Brak zaręczyn - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 150 z 150 ]

131 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2025-04-07 08:15:14)

Odp: Brak zaręczyn
wieka napisał/a:

Nie można przesadzać i mówić, że kobiety chcą brać ślub, bo zyskają przy rozwodzie. To jest bardzo niesprawiedliwe, bo przecież wszyscy się nie rozwodzimy, więc nie rozumiem. Jak na razie to chyba większość kobiet z jednym mężem dożywa do śmierci.
Jest wiele innych przesłanek, które to wszystkie nawet wymienione są wyżej

Choć nie można się dziwić, że kobiety po rozwodach nie chcą brać ślubu, bo już wiedzą na co się piszą, dotyczy to też facetów. Ale jak wiemy niektórzy kilka razy w życiu biorą ślub, więc żadnej reguły nie ma. Jest to bardzo indywidualne.

Niestety statystyki mówią co innego. Większość małżeństw się rozpada i coraz mniej ludzi chce brać ślub.

Niestety obecnie rozwody zrobiły się "modne". W mediach mówi się o wymianie partnera na nowego niczym wymianę telefonu na nowy, lepszy, nowszy.

Po co starać się znaleźć kompromis z mężem ? Lepiej wymienić na nowego.

Jak brałem rozwód to pani adwokat mi powiedziała że teraz prawie cała ich kancelaria zajmuje się rozwodami, a w sądzie kilku sędziów zajmuje sie tylko rozwodami i robią to wręcz hurtowo (sprawa 45min).

Chociaż jak po rozwodzie dowiedziałem się ile moich znajomych to rozwodnicy to wtedy zacząłem widzieć jak to jest.

Pamięam jak z jedna kobietą z jaką się spotkałem rozmawialiśmy na temat randek, rozwódek i itd, to mówiła że u niej w pracy większość kobiet to albo samotna, albo rozwódki i że niektóre małżeństwa rozpadły sie od kilu dni do kilkunastu miesięcy ...
Więc dramat.



Jak jest się w zwiazku małżeńskim to sie nie orientuje ile jest rozwodników i rozwódek bo raczej takie osoby często są "odizolowane" aby czasami taki wolny kandydat/kandydatka nie odbił męża czy żony smile

Zobacz podobne tematy :

132

Odp: Brak zaręczyn

Dobrze działających rzeczy nie zmienia się - jeśli u kogoś sprawdza się związek niemałzeński, to niech takim pozostanie.
Odradzałabym każdemu kto nie potrafi rozmawiać i komunikować się, brania ślubu, bo wszystkie kłótnia albo będą eskalować w wyniku odbijania piłeczki, albo sprawy będą zamiecione pod dywan, co tak czy siak zwiększy negatywne napięcie pomiędzy. Potem nie dziwota, ze ludziom małżeństwa źle się kojarzą.

133

Odp: Brak zaręczyn

W ten sposób rozwalisz niejeden zwiazek.
Weź gleboki oddech i pomyśl troche.
W koncu weźmiesz pierwszego lepszego byleby kupił pierscionek a potem bedziesz żałować kiedy okaże się że to jednak nie ten wynarzony

134

Odp: Brak zaręczyn
Shoggies napisał/a:
SamotnaWilczyca napisał/a:

Shoggies i Istotka, jeśli mogę zapytać, macie lub planujecie mieć dzieci ze swoimi partnerami? 

Ja jestem aktualnie w ciąży - więc coś pomiędzy mieć, a planować smile

Nie czuję jakiegoś lęku z powodu tego, że spodziewamy się dziecka, a nie jesteśmy po ślubie.

Jedyny lęk jaki czułam, to nieuregulowana sytuacja dziecka dopóki nie poszliśmy załatwić uznania ojcostwa do USC - wtedy w przypadku mojej śmierci (np. przy porodzie) partner nie miałby żadnych praw do dziecka i trafiłoby do rodziny zastępczej, a on musiałby się bić z sądami o oddanie mu dziecka. Uważam, że to by było tragiczne.

Zabezpieczyłam też partnera na wypadek swojej śmierci - polisa na życie, która mam będzie wypłacona jemu, więc gdyby coś mi się stało nie zostanie na lodzie z dzieckiem i jednym dochodem.

Mam swoje dochody, jestem aktywna zawodowo, więc będzie mi przysługiwać urlop rodzicielski/macierzyński, może z tego też wynika moja nonszalancja.

Myślę, że w razie gdybym została sama utrzymałabym siebie i to dziecko - zresztą między innymi dlatego też staraliśmy się dobrze sobie tę decyzję przemyśleć.

Do tego ojciec/matka dziecka mają obowiązek łożenia na to dziecko niezależnie od tego, czy pozostają w związku, czy nie. Więc jedną i drugą stronę można pociągnąć w razie W do odpowiedzialności prawnej, gdyby się z tego obowiązku nie wywiązywała.

A tutaj zależnie od dobrej/złej woli rodziców widzę takie same trudności dla byłych konkubentów jakie występują u byłych małżonków.

Aktualnie posiadanie dziecka w nieformalnym związku nie jest jakimś skandalem obyczajowym, nie mówi się o takich dzieciach "bękart" ani nic w tym guście, nie mają też zamkniętych ścieżek do "awansu społecznego", dobrych prac, itp.

