Ja nie lubię dziecka jednej sąsiadki, bo gdy jest ciepło, spędza całe dnie w ogródku piszcząc i tłukąc się tak, że nie można otworzyć okien, nie wspominając o spokojnym siedzeniu na zewnątrz. Nie mam nic przeciwko dzieciom innych sąsiadów, bo kiedy zdarza im się podobne zachowanie, rodzice je uspokajają. ![]()
67 2025-04-15 17:48:41 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2025-04-15 17:50:53)
Ja nie lubię dziecka jednej sąsiadki, bo gdy jest ciepło, spędza całe dnie w ogródku piszcząc i tłukąc się tak, że nie można otworzyć okien, nie wspominając o spokojnym siedzeniu na zewnątrz. Nie mam nic przeciwko dzieciom innych sąsiadów, bo kiedy zdarza im się podobne zachowanie, rodzice je uspokajają.
No, ale to nie jest dziecko Twojego partnera?
![]()
Wiem, wiem, sugerujesz, że to dziecko z tego wątku jest rozpieszczone i przyzwyczajone do tego, że wszystko mu wolno. Brak wiedzy na ten temat/
No, ale to nie jest dziecko Twojego partnera?
![]()
Wiem, wiem, sugerujesz, że to dziecko z tego wątku jest rozpieszczone i przyzwyczajone do tego, że wszystko mu wolno. Brak wiedzy na ten temat/
Nie, nie. Uważam, że większość przedszkolaków przynajmniej bywa hałaśliwa i nie ma to wiele wspólnego z byciem rozpieszczonym.
Sugeruję, że jak partner dla dziecka, tak i dziecko dla partnera jest na początku obcym człowiekiem, którego można polubić lub nie. I jeżeli ten facet od początku był stawiany w sytuacji, że ma się dostosować, znosić hałasy i tak dalej, a dziecko "to tylko dziecko", to skąd się miała wziąć sympatia? Życzenia autorki to za mało, nikt nie patrzy na dziecko tak jak rodzic, obcy facet nie polubi dziecka za sam fakt, że ono istnieje i "mimo wszystko".
Tamiraa napisał/a:No, ale to nie jest dziecko Twojego partnera?
![]()
Wiem, wiem, sugerujesz, że to dziecko z tego wątku jest rozpieszczone i przyzwyczajone do tego, że wszystko mu wolno. Brak wiedzy na ten temat/
Nie, nie. Uważam, że większość przedszkolaków przynajmniej bywa hałaśliwa i nie ma to wiele wspólnego z byciem rozpieszczonym.
Sugeruję, że jak partner dla dziecka, tak i dziecko dla partnera jest na początku obcym człowiekiem, którego można polubić lub nie. I jeżeli ten facet od początku był stawiany w sytuacji, że ma się dostosować, znosić hałasy i tak dalej, a dziecko "to tylko dziecko", to skąd się miała wziąć sympatia? Życzenia autorki to za mało, nikt nie patrzy na dziecko tak jak rodzic, obcy facet nie polubi dziecka za sam fakt, że ono istnieje i "mimo wszystko".
A ja odniosłam przeciwne wrażenie, że to partner autorki zachował się jak rozkapryszone dziecko, któremu się wszystko należy. Gdyby chciał przełamać wspólne lody, wykazałby minimum, że mu się cokolwiek chce zrobić w kierunku relacji z autorką. On rywalizował. Z drugiej strony może też wielkiego uczucia nie było? Trudno wyczuć.
[...] ...partner autorki zachował się jak rozkapryszone dziecko, któremu się wszystko należy. Gdyby chciał przełamać wspólne lody, wykazałby minimum, że mu się cokolwiek chce zrobić w kierunku relacji z autorką. On rywalizował. Z drugiej strony może też wielkiego uczucia nie było? Trudno wyczuć.
Jedno drugiego nie wyklucza. Komentarze idą w stronę wskazania dziecka jako rozpieszczonego albo partnera jako rozpieszczonego, a może to nie jest alternatywa: jeden i drugi mogą być rozpieszczeni i dlatego reagują na siebie w podobny sposób, wzajemnie się nie lubią.
