Pierwszym moim odruchem w tym temacie było "nie no, co mi będzie chłop lekarza wybierał", ale potem się zastanowiłam i doszłam do wniosku, że w sumie, jeśli powiedziałby mi tak po ludzku, bez pretensji, że mu dziwnie z faktem, że inny facet ma mi tam zaglądać, to... po prostu poszłabym do babki. Oczywiście pod warunkiem, że byłaby jakaś sensowna ginekolożka w okolicy, bo na przykład w moich rodzinnych stronach dominowali ginekolodzy mężczyźni.
Niby można to określić jako jakąś formę kontroli, ale żadna krzywda by mi się nie stała, to nie żadne wielkie poświęcenie, żeby ze dwa razy w roku pójść na rękę swojemu mężczyźnie. Chyba że miałby generalnie pierdolca i chciał mi wszystko w życiu wybierać.
Aczkolwiek nie rozumiem tych tekstów o zboczeniu ginekologów. Tym bardziej, że masa z nich ogląda w dużej mierze starsze panie. Niekiedy na korytarzu ze mną siedziały prawie tylko emerytki. Poza tym ginekolog prowadzi kobietom ciąże, więc może po prostu chce dbać o to, by dzieci przychodziły na świat zdrowe i żeby ich matki były zaopiekowane będąc w tak zwanym błogosławionym stanie? Może to go skłoniło do wybrania ginekologii? Po co z góry zakładać, że stało za tym coś nikczemnego? Bezsensu.
Tylko za czasów nastoletnich słyszałam czasem, jak jakiś kolega sobie bajał, że on zostanie ginekologiem, bo wtedy będzie całymi dniami oglądał cipki, ale te fantazje się kończyły, gdy dorastał i docierało do niego, że to niekoniecznie taki "rarytas", jak trzeba badać kobiety w wieku własnej matki lub babki, z grzybicą i innymi "cudownościami".