Moim zdaniem wspólne dziecko wiąże nawet mocniej niż małżeństwo, bo rozwód zawsze można wziąć, ale od ojca/matki swojego dziecka się nie ucieknie - choćby w sytuacjach rodzinnych dotyczących tego dziecka albo widząc jego/jej geny w swoim dziecku. big_smile

Nie pozostaje nic innego, jak serdecznie pogratulować smile

Jak zatem widać, można ominąć wszelkie przeszkody, jeśli obie strony decydują się na odejście od schematu. Istnieją środki oraz możliwości prawne, aby pewne istotne kwestie uregulować. Tak czy inaczej, trwałość Waszej relacji oraz zaangażowanie czy uczucia nie wzrosłyby pewnie znacząco po podpisaniu paru papierków.. wink
Albo inaczej: nie osłabną one w przypadku, kiedy ich nie podpiszecie..
Mój stosunek do małżeństwa jest chyba trochę zbliżony do tego, jaki przejawia Istotka. Nie czułem nigdy absolutnej potrzeby, aby w to wchodzić. Na poziomie samej relacji nie zmienia to dla mnie właściwie niczego. Znaczące korzyści, jakie z niego płyną dotyczą głównie spraw urzędowych, prawnych, które to zawarcie małżeństwa nieco upraszcza.

135 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-04-07 09:53:41)

Odp: Brak zaręczyn
Kaszpir007 napisał/a:
wieka napisał/a:

Nie można przesadzać i mówić, że kobiety chcą brać ślub, bo zyskają przy rozwodzie. To jest bardzo niesprawiedliwe, bo przecież wszyscy się nie rozwodzimy, więc nie rozumiem. Jak na razie to chyba większość kobiet z jednym mężem dożywa do śmierci.
Jest wiele innych przesłanek, które to wszystkie nawet wymienione są wyżej

Choć nie można się dziwić, że kobiety po rozwodach nie chcą brać ślubu, bo już wiedzą na co się piszą, dotyczy to też facetów. Ale jak wiemy niektórzy kilka razy w życiu biorą ślub, więc żadnej reguły nie ma. Jest to bardzo indywidualne.

Niestety statystyki mówią co innego. Większość małżeństw się rozpada i coraz mniej ludzi chce brać ślub.

Niestety obecnie rozwody zrobiły się "modne". W mediach mówi się o wymianie partnera na nowego niczym wymianę telefonu na nowy, lepszy, nowszy.

Po co starać się znaleźć kompromis z mężem ? Lepiej wymienić na nowego.

Jak brałem rozwód to pani adwokat mi powiedziała że teraz prawie cała ich kancelaria zajmuje się rozwodami, a w sądzie kilku sędziów zajmuje sie tylko rozwodami i robią to wręcz hurtowo (sprawa 45min).

Chociaż jak po rozwodzie dowiedziałem się ile moich znajomych to rozwodnicy to wtedy zacząłem widzieć jak to jest.

Pamięam jak z jedna kobietą z jaką się spotkałem rozmawialiśmy na temat randek, rozwódek i itd, to mówiła że u niej w pracy większość kobiet to albo samotna, albo rozwódki i że niektóre małżeństwa rozpadły sie od kilu dni do kilkunastu miesięcy ...
Więc dramat.



Jak jest się w zwiazku małżeńskim to sie nie orientuje ile jest rozwodników i rozwódek bo raczej takie osoby często są "odizolowane" aby czasami taki wolny kandydat/kandydatka nie odbił męża czy żony smile

Coś w tym jest big_smile Nie znam statystyk, ale widać gołym okiem, że jest coraz więcej rozwodów, Przyczyny są na pewno złożone, ale jak szukać winy to dotyczy równo kobiet jak i mężczyzn.
Na pewno zmienia się to, że kobiety nie chcą być związkach niesatysfakcjonujących, delikatnie mówiąc, mają do tego warunki, co było kiedyś ograniczeniem.
A przeważnie jak ktoś nie chce z kimś być to najpierw szuka drugiej gałęzi, żeby mieć pretekst do rozwodu, w sumie to chyba nie powinniśmy się dziwić. Bo takie mówienie najpierw się rozwiedź potem szukaj innego partnera jest dobre dla tych którzy nie są w tej sytuacji.

136

Odp: Brak zaręczyn
wieka napisał/a:

A przeważnie jak ktoś nie chce z kimś być to najpierw szuka drugiej gałęzi, żeby mieć pretekst do rozwodu, w sumie to chyba nie powinniśmy się dziwić. Bo takie mówienie najpierw się rozwiedź potem szukaj innego partnera jest dobre dla tych którzy nie są w tej sytuacji.

Wiesz Wieka to się nazywa ZDRADA. Jak ktoś szuka "nowej gałęzi" będąc w związku to po prostu zdradza męża/żone.

Zapewne jakbym ja znalazł sobie kochankę, zrobił jej dziecko a potem powiedział żonie że juz jej nie kocham i odchodzę to było.

Ja myślałem że faktycznie to moja wina była. Ideałem nie byłem i zapewne różowo nie było. Covid mocno popsuł, ale uważam że dało sie to uratować, ale widac moje Ex zamiast próbować walczyć i naprawić zwiazek wolała sobie nowego faceta znaleźć a winą za rozpad obarczyć mnie.

Rozwód fatalnie zniosłem bo faktycznie wierzyłem w to co mi powiedziała a powody były inne ...

137 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-04-07 12:44:19)

Odp: Brak zaręczyn
Kaszpir007 napisał/a:
wieka napisał/a:

A przeważnie jak ktoś nie chce z kimś być to najpierw szuka drugiej gałęzi, żeby mieć pretekst do rozwodu, w sumie to chyba nie powinniśmy się dziwić. Bo takie mówienie najpierw się rozwiedź potem szukaj innego partnera jest dobre dla tych którzy nie są w tej sytuacji.