Kilka tygodni temu miałem okazję obserwować pewną dziesięciolatkę w akcji, która rozwaliła w drobny mak swój pokój, roztrzaskała krzesło, zdemolowała drzwi od pokoju, pobiła inna dziewczynkę, mieszkającą w tym samym domu, z którą jeszcze pięć minut wcześniej się bawiła jak z przyjaciółką.
Zachowanie tej dziesięciolatki był wynikiem przebywania (bo wychowaniem tego nazwać nie mogę) tylko z matką, bez ojca. Od wielu lat dojrzewa zmiana patrzenia na rolę matek w wychowaniu dzieci, badań jest coraz więcej, ale ciągle nie ma na tyle świadomości u sędziów (a może SENdziów, bo oni bardziej śnią o kompetencjach niż wykazują kompetencje do sprzyjania normalizacji), aby rozważyć równe prawa obu płci = obu rodziców do przyznania opieki nad dzieckiem.
Wierzę, że kiedyś system do tego dojrzeje, ale ofiar będzie jeszcze wiele.
Tamiraa napisał/a:[...] ...partner autorki zachował się jak rozkapryszone dziecko, któremu się wszystko należy. Gdyby chciał przełamać wspólne lody, wykazałby minimum, że mu się cokolwiek chce zrobić w kierunku relacji z autorką. On rywalizował. Z drugiej strony może też wielkiego uczucia nie było? Trudno wyczuć.
Jedno drugiego nie wyklucza. Komentarze idą w stronę wskazania dziecka jako rozpieszczonego albo partnera jako rozpieszczonego, a może to nie jest alternatywa: jeden i drugi mogą być rozpieszczeni i dlatego reagują na siebie w podobny sposób, wzajemnie się nie lubią.
Kilka tygodni temu miałem okazję obserwować pewną dziesięciolatkę w akcji, która rozwaliła w drobny mak swój pokój, roztrzaskała krzesło, zdemolowała drzwi od pokoju, pobiła inna dziewczynkę, mieszkającą w tym samym domu, z którą jeszcze pięć minut wcześniej się bawiła jak z przyjaciółką.
Krzyczała ponad godzinę (kiedyś można by napisać histerycznie, ale to słowo zostało zamienione) i w jednej sekundzie przestała, gdy straciła widzów (z całej histerii jeszcze została u Antoniego Kępińskiego histrioniczność, więc można tu tego pojęcia użyć, nie tyle archaicznie, co trafnie).
Zachowanie tej dziesięciolatki był wynikiem przebywania (bo wychowaniem tego nazwać nie mogę) tylko z matką, bez ojca. Od wielu lat dojrzewa zmiana patrzenia na rolę matek w wychowaniu dzieci, badań jest coraz więcej, ale ciągle nie ma na tyle świadomości u sędziów (a może SENdziów, bo oni bardziej śnią o kompetencjach niż wykazują kompetencje do sprzyjania normalizacji), aby rozważyć równe prawa obu płci = obu rodziców do przyznania opieki nad dzieckiem.
Wierzę, że kiedyś system do tego dojrzeje, ale ofiar będzie jeszcze wiele.
Animus napisał/a:Tamiraa napisał/a:[...] ...partner autorki zachował się jak rozkapryszone dziecko, któremu się wszystko należy. Gdyby chciał przełamać wspólne lody, wykazałby minimum, że mu się cokolwiek chce zrobić w kierunku relacji z autorką. On rywalizował. Z drugiej strony może też wielkiego uczucia nie było? Trudno wyczuć.
Jedno drugiego nie wyklucza. Komentarze idą w stronę wskazania dziecka jako rozpieszczonego albo partnera jako rozpieszczonego, a może to nie jest alternatywa: jeden i drugi mogą być rozpieszczeni i dlatego reagują na siebie w podobny sposób, wzajemnie się nie lubią.
Kilka tygodni temu miałem okazję obserwować pewną dziesięciolatkę w akcji, która rozwaliła w drobny mak swój pokój, roztrzaskała krzesło, zdemolowała drzwi od pokoju, pobiła inna dziewczynkę, mieszkającą w tym samym domu, z którą jeszcze pięć minut wcześniej się bawiła jak z przyjaciółką.
Krzyczała ponad godzinę (kiedyś można by napisać histerycznie, ale to słowo zostało zamienione) i w jednej sekundzie przestała, gdy straciła widzów (z całej histerii jeszcze została u Antoniego Kępińskiego histrioniczność, więc można tu tego pojęcia użyć, nie tyle archaicznie, co trafnie).
