paslawek napisał/a:Solaris napisał/a:To się Paslawek rozkręcił
Trzeba młodzież edukować
Już widzę ich miny jak wstaną
(i przeczytają)Koralina aż zaniemówiła
![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy wykonujecie takie czynności dla swoich mężów ?
Strony Poprzednia 1 … 8 9 10 11 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
paslawek napisał/a:Solaris napisał/a:To się Paslawek rozkręcił
Trzeba młodzież edukować
Już widzę ich miny jak wstaną
(i przeczytają)Koralina aż zaniemówiła
![]()
Podobne tematy
Skoro chorujesz "na stojąco", to ok. Zastanawiam się natomiast, czy te wszystkie żarciki o zdychających facetach przy stanie podgorączkowym są choć w minimalnym stopniu uzasadnione..?
To zależy czy się choruje z gorączką czy bez. Większość facetów bardzo kiepsko znosi podniesioną temperaturę i to jest akurat czysta biologia. Póki nie mam podniesionej temp jest ok. Jak tylko zaczyna być 37,5 to jestem wyautowany. Przesypiam 16-20h a potrafię usnąć wtedy choćby i siedząc na kiblu.
Równie dobrze można tak samo podejść do odmiennych zainteresowań, hobby czy czegokolwiek u obu partnerów: skoro jesteś z kimś, to jesteś gotów dla kogoś bezwiednie z czegoś zrezygnować albo przeciwnie - zacząć coś robić? Potrafiłbyś cokolwiek poświęcić dla dobra swojej relacji z nią? Czy raczej ile/jak dużo byłbyś gotów poświęcić? Z czegoś, co jest ważne wyłącznie dla Ciebie.. Zakładamy, że partnerzy nie muszą jednak każdej wolnej chwili spędzać razem ani nie interesować się praktycznie tym samym.
To tylko pytanie, nie ocena smile
Ale to pytanie najwięcej mówi o tobie. W zdrowym związku nie musisz z niczego rezygnować.
KoralinaJones napisał/a:Otwieracz do słoików, no po prostu mega sexy
. Super dowód na to, że plastikowy gadżet może zastąpić ten słodki widok, kiedy facet po prostu bierze słoik i go odkręca, a my możemy nacieszyć oko widokiem mocnych dłoni i ramion
. Świat schodzi na psy.
Gorzej jak się trafi taki zamknięty na amen słoik, dasz chłopu, ten napina bicka, kręci, a tu klops
Z takimi słoikami to jak z babkami - zaczynasz od pieszczotliwego klepnięcia w zadka ![]()
Mrs.Happiness napisał/a:KoralinaJones napisał/a:Otwieracz do słoików, no po prostu mega sexy
. Super dowód na to, że plastikowy gadżet może zastąpić ten słodki widok, kiedy facet po prostu bierze słoik i go odkręca, a my możemy nacieszyć oko widokiem mocnych dłoni i ramion
. Świat schodzi na psy.
Gorzej jak się trafi taki zamknięty na amen słoik, dasz chłopu, ten napina bicka, kręci, a tu klops
Z takimi słoikami to jak z babkami - zaczynasz od pieszczotliwego klepnięcia w zadka
Pieszczotliwy nie poluzni zakrętki. Czasem mnie ręka od tego walenia boli jak sie uparty słoik trafi
Pieszczotliwy nie poluzni zakrętki. Czasem mnie ręka od tego walenia boli jak sie uparty słoik trafi
oj tam, oj tam ![]()
bagienni_k napisał/a:W odniesieniu do mnie, to akurat uogólniłeś, bo ze mną jest problem w tym właśnie, że ciężko mi jest "brać" nie zaś "dawać".
Totalnie tego nie kupuję po tym, co tutaj pisałeś. Ani trochę nie jawisz się jako mężczyzna, który jest skłonny dawać więcej niż brać. Sorry, ale te wszystkie teksty o „wszystko na pół” sugerują coś zgoła innego.
Też tak to widzę. Raczej jestem skłonny uwierzyć, że tylko tyle daje ile samemu bierze. Żeby było "sprawiedliwie" i "po równo".
Motywacja "robię coś, żeby on się poczuł męsko" do mnie kompletnie nie przemawia.
Na tyle obecnie znam siebie, że jestem w stanie ten punkt instrukcji obsługi mojej osoby wyartykułować wprost, ale to dopiero od jakiegoś czasu to o sobie wiem na pewno. Ileś lat kombinowałam, że może mi to potrzebne tylko mam jakieś blokady. Przeszłam na pozycję "mój model tak ma" i ulżyło, krzywdy tym nikomu nie robię.
Bo jesteś....stara. W takim sensie, że jak kształtowała się twoja osobowość, to wzorce były kompletnie inne niż obecnie. Nie były takie rozmyte i niewyraźne jak obecnie. Aczkolwiek jak sama widzisz - coś tam i tak "kombinowałaś". A gdzieś tam w międzyczasie też pisałaś o sobie jako o "samotnej mamie".
Dziś mówi się o kryzysie męskości i kryzysie kobiecości (ogólnie można powiedzieć, że jest kryzys tożsamości), co spaczył m.in nowoczesny turbo feminazizm i epidemia samotności.
Dla 999 jestem może i dziwadłem, a ten tysięczny w zachwyt wpada, bo mu akurat to we mnie pasuje. Jako żem monogamiczna jeden mi całkowicie wystarcza.
Podsumowanie tego typu jest komiczne. Bo najpierw mówisz, że coś tam do ciebie nie trafia, coś tam negujesz, aby podsumować, ze jednak świat właśnie działa według tego zanegowanego prawidła i tylko ty sama z tego prawidła obecnie wypadasz, choć kiedyś i tak próbowałaś się w to wpasować. No jak się jest w wieku okołoemerytalnym to i tak to bywa.
Oj, Jack...jak zwykle po wierzchu za to kategorycznie.
Wzorce ogólne w czasach kształtowania zrębów czy tam fundamentów szeroko pojmowanej osobowości za mojego dzieciństwa i dorastania owszem, były społecznie inne. Ale jak wiemy najsilniej jednak wdrukowują się wzorce najbliższe, znane czyli rodzinne. Które powielamy, powielamy z modyfikacjami albo usilnie próbujemy nie powielić.
No a ja miałam w tych wzorcach rodzinnych solidnie nietypowo w wielu powodów. Rodzina liczna, co jeden to silna indywidualność i większość od tego społecznie powszechnego wzorca odbiegała mniej lub bardziej. Innymi słowy od zarania obserwowałam, że różnie to bywa z tymi małżeństwami, modelami rodzinnego życia i wychowywaniem potomstwa. Jedno co na pewno z tego rodzinnego galimatiasu wyniosłam to to, że w sprawie związku/małżeństwa kwestia "co ludzie powiedzą" jest powiedzmy umiarkowanie istotna, albowiem to ja za mąż wychodzę, a nie jacyś ludzie.
Koncepcji "robię coś (świadomie) żeby on się poczuł męsko" w moich wzorcach rodzinnych nie było. Robię coś, żeby on się poczuł fajnie/dobrze/żeby mu sie igraszek zachciało owszem, samo sformułowanie "poczuł męsko" do mnie nie przemawia, bo tego we wzorcach rodzinnych nie obserwowałam. Wiedziałam, że ludzie tak czynią, owszem. Ale nie widziałam powodu, żeby powielać, skoro obok miałam inny wzorzec, a że żyli zgodnie przez lat 49 do śmierci ojca najwyraźniej da się bez tego "poczuł męsko" czy "poczuła kobieco". Możliwe iż rzecz w samych słowach męsko/kobieco.
Oczywiście, że kombinowałam. Wzorce i te rodzinne i te społeczne zwykle w dorosłości się ocenia, weryfikuje, modyfikuje. Też to robiłam.
Owszem, moje pierwsze małżeństwo zakończyło się rozwodem. To planowane nie było, zwykle się w takim czasie człek zastanawia, czemu mianowicie miast wielkiej szczęśliwości wyszła katastrofa, to i ja się zastanawiałam. Nad przyczynami rozwodu między innymi. Brałam wtedy pod uwagę także rozliczne przyczyny po mojej stronie. Sporo się wtedy o samej sobie dowiedziałam no i wyszło mi co wyszło. Owszem, przyczyny i po mojej stronie były, ale nie akurat blokady z omawianego pakietu.
Samotną matką byłam tak ze 2,5 roku po rozwodzie. Czyli na tyle długo, żeby mieć pojęcie, jak to jest być samotną matką i na tyle krótko, żeby był to okres przejściowy ewidentnie. Potem się pojawił drugi mąż, ileś lat życia w związku, potem ślub cywilny.
O kryzysie męskości i kobiecości mówiło się też w latach 20-tych i 30-tych ubiegłego wieku, serio. Oczywiście realia były inne, ale że się mówiło to wiem, babcia opowiadała. Jasne, teraz się mówi więcej, głośniej i podpiera rozlicznymi badaniami celem dodania naukowej podbudowy. Tyle że o ile problemy z dzietnością czy liczbę małżeństw/rozwodów to się na liczbach da pokazać, o tyle zarówno "męskość" jak i "kobiecość" policzyć się nie dają. A już kryzys tożsamości to istny samograj.
Dla 999 jestem może i dziwadłem, a ten tysięczny w zachwyt wpada, bo mu akurat to we mnie pasuje. Jako żem monogamiczna jeden mi całkowicie wystarcza.
Podsumowanie tego typu jest komiczne. Bo najpierw mówisz, że coś tam do ciebie nie trafia, coś tam negujesz, aby podsumować, ze jednak świat właśnie działa według tego zanegowanego prawidła i tylko ty sama z tego prawidła obecnie wypadasz, choć kiedyś i tak próbowałaś się w to wpasować. No jak się jest w wieku okołoemerytalnym to i tak to bywa.
Szczerze mówiąc chyba zwyczajnie nie rozumiem, o co ci chodzi. Świat wprawdzie jakimiś regułami zapewne się rządzi, relacje międzyludzkie też, w tym te bliskie, ale żeby istniały jakieś reguły ściśle obowiązujące dla wszystkich to szczerze wątpię, bo to psychologia, socjologia i parę innych dyscyplin naukowych, a nie nauki ścisłe. A w odniesieniu do dwuosobowych bliskich relacji w grę wchodzi także bardzo silna indywidualizacja o niewiarygodnym stopniu skomplikowania. Równolegle do ewentualnych jakichś tam prawideł i dających się w skali makro wyodrębnić schematów.
Miejscami różnię się od tzw. statystycznej kobiety w stopniu zauważalnym. Zatem chętnych na bliską relację ze mną statystycznie jest jak sądzę mniej niż gdybym mniej odbiegała. W życiu nie szukałam partnera, mnie się jakoś tak pojawiali sami z siebie i wcale nie wykluczam, że to czysty przypadek, los czy jak by to zwać. W aktywnym szukaniu partnera wprawy nijakiej nie mam i doświadczenie własne w okolicach zera.
Wzorce ogólne w czasach kształtowania zrębów czy tam fundamentów szeroko pojmowanej osobowości za mojego dzieciństwa i dorastania owszem, były społecznie inne.
![]()
Koncepcji "robię coś (świadomie) żeby on się poczuł męsko" w moich wzorcach rodzinnych nie było. Robię coś, żeby on się poczuł fajnie/dobrze/żeby mu sie igraszek zachciało owszem, samo sformułowanie "poczuł męsko" do mnie nie przemawia, bo tego we wzorcach rodzinnych nie obserwowałam.
A czy psychologicznie kastrowanemu facetowi będzie się cokolwiek chcieć? Czy kobiecie, która musi matkować swojemu facetowi lub takiej, która wiecznie musi nosić spodnie w swoim związku to będzie się cokolwiek chcieć poza zmianą partnera? Żadna kobieta nie będzie patrzeć z pożądaniem na swojego partnera, jak nie będzie widzieć w nim mężczyzny. I to nie byle jakiego - ale tego konkretnego mężczyzny. I vice versa.
O kryzysie męskości i kobiecości mówiło się też w latach 20-tych i 30-tych ubiegłego wieku, serio.
I nie bez przyczyny jak się popatrzy na ówczesne przemiany społeczne.
Obecnie są też dowody naukowe ku temu. W postaci drastycznego spadku ilości testosteronu, ilości plemników, czy powolnego rozpadu społeczeństwa (zachodniego).