Wiesz Wieka to się nazywa ZDRADA. Jak ktoś szuka "nowej gałęzi" będąc w związku to po prostu zdradza męża/żone.

Zapewne jakbym ja znalazł sobie kochankę, zrobił jej dziecko a potem powiedział żonie że juz jej nie kocham i odchodzę to było.

Ja myślałem że faktycznie to moja wina była. Ideałem nie byłem i zapewne różowo nie było. Covid mocno popsuł, ale uważam że dało sie to uratować, ale widac moje Ex zamiast próbować walczyć i naprawić zwiazek wolała sobie nowego faceta znaleźć a winą za rozpad obarczyć mnie.

Rozwód fatalnie zniosłem bo faktycznie wierzyłem w to co mi powiedziała a powody były inne ...

Wiadomo, że to się nazywa zdrada, ale staram się zrozumieć tych co tak robią, pewnie część się rozczarowuje i żałują swojego kroku, ale jest już za późno. Jest to wpisane w ryzyko.
W sumie to pragniemy związku, a w rezultacie nie umiemy w nim żyć, dlatego  w szkole powinni uczyć życia w rodzinie, w jakimś stopniu by to rozwiązywało problem. Tylko kto by miał to robić…

138

Odp: Brak zaręczyn
Muqin napisał/a:

nikitaa napisał/a:

Bez ślubu można wyjść ze związku tak jak się weszło - z jedną walizką.

A to już zależy z jakiego związku. Oraz co się rozumie przez walizkę. Nawet jeśli wchodzisz z jedną walizką to w międzyczasie możesz już mieć dwie. Od pewnego momentu zaś w związku nieformalnym kwestie np. inwestowania tzw. wolnych środków stają się osobnym tematem do obgadania. Jeśli się, będąc w tym konkubinacie, myśli "przez my", a nie "przez ja" czyli myśleniem wspólników spółki. Świadomie tu o uczuciach nie piszę.

Wrócę jeszcze do tego smile
Moim zdaniem największy opór przed zawarciem ślubu nie stanowi zmiana myślenie z "ja" na "my".
Istotą problemu jest zmiana z "moje" na "nasze". Przed ślubem jest to wolna wola, po ślubie to "nasze" ma status prawny.

Ślub jest wyrazem, że będziemy tworzyć wspólnotę majątkową oraz zobowiązujemy się do równego udziału w tej wspólnocie.

Bo to jest tak - jak w czasie małżeństwa zostanie nabyty samochód, to jest NASZ. Jak w czasie małżeństwa ktoś ma wypadek w tym NASZYM samochodzie ,to jest obowiązek prawny otoczenia tej osoby opieką i zapewnienia jej warunków życiowych równych partnerowi.

Jeśli kobieta zachodzi w ciążę w związku nieformalnym,  jest to jakaś umowa SŁOWNA , że to dziecko będą razem wychowywać i finansować. Jeśli są w związku małżeńskim dla sądu jest to rodzaj umowy NA PIŚMIE.
Wszyscy wiemy jaka jest różnica w dochodzeniu swoich praw w przypadku umowy słownej a umowy na piśmie.

139

Odp: Brak zaręczyn

To uporczywe poszukiwanie "nowej gałęzi" zanim się człowiek puści starej też jest ciekawym zjawiskiem. Jeśli nawet osoba nie czuje się już w związku szczęśliwa to ciężko odejść w tzw. "próżnię" niż znaleźć sobie dodatkową motywację w postaci nowego kandydata/kandydatki..

140

Odp: Brak zaręczyn
bagienni_k napisał/a:

To uporczywe poszukiwanie "nowej gałęzi" zanim się człowiek puści starej też jest ciekawym zjawiskiem. Jeśli nawet osoba nie czuje się już w związku szczęśliwa to ciężko odejść w tzw. "próżnię" niż znaleźć sobie dodatkową motywację w postaci nowego kandydata/kandydatki..

Są ludzie, którzy nie potrafią być sami.

141

Odp: Brak zaręczyn

Najwyraźniej.. chociaż nie jestem pewien, czy to zbyt dobrze o nich świadczy. Za każdym razem, jak słyszę o takiej historii, to się zastanawiam skąd się to bierze, że dorosły człowiek nie jest w stanie wytrzymać w stanie singla nawet przez kilka miesięcy..
Wzorce, przyzwyczajenia czy choćby silnie ekstrawertyczna osobowość nakazujące człowiekowi uporczywe poszukiwanie drugiej osoby w celu wypełnienia pustki w swoim życiu.

142

Odp: Brak zaręczyn
bagienni_k napisał/a:

Najwyraźniej.. chociaż nie jestem pewien, czy to zbyt dobrze o nich świadczy. Za każdym razem, jak słyszę o takiej historii, to się zastanawiam skąd się to bierze, że dorosły człowiek nie jest w stanie wytrzymać w stanie singla nawet przez kilka miesięcy..
Wzorce, przyzwyczajenia czy choćby silnie ekstrawertyczna osobowość nakazujące człowiekowi uporczywe poszukiwanie drugiej osoby w celu wypełnienia pustki w swoim życiu.

Niekoniecznie smile
Powody szukania drugiej gałęzi mogą być bardzo prozaiczne, wręcz przyziemne - chcieliby odejść tylko nie mają gdzie.

