" nadal chodzimy [z synem] do logopedy, a po przedszkolu ćwiczymy w domu. I wtedy on już jest zazdrosny, że poświęcam więcej czasu synowi, zamiast usiąść z nami np."
Znam fajnych ludzi z wadą wymowy, sama mówię dosyć cicho (problem z emisją głosu?) i całkiem często jestem niedosłyszana. To dobrze, że starasz się naprostować wadę wymowy dzieciaka, jeśli to działa tak jak wady postawy to im wcześniej tym lepiej. Jednocześnie doświadczenie pokazuje mi, że perfekcyjna dykcja wbrew pozorom nie jest najważniejsza. Nie zrozum mnie źle, fajnie to naprawić, zdrowie jest ważne, plus po co mieć wadę skoro można ją naprawić. Ale jednocześnie świat się nie zawali, gdyby jednak nie wyszło. Nie jest to kwestia życia i śmierci.
Twoje oczekiwanie że partner się przyłączy do ćwiczeń logopedycznych z nieswoim dzieckiem są moim zdaniem dosyć nadmierne. Z perspektywy dorosłej osoby i faceta, twój synek wcale nie musi być miłym i pożądanym towarzystwem. To ty masz różowe okulary i uważasz synka za małego aniołka
Z punktu widzenia innych ludzi jest po prostu dzieciakiem. Mniej lub bardziej "rozpuszczonym". Dodatkowo podejrzewam, że ćwiczenia logopedyczne są NUDNE. Jak ćwiczenie ortografii. Ja bym wolała inaczej spożytkować swój czas, mając wybór, więc nie widzę dlaczego traktujesz to jako zarzut wobec partnera.
Jak objawia się ta zadrość? (Podaj proszę jakiś przykład)
"Wiem, sama pochodzę z dysfunkcyjnej rodziny, dużo przeszłam i radzę sobie, ale to wpływa też na moje rację z ludźmi i na moje funkcjonowanie."
Właśnie dlatego musisz na którymś etapie te złe wzorce zidentyfikować i PRZEŁAMAĆ bo będą ci zawadzały do końca życia, a po drodze mimochodem przerzucisz je na synka. Toksyczny krąg zatoczy koło.
"Tak nie było od początku, ale z czasem tak to czuję, bo co bym nie zrobiła to któryś się obrazi. Uciążliwe jest funkcjonowanie w takim układzie dla wszystkich."
Czyli jeśli dobrze rozumiem synek TEŻ SIĘ OBRAŻA albo domaga np. uwagi, na ręce itd. kiedy ty poświęcasz uwagę partnerowi.
"Jestem otwarta na krytykę, bo jestem tylko człowiekiem i sama też popełniam błędy. Po prostu chciałabym stworzyć taki dom, aby każdy czuł się dobrze i był akceptowany. Czuję, że tutaj to się nie uda."
Związek to nie tylko samo uczucie ani ufanie intuicji. Spora część to zapanowanie nad odruchami i rozkminienie intelektem, jaka jest sytuacja, w miarę obiektywne i dążące do porozumienia podejście, zdolność do rozwiązywania konfliktów w zdrowy sposób. Gdybym przykładowo ja kierowała się wyłącznie tym, co w danej chwili czuję, to robiłabym w różnych punktach życia bardzo głupie, histeryczne rzeczy.
Też zauważ: piszesz że chcesz domu gdzie KAŻDY CZUJE SIĘ DOBRZE I JEST AKCEPTOWANY. Ale w swoich wiadomosciach konsekwentnie krytykujesz partnera (jaki jest złośliwy, rywalizujący, wykorzystuje rodziców, no po prostu Gargamel) i tak jakby nie widać, żebyś głębiej przejmowała się JEGO dobrym samopoczuciem i akceptacją. Jeśli dobrze rozumiem twój punkt widzenia, uważasz, że facet jest pełen wad i dopieprza się do pięciolatka, co stoi na drodze harmonii rodzinnej domowego ogniska. Interpretujesz przeciwko niemu nawet umiarkowane bądź niewinne rzeczy (np. to co pisałam o maminsynkowości w poprzednim poście). Twoja idealna wizja doskonałego domu być może jest do zrealizowania, ale nie wypali, jeśli będziesz ignorowała potrzeby i samopoczucie faceta, a na koniec stawiała na nim krzyżyk i szukała kolejnego w nadziei, że ten następny okaże się 100% 24/7 chodzącym ideałem pełnym miłości do cudzego dzieciaka. Jak rozumiem, twój obecny/ostatni facet NIE bije ciebie ani dziecka, trochę nie rozumiem zapału paru osób w tym wątku odnośnie potrzeby obrony dziecka teraz (albo coś mi umknęło).
Zastanów się, jak to się stało i czym się kierowałaś, wiążąc się i zachodząc w ciążę ze swoim poprzednim facetem, tym od bicia i niebieskiej karty 
Z różnicami natomiast jest różnie, czasem okazują się zbyt diametralne. Jednak w każdym związku JAKIEŚ różnice są i gdyby nie rozpracowywać nigdy żadnych, nie chodzić na kompromisy, to żaden związek by zwyczajnie nie przetrwał. Po prostu nikt nie jest dopasowany w 100% z wejścia z drugą osobą. Wygląda trochę, jakbyś nie szanowała bądź nie lubiła swojego partnera, a następnie przypinała mu łatki, żeby uzasadnić przed sobą, że go rzucasz tak aby to była jego wina, a nie twoja decyzja.
Sprawdzanie telefonu jest niehalo, ale też nie rozwinęłaś tematu: o co chodziło, czym się kierował, czy np. sam nie widziałby problemu gdybyś przeglądała jego telefon i to był honest mistake. Moja teoria robocza jest taka, że próbowal sprawdzić, czy go zdradzasz. Nie znam jednak dokładniej sytuacji.
Zmieniając nieco temat, z perspektywy dorosłego faceta dzieciate kobiety są problematyczne. Nie każdy by się zgodził opiekowac i utrzymywać kompletnie cudzego dzieciaka. Trudno wymagać, żeby pokochał je jak własne no bo... nie jest jego własne. Łatwo wpaść w optykę, że "moje dziecko jest aniołkiem", ale dla reszty świata to nie działa. Jeśli wiążesz się z facetem to ten facet wiąże się z tobą ze względu na ciebie, bo cię wybrał. Dzieciak jest drugorzędny, a gdyby dzieciak był pierwszorzędny to miałabyś DUŻY problem bo mogłoby wskazywać na tendencje pedofilskie.
Pod wieloma względami sytuacja wygląda jakbyś była w związku ze swoim synkiem i irytował cię "ten trzeci", obecny partner. A to zapala czerwone lampki alarmowe toksycznego macierzyństwa. Rozgryź to jakoś, inaczej zaszkodzisz i sobie, i dzieciakowi, i ewentualnym następnym partnerom. Obecny też ma za sobą jak rozumiem gorzki zawód.