Korzystając z wyczekiwanego od pół roku urlopu zapierdalam po popcorn i cole, bo już widzę zajebiście wielki i świecący z daleka kij w mrowisku, zanim wrócę ze sklepu pewnie będzie już natrzepane pół strony o tym jak to wcale tak nie jest i znajoma mojej znajomej co ma znajomą opowiadała mi kiedyś o takiej znajomej, która się związała ze starszym o trzydzieści lat stróżem parkingowym i żyją razem do dziś szczęśliwi jak nigdy...
Jednak ja nie o to pytalam. Zalozmy, ze rownolatka.
No więc wyobraź sobie że tak. To znaczy nie. W sensie, że nie wiem jak mają WSZYSCY czy jacyś INNI faceci, ale mi totalnie wisi kwota na kwitku z wypłatą laski, którą jestem zainteresowany. Ma pracować, żeby jej z nudów nie odpierdalało i mieć swoje hajsy, żeby nie ciągnęła moich ode mnie. Oczywiście takie gratisy jak wolnostojący dom na przykład są zawsze mile widziane, a na pewno milej niż wynajmowana suterena w podłej dzielnicy czy mieszkanie z rodzicami, jednak powiedzmy sobie jasno, że żaden dom, ani nawet własny ośrodek wypoczynkowy w Mielnie odziedziczony po starych, nie decyduje o niczym, a nie chwaląc się sam osobiście miałem różnego rodzaju propozycje "nie do odrzucenia" które jednak odrzuciłem ze względów... różnych i nawet w cięższych okresach klepania biedy z moją pierdolniętą Kasią czy jebania na niemieckich budowach po 12 godzin w mrozie i deszczu ze śniegiem, ani razu nie naszła mnie myśl, że mógłbym teraz siedzieć sobie w ciepłym pławiąc się w luksusach albo leżeć nad basenem hotelu w Hiszpanii z kolorowym drinkiem obok kobiety, której zwyczajnie i po prostu nie kocham.