143 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-04-07 16:37:48)

Odp: Brak zaręczyn
bagienni_k napisał/a:

To uporczywe poszukiwanie "nowej gałęzi" zanim się człowiek puści starej też jest ciekawym zjawiskiem. Jeśli nawet osoba nie czuje się już w związku szczęśliwa to ciężko odejść w tzw. "próżnię" niż znaleźć sobie dodatkową motywację w postaci nowego kandydata/kandydatki..

Nie wiem czy uporczywe, chyba bardziej samo się trafia, co mobilizuje do zmiany swojego życia. Ułatwia rozwód, więc to coraz mniej dziwi.

Odp: Brak zaręczyn
CunninLynguists napisał/a:

Jestem osobą wierzącą i praktycznie od 16 roku życia cyklicznie modlę się o dobrego męża, proszę o jakieś znaki czy to odpowiedni chłopak w modlitwie. Ogólnie prowadzę dość "bogate życie wewnętrzne", to pragnienie jest we mnie zakorzenione od małego, stworzyć kochającą sie rodzine żyjącą w dostatku. Prosiłam wielokrotnie też w modlitwie o siłe i narzędzia zeby dojść do celu. Moje studia i kariera, mieszkanie, pieniądze, które teraz zarabiam to długa droga cierniami wykuta. W zasadzie ja tego sama nie potrzebuję, wystarczyłoby mi 1/3 wypłaty żeby normalnie żyć, bo jakichś wielkich zachcianek nie mam. Co mam mieszkać sama w ładnym domu?
Nie potrafię ogarnąć tego co się dzieje i dokąd zmierzam ale ostatnio odsunęłam się od modlitwy będąc przekonana, że to ten facet, a może wcale tak nie jest.
Zostawię to Bogu i będę prosić o znaki, żeby rozwiązać te sprawe.
Jako anegdotke moge wspomnieć, że ten drugi związek zakończył sie tak że byliśmy już 4,5 roku ze sobą, jechalismy na urlop i ja liczyłam w końcu na te zaręczyny, w pierwszą strone jechalismy samochodem a ja doskonale pamiętam jak patrzylam przez szybe i prosilam Boga zeby dal mi znak czy mamy dalej razem być. W drodze powrotnej mielismy wypadek na autostradzie, auto skasowane a mi nic się nie stało poza złamanym palcem serdecznym prawej dłoni, na którym nosi sie obrączkę. Ja głęboko uwierzyłam, że to znak i to pomogło mi zakończyć te relacje.

JPRD. Dziewczyno, przecież konkubinat to grzech ciężki. Może zamiast czytać jakieś gówno poradniki z ameryki idz sobie pogadać z jakimś księdzem tak od serca.
Z takim mindsetem ten związek w jest wbrew tobie, oddala cię od Boga i twoich wartości. Mam nadzieję że jest pyton 20cm i wczasy 3 razy do roku na Rodos, bo jak nie to trochę przypał że sprzedajesz swoje core values za byle co byle jak. Weź sobie poszukaj chłopa na swoim poziomie, który jest katolem, a nie wygłupiasz się w gonienie króliczka, bo przecież rozmaia z kolegami o biznesach przy piwie big_smile

Zero integralności, straciłam do ciebie jakikolwiek szacunek.

145

Odp: Brak zaręczyn
nikitaa napisał/a:
Muqin napisał/a:

nikitaa napisał/a:

Bez ślubu można wyjść ze związku tak jak się weszło - z jedną walizką.

A to już zależy z jakiego związku. Oraz co się rozumie przez walizkę. Nawet jeśli wchodzisz z jedną walizką to w międzyczasie możesz już mieć dwie. Od pewnego momentu zaś w związku nieformalnym kwestie np. inwestowania tzw. wolnych środków stają się osobnym tematem do obgadania. Jeśli się, będąc w tym konkubinacie, myśli "przez my", a nie "przez ja" czyli myśleniem wspólników spółki. Świadomie tu o uczuciach nie piszę.

Wrócę jeszcze do tego smile
Moim zdaniem największy opór przed zawarciem ślubu nie stanowi zmiana myślenie z "ja" na "my".
Istotą problemu jest zmiana z "moje" na "nasze". Przed ślubem jest to wolna wola, po ślubie to "nasze" ma status prawny.

Czy ja wiem...uczciwa zmiana z "ja" na "my" dla mnie obejmuje mentalną zmianę z "moje" na "nasze" w zauważalnym stopniu. Nawet "moja praca" w jakimś zakresie staje się "nasza" smile no bo jak ją stracę problem jest wspólny. A jak awansuję czy podwyżkę dostanę to radość wspólna.

Wspólnego wychowywania dziecka nie da się wywalczyć. Sformalizowanie związku nic tu obecnie nie zmienia. Oboje rodzice mają obowiązek łożyć. Oraz wychowywać. Jak są zgodni to to czynią. Jak są skłóceni to się nic nie wyegzekwuje prócz kasy z tytułu alimentów, a te są niezależne od sformalizowania związku.
Z samochodem też jakoś do mnie nie trafia - wywalczyć opiekę po wypadku? Pal sześć na kogo był samochód. Sądownie nakazać komuś to świadczenie? Nawet jeśli współmałżonek ma teoretycznie obowiązek to weź taki obowiązek wyegzekwuj! Jeśli nie chce - nie wymusisz.  Poza tym gdyby mi współmałżonek odmówił opieki to by oznaczało, że nijakiego "my" już dawno nie ma, a jak związek się rozpada to czy sformalizowany czy nie da się tej drugiej stronie życie upieprzyć i utrudnić. Sposoby "rozwodowe" są powszechniej znane, ale te stosowane w związkach niesformalizowanych są wcale nie mniej paskudne oraz nad wyraz pomysłowe. Kodeks cywilny znakomicie się do tego nadaje. A terminy w cywilnym dłuższe niż w rodzinnym, tak statystycznie.