Szczerze mówiąc chyba zwyczajnie nie rozumiem, o co ci chodzi.
Z jednej strony negujesz istnienie pewnych zjawisk, aby ostatecznie przyznać, że jesteś "wyjątkiem". No skoro uznajesz się za wyjątek to w pierwszej kolejności musisz dostrzegać tą normę, te prawidła, które niby ciebie nie obejmują. A tymczasem chodzi po prostu o to, że jesteś stara. I nie jest to przytyk tylko chodzi o kompletnie inną rzeczywistość w jakiej tobie przyszło żyć i w jakiej żyją obecni 20-40latkowe. To nie ta dynamika świata, nie ten stres i presja.
Miejscami różnię się od tzw. statystycznej kobiety w stopniu zauważalnym.
Nie jestem taka jak wszystkie. Bo żaden z nas nigdy tego nie słyszał.
Czyżby wszystkie słoiki zostały już otwarte?
Sposób to sprawa drugorzędna, ważne, że zostały otwarte ![]()
Czyżby wszystkie słoiki zostały już otwarte?
Sposób to sprawa drugorzędna, ważne, że zostały otwarte
Jakby wszystkie były otwarte, nie było jak udowadniać swojej męskości
Gdzież to Panie teraz by znalazły swojego rycerza, który by im pokazywał swoją siłę i opiekuńczość, otwierając słoik i z ogórkami czy dżemem ![]()
Także, piłka pewnie jeszcze w grze.
Sam zacznę otwierać gorącą parą, tak dla odmiany
Muqin Celny strzał! Uderzyłaś w dość ważny punkt, więc zapewne zaraz usłyszysz, że jednak z Tobą jest coś mocno nie tak, skoro jesteś "inna".
Celny strzał! Uderzyłaś w dość ważny punkt
Co jest tym celnym strzałem i ważnym punktem?
I w czym ona jest niby inna? Przecież jest do bólu standardowa. Pisze dokładnie to samo co każda (ex)samotna mama, rozwódka i kobieta w wieku przedemerytalnym.
bagienni_k napisał/a:Celny strzał! Uderzyłaś w dość ważny punkt
Co jest tym celnym strzałem i ważnym punktem?
I w czym ona jest niby inna? Przecież jest do bólu standardowa. Pisze dokładnie to samo co każda (ex)samotna mama, rozwódka i kobieta w wieku przedemerytalnym.
Js tak nie pisze jak ona,wiele kobiet też nie- także mów i pisz za siebie
Ależ Jack oczywiście, jestem z pewnego punktu widzenia także bardzo podobna do wielu kobiet. Bez przesady z tą innością.
Od statystycznej kobiety tu i ówdzie odbiegam, ale tu i ówdzie niespecjalnie. Jeżeli twoim zdaniem jestem typowa do bólu - oczywiście MASZ RACJĘ, o Wielki Nauczycielu, gotowa jestem zgodzić zawsze i chętnie, absolutnie oraz totalnie, odkrywasz przede mną nowe światy i rozświetlasz mroki mej ignorancji oraz niewiedzy. Jako Krynica Mądrości Wszelakiej jak wiadomo wiesz WSZYSTKO i rację masz ZAWSZE, także wtedy, gdy twierdzisz, że etyka nie ma nic wspólnego z filozofią. ![]()
To, że mi sporo ludzi w życiu powiedziało, żem miejscami nietypowa niniejszym wymazuję z pamięci, wszyscy ludzie znający mnie w realu, znający moje życie z całą pewnością się pomylili, hurtem pomylili w ocenie niezależnie od płci, wieku i wykształcenia oraz statusu materialnego i rodzaju łączącej mnie z nimi relacji , oni się mylą, bo to ty MASZ RACJĘ.
Czy ja cokolwiek pisałam o tym, że kobieta ma nie widzieć w swoim partnerze mężczyzny, a mężczyzna w partnerce kobiety? A nie, nie napisałam, ty mi to przypisałeś i zaraz zaczniesz z tym przypisanym polemizować. Który to ze sposobów Shopenhauera na wygranie dyskusji, bo nie pomnę numerka?
Co innego coś w kimś widzieć, co innego coś świadomie robić, żeby ktoś sam w sobie zobaczył czyli dawać wzmocnienie z zewnątrz.
Istnienie jakich zjawisk zanegowałam?
Poza tym Jack, mój wiek powoduje, że mam doświadczenia własne z okresu, z którego ty ich na przykład nie masz. Co do współczesności mam z nią całkiem niezły kontakt, bo nie jestem w codzienności i w życiu zamknięta w swojej grupie wiekowej. Uważasz, ze ja już nie żyję ?
Od statystycznej kobiety tu i ówdzie odbiegam, ale tu i ówdzie niespecjalnie. Jeżeli twoim zdaniem jestem typowa do bólu
Nic co napisałaś do tej pory o tej rzekomej inności nie świadczy. Nawet w odniesieniu do kobiet jedynie z tego forum.
To, że mi sporo ludzi w życiu powiedziało, żem miejscami nietypowa
A co mają powiedzieć? Jak nie ma pomysłu na komplement to chyba najczęściej padający frazes zaraz za pięknym uśmiechem/oczami. Jesteś inna niż wszystkie w odmianie przez wszystkie przypadki tego świata nie usłyszała żadna kobieta. Nigdy.
Czy ja cokolwiek pisałam o tym, że kobieta ma nie widzieć w swoim partnerze mężczyzny, a mężczyzna w partnerce kobiety?
Nic takiego nie sugerowałem. Wróć do mojego postu i odpowiedz na pytanie o psychiczne/mentalne kastrowanie i co twoim zdaniem robi kobieta, aby jej mężczyźnie chciało się chcieć pofiglować i dbać o związek. Myślisz, że jak naprawisz kran i porąbiesz drewno na opał, to że facet dostanie erekcji z tego tytułu? Nawet biorąc pod uwag aktualny hajp na internetowe "farm girls" to nie wywołuje to emocji romantycznych tylko "wreszcie nie księżniczkująca babka z dwiema lewymi rękami".
Co innego coś w kimś widzieć, co innego coś świadomie robić, żeby ktoś sam w sobie zobaczył czyli dawać wzmocnienie z zewnątrz.
To jest wytwór twojej wyobraźni. To nigdy w tym wątku nie padło.
Poza tym Jack, mój wiek powoduje, że mam doświadczenia własne z okresu
Twój wiek powoduje, że klepiesz farmazony jak połowa ludzi w takim wieku, którzy wyrośli w kompletnie innej rzeczywistości.
Są zachowania i cechy uznawane za męskie, są zachowania i cechy uznawane za kobiece. Tu nie ma żadnej filozofii. Są też elementy kulturowe i savoir vivre. Nietypowy, niewpisujący się w ramy społecznej 'normy' to jest autystyk albo ludzie z chorobami/zaburzeniami psychicznymi. Każdy poradnik randkowania czy "jak zbudować trwały związek" wygląda tak samo i mówi o tym samym. I nie bez przyczyny tak jest. Można się spierać nad tym które elementy jak bardzo istotne są. Ale to wszystko. Zniewieściały/infantylny facet nie wywołuje pozytywnych reakcji u kobiet i nie jest uważany za dobrą partię do związku. Zmaskulinizowana kobieta nie powoduje męskich zachwytów. Tu nie ma z czym dyskutować za bardzo.
Nieprawda, on tutaj ze wszystkich najmadrzejsze daje odpowiedzi. Ja sobie poszukam takiego madrego chlopaka w Anglii,ktory tak samo uwaza,ze rowniez moze gotować obiady,prac ubrania itd i, ze sobie z katarkiem.czy inna lekka choroba świetnie da rade sam,a nie bedzie widzial kobiety przy garach i mu usługujacej. O kolejna madrosc dzis rzeklam
Nie tylko. Jeszcze może mężczyzna zaproponować, że sam zrobi obiad czy wypierze babskie gatki. Ba, może zrobić to, i to dobrze. ![]()
A czy ja tu piszę, żeby eksponować swoją odmienność? Nie, Jack. Padło o "dziwadle" w rozmowie z bagienni_kiem , a ty czepiłeś się słowa i mnie przy okazji.
Skąd pomysł, że o tej mojej pewnej odmienności od typowej kobiety statystycznej to akurat padało od mężczyzn w ramach banalnych komplementów przy słabej jakości podrywie? A prawda, WIESZ WSZYSTKO. No oczywiście właśnie tak być musiało, zapominam, wymazują z pamięci fakty i jasne, MASZ RACJĘ. Przecież żadna kobieta zwyczajnie nie mogla mi czegoś takiego powiedzieć, żaden kolega z pracy, żaden zdeklarowany gej też nie. To po prostu musiały być żenujące komplementy od słabych podrywaczy.
Jack, czy ja pisałam na temat jakichś wykastrowanych psychicznie mężczyznach czy niedowartościowanych kobietach? Rad jakichś udzielałam? O sobie pisałam i swoim podejściu. Co ma zrobić kobieta, żeby coś tam? A co ja porad udzielam? Bagienni_kowi coś O SOBIE coś napisałam i tyle.
Kompletnie nie jestem romantyczna. Nigdy nie byłam.
Owszem, są (społecznie, powszechnie) cechy uznawane za kobiece oraz za męskie. Truizm.
Konkretny człowiek te cechy ma albo nie za bardzo - to powiedzmy ktoś z zewnątrz może jakoś tam ocenić. No i co z tego wynika? Co najwyżej to, że jest jakoś postrzegany przez ludzi, z którymi się styka. Jako typowy albo mniej typowy.
Poradniki są na jedno kopyto czyli w wersji statystycznej, uśrednionej, typowej. Chyba? No i być może się ludziom sprawdzają, czemu nie? Jako że ja osobiście nigdy nie miałam potrzeby czytania takich poradników zdania za bardzo wyrobionego nie mam, zapewne są różnej jakości, jak wszystko.
Co do rąbania drewna, naprawiania kranu i erekcji faceta - sądzę, że statystyczny raczej na widok kobiety rąbiącej drwa tej erekcji nie dostanie, iluś tam nadal mieszczących się w normie zapewne zareaguje i poczuje się podkręconych, z czego jakaś część się to powie partnerce, ale zapewne nie wszyscy. Ostatecznie fetysze są bardzo różne, a ja nie seksuolog żeby to drążyć.
Sporo kobiet reaguje na wspomnianego w tym wątku partnera wykonującego tzw. męskie prace fizyczne. Ale - nie wszystkie i nie wiem nawet czy większość, bo jak wspomniałam, ja nie seksuolog.
Możliwe, że problemowe w tej rozmówce jest słowo "typowy"? Ja go używam w znaczeniu "ma duże podobieństwo do osobnika tzw. statystycznego", nietypowy zaś " zauważalnie odbiegający od osobnika statystycznego". To norma i to norma czyli większość z nas, neurotypowych i nie zdiagnozowanych.
Julia life in UK napisał/a:Nieprawda, on tutaj ze wszystkich najmadrzejsze daje odpowiedzi. Ja sobie poszukam takiego madrego chlopaka w Anglii,ktory tak samo uwaza,ze rowniez moze gotować obiady,prac ubrania itd i, ze sobie z katarkiem.czy inna lekka choroba świetnie da rade sam,a nie bedzie widzial kobiety przy garach i mu usługujacej. O kolejna madrosc dzis rzeklam
Nie tylko. Jeszcze może mężczyzna zaproponować, że sam zrobi obiad czy wypierze babskie gatki. Ba, może zrobić to, i to dobrze.
Oczywiście, że tak ![]()
Muqin
Zakwestionowałaś "świętą prawdę objawioną", więc teraz musisz się tłumaczyć
Ciężko było nie wpaść na to, że akurat ów wspomniany wątek"dziwadła" i odmienności, nie znajdzie się "na tapecie".
Nie wpisujesz się najwyraźniej w pewne "uniwersalne" ramy kobiecości:)
A czy ja tu piszę, żeby eksponować swoją odmienność? Nie, Jack. Padło o "dziwadle" w rozmowie z bagienni_kiem , a ty czepiłeś się słowa i mnie przy okazji
Ja jedynie wskazałem na absurd tego co napisałaś, bo to się kupy nie trzyma.
Skąd pomysł, że o tej mojej pewnej odmienności od typowej kobiety statystycznej to akurat padało od mężczyzn w ramach banalnych komplementów przy słabej jakości podrywie?