Zachowanie tej dziesięciolatki był wynikiem przebywania (bo wychowaniem tego nazwać nie mogę) tylko z matką, bez ojca. Od wielu lat dojrzewa zmiana patrzenia na rolę matek w wychowaniu dzieci, badań jest coraz więcej, ale ciągle nie ma na tyle świadomości u sędziów (a może SENdziów, bo oni bardziej śnią o kompetencjach niż wykazują kompetencje do sprzyjania normalizacji), aby rozważyć równe prawa obu płci = obu rodziców do przyznania opieki nad dzieckiem.
Wierzę, że kiedyś system do tego dojrzeje, ale ofiar będzie jeszcze wiele.
Nie uważam tego za pewnik. Przyczyny bywają różne. Mnie raczej kojarzy się z deficytami, których matka może nie chcieć zauważać. Ojciec być może by dostrzegł, nie wiem. Mogłabym podać bardziej drastyczny przykład, ale po co.
Od wielu lat dojrzewa zmiana patrzenia na rolę matek w wychowaniu dzieci, badań jest coraz więcej, ale ciągle nie ma na tyle świadomości u sędziów (a może SENdziów, bo oni bardziej śnią o kompetencjach niż wykazują kompetencje do sprzyjania normalizacji), aby rozważyć równe prawa obu płci = obu rodziców do przyznania opieki nad dzieckiem.
Wierzę, że kiedyś system do tego dojrzeje, ale ofiar będzie jeszcze wiele.
Też mi się marzy świat, w którym tatusiowie będą z pełną odpowiedzialnością opiekować się dziećmi po rozstaniu z ich matką, spędzać z nimi czas, interesować się ich szkołą, osiągnięciami i wynikami w nauce. Pomagać w edukacji gdy zajdzie taka potrzeba. Oczywiście partycypować w kosztach utrzymania ich dzieci, a nie tylko udowadniać że na nic ich nie stać.
Ech... Może kiedyś nadejdą takie czasy.
74 2025-04-16 08:36:08 Ostatnio edytowany przez Animus (2025-04-16 08:57:14)
[...] Też mi się marzy świat, w którym tatusiowie będą z pełną odpowiedzialnością opiekować się dziećmi po rozstaniu z ich matką, spędzać z nimi czas, interesować się ich szkołą, osiągnięciami i wynikami w nauce. Pomagać w edukacji gdy zajdzie taka potrzeba. Oczywiście partycypować w kosztach utrzymania ich dzieci, a nie tylko udowadniać że na nic ich nie stać.
Ech... Może kiedyś nadejdą takie czasy.
"Świat" pójdzie raczej w inną stronę. Już teraz Polacy biorą sobie żony z innych stref kulturowych, bo rodzenie dzieci przez Europejki stało się obarczone zbyt wielkim ryzykiem, także finansowym.
Jak mężczyźni mają z "pełną odpowiedzialnością opiekować się dziećmi" skoro po przyznaniu przez sąd opieki jego prawa do opieki, a więc także odpowiedzialność są ograniczone. A przecież zdarzają się praktyki aberracyjne matek, które w procesie rozrywania serca dziecka sięgają nie tylko po argumenty przemocowe, ale także po cały arsenał dewiacji seksualnych. To właśnie dlatego, po wielu latach stosowania niebieskiej karty, nie tylko policja, ale także pracownicy socjalni dysponują wiedzą na temat wzrastającej patologii (nałogów: alkohol, papierosy i narkotyki), które finansowane są z alimentów na dzieci. I co z tego, że dzieci wtedy odbierane są matkom i oddawane do rodzin zastępczych, kiedy zawsze taka "matka" może urodzić kolejne dziecko kolejnemu mężczyźnie i cała historia niszczenia psychiki dziecka trwa kilka lat, zanim znów dojdzie do odebrania dziecka. A znam przypadki matek, które prowadzą z powodzeniem taki proceder przez dwadzieścia lat rodząc ósemkę dzieci, które nie mają szans na wychowanie w kochającej rodzinie.
Osiem lat "dobrej zmiany" i dykta-tury oraz wdrażania kolejnych pomysłów przeciwko ojcom przez ministra Ziobrę i tego, co to Jaki - Taki, to nowe stworzenie kobiety z Ziobra wyjętego Adamowi i przekazanego Ewie w polskim piekiełku.