146

Odp: Brak zaręczyn

Jedna sprawa to, że faktycznie nie jest tak, że jak na kimś nam zależy to od razu staramy się jako faceci zająć. Tzn. coraz częściej to myślenie się zmienia bo widzimy ile jest zdrad i rozwodów.
To, że rozwody stały się powszechne daje do myślenie, a nie wielu facetów nie jest chętnych sądzić się o coś o co pracowało przez lata. I to, że są coraz powszechniejsze sprawiło, że to nie jest już taka "świętość"(nie wiem jak to dobrze ująć)

Druga sprawa to wspomniałaś, że on ma 28 lat, a Ty chyba 27? Facetowi się mniej spieszy i jeszcze ma czas, żeby się upewnić, że tego chce. W dodatku czuje ciśnienie z twojej strony to może go to nawet odpychać.
Jeśli sobie dobrze radzi to może nawet gdzieś w podświadomości głęboko się obawiać, że lecisz na kasę i woli być ostrożny. Mało tego, jeśli często wychodzi z kolegami to jest szansa, że poznaje jakieś dziewczyny więc możliwe, że nie boi się, że jest ograniczony tylko do ciebie.

W każdym razie jeśli chcesz założyć rodzinę i mieć dzieci to może się okazać, że stracisz kolejny rok czy dwa. I jeśli nie wyjdzie, to będziesz miała ile? 28/29 lat?
I wtedy co? Kolejny rok na zapoznanie się a jak nie wyjdzie to zabawa od nowa. No a też przypuszczam, że co bardziej pożądani panowie schodzą z rynku więc raczej zwiększa się jedynie prawdopodobieństwo na tych co nie chcą zakładać rodziny.

Jeśli post to nie troll to trzeba na spokojnie tę sytuacje przemyśleć. Swoją drogą jak facet wychodzi 3x w tygodniu z kumplami to nie oczekiwałbym na twoim, że w najbliższym czasie będzie chciał założyć rodzinę. Po prostu gość czuje, że ma czas i chce korzystać z życia.

147 Ostatnio edytowany przez Shoggies (2025-04-08 10:34:43)

Odp: Brak zaręczyn
Istotka6 napisał/a:

Shoggies, gratuluję i wszystkiego dobrego Wam życzę smile


bagienni_k napisał/a:

Nie pozostaje nic innego, jak serdecznie pogratulować smile

Jak zatem widać, można ominąć wszelkie przeszkody, jeśli obie strony decydują się na odejście od schematu. Istnieją środki oraz możliwości prawne, aby pewne istotne kwestie uregulować. Tak czy inaczej, trwałość Waszej relacji oraz zaangażowanie czy uczucia nie wzrosłyby pewnie znacząco po podpisaniu paru papierków.. wink
Albo inaczej: nie osłabną one w przypadku, kiedy ich nie podpiszecie..
Mój stosunek do małżeństwa jest chyba trochę zbliżony do tego, jaki przejawia Istotka. Nie czułem nigdy absolutnej potrzeby, aby w to wchodzić. Na poziomie samej relacji nie zmienia to dla mnie właściwie niczego. Znaczące korzyści, jakie z niego płyną dotyczą głównie spraw urzędowych, prawnych, które to zawarcie małżeństwa nieco upraszcza.

Istotko, Bagienniku - dziękuję smile

CunninLynguists napisał/a:

Jestem osobą wierzącą i praktycznie od 16 roku życia cyklicznie modlę się o dobrego męża, proszę o jakieś znaki czy to odpowiedni chłopak w modlitwie. Ogólnie prowadzę dość "bogate życie wewnętrzne", to pragnienie jest we mnie zakorzenione od małego, stworzyć kochającą sie rodzine żyjącą w dostatku. Prosiłam wielokrotnie też w modlitwie o siłe i narzędzia zeby dojść do celu. Moje studia i kariera, mieszkanie, pieniądze, które teraz zarabiam to długa droga cierniami wykuta. W zasadzie ja tego sama nie potrzebuję, wystarczyłoby mi 1/3 wypłaty żeby normalnie żyć, bo jakichś wielkich zachcianek nie mam. Co mam mieszkać sama w ładnym domu?
Nie potrafię ogarnąć tego co się dzieje i dokąd zmierzam ale ostatnio odsunęłam się od modlitwy będąc przekonana, że to ten facet, a może wcale tak nie jest.
Zostawię to Bogu i będę prosić o znaki, żeby rozwiązać te sprawe.
Jako anegdotke moge wspomnieć, że ten drugi związek zakończył sie tak że byliśmy już 4,5 roku ze sobą, jechalismy na urlop i ja liczyłam w końcu na te zaręczyny, w pierwszą strone jechalismy samochodem a ja doskonale pamiętam jak patrzylam przez szybe i prosilam Boga zeby dal mi znak czy mamy dalej razem być. W drodze powrotnej mielismy wypadek na autostradzie, auto skasowane a mi nic się nie stało poza złamanym palcem serdecznym prawej dłoni, na którym nosi sie obrączkę. Ja głęboko uwierzyłam, że to znak i to pomogło mi zakończyć te relacje.

