Muqin
Owszem, znajomość trwa blisko 20 lat a nic się nie zmieniło.
Kilka razy próbowałem zwracać delikatnie uwagę, odnośnie pomocy w takich typowych sprawach, jak asysta przy przygotowywaniu posiłku czy innych czynności, dotyczących niejako mnie, jako gościa. Oczywiście nie wchodzę od razu nikomu z miejsca bez pozwolenia do kuchni
Za każdym razem jest to poprzedzone pytaniem czy prośbą, jednak tylko w jego wypadku, od lat trwa swego rodzaju upór. Nie zmienia to pewnie za bardzo sytuacji, że te wszystkie mieszkania, w jakich miałem okazję gościć, były przez niego wynajmowane, z czego wynika, że nie jest to jego swoista ostoja - sam się do tego wielokrotnie przyznawał. Tak czy inaczej, jest on jedyną osobą, reagującą w ten sposób. Co ciekawe, osoby, które znam dużo krócej( a jednocześnie one znają mnie w miarę dobrze) przejawiają w tym dużo większe ustępstwa. Zawsze uważałem, że dłuższa znajomość niejako automatycznie rozluźnia więzy między ludźmi, gdzie działać to powinno w OBIE strony, co sprawia, że pozwalają sobie na więcej luzu.
W tym wypadku jest inaczej, niestety..
Dlatego też celowo unikam od dłuższego czasu spotkań w jego mieszkaniu, widując się z nim okazjonalnie na mieście, gdyż uważam to za najbardziej neutralne. Ostatni raz byłem u niego na mieszkaniu ładnych parę lat temu
Co do związku, wiadomo, iż w przypadku określonych kwestii łatwiej ulec niż w innych - zależy, co akurat bywa dla nas ważne a z czego jesteśmy w stanie łatwiej zrezygnować lub "nagiąć" swoje nawyki. Mało kto zaś potrafi zrezygnować od razu i niemal całkowicie ze swojej indywidualności, będąc gotowym na stworzenie tej wspólnoty, jaką tworzą ludzie w związku. Im dłużej się jest samemu, tym bywa z tym gorzej. Tym bardziej, jeśli pod pewnymi względami odbiegamy od owego stereotypowego obrazu, jaki gdzieś tam, w przestrzeni publicznej i wyobrażeniach ludzkich ukształtował się odnośnie każdej niemal dziedziny życia.
Inna sprawa, to pewne związkowe rytuały lub wspólna przestrzeń, którą obie osoby użytkują czy też realizują. Tak samo, jak pamięć o tym, co partner lubi i jakie ma przyzwyczajenia. Akurat pamiętam pewne drobnostki, które Jej sprawiały przyjemność, chociaż wydawać by się mogły całkiem błahe - jak choćby ulubiony napój, utwór czy aktywność. Takie drobne gesty cementowały więź, choć nie było łatwo od razu wejść w ów tryb, kiedy wcześniej, przez większość czasu, człowiek był skupiony na sobie.
Odnośnie schematów:
Stereotypowo nie powinienem być uważany za typowego faceta, bo np. nie przepadam za rywalizacją zawsze, wszędzie, z każdym i niemal na każdym polu. Idąc dalej: nie mam totalnego pier***lca na punkcie motoryzacji ani nie ślinię się do losowych "panienek" na portalach społecznościowych. Nie oglądam namiętnie rozgrywek sportowych a poza tym nie uważam, że w każdym wypadku należy stosować od razu rozwiązania siłowe czy agresywne. Utarły się takie stereotypy dość dawno, nieprawdaż? O dziwo, jeszcze w pewnym stopniu ciekawi mnie polityka, ekonomia czy gospodarka. Całe szczęście przepadam za robotami, uważanymi za typowo męskie lub majsterkowaniem
Jako, że nasz gatunek jest uważany za rozumny, od zawsze sądziłem, że ów organ, zwany cerebrum
powinien odgrywać w naszym życiu największą rolę, reszta powinna być przyprawą, tym dodatkiem, nie zaś głównym składnikiem.
Cóż, okazałoby się pewnie niejednokrotnie, że wielu osobom nie pasuje do obrazka ![]()