[...] Nie uważam tego za pewnik. Przyczyny bywają różne. Mnie raczej kojarzy się z deficytami, których matka może nie chcieć zauważać. Ojciec być może by dostrzegł, nie wiem.
Pewnik? O pewnikach nic nie pisałem. A zestaw "różnych" przyczyn poszerzyłem nieco powyżej.
Najtrudniej jest zauważać deficyty u siebie.
[...] Mogłabym podać bardziej drastyczny przykład, ale po co.
Celowość niekiedy ukrywa się równie skwapliwie jak deficyty. Jaki jest cel kolejnej radykalizacji prawa i drastycznych metod eksmisyjnych? Odebranie motywacji ojców do kochania dzieci spłodzonych czy odebranie motywacji i możliwości płodzenia następnych?
Dollores, gratuluję ci, że znalazłaś w sobie siłę, zdrowy rozsądek i miłość do syna wystarczająco mocne, żeby zostawić kiepskiego partnera. Dobrze się coś takiego czyta. ![]()
Dollores, gratuluję ci, że znalazłaś w sobie siłę, zdrowy rozsądek i miłość do syna wystarczająco mocne, żeby zostawić kiepskiego partnera. Dobrze się coś takiego czyta.
Lucy, typowo kobiece podejście: mężczyzna jest potrzebny tylko do spłodzenia. Matka może wychować Syna na mężczyznę bez męskiego wzoru? Ewenement i eksperyment społeczny od poprzedniego wieku, wielkie osiągnięcie trzeciej fali feminizmu (I fala: walka o równouprawnienie, II fala - walka o przywileje, III fala - eliminacja mężczyzn).
Kiepskiego partnera wybiera partnerka i wybiera tak, jak umie.
"Dobrze" się czyta tylko wtedy, kiedy się nie ma świadomości konsekwencji. A te są jawne tylko dla wtajemniczonych: depresje, narkomania, chłopaczki w sieci obecni tylko wirtualnie. Są jeszcze inne konsekwencje, które przemilczę, ale odsyłam do Philipha Zimbardo "Gdzie ci mężczyźni"
77 2025-04-17 13:59:01 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2025-04-17 13:59:26)
Tamiraa napisał/a:[...] Nie uważam tego za pewnik. Przyczyny bywają różne. Mnie raczej kojarzy się z deficytami, których matka może nie chcieć zauważać. Ojciec być może by dostrzegł, nie wiem.
Pewnik? O pewnikach nic nie pisałem. A zestaw "różnych" przyczyn poszerzyłem nieco powyżej.
Najtrudniej jest zauważać deficyty u siebie.
Tamiraa napisał/a:[...] Mogłabym podać bardziej drastyczny przykład, ale po co.
Celowość niekiedy ukrywa się równie skwapliwie jak deficyty. Jaki jest cel kolejnej radykalizacji prawa i drastycznych metod eksmisyjnych? Odebranie motywacji ojców do kochania dzieci spłodzonych czy odebranie motywacji i możliwości płodzenia następnych?
A Tobie co się stało? Ktoś ci zabrał dzieci i zabronił kochać i dlatego masz pretensje do nas?
Wracając do Twojej wypowiedzi, mocno nie na temat, to nie pisałam o Twoich deficytach tylko tej dziewczynki, której zachowanie wywarło na Tobie wrażenie. Dzieci to nie istoty dorosłe, one się dopiero uczą. Dziewczynka, która tak się zachowuje może wyrosnąć na całkiem fajną kobietkę. Pracowałeś kiedyś z dziećmi?
78 2025-04-17 17:31:15 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2025-04-17 17:33:05)
"Świat" pójdzie raczej w inną stronę. Już teraz Polacy biorą sobie żony z innych stref kulturowych, bo rodzenie dzieci przez Europejki stało się obarczone zbyt wielkim ryzykiem, także finansowym.
Bo tylko dla jakiejś Azjatki z bambusowej chaty, napalonej na paszport europejski obojętnie od kogo, mogą być atrakcyjni.
Z góry przepraszam naprawdę wartościowych Polaków, ale oni jak mi się zdaje i tak nie przesiadują na babskich forach udowadniając Polkom że są nic niewarte.