No to nie gniewaj się, ale jesteś też hipokrytką - według zasad wiary katolickiej (bo domyślam się, że tutaj lokuje się Twoja wiara) życie z mężczyzną przed ślubem jest grzechem.
Po drugie, skoro taki masz stosunek do wiary, nie chciałaś szukać męża w konserwatywnych, katolickich kręgach? Tam jest większa szansa na znalezienie mężczyzny, dla którego ślub będzie naturalnym zwieńczeniem relacji.

Co do wypadku - miałam sama taki na autostradzie i jakimś szczęśliwym trafem ja i mój partner wyszliśmy z tego bez szwanku (głównie dzięki jego szybkiej reakcji i bardzo dobrym oponom), dla mnie takie wypadki to znak, że większość ludzi nie powinna mieć prawa jazdy tongue Większość wypadków w tym kraju to wynik głupoty, nieuważności, niestosowania się do przepisów ruchu drogowego i brawury.

Ja sama jestem zwolenniczką słuchania się swojej intuicji, ale wiara w to, że Bóg (czy jakakolwiek inna siła we wszechświecie) zrzuci Ci męża z nieba to chyba trochę nadużycie.
Do pewnych etapów życia trzeba mieć odpowiedni poziom dojrzałości i znaleźć właściwego człowieka, a zgodnie z założeniami wiary katolickiej zostałaś stworzona z wolną wolą, więc Twoje wybory wyznaczają przebieg Twojego życia.


Kaszpir007 napisał/a:

Niestety statystyki mówią co innego. Większość małżeństw się rozpada i coraz mniej ludzi chce brać ślub.

Niestety obecnie rozwody zrobiły się "modne". W mediach mówi się o wymianie partnera na nowego niczym wymianę telefonu na nowy, lepszy, nowszy.

Po co starać się znaleźć kompromis z mężem ? Lepiej wymienić na nowego.

Jak brałem rozwód to pani adwokat mi powiedziała że teraz prawie cała ich kancelaria zajmuje się rozwodami, a w sądzie kilku sędziów zajmuje sie tylko rozwodami i robią to wręcz hurtowo (sprawa 45min).

Chociaż jak po rozwodzie dowiedziałem się ile moich znajomych to rozwodnicy to wtedy zacząłem widzieć jak to jest.

Pamięam jak z jedna kobietą z jaką się spotkałem rozmawialiśmy na temat randek, rozwódek i itd, to mówiła że u niej w pracy większość kobiet to albo samotna, albo rozwódki i że niektóre małżeństwa rozpadły sie od kilu dni do kilkunastu miesięcy ...
Więc dramat.

Wydaje mi się Kaszpir, że Twoje otoczenie jest też trochę "ofiarą" zmian w obyczajowości, które zaskoczyły Twoje pokolenie. W czasach kiedy Ty brałeś ślub mimo wszystko małżeństwo było uznawane za coś "aż do śmierci" i zerwanie go było odstępstwem od normy. Zawierane też były w relatywnie młodym wieku albo były to pierwsze związki, więc też nie mieliście za dużo doświadczenia przed zawarciem takiego zobowiązania.

Współcześnie kiedy jest na rozwód przyzwolenie społeczne dużo małżeństw się rozpada - tych nowych (czytałam, że rekordziści potrafią się rozwieść po kilku miesiącach), ale też i tych z dwudziesto, dwudziestoparoletnim+ stażem. Więc jest swego rodzaju "kumulacja" z kilku pokoleń, co daje wrażenie, że idąc po ulicy potykasz się o rozwódki i rozwodników.

Tutaj problemem nawet nie jest niechęć do osiągnięcia kompromisu z mężem, czy żoną, tylko podejście do relacji - co młodsze pary mają problem z tzw. "FOBO" (fear of better option), teraz wielu się wydaje, że za rogiem czeka na nich coś lepszego, a "sky is the limit", więc ciężko osiąść na stałe ze swoim długoletnim partnerem, który przecież przy bliższym poznaniu i wspólnym życiu okazuje się mieć jednak wady.

Druga rzecz, to bardziej hedonistyczne podejście do życia - wydaje mi się, że to już od mojego pokolenia się zaczyna, ludzie oczekują, że życie, ludzie i związki będą dla nich głównie źródłem przyjemności, a jak ta przyjemność nie następuje w odpowiedniej częstotliwości, to do widzenia.

Kobiety są mniej chętne do ciągnięcia związków/małżeństw, tylko dlatego, że tak trzeba - zwłaszcza w związkach, gdzie czują, że podział ról jest dla nich niesprawiedliwy.

Myślę, że bardzo wiele czynników się na to składa smile

148

Odp: Brak zaręczyn
Muqin napisał/a:

Czy ja wiem...uczciwa zmiana z "ja" na "my" dla mnie obejmuje mentalną zmianę z "moje" na "nasze" w zauważalnym stopniu. Nawet "moja praca" w jakimś zakresie staje się "nasza" smile no bo jak ją stracę problem jest wspólny. A jak awansuję czy podwyżkę dostanę to radość wspólna.

