadal) obarczona rachunkami i zadaniami.
Niech Autorka żadnego większego mieszkania nie kupuje, dopóki nie ustawi sobie chłopa z zadaniami domowymi, rachunkami i ze wszystkim innym tym, co tam jej zalega w gardle.

Niech autorka się wreszcie ogarnie, bo zostanie wkrótce rozwódką.

56

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Farmer napisał/a:
Samba napisał/a:
Farmer napisał/a:

Jakie tutaj panie są materialistkami.

A teraz odwróćmy sytuację.
Co by było gdyby żona nie ujawniła oszczędności i latami była utrzymywana przez narzeczonego/męża.

Nie wiadomo czy latami. Może miesiącami? Autorka nie napisała jak długo ze sobą są.


Po drugie, w końcu jej o nich powiedział, więc można domniemać, że powiedzieć o tym zechciał. Czyli nie jest on tanim cwaniakiem, który chowa skarpetę z grosikami pięć metrów pod ziemią. Bo jak nie, to zabiorą. Jakieś zaufanie do żony jednak ma.

Po trzecie, Autorka raz pisze, że nie pomagał przez pewien okres, a później, że czuje się (w sensie że nadal) obarczona rachunkami i zadaniami.
Niech Autorka żadnego większego mieszkania nie kupuje, dopóki nie ustawi sobie chłopa z zadaniami domowymi, rachunkami i ze wszystkim innym tym, co tam jej zalega w gardle.

Niech autorka się wreszcie ogarnie, bo zostanie wkrótce rozwódką.

No tak, lepiej jakby resztę życia spędziła w poczuciu niesprawiedliwości i stresie.
Nie wiem o jakie ogarnięcie ci chodzi i co ma to wspólnego z rozwodem, facetowi odpowiada taka jaka teraz jest obecnie, więc jak się ogarnie i postawi na swoim to prędzej zostanie rozwódką.
Bo teraz to tak wygląda, jakby facet się ożenił tylko po to, żeby mieć metę na okres remontu swojego mieszkania, zamiast myśleć o kupnie większego.
Czyli przeznaczyć na to swoje oszczędności + sprzedaż mieszkania autorki, a swoje by mógł sobie kiedyś dopieszczać w przyszłości, ja chcę je zostawić.

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
wieka napisał/a:
Farmer napisał/a:
Samba napisał/a:

Nie wiadomo czy latami. Może miesiącami? Autorka nie napisała jak długo ze sobą są.


Po drugie, w końcu jej o nich powiedział, więc można domniemać, że powiedzieć o tym zechciał. Czyli nie jest on tanim cwaniakiem, który chowa skarpetę z grosikami pięć metrów pod ziemią. Bo jak nie, to zabiorą. Jakieś zaufanie do żony jednak ma.

Po trzecie, Autorka raz pisze, że nie pomagał przez pewien okres, a później, że czuje się (w sensie że nadal) obarczona rachunkami i zadaniami.
Niech Autorka żadnego większego mieszkania nie kupuje, dopóki nie ustawi sobie chłopa z zadaniami domowymi, rachunkami i ze wszystkim innym tym, co tam jej zalega w gardle.

Niech autorka się wreszcie ogarnie, bo zostanie wkrótce rozwódką.

No tak, lepiej jakby resztę życia spędziła w poczuciu niesprawiedliwości i stresie.
Nie wiem o jakie ogarnięcie ci chodzi i co ma to wspólnego z rozwodem, facetowi odpowiada taka jaka teraz jest obecnie, więc jak się ogarnie i postawi na swoim to prędzej zostanie rozwódką.
Bo teraz to tak wygląda, jakby facet się ożenił tylko po to, żeby mieć metę na okres remontu swojego mieszkania, zamiast myśleć o kupnie większego.
Czyli przeznaczyć na to swoje oszczędności + sprzedaż mieszkania autorki, a swoje by mógł sobie kiedyś dopieszczać w przyszłości, ja chcę je zostawić.

Ale bez sensu piszesz xD. Ty gdybyś przed ślubem oszczędzała pieniądze na jakiś cel przy okazji zarabiając 2x mniej to rozumiem,że gdyby mąż odkrył Twoje oszczędności które sobie uzbieralas odejmujac sobie wielu przyjemności i rezygnujac z wielu zachcianek zakupowych (bo przy zarobkach męża autorki to on jeżeli tyle pieniędzy oszczędził to co miesiąc musiał żyć skromnie) to rozumiem że też byś oddala wszystkie swoje oszczędności na kupno nowego mieszkania(nawet wtedy jeżeli przez długi czas zbierałaś na coś innego)?  big_smile

Autorka to żyje w poczuciu zawiści,że on ma oszczędzone pieniądze,a ona nie ma przy okazji zarabiając 2- 3x więcej od niego

58

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku

Żyłam wiele lat z kimś kto zataił wszystkie informacje o swoich aktywach.
Ja wkładałam w ten związek 100% wszystko co do złotówki co zarobiłam przeznaczałam na rodzinę, on na inwestycje.
Po rozstaniu skończyło się tak, że on miał nieruchomosci o wartości kilkunastu milionów i spore ilości udziałów, akcji na kolejne. A ja z długami.
Bolało, bardzo bolało, bo ja wierzyłam że jesteśmy rodziną, poświęcałam swój czas na rodzinę, na pomaganiu w jego działalności.