Tak że teges... Rób dzieci komu chcesz, może w Afryce nie będziesz musiał płacić alimentów, albo łożyć na utrzymanie swoich pociech.
Tutaj wzbudzasz tylko politowanie.
Oczywiście " facet" najważniejszy. Już sam tytuł sugeruje, że matka dziecka nie powinna z nim być bo brzmi "Partner nie nawiedzi mojego syna" a nie " Partner nie może porozumieć się z moim synem"
Jest chyba różnica, czyż nie?
Nie wiem co za ludzie się tu wypowiadają, ale kobiety to chyba desperatki, które poświęciłby własne dziecko byleby mieć faceta, nieważne czy dobry czy zły byle jest.
[...] A Tobie co się stało? Ktoś ci zabrał dzieci i zabronił kochać i dlatego masz pretensje do nas?
Nie pisałem o sobie i nie zgłaszałem żadnych pretensji.
Proszę mi nie imputować własnych zwyczajów Tamiryy.
I nie nadużywaj ekstrapolacji: pisałem konkretnie do Ciebie. To taki chwyt: "Och, popatrzcie Kobietki,jak ona nas wszystkie traktuje." Manipulacja?
[...]
Wracając do Twojej wypowiedzi, mocno nie na temat, to nie pisałam o Twoich deficytach tylko tej dziewczynki, której zachowanie wywarło na Tobie wrażenie. Dzieci to nie istoty dorosłe, one się dopiero uczą. Dziewczynka, która tak się zachowuje może wyrosnąć na całkiem fajną kobietkę.
No wreszcie powrót do merytoryczności: a ja niekoniecznie pisałem o tej jednej dziewczynce, ale także o tej dziewczynce, którą kiedyś byłaś. Z pewnością z tej dziewczynki wyrosła "całkiem fajna kobieta".
[...] Pracowałeś kiedyś z dziećmi?
Nie, jak widzę dzieci to natychmiast uciekam... A poważnie: interesujące byłoby porównanie Twojego i mojego doświadczenia w "pracy z dziećmi", jak to nazwałaś. Podkreślam tę "pracę", bo zapewne uwzględniasz tylko to, za co Ci płacą przelewając comiesięczne kwoty, a nie to, co jest gratyfikowane uśmiecham dziecka.
81 2025-04-18 09:53:48 Ostatnio edytowany przez Animus (2025-04-18 09:55:18)
Z góry przepraszam naprawdę wartościowych Polaków, ale oni jak mi się zdaje i tak nie przesiadują na babskich forach udowadniając Polkom że są nic niewarte.
Na babskich forach mnie nie widziano. A forum net- kobiety to coś zupełnie innego i wyjątkowego, choć i tu nie wszyscy rozumieją tomik poezji Świerszczyńskiej.
Będę wdzięczny za exemplum, gdzie znalazłaś, Salomonko, dowód, że Polki są nic nie warte.
A może to tylko osobisty efekt rezonansu typu: "Uderz w stół, a nożyce się odezwą".
Cóż to za imponująca zdolność orzekania wartości kogoś, kogo się nie zna. Imponująca zdolność do przesady...
Rozumiem frustrację, FRUSTRATKO: wolałabyś głosić swoje poglądy bez opozycji. Brak opozycji może uspokaja, ale znacznie obniża poziom merytoryczności, co jest godne politowania.
Tutaj wzbudzasz tylko politowanie.
Będę pamiętał, żeby wzbudzać w sobie politowanie za każdym razem, gdy Cię będę czytał. Nie ma to przecież jak WZAJEMNOŚĆ.
82 2025-04-18 10:22:59 Ostatnio edytowany przez GrazynkaPL (2025-04-18 10:25:54)
Oczywiście " facet" najważniejszy. Już sam tytuł sugeruje, że matka dziecka nie powinna z nim być bo brzmi "Partner nie nawiedzi mojego syna" a nie " Partner nie może porozumieć się z moim synem"
Jest chyba różnica, czyż nie?
Nie wiem co za ludzie się tu wypowiadają, ale kobiety to chyba desperatki, które poświęciłby własne dziecko byleby mieć faceta, nieważne czy dobry czy zły byle jest.
Bo tylko dla jakiejś Azjatki z bambusowej chaty, napalonej na paszport europejski obojętnie od kogo, mogą być atrakcyjni.
