bagienni_k napisał/a:Muqin
Ok, masz rację - najistotniejszy jest praktyczny aspekt wymienionych czynności.
Zatem końcowy efekt będzie najistotniejszy, gdyż o to nam przecież chodzi
Wiadomo też, że ciężko rozprawiać o wielu kwestiach czysto teoretycznie, bo zbyt wiele czynników gra tutaj rolę.
To, co mnie zaciekawiło, to odmienność w podejściu do danej czynności u dwojga uczestników wydarzenia, związanego z rozwiązaniem określonego problemu. Zatem oboje potraficie naprawić kran - spoko. Interesujące jest podejście partnera, kiedy wie, że Ty też umiesz sobie poradzić. Może u faceta to wynikać z poczucia pokazania swojej UŻYTECZNOŚCI I ZARADNOŚCI (nie tylko zaspokojenia swoich potrzeb, związanych z chęcią do wykonania tej czynności - bo to lubi) lub opiekuńczości. Zatem nawet, jeśli być powiedziała, że chcesz się tym sama zająć, on będzie walczył, aby to jednak samemu zrobić. Chce się pokazać, jako "opiekuńczy" i zaradny facet. Jeśli zaś tego nie potrafisz zrobić, to nawet się nie zająknie: " A może być spróbowała, pokażę Ci, jak to się robi
", lecz błyskawicznie przejmie stery..?
Analogicznie, podobna sytuacja może nastąpić w przypadku kobiety, która się wyrywa, aby coś tam wykonać.
Zatem ustalenia to jedno, zaś chęci, pragnienia czy konieczność w odniesieniu do danej czynności, to już inna bajka.
Wszystko wskazuje na to, że w wielu przypadkach rozchodzi się o subtelną grę, maskowaną przez wcześniejsze ustalenia, gdzie każdy chce się pokazać z jak najlepszej strony. Wykonywanie czegoś na zasadzie "raz Ty, raz ja" może nie będzie dożywotnią gwarancją sukcesu, leczy czy w ogóle się nie nadaje do żadnego użytku? Osobiście uważam, że można spróbować, zamiast z góry wykluczać.
Inna sprawa, jeśli ktoś sądzi, że powinien coś umieć, ale niekoniecznie to lubi, tylko sądzie, że powinien posiąść tę umiejętność, skoro ma z tym do czynienia. Sam nie lubię odkurzać, czy zatem mam polegać na partnerce, niezależnie od tego, czy ona to lubi czy też nie? Nie przepadam, lecz jeśli widzę, że się robi syf, to odkurzam, więc na dłuższą metę nie warto pewnych rzeczy sztywno ustalać, bo niejednokrotnie potrzeba wykonania czegoś wychodzi nagle.
Jestem wychowany w takim podejściu, że powinno się umieć ogarnąć wszystko wokół siebie w domu, wykonując je regularnie.
Nawet jeśli się tego nie lubi
Zatem ciężko, aby jakiekolwiek ustalenia lub umowy cokolwiek zmieniły, jak się ma coś we krwi.
No owszem, zależy nam na efekcie końcowym.
Z twoim tym zaciekawieniem to kurczę, poziom wnikania w aspekty psychologiczne osiągnąłeś wysoki, w życiu się chyba nad tym nie zastanawiałam tak wnikliwie
Czy on mi pokazuje swoją użyteczność, czy mu się instynkt opiekuńczy uruchamia, a może jedno i drugie i trza zbadać w jakich proporcjach? Jakbym tak miała się nad wszystkimi prozaicznymi duperelami bieżącej codzienności zastanawiać to bym chyba oszalała, a jaki z tego pożytek? W jakiś sposób przyśpiesza i usprawnia wymienienie uszczelki?
On będzie walczył ze mną, żeby tą uszczelkę wymienić, a mnie nie dopuścić? Do walki trzeba co najmniej dwóch stron, jeśli ja nie walczę to nie miałby z kim, czyż nie? . A skoro on coś lubi robić , ja sobie walkę odpuszczam programowo, bo po co mam walczyć? i o co? O jakieś chore pokazywanie, ze umiem? Umiem to umiem, udowadniać tego nie muszę.