Wspólnego wychowywania dziecka nie da się wywalczyć. Sformalizowanie związku nic tu obecnie nie zmienia. Oboje rodzice mają obowiązek łożyć. Oraz wychowywać. Jak są zgodni to to czynią. Jak są skłóceni to się nic nie wyegzekwuje prócz kasy z tytułu alimentów, a te są niezależne od sformalizowania związku.
Z samochodem też jakoś do mnie nie trafia - wywalczyć opiekę po wypadku? Pal sześć na kogo był samochód. Sądownie nakazać komuś to świadczenie? Nawet jeśli współmałżonek ma teoretycznie obowiązek to weź taki obowiązek wyegzekwuj! Jeśli nie chce - nie wymusisz.  Poza tym gdyby mi współmałżonek odmówił opieki to by oznaczało, że nijakiego "my" już dawno nie ma, a jak związek się rozpada to czy sformalizowany czy nie da się tej drugiej stronie życie upieprzyć i utrudnić. Sposoby "rozwodowe" są powszechniej znane, ale te stosowane w związkach niesformalizowanych są wcale nie mniej paskudne oraz nad wyraz pomysłowe. Kodeks cywilny znakomicie się do tego nadaje. A terminy w cywilnym dłuższe niż w rodzinnym, tak statystycznie.

Uczciwa zmiana z "ja" na "my" jak najbardziej. Tylko czy każdy podchodzi do takiej zmiany uczciwie?

Ja nie patrzę na tą sytuację z własnego punktu widzenia, bo mnie nie trzeba było specjalnych zabezpieczeń. Jednak jest, moim zdaniem, rzesza ludzi, dla których takie zabezpieczenie może  być istotne.

W luźnym związku ludzie mają stan cywilny "wolny" i tak najczęściej postrzegają swoją sytuację. Oczywiście  małżeństwie też nic nie jest zaklepane "do końca moich dni", bo jak przestanę się starać to też się posypie. Natomiast jest jasna deklaracja, że wiążemy z tą osobą swoje życiowe plany i budujemy wspólnie swój majątek by to życie było lepsze.
Kobieta, która decyduje się na urodzenie dziecka, przez jakiś czas może nie mieć możliwości pracy, przy dwójce, trójce dzieci sprawa staje się jeszcze bardziej skomplikowana. Moim zdaniem nie powinna się, dla własnego dobra, decydować na potomstwo bez jasnej deklaracji, ze mężczyzna wiąże z nią swoje życiowe plany i jedność majątkową.
W sumie brak zgody na ślub powinien być dla niej sygnałem, że nie stoi na stabilnym gruncie, że wszystko w każdej chwili może ulec zmianie.

Zdarza się, że oboje podchodzą do tego inaczej, żadne nie zabiega o ślub i każdy chce czuć się wolny. W takim przypadku nie ma sensu zmuszać kogokolwiek by przyjmowali jakąś odgórnie narzuconą formułę.

149 Ostatnio edytowany przez KSandraK (2025-04-09 03:42:12)

Odp: Brak zaręczyn
madoja napisał/a:

Nie zawsze ślub wynika z dziwnej presji u kobiety "bo koleżanki są po ślubie, bo mama pyta" itd.
W moim przypadku po zaręczynach zupełnie został odpuszczony temat ślubu. Dopiero po 4 latach bycia razem doszliśmy do wniosku że czas coś z tym zrobić bo:
- ciągle trzeba było tłumaczyć kurierom kim dla siebie jesteśmy, czasami podpisując się musiałam dodać w nawiasie że narzeczona, w dziwny sposób było to upokarzające;
- w szpitalu był problem by wejść; owszem w końcu mnie wpuścili, ale było marudzenie, narzekanie że "inne nazwisko, to nie rodzina";
- ułatwiłoby nam to w przyszłości jakieś wzięcie kredytu dla małżeństw;
- mogliśmy prowadzić wspólne konto w banku czy na Allegro;
i parę innych.
Po prostu małżeństwo ułatwia wiele rzeczy w kwestii czysto ekonomicznej, część ludzi chyba o tym zapomina.

Spoko, kwestie prawne i ekonomiczne jak najbardziej istnieją. Natomiast z pierwszego postu w tym wątku wyraźnie wybrzmiewa dla mnie parcie na dziecko i poklask koleżanek. Facet ma być dawcą spermy. Kolejny post wręcz mówi o byciu z nim z braku laku i o ekhm... realistycznie niskich oczekiwaniach. Najnowsze posty to zupełny religijny odlot, bo chyba troll uznał że został wzięty zbyt na serio, lol.

Zakładam, że sama nie robiłaś swojemu partnerowi awantur, że masz już X lat i ile można czekać na oświadczyny, bo musisz zdążyć z dzieckiem (jak w pierwszym poście wątku).

Też zauważ, że część problemów które podajesz wynikała z nieogarniania przez innych ludzi koncepcji bycia razem bez ślubu (tak jak przykładowa mama która pyta) lub były możliwe do ominięcia inaczej niż ślubnie, a niektóre są trochę względne:

- kurier narzeka --> z tym akurat się nie spotkałam, żeby kurier kręcił nosem na podpisy. Zwykle stawiają jakiś maziaj w apce albo zostawiają paczkę na trawniku i jadą hmm Wymóg dopisku że narzeczona wydaje mi się wręcz oburzający.
- szpital --> jest taki kwitek ze zgodą na dostęp do danych medycznych, w razie śmierci itp. który pewnie by to rozwiązał. Na ile wiem tą zgodę można udzielić komukolwiek (nie musi to być prawnie rzecz biorąc rodzina). W szpitalu (nie chodziło o poród) lekarze często zakładali, że ja i mój facet jesteśmy małżeństwem (prawdopodobnie był to po prostu taki zwrot grzecznościowy, "pani mąż" itd.) i słyszałam o sytuacji, że jak kolega siedział z koleżanką na SOR też domyślnie zakładano, że są parą. Ta uwaga o nazwisku którą cytujesz jest strasznie zaściankowa, zmiana nazwiska przy ślubie nie jest obowiązkowa, strasznie średniowieczne podejście.
- kredyt w przyszłosci --> ma znaczenie, jeśli taki kredyt weźmiecie / bierzecie. Jeśli w przyszłości nie weźmiecie, nie robi różnicy.
- łączone konto bankowe --> tu bez ślubu ani rusz smile jednak ma swoje plusy i minusy, zależy na co patrzeć. Można natomiast udzielić sobie w banku wzajemnie pełnomocnictw na konta, które są oddzielne, uzyskując podobny efekt co konto małżeńskie.