Ten kontekst sama narysowałaś wciskając ten wątek do dyskusji o relacji między kobietą a mężczyzną (z perspektywy pożądania seksualnego). Gdyby tak mówiły ci koleżanki to nie mogłoby to stanowić argumentu do dyskusji, że ty coś tam masz tak, a nie inaczej. Skoro użyłaś tego jako argumentu to mogło to paść tylko w formie komplementów od mężczyzn.
O sobie pisałam i swoim podejściu.
I napisałaś jakieś masło maślane. Bo niby czegoś nie rozumiesz, coś tam niby widzisz inaczej, a jednocześnie się przyznajesz, że latami tak właśnie postępowałaś i podejście zmieniłaś dopiero wraz z wiekiem już po swoich doświadczeniach jako rozwódka i samotna mama.
Kompletnie nie jestem romantyczna. Nigdy nie byłam.
IHMO to nie jest wątek o tobie. A nawet przez to forum przewinął się niemały tabun kobiet, które mainstreamowy romantyzm uważają za tandetny i sztampowy. I jak facet tak próbuje zagrywać to one dostają wręcz klinczu między nogami.
Owszem, są (społecznie, powszechnie) cechy uznawane za kobiece oraz za męskie. Truizm.
No shit Sherlock. Tylko to ma określone konsekwencje społeczne i psychologiczne w kontekście relacji romantycznej osób heteroseksualnych i pociągu seksualnego. Zwłaszcza obecnie - w czasach, w których wiele tych tradycyjnych cech męskich/damskich uważa się za toksyczne w propagandzie turbofeminiazistowskiej, która jest pchana drzwiami i oknami niemal na każdym kroku.
No i co z tego wynika? Co najwyżej to, że jest jakoś postrzegany przez ludzi, z którymi się styka. Jako typowy albo mniej typowy.
Nope. Tą swoją atypowość wcisnęłaś tu na siłę z sobie znanych tylko powodów. Bo kontekstem jest element POŻĄDANIA. Problemy i postawa Shiniego są TYPOWE dla gniazdowników, co nie czyni go pożądanym. Podejście Bagiennika też jest typowe dla kogoś, kto większość życia był sam, nie stworzył stabilnego i długotrwałego związku, co nijak nie czyni go atrakcyjnym pod kątem tez jakie tu spod jego palców padły.
Poradniki są na jedno kopyto czyli w wersji statystycznej, uśrednionej, typowej. Chyba? No i być może się ludziom sprawdzają, czemu nie? Jako że ja osobiście nigdy nie miałam potrzeby czytania takich poradników zdania za bardzo wyrobionego nie mam, zapewne są różnej jakości, jak wszystko.
To po prostu przeczy twoim twierdzeniom o tym jakie to wszystko skomplikowane, ulotne, pełne wyjątków i nie dające się ubrać w konkretne ramy.
Co do rąbania drewna, naprawiania kranu i erekcji faceta - sądzę, że statystyczny raczej na widok kobiety rąbiącej drwa tej erekcji nie dostanie, iluś tam nadal mieszczących się w normie zapewne zareaguje i poczuje się podkręconych, z czego jakaś część się to powie partnerce, ale zapewne nie wszyscy. Ostatecznie fetysze są bardzo różne, a ja nie seksuolog żeby to drążyć.
Niektórych też będzie bardziej pociągać widok samego drzewa niż takiej kobiety. Co nijak nie ma żadnego związku z omawianym zagadnieniem. Bo nie rozmawiamy o fetyszystach. A jedyny motyw jaki może podniecać heteryka w takim widoku to widok ciała w ruchu. Nie dokonywana czynność. Na podobnej zasadzie facetów kręci kobieta robiąca przysiad, a praktycznie nie ma takich co by podniecało ile w tym przysiadzie babka wycisnęła.
Możliwe, że problemowe w tej rozmówce jest słowo "typowy"? Ja go używam w znaczeniu "ma duże podobieństwo do osobnika tzw. statystycznego", nietypowy zaś " zauważalnie odbiegający od osobnika statystycznego". To norma i to norma czyli większość z nas, neurotypowych i nie zdiagnozowanych.
Tia.....
Nie wpisujesz się najwyraźniej w pewne "uniwersalne" ramy kobiecości:)
Ponownie cię zapytam - niby które? Bo do tej pory nie napisała o sobie nic innego jak to, co pada od co drugiej rozwodniczki i ex samotnej mamy w wieku okołoemerytalnym.
Jack, czepnąłeś się jednego słowa, które padło w rozmowie między mną a bagienni_kiem i skierowałeś rozmowę na mnie.
MASZ RACJĘ we wszystkim, co o mnie napisałeś. Absolutną, niepodważalną oraz niewątpliwą. Jestem jednocześnie typową rozwódką, typową samotną matką, typową kobietą z 25-letnim stażem małżeńskim, typową kobietą w relacji nieformalnej dowolnego rodzaju, typową zasuszoną i sfrustrowaną starą panną, typową singielką karierowiczką, , typową nieudaczniczką życiową, typową kurą domową też jestem, a co. Niczym kobieta pracująca, żadnej roli się nie boję, we wszystkich jestem doskonała i jak najbardziej typowa. Typową bezdzietną, typową matką jednego dziecka, typową matką rodziny wielodzietnej też jestem. Jestem też typową feministką agresywną, typową zaściankową konserwatystką w moherowym berecie, typową nawiedzoną ekolożką, typową panią z kasy w Biedronce i dowolną inną typową. Jestem wręcz kwintesencją typowości, nijakiej indywidualności we mnie ze świecą szukać a i tak się nie znajdzie. Innymi słowy jedno wielkie zero niewarte uwagi niczyjej, szara masa, mierzwa historii, plotąca farmazony niedokształcona emerytka z mózgiem zżeranym zmianami starczymi, żywa wyautowana ze społeczeństwa skamielina bez kontaktu ze światem, przemądrzała niedouczona baba z zaścianka co to jej się wydaje, że cokolwiek wie. Pól- analfabetka, koniecznie czytająca "Harlequiny pasuje? Typowa jak najbardziej A może zaściankowa karlica reakcji ? Stare ale jare, wprawdzie wtedy w obiegu był tylko karzeł , ale co tam, idźmy z duchem czasu, jestem żeńskiego rodzaju czyli karlica. Typowa oczywiście.
Bagienni_k, jaką ja "świętą prawdę objawioną zakwestionowałam"?
Miałam wrażenie, ze sobie z tobą na luzie uwagi wymieniam w okolicach tematu (najprawdopodobniej fejkowego), a Ty mi tu o prawdach objawionych co to je zakwestionowałam. Mam się pokajać, ze ja tak niechcący i nieintencjonalnie? No dobra, mogę się pokajać, ale niech ja choć wiem, o co chodzi ![]()
P.S. (nie mogę już edytować)
Jack, zbyt często w twoich tekstach pojawia się "pleciesz farmazony" Zamiast "farmazony" możesz użyć "androny", banialuki ", "koszalki-opałki" albo nieco zapomnianego "pleciesz duby smalone". Skorzystaj ze słownika, Jack, i na przyszłość staraj się unikać powtórzeń.
Mam nadzieję, że udało mi się napisać tekst odpowiednio typowy dla belferki, którą zresztą ileś lat byłam.
Dobranoc.
Jestem jednocześnie typową rozwódką, typową samotną, typową (...)
Jako, że nie jesteś taka jak wszystkie to nietypowo wyolbrzymiasz i tupiesz nóżką na 12 linijek.
Bagienni_k, jaką ja "świętą prawdę objawioną zakwestionowałam"?
No właśnie żadną. Potwierdziłaś jedynie to, co ja i dziewczyny pisały. Tylko, aby nie zgodzić się wprost, to zrobiłaś to na około, aby potwierdzić swoją "nietypowość", bo nawet nie zrozumiałaś kontekstu POŻĄDANIA, atrakcyjności fizycznej i stereotypów. A to właśnie tego dotyczyły wątpliwości bagiennika i jego umniejszanie tego aspektu relacji. Bo zwyczajnie nigdy nie był w wieloletnim związku, nie rozumie do końca dynamiki wieloletnich relacji i ich wielopłaszczyznowości. Teoretyzuje i fantazjuje na temat tego, co mu się wydaje, że by chciał. Jak każdy z nas. A w ilu wypadkach te stabilne i wieloletnie relacje przebiegają zgodnie z fantazjami co do przebiegu (nie celu)? Jak często to co faktycznie potrzebujemy w takich związkach zgrywa się naszymi wyobrażeniami o nich? A właśnie - to często się rozjeżdża. I zamiast poczytać/posłuchać ludzi z większym doświadczeniem to te doświadczenia podważa. Tym czasem jakoś się nie zanosi, aby bagiennik (u)miał taki związek/relację stworzyć. I nie chodzi o to, że jest on złym człowiekiem czy wybrakowanym czy wstaw cokolwiek. Jego - a jakże - typowe podejście i problemy wynikają z wychowania i wieloletniego singielstwa. Nie tylko w tym wątku miał wytknięte podejście/zachowanie "starego kawalera". I tak jak tobie się pewne rzeczy zmieniły wraz z wiekiem - tak niektóre zmienią się i jemu. A jak już wejdzie w związek (czego sumarycznie mu życzę) to również z czasem zmieni zdanie. Kiedy doświadczy tego, o czym wszyscy tu piszą. Wliczając w to ciebie. Bo po prostu pewne doświadczenia są uniwersalne niezależnie od tego jakimi indywiduami jesteśmy.
Jakby wszystkie były otwarte, nie było jak udowadniać swojej męskości
Gdzież to Panie teraz by znalazły swojego rycerza, który by im pokazywał swoją siłę i opiekuńczość, otwierając słoik i z ogórkami czy dżemem
W każdym razie wiemy, gdzie by go nie znalazły…
Muqin Celny strzał! Uderzyłaś w dość ważny punkt, więc zapewne zaraz usłyszysz, że jednak z Tobą jest coś mocno nie tak, skoro jesteś "inna".
Przypominam, że to z Twojej strony padały słowa takie jak „cyrk” „komedia” „plewy” „niedorzeczne” „szczeniackie” „płytkie” w odniesieniu do nas i naszych zachowań w związku.
Nie będę nikomu odbierać tej "przyjemności", szczególnie wobec niektórych użytkowniczek. Skoro kogoś tak bardzo cieszy otwarcie słoika z ogórkami..?
Ludzie miewają różne fetysze ![]()
Odpowiadając na pytanie Autorki/Autora dla faceta warto zrobic wszystko. Odwdzieczy sie
Słuchając czasem podcastów kryminalnych, można się przekonać, iż rzeczywiście dla swojej "drugiej połówki" można zrobić wszystko...
Słuchając czasem podcastów kryminalnych, można się przekonać, iż rzeczywiście dla swojej "drugiej połówki" można zrobić wszystko...
Dla faceta zawsze. Odwdzieczy sie.
Odejmując tych co swoja pocwiartuja i zjedzą z kryminalow. Ale to margines
bagienni_k napisał/a:Słuchając czasem podcastów kryminalnych, można się przekonać, iż rzeczywiście dla swojej "drugiej połówki" można zrobić wszystko...
Dla faceta zawsze. Odwdzieczy sie.
Odejmując tych co swoja pocwiartuja i zjedzą z kryminalow. Ale to margines
Niby jak sie odwdzieczy?
Bert44 napisał/a:bagienni_k napisał/a:Słuchając czasem podcastów kryminalnych, można się przekonać, iż rzeczywiście dla swojej "drugiej połówki" można zrobić wszystko...
Dla faceta zawsze. Odwdzieczy sie.
Odejmując tych co swoja pocwiartuja i zjedzą z kryminalow. Ale to margines
Niby jak sie odwdzieczy?
Na wszystkie mozliwe sposoby.
Poza tymi co pójdą a cytatą małolatą. Ale to margines
I w czym ona jest niby inna? Przecież jest do bólu standardowa. Pisze dokładnie to samo co każda (ex)samotna mama, rozwódka i kobieta w wieku przedemerytalnym.
Totalnie się nie zgadzam ze stwierdzeniem, że Muqin jest do bólu standardowa.