To był ogromny błąd, nigdy więcej bym tak nie zrobiła.
Dziś sam to dostrzegł ile osiągnął dzięki mnie dlaczego dostrzegł? Bo nagle przestało się układać tak łatwo, ktoś już nie stał za tym, nie było bezpłatnego doradcy który wiele pomógł.

Wchodząc w ten związek byłam bardzo młoda, naiwna, dlatego jeśli już dziś czujesz że coś nie gra, to albo się dogadacie w co wątpię bo on nie ma w tym żadnego interesu albo trzeba się będzie rozstać.

Jedyne co mogę Ci doradzić to fakt, ze jeśli te jego oszczędności pochodzą z wynagrodzenie za pracę i nie macie rozdzielności majątkowej weszły w skład waszego majątku wspólnego, bo wypłacone wynagrodzenie stanowi majątek wspólny, czego wiele osób nie wie. Podobnie jak Twoje dużo wyższe wynagrodzenie w chwili wypłaty stanowi wasz majątek wspólny.

59 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2026-10-12 13:16:15)

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
minnie.89 napisał/a:

Jedyne co mogę Ci doradzić to fakt, ze jeśli te jego oszczędności pochodzą z wynagrodzenie za pracę i nie macie rozdzielności majątkowej weszły w skład waszego majątku wspólnego, bo wypłacone wynagrodzenie stanowi majątek wspólny, czego wiele osób nie wie. Podobnie jak Twoje dużo wyższe wynagrodzenie w chwili wypłaty stanowi wasz majątek wspólny.

Wątpliwe. Jeśli autorka zarabia 2 x więcej od świeżo upieczonego (to należy zaakcentować bo jest to ważne w tym kontekście) małżonka i jednocześnie uważa samochód za dobro luksusowe, to raczej świadczy o dwóch rzeczach:

1. Jej zarobki nie szybują na niebotycznym poziomie;
2. Co za powyższym idzie: mąż (świeżo upieczony, co jeszcze raz zaznaczę) raczej nie zgromadził równowartości "kawalerki w mniejszym mieście" w trakcie trwania tego małżeństwa, lecz zapewne przed wejściem w święty związek małżeński. Ergo: co najmniej lwia część z tych oszczędności nie stanowi wspólnego majątku.

A ból Minnie w pierwszej części jej posta bierze się stąd, że (jeśli autorka wątku jeszcze się nie domyśliła) nie była ona żoną; w przeciwnym razie (zwłaszcza przy wydziałach rodzinnych naszych sądów) mogłaby dziś zadzierać wyżej nosek niż zadzierała jak tu przyszła wink

60

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Nowe_otwarcie napisał/a:
minnie.89 napisał/a:

Jedyne co mogę Ci doradzić to fakt, ze jeśli te jego oszczędności pochodzą z wynagrodzenie za pracę i nie macie rozdzielności majątkowej weszły w skład waszego majątku wspólnego, bo wypłacone wynagrodzenie stanowi majątek wspólny, czego wiele osób nie wie. Podobnie jak Twoje dużo wyższe wynagrodzenie w chwili wypłaty stanowi wasz majątek wspólny.

Wątpliwe. Jeśli autorka zarabia 2 x więcej od świeżo upieczonego (to należy zaakcentować bo jest to ważne w tym kontekście) małżonka i jednocześnie uważa samochód za dobro luksusowe, to raczej świadczy o dwóch rzeczach:

1. Jej zarobki nie szybują na niebotycznym poziomie;
2. Co za powyższym idzie: mąż (świeżo upieczony, co jeszcze raz zaznaczę) raczej nie zgromadził równowartości "kawalerki w mniejszym mieście" w trakcie trwania tego małżeństwa, lecz zapewne przed wejściem w święty związek małżeński. Ergo: co najmniej lwia część z tych oszczędności nie stanowi wspólnego majątku.