150 Ostatnio edytowany przez athariel (2025-04-16 20:15:33)

Odp: Brak zaręczyn

To ja napiszę ze swojej perspektywy - wieloletniej partnerki/konkubiny/matki wspólnych dzieci, a obecnie żony.
Jeśli chodzi o wspólne konto czy kredyt to nie ma żadnego problemu aby mieć wspólne. Obecnie można sobie założyć wspólne konto z kim się chce (przynajmniej w mBanku, ale podejrzewam że w innych bankach tak samo). Kredyt na dom też nam dali bez ślubu i nikt o nic nie pytał.
Natomiast tak, kwestie pytań "kim Pani jest", nazewnictwa są irytujące. Mi to bardzo przeszkadzało i zdarzało się bardzo często. Najczęsciej chodziło o sytuację kiedy mówię komuś że coś zrobi (np odbierze dzieci, przyjedzie po zamówienie itp) mój nie-mąż. Przykładowo - odstawiam dzieci do przedszkola i mówię "dziś odbierze je.." - no właśnie, kto? "ojciec" brzmi jakbyśmy byli po rozwodzie, "partner" brzmi jakby to nie on był ojcem, po imieniu - nie każdy musi wiedzieć jak on ma na imię itd. Do tego fakt, że miałam inne nazwisko niż dzieci tez był często uciążliwy - np piszę maila do rodziców ze szkoły. Oni znają moje dziecko, wiedzą jak ma na nazwisko (np. Kacper Kowalski) więc normalnie pisząc maila czy sms podpisałabym się np. Kasia Kowalska i każdy by wiedział, że jestem mamą  Kacpra Kowalskiego. Ale ja muszę podpisać się np Kasia Nowak, więc nikt nie kojarzy kim jestem, więc musze dopisać - Kasia Nowak, mama Kacpra Kowalskiego. I wiele podobnych sytuacji.
Być może niektórym to nie przeszkadza, dla mnie było zwyczajnie uciążliwe. Szczególnie odkąd pojawiły się dzieci. Z braku dobrych słów zaczęliśmy mówić o sobie na zewnątrz "mąż" i "żona" aby nie musieć tłumaczyć kim kto jest. Co już w ogóle było absurdalne, bo czułam się jakbym okłamywała tego przysłowiowego kuriera, że w domu paczkę odbierze "mąż", a przecież faktycznie on mężem nie jest.
Podsumowując - zdecydowanie prościej jest ze ślubem niż bez. I choćby dlatego myślę, że warto go wziąć. Chyba, że ktoś ma faktycznie jakiś powód dla którego zdecydowanie ślubu nie chce. Ale w takie "bo to nic nie zmienia i jest mi niepotrzebne" to do końca nie wierzę. Zmienia to, że jest łatwiej. Ze nie trzeba na każdym druczku upoważniać kogoś tam i wpisywać z imienia, nazwiska i peselu.

KSandraK napisał/a:

Też zauważ, że część problemów które podajesz wynikała z nieogarniania przez innych ludzi koncepcji bycia razem bez ślubu (tak jak przykładowa mama która pyta) lub były możliwe do ominięcia inaczej niż ślubnie, a niektóre są trochę względne:

- kurier narzeka --> z tym akurat się nie spotkałam, żeby kurier kręcił nosem na podpisy. Zwykle stawiają jakiś maziaj w apce albo zostawiają paczkę na trawniku i jadą hmm Wymóg dopisku że narzeczona wydaje mi się wręcz oburzający.
- szpital --> jest taki kwitek ze zgodą na dostęp do danych medycznych, w razie śmierci itp. który pewnie by to rozwiązał. Na ile wiem tą zgodę można udzielić komukolwiek (nie musi to być prawnie rzecz biorąc rodzina). W szpitalu (nie chodziło o poród) lekarze często zakładali, że ja i mój facet jesteśmy małżeństwem (prawdopodobnie był to po prostu taki zwrot grzecznościowy, "pani mąż" itd.) i słyszałam o sytuacji, że jak kolega siedział z koleżanką na SOR też domyślnie zakładano, że są parą. Ta uwaga o nazwisku którą cytujesz jest strasznie zaściankowa, zmiana nazwiska przy ślubie nie jest obowiązkowa, strasznie średniowieczne podejście.
- kredyt w przyszłosci --> ma znaczenie, jeśli taki kredyt weźmiecie / bierzecie. Jeśli w przyszłości nie weźmiecie, nie robi różnicy.
- łączone konto bankowe --> tu bez ślubu ani rusz smile jednak ma swoje plusy i minusy, zależy na co patrzeć. Można natomiast udzielić sobie w banku wzajemnie pełnomocnictw na konta, które są oddzielne, uzyskując podobny efekt co konto małżeńskie.

Posty [ 131 do 150 z 150 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024