Choćby z uwagi na to, w jaki sposób się wypowiada, że wykazuje się cierpliwością i zrozumieniem, zamiast swojego rozmówcę wyśmiać, czy skrytykować, nawet jeśli ma on zupełnie inne spojrzenie na dany temat. Ma swoje poglądy, które jest w stanie sensownie uargumentować, a przy tym nie wydaje się być w nich zabetonowana. Jest przyjaźnie nastawiona do ludzi, ma dystans do siebie i można z nią poruszyć wiele różnych kwestii.
Gdyby takie cechy były do bólu standardowe, to żylibyśmy na pięknym świecie.
Julia life in UK napisał/a:Bert44 napisał/a:Dla faceta zawsze. Odwdzieczy sie.
Odejmując tych co swoja pocwiartuja i zjedzą z kryminalow. Ale to margines
Niby jak sie odwdzieczy?
Na wszystkie mozliwe sposoby.
Poza tymi co pójdą a cytatą małolatą. Ale to margines
A konkretnie to na jakie sposoby ?
Nie będę nikomu odbierać tej "przyjemności", szczególnie wobec niektórych użytkowniczek. Skoro kogoś tak bardzo cieszy otwarcie słoika z ogórkami..?
Ludzie miewają różne fetysze
A naprawa cieknącego kranu, a wymiana koła w samochodzie, a złożenie mebli z IKEA, a wniesienie wszystkich toreb z zakupami na 4 piętro w bloku bez windy, a bezbłędne czytanie mapy drogowej bez obracania jej do góry nogami, a rozpalenie idealnego ogniska jedną zapałką, gdy drewno jest wilgotne, a cofanie z przyczepą na milimetry bez ani jednej rysy na karoserii ?
Gdzie Ci mężczyźni, prawdziwi tacy...? ![]()
Bert44 napisał/a:Julia life in UK napisał/a:Niby jak sie odwdzieczy?
Na wszystkie mozliwe sposoby.
Poza tymi co pójdą a cytatą małolatą. Ale to margines
A konkretnie to na jakie sposoby ?
to po 22 dopiero będzie ci można napisać ![]()
Julia life in UK napisał/a:Bert44 napisał/a:Na wszystkie mozliwe sposoby.
Poza tymi co pójdą a cytatą małolatą. Ale to margines
A konkretnie to na jakie sposoby ?
to po 22 dopiero będzie ci można napisać
dlaczego dopiero po 22?
paslawek napisał/a:Julia life in UK napisał/a:A konkretnie to na jakie sposoby ?
to po 22 dopiero będzie ci można napisać
dlaczego dopiero po 22?
może do tej godziny nie będziesz już marudzić ![]()
Właśnie wrocilem ze spaceru z moim trzepnietym psem. Waga 9 kg rzuca sie na każdego faceta. Nieważne cxy rottweiler, owczarek, amstaff.Bic zie chce z każdym. Nie ruszy żadnej dziewczyny. Nie dorósł do rownouprawnienia
Właśnie wrocilem ze spaceru z moim trzepnietym psem. Waga 9 kg rzuca sie na każdego faceta. Nieważne cxy rottweiler, owczarek, amstaff.Bic zie chce z każdym. Nie ruszy żadnej dziewczyny. Nie dorósł do rownouprawnienia
A co ma pies wspólnego z rownouprawnieniem człowieka? Mozesz to wyjasnic? ![]()
Muqin
Sorry, może nie zabrzmiało to zbyt dosadnie, to była taka lekka ironia w stronę pozostałych użytkowników, nie zaś Twoją.
W momencie, kiedy tylko pojawiło się z Twojej strony stwierdzenie, że
Motywacja "robię coś, żeby on się poczuł męsko" do mnie kompletnie nie przemawia, w drugą stronę też nie(...)
zastępując to zdaniem, że wolisz po prostu, aby ktoś poczuł się przyjemnie/miło/fajnie, oraz
Dla 999 jestem może i dziwadłem, a ten tysięczny w zachwyt wpada, bo mu akurat to we mnie pasuje. Jako żem monogamiczna jeden mi całkowicie wystarcza(...)
uruchomiła się lawina.
Najwyraźniej naruszyłaś solidne fundamenty tezy, którą głosi niestrudzenie Najwyższy i Wszechwiedzący Ojciec Narodu, więc jego uwaga skupiła się na właśnie na tym ![]()
Muszę przyznać, że rzadko kiedy bywam złośliwy, ale jakoś dziwnym trafem uszło to ze mnie właśnie tutaj i teraz. Rozbawiło mnie bowiem kolejny raz, jak słyszę tezy głoszące, iż jakieś zjawisko wykazuje niemal identyczny charakter w całej ludzkiej populacji. Ok, może ograniczając się do zachodniego kręgu kulturowego. Kiedy przybiera jedną i tą samą formę, bez możliwości choćby subtelnej zmiany, decydującej o sile wzajemnych relacji. Mam wrażenie, że ktoś tutaj chętnie zrównałby wszystkie związki ze sobą pod każdym względem, dopasowując każdy przypadek do jednej, jedynej foremki, jaka istnieje. Bo tylko owa foremka jest właściwa - jedyna możliwa akceptowalna.
Zatem, cytując Wszechwiedzącego: " prędzej stanie mi" na widok opalonej piękności w bikini, niż urodziwej niewiaście, która tylko na chwilę dzierży w dłoniach siekierę, mając na sobie uniform roboczy w typie ogrodniczek, nałożony na gołe ciało
(polemizowałbym)
No, może i stanie, pytanie tylko co dalej? Z którą z nich prędzej znajdę wspólny język na tyle, aby się z nią związać? Tak samo, jak przekonanie, że dowodem na męskość "powinna być" w dużo większym stopniu siła fizyczna, potrzebna do porąbania tego drewna, niż przewidywanie ile tego drewna potrzeba do owego kominka zakupić lub ile za niego trzeba będzie zapłacić. A to, czy dla partnera/rki odpowiednie widoki z głównym udziałem ich drugich połówek działają w odpowiedni sposób(i w jakim stopniu) należałoby prędzej zapytać o to samych zainteresowanych.
Idąc dalej zaraz usłyszę, że męskość kojarzy się raczej z siłą, agresją("pewność siebie") i bezwzględnością niż z rozwagą i odpowiedzialnością.
Czego by nie powiedzieć, jeśli człowiek ma pewne swoje podejście, nie będzie go zmieniał automatycznie po lekturze anonimowego forum. Zatem, jeśli będę chciał skorzystać z czyjeś rady, to prędzej skieruje się do kogoś znajomego, kto ma za sobą długi staż w związku albo zrobię rozeznanie na większej próbie ![]()
Aż się zdziwiłem, że jednak żadna z Pań nie zdziwiła się na Twoje wspomnienie(jeśli rzeczywiście tak jest) na temat dystansu, jaki posiadasz do pewnych spraw, typu świętowanie rocznic czy otrzymywanie pewnego rodzaju prezentów. Jesteśmy przyzwyczajeni do pewnych schematów, więc potem w głowie gdzieś, coś "dzwoni": "kurde, coś tu nie gra". Mimo wszystko, warto sobie zadać pytanie czy nie jest to raczej indywidualne podejście czy może uniwersalna reguła...
Bert44 napisał/a:Właśnie wrocilem ze spaceru z moim trzepnietym psem. Waga 9 kg rzuca sie na każdego faceta. Nieważne cxy rottweiler, owczarek, amstaff.Bic zie chce z każdym. Nie ruszy żadnej dziewczyny. Nie dorósł do rownouprawnienia
A co ma pies wspólnego z rownouprawnieniem człowieka? Mozesz to wyjasnic?
Jest "nie na czasie". Nie śledzi trendów
Muqin
Sorry, może nie zabrzmiało to zbyt dosadnie, to była taka lekka ironia w stronę pozostałych użytkowników, nie zaś Twoją.
W momencie, kiedy tylko pojawiło się z Twojej strony stwierdzenie, żeMotywacja "robię coś, żeby on się poczuł męsko" do mnie kompletnie nie przemawia, w drugą stronę też nie(...)
zastępując to zdaniem, że wolisz po prostu, aby ktoś poczuł się przyjemnie/miło/fajnie, oraz
Dla 999 jestem może i dziwadłem, a ten tysięczny w zachwyt wpada, bo mu akurat to we mnie pasuje. Jako żem monogamiczna jeden mi całkowicie wystarcza(...)
uruchomiła się lawina.
Najwyraźniej naruszyłaś solidne fundamenty tezy, którą głosi niestrudzenie Najwyższy i Wszechwiedzący Ojciec Narodu, więc jego uwaga skupiła się na właśnie na tym
Muszę przyznać, że rzadko kiedy bywam złośliwy, ale jakoś dziwnym trafem uszło to ze mnie właśnie tutaj i teraz. Rozbawiło mnie bowiem kolejny raz, jak słyszę tezy głoszące, iż jakieś zjawisko wykazuje niemal identyczny charakter w całej ludzkiej populacji. Ok, może ograniczając się do zachodniego kręgu kulturowego. Kiedy przybiera jedną i tą samą formę, bez możliwości choćby subtelnej zmiany, decydującej o sile wzajemnych relacji. Mam wrażenie, że ktoś tutaj chętnie zrównałby wszystkie związki ze sobą pod każdym względem, dopasowując każdy przypadek do jednej, jedynej foremki, jaka istnieje. Bo tylko owa foremka jest właściwa - jedyna możliwa akceptowalna.Zatem, cytując Wszechwiedzącego: " prędzej stanie mi" na widok opalonej piękności w bikini, niż urodziwej niewiaście, która tylko na chwilę dzierży w dłoniach siekierę, mając na sobie uniform roboczy w typie ogrodniczek, nałożony na gołe ciało
(polemizowałbym)
No, może i stanie, pytanie tylko co dalej? Z którą z nich prędzej znajdę wspólny język na tyle, aby się z nią związać? Tak samo, jak przekonanie, że dowodem na męskość "powinna być" w dużo większym stopniu siła fizyczna, potrzebna do porąbania tego drewna, niż przewidywanie ile tego drewna potrzeba do owego kominka zakupić lub ile za niego trzeba będzie zapłacić. A to, czy dla partnera/rki odpowiednie widoki z głównym udziałem ich drugich połówek działają w odpowiedni sposób(i w jakim stopniu) należałoby prędzej zapytać o to samych zainteresowanych.Idąc dalej zaraz usłyszę, że męskość kojarzy się raczej z siłą, agresją("pewność siebie") i bezwzględnością niż z rozwagą i odpowiedzialnością.
Czego by nie powiedzieć, jeśli człowiek ma pewne swoje podejście, nie będzie go zmieniał automatycznie po lekturze anonimowego forum. Zatem, jeśli będę chciał skorzystać z czyjeś rady, to prędzej skieruje się do kogoś znajomego, kto ma za sobą długi staż w związku albo zrobię rozeznanie na większej próbie
Aż się zdziwiłem, że jednak żadna z Pań nie zdziwiła się na Twoje wspomnienie(jeśli rzeczywiście tak jest) na temat dystansu, jaki posiadasz do pewnych spraw, typu świętowanie rocznic czy otrzymywanie pewnego rodzaju prezentów. Jesteśmy przyzwyczajeni do pewnych schematów, więc potem w głowie gdzieś, coś "dzwoni": "kurde, coś tu nie gra". Mimo wszystko, warto sobie zadać pytanie czy nie jest to raczej indywidualne podejście czy może uniwersalna reguła...
Bagiennik troche przekręcasz. Chronologia: co robicie dla facetów? No i sie sypia odpowiedzi. Najczasciej jak sobie para ułoży tak bedzie. Ty mówisz ja robię wszystko, ja 50%, instynkty nie istnieją, analiza, babka ma odkrecac sloiki itd. Więc idą odpowiedzi: w większości to nie dziala. Jestes w mniejszości moze znajdziesz kogos kto ma tak samo. Wtedy Ty: trzeba byc przyglupem zeby tak myśleć. Więc odpowiedzi - we wszystkich kulturach facet jest miesniakiem a babka nie. Znow: trzeba byc przygłupem zeby.... I znów- nie wiesz o czym mówisz. I znów- trzeba byc przygłupem...