Z góry przepraszam naprawdę wartościowych Polaków, ale oni jak mi się zdaje i tak nie przesiadują na babskich forach udowadniając Polkom że są nic niewarte.
Tak że teges... Rób dzieci komu chcesz, może w Afryce nie będziesz musiał płacić alimentów, albo łożyć na utrzymanie swoich pociech.
Tutaj wzbudzasz tylko politowanie.
Masz Salomonka. Specjalnie dla Ciebie. Spojrzyj na tego Polaka i na tę "napaloną na paszport" z bambusowej chaty.
A tak jest, gdy osiągnie się trwałość i ciągłość rodzinną:
SaraS napisał/a:....Jak ktoś zaczyna związek, to chce partnerstwa, w którym ma tyle samo do powiedzenia co druga strona.
Zgadza się, ale chodzi glównie o to, żeby nie wchodzić w związek z przeświadczeniem, że dziecko ktore tam się zastaje będzie spełniało jakieś nasze oczekiwania i będzie takie, jak chcemy żeby było. Dla faceta to obce dziecko, wychowane bez niego, bez jego obecności przez innych, obcych mu ludzi: Ojca dziecka, dziadków, ciotki, wujków i matkę dziecka w końcu.
Na zbudowanie pozytywnych relacji potrzeba czasu i nie można oczekiwać od dziecka, w tym wypadku 5 letniego, że od chwili wejścia do domu kogoś nowego, będzie go akceptował, słuchał i spelniał wszystkie jego oczekiwania. Dorosły człowiek który ma chociaż dwie komórki kompatybilne w mózgu nigdy nie będzie tego oczekiwał. Dziecko widzi ogromną zmianę która się "zadziala" w jego życiu i przestaje się czuć pewnie, często nawet przeżywa ogromny stres, który dodatkowo go "bodzcuje".
To po stronie nowego partnera matki jest wypracowanie sobie takiej pozycji w jego życiu, aby czuć się akceptowanym i szanowanym, a tego krzykiem, karami i upokarzaniem dziecka na pewno się nie osiągnie.
Znam przykład rodziny, gdzie facet wychował chłopca jak swego, a dzieciak mial 7 lat gdy związal się z jego matką. Dziś chlopak ma ponad 20 lat, kocha ojczyma jak swego ojca, szanuje go, podziwia i bardzo liczy się z jego zdaniem, a nigdy nie słyszałam aby ojczym podniósł na niego nawet głos. Mają jeszcze córkę już ze sobą i facet nie robił nigdy różnicy między dziećmi, zawsze traktował je tak samo i wiele nawet bliskich im osob którzy nie znali ich od początku, do dziś nie ma świadomości, że starsze z dzieci n ie jest synem rodzonym tego ojca.Kiedy wchodzi się w związek gdzie już są jakieś dzieci, trzeba mieć świadomość że bierze się na siebie ogromną odpowiedzialność. Przyjażń, szacunek wzajemny nie pojawią się nagle. Może przyjdą one z czasem, może nie, ale zmuszanie do czegokolwiek w tej sprawie jest przemocą i nieuczciwością wobec dziecka, a skutki są jakie są.
Lepiej bym tego nie podsumowała. Ale, żeby to osiągnąć trzeba mieć określone cechy charakteru już na starcie. Za mną naprawdę wiele rozmów, że krzyki, unoszenie się, rozkazy itd to nie są argumenty przeciwko dziecku, że gdybym chciała tak żyć to zostałabym z byłym mężem. Dziecku trzeba tłumaczyć i syn jest zupełnie inną osobą, gdy jego nie ma. I nie uważam, abym kogokolwiek rozpieściła. Lubi się przytulać, ale ma też obowiązki. Jest bardzo samodzielny.
Tłumaczenie dorosłemu człowiekowi też jest słabe. Dla mnie te dwie relacje nie są ze sobą w ogóle konkurencją, bo są zupełnie inne. Natomiast ja tę konkurencję czułam. I tutaj dorosły powinien odpuścić, bo dziecko się dopiero uczy. Takie relacje są trudne i wymagające dla każdej strony.