Nawet się nie zająknie itd... w odniesieniu do mnie (choć czysto teoretycznie) to słusznie się nie zająknie, albowiem znając mnie wie, że jeśli ja się chcę czegoś nauczyć to to robię, jeśli potrzebuję pomocy/instrukcji to komunikuję wprost, a jeśli nie chcę namawianie mnie ma skuteczność zerową połączoną z ryzykiem, ze warczeć zacznę. Ale to wiesz, zawsze na konkrecie - są tacy, co lubią być namawiani czy zachęcani, ja akurat nie lubię. Każdy ma jakąś instrukcję obsługi
ja nie znoszę, jak mi ktoś nawet sugeruje, że "powinnam się czegoś nauczyć, powinnam coś zrobić itpd.", alergię lekką mam na "powinnaś". Ogniem z marszu nie zionę, ale wewnętrznie się jeżę i niezwłocznie przestaję współpracować, albowiem sama wiem, co ewentualnie powinnam czy czego chcę się nauczyć. Jestem natomiast podatna na "proszę, zależy mi".
Opcja "raz ty, raz ja" jest również czasem naturalna, rzecz w tym, żeby była właśnie naturalna, bo pewne rzeczy same wychodzą w praktyce, a że życie jest dynamiczne to im więcej elastyczności tym lepiej całość działa. Zauważ, ze ta nasza badana tak wnikliwie sytuacja z uszczelką, gdyby ją ukonkretnić ma niesamowicie dużo dodatkowych aspektów. Nawet jeśli osoby te same , usterka ta sama i czynności do wykonania też - cala reszta może się bardzo różnić i pożądany cel może zostać zrealizowany być na ileś sposobów. Także w wersji "on umie, ona też umie a uszczelkę naprawi pan Jasio wezwany telefonicznie i za opłatą naprawi".
Jeśli nie lubisz odkurzać najpierw sprawdź, czy dla partnerki odkurzanie nie jest aby akurat tą czynnością, którą ona lubi. Bo jeśli lubi - w naturalny sposób będzie to robić sama z siebie i z upodobaniem. Bo lubi. Toż nie musisz jej udowadniać, ze umiesz. Jak będzie chora czy zajęta - odkurzysz bez marudzenia i problem przestaje istnieć w sposób naturalny. W wersji "raz ty raz ona" zaś ona ma mniej czegoś, co lubi, a ty dostajesz coś, czego nie lubisz. Ma to sens? Można zapytać wprost, znakomicie działa
Jeśli oboje nie lubicie - jakoś to odkurzanie trzeba ustalić, opcjonalnie zmniejszając ilość. Nie lubię prasować - praktycznie nie używam ciuchów wymagających prasowania i tak też można. Nie lubię odkurzać - minimalizuję to, co odkurzania wymaga. Nie znoszę wycierania kurzu - nie mam durnostojek, książki w oszklonym czymś itd. Nie lubię myć okien - tego się nie robi co tydzień, czasem lepiej per saldo wynająć kogoś do umycia niż zmuszać się do wykonywania czegoś, czego się nie znosi robić, humor się ma lepszy.
Ludzie, Bagienni-k są różni. Także w tym dbaniu w chorobie. Są i tacy, co wolą niczym chore koty zaszyć się samotnie i przejawy troski ich męczą. Wiesz, tak ogólnie to warto poznać instrukcję obsługi tego konkretnego partnera czy partnerki miast próbować znaleźć jakieś uogólnienia. Każdy związek to konkret. A komunikacja wprost potrafi czynić cuda.
Masz racje, w związek wchodzą dwie odrębne osoby, ze swoimi przyzwyczajeniami, nawykami, skryptami z dzieciństwa i całym pakietem odmienności. Okazywanie komuś bliskości i troski to IMHO należy dostosować do potrzeb danej osoby, nie swoich, bo to jest obszar ""daję", a nie "biorę". Dawać komuś coś, czego ten ktoś ewidentnie nie chce to raczej chyba wmuszanie jest.
Masz też rację - nie da się kogoś zmienić. Natomiast człowiek może zmienić siebie oraz swoje podejście do czegoś. Nie dlatego, że ktoś na nim to wymusi, tylko dlatego, że sam chce i uzna za sensowne.
Jeśli jesteś chłodny i zdystansowany to nie jest przeszkodą do bycia w udanym związku, bo są i kobiety, dla których to akurat nie problem. Natomiast tak jak cię czytam to brak elastyczności i wizja 50/50 jako jedyna dopuszczalna wersja... powiedzmy zniechęca i to mocno. Możliwe, że związek nie dla ciebie, co najwyżej relacja, w relacji takie 50/50 zapewne da się zrealizować, w związku ze wspólnym zamieszkaniem już nie za bardzo, bo związek z natury swojej to zależności liczne.