Wszyscy mówią to samo - sprawiasz wrażenie zimnego i kalkulujacego. Ciężko pare do tego znaleźć. Tylko tyle
A ja z palcem w d...pie otworze 100 słoików zanim moja rozgryzie pierwszy. Niech każdy robi to w czym jest lepszy. Ja przynajmniej tak uwazam
Ja kreci Cie babka z siekiera to spoko. Nic w tym zlego. Ale nie oczekuj ze ta babka rozpłynie sie ze twierdzenie Pitagorasa znasz. To tak nie dziala. Przynajmniej na dłuższą mete
Weszłam tu, żeby coś jeszcze dodać, ale jak już się zalogowałam, to doszłam do wniosku, że wolę zrezygnować z dalszej dyskusji z Tobą, Bagiennik. Nie sądzę, by napisanie po raz enty tego samego miało sprawić, że nagle przeczytasz moje słowa ze zrozumieniem. Widać nie potrafisz albo nie chcesz tego zrobić, a przyznam, że męcząca jest taka jednostronna próba komunikacji. Także miłej kontynuacji monologu życzę.
Bagiennik troche przekręcasz. Chronologia: co robicie dla facetów? No i sie sypia odpowiedzi. Najczasciej jak sobie para ułoży tak bedzie. Ty mówisz ja robię wszystko, ja 50%, instynkty nie istnieją, analiza, babka ma odkrecac sloiki itd. Więc idą odpowiedzi: w większości to nie dziala. Jestes w mniejszości moze znajdziesz kogos kto ma tak samo. Wtedy Ty: trzeba byc przyglupem zeby tak myśleć. Więc odpowiedzi - we wszystkich kulturach facet jest miesniakiem a babka nie. Znow: trzeba byc przygłupem zeby.... I znów- nie wiesz o czym mówisz. I znów- trzeba byc przygłupem...
Słuszna uwaga.
W słowach Bagiennika przebija dużo pogardy (myślę, że jest to odpowiednie słowo) dla wszystkiego z czym się nie zgadza i to tylko dlatego, że sam ma inne widzenie świata i modelu związku.
A ja będę uparta i raz jeszcze zadam Ci, Bagienniku, to samo pytanie: jakie kierują Tobą przesłanki, że chciałbyś wejść w ewentualny związek? Ty w ogóle potrzebujesz/chcesz w swoim życiu towarzystwa jakiejkolwiek kobiety? Wszystko Cię drażni, wszystko musi być pod linijkę, po Twojemu, wydajesz się chłodno kalkulować, być zdystansowany, irytuje Cię nawet fizyczne pożądanie, jakiego potencjalnie miałbyś doświadczać z jej strony - po co zatem?
Zatem, cytując Wszechwiedzącego: " prędzej stanie mi" na widok opalonej piękności w bikini, niż urodziwej niewiaście, która tylko na chwilę dzierży w dłoniach siekierę, mając na sobie uniform roboczy w typie ogrodniczek, nałożony na gołe ciało big_smile(polemizowałbym)
No, może i stanie, pytanie tylko co dalej?
Nic, bo to wyczerpuje temat całkowicie. Nie zwiążesz się z Krystyną - byłą zapaśniczką w kategorii wagowej open, co obecnie ma wąsa i 30kg nadwagi tylko dlatego, że za siebie zapłaciła na randce i sobie pogadaliście o filozofii przyrodniczej Kanta i wkładzie w popularyzację ochrony przyrody David'a Attenborough. Tam żadnego iskrzenia nie będzie. Nawet nie usiadłbyś obok takiej kobiety w kontekście romantycznego spędzania czasu razem.
Twój problem i Muqin polega na tym, że >>>
Bagiennik troche przekręcasz. Chronologia: (...)
Podkreślę - sam jestem sapio/demisekalualny, a nie wyobrażam sobie związku z kobietą, która mi nie podchodzi estetycznie. Ten aspekt fizyczności zawsze jest obecny. On może nie grać pierwszych skrzypiec, ale to nie jest tak, że jest on całkowicie nieobecny. A już wzdryganie się na myśl o tym, że wieloletni partner może doceniać atrakcyjność fizyczną w różny sposób jest cokolwiek....zastanawiające w kontekście 'nadopiekuńczej' mamy. Trochę to brzmi tak jakbyś mógł korzystać z łazienki tylko przy otwartych drzwiach póki ci włosy łonowe nie wyrosły. I nie stary - nie żartuję. Twoje podejście jest nie tylko nietypowe jak na osobę zdrową, ale zaczynasz momentami brzmieć (problem z bliskością, twarde warunki relacji, problem z akceptacją fizyczności) jakby cię ktoś molestował w mniej oczywisty sposób.
I żeby nie było:
W rodzinie sprawczynią jest najczęściej matka, macocha lub babcia, czasem starsza siostra bądź kuzynka. Poza rodziną – przyjaciółka rodziny, nauczycielka, starsze koleżanki i zakonnica.
W literaturze naukowej wyróżnia się kilka grup matek, które krzywdzą seksualnie dzieci. Pierwsza – i o tych przypadkach w gabinecie słyszę najczęściej – to są matki, które wykorzystują własne małe dzieci, od urodzenia do ósmego–dziesiątego roku życia. Krzywdzą je na wiele sposobów: myją ciało dziecka, w tym jego miejsca intymne, powyżej jego piątego czy szóstego roku życia, obnażają się w jego obecności, gdy ono skończyło już drugi rok życia, masturbują się, gdy razem leżą w łóżku, lub przymuszają dzieci do dotykania miejsc intymnych matek.
Autorką tych słow jest:
Dr Agnieszka Widera-Wysoczańska. Pracuje w Instytucie Psychoterapii Traumy, Rozwoju i Szkoleń we Wrocławiu oraz w Instytucie Psychologii UWr., w Zakładzie Psychologii Klinicznej i Zdrowia. Od 1987 r. prowadzi diagnozę sądową i kliniczną oraz psychoterapię integracyjną dla dzieci i osób dorosłych, które w wyniku interpersonalnej traumy cierpią na złożone PTSD, zaburzenia dysocjacyjne i problemy życiowe. Jest biegłą sądową ad hoc. W zakresie omawianych zagadnień stworzyła i prowadziła programy szkoleniowe dla profesjonalistów oraz uczy studentów IV i V roku psychologii. Jej praca naukowa i praktyczna została doceniona w USA, od ISSTD jako jedyna Polka otrzymała prestiżową Nagrodę im. C. Wilbur. Opublikowała pięć książek po polsku i angielsku oraz liczne artykuły naukowe i popularnonaukowe. Część z nich udostępnia na Facebooku Instytutu Psychoterapii Traumy.
Idąc dalej zaraz usłyszę, że męskość kojarzy się raczej z siłą, agresją("pewność siebie") i bezwzględnością...
Z reguły faceci, którzy wyśmiewaja stereotyp męskosci i twierdzą, że reprezentują tzw "nice guys" tak naprawdę licza na "darmowy obiad". Czyli nie chcą wykonywac ani stereotypowo męskiej, ani kobiecej roli i szukają typu "mamusi" która ogarnie obie, kiedy sami wejdą w role dziecięcą. Dlatego dymorfizm płciowy, czy społeczny ich drażni.
Rozszerzę swoją wypowiedz, brzmisz jak podstarzały kawaler, który szuka mamusi. Nawet nie potrafisz rozmawiać z kobietą i zaakceptować innego niż twój punktu widzenia, mimo dobrej woli i cierpliwości drugiej strony (czyt. Happiness), więc jak możesz być zdolny do 50/50 w jakiejkolwiek innej sferze?
Mrs. Happiness
Dzięki za dobre słowo. Nie rozwodząc się - i vice versa ![]()
Muszę przyznać, że rzadko kiedy bywam złośliwy, ale jakoś dziwnym trafem uszło to ze mnie właśnie tutaj i teraz. Rozbawiło mnie bowiem kolejny raz, jak słyszę tezy głoszące, iż jakieś zjawisko wykazuje niemal identyczny charakter w całej ludzkiej populacji. Ok, może ograniczając się do zachodniego kręgu kulturowego. Kiedy przybiera jedną i tą samą formę, bez możliwości choćby subtelnej zmiany, decydującej o sile wzajemnych relacji. Mam wrażenie, że ktoś tutaj chętnie zrównałby wszystkie związki ze sobą pod każdym względem, dopasowując każdy przypadek do jednej, jedynej foremki, jaka istnieje. Bo tylko owa foremka jest właściwa - jedyna możliwa akceptowalna.
(...)
Idąc dalej zaraz usłyszę, że męskość kojarzy się raczej z siłą, agresją("pewność siebie") i bezwzględnością niż z rozwagą i odpowiedzialnością.(...)
Aż się zdziwiłem, że jednak żadna z Pań nie zdziwiła się na Twoje wspomnienie(jeśli rzeczywiście tak jest) na temat dystansu, jaki posiadasz do pewnych spraw, typu świętowanie rocznic czy otrzymywanie pewnego rodzaju prezentów. Jesteśmy przyzwyczajeni do pewnych schematów, więc potem w głowie gdzieś, coś "dzwoni": "kurde, coś tu nie gra". Mimo wszystko, warto sobie zadać pytanie czy nie jest to raczej indywidualne podejście czy może uniwersalna reguła...
Bagienni_k
Ja tam lawiny nie zauważyłam, zauważyłam że Jack się czepił słowa i mnie przy okazji. ![]()
Jak wziąć całą ludzką populację to zgody pełnej nie ma nawet co do emocji podstawowych, spór zajadły się już na tym poziomie zaczyna, sześc ich jest czy może osiem czyli na poziomie dalekim od kręgów kulturowych. Potem rzecz jasna jest tylko gorzej.
Tym niemniej żeby nie oszaleć wszyscy używamy tych, jak to określiłeś , foremek. Inaczej chaos by nas pozabijał, foremki są niezbędne żebyśmy mieli poczucie bezpieczeństwa na poziomie umożliwiającym funkcjonowanie. Poczucie bezpieczeństwa oparte na poczuciu, że rozumiemy, jak ten świat działa. Niejako musimy uprościć, żeby przetrwać. Z foremkami jako takimi to nie ma co walczyć.
Jak usłyszę, że "męskość kojarzy się raczej z siłą, agresją ("pewność siebie") i bezwzględnością bardziej niż z rozwagą i odpowiedzialnością" to ... przyjmę do wiadomości.
Albowiem na jakimś poziome opisu rzeczywistości i owszem , tak zapewne jest. Na skale ewidentnie makro, w naszym kręgu kulturowym i naszym czasie. Tu mam sytuację jestem jak większość/nie jestem jak większość czyli mnie się tak kojarzy/mnie się tak nie kojarzy i tyle. Tu to mogę podrążyć w skali makro wzorce kulturowe.
Stereotypizacja jest koniecznym elementem ogarniania rzeczywistości na jakimś poziomie, ma bezsprzeczne zalety jako zjawisko i jest potrzebna. Oraz oczywiście ma wady.
A konkretny człowiek zawsze i pasuje do stereotypu i nie pasuje jednocześnie. Bardzo makro pasuje, im bliżej do mikro tym mniej, bo stereotyp to uogólnienie, uproszczenie.
Kto się z kim zwiąże doznając w tym związaniu się szczęśliwości i dobrostanu to skala mikro. Związek jest dwuosobowy. Zwykle. Jest mniejszość nie- dwuosobowa, kłaniają się wzorce kulturowe.
Czy Ty konkretny byś się związał z opisaną Krystyną? A diabli wiedzą, musiałbyś ją (konkretną) poznać.
Większość do udanego związku potrzebuje tak zwanego "iskrzenia" choć określenie to jest ewidentnie niejasne i rozumiane intuicyjnie. Problem w tym, że najwyraźniej, choć w radykalnej mniejszości, istnieją także ludzie, którzy tego "iskrzenia" nie potrzebują by być w udanym i wieloletnim związku. Trochę trudno to zbadać, bo zasadniczo czy związek jest udany trudno obiektywnie ocenić, w znacznym stopniu trzeba się opierać na "zeznaniach" osób w związku będących. Tu zaś czyha pułapka, bo jeśli coś jest nietypowe statystycznie rodzi się podejrzenie, iż jest to jakoś dysfunkcyjne, że osoby związek tworzące "powinny" coś w sobie zmienić, psychologicznie nad sobą popracować, traumy jakieś w tle itd. Jack aż do wykorzystania seksualnego dojechał usiłując Cię "zdiagnozować" i naprawić. Jack nie wyobraża sobie związku z osobą, która mu estetycznie, jak oto określił, nie pasuje. Jack i masa innych osób. W tym ja. Ale ... wiadomo, że jakaś mniejszość ma w tej sprawie inaczej. Jest nawet określenie "orientacja panseksualna". Czy faktycznie jest to orientacja czy co innego to ja nie wnikam, mnie wystarczy, że najwyraźniej w naturze taka statystyczna mniejszość występuje. Nie żebym Ci cokolwiek "diagnozowała", o orientacji panseksualnej to uwaga natury bardzo ogólnej.