A ból Minnie w pierwszej części jej posta bierze się stąd, że (jeśli autorka wątku jeszcze się nie domyśliła) nie była ona żoną; w przeciwnym razie (zwłaszcza przy wydziałach rodzinnych naszych sądów) mogłaby dziś zadzierać wyżej nosek niż zadzierała jak tu przyszła wink

Nei mam czego żałować, bo jednak aktualnie wiedzie mi się bardzo dobrze i nie mam żadnych powodów na narzekań wink i skąd wiesz że święty związek małżeński może wyłącznie ślub cywilny

61

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
minnie.89 napisał/a:

Żyłam wiele lat z kimś kto zataił wszystkie informacje o swoich aktywach.
Ja wkładałam w ten związek 100% wszystko co do złotówki co zarobiłam przeznaczałam na rodzinę, on na inwestycje.
Po rozstaniu skończyło się tak, że on miał nieruchomosci o wartości kilkunastu milionów i spore ilości udziałów, akcji na kolejne. A ja z długami.
Bolało, bardzo bolało, bo ja wierzyłam że jesteśmy rodziną, poświęcałam swój czas na rodzinę, na pomaganiu w jego działalności.

To był ogromny błąd, nigdy więcej bym tak nie zrobiła.
Dziś sam to dostrzegł ile osiągnął dzięki mnie dlaczego dostrzegł? Bo nagle przestało się układać tak łatwo, ktoś już nie stał za tym, nie było bezpłatnego doradcy który wiele pomógł.

Wchodząc w ten związek byłam bardzo młoda, naiwna, dlatego jeśli już dziś czujesz że coś nie gra, to albo się dogadacie w co wątpię bo on nie ma w tym żadnego interesu albo trzeba się będzie rozstać.

Jedyne co mogę Ci doradzić to fakt, ze jeśli te jego oszczędności pochodzą z wynagrodzenie za pracę i nie macie rozdzielności majątkowej weszły w skład waszego majątku wspólnego, bo wypłacone wynagrodzenie stanowi majątek wspólny, czego wiele osób nie wie. Podobnie jak Twoje dużo wyższe wynagrodzenie w chwili wypłaty stanowi wasz majątek wspólny.

Oszczędności zgromadzone przed ślubem, nie wchodzą do majątku wspólnego, tak jak ich mieszkania. A są świeżo po ślubie.

Niestety, za naiwność trzeba płacić.

62

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
minnie.89 napisał/a:

Nei mam czego żałować, bo jednak aktualnie wiedzie mi się bardzo dobrze i nie mam żadnych powodów na narzekań wink

I dlatego właśnie wspominasz jak bardzo bolało...



minnie.89 napisał/a:

i skąd wiesz że święty związek małżeński może wyłącznie ślub cywilny

Minnie, to była mieszanka patosu i drwiny, a nie przekonanie że jedynym słusznym związkiem jest ten zawarty w obecności klechy.  wink

Nie zmienia to faktu, że którego byś nie wybrała, to i tak go nie miałaś; gdybyś miała papierek, to co najmniej kilka z tych nastu baniek byłoby twoje, a i wspomnienia o byłym byłyby cieplejsze, bo taka osłoda na rozstanie też piechotą nie chodzi  wink

Autorka jest jednak w innej sytuacji; trochę się wkopała, ale jeszcze prawie wszystko jest do uregulowania, a i jej kwestie majątkowe są do uratowania i to bez rozwodu. Zobaczymy czym się skończą negocjacje z mężem.

63

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
wieka napisał/a:

No tak, lepiej jakby resztę życia spędziła w poczuciu niesprawiedliwości i stresie.
Nie wiem o jakie ogarnięcie ci chodzi i co ma to wspólnego z rozwodem, facetowi odpowiada taka jaka teraz jest obecnie, więc jak się ogarnie i postawi na swoim to prędzej zostanie rozwódką.


Ja myślę, że mąż Autorki długo nie wytrzyma z żoną, która tyle więcej od niego zarabia, zdaje się, że to nie jest na męską ambicję. Czy ona go ogarnie, czy też nie.

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Samba napisał/a:
wieka napisał/a:

No tak, lepiej jakby resztę życia spędziła w poczuciu niesprawiedliwości i stresie.
Nie wiem o jakie ogarnięcie ci chodzi i co ma to wspólnego z rozwodem, facetowi odpowiada taka jaka teraz jest obecnie, więc jak się ogarnie i postawi na swoim to prędzej zostanie rozwódką.


Ja myślę, że mąż Autorki długo nie wytrzyma z żoną, która tyle więcej od niego zarabia, zdaje się, że to nie jest na męską ambicję. Czy ona go ogarnie, czy też nie.

Tym chlopom to nie dogodzisz kobieta siedzi w domu i nie zarabia -źle,pójdzie do pracy zarabia to jeszcze gorzej.... jeszcze się taka nie urodziła co by chłopu dogodziła big_smile

65

Odp: Prosze o rade - finanse w zwiazku
Julia life in UK napisał/a:

Tym chlopom to nie dogodzisz kobieta siedzi w domu i nie zarabia -źle,pójdzie do pracy zarabia to jeszcze gorzej.... jeszcze się taka nie urodziła co by chłopu dogodziła big_smile

No to ci się zrymowało Julka :-)

Posty [ 1 do 65 z 66 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Prosze o rade - finanse w zwiazku

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024