A piszą o jego dostosowaniu to nie miałam na myśli ustawiania kogokolwiek w hierarchii związku. Z wiekiem człowiek na pewno jest mniej elastyczny, ale też nie chcę, aby ktoś pakując się w moje życie przewracał je o 360 stopni: od wychowania dzieci, po treningi, kończąc na komentowaniu ile wydaje na leczenie ortodontyczne (mam bardzo skomplikowaną wadę i musiałam z nią w końcu coś zrobić, on uważał że jest mi to zbędne, co też mi dało do myślenia, bo ja bym chciała dla kogoś innego, jak najlepiej). Jak on miał trening to nie przyjeżdżał i ja to akceptowałam. Tylko tu działało to w jedną stronę. Finalnie uważam, że mieszkając z rodzicami i pracując tylko 8 h jest się bardziej elastycznym niż osoba z dzieckiem, jego leczeniem, praca główna i dodatkową, treningami, studiami itd.
Wprowadzał nerwową atmosferę w moje życie, a ja nie tego szukałam. Szukam dobrego, ciepłego człowieka i teraz muszę się skupić na sobie, bo z czegoś to wynika, że koniec końców (ile bym nie wybierała) to finalnie trafiam w inne miejsca, niż bym chciała.
To jak się zachował na koniec było tylko wisienką na torcie. Skala epitetów pod moim adresem i tego jaka jestem beznadziejna świadczy tylko o tym, że to nie był dobry człowiek. Oczywiście epitety dotyczyły też mojego syna "jako głupiego gnojka" itd. Uważam, że miałam dla niego więcej szacunku niż on miał dla nas, czego dał tylko wyraz.
A był z Nami krótko, gdyby był na co dzień to myślę, że byłoby nerwowo non stop i w końcu by nie wytrzymał. I można tu po mnie jechać. Nie jestem idealna i nigdy nie będę, ale to nie znaczy, że to wszystko tylko moja wina. Spędziłam dużo czasu na rozmowach o tej sytuacji i nadal o tym rozmyślam, czy mogłam coś zrobić lepiej. On uważał, że wszystko byłoby dobrze, gdybym nie miała dziecka i tylko tym żył. Dla niego temat był zamknięty. A ja - jak już pisałam - chciałabym, aby w moim domu każdy był akceptowany i kochany, inaczej wolę być sama. Nie tracę bezsensu energii na tłumaczenia oczywistości.
Dla mnie temat zakończony. Nie będę tutaj już nic dodawać.
Dollores mocno trzymam za Ciebie mocno kciuki, jesteś dla mnie ogromną inspiracją, że mimo samotnego macierzyństwa jednak spróbowałaś dałaś szanse. Powodzenia ![]()
Dollores mocno trzymam za Ciebie mocno kciuki, jesteś dla mnie ogromną inspiracją, że mimo samotnego macierzyństwa jednak spróbowałaś dałaś szanse. Powodzenia
podpisuję się pod tym
Tamiraa napisał/a:[...] ...partner autorki zachował się jak rozkapryszone dziecko, któremu się wszystko należy. Gdyby chciał przełamać wspólne lody, wykazałby minimum, że mu się cokolwiek chce zrobić w kierunku relacji z autorką. On rywalizował. Z drugiej strony może też wielkiego uczucia nie było? Trudno wyczuć.
Jedno drugiego nie wyklucza. Komentarze idą w stronę wskazania dziecka jako rozpieszczonego albo partnera jako rozpieszczonego, a może to nie jest alternatywa: jeden i drugi mogą być rozpieszczeni i dlatego reagują na siebie w podobny sposób, wzajemnie się nie lubią.
Kilka tygodni temu miałem okazję obserwować pewną dziesięciolatkę w akcji, która rozwaliła w drobny mak swój pokój, roztrzaskała krzesło, zdemolowała drzwi od pokoju, pobiła inna dziewczynkę, mieszkającą w tym samym domu, z którą jeszcze pięć minut wcześniej się bawiła jak z przyjaciółką.
Zachowanie tej dziesięciolatki był wynikiem przebywania (bo wychowaniem tego nazwać nie mogę) tylko z matką, bez ojca. Od wielu lat dojrzewa zmiana patrzenia na rolę matek w wychowaniu dzieci, badań jest coraz więcej, ale ciągle nie ma na tyle świadomości u sędziów (a może SENdziów, bo oni bardziej śnią o kompetencjach niż wykazują kompetencje do sprzyjania normalizacji), aby rozważyć równe prawa obu płci = obu rodziców do przyznania opieki nad dzieckiem.