Wcale się nie zdziwiłam, że jak napisałam o swoim podejściu do rocznic i kwiecia żadna z pań się tym nie zainteresowała czy drążyć nie zaczęła. Poinformowałam o swoim podejściu, luzik, co ono kogo obchodzi? Przy okazji się okazało, ze Mrs. Happiness do ciętych kwiatów ma podobne podejście, możliwe, że (skala maro) jakiś element wzorca kulturowego się zmienia?
Gdybym zadała pytanie "czy to normalne, że ja będąc kobietą mam wywalone na rocznice i nie lubię dostawać kwiatów" reakcja zapewne byłaby inna, bo zadając pytanie zasugerowałabym, że "mam z tym problem" i oczekuję oceny, pomocy w rozeznaniu itd.
Tak się w tle zastanawiam, Bagienni_k, czy Ty szukasz odpowiedzi i coś Cię gnębi czy prowokujesz troszkę pisząc to i owo? Odpowiedzi nie oczekuję, nie czuj się zobligowany ![]()
Bagienni_k nie ma sensu brać za dobra monetę, tego co tu wypisują niektóre użytkowniczki. W innym wątku napiszą ci, że kobiety cenią tych opiekuńczych i uczuciowych. Tylko dlatego, że tak wynika z wątku. ![]()
Czy Ty konkretny byś się związał z opisaną Krystyną? A diabli wiedzą, musiałbyś ją (konkretną) poznać.
Tia, pewnie.
Zatem, cytując Wszechwiedzącego: " prędzej stanie mi" na widok opalonej piękności w bikini, niż urodziwej niewiaście, która tylko na chwilę dzierży w dłoniach siekierę, mając na sobie uniform roboczy w typie ogrodniczek, nałożony na gołe ciało big_smile(polemizowałbym)
No, może i stanie, pytanie tylko co dalej?
Czy po takich słowach - wieloletniego singla - ktokolwiek tu wierzy że byłby w stanie wejść w romantyczny związek z "pasztetem z fajnym charakterem" ? Bo póki co to 40stka na karku i jakoś pani bagiennik na horyzoncie nie widać. Nie bez znaczenia też pozostaje fakt, że na zadawane wielokrotnie pytania o doświadczenie związkowe i motywację do wejścia w związek nie odpowiedział.
Muqin napisał/a:Czy Ty konkretny byś się związał z opisaną Krystyną? A diabli wiedzą, musiałbyś ją (konkretną) poznać.
Tia, pewnie.
I dlatego się nie nadajesz na detektywa, Jack. Jak ci fakty do obrazka nie pasują, tym gorzej dla faktów.
I dlatego się nie nadajesz na detektywa, Jack. Jak ci fakty do obrazka nie pasują, tym gorzej dla faktów.
Fakty są takie:
1) bagiennik jest singlem. Jak większość swojego życia. A co istotne dla dyskusji nigdy nie był w długoterminowym związku.
2) Faktem jest też to, że bardziej podniecałoby go ciało niż czynność stojąca w poprzek ze stereotypowym postrzeganiem płci, co przeczy jego deklaracjom o wyższości osobowości i charakteru nad fizycznością.
3) Faktem jest tez to, że o swoim doświadczeniu związkowym mówić nie chce. Jak i o motywacjach do wejścia w ewentualny związek.
4) Faktem jest, że ma problem z akceptacją emocjonalnej bliskości co ma związek z jego nadopiekuńczą matką.
5) Faktem są sztywne, surowe deklaracje o wkładzie w związek na poziomie 50:50 i jego problem z akceptacją gestów w jego stronę. Ergo - będzie dawał tylko tyle ile samemu jest gotów przyjąć (bo ma być sprawiedliwie). Czyli niewiele. A związki osób, które nie są w stanie dawać i brać zwyczajnie nawet nie są w stanie zaistnieć w pierwszej kolejności. Co powoduje powrót do pierwsze punktu tej wyliczanki i zamknięcia kółka.
W związku z tym jego rozważania i deklaracje pozostają jedynie teoretyczne. Nie mają związku z rzeczywistą praktyką nawet u osób sapio/demiseksualnych. I ten rozjazd wypomnieli mu wszyscy, co doświadczenie związkowe jednak mają. Łącznie z tobą, kiedy to przyznałaś, że przez x lat starałaś się wpisać w kanon i jednak robisz różne rzeczy, aby twój partner poczuł się dobrze na tyle, aby chciało mu się chcieć z tobą pofiglować. Bo przecież nie powiesz mi, że nigdy nie skomplementowałaś jego stereotypowo męskich cech? Nie skomplementowałaś budowy, siły/wytrzymałości, zdolności seksualnych, zaradności ? Oczywiście, nie powiedziałaś swojemu partnerowi nigdy, że jest przystojny, a jedynie że jest ładny, tak? Bo przecież nie przemawiają do ciebie takie rzeczy? Nigdy nie powiedziałaś mu, że chciałabyś go schrupać ani w waszej alkowie nigdy nie pojawiło się nic bardziej wulgarnego, bo seks to tylko przy zgaszonym świetle i po bożemu?
Docenianie fizycznej atrakcyjności w związku nie jest niczym złym - nawet jeśli jest wyrażane okazjonalnie w sposób pierwotny i mocno stereotypowy. A o to się tu głównie rozchodzi. O bagiennikową dewaluację tego aspektu fizycznej atrakcyjności w relacji.
Bagienni_k nie ma sensu brać za dobra monetę, tego co tu wypisują niektóre użytkowniczki. W innym wątku napiszą ci, że kobiety cenią tych opiekuńczych i uczuciowych. Tylko dlatego, że tak wynika z wątku.
Problem pojawia się w definicji owej opiekuńczości. Te same kobiety mogą w innych wątkach przeczytać, że opiekuńczość, którą tak sobie cenią, to nic innego jak "wykorzystywanie dobrych facetów przez złe kobiety". Chociażby te nieszczęsne słoiki (o których było pół żartem pół serio), czy wymiana koła w aucie czy inne gesty, którymi mężczyzna po prostu okazuje kobiecie troskę.
Muqin
Ok, może to właśnie ten moment, aby odkryć karty
Przyznam się, że od pewnego momentu ta cała "dyskusja" przybrała nieco komiczny a jednocześnie niezbyt przyzwoity charakter. Wcześniej pasławek zasugerował, że trolluję w tym temacie, doskonale się bawiąc i upodabniając się w ten sposób do jednej <<gwiazdy>> tego forum.
Miał rację, przynajmniej w kwestii znaczącej części tego wątku.
Odnośnie zabawy, to raczej wątpliwe, bo niektóre osoby poczuły się urażone. Dlatego z tego miejsca chciałbym przeprosić wszystkich, których obraziłem. Aczkolwiek trochę zjadła mnie ciekawość, jak będzie wyglądać ta dyskusja, kiedy poruszy się tak ważki temat, jak niektóre subtelne związkowe dylematy
Zostawię dla ciekawskich jedynie tą krótką informację, że byłem w związku przez pewien czas, co zresztą dało mi mnóstwo satysfakcji w każdym możliwym aspekcie. Fakt, nie było to długo, ale na tyle długo, żeby pewne rzeczy zgłębić. Nie przeczę, że na początku było trudno się dostosować do pewnych realiów( co bywało mi dość wyraźnie komunikowane), aczkolwiek uważam(może się mylę), że ta osoba wykazywała się nieco większą tolerancją pod względem akceptacji pewnych niedociągnięć z mojej strony. Mimo wszystko jakoś się udało, aczkolwiek znowu - odnoszę wrażenie, że ta relacja nieco odbiegała od takiej, stereotypowej właśnie, pod niektórymi względami. Wzajemne docenianie swojej fizyczności przeważnie miało miejsce raczej w "tych" konkretnych sytuacjach
Resztę zostawię dla siebie.
Więc wnioski, jakie tu niektórzy wysnuwają na temat mojego dzieciństwa, pozostawię bez komentarza..
Nawiasem mówiąc, ów związek zapewne nie mieściłby się pewnie w niektórych "typowych" kategoriach lub ramach, jakie sobie mogą ludzie tworzyć lub wyobrażeń odnośnie "stereotypowej" relacji, ale przecież wiadomo nie od dzisiaj, że związek tworzą ludzie i każdy z nas jednak się nieco różni.
Na początku, kiedy padła kwestia owego nieszczęsnego prania czy innych obowiązków domowych, starałem się jeszcze kilkukrotnie podkreślić swoje przesłanie, ale najwidoczniej nie zostałem zrozumiany. Podobnie, jak wielokrotnie wcześniej przy jakiejkolwiek wzmiance o W MIARĘ równomiernego wkładu w związek, nie tylko finansowego. Zawsze zostało to sprowadzane do kalkulacji, ścisłego planowania tudzież "wyliczania wszystkiego" po połowie. To oczywisty absurd, gdyż wiadomo, że relacje bywają dynamiczne. Z pewnością zaś, wątek kobiecości i męskości oraz wszelkich aspektów wzajemnej atrakcyjności pod względem fizycznym, był przeze mnie niejako "pompowany", aby wywołać burzę.
Przyznaję - zdarzyło mi się to pierwszy raz, w tak znacznym zakresie, gdyż w pełni byłem świadomy absurdalności głoszonych przeze mnie "prawd", w szczególności odnośnie fizycznego pożądania czy bliskości. Jestem zdrowym facetem o typowej orientacji
, więc raczej specjalnie nie muszę sobie udowadniać, na czym polegają pewne zjawiska
Wzajemna troska czy szacunek - jak najbardziej
chociaż nie ukrywam, że rzeczywiście z pewnymi kwestiami mam problem(w co zapewne tak ciężko niektórym uwierzyć), ale jeśli chociaż Ty jesteś w stanie, to sobie pozwolę na pewien przykład. Nie wnikam na razie, jak takie sprawy się układają w związku, skupiam się na stanie obecnym, gdzie przecież istnieją jeszcze relacje z innymi ludźmi.
Weźmy tak banalny gest, jak zrobienie kawy czy herbaty: łatwiej i chętniej komuś ją zrobię niż przyjmę ów gest od innej osoby. Taka jest prawda. Wszystko sięgnęło tego stopnia, że umyślnie unikam wizyt u mojego znajomego, jeszcze z dawnych czasów, który mnie za każdym razem tak uroczyście "gości", że przy jedzeniu nie mogę nawet odnieść talerzy do zlewu, bo mi je zaraz wyrywa, twierdząc, że jestem gościem, więc mam siedzieć cicho
Taki przypadek
Sądzę, że nawet w związku dałoby się to nieco bardziej rozluźnić i obgadać, biorąc pod uwagę chociażby to, że jak się razem mieszka i korzysta ze swojego lokum, to się człowiek nie czuje, jak w hotelu
Efekt tego jest taki, że jeśli już kogoś odwiedzam, to te osoby, które pozwalają niejako mi się "porządzić" (do pewnego stopnia oczywiście) w ich własnym mieszkaniu. Chociażby przez zrobienie tej kawy czy odstawienie brudnych talerzy do zlewu. Co ciekawe( o zgrozo!
), w trakcie owego związku byłem w stanie niejako przerzucić się na inny tryb, co też nie przyszło od razu. Dało się wprowadzić pewne zasady, gdzie z czasem owa dynamika nie sprawiała mi problemu. Mimo wszystko, rzeczywistość bliskiej relacji stanowi dla mnie nieco inny wymiar, gdzie człowiek ma zdecydowanie większą motywację, aby iść na ustępstwa.
W przypadku znajomych, gdzie ów przyjaciel zachowuje się tak, że czuję się u niego w mieszkaniu autentycznie, jak w hotelu czy restauracji - jak można się domyślić, wywołuje to u mnie spory dyskomfort. Uznaję to w tym wypadku za ową skrajność, do której ciężko jest się przystosować, biorąc pod uwagę fakt, że znam gościa prawie 20 lat. O próbach rozmowy czy delikatnej sugestii na ten temat nie wspomnę, bo w każdym takim przypadku chłop się odpala tak, że Kolega N_o to przy nim oaza spokoju.
