Kaszpir007 napisał/a:na swojej drodze spotkałem też takie perełki 
- Cześć, jestem XXX, samotna mama z małym bombelkiem (choć nie zawsze ten bombelek jest mały), który jest moim całym światem.
Wszystko, co robię, kręci się wokół niego – 24 godziny na dobę, nawet gdy śpi, ja o nim myślę.
Jeśli chcesz ze mną czcić mojego skarba i uczynić go naszym numerem jeden, zapraszam!
Na pracę czasu nie mam, bo bombelek wypełnia mi grafik po brzegi.
W domu licz na siebie i jeszcze mi pomóż.
Moim życiowym celem jest dziecko – a jeśli tego nie rozumiesz, to spokojnie, dziesięciu innych już czeka na swoją szansę 
Nie tylko Ty spotkałeś i nie tylko Ty jeszcze spotkasz. O tym cały czas tłukę jak garnkiem w ścianę, bo tak się w skrócie sprawy mają, kiedy rozważasz związek z samotną mamą. Panie próbują nieudolnie pomijać ten akurat fragment rzeczywistości i skupiają się na jakichś mało istotnych duperelach, okraszając to wszystko wzniosłymi hasełkami o byciu silną i niezależną, jakby chodzenie do pracy i płacenie rachunków było jakimś kurwa niebywałym wyczynem, godnym Medalu Honoru co najmniej. Każdy chłop to robi całe życie i nikt go nawet o to nie pyta, bo pewne sprawy są po prostu oczywiste.
Myślę, że ta dyskusja nie ma najmniejszego sensu, bo na trylion facetów, którzy zgodnym chórem powiedzą - nie chcemy się zajmować waszymi dziećmi, tak samo jak wy nie chcecie się zajmować naszymi - zawsze znajdzie się "reprezentatywny przykład" w postaci jakiegoś znajomego czyjejś znajomej i całe to pisanie jak psu w dupę.
Mniszkówna napisał/a:Czesław a czy przypadkiem wszystkie Twoje partnerki nie miały dzieci?
Problem części panów leży w tym, że kobieta 40+ która jest SAMODZIELNA czyli ma stała normalną prace z dochodem...
Nie kochana, to problem części Pań leży w skądinąd błędnym założeniu, że kogokolwiek interesuje, gdzie Ty pracujesz albo ile zarabiasz.
Mnie osobiście dużo bardziej interesuje to na przykład, jaka Ty dla mnie będziesz w normalnym codziennym życiu pod jednym dachem, nie twoja praca, którą dzisiaj masz, a jutro już nie masz. Znasz to powiedzenie, że jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, to opowiedz mu o swoich planach? No właśnie. Bazowanie na tym co jest aktualnie tu i teraz, bardzo często ma bardzo krótkie nogi i nie znasz dnia w którym nagle Ci się sufit z hukiem na łeb spierdoli. Lub twojemu partnerowi dla odmiany. I co wtedy? Gacie na dupę koniec miłości? To ja serdecznie chromolę taki interes i w dupie mam takie związki. Nigdy nie zwracałem uwagi na ten akurat aspekt, a przekrój społeczeństwa z jakiego wywodziły się moje partnerki jest bardzo szeroki z tym że podkreślam po raz kolejny, żadnej różnicy mi to nie robi.
Przypadkiem nie wszystkie moje partnerki miały dzieci, ale zdecydowana większość tak. I właśnie dlatego, że mam porównanie z moich własnych życiowych doświadczeń, a nie tylko z historyjek zasłyszanych od kogoś kto zna kogoś co zna kogoś, przynajmniej na dzień dzisiejszy posiadam przekonanie graniczące z pewnością, że już nigdy nie zamieszkam z żadnym dzieckiem, poza moim własnym synem, jeśli kiedykolwiek słownie wyrazi taką chęć. I nie przekona mnie nic, żadne gadanie, bo ja już wszystko widziałem na własne oczy i tyle razy, żeby wiedzieć aż za dobrze jak to się zawsze kończy. Cała nadzieja w tym, że póki co jakoś mi się nie pali do nawiązywania nowych znajomości, więc istnieje całkiem spora szansa na to, że kiedy już się na to zdecyduję, moim docelowym targetem będą tylko babcie 