Wierzę, że kiedyś system do tego dojrzeje, ale ofiar będzie jeszcze wiele.
Zgadzam się z tym. Jeden rodzic nie jest w stanie pokazać/przekazać dziecku tyle, co oboje - choćby nie wiem jak się starał.
Niestety mojemu eks 5 lat zajęło ogarnięcie siebie i skupienie na dziecku, a nie gnębieniu i ciąganiu mnie po sądach i innych instytucjach.
Nadrabia ten czas i mam nadzieje, że już będzie tylko lepiej i że mój syn zyska ojca.
Dollores mocno trzymam za Ciebie mocno kciuki, jesteś dla mnie ogromną inspiracją, że mimo samotnego macierzyństwa jednak spróbowałaś dałaś szanse. Powodzenia
Nie dziękuję!
To była pierwsza taka relacja, odkąd jestem sama z dzieckiem. Już wiem, że to będzie bardzo trudne i wymagające, a może łatwe - jeżeli trafi się na mądrą i dojrzałą osobę - tego sobie życzę i żebym ja potrafiła w tym być.
minnie.89 napisał/a:Dollores mocno trzymam za Ciebie mocno kciuki, jesteś dla mnie ogromną inspiracją, że mimo samotnego macierzyństwa jednak spróbowałaś dałaś szanse. Powodzenia
Nie dziękuję!
To była pierwsza taka relacja, odkąd jestem sama z dzieckiem. Już wiem, że to będzie bardzo trudne i wymagające, a może łatwe - jeżeli trafi się na mądrą i dojrzałą osobę - tego sobie życzę i żebym ja potrafiła w tym być.
Jesteś chyba jeszcze bardzo bardzo młoda, wiec z pewnością się uda ![]()
. Już wiem, że to będzie bardzo trudne i wymagające, a może łatwe - jeżeli trafi się na mądrą i dojrzałą osobę - tego sobie życzę i żebym ja potrafiła w tym być.
Wiele cię ten związek nauczył a nauka w las nie poszła. Już wiesz jakich męzczyzn unikać i na co się nie godzić, od samego początku, od pierwszej chwili.
Twój syn ma bardzo mądrą mamę i dodatkowym pocieszeniem jest fakt, że ojciec dziecka zaczyna dojrzewać do tej roli i będzie ją wykonywać z pelną odpowiedzialnością. Pierwiastka męskiego w życiu twojego syna nie powinno zabraknąć ![]()
Powodzenia.
dollores napisał/a:minnie.89 napisał/a:Dollores mocno trzymam za Ciebie mocno kciuki, jesteś dla mnie ogromną inspiracją, że mimo samotnego macierzyństwa jednak spróbowałaś dałaś szanse. Powodzenia
Nie dziękuję!
To była pierwsza taka relacja, odkąd jestem sama z dzieckiem. Już wiem, że to będzie bardzo trudne i wymagające, a może łatwe - jeżeli trafi się na mądrą i dojrzałą osobę - tego sobie życzę i żebym ja potrafiła w tym być.Jesteś chyba jeszcze bardzo bardzo młoda, wiec z pewnością się uda
Chciałabym
Choć ponoć 40tka to druga młodość ![]()
Dla mnie trochę też, bo pewne rzeczy odkrywam na nowo po terapii. I chyba najgorszą rzeczą jest w wychowaniu w rodzinie dysfunkcyjnej, że nie wiesz, co jest normalne, a co nie.
Pozostaje mi pilnować granic i intuicja ![]()
W tej relacji już po miesiącu miałam myśli, że to nie to.
Przeciągnęłam ją, żeby się upewnić, dać szansę itd.
Chciałabym
![]()
Choć ponoć 40tka to druga młodość
Dla mnie trochę też, bo pewne rzeczy odkrywam na nowo po terapii. I chyba najgorszą rzeczą jest w wychowaniu w rodzinie dysfunkcyjnej, że nie wiesz, co jest normalne, a co nie.
Pozostaje mi pilnować granic i intuicja
W tej relacji już po miesiącu miałam myśli, że to nie to.
Przeciągnęłam ją, żeby się upewnić, dać szansę itd.
40 z pewnością jeszcze kogoś poznać syn jest jeszcze mały, wiec z pewnością bez problemu może zaakceptować Twojego partnera ![]()