Zaznaczam przy tym, że nie chodzi o to, że ja się rządzę w jego mieszkaniu a on siedzi i nie robi nic. Chodzi jedynie o jakieś proste, wręcz banalne szczegóły, z którymi najwidoczniej inni znajomi problemu nie mają. Nie widzę tu związku z tym, czy ktoś jest singlem czy nie, akurat ów znajomy na przestrzeni tych lat zmieniał swój stan, jednak pewne przyzwyczajenia mu pozostały.
Co do samych stereotypów, to może napiszę coś jeszcze później.
Zostawię dla ciekawskich jedynie tą krótką informację, że byłem w związku przez pewien czas, co zresztą dało mi mnóstwo satysfakcji w każdym możliwym aspekcie. Fakt, nie było to długo, ale na tyle długo, żeby pewne rzeczy zgłębić
LOL
Mimo wszystko jakoś się udało,
Skoro związek był i był krótki i się skończył to raczej nic się tam nie udało.
Nawiasem mówiąc, ów związek zapewne nie mieściłby się pewnie w niektórych "typowych" kategoriach lub ramach, jakie sobie mogą ludzie tworzyć lub wyobrażeń odnośnie "stereotypowej" relacji, ale przecież wiadomo nie od dzisiaj, że związek tworzą ludzie i każdy z nas jednak się nieco różni.
Jeśli nie mieszkaliście razem to nawet za bardzo związkiem tego nazwać nie można. A skoro coś tam was łączyło i jakaś fizyczność była i jej jakaś forma doceniania, tak jak i seks to nie ma tam nic niestandardowego.
Z pewnością zaś, wątek kobiecości i męskości oraz wszelkich aspektów wzajemnej atrakcyjności pod względem fizycznym, był przeze mnie niejako "pompowany", aby wywołać burzę.
Jak to Mrs.Happiness ci wypomniała - nie pierwszy raz przedstawiasz takie stanowisko. Smutna także. I w sumie ja też.
Przyznaję - zdarzyło mi się to pierwszy raz, w tak znacznym zakresie, gdyż w pełni byłem świadomy absurdalności głoszonych przeze mnie "prawd"
Wiesz - miałoby to więcej sensu, jakbyś się do tego przyznał przed tym tym, jak zostałeś złapany za rękę. Teraz to już jest po ptakach jednak.
Weźmy tak banalny gest, jak zrobienie kawy czy herbaty: łatwiej i chętniej komuś ją zrobię niż przyjmę ów gest od innej osoby. Taka jest prawda.
Przykład tak skrajnie błahy, że nie wiem czemu ma służyć. Udowodnieniu jak głęboki masz problem? Zrobienie kawy/herbaty? Jeśli masz problem z czymś takim, to jakby ci partnerka smartwacha kupiła to chyba byś zawału dostał albo z mieszkania uciekł. A jakby ci przygotowała śniadanie do łóżka? Jakby zrezygnowała ze szkolenia dającego jej późniejszą możliwość podwojenia zarobku, bo akurat leżałeś obłożnie w domu niezdolny do kiwnięcia nawet palcem, to co byś wtedy zrobił?
Akurat nie napisałem tego posta, abyś Ty mi uwierzył, bo mi akurat najmniej na tym zależy...
Zauważ, że odpowiedź była skierowana do Muqin, choć jej nie zacytowałem. Teraz do niej właściwie kieruję moje wypowiedzi.
Serio, wierz sobie w co tylko chcesz. Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie przez n czasu udowadniał randomowym osobom z neta, jak jego życie wyglądało. Tak, byłem w związku( rok ) i kropka, czy Ci się to podoba czy nie. Wiem o tym ja i moja ex, ale jeśli Cię to ciekawi, to akurat co innego nas poróżniło. Masz(macie) swoje związkowe standardy, więc sobie je pielęgnujcie.
Mam przyjąć Wasze standardy tylko dlatego, że "tak jest i tyle". Związek zaczyna się od momentu, od momentu, w którym oboje deklarują, czując to czy od chwili, kiedy Jaśnie Wielmożny JS o tym zadecyduje?
Rozumiem, że para moich dobrych znajomych, zgrany i udany związek dwójki ludzi z tej samej branży(niemal 10 lat po ślubie i 2 dzieci), zaczynający swój związek "na odległość" ok 400 km, widujący się raz na 2 tygodnie(czy nawet tydzień) nie był związkiem, mimo, że wtedy tak sobie ustalili, bo nie wpisują się w "ramy"?
Jak Ci ktoś napisze, że wziął ślub po pół roku znajomości, dalej stwierdzisz, że to nie jest związek/małżeństwo?
Nie, nie uciekłbym, gdyby mi kupiła smartwatcha(chociaż wcześniej pewnie by wiedziała, że z takich rzeczy nie korzystam, zatem prezent byłby zupełnie inny).
W przypadku śniadania - tak samo: ucieszyłbym się.
W tym ostatnim zaś: miałbym mieszane uczucia.
Co reszta osób sobie o tym wszystkim sądzi, to mnie serio nie interesuje...
Muqin
Weźmy tak banalny gest, jak zrobienie kawy czy herbaty: łatwiej i chętniej komuś ją zrobię niż przyjmę ów gest od innej osoby. Taka jest prawda. Wszystko sięgnęło tego stopnia, że umyślnie unikam wizyt u mojego znajomego, jeszcze z dawnych czasów, który mnie za każdym razem tak uroczyście "gości", że przy jedzeniu nie mogę nawet odnieść talerzy do zlewu, bo mi je zaraz wyrywa, twierdząc, że jestem gościem, więc mam siedzieć cicho
Taki przypadek
Sądzę, że nawet w związku dałoby się to nieco bardziej rozluźnić i obgadać, biorąc pod uwagę chociażby to, że jak się razem mieszka i korzysta ze swojego lokum, to się człowiek nie czuje, jak w hotelu
![]()
Efekt tego jest taki, że jeśli już kogoś odwiedzam, to te osoby, które pozwalają niejako mi się "porządzić" (do pewnego stopnia oczywiście) w ich własnym mieszkaniu. Chociażby przez zrobienie tej kawy czy odstawienie brudnych talerzy do zlewu. Co ciekawe( o zgrozo!), w trakcie owego związku byłem w stanie niejako przerzucić się na inny tryb, co też nie przyszło od razu. Dało się wprowadzić pewne zasady, gdzie z czasem owa dynamika nie sprawiała mi problemu. Mimo wszystko, rzeczywistość bliskiej relacji stanowi dla mnie nieco inny wymiar, gdzie człowiek ma zdecydowanie większą motywację, aby iść na ustępstwa.
W przypadku znajomych, gdzie ów przyjaciel zachowuje się tak, że czuję się u niego w mieszkaniu autentycznie, jak w hotelu czy restauracji - jak można się domyślić, wywołuje to u mnie spory dyskomfort. Uznaję to w tym wypadku za ową skrajność, do której ciężko jest się przystosować, biorąc pod uwagę fakt, że znam gościa prawie 20 lat. O próbach rozmowy czy delikatnej sugestii na ten temat nie wspomnę, bo w każdym takim przypadku chłop się odpala tak, że Kolega N_o to przy nim oaza spokoju.Zaznaczam przy tym, że nie chodzi o to, że ja się rządzę w jego mieszkaniu a on siedzi i nie robi nic. Chodzi jedynie o jakieś proste, wręcz banalne szczegóły, z którymi najwidoczniej inni znajomi problemu nie mają. Nie widzę tu związku z tym, czy ktoś jest singlem czy nie, akurat ów znajomy na przestrzeni tych lat zmieniał swój stan, jednak pewne przyzwyczajenia mu pozostały.
Co do samych stereotypów, to może napiszę coś jeszcze później.
We własnym domu to się chyba człowiek powinien czuć swobodnie, tak ogólnie. W związku są dwie osoby, każda trochę inaczej to "czuję się u siebie" pojmuje, to się musi ułożyć i oczywiście składa sie z milionów dupereli, których czasem sami zainteresowani nie są świadomi w związek wchodząc. W młodym wieku jest się bardziej elastycznym, im człek starszy tym z elastycznością trudniej, na wszystkich frontach, także wspólnego zamieszkiwania.
Jak by tak podrążyć bardzo, bardzo głęboko to robienie kawy/herbaty to wiesz, łatwiej wykonać coś zgodnie z instrukcją niż przyjąć coś, co ktoś wykonał. Ja jestem ewidentnie smakoszką herbaty. Żeby wykonać herbatę taką, jak lubię Aktualny musi się nauczyć odróżniać jedną herbatę od innych, mojego sposobu parzenia, moich naczyń itd, inaczej dostaję wprawdzie herbatę, ale nie do końca taką, jak ja lubię.On jest akurat kawolubem i mamy sytuację identyczną, tylko w drugą stronę - jakoś kawę się mieli, jakoś parzy, w jakimś naczyniu podaje itd. W bardzo bliskiej relacji ta ogólnie nieistotna kawa/herbata mogą w układzie indywidualnym wygenerować sporo lekuchnych ale zgrzytów. Albo nie wygenerować. Pijamy też inne napoje i tu problemu typu kto komu robi nie ma, z kawą/herbatą akurat u nas w swoim czasie pojawił się mikro-temat. Z jednej strony wiem, że Aktualny zrobił mi herbatę mając jak najlepsze intencje i starając się niezaprzeczalnie , z drugiej ta herbata jest nie całkiem taka, jak bym chciała. Takoż samo w drugą stronę. Brzmi w sumie z pewnego punktu widzenia idiotycznie takie drążenie tematu, kto komu robi kawę/herbatę a jednak... Związek to czasem wygląda niczym pole minowe tylko częściowo oznakowane.
Człowiek, który był singlem samodzielnym jasne, że musi mieć czas na przestawienie z "ja" na "my". Między innymi dlatego, ze się zwyczajnie musi iluś rzeczy dowiedzieć. Metoda "domyśl się" słabo działa.
Ten znajomy, o którym piszesz, ewidentnie traktuje Cię jak gościa w wersji dużego dystansu. Trudno w takim układzie czuć się swobodnie i na luzie. Tak ogólnie to chyba im więcej będąc u kogoś w domu możesz wykonać wokół siebie tym bliższa relacja, to zwykle ulega stopniowaniu. Prawie obcą sąsiadkę obsłużę na full, a ona mi się do kuchni nie pcha. Sąsiadce zaprzyjaźnionej potrafię rzec "zrób nam coś do picia, a ja dokończę wieszanie prania" na wejściu, oczywiście jest ileś stopni pośrednich.
Mam przyjąć Wasze standardy tylko dlatego, że "tak jest i tyle". Związek zaczyna się od momentu, od kiedy ludzie ze sobą mieszkają czy od momentu, od kiedy oboje to oficjalnie deklarują?
Ale to nie są żadne "nasze" standardy. Kłócisz się od początku w sposób w jaki napisał Bert, aby stwierdzić, że jednak tylko żartowałeś/podpuszczałeś, a na uwagę, że podejście "starego kawalera" miałeś już jednak wypominane wielokrotnie w różnych watkach to się obruszasz i tupiesz nóżką, że w sumie nie obchodzi cię co inni myślą na ten temat.
Ja myślę, że cię obchodzi. Dlatego zabrałeś głos. Tylko uważałeś się za wyjątkowo fair i myślałeś, że twoja samodzielność i sprawiedliwość będą docenione (bo wpisują się w feministyczne standardy). A jak praktycznie wszyscy ci wytknęli twoje lekkie odklejenie na tym polu, a ostatecznie zostałeś złapany za rękę na gorącym, to próbujesz teraz się z tego wymiksować. Niepotrzebnie. Tu nikt nie jest przeciwko tobie. Rozmawiamy o zjawisku i twoim podejściu, które nie jest aż tak wyjątkowe jak ci się wydaje - jest dość powszechne wśród mężczyzn co jest właśnie niejednokrotnie podstawą męskiej samotności - ta niezdolność do otwartości, bliskości, intymnych form fizyczności, każdemu sprawiedliwie według zasług. Zamiast tupać nóżką - użyj tego do samorozwoju. Popatrz na swój zakończony związek z innej perspektywy - czy przypadkiem nie usłyszałeś tego co usłyszałeś przy rozstaniu z troski/chęci dowalenia? Aby było tobie łatwiej/ciężej, choć nie było to prawdziwe? Czemu na przestrzeni tylu lat swojego życia udało ci się tylko ten jeden raz i to na tak krótko? Wykorzystaj to zamiast się obruszać. Chociaż wątpię, abyś to zrobił, bo już z innych wątków odniosłem wrażenie, że przyjmujesz tylko tyle, na ile czujesz się z czymś komfortowo. Dlatego nie masz większego pojęcia o butach i wyposażeniu outdorowym choć to twoje narzędzia pracy. Ślizgasz się po powierzchni okazjonalnie jedynie rozbijając gówno na atomy, co sumarycznie nie służy niczemu, bo sprowadzasz niejednokrotnie rzeczy do poziomu absurdu jak w tym temacie. Krytycznej analizy i wniosków za to jak na lekarstwo.
A co do wspólnego mieszkania to o to właśnie chodzi - o tę prozę życia. Codzienność i rutynę. Umniejszałeś fizyczności, ale jak się mieszka razem i związek wyjdzie poza etap zakochania (a twój jednak nie wyszedł) to wiele rzeczy się zmienia. Rzeczy które początkowo fascynowały - potrafią drażnić. Rzeczy, których się nie dostrzegało - zaczynają fascynować. Wspólne mieszkanie to wielki sprawdzian dla relacji. Zwłaszcza jak się właśnie przetrwa etap zakochania i różowych okularów.
Jesteś ostatnią osobą od której oczekuję JAKIEJKOLWIEK rady, krytyki czy wskazówki. Tak samo Smutna. Jeśli już będę chciał się do czegoś odnieść, to uderzę się w pierś a następnie skieruję do innych, obecnych tutaj: właściwie wszystkich oprócz ciebie i niej. Mówiliście wszyscy o tym samym, ale ciężko traktować to jednakowo. Z wiadomych powodów, o których zapewne sam wiesz..
Jak wspomniałem: O tym, co każdy przeżywa i jak swoje życie taktuje wie tylko on, natomiast fora internetowe pokazują dobitnie coś, co kiedyś wydawało mi się absurdem. Mianowicie ludzie, którzy się wzajemnie nie zobaczyli ani razu czytają "jak ze szklanej kuli" wszystko, co tylko chcą na temat drugiego człowieka. Twierdzą, że można wszystkiego się dowiedzieć po tym co, i jak pisze ![]()
Jak osoba siedząca po drugiej stronie to weryfikuje, to czasami nie pozostaje nic innego, jak się uśmiechnąć ![]()
Tak, robiłem sobie jaja w wątku od samego początku
Za przyklejanie mi łatki "starego kawalera" się nie obrażam. Mam swoje podejście, więc nie zamierzam potakiwać za każdym razem, jak ktoś coś mi wspomni.
Nie, czekaj: w szczególności jak o tym mówisz Ty albo Smutna. We dwoje stanowicie tak Wielką i Niekwestionowaną Wyrocznię, że to prawie zaszczyt wejść z Wami w "dyskusję".
Co dalej z tym zrobi reszta mało mnie już obchodzi.
Z wiadomych powodów, o których zapewne sam wiesz..
Co dalej z tym zrobi reszta mało mnie już obchodzi.
Jestem wulgarnym nonkonformistą o pasywno-agresywnym stylu wypowiedzi. I zobacz do czego to doprowadziło - że teoria smutnej o tym, że jesteś starym kawalerem z kruchym ego okazała się jednak prawdą. Dlatego bardziej zwracasz uwagę na formę niż na treść i emocjonalnie przerasta cię nawet podanie ci przez kogoś herbaty. I dlatego też przyjmujesz pozycję defensywną podkreślając jak to dobrze ci z własną wyjątkowością i jak to nie obchodzi cię zdanie innych na ten temat. A zauważyłeś chociaż, że podkreślałeś to już tak często, że brzmi to jakbyś próbował przekonać samego siebie?
Onanizując się mentalnie swoją wyjątkowością i tym jak to nie musisz się wpasowywać w "narzucane przez nas ramy" nie zapomnij, że robisz to z pozycji 40letniego teoretyka-gawędziarza, który zaliczył tylko raz, jeden związek, który nie wyszedł nawet poza etap zakochania. Także obruszaj się do woli na te "nasze ramy". Może odbicie w lustrze przyzna ci w końcu rację, bo jednakowoż nie ma w twoim życiu nikogo (poza ewentualnie mamą), kto poklepałby cię po ramieniu i przytulił po powrocie z pracy do domu.
Muqin
Właśnie
Jeśli się kogoś zna długo, to raczej dwójka ludzi czuje się(czy powinna czuć) wobec siebie swobodnie. Zatem pewne ustępstwa powinny niejako się pojawić po pewnym czasie, w obie strony zresztą. Tymczasem tam ciężko się dogadać, bo nie ma miejsca na żadne negocjacje. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że człowiek mnie zna, ale mimo wszystko nie daje możliwości do pozostawienia JAKIEJKOLWIEK przestrzeni.
Masz rację: jeśli już ludzie tworzą związek, warto się wzajemnie dograć, choćby w różnorakich czy "dziwnych" wręcz detalach. Poznając się wzajemnie, rozmawiając o swoich przyzwyczajeniach, potrafimy się ze sobą dogadać. W tym wszystkim chodzi oczywiście o przekaz, jaki ze sobą niesie taki gest, ową troskę i zaangażowanie, pokazujące drugiej osobie, że ją znamy i nam na niej zależy. Związek ma to do siebie, że jest wielowymiarowy, ludzi łączy znacznie więcej: intymna relacja, bliskości, fizyczność, zaufanie etc. - wtedy istnieje moim zdaniem większa motywacja i chęci, aby się "dotrzeć". Każda ze stron może z większym oddaniem przestawić się właśnie z owego "ja" na "my". Nie powiem, miałem z tym problem na początku, ale na szczęście była Ona dość wyrozumiała dla mnie, jako początkującego. Tak czy inaczej sytuacja uległa poprawie, gdzie byłem w stanie pewne rzeczy zrozumieć i ogarnąć, częściowo ze względu na Jej gotowość do rozmowy zamiast "strzelania fochów", bo przecież pewne rzeczy są "oczywiste".
Osoby w związku mają swoje rytuały. W takim przypadku, jak ta kawa czy herbata, można się spierać czy ważniejszy jest sam gest czy wykonanie czynności zgodnie z wolą partnera. Zmienia się to pewnie w czasie, dlatego po iluś tam latach, jeśli ów Aktualny dalej by nie wiedział, jaką herbatę pijasz, mógłby się narazić na pioruny
Jasna sprawa, że w młodym wieku łatwiej się do czegoś dostosować. Potem, jak się już ma swoje nawyki, dalej jest to możliwe, ale już nie takie proste. Jedna użytkowniczka tutaj kiedyś stwierdziła, że musiała stopniowo się dostosowywać do realiów związku, bo przez długi czas była sama. Tymczasem, poznając koło 40stki faceta, nie przestawiła się od razu, ot tak, na owe zasady współżycia, właśnie ze względu na dotychczasowe życiowe nawyki.
Z kolei, w przypadku znajomości koleżeńskich czy przyjacielskich, mimo długiego stażu czy znajomości, pewne rzeczy pozostają niezmienne.
Z tym Twoim kolegą, bagienni_k to ja to widzę mniej więcej tak, że znacie się od lat. Kolega sztywny widać strasznie w tym traktowaniu Cię jak gościa. Masz pole manewru - możesz, teoretycznie, widywać się z nim tylko u siebie albo w miejscu neutralnym bądź znosić ten dyskomfort. Skoro marudzisz ale dalej przychodzisz kolega zapewne wnioskuje, że ten Twój dyskomfort za silny nie jest. Z drugiej strony kto wie, może kolega odczuwa silny dyskomfort wpuszczając kogoś do swojej kuchni? Traktuje kuchnię jako swój teren bardzo prywatny z dowolnych powodów? Pytanie czy jest ten pewien brak wygody Twojej rzeczywiście problemem w relacji z kolegą czy tylko lekką niedogodnością- a to już Ty sam ocenisz. Jakieś pole manewru masz.
Korzystasz albo zostaje jak jest. Jak to z kolegami czy znajomymi, także wieloletnimi.
Pewnie, że im bliższa relacja i im bardziej obu stronom zależy tym motywacja do dostosowania się silniejsza. No ale każdy ma też takie punkty, że nijak dostosować się nie idzie bez szkód własnych. Te to u siebie warto mieć rozeznane. ![]()
W sprawie kawy/herbaty z Aktualnym poszło zgodnie - dbanie o siebie wzajem możemy pokazywać innymi sposobami też, nie musimy kawą/herbatą tak na wstępie. Akurat kawa/herbata i akurat u nas są mikro/tematem. Z odruchu każde robi sobie, ale spontaniczne próby nauczenia się też się pojawiają. Bez spiny, raczej w kierunku zabawy, bo obie strony wiedzą, co jest grane.
(...)Z drugiej strony kto wie, może kolega odczuwa silny dyskomfort wpuszczając kogoś do swojej kuchni? Traktuje kuchnię jako swój teren bardzo prywatny z dowolnych powodów? Pytanie czy jest ten pewien brak wygody Twojej rzeczywiście problemem w relacji z kolegą czy tylko lekką niedogodnością- a to już Ty sam ocenisz. Jakieś pole manewru masz.
Korzystasz albo zostaje jak jest. Jak to z kolegami czy znajomymi, także wieloletnimi.
(...)
Podejdźmy do tej dyskusji poważnie. Próba wejścia do czyjejś kuchni, to coś więcej niż tylko złamanie zasad gościnności, to brak elementarnych manier, rażące naruszenie prywatności. Każdy ma prawo czuć się swobodnie i bezpiecznie we własnym domu a przede wszystkim komfortowo. Gość, który zachowuje się nachalnie, który próbuje narzucać swoje zasady w cudzym domu jest po prostu intruzem, który nie potrafi uszanować cudzych granic, co czyni go gościem niepożądanym. I tyle w temacie.
Czym innym jest propozycja pomocy przy przygotowaniu posiłku czy poczęstunku, jednak zawsze musi się to odbywać za wyraźną zgodą gospodarza. Zasady savoir-vivreu są pod tym względem dość rygorystyczne i sugerują powściągliwość, nawet jeśli z gospodarzem łączą nas bliskie, przyjacielskie relacje. Przecież to jest kwestia zachowania kultury osobistej i szacunku dla gospodarza w jego własnym domu.
Nie no jasne, Koralina, tak bardziej na poważnie to i dla mnie i zapewne dla bagiennik_a też role gościa i gospodarza są podzielone i jasne.
Myśmy sobie z bagienni_kiem w ramach oglądania konkretów pod mikroskopem (najwyraźniej oboje mamy do tego ciągotki) rozważali jego relacje z kolegą, relację trwającą od lat , jak pisał, 20-tu. Który to kolega od tych 20-lat z uporem trzyma taki solidny dystans. Co samo w sobie jest troszkę, odrobinkę interesujące. Czysta ciekawość ![]()
Nie no jasne, Koralina, tak bardziej na poważnie to i dla mnie i zapewne dla bagiennik_a też role gościa i gospodarza są podzielone i jasne.
Myśmy sobie z bagienni_kiem w ramach oglądania konkretów pod mikroskopem (najwyraźniej oboje mamy do tego ciągotki) rozważali jego relacje z kolegą, relację trwającą od lat , jak pisał, 20-tu. Który to kolega od tych 20-lat z uporem trzyma taki solidny dystans. Co samo w sobie jest troszkę, odrobinkę interesujące. Czysta ciekawość
Dwadzieścia lat znajomości nie sprawia, że gospodarz staje się gościem we własnym domu, ani tym bardziej nie daje gościowi prawa, by czuł się gospodarzem w cudzym. Staż znajomości nie jest licencją na zawłaszczanie cudzej przestrzeni
.
Nie jest, ale zarazem przy 20 latach znajomości, zwłaszcza bez dużej /pokoleniowej różnicy wieku tak statystycznie to zwykle surowe reguły wstępne ulegają przynajmniej lekkiemu poluzowaniu.
Z tego co wiem, bagienni_k nie zawłaszcza koledze przestrzeni tylko go to troszeczkę intryguje, że w tej konkretnej relacji nijakiego poluzowania nie ma. Mnie całkiem abstrakcyjnie też zdołało to zaciekawić ![]()
Strony Poprzednia 1 … 8 9 10 11 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy wykonujecie takie czynności dla swoich mężów ?
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026